czwartek, 14 maja 2015

Problemy świdnickich muszkieterów

Polonia/Stal Świdnica prowadzona przez Marcina Morawskiego zbiera pozytywne recenzje za wiosenne wyniki w trzeciej lidze.W tym roku jedynie rezerwy Zagłębia i Śląska są skuteczniejsze. W Świdnicy również z uwagą śledzą losy swoich wychowanków,którzy po opuszczeniu rodzinnego miasta z powodzeniem kontynuowali karierę w lepszych klubach, niejednokrotnie grając również w reprezentacji Polski.O ile macierzysty klub jest wyraźnie na fali wznoszącej to nie można tego o trójce świdniczan, którzy są rozpoznawani przez zdecydowaną większość fanów futbolu w Polsce.
Janusz GOL opuścił Świdnicę po niezwykle udanym sezonie 2007/08 kiedy to Polonia/Sparta Świdnica dopiero w barażach przegrała swoją szansę na drugą ligę. Po dwuipółletniej grze w Bełchatowie przeniósł się do Legii Warszawa już w glorii kadrowicza. Przy Łazienkowskiej trzykrotnie wznosił w geście triumfu Puchar Polski i raz był mistrzem Polski. Większość kibiców kojarzy go z ...gola strzelonego w Moskwie Spartakowi w 92 minucie dającego zwycięstwo 3:2 i awans do dalszej rundy Ligi Europejskiej. W lipcu 2013, kilka tygodni po świętowaniu krajowego dubletu ośmiokrotny reprezentant kraju podpisał kontrakt z rosyjskim Amkarem Perm. W premierowym sezonie (2013/14 - 9.miejsce) rozegrał 27 meczów, w bieżącym Amkar zajmuje miejsce nr 13 - barażowe i na 3 kolejki przed końcem traci zaledwie dwa punkty do jedenastego Rostova. Dotychczas Janusz zagrał 20 razy dwukrotnie wpisując się na listę strzelców i tyleż samo asystując przy bramkach partnerów. Drugą bramkę zdobył w ostatniej kolejce, gdy piłkarze z Permu niespodziewanie zremisowali (1:1) na boisku wicelidera FK Krasnodar. Niestety,oprócz walki na boisku, Amkar czeka walka o otrzymanie licencji. Komisja ds.licencji przy rosyjskiej federacji piłkarskiej nie przyznała klubowi licencji na grę w ekstraklasie w najbliższym sezonie. Klub oczywiście mają dwa tygodnie czasu na uregulowanie finansowych zaległości i odwołanie się od decyzji. Janusz Gol jest jednym z nielicznych już Polaków grających w rosyjskiej lidze. Podobnie jak Rybus na boiska wybiega regularnie i być może znalazł by się chętny na usługi Janusza w przypadku kłopotów Amkara. Złośliwi dziennikarze znad Wisły już sugerują, że Gol może trafić do gdańskiej Lechii, która ostatnimi czasy przygarnia Polaków po grze za granicami kraju.
O Arkadiuszu PIECHU głośno się zrobiło zimą niekoniecznie z powodów sportowych. Niepotrzebnie rozdmuchane zdarzenie w świdnickim szpitalu zbiegło się z ogromną krytyką jego jesiennych występów w Legii, gdzie trafił latem z Zagłębia Lubin. Piech, podobnie jak Gol, grając w Polonii/Sparty Świdnica reprezentował Dolny Śląsk na Regions Cup w 2007 skąd przywiózł złoty medal. Na tym podobieństwa z Januszem się nie kończą: w 2008 opuszcza Świdnicę, by w końcu trafić do ekstraklasy i zadebiutować w reprezentacji Polski. Z tym, że drogę miał bardziej wyboistą: Gawin Królewska Wola, Widzew Łódź, Ruch Chorzów - gdzie dopiero na Górnym Śląsku. Trzyletni pobyt przy Cichej to wicemistrzostwo i finał Pucharu Polski, tytuł Piłkarza Sezonu 2011/12, 4 występu w I reprezentacji Polski. W styczniu wyjechał do tureckiego Sivassporu, gdzie strzelił zaledwie jedną bramkę w 7 meczach i szybko wrócił do ojczyzny mimo podpisania trzyipółletniego kontraktu. Mimo niezłej gry w Zagłębiu Lubin (9 goli) zespół spadł, a Arek podpisał kontrakt z Legią zaledwie 4 razy zagrał w I zespole. Zimą bez żalu zgodził się na wypożyczenie do GKS Bełchatów, gdzie, niestety,powtarza się historia z Lubina - dobra gra Piecha i odwrotnie proporcjonalnie dyspozycja całego zespołu. O ile on sam uznawany jest obecnie za najlepszego gracza, to GKS szybko roztrwonił kapitał z jesieni, stoczył się na dno tabeli i wszystko wskazuje na dramatyczną walkę o utrzymanie. Piech w 10 występach w barwach Brunatnych strzelił 6 bramek,choć część z nich nie powinna być uznana z powodu ofsajdów. Po zakończeniu sezonu nie wiadomo co będzie z Arkiem - kończy się wypożyczenie i wątpliwe by Legia nalegała na powrót zawodnika, który już zawiódł. W przypadku degradacji sam zawodnik nie będzie chciał przedłużyć pobytu w Bełchatowie.Jednym słowem - najbliższe tygodnie to wielka niewiadoma i bardzo prawdopodobne, że świdniczanin nowy sezon rozpocznie w nowym klubie.
Trzeci świdnicki muszkieter Fabian PAWELA również urodził się w 1985 roku, ale nie może pochwalić się takimi sukcesami co duet Gol - Piech. W Świdnicy grał jedynie w juniorach, by wyjechać do Grecji w wieku 19 lat i spędził 6 lat, ale wielkiej kariery tam nie zrobił. Wiosną 2010 pokazał się w Polsce, a debiut Fabian zaliczył na murawie ...Stadionu 1000-lecia w Wałbrzychu. W barwach Czarnych Żagań wywozi remis z Ratuszowej, który po kilku dniach przerodził się w walkower dla Górnika za grę właśnie Paweli! Żagańscy działacze nie załatwili na czas potwierdzenia do gry i PZPN musiał przyznać 3 punkty. W następnym sezonie również przez grę Paweli Czarni zamiast punktu (0:0) musieli przeżyć gorycz walkowera (z Chojniczanką - gra po 4 żółtych kartkach). Dwuletni pobyt w drugoligowcu z Lubuskiego to 17 bramek, w tym 14 w drugim sezonie. Dość niespodziewanie latem 2012 przechodzi do Podbeskidzia Bielsko-Biała. W debiucie bramkę strzela już w pierwszej minucie! W trakcie dwuletniego kontraktu w bielskim zespole strzelił 11 bramek walnie przyczyniając się do utrzymania zespołu. W przeciwieństwie do dynamicznego, szybkiego Piecha,Fabian imponował siłą fizyczną, walką w powietrzu. Gdy wydawało się, że znajdzie zatrudnienie w kraju dość niespodziewanie latem ubiegłego roku wylądował za zachodnią granicą w Energie Cottbus. Łużycki klub często zatrudniał Polaków (Juskowiak, Kałużny, Wawrzyczek, Kukiełka, Kobylański czy Bandrowski), ale obecnie to drużyna zaledwie trzecioligowa. Po 36 kolejkach (na 38 do rozegrania) Pawela ma koncie 18 występów, w tym zaledwie jeden w pełnym wymiarze czasowym.Wiosną przyplątała mu się kontuzja i jego bilans w 2015 roku to jeden 17-minutowy występ przeciwko Wehen Wiesbaden 14 lutego. Od tamtej pory nawet nie znalazł się w meczowej kadrze, a od kwietnia gra w zespole rezerw, gdzie nie dane mu było jeszcze strzelić bramki w rozgrywkach południowej grupy Oberligi.
Fabian umowę ma podpisaną do końca czerwca 2016 roku, ale jeśli nie zmieni się jego pozycja w Cottbus, być może będzie szukał innego klubu, niekoniecznie w Polsce.Tylko czy łatwo mu będzie znaleźć lepszy klub od Energie, gdy się nie strzela żadnej bramki w sezonie w roli napastnika?
Wspomniane trio świdnickich 30-latków najprawdopodobniej czeka w najbliższych tygodniach czas podjęcia decyzji. Bardzo prawdopodobne jest, że wszyscy zagrają w nadchodzącym sezonie w nowych klubach.

Szczęście 13-go - pomoc ze Świnoujścia

Połowa lipca ubiegłego roku. Górnik Wałbrzych pod wodzą Andrzeja Polaka przygotowuje się do inauguracji rozgrywek 2.ligi, działacze podpisują umowy z nowymi graczami. Tymczasem w ośrodku przy Ratuszowej gości pierwszoligowa Flota Świnoujście.Relacje z przygotowań ekipy Tomasza Kafarskiego można zobaczyć w telewizji Orange Sport. Równolegle z klubu znad Bałtyku płyną niepokojące komunikaty. Klub ma długi, nie udały się negocjacje z niemieckim inwestorem czego efektem ma być rezygnacja z gry w 1.lidze i odsprzedanie licencji trzecioligowej Stali Rzeszów. W takiej atmosferze Flota rozgrywa sparingi na Dolnym Śląsku,Górnika ogrywa 1:0 po celnym strzale obecnego napastnika GKS Bełchatów Sebastiana Olszara. Po meczu jest płacz, rozpacz działaczy, piłkarzy Floty. Ostatecznie PZPN przy ogólnej aprobacie większości środowiska storpedował fuzję, Świnoujście z powodzeniem walczyło w 1.lidze. Zimą znów zamieszanie,bo klub miał przejąć tajemniczy izraelski inwestor, potem związany z krajem z zachodniej części kontynentu, pożegnano się z trenerem Kafarskim, którego zastąpił zagraniczny duet. Na zgrupowaniu zagranicznych wiele podejrzeń wzbudził przebieg niektórych sparingów, po których podejrzewano układanie wyników spotkań.Do tego przepychanki z miastem, pojawienie się w klubie Jerzego Woźniaka - grabarza klubów z Jastrzębia,Oławy czy Żagania. Flotę przejął trener Romuald Szukiełowicz, w ostatniej chwili zażegnano ryzyko wycofania się z rozgrywek i klub w lidze wygrał niezwykle ważne mecze z Grudziądzem, Tychami czy Widzewem komplikując sytuacje wspomnianych rywali.
Flota latem 2014 gościła w Wałbrzychu
Już na początku kwietnia pojawiały się plotki o braku organizacji spotkania w Świnoujściu. Tak było przed meczem z Tychami, powtórka była przed Widzewem. Wreszcie spotkanie ze Stomilem Olsztyn po wydarzeniach w Knurowie i spodziewanej wizycie kibiców olsztyńskich postanowiono uczynić mecz "podwyższonego ryzyka", co dla klubu oznaczało podwyższenie kosztów organizacji o kilkanaście tysięcy złotych.Stowarzyszenie nie ma takiej sumy, a spółka, którą reprezentuje Woźniak, nie chciała ponownie finansować, bowiem od miesięcy nie doszło do podpisania aktu notarialnego. Woźniak wtopił kilkaset tysięcy złotych, długi sięgają ponoć ponad milion złotych.
Organizacyjna gehenna klubu ze Świnoujścia skończyła się 13 maja. Co prawda dzień wcześniej zrezygnowali oficjalnie z wyjazdu na ligowy mecz do Chojnic, ale również ten sygnał nikogo na Wyspie Uznam nie poruszył i w środę do PZPN trafiła rezygnacja Floty z rozgrywek pierwszoligowych.
Z tej przykrej decyzji najbardziej ucieszyły się zespoły z dołu pierwszoligowej tabeli,bowiem na samym finiszu cień nadziei na utrzymanie mają wszystkie zespoły. Trzynastka z daty okazała się pechowa jedynie dla Floty.
Nie bez znaczenia wycofanie Floty ma dla drugoligowców.
Jako pierwszy w mediach wałbrzyskich opisał to redaktor Bogdan Skiba, który jeszcze w południe pisząc o kłopotach klubu ze Świnoujścia nie spodziewał się, że smutek innych będzie radością drugich, wśród których będą ... wałbrzyszanie. Dziś red. Skiba zauważył, że szansa otwiera się przed wałbrzyszanami jest wręcz znakomita. Ale zamiast słów i kalkulacji wystarczy rzut oka na obecną sytuację w tabeli drugiej ligi:
W obecnej chwili sobotnie zwycięstwo zwycięstwo Górnika nad Kotwicą może spowodować, że wałbrzyszanie po raz od 1.kolejki mogą być poza strefą spadkową! Oczywiście, aby tak się stało musi u siebie przegrać Puszcza Niepołomice i wtedy o kolejności w tabeli będzie decydować tzw. mała tabelka po wynikach pomiędzy zainteresowanymi zespołami:
1.Górnik   3 6 2-0-1
2.Kotwica 3 4 1-1-1
3.Puszcza  2 1 0-1-1.
Parafrazując klasyka, czyli Macieja Skorżę z czasów legijnych - liga będzie ciekawsza.
Warto nadmienić, że w drugoligowych zespołach przebąkiwano o ewentualnych kłopotach finansowych, licencyjnych pierwszoligowców. PZPN przyznając licencję na następny sezon wszystkim przedstawicielom ekstraklasy przesłał jasny sygnał, że preferuje rozstrzygnięcia na boisku a nie przy zielonym stoliku. Na zapleczu ekstraklasy oprócz Floty drżeli działacze, piłkarze i kibice Stomilu Olsztyn, ale dosłownie pięć minut przed dwunastą olsztyńscy radni zdecydowali o założeniu sportowej spółki akcyjnej, która ma uratować ligowy futbol na Warmii. Znak zapytania jest oczywiście przy Widzewie, ale znając życie nie pozwolono łodzianom na szybkie zniknięcie ze szczebla centralnego - tak jak stało się choćby udziałem sąsiada zza miedzy (ŁKS) czy stołecznej Polonii.
Nie ma co oglądać się na kłopoty innych, obecnie jest sytuacja komfortowa, jakiej Jerzy Cyrak i jego podopieczni jeszcze w tym sezonie nie mieli. Wszystko jest w ich nogach, a cel jest nie tylko bardziej realny, ale na wyciągnięcie ręki.
NA 5 MECZÓW PRZED FINISZEM GÓRNIK TRACI 3 PUNKTY DO BEZPIECZNEGO MIEJSCA W TABELI.

poniedziałek, 11 maja 2015

Kulminacyjny moment w 2.lidze - analiza dołu tabeli

Niespełna miesiąc pozostał do zakończenia rozgrywek drugoligowych. Na chwilę obecną o awans mogą realnie walczyć aż 8 zespołów. A jest o co, bowiem nawet 4 drużyny mogą znaleźć się po wakacyjnej przerwie na zapleczu ekstraklasy. W dolnych rejonach jest równie ciekawie, choć zapewne sympatycy zespołów walczących o utrzymanie nie są w wesołych nastrojach. W tym gronie są wałbrzyszanie, przed którymi pięć meczów o życie, pięć finałów Ligi Mistrzów.
Wisła Puławy, Siarka Tarnobrzeg i najprawdopodobniej Znicz Pruszków są w wąskim gronie, który nie będzie brała aktywnego udziału ani w walce o awans, ani o byt. Blisko utrzymania są zespoły z Legionowa i Góry.
Biorąc pod uwagę, że w 5 spotkaniach jest do zdobycia 15 punktów, a strata do duetu Legionovia – Nadwiślan wynosi 10 jest bardzo mało prawdopodobne by one zanotowały totalny zjazd i dały się wyprzedzić drużynie Jerzego Cyraka.  Mazowiecki zespół ma następujący rozkład jazdy:
W – Siarka
D- ROW
W-Stal Stalowa Wola
D- Górnik
W-Wisła,
Natomiast beniaminek z Góry:
D- Okocimski
W-Błękitni
D-Limanovia
W-Raków
D-Rozwój.
Jeśli spojrzy się z innej perspektywy, np. brzeskiej, gdzie Okocimski ma tylko 4 oczka do wspomnianej pary, to wydawać się może, że rywalizacja z zespołami walczącymi o awans (ROW, Stal, Błękitni, Raków, Rozwój) może mieć niebagatelne znaczenie również dla dolnego układu tabeli.
Obecnie w walce o utrzymanie się liczą:
14. Okocimski 31 pkt
15. Kotwica 28 pkt
16. Puszcza 28 pkt
17. Górnik 25 pkt
Do rozegrania zostało 5 kolejek:
30. – PUSZCZA – Stal SW, GÓRNIK – KOTWICA, Nadwiślan – OKS
31. – OKS – Siarka, PUSZCZA – GÓRNIK, KOTWICA – Wisła
32. – MKS – KOTWICA, Wisła – PUSZCZA, GÓRNIK – Stal Mielec , ROW - OKS
33. – OKS – Stal SW, Legionovia – GÓRNIK, PUSZCZA – MKS, KOTWICA – Zagłębie
34. – Znicz – KOTWICA, Zagłębie – PUSZCZA, GÓRNIK – OKS.
Może się zdarzyć, że mecze rozgrywane 7 czerwca będą prawdziwymi hitami o być albo nie być w lidze, może się zdarzyć, że np. wałbrzyszanie będą wtedy żegnać się z drugoligowymi  meczami.
Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę również bilans bezpośrednich spotkań – co ważne jest w przypadku wałbrzyszan, którzy do tej pory tylko z Kotwicą przegrali, ale za to aż 0:4.
Pewnie tuż przed finiszem rozgrywek na nieocenionym portalu 90minut.pl będą królować symulacje wraz z procentowymi szansami poszczególnych ekip, ale warto już teraz przyjrzeć się co może się wydarzyć  w najbliższym miesiącu.
OKOCIMSKI BRZESKO
Wojcieszyński ukuł Górnikaprzed rokiem jako 
gracz Zagłębia Sosnowiec
Najmniej skuteczny zespół w lidze, który na wyjazdach niewiele lepszy jest od Górnika (zaledwie 1 zwycięstwo, 6 strzelonych bramek – mniej od biało-niebieskich).  Od wiosny prowadzi zespół Tomasz Kulawik i najcenniejszy wyniki osiągnął na inaugurację (1:0 z Sosnowcem po 2 dość kontrowersyjnych wykluczeniach dla gości) i … w ostatniej kolejce – 3:1 z Rozwojem, bo kilku „wielbłądach” katowickiej defensywy. Siłą ofensywną jest duet Wojciech Wojcieszyński (9 goli) – Ukrainiec Jurij Hłuszko (4 gole). Bilans z zespołami walczącymi o utrzymanie jest następujący:
Kotwica (1:1, 2:2), Puszcza ( 2:1, 1:1) i Górnik (0:0, ?).
Minus – gra na wyjazdach. Kluczowe znaczenie ma najbliższe spotkanie w Górze, gdzie porażka może spowodować odskoczenie Nadwiślana od grupy pościgowej oraz zmniejszenie przewagi Piwoszy nad resztą stawki.
KOTWICA KOŁOBRZEG
Jakub Poznański strzelił już Górnikowi 
bramkę grając jeszcze
 w barwach Nielby Wągrowiec
Najsłabsza po Limanovii ekipa wiosny (2 zwycięstwa i 2 remisy), która w tym roku kalendarzowym poza Kołobrzegiem nie ugrała nawet punktu!  Doświadczonego Piotra Rzepkę zluzował Piotr Tworek, dotychczas niezwykle ceniony asystent m.in. w Miedzi czy Podbeskidziu Bielsko-Biała. Atutem na pewno jest najskuteczniejszy defensor ligi Jakub Poznański (193 cm wzrostu) – strzelec 11 bramek. Bilans z rywalami:
Górnik (4:0, ?), Okocimski (2:2, 1:1), Puszcza (1:1, 4:2), czyli w 2/3 korzystny. Jeśli chodzi o układ gier, to kołobrzeżan może martwić rywalizacja z Kluczborkiem i Zagłębiem – wciąż walczącymi o awans.
PUSZCZA NIEPOŁOMICE
Drużyna Łukasza Gorszkowa miała mocne wejście w kalendarzową wiosną (po 3 remisach 2 zwycięstwa), ale z kolei w ostatnich 5 meczach przyszły 3 porażki (w tym 2 domowe) i 2 remisy. Zespół nieobliczalny, w którym na wyróżnienie za wiosenną postawę zasługują: obrońca Adrian Napierała, pomocnicy Dariusz Gawęcki i Longinus Uwakwe oraz napastnicy Roman Stepankow Adrian Gębalski. Jeśli chodzi o bilans z bezpośrednimi rywalami:
OKS (1:1, 1:2), Kotwica (2:4, 1:1), Górnik (?, 0:1). Niepołomiczanie, podobnie jak Górnik, trzykrotnie będzie gościł u siebie drugoligowców, ważny będzie najbliższy mecz ze Stalą Stalowa Wola, który może zadecydować czy goście będą liczyć się w walce o awans. Potem z kolei przyjeżdża na „mecz o życie” wałbrzyski Górnik. Przed sezonem niepołomicki spadkowicz uchodził za jednego z faworytów do ... awansu, a tymczasem pikuje w odwrotną stroną.Jesienią z powodu remontu obiektu większość spotkań rozgrywał na wyjazdach, a wiosną nie udało mu się odwrócić złej karty.
GÓRNIK WAŁBRZYCH
Wałbrzyszanie mają teoretycznie najmniejsze szanse na utrzymanie. Nawet komplet zwycięstw może nie przynieść końcowego sukcesu. Największą bolączką są oczywiście wyjazdy, z których Górnicy przywieźli raptem 6 punktów. Iskierką nadziei są ostatnie wyniki, w których biało-niebiescy choć tracili jako pierwsi bramkę potrafili odwrócić losy meczu i wywalczyć punkt. W Sosnowcu, a wcześniej z MKS, zespół udowodnił, że potrafi grać z najlepszymi, narzucić swój styl gry, grać skutecznie. Bilans z najgroźniejszymi rywalami:
Kotwica (?, 0:4), OKS (?, 0:0), Puszcza (1:0, ?). Teoretycznie w tych 3 spotkaniach można nadrobić deficyt punktów potrzebny do utrzymania, ale też można pogrzebać szanse.  Minusem jest również krótka ławka rezerwowych. Teraz zabraknie Tyktora, długo kontuzję leczy Grzegorz Michalak, mała rywalizacja wśród młodzieżowców (Cichocki, Bronisławski, Stolarczyk – jest jeszcze Czapla, ale wątpliwe, by w decydującym momencie sezonu doczekał się debiutu, zwłaszcza, że Musin ostatnio nie zawalił meczu).
Można bawić się w typowanie wyników, kalkulacje, obliczenia ile meczów trzeba wygrać, ile można zremisować. Ale i tak wszystko boisko zweryfikuje.

niedziela, 10 maja 2015

Łabędzi śpiew w Sosnowcu?

W sobotę, gdy Okocimski ograł Rozwój Katowice 3:1 wiadomo było, że przed meczem Zagłębie Sosnowiec ledwie remisując u siebie zostanie liderem 2.ligi. Jego rywal, Górnik Wałbrzych w tej chwili tracił już 7 punktów do miejsca gwarantującego ligowy byt. Zimą Zagłębie formę szlifowało m.in. na obozie w Wałbrzychu, gdzie w sparingu pomiędzy ligowymi rywalami padł bezbramkowy remis. Ogólne zdziwienie w środowisku piłkarskim nastąpiło,gdy po inauguracyjnej porażce sosnowiczan w Brzesku (0:1) zarząd klubu pożegnał trenera Mirosława Smyłę. Nie ukrywający awansowych aspiracji klub na zastępcę namaścił niezbyt doświadczony duet szkoleniowców Robert Stanek - Artur Derbin, choć zapewne większość spodziewała się trenera "z nazwiskiem". Jak się okazało odmienili oni całkowicie zespół i w 8 meczach zanotowali bilans 6 zwycięstw-2 remisy, a drużyna z 8.miejsca zameldowała się w ścisłej czołówce tabeli.
Jakub Arak zdobywa bramkę na 1:0
[zaglebie.eu]
Górnik podczas drugoligowego grania zaledwie raz nie przegrał na Stadionie Ludowym (w 2012 2:0), a katem gospodarzy był Marcin Orłowski mający prawdziwy patent na tę drużynę - jedynie grając w Radomiaku nie trafił do bramki Zagłębia, a to dla tego, że te zespoły ze sobą nie grały. Pozostałe mecze niezbyt dobrze wspominali goście z Wałbrzycha - 2010 to po 4 minutach już 0:2 i mimo dobrej gry, dopingu blisko dwustu fanów udaje się strzelić zaledwie jedną bramką. Dwa lata temu klęska 0:5 oznaczała pożegnanie z posadą trenera Roberta Bubnowicza, a w ubiegłym sezonie wałbrzyszanie prowadzili 1:0, by po przerwie roztrwonić ten kapitał i ulec 1:3. Początek sobotniego meczu i gol Jakuba Araka już w 9 minucie musiał przypomnieć złe koszmary dla sympatyków drużyny przyjezdnych. Mimo ambitnej gry gości, drugi z sosnowieckich młodzieżowców w formacji ofensywnej, Hubert Tylec, wykorzystuje indywidualne błędy w kryciu defensywy i jest 2:0. Czy ktoś wówczas pomyślał, że coś złego może stać się liderowi z Sosnowca?
  Górnik Wałbrzych - najbardziej nieskuteczna ekipa wśród drugoligowców, drużyna,która do soboty ani razu nie zdobyła więcej niż jednego gola na wyjeździe, dopiero w minionej kolejce potrafiła nie przegrać meczu, gdy jako pierwsza straciła bramkę. Od jesieni 2010 i pamiętnych dwóch kosmicznych minut w Toruniu nie potrafiła odrobić dwubramkowej straty.
A jednak stał się cud nad Brynicą!
Wałbrzyszanie grali już uważnie w obronie, gospodarze nie dawali rady powstrzymywać rozpędzonego Rafała Figla,który niczym żywe srebro starał się brać udział w każdej ofensywnej akcji Górnika. Tymczasem gol, jakże ważny z psychologicznego punktu widzenia, kontaktowy padł po znakomitym crossowym zagraniu Michała Oświęcimki do Marcina Orłowskiego, który w sytuacji sam na sam dal kolejny powód sosnowiczanom do kompleksów na punkcie swojej skuteczności.
Wiadomo, że w tym sezonie trudno oczekiwać dwóch dobrych połówek w wykonaniu wałbrzyszan, a tymczasem po przerwie Górnik zdominował lidera i to na jego boisku. Co prawda zaczęło się od kartki dla Bartosza Tyktora za faul na Jakubie Araku, ale potem było tylko lepiej. Młody legionista, wypożyczony do współpracującego ze stołecznym klubem Zagłębia, strzelił gole w obu spotkaniach z Górnikiem w tym sezonie, w Wałbrzychu pokusił się nawet o niezbyt pochlebną wypowiedź na temat Tyktora - co nie zdarza się w pomeczowych zwierzeniach przed dziennikarzami. Mimo, że na Stadionie Ludowym Arak strzelił swoją (już 15) bramkę, to  i Tyktor był mocnym punktem defensywy. Niestety, ósma kartka eliminuje go z najbliższego meczu i Jerzy Cyrak będzie musiał inaczej skleić linię defensywną.
Wyrównanie dała akcja tercetu Orłowski - Śmiałowski - Figiel, gdzie nastąpiło niespodziewane odwrócenie ról,bowiem to Orzeł był inicjatorem akcji po dokładnym dograniu, a Figo prawdziwym egzekutorem. W końcówce na boisku pojawił się dawno nie oglądany Marcin Folc - były gracz sosnowiczan - ale nie miał wiele szans na zdobycie zwycięskiej bramki.
Statystyki mówią same za siebie, że skazani na porażkę Górnicy podjęli walkę i w ofensywie byli aktywniejsi od lidera rozgrywek. Ale za wrażenia artystyczne punktów w piłce nożnej nie przyznaje się i obecnie sytuacja jest gorsza niż przed meczem.
O ile w czubie tabeli większość zespołów pogubiła punkty, to na dole zwycięstwa odniosły drużyny Kotwicy, Okocimskiego, Limanovii, a Puszcza zremisowała z Rybnikiem. Ciekawostką jest fakt, że w przypadku braku zwycięstwa już w ten weekend moglibyśmy ogłosić trzecioligowcem zespół outsidera z Limanowej.
NA 5 MECZÓW PRZED FINISZEM - 6 PUNKTÓW DO BEZPIECZNEGO MIEJSCA
Margines błędów, czyli straty punktów dla wałbrzyszan JUŻ nie istnieje. W 5 pozostałych do końca rozgrywek Górnik spotka się ze wszystkim trzema ekipami walczącymi również o utrzymanie. Dodatkowo czeka wizyta przy Ratuszowej solidnej i nieobliczalnej Stali Mielec oraz wyjazd do Legionowa, gdzie wiosną klub z Mazowsza wielokrotnie zbierał pozytywne recenzje za swoją grę.

czwartek, 7 maja 2015

Mrowiec świętuje awans.Leo ulubieniec mediów?

W miniony weekend na Dolnym Śląsku poznaliśmy mistrza IV ligi dolnośląskiej. Na SIEDEM meczów przed końcem rozgrywek rezerwy legnickiej Miedzi zapewniły sobie pierwsze miejsce po zwycięstwie nad BKS Bolesławiec. Chciałoby się rzec efektownym zwycięstwie 4:0 nad trzecim zespołem, ale w trakcie trwania sezonu legniczanie potrafili wygrać 9:0 z Granicą Bogatynia i Nysą w Zgorzelcu czy 7:0 z Chojnowianką czy Włókniarzem w Mirsku. W 23 meczach zaledwie trzykrotnie podopieczni Piotra Jacka nie sięgnęli po komplet punktów, a piłkarze ponad sto razy wpisywali się na listę strzelców. Najskuteczniejszym strzelcem zespołu jest popularny "Wasia", czyli Adam Wasilewski, który ma na swoim koncie 30 bramek. 23-letni wychowanek GOKiS Legnickie Pole w I zespole Miedzianki zadebiutował ...5 lat temu w Pucharze Polski, ale dopiero zimą tego roku został dokooptowany do pierwszoligowego zespołu. W sparingu z Górnikiem Wałbrzych (4:0) wpisał się m.in. na listę strzelców a w ostatnich dwóch kolejkach wreszcie pokazał się na ligowych boiskach zaliczając łącznie 20 minut.
Adrian Mrowiec w barwach rezerw
Miedzi.
W ogóle dla Miedzi II na liście strzelców znajdziemy nazwiska aż 22 zawodników. Meczem decydującym o awansie był mecz z BKS Bolesławiec, gdzie od początku rundy pewniakiem w bramce jest Patryk Janiczak broniący jesienią jeszcze w drugoligowcu z Wałbrzycha. Smaczku temu meczowi dodawał fakt, że główny architekt dobrej postawy BKS jest trener Andrzej Kisiel, wieloletni gracz, a także trener w legnickim klubie. Nie chciał ułatwiać faworytowi zadania, ale już po 7 minutach było 2:0, a skończyło się na 4:0. W zwycięskim zespole oprócz utalentowanej młodzieży pojawiło się kilku rekonwalescentów z kadry I zespołu. Wśród nich wałbrzyszanin Adrian Mrowiec. Pozyskany zimą z Ruchu Chorzów nie wywalczył sobie po sparingach pewnego miejsca w wyjściowym składzie Miedzi, ale przez kontuzje oraz absencje kartkowe kolegów wskoczył do zespołu na mecz z GKS Tychy (22.kolejka) i rozegrał 5 meczów, w których legniczanie dwa wygrali,dwa zremisowali i przegrali w Niecieczy, gdzie Adrian zresztą z powodu urazu opuścił boisko w 29 minucie gry. Po kilkudniowej absencji na treningach, rehabilitacji wrócił do reżimu treningowego i dostał szansę zagrania o ligowe punkty, tyle że 3 klasy niżej. Oczywiście wiele pracy w meczu nie miał, ale najważniejsza była okazja pokazania się m.in.Januszowi Kudybie,który wraz z prezesem klubu byli świadkami historycznego awansu rezerw. Wśród obserwatorów meczu był, podobnie jak wspomniany wcześniej Kisiel, były obrońca wałbrzyskiego Górnika Andrzej Wójcik.
Andrzej  Wójcik
Obecnie pełni on rolę asystenta trenera Kudyby.
Celem Miedzi II jest dokończenie sezonu z zerowym kontem po stronie porażek. Swoją drogą szkoda, że zimą nikt z wałbrzyskiego Górnika nie sięgnął w stronę Legnicy po kogoś z rezerw celem wzmocnienia rywalizacji w zespole.
Wałbrzyszanie mają swoje problemy, a przecież swego czasu nie mieszczący się w składach drużyn spod Chełmca wzmacniali Miedziankę. Z czasem kluby z obu miast zamieniły się miejscami. To na Ratuszową zaczęli trafiać byli legniczanie (Przerywacz, Majka, Kłak, Główka, Orłowski, Wepa i inni), a wałbrzyszanie musieli mobilizować się na mecze z rezerwami. Po awansie do 2.ligi były krótkotrwałe boje z pierwszym zespołem Miedzi, gdzie po zaangażowaniu się Andrzeja Dadełło legniczanie odjechali nie tylko sportowo, a przede wszystkim organizacyjnie. Pozostaje żałować, że w Wałbrzychu nie ma takiego mecenasa sportu, kapitału by zainwestować poważnie w piłkę nożną.
Wielu wałbrzyskich kibiców obawia się o los klubu po ewentualnej degradacji. Wiadomo, że motorem napędowym mogą być występy na szczeblu centralnym, jakim jest druga liga. Trzecia, czyli czwarty poziom rozgrywek będzie zapewne oznaczał pożegnanie się z kilkoma co najmniej zawodnikami. Wątpliwe by chciał grać w 3.lidze Rafał Figiel, który wiosną jest jednym z najlepszych graczy całej ligi na swojej pozycji.
Jedenastka 28.kolejki wg Piłki Nożnej
Tygodnik Piłka Nożna po raz drugi w tym roku wybrała go na Piłkarza Meczu a po raz trzeci nominowała do Jedenastki Kolejki. Co ciekawe do tego "ekskluzywnego" towarzystwa po meczu Górnika z MKS Kluczbork został wybrany również Leonid Musin co wśród wałbrzyskich kibiców na pewno wywołuje uśmiech i zdziwienie. Wybór Musina PN uzasadniła: golkiper z Wałbrzycha zaliczył kolejny dobry występ;tym razem Ukrainiec skutecznie powstrzymał MKS Kluczbork. Cóż, trudno oczekiwać, że red. Kamil Sulej piszący o drugiej lidze oglądał mecz na Stadionie 1000-lecia.  Wałbrzyski Leo to nie jest póki co pewniak w defensywie. Co prawda w pomeczowych sprawozdaniach czytamy, że uratował zespół przed stratą bramki po akcji Piotra Giela, a tak naprawdę całą robotę wykonał Bartosz Tyktor - co widać na poniższym zdjęciu:
O ile do przerwy w meczu z Kluczborkiem Musin nie miał elektrycznych interwencji to po przerwie zagrał kilka razy tak, że wielu kibiców soczyście zaklęło. Niech nikogo nie zmylą oklaski po wyłapaniu przez ukraińskiego bramkarza piłki po dośrodkowaniu - to nie było docenienie kunsztu tylko swego rodzaju szydera. Naprawdę trudno dociec dobrą prasę Leonida w Piłce Nożnej, ale trzeba mieć nadzieję, że być może te prasowe wyróżnienia zmobilizują go do pewniejszej i skuteczniejszej gry, bo na to liczą wszyscy w klubie jak i również kibice.

poniedziałek, 4 maja 2015

Puchar dla Legii

Jednym z celów PZPN jest odbudowa prestiżu rozgrywek Pucharu Polski. W historii różnie to bywało z rozgrywkami - zespoły traktowały mecze niejako po macoszemu skupiając się na lidze. Finały rozgrywane były w różnych miejscowościach,niekiedy w miejscach, które nie przystawało randze takiej imprezy (Piotrków Trybunalski, Bełchatów, Kalisz), czy organizowano dwumecze (lata 2000-2006). Były w historii mecze pod każdym względem godne zapamiętania tak jak owiane sławą 5:2 Górnika Zabrze z Legią w 1972, 5:2 Legii z Jagiellonią w Olsztynie.Były szokujące wręcz niespodzianki - 2:1 Arki z Wisłą w 1979 czy 4:1 GKS Katowice z Górnikiem Zabrze w 1986. Były kontrowersje dotyczące sędziowania (Amica - Aluminium Konin 5:3 w 1998), były spotkania naznaczone awanturami kibiców (Legia - Lech w 1980 i 2011).  Jednym słowem było prawie wszystko a od soboty możemy śmiało oznajmić,że ostatnim finałem możemy śmiało konkurować z innymi krajami.Chodzi oczywiście o otoczkę, a nie wydarzenia boiskowe. Stała data 2 maja, stałe miejsce - Stadion Narodowy. Do tego potrzebna była atmosfera na trybunach, ale na szczęście  okazało się, że w finałowej rozgrywce zmierzą się nie tylko czołowe ekipy piłkarskie, ale również kibicowskie.
Na temat samego finału napisano i pokazano chyba wszystko. W tym turnieju Tysiąca Drużyn brała udział drużyna wałbrzyskiego Górnika, która szybko pożegnała się z pucharową przygodą.
W r.przedwstępnej Górnik wygrał dopiero po serii karnych
W rundzie przedwstępnej podopiecznym Andrzeja Polaka przyszło mierzyć się w dalekiej Białej Podlaskiej z miejscowym Podlasiem, które przy zielonym stoliku utrzymało się w 3.lidze. Był to pierwszy oficjalny mecz w barwach biało-niebieskich dla Bartosza Szepety, Przemysława Cichockiego,Brazylijczyka Filipe, Kamila Mańkowskiego. Szybko Jaroszewskiego pokonał Adam Wiraszka, wyrównał przed przerwą Marcin Orłowski, ale ostateczne rozstrzygnięcie zapadło dopiero w rzutach karnych, gdzie gospodarze nie strzelili aż dwóch jedenastek!
W tej rundzie do niespodzianek należało odpadnięcie Stali Mielec (z Spartą Jazgarzew),MKS Kluczbork (z Unią Solec Kujawski) czy Zagłębia Sosnowiec (z Sokołem Kleczew).
W rundzie wstępnej wałbrzyszanie pojechali do Ostrowa Wlkp. na mecz ze spadkowiczem Ostrovią i przegrali 1:3 po golu z karnego Grzegorza Michalaka. Ten nieszczęsny mecz ze złej strony na pewno zapamiętali Dariusz Michalak (sprokurował karnego i strzelił samobójczą bramkę), Damian Jaroszewski (doznał kontuzji) i Michał Łaski (wyleciał z boiska za faul). Dla tego ostatniego był to ostatni do tej pory mecz w barwach Górnika.
Na tym etapie największą niespodziankę, zresztą nie po raz ostatni w tej edycji, sprawili piłkarze Błękitnych Stargard Szczeciński eliminując beniaminka 1.ligi Pogoń Siedlce 3:1.
W połowie sierpnia do gry weszli ubiegłoroczni pierwszoligowcy. Pogromca wałbrzyszan po dogrywce uporał się z Puszczą Niepołomice (2:1) mimo, że podobnie  jak w spotkaniu z Górnikiem Ostrovia nie wykorzystała karnego. Inny spadkowicz - Gryf Wejherowo pokonał u siebie Arkę Gdynia 1:0, o skuteczności Łukasza Sekulskiego przekonała się w Stalowej Woli Olimpia Grudziądz (0:2), Błękitni odprawiają z kolei Chojniczankę 1:0 mimo nie wykorzystania rzutu karnego. Ale największą sensacją była porażka beniaminka ekstraklasy Górnika Łęczna w Rzeszowie ze Stalą 1:2. Inny beniaminek, GKS Bełchatów ograł w Nowym Sączu Sandecję 1:0.
We wrześniu w II rundzie włączyły się ekipy z ekstraklasy. Legia gościła w Legnicy, gdzie przeciwko Miedzi Henning Berg rzucił to co najlepsze (4:0), a najwięcej widzów (10695) oglądało pojedynek Lecha z Wisłą Kraków (2:0) po którym do dnia dzisiejszego obserwatorzy mają za złe trenerowi Smudzie za wystawienie rezerwowego składu. Sprawcą największej niespodzianki była Ostrovia, która u siebie pokonała Ruch Chorzów 2:1(0:1). Z dolnośląskich drużyn odpadł Chrobry (1:3 z Jagiellonią),a Śląsk ograł w Łodzi Widzew (2:1), a Zagłębie Lubin w Rybniku miejscowy ROW aż 4:0.
Pod koniec października o ćwierćfinał Ostrovia dopiero w dogrywce uznać musiała wyższość Cracovii, z kolei do najlepszej ósemki trafili dwaj ligowi rywale Górnika: Błękitni ogrywają GKS Tychy 3:2 mimo dwukrotnego prowadzenia tyszan i Znicz Pruszków po ograniu Zagłębia Lubin (2:1). Przyjazd Pogoni Szczecin przyciągnął na Łazienkowską 15 412 widzów, a Legia dopiero po dogrywce pokonuje Portowców 3:1.Również 120 minut potrzebuje Kolejorz, który ogrywa u siebie Jagę 4:2.
Decydujące fazy rozegrano w tym roku.Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się Błękitni Stargard Szczeciński,którzy najpierw ogrywają w dwumeczu Cracovię, a potem dopiero po dogrywce uznają wyższość Lecha. Śląsk Wrocław dzielnie walczył z Legią, ale ostatecznie uległ w konkursie jedenastek, gdzie wręcz skompromitowali się bliźniacy Paixao.
Przełomowy moment finału - interwencja Gostomskiego
a Jodłowiec wyrównuje ... podbrzuszem.
Historia stargardzian,niczym kopciuszka elektryzowała nawet sympatyków futbolu, którzy od święta spoglądają na wyniki meczów. Doskonała otoczka medialna przysporzyła sporo sympatyków trenerowi Kapuścińskiemu i jego piłkarzom, a postawa drużyny była kapitalną reklamą rozgrywek.
W finale Stadion Narodowy wypełniły rzesze fanów Lecha i Legii co zapewniło odpowiednią oprawę. Wbrew oczekującym niepotrzebnych sensacji nic złego nie działo się na trybunach i na mieście - tak jak rzewniej bywało. To wszystko było znakomitą reklamą rozgrywek.
Gorzej było na murawie,bowiem jej stan mógł zaniepokoić zwłaszcza w kontekście zbliżającego się finału Ligi Europejskiej. Prezes Boniek zapowiedział nawet wycofanie się ze współpracy ze spółką Stadion Narodowy w przypadku powtórki we wspomnianym finale.
W Wałbrzychu już dawno zapomniano o meczach pucharowych,choć zapewne wspomina się rajdy Daniela Zinke, strzały Marcina Morawskiego,waleczność Grzegorza Michalaka w edycji 2012/13, gdy Górnik walczył o ćwierćfinał pod okiem telewizyjnych kamer. W zakończonej edycji pozostało jedynie gdybanie - gdyby wałbrzyszanie ograli Ostrovię to Puszcza była całkiem w zasięgu Górnika. Potem na Ratuszową mógł przyjechać Ruch Chorzów,wówczas mocno dołujący, a w razie sukcesu Cracovia. Miejmy nadzieję, że zbliżająca się edycja dla wałbrzyszan nie będzie trwała tak krótko jak ostatnie dwie edycje.

niedziela, 3 maja 2015

Cyrak jak Berg, czyli Górnik jeszcze w grze.

Wydarzeniem futbolowym w Polsce podczas tradycyjnej majówki był finał Pucharu Polski, w którym Legia pokonała w stolicy Lecha 2:1. Faworyzowani legioniści przegrywali 0:1, by odwrócić losy meczu i ostatecznie wygrać 2:1. W pomeczowych komentarzach doceniano przede wszystkim trenerski kunszt szkoleniowca triumfatorów Norwega Berga, który odważył się "rzucić wędkę" brazylijskiemu pomocnikowi Guilherme. Rzuceniem wędki nazywa się ściągnięcie zawodnika jeszcze przed przerwą ze względu na grę, a nie kontuzję, roszadę spowodowaną wykluczeniem np. bramkarza czy ryzyko otrzymania kolejnej kartki. Podobny przebieg - od 0:1 po 2:1, wędka dla pomocnika - miało spotkanie Górnika Wałbrzych z MKS Kluczbork.  W swojej dotychczasowej pracy z Górnikiem Jerzy Cyrak nigdy nie odważył się jeszcze przed przerwą ściągnąć któregoś ze swoich podopiecznych ze względu na grę. Tym razem taka przykrość spotkała młodzieżowca Damiana Migalskiego. 18-latek w sumie solidnie na to zapracował,bowiem najpierw ostro walczył by zapisać się w notesie arbitra ze względu na popełniane faule, potem głupio tracił piłki. Wałbrzyską publikę zdenerwował rozegraniem szybkiej akcji, w której miejscowi mieli przewagę trzech na dwóch i Damian nawet nie myślał by spojrzeć w lewą stronę, gdzie biegł Bronisławski tylko szukał podania do Orłowskiego co skończyło się stratą piłki. Nie pomógł Migalskiemu celny strzał - pierwszy celny w tym spotkaniu, po podpowiedzi Piotra Przerywacza Cyrak zmienił do na innego Damiana - Lenkiewicza. Czy była to przełomowa zmiana? Z całą pewnością nie, choć popularny Leny mógł zostać bohaterem meczu w drugiej połowie. To on oddał groźny strzał obroniony w trudem przez Oskara Pogorzelca i gdyby po faulu na Orłowskim jego uderzenie nie odbiło się od słupa, a wpadło do bramki byłoby 2:1 i brakowało emocji związanych z rzutem karnym.
Mecz wałbrzyszan z MKS miał niebagatelne znaczenie dla gospodarzy. Tylko zwycięstwo przedłużało szanse na utrzymanie w lidze. Remis niewiele dawał. Spotkanie rozgrywane było w niedzielę, gdzie oba zespoły znały wszystkie pozostałe wyniki spotkań rywali. Na dole tabeli pogubili punkty bezpośredni rywale i na chwilę obecną wiadomo, że walka o utrzymanie rozegra się pomiędzy czterema zespołami o lokatę 14 w tabeli. Okocimski Brzesko, Puszcza Niepołomice, Kotwica Kołobrzeg - pomiędzy tym triem różnica 3 oczek,by dołączyć do nich Górnik MUSIAŁ wygrać. Limanovia na 6 meczów ma 12 punktów straty do bezpiecznej lokaty i chyba nawet w Limanowej nie wierzą w matematyczny cud i utrzymanie w lidze. MKS Kluczbork, który wiosną należy do jednych ze słabszych zespołów przed niedzielnym spotkaniem wyleciał z premiowanej trójki aż na piąte miejsce. Remis dawał spadek na czwarte barażowe miejsce.
Historia spotkań wałbrzyszan z MKS przy Ratuszowej ma ciekawą historię.
2011/12 - 2:0 po samobóju Dymkowskiego i celnym strzale Orłowskiego, ale w końcówce wyleciał Maciejak co spowodowało wiele nerwów w końcówce.
2012/13 - 2:1- goście prowadzą po karnym Ganowicza w 3 min., potem wyrównuje Zinke. Po godzinie za dwie żółte kartki wylatuje Wepa, a w doliczonym czasie gry z wolnego Morawski daje komplet punktów gospodarzom.
2013/14 - 2:5 - faworyzowani gospodarze tracą bramkę już w 2 min. (Giel), na wyrównanie Folca odpowiadają goście celnymi strzałami Orłowicza i dwoma Wolkiewicza. Folc co prawda skorygował wynik, gdy goście grali w 10 po wykluczeniu Swędrowskiego, ale Niziołek w końcówce dobił wałbrzyszan.
W tę dramaturgię idealnie wpisało się niedzielne spotkanie. Trzeba obiektywnie stwierdzić, że było to najsłabsze spotkanie w wykonaniu Górnika wiosną na murawie Stadionu 1000-lecia. Początek niemrawy,pierwsza groźniejsza akcja gości, na lewej stronie pogubili się Sawicki z Cichockim,którzy nie potrafili zatrzymać Hobra,płaskie dośrodkowanie, Wolkiewicz ogrywa Oświęcimkę niczym trampkarza i bez problemów ogrywa Musina - 0:1. W ogóle w pierwszym kwadransie Cimek grał tragicznie i to on był pierwszy do zmiany. Czas pokazał,że później wałbrzyszanin się nieźle rozkręcił, a po przerwie wręcz seryjnie ośmieszał na swoim skrzydle nie tylko wspomnianego Krzysztofa Wolkiewicza, ale i pozostałych kluczborczan. Szkoda,że zabrakło mu precyzji i niekiedy odwagi na oddanie strzału. W I odsłonie przez dłuższy czas gra wałbrzyszan się nie kleiła. Jerzy Cyrak zdzierał gardło krzycząc "szybciej,szybciej". Niewidoczny był Rafał Figiel, chaotyczny Marcin Orłowski. Próbowali szarpać młodzieżowcy, którzy byli architektami pierwszego celnego uderzenia (Migalski), które mogło przynieść bramkę (dobitka Bronisławskiego - obok). W środku pola respekt budził przede wszystkim Piotr Kasperkiewicz mierzący aż 194 cm wzrostu! Fizycznie zdominował on drugą linię, ale w końcu Górnicy zaczęli grać szybciej i dokładniej. Wreszcie przebudził się Figiel,który najpierw strzelił niecelnie, a to co zrobił w 37 minucie... Po prostu czapki z głów. Wałbrzyski pomocnik przejął piłkę, a potem kropnął z ponad 20 metrów w same okienko! Stadiony świata! Już do przerwy nie udało się żadnej z drużyn stworzyć groźnej sytuacji.
Po przerwie z kolei znów kibice długo musieli czekać na emocje w wykonaniu wałbrzyszan. Trzeba oddać gościom,że to oni byli bliżsi zdobycia gola. Znów niepewnie interweniował Musin,choć obyło się bez poważniejszych konsekwencji. W tercecie obrońców najsolidniej prezentował się Darek Michalak, pewnie interweniował Tyktor, który z czasem całkowicie zakasował Piotra Giela. Nieco słabiej prezentował się Cichocki, któremu brakowało pewności i pamiętając wcześniejsze występy Stolarczyka - to gracz z Bełchatowa stanowi pewniejsze ogniwo. Obrońcy radzili sobie średnio, bo w 54 minucie Kasperkiewicz po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z 5 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką. Potem w groźnych sytuacjach strzelał Hober, po którego uderzeniach piłka raz minęła prawy słupek, a raz wylądowała na bocznej siatce, gdy uprzedził Musina.
W ofensywie po przerwie Górnik głównie atakował prawą stroną, gdzie brylował Michał Oświęcimka.Ale brakowało przede wszystkim wykończenia. Jerzy Cyrak z kolei wykrzykiwał jasny komunikat "20 metrów od bramki to ma być strzał". Co z tego, że koronkowe akcje Lenkiewicza, Bronisławskiego czy Cimka, skoro na strzał z dystansu decydował się jedynie Orłowski. Irytował kółeczkami Wepa, Sawickiego w końcu zmienił Radziemski. W grze Górnika brakowało przez dłuższy czas determinacji, którą powinna cechować się drużyna walcząca jeszcze o utrzymanie. Dopiero w 79 min. mieliśmy pierwszy poważniejszy strzał obroniony przez Pogorzelca (Lenkiewicz).
W 87 min. bramkarz gości popełnił błąd przy dośrodkowaniu, który mógł wykorzystać Bartosz Tyktor,bowiem odbita od niego futbolówka zmierzała lobem do bramki i z linii bramkowej wybili ją obrońcy gości. Nieprawdą jest, że piłka przekroczyła linię bramkową pełnym obwodem - co lansują wałbrzyskie media. Akurat należałem do grupy obserwatorów (wśród których nie zabrakło obiektywnych w osądach m.in.R.Bubnowicza, M.Wojtarowicza czy W.Ciołka) znajdujących się na wysokości linii bramkowej i z całą pewnością kluczborski stoper wyekspediował piłkę z linii o ile nawet tuż sprzed niej.
Emocje sięgnęły zenitu kilkadziesiąt sekund później,gdy w sytuacji sam na sam Pogorzelec fauluje Orłowskiego,gwizdek sędziego Aluszyka milczał, bowiem do piłki dobiegł Lenkiewicz, ale jego uderzenie odbija się od słupka! Jęk zawodu szybko przerodził się na trybunach w krzyk radości,bowiem sędzia jak najbardziej prawidłowo cofnął przyznany przywilej korzyści dyktując rzut karny.W dodatku czerwoną kartkę obejrzał bramkarz gości, co spowodowało niemałe zamieszanie w ich szeregach,bowiem gotowość do obrony zgłosił Kasperkiewicz. Doszło oczywiście do zmiany, w bramce pojawił się Grzegorz Wnuk, a obserwując oczekującego przy wapnie Figla nie jeden z wałbrzyskich fanów zapewne wrócił pamięcią do jesiennego pojedynku, kiedy przy stanie 0:0 strzał z 11 metrów Orłowskiego obronił Rudnicki. Na szczęście strzał Figla był celny.
Doliczony czas to zryw gości i szanse miejscowych, którzy przez nonszalanckie rozgrywanie piłki przez Lenkiewicza nie stworzyli sobie już bramkowej sytuacji.
Wynik oczywiście cieszy gospodarzy. Goście ze spuszczonymi głowami wracali do szatni wściekli,bowiem na pewno nie byli gorszym zespołem, ba nawet momentami bliższymi zdobycia zwycięskiej bramki.
Media bohaterem okrzyczały Rafała Figla. Piękny gol, zwycięska bramka w niezwyklej trudnej sytuacji - bez Rafała Górnik tego meczu by nie wygrał. W obronie mógł się podobać obok Michalaka Tyktor, którego obecność jest nieoceniona w walce z dryblasami pokroju Giela czy Kasperkiewicza. W drugiej linii coraz lepiej poczyna sobie Dominik Bronisławski, po którym wyraźnie widać, że ogrywanie w lidze, mimo czasem słabszej dyspozycji, nie idzie w las.
6 MECZÓW DO KOŃCA - 4 PUNKTY STRATY
Te trzy punkty mają niebagatelne znaczenie dla Górnika,bowiem wciąż pozostają w grze o utrzymanie. O ile ostatni wyjazd do Puław nazywany był arcytrudnym to jak nazwać najbliższą wizytę na Stadionie Ludowym w Sosnowcu? Wicelider jest w niezwykle skutecznym transie - po zmianie trenera w 8 meczach zanotował 6 zwycięstw i tylko 2 remisy. Dwukrotnie odrabiał dwubramkową stratę, aż 6 goli zdobył w ostatnich 6 minutach. Wałbrzyszanie z niedzielną dyspozycją raczej nie mają szans by poszukać punktów z Zagłębiem. Ale czy tak nie było również przed meczem w Rybniku czy Puławach? W obecnej sytuacji nawet remis będzie bezcenny dla podopiecznych Jerzego Cyraka.