poniedziałek, 31 sierpnia 2015

O prawidłowej perspektywie

Na Dolnym Śląsku kibice piłkarscy drużyn szczebla centralnego mogą mieć mieszane uczucia. We Wrocławiu piłkarze grają w kratkę, klub organizacyjnie w kwestiach marketingowych jest jednym z najgorszych w lidze (brak sponsora koszulkowego, na bandach stadionowych, malejąca frekwencja), w Lubinie beniaminek ma solidne wyniki, ale wciąż nie jest wyjaśniona ewentualna kwestia przekazania klubu z KGHM na garnuszek miejski. W 1.lidze rewelacyjnie poczyna sobie Chrobry, ale w Głogowie nikt nie odważy się powiedzieć o realnej walce o awans. A w Legnicy... Cóż Miedź po raz kolejny zaliczyła falstart. Lista transferów jak na tę klasę imponująca - Stasiak, Garguła to mistrzowie Polski oraz kadrowicze, Ślusarski to kilkadziesiąt bramek w ekstraklasie oraz uznani pierwszoligowcy w osobach Ilkowa-Gołąba, Garncarczyka czy Łuszkiewicza.Do tego były bułgarski kadrowicz Trifonow. Tę ekipę miał poprowadzić trener Ryszard Kuźma, którego największym sukcesem jest asystentura w Lechu Poznań. Wiosną pracował jeszcze w drugoligowej Siarce Tarnobrzeg, która zamiast bić się o awans szybko odpadła z grupy walczącej o prymat. W zgodnej opinii legniczanie powinni okupować miejsca w czołowej trójce, czwórce, a tymczasem po 4 meczach, w tym 3 domowych zespół zdobył dwa oczka i pożegnano się z Kuźmą. Misję ratowania Miedzi powierzono Ryszardowi Tarasiewiczowi, który przez właściciela klubu był wielokrotnie namawiany w przeszłości. Bilans Tarasia to dwa mecze, dwa zwycięstwa odniesione po bramkach w końcówce meczu. Oba pojedynki można było oglądnąć w telewizji Polsat Sport.
Pierwszy mecz z płocką Wisłą zakończył się wygraną Miedzi 1:0, choć po prawdzie wynik powinien być odwrotny. Poznański arbiter Piotr Idzik wraz z kolegami wypaczył bowiem wynik meczu. Trudno przypuszczać by wielkopolscy rozjemcy pomylili się specjalnie. Oglądając jednak przebieg meczu warto pochylić się nad zmorą większości piłkarzy oraz kibiców - czyli spalonym. Z interpretacją przepisów w kwestii ofsajdu większość nie ma problemów, ale najważniejszym elementem jest prawidłowe ustawienie się arbitra i odczytanie linii spalonego.
W 53 minucie meczu Miedź - Wisła goście wykonywali rzut rożny po którym Lebedyński głową uderza w kierunku legnickiej bramki (zdjęcie nr 1):
W chwili uderzenia piłki przez napastnika z Płocka żaden z jego partnerów nie znajdował się na spalonym. Linię spalonego wykreśla położenie przedostatniego zawodnika drużyny przeciwnej. Jakub Bąk - bo on znajduje się w polu bramkowym nie jest na spalonym, arbiter z kolei nie stoi równo na wysokości przedostatniego zawodnika Miedzi i tym samym nie jest w stanie ocenić prawidłowo sytuacji.
Co było potem? Uderzona piłka przez Lebedyńskiego z kilkunastu metrów odbiła się od słupka a stojący najbliżej Bąk wpakował piłkę do siatki.Asystent arbitra ruszył w kierunku środka boiska co jednoznacznie oznaczało zdobycie prawidłowo bramki:
Potem festiwal zdarzeń nie całkiem zrozumiałych nie tylko dla płocczan, ale i dla bezstronnych obserwatorów. Arbiter główny odgwizduje bramkę, protesty legniczan, podbiegnięcie do bocznej linii celem konsultacji z sędzią liniowym i ... odgwizdanie ofsajdu!
Sędzia liniowy popełnił elementarne błędy w sztuce sędziowania, które przerodziły się w wielbłądy wypaczające przebieg meczu. O ile złe ustawienie przy strzale Lebedyńskiego mogło się upiec w perspektywie prawidłowej decyzji o uznaniu bramki, to czemu nagle zmienił swoją decyzję???
Wisła przegrała mecz po kontrowersyjnej bramce w ostatniej minucie, gdy sędzia główny oraz kolejny asystent zignorowali zagranie ręką Michała Stasiaka. Wówczas goście stanęli oczekując gwizdka, a Bartczak strzelił złotą bramką.
Z wydawało się nic nie znaczącego meczu ligowego, jednego z wielu można wyciągnąć proste wnioski. Jedna czy dwie sytuacje ocenione nieprawidłowo mogą zdecydować o losach meczu, zniwelować wysiłek całej drużyny.
Piłkarska prawda głosi, że gra się do gwizdka sędziego - nieważne czy arbiter się pomylił czy nie, trzeba doskoczyć do rywala, zablokować strzał. Inną sprawą, nie mniej ważną - jest to co udokumentowane zostało zdjęciami - przy ocenie spalonego jest prawidłowe ustawienie.
Ile razy z perspektywy trybun czy też ławki rezerwowych liniowi słyszą często niecenzuralne uwagi pod swoim adresem, że podnieśli lub nie chorągiewkę do góry. Owszem, zdarzy się, że obserwatorzy są akurat w jednej linii, ale to bardzo rzadko ma miejsce taka sytuacja. Ale krytykując trzeba wziąć pod uwagę kto oceniał w prawidłowej perspektywie.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Smutny jubileusz Marcina Morawskiego

W dobrze zorganizowanym klubie piłkarz rozgrywający dwusetny mecz otrzymałby pamiątkową koszulkę z nr 200, oprawione zdjęcie lub też inną pamiątkę uświetniający jubileuszowy występ. Niestety, obecnie w wałbrzyskim Górniku - flagowym klubie ponad stutysięcznego miasta próżno wypatrywać takich akcji...
W sobotnim meczu w Brzegu o mistrzostwo 3.ligi Marcin Morawski, jeden z najstarszych piłkarzy całej ligi obchodził mały jubileusz dwusetnego ligowego meczu w barwach wałbrzyskiej drużyny. Nie jest to postać w wałbrzyskim futbolu anonimowa, wręcz przeciwnie. Dziś może postać nie doceniana, ale patrząc przez pryzmat tego co popularny Maran, Mały, Mara, Maradona osiągnął, co prezentował na boisku należy mu się duży szacunek.
Marcin to obok Adriana Rzepeckiego, Piotra Włodarczyka i Sebastiana Matuszaka największy piłkarski talent ostatniej dekady XX wieku. Zaczynał u Zbigniewa Góreckiego w Zagłębiu Wałbrzych, w trampkarzach grając ze starszymi, nawet o kilka lat kolegami. Talent dostrzeżony został szybko i Edward Klejndinst w latach 1995-96 powoływał go na mecze kadr U-16 i U-17, gdzie Morawski skompletował 8 meczów. Ciągnęła się za nim już od najmłodszych lat opinia krnąbrnego, egoistycznego gwiazdorka, ale i wielce utalentowanego. W 1998 wraz ze starszymi od siebie kolegami pod wodzą Wiesława Walczaka wywalczył 4.miejsce w mistrzostwach Polski juniorów.  Od jesieni'98 rozpoczyna się jego przygoda z seniorami. Górnik SSA Wałbrzych wycofany latem z rozgrywek drugiej ligi rozpoczyna odbudowę dwie klasy niżej. Duet trenerski Walczak - Mordak kadrę oparł na tych ligowcach co zdecydowali się zostać w Górniku uzupełniając ich juniorami. Marcin z różnych powodów, nie związanych z formą sportową, dopiero we wrześniowym spotkaniu w Świdnicy (3:0 z Polonią) zmieniając w 80 minucie Jarosława Falkenberga zalicza debiut w I zespole Górnika. W zwycięskim wówczas sezonie Morawski zagrał 28 razy i strzelił 11 goli.
Oto pełny bilans ligowych spotkań Marcina w I zespole wałbrzyskiego ligowca:
1998/99 - 4.liga (4.poziom rozgrywkowy) - 28 meczów/11 goli
1999/00 - 3.liga (3) - 29/11 goli
2008/09 - 4.liga (5) - 24/7 goli
2009/10 - 3.liga (4) - 25/5 goli
2010/11 - 2.liga (3) - 29/6 goli
2011/12 - 2.liga (3) - 30/7 goli
2012/13 - 2.liga (3) - 31/3 gole
2015/16 - 3.liga (4) - 4/0 goli
Jak łatwo wyliczyć, w 200 meczach Maran strzelił równe pół setki goli. Bodaj najpiękniejsze uderzenie można zobaczyć jeszcze na serwisie youtube:
Jesienią 2010 w taki sposób pokonał bramkarza Jaroty Jarocin. Oczywiście strzał z dystansu,z rzutu wolnego i rzutu rożnego to markowe uderzenia Marcina, po których padały bramki.
Marcin mógł i powinien więcej osiągnąć. Obserwowany był już podczas gry w juniorach, a ofertach z klubów ekstraklasy czy drugiej ligi mógłby napisać książkę. Wybór Morawskiego padł na łódzki Widzew, którego sława powoli mijała. Czas pokazał, że nie był to dobry wybór. Może trzeba było przenieść się do Płocka bądź Grodziska Wlkp?
W latach 2000-03 zaliczył 28 ekstraklasowych występów, a w międzyczasie podbił serca kibiców Włókniarza Mirsk (kto zrozumie wybór jeleniogórskiej okręgówki po grze w ekstraklasie??), Ceramiki Opoczno i niemieckiego Havelse. Od 2004 zaliczył prawdziwą wędrówkę po klubach niższych lig. O ile w trzecioligowych Żarach zbierał pochlebne recenzje to przeskok do Sosnowca (druga liga - zaplecze ekstraklasy) a potem Polkowic to już krytyka za nierówną formę. Po epizodzie w Gorzowie Wielkopolskim Marcin od 2008 był jednym z głównych architektów projektu nowego Górnika, który z piątego szczebla rozgrywkowego przebił się na szczebel centralny jakim jest druga liga. Lider środka, z czasem kapitan zespołu stał się symbolem drużyny, najbardziej rozpoznawalną postacią. Wiosną 2013, gdy ekipa Roberta Bubnowicza zaczęła dołować jednym z głównych winowajców ogłoszony został właśnie Morawski, który latem pożegnał klub z Ratuszowej przechodząc do pobliskiej Świdnicy, gdzie przez dwa sezony był jedną z czołowych postaci najpierw Polonii/Sparty, a potem Polonii-Stali (60 meczów i 18 goli), dwukrotnie zdobywając Puchar Polski na szczeblu OZPN Wałbrzych. Wiosną tego roku łączył grę z funkcją I trenera zespołu.
Latem,po spadku Górnika do 3.ligi wrócił do Wałbrzycha jako asystent trenera Bubnowicza, ale życie pokazało, że Marcin nadal jest potrzebny drużynie.
Jubileuszowy występ nr 200 okrasił Morawski żółtą kartką, a i taką kartkę powinna zobaczyć cała wałbrzyska drużyna. Foto-Higiena Gać dołączyła do Gawina Królewska Wola, Puszczy Niepołomice czy Piasta Karnin, czyli do galerii klubów, z którymi drużynie formatu Górnika nie przystoi przegrywać.
Wielu kibiców na dobrą sprawę nie potrafi wskazać geograficznie skąd pochodzi ostatni rywal Górnika, a o mały włos drużyna z Gaci nie zmiażdżyłaby (!!!) niedawnego drugoligowca. Gdyby nie dwie jedenastki doszło by do prawdziwego pogromu, bowiem Foto-Higiena prowadziła 3:0. Licznik wałbrzyszan bez zwycięstwa wyjazdowego wciąż bije.
Przed sezonem, gdy zaprezentowany został terminarz rozgrywek, w zgodnej opinii początek sezonu miał być spacerkiem dla Górnika. Tymczasem jesienią 2015 wałbrzyszanie prezentują formę Dr Jekyll (mecze w Wałbrzychu) i Mr Hyde (wyjazdy). Naprawdę ciężko racjonalnie wytłumaczyć indolencję wyjazdową. Przed drużynami wiele spotkań, nie ma co skreślać jakiejkolwiek z drużyn. Przykładem ekipa z Kątów Wrocławskich, która po 3 meczach miała zero punktów, bramki 0-13, a wywozi z Oporowskiej remis z rezerwami Śląska 1:1! Co prawda przewaga gospodarzy była momentami miażdżąca, ale i goście mogli pokusić się o zwycięską bramkę. Co ciekawe najbliższy wyjazd Górnik ma właśnie do Bystrzycy...

wtorek, 25 sierpnia 2015

Ponowny falstart Thoreza

Seniorzy Zagłębia Wałbrzych rozpoczęli ósmy sezon po ... hibernacji. Dla przypomnienia: w lutym 1993 zielono-czarni grający w 2.lidze łączą się z Górnikiem Wałbrzych (wówczas środek 3.ligowej tabeli) i powstaje Klub Piłkarski Wałbrzych,który przejmuje miejsce Zagłębia. Po KP był okres Sportowej Spółki Akcyjnej Górnik (1997-2000), ale ostatecznie klub wraca do neutralnej nazwy Górnik/Zagłębie. Kibice Zagłębie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce wskrzeszając drużynę seniorów w 2008 roku. Wtedy przy Ratuszowej czwartoligowiec idąc ku oczekiwaniom większości kibiców grał jako Górnik PWSZ.
W niedzielę popularny Thorez zaliczył najgorszą premierę. Wcześniej było bowiem różnie, ale nie najgorzej:
2008/09 - B klasa - Grodno Zagórze Śląskie (w) 1:1
2009/10 - B klasa - Husaria Grzędy (d) 3:0
2010/11 - A klasa - Unia Jaroszów (d) 2:1
2011/12 - A klasa - Czarni Wałbrzych (w) 3:2
2012/13 - A klasa - Gwarek Wałbrzych (w) 0:4
2013/14 - B klasa - Victoria II Świebodzice (d) 2:0
2014/15 - B klasa - Grodno Zagórze Sląskie (d) 4:1.
Tym razem w wałbrzyskiej "bundeslidze" rywalizować będzie zaledwie 6 zespołów. Siódmy - Kalenica Jugów skorzystała na wycofaniu się jednej z drużyn i grać będzie w wałbrzyskiej A klasie. Jest o tyle ciekawe, że wcześniej grali w kłodzkiej B klasie, ale z różnych względów woleli w Jugowie przenieść się pod jurysdykcję wałbrzyską.
W okrojonym składzie Zagłębie o awans ma walczyć z rezerwami Victorii Świebodzic, MKS Szczawno Zdrój oraz z Grodnem, Unią Bogaczowice i Podgórzem. Po tym jak do A klasy awansował Górnik Gorce i Iskra Witków, naturalnym faworytem stał się trzeci zespół ubiegłego sezonu,czyli Zagłębie. Piłkarze prowadzeni przez Józefa Borconia pożegnali co prawda Bartłomieja Kochanowskiego, ale za to wzmocnił defensywę Marcin Matysek. Wychowanek Górnika Wałbrzych grał w juniorach Stadionu Śląskiego Chorzów,po powrocie do Wałbrzycha zaliczył epizod w PP ze Starym Śleszowem, by na półtora roku wzmocnić trzecioligową Bielawiankę. Ostatni sezon spędził w Walimiu oraz Szczawnie Zdrój. Kibice spodziewali się, że w duecie z Jarosławem Borconiem będzie stanowił zaporę nie do przejścia, a tymczasem w premierze przyszedł zimny prysznic.
Przy Dąbrowskiego gościło Podgórze Wałbrzych, które wypunktowało Thorez aż 5:0 ! Jak na ironię jedną z bramek zdobył były thoreziak - Kochanowski. Premierową bramkę B-klasowego sezonu strzelił Łukasz Jaśkiewicz - nieco zapomniany zawodnik, którego kibice powinni kojarzyć z gry w bramce Górnika/Zagłębia Wałbrzych, z którym przeszedł szlak z A klasy do 4.ligi.
42-letni Jarosław Borcoń jest jednym z ostatnich mohikaninów dawnego Zagłębia, które rywalizowało na zapleczu ekstraklasy. Oprócz niego z powodzeniem w Pieszycach grają popularne "Smerfy", czy bracia bliźniacy Sławomir i Sebastian Gorządowie, którzy pamiętają grę przy Ratuszowej na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia. Z kolei w półfinale pucharu na szczeblu podokręgu Zagłębie zmierzy się z Białym Orłem Mieroszów, gdzie broni wciąż o rok starszy od Borconia Grzegorz Gruszka - broniący w przeszłości w Victorii, Górniku, Zagłębiu czy KP Wałbrzych.
Daniel Główka
Znając życie oraz to, że wciąż nie wiadomo jakie losy będą seniorów Gwarka Wałbrzych (czy reaktywują się czy nie- część zawodników przeszła do Mieroszowa) to kształt B klasy może nabrać całkiem innego wymiaru. Niewiadomą będzie postawa rezerw "ligowców" ze Świebodzic i Szczawna, bowiem wynik zależeć będzie od liczby graczy z bezpośredniego zaplecza I zespołów.
Wracając do kwestii grającego ex-bramkarza to najskuteczniejszym jest Daniel Główka - rocznik 1990. 5 lat temu po awansie do drugiej ligi Górnik sprowadził wychowanka Kuźni Jawor jako młodzieżowca, zmiennika Jaroszewskiego. Skończyło się jedynie na siedzeniu na ławie oraz grze w B-klasowych rezerwach Górnika. Potem grał w Jeleniej Górze, Strzegomiu i Jaworze, a obecnie rozpoczął trzeci sezon w barwach A klasowego Bazaltu Piotrowice (A klasa legnicka), gdzie nie tylko jest jednym z czołowych strzelców zespołu, ale i kapitanem zespołu.

Cimek strzelił gola

Spotkanie Górnika Wałbrzych z Lechią Dzierżoniów zapowiadało się ciekawie i śmiało kandydowało do miana hitu trzeciej kolejki 3.ligi. Za gośćmi przemawiało ... trzecioligowe doświadczenie, które jak ważne jest, to wałbrzyszanie przekonali się w Gorzowie w poprzednim meczu. Dzierżoniowianie w ubiegłym roku zanotowali niespotykaną passę, gdy jesienią skompletowali komplet wyjazdowych zwycięstw. Dolnośląska kadra walcząca bez powodzenia w finale kontynentalnym oraz z powodzeniem w krajowym Regions Cup,oparta była przede wszystkim na graczach Lechii. Tych sukcesów nie byłoby bez znakomitej pracy z młodzieżą, która często jest sprawdzana przez ekstraklasowe kluby. Juniorzy Lechii w tygodniu poprzedzającym derbowy bój dwukrotnie ograli rówieśników z Wałbrzycha i to pod Chełmcem.
Niestety,ci co chcieli zobaczyć derby byłego województwa wałbrzyskiego musieli obejść się ze smakiem. DZPN nad wyraz surowo potraktował incydenty z meczu z Karkonoszami, a w Wałbrzychu dopiero w piątek ruszyło informowanie kibiców. Z pewnością nie padł by tegoroczny rekord frekwencji (inna marka kibicowska w porównaniu z Karkonoszami, półmaraton), ale zapewne kilkuset fanów zasiadło by na trybunach Stadionu 1000-lecia. Szkoda.
Zbigniew Soczewski nie mógł skorzystać z usług Adriana Leśniarka - kapitana kadry DZPN, skuteczny Damian Niedojad usiadł na ławce rezerwowych,podobnie jak nieobecny we wcześniejszych meczach obrońca Filip Barski (przed rokiem testowany przez wałbrzyszan za kadencji Andrzeja Polaka), czy utalentowany 17-letni Jakub Bolisęga,który już był na testach w Śląsku czy Legii. W podstawowym składzie wybiegł powracający po pierwszoligowym graniu w Arce Gdynia i Bytovii Kamil Juraszek oraz jego imiennik- Śmiałowski, który ten sezon rozpoczął jeszcze w koszulce Górnika grając w Pucharze Polski. Otoczka jego przejścia zarówno z Dzierżoniowa do Wałbrzycha, jak i w odwrotną stronę raczej poróżniły działaczy obu klubów niż służyło współpracy klubów z jednego okręgu...
Na podstawie relacji internetowych można wnioskować jedno - goście zbytnio przestraszyli się faworyzowanych gospodarzy, którzy dopiero w drugiej odsłonie zdominowali przeciwnika. Ponownie piłkarze Roberta Bubnowicza mają problem ze stworzeniem sytuacji podbramkowej, a przede wszystkim ze skutecznością. Największe zagrożenie to rzuty wolne dyktowane wręcz hurtowo. Lechia, o czym pisze ich strona, ma spore pretensje do wrocławskiego arbitra Mirosława Mazgaja. Zaledwie 26-letni rozjemca już trzeci sezon gwiżdże na tym szczeblu, ale jeśli trafił mu się taki "wielbłąd", że pokazał żółtą kartkę innemu zawodnikowi niż winowajcy, to powinien odpocząć od sędziowania. Znając obiektywizm p.Łukasza Bieniasa pełniącego funkcję prezesa klubu jak i ...administratora strony internetowej, śmiało można założyć, że taka pomyłka miała rzeczywiście miejsce. Jaki będzie finał to przekonamy się za kilka dni, gdy związkowa witryna pokaże jaką notę otrzymał sędzia Mazgaj.
Bubnowicz nieco przemodelował skład Górnika - w końcu usiadł na ławkę Mateusz Krzymiński, którego na lewej stronie zastąpił Sebastian Surmaj, Dariusz Michalak powędrował na prawą stronę defensywy, a na środku zagrał Sławomir Orzech. W ofensywnych formacjach bez zmian i prawdę powiedziawszy z obecną kadrą raczej rewolucji nie ma co się spodziewać. Trzeba mieć nadzieję, że schematy wypracowywane na treningach wreszcie zaczną się sprawdzać, wreszcie będzie piłka dogrywana dokładnie do strzelca a piłkarze wykorzystają swoje drugoligowe doświadczenie,
Michał Oświęcimka strzela zwycięskiego gola.
[foto: dami.walbrzych.pl]
Czytając relację na lajfy.com można było odnieść wrażenie, że bramka Łukasza Malca była non-stop bombardowana. Te wrażenie tonują relacje z innych stron. Wizytówką wałbrzyszan staje się zdobywanie bramek w końcówkach meczu,bowiem bramka dająca komplet punktów padła w 85 minucie gry. Dość sensacyjnie brzmi, że strzelcem został Michał Oświęcimka. Popularny Cimek cieszy się zasłużoną estymą ze względu na serce do gry, niesamowitą walkę o każdą piłkę. O ile w wieku juniora zdobywał seryjnie korony króla strzelców w różnego rodzaju turniejach, to w seniorach Górnika do niedzieli strzelił raptem ... jednego gola! Pół setki drugoligowych zmagań od wiosny 2013 i tylko w pamiętnym meczu w Głogowie (2:0 czerwiec'13) zdołał pokonać bramkarza rywali. Miejmy nadzieję, że będzie to w przypadku Michała przełamanie i zacznie seryjnie strzelać bramki. Na taki przełom czeka kapitan Górnika Marcin Orłowski, który ponownie złapał żółtą kartkę - ciekawe kto wówczas zastąpi na szpicy popularnego Orła?
Paweł Żyra (Zagłębie II Lubin)
3.kolejka 3.ligi dolnośląsko-lubuskiej była ciekawa i kolorowa. Kto by się spodziewał, że ubiegłosezonowy mistrz ligi do tej pory nie ugra nawet punktu? W 4 meczach strzelano bramki w doliczonym czasie gry. Sędziowie pokazali aż 8 czerwonych kartek, z czego połowę w Żmigrodzie w pojedynku dwóch Piastów. Niespodziewanie górą byli niedawni pogromcy wałbrzyszan z gorzowskiego Karnina. Co ciekawe kat Górnika Oskar Raćko pojawił się na murawie dopiero w 70 minucie i po kilkudziesięciu sekundach puścił wiązankę wałbrzyskiego arbitrowi kosztującą go czerwoną kartkę. Do tej pory już tylko 4 drużyny nie doznały porażki. Beniaminek z Polkowic otwiera tabelę z kompletem zwycięstw. Ślęza i Polonia-Stal spotkały się ze sobą we Wrocławiu i podzieliły się punktami, choć wręcz miażdżącą momentami przewagę mieli gospodarze, którzy musieli sobie radzić bez supersnajpera Grzegorza Rajtera. Wreszcie rezerwy Miedzi, którzy posiłkowali się grupą pierwszoligowych graczy z eksreprezentantem Michałem Stasiakiem na czele.Mimo tego aż dwukrotnie nie potrafili z rzutu karnego pokonać bramkarza Stilonu Gorzów i goście wywieźli cenny punkt. W składzie rezerw Miedzi wystąpił niedawny gracz Górnika Wałbrzych Damian Lenkiewicz, który powrócił z testów z Malty. W ogóle w tej kolejce powiększyło się grono ekswałbrzyszan na trzecioligowych boiskach. W rezerwach Zagłębia zagrał Paweł Żyra, który ma za sobą debiut w kadrze U-18, która bawiła na początku miesiąca na turnieju w Japonii. W Śląsku II pojawił się Michał Bartkowiak - w sobotę zaliczył końcówkę meczu w ekstraklasie z Podbeskidziem Bielsko-Biała, a w sobotę najpierw wypracował bramkę na 1:0, a później sam strzelił gola na 2:0 w spotkaniu z Formacją Port 2000 Mostki.
W następnej kolejce Górnik gościć będzie na boisku Foto-Higieny Gać, która do tej pory grała jedynie na boiskach rywala. Faworytem, podobnie jak w spotkaniu z Karninem, będą wałbrzyszanie, ale wyjazdowa indolencja biało-niebieskich nakazuje ostrożność w typowaniu wyniku.

piątek, 21 sierpnia 2015

40-stka Jacka Sorbiana

21 sierpnia 40 lat kończy Jacek Sorbian. Były rozgrywający, który w swojej dość długiej karierze zaliczył również epizod w wałbrzyskim klubie. Niewiele ponad sezon gry przy Ratuszowej mógł co niektórym nie zapaść w pamięci, ale akurat przypadł na najlepszy w ostatnim ćwierćwieczu okres gry wałbrzyszan.
Sorbian, rodowity oławianin, rozpoczynał grę w miejscowym Moto Jelczu, gdzie został szybko zauważony przez trenera kadry U-15. Był nim obecny szkoleniowiec Stomilu Olsztyn Mirosław Jabłoński, który objął kadrę po pracy w drugoligowym wówczas Górniku Wałbrzych. Jacek wyróżniał się wyszkoleniem technicznym, stał się podstawowym zawodnikiem kadry, gdzie już w debiucie strzelił bramkę. W latach 1990-93 rozegrał 42 spotkania i strzelił 12 bramek w spotkaniach reprezentacji juniorów (od U-15 do U-18). W międzyczasie pojawiło się zainteresowanie większych klubów, ale zamiast uznanych firm nowym klubem Sorbiana została wrocławska Ślęza. Pierwszy powojenny klub z Wrocławia w I połowie lat 90-tych stanowił rzeczywistą alternatywą dla Śląska, który wtedy o sprowadzeniu utalentowanych zawodników mógł jedynie pomarzyć. Presja otoczenia, pozakulisowe układy spowodowały, ze koniec końców Sorbian trafia na Oporowską, gdzie w niezbyt ciekawym okresie dla Śląska w 1996 rozegrał 16 ekstraklasowych spotkań. A warto przypomnieć, że chrapkę na Jacka miały m.in. Zawisza czy Wisła Kraków. 21-letni zawodnik okazał się transferowym niewypałem, ale wciąż w Ślęzie liczono na grube pieniądze z ewentualnego transferu. A takich pieniędzy od Śląska by nie otrzymano. No i sezon 1996/97 Sorbian kontynuował w ... trzecioligowej Ślęzie! Wiosną 1997 beniaminek drugiej ligi KP Wałbrzych ostro pikuje z górnych rejonów tabeli ku strefie spadkowej. W klubie postanowiono działać w kwestiach personalnych i prawdziwym majstersztykiem okazało się zatrudnienie najpierw na wypożyczenie Jacka Sorbiana i Zbigniewa Wójcika, a po pewnym czasie trenera Grzegorza Kowalskiego. Wałbrzyszanie w sezonie 97/98 grali atrakcyjnie dla oka, ale również skutecznie. Wielka zasługa zarówno początkującego wówczas trenera jak i jego wybrańców. Sorbian był kluczowym zawodnikiem drugiej linii. Bilans w KP, przemianowanym na Górnik SSA Wałbrzych - to 33 mecze i 6 bramek. Najlepszy występ zanotował w historycznym, bo ostatnim meczu przy Ratuszowej na zapleczu ekstraklasy, gdy przeciwko Warcie Poznań strzelił dwa gole odmieniając losy meczu 2:1 (0:1).
Jacek Sorbian
Po sezonie Górnik wycofał się z drugiej ligi, a w kuluarach przewijało się nazwisko Sorbiana,bowiem liczono na transfer do Namysłowa, który pozwoliłby dopiąć budżet i przedłużyć egzystencję w 2.lidze. Trener Varty Horst Panic wybrał innego Jacka - Cieślę. Sorbian z kolei rozpoczął wędrówkę po klubach. Najpierw bezskutecznie próbował uratować 2.ligę dla Jeleniej Góry i Konina. Niewypałem okazał się epizod w Miedzi Legnica, gdzie nie udało się awansować do 2.ligi i jesień 2001 spędził w 4.lidze (MKS Oława). W latach 2002-04 to pobyt w Polarze Wrocław z roczną przerwę na grę w ŁKS Łódź. Wrocławski etap kariery to niestety najczarniejszy epizod w życiu Jacka. Zarzuty korupcyjne, wyrok skazujący zapadł po latach, ale praktycznie Sorbian w wieku 30 lat skupił się na amatorskim graniu w Oławie i jej pobliżu. Brał czynny udział w budowie i sukcesach Foto-Higieny Gać, z którą z klasy okręgowej zawędrował aż do 3.ligi, gdzie jeszcze rok temu z powodzeniem występował. W międzyczasie trenował kluby z niższych klas.
Przypadek Sorbiana w pewnym sensie jej podobny do opisywanego niedawno casusu Rafała Figla. Obaj byli kadrowicze juniorów, wyszkoleni dobrze technicznie, typ lidera, duży potencjał, ale totalny brak sukcesów. W porównaniu z Figlem Jacek Sorbian w wieku juniora zapowiadał się na zawodnika formatu co najmniej czołowego ligowca z ekstraklasy. W porównaniu z Figo skład kadry trener rozpoczynał od niego. Tymczasem Jacek na najwyższym szczeblu jedynie pokazał się króciutko, przez większość niezauważonych. Oprócz dobrej gry w Wałbrzychu zanotował dobre mecze w Łodzi i Polarze Wrocław. W ciemnych,korupcyjnych czasach jego talent jednak został zmarnowany. Od Jacka wielu mogłoby się uczyć,tymczasem w różnych powodów popadł w przeciętność skupiając się na grze ... prowincjonalnej. Czy kilkudziesięciokrotny kadrowicz w kategorii juniorów powinien mieć ambicje brylować w pojedynkach z zespołami z okolic Wrocławia i Oławy? Na pewno nie, oczywiście były powody osobiste, ale naprawdę szkoda, że w swoim najlepszym piłkarsko wieku nie trafił na dłużej do ekstraklasy.
 Jego kilkunastomiesięczna gra pod Chełmcem była czymś świeżym, ciekawym dla oka. Tak jak Emila Nowakowskiego, Zbigniewa Wójcika, Janusza Jelonkowskiego, Jacka Banaszyńskiego czy Dariusza Filipczaka i pozostaje żal, że ekipa z sezonu 97/98 tak szybko się rozpadła, bo miała potencjał na ścisłą czołówkę drugiej ligi. A może coś więcej...

czwartek, 20 sierpnia 2015

Derby z Dzierżoniowem bez kibiców - a w Wałbrzychu cisza

Blisko 6 lat temu odbył się ostatni ligowy mecz na Stadionie 1000-lecia bez publiczności. W trzecioligowym sezonie 2009/10 w 9.kolejce wałbrzyski Górnik przegrał z MKS Oława 0:2. Było to pokłosie zdarzeń wcześniejszego meczu przy Ratuszowej - derbowego spotkania z Chrobrym Głogów,po którym doszło do starć kibiców z ochroną i policją.
Tak było we wrześniu 2009 i będzie w sierpniu 2015...
Co ciekawe wcześniejszy rozegrany mecz w Wałbrzychu bez widowni to był także derbowy mecz i również przegrany. Górnik/Zagłębie Wałbrzych w czerwcu 2008 przegrał z Karkonoszami Jelenia Góra 1:2. Powodem pustek na trybunach nie była jednak żadna kara, lecz brak możliwości zabezpieczenia przez odpowiednie służby meczu o podwyższonym ryzyku...
Od tamtego czasu wydawałoby się minęła epoka, a jednak mamy przykrą powtórkę.
W premierowej kolejce Górnik Wałbrzych podejmował Karkonosze Jelenia Góra.Na trybunach zasiadło ponad tysiąc widzów co jest po dwóch kolejkach rekordem obecnego sezonu. grupy fanów obu zespołów mocno mobilizowały się na Derby Sudetów, o czym świadczy nie tylko liczba w sektorach fanatyków, ale specjalnie przygotowane na tę okazję oprawy. Fani nie szczędzili sobie wyzwisk w czym,obiektywnie rzecz biorąc górowali goście. Obie grupy wnieśli zabronioną pirotechnikę na trybuny, ale tylko z sektora gości rzucone zostały w kierunku boiska. Nie zagroziło to jednak niebezpieczeństwu i arbiter ANI RAZU nie był zmuszony przerwać zawodów. Największe zamieszanie związane z kibicami nastąpiło tuż przed końcem przerwy, gdy kibice wałbrzyskiej ekipy przebrani w kamizelki ochrony próbowali zdobyć/podpalić flagi gości. Po krótkim zamieszaniu, które nie miało żadnego na wpływu na bezpieczeństwo meczu jak i samych kibiców, nie wyłączając sektora gości, koordynator służb bezpieczeństwa podjął decyzję o wyłączeniu ciągu komunikacyjnego. Kibice zasiadający od strony hali i basenu nie mogli opuszczać trybun tym samym w stronę ulicy Ratuszowej.
Jak się okazało to nie był koniec reperkusji wydarzeń podczas Derby Sudetów. W poniedziałek - 17 sierpnia - na stronie Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej,prowadzącego rozgrywki trzecioligowe, pojawił się komunikat z posiedzenia Komisji Dyscyplinarnej:
O ile kara finansowa nie dziwi to jednak obowiązek rozegrania najbliższego meczu bez udziału publiczności może dziwić. Było krótkie zamieszanie, ale żadna z osób, która zasiadała na trybunach Stadionu 1000-lecia nie była zagrożona. Sytuacja przez służby została szybko opanowana, żadnego ryzyka nie było, żadnego przerwania spotkania również. Obserwator i delegat związkowy okazał się w tym przypadku troszkę nadgorliwy, bowiem ciekawie zapowiadający się mecz Górnika Wałbrzych z Lechią Dzierżoniów oglądną jedynie działacze obu klubów i dziennikarze. W spotkaniu z Karkonoszami pojawiło się wiele osób z dziećmi, kobiety, wiele z nich najprawdopodobniej pojawiłoby się przy Ratuszowej ponownie, a tymczasem pozostanie śledzenie wyniku w internecie.
SKANDAL INFORMACYJNY
Komunikat z DZPN pojawił się w sieci w poniedziałek, do czwartkowego wieczora ŻADNA wałbrzyska strona internetowa nawet nie zająknęła się o tym, że mecz z Lechią będzie bez udziału publiczności! O stronie klubowej to nie ma co wspominać...Ale gdzie są panowie Radczak (db2010.pl), Skiba (skibasport.pl który jeszcze wprowadza w błąd przypominając o rzekomej przedsprzedaży biletów na niedzielny mecz) czy Nowak piszący dla walbrzych24.com ??? Czy gra w trzeciej lidze już nie zobowiązuje do rzetelności dziennikarskiej? Wiadomo, że wydarzeniem sportowym weekendu będzie półmaraton, ale kto weźmie odpowiedzialność za tych kibiców, którzy w niedzielne popołudnie, po biegowych zmaganiach przyjdą na Ratuszową i odbiją się od zamkniętych bram?
Inna sprawa, że to również wina klubu. Info o meczu bez widowni,bowiem do klubu mogło trafić nawet wcześniej niż w tym tygodniu. Zapowiedzi o "odnowie", nowej,profesjonalnej stronie internetowej jakoś nie mają pokrycia w rzeczywistości. W chwili obecnej na 18 drużyn trzecioligowych tylko Górnik Wałbrzych i Bystrzyca Kąty Wrocławskie nie są obecni ze swoimi stronami klubowymi czy newsami choćby na facebooku.
Po prostu wstyd.

sobota, 15 sierpnia 2015

Kompromitacja w Karninie

432. Tyle dni dzieli datę spotkania Górnika Wałbrzych w Poznaniu (1:0 z Wartą) na koniec sezonu 2013/14 z terminem pierwszego wyjazdowego meczu sezonu 2015/16. Te dwa sezony mają wspólny mianownik - reformę, przez którą ponad połowa stawki będzie zdegradowana.
432 - liczono, że na tej wstydliwej cyfrze zatrzyma się licznik dni bez wyjazdowego ligowego zwycięstwa Górnika Wałbrzych. Okazja ku temu była wręcz znakomita, bowiem rywalem drużyny Roberta Bubnowicza był Piast Karnin, uchodzący za jedną z najsłabszych ekip trzeciej ligi. Wałbrzyszanie opromienieni zwycięstwem nad Karkonoszami w piątkowe popołudnie musieli przełknąć jednak bardzo gorzką pigułkę. Piast, mimo, że nie rozegrał rewelacyjnych zawodów, wypunktował spadkowicza 2:0.
Dlaczego tak źle wypadł faworyt w Gorzowie? Czy na to wpływ miał kameralny obiekt, na który pofatygowało się mniej niż pół setki widzów? Zlekceważenie rywala? Brak skuteczności?
Górnik zagrał w identycznym zestawieniu jak z Karkonoszami - tydzień wcześniej udało się zgarnąć komplet punktów bez żadnych problemów, teraz nie udało się nawet zdobyć honorowego gola. Znów puszczają nerwy zawodnikom, łapią żółte kartki czy wylatują z boiska. Kapitan zespołu mający walczyć o koronę króla strzelców ma na swoim koncie więcej kartek niż goli - staje się to niezbyt chlubną tradycją u Marcina Orłowskiego.
Mecze można przegrywać, taki jest sport. Ale pewnych wyników nie sposób zrozumieć,jeśli weźmie się pod uwagę potencjał drużyn, możliwości,ambicje. Wynik z Karnina jest jedną z największych kompromitacji wałbrzyszan w ostatnich latach. Za kadencji Roberta Bubnowicza takich niechlubnych wyników było kilka w sezonie 2007/08, kiedy również reforma cięła czwartą ligę - skończyło się spadkiem na piąty poziom rozgrywkowy. Oby w tym sezonie nie było przykrej niespodzianki i oby ten zimny prysznic na niektóre rozpalone wałbrzyskie głowy pobudził drużynę do lepszej gry, wyników i oby w końcu Górnik przywiózł trzy punkty w ligowego wyjazdu.