wtorek, 25 maja 2010

Oleksy


Czasy gdy wałbrzyscy wychowankowie lub byli gracze tłumnie grali na najwyższym ligowym szczeblu oraz w reprezentacjach naszego kraju dawno minęły. Obecnie możemy ekscytować się „rodzynkami” grającymi w kraju. Do nich na pewno należy Paweł Oleksy. 19-latek, wychowanek Skalnika Czarny Bór, a potem gracz juniorów Górnika/Zagłębia Wałbrzych od 3 lat gra w Lubinie. Od pewnego czasu jest również etatowym lewym obrońcą kadry U-19. Do ubiegłorocznego tytułu mistrza Polski juniorów Oleksy w tym roku dorzucił mistrzostwo w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy. Poprzez zaangażowanie w większość meczy kadry Paweł zagrał ledwie siedmiokrotnie w ME, ale i tak założył na szyję kolejny złoty medal. W ubiegłym tygodniu w holenderskim Venlo brał udział w eliminacyjnym turnieju do mistrzostw Europy. Niestety, nie udało mu się wraz z kolegami wywalczyć awansu do głównego turnieju we Francji, bowiem uplasowali się dopiero na 4.miejscu. Oleksy wystąpił we wszystkich meczach: w przegranych meczach z Niemcami (1:4) i Holandią (0:2) wybiegał w podstawowym składzie. W ostatnim zwycięskim meczu ze Słowacją (1:0) zmienił po godzinie gry strzelca bramki Ariela Borysiuka. Oleksy do tej pory nie zadebiutował w ekstraklasie, choć jesienią  figurował w różnych skarbach kibica. Do tej pory Paweł w seniorach zaliczył jeden występ w I lidze i być może w nowym sezonie uda mu się zadebiutować na najwyższym szczeblu, zwłaszcza, że trener Marek Bajor nie boi się stawiać na młodych, zdolnych kolegów Oleksego z drużyny juniorów.

środa, 19 maja 2010

Ekstraklasa już skończyła


Zakończyła się ekstraklasa. Rozstrzygnięcia wiadome. Mistrz dla Lecha Poznań – choć złośliwi zazdrośnicy powiedzą Amiki Poznań. MVP rozgrywek i królem strzelców -Robert Lewandowski. Co ciekawe jeśli chodzi i mistrzostwa Kolejorza to pojawia się również wątek wałbrzyski. Tylko raz bowiem w historii gdy mistrzem został Lech królem strzelców został piłkarz innego klubu - w 1984 Włodzimierz Ciołek z Górnika.
Spadek na chwilę obecną (bo w przeszłości różne rzeczy się działo przed sezonem) dotknął dwie górnośląskie ekipy z Wodzisławia i Gliwic. Ciekawostką jest fakt, że obie drużyny w minionym sezonie prowadził Ryszard Wieczorek. Dramaturgia ostatnich minut w dwóch ostatnich kolejkach zadośćuczyniła nudę, prowizorkę z całych rozgrywek. Mariusz Jop po jednym samobóju stał się obiektem drwin w skali , której nawet Rasiak nie doświadczał. Pechowiec? Być może, ale jeśli zawalił kiedyś Wiśle mecz z Lazio, dał ciała na Euro oraz w meczu z Levadią to chyba jednak gra na takim poziomie to za duże buty jak na Jopa? Znamienne jest, że Kasperczaka porażki wiążą się z samobójami piłkarzy niezbyt lubianymi przez kibiców jak i również fachowców. Rok temu samobój Strąka spowodował remis Górnika Zabrze z Lechem (na 1:1) a teraz historia w derby.
Wałbrzyscy kibice nie mieli zbytnio komu kibicować – chodzi mi o piłkarzy. Jedynakiem pozostał w Arce Gdynia Adrian Mrowiec. Przed sezonem miał być rewelacją na pozycji defensywnego pomocnika, ale z czasem przegrał rywalizację z Budzińskim. Pod koniec sezonu trener Pasieka znalazł mu pozycję jako środkowego obrońcę i tak już zostało. Adrian zdobył 1 bramkę (karny w Kielcach w ostatniej minucie), popisał się bodaj najefektowniejszym samobójem sezonu (w Gdyni z Wisłą) no i zaliczył jedną asystę (w Gdyni z Koroną). Gdynianie męczyli się okrutnie i mimo porażki w ostatnim meczu we Wrocławiu zdołali się utrzymać i zgarnąć 700 tysięcy premii motywującej od Krauzego. Mrowiec był wypożyczony do Arki, ale najprawdopodobniej zostanie w niej na następny sezon.
W ekstraklasowych kadrach figurowali jeszcze Paweł Oleksy i Łukasz Jarosiński. Oleksy w Lubinie grywał głównie w Młodej Ekstraklasie, gdzie z Zagłębiem zdobył mistrzostwo. Jarosiński nawet dwukrotnie jesienią załapał się na ławę I zespołu Wisły, ale mimo odejścia Cebanu a potem kontuzji Pawełka przegrał rywalizację z młodszym od siebie Filipem Kurto. Co prawda rozegrał kilka meczy w ME (strzelając z gry nawet bramkę Legii !!) ale jego dni przy Reymonta są raczej policzone.
Mimo, że nasza kadra nie zagra w RPA to PZPN nie potrafił rozwiązać problemów z terminarzem. Koniec rozgrywek ekstraklasy oznacza dla piłkarzy najwyższej klasy rozgrywkowej przerwę blisko trzymiesięczną. Polska to chyba jedyny w świecie taki kraj, w którym więcej się trenuje niż gra.

niedziela, 9 maja 2010

Dzień zwycięstwa

W Oławie MKS nie dobił lidera - tak jak życzyliby sobie miejscowi kibice. Ekipa Bubnowicza po 11 latach wygrała wreszcie w Oławie, a po 5 latach zdobyła wreszcie gola. Mimo, że wszędzie w komentarzach pomeczowych czyta się, że lider zagrał słabo, ale kto za kilka dni będzie pamiętał o stylu? Liczą się punkty i to najważniejsze. Gola na wagę trzech punktów zdobył Marcin Morawski, który nie trafia zbyt często, a jak już to z reguły na wyjazdach. W defensywie od pierwszej minuty zagrał młody Michał Łaski, w końcówce epizodzik zaliczył Ciołek junior - czyżby faktycznie doszło do wstrząsu w zespole czy tylko korekty wymuszone kartkową absencją młodszego Michalaka? Szeroka ławka będzie bardzo potrzebna, bo dzięki niezrozumiałym decyzjom DZPN terminarz przeszedł kolejną modyfikację i liga zaczyna przyspieszać. Już nie w lipcu, a w czerwcu nastąpi finisz, dojdzie mecz w środę tuż przed Bożym Ciałem i każdy punkt będzie na wagę złota. A przecież przed Górnikiem cięzkie wyjazdy z nieobliczalnymi zespołami z Oleśnicy, Trzebnicy. Nie można też liczyć, że Świdnica wiecznie będzie dołować. Swoją drogą wcześniejsza wersja terminarza - koniec ligi w lipcu, była bezsensowna, zwłaszcza zapis w komunikacie, że obligatoryjnie przedłuża sie kontrakty zawodników. Chyba we Wrocławiu ktoś poszedł po rozum do głowy - ciężko nakazywać klubom by przedłużały umowy, płacili z nie swojej woli za kaprys panów działaczy.
Dziś zwycięstwo odniósł lider B-klasy Zagłębie Wałbrzych nad wiceliderem. Zagłębie po zgaszeniu Promyka, pokonaniu Jokera (niczym Batman:) uporało się z rezerwami Juventuru i chyba nic nie stanie już na drodze by w czerwcu świętować pierwszy po blisko ćwierćwieczu awans seniorów.
Dziś również okrągłe bo 50 urodziny obchodzi zasłużony defensor Górnika, a potem KP Wałbrzych Ryszard Spaczyński. Popularny Szpaku przybył pod Chełmiec z Żarowa, gdzie do dziś jest wspominany jako jeden z najlepszych wychowanków w historii miejscowych Zjednoczonych. Z Górnikiem wywalczył awans do ekstraklasy, grał w niej przez 6 sezonów, spadł do drugiej ligi, grał w KP Wałbrzych w 2 i 3.lidze. Był w cięzkich czasach ostoją defensywy. Najpierw lewy a przy końcu kariery środkowy obrońca. Karierę zakończył w trzeciej lidze w barwach Promienia Żary. Być może w innym klubie koszulka z nr 4 i jego nazwiskiem byłaby zastrzeżona, ale my żyjemy w Polsce.

poniedziałek, 3 maja 2010

3 dychy Marana

Dziś Marcin Morawski lider naszego trzecioligowca obchodzi 30-te urodziny. Zauważyła to strona kibiców, szkoda, że nie zrobiła tego ciągle przeobrażająca się oficjalna (?) strona klubu. Popularny Maradona jest tą osobą na której wciąż lansuje się Zbigniew Górecki (trener wychowawca Marcina w Zagłębiu w młodzikach) oraz pan Kaziu Staszewski z Podzamcza – o którym się pisze w prasie, gdy już nie ma o czym się pisać. Morawski jest obok Wodzyńskiego wychowankiem Zagłębia, ale tak naprawdę nikomu to nie przeszkadza, bo już pierwszy swój sukces osiągnął jako piłkarz Górnika (IV miejsce w MPJ w 1998). Jego kariera to istny rollercoaster  - raz na górze raz na dole. Dobra forma w Górniku, występy w kadrze Polski juniorów, awans do III ligi, dobra gra i transfer do wielkiego Widzewa Łódź (w 2000), tam niezbyt dobrze mu szło i nie pomógł transfer do niemieckiego  klubu z Havelse, którego właścicielem był ówczesny dobrodziej Widzewa Andrzej Grajewski. Pół roku piłkarsko stracone, ale przynajmniej kasa się zgadzała. Po pół roku powrót do Polski, ale do zaledwie jeleniogórska okręgówka i wielkie uwielbienie w Mirsku. Kolejny pobyt Widzewie to kolejne niepowodzenie, choć w zimowych przygotowaniach nieźle prezentował  w halowych turniejach w Niemczech i mogliśmy podziwiać jego bramki w telewizji DSF. 
Wypożyczenie do Ceramiki Opoczno (jesień 2002) to naprawdę dobra gra i znakomite recenzje co spowodowało, że szybko powrócił do Łodzi, gdzie  po raz trzeci nie potrafił przekonać do siebie ani szkoleniowców ani  kibiców, którzy kpili z jego kondycji, żelu we włosach, karnacji zdobytej w solarium (cytaty z Widzewiaka).
Pobyt w Łodzi nie był także sposobnością do wypromowania się by znaleźć dobry klub. Bo na pewno nie był nim ponownie Włókniarz Mirsk, gdzie w IV lidze grał tylko pół roku. Po nim jest półroczny epizod w Żarach (3.liga) gdzie wypromował się w końcu i kupiony został przez beniaminka 2.ligi Zagłębie Sosnowiec. Tam po dobrym początku przyszła ławka rezerwowych i coraz gorsza gra. Potem jednoroczny pobyt w Polkowicach – gdzie znów po udanym początku było coraz gorzej. Nawet kibice zrobili z niego bohatera fotokomiksu!!
Po roku przeszedł za namową  znanego z Wałbrzychu trenera Grzegorza Kowalskiego do GKP Gorzów i świętował z tym klubem awans do nowej I ligi. To było w czerwcu 2008. Klub nie był zainteresowany dalszą współpracą z piłkarzem Morawskim. Resztę już znamy – popularny Maradona ponownie w Wałbrzychu. Szybkość już nie ta, ale technika wciąż robiąca wrażenie. Cóż, w ostatnim meczu z Celulozą wyraźnie było widać jego brak.
Na czwartą ligę był gwiazdą teraz blask świeci coraz słabiej. Marcin postawił na edukację, robi we Wrocławiu kurs trenerski i być może za jakiś czas zostanie grającym asystentem trenera?

niedziela, 2 maja 2010

Zła passa ???

Jestem z tych ludzi co wolą w Wałbrzychu 1.maja iść na mecz niż na wystawę kwiatów w Książu. Podobnie jak setki widzów spodziewałem się spacerku z Celulozą, która na wyjeździe do soboty ugrała jedynie 4 punkty (zwycięstwo w Iłowej i 0:0 w Oleśnicy). Wiosną strzelili jedną bramkę. No a przecież Górnik to lider, podrażniony porażką w Głogowie, więc powinno być dobrze. Powinno, ale nie było. I trudno oczekiwać by było lepiej. Bo ci co chodzą, jeżdżą – widzą, że z grą nie jest dobrze. Celuloza powinna przegrać i to nawet gdy zabrakło Morawskiego, Wojtarowicza i Wepy. Okazuje się jednak że dziura w pomocy jest nie do zalepienia. Grzegorz Michalak jest wszechstronnym graczem – może grać na każdej pozycji w pomocy, ale playmakerem to on nigdy nie będzie. Znamienite jest również to, że jedyne brawa górnicy usłyszeli za … trafienie piłką sędziego przez wspomnianego Michalaka. Z drugiej strony czy Michalak w końcu trafi z dystansu w światło bramki?
Bubnowicz zapowiadał już w Głogowie, że opieprzy piłkarzy, wytknie błędy i będzie lepiej – nie było niestety. Teraz zapowiada zwycięstwo w Oławie. Czy tak będzie? Nie wiem.
Mecz z Celulozą pokazał, że górnicy są bez formy wiosną. Gra typu „stojanow” – to podanie wymusza ruch skrzydłowych, napastników a nie na odwrót. O ile Morawski z Wepą potrafią jeszcze dograć to ich zmiennicy nie. Za mało wykorzystuje się Zinke, który naprawdę jest wzmocnieniem, tylko czemu więcej się gra małoproduktywną prawą stroną niż lewą? Kolejne pytanie – kiedy się przebudzi Misan? Widać po samych ruchach, że wie jak się gra w piłkę. W Wałbrzychu już jest ponad 2 miesiące, czyli ewentualne zaległości powinny być nadrobione. A tymczasem przegrywa rywalizację w składzie.
Nie biorę pod uwagę teorii spiskowych, że piłkarze nie chcą awansować, kupczą punktami. Bo to można zrobić w całkiem inny sposób. Zresztą ci co oglądają mecze live (i nie chodzi mi, że przed monitorem) to widzą, że się starają, trener przeżywa chyba bardziej niż piłkarze. Mi jak żywo przypomina się wiosna sprzed 2 lat – Górnik 11.po jesieni, zespół wzmocniony Majką, wszyscy rozczarowani kiepską jesienią, ale pełni nadziei na wiosnę. Miał być awans, który można było wywalczyć awansując na 5-6 lokatę. Wiadomo, że Polkowice, Świdnica mogły być poza zasięgiem, ale reszta? A tu na dzień dobry szok 0:4 u siebie z Prochowicami. Wtedy był większy niż chyba ten z Celulozą. Potem przy Ratuszowej wygrywała Oława, Świdnica, Śląsk II, a remisy wywoziła Nysa Zgorzelec czy Górnik Złotoryja. Na wyjazdach wyglądało to lepiej, bo w Dzierżoniowie było 3:0, Wąsoszy 3:0, Strzegomiu 5:0 czy Legnicy 4:1. Jedyne zwycięstwo w Wałbrzychu było to 3:2 z Motobi.
Co do teorii spiskowych. Już się słyszy, że piłkarzom się nie płaci, nie ma kasy na ligę, nikt z władz się nie lansuje przy Ratuszowej, nie remontuje się obiektu itd. itp. Pytanie: komu to się by opłacałoby? Nie lepiej wywalczyć na boisku awans i odpuścić 2.ligę ze względu na brak licencji? Wtedy nikt nie miałby pretensji do piłkarzy/trenera, którzy mieliby w CV sukces, czyste sumienie, za sobą kibiców. Klub miałby asa z rękawa w rozmowach z władzami miasta, poza tym radni/bezradni tacy jak Torbus mogliby się czym pochwalić w najbliższych wyborach.
Większość źródeł bagatelizuje porażkę z Celulozą, bo Chrobry zremisował w Nowej Soli. A co z Motobi? Jest tylko jeden punkt a mecz Chrobrego z Motobi za nami. Czy aby na pewno nie są oni zainteresowani awansem w Kątach Wrocławskich? Mniejsze mieściny od Kątów Wrocławskich grały w 2.lidze, a poza tym znowu może się okazać, że wyjdzie jakaś dziwna fuzja typu Gawin-Slęza czy przerabiana w Kątach z Inkopaksem. Zamiast spokojnej wiosny w Wałbrzychu szykuje się gorący okres aż do lipca.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Głogowski nokaut

Balon nadziei z napisem „Głogów” wreszcie pękł i to z dużym hukiem. W Wałbrzychu leczy się kaca i niekoniecznie po wódce weselnej Jaroszewskiego. Mecz na który czekał cały region przyniósł chwałę miejscowym piłkarzom i kibicom Chrobrego, którzy po raz drugi w tym sezonie pokonali Górnika. O meczu w Głogowie można powiedzieć, że wręcz zdeklasowali rywala. Byłem na meczu i dzięki wyborowi podróży indywidualnej mogłem obejrzeć mecz od początku a nie po 15 minutach tak jak większość z około 700-800 kibiców Górnika. Po tym meczu był tylko jeden winny – Rafał Wodzyński. Nawet trener Bubnowicz, notabene rówieśnik Rafała, wskazał go jako współautora klęski. Czemu nie wziął w obronę swego zawodnika? Czemu wciąż jedynym wytłumaczeniem po słabiutkiej grze jest zdanie: nie zagraliśmy tego co sobie zakładałem?
Kibice powinni postawić również inne pytania Bubnowiczowi i klubowi. Obietnica, że zmobilizowani po tej porażce górnicy od poniedziałku będą skupiać się na walce o II ligę to tylko slogan. Przeciwko Chrobremu Górnik był słabszy i nie ma co szukać winy w słabym Wodzyńskim, który tak naprawdę zawalił trzecią bramkę, ale gdzie byli obrońcy przy trzech pozostałych? Co do pytań…
1. Czemu wciąż klub nie ma rezerw? Gdzie miał się ograć Wodzyński ze Smoczykiem? Grzeją ławę od dawna, gierki na treningu to za mało- o tym każdy wie. W ubiegłym sezonie były jeszcze okazje w PP, ale po mieroszowskiej kompromitacji obecnie już nie ma takiej sposobności. Upycha się graczy w Szczawnie, Juventurze czy Gorcach, a ci co pozostali muszą cierpliwie czekać na cud. Taki Michał Łaski grał w 3.lidze w Lubinie, teraz gdy mógłby się pięknie rozwijać – nie gra, nie ma gdzie. Oczywiście plac jest dla starszych o ponad dekadę Przerywacza czy Majki, ale prócz karnych (za to szacunek) jaki jest pożytek z Przerywacza? Ma on już 38 lat, młodszy a co za tym idzie szybszy nie będzie. Gdy Górnik awansuje to i napastnicy rywali szybsi, sprytniejsi będą. I wtedy wspomniany Łaski będzie nabierał doświadczenia i ogrania kosztem straconych bramek?
2. Czemu wzorem choćby Chrobrego od ostatniej kolejki Górnik nie rozegrał żadnego sensownego sparingu? Piszę sensownego bo być może była jakaś gierka z juniorami. Nie wiem czemu nie doszedł zakontraktowany wcześniej sparing z Miedzią, która ostatecznie grała z Ząbkowicami. Chrobry sparował z Polkowicami – przegrał 0:7, stracił napastnika, ale to zaprocentowało już w meczu sobotnim. A Górnik tak długo wchodził w mecz, że po przegranej połówce było już pozamiatane.
3. Czy nikt się nie zastanawiał czemu Górnik pod wodzą Buby wiosną gra słabiej niż jesienią? Przypomnijmy sobie sezon 2007/08 kiedy decydowały się losy awansu do nowej 3.ligi. Jesień mocno przeciętna – dopiero 11.miejsce. Wiosna miał być szturm na wyższe lokaty – awans dawała nawet szósta, a tymczasem Górnik nie poprawił swej lokaty przegrywając awans głównie u siebie (0:4 z Prochowiczanką, 0:2 z Oławą, 0:0 z Złotoryją czy Zgorzelcem), a rok później dream team który jesienią wygrywał nawet 6 bramkami wiosną potrafił gubić punkty w Świebodzicach czy u siebie z Kobierzycami czy Chojnowianką. Teraz ma się sytuacja powtórzyć? Ci co oglądali mecze z Promieniem czy Łucznikiem widzieli jak wyglądała gra Górnika.
4. Wodzyński nigdy nie był dobrym bramkarzem! Pamiętam jego babole za kadencji Pisarskiego, ale wówczas miał kto nadrobić. Dlatego do Wałbrzycha trafili Siemiątkowski a potem Banaszyński. Dobrze to on bronił przed powrotem na Ratuszową broniąc w IV lidze w Czarnych skąd wyciągnął go trener Górecki. Jaki jest sens trzymania blisko 40-letniego bramkarza nawet jako rezerwowego? Co będzie gdy Jaroszewski dozna kontuzji, albo nie daj Boże odejdzie do bogatszego klubu? Łukasz Żendarski to wielka niewiadoma – gdyby były rezerwy mógłby w nich się ogrywać a tak jak skończy wiek juniora odejdzie pewnie tak jak Jaśkiewicz czy Michno. Kłania się polityka kadrowa klubu.
5. Nie związane z grą ale organizacją klubu. W Głogowie kibice mogli zobaczyć jak wygląda piękny obiekt po remoncie. U nas przy Ratuszowej główną atrakcją ma być Aqua park. Dużo mówi się o obiekcie w kontekście Euro 2012 czyli futbolu, ale czy zrobi się coś z naszym podupadającym obiektem? Wymieniono ławki rezerwowych, montuje się siedziska, a przypatrzyliście się w Głogowie jak wyglądają trybuny, zaplecze? Nie mówię już o innych „ciekawostkach przyrodniczych” typu chearleaderki czy maskotka. Czy ktoś pomyślał w klubie o zorganizowaniu prowizorycznego miejsca dla dziennikarzy, którzy chcą zadać pytanie trenerom , piłkarzom np. na tle planszy z logo sponsorów klubu? To sprawa dla ludzi od marketingu. Ale skoro w klubie źle widzą współpracę z własnymi kibicami… O kibicach często mówi się, pisze źle – również po Głogowie zdania są podzielone na ich temat (jakość dopingu, incydent z ogrodzeniem), ale idę o zakład o grubsza kasę, że gdyby taki wyjazd miał zorganizować klub a nie kibice to by tak dobrze nie wyglądało. Szkoda, że panowie z zarządu marnują potencjał ludzi z szalikami.
Rafał Wodzyński - kozioł ofiarny po klęsce w Głogowie. Czy tylko on powinien uderzyć się w pierś? (foto: glogow.info)

piątek, 23 kwietnia 2010

Frekwencja w Wałbrzychu - lata 90-te i później

Kryzys sportowy wałbrzyskiego futbolu odbił się oczywiście na frekwencji. Na Górnika po spadku chodzili tylko wierni fani, których w porywach było góra kilka setek – bardzo brutalnie liczby weryfikowały kołowrotki. Na Białym Kamieniu sytuacja nie wyglądała lepiej. W drugiej połowie lat 80-tych większego zainteresowania nie wzbudzały tutaj derbowe wizyty Piasta Nowa Ruda (2000 w 1989). Rodzynki to mecz z Ruchem Chorzów (87/88 – 4 000), premiera sezonu 88/89 i wizyta spadkowicza Zagłębia Lubin - 5 000.
Od sezonu 89/90 oba wałbrzyskie grały razem w 2.lidze. Rekord to oczywiście derby – ale bez szaleństw: na Nowym Mieście 5688, przy Ratuszowej około 10 000. Warto dodać, że wiosną’90 kołowrotki zadebiutowały na Stadionie 1000-lecia.  Oba zespoły grały w tej samej lidze, z tymi samymi rywalami i prezentowały zbliżoną klasę: choć to Zagłębie wygrało oba mecze derbowe, w tabeli było wyżej. Jeśli chodzi o zestawienie frekwencji to w sezonie 89/90 19 meczy domowych Górnika oglądało łącznie 18849 widzów, a Zagłębia 36630 widzów. Średnia na 1 mecz: Górnik  - 992 kibiców, Zagłębie 1927.Wiosną przeciwko Gwardii Warszawa na stadion Górnika przyszło ledwie 100 osób. Na Zagłębiu najmniej ludzi przyszło oglądać mecz z Polonią Bytom (500). Kolejny sezon to ostatni w którym oba zespoły grały w tej samej klasie rozgrywkowej cały sezon. Rekord to 8 000 na pucharowym meczu Zagłębia z Legią (0:3). Derby na Nowym Mieście oglądało 1452 widzów a na Białym Kamieniu 4000. Zagłębie w sezonie 19 meczy oglądało ledwie 16100 co daje średnią 847 widzów, Górnik – 10263 i średnio 540. Najmniej widzów na meczach Zagłębie-Siarka Tarnobrzeg (200) a w przypadku Górnika o ile jesienią średnia oscylowała wokół 300 to wiosną podskoczyła do 700.
Jesień’92 to pożegnanie Górnika z drugą ligą oraz ostatnie ligowe derby na Stadionie 1000-lecia (ok. 3000). Po tym zwycięstwie na mecz Górnika z Lechią pofatygowało się blisko 2000 widzów. Ale potem było już tylko gorzej aż ponowny debiut Horsta Panica w meczu z Wartą Poznań (2:0) oglądało 177 wiernych fanów. Na Zagłębie ponad tysiąc widzów zawitało oglądnąć Lechię i Szombierki, co ciekawe większego zainteresowania nie wzbudziły dolnośląskie derby z Miedzią, Chrobrym, Oławą czy Ślęzą.  Najmniejszym zainteresowaniem cieszył się jesienny mecz z Odrą Wodzisław (130).
Późniejsze sezony wyglądały podobnie, nawet po fuzji. Kilkaset osób to norma, od święta pojawiał się ponad tysiąc. W sierpniu’92 derbowy pojedynek Zagłębia z Lechią Dzierżoniów – 2000, a sezon później tylko 1500.KP – Śląsk wiosną’94 – 3500. Ale szczebel centralny (mecz z Arką 0:1)żegnała garstka fanów: niewiele ponad setka wg Sportu, a Słowo Sportowe naliczyło ledwie 32! Później był spadek do 3 ligi, gdzie ciężko było o mobilizację wśród fanów. Wielu kibiców wybierało oglądanie meczów Czarnych Wałbrzych, którzy ambitnie poczynali sobie w IV lidze. W pierwszym sezonie frekwencja mizerna nigdy nie doszła do tysiąca. W następnym (95/96), awansowym było o niebo lepiej, bo jesienią za dobrymi wynikami ekipy Wiesława Pisarskiego przychodziło od tysiąca do dwóch na mecz. Wiosną, mimo, ze KP niezmiernie liderowało średnia spadła do ok.1 000, a na pieczętujący awans mecz z Kanią (3:0) przyszło 2300.
Dwuletni pobyt w drugiej lidze (1996-98) to najpierw euforia po awansie (ponad 4 tysiące na meczu Polonią/Lechią Gdańsk) a potem topnienie frekwencji, by wiosną tylko wizyta szczecińskiej Pogoni wywołała większe zainteresowanie w okolicach tysiąca. 97/98 to tendencja odwrotna związana również z polepszającymi się wynikami. Zwłaszcza wiosną frekwencja średnio ponad tysięczna z rekordowymi 3500 z wrocławskim Śląskiem (choć inne źródła podawały o wiele przesadzone liczby 5 czy nawet 7 tysięcy). Ale kończący sezon w Wałbrzychu mecz z Wartą Poznań (2:1) zgromadził ledwie 300 osób. Ciekawe, gdyby kibice wiedzieli, że to ostatni mecz na zapleczu ekstraklasy czy przybyliby liczniej?
1998/99 – to pobyt w IV lidze, lidze dość egzotycznej dla kibiców i średnia osiągała kilkaset osób (najwięcej 800 na topowym meczu ze Śląskiem II Kobierzyce jesienią). Po awansie do 3.ligi na inaugurację z zielonogórską Lechią przyszło 1 500 widzów, ale później było o wiele gorzej choć przyjeżdżały takie ekipy jak Chrobry czy Miedź. W spadkowym sezonie 2000/01 średnia to około 200-250 widzów,  a najwięcej (400) przyszło oglądać wiosenną porażkę z Miedzią Legnica (1:2).
2001/2002 – ponownie IV liga - na pierwszym meczu około 200 osób, ale potem już tylko gorzej czyli mniej. Jedynie przyjazd Lechii Dzierżoniów zgromadził dwie setki…
2002/03 – A klasa – czyli miejsce na trybunach tylko dla fanatyków futbolu lub wiernych kibiców Górnika, którzy są na dobre i na złe ze swoim klubem. Pierwszy wałbrzyski mecz z MKS 1985 Szczawno Zdrój zgromadził 300 osób, ale prawdę powiedziawszy więcej było sympatyków klubu z uzdrowiska. Ta liczba pojawiła się na jesiennym szczycie z Białym Orłem Mieroszów (0:0). O wiele większe zainteresowanie budziła wizyta wałbrzyszan na wyjazdach, gdzie w niektórych miejscach do dziś wspominają mecze z Górnikiem/Zagłębiem.
2003/04 klasa okręgowa – premiera 15.08 z AKS Strzegom zgromadziła 500 widzów, niewiele więcej przybyło na mecz z Victorią Świebodzice (0:0) no hit derby Wałbrzycha z Akropolem (1:0) to blisko 1500 widzów!! 2 tygodnie później oba zespoły spotkały się w Pucharze Polski i na trybunach Stadionu 1000-lecia zasiadło 800 widzów.
2004/05 IV liga – premierę z Piastem Nowa Ruda (3:0) ogląda prawie tysiąc widzów, ale później zapał wałbrzyskiej publiczności zmalał. Do takiej liczby nie zbliżył się nawet wiosenny „kibicowski” szlagier z Karkonoszami (0:0).
2005/06 IV liga – kibicom przez rok IV liga spowszedniała, frekwencja wahała się od 200 do 400 widzów.
2006/07 – spadek frekwencji, niektóre mecze ogląda ledwie setka widzów. Rekord sezonu to ponad 500 osób na wiosennym meczu z liderem Orłem Ząbkowice (1:0).
2007/08 – 4.sezon w IV lidze miał być przełomowy, bo miał przynieść awans do III ligi, tymczasem pierwsza wygrana przyszła w 6.kolejce. Jesienią frekwencja w okolicach 100-200 osób, choć wizyty w Polkowicach a przede wszystkim w Jeleniej Górze to ponad tysiąc a nawet 3000. Wiosną 400 osób przyszło oglądać derbowy pojedynek z Polonią/Spartą Świdnica (0:1) a wyjątkowo zapowiadający się mecz z Karkonoszami rozegrany został bez udziału publiczności.
2008/09 – IV liga, ale tak naprawdę piąta klasa rozgrywkowa, zwana przez prześmiewców „nadokręgówką”. Wałbrzyszanie zbudowali mocny skład, który nie miał równych sobie, więc  za sukcesami bardziej papierowymi niż rzeczywistymi pojawili się kibice.  Frekwencja średnio ponad półtysięczna w tym rekord wiosenny z Karkonoszami – 4000.