W lipcu dobiegła końca misja Piotra Pietrewicza w zespole seniorów Górnika Wałbrzych. Doświadczony szkoleniowiec z końcem ubiegłego roku otrzymał szansę pracy w czwartoligowym beniaminki z zadaniem utrzymania go na tym poziomie. Pietrewicz, który na karuzeli trenerskiej funkcjonuje od ponad 20 lat, pracował jako asystent w trzeciej lidze, a samodzielnie pracował w klubach od A klasy po IV ligę. Zbierał pochwały za wyniki w Lechii Dzierżoniów, Bielawiance, Galakticos Solna czy Słowianinie Wolibórz. W porównaniu z wymienionymi klubami w Wałbrzychu nie mógł liczyć na ODPOWIEDNIE wsparcie zarządu, w postaci niezbędnych uzupełnień kadry ligowej. Górnika zimą opuściło nie tylko kilku podstawowych zawodników, ale i postacie z bezpośredniego zaplecza. Szybko pod Chełmcem przekonano się, że biało-niebieska kołderka była wiosną za krótka. Po efektownej wygranej z Prochowiczanką 5:3 rozbudzono nadzieje, że Wałbrzyszanie bezproblemowo przedłużą swój pobyt w najwyższej lidze wojewódzkiej. Miał to zapewnić udany start rundy, w którym Górnik mierzył się z bezpośrednimi sąsiadami w tabeli. Te 4 kluczowe spotkania przyniosły zero punktów, a największym rozczarowaniem była domowa porażka z Twardym Świętoszów 1:2. Kartki, kontuzje i nawet tak doświadczony trener jak Pietrewicz nie był w stanie poukładać zespołu w taki sposób, aby skutecznie przeciwstawił się ligowym rywalom. Do końca rundy na boisku zespół wygrał tylko 2 spotkania i jedno zremisował. Nie ma co ukrywać - z perspektywy kibica runda pod wodzą Pietrewicza to totalne rozczarowanie. Przy sprzyjających okolicznościach Górnik mógłby się utrzymać, ale czy trener otrzymał odpowiednie narzędzia i materiał, by wyrzeźbić sukces?
Podobnie jak w przypadku jesiennej kadencji trenera Macieja Jaworskiego należy postawić pytanie czy mogło się to udać? Porównując potencjał jesiennej z wiosenną kadrą to Pietrewicz mógł Jaworskiemu pozazdrościć pola manewru na newralgicznych pozycjach bramkarza, środka obrony czy bokach pomocy.
Złośliwi Piotra Pietrewicza zapamiętają z powodu spadku, czy „zablokowania” Łabiaka, który za jego kadencji nie zdobył żadnej ligowej bramki. Wnikliwi obserwatorzy meczów Górnika Wałbrzych zauważą postępy w taktyce, konsekwentne ustawienie drużyny na te, które wypracowane było zimą. Inna sprawa, że w ligowej młócce przychodziły indywidualne proste błędy, pomyłki. Stąd też głośne apele szkoleniowca „uczcie się na błędach”. Być może końcowy odbiór pracy trenera Pietrewicza byłby bardziej pozytywny, gdyby funkcjonował w bardziej sprzyjających dla klubu warunkach, również medialnych. Wystarczy wsłuchać się w fragment wywiadu udzielonego ekipie Łużyc Lubań przy okazji majowego pojedynku przy Ratuszowej.
Zdaniem panów redaktorów Sportowego Wałbrzycha TV istniała możliwość kontynuacji pracy Pietrewicza w Wałbrzycha. Ponoć trener sam chciałby, nie tylko zmazać plamę w swoim zawodowym CV, ale i zbudować zespół mający wrócić na poziom czwartej ligi. Prezes Mirosław Otok, który wiosną jednocześnie pełnił rolę asystenta I trenera, od dawna nie ukrywał fascynacji dzierżoniowską myślą szkoleniową. Nie udało mu się w czerwcu’25 z Mariuszem Kondrycem, ale po sześciu miesiącach udało się zatrudnić Pietrewicza, o wiele mocniejsze nazwisko. Jednak ani przed sezonem, ani w trakcie czy na półmetku zmagań, żaden z prowadzących szkoleniowców nie otrzymał wsparcia w postaci jakościowych wzmocnień składu na IV ligę. Co więcej każdy ze szkoleniowców musiał borykać się z narastającymi problemami kadrowymi. A spadek drużyny to nie suma nieszczęśliwych przypadków, pechowych przegranych, nieudolności trenerów i ich podopiecznych, tylko konsekwencja braku przygotowania klubu do sezonu na szczeblu wojewódzkim.
Górnik Wałbrzych latem 2026 przygotowuje się do rozgrywek wałbrzyskiej klasy okręgowej. Jako ostatni ujawnił nazwisko szkoleniowca I zespołu. Kibice mieli pełne prawo obawiać się o przyszłość biało-niebieskich. MKS Szczawno Zdrój ogłosił pozyskanie Szymona Kaczmarka, który mógłby być kluczową postacią defensywy spadkowicza, poczta pantoflowa donosiła o kilku zawodnikach trenujących w ekipach niedawnych rywali z IV ligi. Nie była to jednak cisza przed burzą.
Po spadku nie doszło do totalnego upadku, tylko stopniowo następują zmiany. Nie tylko sportowe, ale i organizacyjne. Na początek ogłoszono pożegnanie trenera Piotra Pietrewicza, a po kilku dniach poznaliśmy nazwisko jego następcy. Co ciekawe, chwilę po klubowym fanpage’u news o nowym trenerze pojawił się na kilku wałbrzyskich portalach, co jest dobrym zwiastunem zmiany w polityce informacyjnej klubu.
Kamil Jasiński został postacią odpowiedzialną za zbudowanie kadry na trudny sezon po spadku. Jest on wychowankiem Górnika Wałbrzych, ale w porównaniu ze swoimi poprzednikami takimi jak Bubnowicz, Fojna, Domagała czy Mrowiec pracą przy Ratuszowej nie debiutuje na poziomie seniorów. Jako bramkarz Górnika nie przebił się do I zespołu, broniąc jedynie w rezerwach, z którymi grał na poziomie okręgówki. Potem był AKS Strzegom, Juventur Wałbrzych, MKS Szczawno Zdrój, Victoria Świebodzice, Skalnik Czarny Bór. W IV lidze grał w Strzegomiu i Szczawnie Zdroju. Bardzo szybko, bo już w wieku 18 lat rozpoczął pracę szkoleniową z młodymi adeptami w Juventurze. Kontynuował z młodzikami, trampkarzami oraz juniorami w MKS, Football Academy, Victorii i Szczycie Boguszów-Gorce. Od 2014 związał się z AZS PWSZ Wałbrzych co oznaczało koniec przygody z zieloną murawą w roli czynnego zawodnika. Najpierw rezerwowa drużyna kobiet, a potem AZS PWSZ w kobiecej ekstralidze i największy sukces w historii klubu i miasta Wałbrzycha - 3.miejsce w sezonie 2016/17. W 2020 roku to nie tylko szybko koniec sezonu z powodu pandemii, ale i koniec żeńskiego futbolu w mieście pod Chełmcem. Kamil Jasiński w sezonie 2020/21 zostaje trenerem legnickiego czwartoligowca KS Legnickie Pole i dość brutalnie zderza się z męską seniorską rzeczywistością - 18.miejsce i spadek. W 2021 trafia do Jedliny Zdrój, gdzie w ciągu dwóch sezonów Zdrój przegrywa zaledwie 2 ligowe mecze. 2021/22 to drugie miejsce w A klasie za Górnikiem Nowe Miasto Wałbrzych, co daje awans do klasy okręgowej. 2022/23 to również zacięta walka z GNM w okręgówce, ale tym razem palma pierwszeństwa przypadła podopiecznym Jasińskiego. W klubie nie zdecydowano się na karkołomną pod względem organizacyjno-finansowym przygodę w IV lidze i Zdrój w sezonie 2023/24 kontynuuje grę w klasie okręgowej. Po raz pierwszy Kamil Jasiński prowadzi wówczas swój zespół przeciwko swojemu macierzystemu klubowi z Wałbrzycha. Górnik wygrywa oba mecze (3:1, 4:1), a na mecie zajmuje rozczarowujące 5.miejsce, podczas gdy broniący pierwszej lokaty Zdrój kończy sezon na 7.miejscu. Kamil Jasiński opuścił Zdrój latem 2024 jako współautor największego klubowego sukcesu jakim było 1.miejsce w klasie okręgowej. Przez 3 lata wypracował średnią 2,3 pkt/mecz, a biorąc pod uwagę tylko mecze w okręgówce - 2,03 pkt/mecz.
Półtora rundy Jasiński odpoczywał od ligowej piłki. Po 17 latach, w kwietniu 2025 roku, ponownie trafia do AKS Strzegom. Zespół Marcina Dobrowolskiego znakomicie rozpoczął sezon w okręgówce, jesienią nie przegrał żadnego meczu i sześciopunktowa przewaga wydawała się rozstrzygać losy rywalizacji o awans do IV ligi. Niestety, kiepski start wiosny i trzy porażki w 4 pierwszych meczach spowodowały nerwowość wśród działaczy strzegomskim. Pożegnano trenera Dobrowolskiego i zespół objął Kamil Jasiński. Pracę rozpoczął od falstartu, od porażki w Jaworzynie Śląskiej z Karoliną (1:2), ale do końca sezonu wypracował bilans 6 zwycięstw - 1 remis. Dało to drugie miejsce za Górnikiem Wałbrzych, którego Jasiński ograł w Strzegomiu aż 3:0. W barażach o IV ligę AKS wygrywa w Mysłakowicach z Orłem 1:0 i kolejny w karierze trenera Jasińskiego awans stał się faktem.
W IV lidze AKS pod wodzą Jasińskiego utrzymał się finiszując na 13.miejscu. W dwumeczu z Górnikiem Strzegomianie okazali się lepsi (2:1, 0:0). Utrzymanie to dla wielu kibiców AKS nie stanowi sukcesu, zwłaszcza, że nie tak dawno w erze duetu Bubnowicz-Morawski, zespół bił się w czołówce tabeli o 3.ligę. Nie brakowało malkontentów oraz krytyków pracy Kamila Jasińskiego, wytykano wybory personalne, zwłaszcza, gdy w wyjściowym składzie brakowało ulubieńców trybun. Trenerowi nie pomogła końcówka sezonu, gdy w maju AKS zanotował koszmarną serię. 0:6 w Sułowie, 0:5 z Chrobrym II, 0:4 w Żmigrodzie, 0:3 z Lechią Dzierżoniów i 1:3 w Ząbkowicach Śląskich o mały włos nie spowodowały spadku. Remis w ostatniej kolejce z Prochowiczanką oddalił wszelkie możliwe obawy o kłopoty z utrzymaniem. AKS udanie pokazał się również w Pucharze Polski na szczeblu podokręgu, gdzie dopiero w finale, po serii karnych uległ dzierżoniowskiej Lechii.
Kamil Jasiński ma doświadczenie w pracy w okręgówce, zna doskonale wałbrzyskie realia i jest wychowankiem Górnika. Posiada wszelkie cechy predysponujące do osiągnięcia sukcesu. Oby tylko, w przeciwieństwie do jego poprzedników z minionego sezonu, otrzymał odpowiednie wsparcie, kadrę pozwalającą realnie myśleć o najwyższych lokatach w lidze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz