niedziela, 26 maja 2019

Waterpolo przy Ratuszowej

Przedostatni domowy mecz w tym sezonie piłkarze Górnika Wałbrzych rozgrywali w dość niefortunnym terminie, w czasie trwania Dni Wałbrzycha. Biało-niebieskim nie grozi zmiana pozycji w tabeli już do końca rozgrywek, nie liczy się również w klasyfikacji Pro Junior System, by liczyć na kilkunastotysięczną gratyfikację finansową. Na trybunach Stadionu 1000-lecia pojawiła się dosłownie garstka fanatyków futbolu, gdzie liczbę podaną przez redaktora Skibę należy podzielić przez 4 i tak będzie ona zawyżała sobotnią frekwencję. Na pewno wpływ miały opady deszczu, które pojawiły się zaledwie kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Mimo to spowodowały, że murawa stadionu przy Ratuszowej była niczym gąbka, a wznowienie intensywnych opadów spowodowało, że gra bardziej przypomniała zabawę czy uda się trafić/przyjąć piłkę w tych anormalnych warunkach. Topniejąca w przerwie liczba kibiców z pewnością z ulgą przyjęła informację, którą z szatni sędziowskiej dostarczył kierownik wałbrzyskiej drużyny Czesław Zapart o odwołaniu dalszego grania.
Nie był to pierwszy przypadek w historii wałbrzyskiego futbolu, gdy mecz został przerwany. Oto kilka takich przypadków z przeszłości:
1947 - na początku października w Wałbrzychu drużyna Julii Biały Kamień (dzisiejsze Zagłębie Wałbrzych) rywalizowało w trzecioligowych rozgrywkach z OMTUR ze Strzelina. Organizacja Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego to protoplasta dzisiejszej Strzelinianki. Goście prowadzili 2:0, gdy w 67 minucie sędzia z powodu zapadających ciemności przerwał mecz. Mecz dokończono (grano brakujące minuty) po 6 tygodniach i wynik się nie zmienił
 1971 - mecz na Stadionie 1000-lecia w ramach Pucharu Intertoto  Zagłębia ze szwedzkim Malmö FF zapisał się w historii polskiego futbolu nie tylko z racji jednego z nielicznych triumfów w rywalizacji polskich klubów ze szwedzkimi, ale i ostatnim w roli I trenera wałbrzyskiego zespołu Antoniego Brzeżańczyka, który doprowadził do 3.miejsca w lidze, co jest do dnia dzisiejszego największym sukcesem wałbrzyskiego futbolu. Pierwszy mecz Zagłębia w europejskich pucharach przyciągnął zaledwie 5 tysięcy widzów, ale było to spowodowane przede wszystkim fatalną pogodą. Spotkanie prowadził jeden z najlepszych wówczas polskich arbitrów Marian Kustoń z Poznania, który w 18 minucie zdecydował się przerwać mecz z powodu ogromnej ulewy. Po kwadransie grę wznowiono, a zaraz zielono-czarni po uderzeniu Jerzego Odsterczyla objęli prowadzenie. Mecz zakończył się zwycięstwem Zagłębia 2:0, a od tamtej pory wielu kibiców zaczęło twierdzić, że deszczowa pogoda jest wręcz stworzona dla wałbrzyszan.
1983 - mecz z 17 sierpnia w ramach 3.kolejki 1.ligi obrósł w legendę identyczną do meczu na wodzie we Frankfurcie nad Menem podczas niemieckiego mundialu'74. Beniaminek ekstraklasy Górnik gościł Wisłę Kraków, na trybunach ponad 25 tysięcy widzów z całego Dolnego Śląska chcących na żywo zobaczyć gwiazdy polskiego futbolu w osobach Iwana, Skrobowskiego, Motyki, Nawałki czy byłego bramkarza Zagłębia Wałbrzych Jerzego Zajdy. Kilka godzin przed meczem nad Wałbrzychem przechodzi ulewa, która kończy się dokładnie o 17, czyli porze rozpoczęcia meczu. Boisko przypomina bajoro, które osuszyć próbują trzy jednostki straży pożarnej. Nie chcą grać piłkarze, nie chce rozpocząć meczu łódzki arbiter Wiesław Karolak. Kibice cierpliwie czekają, spiker Marian Kuster puszcza popularną wówczas piosenkę Bajmu Nie ma wody na pustyni co wywołuje salwy śmiechu. Po pracy motopomp udaje się doprowadzić jedną z połów do miejsca zdolnego do gry. Dzięki sugestii obserwatora PZPN Władysława Mołodeckiego z Wrocławia o godz. 18:19 rozbrzmiewa pierwszy gwizdek sędziego. Zalaną połowę wybrała Wisła, która szybko przeliczyła się. Mimo objęcia prowadzenia po strzale Andrzeja Iwana do przerwy Górnik prowadzi 3:1 po hat-tricku Włodzimierza Ciołka, który dwa razy celnie trafia z rzutów karnych. Po przerwie rozpędzony beniaminek dobija krakowian po golach Stelmasiaka i Ciołka, który strzelając 4 gole otrzymuje od katowickiego Sportu notę marzeń, czyli 10. Warto dodać, że swoje szanse mieli jeszcze Stelmasiak, Spaczyński, Kosowski czy Rusiecki. Po latach te spotkanie również pamięta Andrzej Iwan, który w swojej biografii poświęcił wiele krytycznych zdań na temat rzekomo stronniczej postawy sędziego Karolaka.
1995 - sobotnie przedpołudnie, końcówka maja, rozgrywki 3.ligi zbliżają się do końca. Przy Ratuszowej ósmy w tabeli KP Wałbrzych podejmuje Obrę Kościan, która jest na spadkowym 16.miejscu, ale z małymi stratami do sąsiadów z tabeli - do jedenastej Stali Chocianów dzieli zaledwie 3 punkty! Gospodarze, spadkowicz z 2.ligi, jesienią długo nie mogli odnieść zwycięstwa i dopiero po powrocie do zespołu doświadczonych zawodników w osobach Marka Wierzbickiego, Waldemara Nowickiego i Jacka Sobczaka zespół opuścił spadkową strefę zimując na 12.miejscu, podczas, gdy beniaminek z Kościana okupował ostatnią 18.lokatę. Po dobrze przepracowanej zimie oba zespoły zaczęły wiosną wreszcie punktować. W Wałbrzychu zaczęto spoglądać w górę tabeli, choć za granicę wyjechali Nowicki z Wierzbickim, a w Polskę ruszył utalentowany Cieśla. Mecz z Obrą nie miał być trudnym dla KP, a mimo to do przerwy niespodziewanie piłkarze z Kościana prowadzili 2:1. Tuż po wznowieniu gry przechodzi nad Stadionem 1000-lecia ogromna ulewa, sędzia przerywa mecz. Oczekiwanie na decyzję trwa 40 minut. Orędownikiem dalszego grania po ustaniu ulewy była Obra, dla której bezcenne byłoby zwycięstwo. Tymczasem po wznowieniu podopieczni Zbigniewa Góreckiego zagrali bardzo ambitnie i po celnych uderzeniach dwóch Jacków - Sobczaka i Michałowskiego odwrócili losy meczu. Jak się później Obrze do utrzymania zabrakło jednego punktu...
1998 - Górnik Wałbrzych w czerwcu po niezwykle udanym sezonie w 2.lidze wycofał się z rozgrywek, by wznowić rywalizację na poziomie 4.ligi. W 14.kolejce z pozycji wicelidera (2 punkty za ... Śląskiem II!) pojechał do spadkowicza z 3.ligi BKS Bolesławiec, który mocno kadrowo, a przede wszystkim finansowo ucierpiał po wycofaniu się firmy Rulimpex ze sponsorowania. Do przerwy bez bramek, a na drugą połowę wyszli tylko piłkarze z Wałbrzycha. Co się stało, że w szatni zostali piłkarze z Bolesławca? Zapis w protokole meczowym brzmiał: Drużyna BKS Bolesławiec nie wyszła na II połowę i nie chciała kontynuować gry, nie mogąc zagwarantować bezpieczeństwa sędziom i piłkarzom. Za Górnikiem przyjechała ponad setka kibiców, za którymi ciągnęła się fatalna opinia awanturników. Również podczas I połowy nie obyło się bez przeskakiwania małego płotku, biegania po bieżni, uszkodzenia siedzisk na kwotę 2,5 złotych. Mimo, że za bezpieczeństwo odpowiada gospodarz zawodów BKS nie został ukarany walkowerem, bowiem zdecydowano na ponowne rozegranie meczu, a nie dogranie drugich 45 minut. Do powtórki doszło jednak tuż przed rundą wiosenną - BKS zdążył osiąść na dnie tabeli, a Górnik mimo rozegrania jednego meczu mniej od Śląska II prowadził z przewagą 4 punktów. 07 marca 1988 w Bolesławcu pojawiło się 78 widzów, którzy oglądali bezproblemowe zwycięstwo lidera 4:0 po dubletach 19-letniego wówczas Marcina Morawskiego i Pawła Murawskiego.
Wodne granie Górnika z Polonią Trzebnica.
[foto: Bartłomiej Nowak/walbrzych24.com]
Oczywiście to nie wszystkie przypadki przerwania meczu, czy odwołania ze względów złych warunków. W sobotnie popołudnie skromna liczba kibiców liczyła na podreperowanie bilansu bramkowego. Polonia jesienią była jedną z rewelacji sezonu kończąc I rundę na wysokim czwartym miejscu. Wiosną z kolei gorzej punktuje jedynie Nysa Kłodzko. Po 7 kolejnych porażkach podopieczni Andrzeja Ignasiaka 3 mecze zakończyli bez porażki, by przegrać w minionej kolejce u siebie z Sokołem Marcinkowice. Po zimowej zawierusze organizacyjnej trzebnicki klub tytułuje się jako GKS (Gminny Klub Sportowy), choć w strukturach DZPN nie odnotowano żadnego nowego podmiotu i wciąż w rozgrywkach gra TSSR (Trzebnickie Stowarzyszenie Sportowo Rekreacyjne) Polonia. Początek sobotniego meczu zwiastował wysoką wygraną wicelidera. Wałbrzyszanie zamknęli rywala nie tyle co na ich połowie, ale wręcz na 20-25 metrze od bramki. Szczęścia nie mieli Allan, Rytko, Sawicki czy Chajewski, choć wynik został otwarty już w 8 minucie. Murawa Stadionu 1000-lecia, jakże chwalona dzięki drenażowi w 1995 po meczu z Obrą, po 24 latach przypominała gąbkę, która szybko się nasącza. Piłkarze wielokrotnie gubili piłkę, która sprawiała nie lada psikusy na takiej nawierzchni. Allan pędził w 17 minucie w towarzystwie 3 partnerów na bramkę Polonii, ale piłkę zgubił, bo zatrzymała się w kałuży. Goście z kolei nie mogli z podobnych powodów skutecznie skontrować rywali, czy wykorzystać kiksy Orzecha, który nie najlepiej czuł się na tej nawierzchni. W końcu pierwsza składna akcja trzebniczan przynosi dośrodkowanie z lewego skrzydła i kapitalną główkę 19-letniego Jakuba Czternastka, po której piłka wpada do bramki tym razem strzeżonej przez Szymona Steca, dla którego był to debiut przed wałbrzyską publicznością.
Według redaktora Skiby obie drużyny przychylają się do decyzji, by nie dogrywać drugich 45 minut i utrzymać wynik z przerwanego meczu. Byłby to swego rodzaju ewenement, a z drugiej strony dla obu ekip to oszczędności (koszty organizacji meczu, koszty dojazdu z Trzebnicy). Decyzja w sprawie meczu zapewne zapadnie w DZPN w tym tygodniu, a za kilkanaście dni wałbrzyscy kibice poznają decyzje co do przyszłości I zespołu seniorów i oby tytuł relacji z portalu WałbrzychDlaWas.info nie okazał się proroczy.

niedziela, 19 maja 2019

Świdnicka twierdza

Derbowe mecze Polonii Świdnica z Górnikiem Wałbrzych w przeszłości przynosiły sporo emocji. Nie miało znaczenia, która drużyna była na topie, jaka obowiązywała wówczas nazwa klubu, niespodzianki można było się spodziewać. Nawet biorąc obecną dekadę, w której o wiele lepiej wiedzie się wałbrzyszanom, to rywale zza miedzy potrafili napsuć sporo krwi. Końcówka sezonu 2009/10 to niespodziewane zgubione punkty w Świdnicy (0:0) przez podopiecznych Roberta Bubnowicza, co spowodowało, że Górnik wywalczył awans do 2.ligi w doliczonym czasie ostatniego meczu sezonu. 6 lat później, również 3.liga, a tym razem pod Chełmcem świdniczanie sensacyjnie wygrywają 2:1, co spowodowało, że wałbrzyszanie ostatecznie prymat w lidze musieli zdobyć po barażowym meczu z KS Polkowice.
W zdecydowanej większości meczów nie było nudy, sporo się działo na murawie, sędziowie musieli kartkami temperować zapędy zawodników.Tymczasem w sobotnie południe atmosfera meczu była o wiele spokojniejsza niż na pikniku organizowanym w sąsiedztwie stadionu przez Świdnickie Bractwo Rycerskie.  Choć pojedynek świdniczan z biało-niebieskimi był pierwszym w historii, gdy obie drużyny okupowały ligowe podium.
Mija 8 miesięcy od oddania do użytku Stadionu im. Janusza Kusocińskiego, pięknego obiektu lekkoatletycznego, z krytą trybuną, ale i również z piękną murawą. Mecz Polonii-Stali z Górnikiem był dziesiątym ligowym z udziałem świdniczan i do tej pory zaledwie w 2 meczach nie sięgnęli po komplet punktów. Co więcej, wiosną podopieczni Rafała Markowskiego dopiero przed tygodniem po raz pierwszy przegrali (1:3 w Marcinkowicach), a przed sobotnimi derbami gospodarze pojedynku mieli identyczny bilans co Górnik: 8 zwycięstw, 2 remisy i 1 porażka. Lepiej wiosną, jak i w przekroju całego sezonu lepiej prezentuje się Śląsk II, który zresztą obie ligowe porażki doznał właśnie z duetem wałbrzysko-świdnickim, a w 21.kolejce właśnie na murawie nowego stadionu.
Składy obu zespołów nie zaskoczyły, choć wałbrzyscy kibice spodziewali się zapewne zobaczyć na boisku Wojciecha Szubę w ekipie gospodarzy. Górnik, gdzie aż roi się od zawodników i trenerów, którzy w przeszłości reprezentowali barwy biało-zielonych (Fojna, Stec, Orzech, Smoczyk, Tragarz, Rytko), wciąż nie może liczyć na rekonwalescenta Michała Oświęcimkę. Zmiennikiem Jaroszewskiego w bramce nie był świdniczanin Szymon Stec, ale 18-letni Patryk Binkowski. Z kolei Jacek Fojna próbował miejscowych zaskoczyć ustawieniem zespołu – Dariusz Michalak rozpoczął mecz w drugiej linii, Jan Rytko biegał na skrzydle, ale nie dało to wymiernego efektu. Już w 4 minucie instynktownie nogami Jaroszewski broni strzał Sebastiana Białasika, a dobitkę kapitana Polonii-Stali Wojciecha Sowy zablokował Chajewski. Po początkowej przewadze gospodarzy gra się wyrównała, a z posiadania piłki przez wałbrzyszan niewiele wynikało. Najgroźniejszą sytuację goście stworzyli w 23 minucie, gdy sam na sam z Bartłomiejem Kotem wyszedł Allan Cristian de Paula, ale przy próbie minięcia znakomicie świdnicki bramkarz wyłuskał piłkę spod nóg napastnika. Strzały z dystansu Rytko czy Chajewskiego mijały bramkę w bezpiecznej odległości. Szansę bramkową miał Marcin Smoczyk, który po dośrodkowaniu Chajewskiego z kilku metrów fatalnie skiksował. Poloniści w swoim składzie oprócz wychowanków mają duet Brazylijczyków i grającego asystenta Ukraińca Kozachenko. On też popisał się kapitalnym podaniem prostopadłym do Alefe Lima Santosa. Brazylijski napastnik samotnie pognał na bramkę Jaroszewskiego, którego minął i posłał piłkę do bramki, z której nie zdołał wybić futbolówki Tomasz Wepa nienadążający zresztą za szybkim napastnikiem. W 35 minucie gospodarze prowadzili 1:0. Chwilę później Jaroszewski udanie wybija dośrodkowanie Łukasza Kota. Do końca I połowy wałbrzyszanie nie potrafili oddać ani jednego celnego uderzenia na bramkę Bartłomieja Kota. Sporo nerwowości wprowadziły w tej części meczu decyzje arbitra, a pokłosiem tego był niepotrzebny faul Allana, który kosztował go zasłużoną żółtą kartkę.
Najważniejszy moment meczu - Alefe Lima Santos zdobywa jedyną bramkę.
foto: Paweł Gołębiewski [walbrzych.naszemiasto.pl]

niedziela, 12 maja 2019

Coraz mniej niewiadomych. Kolejny dramat AKS

Ligowe rozgrywki są już na finiszu. Na szczeblu centralnym wiadomo już coraz więcej - trójka Legia, Piast, Lechia walczy o mistrza, o 4.miejsce premiowane udziałem w eliminacjach LE pozostało trio Cracovia, Jagiellonia, Zagłębie Lubin, z ligi spada beniaminek z Sosnowca, a w ciągu tygodnia poznamy drugiego spadkowicza z kwartetu Arka, Śląsk, Miedź, Wisła Płock. Do ekstraklasy z kolei po długiej nieobecności wracają Raków i ŁKS, spadła Garbarnia, a spośród trójki GKS Katowice, Wigry, Bytovia zostanie wyłoniona dwójka spadkowiczów. W drugiej lidze awans wywalczyły Radomiak i Olimpia Grudziądz, spadł Ruch Chorzów i Rozwój Katowice - do rozstrzygnięcia pozostały kwestie awansu trzeciej drużyny (GKS Bełchatów czy Elana) oraz degradacji dwóch kolejnych zespołów (Olimpia Elbląg, Siarka, ROW). Spadek górnośląskich zespołów do 3 grupy III ligi powoduje zwiększenie liczby zespołów, które pożegnają się z tym szczeblem. Obecnie z dolnośląskich ekip w najgorszej sytuacji jest Lechia Dzierżoniów - 16.miejsce i aż 10 punktów do 12.miejsca, które najprawdopodobniej da utrzymanie. Na chwilę obecną tę pozycję
Sebastian Surmaj - piłkarz meczu
Warta Gorzów-Ruch Zdzieszowice.
[foto: Patryk Pyrlik]
zajmuje Foto-Higiena Gać, dla której premierowe trafienie po zimowym transferze zaliczył Jan Jakacki. W podobnej co dzierżoniowianie sytuacji jest duet drużyn z Gorzowa Wielkopolskiego. W tamtejszej Warcie, wzorem Jakackiego, pierwsze trafienie zaliczył wałbrzyszanin Sebastian Surmaj, którego uderzenie w doliczonym czasie gry dało niezwykle ważne zwycięstwo 2:1 nad Ruchem Zdzieszowice. Do końca sezonu w 3.lidze pozostało 6 kolejek, w teorii 18 punktów do zdobycia.
W 4.lidze wiadomo, że mistrzowie obu grup rozegrają pomiędzy sobą baraż o jedno miejsce przysługującemu dolnośląskiemu czwartoligowcowi. Na 4 kolejki przed zakończeniem rozgrywek najprawdopodobniej parę barażową będą tworzyć rezerwy Chrobrego Głogów i Śląska Wrocław. W grupie zachodniej po jesieni głogowianie liderowali po tym jak odnieśli 13 zwycięstw w 14 meczach przegrywając jedyny mecz w Strzegomiu 0:5. AKS trenowany przez Roberta Bubnowicza to największy przegrany ubiegłego sezonu, gdy 1.miejsce zespół przegrał remisując w ostatniej kolejce na boisku zdegradowanego już Górnika Boguszów-Gorce. W tym sezonie, gdy jesienią chwilowa niemoc dopadła ubiegłorocznego mistrza grupy z Jędrzychowic, wydawało się, że nic nie zatrzyma AKS. Po pierwszej rundzie podopieczni Bubnowicza nie przewodzili w tabeli jedynie dlatego, że w 3 meczach tylko zremisowali. Zimą zespół opuścił doświadczony ligowiec Marcin Kokoszka, ale trafił były podopieczny spod Chełmca Marcin Gawlik. Skuteczny Emeka, dostrzeżeni przez trenerów Regions Cup Domaradzki, Sadowski, Słowik, wiecznie młody Morawski, szybki Migalski - wydawało się, że strzegomianie mają kadrę na miarę awansu. Wiosenny wyścig o 1.miejsce rozpoczął hat-trickiem Damiana Migalskiego w meczu z Prochowiczanką. Rywalizacja w grupie zachodniej jest bliźniacza do tej ze wschodniej - duet rezerwy ligowca i zespół z okręgu wałbrzyskiego z dużą przewagą nad resztą stawki. Przełom nastąpił w 19.kolejce, gdzie sensacyjnie Sparta Rudna ogrywa Chrobrego II aż 4:2. Równocześnie AKS wygrywa w Mirsku, zrównuje się punktami z dotychczasowym liderem, ale mając o wiele lepszy bilans bramkowy obejmuje przodownictwo. Dwa tygodnie później szok dla kibiców śledzących wyniki w grupie zachodniej - o ile premierową w sezonie przegraną AKS w Jędrzychowicach z rozpędzonym Apisem (1:3) można było przewidzieć, to już porażka Chrobrego II w Wąsoszu (1:2 z Orlą) to sporego kalibru niespodzianka. Tydzień później rewelacja wiosny, czyli Apis miażdży w Głogowie wicelidera aż 5:2, co po zwycięstwie AKS ze Stalą Chocianów 3:0 i przewadze 3 punktów wydawało się, że autostrada z przystankiem końcowym z napisem baraże stoi przed strzegomianami szerokim otworem.
Trener Robert Bubnowicz
[foto: jg24.pl]
Paradoksalnie wówczas nastąpiło zaciąganie hamulca przez punktujących do tej pory piłkarzy AKS. Remis w Grębocicach przy zwycięstwie rezerw Chrobrego spowodował, że przewaga stopniała do punktu. W 24.kolejce obaj faworyci zgodnie wygrali, ale to co wydarzyło się w mijającym tygodniu ma kolosalne znaczenie dla całej rywalizacji. Głogowianie wygrali pewnie w Jeleniej Górze i nasłuchiwali wyniku ze Strzegomia, gdzie w roli gospodarza wystąpił Orkan Szczedrzykowice dodatkowo osłabiony nieobecnością trenera Wojciecha Grzyba.Sensacyjne 2:1 dla Orkana spowodowało, że do niedzielnego megahitu w Głogowie Chrobry II przystępował z przewagą dwóch punktów. Stadion w Głogowie dla trenera Roberta Bubnowicza nie kojarzy się zbyt dobrze. W pamiętnym, co prawda zakończonym awansem, sezonie 2009/10 trenowany przez popularnego Bubę Górnik został rozbity przez Chrobrego aż 1:4, a wizyta już w ramach rozgrywek drugoligowych zakończyła się porażką 1:2. Niedzielny pojedynek AKS musiał wygrać. Opady deszczu spowodowały, że pierwotnie przygotowana na ten mecz druga płyta głogowskiego obiektu nie nadawała się do gry i mecz przeniesiono na główną płytę. I zespół Chrobrego dzień wcześniej grał ważny pierwszoligowy mecz w Bytowie, gdzie remis 1:1 zapewnił im ligowy byt. Ze znanych zawodników wystąpił jedynie potężny defensor mierzący 196 cm wzrostu Marek Wasiluk (mistrz Polski ze Śląskiem, ligowiec Jagiellonii, Cracovii, Widzewa), który w I zespole wystąpił po raz ostatni w grudniu'18. Bohaterem meczu był 19-letni Konrad Flis, który strzelił dwie bramki. Wynik otworzył z kolei doświadczony Konrad Kaczmarek, którego Bubnowicz i Morawski pamiętają z meczów Chrobrego z Górnikiem Wałbrzych. Wynik 4:0 ustalony został po godzinie gry przez Daniela Wajsaka. Kolejna wizyta trenera Bubnowicza w Głogowie, kolejny niezwykle ważny mecz i kolejna bezdyskusyjna porażka ze stratą 4 bramek.
Klęska w Głogowie oznacza, że Chrobry II ma 5 punktów przewagi nad AKS na 4 kolejki przed końcem. Rozkład jazdy do końca rozgrywek wygląda następująco:
27.kolejka - AKS pauzuje, Chrobry II gra z Orkanem Szczedrzykowice
28.kolejka - Chrobry II pauzuje, AKS jedzie do Bolesławca
29.kolejka - Chrobry II - BKS Bolesławiec, AKS - Górnik Złotoryja
30.kolejka - Górnik Złotoryja - Chrobry II, Victoria Ruszów - AKS.
Nieprawdopodobne wydaje się, żeby głogowianie w 2 z 3 pozostałych im meczach stracili punkty.
Na chwilę obecną spadek z grupy zachodniej przypada Victorii Ruszów, Włókniarzowi Mirsk, Sparcie Grębocice i BKS Bolesławiec. O tym jednak kto spadnie rozstrzygnie się po zakończeniu procesu licencyjnego, bowiem nie jest tajemnicą, że sporo klubów zajmujące czołowe miejsca z klas okręgowych nie spełnia podstawowych licencyjnych warunków, jeśli chodzi o infrastrukturę. Jednym z najbardziej zainteresowanych poprawą stadionowej infrastruktury powinien być lider wałbrzyskiej okręgówki Pogoń Pieszyce. Decyzja w sprawie Pieszyc i innych zespołów z okręgu wałbrzyskiego i wrocławskiego będzie kluczowa dla zespołów z grupy wschodniej. Matematyczne szanse na utrzymanie straciła Nysa Kłodzko, która uległa u siebie aż 0:6. Zespół Artura Oczkosia w tegorocznych meczach wywalczył zaledwie punkt i to w czasach, gdy drużynę trenował jeszcze Krzysztof Konowalczyk. Ciekawostką jest, że Górnik Wałbrzych po raz pierwszy w historii swoich ligowych występów strzelił 5 bramek do przerwy na wyjeździe. Po raz ostatni 6 bramkami na wyjeździe wygrał jesienią 2008 (6:0 w Chojnowie). Ligowy występ w wałbrzyskiej ekipie nr 200 zaliczył Marcin Smoczyk, który jubileusz uświetnił zresztą golem. Biorąc pod uwagę brak ligowej rywalizacji pomiędzy obiema drużynami oraz fakt, że w sezonie 2003/04 oba mecze rozegrane pomiędzy Górnikiem/Zagłębiem a Nysą rozegrane zostały na Stadionie 1000-lecia, to wałbrzyszanie odnieśli ligowe zwycięstwo na boisku w Kłodzku po raz pierwszy od 1961 roku!
Wałbrzyszanie mają co prawda matematyczne szanse na wygranie grupy wschodniej, ale do tego potrzebny jest komplet zwycięstw w pozostałych 4 meczach przy równoczesnych stratach aż w 3/4 spotkań Śląska II, którego rywalami będą Bielawianka, Unia Bardo, Nysa Kłodzko i MKP Wołów. Cudów nie ma co oczekiwać.
Matematyczne jedynie szanse na utrzymanie mają Zjednoczeni Żarów, którzy wiosenne mecze rozgrywają wyłącznie u siebie. Gdyby punktowali tak jak będąca w identycznej sytuacji Unia Bardo, być może Maciej Jaworski okrzyczany zostałby cudotwórcom. Handicap własnego boiska wiosną znakomicie wykorzystuje GKS Mirków, który opuścił na tę chwilę strefę spadkową, w której coraz bardziej zadomawiają się Orzeł Ząbkowice i Piast Nowa Ruda.
Ilość spadających drużyn zależy od wielu czynników: zwycięzca której grupy wygra baraże o 3.ligę, ile spadnie zespołów z 3.ligi, kto otrzyma licencję na sezon 2019/20 z beniaminków, czy drużyna z grupy wschodniej uzupełni grupę zachodniej.

czwartek, 2 maja 2019

Wygrana na Gregorek Stadium po raz drugi

Maj piłkarze Górnika Wałbrzych rozpoczynali wyjazdowym meczem z Orłem Prusice. Beniaminkiem, który utrzymuje wysoką czwartą pozycję i jedyną drużyną, której do środy zespół Jacka Fojny w tym sezonie nie strzelił bramki. Mecz rozegrano na boisku w Wielkiej Lipie, gdzie na co dzień gra inny czwartoligowiec Sokół. Informacja o miejscu rozegrania meczu nie pojawiła się w żadnym wałbrzyskim portalu, czy gazecie. O Wielkiej Lipie nie można przeczytać ani na 90minut.pl, ani na portalu związkowym Łączy Nas Piłka, nie znajdziemy też wzmianki o tym, gdy prześledzimy obsadę sędziowską na stronie DZPN.
A największym skandalem jest błędne podanie miejsca rozgrywania meczu przez oficjalny profil wałbrzyskiego klubu!
Faktem jest, że wyjazdowe spotkania biało-niebieskich, oczywiście poza tymi prestiżowymi dla szalikowców, nie cieszą się wiosną nawet przeciętnym zainteresowaniem. Mimo tego obowiązkiem klubu jest zachęcanie do wspierania piłkarzy nie tylko przy Ratuszowej, ale i na wyjazdach. A tutaj mamy nawet wprowadzenie w błąd, choć o miejscu meczu klub wiedział z wyprzedzeniem.
 Na mecz udałem się pierwotnie do Prusic, gdzie trafił również inny zmotoryzowany wałbrzyszanin. Obiekt Orła to sympatyczny obiekt z krytą trybuną, z wydzielonymi aż trzema parkingami: dla oficjeli, dla kibiców gospodarzy i dla kibiców gości. Na boisku pracowały urządzenia nawadniające, które były ponoć przedmiotem reklamacji remontu prusickiego stadionu. Orzeł wiosną domowe mecze rozgrywał w oddalonej o 20 km Wielkiej Lipie, gdzie ograł Unię Bardo 1:0 i MKP Wołów 2:1. Na wyjazdach już tak różowo nie było - najpierw 3 przegrane 0:3 ze Śląskiem II, 1:5 z GKS Mirków i 2:4 w Żarowie, ale ostatnie delegacje przyniosły komplet punktów. 3:1 w Kłodzku i 2:1 w Marcinkowicach to kolejne trafienia najskuteczniejszego snajpera całej ligi Grzegorza Rajtera. Podobnie jak jesienią, również teraz Rajter nie zagrał przeciwko wałbrzyskiej drużynie. Figurował co prawda w meczowym protokole, ale jego nazwisko bardziej służyło jako straszak. Trener Adrian Bergier konstrukcję swojej jedenastki opiera na doświadczonym kręgosłupie uzupełnionym młodymi zawodnikami. W bramce 36-letni Karol Buchla, defensywę trzyma w ryzach rok młodszy Dariusz Zalewski, tempo gry regulować ma były ligowiec m.in. Śląska czy Widzewa Krzysztof Ostrowski - rocznik 1982, a w ataku rówieśnik Buchli Przemysław Stasiak. Lasota, Kuczer, Sakwa, Olikiewicz grali już w wyższych klasach rozgrywkowych w innych klubach.
Trener Jacek Fojna nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanych, ale obecnych z zespołem, Tomasza Wepy i Michała Oświęcimki. Nie przyjechał Damian Bogacz, ale za to po raz drugi pojawił się Denis Dec. Debiut z kolei w zespole seniorów zalicza 18-letni Adam Niedźwiedzki, najskuteczniejszy snajper juniorów dołujących w Wojewódzkiej Lidze Juniorów (10 bramek z 23 zdobytych przez Górnika).
Mecz rozpoczął się od walki w środku pola, ale animuszu miejscowym na równorzędną walkę starczyło na kilkanaście minut. Szybko piłka trafia do siatki Orła, ale arbiter słusznie odgwizduje spalonego. Bramkę powinni zdobyć jako pierwsi gospodarze, gdy Mateusz Olikiewicz w wydawało się niegroźnej sytuacji kapitalnie zauważył wyjście z bramki Jaroszewskiego i przelobował go z około 30 metrów. Na szczęście dla wicelidera piłka odbiła się na poprzeczce. Górnik grał szybciej, dokładniej od gospodarzy. Potrafili zamknąć Orła w taki sposób, że prusiccy piłkarze tracili piłkę na 30-40 metrze od bramki Karola Buchli. Szczęścia nie mieli Chajewski, Tragarz i wyjątkowo w środę ofensywnie usposobiony Michalak. Na trybunach szmer podziwu było słychać po indywidualnych popisach Allana, ale jego uderzenie również padło łupem Buchli. Wreszcie pod koniec drugiego kwadransa gry wynik został otwarty przez wałbrzyszan. Piłkę nieudolnie wybijaną przez defensorów Orła przejął na 20 metrze Allan, który sprytnie posłał prostopadłą piłkę do Chajewskiego. Zagubienie obrońców spowodowało, że najskuteczniejszy gracz Górnika znalazł się w sytuacji sam na sam i lekkim strzałem po ziemi zdobył prowadzenie. Wynik powinien podwyższyć Szymon Tragarz, który w idealnej wydawało się sytuacji nieudanie próbował przelobować Buchlę. Dynamiczna akcja Sawickiego prawą stroną z kolei mija centymetry bramkę Orła. Tuż przed przerwą faulowany przed polem karnym jest Chajewski, na którego nie mogli znaleźć sposobu rywale. Do piłki podszedł poszkodowany, którego dośrodkowanie przerwał stojący w murze Olikiewicz. Decyzja arbitra Tarnowskiego mogła być tylko jedna - jedenastka oraz żółta kartka dla gracza Orła. Karnego na bramkę zamienił pewnie Dariusz Michalak i Górnik schodził na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem. Co ciekawe, podczas poprzedniej wizyty na tym obiekcie, w sierpniowym meczu z Sokołem wygranym przez biało-niebieskich 4:2, duet Chajewski-Michalak również wpisał się na listę strzelców.
Jak się zmienił obiekt od poprzedniej wizyty Górnika?
Przede wszystkim na środkowym kole pojawił się napis SOKÓŁ, który nie jest wysypany wapnem, lecz miejscem pozbawionym trawy. Ponadto nad tablicą wyników (w sierpniu działającą, tym razem - nie) pojawiła się budka spikera, który był najbarwniejszą postacią środowego meczu. Widzów powitał na Gregorek Stadium, bowiem obiekt w Wielkiej Lipie rozwija się dzięki energii prezesa miejscowego Sokoła Leszka Gregorka, który dwa dni wcześniej sensacyjnie złożył rezygnację z zajmowanej funkcji. Wracając do spikera to najbardziej go zapamięta go Szymon Tragarz, który usłyszał dwukrotnie komentarz pod swoim adresem. Po niewykorzystanej szansie w I połowie: 17 to we Włoszech pechowa liczba - diciasette. A przy zmianie, gdy opuszczał boisko wolnym truchtem ustępując miejsca Kamilowi Młodzińskiemu - moja prababcia szybciej biegała. Z kolei docenił Damiana Chajewskiego przypominając jego skuteczną grę w Olimpii Kowary i bramki strzelane Sokołowi. Karol Buchla usłyszał, że występuje w jaskrawym stroju, by był widoczny na drodze i na boisku, w przerwie meczu zachęcał do śpiewania hitów królowej Shazzy oraz Greka Zorby. Dokładnie policzył widzów: 122, w tym kobiety i dzieci.Na pewno daleko było do profesjonalizmu, ale za to sporo humoru.
Tuż po przerwie goście z Wałbrzycha powinni zamknąć mecz. Znów "ten niesamowity Chajewski" pokręcił obrońcami na prawej stronie i został powalony przed polem karnym przez Zalewskiego. Doświadczony stoper zobaczył żółtą kartkę, a uderzenie Damiana odbite od wyskakującego obrońcy poszybowało tuż nad poprzeczką. Rzut rożny, który wykonuje Chajo i główka Michalaka minimalnie mija bramkę Orła. Tymczasem pierwszy zryw po przerwie podopiecznych Adriana Bergiera przynosi im kontaktową bramkę. Znakomicie za pola karnego przymierzył kapitan Orła Krzysztof Ostrowski i piłka ląduje po długim rogu w bramce Jaroszewskiego. Gra nieco się wyrównała, ale groźniejsze sytuacje stwarzali goście. Tragarz po raz trzeci przegrywa sytuację sam na sam z bramkarzem, 5 minut później kapitalne uderzenie Chajewskiego wybija obrońca z pustej bramki. Prusice rzadko dochodzili na przedpole bramki Górnika, a jak zawodnicy dochodzili do strzeleckiej sytuacji to posyłali piłkę daleko i wysoko od bramki. W końcówce meczu trenerzy zaczęli wprowadzać rezerwowych, z tą różnicą, że po wałbrzyszanach nie widać było obniżenia jakości gry. Wreszcie po dalekim wybiciu Mateusz Sawicki w pełnym biegu uderzył kapitalnie z woleja ustalając wynik meczu na 3:1.
Z pewnością więcej można było spodziewać się po grze Orła, który jesienią mocno i twardo postawił się Górnikowi w Wałbrzychu. Tymczasem teoretycznie osłabiony zespół wałbrzyski był bezapelacyjnie lepszy. Szkoda głupiej kartki za opóźnianie gry Jana Rytko, który po raz ósmy zobaczył z tym sezonie żółtą kartkę i czeka go pauza. Słabiej zaprezentowali się Borowiec z nieskutecznym Tragarzem. .
Co ciekawe, że zaledwie część wałbrzyskich mediów zauważyła w pomeczowych relacjach, że spotkanie odbyło się w Wielkiej Lipie (a nie w Lipie, jak niestety twierdzi oficjalny profil Górnika Wałbrzych). Przykładowo wałbrzyszek.com upiera się, że mecz odbył się w Prusicach.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Świąteczna wygrana z GKS Mirków


Górnik Wałbrzych po przegranym finale Pucharu Polski po ligowe punkty pojechał do Mirkowa. GKS, beniaminek 4.ligi jesienią grał głównie na wyjeździe, podobnie jak Zjednoczeni Żarów i Unia Bardo. Wywiezione zwycięstwa z okręgu wałbrzyskiego (Nowa Ruda, Kłodzko, Bardo) wystarczyły jedynie do wyprzedzenia w tabeli Zjednoczonych Żarów. Nic dziwnego, że po zakończeniu rundy trenera Bartosza Mazura zmienił Grzegorz Dorobek. Zimą dokonano kilku transferów, których śmiało mogą zazdrościć ligowi rywale. Kamil Mańkowski, znany również w Wałbrzychu z epizodu ze spadkowego sezonu, czy Tobiasz Jarczak z powodzeniem grali w czołowym trzecioligowcu Ślęzie Wrocław. Z Karkonoszy Jelenia Góra przyszedł Paweł Pytel, a dziury w defensywie ma załatać doświadczony Artur Monasterski ostatnio reprezentujący barwy Orła Prusice. Wiosnę GKS rozpoczął od "domowych" meczów przy Oporowskiej we Wrocławiu (0:5 ze Śląskiem II) i Łozinie (3:2 z MKP). Pierwszy historyczny mecz w Mirkowie zakończył się zwycięstwem nad Nysą Kłodzko 4:1, a tydzień później z jedynego wiosną wyjazdu w Żarowie mirkowianie przywożą 3 punkty co oznaczało opuszczenie strefy spadkowej.  Dwa kolejne mecze rozegrano już na obiekcie przy ul. Kiełczowskiej vis a vis marketu Leroy Merlin i GKS po rozgromieniu Orła Prusice 5:1 uległ Sokołowi Marcinkowice 0:1.
Grzegorz Dorobek w meczu z Górnikiem nie mógł skorzystać z pauzujących za kartki: Kacpra Tarki, Artura Monasterskiego, Dariusza Górala oraz bramkarza Sebastiana Bralewskiego, któremu na udział w meczu nie pozwoliły sprawy zawodowe. Z kolei wałbrzyszanie przyjechali bez Marcina Smoczyka, Michała Oświęcimki, Miłosza Rodziewicza, a po raz pierwszy w tym sezonie Denis Dec, który dotychczas pomagał zespołowi rezerw grającemu w A klasie. Debiut w wyjściowej jedenastce zalicza 18-letni Patryk Rękawek, od pierwszego gwizdka ponownie rozpoczynają grę Daniel Borowiec i Allan. Na ławce rezerwowych ewentualnym zmiennikiem Jaroszewskiego Szymon Stec, a ciekawostką jest fakt, że w pucharowym meczu przeciwko Lechii drugim bramkarzem biało-niebieskich był ledwie 16-letni wychowanek UKS Baszty Wałbrzych Oskar Bilejszys.
W świąteczną Wielką Sobotę na stadion przybyła około setka widzów, kilkunastu pracowników ochrony bezskutecznie oczekiwało przyjazdu zorganizowanej grupy kibiców Górnika.
Początek meczu to przede wszystkim walka w środku pola i szukanie szansy przez gości atakami skrzydłami. Brakuje jednak dobrego końcowego podania. Wałbrzyszanie nie potrafią wykorzystać niepewnej dyspozycji bramkarza GKS. Mirków odgryzł się strzałem z dystansu Tobiasza Jarczaka. Wychowanek słynnego Marcinki Kępno, gdzie swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiali m.in. Rafał Kurzawa, Patryk Tuszyński, czy Kamil Drygas, strzelał już w 3.lidze w Ślęzie Wrocław, a wiosną wpisał się na listę strzelców już sześciokrotnie (w meczu z Górnikiem gol numer 7). Najbliżej zdobycia bramki był jednak Jarosław Gołda, któremu centymetrów zabrakło, by przejąć piłkę zagraną tyłem, głową przez Dariusza Michalaka do Jaroszewskiego. W Górniku szybko opuścił boisko kontuzjowany Tomasz Wepa, którego zastąpił Mateusz Sawicki. Sawka przeszedł na prawą obronę, skąd do środka powędrował Jan Rytko, który zanotował kilkanaście przechwytów lub przerwań akcji rywala. W 25 minucie znakomicie pomiędzy obrońców zagrał piłkę Damian Chajewski, a Szymon Tragarz wykorzystał sytuację sam na sam wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Wałbrzyszanie powinni szybko podwyższyć, ale brakowało precyzji. Allan posłał co prawda piłkę do siatki, ale uczynił to ze spalonego. Brazylijczyk sam był zszokowany, jak mógł spudłować w 32 minucie, gdy zamiast bramki sędzia był zmuszony wskazać na rzut rożny. Na szczęście po nim było 2:0. Krótkie rozegranie kornera, Chajewski spod pola karnego wrzuca na przedpole, gdzie gapiostwo obrońców i bramkarza wykorzystuje Sławomir Orzech głową pakując piłkę do bramki. Końcówka I połowy należała jednak dla GKS, a szczególnie do Jarczaka. Bombę z rzutu wolnego z odległości ponad 30 metrów Jaroszewski ładnie odbił na rzut rożny. Kilka minut później napastnik Mirkowa składał się do uderzenia przewrotką, a przy wybiciu piłki głową najbardziej ucierpiał Mateusz Sawicki. Groźnie to wyglądało, na szczęście skończyło się jedynie faulem i żółtą kartką dla Jarczaka. On z kolei powetował sobie w 42 minucie. Niezdecydowanie w kole środkowym wałbrzyskich pomocników wykorzystuje natychmiast Grzegorz Zygadło, który prostopadłym podaniem uruchamia Jarczaka. Michalak wślizgiem nie sięga piłki, a Jaroszewski w sytuacji sam na sam jest bez szans i do przerwy GKS Mirków przegrywał 1:2.
Po przerwie nie było wiele składnych akcji. Wałbrzyszanie szybciej operowali piłką, ale zawodzili skrzydłowi. Rękawek bardzo szybko zgasł, a Tragarz, za wyjątkiem bramki, był praktycznie niewidoczny. O ile w destrukcji goście radzili sobie bezproblemowo to z kreowaniem sytuacji bramkowych było trudno. Najgroźniejszą akcję w II połowie stworzył rezerwowy … Marcin Siwek, który niedokładnym zagraniem do tyłu puścił w bój Allana, którego szarżę faulem przerwał kapitan gospodarzy Damian Żminkowski. Z dystansu ładnie i celnie uderzali Michalak i Rytko, jednak 19-letni bramkarz Przemysław Rak efektownymi paradami wyłapał futbolówkę. Miejscowych kibiców zdenerwowała zmiana Macieja Gędaja za Jarosława Gołdę. Rezerwowy raził nieporadnością i pasywnością, nic dziwnego, że zmianę powrotną publika przyjęła oklaskami. Rozczarowany takim obrotem sytuacji Gędaj szybko udał się do szatni. Ciekawostką jest fakt, że następcą nieszczęśnika z nr 13 był niejaki Damian Błoński, którego poczynania obserwował ojciec – Wojciech, były koszykarz Śląska Wrocław, reprezentacji Polski, a później radny i dyrektor sportowy piłkarskiego Śląska. Im bliżej końca meczu tym oba zespoły zaczęły preferować ataki z pominięciem drugiej linii. Odpowiednio zareagował trener Fojna, który wprowadzając rosłych zmienników w osobach Damiana Bogacza i Denisa Deca narobił sporo problemów drużynie GKS. W końcówce Mirków nie rzucił się do huraganowych ataków, a bramkę mogli zdobyć wałbrzyszanie. Po kiksie Kamila Mazurkiewicza piłkę przed polem karnym przejął Chajewski, ale szybko został zablokowany. Doliczony czas nie zmienił obrazu ostatnich minut i Górnik jak najbardziej zasłużenie wygrał w Mirkowie 2:1.

wtorek, 16 kwietnia 2019

MKP Wołów rozgromiony

Sobotni mecz piłkarzy Górnika to jedna z organizacyjnych porażek działaczy wałbrzyskich, którzy nie potrafili pogodzić dwóch imprez, których terminy się nakładały. Piłkarskich ligowych meczów jest wiosną'19 jak na lekarstwo, a mimo to, w sobotę 13 kwietnia, wielu kibiców biało-niebieskich wybrało o wiele bardziej prestiżowy pojedynek play-off koszykarzy, który zaczynał się 60 minut po rozpoczęciu zmagań futbolistów. Dlaczego nie doszło do porozumienia, by przełożyć mecz piłkarski (na wcześniejszą godzinę) lub koszykarski (choćby na godz.18.00)? Co więcej, pierwsi kibice, którzy zdecydowali się marznąć na czwartoligowym meczu mocno musieli się zdziwić, że jedyna brama prowadząca na koronę Stadionu 1000-lecia była zamknięta i droga na trybuny prowadziła przez tunel i bramkę z bieżni. Kwadrans przed pierwszym gwizdkiem udało się w końcu opanować problem z kłódką i większość z niewiele ponad setki kibiców, weszła normalnie na trybuny.
Oba zespoły przystępowały do spotkania w nie najlepszych nastrojach. Gospodarze w ostatnim meczu doznali pierwszej porażki w tym sezonie mecz i strata do prowadzącego Śląska II wynosiła aż 10 punktów. Poza tym trener Jacek Fojna nie mógł skorzystać z usług pauzujących za kartki Tomasza Wepy, Damiana Chajewskiego - pewniaków w środku pola. Jako zmiennik Jaroszewskiego w meczowej kadrze debiutował 18-letni bramkarz Patryk Bińkowski. Szymon Stec, etatowy rezerwowy bramkarz doznał w środowym meczu pucharowym w Żarowie kontuzji wykluczającej go z występu ligowego. Z kolei MKP Wołów początek wiosennych zmagań nie będzie miło wspominał, bo dotychczasowe mecze zakończył porażkami i w tabeli wiosny 2019 wyprzedza jedynie Polonię Trzebnica, która również wszystko przegrywa, tyle, że w wyższym stosunku. Wołowianie musieli uznać wyższość m.in. beniaminków z Mirkowa, Żarowa, z którymi czekać będzie ciężka walka o utrzymanie w lidze. Zimą, co prawda prezesem klubu został Robert Sadowski, wcześniej pracujący w Zagłębiu Lubin, ale na efekty pracy przyjdzie jeszcze poczekać. Zimą do Lechii Dzierżoniów odszedł najskuteczniejszy jesienią strzelec Oskar Majbroda, zdobywca 5 trafień. Nie udało się przekonać do gry Patryka Bobkiewicza (Piast Żmigród), który 3 lata temu był w orbicie zainteresowań 3-ligowego wówczas Górnika Wałbrzych szukającego młodzieżowca. W sobotnim meczu trener Piotr Bolkowski ponownie zaprezentował zespół mieszankę młodości z rutyną. Przedstawicielami tej drugiej byli przede wszystkim kapitan, były szkoleniowiec MKP 41-letni Konrad Tabak, czy 37-leni Michał Sikorski, który rywalizował z Górnikiem w przeszłości w barwach MKS Oława, Pogoni Oleśnica i Stali Brzeg. 
Z kolei skład wałbrzyszan musiał zaskoczyć obserwatorów dotychczasowych meczów wicelidera. Wobec braku w środku pola Chajewskiego i Wepy trener Fojna postawił na Daniela Borowca i Jana Rytko. Dla 20-latka ze Świebodzic był to debiut w wyjściowej jedenastce, a wcześniej zaliczył zaledwie 3 epizody wchodząc z ławki rezerwowych.
W podobnej sytuacji co popularny Boro znalazł się Brazylijczyk Allan de Paula, który po raz pierwszy zaprezentował się od pierwszego gwizdka sędziego i był to bardzo obiecujący występ. Praktycznie po 6 minutach gry było już po meczu, bowiem wałbrzyszanie prowadzili już 2:0. Pierwsza ofensywna akcja miejscowych zakończyła się bramką. Akcję rozpoczął i zakończył Borowiec. Piłka trafiła na lewą stronę, gdzie wbiegający Mateusz Krzymiński miękko wrzucił na przedpole bramki Przemysława Harwata, gdzie Borowiec głową otworzył wynik meczu. Kilka minut później Rytko zagrał tym razem na prawą stronę do Mateusza Sawickiego, który łatwo minął rywala i nie dał szans bramkarzowi w sytuacji jeden na jeden. Zziębnięta publiczność rozgrzana została szybko, ale na kolejne bramki przyszło jej jeszcze poczekać. Wałbrzyszanie nie forsowali tempa, ale koronkowe akcje mogły się podobać. Pod obserwacją znalazł się Allan, który oprócz tradycyjnego dla swojej nacji wyszkolenia technicznego, imponował wyszkoleniem, a także zaangażowaniem w grze defensywnej.
Trio strzelców bramek w I połowie dla Górnika:
od lewej Sawicki, Borowiec i Allan.
[foto:walbrzych24.com]
Goście długo nie mogli stworzyć jakiejkolwiek akcji pod bramką Górnika, a Jaroszewski po raz pierwszy piłkę dotknął, gdy otrzymał ją rzuconą przez partnera z autu. Mimo to, bramkarz gospodarzy musi najmocniej uderzyć się w pierś za stratę bramkę - MKP przejął wybijaną piłkę przed polem karnym,a strzał z około 20 metrów wpadł pod rękami właśnie Jogiego do siatki. Goście jednak nie mieli pomysłu, by zepchnąć wałbrzyszan do defensywy, czy nękać szybkimi kontratakami. Z drugiej strony, zastępujący Wepę w roli kapitana, Dariusz Michalak łatwo nawinął sobie obrońcę spokojnie wrzucił, gdzie kapitalnie głową akcję sfinalizował Allan podwyższając wynik na 3:1. Po przerwie wszelkie wątpliwości, o ile ktoś miał, szybko rozwiał Borowiec. Znów koronkowa akcja z lewej strony, znakomite dogranie wzdłuż końcowej linii Allana, a nadbiegający pomocnik Górnika nie miał problemów z wpakowaniem piłki do bramki. Dokonywane zmiany przez Jacka Fojnę nie zdezorganizowały gry, choć zapewne kibice woleliby jeszcze oglądać w akcji brazylijskiego napastnika. W roli egzekutora skutecznie zastąpił go Miłosz Rodziewicz, który po rzucie rożnym głową zdobył piątą bramkę. Dla Rodzyna było to trzecie trafienie w sezonie w roli zmiennika - w całej lidze tyle samo ma na koncie w roli jokera niegrający już w rezerwach Śląska Czech Kamil Vacek i Paweł Gryz z Orła Prusice. Warto również zauważyć, że już dawno Górnik nie zdobył aż 3 goli w jednym meczu po uderzeniach głową - ostatni raz miało to miejsce 26.09.2015, gdy trzecioligowy Górnik rozgromił Budowlanych Lubsko 7:1 Ostatecznego dzieła zniszczenia dokonał Szymon Tragarz, który strzałem zza pola karnego ustalił wynik na 6:1. Szymon zanotował już piąte trafienie w rundzie wiosennej (skuteczniejszy z 7 golami w tym roku jest Bartosz Chabrowski z Piasta Nowa Ruda), mimo to nie znalazł uznania w oczach trenerów Grzegorza Kowalskiego i Jacka Opałki, którzy odpowiadają za dolnośląską  reprezentację na Regions Cup.
Po raz pierwszy od 1 września ostatnie miejsce w tabeli grupy wschodniej opuścił zespół Zjednoczonych Żarów. Piłkarze Macieja Jaworskiego sukcesywnie punktują na własnym boisku, wiosną zdobywając w sumie więcej punktów niż Górnik! W dotychczasowych ligowych meczach w 2019 roku najlepiej prezentuje się Polonia-Stal Świdnica 16 punktów (5-1-0), a za nią:
Śląsk II -15 (5-0-1),
GKS Mirków i Zjednoczeni -12 (4-0-2)
Górnik -11 (3-2-1).
Najgorzej idzie zdobywanie punktów Nysie Kłodzko (1 punkt w 5 meczach), a przede wszystkim wspomnianym wcześniej Polonii Trzebnica i MKP Wołów (komplet 5 porażek). Sensacyjnie zakończył się sobotni mecz w Świdnicy, gdzie Śląsk II zakończył passę  15 kolejnych zwycięstw. Porażka sprawiła powrót do status quo sprzed tygodniowego meczu przy Oporowskiej - lider ma 7 punktów przewagi nad Górnikiem. Różnica polega, że okazji do straty punktów jest coraz mniej - pozostało 9 meczów, a przed rezerwami mecze z Trzebnicą (d), Żernikami, Piastem Nowa Ruda (d), Ząbkowicami, Sokołem Wielka Lipa (d), Bielawianką, Unią Bardo, Nysą (d) i MKP Wołowem.
Przed Górnikiem kolejne mecze, zarówno pucharowe jak i ligowe. Na chwilę obecną są jeszcze szanse na wygranie grupy wschodniej, poza tym optymizmem powiało ze względu na grę, skuteczność zawodników, którzy do tej pory byli w głębokim cieniu bardziej doświadczonych kolegów. 

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Przegrany najważniejszy mecz sezonu Górnika

Biorąc pod uwagę stawkę meczu, to niedzielne spotkanie Śląska II Wrocław z Górnikiem Wałbrzych, dla gości było jednym z  najważniejszych spotkań w obecnym stuleciu. Podobnie jak pamiętne baraże o powrót do 2.ligi w 2016 roku ze stołeczną Polonią, rezultat rywalizacji miał nie tylko sportowy wymiar, ale niebagatelne znaczenie dla przyszłości piłkarskiego Górnika. 3 lata temu powrót na szczebel centralny miał być magnesem dla potencjalnych sponsorów, większej dotacji miejskich, a przegrany dwumecz z Czarnymi Koszulami spowodował powolny upadek odczuwalny do dziś. Po odejściu kluczowych zawodników, braku finansów,by uzupełnić kadrę wartościowymi następcami, Górnik nie był w stanie nawiązać równorzędnej rywalizacji w 3.lidze, co skończyło degradacją do 4.ligi. Obecnie Górnik spłaca długi z przeszłości, ewentualny awans do 3.ligi, podobnie jak 3 lata temu promocja do drugiej ligi, otwierałby ewentualnie drzwi do nowych dobroczyńców,  byłby mocnym argumentem w pozyskiwaniu środków z miasta czy gminy. Brak sukcesu w obecnej, trudnej finansowo sytuacji klubu, stawia duży znak zapytania, co do przyszłości obecnej kadry I zespołu. Trener Jacek Fojna już w minionym sezonie udowodnił, że ma pomysł na zespół, solidnie zapracował na swoje nazwisko i być może latem odejdzie do klubu, który nie tylko da szansę dalszego rozwoju, ale przede wszystkim doceni finansowo. W podobnej sytuacji znajdzie się kilku zawodników, dla których kolejny sezon przy Ratuszowej mógłby być straconych, zwłaszcza, gdyby pojawiły się propozycje gry w trzeciej lidze za większe pieniądze, które funkcjonują w większości czwartoligowych klubów.
W sezonie 2018/19 rywalizacja w 4.lidze dolnośląskiej przypomina z ubiegłego sezonu - dwie ekipy mocno odskoczyły reszcie stawki, między sobą decydując o prymacie w grupie. Rok temu na zachodzie AKS Strzegom bił się nieskutecznie z Apisem Jędrzychowice, a rezerwy Śląska uznać wyższość musiały Foto-Higieny Gać. Przegrani z czerwca'18 w bieżącej kampanii przeżywają istne deja vu - strzegomianie łeb w łeb idą z rezerwami Chrobrego Głogów, a wrocławski team długo musiał oglądać się na wyniki Górnika Wałbrzych. 
Drużyna z Oporowskiej spadła dwa lata temu wraz z wałbrzyszanami z 3.ligi. Od tamtej pory na własnym boisku rozegrała 26 meczów, w których 25 razy schodziła w glorii zwycięzców, a jedyny mecz przegrała 7 października 2017 roku z Foto-Higieną Gać 1:3. Te niepowodzenie miało kluczowe znaczenie na mecie sezonu, bowiem wiosenne zwycięstwo 1:0 w Gaci okazało się niewystarczające i w barażach wystąpił zespół spod Oławy. W bieżącym sezonie Śląsk II uniknął do tej pory wpadek, jakie miały miejsce w poprzednim sezonie i wygrał wszystkie spotkania za wyjątkiem meczu w Wałbrzychu. Górnik przez dłuższy czas przewodził ligowej stawce, ale remisy spowodowały, że pomimo braku porażek ekipa Jacka Fojny traciła dystans do wrocławian. Wiosną Śląsk II rozgromił GKS Mirków 5:0 przy Oporowskiej (choć był to teoretycznie mecz wyjazdowy), ograł ambitnie walczącego wiosną beniaminka Zjednoczonych w Żarowie 4:1, 3:0 u siebie Orła Prusice i 4:0 w Marcinkowicach.  Takie wyniki musiały wzbudzać szacunek. Górnik rozpoczął równie efektownie, bo 3:0 z Sokołem Wielka Lipa, a przede wszystkim 5:1 w Nowej Rudzie. Później w ciągu tygodnia biało-niebiescy stracili aż 4 punkty po dwóch remisach. W Bielawie obijana była poprzeczka, Górnik prowadził 1:0, ale stracony gol w doliczonym czasie gry bolał niemiłosiernie mocno. Tydzień później w Bardzie prawdziwy rollercoster od 1:0, przez 1:2 po wywalczony w samej końcówce remis 2:2. Nadmiar żółtych kartek spowodował, że na megahit sezonu do Wrocławia wałbrzyszanie jechali bez Dariusza Michalaka (ostatniego gracza Górnika, który trafił przy Oporowskiej) i Michała Oświęcimki. Śląsk II w środę poprzedzającą mecz z wiceliderem odpadł z okręgowego Pucharu Polski, ulegając Sokołowi Wielka Lipa 1:2. W tym meczu zabrakło zawodników z bezpośredniego zaplecza I zespołu. Co prawda trener Piotr Jawny w ciągu całego sezonu korzystał z usług Czecha Vaćka, Serbów Srnića i Cotry, Irańczyka Farshada, obrońcy Pawelca, pomocników Dankowskiego, Cholewiaka, Gąski, napastników Szczepana czy Piecha, ale wielkim nadużyciem byłoby stwierdzenie, że to jest główna siła zespołu lidera. W niedzielne przedpołudnie zabrakło jakiegokolwiek z ww. zawodników, dodatkowo urazy wyeliminowały udział w meczu Bartkowiaka i Scaleta - najskuteczniejszych strzelców rezerw.
7 punktów straty - z takim bagażem wałbrzyszanie przystępowali do pojedynku kategorii BYĆ ALBO NIE BYĆ. Co ciekawe nawet zwycięstwo nie gwarantowało sukcesu Górnika, bowiem niwelowało różnice punktową do 4 oczek, by w 10 pozostałych meczach liczyć na komplet zwycięstw przy jednoczesnych potknięciach wrocławian, które po prostu się nie zdarzają w tym sezonie. Goście z Wałbrzycha nie tracili jednak wiary i odważnie rozpoczęli spotkanie. Do Wrocławia wybrało blisko trzy setki szalikowców, którzy zaczęli wchodzić na obiekt około 15 minuty gry. Niestety,nie zobaczyli najlepszego okresu gry wałbrzyszan w całym sezonie. Początek meczu w wykonaniu Górnika był kapitalny. Już po pierwszej minucie goście mieli za sobą dwa rzuty rożne, dwukrotnie od utraty bramki miejscowych ratuje bramkarz Dariusz Szczerbal, rocznik 1995 - nestor zespołu Piotra Jawnego, pozostali zawodnicy są z roczników 1997-2000. Wreszcie w 5 minucie po kolejnym rożnym zamieszanie pod bramką Śląska II, piłka trafia pod nogi Szymona Tragarza, który z bliska otwiera wynik meczu. Szok wśród wrocławskich kibiców mógł szybko minąć, bo po 3 kolejnych minutach powinien być remis, gdy Szymon Krocz minął już Jaroszewskiego, a z pustej bramki na rzut rożny piłkę wybił Sławomir Orzech.
Z czasem wrocławianie opanowali sytuację, mecz się wyrównał, ale i tak najwięcej mówiło się o pracy sędziego Kamila Wieliczko z Jeleniej Góry, którego decyzje zaważyły o losach meczu. Kwadrans po stracie bramki rezerwy Śląska wyrównały. Przysnęli wałbrzyszanie na swojej lewej stronie, 19-letni Bartosz Boruń znakomicie zagrał na siódmy metr, gdzie Krocz przepchał Rytkę i pokonał Jaroszewskiego. 10 minut później mieliśmy pierwszą i nie jedyną kontrowersyjną sytuację w meczu. Sprytne przerzucenie piłki nad wałbrzyskimi obrońcami do wybiegającego Kotowicza przeczytał Jaroszewski, który wybiegł na 10-11 metr. Wybiegł w swoim stylu, kierując się doświadczeniem wysuwając nogę do przodu. Siłą rozpędu zderzył się w biegnącym zawodnikiem Śląska II, a po gwizdku arbitra oczekiwać można było równie dobrze rzutu wolnego dla gości jak i rzutu karnego. Jeleniogórski sędzia postawił na "jedenastkę", którą obronił Jogi odbijając strzał Mateusza Młynarczyka. Ostatni kwadrans I połowy to już okres przewagi optycznej miejscowych, którzy udokumentowali ją golem z kolejnego problematycznego karnego. W 39 minucie po lewej stronie szarżującego przy końcowej linii rywala przytrzymywał lekko Jan Rytko. Gdy rywal wbiegł w pole karne, Janek go już nie dotykał, a zawodnik ani nie stracił piłki, szansy na odegranie, oddanie strzału itp, a mimo to pan Wieliczko przerwał grę dyktując karnego. Decyzja oczywiście zbulwersowała obóz wałbrzyszan, za protesty żółtą kartkę zobaczył Tomasz Wepa, ale zadziwiła również wrocławską ławkę, bowiem gospodarze ze swojej perspektywy nie wiedzieli za co przerwana została gra. Podyktowanie rzutu karnego w takim momencie, w tak ważnym gatunkowo meczu to nie była odwaga, lecz brak doświadczenia. Odwagi, a raczej konsekwencji sędziemu zabrakło już kilkadziesiąt sekund później po drugiej stronie boiska, gdy po dośrodkowaniu Sawickiego staranowany przez obrońców został Miłosz Rodziewicz.
Wrocławian uradował Paweł Kucharczyk,choć jego strzał z 11 metrów wyczuł Jaroszewski. Jogi błysnął jeszcze w 45 minucie, kiedy piękną robinsonadą uchronił Górnika od utraty bramki.
W drugiej odsłonie oczekiwano, że Górnik nie mając czego bronić ruszy frontalnie do ataku, będzie szukał zwycięstwa. Tak się nie stało, bowiem sytuacji pod bramką Szczerbala było jak na lekarstwo.A i kolejnych kontrowersji nie zabrakło. W 52 minucie ładną szybką akcję zainicjował Rytko uruchamiając Tragarza, ten idealnie w tempo zagrał do wbiegającego w pole karne Damiana Chajewskiego (zdjęcie nr 1), który nie był w momencie podania na spalonym. Przy mijaniu obrońcy został przez niego lekko przytrzymywany, stracił równowagę i upadł (zdjęcie nr 2), gwizdek arbitra nie oznaczał rzutu karnego jak w 41' przy drugim karnym, nie oznaczał również odgwizdania próby wymuszenia karnego, lecz ... spalony - o czym świadczy sylwetka pana Wieliczko (zdjęcie nr 3) odwróconego twarzą do środka boiska z ręką podniesioną wysoko:
Za protesty Chajewski zobaczył żółtą kartkę, która oznacza pauzę w najbliższym meczu. Niewiele wniósł do gry Brazylijczyk Allan, ktory zastąpił Rodziewicza. Więcej od Szczerbala pracy miał Jaroszewski. W 62 minucie jedyna w meczu żółta kartka dla Mikołaja Łazarowicza, który w ubiegłym sezonie ustrzelił hat-tricka w barwach Nysy Kłodzko w meczu z Górnikiem. Defensor po dośrodkowaniu z rzutu rożnego pod wałbrzyską bramką ostro potraktował Sawickiego w sytuacji bez piłki. Szukając na siłę argumentów przeciwko sędziemu, można byłoby doszukiwać się w tej sytuacji wykluczenia dla Łazarowicza. W 77 minucie sędzia powinien odgwizdać faul na Młynarczyku, którego ostro zatrzymał Smoczyk. Wieliczko nie widział przewinienia tuż przed polem karnym (na pewno na żółtą kartkę), a poturbowany wrocławski napastnik musiał opuścić boisko. 5 minut później było już jednak po meczu. Orzech niedokładnie próbował zagrać do kolegów, strata, szybka kontra i faul w polu karnym na Izydorczyku. Ponownie Jaroszewski odgadł w który róg strzeli Kucharczyk, ale mocny strzał jest nie do obrony. W końcówce meczu drugą żółtą kartkę za niepotrzebne komentarze decyzji arbitra ogląda Wepa i podobnie jak wcześniej Czesław Zapart musiał udać się wcześniej do szatni.
Emocje wzięły górę - Czesław Zapart i Tomasz Wepa.
[foto: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl]
Śląsk II wygrał zasłużenie, bo strzelił więcej bramek od rywala, ale wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania i jest za wysoki. Wałbrzyszanie byli nie tylko równorzędnym rywalem, ale okresami to oni prowadzili grę, a gdyby Chajewski z Tragarzem, zwłaszcza na początku spotkania, mieli więcej szczęścia pod bramką Szczerbala, to rezultat byłby odwrotny.
Nie miał najlepszego dnia sędzia Kamil Wieliczko, który swoimi decyzjami wyprowadził z równowagi wałbrzyszan. Nadużyciem byłoby napisać, że wrocławianie wygrali dzięki sędziemu. Piotrowi Jawnemu wyboru w napadzie trener Fojna może zazdrościć. Rodziewicz mógł się przekonać ile mu brakuje do piłkarzy, którzy wcześniej grali w CLJ czy mogli trenować z I zespołem grającym w ekstraklasie. Kibice czekają na eksplozję skuteczności Allana, widoczny był brak w II linii walecznego Oświęcimki czy solidnego w defensywie Michalaka. Gdyby doświadczeni Jaroszewski, Rytko czy Orzech lepiej się zachowali przy sytuacjach z karnymi, mogło inaczej się zakończyć. Gdyby...
Po tym meczu we Wrocławiu powoli mogą szykować się do barażu o 3.ligę, natomiast w Wałbrzychu duży niedosyt. Za kilka tygodni nikt nie będzie już pamiętał o pięknej passie bez porażki, o dobrej postawie w meczu z liderem. Liczy się tylko zwycięstwo, a tego Górnikowi zabrakło w niedzielę, choć nie była to mission impossible. Zespół miał swoje szanse, z których wykorzystał zaledwie jedną. Nie bez wpływu na grę pozostawały dyskusyjne, niejednoznaczne decyzje sędziego, które mogły być zinterpretowane w inny, niż w niedzielne południe, sposób. A były to decyzje dla obu drużyn, tyle, że te kluczowe akurat przyniosły bramki dla wrocławian. Rozbici psychicznie Górnicy nie byli w stanie w drugiej odsłonie odwrócić losów meczu.
Co dalej Górniku? Odpowiedź przyniesie już najbliższy mecz z MKP Wołów. Bez wykartkowanych Wepy i Chajewskiego, jak zareagują po utraconej szansie na wygranie 4.ligi? Tak naprawdę to pytań jest więcej dotyczących I drużyny. Czy latem trenerzy i wszyscy piłkarze zdecydują się po raz kolejny powalczyć z Górnikiem o 3.ligę, czy te zadanie spadnie na barki nowej ekipy?