poniedziałek, 12 listopada 2012

Oświęcimka zadebiutował w 1.lidze.

Na zapleczu ekstraklasy posucha wśród wałbrzyszan. Ostatnie kolejki przyniosły opóźniony debiut w tej klasie rozgrywkowej wychowanka wałbrzyskiej drużyny Michała Oświęcimki. Analizując tabelę 1.ligi ogon należy do najsłabszej bytomskiej Polonii oraz beniaminków wywodzących się z drugiej ligi grupy wschodniej. Brzeski OKS, podobnie jak Stomil Olsztyn nie jest nowicjuszem na tym szczeblu rozgrywek. Organizacyjnie (czytaj finansowo) jest nawet stabilniejszy niż zespół z Warmii. Już w latach 90-tych ligowe sukcesy w ówczesnej drugiej lidze były finansowane przez miejscowy browar, który po latach zrezygnował z finansowania, a potem znów włączył się w aktywne sponsorowanie piłkarzy. Okocimski zdominował całkowicie rozgrywki drugiej ligi gr. wschodniej w ubiegłym sezonie. Przed sezonem udało się przystosować kameralny obiekt do licencyjnych wymogów pierwszoligowych, dokonano kilku transferów i wydawałoby się, że zespół prowadzony przez Krzysztofa Łętochę spokojnie osiądzie w środkowej strefie tabeli. Oświęcimka był do Brzeska wypożyczony z Opalenicy wraz z kilkoma kolegami. O ile w sezonach drugoligowych atutem Michała był wiek młodzieżowca to o ewentualnej przydatności w 1.lidze miała decydować forma piłkarska. Przed sezonu ze sztabu trenerskiego poszedł mocny sygnał o angażu wszystkich wypożyczonych graczach z Opalenicy, w tym Oświęcimki. Niestety, w przedsezonowym sparingu z Sandecją Nowy Sącz Michał doznał kontuzji barku, która wyeliminowała go na kilka tygodni. Początek ligi to zwycięstwo w Łęcznej 2:1 i domowy remis z Kolejarzem, ale później 4 kolejne porażki pokazały Piwoszom miejsce w ligowym szeregu. Uraz wałbrzyszanina zbiegł się z kontuzjami innych graczy (Smółka, Trznadel, Pawłowicz). Przełomem miała być wizyta słabiutkiej Polonii, ale Okocimski dopiero w 90 minucie uratował remis! Później były 2 porażki i 5 meczów bez przegranej (4 remisy i 1 zwycięstwo w Katowicach). Przekleństwem okazuje się być obiekt w ... Brzesku. Przeciwko Stomilowi po 10 minutach gospodarze prowadzili 3:0 by zaledwie zremisować 3:3! W wyjazdowym meczu w Ząbkach z Dolkanem, w 15.kolejce wreszcie na pierwszoligowe boiska wybiegł Michał Oświęcimka.
Michał Oświęcimka (z lewej) w meczu z ŁKS.
W 77 minucie zmienił on Pawła Pyciaka, ale nie udało mu się odwrócić losów meczu - wygrali gospodarze 1:0. Na Mazowszu Piwosze zobaczyli 5 żółtych kartek, co aż w czterech przypadkach (Jacek, Jeriomenko, Łytwiniuk, Zaniewski) oznaczało przymusową pauzę. Sportowe dzienniki (Przegląd Sportowy, Sport) przez cały tydzień awizowały Oświęcimkę w I składzie. Tymczasem w sobotnim meczu z ŁKS Łódź wychowanek klubu z Ratuszowej usiadł na ławce rezerwowej. Dziewiąty mecz w Brzesku miał Piwoszom przynieść długo wyczekiwane domowe zwycięstwo. Tymczasem niedawny pucharowy przeciwnik Górnika Wałbrzych okazał się twardym orzechem do zgryzienia. Po przerwie wystarczył celny strzał rosłego Grzegorza Więzika by goście z Łodzi objęli prowadzenie, którego nie oddali do ostatniego gwizdka sędziego. Trener Krzysztof Łętocha, którego posada w OKS jest mocno zagrożona, dał szansę zaprezentowania się przed brzeską publiką Oświęcimce. Michał wg relacji meczowych rozruszał nieco poczynania Piwoszy, ale nie udało mu się odwrócić niekorzystnego przebiegu meczu. Katowicki Sport 27-minutowy pobyt na boisku wycenił na słabiutką "3" w skali 1-10. Czy w ostatniej kolejce w Poznaniu przeciwko Warcie Oświęcimka dostanie więcej minut do zaprezentowania się?

środa, 7 listopada 2012

W drugiej lidze 3-1 z beniaminkami

Osoba czy też program układający terminarz drugiej ligi na obecny sezon sprawił, że wałbrzyski Górnik w ostatnim okresie spotykał się kolejno ze wszystkimi beniaminkami po kolei. Wyjazdowe potyczki to nie tylko premierowe boje z Gryfem i Lechem, ale jednocześnie najdalsze wyjazdy na północ i na wschód w całej grupie zachodniej. Z kolei mecze z Rozwojem i MKS Oławą mają już swoją nie tak krótką historię.
G.Niciński (z prawej) teraz zasiada tylko na trybunach.
Pierwszym nuworyszem, który stanął naprzeciw piłkarzy Górnika Wałbrzych był Gryf Wejherowo, który podobnie jak biało-niebiescy w kraju dali się poznać jako rewelacja pucharowa. W ubiegłym sezonie wówczas trzecioligowcy doszli aż do ćwierćfinału, gdzie musieli uznać wyższość Legii Warszawa. Mimo przegranego dwumeczu piłkarze trenowani przez Grzegorza Nicińskiego pozostawili po sobie pozytywne wrażenie. Siłą rozpędu Gryf wygrał 3.ligę, a latem gdańska Lechia testowała dwóch graczy - Kostucha i Gicewicza. Jak się okazało drugoligowa rzeczywistość okazała się dosyć surowa dla wejherowian, bowiem miano "rewelacyjnego beniaminka" dzierżyła inna drużyna. Zespół na pewno w zasięgu Górnika, ale w bezpośrednim meczu górą byli niedawni trzecioligowcy za sprawą bramki Michała Fidziukiewicza, który swego czasu ocierał się o ekstraklasę w Jagiellonii Białystok. Ciekawostką jest fakt, że w spotkaniu z wałbrzyszanami Gryfa nie prowadził twórca największych sukcesów w historii klubu - Grzegorz Niciński. Popularny "Nitka" nie jest postacią anonimową w polskiej piłce, bowiem grał m.in. w szczecińskiej Pogoni (gdzie strzelał gole drugoligowemu KP Wałbrzych), krakowskiej Wiśle, Zagłębiu Lubin czy Arce Gdynia. Najgorzej wspomina pobyt na Dolnym Śląsku, który przyniósł oskarżenia korupcyjne, wzrok i dyskwalifikacje. Klub po ogłoszeniu dyskwalifikacji przez PZPN postanowił rozstać się z dotychczasowym trenerem. Dla niektórych to wydać się może dziwne, ale w wielu przypadkach z wyroków ogłoszonych w PZPN niewiele sobie ukarani robią. Brazylijczyk Hermes z powodzeniem po ukaraniu grał w Jadze, Polonii Bytom i Zawiszy, w Miedzi Łobodziński czy w ... Gromie Witków Jarosław Solarz, który dodatkowo jest menedżerem. W Wejherowie nie bawili się w odwoływanie, czekanie na kolejne wyroki kolejnych instancji - po prostu oczyścili atmosferę wokół klubu, jednocześnie zapewniając o pełnym zaufaniu do Nicińskiego.
Wałbrzyskie zwycięstwo nad Rozwojem Katowice było przełomowe dla Górnika nie tylko po serii ligowych niepowodzeń. Ponad dekadę temu katowiczanie w ówczesnej 3.lidze dwukrotnie ograli Górnik/Zagłębie Wałbrzych. W Rozwoju grali wtedy m.in. późniejszy jednodniowy kadrowicz Marcin Radzewicz, uczestnik europejskich pucharów w GKS Katowice Arkadiusz Szczygieł jak i obecny kapitan zespołu Rafał Lis, który dopiero wchodził do zespołu. Tamten dwumecz ze strony wałbrzyskiej mógł pamiętać jedynie Marek Wojtarowicz. O wiele świeższym wspomnieniem dla obu ekip był pucharowy pojedynek z ub.roku kiedy to katowiczanie pod szyldem rezerw po dogrywce pokonali Górnika 5:2. Tamtą wstydliwą klęskę na pewno zapamiętali Jaroszewski, Orzech, Wepa, Sawicki, Zinke czy Matuszak. Łącznikiem pomiędzy tymi trzema etapami rywalizacji katowicko-wałbrzyskiej jest wspomniany wyżej Lis, który akurat przy Ratuszowej zawalił jedyną bramkę meczu. Rozwój to solidna drużyna grająca twardo, co ciekawe w tej rundzie oprócz meczu z Górnikiem przegrali z Kluczborkiem i z trójką pozostałych beniaminków. O nieobliczalności drużyny prowadzonej przez Mirosława Smyłę boleśnie przekonali się u siebie m.in. Chrobry, Polkowice czy Sosnowiec.
Rypiński Lech w przedsezonowych opiniach miał najniższe notowania wśród "ekspertów". Tymczasem zespół miał prawdziwe wejście smoka na drugoligowy poziom. Do połowy października beniaminek wszystkie 5 wyjazdowe mecze zakończył zwycięstwami, a były to wizyty na ciężkich, niegościnnych boiskach m.in. w Bytowie czy Kaliszu. Gorzej wiodło się u siebie, gdzie potknięcia tłumaczono wypadkiem przy pracy. Jak tu nie wierzyć w magię pechowej trzynastki - pewnie wielu pomyślało w Rypinie. 13 października MKS Kluczbork wygrał z Lechem i to na jego boisku aż 3:0, potem była wizyta w Rybniku, gdzie Energetyk ROW wygrał 4:0 i zepchnął beniaminka z fotelu lidera. Wtedy na Kujawy przyjechał wałbrzyski Górnik, który przed meczem skazany był na porażkę. Rzeczywistość okazała się całkiem odmienna - gładkie 3:0 dla piłkarzy Roberta Bubnowicza. Po następnej klęsce Lecha w Częstochowie (0:5) zaczęły wychodzić na światło dzienne przyczyny słabej formy rypinian. Trener Sławomir Suchomski, który w przeszłości rozegrał wiele lat w ekstraklasie, w łódzkim Widzewie i niemieckim TSV Havelse grał razem z Marcinem Morawskim, a nie tak dawno w Promieniu Opalenica z Mateuszem Sawickim, wyjawił w prasie, że piłkarze po nieotrzymaniu na czas październikowej wypłaty zaprzestali treningów i na mecz wyszli całkowicie nieprzygotowani! Zganił swoich podopiecznych za brak profesjonalizmu, okazanie braku szacunku dla niego, bowiem jak się okazało Suchomski był jedynym, który pojawiał się na treningach. Jeśli wierzyć, że opóźnienie zaledwie z jedną wypłatą spowodowało taki krach w Lechu (4 mecze 0 punktów i 0-15 bramki!) to nic dobrego w tym składzie osobowym rypinianie nie ugrają. Trener dostał zresztą od klubu ultimatum - dwa ostatnie mecze jesieni mają zakończyć się zwycięstwami inaczej dymisja. Zawsze łatwiej podziękować trenerowi niż kilku zawodnikom. Z drugiej strony czytając takie historie należy docenić profesjonalizm, charakter wielu innych drużyn, nieopłacanych przez klub.
Spotkanie Górnika z MKS Oława media nazwali "małymi derbami Dolnego Śląska". Na pewno większą oprawę, w tym medialną ma np. pojedynek wałbrzyszan z Chrobrym Głogów, ale spotkania z Oławą mają długą historię. Kluby rywalizowały na zapleczu ekstraklasy, gdzie oławski klub był Moto-Jelczem jak i JZS. Potem KP Wałbrzych walczył o powrót do drugiej ligi z Moto Anną Oławą, w której wypromował się późniejszy gracz ekipy z Ratuszowej Dariusz Zawalniak. Również w czwartej lidze były zacięte boje wałbrzysko-oławskie.  W wielkanocną sobotę 2005 MKS przegrał przy Ratuszowej z Górnikiem/Zagłębiem 0:1 po dość problematycznym karnym wykonanym przez ... Bubnowicza. Wówczas oławianie walczyli o awans do 3.ligi - zabrakło do tego właśnie 3 punktów. Wreszcie 2007/08 to klęska wałbrzyszan w Oławie aż 0:4 po której rezygnuje Ryszard Mordak i I trenerem zostaje Robert Bubnowicz. Niestety, jak się okazało dopiero w sobotę górnicy pod wodzą "Buby" po raz pierwszy pokonali pod Chełmcem oławian. Wcześniej, zarówno w 4. jak i w 3.lidze niespodziewanie górą byli goście, dla których były to pierwsze ligowe triumfy w Wałbrzychu w pojedynkach z Górnikiem. MKS wygrał 3.ligę bez problemów, choć nerwy pojawiły się na finiszu na własne życzenie, gdy niebezpiecznie zbliżył się Promień Żary.
Klan Gancarczyków: Waldemar, Mateusz, Marek, Andrzej i Krzysztof.
Głównym motorem napędowym był wówczas Gwinejczyk Mohamed Donzo (9 goli), który nie dogadał się z działaczami i obecnie gra w Wieluniu. Piłkarze Sebastiana Sobczaka do tej pory wygrali ledwie trzykrotnie, w tym dwa razy na wyjeździe. O ile najwięcej bramek strzela kapitan Jakub Kalinowski z karnych czy upomniany w Wałbrzychu czerwoną kartką Dawid Lipiński to i tak w kontekście Oławy mówi się o klanie Gancarczyków. Janusz i Marek zabłysnęli w Śląsku za kadencji Tarasiewicza (jeszcze szybciej zgaśli - Janusz pokazujący się swego czasu w wałbrzyskiej halówce odsunięty od treningów w Lubinie, a Marek nie dość, że kontuzjowany to i zdyskwalifikowany za korupcję w czasach gry w Polkowicach). W macierzystym klubie wciąż grają: Krzysztof, Mateusz i Waldemar w pomocy. Najlepiej z tego kwartetu zapowiadał się Krzysztof, który na sezon opuścił MKS grając w Czarnych Żagań. Był jeszcze 31-letni Andrzej jako jedyny z klanu grający w obronie, ale obecnie gra w Burzy Chwalibożyce (A klasa). Krążą plotki, że MKS może po zakończeniu dyskwalifikacji Marek zasili zespół. Na pewno wzmocnienia są pożądane, bo gra i wyniki pozostawiają wiele do życzenia. Aż 5 meczy z 8 w Oławie zakończyły się porażkami. Być może zimą wzmocnią piłkarze z Młodej Ekstraklasy Śląska Wrocław. Na chwilę obecną, niestety dolnośląski beniaminek jest najsłabszy z kwartetu zwycięzców trzeciej ligi.
Wałbrzyszanie trzema kolejnymi zwycięstwami oddalili się od strefy spadkowej, do której niebezpiecznie zbliżyli się. Wciąż trzeba pamiętać, że ilość spadkowiczów uzależniona jest od spadkowiczów z 1.ligi, a tam wydaje się być pewniakiem bytomska Polonia. Przełamał się Adrian Moszyk, który do tej pory w 2.lidze trafiał jedynie w meczach z Zagłębiem Sosnowiec. Mecz z MKS pokazał, że można również grać bez Dawida Kubowicza. Dwa ostatnie spotkania z Calisią i Chrobrym zapowiadają się ciekawie. W Kaliszu w świetle jupiterów będzie próbą nerwów zwłaszcza dla Marcina Morawskiego - napiętnowanego przez media po ostatnim meczu, kiedy złamał nogę bułgarskiemu obrońcy Calisii. Natomiast derby z Chrobrym to okazja do pokonania głogowian, którzy na pewno przed rundą liczyli na więcej niż obecne 13.miejsce.

sobota, 27 października 2012

Łasicki zagrał w Napoli !

Neapol przez długie lata kojarzył się głównie z Wezuwiuszem, cosa nostrą. Sytuacja zmieniła się w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Genialny Argentyńczyk Diego Armando Maradona za rekordową wówczas sumę 12 milionów dolarów zamienił FC Barcelonę na SSC Napoli.  Popularni Azzurri głównie za jego sprawą wygrali Serie A w 1987 dorzucając do tego Copa Italia. Sukces ten powtórzyli w 1990, a w międzyczasie sięgnęli po Puchar UEFA w 1989. W 1990 w Neapolu gościli również uczestniczyli włoskiego mundialu. Później nadeszły gorsze czasy, z degradacją włącznie. Obecnie Napoli jest na fali wznoszącej, broni Pucharu Włoch, jest w ścisłej czołówce tabeli.
Napoli przed meczem z Catanią. Łasicki u góry drugi z lewej.
Zespół z Neapolu wśród polskich fanów futbolu kojarzony szerzej był już od połowy lat 70-tych. W sezonie 1976/77 wrocławski Śląsk osiągnął największy sukces w europejskich pucharach - dotarł w Pucharze Zdobywców Pucharów do czołowej ósemki tejże rywalizacji i odpadł właśnie z Włochami. 02.03.1977 na wypełnionym przez 40 000 widzów Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu nie padła żadna bramka, by dwa tygodnie później na słynnym Stadio San Paolo gospodarze po golach Massy i Chiarugiego pewnie wygrali 2:0 i awansowali do półfinału. W tym historycznym dla Sląska dwumeczu zagrali również gracze związani z Wałbrzychem - Zygmunt Garłowski, Tadeusz Pawłowski i Józef Kwiatkowski.
Pierwszym Polakiem, który miał założyć błękitną koszulkę Azzurrich był Tomasz Jodłowiec. Obecny defensor Śląska był na celowniku Włochów za czasów gry w stołecznej Polonii. Latem tego roku neapolitański klub sięgnął po młodego gracza Zagłębia Lubin Igora Łasicki. Łasicki urodził się w Wałbrzychu a pierwsze treningi odbywał w Gorcach, a później przeniósł się do wałbrzyskiego Górnika. Zauważony przez skautów Zagłębia przeniósł się do Lubina skąd trafił do kadry. W tym roku, po wielu latach medalowej posuchy kadra U-17 z Igorem w podstawowym składzie odpadła dopiero w półfinale w mistrzostwach kontynentu w Słowenii. Był jednym z niewielu, których komplementowali zagraniczni obserwatorzy. Po mistrzostwach Włosi z Napoli zdecydował się na roczne wypożyczenie Łasickiego z Zagłębia. Szlak z Lubina na Półwysep Apeniński przetarł rok wcześniej Piotr Zieliński, który trafił do Udinese.
Igor trenuje w Neapolu na przemian z pierwszym zespołem i młodzieżową ekipą grającą w odpowiedniku naszej Młodej Ekstraklasy. Włoska Primavera ma uznaną renomę nie tylko w swoim kraju, ale i w Europie. Stamtąd wielu młodych graczy później gra w Serie A. U nas Młoda Ekstraklasa wypromowała zaledwie zawodników, a w większości przypadków piłkarze później ginęli w przeciętności w niższych ligach seniorów. W Italii jest inny system rozgrywek niż w Polsce: rozgrywki są kilkufazowe, najpierw rywalizuje 52 zespoły podzielone na trzy grupy, później jest dwurundowa faza play-off, która wyłania najlepszą ósemkę rywalizującą w systemie pucharowym o ostateczny triumf. Młodzieżowe mistrzostwo Włoch ma bogatą historię, sama rywalizacja zwana Campionato Nazionale Primavera - Trofeo Giacinto Facchetti rozpoczęła się na początku lat 60-tych. Napoli do tej pory triumfowało tylko raz - w 1979 roku. W tym roku Napoli rywalizuje w grupie C, gdzie oprócz słynnych marek z Rzymu (Roma, Lazio) grają anonimowe dla polkiego kibica ekipy Juve Stabia, Lanciano czy Ternana. Następcy Maradony czy Hamsika w tym sezonie
Igor Łasicki po udanym debiucie z Catanią.
 prowadzą w swojej grupie po 7.kolejkach. A fotel lidera dało zwycięstwo odniesione  u siebie z Catanią 2:0. 20.10.2012 Neapol żył przede wszystkim meczem lidera Serie A z wiceliderem - Juventus pokonał pewnie Napoli 3:0 i odskoczył na trzy punkty. Jednak ten dzień na długo w pamięci pozostanie polskiemu obrońcy. Po raz pierwszy wybiegł w składzie młodego Napoli. Zwycięstwo musi cieszyć, zwłaszcza, że blok defensywny, w którym Igor grał nie dopuścił do utraty bramki. Neapolitański serwis iamnaples.it ocenił Łasickiego na 6,5 w skali dziesięciostopniowej. Wyżej oceniono tylko 4 kolegów, w tym strzelca obu goli Roberto Insigne. Uzasadniając ocenę można przeczytać, że Igor wytrzymał ciśnienie związane z debiutem, dobrze grał w powietrzu i pewnie blokował i powstrzymywał napastników Catanii. 27.10. ósma kolejka Primavery, w której Napoli na wyjeździe zagra z dziesiątą Vicenzą, która do tej pory nie potrafiła wygrać na swoim boisku,

środa, 24 października 2012

Maciejak zadebiutował w Niemczech

Roman Maciejak ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Pochodzący spod Jeleniej Góry napastnik zabłysnął skutecznością kilka sezonów w drugoligowej wówczas Nielbie Wągrowiec co stało się przepustką do ekstraklasowego Piasta Gliwice. W debiucie gol strzelony Lechowi Poznań dawał nadzieje na eksplozje nieprzeciętnego wydawałoby się talentu. Tymczasem od tamtej pory talent Romana najbardziej podziwiany jest na filmikach zmontowanych w serwisie youtube. Przygoda z Piastem nie potoczyła się tak jakby sobie Maciejak wymarzył - nie tylko nie wywalczył podstawowego miejsca w składzie, ale z zespołem spadł z ligi, szybko poszedł w odstawkę, a na koniec nie mógł znaleźć sobie nowego klubu. Przyjście do Górnika Wałbrzych miało być trampoliną na zakręcie jego kariery, ale się nią nie stało. W poszczególnych meczach potrafił błysnąć niekonwencjonalną sztuczką techniczną, dobrą grą ciałem, ale oczekiwano od niego nieco więcej - po prostu, żeby strzelał bramki. Pięć goli w ciągu dwóch sezonów to dorobek nie rzucający na kolana. Już po pierwszej rundzie Robert Bubnowicz Maciejakowi podziękował, by ponownie wyciągnąć do niego rękę po kilku meczach, które zakończyły się porażkami Górnika. W czerwcu tego roku wiadomo, że wałbrzyszan nie stać będzie na Maciejaka, a i Roman nie będzie zainteresowany promowaniem się w drugiej lidze. Tyle, że zespoły z wyższych lig po niego się nie zgłaszały. Pojawiła się notka o testach w 2.Bundeslidze, ale bliżej było we wrześniu Romanowi do występów w drugiej lidze gr. zachodniej. Zaczął trenować w Jarocie Jarocin, gdzie w grze wewnętrznej (8:0 I zespołu z juniorami) strzelił gola. W październiku podpisał kontrakt z SV Waldhof Mannheim. Zespół gra w czwartej lidze - Regionalliga SudWest i obecnie jest na trzecim miejscu z 3 punktami straty do drugiego zespołu (rezerwy Hoffenheim) i 6 do prowadzącego SV Elvesberg.
Kilka dni po newsie o podpisaniu kontraktu z klubem Roman z nowym klubem pojechał do jednego z najsłabszych zespołów ligi SG Eintracht II Frankfurt, opartego na młodzieżowców słynnego zespołu z Bundesligi. Na Frankfurter Volksbank-Stadion zasiadło półtora tysiąca widzów, w tym kolorowa grupa fanów z Mannheim. Trener gości Hollich posadził polskiego napastnika na ławce rezerwowych. Do przerwy nowi koledzy Maciejaka prowadzili 2:0, po celnych strzałach graczy drugiej linii (Gallego i Wagner), po kwadransie gry odżyły nadzieje miejscowych po kontaktowym golu Wille, a po 5 minutach humory gospodarzy są zgoła w odmiennym stanie. Najpierw trzeci gol autorstwa Dautaja, a za chwilę za drugą żółtą kartkę z boiska wylatuje Mark Schaeffer.
Roman Maciejak dostał swoją szansę w 86.minucie zmieniając strzelca trzeciej bramki.  Nie zdołał wpisać się do protokołu jako strzelec bramki, ale początek został zrobiony. Wielu niedowiarków przewidywało, że Roman w ogóle nie znajdzie sobie klubu, a jak już podpisał kontrakt z niemieckim klubem to szybko nie wstanie z ławki rezerwowych lub będzie grywał w rezerwach.
Roman Maciejk (Mannheim)
 Teraz Mannheim podejmować będzie rezerwy innego klubu z Frankfurtu - FSV. Czy Maciejak dostanie szansę debiutu na swoim stadionie przekonamy się w sobotnie popołudnie.
Z kolei Adrian Mrowiec, któremu nie wypaliła przygoda z RB Lipsk odnalazł się również blisko granicy polsko-niemieckiej - w Chemnitzer FC. Trzecioligowy klub obecnie zajmuje miejsce w środku stawki - 9.miejsce z 6 punktami straty do trzeciej Arminii Bielfield, która jest na miejscu barażowym. Mrowiec jest jednym z 3 obcokrajowców (obok Ukraińca Makarenko i Chorwata Landeki), gra w podstawowym składzie i jeśli chodzi o noty wystawiane przez dziennikarzy Kickera to tylko 4 kolegów ma lepszą średnią. Do tej pory zagrał 6 pełnych meczy, w których zobaczył dwie żółte kartki.
Na najwyższym szczeblu rozgrywek poza granicami naszego kraju występuje z wałbrzyszan jedynie Tomasz Gruszczyński, który latem zasilił Progres Niedercorn. Strzelający przed laty seryjnie bramki Tomasz dopiero swoje konto bramkowe otworzył w 9.kolejce, w ostatni weekend trzykrotnie trafiając do siatki w meczu z FC Etzella Etterbruck. Być może jeszcze się rozstrzela polski napastnik i jego gole pozwolą wydźwignąć Progres z dalekiej 12.lokaty.
Na zapleczu norweskiej ekstraklasy z Alta IF ku spadku zmierza Łukasz Jarosiński, który od dłuższego czasu nie broni. Na początku sierpnia bronił w dwóch niezbyt udanych dla siebie i zespołu meczach (0:3 z Ullensaker/Kisa i 0:4 z Kongsvinger), w których dodatkowo ukarany był żółtymi kartkami a po tym zniknął ze składu Alta. Najprawdopodobniej po spadku z Adeccoligaen będzie musiał zespół i szukać nowego klubu.
Ciekawe kiedy/czy w ogóle zadebiutują we Włoszech Igor Łasicki (kiedyś juniorzy Górnika teraz SSC Napoli) czy Patryk Parol (wych. UKS Baszta, a dziś Chievo Verona), którzy mają dobrą markę wśród juniorów na Półwyspie Apenińskim.

niedziela, 7 października 2012

Druga liga ligą serii

Zbigniew Smółka jest drugoligowym szkoleniowcem, który w trzech sezonach prowadził trzy różne zespoły w meczach z Górnikiem Wałbrzych. Spotkania wałbrzyszan z Czarnymi Żagań, MKS Kluczbork czy Jarotą Jarocin nie zapadły szczególnie w pamięci obserwatorów, piłkarzy, sam Smółka nie jest zaliczany również do wyróżniających się trenerów na tym szczeblu rozgrywek. Ani pod względem wyników, ani pod względem zachowania w czasie jak i po meczu. Jednak jego jedna z opinii na temat rozgrywek drugoligowych jest bardzo trafna: druga liga jest ligą serii. Pod Chełmcem najpierw liczono wyjazdowe mecze bez punktu, potem mecze bez straty punktu, niewykorzystane rzuty karne, a teraz w kolejnym meczu wałbrzyszanie tracą bramkę w doliczonym czasie gry.
To samo jednak dotyczy innych drużyn - kilka meczów z rzędu pozwalają przesunąć się w górę tabeli lub niebezpiecznie zakotwiczyć w dolnych rejonach tabeli. Nikt nie chce brać powtórzyć serii toruńskiej Elany, która do tej pory nie mogła się cieszyć z kompletu punktów, pierwszą i jak do tej pory jedyną bramkę strzeliła w 10.kolejce. Również podopieczni Roberta Bubnowicza znaleźli się na cenzurowanym na początku września, jeśli chodzi chodzi o skuteczność na wyjazdach. Na szczęście te fatum zostało pokonane w Zdzieszowicach, gdzie miejscowy Ruch w tym sezonie o wiele lepiej radzi sobie poza własnym stadionem. Mimo pięknego gola Grzegorza Michalaka i kilku efektownych akcji wałbrzyszanie sami prokurowali zagrożenia pod własną bramką. Na szczęście popularne "Zdzichy" mieli taki niefart w spotkaniu z Górnikiem, że nawet dwa rzuty karne nie zostały zamienione na bramkę.  W spotkaniu z Turem Turek również nie było spacerku, zwycięstwo zapewnił gol niezwykle skutecznego w pucharowych meczach Dariusza Michalaka, ale rzutu karnego nie strzelił Adrian Moszyk. Adek z 11 metrów trafiał w ubiegłym sezonie w A-klasowych rezerwach, w tym sezonie trafiał w PP - czuł się pewnie by w końcu strzelić w lidze, ale jego uderzenie stało się łupem Michała Kolby, który w lipcu stał się koszmarem egzekutorów karnych MKS Kluczbork. W pucharowym meczu w Turku Kolba najpierw obronił jedenastkę w regulaminowym czasie gry (Deja), a serii karnych nie dał się pokonać Orłowiczowi, Kumcowi i D.Kaczmarkowi !
Trzeci zwycięski mecz Górnika przyniósł kolejne czyste konto Jaroszewskiego. Wspomniana wcześniej Elana przed meczem z wałbrzyszanami pożegnała trenera Grzegorza Wędzyńskiego, którego zastąpił Roberta Kościelak. Wcześniejsze niepowodzenia ekipy z miasta Kopernika tłumaczone były problemami kadrowymi, bowiem po kilku rozegranych kolejkach mogli być zatwierdzeni nowi gracze , w tym byli gracze Olimpii Grudziądz. Jak pokazał mecz z Górnikiem jak i kolejne przegrane mecze problem torunian tkwił gdzie indziej. Mecze w Toruniu dla piłkarzy Bubnowicza zawsze były udane - od dramatycznego 2:2 (a w 89' było jeszcze 0:2), przez wiosenne 2:1 (piękny gol G.Michalaka) po bezdyskusyjne 3:0, gdzie na długo w pamięci zostanie ekwilibrystyczna bramka Dawida Kubowicza strzelona po rzucie rożnym piętą.
Mecz z KS Polkowice zakończony bezbramkowym remisem zakończył serię zwycięstw, a przedłużył passę Damiana Jaroszewskiego bez straconej bramki do 392 minut. Spotkanie na swoją korzyść mógł rozstrzygnąć każdy z zespołów. Spadkowicz z 1.ligi oparty na wychowankach, młodych graczach Zagłębia Lubin należy do najbardziej nieobliczalnych ekip ligi - u siebie głównie przegrywa, a na wyjazdach wypunktował pewnie dwie inne dolnośląskie ekipy Chrobrego (3:1) i MKS Oława (5:2). Już wtedy w Wałbrzychu myśli krążyły wokół "meczu jesieni", czyli pucharowej batalii z Olimpią Grudziądz. O tym meczu powiedziano i napisano już  wszystko. Spotkanie można było oglądnąć w tvnturbo, bramki, niewykorzystane karne są jeszcze do zobaczenia w internecie. Dla dociekliwych lub tych co jeszcze nie mogli zobaczyć meczu - można jeszcze znaleźć cały mecz. Każdy ma swoją subiektywną ocenę wydarzeń, niektórzy szukają przysłowiowych "kwadratowych jaj", szukają winnych poszczególnych epizodów meczów. A to G.Michalak nie powinien podchodzić jako poszkodowany do karnego, a to Zieliński nie starał się widzieć partnerów, a to D.Michalak nie popisał się przy golu Cieślińskiego ... Było minęło, cieszmy się tym co przeżyliśmy w Wałbrzychu, te wspaniałe zwycięstwa z poprzednimi pierwszoligowcami (nie patrzmy na dyspozycję Sandecji, która pożegnała się z trenerem Araszkiewiczem czy ŁKS, który dostaje 7:1 u siebie), zainteresowanie mediami naszym miastem, a na koniec samym meczem z Olimpią, gdzie drugoligowy średniak przez większą część meczu dzielnie stawiał czoła faworytowi, który w poprzednich rundach odprawił z kwitkiem ekstraklasowe zespoły.
Powrót do drugoligowej rzeczywistości dla wałbrzyszan okazał się niezwykle bolesny - historyczna pierwsza porażka w spotkaniach z Jarotą Jarocin. Po Turze i Elanie Jarota trzecim zespołem, gdzie nowy trener rywala próbuje odwrócić złą passę swojego zespołu w spotkaniu z Górnikiem. Dość szybko Damian Jaroszewski zakończył swoją passę bez straconej bramki, potem sam chciał zakończyć fatum rzutów karnych i niestety trafił w słupek. Nie wiem jakie były przedmeczowe ustalenia czy też to była decyzja pod wpływem impulsu, ale mogła skończyć się ona dramatycznie dla wałbrzyszan - gdyby gospodarze przejęli piłkę i po szybkiej kontrze zdobyli bramkę na 2:0 byłoby praktycznie po meczu.
Jaroszewski zawiódł w Jarocinie jako egzekutor karnego
Co ciekawe problem z "jedenastkami" staje się specjalnością wałbrzyszan - w A klasie kapitalną szansę na przełamanie zaprzepaściło w karnych właśnie Zagłębie Wałbrzych. Najpierw w pucharowym boju z faworyzowaną Stalą Świdnica zielono-czarni odpadli dopiero po rzutach karnych, a szansę na premierowe ligowe zwycięstwo w tym sezonie zaprzepaścił Radoń nie strzelając rzutu karnego w doliczonym czasie w gry w meczu z Białym Orłem w Mieroszowie.
Górnicy przegrali w Jarocinie choć wcale nie musieli. Gola stracili w doliczonym czasie gry po rzucie wolnym i niezdecydowaniu defensywy. Inną sprawą jest, że ten ewentualny punkt byłby wywalczony szczęśliwie, bowiem wałbrzyszanie nie oddali ŻADNEGO celnego strzału na bramkę rywala! O wiele lepiej wyglądało to z Sosnowcem, ale znowu deja vu. Co prawda sędzia zlitował się nad piłkarzami z Ratuszowej i nie przyznał im karnego a Adrian Moszyk w końcu w lidze się przełamał i trafił do bramki rywala, ale to akurat nie dziwi bo w ciągu  sezonów oba swoje gole zaliczył na Stadionie 1000-lecia i z tym samym rywalem. Przyszedł jednak doliczony czas gry, rzut wolny dla rywala, strzał, bezradność Jaroszewskiego, rozpacz piłkarzy Górnika i szaleńcza radość przeciwnika.
W najbliższym meczu w Wejherowie zostanie przełamana na pewno pewna passa. Górnik przegrał 2 kolejne mecze 1:2 po golu straconym w doliczonym czasie gry, Gryf przegrał ostatnie 3 spotkania (1:10 bramki!). Pozostaje pytanie która passa zostanie zakończona.

sobota, 1 września 2012

Ostatni dzień sierpnia

Koniec sierpnia to w futbolu w większości krajów (wyjątkiem choćby Turcja) to również koniec letniego okienka transferowego. W tym roku ostatni dzień sierpnia dostarczył kilka piłkarskich wydarzeń.
W Monaco rozegrano tradycyjny mecz o Superpuchar, w którym triumfator Ligi Mistrzów Chelsea Londyn została zmiażdżona przez zwycięzcę Ligi Europejskiej Atletico Madryt. Wynik 4:1 mówi sam za siebie, a bohaterem został Kolumbijczyk Radamel Falcao Garcia Zarate, znany powszechnie jako Falcao. Znakomity snajper jest gwiazdą wielkiego formatu i pewnie lada chwila któryś z szejków wyłoży niebotyczną kasę by go wyciągnąć z Madrytu. Mecz ten był również pożegnaniem z Monaco, które przez kilkanaście lat gościło najlepsze drużyny ubiegłej edycji. Teraz rozgrywka o Superpuchar ma corocznie odbywać się na innych obiektach. Już niebawem blisko nas, bo w Pradze, pewnie za kilka lat zagości na którymś obiekcie po EURO 2012.A swoją drogą ten mecz pokazał, że siła ligi hiszpańskiej to nie tylko gwiazdy Realu i Barcelony, ale również innych zespołów. Zresztą konia z rzędem temu, który kojarzy twarz Javi Martineza, którego przejście z Bilbao do Bayernu Monachium za 40 milionów EURO stanowi rekord Bundesligi? Nam pozostaje podniecanie się plotkami transferowymi ile i kto by dał za Lewandowskiego.
Jeśli chodzi o okienko transferowe to w rodzimej ekstraklasie hitem okazało się zatrudnienie przez poznańskiego Lecha 40-letniego Piotra Reissa. Jaka liga taki hit. Przy Bułgarskiej mówiono o zagranicznym napastniku, najczęściej z ligi szwedzkiej lub holenderskiej, a wybór padł na klubową ikonę pogonioną kilka lat temu po zarzutach korupcyjnych. Wtedy gromy posypały się na działaczy o formę pożegnania, teraz mówi się o spełnieniu marzenia "Reksia", jego grze do zimy, późniejszej pracy w klubie. Na pewno jest to dobry krok marketingowy, ale czy sportowy... Korona króla strzelców dla leciwego Frankowskiego, dobra gra Saganowskiego w Legii podziałała na wyobraźnię w kraju, gdzie o dobrego napastnika naprawdę ciężko. Stąd w tym roku takie ruchy jak zatrudnienie przez Lechię Rasiaka, czy Koronę Żewłakowa. Można się spierać o zasadność tych transferów, bowiem jest wiele przykładów na tak i na nie. Wiedzą coś o tym choćby Maciej Żurawski czy Artur Wichniarek, których ponowna gra w polskiej ekstraklasie była jednym wielkim rozczarowaniem.
Transfery przeprowadzano również w niższych ligach, w drugiej lidze odwieszono zakaz transferowy toruńskiej Elanie, która po wzmocnieniach z Olimpii Grudziądz powinna być o wiele groźniejszym zespole. Najwięcej roszad było u niedawnego pogromcy Górnika Wałbrzych - Chojniczanki, gdzie pożegnano kilku graczy a wzmocniono się skutecznym napastnikiem Retlewskim, który strzelał w minionym sezonie gole dla Bytovii, a po transferze do legnickiej Miedzi w ogóle nie zaistniał. Dzięki portalowi 90minut.pl wiemy, że ostatni dzień mercato wywołał aktywność pod Chełmcem - nie mający większych szans na grę Dawid Rosicki przeszedł do MKS Szczawno Zdrój. W tym sezonie zagrał jedynie w Żórawinie w PP i mimo skromnej liczby młodzieżowców nie miałby okazji na regularne występy co z kolei może stać się w drużynie Wiesława Walczaka. Jeśli chodzi o Górnika to apetyt kibiców wzrósł po angażu Dawida Kubowicza. Zwłaszcza, że z zespołem Roberta Bubnowicza trenuje Adrian Mrowiec. Trudno określić jego przyszłość, ale fakt, że obecnie jest wolnym graczem nie przekreśla jeszcze jego gry przy Ratuszowej. Z transferów okołowałbrzyskich warto zauważyć, że klub znalazł Marcin Smoczyk, który dołączył do Macieja Udoda do Olimpii Kowary i z miejsca stał się gwiazdą defensywy beniaminka IV ligi.
Z końcem sierpnia dobiegł końca kontrakt Franciszka Smudy. Cicho nie było, bowiem media dramatycznie opisywały reakcję eks-selekcjonera po zakończeniu omawiania jego raportu z pracy z kadrą. Nie wiem czy Smuda miał łzy w oczach, ale normalnego raportu z wnioskami i zaleceniami nie spodziewałem się. Trudno było tego oczekiwać, skoro po turnieju Franc sam twierdził, że nic by nie zmienił, że postawa na mistrzostwach to nie porażka. Zresztą sprawa poturniejowych raportów w PZPN to sprawa śliska, bo bodaj tylko Engel złożył merytoryczną ocenę swojej pracy. Nagrodzony przez prezydenta Leo Beenhakker w ogóle nie pofatygował się skreślić paru słów.  Smuda nie powinien się martwić, bo prędzej czy później wróci na trenerską karuzelę. Już wymienia się go w kontekście nowego szkoleniowca Wisły Kraków czy Śląska Wrocław.
Właśnie w dolnośląskiej stolicy ostatni dzień sierpnia był ostatnim dniem pracy Oresta Lenczyka w charakterze trenera mistrza Polski. Jak ostatnio grał Śląsk - każdy widział, a jak nie widział to jest szczęściarzem i powinny mu wystarczyć nawet suche wyniki. Niezaprzeczalnym faktem jest, że Lenczyk przejął Śląsk, kiedy on był w strefie spadkowej, na "dzień dobry" zaliczył kilkanaście meczów bez porażki, doprowadził na finiszu do wicemistrzostwa kraju, by sezon później zdobyć mistrzostwo i superpuchar Polski. Takie są NIEZAPRZECZALNE FAKTY i tylko laicy mogą twierdzić, że to fartowny tytuł, że najsłabszy mistrz itd itp. Inna sprawa, że Oro-profesoro nie panował nad szatnią, porobiły się konflikty, gdzie apogeum był wyciek jego rozmowy w magistracie, gdzie skrytykował imiennie kilku zawodników. Stąd też swoje "pięć minut" mieli "panowie piłkarze" jak Ćwielong czy Dudek nazywając swojego trenera panem od wf-u czy panem, a nie trenerem. Gwoździem do trumny były boje pucharowe, gdzie Śląsk dzięki pracy Lenczyka zaliczył w ciągu dwóch edycji aż 12 meczów, z czego solidarnie wygrał po jednym, zresztą pierwszym w danej edycji. Hannoveru na chwilę obecną nie przeszła by żadna polska ekipa i cudów od wrocławian nikt nie oczekiwał, jednak wiadome było, że gęsta atmosfera w klubie spowoduje po dwumeczu z Niemcami właśnie dymisję trenera. I tak się stało. Ciekawe, że już w dniu dymisji ci co wieszali psy na trenerze jako pierwsi zaczęli pisać o tym, że zwolnić powinno się również inne osoby: od poszczególnych piłkarzy po ludzi z zarządu. Ale to, podobnie jak malejąca liczba widzów,  kulejący marketing już problem wrocławian. Złośliwym przeciwnikom trenera Lenczyka polecić należy zestawienie ligi polskiej od momentu kiedy objął on drużynę Śląska - na dzień dzisiejszy jest ona wciąż na 1.miejscu.
Ostatnim, ale bodaj najbardziej wkurzającym newsem ostatniego dnia sierpnia była wiadomość o możliwości, że meczów naszej reprezentacji możemy nie zobaczyć na ekranach telewizorów. No chyba, że zapłacimy za nią, tak jak w przeszłości bywało w przypadku walk bokserskich, czy płacąc i oglądając, bo tak należy przetłumaczyć system pay-per-view. Przed laty krytykowano sprzedaż praw telewizyjnych przez PZPN firmie SportFive, a tymczasem firma Andrzej Placzyński umie liczyć i chce wytargować jak najwięcej. Niestety, nasze pieniądze z abonamentu nie dadzą możliwości oglądnięcia meczów reprezentacji Polski w publicznej telewizji tak jak zostało ustanowione prawnie (żaden komercyjny kanał sportowy nie może wykupić transmisji z meczów reprezentacji). Szaranowiczowi zwiększyła się częstotliwość mrugania oczami za coraz większymi okularami gdy usłyszał ofertę Placzyńskiego i mecze z Czarnogórą (bardzo prawdopodobne) i Mołdawią (być może ktoś się obudzi po Czarnogórze i do tego nie dopuści) możemy nie zobaczyć. Szykuje się grubsza dyskusja, do której dołączą zapewne politycy oraz kandydaci na nowego prezesa PZPN.
Telewizyjne wymagania mogą wyjść bokiem również w Wałbrzychu. W pierwotnym terminie pucharowy pojedynek z Olimpią Grudziądz miał być rozgrywany o godz. 17.00, a ze względu na transmisję teraz - o 15.00. Wiadomo, że wysokie jest bezrobocie, ale część kibiców najnormalniej w życiu pracuje i w tej sytuacji nawet może nie zdążyć ani na mecz, ani na transmisję w telewizji. Poza tym zamiast wpływów za bilety, reklamy futbolu w tv, możemy my, wałbrzyszanie, najeść się wstydu - wielu wybierze wygodne domowe oglądanie zamiast siedzenie na brudnych siedziskach, więc kłuć w oczy będą pustawe trybuny. Powtórzenie frekwencji z meczu z ŁKS będzie sukcesem. Kłania się infrastruktura stadionowa - gdyby było oświetlenie to i transmisja mogła być o innej "piłkarskiej" porze.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Wyjazdowe zero

W drugiej lidze na wyjazdach nie dane było wystąpić jeszcze toruńskiej Elanie i sosnowieckiemu Zagłębiu, a wałbrzyski Górnik już trzykrotnie grał poza własnym stadionem. Mimo to całe trio pozostaje jedynym, które na wyjeździe nie zapunktowało. Usprawiedliwieniem tak beznadziejnego bilansu ekipy Roberta Bubnowicza może być fakt, że przeciwnicy to przedsezonowi faworycie "na papierze" do awansu. Niestety, przyglądając się wynikom, a przede wszystkim grze Górnika co mecz tym gorzej. W Bytowie przegrana minimalna (1:2) po doskonale wykonywanych rzutach wolnych rywala. Co ciekawe egzekutorem nr 1 w Bytovii jest doświadczony Wojciech Pięta, który w ostatniej kolejce popisał się golem z rzutu rożnego, a Jaroszewskiego pokonali jego koledzy. W Rybniku w pierwszej połowie było bez bramek co oznaczało prawdziwy uśmiech fortuny, bowiem tyle razy gospodarze gościli na polu karnym wałbrzyszan, tyle razy stawali przed szansą zdobycia gola, że zero po stronie zdobyczy bramkowych ROW-u to prawdziwy cud. Paradoksalnie, gdy wałbrzyszanie zaczęli organizować akcje ofensywne w drugiej odsłonie to posypały się gole. Daleki jestem, by zgodzić się doniesieniom wałbrzyskich mediów opisujących okoliczności strat bramki. W eter bowiem poszły dwa nazwiska winowajców: Dariusza Michalaka i Damiana Chajewskiego. Owszem, dwaj defensorzy popełnili błędy, ale dopiero po nich poszły zagrania do kolejnych z rybniczan, którzy dopiero dogrywali do strzelców bramek. Najbardziej chyba oberwało się młodemu Chajewskiemu, ale jego przebił Sławomir Orzech, którego nieporozumienie z Jaroszewskim kosztowało rzut karny. Obrona obroną, ale faktem jest, że w ofensywie na wyjazdach Górnik z meczu na mecz wygląda tragicznie. W Bytowie zachwycano się znakomitą indywidualną akcją Daniela Zinke. W Rybniku do przerwy był praktycznie jeden celny strzał w wykonaniu z rzutu wolnego Adriana Moszyka, a w drugiej szybkie ataki zakończone strzałami z dystansu. Cała liga wie od dawna, że gra ofensywna opiera się na szybkim Czechu, odcięcie jego od podań, uważna gra przy stałych fragmentach gry i po Górniku. Niestety, brutalna prawda. W Chojnicach Robert Bubnowicz zagrał jednym napastnikiem, a w składzie pojawił się debiutant Dawid Kubowicz. Do przerwy gra wałbrzyszan wyglądała dobrze, co prawda mecz ustawiła szybko stracona bramka przy której przysnął, niestety, Kubowicz, który wtedy odpowiadał za krycie Michała Szałka. Ale były ataki, próby strzałów. Ofensywa nie opierała się głównie na stałych fragmentach gry - zresztą górnicy w Chojnicach skompromitowali się przekombinowując przy rzucie rożnym. To co wypaliło w meczu z Sandecją zostało łatwo rozszyfrowane przez chojnickiego obrońcę. Mecze są obserwowane, nagrywane - nic nie da się ukryć, o tym powinni być świadomi Górnicy, bo nie można rozgrywać w ten sam sposób rożnych, wolnych przez lata! Podobała się w tej części reakcja trenera Bubnowicza, który zauważył, że ataki Chojniczanki suną głównie naszą prawą stroną, za którą odpowiadali młodzieżowcy Orzech-Radziemski i skorygował zamieniając pozycjami Orzecha z Dariuszem Michalakiem. Wyglądało to o wiele lepiej, choć do tego momentu mogło kosztować gości utratę kolejnych goli, gdyby lepiej nastawiony celownik miał doskonale znany w Górniku Marcin Orłowski.
W Chojnicach w drugiej połowie, gdy spodziewano się wyrównanej gry, niestety, dobrze zagrali tylko gospodarze. Paradoksalnie to zabrzmi, ale najgroźniejszym piłkarzem Górnika w początkowej fazie II połowy był Mateusz Sawicki, który próbował zaskoczyć Misztala po akcjach lewą stroną, ścięciu po do środka i strzałach z dystansu. Niestety, w 69.minucie zobaczył drugą żółtą kartkę, choć wg mnie mocno kontrowersyjną, bo trudno doszukać się w upadku Mateusza premedytacji w celu wymuszenia "jedenastki". Sędzia ukarał żółtą kartką i niepotrzebne kierownictwo Górnika odstawiło szopkę z szybką zmianą Moszyka za Sawickiego, dla którego było to drugie napomnienie w tym meczu. Można mieć pretensje w tej sytuacji dla sędziego Hasselbuscha, który pogubił się i długo nie wyciągał czerwonej kartki po okazaniu wpierw żółtej. Tuż po wykluczeniu, dośrodkowanie z lewej strony, "wielbłąd" w kryciu Orzecha i Feruga podwyższa na 2:0 i było praktycznie po meczu.
Dawid i G... Garuch. Mecz to nie przypowieść biblijna - Dawid przegrany.
Trudno wyróżnić kogoś po przegranym meczu, ale na pewno Damianowi Jaroszewskiemu wałbrzyszanie zawdzięczają, że nie przegrali wyżej. Wiele przechwytów zaliczył Tomasz Wepa, bodaj najlepszy wśród pomocników. Niestety, zabrakło kreatywności w drugiej linii, aktywności w ataku. Niewidoczny był Zinke, ale nikt nie zasilał go podaniami. Problem w tym sezonie jest z Dominikiem Radziemskim, który nie pierwszy raz po przerwie całkowicie gaśnie. Więcej spodziewano się po Dawidzie Kubowiczu, który zadebiutował w seniorach Górnika. Piłkarz z pierwszoligową przeszłością zagrał na środku obrony, miał być jej suwerenem, a po prostu zawiódł. Przy pierwszej bramce zawalił krycie, w drugiej połowie popełnił szkolny błąd, po którym Rysiewski POWINIEN strzelić gola. Trzeba mieć nadzieje, że po złym początku będzie tylko lepiej.
Skromna kadra nie pomaga trenerowi Bubnowiczowi w ewentualnych korektach w składzie.  Wciąż kibice nie wiedzą na co stać Adriana Zielińskiego, który strzelał w sparingach, dał dobrą zmianę w Pucharze Polski. Może czas na odważną szansę w ataku obok Daniela Zinke? Gra lidera wałbrzyszan Marcina Morawskiego została dawno rozszyfrowana i niestety, osamotniony w prowadzeniu gry niewiele może zdziałać. Formę Grzegorza Michalaka od dawna można nazwać jednym słowem - stagnacja.
Dla pocieszenia początek jesieni ubiegłego sezonu był bardziej tragiczny, a jak się skończyło wszyscy doskonale pamiętamy. W sobotę przyjeżdża Raków Częstochowa, który uchodzi za rewelację tej rundy. Zapowiada się ciekawy mecz, w którym przekonamy się jak zespół Jerzego Brzęczka się zmienił po przyjściu 3 stranierich.