niedziela, 25 kwietnia 2010

Głogowski nokaut

Balon nadziei z napisem „Głogów” wreszcie pękł i to z dużym hukiem. W Wałbrzychu leczy się kaca i niekoniecznie po wódce weselnej Jaroszewskiego. Mecz na który czekał cały region przyniósł chwałę miejscowym piłkarzom i kibicom Chrobrego, którzy po raz drugi w tym sezonie pokonali Górnika. O meczu w Głogowie można powiedzieć, że wręcz zdeklasowali rywala. Byłem na meczu i dzięki wyborowi podróży indywidualnej mogłem obejrzeć mecz od początku a nie po 15 minutach tak jak większość z około 700-800 kibiców Górnika. Po tym meczu był tylko jeden winny – Rafał Wodzyński. Nawet trener Bubnowicz, notabene rówieśnik Rafała, wskazał go jako współautora klęski. Czemu nie wziął w obronę swego zawodnika? Czemu wciąż jedynym wytłumaczeniem po słabiutkiej grze jest zdanie: nie zagraliśmy tego co sobie zakładałem?
Kibice powinni postawić również inne pytania Bubnowiczowi i klubowi. Obietnica, że zmobilizowani po tej porażce górnicy od poniedziałku będą skupiać się na walce o II ligę to tylko slogan. Przeciwko Chrobremu Górnik był słabszy i nie ma co szukać winy w słabym Wodzyńskim, który tak naprawdę zawalił trzecią bramkę, ale gdzie byli obrońcy przy trzech pozostałych? Co do pytań…
1. Czemu wciąż klub nie ma rezerw? Gdzie miał się ograć Wodzyński ze Smoczykiem? Grzeją ławę od dawna, gierki na treningu to za mało- o tym każdy wie. W ubiegłym sezonie były jeszcze okazje w PP, ale po mieroszowskiej kompromitacji obecnie już nie ma takiej sposobności. Upycha się graczy w Szczawnie, Juventurze czy Gorcach, a ci co pozostali muszą cierpliwie czekać na cud. Taki Michał Łaski grał w 3.lidze w Lubinie, teraz gdy mógłby się pięknie rozwijać – nie gra, nie ma gdzie. Oczywiście plac jest dla starszych o ponad dekadę Przerywacza czy Majki, ale prócz karnych (za to szacunek) jaki jest pożytek z Przerywacza? Ma on już 38 lat, młodszy a co za tym idzie szybszy nie będzie. Gdy Górnik awansuje to i napastnicy rywali szybsi, sprytniejsi będą. I wtedy wspomniany Łaski będzie nabierał doświadczenia i ogrania kosztem straconych bramek?
2. Czemu wzorem choćby Chrobrego od ostatniej kolejki Górnik nie rozegrał żadnego sensownego sparingu? Piszę sensownego bo być może była jakaś gierka z juniorami. Nie wiem czemu nie doszedł zakontraktowany wcześniej sparing z Miedzią, która ostatecznie grała z Ząbkowicami. Chrobry sparował z Polkowicami – przegrał 0:7, stracił napastnika, ale to zaprocentowało już w meczu sobotnim. A Górnik tak długo wchodził w mecz, że po przegranej połówce było już pozamiatane.
3. Czy nikt się nie zastanawiał czemu Górnik pod wodzą Buby wiosną gra słabiej niż jesienią? Przypomnijmy sobie sezon 2007/08 kiedy decydowały się losy awansu do nowej 3.ligi. Jesień mocno przeciętna – dopiero 11.miejsce. Wiosna miał być szturm na wyższe lokaty – awans dawała nawet szósta, a tymczasem Górnik nie poprawił swej lokaty przegrywając awans głównie u siebie (0:4 z Prochowiczanką, 0:2 z Oławą, 0:0 z Złotoryją czy Zgorzelcem), a rok później dream team który jesienią wygrywał nawet 6 bramkami wiosną potrafił gubić punkty w Świebodzicach czy u siebie z Kobierzycami czy Chojnowianką. Teraz ma się sytuacja powtórzyć? Ci co oglądali mecze z Promieniem czy Łucznikiem widzieli jak wyglądała gra Górnika.
4. Wodzyński nigdy nie był dobrym bramkarzem! Pamiętam jego babole za kadencji Pisarskiego, ale wówczas miał kto nadrobić. Dlatego do Wałbrzycha trafili Siemiątkowski a potem Banaszyński. Dobrze to on bronił przed powrotem na Ratuszową broniąc w IV lidze w Czarnych skąd wyciągnął go trener Górecki. Jaki jest sens trzymania blisko 40-letniego bramkarza nawet jako rezerwowego? Co będzie gdy Jaroszewski dozna kontuzji, albo nie daj Boże odejdzie do bogatszego klubu? Łukasz Żendarski to wielka niewiadoma – gdyby były rezerwy mógłby w nich się ogrywać a tak jak skończy wiek juniora odejdzie pewnie tak jak Jaśkiewicz czy Michno. Kłania się polityka kadrowa klubu.
5. Nie związane z grą ale organizacją klubu. W Głogowie kibice mogli zobaczyć jak wygląda piękny obiekt po remoncie. U nas przy Ratuszowej główną atrakcją ma być Aqua park. Dużo mówi się o obiekcie w kontekście Euro 2012 czyli futbolu, ale czy zrobi się coś z naszym podupadającym obiektem? Wymieniono ławki rezerwowych, montuje się siedziska, a przypatrzyliście się w Głogowie jak wyglądają trybuny, zaplecze? Nie mówię już o innych „ciekawostkach przyrodniczych” typu chearleaderki czy maskotka. Czy ktoś pomyślał w klubie o zorganizowaniu prowizorycznego miejsca dla dziennikarzy, którzy chcą zadać pytanie trenerom , piłkarzom np. na tle planszy z logo sponsorów klubu? To sprawa dla ludzi od marketingu. Ale skoro w klubie źle widzą współpracę z własnymi kibicami… O kibicach często mówi się, pisze źle – również po Głogowie zdania są podzielone na ich temat (jakość dopingu, incydent z ogrodzeniem), ale idę o zakład o grubsza kasę, że gdyby taki wyjazd miał zorganizować klub a nie kibice to by tak dobrze nie wyglądało. Szkoda, że panowie z zarządu marnują potencjał ludzi z szalikami.
Rafał Wodzyński - kozioł ofiarny po klęsce w Głogowie. Czy tylko on powinien uderzyć się w pierś? (foto: glogow.info)

piątek, 23 kwietnia 2010

Frekwencja w Wałbrzychu - lata 90-te i później

Kryzys sportowy wałbrzyskiego futbolu odbił się oczywiście na frekwencji. Na Górnika po spadku chodzili tylko wierni fani, których w porywach było góra kilka setek – bardzo brutalnie liczby weryfikowały kołowrotki. Na Białym Kamieniu sytuacja nie wyglądała lepiej. W drugiej połowie lat 80-tych większego zainteresowania nie wzbudzały tutaj derbowe wizyty Piasta Nowa Ruda (2000 w 1989). Rodzynki to mecz z Ruchem Chorzów (87/88 – 4 000), premiera sezonu 88/89 i wizyta spadkowicza Zagłębia Lubin - 5 000.
Od sezonu 89/90 oba wałbrzyskie grały razem w 2.lidze. Rekord to oczywiście derby – ale bez szaleństw: na Nowym Mieście 5688, przy Ratuszowej około 10 000. Warto dodać, że wiosną’90 kołowrotki zadebiutowały na Stadionie 1000-lecia.  Oba zespoły grały w tej samej lidze, z tymi samymi rywalami i prezentowały zbliżoną klasę: choć to Zagłębie wygrało oba mecze derbowe, w tabeli było wyżej. Jeśli chodzi o zestawienie frekwencji to w sezonie 89/90 19 meczy domowych Górnika oglądało łącznie 18849 widzów, a Zagłębia 36630 widzów. Średnia na 1 mecz: Górnik  - 992 kibiców, Zagłębie 1927.Wiosną przeciwko Gwardii Warszawa na stadion Górnika przyszło ledwie 100 osób. Na Zagłębiu najmniej ludzi przyszło oglądać mecz z Polonią Bytom (500). Kolejny sezon to ostatni w którym oba zespoły grały w tej samej klasie rozgrywkowej cały sezon. Rekord to 8 000 na pucharowym meczu Zagłębia z Legią (0:3). Derby na Nowym Mieście oglądało 1452 widzów a na Białym Kamieniu 4000. Zagłębie w sezonie 19 meczy oglądało ledwie 16100 co daje średnią 847 widzów, Górnik – 10263 i średnio 540. Najmniej widzów na meczach Zagłębie-Siarka Tarnobrzeg (200) a w przypadku Górnika o ile jesienią średnia oscylowała wokół 300 to wiosną podskoczyła do 700.
Jesień’92 to pożegnanie Górnika z drugą ligą oraz ostatnie ligowe derby na Stadionie 1000-lecia (ok. 3000). Po tym zwycięstwie na mecz Górnika z Lechią pofatygowało się blisko 2000 widzów. Ale potem było już tylko gorzej aż ponowny debiut Horsta Panica w meczu z Wartą Poznań (2:0) oglądało 177 wiernych fanów. Na Zagłębie ponad tysiąc widzów zawitało oglądnąć Lechię i Szombierki, co ciekawe większego zainteresowania nie wzbudziły dolnośląskie derby z Miedzią, Chrobrym, Oławą czy Ślęzą.  Najmniejszym zainteresowaniem cieszył się jesienny mecz z Odrą Wodzisław (130).
Późniejsze sezony wyglądały podobnie, nawet po fuzji. Kilkaset osób to norma, od święta pojawiał się ponad tysiąc. W sierpniu’92 derbowy pojedynek Zagłębia z Lechią Dzierżoniów – 2000, a sezon później tylko 1500.KP – Śląsk wiosną’94 – 3500. Ale szczebel centralny (mecz z Arką 0:1)żegnała garstka fanów: niewiele ponad setka wg Sportu, a Słowo Sportowe naliczyło ledwie 32! Później był spadek do 3 ligi, gdzie ciężko było o mobilizację wśród fanów. Wielu kibiców wybierało oglądanie meczów Czarnych Wałbrzych, którzy ambitnie poczynali sobie w IV lidze. W pierwszym sezonie frekwencja mizerna nigdy nie doszła do tysiąca. W następnym (95/96), awansowym było o niebo lepiej, bo jesienią za dobrymi wynikami ekipy Wiesława Pisarskiego przychodziło od tysiąca do dwóch na mecz. Wiosną, mimo, ze KP niezmiernie liderowało średnia spadła do ok.1 000, a na pieczętujący awans mecz z Kanią (3:0) przyszło 2300.
Dwuletni pobyt w drugiej lidze (1996-98) to najpierw euforia po awansie (ponad 4 tysiące na meczu Polonią/Lechią Gdańsk) a potem topnienie frekwencji, by wiosną tylko wizyta szczecińskiej Pogoni wywołała większe zainteresowanie w okolicach tysiąca. 97/98 to tendencja odwrotna związana również z polepszającymi się wynikami. Zwłaszcza wiosną frekwencja średnio ponad tysięczna z rekordowymi 3500 z wrocławskim Śląskiem (choć inne źródła podawały o wiele przesadzone liczby 5 czy nawet 7 tysięcy). Ale kończący sezon w Wałbrzychu mecz z Wartą Poznań (2:1) zgromadził ledwie 300 osób. Ciekawe, gdyby kibice wiedzieli, że to ostatni mecz na zapleczu ekstraklasy czy przybyliby liczniej?
1998/99 – to pobyt w IV lidze, lidze dość egzotycznej dla kibiców i średnia osiągała kilkaset osób (najwięcej 800 na topowym meczu ze Śląskiem II Kobierzyce jesienią). Po awansie do 3.ligi na inaugurację z zielonogórską Lechią przyszło 1 500 widzów, ale później było o wiele gorzej choć przyjeżdżały takie ekipy jak Chrobry czy Miedź. W spadkowym sezonie 2000/01 średnia to około 200-250 widzów,  a najwięcej (400) przyszło oglądać wiosenną porażkę z Miedzią Legnica (1:2).
2001/2002 – ponownie IV liga - na pierwszym meczu około 200 osób, ale potem już tylko gorzej czyli mniej. Jedynie przyjazd Lechii Dzierżoniów zgromadził dwie setki…
2002/03 – A klasa – czyli miejsce na trybunach tylko dla fanatyków futbolu lub wiernych kibiców Górnika, którzy są na dobre i na złe ze swoim klubem. Pierwszy wałbrzyski mecz z MKS 1985 Szczawno Zdrój zgromadził 300 osób, ale prawdę powiedziawszy więcej było sympatyków klubu z uzdrowiska. Ta liczba pojawiła się na jesiennym szczycie z Białym Orłem Mieroszów (0:0). O wiele większe zainteresowanie budziła wizyta wałbrzyszan na wyjazdach, gdzie w niektórych miejscach do dziś wspominają mecze z Górnikiem/Zagłębiem.
2003/04 klasa okręgowa – premiera 15.08 z AKS Strzegom zgromadziła 500 widzów, niewiele więcej przybyło na mecz z Victorią Świebodzice (0:0) no hit derby Wałbrzycha z Akropolem (1:0) to blisko 1500 widzów!! 2 tygodnie później oba zespoły spotkały się w Pucharze Polski i na trybunach Stadionu 1000-lecia zasiadło 800 widzów.
2004/05 IV liga – premierę z Piastem Nowa Ruda (3:0) ogląda prawie tysiąc widzów, ale później zapał wałbrzyskiej publiczności zmalał. Do takiej liczby nie zbliżył się nawet wiosenny „kibicowski” szlagier z Karkonoszami (0:0).
2005/06 IV liga – kibicom przez rok IV liga spowszedniała, frekwencja wahała się od 200 do 400 widzów.
2006/07 – spadek frekwencji, niektóre mecze ogląda ledwie setka widzów. Rekord sezonu to ponad 500 osób na wiosennym meczu z liderem Orłem Ząbkowice (1:0).
2007/08 – 4.sezon w IV lidze miał być przełomowy, bo miał przynieść awans do III ligi, tymczasem pierwsza wygrana przyszła w 6.kolejce. Jesienią frekwencja w okolicach 100-200 osób, choć wizyty w Polkowicach a przede wszystkim w Jeleniej Górze to ponad tysiąc a nawet 3000. Wiosną 400 osób przyszło oglądać derbowy pojedynek z Polonią/Spartą Świdnica (0:1) a wyjątkowo zapowiadający się mecz z Karkonoszami rozegrany został bez udziału publiczności.
2008/09 – IV liga, ale tak naprawdę piąta klasa rozgrywkowa, zwana przez prześmiewców „nadokręgówką”. Wałbrzyszanie zbudowali mocny skład, który nie miał równych sobie, więc  za sukcesami bardziej papierowymi niż rzeczywistymi pojawili się kibice.  Frekwencja średnio ponad półtysięczna w tym rekord wiosenny z Karkonoszami – 4000.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Operacja Głogów

Dwie litery OG w tym roku nabrały pod Chełmcem szczególnego znaczenia. "Operacja Głogów" to wyzwanie dla wałbrzyskich kibiców, którzy w sile ponad pięciu setek chcą dopingować swych pupili na meczu wyjazdowym z Chrobrym. Hasła „mecz dekady” czy nawet ćwierćwiecza są mocno naciąganymi, ale faktem jest, że rozmach przygotowań robi wrażenie. Oczywiście w na Dolnym Śląsku te liczby nie robią większego wrażenia choćby we Wrocławiu czy nawet w Lubinie, ale taka liczba kibiców wałbrzyskich na wyjazd ostatnio wybrała się blisko 13 lat temu na Oporowską, ale tam ostatecznie dzięki policji nie dotarła. Sam mecz, a raczej jego wynik nie rozstrzygnie ostatecznie o awansie, ale sama otoczka meczu sprawia, że warto zwrócić na niego uwagę. Historię Chrobrego można przeczytać na głogowskiej stronie jak i na wałbrzyskim portalu, gdzie zaczęło się pompowanie balonu.  Historia pojedynków Chrobrego z Górnikiem rozpoczyna się dopiero w 1975 roku, bowiem wcześniej głogowianie grali z drużynami obecnego województwa lubuskiego. 0:0 w Głogowie i 1:0 dla Górnika u siebie nie pozostawało wątpliwości komu należał się awans do 2.ligi. Później oba zespoły spotkały się w 2.lidze w sezonie 91/92 gdzie jesienią w Głogowie miejscowi wygrali 3:1 (Jasiński 2, Gałka – Lakus), do rewanżu wiosną nie doszło, bowiem górnicy wycofali się z ligi, a na rundę wypożyczeni do Chrobrego byli Andrzej Kisiel (obecnie trener Konfeksu) i Artur Milewski (obecnie trener Chrobrego Nowogrodziec). Rok później oba zespoły spotkały się w 3.lidze i podobnie jak rok wcześniej po jesieni Górnik wycofał się, a jesienny mecz wygrał Chrobry. Tym razem na Nowym Mieście. W strugach padającego deszczu faworyzowany Górnik stracił gola już w 1 min. wyrównał Dariusz Kurzeja, ale potem z boiska wyleciał za drugą żółtą kartkę obecny trener biało-niebieskich Robert Bubnowicz. Grający w 10 miejscowi stracili drugą bramkę, a po meczu sędziowie bojąc się linczu serwowali się sprintem do szatni. Powód wściekłości? Oczywiście wykluczenie Buby. Wtedy jednak wyszła nieznajomość przepisów, bowiem mający na koncie żółta kartkę Bubnowicz, chcąc ominąć ówcześnie wprowadzony zakaz łapania przez bramkarza piłki zagranej noga przez zawodnika – podbił piłkę na głowę i tak podał do Poczkajskiego. W świetle obowiązujących przepisów arbiter słusznie ukarał druga żółtą zawodnika. Gdyby nie ówczesny dyrektor KP Górnik Jan Studziński (szef wałbrzyskich sędziów do dzisiaj!!) to stadion niechybnie zostałby zamknięty..
93/94 to zwycięstwo KP Wałbrzych w Głogowie 2:1 i porażka w takim samym stosunku w Wałbrzychu. Barw Chrobrego bronili wówczas exzagłębiacy Gałkowski i Tkaczuk oraz grał przyszły gracz Górnika-Emil Nowakowski (obecnie Prochowiczanka).
95/96 to pojedynki beniaminka KP Wałbrzych z dołującym Chrobrym. W 2.kolejce w Głogowie piłkarze Wiesława Pisarskiego wygrali aż 3:0!! Tak wysoko KP w swojej krótkiej historii na wyjeździe nie wygrało. Gole strzelali Falkenberg, Sebastian Matuszak i Włodarczyk. W rewanżu zaś sensacyjnie wygrywa Chrobry 2:1 (S.Matuszak – Cackowski 2). Wówczas w głogowskim zespole  w bramce bronił Jacek Banaszyński a w ataku epizod zaliczył Leszek Kosowski.
Później oba zespoły rywalizowały ze sobą w 3.lidze: w 1999/2000 – w obu pojedynkach padł remis 1:1, choć emocje większe były w Głogowie (Sienicki 87’ – Paweł Murawski 88’). Rok później osłabiony kadrowo zespół już nie Górnika, ale Górnika/Zagłębia pokonał na inaugurację Chrobrego 1:0 po golu Adama Jaworskiego, a do historii przeszedł debiut Sebastiana Bąka, który w 4 minuty zgarnął 2 żółte a w konsekwencji czerwoną kartkę. W rewanżu górą byli głogowianie 2:1, a bohaterem miejscowych był późniejszy kadrowicz, a obecnie kontuzjowany as Ruchu Chorzów Andrzej Niedzielan. Gola dla wałbrzyszan zdobył Rafał Jeziorski grający obecnie również w 3.lidze tyle że w Piaście Choszczno.
Ostatni mecz jesienią wygrali goście za którymi przyjechało ponad 300 fanatyków. Swoim dopingiem zawiesili wysoko poprzeczkę wałbrzyskim odpowiednikom. O ile górnicy stoją póki co sportowo wyżej, to organizacyjnie Chrobry śmiało może powiedzieć o swojej wyższości. Zmodernizowany stadion, który mniejszy jest od wałbrzyskiego 1000-lecia, ale bardziej funkcjonalny. Miasto bardziej wspiera klub, zarząd w przeciwieństwie do wałbrzyskiego ma poprawne relacje z kibicami. Prezentacja zespołu była efektowna i pokazywana nawet w ogólnopolskiej telewizji. Sprowadzenie ex reprezentanta Radosława Kałużnego, może nie wzmocniło sportowo, ale dało efekt marketingowy. On wraz z Andrzejem Szarmachem są twarzami akademii piłkarskiej. A u nas? Ostatnia i bodaj jedyna prezentacja zespołu miała miejsce przed wiosną 1998 roku i to przy okazji halowego meczu reprezentacji Polski i Rosji. Z klubu dochodzą głosy i braku pieniędzy na premie za ewentualny awans. Wciąż nie wiadomo, czy w przypadku awansu Górnik grałby na swym obiekcie. Relacje zarząd-kibice dalekie od normalnych…
Jak będzie na boisku przekonamy się w sobotę, bowiem oprócz szerzy kibiców wybiorą się żądni sensacji i kolorowych fotek dziennikarze, którzy przysłowiowo „rozbiorą” mecz na atomy.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Wałbrzych w PP

Spadek z 2.ligi spodował, że wałbrzyszanie musieli nie tylko pożegnać się ze szczeblem centralnym, ale i wojować na szczeblu OZPN, a po reaktywacji i grze w A klasie nawet na szczeblu Podokręgu Wałbrzych. Na szczeblu centralnym wałbrzyszanie pojawiali się zaledwie kilkukrotnie:

1997/98 – beniaminek 2.ligi KP Wałbrzych wybrało się na pucharowy bój na najczęstszego swego rywala z Bytomia. Tym razem były to rezerwy nowopowstałego klubu Polonia/Szombierki. Wałbrzyszanie zbytnio nie powalczyli przegrywając 0:1 a były gracz Górnika Wałbrzych obecnie bytomian Grzegorz Żmija obronił rzut karny Piotra Borka.
1998/99 – czwarto ligowy wałbrzyski Górnik jako  ubiegłoroczny drugoligowiec rozpoczynał grę pucharową od 2.rundy. Los rzucił do Opola na mecz z Odrą, która wystawiła rezerwy i podopieczni duetu Wiesław Walczak-Ryszard Mordak nie mieli problemów ze zwycięstwem 3:0. W kolejnej fazie spotkali się z drugoligową Vartą-Alkaline Namysłów (dawnym Raczkowskim z wałbrzyszaninem Jackiem Cieślą w składzie). Mimo, że wałbrzyszanie grali 2 klasy niżej mecz odbył się na Opolszczyźnie. Lepsi byli gospodarze wygrywając 3:1 (gol dla Górnika Zawadzkiego).
1999/00 – po raz kolejny wałbrzysko-bytomska konfrontacja w PP! Trzecioligowy Górnik niestety był tłem u siebie dla Polonii, która spokojnie wypunktowała rywala 3:0. Rozmiary porażki mógł zmniejszyć Paweł Murawski, ale z karnego trafił w poprzeczkę.
2005/06 – w rundzie wstępnej walkę toczyli zdobywcy i finaliści rozgrywek regionalnych. Czwartoligowy Górnik/Zagłębie musiał rywalizować na boisku trzecioligowej Arki Nowa Sól. Mimo ambitnej postawy wałbrzyszanie ulegli dopiero po dogrywce 0:2 (0:0,0:0).
2006/07 – w rundzie wstępnej wałbrzyszanie rywalizowali z innych czwarto ligowcem z Górnego Śląska GKS Pniówek Pawłowice. Po golu Piotra Broszkowskiego skromne 1:0, ale dające przepustkę do I rundy i gry z drugoligowym Podbeskidziem Bielsko-Biała. Ponownie trafia Broszkowski, ale dla gości trafiają Chrapek (obecnie Lech Poznań) oraz Kołodziej i to bielszczanie awansują dalej.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Wałbrzych w PP - lata 90-te


1990/91 – Górnik odpadł szybko z trzecioligową Ślęzą we Wrocławiu 0:1, choć skład jakim wówczas dysponował Ryszard Walusiak mógł wzbudzać respekt. Zagłębie z kolei w dramatycznych okolicznościach wyeliminowali w Czeladzi MCKS 3:2 (2:2,1:1) po golach Buganiuka, Łopatyńskiego i Wierzbickiego. Łopatyński trafił w 87min. trafił na 2:1, ale w 90’ Nykiel sprokurował karnego, który dał dogrywkę miejscowym. W 1/16 wreszcie zapełniły się trybuny Stadionu 1000-lecia. 2000 widzów przyszło oglądać będącą na fali Wisłę Kraków Adama Musiała z najskuteczniejszym wówczas napastnikiem ligi Tomaszem Dziubińskim. Po kapitalnym meczu wygrywa Zagłębie 3:2! Co prawda na gol Jacka Hajduka Biała Gwiazda odpowiada dwoma trafieniami jeszcze do przerwy. Po zmianie stron Bobrowicza najpierw pokonuje Roman Gawrych a na 4 minuty przed końcem grupę kibiców spod Wawelu ucisza celnym strzałem Marek Wierzbicki. O ćwierćfinał Zagłębie walczyło z Legią. Po raz pierwszy w historii wałbrzyski zespół wspierali razem kibice Górnika i Zagłębia!! Na trybunach zebrało się około 8 000. Najbardziej obawiano się Romana Koseckiego, z którego rajdami radził sobie Waldemar Nowicki. Ale gole strzelali inni – Cyzio 2 i Krzysztof Iwanicki. Gładkie 3:0 dla legionistów i koniec pucharowej przygody.
1991/92 – podobnie jak było w przeszłości (Międzyrzecz, Wigry Suwałki) podobnie teraz porażką z gospodarzami Górnik dał wiekopomny sukces maluczkim. Górnik Złotoryja do dziś wspomina victorię nad słynniejszym imiennikiem oraz późniejszą klęskę z Legią. Podopieczni Janusza Serkiesa pokonali drugoligowca z Małachowskim, Bubnowiczem, Lakusem w składzie i Walusiakiem na ławce trenerskiej. Gruszkę już w 4 min. pokonał Greń, wyrównał Kurzeja, ale po przerwie złotą bramkę strzela Bzyk wprowadzając 2000 złotoryjan w stan euforii. Zagłębie z kolei w obecności ledwie setki bytomskich widzów sensacyjnie wręcz z pucharu wyrzuciło czołowego drugoligowca Szombierki. Po godzinie gry miejscowi prowadzili bowiem już 2:0 i nic nie zwiastowało katastrofy. W ciągu 3 minut Piotr Jacyna dwukrotnie pokonuje Ambrosiewicza a na 6 minut przed końcem trzecią bramkę dorzuca Jacek Buganiuk i podopieczni Jerzego Jowika wygrywają 3:2! W kolejnej rundzie do Wałbrzycha przyjechał pierwszoligowy GKS Katowice. 3000 widzów liczyło na niespodziankę, ale eksportowa drużyna Alojzego Łysko wypunktowała wałbrzyszan. Do przerwy pachniało sensacją gdy Buganiuk pokonał Barana a miał jeszcze kilka szans, podobnie jak Krzysztof Radziemski. Po przerwie wyrównał Gruzin Gija Guruli a zwycięskiego gola strzelił dla gości Wolny. 1:2.
1992/93 – Górnik latem reaktywował się i pierwszym zwiastunem lepszych czasów miała być pucharowa przygoda. W I rundzie niespodziewanie wyeliminowali drugoligowy Naprzód Rydułtowy 2:1. W takim samym stosunku na wyjeździe z Odrą Wodzisław wygrywa Zagłębie. W kolejnej rundzie Górnik nie dał rady Ślęzie Wrocław (0:1), a Zagłębie na wyjeździe wygrało dosyć niespodziewanie z GKS Bełchatów 3:2 (Otok 2, Jacyna). W 1/16 w obecności ledwie 250 wiernych fanów Zagłębie w dobrym stylu pokonało Motor Lublin 3:0 po dogrywce. W dodatkowych dwóch kwadransach Opolskiego pokonali Gwiżdż, Borcoń i Bartkowiak. Mecz był rozegrany na … stadionie Górnika, gdzie przeprowadziło się drugoligowe Zagłębie. W walce o ćwierćfinał przyszło zielono-czarnym grać z Górnikiem Zabrze, w barwach którego występowali 3 srebrni medaliści olimpijscy (Wałdoch, Koseła, Staniek), a także kadrowicze (Grembocki, Bałuszyński). 2 000 widzów na stadionie Górnika to oczywiście garstka, ale nieliczni wierzyli w niespodziankę. Tymczasem w 17min. Jacyna pokonuje Bębna i jest sensacyjne 1:0! Wyrównał po przerwie Bałuszyński, ale to było wszystko na co tego dnia było stać „wielkiego Górnika”. Pod koniec meczu strzał Packa wybija z pustej bramki Zagórski. Niespodziewanie to wałbrzyszanie są bliżsi zdobycia zwycięskiej bramki. W dogrywce kapitalną sytuację marnuje Gwiżdż, a w 119min. Nowicki broni strzał Cygana. Karne to loteria i o tym przekonali się zabrzanie. W I serii Waldemar Nowicki broni strzał Cygana, a Pacek daje prowadzenie 1:0. W kolejnych turach celnie trafiają dla wałbrzyszan Radziemski, Rzeczycki i bohater Wałbrzycha bramkarz Nowicki – zabrzanie odpowiadają jedynie celnymi strzałami R.Stańka, Piotrowicza i Grembockiego. Sensacja stała się faktem! Wiosną w ¼ Zagłębie już nie wystąpiło. Zastąpił ją KP Wałbrzych rozgrywający mecze na szczęśliwym jesienią’92 stadionie na Nowym Mieście. KP mogło trafić na Wisłokę Dębica, ale los przydzielił walczącą o mistrzostwo Legię Warszawa. KP wzmocnione jedynie Lakusem i Michałowskim w obecności 2000 pokonuje sensacyjnie Legię Janusza Wójcika z Kowalczykiem, Piszem, Śliwowskim, Jałochą 2:1! Celne główki Jacyny przedzielił również głową Śliwowski. W rewanżu sensacji nie było: przestraszone KP przegrało 0:2 (Kacprzak, Śliwowski). Bramki padły po prostych indywidualnych błędach. Dopiero pod koniec meczu śmielej ruszyli wałbrzyszanie na bramkę Robakiewicza, ale bez sukcesu.
 Dzięki PP najbardziej wypromował się Piotr Jacyna, którego miesięcznik Piłka Nożna Plus wybrał nawet do Dream Teamu Polskiej Ligi. Jacyna trafił do ekstraklasy (TM Pniewy, GKS Katowice, Pogoń Szczecin), ale mimo wszystko wielu uważa, że mógł osiągnąć więcej.

1993/94 – KP Wałbrzych pokonany w mało znanym wówczas Namysłowie. Raczkowski wygrał 2:0, a później w pucharze dla niego będzie trafiał Jacek Buganiuk.
1994/95 – spadkowicz z 2.ligi dołujący w trzeciej spotkał się z Polonią Bytom. Mecz na Stadionie 1000-lecia zaczął się jak się marzenie: 1 minuta główka 17-letniego Piotra Włodarczyka -1:0! Niestety, później trafiali tylko bytomianie, którzy wygrali 2:1 kontrolując sytuację.

środa, 14 kwietnia 2010

Wałbrzych w Pucharze Polski lata 80-te cd.

1986/87 – niespodziewanie na szczeblu centralnym debiutuje kolejna wałbrzyska drużyna Koksochemia Wałbrzych. I to od razu osiągając historyczny sukces eliminując Pafawag Wrocław (0:0 karne 4-3). Na tym szczeblu dzielnie grała również Victoria Wałbrzych, która zremisowała 3:3 z Śląskiem II Wrocław i uległa dopiero w karnych 1:3.  Bramki dla Victorii strzelili Rowiński (b.gracz Zagłębia, Buczyński, Stępień – później Górnik). W kolejnej rundzie Koksochemia nie dała rady drugoligowemu Moto Jelczowi Oława 0:2, a Zagłębie skompromitowało się w Gliwicach (0:1 z Sośnicą). Górnik z przydziału zaczął od 1/16 gdzie wygrał w Płocku z Wisłą 3:2 (Małachowski, Truszczyński, Dolny karny) choć już prowadził 3:0. W następnej rundzie trafił na rewelację tamtej edycji zielonogórską Lechię, która miała na rozkładzie już Lecha. Duet Sawczuk (później Polonia Bytom, Piast Nowa Ruda) – Swędera (GKS Jastrzębie) pokonał Marszałka, podopieczni Stanisława Świerka odpowiedzieli tylko golem Kosowskiego. Lechia odpadła dopiero w ¼ a oprócz strzelców wypromował się również Waldemar Tkaczuk, który trafił do Widzewa a potem do wałbrzyskiego Zagłębia.
1987/88 – w I rundzie zadebiutowały rezerwy Górnika Wałbrzych. Pokonały one trzecioligowy Małapanew Ozimek 2:1 (A.Milewski, D.Kurzeja) sprawiając niespodziankę. Zagłębie uzyskało awans walkowerem (rezygnacja rezerw Zagłębia Lubin). W kolejnej rundzie odpadło z Piastem Nowa Ruda przy Ratuszowej 2:3 (Latała 2), odpadł również Górnik II (1:5 z Górnikiem Knurów po golu Artura Milewskiego). Na tym szczeblu odpadła również Olimpia Kamienna Góra, którą do tego szczebla celnymi strzałami doprowadził Jan Grzesiński.  Mizernie grający w lidze Górnik z kolei w pucharze grał jak z nut. Najpierw pokonał w Pabianicach drugoligowy Włókniarz 3:0 (Przybysz, Kosowski 2 i obroniony przez Marszałka karny!),potem podopieczni Henryka Kempnego stoczyli iście szalony mecz z Olimpią Poznań 4:3 (Stańko 2, Przybysz, Sobczak), gdzie ledwie 500 widzów podziwiało pościg Kaziowa (3 gole dla gości) oraz piękny gol juniora Jacka Sobczaka dający awans do ¼. W ćwierćfinale przeciwnikiem był ŁKS. Co prawda można było trafić lepiej (Pogoń Siedlce) lub gorzej (Górnik Zabrze, Legia), ale o pucharze nikt nie wspominał. Pierwszy mecz był w atmosferze skandalu, bowiem w drodze na mecz zmarł jeden z mieszkańców Wałbrzycha. Jako pierwsi pomocy próbowali udzielić fani w biało niebieskich szalikach, co media natychmiast ocenili jako … sprawców. M.in. w TVP ogłosił red.D.Szpakowski. Oczywiście sprostowania nie doczekano się. W zimowej scenerii walczący o utrzymanie Górnik sprawił niespodziankę pokonując walczącego o pierwszą trójkę łodzian 2:1 po golach Wiesława Stańko, który trafiał w pucharze a pudłował w lidze. Gol R.Robakiewicza stawiał łodzian w roli faworyta w rewanżu co potwierdziła pierwsza połowa meczu transmitowanego przez TVP. Gerard Marszałek wyjmował dwukrotnie piłkę z siatki i wydawało się, że jest po meczu. Niespodziewanie w 62 min. sprawy skomplikował Ryszard Spaczyński pokonując Bako. Gdy redaktor Madej żegnał telewidzów informując, że dogrywka będzie nagrana i pokazana z poślizgiem, kiks niezawodnego do tej pory Bendkowskiego wykorzystał rezerwowy Stańko i na raty pokonał Bako wprowadzając sensacyjnie Górnika do półfinału!!
O finał wałbrzyszanie walczyli z poznańskim Lechem. Walczyli tylko w pierwszym meczu. Skazani na pożarcie górnicy wyszli przeciwko Kolejorzowi trzema napastnikami (Sobczyk, Kosowski, Stańko) i przez ponad godzinę grali naprawdę jak z nut. 4500 oglądało dwa gole miejscowych autorstwa Mariusza Sobczyka i Leszka Kosowskiego. Sędzia Libich z Warszawy nie odgwizduje kilku spornych sytuacji w polu karnym gości (ręka Skrobowskiego, faul na Kosowskim), szanse marnują Przybysz i Stańko, a w końcu celny strzał Skrzypczaka powoduje, że jest tylko 2:1. Rewanż bez historii – 0:3. Wtajemniczeni dopowiedzieli historię o odpuszczeniu przez Lecha ligowego meczu wiosennego (przegrali w Wałbrzychu 0:1). Dodatkowo wracający z Poznania kibice wałbrzyscy zostali napadnięci przez wrocławskich chuliganów we Wrocławiu i media znowu miały pożywkę. I tak wygląda historia największego sukcesu wałbrzyszan w PP.
1988/89 – wałbrzyska Victoria w I rundzie wygrała w Bogatyni z Granicą 4:1 (Michałowski, Rowiński, Smietański, Kuleszo) by w następnej ulec dopiero w karnych drugoligowemu Piastowi Gliwice (0:0 karne 1-3). Zagłębie z kolei powróciło do pucharowej tradycji meczów w Poznaniu – tym razem 4:0 z rezerwami Olimpii (Kasprzycki 2, Matysek, Gawrych). W 3.rundzie przyszła jednak porażka w Głogowie z Chrobrym 1:2 po dogrywce: Latała  głową zdobył prowadzenie tuż po przerwie Matyska pokonał Żolik a Olbiński w 103min. załatwił sprawę. Staczający się z 1.ligi Górnik odpadł po porażce w Olsztynie ze Stomilem 1:2 choć prowadził 1:0 po golu Wojtkowiaka. Sensacyjną wygraną oklaskiwało wtedy 11 000 olsztynian.
1989/90 – rewelacją pierwszych rund byli kominiarze z Wrocławie czyli Florian – przedstawiciel okręgówki. Niestety, w 2.rundzie amatorzy pokonali Zagłębie 2:1 (gol Latały na otarcie łez). Z kolei zbierający się po spadku z 1.ligi Górnik w następnej rundzie uległ trzecioligowej Arce w Gdyni również 1:2 mimo prowadzenia po strzale Lakusa.
W 1988 ukazała się książka "Piłkarski Puchar Polski", w którym opisane zostały wszystkie edycje PP. Na okładce nie zabrakło wałbrzyskiego motywu: w czerwonej koszulce sosnowieckiego Zagłębia były gracz Górnika Wałbrzych Leszek Rycek

wtorek, 13 kwietnia 2010

Wałbrzych w Pucharze Polski lata 80-te

Dekada sukcesów Górnika oraz kryzys Zagłębia okupiony roczną banicją w 3 lidze przyniosła również największy od 30 lat sukces pucharowy. Ale po kolei:
1980/81 – po losowym rzuceniu na wschód przyszedł dla wałbrzyskich drugoligowców rzut na wschodnią północ. Zagłębie pokonało w Elblągu Olimpię 1:0, a Górnik skompromitował się w Suwałkach, gdzie uległ po dogrywce Wigrom 2:4 (1:1 po 90 minutach). W 3.rundzie Zagłębie tradycyjnie trafiło do Poznania, z tą różnicą by przeegzaminować tym razem Polonię (2:0 po golach Urbanowicza i Sinkiewicza). 1/16 oznaczało przyjazd pierwszoligowca pod Chełmiec i wizytę tym razem słynnego Górnika Zabrze. 2500 widzów przecierało oczy ze zdumienia jak wałbrzyszanie dają lekcję futbolu najbardziej utytułowanej drużynie Polski: 2:0 po golach Rowińskiego i Galasa to był najmniejszy wymiar kary! W walce o ćwierćfinał wałbrzyszanie musieli zmierzyć się Polonią Bytom, która w poprzedniej dekadzie tradycyjnie nękała wałbrzyskie drużyny w Pucharze Polski. I tym razem górą byli poloniści pewnie wygrywając u siebie 3:0.
1981/82 – Górnik co staje się niechlubną tradycją zalicza jeden mecz- z trzecioligowym wówczas Zagłębiem Lubin porażka 0:1. Zagłębie natomiast po wyjazdowych zwycięstwach w Jaworze (6:0 z Kuźnią) i Jastrzębiu (2:1 z GKS) gościło kolejnego pierwszoligowca. 3000 widzów długo wspominało mecz z Ruchem Chorzów, bo zielono-czarni robili gości aż 3:0 potrzebując na to 6 minut (Dryś, samobój Majchera i Urbanowicz), na dodatek w końcówce Józef Ciołek obronił karnego Albinowi Mikulskiemu! Niestety 1/8 finału, podobnie jak rok wcześniej okazała się zbyt wysokim szczeblem. Finalista poprzedniej edycji, pewnie kroczący również do finał tej edycji Pogoń Szczecin w obecności 7 000 pokonało po pięknej walce Zagłębie 3:2 (0:1). Ciołka w ciągu 6 minut pokonali miejscowi aż 3 razy, a trafienia dla gości zaliczyli Bzunek i Turoń.
1982/83 – kompleks I rundy pokonał Górnik pokonując w Dobrzyniu Piasta 6:0 (Kosowski 2, Truszczyński, Kowalski, Sobek, Majewski), Zagłębie we Wrocławiu uporało się z rezerwami Śląska 4:2. W kolejnej rundzie Zagłębie w Lubawce pokonało Orła 2:1 (Turoń, Bzunek), choć w końcówce miejscowi mogli postarać się o niespodziankę. Tymczasem kroczący do ekstraklasy Górnik pokonał u siebie imiennika z Knurowa 2:0 po dogrywce. W regulaminowym czasie Majewski z karnego trafił w słupek, a w 2 części dogrywki celnymi strzałami Kowalski i Śpiewak zapewnili awans. W 1/16 wałbrzyscy fani (w tym niżej podpisany) mieli nie lada gratkę – dwie wizyty pierwszoligowców w Wałbrzychu! Zagłębie nie dało rady obrońcy trofeum Lechowi Poznań, który we mgle męczył się przez 120 minut a Ciołka pokonał dopiero Wiśniewski. Kilkanaście dni później 8 000 widzów na Nowym Mieście było świadkami nie lada sensacji gdy Górnik eliminuje mielecką Stal z Włodzimierzem Ciołkiem w składzie 3:2 (2:2 po dogrywce). Znów negatywnym bohaterem Sławomir Majewski, który samobójem doprowadza do dogrywki. Gole zdobywają Sobek, Śpiewak i Spaczyński. W walce o ćwierćfinał Górnik nie trafił ani na trzecioligową Lechię Gdańsk, która na rozkładzie miała wielki Widzew, ani na drugoligowego Piasta Gliwice czy Wisłę Płock. Do Wałbrzycha przyjechała Legia Warszawa z którą tym meczem żegnał się trener Kazimierz Górski. Mimo zimna na trybunach aż 20 000 i niestety 0:2 po golach Barana i mundialowi cza Buncola.
1983/84 – Zagłębie wymęczyło awans w Prochowiczance 4:2 (2:2,1:1), a rewelacyjny beniaminek 1.ligi Górnik skompromitował się w Piechowicach (0:1 z Lechią). 5 000 nie dowierzało jak Górnik w najsilniejszym składzie z Ciołkiem, Stelamiasiakiem nie potrafi poradzić sobie z trzecioligowcem. W kolejnej rundzie z pucharem pożegnało się i Zagłębie, które po zaciętej walce uległo ubiegłorocznemu finaliście imprezy Piastowi w Gliwicach 0:2.
1984/85 – by pokonać GKS w Bełchatowie Zagłębie potrzebowało dogrywki (2:1)-oba gole zdobył Józef Borcoń, a dla miejscowych były gracz Górnika Leszek Faryna. W kolejnej rundzie ponownie dogrywka i ponownie gol Borconia. Tym razem w Oławie z Moto Jelczem było 1:1 (1:1,1:0) a w karnych 4-2 dla miejscowych. Wałbrzyski Górnik w PP rozegrał tylko jeden mecz i to blisko bo w Nowej Rudzie. Trzecioligowy Piast z Ryszardem Mordakiem na stoperze pokonuje pierwszoligowca grającego w najsilniejszym zestawieniu 2:1 (1:1,1:1) po golach Wandzela i exthoreziaka Turonia w 104 min., bramkę dla gości zdobył Rusiecki z karnego. Mecz oglądała rekordowa wówczas liczba 5000 widzów.
1985/86 – w I rundzie jako zwycięzca PP na szczeblu OZPN wystąpiły rezerwy drugoligowego Zagłębia Wałbrzych! Niestety wizyta w Środzie Śląskiej przyniosła porażkę z miejscową Polonią 0:1 i na Dąbrowskiego nie przyjechała Victoria Jaworzno. W II rundzie odpada również pierwsza drużyna po porażce w Opolu z Odrą 1:2 (gol Platy). Górnik jako pierwszoligowiec gra od 1/16. W Bytomiu łatwi rozprawia się z Szombierkami 4:1 (Janikowski 2, Truszczyński, Kosowski). O ¼ Górnik musiał rywalizować z trzecioligową Wartą Poznań i niespodziewanie potrzebował aż dogrywki. Warciarze prowadzili, po przerwie wyrównał Kosowski a w 105 wynik ustalił Rusiecki. Wszystkie bramki padły po główkach! Po ponad 20 latach Wałbrzych miał swego przedstawiciela w najlepszej „8” PP. Górnikowi los przydzielił ŁKS Łódź- ligowego rywala w zasięgu Ciołka i spółki. O awansie decydował dwumecz. W pierwszym w Wałbrzychu już w 2 min. Dolny dał prowadzenie Górnikowi, ale niestety tuż po przerwie wyrównał Chojnacki dając cenny remis jako zaliczkę na rewanż. W rewanżu zamiast Walusiaka bronił Zięba, który zawalił bramkę na 2:0 dla łodzian. ŁKS wygrał pewnie 3:1 a gola dla gości zdobył przy stanie 0:2 Leszek Kosowski po zagraniu z wolnego Ciołka.