czwartek, 2 września 2010

Po 17 latach ...

Właśnie po aż tylu latach wałbrzyski zespół pokonał w meczu ligowym Miedź Legnica! Stadion na Nowym Mieście i drugoligowy mecz KP - Miedź zakończony niespodziewanym zwycięstwem gospodarzy 1:0 po golu z karnego Ryszarda Spaczyńskiego w ostatniej minucie gry. Podobnie teraz wałbrzyszanie wygrali po golu w samej końcówce, podobnie jak wtedy po boisku biegał Spaczyński - Patryk syn Ryszarda. Wałbrzych czekał dość długo na inaugurację II ligi (ale to wciąż nie jest druga klasa rozgrywkowa w Polsce - jak sugerują media, tylko trzecia, więc powrót nie po 12 tylko po 9 latach na ten szczebel!!). Klub robił co mógł by kibice nie musieli przeżywać tego co sympatycy Polonii Nowy Tomyśl i Jaroty Jarocin, którzy jeszcze muszą poczekać by drużyny zagrały na macierzystych obiektach (póki co korzystają z gościnności poznańskiej Warty). Mimo to bałagan organizacyjny był spory. Ten kto nie miał jeszcze biletu, musieli wyczekać swoje i ci co przyzwyczaili się, że wystarczy przyjść 20 minut przed meczem sporo musieli wyczekać, spóźnić się na mecz. Na mecz z Legnicą było "ciśnienie" - wiadomo derby regionu. Skoro nie można w Wałbrzychu rywalizować z Zagłębiem Lubin czy Śląskiem Wrocław pompuje się balon, podgrzewa atmosferę: a to Derby Sudetów a to Małe Derby Dolnego Śląska itd itp.
Co do meczu, to był on raczej co najwyżej średni. Pierwsza połowa to przestrach gości. Zwróciliście ile lat mieli gracze Miedzi? Najstarszy Michał Żółtowski 24! Dopiero po zmianach średnią zawyżył Albańczyk Dobi (35 wiosen). W naszym leciwym Górniku zabrakło Wojtarowicza, którego zastąpił Majka. On, Kłak, Wepa, Przerywacz ma miedziową przeszłość. Adam Kłak po raz kolejny zagrał na obronie, ale jak grał każdy widział. Był najsłabszym ogniwem w defensywie i Kudyba robiąc korekty w składzie właśnie to uwzględniał. Słabiej zagrał wałbrzyski najlepszy strzelec - Grzegorz Michalak, a bohaterem został Bartosz Konarski, który ni to odchodził ni to powracał do zespołu ... W sumie teraz w świetle kontuzji Janika i tak nie jest pewniakiem w składzie ataku. Dobrze zaadaptował się w tej linii Zinke (tylko ten wzrost - nie wygrał żadnego pojedynku głowkowego), powraca po kontuzji młody Duś.  Najniżej obecnie stoją akcje Moszyka.
W Miedzi zagrał niejaki Garuch. Sympatyczne nazwisko a i postura również, bowiem ma 154 cm i próżno szukać bodajże we wszystkich kadrach zespołów od ekstraklasy do nawet 3 ligi gracza o takich parametrach. Ale serducho do gry to on ma ! Kiedyś w KP grywał Robert Pryka który również miał metr pięćdziesiąt w kapeluszu (obecnie trener juniorów w Świdnicy), ale nie można było o nim powiedzieć, że był podstawowym graczem. Ot kaprys ówczesnego prezesa klubu znającego ojca "Małego", który wcześniej był kierownikiem zespołu.
Teraz wizyta Polonii Słubice - zespołu, który u siebie przegrał wszystkie 3 mecze (w tym w 2 tracił po 5 goli), na wyjeździe zdobył jednak 4 punkty i na to powinien Robert Bubnowicz zwrócić uwagę. Wiosną zespoły z Lubuskiego sprawiły już niespodzianki przy Ratuszowej (Celuloza, Promień!). Nie wolno zlekceważyć Polonii ! Ciekaw jestem co sobą zaprezentuje najlepszy snajper słubiczan Paweł Posmyk. Oba zespoły rywalizowały ze sobą w sezonie 1999/2000 w starej trzeciej lidze (czyli w obecnej drugiej) i jesienią w Wałbrzychu wygrał Górnik. Wygrał walkowerem, bo Polonia nie przyjechała. Dziś raczej na to nie ma co liczyć.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Wągrowiecki niedosyt

Już w Tychach podobno Górnik był bliższy zwycięstwa i odniesienia historycznego pierwszego zwycięstwa w nowej 2.lidze. Widać na skrócie filmowym akcje Janika, który POWINIEN głową zdobyć bramkę. Podobnie jak w tamtym meczu w Wągrowcu strzałów było jak na lekarstwo. Ale po kolei.
Ośrodek w Wągrowcu pięknie położony w lasku przy jeziorze był bardzo popularny w XX wieku również wśród wałbrzyskich ligowców z Białego Kamienia i Nowego Miasta. Teraz też prócz lokalizacji można zazdrość 2 płyt tym jedna oświetlona, z małą trybunką, tartanem i sztuczną nawierzchnią. Główna płyta to trybuny z jednej strony, płot zaledwie metrowy, żywopłot niezbyt przystrzyżony okalający boisko. Klatka dla fanów gości to wybrukowane wzniesienie gdzieś z boku, zero komfortu. Górnika w I połowie dopingowało 6 fanów z Bydgoszczy, Wałbrzych przyjechał na 15 minut przed końcem. W Wągrowcu spisywano PESELe i cała procedura z wydaniem biletów trwała ... 20 sekund! Spisanko, zero dokumentów i wszystko. Ciekawe czy w Wałbrzychu tak sprawnie będzie.
II trener Górnika Robert Bubnowicz (to wersja oficjalna, bo wciąż wyczytywany przez spikera jako "pierwszy" jest Marian Bach) nie mógł skorzystać z Dusia, którego w ataku zmienił Zinke. On i Janik czyli dwaj raczej kieszonkowi napastnicy - nie było kim straszyć. Na lewej stronie Czecha zmienił Grzegorz Michalak, którego ubezpieczał Kłak. Duet młodzieżowców po prawej stronie D.Michalak i Rytko. W razie potrzeby na ławie byli Główka i Łaski, więc w razie kontuzji młodzieżowca jakiś defensor musiałby zejść. Z meczu przeprowadzona została przeprowadzona transmisja live, ale niestety niektóre fakty mijały się z prawdą. Po pierwsze gola nie zdobył Przerywacz. Powtórzyły jego jako strzelca większość, nawet tych"prominentnych" stron typu 90minut.pl. Nie zauważono również żółtej kartki na początku meczu dla Grzegorza Michalaka. Od 2 lat czyli gry w 4.lidze górnicy próbują zaskoczyć rywala w niekonwencjonalny sposób z rzutu wolnego. Najczęściej to nie dawało rezultatu, a np. w Żaganiu sami siebie zaskoczyli. Aż wreszcie udało się w Wągrowcu. Faul na Janiku około 30 metrów przed bramką gospodarzy. Nielba ustawia się na linii pola karnego, zignorowany przez obrońców Wepa stoi na spalonym w okolicach "wapna". Koło ustawionej piłki przebiega Zinke a Wepa jednocześnie wycofuje się ze spalonego. Morawski zagrywa do Wepy, ten z klepki na prawo do biegnącego Zinke, który nie traci piłki w polu karnym i zagrywa do środka. Nadbiegający Michalak prawą nogą po ziemii otwiera wynik.Akcja majstersztyk i nawet kibice miejscowi kiwali głowami z uznaniem. Zakręcił się sprawozdawca podając strzelca gola Przerywacza. Michalak ma nr 18 podobny do Przerywa (19), który z reguły nie przekracza nawet środkowej linii, a w polu karnym gości jedynie by wykonać karnego. I wreszcie gol strzelony prawą nogą, a Przerywacz operuje głównie lewą...
Potem był deszcz, grad i jazda figurowa na murawie. Czemu nie zmieniono obuwia? Piłka nieprzewidywalna. 2 razy próbował Morawski po przerwie, ale efekt opłakany.. Nielba trochę cisnęła, ale tak naprawdę był to najsłabszy przeciwnik w tym sezonie. Głównie atakowała naszą lewą stroną gdzie G.Michalak i Kłak grali bardzo przeciętnie... Gdy Kłaka (otrzymał oklaski gdy poślizgnął się i leżąc zdołał przerwać atak Nielby ... głową!) zmienil Protasewicz stało się nieszczęście. Centra, Jaroszewskiego uprzedza Leśniewski i gol. Zdjęcie ze strony Nielby obrazuje właśnie ten moment. Jogi w całym meczu bronił trochę niepewwnie, ale gdy była śliska piłka wszystko piąstkował. Przy golu niestety, dał ciała. Był to pierwszy i jak się okazało jedyny celny strzał w II połowie meczu.... W I razem 4 po dwóch stronach (Górnik to gol + strzał Zinke). 5 celnych strzałow na mecz troszkę skromniutko co by nie mówić. Wałbrzyszanie po meczu mają czego żałować, bo był to przeciwnik jak najbardziej do ogrania. Ale skoro nie strzlea się na 2:0 to traci się na 1:1. W Górniku w 2.lidze zadebiutował Konarski, dostał żółtą kartkę i tyle. Sędzia kartkował tylko gości co nie było sprawiedliwe, zwłaszcza, że w II połowie nie były to normalne warunki. Miejscowi dostali w efekcie więcej kartek, ale wszystkie od 80 minuty a ostatnie 4 minuty to kartka co minutę!!
Mecz z Miedzią będzie szansą na przełom. Pisałem po Żaganiu że było to frycowe Górnika, podobnie było w Tychach i teraz w Wągrowcu. Pytanie ileż można remisować wygrane mecze? Remisami nikt nie utrzymał zespołu w lidze. Górnik wciąż w strefie spadkowej i niech nikogo nie zmylą grafiki tabel gdzie zaznaczone są tylko 2 ostatnie miejsca. Tak jest zaznaczone w 2 grupach, a trzecich lig jest 8 nie 4, z 1.ligi spadają 4 drużyny a w ich miejsce wchodzą 2 z każdej grupy. Matematyka na poziomie podstawówki. By się utrymać trzeba być wyżej w tabeli.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Wspomnień czar - niespełniony atak

Jesien 1996 dla wałbrzyskich kibiców była udana. Ich pupile KP Wałbrzych beniaminek II ligi - zaplecza ekstraklasy zajmował 5.miejsce i słychać było nawet głosy o włączeniu się do walki o awans. Na gwiazdę pierwszej wielkości wyrastał kadrowicz juniorów Pawła Janasa Piotr Włodarczyk, który trafił do warszawskiej Legii. Mając potężną jak na tamte czasy gotówkę działacze KP postanowili wzmocnić atak, zwłaszcza, że oprócz "Włodka" opuścił zespół Robert Samek powracający do Bielawy. Wybór padł na dobrych znajomych z 3.ligi. Paweł Murawski z Ravii Rawicz i Dariusz Zawalniak z Moto Jelcza Oława. Obaj rocnik 1972. Obaj... zawiedli. Murawski, później znany wśród kolegów jako Chucky, a w rodzinnych stronach jako Burek.pokazał się w trzecioligowej Ravii Rawicz grając jako ofensywny pomocnik, skrzydłowy lub napastnik oprócz skuteczności dał się poznać jako kolekcjoner różnego rodzaju kartek. Po znakomite jesieni’96 kiedy to w 15 meczach strzelił 11 goli nie spodziewał się że trafi do drugiej ligi. Pierwszą rundę (wiosna'97) to fatalna postawa (13 meczy i 0 goli) ale potem było lepiej; jesienią'97 odblokował się i zaliczył hat-tricka przeciwko Elanie. W 2.lidze w ciągu 1,5 sezonu 42 mecze i 9 goli. Po wycofaniu się w 4.lidze - 35 meczy i 22 gole (przeciwko Sparcie Ziębice strzelił 3 gole w ciągu 6 minut!!) i w ostatnim sezonie gry w Wałbrzychu - w 3.lidze  8 goli w 22 meczach. Ogółem 106 meczy i 39 goli. Potem był powrót do Ravii, 2 sezony w Koronie Piaski, z którą awansował do 4.ligi i od 6 lat kopał w rodzinnym Bojanowie w leszczyńskiej okręgówce. W minionym sezonie 38-letni Paweł wrócił na boisko, zdobył nawet bramki, ale nie uchroniło od degradacji Ruchu. Czy zagra w A klasie?
Z kolei Zawalniak nim trafił do Wałbrzycha zaliczył Piast Żmigród, Barycze z Sułowa i Milicza oraz udany okres gry w Oławie w zespole pod nazwą Moto Anna. Kusiła go wtedy ponoć Pogoń Szczecin a on dopiero skusił się na KP Wałbrzych. Imponujaca szybkość nie dała jednak mu worka bramek. Uzbierał łącznie w ciągu 2,5 sezonu 8 goli w 75 meczach! W '97 w 2.lidze - 16-0, 97/98 - 31-5 (ale jakże ważny gol w 90min. przeciwko Śląskowi), po wycofaniu się Górnika sezon 98/99 spędził Odrze/Varcie Opole, gdzie w 3.lidze strzelił  14 goli. W sezonie 1999/2000 w 3.lidze w Górniku w 28 meczach trafił ledwie 3 razy. Potem były MEC Sławięcice, KS Kędzierzyn Koźle, LKS Edra Poboszów, MKS Kluczbork (awans do 3.ligi), Swornica Czarnowąsy i wiele meczy w lidze olbojów a to w Trzebnicy a to w Kobierzycach. W ubiegłym sezonie Darek grywał jeszcze w opolskiej A klasie w LZS Ciechanowice, gdzie w 19 meczach trafił 13-krotnie do siatki. Sensacyjne newsy nadesły kilkanaście dni temu z czwartoligowej Oławy, która próbowała 38-letniego Darka ! Zawalniak w pierwszym kontakcie z piłką w sparingu ze Startem Namysłów trafił do siatki. Łącznie zagrał w MKS 3 mece, ale działacze stwierdzili, że utrzymanie tego zawodnika jest za drogie... Pewnie będzie musiał wrócić do Ciechanowic./foto Krzysztof A.Trybulski "Gazeta Powiatowa - Wiadomości Oławskie"/ 
 Wobec obu oczekiwania były duże a mimo to ich sukcesy były znikome. Szkoda.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Ponownie po 9 latach na szczeblu ponadregionalnym

W 2001r. a dokładniej w czerwcu KP "Górnik/Zagłębie" rozegrał ostatni mecz w 3.lidze. Wówczas wałbrzyszanie rywalizowali i z zespołami lubuskimi, opolskimi, górno i dolnośląskimi. Teraz wachlarz przeciwników powiększył się o przedstawicieli Pomorza, Wielkopolski i Zachodniego Pomorza. Trzeci poziom rozgrywek zmienił nazwę na drugą ligę, ale to wciąż trzecia w kolejności liga!! Owszem media wałbrzyskie podchwyciły i dumnie piszą "Po 12 latach w II lidze". Ciekawe czy jakby była ekstraklasa, potem np. ekstraliga czy jakaś superliga, potem numerowane ligi i okazało się, że rywalizacja dajmy na to z Prochowiczanką jest w 2.lidze też byłby ten fakt nagłaśniany??
Mecz w Żaganiu udało mi się oglądnąć dzięki obowiązkom służbowym, które mnie rzuciły w lubuskie. Stadion Czarnych ma trybunę z 1 strony a płot o wiele mniejszy niż ten co przez lata funkcjonował przy Ratuszowej. Żadnych dachów, nowinek architektonicznych - szok dla kogoś kto po obiekcie, który trzeci sezon gości drugoligowców spodziewałby się wyższego standardu.
O meczu napisano już prawie wszystko, zresztą nasze tygodniki reprezentowane przez dziennikarzy też zamieszczą w poniedziałek szerokie relacje. Była to jedna z nielicznych okazji dla red. Nowaka czy Pawłowskiego zobaczenia wyjazdowego meczu Górnika. Na pewno wiosną będą w Legnicy, a nie oczekujmy galerii zdjęć, relacji live z Turku, Poznania czy Gdynii.
Pierwszy szok przeżyłem jak zobaczyłem nowopozyskanego Daniela Główkę na trybunach stadionu. Drugi, gdy pożegnany oficjalnie (co skrzętnie wychwycił nawet portal 90minut.pl) Rafał Wodzyński rozgrzewał się z Jaroszewskim. Bubnowicz widać było spięty, bo nie pamiętam by kiedy kolwiek krążył pomiędzy rozgrzewającymi się graczami. Jakiś taki samotny, z boku wydawał się stojący w boksie Marian Bach - "oficjalny" trener Górnika PWSZ - mający licencję. Zespół został wyprowadzony przez kapitana czyli Piotra Przerywacza. Nie rozegrał ani minuty w przerwie letniej. Ponoć kontuzja, inna plotka - kłótnie z dyr. Torbusem. Zabrakło z kolei Konarskiego (czy faktycznie opuścił zespół?). Z nowych w ataku Kornel Duś, który z Janem Rytko tworzył duet młodzieżowców. Michał Protasewicz na lewej obronie, Majka na prawej - czyli wariant z meczu z Twardym. Adam Kłak na ławie w towarzystwie braci Michalaków, Wodzyny, Łaskiego, Moszyka. Pierwszą połowę wygrali Czarni Arena (dobrze, że głównym dorbodziejem wałbrzyszan nie jest miasto, bo gdyby tak było jak w Żaganiu to byśmy mieli Górnika Aquapark), którzy i tak grali bojaźliwie i nie potrafili wykorzystać "wielbłądów" wałbrzyskiej defensywy. Co zagranie Majki to zagrożenie bramki Górnika, Przerywacz - zeo szybkości, jakiś niepewny, Protasewicza wszyscy krytykują, ale co wymagać od zawodnika, który przez ponad rok nie grał w meczu ligowym, a wcześniej nie potrafił przebić się ani do Lechii, ani Odry Opole...Drugą połowę Czarni przespali. Gdyby górnicy nie wyrównali byliby frajerami i bajki o frycowym trzeba włożyć między bajki. Czarni nie mieli pomysłu na ofensywę. Po zmianach Majka gdy przeszedł na lewą za Protasewicza znów grał na normalnym poziomie. Aktywny był Morawski, choć na minus naszych rozgrywających trzeba wytknąć, że nie korzystali często z Zinke, który miał swój dzień, kręcił na lewej stronie i był naprawdę cichym bohaterem meczu. Rytce sił starczyło na I połowę. Po wejściu na boisko Michalaków zobaczyłem od lat strzał z dystansu celny w wykonaniu Darka! Grzesiek faulował bez sensu, ale uderzył raz celnie i po jego centrze wynikła bramkowa sytuacja w 89 min. W doliczonym czasie w polu karnym padł Majka. Stałem na wysokości zdarzenia i wg sędzia w innym miejscu boiska odgwizdałby faul. Buba szalał na ławce, ale po meczu dyplomatycznie nie komentował zajścia. Remis nie krzywdzi żadnej z drużyn. Przy odrobinie szczęscia obie druzyny mogły pokusić się o pełną pulę.  Górnicy zobaczyli, że ta druga liga nie jest taka straszna, choć już w Bydgoszczy będzie ciężej. Przy takim braku szybkości naszych defensorów może być nieciekawie. Więcej miejsca mają za to technicy (Morawski, Zinke, Duś), któzy moga wykorzystać swe atuty.
Co do fanów wałbrzyskich: jeden incydent, choć niezbyt sumiennie opisane w wiadomosciachwalbrzyskich.pl sprowokowali nasi "fani", którzy odczuli na swoich plecach siłę, głogowskich butów. Ochrona spokojnie siedziała obok klatki i niespodziewała się aktu odwagi a'la Bohun dwóch śmiałków. Ciekawe że po tej krótkiej przerwie większość odniosła wrażenie, że miejscowi piłkarze stracili koncept na grę. Z kolei wałbrzyscy kibice stracili po tym zdarzeniu pomysł na doping. Liczba 80-90 w wakacje i na jeden z bliższych wyjazdów jest przyzwoita, choć można było liczyć na więcej.

sobota, 31 lipca 2010

Po co to komu?

Otrzymałem od znajomego z Lubuskiego skan artykułu z tygodnika wydawanego w rejonie żarsko-żagańskim Gazeta Regionalna. Jest praktycznie jedyna gazeta, prócz wojewódzkiej Gazety Lubuskiej, ukazująca się tam i mówiąca o sprawach tamtego regionu. W artykule poświęconym Czarnym Zagań zwraca uwagę ostatni akapit: "inauguracja (...)z Górnikiem Wałbrzych, któremu pomogli w awansie sędziowie i działacze DZPN." Autorem jest niejaki Piotr Piotrowski pisujący o sporcie i nie tylko. Najprawdopodobniej nie widział nigdy meczu Górnika, bo mecze Promienia w Gazecie Regionalnej opisuje inny "dziennikarz".  I tu właśnie kłania się tytułowe: po co to komu? czemu ma to służyc? Gdyby red. Piotrowski trafił na upierdliwego fana wałbrzyskiej drużyny, ba na dbającego o dobry wizerunek klubu Górnik PWSZ czy DZPN działacza- to niechybnie mógłby spodziewać się nawet pozwu o zniesławienie. Pisząc w trybie twierdzącym, że klubowi pomagali działacze i sędziowie musiałby potwierdzić dowodami, a tych zapewne nie ma. O rzetelności tego pana pismaka dowodzić może również artykuł o Twardym Świętoszów, który rzekomo szykuje się by zawojować 3.ligę i wzorem Górnika awansować. Jak gra Twardy w najsilniejszym składzie widzieliśmy w W-chu, a pojęcie o poziomie tej klasy rozgrywkowej p.Piotrowskiego - mgliste. Być może jest to pokłosie cichego konfliktu pomiędzy Lubuskim a Dolnośląskim ZPN. W najnowszym skarbie kibica Przeglądu Sportowego dziennikarze twierdzą, że DZPN chce reformy 3.ligi, bo lubuskie zespoły są za słabe by grać z drużynami z dolnośląskiego i lepiej jeździć do Jeleniej Góry, Szczawna Zdrój niż do Rzepina. Coś w tym musi być skoro od lat była idea by współna dolnośląsko-lubuska była liga juniorów, a do tej pory nic takiego nie nastąpiło.
Wracając do żagańskiego artykułu. Dla przeciętnego mieszkańca Żagania, kibica Czarnych po takim artykule wiadomo będzie, że przyjeżdża w środę zespół, który "załatwił sobie awans" i każda decyzja sędziego będzie interpretowana w wiadomy sposób. Czy temu ma służyć rzetelne "dziennikarstwo"?

środa, 28 lipca 2010

Twardy jak żołnierz

Ostatni przeciwnik przed ligową inauguracją jest osobliwością na skalę krajową, a może i europejską? Dawniej były resortowe kluby, wojsko miało Legię, Śląsk, Zawiszę, Wawel czy Lubliniankę, ale po transformacji ustrojowej skończyły się przywileje i większość z tych klubów przeżywało istne katusze. Werbujące zdolnych zawodników z mniej przebojowych a raczej zaradnych klubów, zyskiwały antypatię w całym kraju. Stąd geneza niechęci większości do warswzawskiej Legii czy części dolnoślązaków do Śląska.W nowych czasach odnalazł się zespół ze Świętoszowa – miejsca dyslokacji 10 Brygady Kawalerii Pancernej, na granicy województw dolnośląskiego i lubuskiego. Dokładnie 10 lat temu Mariusz Bolecki założył klub, w którym grali żołnierze z miejscowej jednostki. Z czasem, w wyniku panującego bezrobocia młodzi ludzie z większą ochota spoglądali w stronę koszar a grający prezes w zamian za grę mógł obiecać chętnym pracę w charakterze żołnierza zawodowego. Z tego przywileju korzystali najchętniej gracze z pobliskich miejscowości takich jak lubuski Żagań czy dolnośląski Bolesławiec. Pierwszym większym sukcesem był awans do jeleniogórskiej okręgówki w 2006r. Już w drugim roku zespół przegrał awans tylko z Olimpią Kamienną Górą, ale w 2009 żołnierze okazali się najlepsi i awansowali do IV ligi. Tam beniaminek znakomicie sobie radził i tylko przez niezrozumiałe porażki pod koniec sezonu Twardy dał się na mecie wyprzedzić Lechii Dzierżoniów co jednak nie przeszkodziło awansować do 3.ligi. Największym problemem jest brak boiska. W klasie okręgowej zespół grał w Parowej a ostatnie 2 sezony korzystał z gościnności Osiecznicy. Podobnie będzie w trzeciej lidze, ale obiecana jest budowa obiektu wielofunkcyjnego w samym Świętoszowie.Po awansie ze względu na awans zawodowy (z porucznika na kapitana) odszedł trener Jakub Wołyński, a nowym szkoleniowcem został ppor. Piotr Wodnicki (wychowanek Widzewa Łódź, potem gracz m.in. AZS Biała Podlaska, ostatnio terminujący, ale nie grajacy w kadrach Turu Turek i Czarnych Żagań). 
W sezonie 2009/2010 drużyna Twardego zdobyła najwięcej bramek w grupie dolnośląskiej IV ligi – 72.Najlepszym strzelcem w ekipie Twardego był szeregowy Łukasz Rudyk (były gracz BKS Bolesławiec). Snajper numer jeden dziewiętnastokrotnie pokonał bramkarzy rywali. Młodszy chorąży Sławomir Iskrzak (wcześniej m.in.BKS, Pogoń Świebodzin, Lechia Zielona Góra, Piast Czerwieńsk, Czarni Żagań), który zdobył pierwszego gola dla Twardego w IV lidze, strzelił 13 bramek, a starszy szeregowy Janusz Szkarapat (Czarni)10. Gdy się głębiej człowiek zastanowi, to ci gracze są póki co nie lada szczęściarzami - w pracy treningi, raczej ciężkiej służby nie mają, pewne i to niemałe pieniądze, wreszcie gra w sumie na niezłym poziomie. I tak od B klasy było. Który zawodnik choćby IV ligi ma taki luksus? Gorzej będzie później, gdy piłkarze zestarzeją się, trzeba będzie zrobić miejsce młodzieżowcom, odejdą treningi a służbę wojskową trzeba będzie kontynuować...
Ciekawostką jest nazwa klubu - Twardy. Jest to potoczna nazwa czołgu PT -91, którego w Świętoszowie ... nie zobaczysz, bo go tam nie ma! W 10BKPanc są niemieckiej produkcji Leopardy, ale nikomu nie przyszło do głowy zmieniać nazwy na Leopard vel Leo Świętoszów. 
Póki co dzisiaj na Nowym Mieście żołnierze nie popisali się (zresztą tego lata nawet nie zremisowali jeszcze) i dostali 0:9 prezentując formę drużyny co najwyżej z okręgówki. 

wtorek, 27 lipca 2010

Zielono-czarne granie.

Zanim Wałbrzych kojarzony był głównie z biedaszybami, bezrobociem, zanieczyszczeniami itd. Polakom z innych rejonów kraju kojarzył się z górnictwem, kopalniami, koksownią. Tak było przez lata. Za czasów PRL-u to zakłady utrzymywały kluby, obiekty by wałbrzyszanie mogli w wolnych chwilach dopingować swoich pupili. Większość klubów było utrzymywane właśnie przez zakłady związane z przemysłem górniczym i nic dziwnego, że większość z nich barwy klubowe posiadała właśnie górnicze czyli zielono-czarne. Jedynym praktycznie wyjątkiem był Górnik Wałbrzych.
Trochę pewnie przez przypadek, a może celowo (?), bo działający w odradzającym się Zagłębiu dbają o historię i tradycję, obecny beniaminek A klasy w okresie letnim rozgrywa mecze z innymi, bratnimi zielono-czarnymi zespołami:) Zarówno Czarni jak Gwarek oraz najbliższy rywal Thoreza -Górnik Gorce (kontynuator tradycji Victorii) mogą się pochwalić klubowymi barwami w kolorze zieleni i czerni. Póki co Zagłębie może śmiało w lipcu zmienić nazwę o dodatkowe cyfry 3-3, bowiem w takim niecodziennym wymiarze kończyło dotychczasowe pojedynki.
Od jesieni Czarni, Gwarek i Zagłębie będą rywalizować nie tylko o punkty w A klasie, ale o zielono-czarny prymat w Wałbrzychu!
Czy ktoś się zastanawiał dlaczego akurat te kolory są barwami górników? Barwy górnicze to czerń i zieleń. Pierwsza jest symbolem podziemnych ciemności, a druga górniczych tęsknot za zielenią lasów i pól, w czasie pracy pod ziemią.
Co ciekawe ani herb miasta ani oficjalne logo (te trzy maźnięcia pędzlem za które autor pewnie skasował niezłą kasę) nie przypominają górniczego rodowodu miasta. A czy ktoś wie w ogóle co oznacza, symbolizuje logo promocyjne miasta?