W Polsce przyzwyczailiśmy się, że zanim ruszy liga któraś z
naszych drużyn pożegna się z rywalizacją w europejskich pucharach. W Wałbrzychu
nową świecką tradycją staje się szybkie odpadnięcie z Pucharu Polski. W
ubiegłym roku lepsze okazały się rezerwy Skry Częstochowa, teraz pogromcą
Górnika stał się trzecioligowy zespół z Ostrowa Wielkopolskiego. Dlaczego wałbrzyszanie przegrali z Ostrovią?
Usprawiedliwienia można żartobliwie szukać w osobie arbitra Rafała Rokosza,
który dwa lata temu gwizdał mecz Górnika z Olimpią Grudziądz w PP – również
były rzuty karne dla obu zespołów, również wykonawcą dla biało-niebieskich był
Grzegorz Michalak i również Górnik przegrał 1:3. Nie zmienił oblicza fakt, że
tym razem starszy z braci Michalaków trafił do siatki z 11 metrów. Oczywiście
można szukać tanich usprawiedliwień w postaci błędów Dariusza Michalaka,
wykluczenia Michała Łaskiego czy kontuzji Oświęcimki, Orzecha czy Folca.
Personalnie mimo wszystko i tak „na papierze” drugoligowiec powinien bez
problemów poradzić sobie z Ostrovią, która pożegnała się z kilkoma podstawowymi
graczami, a uzupełniając skład co najwyżej czwartoligowcami. Jedynym plusem
pucharowych meczów może być fakt, że można śmiało powiedzieć o braku kłopotów z
wykonywaniem rzutów karnych, które Górnicy wykonywali bezbłędnie.
Skrót z meczu w Ostrowie Wielkopolskim można oglądnąć na stronie wlkp24.info
Celem wałbrzyszan na zbliżający się sezon ma być walkę o
czwartą lokatę oraz jak najdalej zajść w pucharowej drabince. Wiadomo, że drugi
cel nie zostanie zrealizowany, a i ten pierwszy jest mocno naciągany. Na chwilę
obecną kibice mogą być mocno zaniepokojeni zarówno skutecznością, jak i samą
grą zespołu. Andrzej Polak dokonał małej rewolucji w kadrze Górnika i trzeba
czasu, by zespół zaczął grać na miarę oczekiwań zarówno szkoleniowca jak i
kibiców. Przemeblowane zostały praktycznie
wszystkie formacje poza bramką. Ze
„starej gwardii” największym wygranym letnich przygotowań wydaje się być Jan
Rytko, na którego Polak obecnie zdecydowanie stawia. Nie znajdują z kolei
uznania w oczach opolskiego szkoleniowca wychowankowie klubu kandydujący do
roli podstawowych młodzieżowców. Póki co wybiegają Przemysław Cichocki z
Kamilem Mańkowskim, ale może to dość szybko się zmienić, gdy ten pierwszy
będzie niepewny w defensywie, a Mańkowski nie będzie strzelał bramek lub
wypracowywał kolegom. W tym tygodniu ma być sprawdzany kolejny kandydat do gry
na stoperze. Wg Bogdana Skiby był testowany gracz z Bełchatowa, a obecnie
szansy na angaż będzie szukał gracz Zielonej Góry. Czy wśród jednej z
najgorszych ekip drugoligowych minionego sezonu jest faktycznie defensor, który
byłby wzmocnieniem bloku obronnego?
Próbowany był Filip Barski, ale nie był przekonywujący. Obserwując
jedyny do tej pory przegrany ligowy mecz Górnika za kadencji Andrzeja Polaka
można było zauważyć zdecydowaną, skuteczną postawę niejakiego Bartosza Tyktora.
Latem ponownie mógł go trener biało-niebieskich obserwować, bowiem wystąpił w
barwach Zagłębia Lubin w sparingu wygranym 4:0. Potem widziany był na
treningach i sparingach Siarki Tarnobrzeg i Zagłębia Sosnowiec. Czy właśnie on
będzie sprawdzany przez wałbrzyszan?
Wracając do Pucharu Polski ostatnio pisałem o ewentualnych
awansach Wisły Puławy, która mogła liczyć jak nie na wolny los to na walkowery.
Otóż w najbliższej rundzie będzie musiała zmierzyć się z Limanovią
Limanowa. Pięć dni przed meczami rundy
przedwstępnej, gdzie limanowscy piłkarze mieli podejmować beniaminka 2.ligi
Kotwicę Kołobrzeg został ogłoszony komunikat, że Limanovia wycofuje się z
rozgrywek pucharowych. Tym samym Kotwica walkowerem awansowała do rundy
wstępnej. Oficjalnym powodem wycofania się z PP były braki kadrowe. Wtedy
jednak już spekulowano o fuzji, a dokładnie przejęciu miejsca po Kolejarzu
Stróże. Gdy to z kolei stało się faktem we wszystkich zestawieniach I rundy
widnieje para Limanovia-Wisła Puławy. Czemu PZPN przyklepał przejęcie miejsca
Kolejarza, a był przeciwny przeprowadzce Floty Świnoujście do Rzeszowa? Otóż
formalnie przejęcie miejsca innego zespołu może nastąpić wtedy, kiedy odbywa
się to w ramach tego samego Okręgowego Związku Piłki Nożnej, co miało
zastosowanie w przypadku Limanovii i Kolejarz. Ponadto w Stróżach zlikwidowano
sekcję piłki nożnej, a w Świnoujściu oprócz liczenia ewentualnych pieniędzy za
przeniesienie I zespołu seniorów do Rzeszowa, przygotowano się do gry w IV
lidze. Reasumując Limanovia wskoczyła na miejsce Kolejarza, choć wcześniej
mówiono o ewentualnym przeniesieniu klubu senatora Koguta do Torunia czy
Warszawy, co z góry było skazane na porażkę.
poniedziałek, 28 lipca 2014
niedziela, 27 lipca 2014
Regions Cup 2014 - zgrupowanie w Wałbrzychu
Centrum Aktywnego Wypoczynku AQUA ZDRÓJ przez cztery dni gościło kadrę DZPN na nieoficjalne mistrzostwa Europy amatorów, jak nazywane są rozgrywki Regions Cup. Ośrodek przy Ratuszowej coraz częściej gości ekipy, które jeszcze niedawno szerokim łukiem omijały Wałbrzych z prozaicznego powodu - brak bazy hotelowej, a przede wszystkim sportowej. Oprócz profitów finansowych równolegle zyskuje miasto wizerunkowo. Korzystają na tym również wałbrzyskie kluby. By spotkać się na boisku z pierwszoligowcem nie muszą jechać przykładowo do Dzierżoniowa, bo okazja zdarza się na miejscu. Również obecność najlepszych dolnośląskich piłkarzy przygotowujących do wrześniowego turnieju z udziałem reprezentacji regionów z Francji, Rumunii i Macedonii jest znakomitą okazją przyjrzenia się im bez organizowania testów. W turnieju Regions Cup mogą grać piłkarze od trzeciej lig w dół, nie związani ze swoimi klubami kontraktami. Wśród powołanych przez Mirosława Drączkowskiego znaleźli się:
bramkarze -Marcin Gąsiorowski (Ślęza Wrocław), Jarosław Krawczyk (GKS Kobierzyce), Mateusz Gilewski (Piast Zawidów) oraz gracze z pola - Adrian Leśniarek, Mariusz Paszkowski, Łukasz Maciejewski, Damian Niedoajd, Marcin Buryło (z Lechii Dzierżoniów), Jacek Modrzejewski, Marek Gacek (obaj KP Brzeg Dolny), Łukasz Deneka (Orzeł Ząbkowice), Konrad Babeczko, Marcin Kula (obaj Prochowiczanka), Marek Budny, Paweł Boczarski (obaj Foto-Higiena Gać), Kamil Zbik, Kamil Kaczmarek (obaj LKS Stary Śleszów), Jakub Jakóbczyk, Grzegorz Rajter, Szymon Przystalski (z Ślęzy Wrocław), Patryk Gołębiewski (Piast Żmigród), Tobiasz Kuźniewski, Mateusz Zatylny (Olimpia Kowary).
Przynależność klubowa tych zawodników traci powoli na aktualności, bowiem dla Marcina Buryło powołanie przesłane zostało do AKS Strzegom, a obecnie trenuje on w Dzierżoniowie. Z podobnym zamiarem zmian barw klubowych nosiło się zresztą kilku innych zawodników, a dla przykładu Tobiasz Kuźniewski grać będzie w niemieckim FC Strausberg, co eliminuje go z gry w kadrze DZPN. W większości ww. nazwiska są anonimowe - co prawda kwartet z wrocławskiej Ślęzy był blisko gry w drugiej lidze, ale reszta zawodników skazana jest na grę w trzeciej, bądź czwartej lidze.
Dolny Śląsk w rozgrywkach Regions Cup osiągnął największy sukces w 2007 kiedy to w Bułgarii reprezentował Polskę i sięgnął po złote medale. Regulamin rozgrywek jest taki, że Dolnoślązacy by móc bronić trofeum musieli wygrać rywalizację w kraju. A tę dopiero udało się wygrać w ubiegłym roku. Z tamtej kadry nie mogli być brani pod uwagę dwóch zawodników, którzy przeszli do klubów wyższych lig i podpisali zawodowe kontrakty.A mowa o Kamilu Śmiałowskim, który zimą tego roku dzierżoniowską Lechię zmienił na Górnika Wałbrzych. Drugim jest Paweł Zieliński, który na Podkarpaciu triumf świętował jako gracz Bielawianki. Niedługo potem przeszedł do Ślęzy Wrocław, gdzie po jednej rundzie trafił do ekstraklasy i dziś z powodzeniem gra w Śląsku zbierając co najmniej dobre recenzje. Wśród uczestników bułgarskiego turnieju w 2007 roku sztandarowym przykładem kariery jest Arkadiusz Piech, który z czwartoligowej Świdnicy trafił do reprezentacji Polski, a obecnie gra w Legii Warszawa.
Czy któryś z obecnych na wałbrzyskim zgrupowaniu pójdzie w ślady Piecha bądź Zielińskiego?
![]() |
| Kadra DZPN trenuje przy Ratuszowej [foto: DB2010.pl] |
Przynależność klubowa tych zawodników traci powoli na aktualności, bowiem dla Marcina Buryło powołanie przesłane zostało do AKS Strzegom, a obecnie trenuje on w Dzierżoniowie. Z podobnym zamiarem zmian barw klubowych nosiło się zresztą kilku innych zawodników, a dla przykładu Tobiasz Kuźniewski grać będzie w niemieckim FC Strausberg, co eliminuje go z gry w kadrze DZPN. W większości ww. nazwiska są anonimowe - co prawda kwartet z wrocławskiej Ślęzy był blisko gry w drugiej lidze, ale reszta zawodników skazana jest na grę w trzeciej, bądź czwartej lidze.
Dolny Śląsk w rozgrywkach Regions Cup osiągnął największy sukces w 2007 kiedy to w Bułgarii reprezentował Polskę i sięgnął po złote medale. Regulamin rozgrywek jest taki, że Dolnoślązacy by móc bronić trofeum musieli wygrać rywalizację w kraju. A tę dopiero udało się wygrać w ubiegłym roku. Z tamtej kadry nie mogli być brani pod uwagę dwóch zawodników, którzy przeszli do klubów wyższych lig i podpisali zawodowe kontrakty.A mowa o Kamilu Śmiałowskim, który zimą tego roku dzierżoniowską Lechię zmienił na Górnika Wałbrzych. Drugim jest Paweł Zieliński, który na Podkarpaciu triumf świętował jako gracz Bielawianki. Niedługo potem przeszedł do Ślęzy Wrocław, gdzie po jednej rundzie trafił do ekstraklasy i dziś z powodzeniem gra w Śląsku zbierając co najmniej dobre recenzje. Wśród uczestników bułgarskiego turnieju w 2007 roku sztandarowym przykładem kariery jest Arkadiusz Piech, który z czwartoligowej Świdnicy trafił do reprezentacji Polski, a obecnie gra w Legii Warszawa.
Czy któryś z obecnych na wałbrzyskim zgrupowaniu pójdzie w ślady Piecha bądź Zielińskiego?
sobota, 26 lipca 2014
Szybsi od Hermaszewskiego, czyli wałbrzyszanie w kosmosie.
Najpopularniejsza dyscyplina sporu na świecie zdobywa popularność w coraz większej ilości krajów. W niektórych częściach świata nigdy futbol nie zdobędzie większej ilości sympatyków od sportów zimowych, regionalnych rywalizacji o których w Polsce nie mamy nawet pojęcia. Nie zawsze przenoszenie europejskich wzorców przynosiło efekty. W Stanach Zjednoczonych wciąż trwa proces przekonywania się miejscowych do soccera, jak nazywana jest dyscyplina, którą znamy jako piłka nożna, a musi ona zmierzyć się nie tylko z odmianą amerykańską, ale i z baseballem, koszykówką czy hokejem. Historia podboju piłki nożnej w USA ma wieloletnią tradycję. Obecna zawodowa liga przyciąga już nieco podstarzałe gwiazdy, które nie mogą co w Europie liczyć na grę w topowych klubach, a za Wielką Wodą nie dość, że zarobią za grę, to mogą liczyć na wpływy z kontraktów reklamowych. Już w latach 70-tych w USA złoty wiek przeżywała NASL, czyli North American Soccer League, a flagowym zespołem był nowojorski Cosmos. Gdy słyszy się o Cosmosie, to od razu jednym tchem wymienia się nazwiska Pele czy Beckenbauer. Ale oprócz nich występowali w nim Polacy i co ciekawe, byli gracze Zagłębia i Górnika Wałbrzych. Wśród szóstki polskich graczy byli bramkarze Conrad Kornek, Bronisław Sularz, obrońcy Karol Kapciński, Władysław Żmuda oraz pomocnik Dieter Zajdel i napastnik Stanisław Terlecki. Najbardziej znani z tego grona, Żmuda, Terlecki, znani z gry w reprezentacji Polski, trafili do Cosmosu już w latach 80-tych. Ich poprzednicy trafili do kosmicznego zespołu wcześniej niż pierwszy Polak, Mirosław Hermaszewski poleciał w prawdziwy kosmos.
Od początku powołania klubu, czyli 1971 występowali Kornek i Kapciński. W latach 1973-75 bramki Cosmosu bronił Bronisław SULARZ.
Według wikipedii urodzony w 1937 w Wałbrzychu bramkarz w latach 1967-73 bronił barw Górnika Wałbrzych. Potem wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie bardziej znany jako Jerry. Ciekawostką jest, że w pierwszym zespole seniorów Górnika Wałbrzych, na przełomie lat 60-tych i 70-tych w bramce grał Sularz, ale nie Bronisław, tylko Kazimierz - bo tak właśnie podawały oficjalne źródła (np. program przed rundą wiosenną 1969 czy skarby kibica w prasie). Wg klubowego wydawnictwa Sularz dołączył do biało-niebieskich przed sezonem 1964/65, a Górnik był jego trzecim zespołem w karierze po Prośnie Wieruszów i Polonii Jelenia Góra. Początkowo o miejsce w bramce rywalizował z Mirosławem Litwinem, a potem z Janem Karweckim, młodszym od siebie goalkeeperem. Zimą sezonu 1972/73, kiedy to Karwecki zdecydowanie wygrywał rywalizację o miejsce w bramce. Wtedy też w skarbach kibica pojawia się imię Bronisław. Zamieszanie z imionami to nic nowego, doskonale znamy przypadek trenera Przybyły - raz Janusza, a raz Bogdana. Wracając do Sularza, to nieścisłości są również w roczniku urodzenia, najczęściej pojawia się rok 1942, jak i również 1941. To co nie udało mu się w Polsce dane mu było w Stanach Zjednoczonych. We wspomnianym Cosmosie w ciągu 2 lat rozegrał 32 mecze, potem w Boston Minutemen zagrał 7 meczów w 1976 by przejść do niższej ligi ASL by grać w Connecticut Yankees,a później New Yersey Americans, gdzie zakończył karierę. Zmarł w 2007 roku.
O ile Sularz jest nieco zapomnianą w Polsce osobą, to o wiele więcej można usłyszeć, przeczytać o drugim piłkarzu, który z Wałbrzychu trafił do Cosmosu. Dieter ZAJDEL. Z Górnikiem Thorez, czyli Zagłębiem wywalczył awans do ekstraklasy, gdzie zagrał tylko jeden, premierowy sezon 1968/69, który zielono-czarni zakończyli na bezpiecznym 10 miejscu, a Dieter zaliczył 22 występy strzelając w nich 2 gole, które przyniosły zwycięstwa 1:0 z Szombierkami i Odrą Opole. Później reprezentował barwy Górnika Wałbrzych i o mały włos wraz z innym byłym Thoreziakiem Edmundem Dworniczkiem nie zaliczyłby awansowego dubletu, bowiem wałbrzyszanom na mecie sezonu 1971/72 zabrakło punktu do awansu. Potem wyjechał do Nowego Jork w latach 1972-73 będący już po 40-tce pomocnik zagrał 23 razy i strzelił jednego gola. Z czasów jego gry pochodzi jedna ze śmieszniejszych anegdot. Nie grzeszący, oględnie mówiąc, bujną fryzurą w czasach gry w
Polsce, Zajdel w Nowym Jorku pokazał się w bujnej peruce. W jednym ze spotkań kontrolnych po wejściu wślizgiem, przewrócił na murawę z takim impetem, że włosy poleciały dalej. Trener Cosmosu Gordon Bradley przeżył szok, myśląc, że polskiemu zawodnikowi urwano głowę! Po dwóch latach gry w Cosmosie Diti przeszedł do San Jose Eartquakes, gdzie w w 17 meczach strzelił jednego gola. Ciekawostką jest, że obecnie w ekipie z San Jose gra Chris Wondolowski, niedoszły kadrowicz za czasów Franciszka Smudy, który zrezygnował z jego usług, po czym Wondolowski zdobył tytuł króla strzelców MLS, a chwilę potem zadebiutował w reprezentacji USA. Przed laty w Eartquakes grał również George Best.
Po nich sporo byłych wałbrzyskich piłkarzy wyemigrowało do USA. Największe sukcesy święcił Robert Warzycha w Columbus Crew, gdzie po udanej przygodzie w roli zawodnika w latach 1996-2002 (160 meczów i 19 goli), kontynuował pracę szkoleniową najpierw w roli asystenta, a potem I trenera. Od wiosny tego roku pracuje w Górniku Zabrze.
Od początku powołania klubu, czyli 1971 występowali Kornek i Kapciński. W latach 1973-75 bramki Cosmosu bronił Bronisław SULARZ.
![]() |
| Cosmos Nowy Jork z 1975 - pierwszy z lewej Sularz, a z prawej Pele |
![]() |
| Na zdjęciu w dolnym rzędzie Zajdel trzeci od lewej, a Sularz trzeci od prawej. |
Polsce, Zajdel w Nowym Jorku pokazał się w bujnej peruce. W jednym ze spotkań kontrolnych po wejściu wślizgiem, przewrócił na murawę z takim impetem, że włosy poleciały dalej. Trener Cosmosu Gordon Bradley przeżył szok, myśląc, że polskiemu zawodnikowi urwano głowę! Po dwóch latach gry w Cosmosie Diti przeszedł do San Jose Eartquakes, gdzie w w 17 meczach strzelił jednego gola. Ciekawostką jest, że obecnie w ekipie z San Jose gra Chris Wondolowski, niedoszły kadrowicz za czasów Franciszka Smudy, który zrezygnował z jego usług, po czym Wondolowski zdobył tytuł króla strzelców MLS, a chwilę potem zadebiutował w reprezentacji USA. Przed laty w Eartquakes grał również George Best.
Po nich sporo byłych wałbrzyskich piłkarzy wyemigrowało do USA. Największe sukcesy święcił Robert Warzycha w Columbus Crew, gdzie po udanej przygodzie w roli zawodnika w latach 1996-2002 (160 meczów i 19 goli), kontynuował pracę szkoleniową najpierw w roli asystenta, a potem I trenera. Od wiosny tego roku pracuje w Górniku Zabrze.
czwartek, 24 lipca 2014
Zbigniew Ośko
O ile z drugim tegorocznym rywalem pucharowym Górnika Wałbrzych, Ostrovią, wałbrzyszan łączy kilka nazwisk (Wojtczak, Żmija, Musiał, Sałata, czy teraz Szepeta), to z pierwszym, z Białej Podlaski związana jest osoba Zbigniewa Ośko. W ostatnim dniu lipca obchodziłby 50-te urodziny.
Rosły obrońca przygodę z piłką zaczynał w rodzinnym Lublinie, w Lubliniance. W 1984 roku, w wieku 20 lat trafił do zespołu "akademików" z Białej Podlaski, który jest jednym z protoplastów obecnego MKS Podlasia, bowiem niedawny przeciwnik Górnika powstał w 1995 w wyniku fuzji AZS AWF i MZKS Podlasie. W trzecioligowym zespole AZS Ośko w ciągu dwóch lat zaliczył 40 występów, podczas których zdobył 4 bramki. Ciekawostką jest fakt, że jednym z partnerów w zespole był niejaki Piotr Woźniacki, którego córka Karolina jest obecnie znaną tenisistką. W 1986 wypatrzony przez wałbrzyskich działaczy trafił niespodziewanie do pierwszoligowego Górnika Wałbrzych.
Letnie transfery'86 zespołu trenowanego przez Stanisława Świerka nie mogły rzucać na kolana - pożegnali się z klubem wieloletni gracze (Gawryszewski, Majewski, Zięba, Nykiel), niepewna była dalsza gra w klubie Ciołka szykującego się do zagranicznego wyjazdu, a w zamian klub ściągnął 19-letniego Gruszeckiego ze Stali Mielec oraz anonimowego Ośko. Debiut Zbyszka nastąpił w 4.kolejce - w Bytomiu z Polonią, która szukała pierwszego w sezonie zwycięstwa. Wałbrzyszanie przegrywali do przerwy 0:1, po przerwie niemrawo próbowali doprowadzić do wyrównania. Jedną z nielicznych okazji stworzył Robert Śmietański trafiając w poprzeczkę. Niestety, oprócz tej sytuacji niewiele dobrego można było powiedzieć o jego grze i trener Świerk postanowił zmienić go wprowadzając 22-letniego debiutanta. Ośko nie odmienił losu meczu, który Górnik ostatecznie przegrał 0:2 z bytomskim beniaminkiem. Goście kończyli w dziesiątkę (wykluczenie Kosowskiego), a debiutant w swoim premierowym występie zapisał się do protokołu meczowego po otrzymaniu żółtej kartki. Na następny występ Zbyszek musiał czekać 4 mecze, podczas których białoniebiescy raz wygrali, a potem zaliczyli 3 kolejne porażki. W Poznaniu wybiegł w podstawowym składzie, za swój 85 minutowy występ otrzymał od Sportu "5", a Górnik wygrał z Olimpią 3:2. Tydzień później w meczu z Widzewem zaliczył pierwszy pełny mecz. W sumie w swoim premierowym sezonie zaliczył 16 występów, w których aż 4 krotnie karany był żółtym kartonikiem. W składzie występował na pozycji defensywnego pomocnika lub na środku obrony, gdzie partnerował albo Dolnemu, albo Wójcikowi. W sezonie 1987/88 trener Henryk Kempny zdecydowanie postawił na Ośkę jako podstawowego środkowego obrońcę, jako partnera Andrzeja Wójcika. Odmłodzony Górnik zbierał pochlebne recenzje za ambitną grę, ale brak zwycięstw powodował, że po raz pierwszy w historii pierwszoligowych występów poważnie zaczęto obawiać się o ligowy byt. Na pierwsze zwycięstwo wałbrzyszanom trzeba było czekać aż do 11.kolejki, gdy na Nowe Miasto przyjechały Szombierki Bytom. Do przerwy kapitalny mecz rozgrywał Leszek Kosowski, strzelec dwóch bramek. W 60 minucie w zamieszaniu podbramkowym Ośko nabiegając dosłownie wepchnął piłkę do bramki strzeżonej przez Ambrosiewicza. Górnik wygrywa 3:0 dopisując sobie dodatkowy punkt przysługujący wówczas za zwycięstwo 3 lub więcej bramkami. W całym sezonie, mimo dość kiepskiej gry, wałbrzyszanie ustrzegli się porażki za minus 1 punkt. Ośko zagrał w 29 meczach (w tym 28 w pełnym wymiarze gry). Wiosną w meczu z Widzewem w Łodzi doznał kontuzji i został zmieniony w przerwie (Górnik wówczas prowadził 1:0, a ostatecznie przegrał 1:3), zabrakło go również w następnym meczu z GKS Katowice oraz pierwszym półfinałowym meczu PP z Lechem. Były to jedyne w sezonie 87/88 mecze bez jego udziału. W Pucharze Polski dorzucił 5 meczów (3:0 w Pabianicach z Włókniarzem, 4:3 z Olimpią Poznań, z ŁKS Łódź 2:1, 2:2 oraz 0:3 w Poznaniu z Lechem). Górnik zakończył rozgrywki na 14.miejscu, co wówczas skutkowało dwumeczem barażowym o utrzymanie z jedenastym zespołem. O zachowanie ligowego bytu podopieczni Henryka Kempnego musieli zmierzyć się w dolnośląskim derbowym boju z Zagłębiem Lubin. W pierwszym meczu w Wałbrzychu Górnicy prowadzili po strzale Waldemara Milewskiego, ale na kwadrans przed końcem wyrównał z 11 m Kujawa. Mecz oglądało 4 000 widzów i część już opuszczała stadion, gdy w ostatniej akcji meczu Krzysztofa Koszarskiego pokonał Zbigniew Ośko! Na nic zdały się protesty lubinian sugerujących pozycję spaloną. Wynik 2:1, jak się później okazało, był kluczowym w barażu. Ośko w Wałbrzychu zobaczył trzecią w sezonie żółtą kartkę, co wyeliminowało go z lubińskiego rewanżu. W jego miejsce do składu wskoczył Józef Trojak, który zdobył jedną z bramek w zwycięskim remisowym (2:2) meczu.
Sezon 1988/89 był ostatnim Górnika Wałbrzych w ekstraklasie. Mimo znakomitego bilansu w poprzednim sezonie Ośko nie podtrzymał pozycji podstawowego defensora. W zespole pojawił się doświadczony Adam Bąk, znakomicie rozwijał się o dekadę młodszy od niego Andrzej Kisiel. Bilans Zbigniewa to 20 meczów 2 gole i 4 żółte kartki.
Pierwszoligowy sezon 1989/90 w Górniku pod wodzą Mirosława Jabłońskiego to 17 meczów i 3 żółte kartki Zbigniew Ośko. Po zakończeniu sezonu etaty piłkarzom wypowiedziała kopalnia, co było zwiastunem nadchodzącej katastrofy. Zespół zaczął trenować Ryszard Walusiak, a wśród personalnych ubytków znalazł się Zbigniew Ośko, który opuścił Wałbrzych i wrócił na rodzinną Lubelszczyznę. 4 sezony gry pod Chełmcem to łącznie 83 mecze i 4 gole.
10 kwietnia 2010 jednoznacznie kojarzy się w Polsce z tragicznym lotem prezydenckiego samolotu do Smoleńska. W tym dniu odszedł również przedwcześnie Zbigniew Ośko, były obrońca Górnika Wałbrzych.
Rosły obrońca przygodę z piłką zaczynał w rodzinnym Lublinie, w Lubliniance. W 1984 roku, w wieku 20 lat trafił do zespołu "akademików" z Białej Podlaski, który jest jednym z protoplastów obecnego MKS Podlasia, bowiem niedawny przeciwnik Górnika powstał w 1995 w wyniku fuzji AZS AWF i MZKS Podlasie. W trzecioligowym zespole AZS Ośko w ciągu dwóch lat zaliczył 40 występów, podczas których zdobył 4 bramki. Ciekawostką jest fakt, że jednym z partnerów w zespole był niejaki Piotr Woźniacki, którego córka Karolina jest obecnie znaną tenisistką. W 1986 wypatrzony przez wałbrzyskich działaczy trafił niespodziewanie do pierwszoligowego Górnika Wałbrzych.
![]() |
| Zbigniew Ośko (1964-2010) |
Sezon 1988/89 był ostatnim Górnika Wałbrzych w ekstraklasie. Mimo znakomitego bilansu w poprzednim sezonie Ośko nie podtrzymał pozycji podstawowego defensora. W zespole pojawił się doświadczony Adam Bąk, znakomicie rozwijał się o dekadę młodszy od niego Andrzej Kisiel. Bilans Zbigniewa to 20 meczów 2 gole i 4 żółte kartki.
Pierwszoligowy sezon 1989/90 w Górniku pod wodzą Mirosława Jabłońskiego to 17 meczów i 3 żółte kartki Zbigniew Ośko. Po zakończeniu sezonu etaty piłkarzom wypowiedziała kopalnia, co było zwiastunem nadchodzącej katastrofy. Zespół zaczął trenować Ryszard Walusiak, a wśród personalnych ubytków znalazł się Zbigniew Ośko, który opuścił Wałbrzych i wrócił na rodzinną Lubelszczyznę. 4 sezony gry pod Chełmcem to łącznie 83 mecze i 4 gole.
10 kwietnia 2010 jednoznacznie kojarzy się w Polsce z tragicznym lotem prezydenckiego samolotu do Smoleńska. W tym dniu odszedł również przedwcześnie Zbigniew Ośko, były obrońca Górnika Wałbrzych.
poniedziałek, 21 lipca 2014
Puchar Polski - po Podlasiu przed Ostrovią
Puchar Polski jest najkrótszą drogą do europejskich pucharów
– ta maksyma przyświeca wielu ekstraklasowym zespołom, które nie mają zbytnio
szans na załapanie się na podium ligowych rozgrywek a marzą o grze w Europie. Przykładem jest triumfator ostatniej edycji - bydgoski Zawisza. Kluby z niższych lig w
rozgrywkach PP sprawiając niespodzianki w postaci eliminowania wyżej
sklasyfikowanych rywali mogą liczyć na uznanie, promocję zawodników, trenerów,
samego klubu jak i nawet miasta. Nie inaczej jest w Wałbrzychu, gdzie awans
Górnika na szczebel półfinału wymieniany jest jako sukces, a wielu wspomina rewelacyjną grę Zagłębia (sezon 1992/93) tuż przed
fuzją wyeliminowała zabrskiego Górnika, by w ćwierćfinale już pod egidą KP ulec
Legii Warszawa. W ostatnim czasie udane mecze w edycji 2012/13 wspominane są
choćby ze względu na transmisję telewizyjną. Spotkanie z Olimpią Grudziądz było
znakomitą promocją klubu i miasta.
Ostatnie dwie dekady piłkarsko nie
rozpieszczały, sztandarowy klub Wałbrzycha pałętał się od A klasy po 4.ligę i
grę na szczeblu centralnym mogła zapewnić jedynie skuteczna gra w PP na
szczeblu Dolnośląskiego ZPN.
W sezonie 2004/05 Górnik/Zagłębie w finale w Zgorzelcu
przegrał raczej niespodziewanie z miejscową Nysą 2:3, ale ówczesny regulamin
premiował obu finalistów, z tym, że przegranego czekał wyjazdowy mecz. W edycji
2005/06 więc wałbrzyski zespół trenowany przez Ryszarda Mordaka w rundzie wstępnej pojechał do
Nowej Soli, gdzie mierzył się z tamtejszą trzecioligową wówczas Arką.
Bubnowicz, Wojtarowicz, Pyrdoł i spółka dzielnie walczyli przez 90 minut
doprowadzając do dogrywki. W niej górę wzięło doświadczenie miejscowych, którzy
wygrali ostatecznie 2:0. Nie pomogło gościom wyrzucenie na 5 minut przed końcem
bramkarza Arki za faul taktyczny, co więcej, nowosolanie grając w osłabieniu
podwyższyli nawet prowadzenie. Po 12 miesiącach wałbrzyszanie zdobywają PP DZPN
po wygranej w Nowogrodźcu z Chrobry 3:1 – Robert Bubnowicz debiutuje w roli
trenera, a dwoma celnymi rzutami karnymi stał się głównym architektem sukcesu. Na szczeblu centralnym przy Ratuszowej
gościliśmy dwa zespoły z woj. śląskiego. Najpierw Górnik/Zagłębie pokonał
Pniówek Pawłowice 1:0, a potem przegrał z drugoligowym (dziś byłaby to 1.liga)
Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:2. W obu meczach strzelcem bramki był Piotr
Broszkowski, któremu wróżono przyszłość w wyższych klasach rozgrywkowych, a
skończyło się ostatecznie na niezbyt udanym transferze do Świdnicy. Spotkanie z
Podbeskidziem pokazało, że mimo dwóch klas różnicy czwartoligowiec potrafił
nawiązać momentami równorzędną walkę . Wśród bielszczan w składzie byli m.in.
obecni gracze Podbeskidzia Chrapek i Kołodziej, którzy zresztą zdobyli bramki w
tamtym meczu.
Musiało minąć 5 lat i wałbrzyszanie dzięki grze w drugiej
lidze z urzędu otrzymywali miejsce w rundzie wstępnej w pucharowej drabince.
2011/12 – porażka z rezerwami Rozwoju w Katowicach 2:5 po
dogrywce -wałbrzyszanie zagrali w mocno rezerwowymi składzie, bowiem część
graczy brało udział w rozgrywkach akademickich.
2012/13 – Górnik po pokonaniu zdobywcy PP DZPN LKS Stary
Śleszów w Żórawinie 3:0, zaczął w
Wałbrzychu eliminować pierwszoligowców –
GKS Tychy 2:0, Sandecję Nowy Sącz 4:1 i ŁKS Łódź 2:1. W dwóch ostatnich meczach
podopieczni Robert Bubnowicza jako pierwsi tracili bramkę i potrafili odwrócić
losy meczu. W walce o ćwierćfinał lepsi okazali się piłkarze Olimpii Grudziądz,
którzy potrzebowali jednak dogrywki (3:1). Mecz został zapamiętany z dwóch
rzutów karnych nie wykorzystanych przez obie drużyny i kapitalnej akcji Daniela
Zinke, która przyniosła wyrównanie. Waleczna, ambitna gra zespołu przysporzyła mu wiele komplementów w piłkarskim światku.
2013/14 – to porażka z rezerwami Skry w Częstochowie 1:2.
Podobnie jak 2 lata wcześniej gospodarze wystawili w praktyce pierwszy skład,
ale mimo to Górnicy byli faworytami. Jaroszewski nie obronił karnego Chmiesta,
wyrównał co prawda Grzegorz Michalak, ale po przerwie za przepychanki z rywalem
wyleciał Mateusz Sawicki, a w końcówce miejscowi zdobyli zwycięskiego gola. W
tym spotkaniu zabrakło trenera Macieja Jaworskiego, który bawił na wcześniej
zamówionych wczasach…
2014/15 – Górnik pojechał do dalekiej Białej Podlaskiej,
gdzie zmierzył się z Podlasiem, które w zakończonym niedawno sezonie tułało się
w dole tabeli 3.ligi lubelsko-podkarpackiej. W składzie miejscowych nie było
żadnego piłkarza urodzonego w latach 80-tych ubiegłego stulecia, a w
podstawowym składzie wybiegło 6 młodzieżowców! Trener wałbrzyszan Andrzej Polak
trochę zaskoczył obserwatorów zmagań Górnika – od niepamiętnych czasów mecz na
ławce rezerwowych zaczął dotychczasowy kapitan zespołu Tomasz Wepa. Nie mogli
zagrać leczący urazy Oświęcimka, Śmiałowski, Orzech, D.Michalak oraz pauzujący
za kartkę Sawicki. Debiut w oficjalny meczu zaliczyli Cichocki, Szepeta, Filipe,
Mańkowski oraz powracający ponownie na Ratuszową Łaski i Orłowski. Faworytem na papierze byli zdecydowanie
drugoligowcy, ale puchary jak wiadomo rządzą się swoimi prawami. Mecz
znakomicie ułożył się dla Podlasia (gol w 3 minucie), potem goście mieli przewagę,
ale oprócz gola Orłowskiego nie potrafili udokumentować celnymi trafieniami.
Wciąż bolączką pozostaje skuteczność. Dobrze,
że nie dotyczy ona rzutów karnych, które wałbrzyszanie, w przeciwieństwie do
miejscowych, wykonywali skutecznie (4:1). Nie jest jednak prawdą, że Damian Jaroszewski obronił dwa rzuty karne - w jednym przypadku piłka przeleciała obok bramki. Teraz Górnika czeka bliższy wyjazd –
do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie nie tak dawno Andrzej Polak mógł się cieszyć
z wywalczonego pierwszego wyjazdowego ligowego punktu z wałbrzyskimi
podopiecznymi. 1:1 z Ostrovią po golu Moszyka w samej końcówce. Od tego czasu
dużo zmieniło się w obu zespołach. Ostrovię opuściła armia zaciężna, czyli
piłkarze spoza regionu. Trenera Marka Nowickiego zastąpił jego asystent Piotr
Konstanciak i nowy rodzaj zajęć jest bardzo chwalony przez piłkarzy, którzy
wywiadami po pierwszych treningach nieco skrytykowali byłego trenera. W obecnym okresie przygotowawczym Ostrovia
grała sparingi z czwartoligowcami – wygrywając z LKS Gołuchów 2:1(gole
D.Kaczmarek, T.Kempiński) i Victorią Ostrzeszów 3:0 (M.Szymanowski,
T.Kempiński, M.Giercz). W sobotę spadkowicz z 2.ligi okazał się lepszy w
Pucharze Polski od towarzysza niedoli Ruchu Zdzieszowice, którego pokonali na
wyjeździe po dogrywce 3:1 (T.Kempiński, D.Kaczmarek, M.Giercz). Jak widać siła
ofensywna opiera się na tych samych zawodnikach. Wśród nowych twarzy są gracze
o anonimowych nazwiskach z Centry Ostrów (Giercz, Majer), Victorii Ostrzeszów
(Janoś, Jędrzejak) i Piasta Czekanów (Sipurzyński).Smaczku dodaje fakt, że
obecny nabytek Górnika Bartosz Szepeta reprezentował jeszcze w czerwcu biało-czerwone
barwy Ostrovii.
| B.Szepeta za chwilę strzeli swoją jedyną drugoligową bramkę w barwach Ostrovii 1909. |
![]() |
| Po dwóch miesiącach Ostrovia ponownie zagra w Ostrowie Wlkp. z Górnikiem. Bartosz Szepeta (z prawej) tym razem zagra w koszulce wałbrzyskiego klubu. |
piątek, 18 lipca 2014
Rusza niezbyt wyczekiwana liga
Dwa dni gry polskich zespołów w europejskich pucharach spowodowały u większości kibiców kaca moralnego, ogólne wkurzenie i nadmiar słów powszechnie uznawanych za wulgarne. Blamaż dwóch najlepszych drużyn, które nie potrafią sobie poradzić z półamatorskimi zespołami z Irlandii czy Estonii sprawił, że przed startem wielu obserwatorów nie stawia fundamentalne pytanie "kto będzie mistrzem". Po wynikach reprezentacji, drużyn klubowych naprawdę w kategorii kiepskiego żartu można traktować wypowiedź prezesa Bońka, że Polska jeśli by grała na brazylijskim mundialu to wyszłaby z grupy. Kibice podczas minionego miesiąca zobaczyli kawał wspaniałego futbolu, mnóstwo emocji i niespodzianek. Maluczcy w postaci choćby Kostaryki zdobywali sympatię za walkę, dyscyplinę taktyczną oraz zwycięstwa nad faworyzowanymi zespołami. Po takim festiwalu ciężko przerzucić się na krajowe podwórko, zwłaszcza po środowo-czwartkowych "popisach".
Przed startem rozgrywek w prasie pojawiają się tradycyjne Skarby Kibica. Mottem lata 2014 było zdanie "mistrzem będzie Le...", bowiem do etatowych faworytów z Warszawy i Poznania dołączyć ma zdaniem fachowców gdańska Lechia. W Trójmieście dokonano kilkunastu transferów, do zespołu dołączyły uznane jak naszą ligę nazwiska Treli, Łukasika, Borysiuka czy Pawłowskiego, w dodatku w sparingu Lechia wygrała z Panathinaikosem aż 4:0 więc balonik już został napompowany.
W ubiegłym sezonie przed pierwszą kolejką zaledwie dwa zespoły były prowadzone przez obcokrajowców - notabene oba dolnośląskie. Obecnie zagranicznych szkoleniowców jest aż 5 - Norweg Berg w Legii, Portugalczyk Quim Machado w Lechii, Hiszpan Angel Perez Garcia w Piaście, Słowak Kocian w Ruchu, Portugalczyk Jorge Paixao w Zawiszy. Jest jeszcze Jurij Szatałow w Łęcznej, urodzony na Ukrainie, ale posiadający również polski paszport. Czy w każdym przypadku możemy mówić o nowej jakości? Jedynie Jan Kocian w Chorzowie okazał się fachowcem pełną gębą, Hennig Berg z kolei nie popsuł tego co wypracował Urban, ale dla byłego obrońcy Manchesteru United poważnym sprawdzianem mają być europejskie puchary, a póki co w nich Legia nie błyszczy.
Dolny Śląsk będzie reprezentował jedynie wrocławski Śląsk, którego od gry na niższym szczeblu dzieliły godziny. O ile na boisku w strefie spadkowej podopieczni Tadeusza Pawłowskiego nie mieli równych to licencję otrzymali rzutem na taśmę. Dzień przed decyzją Komisji Licencyjnej jeden z jej członków zadzwonił do prezesa Żelema, że ma ... dobę na spłacenie długów, zawarcie ugód. No i były dziennikarz Słowa Sportowego musiał się nieźle napocić, by dotrzeć np. do grającego w Boliwii Diaza. Komisja sprawę Śląska rozpatrywała na końcu obrad, by Paweł Żelem dotarł do wszystkich wierzycieli. Po sezonie klub pożegnał się z najlepiej opłacanymi zawodnikami, ściągał zawodników z kartą zawodniczą w ręku (Angielski, Pawełek, Gancarczyk, Celeban). W Wałbrzychu z ciekawością przypatrywano losom Michała Bartkowiaka. Najlepszy wałbrzyski junior pojechał ze Śląskiem na zgrupowanie do Żagania, ale nie zagrał nawet minuty w sparingach, załapując się jedynie na pamiątkowe zdjęcie całej drużyny. Po powrocie zabrakło go w kadrze na sparing z Flotą, ale po kilku dniach klub ogłosił podpisanie rocznej umowy oraz to, że Michał będzie miał na koszulce nr 25. Do dnia wczorajszego Bartkowiak był na liście zawodników, którzy nie zostali jeszcze zgłoszeni przez klub do rozgrywek. Fakt, że w tej grupie są takie nazwiska Pawełek czy Celeban nie pozostawia złudzeń, że jest to tylko kwestia czasu. Inną sprawą jest to czy Tadeusz Pawłowski widzi Michała jako gracza meczowej kadry I zespołu. Mimo szumnych zapowiedzi, że budowa zespołu ukierunkowana jest na młodzież i graczy z regionu Śląsk opuszczają kolejni młodzi zawodnicy, w składzie próżno szukać młodych, nowych nazwisk.
Urzędowy optymizm trenera, renoma Mili, Celebana, Pawelca czy obecnie kurującego się Marco Paixao powodują, że wielu upatruje wrocławian wśród drużyn, które sezon będą kończyć w górnej połówce tabeli. Czy tak będzie?
W Chorzowie w ostatnim okresie jest prawdziwy rollercoaster - po medalu mistrzostw Polski zespół w następnym broni się przed spadkiem. W tym sezonie ma być inaczej. Niestety wśród Niebieskich zabraknie wałbrzyskich akcentów. Jan Kocian podziękował grupie zawodników, których nie widział w ekstraklasowym zespole na najbliższy sezon. W tej grupie znalazł się Adrian Mrowiec, którego katowicki Sport łączył z wałbrzyskim Górnikiem. Mimo obowiązującego kontraktu może on szukać sobie klubu. Miłosz Trojak, syn niedawno zmarłego byłego gracza Górnika Wałbrzych Józefa, w I zespole jedynie kilka razy załapał się do kadry meczowej, teraz najprawdopodobniej trafi na wypożyczenie. Wiek młodzieżowca -rocznik 1994, bardzo dobre warunki fizyczne (191 cm) sugerują, że nie będzie miał z tym większego problemu. Nie ma już w Ruchu innego syna byłego gracza Górnika - mowa o Mateuszu Kwiatkowskim. Kieszonkowy (167 cm wzrostu) napastnik w ekstraklasie zagrał 14 razy i raz wpisał się na listę strzelców. Jesienią będzie klubowym partnerem Bartosza Biela w Wigrach Suwałki.
Jeśli chodzi o innych piłkarzy z ziemi wałbrzyskiej to pomniejszyła nam się grupa napastników. Świdniczanin Fabian Pawela raczej bez żalu został pożegnany przez Podbeskidzie Bielsko - Biała. W ciągu dwóch sezonów skompletował 54 mecze, w których strzelił 11 goli, w tym rekordowy w 18 sekundzie w debiucie w Białymstoku. Latem nie szukał klubu w kraju i zakotwiczył w Energie Cottbus, które spadło z 2.Bundesligi. Jego rówieśnik Arkadiusz Piech spadł z Zagłębiem Lubin z ekstraklasy, ale wychowanek świdnickiej Polonii znalazł się na celowniku warszawskiej Legii i dzięki zawartej w umowie sumie odstępnego (850 000 euro) przeniósł się do stolicy. Póki co pełni rolę rezerwowego. Przegląd Sportowy w swoim Skarbie Kibice wycenia Arka na półtora miliona złotych, a w krótkiej ocenie pisze: jeśli w Legii zagra na miarę swojego talentu, to jego wartość szybkość wzrośnie, jest takim typem napastnika, jakiego przy Łazienkowskiej brakowało. Piech do tej pory zaliczył nieudany mecz o Superpuchar (2:3 z Zawiszą) i ławkę w pucharowym meczu z St.Patrick. O miejsce w składzie walczy z Saganowskim, Orlando Sa (doznał ostatnio kontuzji) i szykującym się do odejścia Gruzinem Dwaliszwilim. Również w napadzie gra, starszy o rok od świdnickiego duetu, Mateusz Piątkowski. Piłkarz rodem z Piławy, po dobrym sezonie w Dolcanie Ząbki, w ubiegłym sezonie zadebiutował na najwyższym szczeblu rozgrywek w barwach Jagiellonii Białystok, gdzie w 30 meczach strzelił 7 goli. Dziennikarze wycenili go o połowę mniej niż Piecha - 750 000. Za nim debiutancki sezon w ekstraklasie. Trzeba go uznać za udany. Wygryzł ze składu Bekima Balaja na tyle skutecznie, że Albańczyk pożegnał się z Białymstokiem. Jest bardzo niewdzięcznym rywalem dla obrońców. Siłą fizyczną dorównuje najtwardszym defensorom w ekstraklasie. Czy taka obiecująca laurka przekona trenera Probierza na powierzenie Piątkowskiemu roli napastnika w Jadze? Do tej roli kandydują -ściągnięty z Lechii dobry znajomy trenera Patryk Tuszyński oraz kwartet młodych wilków w osobach Jana Pawłowskiego, Karola Świderskiego, Emila Gajko i Bartosza Giełażyna.
Liczba zawodników z regionu dorównuje liczbie członków w sztabach szkoleniowych drużyn T-Mobile Ekstraklasy. O Pawłowskim już było.
Robert Warzycha, były prawy obrońca Górnika Wałbrzych bardziej kojarzony jest z grą w Zabrzu, jako ostatni polski strzelec w angielskiej ekstraklasie oraz sukcesy na boisku i ławce trenerskiej w USA. Pierwsze miesiące szkoleniowej pracy w ojczyźnie to problemy spowodowane brakiem krajowej licencji. Wiosną nie mógł rozpocząć kursu, ponieważ Robert nie ma matury. W Zabrzu obiecano PZPN, że nie będzie fikcji i znaleziono salomonowe rozwiązanie - Warzycha oficjalnie pełni funkcję dyrektora sportowego, a zespół swoją trenerską licencją firmuje Józef Dankowski. W Górniku, podobnie jak w większości klubów muszą zaciskać pasa. Pożegnano się z najdroższymi zawodnikami (Olkowski, Nakoulma), a ściągnięto kolejnych, dla niektórych wręcz anonimowych zawodników, którzy mają eksplodować formą, jak choćby Kosznik czy Zachara za kadencji Adama Nawałki. Ciekawostką jest, że Górnik Warzychy latem najczęściej grał trójką defensorów - tak jak niektóre drużyny podczas ostatniego mundialu. Obserwatorzy pozytywnie oceniali tę nowinkę, a raczej powrót do dość dawnych czasów. Czy zda ten system egzamin przekonamy się niebawem.
Wciąż w Poznaniu w roli asystenta Mariusza Rumaka pracuje Jerzy Cyrak. Były junior Górnika Wałbrzych rodem z Roztoki, trafił na pierwsze strony gazet przed rundą wiosenną tego roku, gdy po konflikcie z nim Lecha musieli opuścić Rafał Murawski i Bartosz Ślusarski. Wynik pucharowego meczu (0:1 z Nomme Kalju) i mając w pamięci ubiegłoroczną kompromitację z Wilnem, może sugerować, że w razie potknięcia z estońską drużyną i odpadnięciem z pucharów z posadą pożegna się trener Rumak. A jak zabraknie Rumaka w Lechu to pewnie odejdzie i Cyrak. Jerzy ma bardzo dobrą opinię jako asystent, po zagranicznych stażach, zagraniczni trenerzy chwalą młodych, zdolnych, otwartych na futbolowe nowinki szkoleniowców z Poznania. Czy w końcu Cyrak wraz z Lechem wyjdzie w lidze z cienia Legii, uniknie kompromitacji w eliminacja LE oraz Pucharze Polski?
Przed startem rozgrywek w prasie pojawiają się tradycyjne Skarby Kibica. Mottem lata 2014 było zdanie "mistrzem będzie Le...", bowiem do etatowych faworytów z Warszawy i Poznania dołączyć ma zdaniem fachowców gdańska Lechia. W Trójmieście dokonano kilkunastu transferów, do zespołu dołączyły uznane jak naszą ligę nazwiska Treli, Łukasika, Borysiuka czy Pawłowskiego, w dodatku w sparingu Lechia wygrała z Panathinaikosem aż 4:0 więc balonik już został napompowany.
W ubiegłym sezonie przed pierwszą kolejką zaledwie dwa zespoły były prowadzone przez obcokrajowców - notabene oba dolnośląskie. Obecnie zagranicznych szkoleniowców jest aż 5 - Norweg Berg w Legii, Portugalczyk Quim Machado w Lechii, Hiszpan Angel Perez Garcia w Piaście, Słowak Kocian w Ruchu, Portugalczyk Jorge Paixao w Zawiszy. Jest jeszcze Jurij Szatałow w Łęcznej, urodzony na Ukrainie, ale posiadający również polski paszport. Czy w każdym przypadku możemy mówić o nowej jakości? Jedynie Jan Kocian w Chorzowie okazał się fachowcem pełną gębą, Hennig Berg z kolei nie popsuł tego co wypracował Urban, ale dla byłego obrońcy Manchesteru United poważnym sprawdzianem mają być europejskie puchary, a póki co w nich Legia nie błyszczy.
| Michał Bartkowiak (w środku) |
| Sylwetka Pawłowskiego w Skarbie Kibica |
W Chorzowie w ostatnim okresie jest prawdziwy rollercoaster - po medalu mistrzostw Polski zespół w następnym broni się przed spadkiem. W tym sezonie ma być inaczej. Niestety wśród Niebieskich zabraknie wałbrzyskich akcentów. Jan Kocian podziękował grupie zawodników, których nie widział w ekstraklasowym zespole na najbliższy sezon. W tej grupie znalazł się Adrian Mrowiec, którego katowicki Sport łączył z wałbrzyskim Górnikiem. Mimo obowiązującego kontraktu może on szukać sobie klubu. Miłosz Trojak, syn niedawno zmarłego byłego gracza Górnika Wałbrzych Józefa, w I zespole jedynie kilka razy załapał się do kadry meczowej, teraz najprawdopodobniej trafi na wypożyczenie. Wiek młodzieżowca -rocznik 1994, bardzo dobre warunki fizyczne (191 cm) sugerują, że nie będzie miał z tym większego problemu. Nie ma już w Ruchu innego syna byłego gracza Górnika - mowa o Mateuszu Kwiatkowskim. Kieszonkowy (167 cm wzrostu) napastnik w ekstraklasie zagrał 14 razy i raz wpisał się na listę strzelców. Jesienią będzie klubowym partnerem Bartosza Biela w Wigrach Suwałki.
Jeśli chodzi o innych piłkarzy z ziemi wałbrzyskiej to pomniejszyła nam się grupa napastników. Świdniczanin Fabian Pawela raczej bez żalu został pożegnany przez Podbeskidzie Bielsko - Biała. W ciągu dwóch sezonów skompletował 54 mecze, w których strzelił 11 goli, w tym rekordowy w 18 sekundzie w debiucie w Białymstoku. Latem nie szukał klubu w kraju i zakotwiczył w Energie Cottbus, które spadło z 2.Bundesligi. Jego rówieśnik Arkadiusz Piech spadł z Zagłębiem Lubin z ekstraklasy, ale wychowanek świdnickiej Polonii znalazł się na celowniku warszawskiej Legii i dzięki zawartej w umowie sumie odstępnego (850 000 euro) przeniósł się do stolicy. Póki co pełni rolę rezerwowego. Przegląd Sportowy w swoim Skarbie Kibice wycenia Arka na półtora miliona złotych, a w krótkiej ocenie pisze: jeśli w Legii zagra na miarę swojego talentu, to jego wartość szybkość wzrośnie, jest takim typem napastnika, jakiego przy Łazienkowskiej brakowało. Piech do tej pory zaliczył nieudany mecz o Superpuchar (2:3 z Zawiszą) i ławkę w pucharowym meczu z St.Patrick. O miejsce w składzie walczy z Saganowskim, Orlando Sa (doznał ostatnio kontuzji) i szykującym się do odejścia Gruzinem Dwaliszwilim. Również w napadzie gra, starszy o rok od świdnickiego duetu, Mateusz Piątkowski. Piłkarz rodem z Piławy, po dobrym sezonie w Dolcanie Ząbki, w ubiegłym sezonie zadebiutował na najwyższym szczeblu rozgrywek w barwach Jagiellonii Białystok, gdzie w 30 meczach strzelił 7 goli. Dziennikarze wycenili go o połowę mniej niż Piecha - 750 000. Za nim debiutancki sezon w ekstraklasie. Trzeba go uznać za udany. Wygryzł ze składu Bekima Balaja na tyle skutecznie, że Albańczyk pożegnał się z Białymstokiem. Jest bardzo niewdzięcznym rywalem dla obrońców. Siłą fizyczną dorównuje najtwardszym defensorom w ekstraklasie. Czy taka obiecująca laurka przekona trenera Probierza na powierzenie Piątkowskiemu roli napastnika w Jadze? Do tej roli kandydują -ściągnięty z Lechii dobry znajomy trenera Patryk Tuszyński oraz kwartet młodych wilków w osobach Jana Pawłowskiego, Karola Świderskiego, Emila Gajko i Bartosza Giełażyna.
| Robert Warzycha w Skarbie Kibica PS/Sportu |
Robert Warzycha, były prawy obrońca Górnika Wałbrzych bardziej kojarzony jest z grą w Zabrzu, jako ostatni polski strzelec w angielskiej ekstraklasie oraz sukcesy na boisku i ławce trenerskiej w USA. Pierwsze miesiące szkoleniowej pracy w ojczyźnie to problemy spowodowane brakiem krajowej licencji. Wiosną nie mógł rozpocząć kursu, ponieważ Robert nie ma matury. W Zabrzu obiecano PZPN, że nie będzie fikcji i znaleziono salomonowe rozwiązanie - Warzycha oficjalnie pełni funkcję dyrektora sportowego, a zespół swoją trenerską licencją firmuje Józef Dankowski. W Górniku, podobnie jak w większości klubów muszą zaciskać pasa. Pożegnano się z najdroższymi zawodnikami (Olkowski, Nakoulma), a ściągnięto kolejnych, dla niektórych wręcz anonimowych zawodników, którzy mają eksplodować formą, jak choćby Kosznik czy Zachara za kadencji Adama Nawałki. Ciekawostką jest, że Górnik Warzychy latem najczęściej grał trójką defensorów - tak jak niektóre drużyny podczas ostatniego mundialu. Obserwatorzy pozytywnie oceniali tę nowinkę, a raczej powrót do dość dawnych czasów. Czy zda ten system egzamin przekonamy się niebawem.
Wciąż w Poznaniu w roli asystenta Mariusza Rumaka pracuje Jerzy Cyrak. Były junior Górnika Wałbrzych rodem z Roztoki, trafił na pierwsze strony gazet przed rundą wiosenną tego roku, gdy po konflikcie z nim Lecha musieli opuścić Rafał Murawski i Bartosz Ślusarski. Wynik pucharowego meczu (0:1 z Nomme Kalju) i mając w pamięci ubiegłoroczną kompromitację z Wilnem, może sugerować, że w razie potknięcia z estońską drużyną i odpadnięciem z pucharów z posadą pożegna się trener Rumak. A jak zabraknie Rumaka w Lechu to pewnie odejdzie i Cyrak. Jerzy ma bardzo dobrą opinię jako asystent, po zagranicznych stażach, zagraniczni trenerzy chwalą młodych, zdolnych, otwartych na futbolowe nowinki szkoleniowców z Poznania. Czy w końcu Cyrak wraz z Lechem wyjdzie w lidze z cienia Legii, uniknie kompromitacji w eliminacja LE oraz Pucharze Polski?
czwartek, 17 lipca 2014
Raport PZPN nt. bezpieczeństwa - 2013/14
Polski Związek Piłki Nożnej opublikował kolejny Raport
dotyczący organizacji i stanu bezpieczeństwa meczów piłki nożnej szczebla
centralnego. Wzięto pod uwagę tradycyjnie mecze ekstraklasy, pierwszej i
drugiej ligi. W ostatnim sprawozdaniu wiele pozytywnych ocen zyskał wałbrzyski
klub, ale obecnie w podsumowaniu całego sezonu już tak różowo nie jest. Raport
uwzględnia obecnie zestawienia wszystkich zespołów (w poprzednich była tylko
czołowa piątka). Organizatorzy zawodów na Stadionie 1000-lecia mogą się pochwalić najlepszym bufetem i ... najbrudniejszymi siedziskami.
Co na plus w wałbrzyskim klubie?
Bufety – 1.miejsce (ocena 4,50; ocena średnia za ligę 4,11);
Służby medyczne -2.miejsce (ocena 4,63, najwyższa KS
Polkowice 4,78; średnia za ligę 4,28);
Spiker zawodów -4.miejsce (ocena 4,88, najwyższa Chrobry
5,05; średnia za ligę 4,63);
Parking dla kibiców – 5.miejsce (ocena 4,50; najwyższa KS
Polkowice 4,89; średnia za ligę 4,11);
Parking dla drużyn i oficjeli meczowych – 5.miejsce (ocena
4,50;najwyższa Chrobry Głogów 5,12; średnia za ligę 4,16);
Przystosowanie obiektów dla kibiców niepełnosprawnych
8.miejsce (ocena 3,81; najwyższa KS Polkowice 4,67; najgorsza – Ostrovia 3,00;
średnia za ligę 3,75);
Ciągi komunikacyjne – 5.miejsce (ocena 4,31; najwyższa KS
Polkowice 5,00; średnia za ligę 4,41);
Furtki komunikacyjne– 5.miejsce (ocena 4,50; najwyższa KS
Polkowice 5,00; ocena średnia za ligę 4,20);
Warunki pracy dla mediów – 5.miejsce (ocena 4,19; najwyższa
Chrobry 4,88; ocena średnia za ligę 4,03);
Polityka informacyjna -7.miejsce (ocena 4,25, najwyższa
Chrobry 4,76; średnia za ligę 4,13);
Organizacja wejścia gospodarzy -7.miejsce (ocena 4,37,
najwyższa KS Polkowice 5,11; średnia za ligę 4,27);
Stewardzi -8.miejsce (ocena 4,31, najwyższa KS Polkowice
4,78; średnia za ligę 4,24);
Obsługa kibiców niepełnosprawnych -9.miejsce (ocena 4,18,
najwyższa Gryf Wejherowo 4,67; średnia za ligę 4,16);
Kierownik ds. bezpieczeństwa -9.miejsce (ocena 4,75,
najwyższa KS Polkowice 5,44; średnia za ligę 4,64);
Ogólna ocena organizacji meczów -10.miejsce (ocena 4,38,
najwyższa KS Polkowice 5,11; średnia za ligę 4,37);
Co na minus?
Współpraca organizatora i podmiotów publicznych -10.miejsce
(ocena 4,38, najwyższa KS Polkowice 5,11; średnia za ligę 4,42);
Warunki oglądania meczu -10.miejsce (ocena 4,19; najwyższa
KS Polkowice -5,11, najniższa UKP Zielona Góra -3,81; średnia za ligę 4,34);
Organizacja wejścia gości -14.miejsce (ocena 4,00, najwyższa
Chrobry 5,00; średnia za ligę 4,37);
Stanowisko dowodzenia – 15.miejsce (ocena 3,88; najwyższa
Chrobry – 5,24; najniższa Błękitni Stargard-3,41;ocena średnia za ligę 4,33);
Sanitariaty – 16.miejsce (ocena 3,84; najwyższa KS Polkowice
-4,61; najniższa Ruch Zdzieszowice -3,79; ocena średnia za ligę 4,03);
Punkty depozytowe – 16.miejsce (ocena 3,72; najwyższa KS
Polkowice – 4,78; najniższa Odra Opole-3,50; ocena średnia za ligę 4,03);
Liczba meczów na których odnotowano brudne siedziska dla
kibiców – 8 – najwięcej w całej 2.lidze.
W klasyfikacji fair
play za sezon 2013/14, gdzie oprócz
żółtych i czerwonych kartek brano pod uwagę zachowanie publiczności, zachowanie
ławki rezerwowych, zachowania wobec przeciwników Górnik ze średnią 7,081 zajął
przedostatnie 17.miejsce wyprzedzając tylko Jarotę (6,945).
Cały raport dostępny na stronie PZPN.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)





