wtorek, 31 maja 2011

Wpadka z fair play

Wczoraj Ekstraklasa SA rozdała posezonowe medale, nagrody, wyróżnienia. Można co prawda się spierać, czy izraelska gwiazda "Białej Gwiazdy" Melikson zasłużył na wyróżnienie Odkrycie Sezonu skoro grał tylko rundę, ale przecież był motorem napędowym mistrzowskiej ekipy, a krakowskich kibiców podbił golem w derby z Cracovią.  Dla mnie osobiście dość kontrowersyjny moment nastąpił, gdy po nagrodę fair play przyznaną Lechii Gdańsk wysedł jej trener Tomasz Kafarski. Podczas odbierana dziennikarz Orange Sport przypomniał, że wyróżnienie przysługuje się nie tylko za liczbę żółtych, czerwonych kartek, ale za ogólną postawę. Nie byłoby nic dziwnego w tym wyróżnieniu, gdyby nie przypomniało mi się pewne zdjęcie sprzed kilku zaledwie tygodni.
Ta fotka stała się słynna, bowiem rozpowszechniła ją w kraju witryna weszlo.com. Gdyński klub interweniował, a Komisja Ligi ukarała go karą pienieżną. Kafarski zapłacił na poczet kary 3 000. Zapłacił nie za przekraczanie linii strefy bezpieczeństwa przy ławce rezerwowych, nie za działanie pod wpływem emocji, wyprowadzony z równowagi przez arbitra, przeciwników czy kibiców. Kafarski z premedytacją sprowokował przeciwnika fotografując się przed meczem derbowym. Kto wie czy ktoś nadgorliwy nie znalazł by nawet jakieś paragrafu w KK za takie zachowanie.
Wg definicji fair play to również uszanowanie przeciwnika, a szacunku dla rywala Kafarski tym zdjęciem nie pokazał, wręcz przeciwnie. W czasach, gdy rząd walczy z "kibolami" (któż to taki?), zamyka stadiony, tylko marginalnie potraktowano prowokatora z Gdańska. Ba, jeszcze go nagrodzono!!

niedziela, 29 maja 2011

Antyfutbol w Zielonej Górze

Sobotni mecz Górnika PWSZ Wałbrzych w Zielonej Górze miał być dla podopiecznych Roberta Bubnowicza spacerkiem, kolejnym zwycięstwem wyjazdowym. Lechiści są najsłabszym zespołem ligi i gdyby nie wczorajsza decyzja Odry Wodzisław o wycofaniu się z 1.ligi to można by stwierdzić, że wałbrzyszanie grali już z trzecioligowcem. Wiosną zielonogórzanie grali do tej pory bezkompromisowo 3 zwycięstwa (walkower za Słubice, 2:1 z Bałtykiem i 1:0 tydzień temu z Turem) by przegrać 11 pozostałych spotkań. W środę po porażce w derby regionu w Żaganiu z ust szkoleniowca zwycięzców padły gorzkie, ale szczere słowa, że Lechia odstaje od reszty stawki. Co się więc stało, że Górnik nie wygrał? Zagrał po prostu bardzo słabo. Mimo, że teoretycznie wystawiony został najsilniejsze skład. Oprócz jedynie kontuzjowanych Janika , Łaskiego i Tobiasza mogli zagrać wszyscy, usiadł na ławce Fojna, Grzegorz Michalaka biegał po lewej stronie a w ataku grali Maciejak i Zinke. Statystyka I połowy była wręcz miażdżąca- strzały celne w światło bramki 2-0 dla wałbrzyszan (Rytko w 28 min. i kilka minut później G.Michalak), w rzutach rożnych również 2-0 dla gości. Tuż po przerwie kibice Lechii przeżyli istne deja vu - tydzień temu sensacyjne 3 punkty dał jedyny celny strzał w światło bramki: rzut wolny Rafała Figla. Tym razem popularny w grodzie Bachusa "Figo" umiejętnie położył się przy obrońcy Górnika, a sędzia niespodziewanie odgwizdał wolnego. Piłka po rykoszecie wpadła do bramki niepewnie wczoraj broniącego Jaroszewskiego. Później było to co znamy z Wałbrzycha: ogromna przewaga Górnika i mała ilość strzałów, sytuacji podbramkowych. Bramka wpadła też trochę przypadkowo, po do piłki zagranej przez Morawskiego (piłka po zagraniu głową Maciejaka trafiła w głowę obrońcy gospodarzy "pingpongiem" odbiła się ponownie od głowy wałbrzyskiego obrońcy i wpadła do opuszczonej przez bramkarza bramki). Swoją szansę miał Zinke, ale lot piłki zmienił obrońca Lechii. Czeski napastnik nie zaliczy sobotniego do udanych meczy, zresztą podobnie jak inni jego koledzy. Niezrozumiałe było seryjne wykonywanie rzutów rożnych na 3-4 metr przed bramką Dłoniaka, który wyłapywał WSZYSTKIE piłki. Jak ominąć niedostatek wysokich graczy pokazała kilka godzin później FC Barcelona wykonując rzuty rożne "na krótko", czyli rozgrywając. Niemoc wałbrzyszan objawiła się również w pokaźnej ilości kartek, zwłaszcza Wepa, Rytko, którzy zobaczyli za pyskówki. W doliczonym czasie ukarany nawet czerwoną kartką mógłby być Adam Kłak, który wykosił rywala, tylko, że zielonogórzanie utrzymali się przy piłce i sędzia tę akcję zakończył kończąc cały mecz. Nawet Jaroszewski czasami zadziwiał in minus. Czyżby pojawienie się na boisku dawnego klubu działało na niego tak stresująco? Gospodarze z kolei byli o wiele słabszym indywidualnie zespołem, ale to oni potrafi po raz drugi piłkę w siatce, ale całę szczęscie dla gości piłka po rzucie rożnym łukiem opuściła boisko a potem wylądowała na głowie zawodnika Lechii, który pokonał w ten sposób "Jogiego".Dla kibica Górnika oglądanie tego meczu była męczarnią, bowiem brakowało zgrania pod bramką gospodarzy, mnożyła się liczba niedokładnych podań, prostych błędów. Z taką grą ciężko oczekiwać pierwszego zwycięstwa domowego wiosną w meczu z Elaną.  Po meczu z Lechią już się pisze o przełamaniu Romana Maciejaka. Nic wielkiego znów on nie zagrał - już wcześniej widać po jego sposobie poruszania się na boisku, że facet ma technikę użytkową, możliwości, ale brakuje czegoś. Jak się go ogląda to ma się wrażenie, że mu się nie chce na 100%, brakuje ikry, albo zdecydowania by niczym Konarski rozepchać się łokciami wyrwać rywalowi piłkę. A tak ma na koncie jedną bramkę i sporo mu brakuje do najlepszego snajpera Górnika jakim jest PAN WALKOWER z 9 bramkami.
Dla amatorów ground-hoppingu jeszcze kilka słów o samym obiekcie. Lechia rozgrywa na lekkoateltycznym boisku MOSiRu, bilety kupuje się z samochodu, bo kas nie ma. Zainteresowanie nikłe: będąc 40 minut przed pierwszym gwizdkiem byłem pierwszym kupującym bilety i pierwszym na koronie stadionu. Co do samego oglądania to nie jest one wygodne, bo choć krzesełek jest sporo to kąt nachylenia i wysokość trybun nie pozwala np. na zobaczenie czy był aut po przeciwnej stronie boiska czy nawet gdzie się kończy pole karne.Trybuny są oddalone o kilkanaście metrów od murawy (miejsce na tartanową bieżnie). Metrowy płot, czy nawet jego brak przed główną trybunką zadziwia w kontekście uwag komisji licencyjnej sprzed kilku miesięcy, że przy Ratuszowej za niski był płot. Brak kateringu, ale za to znakomicie wyszkoleni są chłopcy do podawania piłek, którzy bardzo szybko zaopatrują zawodników obu drużyn w rezerwowe piłki i nie traci się dużo minut.
W mieście liczbowo zbliżonym do Wałbrzycha futbol przegrywa zdecydowanie czy to z żużlem czy koszykówką. Mecz oglądała co najwyżej setka kibiców, byli też szalikowcy (około dziesięciu w wieku co najwyżej 16 lat), którzy przystąpili do ogólnokrajowego protestu i milczeli przez I połowę meczu. Przed Górnikiem zostały dwa mecze: z toruńską Elaną Morawski i spółka powalczy o pierwsze odniesione  wiosną  na boisku zwycięstwo  w Wałbrzychu, a w ostatniej kolejce wyjazd do Turu Turek.
Mecz w Zielonej Górze miał szczególne znaczenie dla Michała Zawadzkiego, który wiele lat występował przy ul.Sulechowskiej i po raz pierwszy zagrał przeciwko byłym kolegom w lidze. Mimo starań jego występ wypadł bladziutko a do protokołu zapisał jedynie jako ukarany żółtym kartonikiem. Na zdjęciu jeszcze w barwach Lechii w meczu z Miedzią [źródło: www.miedz-legnica.pl]

czwartek, 14 kwietnia 2011

Bez gry 5 punktów

Górnik PWSZ Wałbrzych zapracował na miano najmniej skutecznej (po Polonii Nowy Tomyśl) drużyny drugiej ligi grupy zachodniej. Mimo to przygotowania do przedświątecznej wyprawy do Gdyni upłyną przy Ratuszowej w dobrej atmosferze, bowiem bez wybiegania na boisko wałbrzyszanie wzbogacą się o 5 punktów i bilans bramkowy skorygowany będzie o 6 bramek zdobytych przy zero straconych. Weekendowa wyprawa do Słubic nie odbędzie się z powodu wycofania Polonii z rozgrywek 2.ligi. Słubiczanie rozjechali się po kraju, a rezerwy w gorzowskiej okręgówce mają komplet punktów, z tym, że strata do lidera jest zbyt duża by uzyskać awans na boisku, ale i tak latem poloniści wznowią grę na szczeblu 4.ligi. Górnicy w ogóle mają szczęście do słubiczan, bo w swojej historii dotychczas rozegrali 2 mecze a za kolejne 2 zarobili punkty za walkower. W sezonie 1999/2000 Polonia nie przyjechała do Wałbrzycha z powodu kłopotów finansowych, ale wiosną w rewanżu pokonała Górnika 3:2.
Dwa kolejne punkty wałbrzyszanie zgarnęli dzięki decyzji PZPN po inauguracyjnym meczu z Czarnymi Żagań. W Żaganiu praktycznie co rundę przewija się sporo nowych nazwisk, trener Zbigniew Smółka z chęcią sięga po zawoników znanych sobie z pracy w poprzednich klubach. W tym roku nie było jednak hurtowego wzmocnienia zespołu, a jednym z graczy, którzy mieli wzmocnić siłę ataku był świdniczanin Fabian Pawela. Ostatnio grał w Grecji, podobnie jak inny żagański nabytek Wojciech Smarduch (notabene przymierzany był również do Górnika). Pawela strzelał gole w sparingach (co ciekawe- tylko w dwumeczu z Zagłębiem Lubin Młoda Ekstraklasa) i nic dziwnego, że trener Smółka widział go jako partnera najskuteczniejszego snajpera Czarnych Piotra Burskiego. Wszystko byłoby OK, gdyby nie certyfikat, który do klubu z greckiej federacjprzysłany został niespełna tydzień temu... W Żaganiu nie wykazano się cierpliwością, profesjonalizmem tak jak choćby w Tychach, gdzie po odejściu 3 napastników wiele sobie obiecywano po powracającym również z Grecji Marcinie Sobczaku. Certyfikat nie przychodził, więc Sobczak nie grał, m.in. w wałbrzyskim meczu. Reasumując- ciekawe czy posypią się kolejne
Te dodatkowe 5 punktów nie spowoduje dużego awansu w tabeli - 13.miejsce będzie dla Górnika, chyba, że Nielba sensacyjnie wygra z Miedzią.  Potwierdza się niestety teoria, że zespół Górnika odkąd prowadzi go Robert Bubnowicz wiosnę ma o wiele gorszą niż jesień. W 2008 roku tragiczna runda u siebie (tylko jedno zwycięstwo choć gościły przy Ratuszowej takie "mocne" ekipy jak Górnik Złotoryja czy Nysa Zgorzelec) i w efekcie zamiast awansu do nowej trzeciej, pozostanie w czwartej lidze. W 2009 gorsza dyspozycja nie miała wpływu na wywalczenie awansu, ale w ubiegłym roku straty punktów przyniosły niepotrzebne nerwy w końcówce sezonu. Obecnie Górnik jest najgorzej grającym zespołem na wyjeździe- pierwsze zwycięstwo poza Wałbrzychem zawdzięczać będzie wycofaniu Słubic. Dwie wiosenne bramki chluby nie przynoszą. Robert Bubnowicz co prawda najpierw narzekał na skuteczność, teraz irytuje się na remisy, ale faktem jest, że wałbrzyszanie grają bardzo nierówno. Są fragmenty ładnej dla oka gry, są momenty przestoju. Chwaleni są przez przeciwników, ale bardziej to kurtuazja, bo póki co wiosną z Górnikiem wszyscy punktowali. Jeśli nie jest dobrze to czemu jest tak źle? Na to pytanie odpowiedź muszą znaleźć Bubnowicz z Przerywaczem. Do defensywy genralnie nie ma się co przyczepić. Jaroszewski broni swoje, nie zawalił żadnej bramki (może krany w Legnicy...)a kilkakrotnie bronił niesamowite uderzenia rywali. W obornie pewniakiem jest kwartet D.Michalak-Kłak-Wojtarowicz-Zawadzki. Korekty to absencja kartkowa Kłaka i kontuzja Zawadzkiego. Dotychczas najmniej pewnie grał najmłodszy z nich Michalak jr, ale zmiennika nie widać. W pomocy pewniaki Morawski, Wepa, Zinke rozdzielają piłki, ale jeśli chodzi o strzały z dystansu to liczyć należy tylko na rzuty wolne. Z tego stałego fragmentu gry Górnik zdobył połowę bramkowych zdobyczy, ale to zaledwie jeden gol...  Sporo wiatru robi Jan Rytko, w prawie każdym meczu ma bramkową sytuację, ale nie potrafi jej wykorzystać. Słabiej spisuje się Grzegorz Michalak. Może częściej powinien występować Mateusz Sawicki, który daje dobre zmiany? Na pewno więcej będzie grywał w następnym sezonie, kiedy grono młodzieżowców z powodu wieku opuści w tej chwili pewniak- Darek Michalak. W ataku brylować miał Roman Maciejak, póki co więcej ma kartek niż bramek na koncie. Nie potrafił się przełamać nawet przeciwko dawnym kolegom z Wągrowca. W jego poczynaniach widać spore umiejętności, ale od niego wymaga się przede wszystkim bramek. Bardzo przypomina on transfer ubiegłoroczny Damiana Misana, z tą różnicą, że Misan szybciutko wylądował na ławce rezerwowych, a w awaryjnych sytuacjach grał w pomocy. Co ciekawe Misan był bohaterem swojego nowego zespołu Floty Świnoujście gdy w doliczonym czasie zdobył jedyną bramkę meczu przyczyniając się do pierwszej wiosennej porażki rewelacji rundy rewanżowej 1.ligi Warty Poznań. Partnerem Maciejaka w ostatnich meczach był Adrian Moszyk, który dostał już 2 szanse gry od pierwszego gwizdka sędziego, ale popularny Adek wciąż nie może się przełamać. Skuteczny w sparingach i na hali wciąż jego konto bramkowe w 2.lidze jest dziewicze. Również Kornel Duś zapomniał jak zdobywa się bramki. Może powrót po kontuzji do składu Dominika Janika uzdrowi sytuację?
Przed najbliższym meczem Bubnowicz może podnieść morale w drużynie np. delegując do B-klasowych rezerw kilku ligowców celem treningu strzeleckiego. Być może zniesieniu wyjazdowego fatum pomoże sztuczna murawa Narodowego Stadionu Rugby w Gdyni

poniedziałek, 21 marca 2011

Przegrana w Legnicy

Niestety, wałbrzyski Górnik PWSZ nie sprawił niespodzianki i nie urwał choćby punktu legnickiej Miedzi. Podopieczni Janusza Kudyby byli faworytami i nie zawiedli, wygrali dopisali sobie 3 punkty i grają dalej. Ci co byli na meczu wiedzą, że wynik mógł być zgoła odmienny. Choć część trybun świeciła pustkami to wg mediów było 3 000 widzów, czyli drugoligowy rekord frekwencji w Legnicy. Ostatnio takie tłumy na stadionie przy Al.Orła Białego było na inaugurację "starej" 2.ligi sezonu 2006/07 kiedy do Legnicy zjechał wrocławski Śląsk (ok. 4500 widzów). Mecz miał dwa oblicza - I połowa to przewaga Miedzi, gol z karnego Grzegorzewskiego (czy faktycznie Jaroszewski musiał faulować Orłowskiego), niewykorzystane szanse gospodarzy po których POWINNI prowadzić dwiema lub trzema bramkami. Druga połowa mile zaskoczyła sympatyków wałbrzyskiego zespołu. Górnik zniwelował przewagę, stwarzał sytuacje i naprawdę blisko był zdobycia co najmniej jednej bramki. Po zagraniu ręką jednej z największych gwiazd całej 2.ligi Tomasza Jarzębowskiego (mistrz Polski z Legią) Marcin Morawski stanął przed szansą zdobycia bramki z rzutu karnego. Był to pierwszy karny w tym sezonie podyktowany dla wałbrzyszan! Czy świadczy to o nieprzychylności arbitrów? Nie. Główną bolączką ofensywną górników jest to, że zagrożenie stwarzane jest głównie po akcjach linii pomocy, rzutów wolnych. Gdyby częściej w polu karnym buszowali napastnicy, więcej było by sytuacji po których mogliby być sfaulowani. Morawski karnego nie strzelił. Po powrocie blisko 3 lata temu do Wałbrzycha również był egzekutorem jedenastek w IV lidze, ale szybko wyleczył się, gdy zawiódł przeciwko Prochowiczance. Niestety, obecnie brakuje Piotra Przerywacza, który był niezawodny w tym elemencie. Mimo tego niepowodzenia górnicy przeważali, ale zabrakło przysłowiowej kropki nad "i". Co z tego, że przez dobrą grę gości Kudyba musiał zmieniać kolejnych zawodników jak bramka ukraińskiego bramkarza Siamina pozostawała niczym zaczarowana. Emocje sięgnęły zenitu w doliczonym czasie gry, kiedy nerwy zaczęły puszczać graczom obu drużyn. Co z tego że wyrzucony został Paszliński, skoro Maciejak nie potrafił ugryźć się w język w odpowiednim momencie i też szybko wyleciał. W końcówce pod legnicką bramkę zawędrował nawet Jaroszewski, ale niestety nie udało mu się zrehabilitować za sprokurowanie karnego. Legniczanie wygrali, choć sami wiedzą, że było to bardzo szczęśliwe zwycięstwo zwłaszcza po tym co pokazali po przerwie. A Górnik? Cóż, wciąż zespół Bubnowicza bez gola i bez zwycięstwa wiosną. Co prawda II połowa legnickiego meczu była najlepszą w tej rundzie, ale nic ona nie zmieniła. O ile defensywa dobrze się sprawuje (pewny Wojtarowicz i bodaj najlepszy transfer tego sezonu Zawadzki na lewej obronie!) to w ofensywie nie wygląda to najlepiej. Wepa jako defensywny pomocnik stara się jak może, poprawny w odbiorze, ale Iniestą to on już nie będzie, G.Michalak z Zinke na skrzydłach robili sporo wiatru, ale nie było komu finalizować ich dośrodkowań. Kornel Duś wciąż pozostaje melodią przyszłości - więcej pożytku może być w grze przeciwko słabszym rywalom, póki co prócz waleczności nie daje wiele zespołu. Roman Maciejak błysnął w sparingach, walczy, drybluje, ale to co ma robić czyli strzelać gole nie robi. Prezentuje się co prawda lepiej niż Damian Misan, który rok wcześniej przyszedł na Ratuszową również w glorii byłego ekstraklasowego napastnika, ale dla swojej promocji leiej byłoby gdyby przełamał swoje fatum nieskuteczności. 4.wykluczenie w tym sezonie dla piłkarza Górnika, w tym trzecie dla nabytka po wygraniu trzeciej ligi!  Warto też zauważyć, że w tej kolejce aż 3 jedenastek nie wykorzystali drugoligowcy z grupy zachodniej - w każdym przypadku drużyny egzekutorów przegrywały. Kapitan zespołu, wyróżniający się w meczu nie grą, ale kolorowymi butami, Marcin Morawski zawiódł w Legnicy nie tylko jako wykonawca karnego, zawiódł również jako lider zespołu. Miał niezliczoną wręcz liczbę rzutów wolnych do wykonania przed polem karnym Miedzi i bodaj dopiero w doliczonym czasie sprawił, że Siamin muiał wznieść się na wyżyny swoich umiejętności.
Generalnie po meczach z Zawiszą i Miedzią, czyli zespołami nr 2 i 3 w 2.lidze można stwierdzić, że Górnik był dla nich równorzędnym zespołem. Nie odstawał, potrafił nawiązać walkę i fragmentami był nawet lepszym zespołem. Dlaczego więc jest dopiero trzynaste miejsce w tabeli? Na to pytanie powinien odpowiedzieć Robert Bubnowicz. Przed jego zespołem mecz z GKS Tychy, który sensacyjne przegrał u siebie z Czarnymi i tym samym tracąc pierwsze bramki u siebie w tym sezonie i ponosząc domową porażkę nr 1. Gdy mecz z tyszanami nie przyniesie pokonanie fatum nieskuteczności, nie mówię o odniesieniu zwycięstwa - wtedy będzie można już mówić albo o kryzysie albo o potwierdzeniu teorii, że Bubnowicz nie potrafi odpowiednio przepracować zimy i jego zespoły grają wiosną gorzej niż jesienią.

środa, 16 marca 2011

Przed Legnicą

Przed drugoligowcami z Ratuszowej dolnośląskie derby w Legnicy. Dla kibiców z Wałbrzycha mobilizacja na najważniejszy mecz wiosny. Liczą, że Operacja Legnica skończy się tak jak czwartoligowe wizyty w Jeleniej Górze, a nie ja ubiegłoroczny wyjazd do Głogowa. Jesienią pierwszy drugoligowy mecz w Wałbrzychu zakończył się po dramatycznej końcówce zwycięstwem podopiecznych Roberta Bubnowicza 3:2. Z tamtej drużyny nie ma już ani kapitana zespołu Piotra Przerywacza, który zakończył bogatą, długą karierę podczas której największy sukces osiągnął ...z legnicką Miedzią (Puchar Polski w 1992). Nie ma też strzelca zwycięskiej bramki Bartosza Konarskiego, który wrócił do rodzinnego Strzegomia. Czy zastąpi go Roman Maciejak, który w przeszłości reprezentował również Miedź? Gdyby cofnąć czas o ćwierć wieku to ze wskazaniem zwycięzcy nie byłoby problemu - legniczanie grywali co najwyżej w lidze regionalnej, początek lat 90-tych to zaplecze ekstraklasy, gdzie nastąpił najlepszy okres w historii klubu i miasta. Oparty na odrzutach z Lubina zespół bliski był awansu do ekstraklasy, zdobył PP i z powodzeniem grał w PZP (0:1, 0:0 z AS Monaco). Do dziś wspominają rzut karny Klinsmanna obroniony przez Dariusza Płaczkiewicza. Później był spadek do 3.ligi, awans na zaplecze ekstraklasy, szybki spadek. Z mozołem wywalczony byt w nowej drugiej lidze, długi i przełom w obecnym sezonie. Janusz Kudyba jesienią dostał do dyspozycji bodaj najgłośniejsze nazwisko Tomasza Jarzębowskiego. Kiedy zawodnik warszawskiej Legii opuścił stolicę by grać dwa szczeble niżej? To by sygnał przemian na lepsze. Zimą ujawnił się sponsor, zredukowano zadłużenie, powołano Sportową Spółkę Akcyjną, ściągnięto nowych graczy i coraz głośniej mówi się o awansie, zwłaszcza, że promocje wywalczą dwa najlepsze zespoły. Po pokonaniu słabiutkego Tura legniczanie nie dali rady wygrać w Żaganiu, choć przez 20 minut grali z przewagą jednego zawodnika. Gdy popatrzy się na historię pojedynków w Legnicy to wałbrzyszanie są praktycznie bez szans. Ostatnie zwycięstwo Górnik odniósł jesienią 1989. Wtedy podopieczni Mirosława Jabłońskiego wygrali derbowy pojedynek 2:0 po golach Mariusza Sobczyka i Andrzeja Wojtkowiaka. Barw Górnika bronili m.in. Andrzej Kisiel (późniejszy defensor Miedzi), Ryszard Spaczyński (ojciec obencego gracza Miedzi Patryka) czy były medalista ME juniorów śp. Jan Janiec. Zmieniła się również tendencja transferowa - o ile wcześniej do Legnicy emigrowali wałbrzyszanie (m.in. Bubnowicz, Pacek, Ptak, Radziemski) to obecnie pod Chełmiec trafiają gracze z Miedzi. Kłak, Maciejak, Wepa decydują o obliczu Górnika, w przeszłości barwy Górnika reprezentowali Majka, Przerywacz, Pasiut, Misan czy Główka. Zimą media łączyły z Górnikiem napastnika Marcina Ogórka, który ostatecznie wylądował w Prochowicach.
Na kogo wałbrzyszanie mają uważać? Zespół opuścił solidny lewy obrońca Michał Żółtowski, który nie załapał się ani do ekstraklasy (Bytom) ani na jej zaplecze (Podbeskidzie, Wodzisław) i gra obecnie w Sosnowcu. Szczególnie groźne były jego dośrodkowania ze stałych fragmentów gry co przekonano się w Wałbrzychu. Nie ma też strzelca bramki Albańczyka Dobiego, którego ma zastąpić ograny w ekstraklasie (Korona, Wodzisław, Łęczna, Cracovia) Jakub Grzegorzewski. Najskuteczniejszym graczem jest Marcin Orłowski, który również trafił w Wałbrzychu. Najsilniejszą formacją jest druga linia ze wspomnianym Jarzębowskim i sercem zespołu Marcinem Garuchem, bodaj najniższym graczem na szczeblu centralnym (niewiele ponad 150 cm wzrostu). Ciekawymi zawodnikami są zimowe nabytki: pochodzący z Malopolski a ostatnio grający w praskiej Viktorii Żiżkov Marcin Krajca, 23-letni Kamil Hempel, który wrócił do macierzystego klubu po wojażach via Wronki, Zielona Góra, Perugia, a ostatnio Motor Lublin, gdzie grał z obecnym graczem Górnika Michałem Zawadzkim. Być może z Górnikiem zagra któryś z przybyłych z Bałkanów piłkarzy z Czarnogóry. Najbliżej debiutu jest Darko Bulatović, który w rodzimej ekstraklasie zaliczył blisko 90 występów.
Największą gwiazdą pozostaje jednak trener legniczan Janusz Kudyba, który jest bodaj jednym z najlepszych w historii dolnośląskiego futbolu napastników. Wychowanek Karkonoszy nie przebił się w poznańskim Lechu. Z lubelskim Motorem awansował do ekstraklasy, gdzie rywalizował z Górnikiem Wałbrzych. Podczas 4 sezonów na 8 meczy tylko 3 razy wystąpił przeciwko wałbrzyszanom (2 remisy i porażka). Po spadku Motoru sięgnął po koronę króla strzelców w 1988 z 17 golami po czym przeniósł się do spadkowicza z ekstraklasy Zagłębia Lubin. W II lidze grał z lubinianami rok i dwukrotnie pokonał m.in. wałbrzyskie Zagłębie (1:0 i 4:1 w Lubinie gdzie pokonał Waldemara Nowickiego), po awansie zdobył wicemistrzostwo oraz tytuł MP! Po zdobyciu tytułu na rok przeniósł się do Bełchatowa, gdzie ponownie sięgnął po koronę króla strzelców II ligi (19 goli). Wcześniej zaliczył 2 nieudane przygody w Szwecji i Norwegii. W latach 1993-96 grał w Śląsku Wrocław, z którym wywalczył koronę króla strzelców, awans do ektraklasy i w ostatnim swym ligowym występie dwoma golami strzelonymi Stali Mielec zapewnił byt ligowy Śląskowi. Jako trener początkowo nie odnosił sukcesów (Sport Contact Wrocław, Ravia Rawicz, spadek ze Świebodzinem, Czarni Żagań, rezerwy Lubina, odejście w środku rundy z Orła Ząbkowice). Na nazwisko zapracował pracą w Gawinie Królewska Wola, z którym przez 3 lata z rzędu meldował się w ścisłej czołówce tabeli. Zimą 2008/09 przeszedł do Sosnowca, ale tam w 5 meczach odniósł 1 zwycięstwo ponosząc 4 porażki i szybko pogoniono go ze Stadionu Ludowego. W Miedzi pracuje od kwietnia ubiegłego roku, gdzie udało mu się uratować ligowy byt, a obecnie walczy o awans. Jako trener dwukrotnie prowadził swoje zespoły przeciwko wałbrzyszanom - jesienią 2004 w Ząbkowicach Orzeł zremisował 1:1 z Górnikiem/Zagłębiem z Robertem Bubnowiczem i Markiem Wojtarowiczem w składzie i w ubiegłej rundzie przegrał 2:3  Miedzią. Czy w myśl przysłowia do trzech razy sztuka pokona wałbrzyszan w sobotę?
Robert Bubnowicz jako piłkarz trzykrotnie rywalizował z Januszem Kudybą. W sezonie 1993/94 dwukrotnie padł remis w pojedynkach KP Wałbrzych ze Śląskiem Wrocław (choć Kudyba we Wrocławiu strzelił gola). Natomiast w ekstraklasie wiosną 1996 Bubnowicz z Zagłębiem Lubin pokonał Śląsk 2:1. Czy "Buba" podtrzyma dodatni bilans pojedynków z Kudybą również w roli szkoleniowca?

czwartek, 3 marca 2011

Przed startem 2.ligi - zagrają/mogli zagrać dla Górnika PWSZ

W przededniu inauguracji rundy wiosennej w 2.lidze warto przyjrzeć się nowym i niedoszłym nabytkom wałbrzyskiego drugoligowca. Niejako pierwszym nabytkiem można traktować Jacka Fojnę, który zaliczył krótkie epizody, ale po przepracowaniu zimy dał powód trenerowi Bubnowiczowi by zmienił ustawienie zespołu znajdując dla Jacka miejsce w środku pola. Po zakończeniu jesieni kibice emocjonowali się ewentualnym odejściem z zespołu Morawskiego i Zinke, zwłaszcza, że np. Elana Toruń nie ukrywa zainteresowania liderem Górnika PWSZ.  Pożegnano słabiutkiego Protasewicza oraz coraz starszego ale i coraz mniej pożywniejszego Majkę oraz Konarskiego, który nie potrafił pogodzić pracy zawodowej z treningami. Pozostała więc do uzupełnienia wyrwa na lewej obronie i ataku, zwłaszcza, że wiadomo było o zabiegu Dominika Janika.
Oto ci co wystąpili w sparingach:
Daniel Wiśniewski (1992)-obrońca, wychowanek SMS Słupsk, protegowany futbolowej legendy Słupska czyli Pawła Kryszałowicza zaliczył ledwie 8 meczów w 3.lidze, a ostatni rok spędził  na terminowaniu w Slavii Praga. Wystąpił jedynie w grudniowym sparingu z Polonią/Spartą Świdnica (7:2) i zdobył bramkę. Zimą jednak nie wrócono do tematu jego gry w Górniku.
Czech Vaclav Pohl (1988)- obrońca, który głównie grywał w rezerwach Nachodu ze znanym w Wałbrzychu Maciejem Udodem, ostatnio reprezentował barwy Broumova. Podobnie jak Wiśniewski zagrał w grudniu w Świdnicy, a wiosną pojawił się pod Chełmcem, tyle, że próbował sił w MKS Szczawno Zdrój.
Krzysztof Goździejewski (1979) – pomocnik Polonii/Sparty, który jest kluczowym zawodnikiem zespołu ze Świdnicy, wystąpił jedynie w grudniowym sparingu przeciwko swoim kolegom, którym strzelił nawet gola.
Kamil Śmiałowski (1991) – podobnie jak „Goździej” wystąpił tylko w grudniowym sparingu przeciwko kolegom. Mógłby być zmiennikiem Dusia, ale zimą nikt nie był zainteresowany transferem do Wałbrzycha.Tak jak Goździejewski czy Sobczyk jesienią 5 goli w 3.lidze.
Adrian Sobczyk (1985) – Sopla nie trzeba przedstawiać, bo po pierwsze wychowanek wałbrzyskiego klubu, po drugie co jakiś czas grywa w sparingach zespołu Bubnowicza. Niestety, już nie ta półka dla Adriana.
Jarosław Teśmian (1987) – kolejny wychowanek wałbrzyskiego Górnika, który nie przebił się w Lubinie. Ostatnio w drugoligowej Olimpii Elbląg, ale jesienią zaliczył jedynie epizod w PP. Wystąpił w grudniowym sparingu z Polonią/Spartą, w którym całkowicie zawiódł. Wiosną powrócił do Kotwicy Kołobrzeg.
Czech Vojtech Pavlasek (1990)-drugi po Pohlu defensor, który nie zachwycił w sparingu z zespołem Jaworskiego i Gryki z Goerlitz. W CV największym sukcesem była gra w rezerwach Slovana Liberec a ostatnio grywał w ostatniej drużynie 4.ligi z Jicina.
Michał Zawadzki (1985) – defensor z Zielonej Góry w poważnej piłce zaistniał dzięki wypożyczeniu do Motoru Lublin, ostatnio grywał z powodzeniem na zapleczu ekstraklasy w Warcie Poznań. Zadebiutował w sparingu w Zgorzelcu z Piastem Zawidów i z miejsca stał się pewniakiem na lewej obronie.
Marcin Bodnar (1988) – obrońca ze Świebodzic, który był próbowany przez Polonię Bytom w Pucharze Ekstraklasy oraz zaliczył dobry okres rok temu w drugoligowej Unii Janikowo, ostatnio grał w Świdnicy, ale po bielawskim sparingu z Orłem Ząbkowice podziękowano mu.
 Bodnar rywalizował z powodzeniem w Młodej Ekstraklasie (na zdjęciu w meczu z Lechem), ale przekonał do siebie Roberta Bubnowicza.
W sparingu w Siechnicach przeciwko MKS Oława zagrało kilku nowych graczy, ale żaden z graczy nie znalazł uznani by zagrać jeszcze raz.
Łukasz Szczepaniak (1987) – pomocnik, który dobrą grą Gawinie/Ślęzie Wrocław wypromował się i trafił do pierwszoligowego MKS Kluczbork, gdzie w minionym sezonie zaliczył 14 meczy, ostatnio w 4.lidze w Centrze Ostrów Wlkp.
Mateusz Jaskólski (1983) – obrońca lub pomocnik, który pozwiedzał kilka klubów. Wychowanek Lotnika Wrocław na zapleczu ekstraklasy grał w barwach Śląska Wrocław i Odry Opole, w barwach Motobi i MKS Oława grał przeciwko Górnikowi/Zagłębiu w IV lidze, ostatnio grał w trzecioligowym Skalniku Gracze.
Mateusz Szczur (1990)- obrońca/pomocnik, kolejny kandydat na młodzieżowca.Wychowanek Burzy Brzeg Dolny, grywał w juniorach Groclinu z Dominikiem Janikiem. Zaliczył epizod w Pucharze Ekstraklasy w Polonii Bytom. Po udanej rundzie w Świdnicy ściągnięty na wiosnę 2010 przez trenera Smółkę do Czarnych Żagań. Jesienią ponownie w Polonii/Sparcie – piąty gracz świdnickiego klubu testowany przez Bubnowicza.
Marek Milczarek (1990)- obrońca/pomocnik Śląska Wrocław grywał w Młodej Ekstraklasie w zespole, który okupuje dolne rejony tabeli.
Grzegorz Staszewski (1987) – obrońca, który drugą ligę zaliczył w barwach Hetmana Zamość, a poza tym grywał tylko w górniczych zespołach (Zabrze, Łęczna, ostatnio Wieliczka). Choć zagrał w 3 sparingach (Chrobry, Trutnov, Oderka) podziękowano mu za grę.
Roman Maciejak (1988) – napastnik, który zdaniem Roberta Bubnowicza ma być czołowym zawodnikiem Górnika wiosną. Póki co tylko wiosną, bo tylko na tę rundę został on wypożyczony. Maciejak to wychowanek SMS Łódź, W wieku 19 lat debiutuje w Miedzi Legnica, pierwsze gole strzela w Zdroju Ciechocinek, a eksplozja skuteczności następuje w Nielbie Wągrowiec w sezonie 2008/09, gdzie strzela 14 bramek, a z obecnym graczem Tomaszem Mikołajczakiem tworzy niezwykle skuteczny duet. Latem 2009 trafia do ekstraklasowego Piasta Gliwice i w debiucie strzela bramkę w meczu z Lechem (1:3). Potem nie było już tak różowo – w pozostałych 18 meczach nie strzelił już żadnego gola. Podobnie było jesienią po degradacji do 1.ligi, gdzie najpierw pokonała go kontuzja, a potem dobra dyspozycja Brazylijczyka Maicona. W grudniu nie przedłużono umowy i Roman bezskutecznie próbował zahaczyć się w pierwszoligowej Flocie Świnoujście (gdzie ostatecznie trafił były gracz Górnika-powracający z Cypru Damian Misan) oraz Olimpii Grudziądz. Miejmy nadzieję, że Maciejak nie będzie takim rozczarowaniem jak wspomniany Misan.
Ponadto media łączyły z grą w Górniku:
Późną jesienią w Świdnicy mieli być testowani graczy zza południowej granicy.
Czech Martin Hundak (1987) pomocnik z Pardubic, który jesienią miał problemy ze znalezieniem klubu
Marek Jandik (1985)-środkowy obrońca, który z powodzeniem mógł zastąpić Przerywacza. Mający epizod wspólnej gry z Zinke w Nachodzie ostatnio grywał w Hradcu Kralove
Słowak Martin Kravec – lewy obrońca
Słowak Patrik Misak (1991) – napastnik, młodzieżowiec, który grywał w U-17 czy U-18 Słowacji. Gracz Trencina mógłby z Dusiem stworzyć najmłodszy duet napastników ligi.
Oprócz nich przewijały się takie nazwiska jak:
Maciej Bielski  (1984) obrońca Polonii/Sparty Świdnica, grał wcześniej w Śląsku, Miedzi, Radomiaku. Doświadczenie predysponowałoby go do zastąpienia Przerywacza. Nazwisko pojawiło się po grudniowym sparingu w Świdnicy, ale skończyło się podobnie jak w przypadku Goździejewskiego, Śmiłowskiego czy Sobczyka.
Marcin Ogórek (1982)-ponoć w grudniu działacze Miedzi zabronili napastnikowi mu testów w Wałbrzychu, a w styczniu nie przedłużyli z nim umowy. Grywał przeciwko wałbrzyskiemu zespołowi w IV lidze w barwach Kuźni, BKS Bolesławiec i Prochowiczanki do której w końcu też trafił.
Wojciech Smarduch (1987) – obrońca znany z gry w legnickiej Miedzi w ubiegłym roku spadł z 2.ligi z GKS Jastrzębie i wyjechał do 3.ligowego APS Zakynthos, gdzie swego czasu grywał m.in. Jarosław Solarz. W Grecji zbierał niezłe recenzje, strzelał nawet gole, ale pojawiły się kłopoty finansowe co spowodowały przedwczesny powrót m.in. Marcina Sobczaka (trafił do GKS Tychy). Jak szybko się pojawił tak szybko zniknął temat Smarducha, ale bardzo prawdopodobne, że 5.marca wybiegnie on na murawę Stadionu 1000-lecia, bowiem kilka dni temu porozumiał się z Czarnymi Żagań.

sobota, 26 lutego 2011

Koniec kariery Przerywacza


Przy okazji wiosennej prezentacji piłkarzy Górnika PWSZ doszło do pożegnania dotychczasowego kapitana kończącego karierę blisko 39-letniego Piotra Przerywacza. Awans do trzeciej ligi, zwanej medialnie szumnie drugą, przyniósł powrót do oficjalnej prezentacji zespołu. Podpatrzony w klubach wyższych lig event jest dobrą zabawą dla kibiców jak i dla piłkarzy. Latem była okazja do pożegnania Rafała Wodzyńskiego, który i tak nie zawiesił butów na kołku, bowiem już kilka dni później zasiadł jako rezerwowy w Żaganiu a w rezerwach biegał jako pomocnik. Lutowa, przedwiosenna prezentacja przynosi pożegnanie „Przerywa”. Urodził się w Jaworze 15.11.1972 i w miejscowej Kuźni, która była mocnym trzecioligowcem. Już jako junior grywał w seniorach będąc wyróżniającym się graczem. Obecnie w jaworskim klubie grywa jego syn. Przed sezonem 1991/92 trafia do legnickiej Miedzi.
MIEDŹ Legnica
Legniczanie od 3 sezonów na zapleczu ekstraklasy, ale dzięki wzmocnieniom niechcianych w Lubinie piłkarzy zespół stał się czołowym zespołem drugiej ligi walcząc o awans. Tajemnicą poliszynela było to, że Miedzianka nie mogła awansować jako satelita Zagłębia do 1.ligi. 19-latek z Jawora przyszedł do Miedzi w momencie, gdy przegrała w niezrozumiały sposób baraże o awans do 1.ligi z mielecką Stalą (3:1,0:3). Po tej porażce pożegnano doświadczonych ex lubinian Sławomira Wałowskiego i Bogdana Pisza. W debiucie nie powstrzymał Bogdana Saka i Moto Jelcz sensacyjnie w Oławie wygrywa z Miedzią 1:0. W 3.kolejce z kolei Przerywacz po raz pierwszy w karierze zagrał przy Ratuszowej. Miedź wygrywa bez problemów z Zagłębiem 3:1. W tym sezonie Piotr zagrał dwukrotnie przeciwko wałbrzyszanom – w Legnicy przeciwko Górnikowi (2:1) i Zagłębiu (3:0), natomiast rewanż z Górnikiem na Nowym Mieście nie doszedł do skutku z powodu wycofania się biało-niebieskich z drugiej ligi.
Mimo to w pierwszym sezonie gry w Legnicy Piotr Przerywacz osiągnął swój największy sukces sportowy. Po pierwszym sierpniowym meczu PP gdzie Miedź wyeliminowała Ostrovię w Ostrowie dopiero po rzutach karnych trudno było wyrokować, że podopieczni Jerzego Fiutowskiego mogą stać się rewelacją.
 Miedź w finale PP z Przerywaczem w składzie (nr 4 -szósty z lewej)
W bramce Dariusz Płaczkiewicz w obronie Przeryw był najmłodszym z kwartetu defensorów (Michalski, Kochanek, Wojtkowski), w pomocy Baziuk, Gierejkiewicz, Ciliński, Dziarmaga czy grający do dziś w Konfeksie rówieśnik Piotrka Górski, a w ataku Wójcik, Pokora czy kieszonkowy Baziuk.
Sezon 91/92 Przerywacz zakończył z kolegami na 4.miejscu punkt za Jagiellonią, a dwa za awansującymi Widzewem Łódź i Stalą Stalowa Wola. Warto dodać, że legniczanie z 6 pojedynków z tymi zespołami przegrali jedynie jeden mecz (0:4 w Stalowej Woli).
Sezon 92/93 znów znakomity sezon i  trzecie miejsce za awansującym duetem Pogoń-Szombierki. Do awansu zabrakło 3 punktów, a nikt nie stracił mniej bramek od defensywy Miedzi… Przerywacz strzelił w lidze 2 gole.Dwukrotnie spotkał się z piłkarzami wałbrzyskimi: jesienią w Legnicy Miedź remisuje z Zagłębiem 0:0 a Piotr zostaje zmieniony w 64 min. przez Urbaniaka, a wiosną na stadionie na Nowym Mieście KP Wałbrzych po karnym Spaczyńskiego w 90 minucie wygrywa 1:0.
W sezonie 93/94 legniczanie zajęli już siódme miejsce co było oznaką gorszych czasów. Dwukrotnie Przerywacz grał przeciwko KP – w Wałbrzychu na Nowym Mieście padł bezbramkowy remis a z rzutu karnego Piotr trafił w słupek bramki Waldemara Nowickiego, w Legnicy było 0:0. Wówczas ostoją defensywy KP był obecny szkoleniowiec Górnika PWSZ Robert Bubnowicz, a partnerem w obronie Przerywacza był b.gracz Zagłębia Wałbrzych Andrzej Pacek. Przerywacz w lidze strzelił znów gole w tym niezwykle ważnego w 88 min. w meczu derbowym ze Śląskiem Wrocław (1:0).Latem 1994 kiedy wałbrzyszanie opuszczali 2.ligę do Zagłębia Lubin przeszedł Robert Bubnowicz, a z Miedzi Piotr Przerywacz.
ZAGŁĘBIE Lubin
Debiut Przerywacza i Bubnowicza w ekstraklasie nastąpił w premierowej kolejce w Olsztynie przeciwko Stomilowi. Przerywacz zagrał od pierwszej minuty i w 55 minucie ustalił wynik meczu na 2:2 pokonując Jarosława Talika! Bubnowicz wszedł w 77’ zastępując Janusza Świerada. Ciekawostką jest fakt, że w tym meczu debiutował w ekstraklasie inny późniejszy gracz Górnika Wałbrzych –bramkarz Jacek Banaszyński. Wracając do Przerywacza- w swoim debiutanckim sezonie zaliczył wszystkie 30 meczy i tylko w 3 przedwcześnie schodził do szatni. Wiosną pokonał jeszcze Radosława Majdan (Pogoń Szczecin) i Andrzeja Kretka (Raków Częstochowa). Dzięki właśnie znakomitej rundzie rewanżowej zespół melduje się na 4.miejscu na mecie sezonu 94/95 co dało awans do Pucharu UEFA!
1995/96 – dopiero 10.miejsce 30 (20) w tym 26 w pierwszej jedenastce, bez goli, ale za to 4(3) mecze w PUEFA w tym historyczny dwumecz ze słynnym AC Milna (0:4, 1:4) w których Piotr zagrał 90 minut na San Siro a w Lubinie został zmieniony przez strzelca jedynego gola dla Zagłębia Jarosława Krzyżanowskiego.
1996/97 – 7.miejsce 27 (23) mecze – 3 opuszczone spowodowane pauzami za nadmiar żółtych kartek i jeden gol (w meczu z Hutnikiem Kraków 3:1 pokonał Siergieja Szypowskiego na 2:0), a także 4 pełne mecze w Pucharze INTERTOTO
1997/98 – 13.miejsce 32 (31) mecze i 5 żółtych kartek
GKS Bełchatów
1998/99- 22 (19) mecze, ale tylko 7 wiosną gdzie powoli tracił pewne miejsce w składzie, ostatni mecz zaliczył w przegranym meczu z ŁKS w Łodzi (0:2) gdzie w wyniku doznanej kontuzji zszedł po 36 minutach. Bełchatowianie spadli z 15.miejsca i wiadomo było, że Piotr wróci do Lubina.
ZAGŁĘBIE Lubin
Powrót do Lubina to 27 (26) meczy w lidze sezonu 1999/2000. Gorzko wyglądał sentymentalny wyjazd do Bełchatowa, gdzie GKS w PP pokonuje Zagłębie 2:1. Zagłębie zakończyło sezon na dobrym piątym miejscu.
Sezon 2000/01 to początkowo rola rezerwowego, któremu pozostała gra w Pucharze Ligi (osiągnięty finał po 5 meczach z udziałem Przerywacza, w tym oba finałowe z Wisłą), w Pucharze Polski Zagłębie doszło również wysoko, bo odpadło dopiero w półfinale z warszawską Polonią (również 5 meczy Piotra). W lidze Przerywacz zaliczył 13(11) głównie grywając wiosną, a Zagłębie powtórnie zajmuję 5.miejsce.
Sezon 2001/02 – to pierwszy sezon w ekstraklasie, w którym Przerywacz nie został zmieniony. Zaliczył pełne 24 mecze. Nie zagrał w PP, a w Pucharze Ligi osiągnął ćwierćfinał, gdzie ponownie lepsza okazała się Wisła Kraków. Na mecie Lubin dopiero 11.Pod koniec czerwca zaliczył występ w Pucharze Intertoto przeciwko Dinaburg Daugavpils (1:1). Mecz ten był jednocześnie pożegnaniem Piotra Przerywacza z Zagłębiem Lubin. Podobnie jak w debiucie to w ostatnim meczu w barwach Miedziowych u boku Piotra zagrał również Robert Bubnowicz.
 SZCZAKOWIANKA Jaworzno
Latem 2002 Piotr trafia do beniaminka ekstraklasy Szczakowianki Jaworzno. Debiutując w 5.kolejce skompletował łącznie 21 (20) meczy. Pucharową przygodę przerwała, tradycyjnie jak to bywa u Piotra, krakowska Wisła (1:3 w Jaworznie). Zespół ostatecznie po zajęciu 13.miejsca wylądował w barażach, gdzie mimo pokonania w dwumeczu drugoligowy Świt Nowy Dwór Mazowiecki (0:1, 3:0) po aferze korupcyjnej zwycięski mecz zweryfikowano jako walkower- awans zdobył Świt, a Szczakowianka drugoligowy sezon rozpoczęła z minus 10 punktów.
 W barwach Szczakowianki w łódzkim meczu z Widzewem - przed nim Piotr Włodarczyk
2003/04 w drugiej lidze Piotrek zaliczył co prawda 18 meczy, ale zaledwie 5 wiosną, w tym niezwykle upokarzające 1:8 w Cracovii. Szczakowianka szybko odrobiła duży debet punktowy, ale ostatecznie na mecie zajęła 5.miejsce.W następnym sezonie zaliczył jedynie 5 jesiennych meczy po czym opuścił Jaworzno, które na mecie sezonu 04/05 zajęło 15.miejsce i spadło do 3.ligi.
GÓRNIK/ZAGŁĘBIE Wałbrzych – GÓRNIK PWSZ Wałbrzych
Już zimą 2005 roku głośno na Dolnym Śląsku było o powrocie Przerywacza do rodzinnego regionu. Fiaskiem okazała się próba zahaczenia się w legnickiej Miedzi, gdzie uznano, że 33-letni wówczas defensor ma za duże oczekiwanie wobec swego byłego klubu. Dla podtrzymania kondycji trenował w Kuźni Jawor, a latem odezwała się po niego zarówno trzecioligowa wówczas Miedź jak i beniaminek IV ligi AKS Strzegom. Przerywacz jednak skorzystał z oferty kolegi z czasów gry w Lubinie Roberta Bubnowicza i przywdział barwy Górnika/Zagłębia Wałbrzych. 27.sierpnia 2005 zespół Ryszarda Mordaka w 4.kolejce IV ligi dolnośląskiej grał z BKS Bolesławiec. Wałbrzyszanie zajmowali 3.miejsce w tabeli i byli zdecydowanym faworytem, a tymczasem goście szybko zdobyli prowadzenie i mimo gola Roberta Bubnowicza, grający policjant w BKS Paweł Rissmann po raz drugi wyprowadził bolesławian na prowadzenie. Na kwadrans przed końcem Marek Wojtarowicz wyrównał na 2:2 a minutę potem za bezproduktywnego Roberta Borkowskiego wszedł debiutujący w wałbrzyskiej ekipie Piotr Przerywacz. Niestety, nie udało mu się odmienić losów meczu. Ciekawostką jest fakt, że zespół BKS prowadził kolega z boiska Przerywacza z czasów gry w Miedzi Marcin Ciliński.Wówczas wyróżniał się jedynie opalenizną, oraz zaokrągloną sylwetką. W Wałbrzychu początkowo sceptycznie odnoszono się do tego transferu, bowiem klub zasilili gracze kamiennogórskiej Olimpii oraz dwaj gracze w wieku chrystusowym (oprócz Piotra jego imiennik Juraszek). Od nastepnego meczu w Kątach Wrocławskich z Motobi (0:0) Przerywacz grał już wraz z Bubnowiczem na środku obrony, co spowodowało pożegnanie z klubem innego leciwego defensora Krzysztofa Lakusa. Pierwszy sezon przy Ratuszowej zakończył na 5.miejscu -29 (26) meczy i PP na szczeblu DZPN.
2006/07 – z Górnikiem/Zagłębiem zajmuje czwarte miejsce, po raz pierwszy zostaje kapitanem zespołu w zastępstwie Roberta Bubnowicza, który długo leczył kontuzję. Zalicza swoje pierwsze 3 bramki, pokonując z rzutów karnych bramkarzy Pogoni Oleśnica (2:0), Prochowiczanki (4:0) i Sparty Ziębice (3:1) w 30 (29) występach. Wciąż jednak postrzegany w świetle jego dotychczasowego dorobku rozczarowywał brakiem szybkości, popełnianymi błędami czy niecelnymi podaniami.
2007/08 – sezon ten był zapowiadany jako walka o awans do 3.ligi. Był to przełomowy rok, bowiem z IV ligi można było awansować nawet do 2.ligi! Mimo eksportowego duetu stoperów Bubnowicz-Przerywacz wałbrzyski zespół po 3 meczach miał na koncie zero zwycięstw i aż 6 straconych goli. Ryszarda Mordaka zmienia Robert Bubnowicz, który z czasem porzuca rolę grającego szkoleniowca. Przerywacz zostaje samodzielnym kapitanem Górnika/Zagłębia. Zaczynają nękać go kontuzję – przedwcześnie opuszcza boisko w meczach z MKS Oława, Górnikiem Polkowice. Zimą gdy za granicę wyjechał Krzysztof Radziemski Przerywacz zostaje grającym asystentem trenera Bubnowicza. Zamiast awansu jest dopiero .miejsce co oznacza de facto spadek, bowiem nowa IV liga to piąta klasa rozgrywkowa. Bilans Piotra w tym słabym sezonie – 28(22) 1 gol (3:0 w Orlą Wąsosz).
2008/09- w IV lidze Górnik PWSZ był istnym hegemonem. Wówczas powstał kwartet defensywny z D.Michalakiem, Wojtarowiczem i Majką, który przez blisko 2,5 roku bronił dostępu do bramki Jaroszewskiego. Kapitan i grający asystent okazał się najskuteczniejszym w całej lidze egzekutorem rzutów karnych – 6. Pokonywał bramkarzy Miedzi II (1:1), Karkonoszy (3:1 i 2:0), MKS Szczawno Zdrój (1:0), Ślęzy Wrocław (4:1), Kuźni Jawor (6:0). Zagrał 28 (27) meczy
2009/10 -  trzecioligowy sezon Przerywacza w Górniku PWSZ definiuje jeden strzał – karny w Nowej Soli, który dał awans wałbrzyszanom, a Piotrowi rozgrzeszenie po wszystkich wpadkach. 29 (25) meczy i 5 karnych przeciwko Promieniowi Żary (1:0), Łucznikowi Strzelce Krajeńskie (2 – 2:1), Chrobremu Głogów (1:4). Mimo, że nie najmłodszym jest już graczem doświadczeniem (ustawianie się, przewidywanie zagrań rywala) nadrabiał braki szybkości.
2010/11 – do drugoligowego sezonu Przerywacz nie rozegrał żadnego sparingu. Najpierw leczył uraz, a potem czekał na rozwój sytuacji po konflikcie z dyr. Torbusem. Na szczęście w Żaganiu w premierze jedenastkę Górnika PWSZ Piotr wyprowadził zespół z kapitańską opaską na ramieniu. Jesienią był niezastąpiony i zaliczył komplet 15(15) nie strzelając bramki, choć kilka źródeł podaje jego jako strzelca w wągrowieckim meczu
Łącznie bilans wałbrzyski Przerywacza to 159 meczy w tym 144 w pełnym wymiarze czasowym (14 razy zmieniany, raz wchodził jako rezerwowy – w swoim debiucie). Strzelił 15 bramek wszystkie z rzutów karnych i tylko w Głogowie jego gol nie przyniósł punktu. Zaliczył 2 awanse w lidze, PP na szczeblu DZPN oraz 2 puchary na szczeblu OZPN Wałbrzych.
W przeciwieństwie do innych graczy (patrz chociażby Lakus, Radziemski) odchodzi z zespołu gracz w świetle chwały. Nie czeka aż po jego błędach będą żegnać go gwizdy, a schodzi ze sceny w blasku chwały rzutu karnego z Nowej Soli. Dzięki temu strzałowi jego koszulka z nr 19 nabrała symbolicznego znaczenia.