wtorek, 23 października 2018

Najmłodsi wałbrzyscy strzelcy

Miniony ligowy weekend przyniósł wiele emocji w ekstraklasie, a jednym z bohaterów był 17-letni Mateusz Młyński, który nie dość, że zdobył bramkę po efektownej akcji, to wpisał się do historii rozgrywek, jako pierwszy strzelec ligowej bramki urodzony w XXI wieku. Kilka godzin wcześniej, w meczu 4.ligi grupy wschodniej na Stadionie 1000-lecia rówieśnik Młyńskiego, Patryk Rękawek zdobywając bramkę dla Górnika Wałbrzych wszedł do elitarnego grona wałbrzyskich ligowców, którzy strzelili gola przed 18 urodzinami.
Dla Rękawa sobotni występ przeciwko Nysie Kłodzko był dopiero drugim w I zespole seniorów. Debiutował miesiąc wcześniej w Wołowie, ale występ przeszedł bez echa, bo wiele okazji do pokazania swoich umiejętności nie miał. Przy Ratuszowej również został wprowadzony za Mateusza Sawickiego w końcowej fazie meczu i strzałem po rzucie rożnym wyprowadził swój zespół na prowadzenie, którego niestety nie udało się utrzymać.
W dniu zdobycia premierowego trafienia w seniorach Rękawek liczył 17 lat 8 miesięcy i 29 dni. Dokładnie tyle samo za sobą życia miał Sebastian Matuszak, który w drugoligowym meczu Zagłębia Wałbrzych ze Stilonem Gorzów celnym strzałem ustalił wynik meczu na 2:0. Obu zawodników łączy nie tylko data pierwszego trafienia, ale opinia uzdolnionego zawodnika. Choć w przypadku Rękawka nie dorównuje jeszcze, póki co osiągnięciom pochodzącego ze Strzegomia Matuszaka, który występował w reprezentacji Polski juniorów, grał z powodzeniem na drugim szczeblu rozgrywek.
Analizując listę najmłodszych strzelców ligowych wałbrzyskich zawodników w ostatnich 30-40 latach, rzuca się w oczy fakt, że tylko nieliczni z tego grona nie zaliczyli gry w reprezentacji Polski. Włodarczyk grał w kadrze A, Kosowski w olimpijskiej, pozostali w kadrach juniorskich, niektórzy jeszcze przed debiutem w seniorach. Zaszczyt gry w koszulce z białym orłem na piersi póki co ominął najmłodszych z tego grona, czyli urodzonych w bieżącym tysiącleciu, ale należy trzymać kciuki, że kiedyś trafią na listę powołanych do kadry. W reprezentacji nie zagrał również Zbigniew Zawadzki, którego trafienie w meczu z Szombierkami zostało wymazane,z powodu wycofania się z rozgrywek 2.ligi Górnika. Wałbrzyszanie jesienią 1991 przeżywali ogromne problemy finansowe, stąd oddanie walkowerem meczu w Częstochowie i wystawienie juniorów przeciwko Szombierkom, które w tamtym sezonie awansowali do 1.ligi. Bytomianie rozgromili gospodarzy aż 9:1, a jedyne trafienie dla Górnika było autorstwa właśnie Zawadzkiego.
Na pierwszym miejscu listy najmłodszych strzelców znajduje 15-letni Adrian Rzepecki, bohater Górnika z derbowego meczu przy Ratuszowej, gdy pokonując Waldemara Nowickiego ustalił wynik na 2:0. Jak przyszłość pokazała, był to łabędzi śpiew biało-niebieskich: w lidze się nie wiodło zespołowi, klub upadał, co ostatecznie skończyło się wycofaniem z rozgrywek. Talent Adriana był ogromny, niestety, z różnych względów nie osiągnął tyle, co mógł, a nawet powinien. Nie wypłynął w Sokole Pniewy, Miedzi Legnica czy Radomiaku.
Niedługo po 16.urodzinach bramkę w zespole seniorów celebrowali Piotr Włodarczyk i Michał Bartkowiak. Ten drugi, podobnie jak Rzepecki, Kostko i Duś, swoje trafienie zaliczył w ligowym debiucie. Dla Marcina Góreckiego, zapomnianego utalentowanego napastnika, gol w 3.lidze był jedynym trafieniem podczas gry w Wałbrzychu.
Z kolei Jacek Cieśla w oficjalnym meczu w seniorach wpisał się o wiele wcześniej, bowiem w 12 sierpnia 1992 w wieku 16 lat 5 miesięcy i 27 dni wpisał się na listę strzelców w pucharowym meczu przeciwko Naprzodowi Rydułtowy.
O ile wspomniany na początku Młyński jest pierwszym strzelcem w ekstraklasie urodzonym w XXI wieku, to w Wałbrzychu ligowe bramki strzelano już półtora roku temu. W B klasie szkoleniowiec Zagłębia Wałbrzych Marek Carewicz chętnie sięgał po juniorów. Oprócz zdobywania boiskowego doświadczenia Jakub Kostko, jego imiennik Fijałkowski czy Szymon Pawełek wpisali się na listę strzelców zanim ukończyli 17 lat. Fijałkowski w swoim drugim meczu ligowym aż pięciokrotnie pokonał bramkarza Gromu Panków!
Zestawienie dotyczy zawodników klubów z Wałbrzycha i gdyby przyjrzeć się strzelcom z innych drużyn samego podokręgu wałbrzyskiego to byłby nieco inny zestaw nazwisk.  Przykładowo Kacper Kulik z Włókniarza Głuszyca (rocznik 2002) swego premierowego gola w seniorach strzelił w ub.sezonie w meczu z Sudetami Dziećmorowice mając 15 lat, 5 miesięcy i 29 dni.

poniedziałek, 15 października 2018

Setka Sławomira Orzecha

W sobotę w Marcinkowicach Górnik Wałbrzych podtrzymał passę w tej rundzie w spotkaniach z Sokołem: kolejny mecz na boisku rywala (wcześniej w Wielkiej Lipie), gospodarze mimo prowadzenia 2:0 schodzą z boiska pokonani. Mecz rozstrzygnięty został dopiero w doliczonym czasie gry, okupiony został dwoma napomnieniami, co oznacza, że ukarani Jan Rytko i Tomasz Wepa, po 4 żółtych kartkach nie będą mogli zagrać w najbliższym ligowym spotkaniu. Cierpliwość do Rytko trenera Jacka Fojny skończyła się tuż po przerwie wprowadzając w jego miejsce Sławomira Orzecha. Dla 25-letniego defensora był to jubileuszowy setny występ ligowy w barwach Górnika.
Popularny Orzi jest wychowankiem wałbrzyskiego klubu. Obrońca już od sezonu 2008/09, w wieku 15 lat, występował ze starszymi kolegami w Dolnośląskiej Lidze Juniorów. Trener Mirosław Otok nie bał się go desygnować do gry, a grał ze starszymi od siebie o 2-3 lata zawodnikami! Jego dobra gra nie pozostała bez echa. Był powoływany do kadry rocznika 1993 Dolnośląskiego ZPN prowadzonej przez Leszka Dulata, a w styczniu 2009 Robert Bubnowicz dołączył go do I zespołu.Zimą brał udział w sparingach Górnika najczęściej wchodząc w końcówkach meczów. W oficjalnym meczu I drużyny Górnika PWSZ Wałbrzych Sławek zadebiutował w maju 2009, w półfinałowym meczu PP OZPN Wałbrzych - w Szczawnie Zdroju zagrał 90 minut przeciwko juniorom MKS Szczawno Zdrój. 30 maja w 27.kolejce liderujący, mający zapewniony awans do 3.ligi, Górnik podejmował Kuźnię Jawor. Trener Bubnowicz w 87 minucie za Dariusza Michalaka wprowadza 16-letniego Orzecha. Co prawda podczas jego obecności na murawie jaworzanie wyrównują na 2:2, ale i tak gra Sławka nie pozostała bez echa. Od czasu Adriana Rzepeckiego jest najmłodszym debiutantem w I zespole Górnika, a od debiutu Piotra Włodarczyka w KP Wałbrzych najmłodszym wałbrzyskim ligowcem.
W trzecioligowym sezonie 2009/10 Orzech pierwszy raz trafia w meczu seniorów- w styczniowym sparingu w Mirsku, z A-klasową Kwisą Świeradów Zdrój (7:1) strzałem z dystansu podwyższył wynik na 4:0. Mimo, że grał w sparingach przed obiema rundami, kilkanaście razy był w meczowej kadrze, ani razu nie dane mu było zagrać w trzecioligowym spotkaniu Górnika.
Przed drugoligowym sezonem 2010/11 17-letni Orzech ponownie zalicza mecze sparingowe, nawet wpisuje się na listę strzelców, ale jesienią nie ma co liczyć na grę, kilka razy łapiąc się jedynie na ławkę rezerwowych. Mimo tego w kwietniu 2011 trener kadry U-18 Władysław Żmuda wysyła dla niego zaproszenie na konsultację kadry rocznika 1993. Zdecydowana większość ówczesnych szczęśliwców jest dziś absolutnie anonimowa za wyjątkiem Rafała Kurzawy (Górnik Zabrze), dziś reprezentanta Polski. Miesiąc później mecz w Chojnicach kibice z Wałbrzycha zapamiętali z możliwości oglądania w całości relacji video w internecie. Górnik zagrał jedno z najlepszych spotkań w 2.lidze ogrywając Chojniczankę 3:0, a w końcówce meczu Kornela Dusia zastępuje jego rówieśnik Sławomir Orzech. Sezon 10/11 to bardzo dobre,drugie miejsce w Dolnośląskiej Lidze Juniorów za Zagłębiem Lubin, a wśród ówczesnych partnerów byli m.in. K.Jarosiński, K.Drąg, D.Chajewski, D.Grzesiak, D.Radziemski.
W sezonie 2011/12 Górnik rozpoczyna w okrojonym składzie personalnym z powodu udziału zawodników w Akademickich Mistrzostwach Europy, co dało Orzechowi okazję gry od 1.minuty zarówno w Pucharze Polski, jak i w lidze przeciwko GKS Tychy. Później pozostała mu regularna gra w juniorach, ławka w 2.lidze, a także gra w A klasowych rezerwach. Zimą oficjalnie wraz o rok starszym Dominikiem Radziemskim został przedstawiony jako gracz I zespołu. Wiosną zalicza 10 spotkań, a w końcówce sezonu nie tylko występuje od pierwszej minucie, ale zalicza pełne spotkania. Gra na prawej obronie często pełniąc rolę plastra najgroźniejszego napastnika.
Sezon 2012/13 to już 30 występów ligowych i aż 11 żółtych kartek, do tego niezapomniana przygoda w Pucharze Polski (5 meczów i przegrana walka o ćwierćfinał po dogrywce z Olimpią Grudziądz). W sezonie 2013/14 to 29 spotkań (8 żółtych kartek i 1 czerwona w wyniku dwóch żółtych z Zagłębiem Sosnowiec) i wreszcie ligowe trafienia! Premierowe ligowe trafienie Orzi zalicza w niezwykle dramatycznym meczu z Ruchem Zdzieszowice. Zdzichy prowadzą 1:0, wyrównuje Zinke pod koniec meczu, w ostatniej minucie kontuzja bramkarza gości, zmiana w bramce, doliczony czas i jak wyliczyli dziennikarze w 12 minucie doliczonego czasu gry Sławek w zamieszaniu podbramkowym pokonuje Patryka Sochackiego zapewniając 3 punkty. Później pokonał Amadeusza Skrzyniarza (MKS Kluczork, 2:1) i Pawła Besera (Warta Poznań, 3:1). Tygodnik Piłka Nożna dwukrotnie wybiera go do Jedenastki Kolejki,a szkoleniowiec kadry U-20 Jacek Zieliński powołuje go na konsultację szkoleniową (m.in. z Michałem Kopczyńskim z Legii, Jackiem Góralskim z Wisły Płock, czy Rafałem Kurzawą z ROW Rybnik).
W sezonie 2014/15 trener Andrzej Polak ani razu nie skorzystał z usług Orzecha, który nie znalazł uznania nawet po wyleczeniu urazu. Po raz pierwszy zagrał, gdy I zespół prowadził Piotr Przerywacz. Jerzy Cyrak początkowo stawiał na Sławka, ale potem posadził na ławce, by tuż przed startem rundy wiosennej wypożyczyć do Bielawianki. 15 meczów w 3.lidze i brak poprawy 15.lokaty spowodowały spadek bielawian do 4.ligi.
W trzecioligowym sezonie 2015/16 to 19 spotkań i bramka strzelona Manuelowi Kowalskiemu z Budowlanych Lubsko (7:1). W decydujących barażach brakuje go z powodu kontuzji. Latem na dwa lata opuszcza Wałbrzych i gra w niemieckim Rot-Weiß Bad Muskau z półroczną przerwą na grę w austriackim ASV Kienberg/Gaming.W Bad Muskau zdarzyło mu się zagrać nawet w roli bramkarza.
Latem wrócił do czwartoligowego Górnika, ale początkowo nie grał z powodu kontuzji. Powrót do gry i 3 rozegrane mecze oznaczają, że Orzech dobił do setki ligowych spotkań. Zdobył w nich 4 bramki i zobaczył 30 żółtych kartek.
25-letni obrońca ma jeszcze wiele lat przed sobą gry i jeśli ominą go urazy swój dorobek na pewno co najmniej podwoi.

czwartek, 11 października 2018

Wspomnień czar w Nowej Rudzie.

W środę w Nowej Rudzie doszło do pucharowego spotkania miejscowego Piasta z Górnikiem Wałbrzych. Spowodowało to mobilizację wśród najwierniejszych sympatyków obu drużyn, ale i wśród służb porządkowych. Stadion przy ulicy Sportowej był głośny, ale nie zapełniony w takim zakresie jak bywało to w przeszłości. Oprócz górniczego rodowodu oba kluby łączy fakt, że najlepszy w historii okres przypadał na lata 80-te ubiegłego stulecia. Wówczas też doszło do pucharowego spotkania Piasta z Górnikiem, które przez długie lata było wspominane w Nowej Rudzie.
Do złotego okresu lat 80-tych Piast mógł się pochwalić jedynie dwuletnią grą na zapleczu dzisiejszej ekstraklasy. W 1958 jako beniaminek zajął 9.miejsce (na 12 zespołów) wyprzedzając m.in. żegnającego się z tym szczeblem rozgrywek Górnika Wałbrzych. Rok później jedenaste, przedostatnie miejsce oznaczało degradację. W latach 70-tych noworudzki zespół zanotował swój największy sukces w historii występów w Pucharze Polski na szczeblu centralnym. W edycji 1978/79 trzecioligowy Piast po ograniu Orkanu Częstochowa 5:1, Odry Wodzisław (3.liga) 3:1, w III rundzie wyeliminował u siebie słynny Górnik Zabrze, który wówczas grał w 2.lidze. Dwa gole 18-letniego wówczas Andrzeja Świerczewskiego i długoletniego kapitana zespołu Ryszarda Rosiaka spowodowały, że do przerwy było szokujące 3:0! Skończyło się ostatecznie 3:1, a w 1/16 finału pucharową przygodę Piasta zakończyła pierwszoligowa Arka wygrywając w Nowej Rudzie 1:0 po celnym trafieniu Ryszarda Kurzepy. Gdynianie w tamtejszej edycji doszli aż do finału, w którym pokonali Wisłę Kraków 2:1.
Mimo sukcesów w lidze i europejskich pucharach Zagłębia Wałbrzych, to lata 80-te XX wieku były złotym okresem dla okręgu wałbrzyskiego. 6 lat gry na najwyższym szczeblu Górnika Wałbrzych, dekada (bez sezonu) Zagłębia Wałbrzych czołowego wówczas drugoligowca, historyczny sezon w 2.lidze Kryształu Stronie Śląskie i czas Piasta Nowa Ruda. 7.miejsce w sezonie 1986/87, 3.miejsce -1987/88 i przegrany baraż o awans do 1.ligi z GKS Jastrzębie (0:0, 0:1), 7.miejsce -1988/89 i przegrany baraż ze Stalą Stocznia Szczecin (2:2, 1:1) o miejsce w zreformowanej 2.lidze.
Oczywiście najważniejszym meczem w historii Piasta jest dwumecz z Jastrzębiem, pechowo przegrany awans do 1. ligi.
Jednak do czasu awansu do drugiej ligi w Nowej Rudzie wspominało się tylko o meczach pucharowych edycji 1984/85. Jesienią'84 ówczesny beniaminek 3.ligi, wcześniej triumfator okręgowego PP w I rundzie ogrywa Budowlanych we Wrocławiu 3:0 (2:0), w II rundzie w Nowej Rudzie poległa drugoligowa Polonia Bytom 1:2 (1:1). Los w 1/16 Piastowi przyznał za rywala Górnika Wałbrzych, który kiepsko rozpoczął swój drugi sezon pierwszoligowy. Już bez trenera Horsta Panica, ale z trenerem Janem Calińskim oraz nowymi twarzami kadrowiczem Tadeuszem Dolnym, byłym reprezentantem juniorów Jerzym Kowalikiem, zdolnym wychowankiem Bielawianki Januszem Górą i powracającym do Wałbrzycha po grze w Stali Mielec i Cracovii Henrykiem Janikowskim. Górnik sezon rozpoczął pechowo sezon - z wyjazdów z Gdańska i Katowic wywozi remisy 1:1, a u siebie dwukrotnie prowadzi 1:0,by ulec Widzewowi i Motorowi w stosunku 1:2. W 5.kolejce po porażce w Zabrzu 0:1 wałbrzyszanie, wciąż bez zwycięstwa, zajmowali odległe 13.miejsce. W 20 ligowych meczach 1984 roku Górnik wygrał zaledwie raz! Mecz z grającym dwie klasy rozgrywkowe niżej Piastem miał być znakomitą sposobnością na przełamanie się.
Natomiast noworudzianie, prowadzeni z kolei przez znakomitego ongiś skrzydłowego Zagłębia Wałbrzych i Legii Warszawa Tadeusza "Ferrari" Nowaka, w swoim składzie mieli m.in. wychowanka Górnika Ryszarda Mordaka. Na stadion przy ul.Sportowej, który według ówczesnych źródeł mógł pomieścić 5 tysiące widzów, na spotkanie pucharowe z Górnikiem wypełnił się w nadkomplecie. Nie zabrakło sporej grupy kibiców z Wałbrzycha, która już w 6 minucie musiała przełknąć gorzką pigułkę, gdy Sylwester Wandzel, pochodzący z Kudowy napastnik, pokonał Ryszarda Walusiaka. W 30 minucie wyrównał z rzutu karnego Mirosław Rusiecki, ale dzielnie walczący noworudzianie nie dali sobie już wbić gola. Krakowski arbiter Wiesław Bartosik zarządził dogrywkę, a w niej w 104 minucie gola na wagę awansu zdobył Jerzy Turoń, były napastnik Zagłębia Wałbrzych. Radość po końcowym gwizdku była ogromna w Nowej Rudzie. Po meczu nie obyło się bez chuligańskich wybryków i co niektórzy wałbrzyszanie boleśnie pamiętali powrót do Wałbrzycha.
Ryszard Mordak - piłkarz i trener,
zarówno w Wałbrzychu jak i Nowej
Rudzie.
[foto:blogpilkarza.blogspot.com]
Piast wówczas zagrał w składzie: Lesław Kuraś - Krzysztof Pasiut, Ryszard Mordak, Sławomir Drąg (88 Piotr Szafraniec), Stanisław Aksamit, Sołobodowski, Andrzej Biliński, Górski (40 Sobolewski), Sylwester Wandzel, Andrzej Świerczyński, Jerzy Turoń. Górnik wystawił najsilniejszy skład: Ryszard Walusiak - Jerzy Kowalik (46 Ryszard Spaczyński), Sławomir Majewski, Jacek Drapiński, Marek Gawryszewski, Marian Kowalski, Włodzimierz Ciołek, Mirosław Rusiecki, Janusz Góra (75 Krzysztof Truszczyński), Zbigniew Stelmasiak, Leszek Kosowski.
Mecz Piasta z Górnikiem był jedynym przypadkiem, by na szczeblu centralnym rywalizowały ze sobą drużyny z okręgu wałbrzyskiego. W walce o ćwierćfinał podopieczni Tadeusza Nowaka po dwóch miesiącach spotkali ze słynnym Widzewem Łódź. Mecz oglądany przy nadkomplecie widzów (ok. 7000) nie przyniósł niespodzianki - trzecioligowcy przegrali 0:3 (0:3) po golach Jerzego Leszczyka 2 i Dariusza Dziekanowskiego. Podobnie jak 5 lat wcześniej, pogromca Piasta sięgnął po trofeum!
Wiele nazwisk kursowało pomiędzy Wałbrzychem a Nową Rudą, głównie górą był ruch spod Chełmca. Nazwiska m.in. Borconia, Mordaka, już niestety śp. Józefa Ciołka zapisały się na trwale w historii Piasta, o której można poczytać na blogu Sebastiana Piątkowskiego i Michała Uszpulewicza. Z kolei wałbrzyszanie nie mieli szczęścia do transferów z Nowej Rudy. Mimo robienia sporych podchodów do Górnika nie trafili znakomici zawodnicy będący czołowymi graczami drugiej ligi (Świerczyński, Sawczuk, Marchewka). Po latach co prawda trafią Warzocha czy Lubieniecki, ale najlepsze lata mieli już za sobą. Na początku dekady, gdy przy Ratuszowej odradzał się futbol pod egidą Górnika/Zagłębia trener Ryszard Mordak sięgnął w Piaście po Marka Wojtarowicza, Rafała Wodzyńskiego czy Grzegorza Michalaka. Ostatnim zawodnikiem, który przyszedł z Nowej Rudy był Maciej Udod dziś rekreacyjnie grający w okręgu jeleniogórskim, natomiast do Piasta nie tak dawno na krótko trafili Wojciech Rzeczycki i Michał Starczukowski.
Niedoszły napastnik Górnika, a obecnie snajper
Piasta Bartosz Chabrowski w walce z Dariuszem
Michalakiem.
[foto: Tomasz Druciak]
W Pucharze Polski Piast rywalizował później z Górnikiem już na szczeblu okręgu. W sezonie 1998/99 dwumecz pomiędzy czwartoligowcami rozstrzygnęli na swoją korzyść wałbrzyszanie. W Nowej Rudzie padł remis 2:2 (gole dla gospodarzy zdobyli Paweł Hupało i Marcin Łazarewicz z karnego, a dla Górnika Marek Wojtarowicz i Rafał Tragarz), a w rewanżowym półfinale biało-niebiescy rozbili rywala 3:0 po hat-tricku wspomnianego Tragarza. 6 lat później już w finale PP OZPN Górnik/Zagłębie wygrał z czwartoligowym Piastem 3:1, po trafieniach Marka Wojtarowicza 2, Grzegorza Michalaka i Piotra Juraszka dla gości. Ciekawostką jest fakt, że wszyscy strzelcy wcześniej reprezentowali barwy rywala.
W tym sezonie Piast, ponownie w roli beniaminka, walczyć będzie o utrzymanie. Póki co ciężko idzie w lidze podopiecznym Przemysława Achrema - 9 meczów to 2 komplety punktów przy 7 porażkach, w tym aż 4 domowych. Pucharowy mecz z Górnikiem to przede wszystkim presja noworudzkich kibiców, którzy niestety, musieli po raz kolejny pogodzić się z niepowodzeniem. Trener Jacek Fojna w porównaniu z ligą dał odpocząć Marcinowi Smoczykowi, Mateuszom Sobiesierskiemu i Sawickiemu, Tragarz i Wepa zagrali dopiero po przerwie. Cieszy powrót po kontuzji do gry Miłosza Rodziewicza. Mimo ambitnej gry Piasta i optycznej przewagi prowadzenie zdobył Górnik po strzale samobójczym Rafała Bolisęgi. Po przerwie wynik uderzeniem z dystansu ustalił Damian Chajewski. W doliczonym czasie gry nadzieje mógł miejscowym przywrócić Artur Osicki, ale jego uderzenie z rzutu karnego obronił Damian Jaroszewski.
Górnik w półfinale spotka się w Żarowie ze Zjednoczonymi, którzy wygrali 4:2 (2:2) z Bielawianką. Znów z rzutu wolnego trafił Maciej Rakoczy z Bielawy. Faworyt tegorocznej edycji, Lechia Dzierżoniów, gościł na boisku występującego w klasie okręgowej Granitu Roztoka i nie miał problemów z awansem wygrywając 5:0. Rywalem trzecioligowców będzie Orzeł Ząbkowice, który w serii rzutów karnych ograł w Świdnicy Polonię-Stal. W regulaminowym czasie było po 1, a obronioną jedenastkę miał golkiper gospodarzy wałbrzyszanin Gracjan Błaszczyk, który w lidze musi z ławki dopingować Bartłomieja Kota. Z kolei jego klubowy kolega Wojciech Szuba z 11 metrów obił jedynie poprzeczkę. W pucharze po remisie nie ma dogrywki, od razu wykonuje się rzuty karne - Błaszczyk, podobnie jak jego vis a vis Szymon Brandl bronią po dwa karne, a dodatkowo świdnicki Brazylijczyk Marcos Baumgarten trafia w poprzeczkę i ostatecznie 4-3 wygrywają ząbkowiczanie.

wtorek, 9 października 2018

Orzeł bez Rajtera powstrzymał lidera.

W niedzielne popołudnie do Wałbrzycha zawitał czwartoligowy beniaminek, którego wizyta wzbudziła spore zainteresowanie. Głównym powodem dobrej, jak na tę ligę, frekwencji jest oczywiście postawa gospodarzy, którzy po ośmiu kolejnych zwycięstwach przewodzą ligowej tabeli. Po drugie Orzeł Prusice, zajmujący przed 9.serią spotkań zajmował wysokie trzecie miejsce, co spowodowało, że pojedynek na murawie Stadionu 1000-lecia urósł do miana meczu na szczycie. Zespół z Prusic nie ma bogatej historii tak jak inni czwartoligowi rywale wałbrzyszan, choćby z Nowej Rudy czy Bielawy. Przełom nastąpił dwa lata temu, kiedy dzięki pozyskaniu sponsora. Wówczas też pozyskano kilku zawodników z czwarto- i trzecioligową przeszłością. Nic dziwnego, że A-klasowy sezon 2016/17 był spacerkiem, a kolejny już w klasie okręgowej, zakończył się również awansem. Bieżący sezon to przede wszystkim skuteczność Grzegorza Rajtera, który jak na warunki czwartoligowe jest prawdziwą gwiazdą. 30-letni napastnik w swojej karierze grał co najwyżej w 3.lidze w barwach Pogoni Oleśnica, Motobi Kąty Wrocławskie, Polonii Trzebnica i Ślęzy Wrocław. Dopiero w tym ostatnim błysnął skutecznością, kiedy to uzyskał ponad 100 goli w ponad 160 meczach. W ubiegłym sezonie w klasie okręgowej Rajter sięgnął po koronę króla strzelców z 46 bramkami. Natomiast bieżący rozpoczął od 4 bramek w Bielawie, a później w trzech meczach ustrzelił hat-tricka,by po 8 kolejkach legitymować się dorobkiem 16 trafień. Kontuzja w ostatnim meczu spowodowała, że wałbrzyscy kibice nie mogli zobaczyć jak się Rajter zaprezentuje na tle defensywy wałbrzyskiej.
Ale Orzeł Prusice to nie tylko Rajter, bo jakby się przyjrzeć to w składzie znajdziemy kilku ligowców gwarantujących odpowiednią jakość, o czym przekonali się w niedziele wałbrzyszanie. 35-letni Karol Buchla bronił w drugoligowych Czarnych Żagań, gdzie prowadził go obecny szkoleniowiec Arki Gdynia Zbigniew Smółka. Blok defensywny trzyma 34-letni Dariusz Zalewski, który rok temu zaliczył samobója przy Ratuszowej w barwach MKP Wołów, ale wcześniej przeciwko wałbrzyskim piłkarzom grał w barwach Gawina Królewska Wola, Polonii Trzebnica, Wulkanu Wrocław. Konrad Kątny to wiele lat w Ślęzie Wrocław, Artur Monasterski grał w 1.lidze w Podbeskidziu, Miedzi i Odrze, w pomocy 36-letni Krzysztof Ostrowski w ekstraklasowym Śląsku, Legii i Widzewie, a w ataku rok młodszy Przemysław Stasiak, który do wałbrzyskiej bramki trafiał w barwach trzebnickiej Polonii oraz Wulkanu Wrocław.
Górnik nie znalazł sposobu na defensywę Orła Prusice. Od lewej:
Artur Monasterski, Dariusz Michalak i Karol Buchla.
[foto:walbrzych24.com]
W Wałbrzychu zaczęło się od pewnego czasu liczenie kolejnych zwycięstw. Każda seria ma swój koniec i passa kolejnych triumfów od początku sezonu znalazła swój kres w meczu z Prusicami. Początek meczu nie zapowiadał późniejszych kłopotów, bowiem gospodarze powinni zdobyć co najmniej jedną bramkę w pierwszym kwadransie gry. Najefektowniej mógł to uczynić Szymon Tragarz, który po minięciu obrońców miał już praktycznie leżącego na murawie Buchlę i wystarczyło przerzucić nad nim futbolówkę, ale uderzył wprost w niego. Strzały Oświęcimki, Krzymińskiego czy Sobiesierskiego nie stanowiły problemu dla bramkarza Orła, a ponadto w kilku przypadkach po dograniach z obu skrzydeł zabrakło niewiele, by wałbrzyszanie z kilku metrów skierowali piłkę do siatki. Im dłużej trwał mecz, tym było gorzej. Przede wszystkim zawodnicy Górnika dawali ponieść się niepotrzebnym emocjom. Orzeł oddał dosłownie dwa strzały na bramkę Jaroszewskiego, autorstwa Przemysława Stasiaka i obiektywnie mówiąc przy odrobinie szczęścia mógł wywieźć nawet komplet punktów z Ratuszowej. O ile sporo się działo pod bramką Buchli do przerwy, to po zmianie stron widać było wyciągnięcie wniosków w przerwie przez trenera Adriana Bergiera. W I połowie najgroźniej wyglądały szybkie ataki biało-niebieskich po przejęciu piłki na własnej połowie, w drugiej prusiccy zawodnicy już takiej możliwości im nie dawali. Łatwo rozszyfrowali operującego tylko lewą nogą Chajewskiego, Sobiesierski odbijał się od twardo grających obrońców jak od ściany. Szybko zorientowano się w obozie Orła, że rośnie frustracja u miejscowych, którym umykała szansa na kolejne zwycięstwo. Wymuszone faule, gra na czas, a także prowokowanie, w czym górował doświadczony Artur Monasterski. Nie do końca nad tym panował również wrocławski sędzia Radosław Kasprzyk, który nie popisał się choćby w 50 minucie, gdy przerwał akcję Górnika 25 metrów przed bramką rywala, by ukarać zawodnika Orła i cofnąć grę na środek boiska. Tym samym zawodnicy gości skorzystali na tym, choć sędzia mógł ukarać Huberta Miarę w najbliższej przerwie w grze.
Pod koniec meczu najbliższy uzyskania bramki był powracający do składu Dominik Woźniak, który przedarł się przez obrońców, ale zabrakło mu miejsca na oddanie precyzyjnego strzału. Egoistycznie próbował zakończyć akcje Chajewski, który miał wyraźnie rozregulowany celownik. Podsumowaniem nieudanego występu lidera było wykluczenie Marcina Smoczyka za dwie żółte karki. W ogóle kary indywidualne dla wałbrzyszan obrazują postawę w meczu, która raczej nie mogła przynieść pozytywnego zakończenia:
Tomasz Wepa - po gwizdku sędziego niepotrzebnie strzela do bramki gości. Mimo pretensji jak najbardziej prawidłowa decyzja arbitra,
Marcin Smoczyk - faul po naskoczeniu na przeciwnika,
Jan Rytko -  najłatwiej dający się wyprowadzić z równowagi gracz Górnika, zaczął w dość desperacki sposób faulować uciekającego mu rywala już na połowie gości, choć spokojnie mógł spróbować go powstrzymać w późniejszej fazie tej akcji,
Dariusz Michalak - po gwizdku sędziego niepotrzebna przepychanka ze Stasiakiem, co skończyło się napomnieniami dla obu zawodników,
Marcin Smoczyk - zdecydowane wejście w nogi rywala, jak najbardziej słuszna kartka.
Musi martwić łatwość, w jaki sposób złapali kartki wałbrzyszanie, które niebawem będą powodować absencje w meczach.
Za Orłem przyjechało kilkunastu kibiców z Prusic, którzy nie zachowywali się ani prowokująco, ani też zbytnio nie afiszowali się ze swoimi sympatiami. Mimo to zabranie szalika ponad 50-letniemu sympatykowi chwały wałbrzyszanom nie przyniesie...
Remis spowodował, że Śląsk II od lidera dzieli zaledwie punkt. Do zakończenia sezonu zostało jeszcze sporo meczów i zapewne nie jest to ostatnia strata punktów przez podopiecznych Jacka Fojny. Nie można również rozpatrywać remisu z Orłem w kategoriach kryzysu. Taki mecz, w którym piłka nie chce wpaść do bramki po prostu się zdarza. Większość zespołów przeciwko Górnikowi gra defensywnie wyczekując szans do kontrataków. Ponadto wałbrzyszanie najzwyklej w świecie zostali rozszyfrowani. Jacek Fojna obraca się w dość wąskim zestawie nazwisk: z jednej strony wymusiły to kontuzje (Stec, Tobiasz, Rodziewicz, Woźniak, Bogacz), z drugiej - brak zmienników, którzy zapewniliby odpowiednią jakość. Wiadomo, że w obronie zobaczymy Rytkę, Michalaka, Smoczyka, Krzymińskiego lub ewentualnie Orzecha, w pomocy kwintet Tragarz, Sawicki, Oświęcimka, Wepa, Chajewski, gdzie skrzydłowi po dwóch kwadransach zamienią się stronami, a w ataku albo Sobiesierski albo Woźniak. Przed Górnikiem ciężki wyjazd do Marcinkowic, a warto przyznać, że tamtejszy Sokół w ubiegłym sezonie dwukrotnie ograł wałbrzyszan. Dla Jacka Fojny będzie to pierwsze spotkanie z ekipą Marcina Krzykowskiego. Mecz z Orłem Prusice był trzynastym rozgrywanym w Wałbrzychu odkąd Fojna objął I zespół Górnika, przyniósł on pierwszy remis i zarazem dopiero drugi, w którym gospodarze nie strzelili bramki. Miejmy nadzieję, że mecz w Marcinkowicach przyniesie w końcu sukces w myśl do trzech razy sztuka.

środa, 3 października 2018

Półmetek rundy

W większości klas rozgrywkowych rozegrano połowę spotkań zaplanowanych w pierwszej rundzie rozgrywek. Kto zaskoczył sympatyków swoimi wynikami, a kto do tej pory rozczarował?
Najwyżej sklasyfikowany zespół z okręgu wałbrzyskiego, czyli Lechia Dzierżoniów początek bieżącego sezonu nie może zaliczyć do udanych. Drużyna przed sezonem straciła kilku kluczowych zawodników (Barski, Tomaszewski, Niedojad) i od pierwszego meczu okupuje miejsce w strefie spadkowej. Po 3 porażkach podopieczni Zbigniewa Soczewskiego zapunktowali w Tarnowskich Górach (1:1 z Gwarkiem), a na pierwszy komplet punktów zapracować dopiero w kolejce nr 6 (4:1 w Gorzowie Wlkp. ze Stilonem). Gdy wydawałoby się, że zespół zacznie regularnie punktować w 2 spotkaniach Lechia traci aż 10 bramek. Końcówka września to pierwsze domowe zwycięstwo (3:1 z Foto-Higieną) i kolejna zdobycz w Gorzowie (0:0 z beniaminkiem Wartą). Najważniejszym wydarzeniem nie tylko rundy, ale i nawet dekady było spotkanie Pucharu Polski I rundy szczebla centralnego z liderem ekstraklasy Jagiellonią Białystok. Faworyt ubiegłotygodniowego spotkania był tylko jeden, niewiadomą była jedynie liczba bramek, którą piłkarze z Podlasia mieli zaaplikować dzierżoniowianom. 998 kibiców przecierało oczy ze zdumienia jak piłkarzy Jagi zatrzymywał 20-letni Dominik Spaleniak, a z kolei Grzegorz Borowy i Damian Szydziak byli bliscy zdobycia gola.
Z lewej Dominik Spaleniak, a z prawej były napastnik Lechii, obecnie
Jagiellonii Białystok Patryk Klimala. [foto: Karol Michniewicz]
Ostatecznie Jaga wygrała 1:0, ale Lechia zdobyła ogromny szacunek za swoją postawę, nie tylko na boisku, ale i zabezpieczenie pobytu kibiców z Białegostoku. Nie wykluczone, że zimą kolejni zawodnicy Lechii pojadą na testy do mocniejszych klubów. Zwłaszcza postawa Spaleniaka wpadła w oko obserwatorom. Po kapitalnym początku przygody z Serie A Krzysztofa Piątka, baczniej zaczęto przyglądać się mniejszym klubom, którzy wypromowali przyszłych kadrowiczów. O Lechii pisano w gazetach, mówiono w telewizji. Miejmy nadzieję, że trzecioligowcy zaczną regularnie punktować - zaledwie 4 punkty dzielą od jedenastego miejsca.
W 4.lidze w grupie zachodniej z powodu wycofania się Olimpii Kowary o prymat rywalizuje 15 drużyn, co powoduje, że co kolejkę jedna pauzuje. Kompletem zwycięstw pochwalić się może Chrobry II Głogów, ale nie może to dziwić, skoro trener Jakub Wolny może liczyć na zawodników z I zespołu z  Trytką, Wasilukiem czy Drewniakiem na czele. Na chwilę obecną już 4 oczka do głogowskich rezerw traci AKS Strzegom, gdzie skutecznością imponuje Roland Emeka - najskuteczniejszy w grupie z 8 golami, a swoje trafiają byli zawodnicy Górnika Wałbrzych: Kamil Sadowski (5 bramek), Damian Migalski (4) i Marcin Morawski (1). Trzecią drużyną bez przegranej jest Górnik Złotoryja, który wiosną grywał głównie na własnym boisku, a jesienią może pochwalić się również skuteczną grą na wyjazdach. Zwraca uwagę skuteczność Bartosza Hanieckiego (7 goli). Rozczarowujący początek sezonu zaliczył zwycięzca z ubiegłego sezonu. Apis Jędrzychowice przegrał już 2 mecze, ale potrafił zremisować na gorącym terenie w Strzegomiu. Na chwilę obecną murowanym kandydatem do spadku jest Sparta Grębocice, która wszystkie dotychczasowe mecze przegrała.
Czwartoligowy gigant - Grzegorz Rajter
(Orzeł Prusice)
W grupie wschodniej jedyną drużyną bez porażki jest liderujący Górnik Wałbrzych, który kadrowo wygląda całkiem inaczej niż w czerwcu br. Powroty zawodników pamiętających 2.ligę pod Chełmcem plus kilku młodych zawodników z przeszłością w Zagłębiu Lubin póki co są receptą na fotel lidera grupy wschodniej. Faktyczny stan posiadania zamazuje ... terminarz, bowiem drużyna Jacka Fojny 6 z 8 meczów rozegrała na własnym boisku. Kłopoty z własnym obiektem mają Zjednoczeni Żarów, Unia Bardo i GKS Mirków/Długołęka, co odzwierciedla ich sytuacja w ligowej tabeli, gdzie okupują trzy ostatnie miejsca. Nie jest jednak powiedziane, że wiosną, wzorem Górnika Złotoryja, nie nadrobią na własnych boiskach jesiennych strat i zapewnią sobie utrzymanie. W walce o 1.miejsce głównym rywalem wałbrzyszan będzie Śląsk II Wrocław, który do tej pory stracił punkty tylko na boisku lidera. Trzecie miejsce sensacyjnie zajmuje beniaminek Orzeł Prusice, gdzie skutecznością szokuje Grzegorz Rajter. Były snajper m.in. Ślęzy Wrocław wystąpił do tej pory w 7 meczach (w ostatnim z powodu urazu musiał zejść już po 10 minutach) a strzelił aż 16 bramek! Jeśli kontuzję mięśniową wyleczy do niedzieli to w Wałbrzychu pasjonująco się zapowiada nie tylko rywalizacja lidera z trzecią drużyną, ale starcie najskuteczniejszego zawodnika ligi przeciwko najlepszej, obok wrocławskiej, defensywy grupy wschodniej.
O ile w Górniku można mówić o dobrym starcie to w innych zespołach z okręgu wałbrzyskiego humory są raczej umiarkowane. W zamykającej tabeli szóstce jest aż 5 przedstawicieli OZPN Wałbrzych. Zjednoczeni i Unia grają póki co na wyjazdach, Piast rozpoczął od zwycięstwa nad Polonią -Stalą, by potem przegrać kolejno 6 spotkań. W ostatniej kolejce nastąpiło przełamanie i noworudzianie ograli Unię Bardo, która pod koniec meczu przy stanie 0:2 opuściła boisko niezadowolona z pracy sędziów.  Nysa Kłodzko rozpoczęła od 3 niepowodzeń, w tym dwóch u siebie. Początek września to 3 derbowe spotkania w Kłodzku, gdzie kolejno Piast, Zjednoczeni i Orzeł musieli uznać wyższość gospodarzy. Dwa ostatnie spotkania to już dwie porażki piłkarzy Krzysztofa Konowalczyka. Na plus kłodzczan to skuteczność Maksymiliana Fryczkowskiego, który wrócił z Wrocławia i już na koncie ma 5 trafień. Orzeł Ząbkowice również gra w kratkę i pechowo (w Bielawie traci bramki w 90 i 93 minucie). Zbudowany na nowo zespół przez Tomasza Oleksego większość spotkań rozegrał również na wyjeździe, w Ząbkowicach Śląskich póki co Orzeł nie znalazł
W Świdnicy zakończono remont stadionu,który już
gościł reprezentację Polski juniorów.
[foto:swidnica24.pl]
pogromcy. Bielawiance niezwykle trudno będzie powtórzyć trzecie miejsce z ubiegłego sezonu, zwłaszcza, że drużynie przytrafiają się takie wyniki jak 0:5 z Prusicami. Na uwagę zwraca niezwykle skuteczny z rzutów wolnych Maciej Rakoczy, który z tego fragmentu gry zdobył już w tym sezonie 3 gole (2 lidze). O ile w Bielawie brakuje w tym sezonie zagranicznych gwiazd, to międzynarodowo zrobiło się w Świdnicy, gdzie początek sezonu był słabiutki - pierwsze zwycięstwo dopiero w 4.kolejce. Polonia-Stal wróciła szybko na odpowiednie tory, również dzięki skuteczności Alefe Lima Santosa czy Jhona Lee Do Carmo. Zespół Rafała Markowskiego wrócił na główną płytę świdnickiego OSiRu i można śmiało stwierdzić, że obecnie gra na najbardziej reprezentacyjnym obiekcie w okręgu wałbrzyskim! Wiosną na swoje obiekty w ligowych meczach wrócą pilkarze w Żarowie i Bardzie, ale remonty nie są realizowane z takim rozmachem co w Świdnicy.
Daniel Główka
W klasach okręgowych emocji również nie brakowało. We wrocławskiej ścisk w czołówce, gdzie pierwszą drużynę i piątą dzieli zaledwie 2 punkty. W tej grupie nie brakuje spadkowiczów z Wołowa i Oleśnicy.Niespodzianką jest słaba postawa Strzelinianki (zaledwie 1 punkt) i Mechanika Brzezina, który w czerwcu finiszował na 4.miejscu. W okręgówce legnickiej rewelacją rozgrywek jest KS Męcinka, który w 8 meczach zdobył komplet punktów. Ciekawostką jest, że czołowym pomocnikiem zespołu lidera jest Daniel Główka, 28-letni były ... bramkarz! Wychowanek Kuźni Jawor trafił do Miedzi Legnica, gdzie zadebiutował nawet w 2.lidze. W sezonie 2010/11 był zmiennikiem Damiana Jaroszewskiego w Górniku Wałbrzych, a później grał jeszcze w Karkonoszach Jelenia Góra i AKS Strzegom. Od kilku lat przekwalifikował się grając z powodzeniem w polu. Przed Męcinką reprezentował barwy Bazaltu Piotrowice.
W okręgu jeleniogórskim prowadzi Lotnik Jeżów Sudecki prowadzony przez doskonale znanego w rejonie Artura Milewskiego. Ten były napastnik ekstraklasowego jeszcze Górnika Wałbrzych pracuje w Lotniku trzeci sezon - pierwszy zakończył spadkiem z 4.ligi, drugi zakończył na 5.miejscu, a w tym ma za zadanie awansować. Póki co zawodzą spadkowicze - Nysa Zgorzelec na chwilę obecną ma już 10 punktów straty do lidera, a Olimpia Kamienna Góra zamyka tabelę odnosząc dopiero w 8.kolejce pierwsze zwycięstwo.
W wałbrzyskiej klasie okręgowej przed sezonem wśród faworytów wymieniano ekipy, które uplasowały się w minionym sezonie za Zjednoczonymi Żarów i Piastem Nowa Ruda. LKS Bystrzyca Górna, Kryształ Stronie Śląskie, Victoria Tuszyn i Skałki Stolec póki co nie mieszczą się w czołowym ligowym kwartecie. Przoduje póki co beniaminek Pogoń Pieszyce prowadzony przez Sebastiana Gorząda, który sezon w A klasie zakończył z imponującym bilansem 25 zwycięstw i jednym remisem.W bieżącym sezonie Pogoń, obok Włókniarza Kudowa Zdrój, Zamku Kamieniec Ząbkowicki i LKS Bystrzyca Górna, nie zaznała goryczy porażki. Po raz ostatni zespół braci Gorządów przegrał 29.04.2017, czyli prawie półtora rok temu, w Wałbrzychu z Czarnymi 1:2. Od tamtej pory, w kolejnych 42 spotkaniach nie znaleźli pogromców, choć aż 5 razy goście oddali mecz walkowerem. Zgodnie z oczekiwaniami spadkowicze z 4.ligi nie liczą się w walce o awans, co więcej przed nimi ciężka walka czeka o utrzymanie. W bezpośrednim pojedynku, w ostatniej kolejce w Jaworzynie Śląskiej Górnik Boguszów-Gorce wygrał 2:0 po bramkach w samej końcówce meczu i 3 wykluczeniach dla piłkarzy Jaworzyny. W obu zespołach sporo zmian, a w Boguszowie trener Marian Bach musiał sięgać po zawodników z roczników 2000-2002! Jednak największym rozczarowaniem początku sezonu jest postawa MKS Szczawno Zdrój, które latem zyskało solidnego sponsora, wypożyczono byłych juniorów z Górnika Wałbrzych, a tymczasem zamiast walki o czołowe lokaty ostatnie miejsce w tabeli! Trener Tomasz Poros ma do dyspozycji praktycznie zawodników co najwyżej 22-letnich (wyjątek 28-letni Michał Starczukowski),którzy póki co zawodzą.
W A klasie kompletem punktów mogą się pochwalić: z okręgu wrocławskiego WKS Wierzbice (z wychowankiem Górnika Wałbrzych Tomaszem Sokołem w składzie), Wratislavia Wrocław (spadkowicz z okręgówki), Burza Godzieszowa (beniaminek!), Bór Oborniki Śląskie, z legnickiego Gwardia Białołęka ,z jeleniogórskiego Czarni Lwówek Śląski, Pogoń Markocice. W okręgu wałbrzyskim nie zespołu z kompletem zwycięstw, ale za to w grupie II rywalizacja o awans jest najbardziej zacięta. Po 8 kolejkach aż 4 ekipy legitymują się dorobkiem 21 punktów (7 zwycięstw i 1 porażka). Rezerwy Bielawianki (przegrana z dziesiątą w tabeli Klubokawiarną Roztocznik), Ślęża Ciepłowody (z Wojciechem Ciołkiem w składzie, strzelcem 5 bramek, porażka w Bielawie 1:2), Cukrownik Pszenno (z Dariuszem Filipczakiem - 4 gole, 0:3 w Piskorzowie),Płomień Makowice (1:2 w Ciepłowodach).
We wszystkich okręgach rozegrano kilka rund Pucharu Polski. W wałbrzyskim Polonia-Stal desygnowała aż 3 ekipy, oprócz seniorów zagrali juniorzy starsi (odpadli dopiero w 1/8 finału i to z najwyżej sklasyfikowanym rywalem Lechią Dzierżoniów, ale wcześniej ograli po karnych lidera okręgówki Pogoń Pieszyce), juniorzy młodsi. Największą niespodzianką było wyeliminowanie AKS Strzegom, który po serii karnych uległ w Roztoce. Za tydzień Granit w ćwierćfinale sprawdzi Lechię, a w pozostałych meczach o półfinał będą walczyć wyłącznie czwartoligowcy.
W okręgu jeleniogórskim Karkonosze wzorem świdniczan wystawili 3 drużyny, z czego aż dwie zagrają w 1/4! Juniorzy nie stoją na straconej pozycji w rywalizacji ze słabiutkim ostatnio Włókniarzem Mirsk, a seniorzy zagrają na boisku A-klasowego Rybaka Parowa. Największą sensacją edycji jest porażka Apisu Jędrzychowice z Cosmosem Radzimów (kl.okr.) 1:3. W legnickim również zespoły czekają na ćwierćfinały, a największą sensacją jest rozgromienie lidera 4.ligi Chrobrego II przez outsidera tej samej grupy Spartę Grębocice (w lidze 0 punktów) aż 5:0. Hitowo zapowiada się pojedynek rezerw Zagłębia i Miedzi, Górnik Polkowice sprawdzi Stal Chocianów. W okręgu wrocławskim zespoły są dopiero po 1/16 finału. Do tej pory z niespodziewanie z rozgrywkami pożegnali się piłkarze Sokoła Marcinkowice po karnych w Kobierzycach.

poniedziałek, 24 września 2018

Powrót Orzecha i kanonada.

Sławomir Orzech jest jednym z grupy zawodników, którzy wrócili na Ratuszową po dwuletnim okresie nieobecności. Zbliżający się do setki ligowych występów obrońca, z powodu urazu nie mógł w sierpniu zaliczyć ponownego debiutu. W ubiegłym tygodniu wreszcie dostał szansę gry w zespole rezerw. Popularny Orzi wybiegł na A-klasowe boisko w Walimiu, gdzie pomógł odwrócić losy meczu - do przerwy 0:2, w 54 minucie strzela kontaktowego gola, a Górnik II ostatecznie wygrywa 3:2. Po trzech dniach Orzech wybiegł już w I składzie Górnika. W pucharowym pojedynku rywalem był LKS Bierkowice. Drużyna ze wsi położonej 5 km do Kłodzka legitymuje się największym sukcesem w postaci trzeciego miejsca w A klasie w sezonie 1999/2000. Drużyna w swojej historii funkcjonowała pod nazwami Iskra, Plon, Bielimex. W 2006 roku Ludowy KS zajmował w swojej grupie A klasy 9.miejsce, by niespodziewanie wycofać się z rozgrywek. Drużyna reaktywowana
Oskar Winiarski i Sławomir Orzech w pucharowym
meczu z LKS Bierkowice.
[foto:walbrzych24.com]
została przed sezonem 2011/12, głównie dzięki zaangażowaniu Jana Kwiatkowskiego, miejscowego ... księdza i zarazem piłkarza. Po 4 latach gry udało się powrócić do A klasy, gdzie bierkowiczanie grają do dnia dzisiejszego. Na koszulkach LKS w bieżącym sezonie widnieje napis "Parafia Piszkowice", obecne miejsce posługi księdza Kwiatkowskiego, gdzie jest proboszczem. Jacek Fojna musiał uważać przy kompletowaniu składu w PP, bowiem w zespole rezerw grali już m.in. Młodziński, Bogacz, czy Jakacki. Odpoczywał Marcin Smoczyk, a podstawowi zawodnicy (Wepa, Oświęcimka, Rytko, Sawicki) zagrali po 45 minut. Biorąc pod uwagę, że LKS okupował dopiero 12.miejsce w A-klasowej tabeli, a w pucharze wymęczył awans najpierw ze słabiutkim GLKS Kamiennik (po rzutach karnych) i 5:4 z Sudetami w Międzylesiu, można było spodziewać się popisów strzeleckich wałbrzyskich ligowców. Górnicy jednak grali spokojnie, kontrolując przebieg meczu, bardziej skupiając się, by ograć młodszych kolegów, bowiem dłuższy występ zaliczyli Winiarski, Rękawek, Krawczyk, Kokoszka czy Marciniak. 4:0 stanowić może najmniejszy wymiar kary, ale trzeba docenić ambitną postawę gości.
O ile sympatycy Górnika spodziewali się gradu bramek w meczu z LKS Bierkowice, to zapewne nikt nie spodziewał się tak efektownej wygranej w czwartoligowym meczu. Przeciwnikiem biało-niebieskich był GKS Mirków Długołęka. Beniaminek, który dwa lata temu występował w ... A klasie. Zespół prowadzony przez Bartosza Mazura startu w lidze nie może uznać za udany. Co prawda wyjazdowych porażek przy Oporowskiej i w Wołowie można było się spodziewać. Po nich przyszła jedyna ligowa wygrana - 2:1 w Kłodzku. W jedynym spotkaniu rozegranym na własnym obiekcie GKS zremisował 3:3 ze Zjednoczonymi Żarów, dla których do tej pory jest jedyny wywalczony w bieżącym sezonie punkt...Delegacje do Prusic i Marcinkowic beniaminek zakończył z zerowym kontem punktowym i solidarnie przywiezionym bagażem po 4 stracone gole. Trener Mazur znany ze szkolenia młodzieży, w Wałbrzychu wśród 17 zawodników, których desygnował do gry w trakcie 90 minut pięciu było z rocznika 2000, a dwóch z 1999. Z drugiej strony w II połowie widzieliśmy Edwina Kuszyka 34-letniego eks-ligowca z Polaru Wrocław, który przeciwko wałbrzyszanom grał w barwach Motobi Kąty Wrocławskie, Wulkanu Wrocław i Polonii Trzebnica. Ukraiński pomocnik Volodymyr Leshchuk wyróżniał się spóźnionymi interwencjami w pojedynkach z Wepą i Oświęcimką, szybko zobaczył żółtą kartkę i na drugą połowę już nie wyszedł. Brazylijczyk Robson imponować mógł jedynie fryzurą, bowiem na boisku niewiele dawał swojej dużynie.
Z kolei Jacek Fojna postawił na żelazne ustawienie z jedną korektą - Sławomir Orzech zastąpił w składzie Mateusza Krzymińskiego, który w pucharowym meczu zdobył dwie bramki. Orzi został partnerem Smoczyka na środku defensywy, a na lewą stronę bloku powędrował Dariusz Michalak, który ostatni raz na tej pozycji zagrał w czasach gry wałbrzyszan jeszcze w drugiej lidze!
Mecz rozpoczął się dla miejscowych idealnie,bowiem już w 6 minucie Tomasz Wepa uderzeniem z ponad 25 metrów pokonuje 18-letniego Alana Kułaka. Poniżej bramka z profilu facebookowego Górnika:
Po strzeleniu bramki obraz gry się nie zmienił - wałbrzyszanie kontrolowali grę w środku pola, a gościom brakowało argumentów, by zagrozić bramce Jaroszewskiego. Rekonwalescent Szymon Stec oglądał kolegów z trybun, a rezerwowym był po raz pierwszy w tym sezonie Kamil Reczulski, który kilka godzin wcześniej wyleciał z boiska w meczu Wojewódzkiej Ligi Juniorów z Górnikiem Polkowice. O ile juniorzy mają na koncie komplet porażek, tak seniorzy Górnika wręcz przeciwnie. W meczu z Mirkowem bramkę nr 2 strzela Mateusz Sobiesierski, który głową sfinalizował dośrodkowanie Jana Rytko. Prawa strona, gdzie Rytko współpracował z Sawickim sprawiała wiele problemów rywalom, zresztą Sawka powinien zdobyć co najmniej jedną bramkę w I odsłonie. Najpierw w sytuacji sam na sam z Kułakiem nie udał mu się lob, a w 40 minucie po dograniu Rytko w idealnej sytuacji jest faulowany przy oddawaniu strzału trafiając w słupek. Na szczęście arbiter widział to zdarzenie dyktując rzut karny. Piłkę na wapnie pewnie ustawił Dariusz Michalak, który ostatnią próbę zmarnował. Tym razem strzelił w prawy róg bramkarza, pewnie przy słupku i już praktycznie do przerwy było po meczu - 3:0. Goście przy odrobinie szczęścia mogli wcześniej skorygować wynik. Idealnej sytuacji nie wykorzystał doświadczony Marek Siwek, którego pozostawili bez opieki obrońcy Górnika, a on głową fatalnie spudłował. Wreszcie w 34 minucie najbardziej znany zawodnik Mirkowa Dariusz Góral (debiut w ekstraklasie w Śląsku Wrocław, gra w 1-ligowym MKS Kluczbork i Polonii Bytom) wykorzystał niezdecydowanie Orzecha, który musiał ratować się faulem przed polem karnym. Sędzia oczywiście podyktował rzut wolny dla gości i ukarał wałbrzyskiego defensora żółtą kartką, choć gdyby pokazał czerwony kartonik, mógłby wybronić się z tej decyzji.
Dramat Miłosza Rodziewicza.
[foto: Jacek Zych]
Po przerwie zziębniętych kibiców rozgrzał Damian Chajewski. Górnik grał pierwszy kwadrans po zmianie stron z polotem, pomysłowo i goście niewiele mogli zrobić. Chajo najpierw wykorzystał zagranie Oświęcimki i pewnym strzałem podwyższył na 4:0. Nie minęły dwie minuty a zakotłowało się na polu karnym gości. Co prawda Szymon Tragarz skiksował przy oddaniu strzału, ale stojący za nim Chajewski umieścił futbolówkę w bramce - 5:0 i 5 bramek w tej rundzie Damiana Chajewskiego, co stanowi dokładnie połowę jego bramkowego dorobku w ligowych występach w barwach Górnika. W międzyczasie kolejną swoją bramkę powinien strzelić Sobiesierski.
Trener Jacek Fojna dokonuje zmian wprowadzając młodszych zawodników. Niestety, dla Miłosza Rodziewicza występ nie tylko kończy się bardzo szybko, ale i dramatycznie. Po starciu z kapitanem GKS Damianem Żminkowskim pada z krzykiem bólu na murawę, a koledzy od razu krzyczą w stronę ławki rezerwowych, że potrzebna będzie nie tylko zmiana, ale i przyjazd karetki. Rodziewicza żegnały oklaski otuchy, a o tym, że nie doszło do dramatycznej kontuzji na twiterze poinformował ... prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej. Miłosz uniknął operacji, o własnych siłach opuścił szpital i być może niebawem będzie mógł wrócić do zajęć.
Po tym zdarzeniu atmosfera zarówno na boisku jak i na trybunach wyraźnie siadła. Mimo to, gospodarze wciąż prowadzili grę do przodu co w krótkim odstępie czasu przyniosła kolejne dwa gole. Tym razem w roli głównej wystąpił Szymon Tragarz, który w I połowie był ... jednym z najsłabszych zawodników Górnika. Tragi często gubił piłkę, dokonywał złych wyborów, bardzo długo dochodził do swojej dyspozycji, do której przyzwyczaił. W 69 minucie po jego akcji niefortunnie interweniuje Żminkowski, który pakuje piłkę do własnej bramki. 4 minuty później rezerwowy Piotr Krawczyk przedziera się przez defensywę rywala, oddaje piłkę do Szymona, który w sytuacji sam na sam z Alanem Kułakiem nie daje mu szans. Im bliżej końca tym emocji coraz mniej, co wykorzystali goście z Mirkowa. Młody Grzegorz Zygadło wpadł w pole karne, niepotrzebnie z bramki wyszedł Jaroszewski, zagranie na środek pola, gdzie rezerwowemu Jarosławowi Gołdzie pozostało umieścić piłkę w bramce.
7:1 - tak wysoko Górnik nie wygrał od 21.05.2016 kiedy to w 3.lidze dolnośląsko-lubuskiej przy Ratuszowej biało-niebiescy rozgromili Ilankę Rzepin 9:0. Co ciekawe, dzień później drugi zespół Górnika wzorem kolegów z I zespołu mocno podreperował bilans bramkowy wygrywając aż 12:3. Wśród strzelców bramek znaleźli się zawodnicy, którzy w GKS Mirków pojawili się po przerwie. Krawczyk, Jakacki, Borowiec i Bogacz solidarnie strzelili po dwie bramki, a Młodziński dorzucił jednego. Dla Daniela Borowca, pozyskanego latem z Victorii Świebodzice, były to pierwsze trafienia w barwach Górnika, a biorąc pod uwagę, że dzień wcześniej debiutował w I składzie, śmiało Boro może powiedzieć o udanym weekendzie.
Za tydzień na Stadionie 1000-lecia lider będzie gościł outsidera - Zjednoczonych Żarów. Beniaminek z wałbrzyskiej okręgówki w 7 meczach zdobył tylko punkt. Ostatni mecz zakończył wstydliwym wynikiem 1:12, a ogólnie zespół traci 5 bramek/mecz.

niedziela, 16 września 2018

Komplet punktów w Wołowie

Jeszcze 3 lata temu piłkarze Miejskiego Klubu Piłkarskiego z Wołowa występowali na boiskach A klasy. Jako beniaminek wygrywają wrocławską klasę okręgową, by w kolejnym, już w 4.lidze finiszować na trzecim w grupie wschodniej. Ubiegły sezon MKP zakończył dopiero na 13.miejscu, co oznaczało degradację, ale na skutek wycofania się z rozgrywek Olimpii Kowary wołowski klub ponownie występuje na piątym szczeblu rozgrywek. Zespół po Arturze Nahajło objął Piotr Bolkowski, poprzednio pracujący w czwartoligowej Orli Wąsosz, który zastał klub bez czołowych zawodników.Król strzelców Kamil Ramiączek przeniósł się do Trzebnicy, trójka Ukraińców opuściła Wołów, najlepszy z nich Ihor Nahornyj przeszedł do Stali Brzeg, kapitan zespołu Dariusz Zalewski wybrał Orła Prusice. Liczbowo dokonano rotacji 14 nazwisk, nowymi zawodnikami zostali m.in. Daniel Wałęga (strzelec 4 goli w tym sezonie), Oskar Majbroda z Piasta Zmigród i przede wszystkim Michał Sikorski - rocznik 1982, z wałbrzyszanami rywalizuje już od 14 lat, wcześniej w MKS Oława, Pogoni Oleśnica i Stali Brzeg zaliczył 9 meczów, w których strzelił 3 bramki, ale i zobaczył 6 żółtych i 2 czerwone kartki.
Szatnia gości na wołowskim stadionie
Biorąc pod uwagę wyniki z ubiegłego sezonu, a także tak duże zmiany w kadrze, przed sezonem MKP był wymieniany w gronie zespołów, które będą się bronić przed spadkiem. W sukurs drużynie Piotra Bolkowskiego przyszedł terminarz. Pierwsze 4 mecze wołowianie rozgrywali na swoim obiekcie. Spotkania z Nysą Kłodzko oraz duetem beniaminków z Długołęki i Żarowa zakończyły się zwycięstwami. Dopiero wizyta Grzegorza Rajtera przyniosła zimny prysznic - Orzeł Prusice wygrywa 4:2. Również niepowodzeniem zakończył się pierwszy wyjazdowy mecz w tym sezonie - w Marcinkowicach Sokół wygrał 3:1.
Górnik Wałbrzych z kolei po wygraniu hitowego spotkania ze Śląskiem II objął samodzielne prowadzenie w tabeli. Wrocławianie grali o godzinie 11 i rozgromili Polonię-Stal Świdnica 4:0, dzięki obecności m.in. Arkadiusza Piecha, Jakuba Wrąbla, Daniela Szczepana, Macieja Pałaszewskiego czy Daniela Łuczaka. Z kolei Jacek Fojna nie mógł liczyć na wzmocnienia, wręcz przeciwnie, bowiem w porównaniu do poprzednich spotkań wciąż nie może liczyć na rekonwalescentów w osobach Pawła Tobiasza i Dominika Woźniaka, a do Wołowa w ogóle nie pojechali Damian Bogacz czy Miłosz Rodziewicz. Niespodzianką była obecność Szymona Steca w wyjściowym składzie. Świdnicki bramkarz tym samym debiutuje w oficjalnym meczu I zespołu Górnika.
Nazwa wołowskiego zespołu sprawia problemy wałbrzyskim mediom. Jak nie MPK, to MKS, aż trudno uwierzyć, że tak trudno rozszyfrować skrót Miejskiego Klubu Piłkarskiego. Wołowscy piłkarze grają na miejskim stadionie nazwanym imieniem Ryszarda Janieckiego, który był pierwszym trenerem futbolistów, gdy jeszcze grali pod szyldem Budowlanych. Obiekt posiada kilka płyt, a główna płyta otoczona jest tartanową bieżnią. Kryta trybuna to pięć rzędów krzesełek, których wyprofilowanie nie daje komfortu oglądania wydarzeń zwłaszcza po przeciwległej stronie boiska. Szatnia gospodarzy znajduje się w budynku klubowym, na którym umieszczony jest boiskowy zegar, podobny do wałbrzyskiego. Drużyna gości przebiera się z kolei w drugim budynku, umiejscowionym po przeciwnej stronie boiska! Obok trybuny krytej, sektor dla kibiców gości z klatką. W sobotnie popołudnie za piłkarzami Górnika przyjechał autokar z kibicami, którzy przy asyście sporej grupy policji i ochrony zajęła miejsce na sektorze przy klatce. W przerwie opuścili jednak wołowski obiekt.
Mecz MKP z Górnikiem rozpoczął się od ataków gości. Najpierw z rzutu wolnego nad murem uderzył Damian Chajewski, ale lekkie uderzeni bez problemów obronił Maciej Szaciłło. Kilka minut później za pola karnego ładnie huknął Szymon Tragarz, ale piłka poszybowała obok bramki. W odpowiedzi gospodarze mogli, a nawet powinni objąć prowadzenie. Jedyny raz w tym spotkaniu wałbrzyscy obrońcy nie upilnowali rywala, ale na szczęście przytomnie przed utratą bramki po strzale głową Krystiana Włodarczyka uchronił Szymon Stec. Niestety, 19-letni bramkarz padając doznał kontuzji stopy i musiał opuścić plac gry. Bardziej koszmarnego debiutu nie mógł sobie wyobrazić. Niecały kwadrans później, w niegroźnym wydawałoby się starciu z Oświęcimką kontuzji doznaje najgroźniejszy snajper MKP Daniel Wałęga, który również musi opuścić plac gry. Trzeba dodać, że legnicki sędzia Robert Parysek dał zawodnikom spory margines gry faul, często puszczając grę w sytuacjach, gdzie niejednokrotnie inni przerywaliby ją zdecydowanym gwizdkiem.
Do przerwy żadnej z drużyn nie udało się już stworzyć groźnej sytuacji,choć najbliżej był Oświęcimka, którego ekwilibrystyczne uderzenie sprzed bramki wybił kapitan gospodarzy Konrad Tabak, 40-latek, od którego jedynie Daniel Chęciński z Unii Bardo jest starszy wśród czwartoligowców z grupy wschodniej.
W przerwie w obu szatniach musiało paść sporo męskich słów,bowiem tempo wyraźnie wzrosło. Wołowianie w ciągu pierwszych 5 minut drugiej połowy aż trzykrotnie oddali mocne strzały w kierunku bramki gości. Ale tylko uderzenie Damiana Szaciło,które poszybowało tuż nad bramką mogło uchodzić za groźne. W obu odsłonach imponującymi wrzutami z autu popisał się obrońca Oskar Majbroda,po nich było większe zagrożenie niż po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry. Właśnie wykonanie stałego fragmentu gry miało decydujące znaczenie przy kluczowej dla losów meczu akcji. Na własnej połowie, w środkowej strefie boiska faulowany był Oświęcimka. Próbował szybko wznowić, ale rywal stał kilkadziesiąt centymetrów od niego i odbita piłka wróciła do Cimka. Sędzia nie reagował, choć miał wszelkie podstawy,by przerwać grę i ukarać żółtą kartkę piłkarza z Wołowa. Najprzytomniej zachował się w tej sytuacji Oświęcimka,który nie namyślając się ruszył z piłką do przodu, czym w prawił w osłupienie niektórych zawodników MKP. Skoro gra nie została przerwana, to na co miał niby czekać? Piłka trafiła na prawą stronę do Mateusza Sawickiego, który puścił w bój swojego imiennika Sobiesierskiego. Sopel wyszedł sam na sam z Maciejem Szaciłło, posłał piłkę do siatki zdobywając tym samym jedyną jak się okazało bramkę meczu.
Piłkarze z Wołowa oczywiście próbowali odrobić straty, ale zabrakło im argumentów w ofensywie. Po profesorsku grała para stoperów, która bezlitośnie dla rywala kasowała kolejne próby ataków. Trener Jacek Fojna daje szansę kolejnego debiutu w I zespole. Tragarza zastąpił filigranowy Patryk Rękawek z rocznika 2001. Występujący na lewej stronie boiska z każdą minutą nabierał pewności w grze. Początkowo mocno zagubiony, zarówno po twardych wejściach defensorów MKP jak i po męskich uwagach starszych kolegów, później potrafił wywalczyć rzut rożny, a nawet być blisko sytuacji strzeleckiej. Najwyraźniej zabrakło mu doświadczenia, by skutecznie uderzyć na bramkę, bowiem dosyć łatwo go zablokowano. W końcówce meczu pojawiają się Kamil Młodziński oraz kolejni nastolatkowie w osobach Piotra Krawczyka i Jana Jakackiego,którego z wysokości trybun dopingował ojciec. Mimo odmłodzenia składu wałbrzyszanie kontrolowali przebieg wydarzeń na murawie. Piotr Bolkowski również dokonał zmian, a rezerwowi nie dawali takiej jakości, co zawodnicy podstawowego składu. W końcówce wałbrzyszanie mogli pokusić się o jeszcze jedną bramkę, ale akcja 19-latków Jakackiego i Krawczyka została przerwana przez obrońców. Całkiem niepotrzebną żółtą kartkę zobaczył tuż przed zejściem z murawy Damian Chajewski. Chajo zachował się identycznie jak pomocnik MKP przy golu, stanął blisko piłki, a rywal zagrał w jego nogi. Tym razem sędzia sięgnął po żółty kartonik - całkiem niezrozumiałe zachowanie, zwłaszcza, że miało to miejsce w środkowej strefie boiska  i nie było to zalążkiem szybkiego ataku czy groźnej akcji.
Bieżący sezon Górnik rozpoczął serią 6 zwycięstw, podobna seria miała miejsce w trzeciej lidze 2009/10, która zakończyła się w 7.kolejce, gdy na Ratuszową przyjechał Chrobry Głogów i wygrał 1:0. Czy będzie podobnie za tydzień w meczu GKS Mirków?