czwartek, 17 lipca 2014

Po ostatnim sparingu

W środę Górnik rozegrał ostatni sparing przed pierwszym oficjalnym meczem sezonu 2014/15. Przeciwnikiem była goszcząca w Wałbrzychu na zgrupowaniu Flota Świnoujście, która boryka się z problemami finansowymi i najprawdopodobniej w nadchodzącym sezonie zabraknie jej na zapleczu ekstraklasy. Mecz z Górnikiem może być ostatnim Floty jako pierwszoligowca, choć w składzie ekipy Tomasza Kafarskiego są uznane w piłkarskim kraju nazwiska takie jak Michał Stasiak, Rafał Grzelak, którzy zagrali nawet w kadrze, Bośniak Arifović, czy strzelec bramki w sparingu z biało-niebieskimi Sebastian Olszar. Zespół Floty przez 6 ostatnich sezonów z powodzeniem grał w 1.lidze, ocierał się nawet o walkę do ekstraklasy, a w ostatnim sezonie przyszło mu grać w dolnej części tabeli. W zespole Wyspiarzy występowali gracze znani z występów w Górniku Wałbrzych: Dawid Kubowicz, Damian Misan czy Michał Protasewicz. Nazwisko tego ostatniego wymieniane było w Świnoujściu w ostatnich tygodniach, bowiem był on zamieszany w negocjacje z potencjalnym zagranicznym inwestorem. Floty nie wsparło miasto, odmawiając dotacji, która pozwoliłaby załatać dziurę budżetową, nie wypaliły negocjacje z tajemniczymi portugalskim inwestorem, niemiecką grupą menedżerską czy też grupą miejscowych biznesmenów. Na chwilę obecną nie zapadły ostateczne decyzje, ale najprawdopodobniejsze jest wykupienie licencji Floty przez Stal Rzeszów, która spadła z 2.ligi.
Hiobowa wieść o decyzjach władz klubu o ewentualnej sprzedaży licencji dotarła do Floty tuż przed końcem środowego sparingu. Ostatni dzień jak i podróż powrotna na pewno przebiegały w grobowych nastrojach.
Kamil Mańkowski i Marcin Orłowski - czy tak
będzie wyglądał atak Górnika ?
Wałbrzyszanie na szczęście nie mają takich problemów. Andrzej Polak wciąż kompletuje kadrę na najbliższy sezon, próbuje nowych graczy. Na chwilę obecną wiadomo, że w porównaniu z ubiegłym sezonem Górnika opuszczą Zinke, Wojtarowicz (kończą kariery), Bartkowiak (Śląsk Wrocław, gdzie przydzielony został mu nr 25), Radziemski i Szuba (obaj Polonia/Sparta Świdnica). Zamiast wspomnianego kwintetu nabytkami lata 2014 są: Michał Łaski (powrót z wypożyczenia z Bielawianki), Przemysław Cichocki (Czarni Otmuchów), Filipe i Kamil Mańkowski (LZS Piotrówka), Bartosz Szepeta (Ostrovia), Marcin Orłowski (Radomiak). Grono sprawdzanych graczy było o wiele większe, niektórych szanse pogrzebały umiejętności czy też dyspozycja w danym dniu, a niektórych pechowe urazy podczas meczu. Prasa dodatkowo łączyła z Górnikiem jego byłych wychowanków – Kubowicza (ostatnio Arka II Gdynia) i Adriana Mrowca (Ruch Chorzów). Na pewno przydaliby się w zespole, zwłaszcza, że Andrzej Polak nie ukrywa, że brakuje mu środkowego obrońcy. Próbowani podczas test-meczów byli różni zawodnicy, wśród nabytków jest trójka obrońców, ale brakuje kogoś kto stałby się liderem na środku całej formacji. Takim jak był chociażby Wojtarowicz. Mógłby być nim z powodzeniem Jan Bartoś – największa niewiadoma ostatnich kilkunastu miesięcy. Czeski defensor jesienią minionego sezonu doznał kontuzji, przeszedł zabieg, klub przedłużył z nim umowę, a potem mogliśmy czytać informację, przed wiosną, że już, lada chwila Honza zagra w meczu. Minęła cała runda, a o grze Czecha ani słychu ani widu. W spotkaniu z Flotą mogliśmy oglądać w akcji jednego z lepszych środkowych obrońców zaplecza ekstraklasy Michała Stasiaka, ale ewentualna gra w barwach wałbrzyskich to tylko sfera marzeń. W zamian mogliśmy w koszulce Górnika oglądać młodzieżowca, 19-letniego Dawida Siemko – wychowanka Salosu Szczecin, który od kilku lat gra w juniorach Floty i starał się załapać do ligowej kadry. Być może już po pucharowym meczu z Podlasiem, lub nawet po starcie sezonu ktoś trafi do Górnika.
Co można powiedzieć na temat nowych graczy Górnika? Sparingi nie są miarodajnymi czynnikami do oceny, bowiem i tak wszystko zweryfikuje twarda walka o ligowe punkty. Malkontenci znajdą minusy, optymiści ślepo będą trzymać stronę trenera. Nie ma głośnych nazwisk. Łaskiego w Wałbrzychu doskonale znamy, udało mu się zyskać uznanie w oczach Andrzeja Polaka w przeciwieństwie do Damiana Chajewskiego, kto wie czy nie wskoczy do podstawowej jedenastki. Pierwszy Brazylijczyk w Górniku, czyli Filipe Andrade Felix grał w ekstraklasie w Zabrzu, Lubinie, potem grywał w niższych ligach. Ktoś powie, że gdyby był dobry, to grałby co najmniej w 1.lidze. Głównie operuje na lewej stronie, jest dobry technicznie, doświadczony i zapewne nie osłabi bloku defensywnego. W osobie Przemysława Cichockiego zespół zyskuje młodzieżowca, który piłkarskie szlify pobierał w znanej kuźni talentów w Gwarku Zabrze. Kamil Mańkowski również ma status młodzieżowca, w poprzednich klubach nie grzeszył skutecznością, ale przy Ratuszowej liczą, że nie będzie rozczarowania takiego jak było w przypadku Wojciecha Szuby. Bartosz Szepeta to piłkarz już 32-letni, piłkarski obieżyświat, który grywał w klubach od Dolnego Śląska przez Opolszczyznę, Wielkopolskę po daleki Zamość. A w dodatku zaliczył epizody na Cyprze. Po odejściu Zinke przejął koszulkę z nr 9 na plecach, a być może stanie się jednym z liderów drugiej linii. Marcina Orłowskiego nie trzeba szerzej przedstawiać. W sparingach nie występował w linii ataku wraz z Marcinem Folcem, a z pewnością byłby to ciekawy zestaw napastników. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji tak jak dwa lata temu, kiedy to lepsza finansowo spowodowała szybki wyjazd Marcina z Wałbrzycha.
   Andrzej Polak zaliczył pierwszy okres przygotowawczy w Wałbrzychu. Dostał wolną rękę w budowie nowego zespołu, więc jesienią możemy go spokojnie rozliczać z wyników. Po sparingach widać, że wciąż pewne filary są nie do zastąpienia (Jaroszewski, Michalakowie, Wepa), niektórzy zyskali w oczach trenera (Rytko), niektórych czeka walka o miejsce w składzie. Dodać trzeba, że kadra będzie silniejsza za kilka tygodni, gdy wykurują się Michał Oświęcimka i Kamil Śmiałowski. Wśród młodzieżowców o dwa miejsca w składzie będą rywalizować Mańkowski, Cichocki, Krzymiński i … No właśnie tutaj jest większy problem, bo trudno wskazać kogoś z zespołu juniorów, kto uzupełni grupę młodzieżowców, bowiem podczas sparingów, Polak głównie przypatrywał się testowanym graczom.
Niewiadomo co będzie z Michałem Bartkowiakiem. Pomocnik podpisał roczną umowę ze Śląskiem, ale najprawdopodobniej szybko nie dane będzie mu zadebiutować w I zespole. Od czasu dołączenia do zespołu Tadeusza Pawłowskiego wrocławski zespół rozegrał trzy sparingi, w których Michał ani razu nie pojawił się na boisku. Jesienią czeka go gra albo w trzecioligowych rezerwach lub wypożyczenie do innego klubu. Naturalnym rozwiązaniem byłaby ponowna gra w Wałbrzychu. Sztab szkoleniowy Śląska miał by pod nosem swojego zawodnika, a Górnik zyskałby sportowo.

poniedziałek, 14 lipca 2014

I po mundialu

Mimo, że tegoroczne mistrzostwa świata były rozgrywane w Ameryce Południowej nie były one uciążliwe dla kibiców z Europy tak jak to było choćby w 1986, kiedy to niektóre mecze Polaków oglądać mogliśmy późną nocą. Był to turniej wyjątkowy, w wielu statystykach rekordowy:
 - po raz pierwszy w Ameryce triumfowała reprezentacja europejska,
 - 8 razy rozstrzygnięcie padło po regulaminowych 90 minutach (dogrywka, karne) - wyrównanie wyniku z Włoch w 1990,
- aż 32 bramki padły autorstwa zmienników,
 - kolumbijski bramkarz Faryd Mondragon występując w wieku 43 lat stał się najstarszym uczestnikiem mistrzostw w ich historii,
 - zaledwie 66 sekund dzieliło bramki Francuzów Giroud i Matuidi w spotkaniu w Szwajcarią - rekord,
 - 171 goli to wyrównanie rekordu z francuskiego mundialu w 1998.
 Oczywiście bardziej skrupulatni obserwatorzy zmagań znajdą i inne ciekawe statystyki. Wydarzenia okołoboiskowe zaczęły żyć osobnym życiem - twitty, memy, wszelkiego rodzaju zdjęcia, fotomontaże. Niektórzy próbowali dorabiać pseudofilozofie czego koronnym przykładem są ... palce Portugalczyka Mereilesa z meczu z Niemcami błędnie zinterpretowane jako niesportowe zachowanie.
Według niektórych Mereiles pokazywał środkowe palce
arbitrowi po wykluczeniu Pepe.
Gdyby zapytać na gorąco, co zapamiętano z mistrzostw - na pewno pojawiła by się sędziowska pianka przy rzutach wolnych, ugryzienie Suareza i przede wszystkim półfinał Niemców z Brazylią. 7:1 trudno wytłumaczyć i ten wynik zapamiętany zostanie na zawsze w obu krajach. Kolejna trauma Canarhinos na własnych boiskach powoduje, że nie prędko zdecydują się o organizację mistrzostw. Ten pogrom przyćmił inne niespodzianki turnieju, takie jak 1:5 obrońcy tytułu z Holandią, 4:0 Portugalii z Niemcami, 1:0 Kostaryki z Włochami. Z biegiem wydarzeń na
Wszystkie skuteczne interwencje Tima Howarda
w spotkaniu z Belgią  na jednym zdjęciu
mundialu wydawało się, że zostanie on ochrzczony turniejem bramkarzy. Neuer  wytyczył nowe standardy gry bramkarskiej w roli kolejnego obrońcy, Amerykaninowi Howardowi przypisano już rolę ministra obrony USA po udanych interwencjach przeciwko Belgii, Meksykanin Ochoa skutecznie zatrzymał gospodarzy, ale w końcówce meczu z Holandią zabrakło mu szczęścia. Kostarykanin Keylon Navas był jednym z architektów sensacyjnego awansu do najlepszej ósemki globu co zaowocowało transferem do Bayernu Monachium. Udana gra Chilijczyka Bravo przekonała do transferu działaczy Barcelony, wreszcie show w serii rzutów karnych przeciwko Kostaryce Holendra Tima Krula czy Argentyńczyka Romero w półfinale własnie z Oranje. Oczywiście padły piękne bramki - od szczupaka van Persiego w meczu z Hiszpanią, po przepiękne uderzenia Australijczyka Cahilla z Holandią czy Kolumbijczyka Rodrigueza z Urugwajem.
Decydująca faza turnieju nie była nudna, uboga w bramki i emocje. Brazylijska samba pogubiła kroki w decydującym momencie, choć tak naprawdę czy w tym turnieju prezentowali medalową formę. Zabrakło Neymara, ale czy już on jest na równi innych futbolowych bogów z Brazylii? Public enemy #1 stał się Kolumbijczyk Zuniga, który ponoć o kilka centymetrów nie posadziłby Neymara na wózek inwalidzki. Skończyło się na totalnej krytyce, zastraszaniu obrońcy, przy czym FIFA niczym Piłat w Biblii umywa ręce. Federacja nie miała z kolei litości dla Suareza, który najwyraźniej ma jakąś fobię gryzienia przeciwników. Tym razem będzie mógł przemyśleć to przez 4 miesiące karencji zanim wybiegnie na boisko w koszulce Barcelony, która wyłożyła grube miliony za dotychczasowego snajpera Liverpoolu.
Tak  jak w 1982 kontrowersyjny faul niemieckiego
bramkarza bez konsekwencji i końcowy triumf Niemiec
Sędziowie byli krytykowani od pierwszego meczu (pamiętny Nishimiura w meczu Brazylii z Chorwacją) po mecz finałowy. Kto wie jakby losy decydującej potyczki potoczyłyby się, gdyby po starciu Neuera z Higuainem zakończyła się wykluczeniem Niemca i rzutem karnym? Nieprzypadkowo przypomina się półfinał z 1982 RFN - Francja, kiedy to Harald Schumacher wybiegiem staranował Patricka Battistona, który doznal wstrząśnięcia mózgu, stracił kilka zębów. W obu przypadkach wydawałoby się, że decyzja może być jednoznaczna - oprócz kary indywidualnej piłka dla drużyny poszkodowanego gracza, a tymczasem było odwrotnie.
Złota Piłka dla Messiego to również kontrowersyjny wybór. Gwiazda Barcelony mierzyła się podczas turnieju ze sławą boskiego Diego Maradony. W podobnym wieku Maradona doprowadził w 1986 Argentynę do mistrzowskiego tytułu. Leo, który na poletku klubowym wyprzedził już dawno Maradonę, przełamał mundialową niemoc strzelecką, imponował asystami i był jednym z architektów srebrnego medalu. Ale czy był najlepszym graczem turnieju? Zdecydowanie NIE. Nawet wśród swoich rodaków byli lepsi.
Mascherano i Messi przed dogrywką w finale
Obok zdjęcie z angielskiej strony Daily Mail, która ukazuje przemowę motywacyjną Javiera Mascherano przed dogrywką z Niemcami. Messi, bądź co bądź kapitan zespołu, gdzieś z boku ... Wspomniany "Marszcze rano" jak mawiał red. Szpakowski, był prawdziwym liderem Albiceleste. O ile wcześniej był w Europie był kojarzony z niezbyt fortunną grą w defensywie Barcelony, to na brazylijskich boiskach mieliśmy prawie obrońcę kompletnego. Mierzący 1,75 m wygrywał pojedynki główkowe, szybkościowo był lepszy od rywali, znakomicie czytał grę. Zabrakło go jednak w "szesnastce" w 113 minucie i Goetze dopełnił formalności.
Złote Rękawice dla Manuela Neuera nie budzą wszelkiej wątpliwości. Na swojej pozycji był bezbłędny, a najwięcej pozytywnych ocen zebrał w najgorszym w wykonaniu Niemców meczu z Algierią.
Bez formy Robbena nie byłoby medalu Holandii 
Dla mnie MVP mistrzostw był Holender Arjen Robben. Swoją grą zdefiniował nieco oklepane określenie "piłkarza robiącego różnicę". Czy to druga minuta, czy sto siedemnasta, to trzydziestolatek z Bayernu pędzi z szybkością TGV na bramkę przeciwnika. Niby wszyscy wiedzą jak gra, że rzadko oddaje piłkę partnerom, ze zawsze schodzi ze skrzydła do środka i szuka okazji do strzału, przy nadarzającej okazji spróbuje wymusić faul. Repertuar znany wszystkim, a mimo to niewielu dawało mu radę.
Kto był odkryciem turnieju? James Rodriguez - król strzelców, który najprawdopodobniej opuści Monaco po (ponad) stumilionowym transferze. Przed mundialem w Kolumbii mówiono jedynie w kontekście Falcao, który ostatecznie nie pojechał na mundial. Tymczasem Rodriguez oprócz goli dorzucił znakomitą grę i gdyby udało mu się wraz z kolegami wyeliminować gospodarzy to być może inaczej potoczyłyby się losy mistrzostw.
Oczywiście w pomundialowych podsumowaniach będzie sporo o rozczarowaniach. O Anglii, końcu hiszpańskiej złotej ery, rozczarowaniu Ronaldo, Balotellim, nieodpaleniu murowanych "czarnych koni", czyli Belgów. I tak wszystkie minusy zostaną podkreślone końcowym blamażem Brazylii.

wtorek, 8 lipca 2014

Łatka Michała

Od czasu Piotra Włodarczyka nie było w Wałbrzychu równie utalentowanego zawodnika. Kto wie, może Michał Bartkowiak, bo o nim mowa, jest bardziej uzdolniony niż Włodar? Może przy odpowiednich doradcach, odpowiedniej ścieżce rozwoju kariery osiągnie więcej niż starszy o dwie dekady kolega? O Michale pisano już dużo i często. Portal weszlo.com widział go w grudniu nawet wśród najlepszych lewoskrzydłowych w kraju U-18, tygodnik Piłka Nożna z kolei widział go wśród najlepszych prawych pomocników U-21. Od dłuższego czasu wiadomo, że Górnik Wałbrzych to dla niego za mały klub i praktycznie po każdej rundzie spekuluje się do jakiego klubu trafi Bartkowiak. Nie inaczej jest i tym razem, kiedy to Michał wyjechał na zgrupowanie z wrocławskim Śląskiem. Nie tak dawny medalista mistrzostw Polski znalazł się w finansowym dołku, pożegnał się z najdroższymi w utrzymaniu zawodnikami, ma bardziej postawić na młodych zdolnych graczy związanych z dolnośląskim regionem.
Jaka przyszłość czeka Bartkowiaka
w Śląsku Wrocław ?
Wałbrzyszanin wpasowuje się w tę politykę personalną idealnie. Dla śledzących losy I zespołu Śląska nazwisko Bartkowiaka po obozie w Żaganiu wciąż może być anonimowe. Nie zagrał ani minuty w żadnym z dwóch sparingów, kamery, mikrofony czy obiektywy fotoreporterów skutecznie go omijały. Decyzje na temat jego przyszłości w Śląsku jeszcze nie zapadły. Tymczasem dzisiejszy numer Piłki Nożnej opisujący "Wrocławską rewolucję" wałbrzyskiemu pomocnikowi poświęca ponad połowę całego tekstu! Co ciekawe po raz kolejny autor zwraca uwagę na rzekome problemy pozasportowe piłkarza. Taka łatka na pewno nie pomaga samemu Michałowi i jego rodzinie. Czy w ten sposób klub poprzez dziennikarzy próbuje zabezpieczyć przed fiaskiem transferu Bartkowiaka? 
Oto fragment artykułu autorstwa Łukasza Haraźnego z Piłki Nożnej dotyczący Bartkowiaka:
Kolejne, doskonale znane nazwisko, które pojawiło się w ostatnich dniach w stolicy Dolnego Śląska, to Bartkowiak. W ostatniej chwili do zespołu udającego się na zgrupowanie w Żaganiu dołączył bowiem Michał Bartko­wiak, utalentowany 17-latek, który dwa ostatnie sezony spędził w II-ligowym Górniku Wałbrzych (jest wychowankiem klubu). W poprzednim sezonie wystąpił w 27 meczach II ligi i zdobył trzy bramki. Jest też etatowym reprezentantem Polski w kategorii do lat 17. Cały czas pozostaje obojętny na zakusy czołowych polskich klubów. To już jego trzecie podejście do Śląska. Chociaż we Wrocławiu już od wielu lat nikt nie ma wątpliwości, że młodzieniec rodem z Wałbrzycha to talent najczystszej wody, na razie nie udało się przekonać go do gry dla Śląska. Przynajmniej tego ekstraklasowego... Przed czterema laty Bartko­wiak był już bowiem zawodnikiem sekcji piłkarskiej wojskowego Śląska. W rundzie jesiennej sezonu 2010-11 wystąpił w kilku meczach drużyny trampkarzy, jednak na wiosnę wrócił w rodzinne strony. Klub tłumaczył tę decyzję problemami natury pozasportowej i kiepskimi wynikami chłopca w nauce. Na talent spod Chełmca zwróciła uwagę również Legia Warszawa. Tam jednak młodzieniec również zbyt długo nie zagrzał miejsca.
W ubiegłym roku Śląsk postanowił wykonać drugie podejście pod Bartkowiaka. Od razu zaproponowano mu grę z seniorami. - To gotowy materiał na zawodnika pierwszego zespołu w ekstraklasie. Chociaż oczywiście nigdy nie ma nic na pewno. Może się okazać, że chłopak osiągnął już swój najwyższy pułap i wyżej nie podskoczy. Ale takie ryzyko jest z każdym piłkarzem. A jak popatrzymy, ile kosztowali nas tacy gracze jak Diaz czy Voskamp, to w tym przypadku ryzyko finansowe jest praktycznie żadne - mówił wówczas Marek Kowalczyk, który jako 16-latek zdobył mistrzostwo Europy w tej kategorii wiekowej, a po zakończeniu kariery zajął się szkoleniem młodzieży we wrocławskim klubie. I to z niezłym skutkiem. Na początku czerwca wprowadził do szerokiej kadry pierwszego zespołu dwóch juniorów młodszych z zespołu, którym zajmuje się na co dzień. 17-letni napastnik Mariusz Idzik i 16-letni pomocnik Maciej Pałaszewski podpisali ze Śląskiem trzyletnie, profesjonalne umowy i niewykluczone, że już jesienią zobaczymy ich na boiskach ekstraklasy.

A wracając do Kowalczyka... To on był jednym z inicjatorów wznowienia starań o Bart­kowiaka. Śląsk był zdecydowany niemal natychmiast sfinalizować transfer pomocnika Górnika Wałbrzych. Pojawił się jednak problem nie do przejścia. Wrocławianie nie mogli znaleźć wspólnego języka z wujkiem piłkarza, który jest jego opiekunem prawnym. - Sprawa jest bardzo delikatna. Chłopak pochodzi z nieciekawego środowiska, a rodzice oddali go pod opiekę wujowi, który ma ponoć kontakty na rynku niemieckim. Dotychczas nie udało nam się przekonać go do oddania chłopaka pod nasze skrzydła i twierdzi, że ma dla niego jakieś oferty w Niemczech - przekonywał opiekun juniorów młodszych WKS. Próbowano różnych sztuczek, by przekonać młodzieńca do przeprowadzki. Kilkakrotnie zapraszano go na mecze na wrocławskim Stadionie Miejskim.W takich sytuacjach trzeba próbować różnych sposobów. Kiedy Marek Jóźwiak z Legii uparł się, że sprowadzi go do Warszawy, najpierw sam na tydzień przeniósł się do Wałbrzycha. My zaproponowaliśmy Michałowi, żeby zamieszkał we Wrocławiu z najbliższymi - mówił Kowalczyk. W ubiegłym roku nie udało się jednak sprowadzić Bartkowiaka. Młodziutki piłkarz po kilku treningach i sparingu z ŁKS przepadł bez wieści. Może w tym roku scenariusz się zmieni. Do trzech razy sztuka?

poniedziałek, 7 lipca 2014

Testowanie

Za dwa tygodnie Górnik Wałbrzych oficjalnie rozpocznie nowy sezon 2014/15. W Białej Podlaskiej w pucharowym meczu spotka się z miejscowym Podlasiem i inny wynik niż awans drugoligowca będzie sporą niespodzianką. Do tej pory piłkarze sparować będą z trzecioligową Odrą Opole, pierwszoligową Flotą Świnoujście. Odra to niedawny ligowy rywal wałbrzyszan, który po degradacji pożegnał się z kilkoma zawodnikami (Żmija i Pawlak zresztą byli próbowani przez Górnika), a nowy trener Zbigniew Smółka buduje nowy, ciekawy team. Flota z kolei nie dostała dotacji z miasta, która miała uzupełnić niezbyt zresztą duży budżet i od razu zaczęły się spekulacje odnośnie wycofania się z rozgrywek.Niemniej jest to solidny pierwszoligowiec, który będzie wymagającym rywalem.
Andrzej Polak postawił na swoim, według autorskiej wizji buduje nowy zespół. Oparcie kadry na wychowankach lub graczach z regionu nie zdało do końca egzaminu, nie dawała gwarancji skutecznej walki w drugiej lidze. Poza tym szatnia - dobrym obserwatorem okazał się Polak, który stwierdził, że potrzebne jest zasianie niepokoju wśród nieco zasiedziałych piłkarzy.Towarzystwo wzajemnej adoracji pierwszy sygnał ostrzegawczy otrzymało rok temu, kiedy najpierw Maciej Jaworski posadził na ławce rezerwowych Morawskiego z Zinke, a latem zarząd pożegnał Marcina. Znakomita jesień nieco zamazała obraz drużyny, która siadła jesienią, zwłaszcza, gdy przyszły kolejne niepowodzenia. Kilku zawodników zewnątrz może dać dodatkowy impuls wałbrzyskim graczom, rywalizacja nikomu nie wyszła na złe. Ograniczeniem quasi rewolucji są oczywiście finanse. Nie jest tak, że nagle Górnik ma środki na zatrudnienie nowych graczy. Ktoś musiał odejść, by zrobić nie tylko miejsce w kadrze, ale również na liście płac. W tej chwili nie ma w kadrze Daniela Zinke i Marka Wojtarowicza, którzy zakończyli karierę. Niezwykle trudno będzie ich zastąpić. Trzecim nieobecnym, w porównaniu z ubiegłym sezonem jest Wojciech Szuba. Sezon przy Ratuszowej można nazwać jednoznacznie - nieporozumienie. Dwanaście miesięcy temu za namową Macieja Jaworskiego trafił do Górnika z etykietą dobrego, solidnego trzecioligowego pomocnika, który miał się zmierzyć z legendą Marcina Morawskiego. Niestety, o ile na treningach Szuba błyszczał to na ligowych boiskach nie potrafił sprzedać swoich umiejętności. Tylko status młodzieżowca i wąska kadra pozwoliła mu skompletować aż 30 występów. Nie dawał rady na środku pola, ani na boku pomocy, gdzie widział go trener Polak. W nadchodzącym sezonie niezwykle trudno byłoby mu przekonać szkoleniowca do siebie, by występować w podstawowym składzie. Wojciech mając za sobą nieudany sezon nie miał argumentów w walce o nowy angaż w Górniku. Zresztą już rozpoczął ponowne treningi w Świdnicy. Ciekawe jak będzie wyglądać jego gra u boku tego, którego pod Chełmcem miał zastąpić, czyli Marcina Morawskiego.
Wałbrzyszanie w tym lecie sparowali z pierwszoligowcami, którzy mogą się pochwalić bogatą historią i oczywiście ekstraklasowymi aspiracjami. Wyniki nie są istotne, najważniejsze są wnioski jakie wyciągną na przyszłość trener jak i sami zawodnicy. W sparingach wystąpiło sporo nowych twarzy, takiego testowania w Górniku nie było od 4 lat, kiedy to zespół awansował do drugiej ligi. Wówczas w letnim zaciągu do ekipy Roberta Bubnowicza dołączyli: Daniel Główka, Adam Kłak, Michał Protasewicz i Kornel Duś. Pierwszy nie wygrał rywalizacji w bramce i grę w Górniku zakończył na kilku epizodach w rezerwach, Kłak był podstawowym zawodnikiem, ale po sezonie skusił się na nieco większe, co nie znaczy, że pewniejsze, pieniądze w Żaganiu, by ostatecznie zakotwiczyć w czwartoligowych Szczedrzykowicach. Protasewiczowi już zimą podziękowano za grę, a Duś po kapitalnym początku gasł w zastraszającym tempie i nawet dziś trudno określić co się dzieje z 21-letnim byłym reprezentantem Polski juniorów. Wydaje się, że Andrzej Polak szukać musi na pewno środkowego obrońcy, kreatywnego, skutecznego pomocnika i napastnika. Wziąć pod uwagę należy niski wzrost kadry Górnika. Oczywiście tak można sugerować z boku, trener ma swój pomysł, swoją wizję i do niej będzie dobierał wykonawców. O tym kogo wałbrzyszanie sprawdzają tak do końca nie dowiemy się z żadnej  strony, gazety wałbrzyskiej. Nawet oficjalna strona, mimo, że posiłkuje się fotografiami Bartłomieja Nowaka nie jest w stanie podać, że w Dzierżoniowie zagrał Mateusz Sawicki. W ogóle pominięty został lubiński występ Damiana Migalskiego. Nie sposób dowiedzieć się kto to był "zawodnik testowany", który wystąpił w ataku biało - niebieskich. Nie dowiemy się, czy był to zdolny junior Konfeksu Daniel Piechota, czy Kwaśniewski to młodzieżowiec, który nie tak dawno grał w Kluczborku, że Szepka to jednak doświadczony Bartosz Szepeta, którego Polak prowadził w Oderce Opole, a Bagiński to podstawowy obrońca Bystrzycy Kąty Wrocławskie. Pod względem informacyjnym wciąż wiele jest do zrobienia w klubie.
Filipe w Wałbrzychu grał w lidze jako piłkarz
Czarnych Żagań [foto: Dariusz Gdesz]
Najbliżej ewentualnego angażu są defensorzy- Filip Barski z UKP Zielona Góra, który wcześniej ocierał się o Młodą Ekstraklasę w Legii i Śląsku, Przemysław Cichocki, który uczył się futbolu z renomowanym Gwarku Zabrze, a w seniorach ogrywał się w trzecioligowym Otmuchowie i Filipe. Ten ostatni, najbardziej doświadczony, to brazylijski obrońca, który od ponad dekady jest w Polsce, gdzie zaczął od ekstraklasy (Górnik Zabrze), a potem grał coraz niżej, aż wylądował w trzecioligowej Piotrówce. Być może doczekamy się pierwszego Brazylijczyka w Wałbrzychu?
Dwa mecze zaliczył 19-letni Kamil Mańkowski, rzekomo napastnik. Tyle, że oprócz wieku nie ma czym kibicom na tę chwilę zaimponować. Chyba, że trener widzi w nim potencjał, który niebawem się ujawni? Mańkowski grał w seniorach już w wieku 17 lat, ale w IV lidze lubuskiej nie strzelił żadnej bramki. Latem ubiegłego roku brał udział w specjalnie zorganizowanym campie w Wodzisławiu Śląskim dla bezrobotnych piłkarzy. Owocem tego było kontrakt z LZS Piotrówka oraz wyjazd na testy do Włoch. W minionym sezonie strzelił raptem dwa gole. Ciekawostką jest fakt, że Kamil brał udział w kampanii firmowanej przez Roberta Lewandowskiego "Dołącz do drużyny Gilette" i wystąpił w finałowym meczu "najostrzejszej drużyny" w 2012 roku.
Skutecznością nie może pochwalić się inny napastnik Piotr Okuniewicz, który w Mostkach w 3.lidze strzelił 11 bramek, ale wcześniej przez 3 lata gier w seniorach w Żaganiu, Iłowej nie potrafił trafić ani razu do bramki rywala. Ponownie założył koszulkę Górnika Marcin Orłowski, który w przeciwieństwie do wymienionych wcześniej daje gwarancję co najmniej kilku bramek w rundzie. Sporo pretensji mają działacze klubu za rejteradę Orła do Chojnic, wybranie lepszej finansowo oferty. Czasy się zmieniają, to częściej zawodnicy pukają do klubów niż na odwrót - gdyby Orłowski miał propozycję z lepszego niż Górnik klubu, to już by w nim trenował. Być może lada dzień klub podpisze umowę z Marcinem i będziemy mogli czytać nagłówki "Orzeł (ponownie) wylądował". Swoją drogą ciekawe czy w przypadku, gdyby został w zespole i Orłowski i Folc czy Andrzej Polak zdecydował by się na grę dwoma napastnikami? Taki duet atakujących brzmi naprawdę ciekawie.
Michał Bartkowiak
na zgrupowaniu w Żaganiu
ze Śląskiem Wrocław
Wiadomo, że wśród poszukiwanych zawodników będzie młodzieżowiec. Na tę chwilę w kadrze jest Mateusz Krzymiński, który zapewne stanie się podstawowym graczem, są próbowani Cichocki (1994), Mańkowski (1995), Bagiński (1994) oraz grający nieco dalej od własnej bramki Mycan (1995) i Tetłak (1994). Z pewnością będziemy mogli zobaczyć jakieś inne nowe twarze. Wałbrzyskich kibiców najbardziej intryguje sprawa Michała Bartkowiaka. Największa piłkarska nadzieja przebywa obecnie na zgrupowaniu Śląska Wrocław, do którego jest to już trzecie podejście. Czy tam zostanie? Na chwilę obecną trenuje z I zespołem, ale w obu żagańskich sparingach Tadeusz Pawłowski nie zdecydował się nawet na minutę wpuścić Michała. Czy to oznacza, że klub wrocławski nie będzie chciał go zatrudnić? Niekoniecznie. Po przypadkach Piecha, Gola, Robaka czy Masłowskiego w klubie nie chcą przeoczyć żadnego dolnośląskiego talentu. Bartkowiak póki co wg sztabu szkoleniowego może nie jest gotowy do gry w ekstraklasie, ale może trafić do trzecioligowych rezerw lub na wypożyczenie - być może nawet do Wałbrzycha. Pawłowski nie jest skory do stawiania na juniorów, co już nie raz pokazał, poza tym Bartkowiak nie gra w żadnej reprezentacji, kluby o niego się nie biją, więc bardzo prawdopodobne, że dość długo musielibyśmy czekać na debiut w T-Mobile Ekstraklasie Michała.Nie wiem czy można łączyć ewentualną grę Mateusza Tetłaka w Wałbrzychu z przenosinami Bartkowiaka do Wrocławia.W tej chwili to bardziej Michał szuka klubu niż Śląsk go chce. Wspomniany Tetłak uchodził za zdolnego juniora, grał w kadrze U-18, ale na poziomie seniorów sukcesów nie zanotował, gra na szczeblu drugiej ligi to w jego przypadku niewiadoma. Wałbrzych za Bartkowiaka trzyma kciuki, życzy mu jak najlepiej, ale z drugiej strony chce by zakładał koszulkę Górnika jak najdłużej.

czwartek, 3 lipca 2014

Górnik Wałbrzych w gr.zachodniej

192 punkty w trakcie 4 sezonów, czyli solidne 48 punktów na sezon - takim bilansem kończy Górnik Wałbrzych grę w grupie zachodniej drugiej ligi. Na ten bilans - 136 meczów - składa się aż 6 walkowerów w sezonie 2010/11 z Polonią Słubice i Polonią Nowy Tomyśl,  w sezonie 2012/13 z Lechem Rypin i MKS Oława oraz w 2013/14 z KS Polkowice, a także zweryfikowany na walkower mecz z Czarnymi Żagań (0:0, 2010/11). Oczywiście z tego powodu mogą powstać rozbieżności co do listy strzelców, poza tym w dwóch przypadkach doniesienia prasowo-internetowe mijały i nadal mijają się z prawdą. Chodzi o dwie bramki z sezonu 2010/11: Piotra Przerywacza z meczu z Nielbą w Wągrowcu (1:1) i Marcina Morawskiego z meczu z Polonią Słubice (1:0). Oba mecze oglądałem i już wyjaśniałem, że w Wielkopolsce gola strzelił Grzegorz Michalak, a przy Ratuszowej słubiczanie zaliczyli bramkę samobójczą. Tak więc lista strzelców bramek w 2.lidze dla Górnika Wałbrzych wygląda następująco:
24 - D. Zinke,
21 - G.Michalak,
15 - M. Morawski
9 - M. Folc,
8 - A. Moszyk
7 - D. Michalak
6 - D. Janik
5 - M. Bartkowiak, R. Maciejak
4 - M. Orłowski, D. Radziemski
3 - K. Duś, J. Fojna, S. Orzech, J. Rytko
2 - K. Śmiałowski, M. Wojtarowicz
1 - A. Kłak, B. Konarski, D. Kubowicz, M. Łaski, M. Oświęcimka, M. Sawicki, A. Sobczyk, T. Wepa,
samobójcze - M. Dymkowski (MKS Kluczbork), P. Garbarek (Jarota Jarocin), T.Maksymow (Polonia Nowy Tomyśl), A. Więckowski (Polonia Słubice), P. Król (Bałtyk Gdynia).
Bramki ze stałych fragmentów gry:
2010/11 - M.Morawski rzut wolny (gol na 1:0 -Jarota 1:1, gol 1:2 z Elaną w Toruniu (2:2), gol na 1:1 z GKS Tychy (1:2),
2011/12 - M.Morawski rzut rożny (gol na 1:1 - Czarni Żagań 1:2, gol na 1:0 - Zagłębie Sosnowiec 3:1); rzut wolny (gol na 1:1 - Nielba 1:1, gol na 1:0 - Jarocin 2:0, gol na 1:0 - w Gdyni), rzut karny (gol na 2:0 - Tur 2:0),
2012/13 - M.Morawski rzut wolny (gol na 2:1 - MKS Kluczbork 2:1, gol na 1:0 - Elana 3:0)
2013/14 - A.Moszyk rzut karny (gol na 2:0 - Bytovia 3:1, gol na 2:0 - Calisia 4:0), Marcin Folc rzut karny (gol na 1:1 - Polonia Bytom 1:2), G.Michalak rzut karny (gol na 1:0 - 1:2 z Bytovią, gol na 1:1 - 1:1 z Odrą)
Rzutów karnych z kolei nie wykorzystali:
Marcin Morawski (Legnica, Miedź 0:1 2010/11 - słupek), Daniel Zinke (Wałbrzych, Olimpia 0:2 2010/11 - obronił Michał Wróbel), Marcin Morawski (Rybnik, ROW 0:2 2011/12 - obronił Bartosz Gocyk), Adrian Moszyk (Wałbrzych, Tur 1:0 2012/13 - obronił Michał Kolba).
Damian Jaroszewski obronił "jedenastki" Szymona Kaźmierowskiego (Chojniczanka 0:0, 2011/12), Zbigniewa Grzybowskiego (Chrobry 1:2, 2011/12), Kamila Grobosza (Ruch 1:0, 2012/13), Wojciecha Okińczyca (UKP 4:0, 2013/14). Z kolei Rafał Bobiński (Ruch 1:0, 2012/13) przestrzelił jedenastkę
Od pewnego czasu mówiono o wałbrzyskim charakterze, drużynie ostatniego kwadransa. Kiedy biało-niebiescy potrafili odwrócić losy meczu w końcówce?
2010/11 - Wałbrzych, Miedź Legnica 3:2 - gol B.Konarskiego na 3:2 w 93 minucie
2010/11 - Wałbrzych, Polonia Słubice 1:0 - gol samobójczy po wolnym Morawskiego w 89 min.
2010/11 - Wałbrzych, Bałtyk Gdynia 1:1 - G.Michalak wyrównuje w 90 min.
2010/11 - Toruń, Elana 2:2 - M.Morawski w 90 min. strzela kontaktowego gola, a w 94 min. G.Michalak wyrównuje,
2010/11 - Jarocin, Jarota 1:0 - gol D.Janika w 89 min.
2010/11 - Turek, Tur 2:1 - gol. D.Zinke w 87 min.
2011/12 - Wałbrzych, Zagłębie 3:1 - gol A.Moszyka na 3:0 w 88 min.
2011/12 - Wągrowiec, Nielba 1:1 - M.Morawski wyrównuje w 91 min.
2011/12 - Zdzieszowice, Ruch 1:1 - J.Rytko wyrównuje w 92 min.
2012/13 - Wałbrzych, MKS Kluczbork 2:1 - M.Morawski strzela na 2:1 w 92 min.
2012/13 - Wałbrzych, Chrobry 3:0 - D.Zinke strzela w 87 min.
2012/13 - Wałbrzych, Chojniczanka 2:1 - A.Sobczyk wyrównuje w 91 min., a M.Bartkowiak strzela na 2:1 w 94 min.
2012/13 - Częstochowa, Raków 1:1 - D.Michalak wyrównuje w 93 min.
2013/14 - Wałbrzych, Ruch 2:1 - D.Zinke wyrównuje w 82 min., a S.Orzech strzela gola na 2:1 w 94 min.)
2013/14 - Częstochowa, Raków 1:1 - M.Folc wyrównuje w 86 min.
2013/14 - Opole, Odra 1:0 - M.Bartkowiak strzela gola w 81 min.
2013/14 - Wałbrzych, Warta 3:1 -S.Orzech w 82 min., a G.Michalak w 89 min. wyprowadzają Górnika ze stanu 1:1 na 3:1
2013/14 - Wałbrzych, Raków 2:0 - K. Śmiałowski gol w 92 min.
2013/14 - Ostrów Wlkp., Ostrovia 1:1 - A.Moszyk wyrównał w 90 min.
2013/14 - Wałbrzych, Odra 1:1 - G.Michalak wyrównuje w 88 min.
Najszybciej w drugoligowym meczu bramkę zdobył w 2 minucie Daniel Zinke pokonując Macieja  Jaworka z Turu Turek w Wałbrzychu (2:0 jesień 2011). Z kolei w meczu w Turku (0:2 wiosną 2012) wałbrzyszanie stracili bramkę już w pierwszej minucie gry.
W taki sposób, po błędzie bramkarza Turu, Górnik
strzelił najszybszą bramkę w 2.lidze.
Jeśli chodzi o drugoligowe występy to rekordzistą jest Damian Jaroszewski, który nie zagrał jedynie w 5 meczach. W sezonie 2010/11 wszystkie 32 mecze w pełnym wymiarze czasowym, w sezonie 2011/12 w Żaganiu otrzymał za faul taktyczny czerwoną kartkę i musiał go zmienić oraz wystąpić w następnym meczu Kamil Jarosiński. On też zastąpił go w meczu z Rakowem, gdy wynikły problemy z młodzieżowcami. W sezonie 2012/13 Jogi opuścił półtora meczu w sezonie (zmieniony w przerwie meczu z Elaną i absencja w Polkowicach) z powodu kontuzji. Wreszcie wiosna 2014 i nieobecność w wałbrzyskich meczach z Jarotą (kontuzja) i Rozwojem (nadmiar żółtych kartek), gdzie z powodzeniem zastąpił go Patryk Janiczak. Oto bilans indywidualnych występów wałbrzyszan:
126 - D.Jaroszewski,
123 - D.Zinke
121 - T.Wepa,
116 - D.Michalak,
115 - M.Wojtarowicz,
103 - G.Michalak,
93 - A.Moszyk,
91 - M.Morawski.
Na drugim biegunie możemy znaleźć nazwiska takich zawodników jak:
5 - K.Jarosiński,
2 - P.Janiczak, K.Misiak, J.Piątek,
1 - M.Antoniak, D. Grzesiak, Ł.Kalka, D.Nawrocki, S.Surmaj.
Łukasz Kalka - jednominutowy
drugoligowiec
Większość piłkarzy z tej ostatniej grupy zaliczyło ligowy debiut w czerwcu 2011, gdy główny trzon drużyny brał udział w rozgrywkach akademickich, a przeciwko Elanie Toruń (1:1) mogli zadebiutować Damian Nawrocki, Marcin Antoniak i Dominik Grzesiak. Rekordzistą jest jednak Łukasz Kalka, który tydzień później w Turku zmieniając w ostatniej minucie Romana Maciejaka zaliczył drugoligowy debiut. Co ciekawe żaden z tych jednodniowych ligowców nie może powiedzieć, że debiut był punktem zwrotnym w ich karierze. O Antoniaku czy Nawrockim próżno szukać informacji o grze w ligach makroregionalnych, Grzesiak (rocznik 1993) studiuje w Warszawie, Kalka z kolei z macierzystej Głuszycy był wypożyczany do trzecioligowej Polonii/Sparty Świdnica i grającego wówczas w okręgówce Piasta Nowa Ruda, ale nie zaowocowało to transferem i talent rozmienia w A klasowym Włókniarzu.
Największym brutalem w drugoligowych zmagań był Grzegorz Michalak, który w ciągu 4 sezonów otrzymał 31 żółtych kartek i 4 razy wyleciał z boiska. Oprócz niego najczęściej upominanymi żółtymi kartkami byli:
26 - Wepa,
24 - Rytko, Sawicki,
23 - D.Michalak
20 - Wojtarowicz.
Wśród wykluczonych graczy, oprócz wspomnianego "Dzikiego" znaleźli się:
4 - Sawicki
3 - Łaski
2 - Maciejak, Rytko
1 -Chajewski, Jaroszewski, Kłak, D.Michalak, Morawski, Moszyk, Orzech, Protasewicz, Radziemski, Szuba, Wepa, Wojtarowicz.

Najwyższym drugoligowym zwycięstwem było 5:1 z Polonią Nowy Tomyśl (2010) w Wałbrzychu i na wyjeździe 4:0 w Kaliszu (2013). Najdotkliwszą porażką było 0:5 w Legnicy (2011) i Sosnowcu (2013), a przy Ratuszowej 2:5 z MKS Kluczbork (2014), 1:4 z Błękitnymi Stargard Szczeciński (2013), 0:3 z Jarotą (2013), Calisią (2014).
Dominik Janik w meczu z Polonią Nowy Tomyśl
Hat-trickami pochwalić się mogło dwóch wałbrzyszan - Dominik Janik (5:1 z Polonią Nowy Tomyśl) i Marcin Folc (4:0 z UKP Zielona Góra).
Jeśli chodzi o młodzieżowców to ich bilans w poszczególnych sezonach wyglądał następująco:
2010/11 - D.Michalak 28 meczów, Duś 27/3 gole, Sawicki 8, Łaski 7,Chajewski 2, Antoniak, D.Grzesiak, Kalka, Nawrocki, Orzech, D.Radziemski po 1,
2011/12 - Rytko 31/3 gole, Sawicki 23/1 gol, Duś, P.Matuszak po 13, D.Radziemski 12/1 gol, Orzech 11, Chajewski 8, K.Jarosiński 3, Piątek 2, Polak 1,
2012/13 - Orzech 30, Zieliński 20, Chajewski 16, Bartkowiak 5/2 gole, Polak 5, P.Matuszak 4, K.Jarosiński, Misiak po 2,
2013/14 - Szuba 30, Orzech 29/3 gole, Bartkowiak 27/3 gole, Krzymiński 16, Migalski 6, Janiczak 2, Surmaj 1.
Zespół prowadziło 3 szkoleniowców - Robert Bubnowicz (2010-2013), Maciej Jaworski (2013-14) i Andrzej Polak (2014). W ciągu czterech sezonów Górnik miał pięciu kapitanów: Piotr Przerywacz, Marcin Morawski, Tomasz Wepa, Grzegorz Michalak i Damian Jaroszewski.

wtorek, 1 lipca 2014

Marek Wojtarowicz kończy karierę w Górniku Wałbrzych

17 lat po debiucie w seniorach wałbrzyskiego ligowca z drużyną z Ratuszowej żegna się Marek Wojtarowicz. 37-letni dziś Maro należał do pewniaków kolejnych szkoleniowców, a miejsce w składzie zawdzięczał przede wszystkim postawie na boisku. Jego przygoda z piłką była dość kręta. Wychowanek wałbrzyskiego klubu był nawet wypożyczony do Czarnych Wałbrzych celem ogrania, a w pierwszym zespole seniorów widział go Janusz Przybyła w sezonie 1996/97. Klub pożegnali wówczas Piotr Włodarczyk (Legia) i Robert Samek (powrót do Bielawianki), a ich mieli zastąpić ściągnięci z 3.ligi Paweł Murawski i Dariusz Zawalniak. Wojtarowicz miał stopniowo wchodzić do składu. Debiutował już w pierwszej wiosennej kolejce - w Gdańsku, w przegranym meczu z Lechią 0:2. O ile Przybyła dawał szansę Markowi na ogranie (11 meczów), to Grzegorz Kowalski nie widział w nim gracza formatu ligowego. 4 epizody w ciągu sezonu mówi samo za siebie. Ale nie ma co się dziwić, skoro odpalili w końcu Murawski z Zawalniakiem, rewelacją stał się Jelonkowski, a w odwodzie był jeszcze ściągnięty z Polonii Świdnica Tragarz. Niewiadomo jakby potoczyła się przyszłość Wojtarowicza w Górniku, gdyby nie wycofanie się z rozgrywek drugoligowych. W IV lidze duet trenerski Ryszard Mordak - Wiesław Walczak musiał oprzeć skład Górnika głównie na wychowankach. Znalazło się miejsce również dla braci Wojtarowiczów, bowiem coraz częściej grywał młodszy o rok od Marka Marcin.  W jesiennym meczu z Polonią Bystrzyca Kłodzka (4:0) bracia obaj wpisują się na listę strzelców kopiując tym samym wyczyn braci Radziemskich z 1995 roku.  Jesienią 1999 Marek rozegrał bodaj najlepszy mecz w roli napastnika  - Górnik zdemolował w trzecioligowym pojedynku Pogoń w Oleśnicy aż 5:0, a starszy z Wojtarowiczów wpisał się na listę strzelców. Sezon 2000/01 zakończony degradacją wałbrzyskiego trzecioligowca był paradoksalnie najskuteczniejszym dla Marka. Uzyskał w nim 6 bramek, co może nie jest powalającym rezultatem dla napastnika, ale wielokrotnie zbierał dobre oceny za grę przeciwko rosłym obrońcom. Wówczas kibice mogli poznać krewki charakter Wojtara, dyskusje z sędziami, z rywalami, częste próby wymierzania samemu sprawiedliwości zaowocowały dwoma wykluczeniami i 6 żółtymi kartkami, co w tamtych czasach uznać można było za bilans a'la Hajto.
Nie uciekał jednak z tonącego okrętu tak jak uczyniło to wielu jego kolegów z Górnika. Odszedł dopiero po degradacji, kiedy to z Rafałem Jeziorskim przeszedł do Błękitnych Stargard Szczeciński, które grały w IV lidze. Dwa sezony to dwie promocje, ale w trzeciej lidze bilans zaledwie 3 bramek nie zagwarantował mu przedłużenia umowy, co stało się udziałem chociażby Jeziorskiego. Wojtarowicz wraca na Dolny Śląsk. Wałbrzych sportowo mógł zaoferować jedynie klasę okręgową, Markowi nie udało się zahaczyć do Lechii Dzierżoniów i trafia na rundę jesienną do czwartoligowego Włókniarza Mirsk. W tej wałbrzyskiej kolonii (grali tam bowiem również m.in. Morawski, Dudek, Kochanowski) czuł się dobrze, ale jesienią strzelił ledwie dwie bramki. Zimą ze względu na kłopoty finansowe właściciela nastąpił exodus zawodników przyjezdnych i Wojtarowicz trafił do Piasta Nowa Ruda, gdzie trenerem był Ryszard Mordak, a wśród partnerów Grzegorz Michalak. Wiosenny bilans to 4 gole, a latem było wiadomo, że będzie wśród grupy wracających piłkarzy na Ratuszową do beniaminka IV ligi dolnośląskiej. Znów pod okiem trenera Przybyły napastnik Wojtarowicz popisywał się skutecznością ponad 10 bramek/sezon. Dobra gra głową, co oprócz strzałów partnerzy mogli liczyć na zgrywanie piłki. Oprócz goli można było liczyć na spora liczbę żółtych kartek oraz średnio jedno wykluczenie na sezon. Cały Maro. Wiosną 2007 roku postanowił spróbować dorobić pod Alpami w Purgstall, gdzie z powodzeniem radził sobie brat Marcin czy młodszy z braci Smoczyków. Po powrocie przed sezonem 2007/08 liczono na awans do nowej trzeciej ligi. Ani Ryszard Mordak, ani debiutujący w roli szkoleniowca Robert Bubnowicz nie potrafili sprostać temu zadaniu - 11.miejsce oznaczało degradację, czyli ... pozostanie w IV lidze. Wojtarowicz po raz ostatni zdobył solidną liczbę bramek (10), ale również dwukrotnie wyleciał z boiska. Od 2008 wielu odlicza erę nowego Górnika, który po rewolucji kadrowej, polegającej na powrocie wałbrzyskich wychowanków do macierzystego klubu, rozpoczął marsz w górę futbolowej hierarchii kończąc na drugiej lidze. Wojtarowicz początkowo raził nieskutecznością, a jego jako piłkarza "uratował" Bubnowicz. Już wcześniej kilkakrotnie ustawiał Marka nieco z tyłu za napastnikami, w drugiej linii, a teraz wymyślił sobie jego jako partnera Przerywacza na środku defensywy. Autorski pomysł wypalił w 100%! Wojtar odżył piłkarsko będąc podporą obrony, z czasem, gdy średnia wzrostu obniżyła się w Górniku był jednym z nielicznych graczy z pola mogącym zagrozić rywalowi przy dośrodkowaniach przy stałych fragmentach gry.
Historia wałbrzyskiego futbolu zna przypadki adaptacji napastnika w obrońcę. Prekursorem był Mirosław Jabloński, który z nieskutecznego Wiesława Stańko zrobił groźnego, ofensywnego bocznego obrońcę. Eksperyment nie udał się Zbigniewowi Góreckiemu, który swego czasu widział wysokiego Grzegorza Krawca w roli nowoczesnego forstopera. W przypadku Wojtarowicza można powiedzieć, że Bubnowicz zobaczył w nim to czego nie zauważyli inni szkoleniowcy. Obserwując jego grę trudno przypuszczać, że większość kariery Maro grał jako napastnik. Gdyby nie zaawansowany wiek, zapewne byłby podporą ligowego Górnika jeszcze przez lata. Ostatni sezon w Górniku to łatanie dziur, naprawianie błędów młodszych partnerów. Moim zdaniem był jednym z głównych architektów utrzymania zespołu w lidze. Oczywiście zdarzały mu się błędy, czasem katastrofalne w skutkach jak w 2 minucie wałbrzyskiego pojedynku z MKS Kluczbork, kiedy to wyłożył rywalowi piłkę jak na tacy. Ale należy pamiętać również jego grę w defensywie w pozostałych meczach czy też udane wyprowadzanie piłki, co jak w meczu z Jarotą przyniosło bramkę.
Generalnie analizując karierę Marka przy Ratuszowej to osiągnął więcej niż się spodziewano po nim. Nie imponował techniką, skutecznością jako napastnik, co mogło zaprocentować zainteresowaniem klubów z wyższych lig. Solidność, charakter, praca - to dało mu wiele lat w Górniku, gdzie stał się jednym z symboli zespołu. Rekordzista pod względem ligowych spotkań.
Znając Wojtarowicza hasło "koniec kariery" odnosi się zapewne jedynie do gry w drugoligowym Górniku Wałbrzych. Dyspozycja, zdrowie, doświadczenie, podejście do obowiązków - to wszystko gwarantuje, że Marek spokojnie znalazłby miejsce w klubie w trzeciej lidze.

2.liga gr.zachodnia 2008-2014 cz.IV

Kto był największym brutalem w historii drugiej ligi grupy zachodniej? Byli zawodnicy, którzy swoimi faulami łamali kończyli rywalom - w Kaliszu z tego powodu na sympatię nie może liczyć Górnik Wałbrzych, a już szczególnie Marcin Morawski, za którego sprawą długo leczył złamaną nogę Bułgar Stojczew. Trudno jednak "Morasia" uznać za brutala. Najłatwiej jest więc zsumować kolorowe kartoniki. Najwięcej indywidualnych kar zobaczył Paweł Kowalczyk. Obrońca we wrześniu osiągnie wiek chrystusowy, a w latach 2005-2013 grał w Rakowie Częstochowa. Oto jego bilans w grupie zachodniej:
2008/09 - 6 żółtych i 1 czerwona
2009/10 - 8 żółtych i 1 czerwona
2010/11 - 9 żółtych i 1 czerwona
2011/12 - 9 żółtych
2012/13 - 8 żółtych i 1 czerwona.
Łącznie to 40 napomnień i 4 wykluczenia! Gdyby Jerzy Brzęczek zdecydował się na korzystanie z jego usług w minionym sezonie pewnie wynik byłby jeszcze bardziej okazalszy, bowiem Kowalczyk w trzecioligowej Skrze Częstochowa w 28 meczach upomniany został 9-krotnie.
Paweł Kowalczyk w 6 meczach przeciwko Górnikowi
zobaczył 3 żółte kartki.
W Rakowie występował inny Kowalczyk, którego można zaliczyć również do grona kolekcjonerów kartek. O 10 lat młodszy od Pawła, Łukasz Kowalczyk od wiosny 2010 do końca ostatniego sezonu zobaczył 36 żółtych i 4 czerwone kartki.
Myliłby się ten, kto sądzi, że jedynie defensorzy dostają dużą ilość kar indywidualnych. Zaprzeczeniem tej teorii jest potężny, mierzący 1,9 m wzrostu napastnik Paweł Posmyk ostatnio grający w Stilonie Gorzów. W grupie zachodniej w latach 2008 - 2012 broniąc barw Pogoni Szczecin, Polonii Słubice, Zagłębia Sosnowiec i Chojniczanki skompletował 35 żółtych i dwie czerwone kartki.
Ostatnie sezony to kartkowe żniwo wśród wałbrzyskich zawodników. Najwięcej napomnień
Adam Kłak w Górniku zobaczył  9 żółtych
i 1 czerwoną kartkę.
zebrał Grzegorz Michalak - 31 żółtych i 4 czerwone. Więcej w ogólnym zestawieniu zebrał Adam Kłak. 28-letni dziś obrońca Orkanu Szczedrzykowice przez lata grał w drugiej linii, do defensywy wycofał go dopiero Robert Bubnowicz w Górniku, gdzie grał przez sezon 2010/11. Wcześniej w 2.lidze zagrał w Miedzi Legnica (2 sezony), a Wałbrzych opuścił na rzecz Czarnych Żagań. Łącznie przez 4 lata zgromadził 33 żółte i 2 czerwone kartki.
Wśród drugoligowców znaleźli się również piłkarze o bogatym piłkarskim CV. Kadrowicze, mistrzowie, zdobywcy pucharów, królowie strzelców. Występowali mistrzowie Europy U-16 z 1993: Andrzej Bledzewski (Miedź Legnica), Artur Andruszczak (Chojniczanka) czy Tomasz Kosztowniak (Czarni Żagań). Klub Reprezentanta kadry A reprezentowali: wspomniany Bledzewski, Tomasz Jarzębowski, Mariusz Mowlik, Marcin Nowacki, Piotr Madejski (wszyscy Miedź Legnica), Grzegorz Rasiak, Maciej Scherfchen, Michał Goliński (wszyscy Warta Poznań), Paweł Skrzypek (Pogoń Szczecin), Piotr Włodarczyk (Bałtyk Gdynia), Krzysztof Bizacki (GKS Tychy), Mariusz Pawlak (Olimpia Grudziądz), Paweł Kaczorowski (Tur Turek), Krzysztof Piskuła (Polonia Słubice), Sebastian Małkowski (Bytovia).
Bodaj najbardziej utytułowanym piłkarzem ligi był Mariusz Pawlak, który z Polonią Warszawa zdobył mistrzostwo, krajowy puchar, Puchar Ligi i Superpuchar, a później PP z Dyskobolią Grodzisk Wlkp. Co ciekawe, po zakończeniu czynnej kariery piłkarskiej, po trenerskim debiucie w Zniczu Pruszków Pawlak objął Chojniczankę, którą w pierwszym roku pracy awansował do 1.ligi. Mistrzami Polski byli Piotr Włodarczyk (Bałtyk, z Legią), Zbigniew Grzybowski (Górnik Polkowice, Chrobry Głogów; z Zagłębiem Lubin), Grzegorz Kmiecik (Tur Turek; z Wisłą) i Nigeryjczyk Kelechi Zeal Iheanacho (Elana Toruń), który może pochwalić się trzema tytułami z Wisłą, tyle, że za 2004 i 2005 rok wystarczył mu jeden mecz na sezon... Puchar Polski zdobywali: Nigeryjczyk Maxwell Kalu (Nielba Wągrowiec), Radosław Biliński (Pogoń Szczecin) - trzykrotnie z Amiką Wronki, z Amiką i Lechem PP zdobywał Krzysztof Piskuła (Polonia Słubice), z Polonią Warszawa i Lechem - Paweł Kaczorowski,  z Legią - Piotr Włodarczyk, Jacek Kosmalski (Zawisza Bydgoszcz), Paweł Skrzypek (Pogoń Szczecin), z Lechem - legnicki duet Zakrzewski, Mowlik, Damian Nawrocik (Jarota Jarocin), Krzysztof Gajtkowski (Bytovia), Zbigniew Wójcik (Ślęza Wrocław), z Dyskobolią - oprócz wspomnianego wyżej Pawlaka, Marcin Nowacki (Miedź), który może pochwalić się nagrodą tygodnika Piłka Nożna Odkrycie 2003 roku.
W drugiej lidze grał król strzelców ekstraklasy - Adam Kompała (Ruch Radzionków), strzelec 19 goli w 2000 roku, z kolei Jacek Kosmalski (Zawisza) w 2007 strzelając również 19 bramek został królem strzelców 2.ligi.
Wśród trenerów największą postacią był niewątpliwie już śp. Jerzy Wyrobek. W drugiej lidze prowadził Tur Turek i Zagłębie Sosnowiec, a w przeszłości mistrz i zdobywca Pucharu Polski z Ruchem Chorzów.