poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Świąteczna wygrana z GKS Mirków


Górnik Wałbrzych po przegranym finale Pucharu Polski po ligowe punkty pojechał do Mirkowa. GKS, beniaminek 4.ligi jesienią grał głównie na wyjeździe, podobnie jak Zjednoczeni Żarów i Unia Bardo. Wywiezione zwycięstwa z okręgu wałbrzyskiego (Nowa Ruda, Kłodzko, Bardo) wystarczyły jedynie do wyprzedzenia w tabeli Zjednoczonych Żarów. Nic dziwnego, że po zakończeniu rundy trenera Bartosza Mazura zmienił Grzegorz Dorobek. Zimą dokonano kilku transferów, których śmiało mogą zazdrościć ligowi rywale. Kamil Mańkowski, znany również w Wałbrzychu z epizodu ze spadkowego sezonu, czy Tobiasz Jarczak z powodzeniem grali w czołowym trzecioligowcu Ślęzie Wrocław. Z Karkonoszy Jelenia Góra przyszedł Paweł Pytel, a dziury w defensywie ma załatać doświadczony Artur Monasterski ostatnio reprezentujący barwy Orła Prusice. Wiosnę GKS rozpoczął od "domowych" meczów przy Oporowskiej we Wrocławiu (0:5 ze Śląskiem II) i Łozinie (3:2 z MKP). Pierwszy historyczny mecz w Mirkowie zakończył się zwycięstwem nad Nysą Kłodzko 4:1, a tydzień później z jedynego wiosną wyjazdu w Żarowie mirkowianie przywożą 3 punkty co oznaczało opuszczenie strefy spadkowej.  Dwa kolejne mecze rozegrano już na obiekcie przy ul. Kiełczowskiej vis a vis marketu Leroy Merlin i GKS po rozgromieniu Orła Prusice 5:1 uległ Sokołowi Marcinkowice 0:1.
Grzegorz Dorobek w meczu z Górnikiem nie mógł skorzystać z pauzujących za kartki: Kacpra Tarki, Artura Monasterskiego, Dariusza Górala oraz bramkarza Sebastiana Bralewskiego, któremu na udział w meczu nie pozwoliły sprawy zawodowe. Z kolei wałbrzyszanie przyjechali bez Marcina Smoczyka, Michała Oświęcimki, Miłosza Rodziewicza, a po raz pierwszy w tym sezonie Denis Dec, który dotychczas pomagał zespołowi rezerw grającemu w A klasie. Debiut w wyjściowej jedenastce zalicza 18-letni Patryk Rękawek, od pierwszego gwizdka ponownie rozpoczynają grę Daniel Borowiec i Allan. Na ławce rezerwowych ewentualnym zmiennikiem Jaroszewskiego Szymon Stec, a ciekawostką jest fakt, że w pucharowym meczu przeciwko Lechii drugim bramkarzem biało-niebieskich był ledwie 16-letni wychowanek UKS Baszty Wałbrzych Oskar Bilejszys.
W świąteczną Wielką Sobotę na stadion przybyła około setka widzów, kilkunastu pracowników ochrony bezskutecznie oczekiwało przyjazdu zorganizowanej grupy kibiców Górnika.
Początek meczu to przede wszystkim walka w środku pola i szukanie szansy przez gości atakami skrzydłami. Brakuje jednak dobrego końcowego podania. Wałbrzyszanie nie potrafią wykorzystać niepewnej dyspozycji bramkarza GKS. Mirków odgryzł się strzałem z dystansu Tobiasza Jarczaka. Wychowanek słynnego Marcinki Kępno, gdzie swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiali m.in. Rafał Kurzawa, Patryk Tuszyński, czy Kamil Drygas, strzelał już w 3.lidze w Ślęzie Wrocław, a wiosną wpisał się na listę strzelców już sześciokrotnie (w meczu z Górnikiem gol numer 7). Najbliżej zdobycia bramki był jednak Jarosław Gołda, któremu centymetrów zabrakło, by przejąć piłkę zagraną tyłem, głową przez Dariusza Michalaka do Jaroszewskiego. W Górniku szybko opuścił boisko kontuzjowany Tomasz Wepa, którego zastąpił Mateusz Sawicki. Sawka przeszedł na prawą obronę, skąd do środka powędrował Jan Rytko, który zanotował kilkanaście przechwytów lub przerwań akcji rywala. W 25 minucie znakomicie pomiędzy obrońców zagrał piłkę Damian Chajewski, a Szymon Tragarz wykorzystał sytuację sam na sam wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Wałbrzyszanie powinni szybko podwyższyć, ale brakowało precyzji. Allan posłał co prawda piłkę do siatki, ale uczynił to ze spalonego. Brazylijczyk sam był zszokowany, jak mógł spudłować w 32 minucie, gdy zamiast bramki sędzia był zmuszony wskazać na rzut rożny. Na szczęście po nim było 2:0. Krótkie rozegranie kornera, Chajewski spod pola karnego wrzuca na przedpole, gdzie gapiostwo obrońców i bramkarza wykorzystuje Sławomir Orzech głową pakując piłkę do bramki. Końcówka I połowy należała jednak dla GKS, a szczególnie do Jarczaka. Bombę z rzutu wolnego z odległości ponad 30 metrów Jaroszewski ładnie odbił na rzut rożny. Kilka minut później napastnik Mirkowa składał się do uderzenia przewrotką, a przy wybiciu piłki głową najbardziej ucierpiał Mateusz Sawicki. Groźnie to wyglądało, na szczęście skończyło się jedynie faulem i żółtą kartką dla Jarczaka. On z kolei powetował sobie w 42 minucie. Niezdecydowanie w kole środkowym wałbrzyskich pomocników wykorzystuje natychmiast Grzegorz Zygadło, który prostopadłym podaniem uruchamia Jarczaka. Michalak wślizgiem nie sięga piłki, a Jaroszewski w sytuacji sam na sam jest bez szans i do przerwy GKS Mirków przegrywał 1:2.
Po przerwie nie było wiele składnych akcji. Wałbrzyszanie szybciej operowali piłką, ale zawodzili skrzydłowi. Rękawek bardzo szybko zgasł, a Tragarz, za wyjątkiem bramki, był praktycznie niewidoczny. O ile w destrukcji goście radzili sobie bezproblemowo to z kreowaniem sytuacji bramkowych było trudno. Najgroźniejszą akcję w II połowie stworzył rezerwowy … Marcin Siwek, który niedokładnym zagraniem do tyłu puścił w bój Allana, którego szarżę faulem przerwał kapitan gospodarzy Damian Żminkowski. Z dystansu ładnie i celnie uderzali Michalak i Rytko, jednak 19-letni bramkarz Przemysław Rak efektownymi paradami wyłapał futbolówkę. Miejscowych kibiców zdenerwowała zmiana Macieja Gędaja za Jarosława Gołdę. Rezerwowy raził nieporadnością i pasywnością, nic dziwnego, że zmianę powrotną publika przyjęła oklaskami. Rozczarowany takim obrotem sytuacji Gędaj szybko udał się do szatni. Ciekawostką jest fakt, że następcą nieszczęśnika z nr 13 był niejaki Damian Błoński, którego poczynania obserwował ojciec – Wojciech, były koszykarz Śląska Wrocław, reprezentacji Polski, a później radny i dyrektor sportowy piłkarskiego Śląska. Im bliżej końca meczu tym oba zespoły zaczęły preferować ataki z pominięciem drugiej linii. Odpowiednio zareagował trener Fojna, który wprowadzając rosłych zmienników w osobach Damiana Bogacza i Denisa Deca narobił sporo problemów drużynie GKS. W końcówce Mirków nie rzucił się do huraganowych ataków, a bramkę mogli zdobyć wałbrzyszanie. Po kiksie Kamila Mazurkiewicza piłkę przed polem karnym przejął Chajewski, ale szybko został zablokowany. Doliczony czas nie zmienił obrazu ostatnich minut i Górnik jak najbardziej zasłużenie wygrał w Mirkowie 2:1.

wtorek, 16 kwietnia 2019

MKP Wołów rozgromiony

Sobotni mecz piłkarzy Górnika to jedna z organizacyjnych porażek działaczy wałbrzyskich, którzy nie potrafili pogodzić dwóch imprez, których terminy się nakładały. Piłkarskich ligowych meczów jest wiosną'19 jak na lekarstwo, a mimo to, w sobotę 13 kwietnia, wielu kibiców biało-niebieskich wybrało o wiele bardziej prestiżowy pojedynek play-off koszykarzy, który zaczynał się 60 minut po rozpoczęciu zmagań futbolistów. Dlaczego nie doszło do porozumienia, by przełożyć mecz piłkarski (na wcześniejszą godzinę) lub koszykarski (choćby na godz.18.00)? Co więcej, pierwsi kibice, którzy zdecydowali się marznąć na czwartoligowym meczu mocno musieli się zdziwić, że jedyna brama prowadząca na koronę Stadionu 1000-lecia była zamknięta i droga na trybuny prowadziła przez tunel i bramkę z bieżni. Kwadrans przed pierwszym gwizdkiem udało się w końcu opanować problem z kłódką i większość z niewiele ponad setki kibiców, weszła normalnie na trybuny.
Oba zespoły przystępowały do spotkania w nie najlepszych nastrojach. Gospodarze w ostatnim meczu doznali pierwszej porażki w tym sezonie mecz i strata do prowadzącego Śląska II wynosiła aż 10 punktów. Poza tym trener Jacek Fojna nie mógł skorzystać z usług pauzujących za kartki Tomasza Wepy, Damiana Chajewskiego - pewniaków w środku pola. Jako zmiennik Jaroszewskiego w meczowej kadrze debiutował 18-letni bramkarz Patryk Bińkowski. Szymon Stec, etatowy rezerwowy bramkarz doznał w środowym meczu pucharowym w Żarowie kontuzji wykluczającej go z występu ligowego. Z kolei MKP Wołów początek wiosennych zmagań nie będzie miło wspominał, bo dotychczasowe mecze zakończył porażkami i w tabeli wiosny 2019 wyprzedza jedynie Polonię Trzebnica, która również wszystko przegrywa, tyle, że w wyższym stosunku. Wołowianie musieli uznać wyższość m.in. beniaminków z Mirkowa, Żarowa, z którymi czekać będzie ciężka walka o utrzymanie w lidze. Zimą, co prawda prezesem klubu został Robert Sadowski, wcześniej pracujący w Zagłębiu Lubin, ale na efekty pracy przyjdzie jeszcze poczekać. Zimą do Lechii Dzierżoniów odszedł najskuteczniejszy jesienią strzelec Oskar Majbroda, zdobywca 5 trafień. Nie udało się przekonać do gry Patryka Bobkiewicza (Piast Żmigród), który 3 lata temu był w orbicie zainteresowań 3-ligowego wówczas Górnika Wałbrzych szukającego młodzieżowca. W sobotnim meczu trener Piotr Bolkowski ponownie zaprezentował zespół mieszankę młodości z rutyną. Przedstawicielami tej drugiej byli przede wszystkim kapitan, były szkoleniowiec MKP 41-letni Konrad Tabak, czy 37-leni Michał Sikorski, który rywalizował z Górnikiem w przeszłości w barwach MKS Oława, Pogoni Oleśnica i Stali Brzeg. 
Z kolei skład wałbrzyszan musiał zaskoczyć obserwatorów dotychczasowych meczów wicelidera. Wobec braku w środku pola Chajewskiego i Wepy trener Fojna postawił na Daniela Borowca i Jana Rytko. Dla 20-latka ze Świebodzic był to debiut w wyjściowej jedenastce, a wcześniej zaliczył zaledwie 3 epizody wchodząc z ławki rezerwowych.
W podobnej sytuacji co popularny Boro znalazł się Brazylijczyk Allan de Paula, który po raz pierwszy zaprezentował się od pierwszego gwizdka sędziego i był to bardzo obiecujący występ. Praktycznie po 6 minutach gry było już po meczu, bowiem wałbrzyszanie prowadzili już 2:0. Pierwsza ofensywna akcja miejscowych zakończyła się bramką. Akcję rozpoczął i zakończył Borowiec. Piłka trafiła na lewą stronę, gdzie wbiegający Mateusz Krzymiński miękko wrzucił na przedpole bramki Przemysława Harwata, gdzie Borowiec głową otworzył wynik meczu. Kilka minut później Rytko zagrał tym razem na prawą stronę do Mateusza Sawickiego, który łatwo minął rywala i nie dał szans bramkarzowi w sytuacji jeden na jeden. Zziębnięta publiczność rozgrzana została szybko, ale na kolejne bramki przyszło jej jeszcze poczekać. Wałbrzyszanie nie forsowali tempa, ale koronkowe akcje mogły się podobać. Pod obserwacją znalazł się Allan, który oprócz tradycyjnego dla swojej nacji wyszkolenia technicznego, imponował wyszkoleniem, a także zaangażowaniem w grze defensywnej.
Trio strzelców bramek w I połowie dla Górnika:
od lewej Sawicki, Borowiec i Allan.
[foto:walbrzych24.com]
Goście długo nie mogli stworzyć jakiejkolwiek akcji pod bramką Górnika, a Jaroszewski po raz pierwszy piłkę dotknął, gdy otrzymał ją rzuconą przez partnera z autu. Mimo to, bramkarz gospodarzy musi najmocniej uderzyć się w pierś za stratę bramkę - MKP przejął wybijaną piłkę przed polem karnym,a strzał z około 20 metrów wpadł pod rękami właśnie Jogiego do siatki. Goście jednak nie mieli pomysłu, by zepchnąć wałbrzyszan do defensywy, czy nękać szybkimi kontratakami. Z drugiej strony, zastępujący Wepę w roli kapitana, Dariusz Michalak łatwo nawinął sobie obrońcę spokojnie wrzucił, gdzie kapitalnie głową akcję sfinalizował Allan podwyższając wynik na 3:1. Po przerwie wszelkie wątpliwości, o ile ktoś miał, szybko rozwiał Borowiec. Znów koronkowa akcja z lewej strony, znakomite dogranie wzdłuż końcowej linii Allana, a nadbiegający pomocnik Górnika nie miał problemów z wpakowaniem piłki do bramki. Dokonywane zmiany przez Jacka Fojnę nie zdezorganizowały gry, choć zapewne kibice woleliby jeszcze oglądać w akcji brazylijskiego napastnika. W roli egzekutora skutecznie zastąpił go Miłosz Rodziewicz, który po rzucie rożnym głową zdobył piątą bramkę. Dla Rodzyna było to trzecie trafienie w sezonie w roli zmiennika - w całej lidze tyle samo ma na koncie w roli jokera niegrający już w rezerwach Śląska Czech Kamil Vacek i Paweł Gryz z Orła Prusice. Warto również zauważyć, że już dawno Górnik nie zdobył aż 3 goli w jednym meczu po uderzeniach głową - ostatni raz miało to miejsce 26.09.2015, gdy trzecioligowy Górnik rozgromił Budowlanych Lubsko 7:1 Ostatecznego dzieła zniszczenia dokonał Szymon Tragarz, który strzałem zza pola karnego ustalił wynik na 6:1. Szymon zanotował już piąte trafienie w rundzie wiosennej (skuteczniejszy z 7 golami w tym roku jest Bartosz Chabrowski z Piasta Nowa Ruda), mimo to nie znalazł uznania w oczach trenerów Grzegorza Kowalskiego i Jacka Opałki, którzy odpowiadają za dolnośląską  reprezentację na Regions Cup.
Po raz pierwszy od 1 września ostatnie miejsce w tabeli grupy wschodniej opuścił zespół Zjednoczonych Żarów. Piłkarze Macieja Jaworskiego sukcesywnie punktują na własnym boisku, wiosną zdobywając w sumie więcej punktów niż Górnik! W dotychczasowych ligowych meczach w 2019 roku najlepiej prezentuje się Polonia-Stal Świdnica 16 punktów (5-1-0), a za nią:
Śląsk II -15 (5-0-1),
GKS Mirków i Zjednoczeni -12 (4-0-2)
Górnik -11 (3-2-1).
Najgorzej idzie zdobywanie punktów Nysie Kłodzko (1 punkt w 5 meczach), a przede wszystkim wspomnianym wcześniej Polonii Trzebnica i MKP Wołów (komplet 5 porażek). Sensacyjnie zakończył się sobotni mecz w Świdnicy, gdzie Śląsk II zakończył passę  15 kolejnych zwycięstw. Porażka sprawiła powrót do status quo sprzed tygodniowego meczu przy Oporowskiej - lider ma 7 punktów przewagi nad Górnikiem. Różnica polega, że okazji do straty punktów jest coraz mniej - pozostało 9 meczów, a przed rezerwami mecze z Trzebnicą (d), Żernikami, Piastem Nowa Ruda (d), Ząbkowicami, Sokołem Wielka Lipa (d), Bielawianką, Unią Bardo, Nysą (d) i MKP Wołowem.
Przed Górnikiem kolejne mecze, zarówno pucharowe jak i ligowe. Na chwilę obecną są jeszcze szanse na wygranie grupy wschodniej, poza tym optymizmem powiało ze względu na grę, skuteczność zawodników, którzy do tej pory byli w głębokim cieniu bardziej doświadczonych kolegów. 

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Przegrany najważniejszy mecz sezonu Górnika

Biorąc pod uwagę stawkę meczu, to niedzielne spotkanie Śląska II Wrocław z Górnikiem Wałbrzych, dla gości było jednym z  najważniejszych spotkań w obecnym stuleciu. Podobnie jak pamiętne baraże o powrót do 2.ligi w 2016 roku ze stołeczną Polonią, rezultat rywalizacji miał nie tylko sportowy wymiar, ale niebagatelne znaczenie dla przyszłości piłkarskiego Górnika. 3 lata temu powrót na szczebel centralny miał być magnesem dla potencjalnych sponsorów, większej dotacji miejskich, a przegrany dwumecz z Czarnymi Koszulami spowodował powolny upadek odczuwalny do dziś. Po odejściu kluczowych zawodników, braku finansów,by uzupełnić kadrę wartościowymi następcami, Górnik nie był w stanie nawiązać równorzędnej rywalizacji w 3.lidze, co skończyło degradacją do 4.ligi. Obecnie Górnik spłaca długi z przeszłości, ewentualny awans do 3.ligi, podobnie jak 3 lata temu promocja do drugiej ligi, otwierałby ewentualnie drzwi do nowych dobroczyńców,  byłby mocnym argumentem w pozyskiwaniu środków z miasta czy gminy. Brak sukcesu w obecnej, trudnej finansowo sytuacji klubu, stawia duży znak zapytania, co do przyszłości obecnej kadry I zespołu. Trener Jacek Fojna już w minionym sezonie udowodnił, że ma pomysł na zespół, solidnie zapracował na swoje nazwisko i być może latem odejdzie do klubu, który nie tylko da szansę dalszego rozwoju, ale przede wszystkim doceni finansowo. W podobnej sytuacji znajdzie się kilku zawodników, dla których kolejny sezon przy Ratuszowej mógłby być straconych, zwłaszcza, gdyby pojawiły się propozycje gry w trzeciej lidze za większe pieniądze, które funkcjonują w większości czwartoligowych klubów.
W sezonie 2018/19 rywalizacja w 4.lidze dolnośląskiej przypomina z ubiegłego sezonu - dwie ekipy mocno odskoczyły reszcie stawki, między sobą decydując o prymacie w grupie. Rok temu na zachodzie AKS Strzegom bił się nieskutecznie z Apisem Jędrzychowice, a rezerwy Śląska uznać wyższość musiały Foto-Higieny Gać. Przegrani z czerwca'18 w bieżącej kampanii przeżywają istne deja vu - strzegomianie łeb w łeb idą z rezerwami Chrobrego Głogów, a wrocławski team długo musiał oglądać się na wyniki Górnika Wałbrzych. 
Drużyna z Oporowskiej spadła dwa lata temu wraz z wałbrzyszanami z 3.ligi. Od tamtej pory na własnym boisku rozegrała 26 meczów, w których 25 razy schodziła w glorii zwycięzców, a jedyny mecz przegrała 7 października 2017 roku z Foto-Higieną Gać 1:3. Te niepowodzenie miało kluczowe znaczenie na mecie sezonu, bowiem wiosenne zwycięstwo 1:0 w Gaci okazało się niewystarczające i w barażach wystąpił zespół spod Oławy. W bieżącym sezonie Śląsk II uniknął do tej pory wpadek, jakie miały miejsce w poprzednim sezonie i wygrał wszystkie spotkania za wyjątkiem meczu w Wałbrzychu. Górnik przez dłuższy czas przewodził ligowej stawce, ale remisy spowodowały, że pomimo braku porażek ekipa Jacka Fojny traciła dystans do wrocławian. Wiosną Śląsk II rozgromił GKS Mirków 5:0 przy Oporowskiej (choć był to teoretycznie mecz wyjazdowy), ograł ambitnie walczącego wiosną beniaminka Zjednoczonych w Żarowie 4:1, 3:0 u siebie Orła Prusice i 4:0 w Marcinkowicach.  Takie wyniki musiały wzbudzać szacunek. Górnik rozpoczął równie efektownie, bo 3:0 z Sokołem Wielka Lipa, a przede wszystkim 5:1 w Nowej Rudzie. Później w ciągu tygodnia biało-niebiescy stracili aż 4 punkty po dwóch remisach. W Bielawie obijana była poprzeczka, Górnik prowadził 1:0, ale stracony gol w doliczonym czasie gry bolał niemiłosiernie mocno. Tydzień później w Bardzie prawdziwy rollercoster od 1:0, przez 1:2 po wywalczony w samej końcówce remis 2:2. Nadmiar żółtych kartek spowodował, że na megahit sezonu do Wrocławia wałbrzyszanie jechali bez Dariusza Michalaka (ostatniego gracza Górnika, który trafił przy Oporowskiej) i Michała Oświęcimki. Śląsk II w środę poprzedzającą mecz z wiceliderem odpadł z okręgowego Pucharu Polski, ulegając Sokołowi Wielka Lipa 1:2. W tym meczu zabrakło zawodników z bezpośredniego zaplecza I zespołu. Co prawda trener Piotr Jawny w ciągu całego sezonu korzystał z usług Czecha Vaćka, Serbów Srnića i Cotry, Irańczyka Farshada, obrońcy Pawelca, pomocników Dankowskiego, Cholewiaka, Gąski, napastników Szczepana czy Piecha, ale wielkim nadużyciem byłoby stwierdzenie, że to jest główna siła zespołu lidera. W niedzielne przedpołudnie zabrakło jakiegokolwiek z ww. zawodników, dodatkowo urazy wyeliminowały udział w meczu Bartkowiaka i Scaleta - najskuteczniejszych strzelców rezerw.
7 punktów straty - z takim bagażem wałbrzyszanie przystępowali do pojedynku kategorii BYĆ ALBO NIE BYĆ. Co ciekawe nawet zwycięstwo nie gwarantowało sukcesu Górnika, bowiem niwelowało różnice punktową do 4 oczek, by w 10 pozostałych meczach liczyć na komplet zwycięstw przy jednoczesnych potknięciach wrocławian, które po prostu się nie zdarzają w tym sezonie. Goście z Wałbrzycha nie tracili jednak wiary i odważnie rozpoczęli spotkanie. Do Wrocławia wybrało blisko trzy setki szalikowców, którzy zaczęli wchodzić na obiekt około 15 minuty gry. Niestety,nie zobaczyli najlepszego okresu gry wałbrzyszan w całym sezonie. Początek meczu w wykonaniu Górnika był kapitalny. Już po pierwszej minucie goście mieli za sobą dwa rzuty rożne, dwukrotnie od utraty bramki miejscowych ratuje bramkarz Dariusz Szczerbal, rocznik 1995 - nestor zespołu Piotra Jawnego, pozostali zawodnicy są z roczników 1997-2000. Wreszcie w 5 minucie po kolejnym rożnym zamieszanie pod bramką Śląska II, piłka trafia pod nogi Szymona Tragarza, który z bliska otwiera wynik meczu. Szok wśród wrocławskich kibiców mógł szybko minąć, bo po 3 kolejnych minutach powinien być remis, gdy Szymon Krocz minął już Jaroszewskiego, a z pustej bramki na rzut rożny piłkę wybił Sławomir Orzech.
Z czasem wrocławianie opanowali sytuację, mecz się wyrównał, ale i tak najwięcej mówiło się o pracy sędziego Kamila Wieliczko z Jeleniej Góry, którego decyzje zaważyły o losach meczu. Kwadrans po stracie bramki rezerwy Śląska wyrównały. Przysnęli wałbrzyszanie na swojej lewej stronie, 19-letni Bartosz Boruń znakomicie zagrał na siódmy metr, gdzie Krocz przepchał Rytkę i pokonał Jaroszewskiego. 10 minut później mieliśmy pierwszą i nie jedyną kontrowersyjną sytuację w meczu. Sprytne przerzucenie piłki nad wałbrzyskimi obrońcami do wybiegającego Kotowicza przeczytał Jaroszewski, który wybiegł na 10-11 metr. Wybiegł w swoim stylu, kierując się doświadczeniem wysuwając nogę do przodu. Siłą rozpędu zderzył się w biegnącym zawodnikiem Śląska II, a po gwizdku arbitra oczekiwać można było równie dobrze rzutu wolnego dla gości jak i rzutu karnego. Jeleniogórski sędzia postawił na "jedenastkę", którą obronił Jogi odbijając strzał Mateusza Młynarczyka. Ostatni kwadrans I połowy to już okres przewagi optycznej miejscowych, którzy udokumentowali ją golem z kolejnego problematycznego karnego. W 39 minucie po lewej stronie szarżującego przy końcowej linii rywala przytrzymywał lekko Jan Rytko. Gdy rywal wbiegł w pole karne, Janek go już nie dotykał, a zawodnik ani nie stracił piłki, szansy na odegranie, oddanie strzału itp, a mimo to pan Wieliczko przerwał grę dyktując karnego. Decyzja oczywiście zbulwersowała obóz wałbrzyszan, za protesty żółtą kartkę zobaczył Tomasz Wepa, ale zadziwiła również wrocławską ławkę, bowiem gospodarze ze swojej perspektywy nie wiedzieli za co przerwana została gra. Podyktowanie rzutu karnego w takim momencie, w tak ważnym gatunkowo meczu to nie była odwaga, lecz brak doświadczenia. Odwagi, a raczej konsekwencji sędziemu zabrakło już kilkadziesiąt sekund później po drugiej stronie boiska, gdy po dośrodkowaniu Sawickiego staranowany przez obrońców został Miłosz Rodziewicz.
Wrocławian uradował Paweł Kucharczyk,choć jego strzał z 11 metrów wyczuł Jaroszewski. Jogi błysnął jeszcze w 45 minucie, kiedy piękną robinsonadą uchronił Górnika od utraty bramki.
W drugiej odsłonie oczekiwano, że Górnik nie mając czego bronić ruszy frontalnie do ataku, będzie szukał zwycięstwa. Tak się nie stało, bowiem sytuacji pod bramką Szczerbala było jak na lekarstwo.A i kolejnych kontrowersji nie zabrakło. W 52 minucie ładną szybką akcję zainicjował Rytko uruchamiając Tragarza, ten idealnie w tempo zagrał do wbiegającego w pole karne Damiana Chajewskiego (zdjęcie nr 1), który nie był w momencie podania na spalonym. Przy mijaniu obrońcy został przez niego lekko przytrzymywany, stracił równowagę i upadł (zdjęcie nr 2), gwizdek arbitra nie oznaczał rzutu karnego jak w 41' przy drugim karnym, nie oznaczał również odgwizdania próby wymuszenia karnego, lecz ... spalony - o czym świadczy sylwetka pana Wieliczko (zdjęcie nr 3) odwróconego twarzą do środka boiska z ręką podniesioną wysoko:
Za protesty Chajewski zobaczył żółtą kartkę, która oznacza pauzę w najbliższym meczu. Niewiele wniósł do gry Brazylijczyk Allan, ktory zastąpił Rodziewicza. Więcej od Szczerbala pracy miał Jaroszewski. W 62 minucie jedyna w meczu żółta kartka dla Mikołaja Łazarowicza, który w ubiegłym sezonie ustrzelił hat-tricka w barwach Nysy Kłodzko w meczu z Górnikiem. Defensor po dośrodkowaniu z rzutu rożnego pod wałbrzyską bramką ostro potraktował Sawickiego w sytuacji bez piłki. Szukając na siłę argumentów przeciwko sędziemu, można byłoby doszukiwać się w tej sytuacji wykluczenia dla Łazarowicza. W 77 minucie sędzia powinien odgwizdać faul na Młynarczyku, którego ostro zatrzymał Smoczyk. Wieliczko nie widział przewinienia tuż przed polem karnym (na pewno na żółtą kartkę), a poturbowany wrocławski napastnik musiał opuścić boisko. 5 minut później było już jednak po meczu. Orzech niedokładnie próbował zagrać do kolegów, strata, szybka kontra i faul w polu karnym na Izydorczyku. Ponownie Jaroszewski odgadł w który róg strzeli Kucharczyk, ale mocny strzał jest nie do obrony. W końcówce meczu drugą żółtą kartkę za niepotrzebne komentarze decyzji arbitra ogląda Wepa i podobnie jak wcześniej Czesław Zapart musiał udać się wcześniej do szatni.
Emocje wzięły górę - Czesław Zapart i Tomasz Wepa.
[foto: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl]
Śląsk II wygrał zasłużenie, bo strzelił więcej bramek od rywala, ale wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania i jest za wysoki. Wałbrzyszanie byli nie tylko równorzędnym rywalem, ale okresami to oni prowadzili grę, a gdyby Chajewski z Tragarzem, zwłaszcza na początku spotkania, mieli więcej szczęścia pod bramką Szczerbala, to rezultat byłby odwrotny.
Nie miał najlepszego dnia sędzia Kamil Wieliczko, który swoimi decyzjami wyprowadził z równowagi wałbrzyszan. Nadużyciem byłoby napisać, że wrocławianie wygrali dzięki sędziemu. Piotrowi Jawnemu wyboru w napadzie trener Fojna może zazdrościć. Rodziewicz mógł się przekonać ile mu brakuje do piłkarzy, którzy wcześniej grali w CLJ czy mogli trenować z I zespołem grającym w ekstraklasie. Kibice czekają na eksplozję skuteczności Allana, widoczny był brak w II linii walecznego Oświęcimki czy solidnego w defensywie Michalaka. Gdyby doświadczeni Jaroszewski, Rytko czy Orzech lepiej się zachowali przy sytuacjach z karnymi, mogło inaczej się zakończyć. Gdyby...
Po tym meczu we Wrocławiu powoli mogą szykować się do barażu o 3.ligę, natomiast w Wałbrzychu duży niedosyt. Za kilka tygodni nikt nie będzie już pamiętał o pięknej passie bez porażki, o dobrej postawie w meczu z liderem. Liczy się tylko zwycięstwo, a tego Górnikowi zabrakło w niedzielę, choć nie była to mission impossible. Zespół miał swoje szanse, z których wykorzystał zaledwie jedną. Nie bez wpływu na grę pozostawały dyskusyjne, niejednoznaczne decyzje sędziego, które mogły być zinterpretowane w inny, niż w niedzielne południe, sposób. A były to decyzje dla obu drużyn, tyle, że te kluczowe akurat przyniosły bramki dla wrocławian. Rozbici psychicznie Górnicy nie byli w stanie w drugiej odsłonie odwrócić losów meczu.
Co dalej Górniku? Odpowiedź przyniesie już najbliższy mecz z MKP Wołów. Bez wykartkowanych Wepy i Chajewskiego, jak zareagują po utraconej szansie na wygranie 4.ligi? Tak naprawdę to pytań jest więcej dotyczących I drużyny. Czy latem trenerzy i wszyscy piłkarze zdecydują się po raz kolejny powalczyć z Górnikiem o 3.ligę, czy te zadanie spadnie na barki nowej ekipy?

niedziela, 17 marca 2019

Udana inauguracja przy Ratuszowej

Na inaugurację ligową w Wałbrzychu czekano z pewnymi obawami. Zamieszanie związane z kłopotami finansowymi ostatecznie pokazało, że Górnik może liczyć na kibiców, którzy są rozsiani na całym świecie, obojętni na kłopoty klubu nie pozostaje miasto, ani lokalne firmy, choć zapewne wsparcie mogło być większe. Niestety, w głównej mierze aura, bowiem, gdyby była taka jak 24 godziny później, zapewne frekwencja byłaby o wiele lepsza. Wśród kibiców wielu było posiadaczy karnetów, a mimo to kupowali bilety (w tym niżej podpisany). Pewną niepewność wzbudzał również fakt, że trener Jacek Fojna po raz pierwszy przygotowywał zimą zespół seniorów. W przeszłości często bywało, że piłkarze Górnika gorzej spisywali się w rundzie rewanżowej, choć mieli o wiele lepsze warunki do przygotowań niż obecny sztab szkoleniowy. Pomimo kłopotów zespół wicelidera nie opuścił żaden z piłkarzy, którzy trenowali przez ostatnie dwa miesiące razem z Górnikiem. Najbardziej żal Jana Jakackiego, który jesienią powoli przebijał się do I składu, dawał dobre zmiany, ale zimą zdecydował się na trzecioligowca z Gaci. Debiutował w drugiej kolejce, w sobotę wchodząc na ostatnie 25 minut gry. Dominik Woźniak był na początku sezonu nr 1 wśród wałbrzyskich napastników, później z różnych względów, również przez kontuzję, jego sytuacja zmieniła się i wiosnę spędzi na kolejnym wypożyczeniu, po raz drugi w Świebodzicach. Nie będziemy mogli zobaczyć Krupczaka i Winiarskiego, którzy jednak w ligowych meczach nie zagrali nawet minuty. Nowymi twarzami mają być Brazylijczycy, którzy w sobotnie popołudnie wymarzli się na trybunach Stadionu 1000-lecia,bowiem ewentualną grę w Górniku stopuje brak certyfikatów, które ma przesłać brazylijska federacja.
Sokół Wielka Lipa jako pierwszy wiosenny rywal wydawał się niełatwą przeszkodą, bowiem w dotychczasowych spotkaniach z wałbrzyszanami, pomimo braku zdobycia nawet punktu, potrafili postawić trudne warunki, grali skutecznie, a dodatkowo w bieżącym sezonie w delegacjach ani razu nie przegrali! Zespół Marcina Foltyna zimą pożegnał się przede wszystkim skuteczny Kamil Pyzłowski (8 goli jesienią), a także Bagiński, Binkiewicz, a w Wałbrzychu zabrakło rosłych stoperów w osobach Ozgi i Sudoła. Debiutował z kolei pomocnik rodem z Ukrainy Wołodomyr Leshchuck, który w tym sezonie gościł już przy Ratuszowej z GKS Mirków. Największe zagrożenie groziło ze strony duetu napastników  - 37-letniego już Michała Wróbla oraz Artura Kierata. Oni w I połowie powinni solidarnie wpisać się na listę strzelców. Znakomity strzał Wróbla obronił kapitalnie Damian Jaroszewski, a Kieratowi brakowało centymetrów, by po zagraniu z lewej strony dosięgnąć futbolówki i wpakować ją do bramki.
Szymon Tragarz (nr 17) otwiera wynik rywalizacji Górnika
z Sokołem Wielka Lipa.
[foto:walbrzych24.com]
Jacek Fojna z kolei nie mógł skorzystać z pauzujących za kartki Rytko i Oświęcimki. W drugiej linii zadebiutował Damian Bogacz,który wywalczył sobie miejsce w wyjściowej jedenastce po dobrze przepracowanej zimie. Najbardziej wysuniętym zawodnikiem był 19-letni Miłosz Rodziewicz, ale tradycyjnie okazało się, że najgroźniejszą formacją ofensywną biało-niebieskich jest druga linia. Piłkarzem meczu śmiało można nazwać Szymona Tragarza. Filigranowy pomocnik zwłaszcza do przerwy ośmieszał młodziutkiego Adriana Korytkowskiego. Pięknym strzałem w samo okienko otworzył wynik, a później wypracował strzeleckie sytuacje Rodziewiczowi i Bogaczowi, którym niewiele brakło, by wpisać się na listę strzelców. Do przerwy gospodarze prowadzili 1:0, a trener gości Marcin Foltyn postanowił zostawić w szatni nieszczęsnego Korytkowskiego. Na niewiele to się jednak zdało, bowiem roszadę personalną dokonuje również Jacek Fojna. Za Krzymińskiego wchodzi Kamil Młodziński, który gra w pomocy, w miejsce Krzymińskiego w bloku obronnym delegowany zostaje Sawicki, którego z kolei na prawej stronie zastępuje Tragarz. Początek drugiej odsłony meczu również należy do gospodarzy - szarżę Tragarza w polu karnym przerywa faulem Karol Frątczak i decyzja arbitra może być tylko jedna. Podobnie jak w Wielkiej Lipie bramkarza Sokoła pokonuje Dariusz Michalak. Po stracie drugiej bramki goście niemrawo ruszyli do ataku, ale to wałbrzyszanie powinni podwyższyć rezultat. Groźnie strzela Chajewski, Frątczaka z bliska nie może pokonać z kilku metrów Młodziński. Wreszcie w 71 minucie po rzucie rożnym piłka trafia do Tomasza Wepy, który z 25 metrów kapitalnie uderza piłkę, która ląduje w samym okienku bramki rywala. Kapitan wałbrzyszan tym samym zrehabilitował się za swoje bezmyślne zachowanie kilka minut wcześniej, gdy zobaczył jedną z najgłupszych kartek w karierze: gwizdek sędziego, piłka poza boiskiem, a Wepa jeszcze na dawnej bieżni odkopuje bezsensownie futbolówkę. W końcówce trener Fojna daje szansę gry młodzieży, pojawiają się na placu gry Rękawek, Borowiec, Krawczyk i Zaremba. Dla tego ostatniego jest to premierowy mecz w I zespole w tym sezonie, popularny Boryna z kolei zagrał po raz drugi, ale zdążył złapać żółtą kartkę, Rękawek błysnął kilkoma sztuczkami technicznymi, na nim kartkę wyłapał bezradny Wargin. Goście w tej odsłonie nie stworzyli sobie klarownej sytuacji, indywidualne błędy defensorów Górnika szybko naprawiali koledzy z obrony. Końcowy gwizdek sędziego przyjęto pod Chełmcem z ulgą, bowiem po pierwsze mocno zacinający zimny deszcz nie sprzyjał w oglądaniu widowiska, a po drugie wałbrzyszanie dopisali do swojego dorobku 3 punkty, obyło się bez kontuzji.
Przed Górnikiem tydzień prawdy, dwa derbowe, wyjazdowe spotkania, po których strata punktowa do Śląska II może się powiększyć do nie odrobienia. W środę zaległy mecz w Nowej Rudzie, gdzie Piast prowadzony przez Przemysława Malczyka po niespodziewanym triumfie w Trzebnicy aż 3:0 opuścił strefę spadkową. Przed meczem z wiceliderem nikogo w noworudzkim zespole nie trzeba będzie mobilizować, Górnik poradził sobie z Piastem jesienią w Pucharze Polski, który w lidze niezbyt pewnie czuł się na własnym obiekcie - w 9 meczach tylko 2 wygrane i aż 7 niepowodzeń. W sobotę z kolei Bielawianka będzie chciała zrewanżować się za sierpniową przegraną przy Ratuszowej. O potencjale wiosennym może świadczyć wywieziony punkt z ciężkiego boiska w Marcinkowicach, gdzie gola w debiucie zdobył Maciej Aleksiuk, jesienią grający w trzecioligowej Lechii Dzierżoniów.

sobota, 16 marca 2019

300 meczów Damiana Jaroszewskiego

11 marca minęło dokładnie 19 lat od debiutu w ligowym meczu seniorów Damiana Jaroszewskiego. Osiągnięciami boiskowymi popularny Jogi nie ma co się równać do Karweckiego, Jareckiego, Walusiaka, Zięby, Grzywacza, Marszałka czy Wideckiego, ba - grał co najwyżej na trzecim poziomie rozgrywkowym. Ale rozgrywając 300 ligowych meczów dołączył do grona klubowych legend.
Dokładne liczby w wałbrzyskim zespole Damiana przedstawia poniższa grafika, gdzie obok ilości meczów są kolejno - puszczone bramki, mecze z czystym kontem oraz rzuty karne (niewykorzystane przez rywali/suma):
Mecz z Sokołem Wielka Lipa, przed którym zarząd klubu jak i kibice wręczyli jubilatowi okolicznościowe prezenty z okazji trzystu meczów, był spotkaniem nr 301. Górnik, a w sezonie 2000/01 Górnik/Zagłębie, z Jaroszewskim w bramce wygrał 136 meczów, 61 zremisował, a 104 przegrał. Damian przepuścił 318 strzałów, ale w ponad 1/3 występów zachował czyste konto (116 razy).
A to krótki przegląd sezonów Jaroszewskiego w klubie z ulicy Ratuszowej.
Damian jest wychowankiem Skalnika Czarny Bór i wiosną 2000 roku debiutuje w "starej" 3.lidze w Zielonej Górze w meczu przeciwko Lechii. Górnik te spotkanie wygrał 2:1, a debiutanta pokonał Wojciech Pochylski w 86 minucie z rzutu karnego, którego zresztą młodzian był bliski obrony. W tamtym sezonie, w drużynie prowadzonej przez Wiesława Walczaka, Jaroszewski najgorzej będzie wspominał Arkadiusza Miklosika z poznańskiej Warty, który pokonał go zarówno z rzutu karnego jak i wolnego. Najlepszym występem był przeciwko Kotwicy Kołobrzeg (0:0) za który katowicki Sport wybrał go do Jedenastki Kolejki.
2000/01 - wałbrzyszanie przeżywający kłopoty finansowe zmieniają nazwę na Górnik/Zagłębie, ale jesienią zbierają dobre recenzje za ambitną grę. Jaroszewski miałby o wiele więcej występów, gdyby nie kontuzja odniesiona w Zawierciu przed meczem z Wartą. Gdy ją wyleczył nie wrócił do bramki poprzez powrót z Wysp Owczych Waldemara Nowickiego. Wiosną miał gorszy okres - późniejszy reprezentant Polski Andrzej Niedzielan (Chrobry Głogów) pokonuje go bezpośrednio z rzutu rożnego. Gdyby nie kontuzja zapewne przez większość rundy broniłby Rafał Wodzyński. Wałbrzyszanie spadają z 3.ligi, ale Damian trafia do Śląska Wrocław. We Wrocławiu gra głównie w rezerwach, z którymi zresztą przyjeżdża do Wałbrzycha już wiosną'01. W 2002 wypożyczony jest do estońskiej FC Levadii Maardu, z którą zdobywa wicemistrzostwo kraju. W stolicy Dolnego Śląska gra do czerwca 2005 zaliczając spadek z drugiej ligi i awans z trzeciej. W latach 2005-08 zalicza 3 sezony w zielonogórskiej Lechii, by latem 2008 w wieku 26 lat wrócić do Wałbrzycha.
2008/09 - jedyny gracz Górnika Wałbrzych, który zaliczył komplet występów w pełnym wymiarze czasowym. Sezon rozpoczął od passy 508 minut bez puszczonej bramki, później od 11.kolejki zaliczył lepszą serię, która zakończyła się na 534 minutach bez straty gola. Wiosną 2009 obecny szkoleniowiec Jagiellonii Białystok Ireneusz Mamrot powołał go do kadry DZPN przygotowującej się do Regions Cup.
2009/10 - po awansie do 3.ligi opuścił jeden mecz z powodu ślubu, ale był to wyjątkowe spotkanie, bowiem prestiżowy pojedynek z Chrobrym w Głogowie (1:4). W tym sezonie zobaczył również pierwszą żółtą kartkę w wałbrzyskich barwach.
2010/11 - druga liga i ponownie komplet meczów w pełnym wymiarze czasowym.
12.09.2012 Jarocin - Damian Jaroszewski bliski zdobycia
historycznej pierwszej bramki.
2011/12 - w meczu w Żaganiu ogląda za faul taktyczny ogląda pierwszą czerwoną kartkę w barwach Górnika. Po odcierpieniu kary musiał pauzować w spotkaniu z Rakowem, bowiem trener Bubnowicz musiał postawić na młodzieżowca Kamila Jarosińskiego przez kontuzję innego młodzieżowca Mateusza Sawickiego. W 13.próbie obrony rzutu karnego w końcu Jogiemu udaje się obronił uderzenie egzekutora (Szymon Kaźmierowski z Chojniczanki)! Na trzy próby aż dwukrotnie wychodzi obronną ręką, bowiem odbija jeszcze uderzenie Zbigniewa Grzybowskiego (Chrobry). Tygodnik Piłka Nożna dwukrotnie wybiera go do Jedenastki Kolejki.
2012/13 - aż połowę rzutów karnych rywale nie wykorzystują, gdy broni Jaroszewski. który broni strzały Wieczorka (ROW) i Grobosza (Ruch Zdzieszowice), a Bobiński (Ruch) nie trafia w bramkę. Aż trzykrotnie pokonują go rywale z rzutów wolnych - Białożyt (Jarota), Lachowski (Zagłębie) czynią to w doliczonym czasie gry, co oznacza stratę punktu przez Górnika. W Jarocinie z kolei Damian staje przed szansą zdobycia bramki podejmując się wykonania rzutu karnego - jego uderzenie odbija się jednak od słupka.
2013/14 - broni jedną jedenastkę (Okińczyc - UKP Zielona Góra). Przepuszcza aż 4 strzały po rzutach wolnych - najgorzej mu poszło w Bytowie, gdzie z tego stałego fragmentu gry pokonali go Ambroziak i Pietroń. Katowicki Sport trzykrotnie, a Piłka Nożna dwukrotnie wybiera go do Jedenastki Kolejki. Polski Związek Piłkarzy nominował go w kategorii Najlepszy Bramkarz 2.ligi w 2013 roku (ostatecznie wybrali go internauci - 50% głosów), w głosowaniu internautów Gazety Wrocławskiej zajął 15.miejsce w Plebiscycie na Sportowca Dolnego Śląska. W grudniu'13 pojawia się news o zainteresowaniu Damianem Zagłębia Lubin.
2014/15 - sezon spadkowy Górnika, w którym Damian mało zagrał przez kontuzje. Najpierw w pucharowym meczu w Ostrowie Wielkopolskim w Pucharze Polski, kontuzja łokcia na rozgrzewce przed meczem w Kołobrzegu (złamanie nasady dalszej kości ramienia oraz złamanie główki kości ramiennej lewej), kilka dni później diagnoza - złamanie panewki kości w ramieniu.Co ciekawe PZP nominował Jaroszewskiego do plebiscytu na najlepszego bramkarza 2.ligi. W styczniu na zgrupowaniu w Wągrowcu (ściągnięto Kamila Czaplę) Jaroszewski zagrał w sparingu z Jagiellonią Białystok, ale po nim na treningu doznał kontuzji stawu łokciowego. Do pełnego treningu wróci po zabiegu dopiero w sierpniu'15.
2015/16 - po spadku do 3.ligi podstawowym bramkarzem jest Kamil Jarosiński. Jaroszewski gra tylko w Pucharze Polski, a jedyne minuty zalicza w barażowym meczu w Trzebnicy przeciwko KS Polkowice, gdy w 82 minucie kontuzji doznał Jarosiński.
2016/17 - rekordowa liczba puszczonych bramek 49, a mimo to w 1/3 spotkań zachował czyste konto. Zalicza z wałbrzyskim klubem spadek nr 3 w swojej karierze.
2017/18 - w ponad połowie pojedynków z 11 metrów wychodzi obronną ręką, choć rywale potrafią nie wcelować w bramkę. Prześladowcą jest Mateusz Magusiak, który dwukrotnie w barwach Piasta Żerniki i raz jako gracz Sokoła Marcinkowice pokonuje Damiana z rzutu karnego. Ciekawostką jest fakt, że w pucharowym meczu z Boguszowie Gorcach w końcówce meczu wszedł na boisko za Marcina Smoczyka grając w polu.
2018/19 - połowa spotkań zakończona z czystym kontem.
Damianowi życzymy przede wszystkim zdrowia, jak najwięcej zwycięskich meczów, udanych interwencji oraz wychowania godnego następcy, który osiągnąłby więcej niż on sam 😉

środa, 13 marca 2019

Górnik przed startem 4.ligi

Już dawno nie było tak głośno o piłkarskim Górniku Wałbrzych, jak to ma miejsce w ostatnich kilku tygodniach. Gdy pod koniec lutego zarząd klubu ogłosił sytuację finansową zagrażającą funkcjonowaniu I zespołu odezwały się demony przeszłości. Jednak akcja #RazemDlaGórnika szybko się rozkręciła nie tylko w Wałbrzychu, ale i regionie, a także sięgnęła poza granice województwa jak i kraju. Sprzedaż karnetów, przelewy darowizn, akcja ratowania klubu wciąż trwa.
Oczywiście sytuacja nie mogła pozostawać bez wpływu na przygotowania drużyny Jacka Fojny, ale na dzień dzisiejszy zespół jest pełen nadziei przed sobotnią ligową premierą. A oto jak przebiegały zimowe przygotowania Górnika Wałbrzych:
➤7 stycznia - pierwszy trening piłkarzy, kilka dni później test-mecz, w którym sztab szkoleniowy przyglądał się kilkunastu młodym zawodnikom. W tym gronie było 5 Brazylijczyków, spośród których zdecydowano się na dwójkę, która towarzyszyła do finiszu przygotowań. Oczywiście klub tożsamości testowanych nie ujawniał z wiadomych względów. Trener Fojna w wywiadzie dla skibasport.pl ujawnił, że biało-niebieskich będzie mógł wzmocnić tylko jeden z nich. Ostatecznie wybór padł na 21-letniego Allana Cristiana De Paula, o czym kibice mogli się dowiedzieć z związkowego portalu Łączy Nas Piłka. W ojczyźnie grał Korytybie, Paranie, a od ubiegłego roku trenuje w FD Managments Sports - szkółce piłkarskiej, która ma wypromować zawodników w Polsce. Allan latem był testowany przez trzecioligowca i być może latem będzie mu dane zagrać na tym szczeblu, oby miało to miejsce w barwach Górnika Wałbrzych. Z Górnikiem nie trenował Jan Jakacki, który skutecznie przekonał do siebie trenerów trzecioligowej Foto-Higieny Gać.
Trener Jacek Fojna i Brazylijczyk Allan.
[foto:walbrzych24.com]
➪₁LZS Starowice 3:2 (Allan 2, Bogacz)- pierwszy sparing z czwartoligowcem spod Opola, gdzie występuje były gracz Górnika Przemysław Cichocki. W Górniku brakowało Smoczyka, co było szansą dla Michała Zaremby. Nieobecny był również Miłosz Rodziewicz, który brał udział w test-meczu projektu Ty też masz szansę - niestety dla Miłosza, nie znalazł się on w notesie licznych skautów.
➪₂Zagłębie II Lubin 0:3 - jedyny wyjazdowy sparing podczas przygotowań. Zabrakło ponownie Smoczyka, Sobiesierskiego, rekonwalescenta Sawickiego i Rytko. Powrócił do klubu Rodziewicz, ponownie Zaremba na środku obrony, ale wicelider 3.ligi był bezlitosny dla wałbrzyszan. Warto dodać, że trener Adam Buczek wśród najstarszych miał graczy z rocznika 1997, trzech 18-latków, a w bramce wystąpił 17-letni Matoga.
➪₃Żalgiris Kowno 0:1 - niespodziewany mocny sparing partner, który gościł na zgrupowaniu w Aqua Zdroju. Piąta siła litewskiej ekstraklasy miała za sobą dwa mecze z pierwszoligowcami (1:0 z Wartą Poznań i 0:2 z Chrobrym Głogów), a w powrocie do ojczyzny jeszcze gładko ograła Wigry Suwałki 3:0. Wałbrzyszanie tymczasem postawili trudne warunki, mieli swoją szansę Piotra Krawczyka, a gola stracili dopiero w doliczonym czasie gry. Niestety, kontuzji nabawił się Michał Oświęcimka, który już nie zagra w sparingach do końca okresu przygotowawczego.
➪₄Orkan Szczedrzykowice 1:1 (Wepa) - kibice więcej sobie obiecywali po tym meczu, jeśli chodzi o wynik. W meczu pojawili się Smoczyk, Sobiesierski, Kokoszka, Rękawek. Gości prowadzi były ekstraklasowy zawodnik Wojciech Grzyb, który zastąpił Jarosława Gambala. Gambal z kolei został koordynatorem pionu sportowego w Zagłębiu Lubin, ale wciąż gra w Orkanie i w Wałbrzychu pokonał Jaroszewskiego. Bramkę dla biało-niebieskich zdobył uderzeniem z rzutu wolnego Tomasz Wepa.
➪₅Ślęza Wrocław 5:2 (Chajewski 2, Allan, Młodziński, Rodziewicz) - pierwotnie rywalem wałbrzyszan miała być dolnośląska kadra Regions Cup, ale ostatecznie zagrała Ślęza Wrocław prowadzona przez Grzegorza Kowalskiego. Czołowy trzecioligowiec był po ciężkim obozie, a ponadto po zmianach kadrowych, co jest pewnym usprawiedliwieniem na wysoką porażkę. Dla Górnika wygrana nad Ślęzą jest najbardziej efektownym wynikiem przygotowań.
➪₆Kuźnia Jawor 5:0 (Młodziński, Bogacz, Chajewski, Krawczyk, Allan) - przedstawiciel legnickiej okręgówki prowadzony przez doskonale znanego pod Chełmcem Piotra Przerywacza i mający w składzie 40-letniego Rafała Majkę. Górnik w obu połowach zagrał dwoma jedenastkami. Ponownie gol z rzutu wolnego. Cieszy powrót na boisko po jesiennej kontuzji Pawła Tobiasza.
➪₇Górnik II Zabrze 0:2 - po tym jak nie doszedł do skutku mecz z Odrą Ścinawa, wałbrzyszanie, podobnie jak w przypadku Żalgirisu, skorzystali z faktu, że przy Ratuszowej przygotowywał się zespół rezerw Górnika Zabrze. Trzecioligowcy to młody zespół (najstarszy Konrad Zaradny z r.1997, pozostali 1998-2001), ale jedną z bramek zdobył 37-letni asystent trenera Piotra Gierczaka Arkadiusz Przybyła, który w sezonie 2016/17 rywalizował z Górnikiem w 3.lidze w barwach Pniówka Pawłowice Śląskie.
➪⁸Orla Wąsosz 0:0 - czwartoligowiec prowadzony przez byłego obrońcę pierwszoligowego Górnika Wałbrzych Andrzeja Wójcika wydawał się łakomym kąskiem dla biało-niebieskich. Niestety, mecz rozegrano dwa dni po hiobowej dla piłkarzy wieści o kłopotach finansowych. Niepewność, wątpliwości, słabsza dyspozycja - stąd zaledwie bezbramkowy remis.
➪⁹Miedź II Legnica 2:2 (Allan, Rodziewicz) - niepewność jutra, a mimo tego wałbrzyszanie wciąż trenujący i grający w komplecie, również z dwójką Brazylijczyków. Czwarty mecz z trzecioligowcem i pierwszy remis. Do przerwy Górnik prowadzi 2:0, po przerwie coraz więcej do powiedzenia mają rywale, Kamil Reczulski broni rzut karny, ale ostatecznie legniczanie doprowadzają do wyrównania.
➪₁₀Górnik Złotoryja 1:0 (Rodziewicz) - złotoryjanie pauzowali w grupie wschodniej dlatego mogli rozegrać mecz w Wałbrzychu, a dokładniej na Nowym Mieście, gdzie po raz pierwszy wałbrzyszanie mogli sparować na naturalnej nawierzchni.
Reasumując 10 meczów 4 zwycięstwa - 3 remisy - 3 porażki, bramki 17:13. Strzelcy bramek: 5 - Allan, 3-Chajewski, Rodziewicz, 2-Bogacz, Młodziński, 1 - Krawczyk, Wepa.
Czy możemy spodziewać się rewolucji w grze Górnika wiosną? W pierwszych meczach zabraknie wykartkowanych Rytko i Oświęcimki. Sawicki, Tobiasz dopiero dochodzą do pełnej dyspozycji po kontuzji. Mało grał w sparingach Sobiesierski, który wydawało się nie tak dawno, że będzie odgrywał większą rolę w zespole. Oprócz wspomnianego wcześniej Jakackiego na wypożyczenie odeszli Szymon Krupczak (Zjednoczeni Żarów) i Dominik Woźniak (Victoria Świebodzice). W defensywie alternatywą dla doświadczonych obrońców może być Michał Zaremba, który jesienią grał głównie w juniorach. W drugiej linii sporo grali Bogacz czy Borowiec, ale zdecydowanie bliżej składu jest ten pierwszy. Rękawek i Wiśniewski przekonali się, że ciężką pracą na treningach mogą liczyć na grę w 4.lidze. W ataku, gdzie były największe problemy antidotum ma być skuteczność Allana, zapewne na więcej stać Miłosza Rodziewicza, który ma dopiero 19 lat.
Póki co grupa wschodnia stopniowo nadrobiła jesienne zaległości. Rezerwy Śląska skorzystały z okazji, nie dość, że mogli grać wyjazdowy mecz z GKS Mirków na własnym obiekcie to jeszcze sięgnięto po 5 piłkarzy I drużyny (bramkarz Wrąbel, kadrowicze młodzieżówki Dankowski, Gąska, doświadczony Pawelec oraz napastnik Szczepan). Nie może więc dziwić 5:0 i zwiększenie przewagi nad Górnikiem do 6 oczek. W dwóch pozostałych meczach rywalizowały zespoły z okręgu wałbrzyskiego. Polonia-Stal Świdnica ograła Piasta Nowa Ruda 2:1, choć goście prowadzili 1:0. Piasta prowadzi znany w Świdnicy trener Przemysław Malczyk, który wiosną prowadził Zachód Sobótka skąd za sobą ściągnął bramkarza Kokotta i grającego swego czasu w Wałbrzychu Norberta Pierzgę. Znakomity debiut w Zjednoczonych Żarów zaliczył trener Maciej Jaworski, którego podopieczni wygrali w Bardzie z Unią 2:1. W żarowskim zespole zadebiutowało dwóch byłych juniorów Górnika Wałbrzych - bramkarz Gracjan Błaszczyk (jesienią grał w Świdnicy) i Szymon Krupczak. Bardzian prowadził również nowy szkoleniowiec Damian Okrojek, który zmienił Tomasza Zielińskiego.
Jeśli chodzi o przygotowania czwartoligowców z grupy wschodniej to skutecznością imponować mogli wspomniani Zjednoczeni Żarów, którzy dwukrotnie strzelili rywalom po 10 goli (Górnik Nowe Miasto 10:4, MKS Szczawno Zdrój 10:0). Z kolei z trzecioligowcami sparowały zespoły Śląska II (Ślęza Wrocław 4:1,Foto-Higiena Gać 3:2), Orzeł Prusice (Piast Żmigród 1:1, Foto-Higiena Gać 2:5), Sokół Wielka Lipa (Foto-Higiena 1:2,Piast Żmigród 1:1), Sokół Marcinkowice (Foto-Higiena 2:5), Nysa Kłodzko (Ślęza 0:5), GKS Mirków (Ślęza 0:7). Jeśli chodzi i transfery to wyższej ligi trafili: Jan Jakacki (Górnik Wałbrzych →Foto-Higiena Gać), Szymon Kuśnierz (Śląsk II→Lechia Dzierżoniów), Sebastian Zagórski (Orzeł Prusice→Piast Żmigród).Natomiast z trzeciej ligi do czwartej trafili Kamil Mańkowski i Tobiasz Jarczak (Ślęza→GKS Mirków), Patryk Bobkiewicz (Piast Żmigród→MKP Wołów), Maciej Aleksiuk (Lechia→Bielawianka), Łukasz Sakwa, Adam Lasota (Ślęza→Orzeł Prusice), Szymon Krocz (Foto-Higiena→Śląsk II). Oczywiście może się okazać,że w ostatniej chwili doszło do zatwierdzenia kolejnych zawodników, którzy jesienią pożegnali się ze swoimi klubami.

wtorek, 12 marca 2019

Startują kolejne ligi

O ile rozgrywki Lotto Ekstraklasy powoli wchodzą w decydującą fazę rozstrzygnięć - kto będzie walczył o europejskie puchary, a kto o utrzymanie- to dwie kolejne klasy rozgrywkowe dopiero co wystartowały.
Paweł Żyra udanie zadebiutował w
Chojniczance.
[foto:mkschojniczanka.pl]
W Fortuna 1.liga trudno sobie wyobrazić, by promocji nie uzyskał Raków Częstochowa, zwłaszcza, że w pierwszym tegorocznym ligowym starciu ograli Chrobrego Głogów 1:0, a w drugim ograli gładko GKS Katowice. Były rozgrywający Górnika Wałbrzych Rafał Figiel, jesienią pauzował z powodu urazu, a obecnie zaliczył zaledwie epizodzik w pierwszym meczu. O ile Figo w ubiegłym sezonie był pierwszoplanową postacią częstochowian, teraz przegrywa rywalizację z Igorem Sapałą. O drugie miejsce premiowanym awansem będzie walczył ŁKS Łódź z Kamilem Juraszkiem.. Niezbyt udane premiery zaliczyli Paweł Oleksy (pomimo gola w Poznaniu - 3:4 z Wartą, a wcześniej domowa porażka ze Stalą Mielec), Marcin Orłowski i Mateusz Bartków (1 punkt w 2 meczach) a przede wszystkim Dominik Bronisławski (dwie porażki z GKS Katowice). Miłosz Trojak- po jesieni spędzonej w bankrutującym Stomilu Olsztyn stał się podstawowym graczem Odry Opole - wiosną zagrał w 2 z 3 meczów ligowych, a pauzował jedynie za nadmiar żółtych kartek. Z kolei udany debiut w nowej drużynie zanotował Paweł Żyra. Wypożyczony z Lubina do Chojnic pomocnik rozegrał dobre zawody w Niepołomicach, gdzie Chojniczanka wygrała 2:0. Paweł wg InStat Index był jednym z najlepszych zawodników na boisku (piąty wynik ze wszystkich graczy, którzy pojawili się na placu gry), w dodatku zaliczył najwięcej odbiorów i najczęściej próbował dryblingów (choć z 11 prób zanotował 55% skuteczność). Gorzej było już w drugim meczu, gdy w Opolu chojniccy piłkarze polegli aż 0:3. Do Tychów z Legnicy przeprowadził się Mateusz Piątkowski, który w drugim swoim występie (3:1 w Krakowie z Garbarnią) wpisał się na listę strzelców.
W drugiej lidze z wysokiego C rozpoczęli Bartosz Biel i Damian Niedojad, solidarnie trafiając do Jedenastki Kolejki tygodnika Piłka Nożna. Wałbrzyski skrzydłowy zanotował asystę przy jedynej bramce w spotkaniu GKS Bełchatów - Ruch Chorzów. W 2.kolejce wygrana nad Górnikiem Łęczna dała drużynie Biela miejsce nr 3 w tabeli, które na mecie sezonu oznaczać będzie awans do 1.ligi.
Z kolei były goleador Lechii Dzierżoniów Damian Niedojad zagrał znakomite zawody mimo, że nie wpisał się na listę strzelców. W meczu z Siarką Tarnobrzeg zaliczył aż 3 asysty i wypracował rzut karny, jego Rozwój wygrał aż 6:0. Pogromu w Katowicach osobiście nie zaliczył pauzujący za kartki defensor tarnobrzeżan Dawid Kubowicz, który w drugim meczu zobaczył dwie żółte kartki i po raz drugi w tym sezonie zobaczył czerwoną kartkę. Rewelacją rozgrywek jest beniaminek z Torunia, który wiosną wygrał w Rybniku (w końcówce pojawił się na boisku Damian Lenkiewicz), ale u siebie musiał uznać wyższość Resovii (0:1 - w bramce zagrał Michał Nowak).
W miniony weekend trzy z czterech grupy rozpoczęły walkę o ligowe punkty. W grupie III coraz bardziej dramatycznie wygląda sytuacja jedynaka z okręgu wałbrzyskiego Lechii Dzierżoniów. Zespół Zbigniewa Soczewskiego zimą opuściło aż 8 zawodników, w tym kapitan Marcin Buryło. W ich miejsce sprowadzono 2 juniorów Wisły Płock, 2 z Piasta Żmigród, Miazgę z rezerw Miedzi, Kuśnierza z juniorów Śląska, a także dwójkę znaną w Wałbrzychu - bramkarza Majchrowskiego, wychowanka Włókniarza Głuszyca oraz Śmiałowskiego, który wznowił treningi po kilkumiesięcznej przerwie po grze w KS Walim. W pierwszym meczu w Brzegu przeciwko Stali na boisku nie pojawił się jedynie Śmiałowski, który nie załapał się do meczowej kadry. Lechia zagrała słabo, zasłużenie przegrała 0:2 i spadła na ostatnie miejsce. Na chwilę obecną traci już 5 punktów do 15.miejsca, ale biorąc pod uwagę sytuację w 2.lidze, gdzie zagrożonych spadkiem do gr.III 3.ligi jest  kilka zespołów, to utrzymanie może gwarantować dopiero 12-13.miejsce.
Sebastian Surmaj
[foto: Warta Gorzów]
Gorzów Wielkopolski, obok Warszawy, Koszalina, Szczecina, może pochwalić się trzecioligowymi derbami. Zarówno Stilon, jak i o wiele mniej znana, debiutująca na tym szczeblu Warta, wiosną będą walczyć o utrzymanie w lidze. Kalendarz rozgrywek gorzowskim kibicom futbolu zafundował derby w pierwszej kolejce - jesienią był remis (1:1), a wiosną górą był Stilon (1:0), który mimo tego nadal ogląda plecy lokalnego rywala. W Warcie, zmieniając po godzinie gry Kopcia, zadebiutował wałbrzyszanin Sebastian Surmaj, który kontynuuje swoją przygodę w województwie lubuskim, bowiem jesienią grał w czwartoligowej Carinie Gubin, by zimą przenieść się do gorzowskiego beniaminka.
Lubuski duet o utrzymanie będzie walczył m.in. z MKS Kluczbork, który za wszelką cenę będzie chciał uniknąć trzeciego spadku z rzędu. Wiosną, już po raz trzeci w swojej długiej karierze, koszulkę kluczborskiego klubu zakładać będzie 37-letni Bartosz Szepeta. Popularny Szepi jesienią grał w czwartoligowym GKS Przodkowo, zimą zdobył błysnął formą w sparingach MKS, zdobył dwie bramki, w tym jedną po rzucie wolnym. Na inaugurację kluczborscy piłkarze zawiedli, bowiem zaledwie zremisowali 1:1 u siebie z Piastem Żmigród tracąc bramkę w 89.minucie gry. Zaraz po stracie bramki na boisku zameldował się najstarszy na placu Szepeta, ale nie udało mu się odwrócić losów meczu. W Foto-Higienie Gać cały mecz na ławce rezerwowych spędził Jan Jakacki, podobnie jak Dominik Radziemski. Radziem nie brał tym samym aktywnego udziału w pogromie lidera, bowiem Górnik Polkowice został upokorzony na boisku wicelidera Zagłębia II w Lubinie (6:3). Na chwilę obecną polkowiczanie mają dwa punkty przewagi nad rezerwami Zagłębia i aż 9 punktów nad Ślęzą Wrocław, która doznała pierwszej domowej porażki w tym sezonie (0:1 z Ruchem Zdzieszowice).