sobota, 18 lipca 2020

Jak to bywa z powrotami z futbolowej emigracji.

O losach piłkarzy, którzy wyjechali z kraju, by grać za granicą napisano wiele. Polscy piłkarze, podobnie jak futboliści z innych krajów bloku wschodniego, przez długi czas nie mogli wyjechać grać w zagranicznych ligach. Pojawiały się  próby pozostania za granicą, po karencji i/lub przyjęciu podwójnego obywatelstwa kontynuowali grę w nowym otoczeniu. Podchody klubów z RFN, Hiszpanii, Anglii czy Francji pod najbardziej utalentowanych kończyły się fiaskiem. Z czasem władze zmieniły swoje stanowisko i od lat 70-tych ubiegłego stulecia można było wyjeżdżać po ukończeniu 30.roku życia. Później były szczególne wyjątki (Boniek), czy głośne ucieczki (Leśniak, Rudy), aż wyjazdy poza Polskę stały się powszechne.
Różne były kierunki futbolowej emigracji, najpierw był to kierunek francuski zapoczątkowany przez śp. Mariana Szeję czy Zbigniewa Szłykowicza, kusiły Stany Zjednoczone, zarówno od czasów Dietera Zajdla, Bronisława Sularza poprzez Ryszarda Walusiaka, Henryka Janikowskiego po Piotra Juraszka czy Janusza Jelonkowskiego. W latach 90-tych XX wieku popularne były wyjazdy na Wyspy Owcze, gdzie prekursorem był Waldemar Nowicki, za którym poleciały kolejne nazwiska byłych graczy Zagłębia. Na przełomie wieku sporą popularnością, która trwa do dnia dzisiejszego cieszą się niskie ligi w Austrii, gdzie początkowo piłkarze łączyli grę pod Alpami z ligowym graniem w Polsce.
Wielu zawodników zostało na stałe poza granicami, ułożyło sobie nowe życie. Kilku jednak zdecydowało się na powrót do ojczyzny oraz na polskie boiska. Brak perspektyw sportowych za granicą, powody osobiste, tęsknota za krajem powodowały, że ponownie mogliśmy ich oglądać w krajowych rozgrywkach.
 Jak wyglądały ich losy po powrocie z zagranicznych klubów do klubów wałbrzyskiego podokręgu? Czy było to klasyczne odcinanie kuponów, czy może pokaz lepszej gry, innej jakości?
POWROTY ZE STANÓW ZJEDNOCZONYCH
Ameryka przez dekady uchodziła za ziemię obiecaną. W podróż przez Atlantyk wybierało się wielu rodaków, również sportowców. Zdecydowana większość postanowiła nie wracać, układając sobie życie na nowo. Również wśród piłkarzy pochodzących z klubów wałbrzyskich. Niektórzy grali z powodzeniem w amerykańskich ligach, część skupiła się na grze w rozgrywkach polonijnych. Część piłkarzy po skończeniu się ważności wiz wróciła do kraju. Wśród nich byli m.in. Piotr Juraszek i Robert Rzeczycki. Obaj wyjechali już po 30-stce i trudno było oczekiwać, by w Polsce grali na poziomie ligowym przed wylotem do USA. Popularny Jura  - wychowanek Piławianki, później grający w Polonii Świdnica, Bielawiance, KP Wałbrzych,  Groclinie Grodzisk Wlkp. z którym awansował do 1.ligi, RKS Radomsko, Odrze Opole, Polarze Wrocław, Piaście Nowa Ruda. Po sezonie 2005/06 w barwach Górnika/Zagłębia Wałbrzych w 4.lidze 34-letni już Juraszek wyleciał za ocean ,by przez ponad półtora roku grać m.in. z Robertem Rzeczyckim w barwach Polonii Soccer Club z Nowego Jorku. Po powrocie do ojczyzny w 2007 przez blisko 10 lat z przerwami grał w klubach z Piławy Górnej i Piławy Dolnej od klasy okręgowej po B klasę. Jeśli chodzi o Rzeczyckiego to sam przegląd profilu zawodnika na 90minut.pl jest wystarczający, by stwierdzić, że popularny Jugol zwiedził sporo klubów, również z innych krajów. Nie jest to kompletna biografia, bowiem pomija m.in. grę Roberta w Lechii Dzierżoniów czy Victorii Świebodzice. Również po powrocie z Nowego Jorku, jesień 2009 Rzeczycki spędził w Juventurze Wałbrzych dokładając małą cegiełkę do awansu do klasy okręgowej. W okręgówce jednak zagrał w barwach Orła Lubawka, LKS 1968 Jankowy i dopiero w 2010/11 ponownie w wałbrzyskim Juve. Później był Włókniarz Głuszyca, pobyt w Polonii Monachium, Hottur Borowice, GLKS Kamiennik i od 4 lat KS Walim.
Oprócz wspomnianego duetu, bodaj najbardziej znanym ex-wałbrzyszaninem był Stanisław Paździor - reprezentant Polski, ligowiec w Cracovii, Zagłębiu Wałbrzych, a także gracz Górnika Wałbrzych. W 1978 wyleciał do USA, gdzie grał w Connecticut Wildcats, White Eagles Chicago, Bridgenart. Wiosną 1979 wrócił do drugoligowego Górnika, gdzie grał do 1980, a później w Zagłębiu Lubin. Zmarł 28 marca 2018 roku.
POWROTY Z WYSP OWCZYCH
Kierunek farerski był bardzo popularny w latach 90-tych XX wieku. Miejscowe rozgrywki grające w systemie wiosna – jesień pozwalały piłkarzom po powrocie na rozegranie meczów w Polsce. Tak naprawdę wyjeżdżający wałbrzyszanie po powrocie z Wysp Owczych szykowali się albo do zakończenia kariery albo do kolejnej emigracji. Z perspektywy Wałbrzycha myśląc o Wyspach Owczych nie sposób nie wspomnieć o Waldemarze Nowickim. Godny kontynuator bramkarskich tradycji Zagłębia Wałbrzych, wybierany nawet na najlepszego bramkarza 2.ligi. Od wiosny 1994 związał się z B-71 Sandur na Wyspach Owczych, gdzie pracuje do dzisiaj. Początkowo, po zakończeniu sezonu na wietrznych wyspach wracał do kraju, gdzie jeszcze grał w polskich ligach. W
1994 w trzecioligowym KP Wałbrzych rozegrał 6 meczów, gdzie obronił karnego w prestiżowym meczu z Moto-Jelczem Oława i zostaj zniesiony z boiska na ramionach kibiców. Jesienią 1995 pomagał Polonii Świdnica, a dwa lata później niezbyt przyjemnie wspomina krótki pobyt w drugoligowej Miedzi Legnica. W 1998 miał ponownie wystąpić przy Ratuszowej, ale ostatecznie swoje ostatnie występy w Polsce zaliczył w Górniku/Zagłębiu Wałbrzych jesienią sezonu 2000/01, gdzie wystąpił w trzech ostatnich meczach. Piłkarską jesień w ojczyźnie podobnie kończył Marek Wierzbicki. Ligowiec Zagłębia Sosnowiec, Olimpii Poznań po rundzie jesiennej sezonu 1994/95 dołączył do Nowickiego do B-71 Sandur. Jesienią’96 wrócił na końcówkę rundy do trzecioligowej Polonii Świdnica, powtórzył to 12 miesięcy później. Na Wyspach Owczych zmienił kluby sięgając po krajowe sukcesy, grając nawet w europejskich pucharach (KI Klaksvik, VS Vagar), a jesienią 2001 36-letni wówczas Wierzbicki rozegrał w końcówce rundy jesiennej 3.ligi dwa mecze w Górniku/Zagłębiu Wałbrzych. Ostatnim jesiennym powrotem był epizod w jeleniogórskiej okręgówce w Gryfie Gryfów Śląski w 2001 roku
Ireneusz, znany bardziej jako Tomek, Bednarski to jeden z najbardziej niedocenionych defensorów Zagłębia Wałbrzych przełomu lat 80 i 90-tych, którego w 1993 wyciągnęła Ślęza Wrocław, budująca mocną drużyną, jedną z czołowych na zapleczu ekstraklasy. Bednarski grał w Ślęzie do 1996 roku, czyli do spadku zespołu z drugiej ligi. W 1997 wyjechał na Wyspy Owcze, gdzie z zespołem FS Vágar Sumba zdobył 7.miejsce rozgrywając… zaledwie jeden mecz. Po zakończeniu sezonu wrócił do Polski i jesienią'97 zaliczył kilka spotkań w Polonii Świdnica, a wiosną przeniósł się do prowadzonej przez Horsta Panica Varty Namysłów. Na Opolszczyźnie wytrwał zaledwie dwie rundy, wyjechał do Niemiec, gdzie przez wiele lat grał w BSV Schwarz-Weiß Rehden, gdzie spotkał się z kolegą z Zagłębia, o rok młodszym Piotrem Jacyną. O dwa lata starszy Mirosław Otok, partnera Tomka z Zagłębia Wałbrzych, grał później w KP do 1998 roku. Po krótkim pobycie w Sparcie Ziębice jesienią'98 wyleciał na Wyspy Owcze by zaliczyć 2 mecze w LIF Leirvik. Po powrocie do kraju postawił na pracę szkoleniową, choć dał się kilka razy namówić jeszcze na grę w Juventurze Wałbrzych, MKS Szczawno Zdrój czy odradzającym się macierzystym Zagłębiu Wałbrzych. O wiele lepiej od nich radził sobie Tomasz Resel. Wychowanek Zagłębia Wałbrzych, legenda Lechii Dzierżoniów. Po powrocie do Wałbrzycha wywalczył awans z KP do drugiej ligi, a później w wieku 32 lat wyjechał na Wyspy Owcze do B-71 Sandur, z którym w 1997 spadł z 1.ligi. Po zakończeniu sezonu wrócił do kraju i wspomagał w 4.lidze Spartę Ziębice. Później ponownie wyleciał do ligi farerskiej, gdzie grał w EIF Leirvik w latach 199-2005 i w 132 ligowych meczach strzelił 25 goli. Po powrocie do kraju zajął się szkoleniem młodzieży (MKS Szczawno Zdrój, Górnik Wałbrzych) i jednocześnie występował jeszcze na ligowych boiskach w Juventurze Wałbrzych, MKS Szczawno Zdrój i Płomyku Borówno. Grę na Wyspach Owczych mają za sobą również bracia Radziemscy, wychowankowie Zagłębia Wałbrzych, którzy wspólnie grali również w KP, Górniku, niemieckim SSV Pechten, Progresie (dziś Karkonosze) Jelenia Góra, czy Górniku/Zagłębie. Wiosną 2002 wyjechali do B-71 Sandur, gdzie w 2.lidze rozegrali 16 meczów (2 gole Krzysztofa). Po powrocie Sławomir wywalczył dwa kolejne awanse z Górnikiem/Zagłębiem do klasy okręgowej i 4.ligi, a później grał w Czarnych Wałbrzych, Białym Orle Mieroszów (awans do klasy okręgowej), powrót do Górnika/Zagłębia i na koniec gra w Czarnych Wałbrzych wiosną w sezonie 2007/08. Natomiast Krzysztof grał jeszcze w Stali Świdnica, Czarnych i na koniec w Górniku/Zagłębiu, gdzie rozpoczął pracę szkoleniową.
POWROTY Z NIEMIEC
Najlepszy napastnik w historii wałbrzyskiego futbolu, czyli Leszek Kosowski wyjechał do Niemiec w wieku 29 lat, po rundzie jesiennej w 2.lidze sezonu 1989/90. Pobyt w SV Meppen to sportowa katastrofa, jeden ligowy występ w 2.Bundeslidze - 21.04.1990 przeciwko MSV Duisburg wszedł w 76.minucie za Dietmara Sulmanna. Nic dziwnego, że do sezonu 1990/91 Kosa przygotowywał się już …w Wałbrzychu. Po drugoligowym sezonie trafił do pierwszoligowego Widzewa Łódź, gdzie z 9 golami był najskuteczniejszym strzelcem zespołu. Mimo wywalczenia trzeciego miejsca - notabene największego sukcesu Leszka, łodzianie nie chcieli korzystać z jego usług, co z powodowało, że koło nosa przeszła również gra w europejskich pucharach. Od 1992 to karuzela zmiany klubów - trzecioligowy Górnik, KP Wałbrzych, dwa kolejne awanse z Pogonią Świerzawa, gra w Polonii Kępno, epizod w Chrobrym Głogów, a później już rekreacyjna gra w niższych ligach, jak np. pod okiem brata Wiesława w Sudetach Dziećmorowice.
Przed 30-tką do Niemiec wyjechał partner Kosowskiego z ekstraklasowego Górnika – Krzysztof Lakus. Laki, jako piłkarz już Śląska Wrocław w 1995 wyjechał do Polonii Hamburg, gdzie występował w niższych ligach z podobnym powodzeniem jak Kosa. Po powrocie nie nawiązał do gry na szczeblach, na których występował przed wyjazdem do Hamburga. Najpierw trafił do trzecioligowej Lechii Dzierżoniów, z którą zaliczył spadek w 1998, na rundę wskoczył do Kuźni Jawor i Prochowiczanki, później była już okręgowka w Głuszycy i Nowej Rudzie. W 2002 w wieku 34 lat powrócił do Wałbrzycha, gdzie z Górnikiem/Zagłębiem awansował z A klasy do 4.ligi. Później grał jeszcze w wieku 40 lat w Białym Orle Mieroszów.
W ostatnich latach bardzo popularnym kierunkiem stały się kluby niższych klas przygranicznych landów. Rot-Weiß Bad Muskau graniczące z Łęknicą posiadało swego czasu w swojej kadrze meczowej 10 Polaków i niemieckiego kapitana. Wśród Polaków byli piłkarze wałbrzyskich klubów. Sławomir Orzech już w wieku 23 lat, latem 2016 po przegranych barażach z Polonią Warszawa o 2.ligę wraz z Mateuszem Sawickim wyjechał do niemieckiego Bad Muskau, skąd zimą zmienił kraj i wiosną występował w austriackim ASV Kienberg/Gaming. Sezon 2017/18 to ponowna gra w Rot-Weiß Bad Muskau, a po roku wrócił do Wałbrzycha. W sezonie 2018/19 to drugie miejsce w 4.lidze z Górnikiem Wałbrzych, a rok później gra w Polonii-Stali Świdnica. Z kolei Sawicki po dwuletniej grze w Mużakowie latem 2018 wrócił do Wałbrzycha, gdzie z Górnikiem wywalczył 2.miejsce w 4.lidze. W zakończonym sezonie 2019/20 jesień spędził w trzecioligowej Foto-Higienie Gać, a zimą przeniósł się do AKS Strzegom. Trio wałbrzyszan Jarosław Piątek (rocznik 1992), Michał Bartkowiak (1993), Dominik Dudek (1985), razem występowali m.in. w Jedlinie Zdrój, skąd w 2016 wyemigrowali tuż za zachodnią granicę do Rot-Weiß Bad Muskau, gdzie po 2 latach i rozwiązaniu I zespołu przenieśli się razem do SV Fortuna Trebendorf 1996, która zajęła 14.miejsce w Sachsen Landesklasse Ost i spadła. Latem 2019 wrócili do Zdroju Jedlina Zdrój, gdzie występowali w wałbrzyskiej klasie okręgowej. Latem tego roku Dudek przeszedł do Górnika Wałbrzych.
POWROTY Z AUSTRII
Najbardziej popularny kierunek futbolowej emigracji dla zawodników klubów wałbrzyskich. Swego czasu praktykowany był proceder gry w sobotę w Austrii, by w niedzielę pomagać drużynom w Polsce. Po wykryciu i nałożonych karach dla zawodników, którzy podobnie robili w Niemczech, kluby zaczęły baczniej przyglądać się zawodników, którzy wybierali korzystniejszą finansowo grę w kraju pod Alpami. Wielu jeszcze decydowało się porzucić długie podróże do Austrii, by pograć jeszcze w kraju:
Damian Chajewski w barwach ASV.
[foto: Alina Binder]
Wojciech Błażyński - w sezonie 2008/09 grałw popularnej dla wałbrzyszan austriackiej 2.klasse Aplenvorland. Z USV Kirnberg, gdzie spotkał znanego z gry w Bielawiance Mirosława Klimko, wywalczył 9.miejsce zdobywając dwa gole, choć grał bardzo sporadycznie. Od lata 2009 grał tylko w Polsce - najpierw okręgówka w Gorcach, po roku 3.liga najwyższa klasa rozgrywkowa, w której Wojciech grał (15 meczów jesienią 2010 w Polonii/Sparcie Świdnica). Później była gra w Mieroszowie, Kamiennej Górze, Świebodzicach (awans do 4.ligi), Górniku Nowe Miasto (awans do A klasy) i wreszcie powrót na Ratuszową, gdzie grał w niezwykle trudnym sezonie dla Gornika sezonie 2017/18. Ostatni sezon to prowadzenie z ławki rezerwowych Górnika Nowe Miasto Wałbrzych.
Damian Chajewski - W 2014 roku trafił do Olimpii Kowary, z którą wywalczył awans do 3.ligi. Po rundzie jesiennej wyjechał do ASV Kienberg/Gaming gdzie 2 gole w 14 meczach pozwoliły wywalczyć 3.miejsce w grupie Ybbstal. Latem 2017 wrócił do Wałbrzycha, gdzie zaliczył 2 znakomite sezony w czwartoligowym Górniku (57 mecze - 18 goli), a w obecnym już w barwach Polonii-Stali Świdnica blisko wywalczył kolejny awans do 3.ligi oraz triumfował w Pucharze Polski podokręgu Wałbrzych.
Marcin Domagała – obecny szkoleniowiec Górnik Wałbrzych, członek czwartej drużyny juniorów w kraju w 1998, z seniorami Górnika wywalczył awans do 3.ligi w 1999, grał w austriackim USC Mank. Przygodę przerwała paskudna kontuzja, która jednak nie przeszkodziła w kontynuowaniu gry po powrocie do Polski. Ze Skalnikiem Czarny Bór rywalizował z Górnikiem/Zagłębiem w sezonie 2002/03 o prymat w A klasie, później był epizod w Sudetach Dziećmorowicach i wreszcie MKS Szczawno Zdrój, gdzie świętował kolejny awans, ale i doznał kolejnego urazu, który zakończył jego piłkarską karierę.
Dariusz Filipczak - jeden z najbardziej utalentowanych piłkarzy świdnickiej Polonii "złotej ery" trenera Masnego w latach 90-tych ubiegłego stulecia. Popularny Filip dotarł do najwyższego szczebla rozgrywek ze Śląskiem Wrocław, wiele sezonów w ówczesnej 2.lidze, wreszcie powrót do Świdnicy, gdzie wywalczył awans do trzeciej ligi.  W 2010 w wieku 36 lat Filipczak wyjeżdża do austriackiego SV Jauerling, gdzie w 12 meczach strzela 6 goli, ale jeszcze pod koniec rundy jesiennej wraca do Polski do Gromu Witków grającego w okręgowce. Zimą po raz trzeci wraca do Świdnicy, gdzie w Polonii/Sparcie zalicza udane dwie rundy z 16 golami w 3.lidze. W latach 2012-15 to drugi okres w Austrii, tym razem w SV Blindermarkt, a później w SV Neumarkt an der Ybbs. Od lata 2015 Dariusz gra w Polsce, najpierw spadł z Polonią-Stalą Świdnica z 3.ligi, oficjalnie ogłosił koniec kariery, by dać się namówić do gry w Cukrowniku Pszenno, gdzie rozegrał ostatnie trzy sezony.
Roman Rudy - brat Andrzeja reprezentanta Polski. Grał w juniorach Śląska, potem w niemieckich niższych klasach rozgrywkowych, na krótko wrócił do Wrocławia do Ślęzy, skąd wyemigrował do austriackiego VfB Mödling. Wiosną 1997 niespodziewanie pojawił się w drugoligowym KP Wałbrzych, gdzie w 10 występach pomógł utrzymać się w 2.lidze. Latem nie dał się przekonać do dalszej gry i ponownie wyjechał do Austrii. Tam grał w niższych ligach, ale też zdarzało mu się zaliczyć kolejne epizody w Polsce (Sparta Ziębice, Puma Pietrzykowice).
Bracia Smoczykowie – młodszy Marcin grał SVg Purgstall, starszy Piotr w ASV Kienberg/Gaming. Obaj łączyli to z weekendowym graniem w polskiej okręgówce. Piotr w 2008 wywalczył awans z MKS Szczawno Zdrój do 4.ligi, później grywał jeszcze w Olimpii Kamienna Góra, Jokerze Jaczków, Hottur Borowice, Grodno Zagórze, a ostatnio w rezerwach MKS. Marcin z kolei grał z powodzeniem w trzecioligowych drużynach z Wałbrzycha, Świdnicy i Kowar. Ostatnie 3 sezony to gra w Górniku Wałbrzych.
Adrian Sobczyk -  Sopel w juniorach imponował skutecznością, ale w seniorach nie przebił się. W sezonie 2012/13 w Górniku zagrał w 2.lidze, w Świdnicy w 2010 pokazał się w 3.lidze to największy sukces. W 2008 roku, w wieku 23 lat zdecydował się na grę w niższych klasach zagranicznych - Kematen SK, USV Kirnberg. Stamtąd wrócił i niespodziewanie znalazł miejsce w Świdnicy. Adrian praktycznie od 7 lat gra w Niemczech (FSV Hollenbach, Rot-Weiß Bad Muskau, Erlauf SV, SV Blau-Weiss Murg) lub Szwajcarii (FC Srbija Basel).
Bracia Sobotowie – weterani grania w Austrii, jak i również łączenia nielegalnej gry w dwóch klubach. Starszy Tomasz grał w Klib SCU i ASV Kienberg Gamming, po czym kilka lata pomagał Spójni Sady w A klasie i Orłowi Lubawka w klasie okręgowej. Po kolejnej 2-letniej przygodzie z ASV Kienberg Gamming (2008-09) grał tylko w Polsce w Kamiennej Górze i Starych Bogaczowicach. Z kolei Bartosz (rocznik 1979) po wspólnej grze z bratem w Klib i Kienberg Gamming, po powrocie grał w Czarnych Wałbrzych, Victorii Świebodzice i Orle Lubawka. Po kolejnym mariażu z ASV – Olimpia Kamienna Góra, by od 2011 reprezentować barwy kolejno: USV Kirnberg, ASKÖ Lunz/See, TSU Hafnerbach, SV Erlauf, FC Göstling/Ybbs. A w międzyczasie pomagał Unii Bogaczowice jesienią 2015 oraz w sezonie 2018/19.
Radosław Matuszak w barwach Dijon
Oczywiście powrotów byłych zawodników z zagranicznej futbolowej emigracji było więcej. Również z krajów wymienionych wyżej. Z Wysp Brytyjskich wracali m.in. Daniel Gandera czy Edward Chałupka, z Norwegii Kamil Jarosiński czy Jacek Gryka, który grał ponadto w Walii czy Niemczech. Wojciech Rzeczycki wracał do kraju, a konkretnie do Piasta Nowa Ruda z Rot-Weiß Bad Muskau, a później z holenderskiego RKSV Cito. Grzegorz Krawiec, były gracz Victorii i Górnika Wałbrzych w Belgii w 3 i 2 lidze, a po kontuzji wrócił do Lechii Dzierżoniów, gdzie grał z powodzeniem 2.lidze, z KP Wałbrzych wywalczył awans z 3.ligi. Radosław Matuszak, niespełniony talent z Czarnych Wałbrzych,później gracz KP Wałbrzych w 2000 po raz pierwszy wyjechał do francuskiego SC Sarrebourg, gdzie pracował Marian Szeja. Po powrocie z kraju grał w jeleniegórskiej okręgówce we Włókniarzu Mirsk, z którym awansował do 4.ligi. Stamtąd ponownie wyjechał do Francji, gdzie grał m.in. w Dijon. W 2007 pojawił się w barwach MKS Szczawno Zdroj, by w następnej rundzie zagrać w Czarnych Wałbrzych, a później w Orle Lubawka. Od ponad dekady pojawia się w austriackich klubach (Krummnussbraum SV, ASKÖ Lunz/See, ASV Worthington Kienberg/Gaming), a większą karierę pod Alpami robi jego syn Paweł.
Być może po przymusowej przerwie znów w klubach podokręgu wałbrzyskiego w kadrach zespołów zobaczymy zawodników, którzy grali ostatnio poza granicami kraju.


poniedziałek, 6 lipca 2020

Szansa dla stadionu?

Trwa kampania przed drugą turą wyborów prezydenckich. Starający się o reelekcję Andrzej Duda odwiedził w sobotę, 4 lipca m.in. Wałbrzych i w swoim przemówieniu wspomniał o Górniku Wałbrzych, którego pamięta z wizyt pierwszoligowych w Krakowie, a przede wszystkim o zapleczu klubu jakim jest infrastruktura, czyli stadion na Nowym Mieście (na filmie TV Wałbrzych od 2:15):
Nie jest to pierwsze wystąpienie polityczne w tym miesiącu dotyczące rewitalizacji stadionu, bowiem w krótkim wystąpieniu mówił o tym również dwa dni wcześniej szef kancelarii prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk. Co to oznacza dla historycznego obiektu, który popadł w całkowitą ruinę? Czy jest szansa na to, że wałbrzyszanie tłumnie, z dumą będą spędzać czas na trybunach podczas imprez sportowych?
 Ale po kolei. Oto krótkie kalendarium dotyczące stadionu:
1926
Wałbrzych był wówczas Waldenburgiem, a dzielnica Nowe Miasto Neustadt.  Wykorzystując naturalne ukształtowanie terenu wybudowano stadion mający służyć przede wszystkim lekkoatletom, i piłkarzom. Dla tych ostatnich miały służyć aż trzy płyty, bowiem oprócz głównego boiska, dwa pozostałe znajdowały się od strony zachodniej (czyli od strony dzisiejszego parku Sobieskiego). Po wschodniej stronie znajdował się basen, natomiast po północnej boisko do koszykówki.
Zdjęcie stadionu z 1927 roku. Z lewej widoczne na górnym tarasie dwie płyty piłkarskie. Trybuny przedzielone 3 rzędami alejek. [lotaw.pl]
Otwarcie stadionu, który przyjął nazwę Waldenburger Berglandstadion miało miejsce w połowie sierpnia 1926 przy okazji Tygodnia Sportowego, gdzie na inaugurację wystąpiło ponad 1200 gimnastyków i rozegrano mecz Waldenburg - Drezno. Przedwojenne losy stadionu dla obecnych historyków wiążą się głównie z wizytą Adolfa Hitlera sześć lat później z okazji wiecu partii NSDAP.
1946
Po zakończeniu II wojny światowej Wałbrzych stał się polskim miastem. Niczym grzyby po deszczu zaczęły powstawać kluby, stowarzyszenia sportowe. W marcu 1946 powstał protoplasta dzisiejszego Górnika - Klub Sportowy "Górnik-Zamek" nawiązujący do siedziby klubu, Zamku, obecnej siedziby wałbrzyskiej PWSZ. Areną zmagań piłkarzy Górnika stał się stadion na Nowym Mieście.
Widok na wschodnią trybunę stadionu na Nowym Mieście w latach 50-tych ubiegłego stulecia. [foto: fotopolska.eu]
1953
8 września na stadionie dochodzi do niecodziennego spotkania. Przygotowująca się do towarzyskiego meczu z Bułgarią w Sofii reprezentacja Polski prowadzona przez Ryszarda Koncewicza rozgrywa sparingowy mecz z Górnikiem Wałbrzych. Gospodarze dzielnie sobie poczynali, ale musieli uznać wyższość kadry przegrywając 0:2 po bramkach Gerarda Cieślika w 50.min. i Romana Korynta w 75.min. Spotkanie oglądało 10 tysięcy kibiców.
1964
Górnik mógł liczyć na patronat kopalni, która nie szczędziła środków zarówno na sport, jak i na obiekty sportowe. Piłkarze kilka razy ocierali się o awans do pierwszej ligi, sensacyjnie zagrali w półfinale Pucharu Polski, ale po blisko dwóch dekadach istnienia jedynymi sukcesami były zwycięstwa z mało znaczących rywalizacjach typu Jubileuszowy Turniej Miast (w 1950) czy Puchar Gazety Robotniczej (1956). Stadion na Nowym Mieście to nie tylko futbol, ale i zmagania lekkoatletów. 9 lipca 1964 w rzucie młotem śp. Olgierd Ciepły pobił rekord Polski wynikiem 67,50 m. Jednak wizytówką klubu i miasta był Stanisław Grędziński, z zawodu inżynier budowlany, a z zamiłowania czołowy 400-metrowiec Polski. Olimpijczyk z Meksyku, wielokrotny uczestnik mistrzostw Europy, a także międzypaństwowych meczach lekkoatletycznych cieszących się ogromną popularnością. Paradoksalnie największe sukcesy odniósł w 1966, gdy przez 2 lata reprezentował barwy Śląska Wrocław. Oprócz zmagań lekkoatletów stadion na Nowym Mieście w swojej bogatej historii gościł kolarzy, był areną rywalizacji szkół czy zakładów pracy.
1969
Druga kolejka rozgrywek ówczesnej 2.ligi, jednocześnie inauguracja sezonu w Wałbrzychu przynosi mecz Górnika z Uranią Ruda Śląska. Gospodarze wygrywają 4:1 po dwóch golach śp. Zygmunta Garłowskiego oraz Stanisława Paździora i Jerzego Swobody. Ale największą atrakcją był supernowoczesny jak na tamte czasy zegar zaprojektowany przez Zdzisława Waszkiewicza i Mieczysława Głóda. Warto dodać, że śp. już Mieczysław Głód to bohater II wojny światowej, uczestnik walk o Monte Casino. Odmierzał co sekundę czas spotkania oraz wyświetlał wynik - było to rozwiązanie prekursorskie, a kibice jeszcze w latach 80-tych wykorzystywali go w wyśmiewaniu m.in. sympatyków Śląska Wrocław (stadion wojskowych przy ul.Oporowskiej posiadał zegar "analogowy",gdzie wynik zmieniano ręczne). Zegar - duma obiektu był zwieńczeniem remontu obiektu, który wzbogacił się o nowe ławki, a pojemność wg ówczesnych informatorów ligowych wynosiła 30 000 widzów.
1972
W marcu kolejny raz pierwsza reprezentacja Polski gości na Nowym Mieście. Przygotowująca się do meczów eliminacyjnych do igrzysk olimpijskich w Monachium kadra Kazimierza Górskiego ograła FC Chemie Halle z NRD 3:2. 20 tysięcy kibiców oglądało najlepszych polskich piłkarzy z Anczokiem, Deyną czy Lubańskim na czele, a także z Marianem Szeją z wałbrzyskiego Zagłębia w bramce. Stadion Górnika był areną zmagań kadry w oficjalnych meczach międzypaństwowych w kategoriach juniorów, nigdy kadry seniorów A. Wielokrotnie widzowie mogli ściskać kciuki w tych rywalizacjach za piłkarzy reprezentujących wałbrzyskie Zagłębie czy Górnika. Po raz ostatni miało to miejsce 16 października 1990, kadra U-15 prowadzona przez Mirosława Jabłońskiego zremisowała z Czechosłowacją 0:0, a 20 minut gry zaliczył Adrian Rzepecki z Górnika, który zmienił Jacka Sorbiana, który 7 lat później również będzie zakładał koszulkę biało-niebieskich.
1973
Stadion areną największego sukcesu w wałbrzyskiej piłce, czyli mistrzostwo Polski dla Górnika! Co prawda tylko w kategorii juniorów, ale było to powtórzenie sukcesu sprzed 5 lat. Złoty medal dla juniorów Górnika prowadzonych przez Józefa Jasińskiego było początkiem znakomitych karier m.in. Włodzimierza Ciołka, Krzysztofa Truszczyńskiego, Ryszarda Mordaka. W finałowym turnieju biało-niebiescy okazali się lepsi od rówieśników z Chemika Kędzierzyn, Ruchu Chorzów i ŁKS Łódź.
1984
Górnik Wałbrzych po wielu nieudanych podejściach wreszcie wiosną 1983 wygrywa drugą ligę i melduje się w pierwszej lidze. Nie licząc derbowych pojedynków z Zagłębiem trudno znaleźć mecz, który wypełniłby stadion na Nowym Mieście w drugiej lidze. Mecz decydujący o awansie mecz z 28.kolejki z Arkonią Szczecin (12.06.1983 - 2:1) zgromadził wg prasy 20 000. Dwa tygodnie później, gdzie w ostatniej kolejce meczowi z Olimpią Elbląg towarzyszyły liczne imprezy dla wałbrzyszan z okazji awansu przyszło "tylko" 15 000. Po awansie była euforia, kibice z Wałbrzycha, miast nie tylko województwa wałbrzyskiego, ale i ościennych województw, mogli na żywo oglądać reprezentantów kraju, którzy zaledwie rok wcześniej grali na hiszpańskim mundialu. Dodatkowo piłkarze Horsta Panica wygrywali na Nowym Mieście mecz za meczem. Jesień 1983, zakończona w fotelu lidera, jest dla wałbrzyskiego sympatyka futbolu niczym mityczny Graal. Wiele spotkań oglądało 30-35 tysięcy widzów. Poszczególne sektory zyskały patronat miejscowych zakładów pracy, które dbały o porządek na nich. 26 kwietnia 1984, gdy do Wałbrzycha przyjechał łódzki Widzew, opromieniony sukcesami w europejskich pucharach, naszpikowany reprezentantami Polski padł nieoficjalny rekord frekwencji na wałbrzyskim stadionie. Wg ówczesnych skarbów kibica stadion przy pl.Skarżyńskiego mógł pomieścić już 35 000 widzów. Biorąc pod uwagę wypełnienie nie tylko trybun, ale i ciągów komunikacyjnych, wszelkie murki czy przestrzenie pomiędzy sektorami to śmiało można zaryzykować, że spotkanie oglądało 40 - 45 tysięcy widzów.
Niestety, nigdy później Górnik nie zyskiwał tak dobrych wyników i nigdy później nie było tylu widzów.

1988
Jedyny domowy mecz w historii występów w 1.lidze poza stadionem na Nowym Mieście Górnik Wałbrzych rozegrał w 2.kolejce sezonu 1988/89, a dokładnie 6 sierpnia 1988, kiedy to pojedynek z mistrzem Polski, imiennikiem z Zabrza rozegrany został na Stadionie 1000-lecia. Co powodem krótkiej przeprowadzki na Ratuszową? Otóż stadion na Nowym Mieście został udostępniony Świadkom Jehowy na kilka dni, co bardzo opłacało się Górnikowi. Świadkowie, bowiem w zamian za udostępnienie stadionu wyremontowali go, uzupełnili braki w ławkach, pomalowali elewacje, na co Górnik nie miał po prostu pieniędzy. Podczas sześcioletniego pobytu w ekstraklasie stadion Górnika nic się nie zmienił, choć po rewelacyjnym premierowym sezonie pojawiły się plany rozbudowy trybuny od strony basenu (na wzór kaskadowych trybun stadionu Stali Mielec), instalacja sztucznego oświetlenia już pod kątem ewentualnych występów pucharowych - ale pozostało to w sferze marzeń.
1989
9 kwietnia 1989 - ostatnia relacja telewizyjna z meczu rozgrywanego na stadionie na Nowym Mieście. Dołujący w tabeli Górnik Wałbrzych sensacyjnie ogrywa Legię Warszawa 1:0 po złotym golu nieocenionego Leszka Kosowskiego w 84 minucie gry.
17 czerwca 1989 ostatni mecz w Wałbrzychu w 1.lidze (dzisiejszej ekstraklasie). Górnik remisuje z Pogonią Szczecin 1:1, autorem historycznego gola śp. Zbigniew Ośko. Mecz oglądało zaledwie 1552 widzów (w tym niżej podpisany), których policzyły założone rok wcześniej kołowrotki.
1993
Listopad 1992 - Zagłębie Wałbrzych sensacyjnie eliminuje
w Pucharze Polski Górnika Zabrze po serii rzutach karnych
i awansuje do ćwierćfinału. W tle trybuny Stadionu Górnika
na Nowym Mieście. [źródło: Trybuna Wałbrzyska]
Przemiany ustrojowe w Polsce spowodowały kryzys w górnictwie, kopalnie zaprzestały finansować sport, o czym najbardziej przekonali się również wałbrzyscy sportowcy. Piłkarze Górnika w 1991 wycofują się z rozgrywek drugiej ligi, a przed rundą wiosenną sezonu 92/93 łączą się z lokalnym rywalem Zagłębiem. Piłkarze popularnego Thoreza grają co prawda szczebel wyżej niż Górnik, awansowali nawet do ćwierćfinału Pucharu Polski, ale swoje mecze rozgrywają na Stadionie Górnika na Nowym Mieście! Nowo powstały Klub Piłkarski Wałbrzych swoje mecze rozgrywa początkowo na Nowym Mieście, ale koszty utrzymania obiektu powoli przerastają możliwości finansowe klubu. Działacze czują się oszukani, bowiem ówczesne władze miasta obiecywały wsparcie w przypadku połączenia największych wałbrzyskich klubów, a po fuzji życie brutalnie zweryfikowało oczekiwania włodarzy KP. Po zaledwie 9 miesiącach użytkowania obiektu przy ul. Chopina następuje przeprowadzka na Ratuszową na Stadion 1000-lecia. Wałbrzyscy piłkarze na byłym obiekcie Górnika rozegrali łącznie 15 ligowych meczów (3 zwycięstw-7 remisów -5 porażek). Ostatnim meczem były dolnośląskie derby z Miedzią Legnica. Prowadzeni przez duet Wiesław Walczak - Marian Szeja wałbrzyszanie zajmowali przedostatnią lokatę, jako jedyni w lidze nie zaznali smaku zwycięstwa, natomiast legniczanie przyjechali jako lider drugiej ligi. Około 500 kibiców oglądali dobry mecz, w którym nie padła żadna bramka,co było zasługą znakomicie broniącego Waldemara Nowickiego, który po tym meczu został wybrany do Jedenastki Kolejki. Miło tego meczu nie wspominał Piotr Przerywacz, w przyszłości gracz wałbrzyskiego klubu, który z rzutu karnego trafił w słupek. 25 września 1993 - data ostatniego meczu KP w 2.lidze na stadionie na Nowym Mieście.
1997
W Wałbrzychu piłkarskim klubem wiodącym jest KP Wałbrzych, który w międzyczasie spadł do 3.ligi i wrócił na zaplecze ekstraklasy. Rozbudzone zostały nadzieje kibiców, poprawiła się sytuacja finansowa, a jesienią 1997 powołana została Sportowa Spółka Akcyjna Górnik. Na znaczny kapitał spółki był wniesiony aportem Stadion 1000-lecia. Oznaczało to, że nowy twór nie był zainteresowany obiektem na Nowym Mieście, który z roku na rok ulegał stopniowej dewastacji. Plądrowane, a później  wyburzane były budynki kas, pomieszczenie nad tunelem z napisem Górnik od strony wschodniej, pawilon medialny Radio - Prasa-Telewizja.
2004
Piłka nożna w Wałbrzychu w międzyczasie sięga dna, bowiem po kolejnych wstydliwym wycofaniu Górnik/Zagłębie odbudowuje się od poziomu A klasy. Tymczasem na Nowym Mieście grupa zapaleńców pod przewodnictwem Sebastiana Raciniewskiego próbuje ratować dawny stadion Górnika. 21 sierpnia powołany zostaje klub Górnik Nowe Miasto, który za główny cel stawia sobie ratunek stadionu. W przeciwieństwie do odbudowy stadionu, o wiele lepiej idzie trenowanie, szkolenie adeptów futbolu w różnym wieku. Dzięki fanatykom futbolu z Nowego Miasta uratowano główną płytę, bo prawdę powiedziawszy, nie wiadomo co stałoby się, gdyby ona została zapomniana przez ludzi...Z czasem zespół będzie prowadził seniorów (w ostatnim sezonie najlepszy wynik z wałbrzyskich zespołów) oraz kilka grup juniorów.  2 września 2004 seniorzy Górnika Nowe Miasto debiutują w B klasie przegrywając ze Skalnikiem Czarny Bór 1:2. Po 4 latach, dzięki reaktywacji drużyny seniorów Zagłębia dochodzi do derbów z Górnikiem Nowe Miasto na stadionie przy ul.Chopina. Thorez nie strzelił karnego, a mecz zakończył się wynikiem 0:0.
2008
Hala sportowa wchodząca w skład stadionu na Nowym Mieście przeszła gruntowną modernizację. Rok później na sesji rady miejskiej hala lekkoatletyczna otrzymała nazwę Wałbrzyskich Olimpijczyków. W międzyczasie wyburzona zostaje wschodnia trybuna od strony basenu - historia zatoczyła koło, bowiem tak wyglądał pierwotnie Waldenburger Berglandstadion.
[foto: walbrzyszek.com]
2010
Od kilku lat z obiektów należących do Ośrodka Sportu i Rekreacji, korzystają zarówno piłkarze Zagłębia jak i Górnika. Zimą jest to hala na Nowym Mieście, ale mecze sparingowe rozgrywane są na "macierzystych" boiskach przy Dąbrowskiego i Ratuszowej. Dopiero 17 lutego 2010 trzecioligowy wówczas Górnik PWSZ rozegrał sparing na górnej płycie stadionu przy Chopina. Rywalem był Górnik Gorce (2:0 po bramkach Misana). W czerwcu Górnik wygrywa 3.ligę dolnośląsko-lubuską i awansuje do drugiej ligi. Jednak sporo wysiłków kosztuje działaczy by uzyskać licencję na grę ze względu na niespełniający wymagania licencyjne Stadion 1000-lecia. Alternatywą są występy w ... Polkowicach. Podczas gry przygotowywano stadion przy Ratuszowej na zmagania drugoligowe Górnik pod wodzą Roberta Bubnowicza rozgrywał mecze na głównej płycie zdewastowanego stadionu na Nowym Mieście.
2012
Jest plan modernizacji stadionu na Nowym Mieście - pisał w lutym 2012 Artur Szałkowski na portalu walbrzych.naszemiasto.pl. Pierwsze informacje o planach miasta wobec obiektu przy Chopina pojawiają się jednak kilka miesięcy wcześniej, jesienią 2011. W ciągu 4 lat miał powstać lekkoatletyczny stadion spełniający wymagania do organizacji nawet mistrzostw Europy, basen, hotel, a także piłkarska płyta, a to wszystko w świetle sztucznego oświetlenia. Wyremontowana ma być hala sportowa służąca głównie lekkoatletom, a w pobliżu miały powstać profesjonalne tory BMX. Koszty budowy Centrum Sportowego im. Olimpijczyków Wałbrzyskich, jak nazwano projekt, to około 60 mln: modernizacja stadionu 27 mln + 6 mln (hotel) + 25 mln (basen).
Miasto przygotowywało przetarg na projekt, kosztorysy oraz starało się o pozwolenie na budowę. Jesienią, gdy piłkarski Górnik usunął z nazwy człon PWSZ, który w lecie zakończył współpracę sponsorską z klubem, biura klubu zostały przeniesione do budynku hali sportowej przy ul. Chopina.
2013
Trwa budowa Aqua Zdrój przy Ratuszowej, ale w rozmowach władz miasta przewija się temat reaktywacji stadionu na Nowym Mieście. Po kilkunastu miesiącach od ogłoszenia planów Tygodnik Wałbrzyski podaje orientacyjny termin zakończenia prac - przed końcem 2018 roku. Budowa ma być podzielona na trzy etapy:
I etap - przebudowa stadionu oraz jego zaplecza,
II etap - budowa hotelu ** na 60 gości,
III etap - budowa basenów: sportowego (50 m), relaksacyjnego oraz brodzika dla dzieci. Oprócz ww. elementów ma powstać dodatkowa sztuczna płyta piłkarska, kort tenisowy oraz boisko do koszykówki.
W listopadzie prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej ogłasza, że projekt ma być niebawem gotowy. Koszt budowy przekracza możliwości finansowe Wałbrzycha, więc miasto czeka na dotację z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Według optymistycznego wariantu pierwsze prace budowlane mają rozpocząć się w połowie 2014 roku.
2014
W kwietniu Anna Żabska, wówczas rzeczniczka prasowa prezydenta Wałbrzycha ogłasza, że jeszcze w I połowie roku miasto wystąpi o pozwolenie na budowę, a w drugiej połowie 2014 ruszą prace remontowe. Dokumentacje przygotowała firma Koszt-Bud z Knurowa, która wygrała przetarg w październiku 2013. 2-3 letnie prace mają kosztować do 30 mln złotych, choć wymieniane są wszystkie elementy projektu. Miasto oprócz dotacji z Ministerstwa Sportu i Turystyki ma się starać o inne dotacje, m.in. środki unijne.
W listopadzie, w wywiadzie dla portalu walbrzych.info dyrektor wałbrzyskiego OSiR-u Mariusz Gawlik potwierdził, że partycypację finansową ministerstwa sportu w inwestycję zadeklarował podsekretarz stanu Bogusław Ulijasz. Projekt oraz pozwolenie na budowę jesienią'14 było gotowe, koniec prac przewidywano na 2017 rok. Póki co miasto nie ma środków na wkład własny inwestycji, co nie może dziwić, zwłaszcza, gdy wałbrzyszanie otrzymali Centrum Aktywnego Wypoczynku Aqua Zdrój, a remont poszczególnych dróg w mieście jest praktycznie nieprzerwany, nadrabiając zaległości sprzed kilkunastu (kilkudziesięciu?) lat.
2015
Podczas listopadowej wizyty pod Chełmcem wiceprezes PZLA Paweł Olszański poinformował, że 15 z 21 milionów potrzebnych na rewitalizację stadionu zostało wpisane w plan inwestycyjny MSiT na lata 2016-2018. Z tych środków ma powstać najnowocześniejszy po bydgoskim stadion lekkoatletyczny w Polsce.
2017
Po 48 latach swój żywot na stadionie przy ul.Chopina kończy boiskowy zegar. Dawna chluba obiektu w latach 90-tych była również argumentem przy transferze zawodnika. Gdy bramkarz Grzegorz Gruszka szedł na wypożyczenie do Lechii Dzierżoniów, sponsorowanej przez zakłady elektroniczne Diora, to zamiast pieniędzy Górnik chciał wyremontowanie nieczynnego wówczas zegara.
Póki co nie jest to zapowiedź długo oczekiwanego początku rewitalizacji stadionu.
Co więcej, w grudniu redaktor Bogdan Skiba informuje, że miasto zwraca ministerstwu przyznane 11 milionów. W wariancie oszczędnościowym Wałbrzych miał dołożyć brakujące 13 mln, których najzwyklej w życiu zabrakło. Inwestycje w mieście to jeden z powodów, drugi to perspektywa rozbudowy Aqua Zdroju, gdzie ma pojawić się m.in. lodowisko. Taki jest wydźwięk artykułu pana Skiby.
Tak naprawdę miasto wnioskowało o kwotę 19 mln, a otrzymało o 8 mln mniejszą. Miasto nie oddało, ale zwróciło się o przesunięcie środków na lata 2018 i późniejsze.
2018
Inspektorzy nadzoru budowlanego wchodzą do gry. Zarządzający stadionem spółka Aqua Zdrój (dawny OSiR) dba o płytę, ale pozostałości po trybunach stanowią zagrożenie dla  przychodzących na stadion ludzi. Ogrodzenie płotem trybun ma kosztować 100 000 złotych, natomiast wiadomo, że wspominana 7 lat wstecz rewitalizacja obiektu została odroczona na bliżej nieokreśloną przyszłość...
W październiku na murawie stadionu przy ul.Chopina gości minister sportu Witold Bańka, który zapoznał się z sytuacją obiektu i stwierdził, że jego resort wspiera tego typu inwestycje w formie dofinansowania, a głównym inwestorem jest lokalny samorząd. Nic nie obiecał, w przeciwieństwie do ówczesnego kandydata na prezydenta Wałbrzycha Ireneusza Zyski, który deklarował nie tylko rewitalizację dawnego stadionu Górnika, ale i remont Stadionu 1000-lecia.
2019
Sierpień przynosi wałbrzyszanom dwie informacje na temat najbliższej przyszłości stadionu na Nowym Mieście. Miasto nie zapomina o stadionie, ale zadanie rewitalizacji jest bardzo trudne z powodów technicznych, a przede wszystkim finansowych. Aqua Zdrój ma przygotować plan remontu trybun, ale kibice nie mają spodziewać się rewolucyjnych zmian. Są mobilne trybuny, zabezpieczone ogrodzeniem trybuny. Obecne szacunkowe koszty rewitalizacji to już blisko 80 mln, a nowa koncepcja przewiduje na początek remont miejsc, gdzie miałyby powstać nowe trybuny. Czy o pierwotnej koncepcji z hotelem, basenem trzeba zapomnieć? Była sonda wśród mieszkańców, a na początku 2020 roku ogłoszono koncepcję wybudowania basenu odkrytego w miejscu ... dzisiejszego Stadionu 1000-lecia.
2020
Po latach posuchy temat stadionu ...drgnął. Na początek wyjaśnienie dlaczego wałbrzyszanie nie mają jeszcze wyremontowanego stadionu na Nowym Mieście. Były prezes Aqua Zdrój Mariusz Gawlik wyjaśniał w styczniowej rozmowie z Robertem Radczakiem dla portalu db2010.pl:
Dosłownie kilka dni później w wałbrzyskim ratuszu podpisane zostaje porozumienie przez przedstawicieli Gminy Wałbrzych i Spółki Celowej Wałbrzyskie Centrum Sportowo – Rekreacyjne „AQUA – ZDRÓJ”, a także trzech klubów sportowych: Klubów Pilkarskich Górnik Wałbrzych i Górnik Nowe Miasto oraz futbolistów amerykańskich Miners Wałbrzych. Zakres niezbędnych inwestycji jest bardzo duży, dlatego kluby porozumiały się i wspólnie organizować będą społeczną zbiórkę na wkład własny do przyszłych projektów rewitalizacyjnych. Z planowanych do zebrania 80 000 do końca marca zebrano niecałe 2 800 złotych.
Podczas marcowej konferencji były prezes Aqua Zdrój Piotr Rachwalski zapowiedział płynne przejście z niespełniającego norm obecnego stadionu do piłkarskiej wizytówki miasta. O ile budzi to optymizm dla stadionu przy Chopina, ale oznacza koniec Stadionu 1000-lecia przy Ratuszowej. Wg Rachwalskiego stadion na Nowym Mieście ma spełniać raczej niewygórowane wymogi, ponieważ nie grozi nam granie w drugiej lidze. Prezes nie był wrogiem piłki, ale chodziło mu o racjonalne inwestowanie w stadion, tak by udźwignąć projekt finansowo i jednocześnie nie zamykając możliwości rozbudowy stadionu wg potrzeb.
Czerwiec - w Wałbrzychu gości minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk, która wręczyła granty klubom z Wałbrzycha i powiatu zajmującym się przede wszystkim promowaniem sportu młodzieżowego. W swoim przemówieniu usłyszeliśmy zdanie: Usłyszałam, że w Wałbrzychu brakuje infrastruktury sportowej i mam nadzieję, że miasto będzie się rozwijało.  Dodatkowo, obecny również szef kancelarii premiera Michał Dworczyk dodał: Wierzę, że wizyta pani minister zaowocuje w najbliższym czasie konkretnymi rozwiązaniami dla Wałbrzycha.
Wywołany niejako do tablicy prezydent Roman Szełemej po kilku dniach szczegółowo wyliczył ile miasto samo wyłożyło na infrastrukturę sportową, a ile otrzymało dotacji z ministerstwa. 144 mln ze środków własnych przy niewiele ponad 14 mln dofinansowania ministerialnego.
Gorący czas wyborczy, więc aktywność polityków jest zdecydowana większa, pojawiają się wśród potencjalnych wyborców. Nie inaczej było w Wałbrzychu. W pierwszy lipcowy czwartek na koronie stadionu na Nowym Mieście pojawił się Michał Dworczyk na krótkim briefingu. Towarzyszyli mu m.in. wicemarszałek województwa dolnośląskiego, a także Mariusz Piejko, dziś samorządowiec, ale również trener młodzieży, a w przeszłości inicjator Stowarzyszenia Górnik Business Club, który dekadę temu miał wspomóc finansowo piłkarskiego Górnika. Wracając do wystąpienia - na przełomie sierpnia i września do Wałbrzycha ma trafić ponad 24 mln złotych w ramach Samorządowego Funduszu Inwestycyjnego. Dworczyk zaapelował, żeby miasto część z tych pieniędzy przeznaczyło na wkład własny do projektu rewitalizacji, a resztę dołoży ministerstwo sportu. Na pytania dotyczące szczegółów dotacji, ile miasto miałoby wyłożyć - Michał Dworczyk nie odpowiedział.
Wreszcie sobotnie wystąpienie Adama Dudy. Wspomnienie występów Górnika oraz ambicji, by odbudować stadion na Nowym Mieście - jakie to miało znaczenie w przemówieniu obecnego prezydenta? Prawdę powiedziawszy żadne, bowiem prezydent nie decyduje o środkach ministerialnych.
Co więcej, jeśli przykładowo władze Wałbrzycha z otrzymanych środków przeznaczą na wkład własny minimalną kwotę (jaką? tego nie wiemy jeszcze) postawią niejako pod ścianą ministerstwo, szefa kancelarii premiera, a także samego prezydenta, o ile wygra wybory. Może czas powiedzieć sprawdzam? Pojawiło się światełko w tunelu, bowiem rzadko się zdarza, by w kampanii wyborczej prezydenckiej padały nazwy klubów, konkretnych inwestycji sportowych. Jeśli jest manifestowana chęć pomocy w rewitalizacji to grzech nie spróbować. Znając prezydenta Wałbrzycha, na pewno temat stadionu nie zostanie odłożony na półkę, tylko pozostaje pytanie na co może miasto liczyć ze strony ministerstwa, na jakie ewentualnie dofinansowanie może liczyć Wałbrzych?

czwartek, 11 czerwca 2020

Kiedy COVID-19 przeszkadza w debiucie

Pandemia koronawirusa spowodowała paraliż życia społecznego. Ucierpiał na tym również sport, choć akurat piłka nożna jako pierwsza z dyscyplin powoli budzi się do funkcjonowania. W wielu krajach ogłoszono zakończenie rozgrywek na wszystkich szczeblach, a w Polsce te ograniczenie dotknęło w praktyce od szczebla trzeciej ligi w dół. Wielu zawodników zimą zmieniło barwy klubowe, przygotowywało się w nowych miejscach do wiosennych rozgrywek, a tymczasem COVID-19 spowodował, że na oficjalne spotkanie muszą jeszcze poczekać.
Taka grupa zawodników, którzy nie zdążyli zagrać w lidze po zimowych transferach jest również znana wałbrzyskim kibicom. W zadłużonym Górniku Wałbrzych siódme miejsce w tabeli A klasy nikogo nie satysfakcjonowało,wręcz przeciwnie, bo stanowi powód do wstydu. Czas działa jednak na korzyść zespołu seniorów, który po przepracowanej przerwie zimowej z pewnością ruszyłby ostro w górę tabeli. 17 punktowa strata do lidera ze Świebodzic, który stracił punkty tylko w dwóch meczach przekreślała realną szansę na wygranie ligi, ale 8 oczek do najmniejszego stopnia podium zajmowanego przez MKS Szczawno Zdrój stanowiło godne wyzwanie dla biało-niebieskich.
Michał Bartkowiak w barwach
Radunii Stężyca.
[foto: fbk profil klubowy Radunii]
Trener Marcin Domagała mógł liczyć dodatkowo na wzmocnienie, w porównaniu z jesienią, kadry zawodniczej. Klub potwierdził powroty swoich byłych zawodników. Alan Sowik powrócił ze Szczawna Zdrój, gdzie był podstawowym zawodnikiem, co prawda doznał kontuzji w sparingu z Olimpią Kamienna Góra, ale pod koniec sezonu mógłby pomóc kolegom z Górnika. Edward Chałupka po latach gry na Wyspach Brytyjskich jesienią grał w wielkopolskiej klasie okręgowej (Spójnia Strykowo), a Jan Jakacki nie wywalczył sobie pewnego miejsca w składzie trzecioligowej Foto-Higieny Gać. Obaj walczyli z drobnymi urazami, ale na siódmym poziomie rozgrywkowym swoją grą mogli zapewnić odpowiednią jakość, by wałbrzyszanie kompletowali kolejne wygrane. Nie sposób też wspomnień o Michale Bartkowiaku, którego oglądać można było w zimowych sparingach w wałbrzyskim zespole. 23-letni pomocnik jesienią reprezentował, podobnie jak Jakacki czy Mateusz Sawicki, barwy Foto-Higieny Gać. W 15 meczach zdobył 3 gole, ale zimą postanowił zmienić klub. Widziany był na północy kraju, w czołowym zespole gr.II 3.ligi Radunii Stężyca, która finiszowała na drugim miejscu za KKS Kalisz. Klub znany jest z zasobnej kasy jak na tę klasę rozgrywkową, potrafiący przekonać do gry na Arenie Radunia byłych graczy z ekstraklasy, takich jak Filip Burkhardt czy Michał Czekaj. Bartkowiak nie zmienił klimatu dolnośląskiego na pomorski i bardzo szybko pojawił się na zajęciach Górnika. Ani klub ani zawodnik nie ogłosili oficjalnego podpisania, nawet krótkiej półrocznej umowy, ale kto wie, czy w przypadku fiaska z podpisaniem umowy z innym klubem to Michał nie pomagałby wałbrzyszanom na boiskach A klasy?
Zimą grono nazwisk byłych zawodników Górnika, którzy jesienią'19 grali w 3.lidze uszczupliło się nie tylko o wspomniany już duet Bartkowiak - Jakacki. 26-letni obrońca Krystian Stolarczyk na Ratuszową trafił za sprawą Jerzego Cyraka, mając wiosną 2015 ratować drugą ligę dla Górnika jako utalentowany młodzieżowiec.9 drugoligowych meczów to do tej pory największe osiągnięcie defensora, który później grał co najwyżej w 3.lidze. Od lata 2018 grał w Pelikanie Łowicz, jesienią tylko 7 spotkań, w których zobaczył aż 5 żółtych kartek. Zimą, podobnie jak dwóch innych piłkarzy Pelikana, zmienił barwy klubowe przechodząc do wicelidera 4.ligi kujawsko-pomorskiej Lidera Włocławek. Zimą Stolarczyk strzelił nawet bramkę w sparingu, a wiosną miał pomóc zniwelować 4 punktową stratę do,nomen omen, lidera ligi Pomorzanina Toruń. Zakończenie rozgrywek spowodowało, że marzenia o trzeciej lidze dla Włocławka trzeba odłożyć o rok.
Przed sezonem do Gaci trener Jacek Fojna sprowadził z Górnika Mateusza Sawickiego, który nie zanotował udanej rundy- 7 meczów, ale tylko 2 w pełnym wymiarze. Zimą trafia pod opiekę innego szkoleniowca znanego z pracy w Górniku - Roberta Bubnowicza. W AKS Strzegom cel był tylko jeden, wygrana grupy zachodniej w 4.lidze dolnośląskiej. Niestety, w marcu rozegrano jedynie zaległy mecz, w którym Apis Jędrzychowice pokonał 7:0 KS Legnickie Pole, co pozwoliło mu objąć przodownictwo w tabeli, dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań. Sawka nie miał okazji pomóc strzegomskiej ekipie w walce o 3.ligę. Podobny cel co Mateusz miał powracający z Wrocławia Szymon Tragarz. Tragi jesienią w Ślęzie nie mógł narzekać na ilość szans, bowiem trener Kowalski aż w 16 spotkaniach puszczał go do boju, ale świdniczanin nie potrafił w nich ani razu wpisać się na listę strzelców. Wracając do Polonii-Stali Świdnica po półtora rocznej nieobecności w lidze nie będzie miał szansy zagrać, podobnie jak w barażu o awans, bowiem Apis Jędrzychowice nie uzyskał licencji na grę w 3.lidze, a tym samym świdniczanie mogą spokojnie przygotowywać się do finału Pucharu Polski na szczeblu wałbrzyskiego podokręgu, a potem do ewentualnej gry na szczeblu wojewódzkim czy centralnym.
Dobry znajomy Tragarza ze wspólnej gry w Świdnicy, Lubinie i Wałbrzychu, bramkarz Szymon Stec jesień spędził w LZS Starowice Dolne, najgorszej drużynie na szczeblu trzeciej ligi, legitymującej wstydliwym zerem po stronie ligowych zwycięstw. Szymon wystąpił jedynie w 3 spotkaniach PP Opolskiego ZPN, a zimą przeszedł do czwartoligowego Piasta Nowa Ruda, gdzie jeszcze poczeka na ewentualny ligowy debiut.
W Nowej Rudzie od pewnego czasu obserwować możemy bardzo ciekawe transfery, a wśród zimowych to nie tylko Stec, ale i Łukasz Kalka. Pochodzący z Głuszycy pomocnik,mający za sobą najkrótszy występ wśród drugoligowców Górnika Wałbrzych (1 minuta w Turku w 2011), ostatnie 4 lata spędził na grze w austriackim ASV Kienberg/Gaming. Jesienią w 10 meczach trafił tylko raz. Wśród wałbrzyszan występujących za granicą zimą barwy zmienili, a wiosną nie zagrali jeszcze w lidze są m.in.
37-letni Bartosz Konarski postanowił wrócić do gry na krajowym podwórku po ośmioletniej tułaczce w Niemczech. Jesienią zarejestrowany był jako piłkarz LSV Neustadt/Spree, ale wystąpił jedynie w jednym meczu w rozgrywkach pucharowych Sachsenpokal, wiosną miał pomagać rezerwom AKS Strzegom w rozgrywkach B klasy,
Damian Misan - od 2012 gra w Austrii, gdzie po 6 latach gry w ASKÖ Lunz am See 2019 spędził w FC Göstling an der Ybbs. Jesienią'19 w 11 meczach strzelił 14 bramek, by zimą wrócić do ASKÖ Lunz am See, gdzie ponownie spotka Adriana Moszyka. Przed rundą wiosenną w sparingach strzelał bramki, ale na ligowe mecze się już nie doczekał.
Bartosz Sobota - weteran gry w Austrii,jesienią grał wraz z Misanem w FC Göstling an der Ybbs, gdzie w 11 spotkaniach raz wpisał się na listę strzelców. Zimą opuścił dotychczasowego pracodawcę, portal Łączy Nas Piłka awizował go w szerokiej kadrze Unii Bogaczowice, ale bardziej prawdopodobna w jego przypadku byłaby gra w innym zespole pod Alpami.
Zbigniew Wójcik w zimowym sparingu w barwach KS
Męcinka. [foto:e-legnickie.pl]
Piotr Rojek - jesienią mocny punkt defensywy MKS Szczawno Zdrój, zimą przeniósł do grającej w Bezirkslidze (siódmy poziom) FC Blauberen, który w okręgu Donau/Iller zajmował drugie miejsce ze stratą 5 punktów do prowadzącego SSG Ulm 99. Piotr nie miał okazji debiutu w zespole, gdzie nie byłby osamotniony,bowiem spotkał tam rodaków w osobach Arkadiusza Mroczkowskiego, Tomasza Strzelca, Rafała Śledzia (byłych zawodników klubów z Olsztyna, Mrągowa), a także Wojciecha Bolechowskiego, Bartłomieja Gębicza (związanych z Częstochową).
Odwołanie ligowych rozgrywek spowodowało, że 49-letni już Zbigniew Wójcik nie mógł śrubować rekordu długowieczności w legnickiej okręgówce. Zdobywca Pucharu Polski i Superpucharu z Lechem Poznań,Pucharu Ligi ze Śląskiem Wrocław niespodziewanie w 2012, w wieku 41 lat postanowił kontynuować zabawę z piłką w barwach KS Męcinka, który balansował na szczeblu klasy okręgowej i A klasy. Kilkakrotnie kończył grę,by ją wznawiać. Głośno było o jego powrocie już wiosną ubiegłego roku. Jesienią Męcinka w okręgówce zajęła szóste miejsce, w jej barwach występował były rezerwowy bramkarz Górnika Wałbrzych Daniel Główka, który od kilku lat z powodzeniem grywa w linii pomocy. Wójcik w pierwszej rundzie nie grał,nie trenował, ale zimą wznowił treningi i jego doświadczenie korzystnie wpływało na grę defensywy podczas zimowych sparingów. Czy latem zdecyduje się na dalsze treningi?
Oczywiście jest więcej przypadków w podokręgu wałbrzyskim, gdzie piłkarze nie mogli zadebiutować w lidze w nowych barwach wiosną'20. Dotyczy to przede wszystkim zawodników, którzy opuścili zimą Lechię Dzierżoniów. Przykładem może być choćby Damian Uszczyk, wypożyczony z Żarowa nie podbił czwartoligowych boisk (2 bramki w 14 występach), a po powrocie w barwach Zjednoczonych w zimowych sparingach strzelał jak na zawołanie, co mogło sugerować wysoką formę w wiosennych ligowych występach na boiskach już klasy okręgowej.

niedziela, 17 maja 2020

Złoty but - podokręg Wałbrzych 2019/20

Zgodnie z Uchwałą nr 192/II/2020 Zarządu Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej z dnia 14 maja zakończono wszystkie rozgrywki ligowe prowadzone przez DZPN. Do rozegrania zostały jedynie spotkania barażowe i o puchar Polski.
Po tym wyjątkowym sezonie, w którym praktycznie rozegrano połowę z zaplanowanych spotkań oraz nikogo nie dotknęła degradacja, trudno określić indywidualne nagrody. Wśród snajperów dorobek nie mógł być choćby zbliżony do poprzedników z minionych sezonów. A oto poczet najlepszych strzelców w poszczególnych ligach, grupach zgodnie z danymi z portalu Łączy Nas Piłka.
⚽4.liga grupa zachodnia - Damian Bogacz (AKS Strzegom) - 9 bramek,
⚽4.liga grupa wschodnia - Patryk Drożyński (Bielawianka Bielawa) - 15 bramek,
⚽klasa okręgowa - Krzysztof Musiał (Orzeł Lubawka) - 19 bramek,
⚽A klasa grupa I - Paweł Chrzan (Darbor Bolesławice) - 26 bramek,
⚽A klasa grupa II - Dawid Reich (LKS PUO Wiśniowa) - 19 bramek,
⚽A klasa grupa III - Wojciech Brogowski (Śnieżnik Domaszków) - 21 bramek,
⚽B klasa grupa I - Arkadiusz Arendarczyk (AKS II Strzegom) - 15 bramek,
⚽B klasa grupa II - Wojciech Ciuba (Sudety Kątki) - 25 bramek,
⚽B klasa grupa III - Patryk Tomaszewski (Spartakus Byczeń) - 18 bramek,
⚽B klasa grupa IV - Łukasz Poręba (Cis Brzeźnica) - 21 bramek.
Wg powyższego zestawienia najwięcej bramek w zakończonym sezonie 2019/2020 zdobył napastnik Darboru Bolesławice Paweł Chrzan. 33-letni już zawodnik wicemistrza grupy I A klasy w przeszłości reprezentował barwy m.in. Polonii/Sparty Świdnica, Orła Witoszów Dolny, Zrywu Gola Świdnicka, Karoliny Jaworzyna Śląska, Zgody Grodziszcze, Gromu Witków czy LKS Wiśniowa. Rok temu w barwach Orła Witoszów w świdnickiej B klasie zdobył w 22 meczach 24 gole, a tym aż 11 w dwumeczu ze Spartą Przełom Pastuchów (15:1, 10:1). W bieżącym sezonie Chrzan występował w A klasie, w barwach Darboru, oto jego bilans jesiennych występów:
1.kolejka Victoria Świebodzice (1:3) - poza kadrą
2.kolejka Unia Jaroszów (11:0) - 90 minut i 5 bramek
3.kolejka Unia Bogaczowice (9:1) - 90 minut i 4 bramki
4.kolejka Sudety Dziećmorowice (7:1) - 90 minut i 4 bramki
5.kolejka Orzeł Witoszów (11:0) - 90 minut i 2 bramki
6.kolejka Włókniarz Głuszyca (3:2) - 60 minut
7.kolejka KS Walim (2:2) - 90 minut i 1 bramka
8.kolejka Herbapol Stanowice (2:0) - 90 minut
9.kolejka Górnik Wałbrzych (0:4) - 90 minut
10.kolejka Zieloni Mrowiny (6:1) - poza kadrą
11.kolejka Górnik Boguszów-Gorce (6:0) - 90 minut i 4 bramki
12.kolejka Górnik Nowe Miasto Wałbrzych (1:0) - 90 minut
13.kolejka Czarni Wałbrzych (2:0) - 90 minut i 1 bramka
14.kolejka MKS Szczawno Zdrój (1:0) - 90 minut
15.kolejka Zagłębie Wałbrzych (9:0) - 90 minut i 5 bramek.
Paweł Chrzan (na zdjęciu z klubowego profilu Darboru na facebooku) wystąpił w 13 meczach, w których strzelił 26 goli, co daje średnią 2 trafienia na mecz. Gole strzelał w ośmiu meczach, solidarne w 4 domowych i 4 wyjazdowych. W Bolesławicach Chrzan zdobył 15 z 26 zdobytych bramek, w delegacjach  -11. Na pewno imponująca seria na przełomie sierpnia i września, kiedy to Paweł w czterech kolejnych spotkaniach strzelił aż 15 goli.
Dla przypomnienia poprzedni zwycięzcy Złotego Buta w podokręgu wałbrzyskim:
2016/17 - Paweł Rak (LKS Gilów, B klasa) - 69 goli,
2017/18 - Jacek Stępień (Trojan Lądek Zdrój, B klasa) - 65 goli,
2018/19 - Jacek Stępień (Trojan Lądek Zdrój, A klasa) - 42 gole.
Jesienią 2019 dwukrotny najskuteczniejszy snajper w podokręgu Jacek Stępień występował w klasie okręgowej. 6 trafień nie dało mu tytułu najlepszego strzelca w lądeckiej drużynie, bowiem 16 goli było autorstwa Marcina Poświstajło. Natomiast Paweł Rak grał w jednym z najsłabszych ekip A klasy, w Ślęży Ciepłowody. Drużyna zajęła przedostatnie miejsce, wyprzedzając GLKS Kamiennik, który nie zdobył ani jednego punktu.13 trafień to prawie połowa (25) całego dorobku w drużynie z Ciepłowodów. Natomiast w gr.II A klasy od Raka było zaledwie dwóch skuteczniejszych zawodników - Dawid Reich z LKS Wiśniowa (19 goli) i Michał Rosiak z Cukrownika Pszenno (16).

niedziela, 10 maja 2020

Koniec sezonu od 4.ligi do B klasy- więcej zadowolonych niż rozczarowanych?

W czwartek 7 maja po zebraniu prezesów wojewódzkich Związków Piłki Nożnej podjęto decyzję o zakończeniu sezonu dla rozgrywek czwartej ligi oraz klas niższych. Kolejność w tabelach przyjmuje się po ostatniej rozegranej kolejce rozgrywek, a drużyny zajmujące miejsca premiowane awansem uzyskają awans do wyższej klasy rozgrywkowej, nie będzie natomiast spadków do niższych klas rozgrywkowych.
W czasie panującej pandemii koronawirusa zniesienie obowiązujących ograniczeń, które pozwalałyby organizację meczu w niższych klasach rozgrywkowych ma nastąpić dopiero w ostatnim etapie znoszenia ograniczeń, a więc w bliżej nieokreślonym terminie. Poza tym nie bez znaczenia jest zbliżający się termin końca czerwca, gdzie zdecydowana większość klubów musi rozliczyć się z dotacji gminnych, powiatowych, a na stan dzisiejszy brak było podstaw prawnych do tzw. aneksowania dotacji. Brak aneksu przy jednoczesnej braku realizowania zadań związanych z dotacją mogło powodować całkowity zwrot środków do gminy, powiatu, a w konsekwencji być może upadek kilku mniejszych klubów.
DZPN zorganizował wideokonferencje z zespołami każdej klasy rozgrywkowej w każdym podokręgu, co więcej nieobecni mogli telefonicznie przedyskutować sytuację i ustalone wspólnie stanowisko prezes Andrzej Padewski przedstawił na czwartkowym zebraniu. Demokratycznego podejścia, a przede wszystkim organizacji kontaktu z klubami Dolnoślązakom zazdroszczą w kilku województwach, bowiem zdarzyły się przypadki, że nikt się nie kontaktował z klubem. Info o zakończeniu sezonu docierało do dolnośląskiej społeczności już po wideokonferencjach z DZPN, gdy niektóre kluby ogłaszały decyzje na swoich profilach na facebooku (vide Górnik Nowe Miasto Wałbrzych). Oczywiście przedwczesne zakończenie rozgrywek nie jest popularną decyzją, którą wszyscy przyjęli z entuzjazmem, ale prawdę powiedziawszy jakakolwiek podjęta decyzja czy to kontynuacja rozgrywek, czy zakończenie z awansami i spadkami, budziłaby nie mniejsze kontrowersje.
I jak to wygląda w czwartej lidze i ligach podokręgu wałbrzyskiego? /tabele z serwisu 90minut.pl/
Tłok na szczycie tabeli był cytowany przez ogólnopolskie portale. Ostatecznie pierwsze miejsce przypadło Apisowi Jędrzychowice, a wśród najbardziej rozczarowanych jest przedstawiciel podokręgu wałbrzyskiego AKS Strzegom.W podobnej sytuacji, gdzie przodująca trójka ma tyle samo punktów jest 4.liga mazowiecka, gdzie trzecia drużyna Błonianka Błonie nie chce uznać tzw. małej tabelki, ale optuje za ogólnym bilansem bramkowym, który akurat by ją premiował. W dolnośląskiej 4.lidze nie ma takich problemów, bo w każdej opcji przodownictwo należy się Apisowi. Piłkarze z Jędrzychowic mieli trochę szczęścia, bowiem po ligowych meczach w 2019 mieli 3 punkty straty do duetu AKS -Karkonosze, ale i zaległy mecz z KS Legnickie Pole. Dokładnie dwa miesiące przed decyzją, która daje pierwsze miejsce w grupie piłkarze z Jędrzychowic rozgromili 7:0 rywali i awansowali na pierwsze miejsce. Jesienią ograli AKS w Strzegomiu 2:1 i u siebie KSK aż 3:0, więc raczej nie ma wątpliwości komu na chwilę obecną należy się 1.miejsce. AKS z kolei po raz trzeci z rzędu traci szansę na awans w pechowych (?) okolicznościach:
2017/18 - remis w ostatnim meczu sezonu w Gorcach ze zdegradowanym już Górnikiem i spadek z pierwszego na drugie miejsce,
2018/19 - przegrany awans dopiero w barażach ze Śląskiem II Wrocław (1:3, 1:4)
2019/20 - drugie miejsce po tzw. małej tabeli, mimo kompletu wyjazdowych zwycięstw. Pardon, prawie kompletu, bowiem 20 października 2019 podopieczni Roberta Bubnowicza wygrywają w Szczedrzykowicach z Orkanem 5:0 (2:0), ale przeprowadzili 7 a nie regulaminowych 6 zmian i DZPN weryfikuje mecz jako walkower dla gospodarzy! Niedopatrzenie trenerów oraz kierownika drużyny strzegomskiej jeszcze długo będzie wypominane.
W grupie wschodniej na pewno więcej zadowolonych niż rozczarowanych, jeśli chodzi o drużyny podokręgu wałbrzyskiego. Polonia-Stal Świdnica była najlepsza jesienią, ale wiosną czekały ciężkie wyjazdy do Wielkiej Lipy i Bielawy. Póki co biało-zieloni to jedna z dwóch wałbrzyskich drużyn, która jest pewna, że zagra co najmniej jeden mecz. W lipcu (?) czeka finał Pucharu Polski ze Śnieżnikiem Domaszków oraz baraż o awans do 3.ligi z Apisem, choć... Gdy zawieszono rozgrywki ze względu na koronawirus trener Apisu Jędrzychowice Gerard Jurewicz zapowiadał rezygnację z barażu na łamach jg24.pl, ale minęło kilka tygodni i zespół spod granicy, podobnie jak Polonia-Stal złożył wniosek licencyjny na grę w 3.lidze. Kiedy i gdzie rozegrany zostanie baraż o trzecią ligę dowiemy się zapewne w ciągu najbliższych dni.
Rzut oka na tabelę wystarczy, że brak spadków z entuzjazmem przyjęto w ekipach wałbrzyskich beniaminków, które okupowały ostatnie miejsca i raczej trudno byłoby na boisku wywalczyć utrzymanie. Również w Ząbkowicach Śląskich oszczędzono nerwowych chwil w rundzie wiosennej.
W wałbrzyskiej okręgówki prowadzący duet miał wypracowaną dość bezpieczną przewagę i naprawdę tylko jakaś niezrozumiała obniżka formy mogłaby spowodować nagłe osunięcie w dół tabeli. Według regulaminu rozgrywek klasę okręgową miały opuścić trzy zespoły. Już w październiku poznaliśmy pierwszego spadkowicza po wycofaniu się z rozgrywek Victorii Tuszyn. Po czwartkowej decyzji radość musiała zapanować w Stolcu, Makowicach, ale również w Ziębicach czy Kamieńcu Ząbkowickim, gdzie czekała ciężka runda rewanżowa.
Victoria Świebodzice była bezsprzecznie najlepszą drużyną jesienią w gr.I wałbrzyskiej A klasy, ale czy wiosną byłoby podobnie? Warto zaznaczyć, że zespół Daniela Gandery czekały wyjazdy do Bolesławic, Szczawna Zdrój, Wałbrzycha czy Stanowic, słynących z niezbyt gościnnego traktowania rywali. Za Darborem przemawia znakomita skuteczność Pawła Chrzana, który po ligowych fajerwerkach szalał w zimowych sparingach z drużynami okręgówki. Na pewno sporo namieszałby odradzający się Górnik Wałbrzych,który nie dość, że mógł liczyć na zgranie to i na poważne jak na tę ligę wzmocnienia. To jednak pozostaje w obszarze gdybań, bowiem awans przypadł Victorii Świebodzice. Spadek miał dotknąć ekip z miejsc 15 i 16, więc bezradność na wyjazdach zespoły z Jaroszowa, Boguszowa-Gorce czy Zagłębie Wałbrzych będą musiały przezwyciężyć w nowym sezonie A klasy.
Awans Cukrownika Pszenno, który ma dwa punkty więcej od LKS Marcinowice, a w dodatku ograł najgroźniejszego rywala i to na jego boisku aż 5:1! Zespół braci Filipczaków w pełni zasłużył na awans. Z utrzymanie na pewno cieszą się w Kamienniku, który od 3 sezonów gra w wałbrzyskim podokręgu, a wcześniej grał w rozgrywkach organizowanych przez Opolski ZPN. Premierowy sezon w A klasie (2017/18) to zero punktów z kompletem 24 porażek (8 dwucyfrowych) i aż 179 bramek straconych. Rok później to już drugie miejsce i powrót na siódmy szczebel rozgrywek, gdzie znów brutalne zderzenie, które paradoksalnie po czwartkowej decyzji PZPN, rozsławiło GLKS, bowiem nie ma w całym kraju zespołu, który utrzymał się mając gorszy bilans od piłkarzy z Kamiennika.Byt uratowała również Ślęża Ciepłowody.
 Slowianin Wolibórz prowadzony przez byłego bramkarza Piasta Nowa Ruda Adama Łydkowskiego jesienią tylko w jednym meczu nie świętowali kompletu punktów. Mocna kadra, oparta na byłych graczach wspomnianego Piasta czy Nysy Kłodzko gwarantowała, że przewaga nie tylko byłaby utrzymana, ale nawet zwiększona. Jeśli chodzi o spadkowiczów, to szansę na dalszą grę na tym poziomie zyskali Zjednoczeni Ścinawka Średnia, nie tak dawno grający w okręgówce oraz rezerwy Zamku Kamieniec Ząbkowicki.
Ósma liga, czyli B klasa, z której w wałbrzyskim podokręgu nie spada. Zgodnie z regulaminem rozgrywek na sezon 2019/2020 awans uzyskują mistrzowie grup oraz w przypadku mniejszej ilości mistrzów w celu uzupełnienia A klasy może awansować wicemistrz lub wicemistrzowie z najwyższą średnią, obliczoną z ilości punktów do rozegranych meczów. Docelowo wg regulaminu rozgrywek wszystkie grupy A klasy miały zawierać w sezonie 2020/21 po 16 drużyn. Nikt nie spada, ubywa tylko Odrodzenie Szalejów Dolny, więc teoretycznie awans przypada tylko mistrzom grup. W grupie I niepokonane Podgórze Wałbrzych powraca po rocznej absencji. Choć wiosną można się spodziewać ciężkich bojów czy to Zielonymi Mokrzeszów prowadzonych przez ...obrońcę Victorii Świebodzice Błażeja Gromniaka czy rezerw AKS Strzegom, gdzie trener Mariusz Kowalski mógł liczyć dodatkowo na skuteczność powracającego z Niemiec doświadczonego Bartosza Konarskiego.
Zryw Gola Świdnicka 3 lata temu wycofał się z rozgrywek klasy okręgowej i w trzecim sezonie po reaktywacji łatwo zdobył prymat na półmetku rozgrywek gr. II. Porażka w Roztoczniku (2:3) oraz remis z Polonią-Stalą II (1:1) nie zaszkodziły zespołowi Józefa Młocka, który pewnie wygrał rundę jesienną, a wiosną uchodziłby za faworyta nr 1.
Lider Victoria Dębowiec po 12 latach wraca do A klasy. Jesienią przegrał tylko jedno spotkanie, ale za to prestiżowe, z wiceliderem u siebie aż 1:5. Rezerwy Skałek zdobyły najwięcej bramek, ale wobec problemów w okręgówce I zespołu nie oczekiwano awansu do A klasy. Nie wolno zapominać o trzecim w tabeli LKS Błękitni Niedźwiedź, który młodym składem zajmował solidną trzecią lokatę.
 
Cis Brzeźnica przegrał u siebie z wiceliderem Hutnikiem Szczytna 1:2, ale za to z wyjazdów przywiózł komplet punktów. W dodatku może liczyć na skuteczność Łukasza Poręby zdobywającego średnio dwa gole na mecz. Dla drużyny będzie to powrót do A klasy po trzyletniej nieobecności - 2 lata temu (gorszy bilans bezpośrednich spotkań) oraz w ubiegłym roku (4 punkty za GLKS Kamiennik) była blisko awansu, więc w myśl przysłowia do trzech razy sztuka brzeźniczanie w końcu opuścili ósmy szczebel rozgrywek.
Tak po krótce wygląda przegląd tabel zespołów z wałbrzyskiego podokręgu. Ostateczny kształt każdej z wyżej wymienionych lig sezonu 2020/21 poznamy zapewne w lipcu. Pandemia powoduje, że wciąż nie wiadomo, kiedy piłkarze powrócą do gry, czy będą grać w kibicami. Wiele klubów będzie zmagać się z problemami finansowymi, dotacje mogą być o wiele mniejsze, dotychczasowi sponsorzy mogą mieć swoje problemy,mogą wycofać się z dalszego finansowania zabawy w futbol. Wszyscy musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać aż wiele sfer życia, nie tylko sport, wróci do normalności.

sobota, 2 maja 2020

Podsumowanie dekady (część 6) - pamiętne mecze

Każdy mecz jest ważny, każdy przynosi punkty,obojętnie od ligi, kolejki. Są oczywiście spotkania decydujące o bezpośrednim awansie czy spadku, są spotkania derbowe, bądź kończą się niespodziewanym wynikiem. Oto subiektywny wybór meczów z lat 2010-2019 z udziałem drużyn podokręgu wałbrzyskiego:
⚽sezon 2010/11- trzecioligowy sezon rozpoczyna 16 drużyn, ale szybko rezygnuje Pogoń Oleśnica. W
dole tabeli wyraźnie odstają od reszty stawki drużyny beniaminków Czarnych Witnica, Twardego Świętoszów, a także Orła Ząbkowice Śląskie. Wydawało się, że kwestia spadków jest dawno rozstrzygnięta, ale im bliżej końca sezonu z Lubuskiego zaczęły dochodzić wieści, że nie wszystkie zespoły stać organizacyjnie czy finansowo na grę w 3.lidze w przyszłym sezonie, a głośno mówiło się o nieprzystąpieniu do gry Ilanki Rzepin. Mimo, że brakowało oficjalnego komunikatu to pomiędzy dolnośląskimi drużynami ze Świętoszowa i Ząbkowic Śląskich trwała korespondencyjna walka o 13.miejsce. Przed ostatnią kolejką w uprzywilejowanej sytuacji był Twardy- 3 punkty przewagi i domowy mecz z Motobi, a Orzeł podejmował mocną Pogoń Świebodzin,która zajmowała trzecie miejsce. Podopieczni Tomasza Stelmacha wykazali się nie lada charakterem: Piotra Kowalczyka pokonał Kamil Kruszyński i goście wyszli na prowadzenie, wyrównał minutę później niezawodny Piotr Woźniak. Po przerwie na gol Bartosza Knopa ponownie odpowiada, tym razem z rzutu karnego Woźniak, a w ostatnich 10 minutach w ciągu 3 minut dwa gole zdobywają Bartłomiej Cebula i rezerwowy Norbert Guła. Jak się okazało Twardy przegrał u siebie z Motobi 0:1 i 13.miejsce przypadło Orłowi. Po sezonie okazało się, że Ilanka przystąpiła do rozgrywek, a zrezygnował duet beniaminków Pogoń Skwierzyna i Spójnia Ośno Lubuskie, co spowodowało, że ligowy byt zachował nie tylko Orzeł, ale i Twardy.
⚽Historia piłkarzy MKS Szczawno Zdrój nie jest zbyt bogata.Założony w 1985 roku klub może pochwalić się czteroletnim (2008/09-2010/11, 2013/14) pobytem w 4.lidze, a gablotę z trofeami przyozdabia jedynie Puchar Polski na szczeblu OZPN Wałbrzych. Niestety, okoliczności wywalczenia pucharu nie przynoszą chluby zwłaszcza ... związkowi. Ale po kolei. Edycja 2010/11 rozgrywek pucharowych w wałbrzyskim okręgu rozpoczęła się 28 września i już w I rundzie (1/16 finału) doszło do ciekawego starcia dwóch drużyn dzierżoniowskiej Lechii. Pierwsza drużyna zajmująca 5.miejsce w 3.lidze dość niespodziewanie przegrała ze swoimi rezerwami (14.miejsce w klasie okręgowej) w stosunku aż 0:3. Jak podawała funkcjonująca wówczas strona klubowa Lechii w zespole rezerw wystąpili zawodnicy I zespołu, a sam mecz był potraktowany przez sztab szkoleniowy jako jednostka treningowa.Również 3:0 w tej rundzie MKS pokonał finalistę PP na szczeblu Podokręgu Wałbrzych Podgórze Wałbrzych. W 1/8 Lechia II ograła Pogoń Pieszyce 2:1 po trafieniach Krzysztofa Pietrzykowskiego, który wówczas już miał 8 występów w 3.lidze w I zespole Lechii. Z kolei Mineralni po bezbramkowym meczu z Białym Orłem Mieroszów dopiero w konkursie rzutów karnych (7:6) wywalczyli awans do ćwierćfinałów. Mecze najlepszej ósemki rozegrano w marcu 2012 przed inauguracją ligowych zmagań. Największą niespodzianką było wyeliminowanie trzecioligowej Polonii/Sparty Świdnica przez Victorię Świebodzice (1:2). Lechia II ograła z kolei AKS Strzegom 5:3 (1:2) po znakomitym widowisku i bramkach Mateusza Kuriaty 2, Łukasza Maciejewskiego 2 i Sylwestra Kreta (w komplecie grających w I zespole). MKS z kolei po bramkach Łukasza Drąga i Tomasza Mrozowskiego ograł Nysę Kłodzko 2:0.
11 kwietnia rozegrano półfinały, które stały się wewnętrzną sprawą przedstawicieli klasy okręgowej. W Wałbrzychu MKS podejmował Victorię Świebodzice i wygrał 2:0 po bramkach Michała Starczukowskiego oraz Artura Słapka. Z kolei w Nowej Rudzie Piast uległ Lechii 0:1 po golu Łukasza Maciejewskiego. Po tym meczu działacze Piasta wysłali pismo oficjalne do OZPN sugerując, że Damian Niedojad był nieuprawniony do gry (jesienią grał jeszcze w Pogoni Pieszyce). Jednak interpretacja związku była jednoznaczna - Damian mógł zagrać, a Słowo Sportowe skomentowało całą sytuację jednak trop okazał się błędny. Za dwa tygodnie 25 kwietnia w Dzierżoniowie w okręgowym finale Lechia II pokonała bezproblemowo MKS 3:1 (2:0) po bramkach Łukasza Maciejewskiego (15,55), Sylwestra Kreta (55) - Artura Słapka (65).  Wzniesiono puchar,rozdano okolicznościowe medale, polał się szampan, ale jak się okazało nie był to koniec emocji.Już po meczu prezes MKS Dionizy Niemczyk w mediach grzmiał: to nie fair, bo nie mieliśmy za rywala tego samego rywala co w klasie okręgowej. Naszym zdaniem aż 6 zawodników nie było uprawnionych do gry. Nie są zgłoszeni do rozgrywek w klasie okręgowej, więc de facto nie są zawodnikami Lechii II. W lidze MKS poradził sobie z drużyną rezerw prowadzoną przez Pawła Jędrowskiego (3:0, 1:1), w finale dzierżoniowian prowadził trener jedynki Zbigniew Soczewski, który nieobecność Jędrowskiego wytłumaczył jego rezygnacją z funkcji po ligowej klęsce 0:11 w Nowej Rudzie. W finałowym składzie Lechii II grę w 3.lidze mieli wszyscy 14 zawodników, którzy wystąpili na murawie. W klasie okręgowej nie wystąpili ani razu tacy zawodnicy jak Arkadiusz Paszkowski, Hubert Górski, Sylwester Kret, Kamil Kuska, Łukasz Maciejewski.W odpowiedzi z Wydziału Gier OZPN Wałbrzych można przeczytać: Wszyscy zawodnicy zespołu Lechia II Dzierżoniów, którzy wystąpili w meczu przeciwko Waszej drużynie byli uprawnieni do gry w Pucharze Polski. Powyższe wynika z par. 1 pkt. 3 Regulaminu Rozgrywek OZPN Wałbrzych o Puchar Polski. A w regulaminie stoi:– Uprawnienie zawodników do rozgrywek mistrzowskich oznacza jednoczesne uprawnienie ich do uczestnictwa w rozgrywkach pucharowych z zastrzeżeniem, że przy wystawieniu przez klub więcej niż jednej drużyny obowiązują następujące zasady:
a) zawodnicy, którzy wystąpili w jednej drużynie, nie mogą grać w innej drużynie tego samego klubu w następnym terminie, jeżeli obie drużyny awansują do następnej rundy
b) jeżeli jedna z tych drużyn została wyeliminowana z rozgrywek, to wtedy najwyżej 3 zawodników drużyny wyeliminowanej może grać w poszczególnym meczu w tej drużynie swego klubu, która zakwalifikowała się do dalszych rozgrywek.
MKS Szczawno-Zdrój nie składa broni. – To dziwne, bo byliśmy przekonani, że właśnie ten przepis potwierdza słuszność naszych wątpliwości – mówił Dionizy Niemczyk, który postanowił zgłosić sprawę do wyższej instancji, a więc do Komisji Odwoławczej DZPN. A Komisja Odwoławcza przyznała rację klubowi z uzdrowiska. Prezes DZPN Andrzej Padewski na łamach Słowa Sportowego skomentował - Cały problem w tym, że w okręgu stworzyli sobie swój własny regulamin, a ten nie jest zgodny z przepisami PZPN.Kilku zawodników z Dzierżoniowa bezprawnie występowało w rezerwach Lechii w pucharach. Triumfował prezes Niemczyk, dumny, że rację przyznał DZPN. Co ciekawe w tej bezprecedensowej sytuacji groził totalny chaos, gdyby swoich racji w drugiej instancji, wzorem MKS, dochodziły inne zespoły pokonane przez Lechię II. A MKS na szczeblu wojewódzkim w półfinale uległ w rzutach karnych Granicy Bogatynia 2:3 po bezbramkowym remisie.
⚽Najwyżej grającym zespołem w mijającej dekadzie był wałbrzyski Górnik. Pamiętnych dla piłkarzy, sztabu szkoleniowego czy kibiców było wiele pojedynków. Wygrana w Nowej Soli 1:0 po karnym Przerywacza w doliczonym czasie gry dająca awans do 2.ligi, pierwszy domowy mecz i 3:2 z Miedzią po golu w końcówce meczu Konarskiego, odrobienie straty 2 goli w Toruniu jesienią'10, mecze pucharowe z jesieni'12, 3 karne wybronione przez Kamila Jarosińskiego w PP, baraże z Polkowicami czy Polonią Warszawa, czy rywalizacja ze Śląskiem II w ubiegłym roku mające jakże ważne znaczenie dla przyszłości klubu. O ile dla Górnika Wałbrzych w ubiegłym wieku szczególne były rywalizacje derbowe z Zagłębiem bądź ze Śląskiem Wrocław to w XXI wieku takimi pojedynkami były z Chrobrym Głogów. Co ciekawe również dla głogowian. Słynna rywalizacja w trzeciej lidze (2009/10), gdzie głogowski mecz (4:1) jest uznawany przez kibiców MZKS jako spotkanie dekady, a dla wałbrzyskich fanów był to najliczniejszy wyjazd od czasów gry w ekstraklasie. W drugiej lidze pojedynki pomiędzy obiema drużynami były zacięte, ale już nie miały tej atmosfery, która towarzyszyła pojedynkom w trzeciej lidze. W pierwszym
sezonie po awansie Chrobrego głogowianie ograli Górnika u siebie 2:1, by z Wałbrzycha wywieźć bezbramkowy remis. O wiele ciekawiej było rok później.Jesienią Górnik wygrał aż 3:0, by wiosną zaliczyć mocny zjazd, serię porażek, która kosztowała posadę Roberta Bubnowicza. Jego następca Maciej Jaworski prowadził zespół w 5 meczach, w których jego podopieczni zremisowali 2, przegrali 2. Na szczęście wałbrzyszanie mogli dopisać sobie 6 punktów za walkowery z Lechem Rypin i MKS Oława, a na ostatni mecz do Głogowa udać się jako zespół nie zagrożony spadkiem. Dla piłkarzy, działaczy, szkoleniowców, a przede wszystkim kibiców ten mecz miał jednak szczególne znaczenie. O tym meczu i okolicznościach można przeczytać w tym miejscu. Zastanawiające jest, że po wielu latach, gdy trener Chrobrego Ireneusz Mamrot objął ekstraklasową Jagiellonię często w wywiadach prasowych wracał do tego konkretnego przegranego meczu, który mógł zadecydować o jego przyszłości w Głogowie, a co za tym idzie dalszej pracy w Jagiellonii.
⚽w gr. II A klasy w sezonie 2012/13 faworytów do awansu upatrywano w 3 ekipach. Spadkowicz z klasy okręgowej Lechia II Dzierżoniów, Sparta Ziębice, której nie udał się powrót po spadku w 2011 roku i mająca aspiracje od kilku sezonów ekipa Skałek Stolec. Początek sezonu wykruszył z tego
grona dzierżoniowian, a piorunujący początek miała ekipa ze Stolca: 11 kolejnych zwycięstw 48 bramek zdobytych przy 3 straconych i 6 punktów przewagi nad Spartą. Potem przyszła zadyszka w postaci porażki w Łagiewnikach i domowym remisie ze Ślężą, ale wygrana ze Spartą 1:0 uspokoiła nastroje w Skałkach. Wiosną zachowany był status quo ze wskazaniem na Skałki, które nadal miały jedną porażkę, ale 2 remisy oraz zaległy mecz z 16.kolejki odwołany ze względu na zły stan boiska spowodowały, że Sparta wciąż trzymała bliski kontakt.Obie ekipy biły rekordy strzeleckie, a po wygranej Skałek w zaległym meczu przed czerwcowym finiszem miały 3 punkty przewagi nad ziębiczanami. W przedostatniej 29.kolejce w Ziębicach dochodzi do meczu sezonu. Przebieg i wynik meczu przeszedł najśmielsze oczekiwania: już do przerwy miejscowi prowadzili 4:0, by po przerwie dorzucić 3 trafienia. Łukasz Bar skompletował strzelecką karetę, dublety Krzysztof Trepka i Piotr Kozłowski, a raz trafił Radosław Korchan. 7:0 w spotkaniu o awans? Prawdziwy szok. Co ciekawe działacze Skałek podkreślali, że wynik tego meczu nie ma podwójnego dna, a głównym powodem były kontuzje zawodników. W ostatniej kolejce ziębiczanie prowadzeni przez Grzegorza Bartkiewicza nie wypuścili awansu z rąk gromiąc w Ciepłowodach Ślężę 8:0, a w całym sezonie legitymując się bilansem bramkowym 146:30. Skałki natomiast na awans musiały poczekać jeszcze 4 lata.
W innych grupach A klasy była równie zażarta rywalizacja o awans. W gr. I po 29 kolejkach prowadził Skalnik Czarny Bór przed Cukrownikiem Pszenno po 67 punktów, ale z lepszym bilansem bezpośrednich spotkań (3:2, 3:3) dwa punkty przewagi nad Gwarkiem Wałbrzych. W ostatniej kolejce Skalnik wygrał z Granitem Roztoka 2:1, a Cukrownik mimo szybkiego prowadzenia 2:0 w ciągu 10 minut traci 4 gole i ostatecznie przegrywa 3:4 tracąc nie tylko szansę na awans, ale i drugą lokatę,która ostatecznie przypada Gwarkowi. W gr. III w ostatniej kolejce swoją szansę zaprzepaściła Unia Bardo. Przed ostatnią kolejką była pierwsza z taką samą ilością punktów co drugi Zamek Kamieniec Ząbkowicki (po 71 pkt mecze 4:0, 1:2), ale w ostatniej kolejce bardzianie zaledwie remisują w Kudowie z Włókniarzem 1:1 po kontrowersyjnym zdaniem działaczy Unii karnym dla miejscowych. Zamek wygrał swój mecz w Krosnowicach 4:0 i świętował awans do okręgówki.
⚽finisz sezonu 2013/14 klasy okręgowej - trudno wybrać jeden najważniejszy mecz tej pasjonującej końcówki. Przed ostatnią kolejką wiadomo było, że ligę opuszczają Kryształ Stronie Śląskie i Sparta Ziębice. A o trzecie spadkowe miejsce było zamieszanych co najmniej 4 zespoły. Ostatecznie o 14 lokacie decydowała mała tabelka pomiędzy drużynami, które zdobyły 38 punktów, a były to Karolina Jaworzyna Śląska, Trojan Lądek Zdrój i Pogoń Pieszyce. Tej ostatniej nie pomógł zryw w końcówce (5:1 w Kamieńcu Ząbkowickim, 7:2 u siebie ze Skalnikiem czy 3:1 w ostatniej kolejce z Nysą). Rzutem na taśmę uratowała się Karolina Jaworzyna Śląska,która wygrała w ostatniej kolejce w Lądu Zdrój 4:3 o czym niedawno przypomniała strona klubowa. W uzupełnieniu gole dla Trojana zdobyli Mateusz Poświstajło 2 i Marcin Poświstajło. Ciekawostką jest fakt, że gdyby Piławianka nie wygrała na boisku mistrza okręgówki Zjednoczonych Żarów to by spadła.  Z kolei gdyby Skalnik przegrał na boisku zdegradowanego Kryształu, Iskra u siebie zremisowała ze Spartą Ziębice (ostatecznie wygrała 4:3) to do wyłonienia trzeciego spadkowicza byłaby potrzebna również mała tabela, ale nie pomiędzy trzema, ale aż pięcioma zespołami. Niewiele to by zmieniało jednak, bowiem w każdej konfiguracji Pogoń Pieszyce zajęła by ostatnie miejsce.
⚽w sezonie 2014/15 o awans do czwartej ligi walczyły trzy zespoły. Mistrz okręgówki bezpośrednio zdobywał promocję, a wicemistrz miał szansę awansu poprzez mecz barażowy. Zainteresowani najbardziej były LKS Bystrzyca Górna, Nysa Kłodzko i Piast Nowa Ruda. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie - po jesieni prowadziła bowiem Victoria Świebodzice z kompletem domowych zwycięstw i utrzymywała do 21.kolejki, gdy Świebodzice zdobył LKS Bystrzyca Górna po wygranej aż 3:0. Nowym liderem został Piast Nowa Ruda, który w 25.kolejce został upokorzony na boisku innego pretendenta Nysy Kłodzko. 5:0 po 3 golach nominalnego obrońcy Cebulskiego, jednym Bońkowskiego i Tracza. Nowym liderem został LKS z 2 punktami przewagi nad Nysą i 3 nad Piastem.W 26.kolejce LKS sensacyjnie przegrywa u siebie z Unią Złoty Stok 0:1, co wykorzystuje Nysa (4:3 w Piławie Górnej po prawdziwym thrillerze), która wskakuje na fotel lidera. Rozbity Piast przegrywa u siebie 1:3 z Polonią-Stalą II Świdnica i ma już 4 punkty straty do kłodzczan. Potem było równie ciekawie:
27.kolejka - Nysa gromi u siebie Trojan 5:0, a Piast w meczu ostatniej szansy wygrywa u siebie z LKS 3:1 po golach Wacławika z wolnego i dwóch Kamińskiego dogania tym samym LKS i bilansem meczów obejmuje pozycję wicelidera
28.kolejka - Nysa sensacyjnie przegrywa w Jedlinie Zdroju 2:4 po 2 trafieniach Konowalczyka, ale wciąż utrzymuje jeden punkt przewagi nad goniącym duetem. Piast bowiem wygrywa w Piławie Górnej 4:1 (0:1), a LKS z Karoliną 4:0.
29.kolejka - status quo zachowane, bowiem trójka solidarnie wygrywa swoje mecze: Nysa z Włókniarzem Kudowa Zdrój 2:0 (gole Kowalskiego i Cebulskiego), Piast z Trojanem 6:1 (Kamiński 3, Stasiński, Polak, Bagiński), a LKS na wyjeździe z Piławianką 4:1 (Żygadło 2, Ł.Somala, Bezegłów).
W ostatniej kolejce Nysa miała utrzymać jednopunktową przewagę. Rywale nie próżnowali - Piast gromi w Jedlinie Zdrój gospodarzy 5:0 po golach Piotra Paska 2, Grzegorza Szczudłowskiego 2 i Łukasza Kamińskiego. LKS u siebie pewnie pokonał Skalnik Czarny Bór 4:2 po 3 trafieniach Konrada Sajdaka i jednym Michała Panulaka. Podopieczni Pawła Adamczyka na bieżąco śledzili rezultaty z Jedliny i Bystrzycy Górnej, ale wszystko zależało tylko i wyłącznie od nich. Sparaliżowani stawką oraz napływającymi informacjami o prowadzeniu rywali dopiero w 60 minucie za sprawą Kamila Kowalskiego wychodzą na prowadzenie. Rozluźnienie szybko wykorzystuje Tomasz Skowronek i jest remis. W końcowej fazie meczu Michał Wojtal daje prowadzenie 2:1, ale w przedostatniej minucie błąd bramkarza wykorzystuje Kamil Młocek i Zryw sensacyjnie remisuje 2:2! Strata dwóch punktów spowodowała, że Nysa spada aż na trzecie miejsce. Awans zdobył Piast, LKS przegrał baraż, a Kłodzko powrót na czwartoligowe boiska musiało odłożyć na inny czas.
⚽od czerwcowego spotkania w 2017 Kamieniec Ząbkowicki kojarzy się w Żarowie tylko z jednym meczem. W sezonie 2016/17 Zjednoczeni walczyli o powrót do 4.ligi, a sposobność była ogromna, bowiem awans przypadał aż dwóm najlepszym ekipom klasy okręgowej. Nysa Kłodzko przez
większość sezonu przewodziła stawce i nie przeszkodziły jej potknięcia na finiszu by zdobyć pierwsze miejsce. O drugie walczyły Zjednoczeni Żarów i rewelacyjny beniaminek z Boguszowa-Gorce. Podopieczni Rafała Siczka to największy rollercoaster ostatniej dekady: z okręgówki zjazd aż do B klasy, by rok po roku awansować do 4.lig, a stamtąd zlecieć rok po roku do A klasy. W 26.kolejce w Boguszowie Górnik ograł Zjednoczonych 3:1 i zmniejszył stratę do 2 punktów, ale i wypracował lepszy bilans bezpośrednich spotkań (3:1, 0:1). Przez trzy tygodnie oba zespoły dopisywały sobie do dorobku po 3 punkty, by o wszystkim miała rozstrzygnąć ostatnia kolejka. Z wieści dochodzących z obu obozów można było wywnioskować, że bardziej zdeterminowani są żarowianie,których czekała wizyta w Kamieńcu Ząbkowickim. Po 23 minutach wynik brzmiał ...3:0 dla Zamka! Dwa razy Arkadiusz Majewski i raz Łukasz Arendarski pokonali Hruszowca  i megasensacja stawała się faktem. Oszołomieni żarowianie potrafili odpowiedzieć jedynie celnym strzałem z pozycji spalonej. Wynik utrzymał się do przerwy, ale z Gorc dochodziły wieści o równie sensacyjnym prowadzeniu Piławianki na boisku faworyta 1:0 po celnym strzale Sienickiego. Zjednoczeni tuż po przerwie trafiają po raz pierwszy za sprawą rzutu wolnego Krzysztofa Goździejewskiego. Po czym gra się wyrównała i stała się wręcz senna. Kibiców obu drużyn rozbudzili piłkarze Zamka, którzy za sprawą 17-letniego rezerwowego Wojciecha Nowaka i Majewskiego spowodowali, że miejscowi ogrywali wicelidera już 5:1.W doliczonym czasie gry Czoch przepięknym uderzeniem ustalił wynik na 5:2, ale nie dał zbytniej radości w obozie Zjednoczonych, bowiem Górnik w Boguszowie po przerwie zdobył aż 3 gole i mógł świętować niespodziewany awans do 4.ligi.
⚽meczu 30.kolejki grupy zachodniej 4.ligi sezonu 2017/18 nie mogło zabraknąć w tym
zestawieniu. Ponownie w roli głównej Górnik Boguszów-Gorce,który żegnał się po rocznym pobycie z 4.ligą, a podejmował ówczesnego lidera AKS Strzegom. W Strzegomiu przed sezonem pracę rozpoczął doskonale znany z Górnika Wałbrzych trener Robert Bubnowicz, a do zespołu dołączyli m.in. Marcin Morawski, Kamil Sadowski, Dominik Radziemski, Adrian Zieliński. Głównym konkurentem do zajęcia pierwszego miejsca był Apis Jędrzychowice, który jesienią ograł AKS 1:0 po golu Ukraińca Medviedieva, a wiosną uległ w Strzegomiu 2:3,choć prowadził już 2:0 po golach Pieśkiewicza i Chodygi (bramki dla AKS Emeka 2, Damian Sobczak)
W jesiennym pojedynku AKS - Górnik padł wynik 7:1 (Kamil Sadowski 4, Dominik Radziemski 2, samobójcze trafienie Dawida Maruta - Patryk Ostrowski).Zimą odszedł co prawda do Polkowic Radziemski, ale z Dzierżoniowa przyszli Domaradzki z Krupnikiem. AKS sukcesywnie odrabiał straty,by po wspomnianym wyżej zwycięstwie nad Apisem objąć przodownictwo w tabeli z przewagą 2 punktów na 7 meczów przed końcem sezonu. Oba zespoły wygrały kolejne swoje mecze i nic nie wskazywało, by stało się inaczej w ostatniej kolejce, bowiem gościły na boiskach już zdegradowanych Olimpii Kamienna Góra i Górnika Boguszów-Gorce. W Kamiennej Górze Apis wygrał gładko 4:0, a w niedalekich Gorcach zamiast szampanów grobowe nastroje. Co prawda na prowadzenie gości wyprowadził niezawodny Marcin Morawski celnie strzelając z rzutu wolnego w 25 minucie, ale 10 minut później wyrównał Adrian Maliszewski. Strzegomianie nie mieli pomysłu na sforsowanie defensywy miejscowych, którzy z kolei grali z determinacją jakby od wyniku tego meczu zależał jeszcze ligowy byt. Pewnie w bramce poczynał sobie Marcin Jaskółowski, a im bliżej końca meczu tym więcej nerwów. Sędzia w całym meczu pokazał 5 żółtych kartek, w tym 4 od 89 minuty. Końcowy gwizdek to rozpacz strzegomian, którzy na szansę w barażach o trzecią ligę musieli poczekać kolejne 12 miesięcy.
⚽w zestawieniu nie mogło zabraknąć spotkania, w którym padło najwięcej bramek. Wałbrzyska grupa B klasy, 6.kolejka rezerwy MKS Szczawno Zdrój zajmujące 8.miejsce (na 14 drużyn) podejmowały Sokoła Kostrze (9.miejsce punkt mniej od gospodarzy). Co prawda we wcześniejszych kolejkach padł dwucyfrowy wynik (Karolina II - Grom Panków 10:4), to nic nie wskazywało, by obserwatorzy meczu w Szczawnie oglądać będą aż 22 gole. Przyjazd Sokoła w zaledwie 9 osobowym składzie mógł zwiastować łatwą wygraną popularnych Mineralnych, ale rozmiary pewnie ich samych zaskoczyły. Do przerwy było 9:0 po celnych strzałach Roberta Koźlaka 5 (2,21,25,38,44), Patryka Szkudlarka 2 (17,32), Adriana Dominiaka (28) i grającego trenera Jarosława Borconia (42). W przerwie komplet zmian u gospodarzy, którzy po wznowieniu gry szybko zdobywają kolejną bramkę (Koźlak w 48), ale niespodziewanie odgryzają się goście,którzy za sprawą Patryka Matuszaka w 51 zdobywają honorowe trafienie. W ciągu kolejnego kwadransa MKS II koryguje wynik na 15:1, a na listę strzelców wpisują się: po raz siódmy Robert Koźlak (53), rezerwowy Tomasz Jastrzębowski (57),  bramkarz Mariusz Gratkowski (59 z karnego), Radosław Mordal (63) i Piotr Jankowski (65). Na drugą bramkę Sokoła, autorstwa ponownie Matuszaka (66) gospodarze odpowiadają dwoma kolejnymi golami (Piotr Jankowski 68 i rezerwowy Bartłomiej Kulik 70). W 72 minucie trzecie trafienie zaliczają przyjezdni, tym razem strzelcem jest Krystian Wysoczański, a wynik brzmiał 17:3. Trzy minuty później po raz drugi w meczu trafia Radosław Mordal, a wynik ustala swoim celnym trafieniem nr 8 Robert Koźlak w 84 minucie.
MKS II finiszował na 3.miejscu, a Sokół na ósmym. Wiosną w Kostrzy również były strzeleckie fajerwerki, gdzie piłkarze ze Szczawna Zdrój wygrali 8:2.