niedziela, 6 marca 2016

Derbowy weekend

Pierwszy weekend marca przyniósł na Dolnym Śląsku trzy niezwykle ciekawie zapowiadające się mecze derbowe. W piątek na inaugurację pierwszoligowego grania w Głogowie Chrobry grał z Miedzią. W derby dawnego województwa legnickiego faworytem byli goście, choć w tabeli plasowali się nieco niżej. Wiadomo, że za Miedzią stoi znakomita organizacja, większe niż w Głogowie pieniądze, a przede wszystkim znane w całym piłkarskim światku nazwiska w trenerem Tarasiewiczem na czele. Legniczanie od pewnego czasu zapowiadają szturm do ekstraklasy, ale kończy się na kolejnej zmianie trenera i rewolucji kadrowej. Ryszard Tarasiewicz ma być tym, który odmieni zły los i wprowadzi w końcu zespół na najwyższy poziom rozgrywkowy. Jeśli nie tera, to za rok. Poczynione zimą transfery miały pozwolić Miedziance spróbować już w tej rundzie zbliżyć się do awansu. Tymczasem w Głogowie przegrali i chyba definitywnie marzenia o ewentualnym awansie muszą odłożyć o co najmniej rok. Miedź zaczęła od szybkiego prowadzenia, potem miała kilka znakomitych sytuacji na podwyższenie rezultatu. Chrobry wyrównał po wzorcowo przeprowadzonym kontrataku,by w ostatnim kwadransie zdobyć zwycięskiego gola. Jak na ironię złotą bramkę zdobył reprezentant Haiti Kevin Lafrance, którego kilka tygodni wcześniej pożegnano w ... Legnicy. Defensor głogowian znalazł się na linii strzału Mateusza Machaja i odbita od jego nóg piłka znalazła drogę do siatki. Mimo prób i szans goście nie zdołali wyrównać. Mecz mógł się podobać, było sporo walki, a oprócz Lafrance będzie się mówić i pisać głównie o zniszczeniu krzesełek przed fanów gości, które wylądowały na bieżni.
Dzień później już na najwyższym szczeblu rozegrano derby Dolnego Śląska. Śląsk Wrocław łudzący się szansą załapania się do czołowej ósemki ligi podejmował Zagłębie Lubin, które wygrało dwa ostatnie mecze. Pod kilkoma względami ekstraklasowe derby były podobne do tych rozgrywanych dzień wcześniej w I lidze. Szybki gol, dwie bramki zwycięzców występujących w pomarańczowych strojach. Zagłębie wykorzystało błędy w obronie gospodarzy i już w pierwszym kwadransie rozstrzygnęło losy meczu. Gospodarze ustępowali pod wieloma względami rywalowi - znamienne jest zero w pomeczowych statystykach w rubryce strzały celne. Po tym meczu wrocławianie muszą póki co skupić się na walce o utrzymanie się w lidze, bo bardzo niepokojący jest styl prezentowany przez podopiecznych Romualda Szukiełowicza. W tym spotkaniu w kadrach drużyn zabrakło wychowanków wałbrzyskiego Górnika - ani Michał Bartkowiak, ani Paweł Żyra nie znaleźli uznania w oczach szkoleniowców i w 2016 roku nie dane im było ani razu znaleźć się w kadrze meczowej.
Oficjalny pierwszy mecz Mateusza Krawca i gol nr 1
[foto:walbrzych24.com/gornik-walbrzych.pl]
W Świdnicy z kolei zagrano derbowy pojedynek, którego stawką był awans do finału Pucharu Polski szczebla OZPN Wałbrzych. W przeciwieństwie do wspomnianych wyżej ligowych derbów towarzyszyła im zgoła odmienna atmosfera wśród kibiców, bowiem o żadnych animozjach nie mogło być mowy pomiędzy świdniczanami a wałbrzyszanami. Być może trofeum będzie wręczał nowy prezes OZPN, ale pewne jest, że trzeci raz z rzędu nie przypadnie on Polonii-Stali Świdnica. Szansę na pucharowy hat-trick ma z kolei Marcin Morawski - grający asystent trenera Górnika Wałbrzych grając, a potem trenując w Świdnicy sięgnął dwa razy po okręgowe trofeum.
Robert Bubnowicz nie zaskoczył ani ustawieniem zespołu, ani wyborami personalnymi. Z kolei Piotr Bolkowski nie skorzystał z usług m.in. stopera Patryka Salamona czy doskonale pamiętanego w Górniku Wojciecha Szuby. Nie zagrał również weteran Dariusz Filipczak czy ukraiński napastnik Jehor Tarnow. Jesienią w ligowym spotkaniu, które było elementem obchodów 70-lecia Polonii Świdnica, Górnik wygrał bez problemów 2:1. Tym razem wynik był lepszy (2:0), ale gospodarze byli o wiele konkretniejsi niż w ligowym meczu. Jeśli porównamy składy z obu spotkań to wśród świdniczan w wyjściowym składzie zachowali jedynie Truszczyński, Borowy, Sowa, Jaros, natomiast w Górniku Jarosiński, D.Michalak, Tyktor, Oświęcimka, Rytko, Morawski, Orłowski, Surmaj. Obrazuje to jak zmieniła się Polonia - Stal, której do bezpiecznej strefy brakuje aż 12 punktów.W porównaniu z wrześniowym meczem świdniczanie zagrali o wiele odważniej, stworzyli sobie kilka sytuacji bramkowych, których wtedy zabrakło. Gospodarze mieli swoje szanse, ale zabrakło precyzji lub na wysokości zadania stanął duet Jarosiński - Jaroszewski, którym w sukurs przychodziły elementy bramki. Inna sprawa, że gra się tak, jak pozwala przeciwnik.
Mecz rozgrywany był na bocznym boisku Świdnickiego OSiR-u co nie wpływało pozytywnie na obserwację meczu zza linii bocznej.  Obyło się bez kontuzji i obie drużyny oczekiwać będą teraz na ligową inaugurację w nadchodzący weekend. Polonia-Stal podejmować będzie Ślęzę, a przed liderem niezwykle ciężki mecz w Dzierżoniowie, czyli kolejne derby byłego województwa wałbrzyskiego. Najprawdopodobniej przeciwko Lechii wybiegnie identyczna jedenastka jak w sobotnim meczu pucharowym. Kto wie, czy nie będzie to również przedsmak finału Pucharu Polski, bowiem gdy dzierżoniowianie w kwietniu ograją w Ząbkowicach Orzeł zostaną finałowym rywalem wałbrzyszan.

Bez sentymentu

Za niespełna miesiąc zakończy się regular season polskiej ekstraklasy. Na początku kwietnia poznamy skład grup walczących o mistrzostwo i utrzymanie się w lidze, dotychczasowy dorobek punktowy zostanie podzielony na pół i w dodatkowych siedmiu seriach spotkań poznamy wszystkie rozstrzygnięcia sezonu 2015/16. Na chwilę obecną, na 5 kolejek przed podziałem tabelę zamykają wielce zasłużone i utytułowane kluby Górnika Zabrze i Wisły Kraków. Wspólnym mianownikiem dla obu drużyn jest fakt, że kilka dni temu pożegnano trenerów, w tym osoby związane wcześniej z Wałbrzychem.
Tadeusz Pawłowski ustanowił w bieżącym sezonie nie lada rekord, bowiem w krótkim okresie został aż dwukrotnie urlopowany. Po wielu latach pracy szkoleniowej w Austrii w lutym 2014 pojawił się w Śląsku Wrocław, gdzie odnosił największe sukcesy w roli piłkarza. Najpierw opanował kryzys w zespole po niezbyt udanym epizodzie czeskiego trenera Levego, by miniony sezon dość niespodziewanie zakończyć na czwartym miejscu dającym w efekcie możliwość gry w europejskich pucharach. Jesień bieżącego sezonu nie była już tak udana, wydłużała się seria spotkań bez zwycięstwa, w ćwierćfinałowym dwumeczu Pucharu Polski WKS został ośmieszony przez pierwszoligowego Zawiszę. Koniec końców zarząd wrocławskiego klubu postanowił urlopować Pawłowskiego. Część komentatorów łączyła ten fakt z chorobą syna, ale szybko ten argument został im wytrącony z rąk, gdy przed Świętami Bożego Narodzenia podpisanie umowy z Tadeuszem Pawłowskim ogłosiła krakowska Wisła. Pod Wawelem liczono, że nowy trener wprowadzi Białą Gwiazdę do czołowej ósemki w tym sezonie. Zespół co prawda opuścili Jankowski, Burliga, a decyzją zarządu odsunięto od I drużyny bramkarza Cierzniaka, ale w ich miejsce pojawili się Bałaszow, Brlek, Drzazga, Małecki, Ondrasek, Pietrzak, a już po wznowieniu rozgrywek Rafał Wolski. Debiut Pawłowskiego w roli trenera Wisły nastąpił we Wrocławiu, gdzie przegrał z byłymi podopiecznymi 0:1. Nieco te niepowodzenie osłodziło mu wspaniałe przyjęcie i podziękowanie ze strony gospodarzy. Niestety, dwa kolejne mecze, które rozgrywane były przy Reymonta przelały czarę goryczy. W spotkaniach z Górnikiem Łęczna i Podbeskidziem Bielsko-Biała liczono na komplet sześciu punktów, a tym czasem Wisła zdobyła raptem jedno oczko. Tłumaczenia Pawłowskiego zamieniły się w seryjne żarty, szkoleniowiec w sieci stał się powszechnym obiektem żartów. Nic dziwnego, że zarząd Wisły widząc staczający się do pierwszej ligi zespół postanowił ... urlopować Tadeusza Pawłowskiego.
Bieżący sezon, w którym dwukrotnie popularny Ted zawiódł oczekiwania pracodawców i kibiców, rzucił nieco cień na jego wcześniejsze dokonania i raczej nie prędko wskoczy ponownie na trenerską karuzelę.
W tym tygodniu skończyła się również przygoda z ekstraklasą Jerzego Cyraka. 23 lata młodszy od Pawłowskiego szkoleniowiec nie może się pochwalić ani karierą piłkarską ani sukcesami szkoleniowymi takimi jak były napastnik Śląska. Cyrak na najwyższym szczeblu figurował w protokołach meczowych w ponad 150 meczach w roli asystenta I trenera w Lechii Gdańsk i Lechu Poznań. Od września 2014 zaczął pracować na własny rachunek - drugoligowego Górnika Wałbrzych nie zdołał utrzymać w lidze, a bieżący sezon zaczął w trzecioligowym Pelikanie Niechanowo. Od października ub.r. wrócił do asystentury w ekstraklasie dołączając do Leszka Ojrzyńskiego w Górniku Zabrze. Współpraca jesienna to 3 zwycięstwa, 5 remisów i 2 porażki, ale sześć ostatnich meczów bez porażki dawało w Zabrzu nadzieję, że wiosną 14-krotny mistrz kraju spokojnie się utrzyma. Cyrak w międzyczasie prolongował licencję UEFA Pro, gościnnie prowadził treningi ze zdolnymi juniorami Górnika. Krach w Górniku nastąpił w o wiele większym rozmiarze niż w Wiśle. Porażka w Krakowie z Cracovią 0:3, która przerwała passę meczów bez porażki nie spowodowała większych reperkusji, bowiem zbliżały się Wielkie Derby Śląska połączone z otwarciem trzech trybun nowego stadionu w Zabrzu. Porażka 0:2 z Ruchem przy beznadziejnej grze był mocnym sygnałem ostrzegawczym. Następne mecze miały dać odpowiedź czy w drużynie jest kryzys czy tylko chwilowy przestój. Wrocław - 0:0 ze Śląskiem, słaba gra, pierwszy celny strzał po godzinie gry i wreszcie bezapelacyjna porażka domowa z Lechem 0:2 oznaczała, że w Zabrzu misja Ojrzyńskiego w roli sternika I drużyny dobiegła końca. Zero strzelonych wiosną bramek, bezbarwny, a raczej brak stylu gry spowodowały, że zarząd przychylił się do nawoływań z trybun, by pożegnać się z trenerem. Za Ojrzyńskiego nowym trenerem został Jan Żurek. Klub pożegnał się z całym sztabem szkoleniowym firmowanym przez Ojrzyńskiego, czyli Grzegorzem Opalińskim, Dawidem Dubasem i Jerzym Cyrakiem.
Jerzy Cyrak jest szkoleniowcem na dorobku, wciąż zdobywającym doświadczenie. Wątpliwe, by wrócił do Pelikana, który prowadzi obecnie były reprezentant kraju Sławomir Majak i nic nie wskazuje by beniaminek miał wiosną kłopoty z utrzymaniem w lidze, zwłaszcza, że wyniki sparingów oraz transfery (m.in. były podopieczny Cyraka z Wałbrzycha Damian Lenkiewicz) napawają optymizmem.
Cyrak być może wiosną obejmie któryś z zespołów w roli strażaka gaszącego pożar, a może zaliczy kolejny staż zagraniczny. Na pewno pobyt w Zabrzu był dla niego pożyteczny i zakończenie współpracy nie będzie miało takiego wpływu na postrzeganie jego pracy jak w przypadku Pawłowskiego - trenera z nieporównywalnie większą renomą szkoleniową.

sobota, 5 marca 2016

Podsumowanie przygotowań w trzeciej lidze.

Kilka zespołów trzeciej ligi dolnośląsko-lubuskiej wyjechało na zgrupowania, niektórym się nie udało mimo planów, a jeszcze inne przygotowywały się głównie na własnych obiektach. Z różnych względów, naprawdę trudno zdobyć rzetelne informacje na temat wyników sparingów, zawodników testowanych, ruchów personalnych. Trudno było również zdefiniować pojęcie sparingu trzecioligowca - najświeższy przykład z wałbrzyskiego podwórka: czy porażkę 1:5 z Victorią Świebodzice traktować jako mecz I zespołu czy drużyny juniorów? Podobnie rzecz się miała z meczami wrocławskiego Śląska, gdzie przeciwko Piastowi Żmigród de facto zagrała ekstraklasowa drużyna, ale tego meczu dla przykładu nie zauważyła futbolowa encyklopedia w postaci portalu 90minut.pl.
 Oto najważniejsze wydarzenia na czwartym poziomie rozgrywkowych, które miały miejsce od grudnia 2015 do końca lutego 2016.
Z rozgrywek wycofał się KP Brzeg Dolny - rywali wiosennych popularnych Diabłów czeka bonus w postaci darmowych punktów za walkowery.
Doszło do trzech zmian trenerów. W Świdnicy pożegnano się z Marcinem Dymkowskim, a w jego miejsce pojawił się Piotr Bolkowski ze wspomnianego KP Brzeg Dolny. Dymkowski z kolei znalazł pracę w Foto-Higienie Gać osieroconej przez Romualda Szukiełowicza, który objął Śląsk Wrocław. Zmiany szkoleniowe w Zagłębiu Lubin dotknęły również zespół rezerw, gdzie Paweł Karmelita objął zespół juniorów młodszych (U-16), a zastąpił go Andrzej Turkowski -prowadzący ostatnio zespół kobiecy.
Krzysztof Drzazga
Hitem transferowym było odejście najskuteczniejszego w lidze z 21 bramkami Krzysztofa Drzazgi (rocznik 1995) do krakowskiej Wisły. Pogrążona w wielkim kryzysie Biała Gwiazda już zdążyła pożegnać trenera Tadeusza Pawłowskiego, a sam Drzazga zadebiutował dopiero w ostatni weekend lutego w przegranym meczu z Podbeskidziem (1:2).
Jeśli chodzi o najgłośniejsze transfery do zespołów trzecioligowych to miały miejsce one w Gorzowie Wielkopolskim. Stilon wzmocnił pomocnik Krzysztof Kaczmarczyk ostatnio grający w ekstraklasowej Termalice Nieciecza, ale i tak bardziej znany w futbolowym światku jest zapewne 32-letni obrońca Dawid Kucharski. Były defensor Amiki Wronki, Lecha Poznań, w barwach których występował w europejskich pucharach, po półrocznej grze w niemieckim SV Peheim reprezentować będzie barwy Piasta Karnin.
Najbardziej zdeterminowanym zawodnikiem szukającym zatrudnienia w grupie dolnośląsko-lubuskiej III ligi był świdniczanin Kamil Szczygieł. 20-letni pomocnik przez ostatnie 5 lat grał w juniorach, a później w rezerwach Ruchu Chorzów, zimą testowany przez Lechię Dzierżoniów, by ostatecznie zakotwiczyć w macierzystej Polonii-Stali Świdnica. W meczach towarzyskich trafiał dla obu zespołów, a dla świdniczan nawet w spotkaniu z ... Lechią (1:2). Z kolei wiosną w Dzierżoniowie będzie grał Patryk Klimala, który jesienią grał w juniorach Legii Warszawa, a zimą testowany był w Legionovii Legionowo i Śląsku II Wrocław
Największą ilość meczów towarzyskich rozegrał gorzowski Stilon - 10, który tylko 2 z nich przegrał, gdy rywalami byli pierwszoligowcy z Głogowa i Kołobrzegu.
Najwięcej obcokrajowców zaprezentowało się podczas sparingów rezerw Śląska Wrocław. Najpierw skutecznością błyszczał Portugalczyk Flavio Paixao - karnie odesłany z ekstraklasowej drużyny do drugiego zespołu, po tym jak podpisał kontrakt z Lechią Gdańsk. Ostatecznie Flavio nie będzie gnębił bramkarzy trzeciej ligi, bo dołączył do brata bliźniaka w Trójmieście, ale wcześniej zaliczył zgrupowanie w zespole rezerw. Nieco później niego trener Arkadiusz Bator mógł liczyć w lutowych sparingach na Ukraińca Ihora Tyszczenko, a ostatnio na Węgra Bence Mervo.
Jedynym zagranicznym sparingiem jaki rozegrali trzecioligowcy była dość niespodziewania wizyta rezerw Miedzi w Berlinie, gdzie ulegli Hercie II 0:1. Blisko meczu w czeskiej Desnej były Karkonosze, które miały zagrać z goszczącym w niedalekich Mysłakowicach GKS Wikielec. Ostatecznie mecz rozegrano nie w Czechach, ani w pobliżu pobytu gości z Warmii i Mazur czy Jeleniej Górze, ale dopiero w podwałbrzyskich Świebodzicach!
Do jeleniogórzan należy z kolei rekord w ilości strzelonych bramek - Piast Wykroty (klasa okręgowa) został pokonany w stosunku 11:1. Inna sprawa, że podopieczni Artura Milewskiego w pozostałych zimowych meczach nie potrafili nawet zremisować... Jeśli wziąć pod uwagę najboleśniejsze porażki w zimowych przygotowaniach to doznały je rezerwy Śląska i wspomniane Karkonosze - po 1:7. Co ciekawe za rywali mieli ligowych przeciwników - wrocławian upokorzyła Ślęza, a jeleniogórzan Zagłębie II Lubin.
Najwięcej bramek w jednym meczu zdobył Mateusz Fedyna z Piasta Żmigród, który czterokrotnie pokonał bramkarza Dolpaszu Skokowa (8:0) - inna sprawa, że rywal gra w A klasie, czyli odpowiedniku szóstej ligi.
Jeśli wziąć pod uwagę skuteczność w sparingach to mocnym kandydatem na wiosenne odkrycie w III lidze jest ukraiński napastnik żmigrodzkiego Piasta - Jurij Furta (rocznik 1988). Mający za sobą grę w rodzimej ekstraklasie czy epizody w ukraińskiej młodzieżówce zawodnik trafiał do siatki w 4 z 8 sparingów Piasta, w tym przeciwko piłkarzom I zespołu Śląska Wrocław.
Najbardziej wartościowe wyniki sparingów? Oczywiście największą chwałą jest pokonanie zespołów z wyższych klas rozgrywkowych. Górnik Wałbrzych pokonuje Cracovię 3:2,która grała w najsilniejszym zestawieniu, m.in. jeszcze z Denisem Rakelsem, który krótko po tym wyemigrował do angielskiego Reading. Z ekstraklasowymi zespołami grali jeszcze zespoły:
Foto-Higieny Gać - 1:2 ze Śląskiem Wrocław, KS Polkowice - 0:4 ze Śląskiem Wrocław oraz wspomniany już wcześniej Piast Żmigród - 1:0 ze Śląskiem, który wystawił zawodników, którzy nie załapali się na rozgrywany dzień wcześniej mecz w ekstraklasie.
Najmniej chlubny wynik - porażkę z drużyną grającą dwa szczeble niżej - poniosły rezerwy Zagłębia Lubin, które uległy u siebie występującej w leszczyńskiej klasie okręgowej Kanii Gostyń 0:1.

wtorek, 1 marca 2016

Zimowe okno transferowe zamknięte

Koniec lutego to również koniec okienka transferowego w Polsce. Oczywiście nie oznacza to jednoznacznie, że kluby nie podpiszą umowy już z żadnym zawodnikiem czy też nie pożegnają się z którymś ze swoich graczy. Piłkarzy bez przynależności klubowej w Polsce nie brakuje.
Z perspektywy Wałbrzycha jakie obserwowaliśmy zmiany byłych graczy spod Chełmca?
Górnik Wałbrzych póki co oficjalnie pożegnał się jedynie z Adrianem Mrowcem, którego transfer do spadkowicza z drugiej ligi latem mógł uchodzić za jeden z największych hitów transferowych w lidze. Podopieczni Roberta Bubnowicza byli jesienią najlepsi, a najlepszym zawodnikiem był niewątpliwie kapitan drużyny Marcin Orłowski, który mógł liczyć na zainteresowanie ze strony innych klubów. Najgłośniej bodaj było o ofercie łódzkiego Widzewa, z której Orzeł nie skorzystał. Głównie to media łączyły z Górnikiem nowych zawodników (Bobkiewicz z KP Brzeg Dolny, Pieśkiewicz -Włókniarz Leśna), a swoje teorie miał również red. Bogdan Skiba (m.in. Adrian Leśniarek z Lechii Dzierżoniów rozpoczynający studia w Wałbrzychu). Wśród sprawdzanych nowych twarzy (Prokop z Bielawianki, Jastrzębski z Lubina) nie było głośnych nazwisk, ale i te nie znalazły uznania (a może zabrakło funduszy?) by ostatecznie dołączyć do drużyny biało-niebieskich. Jedynym, na tę chwilę nabytkiem jest Mateusz Krawiec, były kadrowicz w kategorii juniorów, który w kategorii seniorów grał jedynie sezon w drugiej lidze w Odrze Opole. Cały ubiegły rok spędził w czwartoligowym Gromie Wolsztyn, który jesień zakończył na 11.miejscu, a kilkadziesiąt godzin temu ... wycofał się z rozgrywek!
W pierwszej lidze z Bełchatowem pożegnał się Krystian Stolarczyk, któremu nie udało się zadebiutować w ligowym meczu I drużyny GKS. Próbował zahaczyć się w Broni Radom, ale ostatecznie wciąż jest na etapie poszukiwania nowego klubu.
Do Pogoni Siedlce próbował załapać się Patryk Parol, który ostatnie lata spędził we Włoszech. Niestety, po serii treningów, sparingów trener Marcin Sasal wałbrzyszaninowi pokazał drzwi jak to barwnie opisał siedlecki portal.
Legnicką Miedź opuścił Damian Lenkiewicz, który teoretycznie figurował w kadrze I zespołu (był zgłoszony do rozgrywek I ligi), ale grywał głównie w trzecioligowych rezerwach. Po rozwiązaniu umowy sprawdzany był przez drugoligową Stal Stalowa Wola, by trafić szczebel niżej do Pelikana Niechanowo. Beniaminek III ligi z Wielkopolski sezon rozpoczynał pod wodzą trenera Jerzego Cyraka, który opuścił szybko zespół na rzecz asystentury w Zabrzu. Leny doznał kontuzji podczas przygotowań z Pelikanem, ale wyleczył się i w ostatnim dniu lutego podpisał umowę z Pelikanem.
Stal Stalowa Wola to miejsce, gdzie próbuje zahaczyć Kamil Mańkowski. Młodzieżowiec z Polonii Bytom zimą zagrał w kilku sparingach i co nie jest powszechne w jego przypadku, strzelił nawet bramkę! Uczynił to zresztą w spotkaniu z byłym swoim klubem z Piotrówki. W Stalowej Woli wystąpił w 3 sparingach, w których nie zaliczył ani asysty, ani bramki i już zabrakło go w sobotniej grze przeciwko Stali Rzeszów. Gdzie Maniek zagra wiosną?
Jeśli chodzi o trzecioligowców to Kamil Czapla przez krótki czas trenował w macierzystym Lechu Poznań, ale z powrotu nic nie wyszło i najprawdopodobniej będzie wciąż bronił barw Finishparkietu Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie. Do trzeciej ligi z kolei wraca świdnicki weteran Dariusz Filipczak, który dołączył do I zespołu Polonii-Stali.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Dwumecz na remis

Na ostatni weekend lutego wałbrzyski Górnik miał zaplanowany dwumecz. Po powszechnie rozumianej definicji dwumeczu kibice mogli się spodziewać podzielonej kadry I zespołu rywalizującej w obu spotkaniach. Niestety, w Wałbrzychu było inaczej - najpierw z Victorią Świebodzice zagrali juniorzy, a z kowarską Olimpią trzecioligowcy.
Organizacyjnie lider przed startem III ligi nie zachwyca, bowiem nie dość, że nie doszło do zgrupowania, to nie licząc Mateusza Krawca, zespół w ogóle się nie wzmocnił. Złośliwi odliczą od jesiennej kadry Maksyma Tatuśkę i Adriana Mrowca, wypomną urazy Sławomira Orzecha czy Grzegorza Michalaka, to wyjdzie na to, ze Górnik przystąpi do najważniejszej od wielu lat rundy osłabiony. Dlaczego najważniejszej? Ewentualny brak awansu raczej nie będzie argumentem, by kilku obecnych kluczowych zawodników biało-niebieskich chciało dalej grać przy Ratuszowej. Ponadto kolejna reforma ligi, zwłaszcza rywale z kolejnych województw opolskiego i śląskiego, nie sprawią, by o awans do drugiej ligi było łatwiej.
Marcin Bałut - wart zainteresowania zestrony Górnika?

[foto: walbrzyszek.com]
W sobotnie przedpołudnie Górnik najpierw zagrał z Victorią Świebodzice. Goście w przeciwieństwie do wałbrzyszan zaliczyli zgrupowanie zimowe i to nad Bałtykiem. Kadrę prowadzoną przez znakomicie znanych pod Chełmcem Macieja Jaworskiego, Ryszarda Mordaka i Wojciecha Wierzbickiego wzmocnił kwartet doświadczonych zawodników, który na poziomie okręgówki wygląda wręcz imponująco. Mowa bowiem o powrocie z zagranicy Marcina Kokoszki, który swego czasu grał na poziomie ekstraklasy czy Dominiku Janiku, który z Górnikiem Wałbrzych awansował z czwartej do drugiej ligi będąc czołowym snajperem nie tylko zespołu, ale i całej ligi. Janika, podobnie jak Marcina Traczykowskiego nie zobaczyliśmy w sobotnim sparingu. Mimo ich absencji wicelider klasy okręgowej nie miał problemów z ograniem wałbrzyskiej młodzieży i to w bezapelacyjnym wymiarze 5:1. Katem gospodarzy okazał się Marcin Bałut - rocznik 1997. Strzelił on 3 gole, a warto dodać, że już dwa, trzy lata temu był zapraszany na testy do Ruchu Chorzów i Śląska Wrocław. Jest i będzie jeszcze dwa sezony w wieku młodzieżowca. Nie wiem czy w Górniku brano pod uwagę sprawdzenie świebodzickiego zawodnika - czy to pod kątem przydatności do drużyny Piotra Przerywacza czy też nawet zespołu seniorów? Mimo zapowiadanej szerszej współpracy z pobliskimi klubami trudno dostrzec nowe twarze na meczach sparingowych. Czy to tylko wina problemów finansowych wałbrzyskiego klubu?
Drugą odsłoną dwumeczu był pojedynek liderów trzeciej i czwartej ligi. Olimpia Kowary jesienią w lidze uległa tylko niepokonanemu Sokołowi Wielka Lipa, który zajmuje drugą pozycję ze stratą 5 punktów, ale i dwoma meczami zaległymi. W Kowarach od początku przygody z IV ligą nie ukrywają ambicji awansowych, stąd m.in. obecność w Olimpii byłych piłkarzy wałbrzyskiego Górnika czy aktualnego trenera Aleksieja Tierieszczenki. Oprócz doskonale znanym kibicom Marcina Smoczyka i Damiana Chajewskiego mogliśmy zobaczyć w akcji Patryka Bębenka, który był rok wcześniej sprawdzany przez drugoligowego wówczas Górnika. Bębenek zimą był już testowany przez pierwszoligową Olimpię Grudziądz oraz łotewskie Skonto Ryga. Tej zimy kowarzanie potrafili ograć w grudniu MKS Kluczbork 3:2, ale też wręcz się skompromitować w Opolu (0:8), we Wrocławiu ze Ślęzą (0:5). Wynik z wałbrzyskiego sparingu wkomponował się w tę drugą twarz Olimpii. O piłkarzach z Kowar trudno się wypowiedzieć pozytywnie. Dla Górnika był to wartościowy sparing - w przeciwieństwie do dotychczasowych zimowych meczów przyszło mu się zmierzyć z rywalem wyraźnie słabszym, który raczej próbował bronić dostępu do bramki niż atakować. W rundzie wiosennej często podopieczni Roberta Bubnowicza będą zmuszeni do prowadzenia ataku pozycyjnego i właśnie mecz z takim rywalem jak Olimpia był doskonałą okazją do przećwiczenia tego elementu.
Może martwić skromność kadry, ale z drugiej strony cieszy skuteczność i pomysłowość niektórych ofensywnych akcji. Bardzo ważne, że nikt nie doznał kontuzji. W przeciwieństwie do kłopotów organizacyjnych klubu, sportowo (nie licząc liczebności kadry) lider wygląda dobrze.
Przed piłkarzami lidera teraz przygotowanie do walki o Puchar Polski - w sobotę mecz w Świdnicy, gdzie debiut w oficjalnym meczu w roli trenera Polonii-Stali zaliczy Piotr Bolkowski.

środa, 24 lutego 2016

Porażka z Sosnowcem

Kolejny pierwszoligowiec gościł w kompleksie Aqua Zdrój w Wałbrzychu i ciężkie treningi urozmaicił sparingiem z miejscowym Górnikiem.Tegoroczną tradycją sparingów Górnika rozgrywanych w Wałbrzychu, że wśród rywali są byli (lub obecni) kadrowicze. Tym razem kibice mogli zobaczyć w akcji Jakuba Wilka, który zaliczył 3 epizody w reprezentacji 7 lat temu, a bardziej kojarzony jest z gry w poznańskim Lechu. Co ciekawe więcej sukcesów osiągnął po wyjeździe na Litwę, gdzie zaczął kolekcjonować krajowe dublety. Jesienią powrócił do ojczyzny i niespodziewanie wylądował w ekipie beniaminka I ligi. Zagłębie Sosnowiec jest doskonale znane w Wałbrzychu, dzięki rywalizacji z Górnikiem w drugiej lidze, ale podobnie jak w przypadku niedawnego sparingpartnera MKS Kluczbork, obecnie niedawnych ligowych rywali dzieli różnica dwóch klas. Sosnowiczanie po jesiennych meczach zajmują znakomitą trzecią pozycję ze stratą 3 punktów do Arki i 4 do Wisły Płock. Wynik mógłby być bardziej okazały, gdyby nie zaangażowanie w rozgrywki Pucharu Polski, gdzie podopieczni duetu Derbin-Stanek dotarli aż do półfinału i sposobić się będą do dwumeczu z Lechem Poznań. Zagłębie nie ukrywa chęci promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zimą kadra została wzmocniona Bułgarem Wezałowem, jednym z najbardziej utalentowanych młodych piłkarzy Legii Robertem Bartczakiem oraz młodym Michałem Bajdurem ostatnio wypożyczonym z Legii do Dolcanu Ząbki. Kibiców Zagłębia mogły zaniepokoić wyniki zimowych sparingów, bowiem do meczu w Wałbrzychu w 7 meczach nie potrafili oni wygrać.
Piotr Rojek i Filip Brzeziński
[foto:walbrzyszek.com]
Zgrupowanie w Wałbrzychu było drugim dla pierwszoligowców i jedynym przerywnikiem pośród ciężkich treningów był sparing z gospodarzami. Robert Bubnowicz nie mógł skorzystać z kilku zawodników, którzy w tym samym czasie rywalizowali w akademickim futsalu. Dodatkowo w defensywie wypadł Sławomir Orzech, a już w trakcie spotkania chwilę grozy przeżył Grzegorz Michalak, którego uraz wyglądał w pewnej chwili bardzo dramatycznie. Mecz z eksperymentalnie zestawionym personalnie Górnikiem Zagłębie wygrało bez problemów 2:1. Wynik i część opinii pomeczowych jest nieco myląca - różnica klas była widoczna, najprawdopodobniej, gdyby to była rywalizacja o stawkę, to determinacja sosnowiczan byłaby większa, co miałoby przełożenie na liczbę strzelonych bramek. Druga bramka dla pierwszoligowca to nie tylko błąd w komunikacji, za który zapłacił Grzegorz Michalak, ale i prezent od Damiana Jaroszewskiego, który po prostu skompromitował się przy tym wyjściu do dośrodkowania. Sytuacja kadrowa wymusiła na Robercie Bubnowiczu danie szansy kilku juniorom i stąd po raz pierwszy w I składzie mogliśmy zobaczyć obrońcę Piotra Rojka czy napastnika Dominika Woźniaka. Filipa Brzezińskiego już mogliśmy oglądać w poprzednich sparingach. Można w tym miejscu postawić pytanie - dlaczego dopiero teraz? Takie spotkania, z takimi rywalami to dla młodych piłkarzy nie tylko zbieranie doświadczeń, ale i bodziec do cięższej pracy. Przez większość okresu przygotowawczego sztab szkoleniowy obracał się w tym samym kręgu nazwisk. Nowych twarzy raczej nie ma się co spodziewać, więc rywalizacja wśród młodzieżowców Górnika będzie bardzo ...  skromna. A trzeba pamiętać, że juniorzy przewodzą Dolnośląskiej Lidze Juniorów i zapewne będą chcieli powalczyć o awans do Centralnej Ligi Juniorów. Czy priorytet I drużyny zniszczy plany juniorów trenowanych przez Piotra Przerywacza?
Przebieg rywalizacji kibice nieobecni na meczu mogli śledzić na aplikacji flashscore.pl, a także na stronie sosnowieckiego klubu i lajfach.com. Swoją "relację" zaprezentował również Bogdan Skiba, który w składzie gospodarzy widział ...Adriana Mrowca. Najgorzej, że na rewelacjach wałbrzyskiego redaktora bazuje katowicki Sport, jak i również portal 90minut.pl, który później zweryfikował skład Górnika.
Poniżej bramki z meczu (źródło -oficjalny kanał youtube Zagłębia Sosnowiec):

wtorek, 23 lutego 2016

Patent Oleksego

Wielkie Derby Śląska to największe wydarzenie futbolowe na Górnym Śląsku. To nie tylko batalia pomiędzy najbardziej utytułowanymi klubami Polski, a walka o prymat w regionie, prestiż, szczególnie ważny dla kibiców obu drużyn. W bieżącym stuleciu pojedynek Ruchu Chorzów z Górnikiem Zabrze był rozgrywany przy rekordowej publice na Stadionie Śląskim. Wydarzenie reklamowane było nawet w dalekiej Hiszpanii, na stadionie Atletico Madryt, z którym sympatyzują fani Niebieskich. Ostatnie mecze rozgrywane były w niezbyt okazałych okolicznościach - albo na budowanym obiekcie w Zabrzu lub w Chorzowie, gdzie stadion uchodzi, obok szczecińskiego, za jeden z najbrzydszych i najmniej funkcjonalnych. W tym roku zabrzańskie WDŚ miało oprawę godną najlepszych meczów w kraju - oddano do użytku trzy nowe trybuny, które zapełniło ponad 24 tysiące kibiców, którzy do zakupionego biletu otrzymywali okolicznościowe szaliki. Kilka orkiestr górniczych, znakomitości wśród vip-ów, znalazło się również miejsce dla ...Krystyny Loskiej, nieco zapomnianej gwiazdy telewizji, swego czasu kojarzonej z pucharowymi sukcesami Górnika.
O ile stadion, otoczka była na medal, to wydarzenia boiskowe wyraźnie rozczarowały. Zamykający ligową tabelę zespół gospodarzy zagrał poniżej oczekiwań, bez polotu, waleczności, ustępując wyraźnie chorzowianom. Jesienny pojedynek Ruch u siebie rozstrzygnął po celnym uderzeniu Pawła Oleksego, byłego juniora wałbrzyskiego klubu. i tym razem Paweł wpisał się niespodziewanie na listę strzelców. Doliczony czas gry I połowy, dośrodkowanie z rzutu rożnego, nieporadność zabrskich defensorów, Magierę i Janukiewicza uprzedza Oleksy i głową pakuje piłkę do siatki. 0:1! Klasyczny gol do szatni skutecznie podciął skrzydła miejscowym, którzy po przerwie oddali całkowicie inicjatywę chorzowianom, którzy ostatecznie wygrali 2:0.
Dziennikarze oraz kibice bohatera WDŚ upatrywali w skutecznym w odbiorze Surmie, czy walecznym Stępińskim, ale gdyby wynik jednobramkowy utrzymał się do końcowego gwizdka arbitra niechybnie to piłkarz urodzony w Kamiennej Górze, okrzyczany zostałby ojcem zwycięstwa. Po spotkaniu trener Waldemar Fornalik zażartował, że skład na następny mecz z Górnikiem Zabrze będzie rozpoczynał od Oleksego, a on sam zachowuje spokój dedykując bramkę narzeczonej. Katowicki Sport, który "żył" WDŚ od kilkunastu dni większość piłkarzy Ruchu ocenił na "6" w dziesięciostopniowej skali. Notę Pawła uzasadniając: Uwielbia grać w derbach. W obronie nie był nieomylny, ale w Chorzowie będą pamiętać tylko jego gola.
Oleksy w ekstraklasie rozegrał ponad 60 spotkań i strzelił trzy gole. W barwach Piast pokonał bramkarza Śląska Wrocław, a w bieżącym sezonie dwukrotnie został ulubieńcem kibiców Niebieskich po trafieniach w meczach z Górnikiem Zabrze. Miejmy nadzieję, że w barwach Ruchu będzie trafiał częściej i nie tylko w prestiżowych derbach.
Drugim wałbrzyskim wątkiem w meczu Górnika z Ruchem była osoba asystenta trenera gospodarzy Leszka Ojrzyńskiego - Jerzego Cyraka. Niedawny szkoleniowiec piłkarzy Górnika Wałbrzych jesienią przeniósł się z trzecioligowego Pelikana Niechanowo do Zabrza. Pierwsze tegoroczne mecze (0:3 z Cracovią i teraz 0:2) spowodowały, że realnych kształtów nabrało ultimatum dla szkoleniowca Górnika - porażka w piątek we Wrocławiu może oznaczać pożegnanie z posadą. Być może okazać się również pożegnaniem Cyraka. bowiem nowy trener być może będzie chciał przebudować również swój sztab. Choć z drugiej strony wśród ewentualnych nowych szkoleniowców Górnika wymieniany jest Mariusz Rumak (obecny na meczu z Ruchem), z którym Cyrak współpracował w poznańskim Lechu - więc może dojść do reaktywacji duetu, który doprowadził Kolejorza do dwukrotnego tytułu mistrza kraju.