czwartek, 22 czerwca 2017

Czarna rozpacz Cimka?

Michał Oświęcimka dwa ostatnie sezony kończył meczem na murawie stołecznego stadionu przy ul. Konwiktorskiej. Dwukrotnie po końcowym gwizdku sędziego nie miał powodów do radości, wręcz przeciwnie. W 2016 roku wraz z kolegami z Górnika Wałbrzych przegrał barażowy mecz z Polonią 0:1 co dało Czarnym Koszulom awans do drugiej ligi. Michał w tym meczu zobaczył dwie żółte kartki, ale ta druga otrzymana w doliczonym czasie gry, co wychwyciły również telewizyjne kamery, nie została zauważona przez sędziego jako druga w meczu, ani odnotowana w protokole. Kilkanaście dni później Cimek został zawodnikiem ... Polonii Warszawa! Stołeczny klub zarządzany przez Jerzego Engela nawet przez niepoprawnych optymistów postrzegany był jako jeden z kandydatów do awansu. Życie brutalnie zweryfikowało podopiecznych Igora Gołaszewskiego. Poloniści grali ambitnie, ale punktów nie przybywało. Wiosną nie zdała egzamin roszada na stanowisku trenera.
Podobnie jak w Górniku, w Polonii Oświęcimka grał
z nr 14 na koszulce.
Dramaty w końcowych meczach - porażka w Niepołomicach po karnym w doliczonym czasie gry czy wreszcie porażka w ostatnim meczu u siebie z Rakowem 1:2. 15.miejsce oznacza spadek, z którego paradoksalnie początkowo cieszono się w Wałbrzychu, bowiem przedłużało to szansę na utrzymanie Górnika, który ostatecznie zaprzepaścił ją. Oświęcimka zagrał w 26 meczach (14 pełnych, 1 gol, 5 żółtych kartek), a bilans mógł być o wiele lepszy, gdyby nie kontuzje. Ze względu na waleczność szybko zdobył sympatię kibiców, którzy kilkakrotnie wybierali go na najlepszego gracza Polonii w meczu. W przeciwieństwie do Gołaszewskiego jego następca Wojciech Szymanek mocno postawił na Michała, który był suwerenem w środku pola.
Po sezonie zaczął się czas rozliczeń w Polonii - zrezygnował m.in. prezes Engel postrzegany za jednego z antybohaterów Czarnych Koszul. W oświadczeniu dotyczącym sytuacji w klubie zapowiedział oparcie kadry na młodych, walecznych zawodnikach wymieniając nazwisko Oświęcimki, ale kilka zdań dalej możemy przeczytać, że skład ma się opierać na zawodnikach miejscowych lub z okolic Warszawy. Wiadomo, że budżet w najbliższym sezonie będzie niższy, klub podziękuje kilku zawodnikom, których najwięcej kosztuje utrzymanie. Czy piłkarz z Wałbrzycha załapie się do trzecioligowego składu? Czy dostanie szansę w innym klubie ze szczebla centralnego? A może Polonia zostanie wśród drugoligowców, bowiem wciąż nie zakończył się proces przyznawania licencji.
Bartosz Biel w Kotwicy Kołobrzeg
[foto:Jacek Wójcik]
Jak dokonać niefortunnych wyborów? Taki poradnik mógłby napisać Bartosz Biel. Jesienią dobre recenzje w Olimpii Zambrów (19 meczów - 2 gole, kilka razy w Jedenastce Kolejki tygodnika Piłka Nożna). Zimą przeniósł się do Kotwicy Kołobrzeg. W teorii wydawało by się, że jest to dobry ruch - zespół objął Ryszard Wieczorek, doświadczony szkoleniowiec, sprowadzono kilku nowych zawodników, którzy mieli wydźwignąć Kotwicę poza strefę spadkową. Niestety, na mecie sezonu kołobrzeżanie wyprzedzili w tabeli jedynie Polonię Bytom i były klub Biela z Zambrowa. Bartek zagrał w 15 meczach, ale tylko w 5 w pełnym wymiarze czasowych. Zaledwie raz wpisał się na listę strzelców. Po sezonie zapewne wałbrzyski skrzydłowy będzie szukał nowego pracodawcy - pytanie tylko na jakim szczeblu rozgrywek i czy nie zdecyduje się na wyjazd zagraniczny?
Dawid Kubowicz poprowadził w roli kapitana beniaminka Olimpię Elbląg do solidnego piątego miejsca. 29 meczów i dwa gole.Absencje spowodowane nadmiarem kartek oraz kontuzją. Elblążanie długo nie potrafili wygrać na wyjeździe, a tę niemoc pokonali dopiero wiosną, gdy pierwsze komplety punktów z delegacji przywieźli z Poznania i Wejherowa dzięki m.in. golom Dawida. Po sezonie zaczął się czas rozliczeń, okazało się, że w Olimpii nawet liczono na ... awans. Kubowicz znalazł się w grupie zawodników, z którymi klub nie przedłużył wygasającej umowy. Wiceprezes klubu Łukasz Konończuk stwierdził, że każdemu z zawodników, którzy odeszli z Olimpii przedstawiliśmy swoją propozycję, ale nie podjęli "rękawic". Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze...
W trójce klubów, które zdobyły awans do 1.ligi grali byli gracze wałbrzyskich klubów, ale nie wszystkim będzie dane zagrać na zapleczu ekstraklasy. Promocja Puszczy Niepołomice jest sporą niespodzianką, bowiem udało jej się przeskoczyć faworyzowanego Radomiaka. O ile Marcin Orłowski (31 meczów - 7 goli) był podstawowym ogniwem drużyny Tomasza Tułacza, to Dominik Radziemski (10 meczów - 1 gol) odgrywał marginalną rolę. Wiosną Radziem wystąpił zaledwie 3 razy, a od 1 minuty dopiero w ostatnim meczu, gdy do boju trener puścił głębokie rezerwy. Klub z Niepołomic wystawił Dominika na listę zawodników, których można wypożyczyć.
Tomasz Wepa, kapitan Odry Opole, zaliczył 32 mecze i strzelił dwa gole. Końcówkę sezonu, gdy było już jasne, że beniaminek awansuje wyżej, trener Jan Furlepa korzystał z jego usług w nieco mniejszym niż wcześniej czasowym wymiarze ściągając go w drugiej połowie. Po sezonie działacze dokonali zmiany trenera i obecnie Wepa będzie musiał przekonać do siebie trenera Mirosława Smyłę.
Rafał Figiel zaliczył bodaj najlepszy
sezon w karierze
31 meczów, 10 goli i 11 najwięcej w lidze asyst - to bilans kapitana najlepszej drużyny 2.ligi, czyli Rafała Figla. Nie może więc dziwić, że we wszelkich zestawieniach Jedenastek Sezonu, najlepszych zawodników, najbardziej wartościowych graczy znajdziemy nazwisko popularnego Figo. Dla Rafała będzie to czwarte podejście do podboju zaplecza ekstraklasy, do tej pory wybitnie mu nie szło:
2010 - 1 mecz w Odrze Wodzisław
2013/14 - 21 meczów i 0 goli w GKS Katowice i wielkie rozczarowanie
jesień 2014 - 5 niepełnych meczów (zaledwie 105 minut) bez gola w Chrobrym Głogów.
Oczekiwania w nadchodzącej kampanii będą nie mniejsze niż choćby w Katowicach, gdzie co roku oczekiwano walki o ekstraklasę.
W piłkarskim CV awans z Rakowem może sobie zapisać bramkarz Kamil Czapla - dwa mecze ligowe, akurat pierwsze częstochowian w sezonie, które zakończyły się porażkami. Do tego 17 razy w roli rezerwowego. Po sezonie klub pożegnał się z Kamilem, który wrócił do macierzystego klubu z Poznania.

Wałbrzyszanie w grupie wschodniej Saltex 4.ligi

Najciemniej pod latarnią zwykło czasem się mówić. Tak często w Wałbrzychu bywa jeśli chodzi o informacje z piłkarskiego Górnika. Dzięki jeleniogórskiemu portalowi jg24.pl mogliśmy dowiedzieć się, że nowy szkoleniowiec biało-niebieskich odrzucił propozycję posady w innym spadkowiczu z 3.ligi Olimpii Kowary, do której notabene kandydował w przerwie zimowej. Również dzięki tej stronie mogliśmy się dowiedzieć, że doszło do rozmów prezesa Jeleniogórskiego OZPN z działaczami Górnika Gorce i Górnika Wałbrzych dotyczących ewentualnej gry w grupie zachodniej Saltex 4.ligi. Dziś ostatecznie doszło do podziału grup czwartej ligi dolnośląskiej i wałbrzyszanie będą grać w teoretycznie silniejszej wschodniej grupie.
Dla przypomnienia w minionym sezonie najlepszym zespołem okazała się Foto-Higiena Gać, która przez cały sezon nie miała równorzędnych rywali. Do 25.kolejki zespół Marcina Dymkowskiego nie znalazł pogromcy, dopiero w końcówce pozwolił sobie na rozluźnienie, czego efektem były 4 porażki. O awans w barażach piłkarze z Gaci okazali się gorsi od Zagłębia II Lubin 0:3 tracąc dwie bramki dopiero w doliczonym czasie gry. Również słabszy finisz, a dokładnie dwie porażki w ostatnich meczach kosztowały drugie miejsce Polonię-Stal Świdnica, która przez większość sezonu była tuż za plecami Foto-Higieny. Mocno odmłodzona drużyna spadkowicza z 3.ligi wiosną roztrwoniła aż 10 punktową przewagę nad Wiwą Goszcz. Ostatecznie na drugim miejscu sensacyjnie finiszował beniaminek z Barda Śląskiego. Z kolei rewelacyjna forma w 2017 roku spowodowała wywindowanie z 14 na 11.miejsce Sokoła Marcinkowice. Na drugim biegunie Victoria Świebodzice - wiosną 4 punkty, komplet porażek na wyjeździe, aż 60- straconych bramek i degradacja wraz z Piastem Nowa Ruda, Orłem Sadowice i niedawnymi trzecioligowcami z Kobierzyc i Kątów Wrocławskich.
Okręg wałbrzyski, oprócz Górnika uzupełnia rewelacyjny wicemistrz Unia Bardo, Polonia-Stal Świdnica, Karolina Jaworzyna Śląska, Bielawianka, Orzeł Ząbkowice oraz beniaminek Nysa Kłodzko. Co ciekawe w grupie zachodniej z OZPN Wałbrzych grać będą AKS Strzegom i Górnik Gorce - jednym słowem na piątym poziomie rozgrywkowym rządzą drużyny z naszego okręgu. Szkoda, że wyżej mamy jedynie Lechię Dzierżoniów...
Wiadomo, że niejako z urzędu w gronie faworytów będzie wymieniać się spadkowiczów z 3.ligi (Górnik, Śląsk II), Foto-Higienę, beniaminka z klasy okręgowej Polonię Trzebnica, która przespacerowała się przez rozgrywki, ale nie ma co się dziwić, skoro w składzie byli ligowcy (Ulatowski, Ostrowski,Wołczek). Pod względem kibiców, na pewno wałbrzyskich kibiców niezbyt przyjemne powitanie czekać będzie przy okazji wyjazdów do Bielawy, Kłodzka, Wrocławia.
Początek rozgrywek zaplanowano na 15 sierpnia, do tego czasu w klubach zapewne dojdzie do roszad zarówno wśród szkoleniowców, jak i do transferów.

środa, 21 czerwca 2017

Powrót Macieja Jaworskiego

Nie minął tydzień od zakończenia rozgrywek 3.ligi, a w wałbrzyskim Górniku zaczęły się porządki. Jak podaje walbrzych24.com końcowe rozstrzygnięcia w lidze nie miały wpływu na pożegnanie się z klubem duetu Bubnowicz- Morawski. Po raz drugi w karierze szkoleniowej w roli szkoleniowca seniorów Górnika zmienia Maciej Jaworski. Podobna sytuacja miała miejsce wiosną 2013 roku. Wówczas po serii niepowodzeń w 2.lidze zarząd klubu przyjął dymisję Buby dając szansę popularnemu Jaworowi.
Kadencja, która trwała kalendarzowe 12 miesięcy została już przeze mnie opisana. Jako piłkarz w seniorach zadebiutował wiosną 1993 w barwach KP Wałbrzych na zapleczu ekstraklasy będąc jednym z odkryć. Wysoki stoper w pierwszych 3 występach ligowych dwukrotnie wpisał się na listę strzelców! Ogólny bilans 8 występów okrasił łącznie trzema trafieniami. Wychowanek wałbrzyskiego Górnika potem grał m.in. w Sokole Pniewy, Pogoni Świerzawa, z którą awansował do 3.ligi, Victorii Świebodzice, Koksochemii Wałbrzych, Polonii Świdnica, Akropolu (dziś Czarni Wałbrzych). Jako szkoleniowiec trenował seniorów Białego Orła Mieroszów, Polonii/Sparty Świdnica, Górnika, a ostatnio Victorii Świebodzice. Do tego dochodzi praca z juniorami w Świdnicy i Wałbrzychu.
Jakie są plusy wyboru Macieja Jaworskiego?
Przede wszystkim jest miejscowym szkoleniowcem, z częścią zawodników już pracował zarówno w juniorach jak i seniorach. To on dal szansę debiutu w drugiej lidze Mateuszowi Krzymińskiemu, Damianowi Migalskiemu, Sebastianowi Surmajowi, w Świebodzicach szlifował talent Kamila Sadowskiego. Podkreślana jest znajomość drużyn niższych klas rozgrywkowych. Za swojej kadencji w Górniku sprowadził Wojciecha Szubę ze Świdnicy, który miał zastąpić w roli lidera drugiej linii Marcina Morawskiego. Niestety, tak się nie stało. Wśród odstrzelonych testowanych latem 2013 znalazł się m.in. jeden z czołowych snajperów minionego sezonu Damian Celuch (Piast Żmigród), wówczas grający w Ślęzie Wrocław. Oczywiście wówczas była to druga liga, dziś dwie klasy niżej, więc wymagania są o wiele niższe. Maciej Jaworski potrafił na ławkę rezerwowych delegować wydawało się pewniaków, takich jak Morawski, Zinke czy Wojtarowicz. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że runda jesienna sezonu 2013/14 to najlepsza w historii występów Górnika w 2.lidze. Wałbrzyszanie potrafili grać efektownie, wygrać m.in. 3:1 z Bytovią, 2:1 w Kluczborku, rozbić Calisię w Kaliszu 4:0, odwrócić w końcówce meczu przegrany wydawałoby się mecz z Ruchem Zdzieszowice (2:1), przetrzymać napór Odry w Opolu by zadać w końcówce morderczy cios (1:0). To za jego kadencji najbardziej efektownie i efektywnie grał Daniel Zinke, strzelał bramki Marcin Folc.
Gorzej było wiosną, gdy po zwycięstwie nad Gryfem Wejherowo przyszła seria 9 meczów bez wygranej (remis i 8 porażek). Czyżby problemem Jaworskiego były przygotowania zimowe?
Ostatnim miejscem pracy Jaworskiego była Victoria Świebodzice, którą wprowadził do 4.ligi i jesień zakończył na solidnym szóstym miejscu. Nie jest tajemnicą, że kadra oparta była głównie na wychowankach klubu z Ratuszowej. Zimą doszło jednak do organizacyjnego tąpnięcia, pożegnano się ze sztabem szkoleniowym, masowo zawodnicy opuścili Victorię, która wiosną grając w eksperymentalnym składzie była najgorszą drużyną grupy wschodniej 4.ligi.
Nie jest powiedziane, że Maciej Jaworski ponownie spotka się z zespołami z grupy wschodniej, czyli z okręgu wałbrzyskiego i wrocławskiego. Jak informuje portal jg24.pl prezes Jeleniogórskiego OZPN Andrzej Kowal prowadzi rozmowy z przedstawicielami Górnika Wałbrzych oraz beniaminka z wałbrzyskiej klasy okręgowej, innego Górnika, z Gorc. Zapewne niebawem poznamy ostateczne decyzje co do składu obu grup 4.ligi. Generalnie panuje opinia, że mocniejsza jest grupa wschodnia, na zachodzie była dominacja rezerw Zagłębia Lubin, które w ostatecznym rozrachunku zostali mistrzem tego szczebla po wygranym barażu z Foto-Higieną Gać.

wtorek, 20 czerwca 2017

EURO U-21 2017 - D jak Dorna, Dawid(owicz)

Nie ziścił się sen pesymistów, Polska jest jeszcze w grze, choć szanse na wyjście z grupy są iluzoryczne. Po słabiutkim występie przeciwko Słowacji rozpętała się burza wokół wypowiedzi Bielika i Piątka oraz wokół trenera Dorny. Zaledwie 38 letni selekcjoner, bez doświadczenia zawodniczego, trenujący wcześniej kilkunastoletnich adeptów futbolu w rodzimej Wielkopolsce, w PZPN pracuje dziesiąty rok. Od roczników U-15 po obecną młodzieżową, którą prowadzi od ponad 4 lat. Nigdy do tej pory nie czuł takiej społecznej odpowiedzialności, presji oraz nie stał przed takim wyzwaniem. Oczywiście w grupie kilkunastu osobowości, za które pewnie chcą co niektórzy reprezentanci uchodzić, musi dojść do niesnasek, pretensji, nie sposób wszystkich pogodzić. Ale nikt nie brał pod uwagę takiego scenariusza, że idealistyczny obraz kadry Dorny runie już po pierwszym meczu. W turnieju mistrzowskim nie ma marginesu błędu, ci co nie grają są przekonani o wyższości nad tymi co biegali po murawie. Zdania o kiepskiej grze, podobnej do niezbyt udanych treningów na pewno rzuciły mocny cień na atmosferę w kadrze, za którą przecież selekcjoner odpowiada. Nikt nie patrzy, że powiedział to Krystian Bielik, który swego czasu odrzucił powołanie do kadry U-18, bowiem uznał, że więcej zyska trenując w Arsenalu. Widziały gały co brały - wiadomo, że to może być tykająca bomba i prędzej czy później może wybuchnąć, jak sprawy będą układały się nie po myśli zawodnika. I tak też się stało. Dornie nie pomogli dziennikarze, którzy niczym hieny rzucili się na niego, dokładnie punktując błędy jego podopiecznych, złe wybory personalne.
Marcin Dorna po przegranym meczu mógł dokonać dwóch rzeczy - albo przemodelować skład i postawić na głodnych gry pozostałym kadrowiczom lub dać ponowną szansę wybrańcom na Słowację, by mogli się zrehabilitować.  Wygrała opcja numer dwa, z dwiema korektami - Kownacki za kontuzjowanego Kapustkę i Moneta za Lipskiego. Łukasz Moneta dał dobrą zmianę, więc wystąpił od pierwszego gwizdka arbitra i dość szybko spłacił zaufanie, po akcji Kownackiego otwierając wynik ze Szwecją. Fachowcy śledzący młodzieżową piłkę podkreślali cierpliwy styl gry Skandynawów, polegający na wyczekiwaniu, a nie rzucaniu się na rywala. Tak też się stało w Lublinie, gdzie pomogły błędy polskiego zespołu. Im dłużej trwał mecz, tym coraz częściej piłka gościła pod polską bramką. Trudno wyróżnić jakiegokolwiek zawodnika z bloku defensywnego, bowiem tak naprawdę zawiódł każdy. Synonimem nieudolności Polaków stał się Paweł Dawidowicz,
Dawid Kownacki - asysta i gol
w meczu ze Szwecją.
którego komentatorzy i sprawozdawcy wręcz zmiażdżyli. Dla przypomnienia, rosły (188 cm) defensywny pomocnik był o krok od powołania na ubiegłoroczne EURO przez Adama Nawałki. Nie przebił się w Benfice Lizbona, a ubiegły sezon spędził w 2.Bundeslidze w Bochum. Trudno w historii znaleźć występ polskiego reprezentanta, który spotkałby się z taką krytyką całego środowiska. Co najgorsze, słuszną. Można wymienić Boruca, samobója Żewłakowa, nieudane polskie EURO Murawskiego, Rybusa, Boenischa, koreański koszmar Hajty (mecz z Portugalią!) czy Wałdocha, ale wszyscy wcześniej lub później zapisali się zgoła odmiennie w kadrze. Z kolei Dawidowicz był jednym z najbardziej krytykowanych ze Słowacją, a teraz ze Szwecją. Mało zwrotny, mający kłopoty z przyjęciem piłki, gubiący krycie, wolny - kłopotów boiskowych Pawła można wymieniać długo. Dorna powinien dać mu odpocząć, dać szansę choćby ruchliwemu Radosławowi Murawskiemu z Piasta lub zamknąć usta zwolennikom Bielika i postawić na piłkarza z Anglii.
Po raz pierwszy z kolei na EURO zagrał Dawid Kownacki - wonderkid, czyli wspaniały dzieciak z poznańskiej akademii. Znakomicie odbudował się pod okiem obecnego trenera Lecha Nenada Bjelicy, w lidze strzelił 9 goli, ale baczni obserwatorzy zaczęli wytykać, że w starciu z silnymi stoperami Legii odbijał się niczym od ściany. Tymczasem Kownaś w meczu w Lublinie nie dość, że zaliczył i asystę i strzelił w doliczonym czasie nizwykle ważnego karnego, był jednym z nielicznych, którzy podjęli fizyczną walkę ze Szwedami, prowokował ich do faulu, był jednym z lepszych zawodników na boisku. Czy jego obecność w meczu ze Słowacją zmieniła by oblicze meczu? Tego niestety się już nie dowiemy.
W szwedzkim zespole mogliśmy zobaczyć Pawła Cibickiego, który dwukrotnie wystąpił dla kadry juniorów biało-czerwonych, a potem wybrał kadrę Szwecji. W obecnych czasach prawdziwej hossy polskiej kadry seniorów Cibicki nagle zapałał miłością do ojczyzny, ale słusznie PZPN powiedział NIE. W końcu kadra nie jest klubem, w którym gra się w zależności od humoru czy interesów.
Przed Polską mecz o wszystko z liderem grupy A, czyli Anglią. Zwycięstwo nic Polakom nie daje, muszą bowiem liczyć na remis Słowacji ze Szwecją.Ciekawe czy Marcin Dorna konsekwentnie będzie się trzymał tych samych nazwisk czy da szansę zmiennikom. Drągowski w bramce, Łasicki raczej nie wygryzie któregoś ze stoperów. W pomocy wobec urazu Kapustki jest małe pole manewru, zwłaszcza na skrzydłach. Lipski kilka tygodni bez klubu, ulubieniec Hajty - Frankowski ma problemy z grą w defensywie, z kolei w ataku mocne sygnały wysyła Piątek, który jest groźniejszy na boisku od Stępińskiego. Może szansę w końcu dostanie Adam Buska z Zagłębia Lubin?
Polscy piłkarze są pod baczną obserwacją skautów europejskich klubów, mają więc o co grać. Jeśli nie uda się awansować można podnieść swoją wartość.
Mecz z Anglią Polska rozegra w Kielcach w czwartek.

Krótka anatomia spadku

Po ośmiu latach wałbrzyski Górnik ponownie zagra na piątym szczeblu rozgrywkowym. Saltex 4.liga - do tej nazwy kibuce będą musieli się przyzwyczaić. Po podziale geograficznym dokonanym przez DZPN w ubiegłym roku biało-niebiescy będą rywalizować z drużynami z okręgu wałbrzyskiego i wrocławskiego. Ot, taka powiększona okręgówka. I pomyśleć, że 12 miesięcy temu piłkarzy Roberta Bubnowicza oglądać mogliśmy w telewizji w meczu ze stołeczną Polonią...
Rok w sporcie to naprawdę szmat czasu i doskonale to można zauważyć w mieście pod Chełmcem. Kibice szybko musieli się przestawić z emocji związanych z ilością strzelonych bramek Orłowskiego i spółki do obaw czy nie dojdzie do wycofania się drużyny.
Górnik Wałbrzych spadł z hukiem z 3.ligi, będąc obok Olimpii Kowary najsłabszym zespołem. Jednoznacznej odpowiedzi nie można udzielić,bo powodów degradacji jest kilka.
ORGANIZACJA
Rezygnacja prezesa Tomasza Jakackiego i co za tym idzie ponad półroczny wakat na tym stanowisku spowodował niespotykaną na tak wysokim szczeblu sytuację, że ligowy klub działał praktycznie bez zarządu! Chwała za to tym kilku osobom, które ogarniały organizację domowych i wyjazdowych spotkań, a przede wszystkim nie doprowadziły do wstydliwego wycofania się zespołu z rozgrywek ligowych. Przychylność władz miasta również w tej sytuacji nie jest do przecenienia. Złośliwi pewnie zapytają, czy w innym niż jubileuszowym roku, miasto też by pomogło piłkarskiemu Górnikowi? Krytyków było (i jest) wielu, ale chętnych do konstruktywnych rozwiązań jak zwykle zabrakło. W końcu Czesław Grzesiak wraz z braćmi Michalakami podjął się ratowania upadającego klubu. Program naprawczy, porozumienia z wierzycielami pozwoliły uniknąć najgorszego. Dokonano korekt w sztabach szkoleniowych zespołów juniorów, wzmocniono seniorów kilkoma nazwiskami, poprawiła się atmosfera wokół klubu. Inicjatywa drobnych sponsorów, czy nawet młodzi adepci wyprowadzający seniorów przed ligowym meczem - drobnymi krokami widać, że coś przy Ratuszowej drgnęło do przodu. W tak krótkim okresie trudno oczekiwać cudu, wiosną mimo gorszych wyników sportowych, odniosło się wrażenie, że klub wraca na odpowiednie tory. Oby degradacja nie stała się hamulcem w działaniu, tylko kolejnym etapem odbudowy marki klubu.
WYKONAWCY
Przed sezonem odeszli Orzech, Sawicki, Krawiec, Oświęcimka, Radziemski, Orłowski, to ponad połowa wyjściowej jedenastki, gdzie linia pomocy i napadu przestała istnieć. W ich miejsce przyszli juniorzy oraz Tobiasz, Pierzga i powracający z wypożyczenia Gawlik. Jesienią wypadek samochodowy spowodował, że Bubnowicz musiał zapomnieć o grze Jarosińskiego, Tyktor wybrał pracę zawodową. Pierwszy mecz na boisku beniaminka Falubazu zakończony remisem 2:2 odebrano jako dobry omen - eksperymentalny skład, trochę szczęścia przy bramce G.Michalaka, cenny punkt wyjazdowy. Z czasem okazało się, że w delegacjach wałbrzyszanie zmuszeni do gry w kontry lepiej się prezentują niż u siebie, gdy rywal pozostawia więcej swobody. Jaroszewski w bramce - D.Michalak w obronie - Morawski w pomocy, tak doświadczona oś trzymała w ryzach trzecioligowy Górnik. Nowy kapitan zespołu Jan Rytko próbowany był na różnych pozycjach: od środkowego obrońcy, poprzez prawą stronę, aż po drugą linię, ale oprócz tradycyjnego bagażu kartek wiele pożytku z niego nie było. Wśród nowych graczy najlepsze wrażenie sprawiał waleczny Marcin Gawlik, rozczarował zwłaszcza Norbert Pierzga, z którym bez żalu klub pożegnał się zimą. Beznadziejnie wyglądała sytuacja w ataku, gdzie Migalski nie był w stanie udźwignąć roli egzekutora, a poza tym przyplątała mu się kontuzja. Dla wysokiego Woźniaka okazało się szybko, że 3.liga to za wysokie progi. Młodziński, Brzeziński również nie przekonywali swoją postawą, więcej można było się spodziewać po Sobiesierskim. 3 zwycięstwa (u siebie z Olimpią 1:0 po golu Deca, wyjazdowe 2:0 w Częstochowie i 1:0 ze Śląskiem II po bramce w 90 minucie).
Nadzieję najlepszą wiosnę dawała postawa defensywy, która również występowała w eksperymentalnym zestawieniu. Doświadczony Jaroszewski jesienią 6 razy zachował czyste konto. Bolączką była nieskuteczność, na którą leku nie potrafiono znaleźć już do końca sezonu.
Zimą karierę postanowił zakończyć Grzegorz Michalak, który jesienią strzelił dwie bramki. Gawlik doznał kontuzji, na wypożyczenie do Świebodzic powędrowali Rojek z Woźniakiem, a do Sobótki odszedł Pierzga. Kadrę uzupełnili, bo trudno w tej sytuacji mówić o wzmocnieniach, Tyktor, który zadeklarował regularną grę (jesienią zagrał jedynie w Bielsku-Białej), Popowicz (po nieudanym wypożyczeniu do Łowicza, gdzie nie przebił się do I składu), Bronisławski (z Rakowa - jesienią również bez gry w I składzie) i Sadowski z Victorii Świebodzice, która organizacyjnie również przeżywała zawieruchę.
Po zimowych zwycięstwach w sparingach liczono na poprawę skuteczności. Pierwszy mecz z Falubazem to wygrana 1:0 po strzale najstarszego z ekipy Marcina Morawskiego. Jak się okazało była to JEDYNA bramka wiosną strzelona w domowym meczu przez wałbrzyszan! O ile gra na wyjeździe dawała powody do optymizmu (3:0 z Pniówkiem, remisy ze Stalą, a przede wszystkim Jastrzębiem), to u siebie pasmo rozczarowań  - porażki ze Skrą, rezerwami Górnika, Miedzi, Śląska, a przede wszystkim najbardziej bolące, bo z bezpośrednimi rywalami do utrzymania 0:4 z Unią i 0:1 z Lechią. Obrazu nie zamaże 5:0 pod Chełmcem z Olimpią, która przeniosła domowy mecz na Ratuszową, nie mając zgody władz i policji na organizację meczu w Kowarach. Solidna wydawało się defensywa rozpadła się również w ostatnich meczach wyjazdowych, gdzie ze Żmigrodu i Zdzieszowic Górnik solidarnie wywiózł cztery gole...
Dwa zwycięstwa w całym sezonie Wałbrzychu, jedna domowa wiosną bramka u siebie - to jest wymowny komentarz.
Piłkarze generalnie zawiedli, wyniki ich nie bronią. Wciąż okazuje się, że bez doświadczenia niewiele można zrobić. Jeszcze miesiąc temu można było napisać,że najlepszą formacją była defensywa z doświadczonymi Jaroszewskim, Michalakiem, Tyktorem, ale maj i czerwiec brutalnie ich obnażył, gdy okazało się, że również im przydarzają się proste błędy. W pomocy dużo pozytywnego wnieśli Bronisławski z Sadowskim. Niestety, brakowało im czasem równorzędnych partnerów w ofensywie. Wyróżniali się na tle przeciętności i zapewne trudno będzie ich zatrzymać czy przekonać do gry w zaledwie 4.lidze. Niestety, niewiele dobrego można powiedzieć o Popowiczu, Tobiasz irytował stratami oraz brakiem szybkości, z kolei byli juniorzy często byli zagubieni, a wielokrotnie dodatkowo deprymowały ich uwagi Morawskiego, którego szkoda, że nie jest młodszy, bowiem nie ma na chwilę obecną zawodnika w drużynie, który potrafiłby mądrze przytrzymać piłkę, rozegrać, przerzucić. Więcej można było się spodziewać po Migalskim. Mały plus należy postawić przy nazwisku Surmaja, u którego wiosną widoczny był postęp. Szkoda, że takich nie robi Krzymiński.Duża ilość żółtych kartek Rytko to nie pokłosie waleczności, ale bezsilności. Często spóźniony, łatwo dający się sprowokować kapitan zespołu, gdyby nie rzuty karne wciąż straszyłoby jego wstydliwe zero po stronie zdobytych bramek.
SZTAB SZKOLENIOWY
Przed Robertem Bubnowiczem i jego sztabem miniony sezon był bodaj największym wyzwaniem. Na boisku do pomocy miał asystenta Marcina Morawskiego, który wielokrotnie w meczu ustawiał młodszych kolegów. Jesienią na ławce pojawiał się jeszcze Piotr Przerywacz - najbardziej znający byłych juniorów. Tak krawiec kraje jak mu materii staje - z takiego materiału ludzkiego, jaki miał jesienią sztab Górnika trudno oczekiwać walki choćby o środek tabeli. Wprowadzanie młodych zawodników szło jak po przysłowiowej grudzie, podczas kilkunastominutowej gry było widać tremę, brak ogrania. Oczywiście, można zrzucić to na garb braku drużyny rezerw, gdzie Młodziński, Sobiesierski,Rojek czy Woźniak mogliby się ogrywać, nabierać pewności. Ale pokutuje też fakt znikomego korzystania z ich usług w poprzednim sezonie. Teraz młodzi nie mieli żadnego alibi, musieli wziąć na barki odpowiedzialność, każdy błąd miał ogromne konsekwencje. Ponadto nie pomagały reprymendy starszych zirytowanych kolegów.
Po słabiutkiej pod względem skuteczności jesieni wiadomo było, że trzeba znaleźć antidotum na strzelecką niemoc. Wiadomo, że najlepszym rozwiązaniem byłoby ściągnięcie doświadczonego napastnika. Bubnowicz poszedł w stronę organizacji sparingów ze słabymi rywalami, rekordy strzeleckie zaciemniły obraz, bo co innego grać przeciwko drużynom grającym klasę lub dwie niżej, będących w innym etapie przygotowań, a co innego przeciwko ligowym wyjadaczom. Jedyny sensowny sparing to 3:2 z Polkowicami. Jeśli pozostałe mecze były poświęcone wypracowaniu schematów, stałych fragmentów gry, to niestety, w lidze wiosną tego nie widzieliśmy. Jesienią potrzeba wymusiła kombinacyjne wykonywanie rzutów rożnych, bowiem ciężko oczekiwać na sukces dośrodkowania, gdy brakuje zawodników powyżej 1,8 m. Wiosną nawet tego nie było.
Obracając się w wąskiej kadrze Bubnowicz szukał różnych rozwiązań. Wymusiły to kartki, kontuzje. Bezproduktywnego w ofensywie Tobiasz wycofał do bloku obrony, Bronisławski grywał jako fałszywy napastnik, Surmaj z Krzymińskim wymieniali się skrzydłami, Rytko również krążył po pozycjach w obronie i pomocy, Bogacz z Decem w pomocy. W końcówkach meczów, gdzie goniono wynik do ataku wędrował również wysoki Tyktor.
Kłopoty organizacyjne spowodowały, że kibice Górnika nie mogli liczyć na spektakularne transfery zimą. Udanymi ruchami było nakłonienie do powrotu Bronisławskiego, Tyktora oraz ściągnięcie Sadowskiego. Popowicz był tylko uzupełnieniem kadry. Casus Sadowskiego pokazuje, że można, a nawet trzeba penetrować niższe ligi, by wyciągnąć podobnych jemu młodych, zdolnych zawodników. Czemu nikt nie dał szansy koledze klubowemu ze Świebodzic Bałutowi? Postrzelał wiosną w Jaworzynie Śląskiej, dostał powołanie do kadry DZPN Region's Cup. Na tym samym szczeblu skutecznością imponowali Wasilewscy z AKS Strzegom - czy brano pod uwagę choćby sprawdzenie ich? Po zimowym oknie transferowym sporo zawodników jest do wzięcia, z kartą zawodnicza na ręku, również zagranicznych, którzy mogli pomóc w pokonaniu impotencji strzeleckiej. W Wałbrzychu stwierdzono, że można sobie poradzić posiadanym materiałem ludzkim, który w 3.lidze nie dał rady. Ba, są podstawy, żeby sądzić, że może nie dawać rady w 4.lidze - przykładem są mecze pucharowe, gdzie Górnik grając w najsilniejszym zestawieniu męczył się w Strzegomiu i nie dał rady u siebie Tuszynowi.
CO DALEJ?
Nic nie wskazuje, że zapał zarządu wygasł i nastąpi upadek. Oby nie odwrócili się dotychczasowi darczyńcy i starczyło im cierpliwości.
Jeśli chodzi kadrę zawodniczą, to niezbędne jest jej przewietrzenie. Fakt, że bez 35-letniego Jaroszewskiego, czy dwa lata starszego Morawskiego, trudno byłoby w 3.lidze nawet o takie wyniki, to klasę niżej obowiązkiem jest ogrywanie następców. W bramce jest ogromny problem - Ziobro z Malczewskim niewiele się nauczyli siedząc na ławce, a podczas gry w sparingach czy PP, pokazali, że dużo nauki przed nimi. Niewiadomą jest powrót Jarosińskiego do treningów, może lekiem byłby powrót do Wałbrzycha Gracjana Błaszczyka, który jesienią grał w Sobótce, a wiosną zaliczył kilka epizodów w MKP Wołów?
Dobrą grą na pewno lepsze kluby niż czwartoligowe zwróciły uwagę na Sadowskiego i Bronisławskiego, nie ma co ukrywać, dla obu gra na piątym szczeblu rozgrywek w ich przypadku strata czasu.Wreszcie powracające niczym bumerang pytanie o napastnika. Migalski, powracający z wypożyczenia Woźniak, Dec - żaden z nich nie daje gwarancji poprawy skuteczności.
Na koniec Robert Bubnowicz i Marcin Morawski, po tak nieudanym sezonie, trudno oczekiwać, że ich pomysł na Górnika zda egzamin. Już więcej z tych chłopaków nie wycisną, zwłaszcza, że w decydujących momentach kilku "nie chciało umierać na boisku za Górnika". Wskazana byłaby przemyślana roszada na stanowisku trenera. Pytanie tylko kto? Wiadomo, że można obracać się wokół dolnośląskich nazwisk. Może ktoś związany wcześniej z Zagłębiem Lubin, z którym Górnik podpisał umowę o współpracy? Może ktoś znający specyfikę gry na takim szczeblu? A może szansa dla debiutanta?
Póki co jest sporo znaków zapytania przed czwartoligowym Górnikiem. Póki co przerwa letnia, a po niej ładowanie akumulatorów, sparingi i ciekawość, w jakim składzie personalnym i jakim nastawieniem piłkarze z Ratuszowej podejdą do nowego sezonu - od razu szturm na 3.ligę, czy spokojna budowa zespołu?

niedziela, 18 czerwca 2017

Wywrotka na mecie

Sezon ligowy, dwie rundy po kilkanaście meczów to odpowiednio długi czas, by wypracować sobie odpowiedni dorobek pozwalający uzyskać zamierzony cel. Niestety, sport jest taką wredną dziedziną życia, że jedno niepowodzenie, często na samym finiszu, decyduje o niepowodzeniu. Dotyczy to również futbolu. Równy prawie cały sezon, a tuż przed metą niepowodzenie rzutujące na końcową tabelę.
Adam Łagiewka podczas sparingu
Górnika Wałbrzych latem 2010.
Również i w kończącym się właśnie sezonie 2016/17 mieliśmy kilka takich przypadków.
W wałbrzyskiej klasie okręgowej awans z 1.miejsca wywalczyła Nysa Kłodzko, o drugie miejsce, które również daje promocje do 4.ligi walczył spadkowicz Zjednoczeni Żarów i beniaminek Górnik Gorce. Po jesieni Górnik miał stratę punktu do Nysy, a przewagę 4 punktów nad żarowianami. Zjednoczeni wiosnę rozpoczęli od porażki z najlepszą drużyną 2017 Zdrój Jedlina Zdrój, ale później 7 kolejnych zwycięstw plus walkowery po wycofaniu się Niemczanki i Zrywu Gola Świdnicka spowodowały, że zespół poważnie liczył się w walce o 1.miejsce. Nie przeszkodziła w tym marszu porażka w Gorcach 1:3, bowiem w następnych meczach przyszły zwycięstwa m.in.nad Tuszynem czy w Szczawnie Zdroju aż 5:2. W ostatniej kolejce Zjednoczeni grali w Kamieniu Ząbkowickim. Żarowian wcześniej w roli grającego trenera, a obecnie jako playmaker, prowadzi 35-letni Adam Łagiewka, mający za sobą grę w ekstraklasie (Zagłębie Lubin) oraz na jej zapleczu (Górnik Polkowice, Tur Turek, Stal Stalowa Wola). 7 lat temu aspirował do składu Górnika Wałbrzych, ówczesnego beniaminka 2.ligi. Przypominający sylwetką oldboja Łagiewka aż 14 razy wpisał się na listę strzelców. W Kamieńcu nie udało mu się, a przebieg spotkania był niczym największy koszmar. Nie grający praktycznie o nic gospodarze zaskoczyli faworyta i do przerwy prowadzili sensacyjnie 3:0! W szatni zespołu musiały paść mocne słowa, bowiem tuż po przerwie Krzysztof Goździejewski strzela gola dla Żarowa, ale później tempo gry spadło i gra się wyrównała. Może wpływ na to miały wieści z Gorc, gdzie Górnik równolegle rozgrywający swój mecz przegrywał u siebie z Piławianką 0:1? Co więcej błędy defensywy gości wykorzystują po raz kolejny gospodarze dokładając dwie kolejne bramki. Ostatecznie, po trafieniu  w doliczonym czasie gdy Zjednoczeni przegrywają 2:5, a w tym samym czasie Górnik Gorce ostatecznie wygrał 3:1 i o jeden punkt w tabeli wyprzedził żarowian.
3.liga grupa I - faworytem rozgrywek, zwłaszcza w rundzie wiosennej jest ŁKS Łódź, który wiosnę rozpoczyna niemrawo - po remisie w Morągu i domowej porażce z Mazurem Ełk (1:2) traci fotel lidera na rzecz Finishaprkietu Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie. W następnej kolejce oba zespoły spotkały się na Warmii i Mazurach, gdzie łodzianie wygrali bez problemów 2:0. ŁKS po derbowym remisie na Widzewie stracili jednak przodownictwo w tabeli i do ostatniej kolejki musieli gonić Finishparkiet. W ostatniej kolejce lider z NML miał punkt przewagi i wyjazd do Tomaszowa Mazowieckiego, łodzianie z kolei gościli w Warszawie na boisku Ursusa walczącego o utrzymanie. ŁKS dość łatwo stracił dwie bramki i gol Piotra Pyrdoła na niewiele się zdał. Finishparkiet z kolei zremisował z Lechią 1:1 zwiększając na mecie przewagę do 2 punktów. W nowym sezonie w 1.lidze zobaczymy niespodziewanie zespół, który prowadził Sławomir Majak, a łodzianie marzenia o awansie muszą przełożyć na następny rok. Ciekawostką są również dramatycznie okoliczności utrzymania pogromców ŁKS - Ursus by się utrzymać potrzebował braku zwycięstwa rezerw Jagiellonii w meczu w Wołominie z Huraganem. Do 90 minuty białostoczanie prowadzili 4:3, by ostatecznie przegrać 4:5!
W grupie IV 3.ligi rewelacyjną wiosnę zalicza Motor Lublin. Z nowym prezesem (b.dziennikarz Leszek Bartnicki) i trenerem Marcinem Sasalem 2017 rok zaczynali z 9.miejsca i 13 punktami straty do lidera KSZO. 10 zwycięstw i remis w Ostrowcu Świętokrzyskim spowodował, że na 2 kolejki przed końcem strata do nowego lidera Garbarni Kraków, którego Motor dwukrotnie ograł (2:0,3:0) wynosiła 3 punkty. W 33.kolejce Garbarze pauzowali, więc zwycięstwo w Radzyniu Podlaskim pozwoliłoby piłkarzom Sasala na objęcie fotelu lidera.Orlęta, które po jesieni zajmowały przedostatnią pozycję po zimowych wzmocnieniach, w tym m.in. znany z gry w drugoligowym Górniku Wałbrzych Krystian Stolarczyk, szybko zaczęły piąć się w górę tabeli. Motor zaczął od prowadzenia 1:0, ale później to gospodarze aż czterokrotnie trafili do bramki lublinian, którzy dodatkowo nie potrafili skorygować wyniku z rzutu karnego. Pierwsza wiosenna porażka spowodowała, że Motor by marzyć o awansie musiał wygrać w Rzeszowie z Resovią, a Garbarnia ulec u siebie Unii Tarnów. Obie drużyny wygrały i ostatecznie krakowianie uzyskali promocję do 2.ligi.
Wreszcie III grupa 3.ligi i walka o utrzymanie - Lechia, Śląsk II i Unia w ostatniej kolejce grały w komplecie u siebie. Żadna z nich nie wygrywa! Unia dość szybko traci dwie bramki, ale podejmuje walkę ze Stalą Brzeg - 0:2, 1:3, 2:4 i wyrównanie na 4:4. Z jednej strony zawód, ale z drugiej radość, bo pozwoliło to dołączyć do dolnośląskiego duetu i wyprzedzić, dzięki tzw. małej tabeli, rezerwy Śląska. Wrocławianie, którzy grali młodym składem bez wsparcia z I drużyny, nie wykorzystali swojej szansy i ulegli u siebie bielskiemu Rekordowi. Mając gorsze bilanse dwumeczów zarówno z Lechią jak i Unią oznacza to dla nich degradację. W Dzierżoniowie z kolei horror - strata bramki w 89 minucie, porażka, ale wobec korzystnych wyników ostatecznie 14.miejsce i utrzymanie.

sobota, 17 czerwca 2017

EURO U-21 2017 - Lobotka obdziera ze złudzeń

Po trzech dekadach znowu na polskich boiskach gościmy najlepsze młodzieżowe ekipy Europy. W 1978 Polska rozpoczęła turniej od porażki z Hiszpanią 1:2, by po pokonaniu Turcji 2:1 i Anglii 2:0 awansować do najlepszej czwórki turnieju. Po półfinałowej porażce z ZSRR 0:2 brązowe medale biało-czerwoni zdobyli po ograniu Szkocji 3:1. W kadrze Edmunda Zientary błyszczeli późniejsi medaliści MŚ seniorów (Kazimierski, Buncol, Iwan), kadrowicze (Buda, Baran), uznani ligowcy (Chojnacki, Kajrys, Stawarz), ale i zawodnicy, o których nikt później szerzej nie słyszał. Przykładem choćby Krzysztof Jarosz ze Śląska Wrocław. W medalowej kadrze znalazł się również wychowanek Unii Złoty Stok, wówczas reprezentujący barwy Zagłębia Wałbrzych, niestety, już nieżyjący Jan Janiec.
Młodzieżowy czempionat w tym roku to turniej, który trudno porównać do siermiężnych warunków, boisk z lat 70-tych ubiegłego stulecia. Piękne stadiony, oprawa medialna i rozbudzone nadzieje w Polsce na medal. Z reguły gospodarz turnieju uznawany jest niejako z urzędu za faworyta, bo wiadomo, gospodarzom nawet ściany pomagają. Marcin Dorna, uznany szkoleniowiec młodzieży, dostał za zadanie przygotowanie kadry U-21 do mistrzostw. Turniej nie jest organizowany w tzw. terminie UEFA, czyli kluby nie mają obowiązku zwolnić swoich podopiecznych, z czego skorzystało włoskie Napoli zakazując udziału Zielińskiemu i Milikowi. Ale optymizm w narodzie nie zgasł, bowiem kolegów wzmocnili Kapustka z Linettym.
W kadrze Polski znów mamy akcent wałbrzyski - z nr 5 powołany z włoskiego Carpi FC Igor Łasicki urodził się w Wałbrzychu, grał w Boguszowie oraz przy Ratuszowej, a od 2011, już po przeprowadzce do Lubina, regularnie występujące w reprezentacji począwszy od rocznika U-16. Z Dolnego Śląska Dorna zaufał jeszcze bramkarzowi Jakubowi Wrąblowi (powracającego z Olimpii Grudziądz do Śląska), trio z Lubina - Jarosław Jach, Jarosław Kubicki, Adam Buksa. Jach, podobnie jak powołany z Cracovii Krzysztof Piątek to byli gracze Lechii Dzierżoniów.
Los przydzielił Polakom Słowację, Anglię i obrońcę tytułu Szwedów. Turniej zainaugurowano w Kielcach, gdzie lokalne ulice stały się nagle koloru żółtego od rzeszy kibiców ze Skandynawii. Anglicy nie przywieźli swoich największych gwiazd, bowiem John Stones, Luke Shaw, Delle Alli, Raheem Sterling, czy Marcus Rashford, by wspomnieć tych najbardziej znanych, ładują akumulatory przed kolejnym sezonem. W Kielcach doszło do rekordowego transferu - nigdy w tym mieście nie podpisano umowy transferowej na tak dużą sumę, a bramkarz Jordan Pickford (ostatnio Sunderland) za 30 milionów funtów podpisał umowę z Evertonem. Dużo emocji wzbudzała z kolei obecność w kadrze Szwecji Pawła Cibickiego, który reprezentował Polskę w kadrach U-19 i U-20, rok temu zdecydował się na reprezentowanie barw Trzech Koron. Dziś ponoć nie ma już tak jednoznacznego stanowiska co do wyboru reprezentacji...
Po szybkim, ciekawym meczu Szwecja zremisowała z Anglią 0:0, a najważniejszym momentem meczu była obrona karnego Linusa Wahlqvista przez wspomnianego Pickforda.
W Lublinie z kolei miała miejsce uroczystość otwarcia turnieju i pierwszy mecz kadry Dorny. Rozpoczął się on najlepiej jak mógł, bo już w 1.minucie po dośrodkowaniu kapitana Kędziory głową bramkę strzelił Patryk Lipski. Euforia, która z minuty na minutę gasła. Ci co stawiali na łatwe zwycięstwo z teoretycznie najsłabszym rywalem w grupie musieli szybko zweryfikować swoje oczekiwania. Słowacja okazała się zespołem o wiele dojrzalszym. Pamiętany po nieudanej przygodzie w Zagłębiu Lubin Pavel Hapal przypomniał się polskich kibicom jako szkoleniowiec dysponujący o wiele ciekawszym zawodnikami niż nasi. Szybkość, pomysłowość, gra na jeden kontakt, to okazało się za trudne do zneutralizowania dla Polaków. Ci z kolei grali bez pomysłu. Bardzo niepewny w bramce Wrąbel, który już w niedawnych meczach kadry U-21 wysyłał sygnały, że mogą być z nim kłopoty. W obronie najpewniej zaprezentował się ten, o którego formę najbardziej się obawiano, czyli Jarosław Jach, długo leczący kontuzję, poza tym dramatycznie słabo grający w lidze w meczu z Arką. Dzielnie mu sekundował przez 5 kwadransów Bednarek, ale drugi gol dla Słowacji mocno obciąża konto stopera Lecha. Jaroszyński z Kędziorą nie radzili sobie ze skrzydłowymi, którzy często schodzili do środka gubiąc krycie. Inna sprawa, że nie było wsparcia ze strony skrzydłowych. Kapustka kreowany na lidera kadry całkowicie zagubiony, bez formy, z widocznym brakiem ogrania. Frankowski kilka razy szarpnął, ale rażący brak jest umiejętności gry lewą nogą, gdy musiał sobie przekładać piłkę na prawą. Środek miał należeć do Linettego z Lipskim, ale tam Karol często gubił piłkę, a będący bez przynależności klubowej strzelec gola szybciutko zniknął z pola widzenia.
Mimo, że to Lipski a nie Lobotka (z prawej) strzelił bramkę,
to właśnie o Słowaku więcej się pisze po meczu Polska -
Słowacja (1:2). [foto: Piotr Kucza/newspix.pl]
Wysoki Dawidowicz mógł strzelić efektownego gola głową, a jako defensywny pomocnik był niemiłosiernie ogrywany przez o głowę niższych rywali. Stępiński bezproduktywny w przodzie, inna sprawa, że przegrywał pojedynki główkowe po długich podaniach z linii obrony. Trudno oczekiwać było poprawę, gdy za zmianę oblicza mieli decydować Moneta z Niezgodą. Dwójka z Ruchu Chorzów nie dała rady w siermiężnej lidze polskiej, a co dopiero w meczu turniejowym?
Słowacy otworzyli oczy wielu "fachowcom" - okazało się, że ci co w Polsce nie dawali rady (Mazan w Podbeskidziu, Mihalik w Cracovii) potrafią zagrać, na tle Polaków, bardzo dobrze, Rewelacją został już okrzyczany Stanislav Lobotka, za którym bezskutecznie biegali nasi pomocnicy. Ani nieruchliwy mało zwrotny Dawidowicz, ani Lipski czy Linetty nie potrafili zneutralizować poczynań pomocnika duńskiego FC Nordsjaelland. Stałe fragmenty gry Rusnaka siały spustoszenie w polu karnym, zwłaszcza, że niepewnie bronił Wrąbel. Gdyby w swojej wysokiej formie był Matus Bero, kto wie czy wynik byłby gorszy.
Polska już po rywalizacji Legii z Trencinem przekonała się, jak dobrze mogą grać młodzi zdolni Słowacy. Nadzieje przedmeczowe były zbudowane na podstawie papierowych spekulacji. Owszem, może mamy utalentowane nazwiska w składzie, ale jest jeszcze drużyna, której nie zobaczyliśmy w Lublinie.
Polski optymizm budowany jest na ostatnich wynikach kadry seniorów. Mecz młodzieżówki był zgoła odmienny, choć wielu chciałoby powtórki z kadry Nawałki. Zgrupowanie w Arłamowie, filmiki na portalu Łączy Nas Piłka, ten sam duet komentatorów w Polsacie, ale na tym koniec. Jak sie okazało duet Borek - Hajto był tym razem bardzo irytujący. Już po 25 minutach zaczęło się tłumaczenie ile kto rozegrał minut ligowych, mieszanie braku ogrania ze zbyt dużą liczbą meczów. Tylko, że wspomniany Lobotka rozegrał więcej minut niż Lipski, Dawidowicz, Stępiński razem wzięci. Tomasz Hajto w lapsusach językowych już dawno przebił Dariusza Szpakowskiego. Jeśli w seniorach kilkanaście razy nie wspomni o Turbogrosiku to relacja nie będzie zaliczona. Rolę Grosickiego w młodzieżówce przejął inny skrzydłowy z Białegostoku - Przemysław Frankowski, który wg Hajty był najlepszym, najgroźniejszym zawodnikiem, bezkrytycznie podchodząc do jego nikłej roli w defensywie. Również jego opinia nt. Kapustki wypowiedziana kilkanaście dni temu dyskredytująca jego dobrą formę z czasów gry w Cracovii była widoczna w krytyce piłkarza Leicester.
Po porażce chcąc się liczyć w dalszej fazie rozgrywek Polska musi wygrać zarówno z Anglią i Szwecją. Po dyspozycji w pierwszych meczach u bukmacherów szans piłkarze Dorny nie będą mieli dobrych notowań. Wśród fachowców przewija się opinia powrotu do czasów "przednawałkowych", czyli mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor.