wtorek, 24 maja 2016

Czy będzie baraż?

Mam nie małą satysfakcję, że moje wpisy są uważnie czytane i często wychwytywane pomyłki. Moją pomyłką, a raczej niewiedzą, ale i zapewne wielu kibiców wałbrzyskiego Górnika, było przeświadczenie o bilansie bramkowym, jako jednym z czynników decydującym o awansie w trwającej właśnie rywalizacji wałbrzysko - polkowickiej. Powyższy czynnik nie jest decydujący biorąc pod uwagę miejsca nr 1 i nr 2.
O tym napisał już portal dolfutbol.pl, ale zajrzyjmy do źródła, czyli Regulaminu rozgrywek o mistrzostwo III ligi gr. 3 sezonu 2015/16, wydanym przez Dolnośląski Związek Piłki Nożnej w lipcu 2015 r. Rozdział IX - awanse i spadki § 21 pkt 4 w przypadku uzyskania  równej liczby punktów przez dwie lub więcej drużyn o zajętym miejscu decydują ... i podpunkt 6 (pisownia oryginalna):
[foto: dolfutbol.pl]
w przypadku, gdy dwoma zespołami o jednakowej liczbie punktów są zespoły zajmujące pierwsze i drugie miejsce w tabeli, a także zespoły, których kolejność decyduje o spadku, stosuje się wyłącznie zasady określone w punktach a, b i c, a jeżeli one nie rozstrzygną o kolejności, zarządza się spotkanie barażowe na neutralnym boisku wyznaczonym przez Komisję ds. Rozgrywek Dolnośląskiego ZPN.
W sytuacji, o której mowa w pkt. 6 Komisja ds. Rozgrywek Dolnośląskiego ZPN może zarządzić rozegranie meczów na boiskach zainteresowanych klubów, wyznaczając gospodarza pierwszego meczu drogą losowania. W sytuacji rozgrywania dwóch meczów barażowych w przypadku uzyskania równej liczby punktów, o zwycięstwie decyduje:
a.) przy równej liczbie punktów, korzystniejsza różnica między zdobytymi bramkami w spotkaniach tych drużyn;
b.)przy dalszej równości, wg obowiązującej reguły UEFA, że bramki strzelone na wyjeździe liczone są „podwójnie”, korzystniejsza różnica między zdobytymi i utraconymi bramkami w spotkaniach tych drużyn;
c.)przy dalsze równości, zarządzona będzie dogrywka 2 x 15 minut;
d.)jeżeli w czasie dogrywki oba zespoły zdobędą tę samą liczbę bramek, bramki strzelone na wyjeździe liczone są podwójnie (awans drużyny gości) zgodnie z zasadami przyjętymi w UEFA w rozgrywkach europejskich;
e.)jeżeli w czasie dogrywki oba zespoły nie zdobędą żadnej bramki sędzia zawodów zarządza wykonanie rzutów karnych wg obowiązujących przepisów.
Cytowane w pierwszym akapicie punkty a,b,c to zapewne podpunkty 1, 2, 3 we wspomnianym punkcie 4 - stąd moja uwaga o oryginalnej pisowni. A wspomniane punkty mówią, że przy dwóch zespołach o kolejności decydują:
1. liczba zdobytych punktów w spotkaniach między tymi drużynami;
2. przy równiej liczbie punktów, korzystniejsza różnica między zdobytymi i utracoynymi bramkami w spotkaniach tych drużyn;
3. przy dalszej równości, według obowiązującej reguły UEFA, że bramki strzelone na wyjeździe liczone są "podwójnie", korzystniejsza różnica między zdobytymi bramkami w spotkaniach tych drużyn.
Co to oznacza dla Górnika? To, że wszystko w rękach, a raczej nogach piłkarzy. Mecze ze Żmigrodem i Zagłębiem II Lubin Górnik musi bezwzględnie wygrać, by przygotować się najprawdopodobniej do barażu z KS Polkowice. Piłkarze Jarosława Pedryca mają do rozegrania jeden mecz więcej (wałbrzyszanie za mecz KP Brzeg Dolny dopiszą sobie 3 punkty), ale i przeciwnicy są teoretycznie mniej wymagający. Karkonosze Jelenia Góra są już czwartoligowcem, a ponadto w ostatnim meczu zabrakło 4 podstawowych zawodników (Kuźniewski, Wawrzyniak, Kusiak, Firlej), bez których ciężko sobie wyobrazić jeleniogórską jedenastkę. Bardzo prawdopodobny jest ... pogrom KSK w Polkowicach. Piast Karnin z kolei ostatni komplet punktów zdobył dwa miesiące temu, a od tamtej pory w 8 meczach zaledwie 3 remisy i 5 porażek, przy czym u siebie remis ze słabiutkimi Kątami i Świdnicą i porażka z Foto-Higieną. Czy można liczyć na urwanie punktów z rozpędzonymi Polkowicami? Wątpliwe. W ostatniej kolejce na polkowicki stadion przy ul. Kopalnianej przyjedzie Lechia Dzierżoniów, która praktycznie się utrzymała. Naprawdę musiał by nastąpić prawdziwy futbolowy Armageddon, czytaj komplet 3 zwycięstw Formacji, Żmigrodu i rezerw Lubina, przy trzech porażkach dzierżoniowian, by ci ostatni ześlizgnęli się do strefy spadkowej. 
Biorąc pod uwagę, że tydzień po zakończeniu zmagań ligowych jest obligatoryjny termin pierwszego meczu barażowego o II ligę, to ewentualne spotkanie o mistrzostwo III ligi dolnośląsko-lubuskiej będzie rozegrane najprawdopodobniej 8 czerwca. Gospodarza wylosuje DZPN.
Na chwilę obecną wiadomo, że w barażach wystąpi Dawid Kubowicz z Olimpią Elbląg, który na 2 kolejki przed końcem ma 5 punktów przewagi nad MKS Ełk, z którym zmierzy się w ostatniej kolejce. Wcześniej jednak elblążanie dopiszą sobie 3 punkty za walkower za mecz z Olimpią Olsztynek i już mogą przygotowywać się do wyjazdu do mistrza grupy lubelsko-podkarpackiej (Motor Lublin ma 2 punkty przewagi nad Stalą Rzeszów na 3 mecze przed końcem rozgrywek). Dwa mecze do końca ma również GKS Przodkowo, by utrzymać przewagę (obecnie 3 punkty) nad Vinetą Wolin w gr. pomorsko-zachodniopomorskiej. Ewentualnym przeciwnikiem będzie zapewne Odra Opole. Zespół Tomasza Wepy na 3 kolejki ma aż 8 punktów przewagi nad BKS Stalą Bielsko-Biała. 3 mecze pozostały w grupie małopolsko-świętokrzyskiej, gdzie Garbarnia Kraków ma 5 punktów przewagi nad KSZO i 7 nad Sołą Oświęcim. Ewentualnym rywalem będzie mistrz grupy kujawsko-pomorsko-wielkopolskiej, gdzie na 2 mecze przed końcem jest zaciekła walka pomiędzy Wartą Poznań i mającym punkt mniej Pelikanem Niechanowo, którego prowadzi Jerzy Cyrak. 
Na 3 mecze przed finiszem grupy łódzko-mazowieckiej aż cztery drużyny mają realną szansę na wygranie ligi. Polonia Warszawa ma punkt przewagi nad Sokołem Aleksandrów Łódzki, dwa nad Lechią Tomaszów Mazowiecki i trzy nad Legią II, która dziś rozegra zaległy mecz z Pelikanem Łowicz. 

niedziela, 22 maja 2016

Z Ilanką lekko, łatwo i przyjemnie

W Rzepinie przed rundą wiosenną nie łudzili się - celem jest budowa zespołu na następny sezon, bowiem na utrzymanie szans raczej nie widziano. Wyniki zespołu w pewnym momencie przerosły oczekiwania nawet samych piłkarzy i kibiców Ilanki. Ogranie czołowych zespołów z macierzystego województwa (Formacji, Stilonu), ogranie Lechii Dzierżoniów, pewna wygrana w Świdnicy, wreszcie 8:0 z Lubskiem i 2:1 z Miedzią II Legnica spowodowało, że o piłkarzach Kamila Michniewicza zaczęto mówić jako o rewelacji wiosny. Nikłe porażki wyjazdowe po 1:2 ze Ślęzą i Polkowicami zamazały rzeczywisty obraz Ilanki, bowiem w obu meczach rzepinianie byli wyraźnie gorsi. Wreszcie 2 tygodnie temu szokująca domowa porażka ze Śląskiem II 1:7. Do Wałbrzycha Ilanka jechała po ... No właśnie, o rehabilitację ciężko było liczyć, zwłaszcza, że za kartki nie mogli wystąpić podstawowi obrońcy Michał Sucharek i Rafał Ostrowski. W bramce zamiast etatowego bramkarza Artura Tumaszyka zagrał Mateusz Bukowski, który do tej pory w lidze zagrał ... 19 minut przeciwko słabiutkim Budowlanym Lubsko. Niewątpliwie z Tumaszykiem rzepinianie mogli liczyć na mniejszy wymiar kary.
Górnik był zdecydowanym faworytem, ale po prawdzie w ilu domowych meczach nim nie był? Remis z Gacią, porażka ze Świdnicą czy wreszcie słabiutki występ z Polkowicami spowodowały nie tylko niską frekwencję, ale i obawy czy aby nawet z Ilanką gospodarze nie będą się męczyć. Robert Bubnowicz nadal nie może skorzystać z usług Damiana Migalskiego, wykartkowani G.Michalak i M.Sawicki również nie mogli być brani pod uwagę. Niespodzianką było awizowanie do meczowej kadry rekonwalescenta Michała Oświęcimki, a już całkowitą sensacją było wpisanie go w protokole do wyjściowej jedenastki! Cimek znany jest z waleczności i wiosną bardzo go brakowało w środku pola. W sobotnim meczu niestety widać było przerwę w jego grze. Kolokwialnie pisząc nie czuł piłki, nie zawsze dokonywał dobrych wyborów. W I połowie jego kilka złych podań stały się znakomitymi okazjami do szybkich kontr rywali i gdyby przeciwnik byłby bardziej wymagający Górnik mógłby mieć z tego powodu niezłe kłopoty. Z drugiej strony nawet przeciętnie grający Oświęcimka mógł wpisać się na listę strzelców - w I połowie Mateusza Bukowskiego uratował jedynie fakt, że interweniował kilka metrów od linii bramkowej, a w drugiej - niecelne uderzenie wałbrzyskiego pomocnika.
Dominik Radziemski strzela drugą bramkę.
[foto:B.Nowak]
Pierwsza połowa w wykonaniu Górnika nie zwiastowała rekordowego pogromu. Owszem posiadanie piłki było po stronie miejscowych, ale tradycyjnie szwankowało rozegranie pod bramką rywala. Znamiennym był fakt, że najczęściej uderzającym na bramkę rzepinian był Mateusz Krzymiński, co nie znaczy, że czynił to celnie. Bohaterem tej odsłony był niewątpliwie Dominik Radziemski. Najpierw sfinalizował wrzut z autu, a później wykończył dobre prostopadłe zagranie Mateusza Krawca. Oprócz dwóch bramek Radziema gola powinien zdobyć wspomniany Krawiec jak i Orłowski. Ale najlepsze miało dopiero nadejść po przerwie.
To co się wydarzyło w pierwszym kwadransie po zmianie stron trudno nazwać inaczej niż szok dla Ilanki. Po powrocie do składu Oświęcimki Radziemskiemu przypadła rola lewego pomocnika, a rzepinianie nie mogli w ogóle sobie z nim poradzić. Grający po przeciwległej stronie Krzymiński dostrzegł lepiej ustawionego Orłowskiego i szybko było 3:0. Potem kapitan Górnika powinien skompletować w 5 minut hat-tricka, ale najpierw przegrał pojedynek sam na sam, a później asekurował lob Radziemskiego nad bramkarzem, a piłka - nie po raz pierwszy w meczu - zrobiła psikusa mijając słupek. Wreszcie po faulu na Radziemskim rzut wolny i celne uderzenie ze stojącej piłki Orłowskiego i 4:0. Za chwilę kapitalne zagranie Morawskiego, spokój Krawca w sytuacji sam na sam - 5:0. Za chwilę piłka ponownie w siatce, ale sędzia odgwizduje ofsajd Orłowskiego, który za kilkadziesiąt sekund strzela swoją trzecią bramkę w meczu. 6:0 po 63 minutach! Co więcej wałbrzyszanie nie zwalniają tempa. Gra się musi podobać, bowiem pełno prostopadłych podań siejących spustoszenie w obronie Ilanki. Dwie asysty Radziemskiego przy golach Morawskiego i Tyktora i już 8:0, a w ostatniej minucie czwarta bramka Orłowskiego, po tym jak Tyktor zdecydował się na szalony pomysł strzału z ponad 40 metrów, a mimo to bramkarz wypluł piłkę przed siebie na czym skorzystał supersnajper wałbrzyszan.
Goście oddali zaledwie dwa celne strzały - pierwszy po godzinie gry przy stanie 5:0, a drugi mógł zaskoczyć Jarosińskiego, ale tylko z powodu podbicia uderzenia Andrzeja Pawłowskiego przez Tyktora.
Wynik 9:0 jest rekordowy jeśli chodzi o ligowe potyczki Górnika. Rozmiary wygranej mają jednak niebagatelne znaczenie w świetle walki o 1.miejsce w lidze. KS Polkowice wygrywa niezwykle trudny mecz w Lubinie 3:2, ale i tak traci fotel lidera. Dziś wałbrzyszanie mają bilans bramkowy +44, a polkowiczanie +39. W najbliższy czwartek Górnik dopisze sobie kolejne 3 bramki, a Polkowice podejmować będą słabiutkie Karkonosze i trzeba się liczyć z popisem strzeleckim gospodarzy. Wyjazd do Karnina i goszczenie Dzierżoniowa to o wiele lepsza perspektywa polkowiczan niż wyjazd do Żmigrodu i mecz u siebie z walczącym o utrzymanie Zagłębiem II.
Kibiców Górnika może cieszyć fakt,że na mecz z Piastem Robert Bubnowicz będzie miał teoretycznie najsilniejszy w tym sezonie skład, bowiem zdrowy Oświęcimka wraz z Michalakiem i Sawickim poszerzy wachlarz możliwości personalnych w drugiej linii.
Wracając do meczu z Ilanką to kibice wreszcie doczekali się nie tylko skutecznej gry pod bramką, ale i kombinacyjne rozwiązania w ofensywie co przynosiło wymierny efekt. Zagrania Krawca, Morawskiego, a przede wszystkim Radziemskiego musiały się podobać. Pytanie - dlaczego tak późno? Owszem  - gra się tak jak przeciwnik pozwala, ale grając przeciwko słabiutkim rywalom Górnik miewał problemy ze skutecznym wykończeniem akcji i kończeniem meczu efektownym zwycięstwem. Dzięki wysokiemu prowadzeniu Robert Bubnowicz wreszcie zaprezentował kibicom w szerszym zakresie juniorów, którzy przy presji wyniku nie mieli szans na wiele występów. Dominik Woźniak już w pierwszym kontakcie mógł zapisać asystę przy golu Morawskiego, gdyby jego nie zablokowali. Lepiej zaprezentował się Filip Brzeziński, który ambitnie walczył na lewej stronie i często był faulowany, bowiem rzepinianie nie radzili sobie z nim. Pojawił się też najbardziej doświadczony z nich Mateusz Sobiesierski. Cała trójka potrzebuje występów w zespole seniorów. Od nowego sezonu będą, obok Surmaja i Migalskiego, pierwszym wyborem wśród młodzieżowców. Pytanie tylko czy w drugiej lidze czy też w zreformowanej trzeciej?

środa, 18 maja 2016

Ekstraklasa pod dyktando Legii


Ze względu na francuskie EURO polska ekstraklasa już w połowie maja zakończyła ligowe granie. Zarówno tytuł mistrzowski jak i krajowy puchar przypadł świętującej stulecie istnienie Legii Warszawa. Co by nie pisać na temat stylu w jakim wywalczony został tytuł mistrzowski podopieczni Czerczesowa zdominowali ligę – strzelili najwięcej bramek, stracili najmniej, a postacią numer 1 nie tylko zespołu, ale całych rozgrywek był Węgier Nemanja Nikolić – król strzelców z 28 trafieniami w 37 występach. Rewelacją całego sezonu był Piast Gliwice, który jesienią zadziwił piłkarską Polskę skuteczną grą. Sezon życia w bramce rozgrywał Jakub Szmatuła, Patrik Mraz – zapamiętany z afery alkoholowej w Śląsku Wrocław – został wybrany najlepszym obrońcą sezonu, głównie za kilkanaście asyst, rozgrywającego Kamila Vaćka chciałoby większość drużyn, a w międzynarodowym towarzystwie udanie rozwijają się talenty Bartosza Szeligi i najmłodszego kapitana w lidze Radosława Murawskiego. 
Paweł Żyra przed szansą gry
w europejskich pucharach
[foto:zaglebie.com]
Kapitalna gra na finiszu rozgrywek wywindowała na najniższe podium Zagłębie Lubin. Wiosną zespół lawirował na krawędzi stref mistrzowskiej i spadkowej, a gdy dwa pierwsze dodatkowe mecze zakończyły się porażkami większość fachowców przypisało podopiecznym Piotra Stokowca ósme miejsce. Miedziowi ostatnie 5 meczów wygrali, w tym bezdyskusyjne 2:0 z Legią i zakończyli rozgrywki na trzecim miejscu. Swoją cegiełkę do tego sukcesu dorzucił wałbrzyszanin Paweł Żyra – rocznik 1998. Kadrowicz swojego rocznika jesienią dostał szansę debiutu w I zespole – najpierw debiut w meczu pucharowym, a potem ławka w Bielsku-Białej i wreszcie w Kielcach premierowy występ zmieniając Krzysztofa Janusa w 90 minucie gry. Później bilans ekstraklasowy Pawła wyglądał następująco:
d. Jagiellonia (0:2) wszedł w 71 min.
d. Termalica (2:0) zmieniony w 87 min.
w. Lech (0:2) – ławka rezerwowych
d. Górnik Zabrze (2:4) – wszedł w 63 min.
Piłkarską wiosnę w ligowym wydaniu Żyra rozpoczął od gry w … Centralnej Lidze Juniorów. Gościł na zgrupowaniu kadry, grał w trzecioligowych rezerwach, a do I zespołu wrócił  dopiero w maju, gdzie podczas ostatnich meczów (w Szczecinie, u siebie z Lechem i w Gliwicach) siedział na ławce rezerwowych. Ogółem statystyki w sezonie przedstawiają się następująco:
4 mecze, 1 w pierwszym składzie, 3 z ławki, 144 minuty na boisku, 4 oddane strzały (3 prawą, 1 lewą nogą), 2 dryblingi (0,5/mecz), 6 pojedynków powietrznych (0,3/mecz – 17% wygranych), 115 kontaktów z piłką, 43 stracone piłki (10,8/mecz – 37% strat), 6 razy faulowany, 11 wygranych piłek.
W europejskich pucharach zagra pierwszy raz (nie licząc rozgrywek Pucharu Lata i Intertoto) Cracovia, która zimą gościła w Wałbrzychu i przegrała sparing z trzecioligowym Górnikiem Wałbrzych. Wałbrzyszanie osiągnęli największy sukces w tym roku, a Pasy, mimo pożegnania najskuteczniejszego jesienią łotewskiego snajpera Denissa Rakelsa, a później kontuzji czołowego defensywnego pomocnika ligi Damiana Dąbrowskiego osiągnęli największy sukces od 1949 roku, kiedy zdobyli wicemistrzostwo kraju.
Gole  Oleksego w meczach z Zabrzem - dozgonny szacunek
u chorzowskich kibiców
[foto:niebiescy forum]
Największym przegranym sezonu jest niewątpliwie poznański Lech, który nie tylko nie obronił tytułu mistrzowskiego, ale nie zakwalifikował się do europejskich pucharów finiszując dopiero na siódmym miejscu. Przegrał również finał Pucharu Polski, co jeszcze w ub.roku byłoby przepustką do pucharów. W finałowej rozgrywce w grupie mistrzowskiej gorszy był jedynie chorzowski Ruch – w 7 meczach dwa remisy i 5 porażek. O drużynie głośno było głównie z powodu kłopotów finansowych, które odłożone zostały dzięki 18-milionowej pożyczce z miasta. W ekipie Niebieskich mieliśmy dwa akcenty wałbrzyskie. 22-letni Miłosz Trojak, potężny, bo mierzący 191 cm, defensywny pomocnik wciąż czeka na ligowy debiut, choć w zimowych sparingach był próbowany w pierwszej drużynie. Waldemar Fornalik czterokrotnie (3 razy jesienią i wiosną w przedostatniej kolejce przeciwko Piastowi Gliwice 0:3) zaprosił go do meczowej kadry. Poza tym Miłosz regularnie grywa w trzecioligowych rezerwach. Zgoła odmienną pozycję w drużynie ma Paweł Oleksy. 25-letni lewy obrońca w zakończonym sezonie 22 razy wybiegł na murawę (tylko raz z ławki) i zdobył 4 gole – dwa dla Ruchu i dwa dla rywali. Oba gole dla chorzowian strzelił w najważniejszych meczach sezonu – przeciwko zabrskiemu Górnikowi, natomiast wiosną zaskoczył Matuśa Putnocky’ego w Warszawie (0:2) i Lubinie (1:4). Pod koniec kwietnia już na początku meczu z Cracovią doznał kolejnej kontuzji, która wyeliminowała z gry do końca sezonu. Podczas 1898 minut spędzonych na boisku zaliczył również jedną asystę, oddal 8 strzałów (2 prawą nogą /1 gol/, 2 lewą nogą, 4 głową /1 gol/), 12 dryblingów (skuteczność blisko 17%), 40/81 wygranych pojedynków powietrznych, 1094 kontaktów z piłką, 331 strat (30%), 8 razy był faulowany.
W grupie spadkowej niespodziewanie znalazły się ekipy, które sezon rozpoczynały grą w europejskich pucharach (Jagiellonia, Śląsk), mało kto się spodziewał w tym gronie krakowskiej Wisły. Całe trio przez sezon przeżywało wzloty i upadki, ale ostatecznie szczęśliwy koniec w górnej części tej grupy pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. W Krakowie niewiele dała zmiana trenera w grudniu, gdy za sterami zasiadł Tadeusz Pawłowski. Były ligowy napastnik m.in. Zagłębia Wałbrzych i Śląska, oczami wyobraźni widział Białą Gwiazdę bijącą się o puchary, a tymczasem jego misję zarząd klubu zakończył po 3 meczach (0:1 we Wrocławiu, 1:1 u siebie z Łęczną, 1:2 z Podbeskidziem w Krakowie). Pożar dopiero ugasił Dariusz Wdowczyk, który podczas swojej kadencji nie tylko wyrwał zespół ze spadkowej strefy, ale finiszował na 9.miejscu ponosząc podczas tego okresu zaledwie jedną porażkę. W Wiśle wylądował najskuteczniejszy trzecioligowiec 21-letni Krzysztof Drzazga z Polkowic, który w 7 epizodach ekstraklasowych nie zdobył bramki, ale za to imponował skutecznością w trzecioligowych rezerwach (w 3 kolejnych meczach strzelił łącznie 6 bramek!).
Za plecami Wisły uplasował się Śląsk, gdzie sezon rozpoczął Tadeusz Pawłowski, którego w grudniu urlopowano, a szansę otrzymał Grzegorz Kowalski. Obecny szkoleniowiec Ślęzy, a w przeszłości trener m.in. KP/Górnik SSA Wałbrzych, zadebiutował jako opiekun ekstraklasowej drużyny w mikołajki w Gdańsku meczem z Lechią (0:1), który okazał się zarazem ostatnim, bo zluzował go Romuald Szukiełowicz. Popularny Szukieł rozpoczął pracę od 3 zwycięstw, ale później przyszła seria 4 meczów bez wygranej (w tym 3 porażki) i czwartym szkoleniowcem Śląska w sezonie został Mariusz Rumak. Za jego kadencji wrocławianie, podobnie jak Wisła, opuściła strefę spadkową, finiszowała na solidnym 9.miejscu ponosząc w tym czasie zaledwie jedną porażkę (1:2 w Zabrzu). Wałbrzyszanin Michał Bartkowiak grywał w ekstraklasie jedynie jesienią i za kadencji Pawłowskiego. Szukiełowicz dał mu szansę jedynie w pucharowym meczu z Zawiszą (1:2) w połowie grudnia. Mariusz Rumak z kolei zaledwie raz dołączył Michała do meczowej kadry (kwietniowy mecz z Jagiellonią – który przesiedział na ławce rezerwowych). Oprócz leczenia kontuzji Bartkowiak wiosną’16 grywał albo w trzecioligowych rezerwach lub w Centralnej Lidze Juniorów, gdzie przez dłuższy czas Śląskowi zaglądało w oczy widmo spadku. Statystyki 19-latka w minionym sezonie:
10 meczów (0 pełnych, 1 w wyjściowej jedenastce), 230 minut gry, 1 bramka, 7 strzałów (5 prawą nogą /1 gol/, 1 lewą, 1 głową, 3 strzały zza pola karnego), 2 dryblingi, 7 powietrznych pojedynków (1 wygrany-14%), 108 kontaktów z piłką, 45 straconych piłek (42% strat), 5 razy faulowany. Co ciekawe Bartkowiak grał rzadko, ale kiedy się pojawiał na murawie to zbierał dobre recenzje - dowodem tego jest fakt, że wg Piłki Nożnej lepszą średnią ocenę za występy zebrał tylko jeden gracz WKS - bramkarz Abramowicz.
Jagiellonia zapamiętana zostanie głównie z epizodów poza sportowych – teatrzyk Drągowskiego w Gdańsku, gdzie padł niczym rażony piorunem po rzuceniu zapalniczką z trybun, kłótnią trenera Probierza w białostockimi kibicami i najszybsza „wędka” w sezonie – Brazylijczyk Alvarino w meczu w Kielcach z Koroną został zmieniony już po kwadransie!
Korona Kielce – faworyt „ekspertów” do spadków nr 1, a mimo to zespół zaliczył rekordową passę 12 meczów bez porażki, którą przerwała przegrana w ostatnim meczu z Jagiellonią 1:3. Aż 16 goli strzelił Hiszpan Airam Cabrera- mimo, że zmarnował dwie jedenastki- najprawdopodobniej zmieni klub na lepszy i to niekoniecznie w Polsce.
Termalica Bruk-Bet Nieciecza zapisała się w historii nie tylko ograniem Legii 3:0, ale frekwencją większą niż ilość mieszkańców w samej wsi!
3 lata temu Mateusz Szczepaniak grał jeszcze przeciwko
Górnikowi Wałbrzych w 2.lidze
[foto: kspolkowice.pl]
Wreszcie spadkowicze. Podbeskidzie Bielsko-Biała po 30 meczach cieszyło się awansem do czołowej ósemki, ale gdy sprawa odwołania Lechii Gdańsk odnośnie ukarania za zaległości finansowe upadła, okazało się, że popularni Górale bić się będą o utrzymanie. Dodatkowa seria spotkań to istny koszmar i ostatecznie ostatnie miejsce. Oczywiście część zawodników zostanie w ekstraklasie, a bodaj największym zainteresowaniem cieszy się syn byłego piłkarza Górnika Wałbrzych Bogumiła Szczepaniaka (bez ligowej gry) Mateusz. Były gracz m.in. Auxerre, Zagłębia Lubin, KS Polkowice czy Miedzi, z której był wypożyczony, w minionym sezonie strzelił aż 10 goli. Chęć na zatrudnienie popularnego "Dzikiego" ma m.in. Zagłębie czy Lech.
Po raz trzeci ekstraklasę opuszcza Górnik Zabrze, którego na początku sezonu prowadził Robert Warzycha, w przeszłości pomocnik również wałbrzyskiego Górnika. Jeden remis w 4 meczach oznaczało zwolnienie Warzychy, ale czas pokazał, że jego zmiennicy nie potrafili poprawić sytuacji klubu. Paradoksalnie, mimo beznadziejnej gry zabrzanie mogli się utrzymać w lidze - wystarczyło wygrać w ostatniej kolejce w Niecieczy. A tam remis, po meczu połajanki rozgoryczonych fanów, łzy, nerwy, ale degradacja stała się faktem. W okresie rozliczeń padły pod adresem Warzychy oskarżenia, że był przez zarząd przepłacany. Z kolei ci zachowujący trzeźwość umysłu zauważają, że pan Robert nie miał co liczyć na transfery, takie jak choćby miał jego następca Leszek Ojrzyński. Słaba kadra bez wzmocnień nie dawała efektów, z kolei Ojrzyński, który z czasem wsparł sztab szkoleniowy innym wałbrzyskim łącznikiem Jerzym Cyrakiem, mógł liczyć na sprowadzenie swoich wybrańców, którzy z kolei z hukiem zostali wyrzuceni przez kończącego sezon trenera Żurka. Trzech opłacanych trenerów, kilkudziesięciu piłkarzy na kontraktach - taki obraz z Zabrza przedstawia chaos organizacyjny. Czy banicja w I lidze potrwa tylko sezon?

wtorek, 17 maja 2016

Kiepski tydzień Górnika

Wałbrzyski Górnik ma za sobą najczarniejszy tydzień w tym sezonie. Najpierw w meczu na szczycie przegrał u siebie z KS Polkowice 1:3 co spowodowało nie tylko zmniejszenie przewagi, ale i utracenie handicapu w postaci korzystnego bilansu bezpośrednich meczów. Dodatkowo wałbrzyscy piłkarze zobaczyli żółte i czerwone kartki, które mają i będą mieć znaczenie w perspektywie finałowych meczów sezonu. We wtorek półfinał dolnośląskiego Pucharu Polski w Legnicy i porażka 0:1 z rezerwami Miedzi, co oznacza, że nie będziemy świadkami w Wałbrzychu spotkań na szczeblu centralnym w sezonie 2016/17. Wreszcie Wrocław i porażka przy Oporowskiej z rezerwami Śląska 0:1. Trzy mecze, tyleż porażek i deszcz żółtych kartek będących w głównej mierze pokłosiem bezsilności i frustracji.
Spotkania z rezerwami dolnośląskich ligowców nie były porywającymi widowiskami, ale piłkarskie szczęście uśmiechnęło się jedynie dla gospodarzy. Podopieczni Roberta Bubnowicza wciąż cierpią na tę samą chorobę - brak klarownych bramkowych sytuacji, liczenie na stałe fragmenty gry, a i tak najbliżej zdobycia bramki był ... obrońca - Dariusz Michalak we Wrocławiu. Kryzys dotknął wałbrzyszan w najgorszym momencie - na finiszu rozgrywek nie będzie wszystko zależeć od nich samych.
Porażka we Wrocławiu oznacza utratę fotela lidera. KS Polkowice nie potrafił jednak sięgnąć po komplet punktów u siebie, zaledwie remisując z Piastem Żmigród. Dodatkowo nie wykorzystali gospodarze karnego, co oznacza, że również w Polkowicach nie do końca radzą sobie z presją. W chwili obecnej oba zespoły są w grze i wszystko się może zdarzyć.
Niewykorzystany karny Polkowic - czy to decydujący moment
sezonu?
[foto: Adrianna Pogoda]
Do końca rozgrywek pozostały 4 kolejki i mogą nastąpić jeszcze przetasowania pierwszej lokaty. KS Polkowice jadą do Lubina, gdzie rezerwy będą chciały zapewne dopisać komplet punktów do swojego dorobku. Zagłębie II jest na ósmym miejscu nie gwarantującym utrzymanie, więc każda zdobycz punktowa jest na wagę złota, zwłaszcza, że w klubie nie ukrywają, że zależy im na dalszej grze w III lidze. Nie ma co liczyć na wzmocnienia z I drużyny - piłkarze Piotra Stokowca zakończyli sezon, na pewno udadzą się na zasłużony wypoczynek, bowiem muszą przygotowania zacząć wcześniej, bowiem już w lipcu czekają ich mecze w pierwszych rundach eliminacji Ligi Europy. Ponadto klub ogłosił, że pożegna się z Luisem Carlosem - Brazylijczyk z końcem kwietnia regularnie zaczął grać w rezerwach i w 5 meczach trafił trzykrotnie. Nie wiadomo czy trener Andrzej Turkowski w takiej sytuacji będzie z niego korzystał. Lubinianie będą również rywalem wałbrzyszan, ale dopiero w ostatniej kolejce i zapewne przy Ratuszowej będą trzymać kciuki by 5 czerwca było wszystko jasne, jeśli chodzi o walkę o utrzymanie.
Najbliższym rywalem Górnika jest Ilanka Rzepin okrzyczana rewelacją wiosny,choć biorąc pod uwagę klęskę 1:7 z rezerwami Śląska, czy kiepską postawę w meczu ze Ślęzą to trudno wierzyć, by byli w stanie sprawić niespodziankę przy Ratuszowej. Ale z drugiej strony nie w takich meczach piłkarze Bubnowicza sami sprawili sobie problemy. Idealnym rozwiązaniem było by... powtórka wyniku Śląska II w Rzepinie! W dwumeczu Górnik-KS Polkowice idealny remis, więc w przypadku takiego samego dorobku punktowego brany pod uwagę będzie bilans bramkowy. Na dziś polkowiczanie są lepsi (38>35) i nie trzeba wielkiej wyobraźni, by domyślić się, że piłkarzy Bubnowicza w sobotę nie będzie interesować jedynie zwycięstwo, ale jak najwyższy triumf.
Za tydzień w czwartek (Boże Ciało) wałbrzyszanie będą odpoczywać dopisując sobie 3 punkty i bramki 3:0 za walkower z KP Brzeg Dolny, podczas gdy Polkowice zagrają ze słabiutkimi wiosną Karkonoszami - niewykluczone, że podopieczni wówczas Jarosława Pedryca podreperują sobie bilans bramkowy.
Ostatnia niedziela maja to wyjazd wałbrzyszan do Żmigrodu,gdzie czeka ich piekielnie trudna przeprawa, bowiem Piast wciąż jest w grze o utrzymanie. Polkowice z kolei jadą do Karnina - nieobliczalnej drużyny, która już pożegnała się z ligą. Pod Gorzowem co prawda poległ Górnik jesienią, ale wiosną ostatni komplet punktów na boisku Piast osiągnął jeszcze w marcu z Karkonoszami. Jakakolwiek strata punktów przez piłkarzy Jarosława Pedryca w tym meczu byłaby sensacją.
Wreszcie 5 czerwca i ostatnia 34.kolejka. Do Wałbrzycha przyjeżdża Zagłębie II, a do Polkowic Lechia Dzierżoniów. Lechici mają przed sobą ciężkie mecze ze Ślęzą we Wrocławiu i u siebie z Miedzią II i tylko 6 punktów zaliczki nad rezerwami Zagłębia. Przy dobrym układzie spotkanie w Polkowicach może być meczem sezonu dla Lechii - z drugiej strony taka sama stawka może być w Wałbrzychu. Jakby nie patrzeć zapowiada się pasjonujący finisz.
Miniony tydzień nie tylko dla seniorów Górnika był kiepski. Juniorzy Piotra Przerywacza przegrali z kretesem tydzień temu w Lubinie z drugą drużyną Zagłębia 0:3 i mimo ogrania Śląska zajmują wciąż drugą lokatę, ale na trzy kolejki przed końcem tracą aż 5 punktów do Miedzi Legnica. Prawdopodobieństwo aż dwóch niepowodzeń legniczan w trzech meczach jest bardzo nikłe, więc marzenia o Centralnej Lidze Juniorów w Wałbrzychu trzeba odłożyć na jakiś inny czas. Drugie miejsce jest niezagrożone i pozostaje przyglądać się, kto z rocznika 1997 trafi na stałe do I drużyny seniorów. Gorzej wiedzie się juniorom młodszym - 3 mecze do końca i 12.miejsce, ale zaledwie dwa punkty przewagi nad czternastą Lechią Dzierżoniów, więc widmo spadku wciąż zagląda młodym piłkarzom Jacka Fojny. Może dziwić dysonans pomiędzy poszczególnymi rocznikami juniorów w Górniku - jedni są w czołówce, walczą o CLJ, a drudzy drżą o utrzymanie w DLJ. Prawdziwe efekty pracy trenera Fojny poznamy w najbliższym sezonie, kiedy okaże się czy ta grupa piłkarzy robi postępy czy też nie.
Trener Robert Bubnowicz nie sięgał często po piłkarzy juniorów, stąd też efekt przykrótkiej kołderki w kadrze seniorów. Granie tą samą praktycznie trzynastką-czternastką ludzi powoduje nie tylko łatwe rozszyfrowanie przez przeciwnika, ale i zmęczenie materiału. Ligowy maraton powodujący kontuzje, pauzy za kartki i okazuje się, że nie ma sensownej alternatywy dla podstawowych graczy. Terazz, gdy jest presja wyniku również nie ma co oczekiwać dłuższych występów juniorów,choć warto by dać chwilę oddechu etatowym młodzieżowcom(Surmaj, Krzymiński), którzy nie zawsze dorównują dyspozycją partnerom. Warto również mieć w pamięci, że JEDYNY w tej chwili napastnik Marcin Orłowski gra z trzema kartkami na koncie i każde napomnienie spowoduje pauzę kapitana w  kolejnym meczu. Znając inklinacje Orła do walki z obrońcami, dyskusji w roli kapitana z arbitrami - brak napomnienia do końca sezonu można śmiało uznać za sukces. Szkoda, że w ciągu sezonu nie doczekał się - nie tyle zmiennika, co partnera do gry w ataku...
Nie wiadomo na jak poważnie traktować zapowiedź red. Skiby o powrocie Michała Oświęcimki do gry, z kolei na pewno wróci niebawem Mateusz Sawicki, który został zdyskwalifikowany za "naruszenie nietykalności przeciwnika". Sawka nie wystąpił w pucharowym meczu w Legnicy, gdzie (być może) mecz był zaliczony na poczet kary za Polkowice. Ile dokładnie pauzować ma wałbrzyszanin  - tego nawet oficjalna witryna klubowa nie raczy poinformować, a taka też powinna być jej rola.
Mimo niepowodzeń wciąż wałbrzyszanie liczą się w grze o pierwsze miejsce w III lidze. Co prawda może się zdarzyć, że komplet zwycięstw nie będzie wystarczył do sukcesu, ale warto wierzyć, że nie zostanie zmarnowany cały dorobek kończącego się sezonu

niedziela, 8 maja 2016

Polkowice z pełną pulą

Mecz Górnika Wałbrzych z KS Polkowice słusznie okrzyczany został meczem sezonu. W chwili obecnej tylko te dwa zespoły pozostały w walce o pierwsze miejsce i możliwość gry w barażach o drugą ligę. Po nadrobieniu zaległości gospodarze sobotniego hitu mieli 4 punkty przewagi, ewentualne zwycięstwo zwiększało ją do 7, co z kolei mocno komplikowało ambicje awansowe polkowiczan.
Działacze wałbrzyskiego klubu wpadli na pomysł obniżenia cen biletów na sektor C do złotówki. Kilkudziesięciu kibiców skusiło się na tę promocję, choć również na sektorach "vip-owskich" również było więcej niż zwykle oglądających, wielu pojawiło się pierwszy raz w tym sezonie. Oczywiście zamysłem pomysłodawców był powrót zorganizowanego dopingu dla Górnika, ale bez dialogu, wyjaśnieniu spraw z jesieni nadal jest pat w sprawie obecności szalikowców na domowych meczach.
Trener polkowiczan Jarosław Pedryc oglądał ostatnie spotkania wyjazdowe Górnika i wyciągnął słuszne wnioski co do taktyki. Jego podopieczni nie tylko wygrali, ale uczynili to w takich rozmiarach, że w przypadku ewentualnego równego dorobku punktowego liczyć się będzie bilans bramek, a ten jest póki co po stronie Polkowic.
Trener Robert Bubnowicz nie mógł skorzystać z wykartkowanego Sławomira Orzecha, w meczowym protokole początkowo widniało nazwisko Grzegorza Michalaka zamiast Mateusza Krawca, ale ostatecznie ten ostatni zagrał od pierwszego gwizdka sędziego Mirosława Mazgaja. Pierwsza akcja należała do miejscowych, ale po dośrodkowaniu prawą (!) nogą Krawca uderzenie głową Orłowskiego nie mogło zaskoczyć Damiana Primela. Dziwić może, że w tekstowej relacji Radosława Radczaka na lajfach zdecydowana większość dośrodkowań z prawej strony, w tym asysta bramkowa, zostały błędnie przypisana Krzymińskiemu. Jeśli chodzi o rzetelność dziennikarską to nieporozumieniem jest przypisanie żółtej kartki Grzegorza Michalaka Marcinowi Orłowskiemu. Jest to o tyle ważne, że czwarta żółta kartka kapitana Górnika oznacza przymusową pauzę. Dziennikarzom nazwisko Orłowskiego zasugerował swoim komunikatem spiker zawodów Bogdan Skiba, a wszelkie wątpliwości w tej kwestii rozwiewa oficjalny protokół, na podstawie którego przygotowana jest relacja z meczu na portalu Łączy nas piłka.
Wracając do wydarzeń boiskowych, to największe zagrożenie w tym meczu piłkarze lidera prokurowali sami sobie. Już w 3 min. szkolne błędy w defensywie mógł bezlitośnie wykorzystać Karmelita, który jednak nie potrafił umieścić piłki w pustej bramce. Za kilka minut dośrodkowanie z rzutu wolnego wybicie z pola karnego i piękny wolej Wojciecha Galasa ląduje w wałbrzyskiej bramce. Ale szok na trybunach dopiero miał nadejść. Po kwadransie gry było już bowiem 0:2 - szybka kombinacja ofensywna gości, zagranie z prawego skrzydła i Rafał Karmelita podwyższa wynik. Inna sprawa, że z perspektywy trybun wydawało się, że asystujący przy golu gracz KS Polkowic był na ofsajdzie. Pomysł podopiecznych Jarosława Pedryca na pojedynek z Górnikiem był prosty. Trójka ofensywnie nastawionych graczy miała wysoko wywoływać presję na stoperach i bocznych obrońcach. Szybko okazało się, że w defensywnej układance wałbrzyszan najsłabszym ogniwem jest Sebastian Surmaj i w jego sektorze najczęściej atakowali przyjezdni. Inną bolączką lidera była bierność w środku pola. Obrońcy nie mieli komu dograć piłkę na rozegranie, jedynym sensownym wyjściem była przysłowiowa laga do przodu, a tam Polkowice łatwo neutralizowali Orłowskiego. Imponować musiała szybkość podejmowania decyzji gości, szybkie przesuwanie się oraz wychodzenie dużą ilością zawodników do ataku. Tego nie można było zauważyć w grze Górnika i to bardzo kuło w oczy. Brakowało w zespole defensywnego pomocnika z prawdziwego zdarzenia. Marcin Morawski głównie ukierunkowany jest ofensywnie, Mateusz Krawiec raził powolnością, jednostajnym rozegraniem. To co wystarczy na słabszych rywali było w sobotę wodą na młyn dla Polkowic, którzy spokojnie mogli poukładać się w defensywie, pokryć, zaasekurować. Najjaśniejszym punktem wałbrzyszan był Dominik Radziemski, który ciągnął ten zespół do przodu. To z jego podania Krawiec głową po koźle zdobył kontaktową bramkę. Dominik jednak nie dokonywał zawsze dobrych wyborów, a szkoda, bo pod koniec I i na początku II połowy powinien umieścić piłkę w siatce.
W drugiej połowie kilkuset widzów oczekiwało zrywu biało-niebieskich i ... nie doczekało się. Owszem, piłka częściej gościła na połowie polkowiczan, ale brakowało konkretów. Goście skupili się bardziej na uważnej defensywie, nie wychodzili już z takimi atakami jak przed zmianą stron. A trzeba obiektywnie stwierdzić, że gdyby piłkarze wicelidera mieli lepiej ustawione celowniki, albo w gorszej dyspozycji był Jarosiński to do przerwy byłby prawdziwy pogrom upokarzający Górnika.
Czerwony duet Górnika - Rytko i Sawicki
[foto: B.Nowak - walbrzych24.com]
O ile po I połowie można było obawiać się, że ewentualne zagrożenie dla gospodarzy będzie po ich lewej stronie, to jak się okazało decydujące wydarzenia miały miejsca po prawej.
Gdy zmęczonego Morawskiego zastąpił Grzegorz Michalak stronami zamienili się Krzymiński z Sawickim. Ten pierwszy, który zaliczył bramkowy dublet w Jeleniej Górze, raził bezradnością w ofensywie, a w II połowie kilkakrotnie Górnicy mieli szansę wykreować ciekawą sytuację podbramkową. Póki co psikusa miejscowym zrobił Jan Rytko. Kartkowy rekordzista biało-niebieskich mając żółtą kartkę najpierw w skandaliczny wręcz sposób stracił piłkę, by pobiec za rywalem i bezsensownie faulować go dopraszając się tym samym kolejnej żółtej kartki. Górnik mając gonić wynik musiał zweryfikować swoje ustawienie, bowiem kończyć musiał w osłabieniu. Kilka minut później okazało się, że sytuacja może wyglądać jeszcze gorzej.
Starcie dwóch "16" - Bancewicz wjeżdża w nogi Sawickiego, faul. Wałbrzyszanin nie czekając na karę dla pomocnika gości sam postanawia wymierzyć sprawiedliwość i to w najgorszy, a przede wszystkim najgłupszy sposób. Kopanie kolanem leżącego rywala, na wysokości ławki rezerwowych gości nie mogło skończyć się inaczej niż grubszą awanturą. Kibice na trybunach stali się świadkami żenującej przepychanki rodem z boisk najniższych klas rozgrywkowych. Wrocławski sędzia Mirosław Mazgaj wyrzucił z boiska Sawickiego i Sworackiego, a Bancewicza ukarał tylko żółtą kartką. Tylko, bowiem po takim faulu równie dobrze mógł go ukarać czerwoną kartką. Po tych decyzjach Górnik grał już w dziewięciu. A Sawka nie będzie miło wspominał swego jubileuszowego 150.występu w Górniku...
Paradoksalnie grając w takim osłabieniu wałbrzyszanie stworzyli sobie JEDYNĄ bramkową sytuację po przerwie, gdy Grzegorz Michalak przedarł się przez polkowicką obronę i z ostrego kąta próbował zaskoczyć Primela, który sparował piłkę na rzut rożny. Gospodarze rozochocili się i zostali bardzo szybko skarceni, gdy po rzucie rożnym zabrakło asekuracji, polkowiczanie wyszli z szybką kontrą, którą rozegrali podręcznikowo. Końcówka to czekanie na ... cud, bo takowym byłby gol dla Górnika. Wyluzowani goście nie forsowali tempa, choć mieli okazję by dobić rywala. W samej końcówce na boisku pojawił się Sobiesierski, który podobnie jak w Jeleniej Górze wyróżnił się ... żółtą kartką w doliczonym czasie gry.
Wśród wałbrzyskich kibiców głównym winowajcą okrzyczany został sędzia Mazgaj. Obiektywnie oceniając wrocławski rozjemca pozwalał grać bardzo twardo i to raczej polkowiczanie mogli mieć pretensje o nieodgwizdanie kilku starć. Większość kartek rozdał w końcówce meczu, by nie zaogniać konfliktu pomiędzy graczami obu drużyn, który wybuchł w 76 min. Ta cała sytuacja jednak sędziego przerosła. Dwa wykluczenia to ... najmniejszy wymiar kar dla graczy obu drużyn. Zdjęcia wałbrzyskich fotoreporterów są bezlitosne choćby dla Jarosińskiego, który rywala objął w dalece od przyjacielskiego uścisku. Innym jego kolegom również puściły nerwy, taka sytuacja to woda na młyn dla braci Michalaków. Świętoszkami nie byli również gracze KS Polkowice, aż dziw bierze, że żaden z graczy siedzących na ławce, którzy znaleźli się w środku wydarzeń na boisku nie zostało ukaranych choćby żółtą kartką. Raziła bierność arbitra podczas całej awantury, który wyraźnie chciał wyczekać, a należało zdecydowanie interweniować.
Polkowice przyjechały zmotywowane i swój cel osiągnęli w imponującym stylu. Abstrahując od bijatyki, byli zespołem lepszym, lepiej zorganizowanym, szybszym. Bezlitośnie ukazali słabe punkty wałbrzyszan. To co nie udało się przy Ratuszowej Formacji Port 2000 czy rezerwom Miedzi udało się właśnie drużynie Jarosława Pedryca.
Górnik trzymał spory cios po którym musi się jak najszybciej podnieść. Osamotniony Orłowski, wożenie piłki przez pomocników, liczenie na stałe fragmenty gry - ten wąski wachlarz w ofensywie nie wystarczył na wicelidera i na pewno nie starczy na rywala w barażach. O ile piłkarze Bubnowicza w nich zagrają.
Porażka z KS Polkowice skomplikowała sytuację spadkowicza z II ligi. Na 5 meczów przed końcem Górnik ma 1 punkt przewagi, bilans bramkowy +36, a polkowiczanie +38, więc ważne mogą okazać się również gole. A jaki jest rozkład jazdy do finiszu rozgrywek?
30.kolejka: Śląsk II - Górnik, KS Polkowice - Piast Żmigród,
31.kolejka: Górnik  - Ilanka Rzepin, Zagłębie II - KS Polkowice
32.kolejka: Górnik - walkower za mecz z KP Brzeg Dolny, KS Polkowice - Karkonosze
33.kolejka: Piast Żmigród - Górnik, Piast Karnin - KS Polkowice
34.kolejka: Górnik  - Zagłębie II, KS Polkowice - Lechia Dzierżoniów.
W tygodniu Górnik grać będzie z rezerwami Miedzi w Pucharze Polski DZPN, wiadomo, że Mateusz Sawicki będzie pauzował - ile, to zadecyduje posiedzenie Wydziału Dyscypliny. Oba zespoły będą grać z Piastem Żmigród i Zagłębiem II Lubin, które są tuż pod kreską, ale wciąż liczą na skuteczną walkę o utrzymanie. Z kolei Śląsk II i Lechia są tuż nad kreską i punktów również nie będą chcieli rozdawać. Z rywali już zdegradowanych to Górnik będzie miał jednego (Ilanka), a Polkowice Karkonosze i Karnin. Kto zagra w barażach dowiemy się za miesiąc.

wtorek, 3 maja 2016

Dwa kroki bliżej celu

Zdobywcami okręgowych Pucharów Polski są zespoły ze stolic dawnych województw tworzących dziś Dolnośląskie. Dla wałbrzyskiego Górnika idealnie pokrywa się to również z serią niezwykle ważnych spotkań ligowych. Od wyjazdów do Legnicy i Jeleniej Góry, poprzez mecz rundy z Polkowicami w Wałbrzychu po wyjazd do Wrocławia na mecz z rezerwami Śląska. Czy po nich będzie już wszystko jasne?
Rezerwy Miedzi stoją praktycznie na najgorszej pozycji wśród zespołów z górnej części tabeli, bowiem ze względów proceduralnych nie mogą liczyć na awans do II ligi. Nic bowiem nie zapowiada promocji pierwszej drużyny legniczan. Trenerzy pierwszoligowca, Ryszard Tarasiewicz i Waldemar Tęsiorowski, mimo męczącego powrotu z najdalszego wyjazdu do Suwałk, pofatygowali się oglądać zaplecze I drużyny. W rezerwach zabrakło piłkarzy z bezpośredniej kadry, a chyba najbardziej obserwowanym był bułgarski defensor Rumen Trifonow. Miedź II to jedna z najskuteczniejszych ekip trzecioligowych, potrafiąca - w przeciwieństwie do Górnika - bezlitośnie rozbić rywala w drobny pył. Niespodziewanie w tym sezonie piętą achillesową legniczan jest Ilanka Rzepin, która dwukrotnie ograła rezerwy Miedzianki. Mecz z Górnikiem miał być okazją na zmazanie plamy i przed gwizdkiem zapowiadał się niezwykle frapująco. Wydarzenia boiskowe toczone w sennej słonecznej atmosferze, niestety, nie dały podstaw by uznać mimo wszystko ten mecz jako hit kolejki. Owszem, technika użytkowa poszczególnych zawodników, przesuwanie się formacji, taktyka - to wszystko mogło zadowolić koneserów, ale kibice oczekiwali czegoś więcej.
W I połowie oba zespoły stworzyły po jednej sytuacji podbramkowej, w których strzelcy mogli zachować się lepiej. Dotyczy to szczególnie Grzegorza Michalaka, który znakomicie przechwycił piłkę kilka metrów przed polem karnym gospodarzy, ale zamiast podać do nieobstawionego Radziemskiego, sam spróbował szczęścia i Budzyński wybił na rzut rożny. Po przerwie właśnie po kornerze wałbrzyszanie stracili bramkę - główna wina to brak komunikacji pomiędzy Jarosińskim a Tyktorem i pozostałymi zawodnikami. Kamil najpierw wyszedł do dośrodkowania, potem się cofnął, koledzy z obrony zrobili mu miejsce, ale to ostatecznie Wasilewski mógł spokojnie głową umieścić piłkę w siatce. Wałbrzyszanie wiosną już kilka razy byli w podobnej sytuacji, bowiem jako pierwsi stracili bramkę w Dzierżoniowie i Kątach Wrocławskich, ale Miedź II to jednak inny rodzaj kalibru. Bardzo efektowne zawody w Legnicy rozegrał Mateusz Sawicki, który najpierw przełamał się w końcu trafiając do bramki rywala. Rajd lewą stroną, sprytne wykorzystanie gapiostwa Budzyńskiego, który odkrył krótki róg, by po chwili wyciągać piłkę z siatki. Kilka minut później po jego zagraniu Marcin Orłowski strzelił nie do obrony i zrobiło się 1:2. A że gospodarze grali wówczas w dziesięciu po dwóch żółtych kartkach dla Kuśnierza, było trochę łatwiej.
Mateusz Krzymiński i Woźniczka
Z piekła do nieba - taką drogę przebyli w Legnicy wałbrzyszanie. Po ostatniej wizycie na stadionie przy ul.Orła Białego Górnicy niezbyt miło wspominali - trener Robert Bubnowicz nie miał nic do powiedzenia prócz przeprosin po 0:5 z Miedzią, Jarosiński zaliczył jeden z najgorszych występów w karierze, Rytko wyszedł po przerwie a mimo to wyleciał za dwie żółte kartki. To było blisko 5 lat temu, a pierwsze zespoły Miedzi i Górnika dzielą nie tylko dwie klasy rozgrywkowe, ale i przepaść organizacyjna. Oba kluby w bieżącym sezonie rywalizują również o triumf w Dolnośląskiej Lidze Juniorów - legniczanie wiosną odrobili straty z jesieni i obecnie to oni prowadzą w tabeli. Wałbrzyszanie wrócili jednak na zwycięski szlak po rozgromieniu Orła Ząbkowice 14:0 (!!!). Aż 5 goli stało się przepustką do meczowej kadry dla Dominika Woźniaka, jego kolega Filip Brzeziński, który już ma za sobą debiut w seniorach - przeciwko Orłowi skompletował hat-trick w ciągu 4 minut!
Na jeleniogórski Derby Sudetów większe ciśnienie było oczywiście w obozie Karkonoszy. Podopieczni Artura Milewskiego są jedną z najgorszych wiosennych ekip - nie licząc walkowera z KP Brzeg Dolny - KSK do swego dorobku doliczyły ledwie punkt za remis w Kątach, a przegrali aż 7 spotkań. Szczególnie przed wtorkowym meczem mobilizowali się kibice Karkonoszy, dla których trójmecz ze Stilonem, Polonią-Stalą i Górnikiem, była praktycznie ostatnią szansą rywalizacji na trybunach z zorganizowaną grupą sympatyków rywali i oczywiście pożegnaniem z III ligą. 0:1 ze Stilonem, 0:2 w Świdnicy sugerowało matematycznie porażkę z Górnikiem 0:3. I tak też się stało.
Górnik na stadion przy ul. Złotniczej przyjechał bez wykartkowanego Bartosza Tyktora i trzeba przyznać, że derbowy pojedynek wygrał angażując minimum sił. Gospodarzom, jak to się ostatnio pięknie mówi, brakowało jakości. Naprawdę można się zdziwić, po dyspozycji w meczu przeciwko wałbrzyszanom, że Maciej Firlej zapraszany był na testy do Miedzi czy Zagłębia Lubin, a Radosław Sareło w Piaście Gliwice i GKS Bełchatów. Z wałbrzyskiej perspektywy kibice mogli być ciekawi postawy Krzysztofa Pieśkiewicza, który w ub.roku błysnął w sparingu Górnika, a ostatecznie Włókniarza Leśna zamienił na biało-niebieski trykot Karkonoszy a nie wałbrzyskiej drużyny. W lidze, podobnie jak koledzy nie błyszczy, podobnie było w spotkaniu z liderem, choć był bliski pokonania Jarosińskiego, gdy dobijał strzał Firleja w słupek.
Krzymiński i D.Michalak - strzelcy bramek w Jeleniej Górze
Cichym bohaterem jeleniogórskiego meczu był niewątpliwie Mateusz Krzymiński. trener Robert Bubnowicz nieco z konieczności ustawia go na prawym skrzydle, choć to nie jest pozycja stworzona dla popularnego Krzymina. On operuje głównie lewą nogą i często musi przekładać piłkę na tę lepszą. Mateusz z obecnej kadry ligowej jako jedyny, nie licząc Jarosińskiego, Brzezińskiego i Woźniaka, nie miał do derbowego meczu ani jednego gola na koncie. A już rozegrał ponad pół setki meczów. Jak już trafił to uczynił to dwukrotnie! Wynik z kolei otworzył Dariusz Michalak, od którego w chwili obecnej więcej bramek w obecnym sezonie ma jedynie Orłowski i Krawiec! Warto to też wspomnieć o udanych urodzinach Marcina Morawskiego, który w swoje 36.urodziny zagrał dobry, a przede wszystkim udany mecz. Szkoda, że nie uwieńczył go golem, tak jak choćby podczas ostatniej wizyty przy ul. Złotniczej jeszcze w barwach świdnickiego klubu.
Reasumując było to najłatwiejsze zwycięstwo wałbrzyszan w derbowym pojedynku w Jeleniej Górze.
Znów jednak trzeba wrzucić kamyczek do ogródka redaktora Skiby, bowiem na podstawie jego relacji są opracowywane relacje do innych wałbrzyskich portali. Gdzie on widział na boisku Migalskiego czy Brzezińskiego, nie wspominając o dwóch tysiącach widzów? Na trybunach kameralnego stadionu przy ul. Złotniczej usiadło kilkuset widzów, w tym sporo wałbrzyszan, nie tylko w sektorze gości. Obecność braci Radziemskich, Krawca, czy Borka, a także stałych bywalców na Stadionie 1000-lecia nikomu na główne w Jeleniej Górze nie wadziła. Przybyła grupa fanów Górnika zaprezentowała choreografię znaną poniekąd z Gorzowa Wlkp., a potem wraz z miejscowymi licytowała się na wulgarne przyśpiewki.
Oba spotkania, w Legnicy i Jeleniej Górze, obserwowali szkoleniowcy z Polkowic. Prawdę powiedziawszy w obu spotkaniach było kilka korekt w składzie lidera, a teraz w hitowym meczu zabraknie Sławomira Orzecha, który zobaczył czwartą żółtą kartkę. Wydaje się, że mimo wszystko będzie to podobne ustawienie jak w Jeleniej Górze, z drobną korektą Tyktor za Orzecha, może do wyjściowego składu wróci Krawiec, może wydobrzeje Migalski, który zwiększy pole manewru w ofensywie.
Na chwilę obecną Górnik ma przewagę 4 punktów oraz 3:1 w Polkowicach do bilansu. Wygrana zwiększy przewagę do 7, a w praktyce do 8 punktów (polkowiczanie z niekorzystnym bilansem dwumeczu będą musieli zdobyć więcej punktów od wałbrzyszan), co jest już niezłą zaliczką przed finiszem rozgrywek.

poniedziałek, 2 maja 2016

World Soccer o Euro 2016

Na hasło Kurowski - dziennikarz większość skojarzy wysokiego jegomościa z TVP o imieniu Jacek. Często jest gospodarzem studia meczowego, również przedstawiał informacje sportowe we Wiadomościach. Przez lata w sportowym dziennikarstwie na uznane "nazwisko" pracował z kolei Dariusz Kurowski, przez wiele lat związany z tygodnikiem Piłka Nożna, a obecnie współpracujący z miesięcznikiem World Soccer. Redaktor Kurowski w majowym numerze pochylił nad rodzimą reprezentacją w kontekście zbliżającego się dużymi krokami mistrzostwami Europy. Najnowszy numer periodyku poświęcony jest właśnie EURO 2016 - każda reprezentacja jest rozłożona pod kątem taktyki, personalnych wyborów.
Polska ma o tyle szczęścia, że opisywana jest przez ... polskiego dziennikarza, który zna kadrę od dawna i pisze merytorycznie, bez zaciemniania rzeczywistości.
Opis naszej kadry zatytułowany jest Ślepy optymizm i trzeba obiektywnie stwierdzić, że autor trafia w przysłowiowe sedno. Po niepowodzeniu w EURO 2012, awans na kolejne mistrzostwa Europy przyjęto niczym zdobycie medalu. Po wiosennych wygranych z Serbią i Finlandią oczekiwania jeszcze wzrosły, a co niektórzy zaczęli prognozować o siedmiu turniejowych meczach. Cytowany jest Artur Boruc, który trzeźwo przestrzega, by nie pompować balona nadziei. Wspomina się euforię po pokonaniu Niemiec, ale zwraca się uwagę, na szczęście przy atakach rywali. Redaktor Kurowski zwraca uwagę, że Polska wśród drużyn, które automatycznie awansowały na turniej, straciła po Czechach najwięcej bramek.
Kluczem do sukcesu ma być "silny kręgosłup" drużyny oparty na Fabiańskim lub Szczęsnym w bramce, środkowym obrońcy Gliku, defensywnym pomocniku Krychowiaku i oczywiście Lewandowskim. Wiadomo, że wszystko kręci się wokół napastnika Bayernu Monachium, selekcjoner zmienił organizację gry uczynił go kapitanem zespołu, by jak najbardziej wykorzystać potencjał Roberta. Nie było by olśniewających i skutecznych występów Lewandowskiego, gdyby nie miał wsparcia w Miliku, który zaliczył po 6 goli i asyst. Autor wspomina o silnych skrzydłach, gdzie Grosicki z Błaszczykowskim mają stwarzać partnerom jak najwięcej sytuacji do zdobywania bramek. Największym problemem jest defensywa, a dokładniej partner dla Kamila Glika oraz lewa obrona, gdzie z konieczności musi występować Maciej Rybus.
O Adamie Nawałce, prócz krótkiej notki biograficznej wspominającej głównie udział w argentyńskim mundialu wraz z Bońkiem, możemy przeczytać, że jest perfekcjonistą wymagającym ogromnej dyscypliny od swoich podopiecznych.
W układzie opisywania kadr są wypowiedzi ludzi futbolu danego kraju. Jerzy Dudek zwraca uwagę na klasę Lewandowskiego oraz na fakt, że wyjście z grupy to minimum jakiego oczekuje się od kadry Nawałki. Jerzy Engel przypomina o głodzie sukcesu, szansie na promocje i wierze, że zespół odegra kluczową rolę w turnieju. Z kolei Dariusz Szpakowski przypomina, że kluczowym będzie pojedynek z Irlandią Północną, która nie będzie łatwym przeciwnikiem.
Wreszcie kadra i krótkie notki na temat piłkarzy. Boruc, Fabiański, Szczęsny w bramce, w obronie Glik, Jędrzejczyk, Pazdan, Piszczek, Rybus, Salamon, Szukała i Wawrzyniak. Glikowi przypomniano terminowanie w rezerwach Realu, Pazdanowi Piranię za kadencji Beenhakkera. W drugiej linii na powołania mogą liczyć Błaszczykowski, Grosicki, Jodłowiec, Kapustka, Krychowiak, Linetty, Mączyński, Starzyński, Wszołek i Zieliński, atak to duet Lewandowski - Milik. Wypożyczenia z klubów uwzględnione są dopiero w opisach - dotyczy to Błaszczykowskiego, Jędrzejczyka, Starzyńskiego, Zielińskiego. Z kolei wśród piłkarzy będących w kręgu zainteresowań znajdziemy nazwiska Tytonia, Cionka, Lewczuka, Olkowskiego, Borysiuka, Mili, Peszko, Stępińskiego i Sobiecha. Co na to Adam Nawałka?
Generalnie majowy World Soccer to pierwsza przymiarka do Skarbów Kibica, które będą pojawiać się na początku czerwca. Opisy poszczególnych reprezentacji są rzeczowe, brak w nich wyświechtanych frazesów.
Kto z naszej ekstraklasy, oprócz wspomnianych wyżej polskich kadrowiczów może liczyć na wyjazd do Francji? Czech Kamil Vacek (wypożyczony do Piasta Gliwice ze Sparty Praga) jest w kręgu zainteresowań, z kolei Węgrzy Richard Guzmics (Wisła) i Tamas Kadar (Lech) mają być podporami defensywy Madziarów. Oprócz nich mogą liczyć Gergo Lovrencsics (żegnający się z Lechem) i Nemanja Nikolić (Legia). Być może dostrzeżony zostanie, wg World Soccer, Adam Gyurcso z Pogoni Szczecin. W słowackiej kadrze pewniakiem wydaje się być były bramkarz Legii, a dziś Slovanu Bratysława Jan Mucha, natomiast w kręgu zainteresowań selekcjonera Jana Kozaka pozostają Patrik Mraz (Piast) i Ondrej Duda (Legia).