Za rok będziemy obchodzić 35-lecie awansu Górnika Wałbrzych do 1.ligi oraz znakomitą jesień, po której biało-niebiescy przewodzili stawce najlepszych drużyn piłkarskich w kraju. Niestety, wśród świętujących nie będzie już jednego z bohaterów tamtego okresu Mirosława Gniewka.
22 lutego obchodził 55 lat. Starsi kibice pamiętają go jako czołowego gracza środka pola. W Górniku debiutował w wieku 18 lat, w sezonie 1980/81. Wychowanek Kryształu Stronie Śląskie trafił pod Chełmiec do I zespołu z juniorów Górnika, praktycznie jako jedyne wzmocnienie drużyny, którą opuścili doświadczeni zawodnicy tacy jak Janikowski, Janisz, Kwiatkowski czy Sidorski. Trener Józef Majdura dał szansę debiutu Mirosławowi w 5.kolejce - 20.09.1980 w Gdańsku w meczu z Lechią (1:2) na 5 minut przed końcem meczu zmienił Waldemara Fechnera. Na pierwszy występ w wyjściowej jedenastce musiał jednak czekać aż do 14.kolejki (1:1 w Rybniku). W sezonie 80/81 Gniewek zagrał 11 razy. W następnym biało-niebiescy notują falstart, trenera Majdurę zastępuje Horst Panic, dla którego Mirosław Gniewek był podstawowym pomocnikiem obok Krzysztofa Truszczyńskiego czy Mariana Kowalskiego. 28 meczów i 3 gole to bilans na koniec kampanii 1981/82. Wreszcie historyczny sezon 1982/83 to 25 występów i 2 gole.
W drugiej lidze Gniewek został zauważony przez trenerów młodzieżówki, do której był powoływany. Tygodnik Piłka Nożna klasyfikował go w corocznym zestawieniu talentów, czyli zawodników w kategorii U-21. Wiele ciepłych słów poświęcił mu trener Panic, zwłaszcza w kluczowym meczu sezonu 82/83 - w Lubinie, gdzie zwycięstwo 1:0 nad Zagłębiem praktycznie rozstrzygnęło losy awansu. Mirek był piłkarzem bardzo dobrze wyszkolonym technicznie, dlatego kazałem mu przetrzymywać jak najdłużej piłkę. Wywiązał się z tego bardzo dobrze i utrzymaliśmy skromne zwycięstwo do końca.
Po awansie do ekstraklasy kadra Górnika zrobiła się szersza. O ile już w końcowych meczach poprzedniego sezonu brakowało dla Mirosława miejsca w wyjściowej jedenastce, to teraz po transferze Ciołka, eksplozji formy Rusieckiego czy Kowalskiego praktycznie pozostała dla niego rola rezerwowego. Bilans w 1.lidze to zaledwie dwa mecze - w 2.kolejce w Szczecinie (0:1 z Pogonią zmienił w 80 min. Rusieckiego) i w 4. we Wrocławiu (3:0 ze Śląskiem - 8 końcowych minut, również za Rusieckiego). Zimą lider dokonał szukał kolejnych wzmocnień, dzięki temu do Wałbrzycha zawitał m.in. Zenon Przybysz. Gniewek znalazł się w grupie zawodników, którzy pożegnali Górnika. Wraz z Waldemarem Fechnerem przeszli do drugoligowego Zagłębia Wałbrzych trenowanego przez Andrzeja Włodarka. O tym, że był to znakomity ruch potwierdził już debiut, gdzie Mirosław był najlepszym obok Jańca na boisku w meczu z Chemikiem Police.15 meczów i 1 gol to bilans rundy wiosennej'84 w ekipie Thoreza, gdzie grali wówczas m.in. Dryś, Urbanowicz, Bonk. Borcoń czy Ptak. W sezonie 1984/85 w barwach zielono-czarnych trenowanych przez Józefa Kampę, a później przez Aleksandra Papiewskiego Gniewek zagrał 13 strzelając 1 gola. Tak skromny bilans spowodowany był kontuzją odniesioną jeszcze w rundzie jesiennej. Następny sezon 85/86 wyglądał jeszcze gorzej, zaledwie 8 meczów. Leczenie urazu, kiepskie wyniki Zagłębia nie sprzyjały dobremu powrotowi do składu. Wiosną zespół przejmuje trener Horst Panic, który niejako odkurza Gniewka i w końcówce sezonu kompletuje on większość ze swoich występów, w tym 4 w pełnym wymiarze czasowym. Nie udało się jednak uratować Zagłębiu uniknąć degradacji. Sezon 1986/87 to dominacja w 3.lidze i wyprzedzenie na mecie drugiej Miedzi Legnica aż o 10 punktów. W tamtym sezonie trener Panic zbudował naprawdę ciekawie grający zespół. W drugiej linii zaczął błyszczeć Marek Wierzbicki, harował pracowity Roman Gawrych, przypominał o sobie Bogdan Bonk, a z linii napadu został wycofany Gerard Śpiewak. Dla Gniewka teoretycznie znów zrobiło się za ciasno, ale z czasem wygrywa rywalizację o miejsce w składzie. W drugoligowym sezonie 1987/88 Mirosław zagrał 25 mecze, strzelając 3 bramki, a bilans głównie wypracował kapitalnie przepracowaną zimą, po której wiosną tylko w ostatnim meczu nie zaliczył pełnego spotkania. Sezon 1988/89 to komplet 30 meczów i 6 goli, w tym jedyny w karierze seniorów bramkowy dublet w meczu z Arką Gdynia (4:0). Wałbrzyszanie zbierają dobre recenzje, a gra duetu Gniewek-Wierzbicki uruchamiających szybkich Latałę, Hajduka czy Sinkiewicza, bądź pozyskanego ze Śląska Mikołajewicza robi wrażenie na obserwatorach meczów zaplecza ekstraklasy.
W sezonie 1989/90 to sezon, w którym ponownie dochodzi do derby Wałbrzycha, tym razem Mirosław gra po stronie Zagłębia, które jesienią wygrywa 3:1 na Nowym Mieście i 2:0 przy ratuszowej. Gniewek zalicza z kolegami znakomity sezon, długo Thorez liczył się w walce o awans, indywidualnie zaś w 30 meczach zdobywa 1 gola. W sezonie 1990/91 - 25 meczów. W sezonie 1991/92 Zagłębie zostaje osierocone przez Horsta Panica, a trenerem został Jerzy Jowik. Gniewka w meczach ligowych jednak już nie zobaczyliśmy, wg prasy wyjechał do Francji kończąc tym samym 7 letnią grę w zespole Thoreza.
Mirosław Gniewek w Górniku grał na boku pomocy, w Zagłębiu odpowiedzialny był za rozgrywanie. Dysponował dobrym uderzeniem z dystansu, pewnie strzelał rzuty karne.
Pogrzeb śp. Mirosława odbędzie 22 listopada o godz. 12 na cmentarzu przy ul.Piaskowej.
wtorek, 21 listopada 2017
niedziela, 19 listopada 2017
Smutne pożegnanie piłkarskiej jesieni w Wałbrzychu
Przed sobotnimi meczami na Stadionie 1000-lecia, oba eksportowe futbolowe zespoły Wałbrzycha były w podobnej sytuacji. Po bardzo rozczarowujących wyjazdowych porażkach celem w ostatnich meczach w tym roku były trzy punkty. Niestety, po końcowych gwizdkach arbitrów meczów zarówno AZS PWSZ jak i Górnika, trudno było cieszyć ze zdobytych punktów po remisach. Podopieczne Kamila Jasińskiego, po klęsce w Sosnowcu 0:4 miały spacerkiem sięgnąć po komplet punktów w meczu z beniaminkiem Unifreeze Górzno, a dodatkowo podreperować sobie bilans bramkowy. Piłkarki z Kujaw do tej pory w delegacji zdobyły ledwie punkt, a traciły średnio 6 bramek na wyjazdowy mecz. Tymczasem to wałbrzyszanki straciły jako pierwsze gola i musiały mocno napracować się, by kompletnie nie skompromitować się. Remis 1:1 jest bodaj największą niespodzianką kolejki, a AZS PWSZ tym samym spadł z medalowego trzeciego miejsca i wiosną może okazać się, że strata dwóch punktów z outsiderem może kosztować drużynę bardzo dużo.
O ile o piłkarkach, które obecnie są w najlepszej czwórce w kraju śmiało można napisać o futbolowej wizytówce miasta, to ich koledzy z Górnika raczej nigdy nie zaznają takiego statusu w ligowej hierarchii.
Spadkowicz z 3.ligi tydzień temu w niezrozumiały sposób przegrał w Kłodzku z Nysą. Po godzinie gry piłkarze Macieja Jaworskiego prowadzili dwiema bramkami, by tę przewagę roztrwonić, ostatecznie przegrywając 3:5. Otoczkę, przebieg spotkania znakomicie obrazuje materiał TV Kłodzko:
Takiego materiału zapewne zazdroszczą sympatycy piłki nożnej w Wałbrzychu. Są i wywiady przedmeczowe, obszerny skrót oraz rozmowy po końcowym gwizdku. Kiedy doczekamy się podobnego materiału pod Chełmcem?
Reportaż z Kłodzka ostatecznie wyjaśnia sprawę trzeciego gola, który był przypisywany Kamilowi Młodzińskiemu, bądź Janowi Rytko. Wspomniani pomocnicy owszem, brali udział w bramkowej akcji, ale ostatecznie piłkę wpakował do siatki Mikołaj Łazarowicz - gdyby nie zagrałby futbolówki najprawdopodobniej nie wpadła do bramki miejscowych. Również warto zauważyć obronioną jedenastkę przez Damiana Jaroszewskiego, choć już dobitka egzekutora była skuteczna. W ogóle rozmowa z popularnym Jogim po meczu jest mocnym kandydatem do rozmowy rundy.
Wizyta trzebnickiej Polonii miała być znakomitą okazją to rehabilitacji przed wałbrzyską publicznością. W poprzednich 4 meczach Górnik aż trzykrotnie schodził po meczu do szatni bez punktów. Mecz Nysy z Górnikiem zapewne będzie w Kłodzku przez lata wspominany, a Górnicy powinni jak najszybciej o nim zapomnieć. Bezradność w meczu z beniaminkiem kosztowała utratę miejsca w składzie Tobiasza, który miał współudział przy rzucie karnym (fatalny kiks) oraz przy golu na 3:5 (fatalnie wykonany rzut rożny, po którym poszła kontra na osamotnionego Gawlika), a także Krzymińskiego, który gra poniżej swoich możliwości. W ich miejsce wskoczył powracający po urazie Dariusz Michalak oraz dawno nieoglądany Wojciech Błażyński. 34-letni Chudy z sentymentem pewnie podszedł do rywalizacji z Polonią, bowiem to 13 lat temu w historycznym pierwszym meczu z Trzebnicą, przepięknym strzałem dał zwycięstwo 1:0 Górnikowi/Zagłębiu w 4.lidze. Wałbrzyszanie po raz trzeci w tym sezonie zagrali w czerwonych strojach, ale po raz pierwszy nie przyniosły one im szczęścia. O ile spotkania z Karoliną i Unią Bardo zakończyły się wygranymi to w ostatnim spotkaniu rundy gospodarze musieli uszanować jeden punkt.
Polonia Trzebnica swój najlepszy okres w historii zapisała w XXI wieku, rywalizując bezpośrednio z wałbrzyszanami. W 2008/09 pod wodzą obecnego szkoleniowca Jagiellonii Białystok Ireneusza Mamrota zajęli drugie miejsce w 4.lidze, tuż za Górnikiem, awansując do trzeciej ligi. Tam z kolei długo z Chrobrym Głogów gonili wałbrzyszan, by w samej końcówce przegrać walkę o awans. Dwa lata temu Polonia spadła z hukiem z 3.ligi, a czwartą niespodziewanie opuścili po barażu z Sokołem Marcinkowice (0:2). Ubiegły sezon w uchodzącej za najsilniejszą na Dolnym Śląsku wrocławskiej klasie okręgowej, prowadzeni przez grającego trenera Sławomira Kołodzieja, zakończyli z zaledwie 2 remisami wygrywając pozostałe 28 mecze. Przez niektórych fachowców Polonia była uznawana jako jeden z kandydatów do miejsca w ścisłej czołówce. Optymizm oparty był na uznanych nazwiskach, czyli przede wszystkim byłych graczach ekstraklasowego Śląska Wrocław - Krzysztof Ostrowski i Krzysztof Ulatowski. Ten duet może pamiętać Jaroszewski z sezonu ... 2000/01 gdy Inkopax ogrywał bezlitośnie Górnik/Zagłębie w 3.lidze. Ponadto kapitan zespołu, bramkarz Karol Buchla, swego czasu zbierający znakomite recenzje za grę w 2.ligowych Czarnych Żagań, przeciwko wałbrzyszanom zagrał raz w barwach Orła Ząbkowice, gdy w Wałbrzychu w 89 minucie pokonał go z kolei obecny kapitan Górnika Marcin Smoczyk (sezon 2006/07). Rafał Miazgowski, podobnie jak Ulatowski grał przeciwko biało-niebieskim w barwach Chrobrego Głogów w 2.lidze.
To, że nazwiska nie grają, wiadomo nie od dziś, a i w Trzebnicy o tym dość bezlitośnie się przekonano. Po zwycięstwie w 1.kolejce z Foto-Higieną Gać Polonia do końca października wygrała zaledwie raz. Kosztowało to posadę trenera Sławomira Kołodzieja, którego zastąpił Paweł Tronina. W listopadzie trzebniczanie wreszcie się przełamali, przed przyjazdem pod Chełmiec wygrali oba ciężkie gatunkowo derbowe pojedynki w Wołowie z MKP i u siebie z Pogonią Oleśnica po 1:0.
Przyjazd beniaminka z Trzebnicy nie zelektryzował wałbrzyskich kibiców futbolu. Owszem, redaktor Bogdan Skiba z optymizmem pisze o 150 kibicach, choć ta rzeczywista liczba fanatyków, bo chyba tak należy nazwać obecnie odwiedzających Stadion 1000-lecia, powinna być podzielona przez ... trzy. Niestety, ani wyniki piłkarzy, ani też cena biletów, aura, brak reklam meczu nie zachęcają sympatyków do oglądania czwartoligowej kopaniny. Nie można wałbrzyskim piłkarzom odmówić ambicji, chęci, ale po prostu brakuje jakości. I mecz nr 15 Górnika w tej rundzie był idealnym odzwierciedleniem obecnego stanu posiadania. Niby aktywna gra, również doświadczenie w defensywie czy drugiej linii, ale wciąż pokutuje to co od dawna jest bolączką wałbrzyszan - wypracowanie sytuacji strzeleckiej oraz skuteczność pod bramką rywala. Przewaga w posiadaniu piłki nie przynosi wymiernych efektów, strzały z dystansu najczęściej były albo blokowane, albo padały łupem Karola Buchli. W ataku Górnik optymizm opiera na skuteczności niedawnych juniorów, ale ani Mateusz Sobiesierski, ani Denis Dec łowcami bramek póki co nie są. Ponadto ich koledzy nie rozpieszczają ich dokładnymi podaniami. W sobotnie popołudnie gospodarze ponad 50 minut grali z przewagą jednego zawodnika, ale na boisku deficytu wśród rywali nie było widać. Co gorsza, to właśnie Polonia była bliższa zdobycia kompletu punktów, gdy po faulu Dariusza Michalaka rzut karny zmarnował Adrian Puchała. W sumie może dziwić hierarchia wśród wykonawców jedenastek w drużynie gości - piłkę ustawił na wapnie 19-latek, choć na murawie byli ligowcy Ostrowski, Ulatowski, Miazgowski czy Kuczer.
Maciej Jaworski szukał sposobu na rywala zmieniając Chajewskiego i Młodzińskiego,którzy mieli odpowiadać za rozgrywanie piłki. Wpuszczenie Krzymińskiego i Bogacza nie poprawiło gry miejscowych, choć wciąż więcej z gry miał Górnik, ale Buchla więcej pracy jednak nie miał.
Wałbrzyszanie zakończyli rundę tak jak ją rozpoczęli, czyli remisem. Ale ósma lokata w czwartoligowej tabeli na półmetku nie przynosi chluby. Problemy organizacyjne, kadrowe nie mogą być wytłumaczeniem, że zimą Smoczyk, Michalak, Rytko, Jaroszewski i spółka w tabeli oglądać będą plecy większość ekip z okręgu wałbrzyskiego czy Sokoła Marcinkowice, przy całym szacunku dla ekipy Patryka Janiczaka.
O ile o piłkarkach, które obecnie są w najlepszej czwórce w kraju śmiało można napisać o futbolowej wizytówce miasta, to ich koledzy z Górnika raczej nigdy nie zaznają takiego statusu w ligowej hierarchii.
Spadkowicz z 3.ligi tydzień temu w niezrozumiały sposób przegrał w Kłodzku z Nysą. Po godzinie gry piłkarze Macieja Jaworskiego prowadzili dwiema bramkami, by tę przewagę roztrwonić, ostatecznie przegrywając 3:5. Otoczkę, przebieg spotkania znakomicie obrazuje materiał TV Kłodzko:
Reportaż z Kłodzka ostatecznie wyjaśnia sprawę trzeciego gola, który był przypisywany Kamilowi Młodzińskiemu, bądź Janowi Rytko. Wspomniani pomocnicy owszem, brali udział w bramkowej akcji, ale ostatecznie piłkę wpakował do siatki Mikołaj Łazarowicz - gdyby nie zagrałby futbolówki najprawdopodobniej nie wpadła do bramki miejscowych. Również warto zauważyć obronioną jedenastkę przez Damiana Jaroszewskiego, choć już dobitka egzekutora była skuteczna. W ogóle rozmowa z popularnym Jogim po meczu jest mocnym kandydatem do rozmowy rundy.
Wizyta trzebnickiej Polonii miała być znakomitą okazją to rehabilitacji przed wałbrzyską publicznością. W poprzednich 4 meczach Górnik aż trzykrotnie schodził po meczu do szatni bez punktów. Mecz Nysy z Górnikiem zapewne będzie w Kłodzku przez lata wspominany, a Górnicy powinni jak najszybciej o nim zapomnieć. Bezradność w meczu z beniaminkiem kosztowała utratę miejsca w składzie Tobiasza, który miał współudział przy rzucie karnym (fatalny kiks) oraz przy golu na 3:5 (fatalnie wykonany rzut rożny, po którym poszła kontra na osamotnionego Gawlika), a także Krzymińskiego, który gra poniżej swoich możliwości. W ich miejsce wskoczył powracający po urazie Dariusz Michalak oraz dawno nieoglądany Wojciech Błażyński. 34-letni Chudy z sentymentem pewnie podszedł do rywalizacji z Polonią, bowiem to 13 lat temu w historycznym pierwszym meczu z Trzebnicą, przepięknym strzałem dał zwycięstwo 1:0 Górnikowi/Zagłębiu w 4.lidze. Wałbrzyszanie po raz trzeci w tym sezonie zagrali w czerwonych strojach, ale po raz pierwszy nie przyniosły one im szczęścia. O ile spotkania z Karoliną i Unią Bardo zakończyły się wygranymi to w ostatnim spotkaniu rundy gospodarze musieli uszanować jeden punkt.
Polonia Trzebnica swój najlepszy okres w historii zapisała w XXI wieku, rywalizując bezpośrednio z wałbrzyszanami. W 2008/09 pod wodzą obecnego szkoleniowca Jagiellonii Białystok Ireneusza Mamrota zajęli drugie miejsce w 4.lidze, tuż za Górnikiem, awansując do trzeciej ligi. Tam z kolei długo z Chrobrym Głogów gonili wałbrzyszan, by w samej końcówce przegrać walkę o awans. Dwa lata temu Polonia spadła z hukiem z 3.ligi, a czwartą niespodziewanie opuścili po barażu z Sokołem Marcinkowice (0:2). Ubiegły sezon w uchodzącej za najsilniejszą na Dolnym Śląsku wrocławskiej klasie okręgowej, prowadzeni przez grającego trenera Sławomira Kołodzieja, zakończyli z zaledwie 2 remisami wygrywając pozostałe 28 mecze. Przez niektórych fachowców Polonia była uznawana jako jeden z kandydatów do miejsca w ścisłej czołówce. Optymizm oparty był na uznanych nazwiskach, czyli przede wszystkim byłych graczach ekstraklasowego Śląska Wrocław - Krzysztof Ostrowski i Krzysztof Ulatowski. Ten duet może pamiętać Jaroszewski z sezonu ... 2000/01 gdy Inkopax ogrywał bezlitośnie Górnik/Zagłębie w 3.lidze. Ponadto kapitan zespołu, bramkarz Karol Buchla, swego czasu zbierający znakomite recenzje za grę w 2.ligowych Czarnych Żagań, przeciwko wałbrzyszanom zagrał raz w barwach Orła Ząbkowice, gdy w Wałbrzychu w 89 minucie pokonał go z kolei obecny kapitan Górnika Marcin Smoczyk (sezon 2006/07). Rafał Miazgowski, podobnie jak Ulatowski grał przeciwko biało-niebieskim w barwach Chrobrego Głogów w 2.lidze.
To, że nazwiska nie grają, wiadomo nie od dziś, a i w Trzebnicy o tym dość bezlitośnie się przekonano. Po zwycięstwie w 1.kolejce z Foto-Higieną Gać Polonia do końca października wygrała zaledwie raz. Kosztowało to posadę trenera Sławomira Kołodzieja, którego zastąpił Paweł Tronina. W listopadzie trzebniczanie wreszcie się przełamali, przed przyjazdem pod Chełmiec wygrali oba ciężkie gatunkowo derbowe pojedynki w Wołowie z MKP i u siebie z Pogonią Oleśnica po 1:0.
| Damian Chajewski w walce z Krzysztofem Ostrowskim. 35-letni gracz Polonii w Śląsku, Legii i Widzewie zagrał 135 razy w ekstraklasie. [foto:walbrzych24.com] |
Maciej Jaworski szukał sposobu na rywala zmieniając Chajewskiego i Młodzińskiego,którzy mieli odpowiadać za rozgrywanie piłki. Wpuszczenie Krzymińskiego i Bogacza nie poprawiło gry miejscowych, choć wciąż więcej z gry miał Górnik, ale Buchla więcej pracy jednak nie miał.
Wałbrzyszanie zakończyli rundę tak jak ją rozpoczęli, czyli remisem. Ale ósma lokata w czwartoligowej tabeli na półmetku nie przynosi chluby. Problemy organizacyjne, kadrowe nie mogą być wytłumaczeniem, że zimą Smoczyk, Michalak, Rytko, Jaroszewski i spółka w tabeli oglądać będą plecy większość ekip z okręgu wałbrzyskiego czy Sokoła Marcinkowice, przy całym szacunku dla ekipy Patryka Janiczaka.
wtorek, 14 listopada 2017
Ciołek, Dolny, Jarecki
W lipcu minęło 35 lat kiedy polscy piłkarze zdobyli medal mistrzostw świata. W 1982 roku w upalnej Hiszpanii podopieczni Antoniego Piechniczka zdobyli trzecie miejsce, dzięki czemu kapitan zespołu Władysław Żmuda mógł przespacerować się z tacą z medalami i koledzy mogli sobie je samemu zawiesić na szyi. Od tamtego czasu ani razu Polacy nie byli tak wysoko w hierarchii światowego futbolu. Były nieudane mundiale, klątwa Bońka, czyli 16 letnia absencja na turniejach, były momenty krótkiej chwały za kadencji Engela, Janasa, Beenhakkera czy Nawałki, ale żadnemu z nich nie udało się zbliżyć do osiągnięć Piechniczka. Przy okazji poniedziałkowego towarzyskiego spotkania z Meksykiem, dzięki inicjatywie PZPN doszło do spotkania koleżeńskiego kadry szkoleniowej pod kierownictwem Antoniego Piechniczka i jego podopiecznych. W przeddzień meczu uroczysta kolacja w Sopocie, wręczenie okolicznościowych koszulek, a przed meczem w Gdańsku chwila chwały przed publicznością.
W grupie uhonorowanych medalistów znalazł się wychowanek wałbrzyskiego Górnika Włodzimierz Ciołek. Filigranowy rozgrywający pod Chełmcem zdobył tytuł mistrza Polski juniorów, po udanym sezonie w drugiej lidze w 1978 trafia do ówczesnego potentata Stali Mielec, gdzie gra przez 6 lat. W Mielcu, u boku m.in. Grzegorza Lato debiutuje w reprezentacji już w październiku 1978, następnie w europejskich pucharach. Do momentu rozpoczęcia pracy Antoniego Piechniczka z I reprezentacją Ciołek ma na swoim koncie 11 spotkań i dwa gole. W debiucie w Bukareszcie również wystąpił rudowłosy pomocnik, ale na następny występ musiał czekać ponad rok. Polska będąca w stanie wojennym nie rozgrywała meczów z reprezentacjami innych krajów, sparując z drużynami klubowymi. Drugi mecz za kadencji Piechniczka stał się spotkaniem, po którym Włodzimierza kojarzyć zaczęła cała piłkarska Polska. Trzeci mecz mundialu, Polska po dwóch bezbramkowych remisach bliska odpadnięcia z turnieju, a w dodatku bez bramek po I połowie meczu z Peru. Druga odsłona to koncert gry biało-czerwonych, pięć zdobytych bramek, a ostatnia właśnie autorstwa Ciołka! Na mistrzostwach w roli zmiennika pokaże się w obu meczach II rundy - z Belgią (3:0) i ZSRR (0:0), by w półfinale wybiec niespodziewanie przeciwko Włochom od pierwszego gwizdka sędziego. Niestety, Italia szybko pozbawiła nas marzeń o finale, a Ciołek został zmieniony w przerwie meczu.
Włodzimierz Ciołek grywał jeszcze dwa lata w kadrze Piechniczka kompletując ogólnie 29 występów i strzelając 4 gole. 9 meczów i 2 gole to bilans jako piłkarza Górnika Wałbrzych, do którego powrócił latem 1983 roku po spadku Stali Mielec i równoczesnym awansie do 1.ligi macierzystego klubu. 4 września w Brnie przeciwko Czechosłowacji wyprowadził biało-czerwonych z opaską kapitana, a paradoksalnie był to jego ostatni mecz w kadrze.
Drugim uczestnikiem hiszpańskich mistrzostw związanym w swojej piłkarskiej karierze był Tadeusz Dolny. Potężnie zbudowany, mierzący 188 cm stoper pochodzi z podwrocławskiej Sobótki. Gdy wydawało się, że zwiąże się z kolarstwem wybrał futbol, dzięki któremu stał się legendą nie tylko miejscowej Ślęży. W wieku 15 lat opuszcza Sobótkę i po krótkim epizodzie w Walce Makoszowy (1974-76) przechodzi do słynnego Górnika Zabrze, z którym zwiąże się na długie 9 lat. Debiutował w ekstraklasie w wieku 18 lat, spadł z Górnikiem do 2.ligi, by po roku awansować. Do 1984 roku rozegrał w barwach zabrskiego klubu 176 meczów, w tym 148/15 goli w 1.lidze. Solidna postawa bezkompromisowego obrońcy nie uszła uwadze Piechniczkowi, który pochodzi z Górnego Śląska i często obserwował lokalne drużyny. W 1981 po porażce w debiucie w Bukareszcie Polska w Chorzowie wygrywa 1:0 po główce malutkiego Andrzeja Buncola dostrzeżonego w Ruchu Chorzów. Do kluczowego meczu dla układu w grupie z NRD w Lipsku Polacy przygotowywali się poprzez towarzyskie mecze z Irlandią, RFN i Portugalią. Najbardziej prestiżowy był oczywiście pojedynek z ówczesnym mistrzem Europy RFN, który goście na Stadionie Śląskim wygrali 2:0.Dla Tadeusza Dolnego był to pamiętny występ z racji debiutu w kadrze, gdy w przerwie zmienił Pawła Janasa. W kolejnym, w Lizbonie zaliczył swój pierwszy pełny występ, ale również zakończony porażką 0:2.
W 1981 Dolny zagrał jeszcze w dwóch spotkaniach - kończącym eliminacje 6:0 z Maltą na wrocławskim Stadionie Olimpijskim i trzy dni później w Łodzi z Hiszpanią (2:3). Na mundialu nie dane mu było wystąpić ani razu. Trudno oczekiwać, że trener Piechniczek zrezygnuje z doskonale spisującego się duetu Żmuda - Janas, choć przez kontuzję Piotra Skrobowskiego był naturalnym pierwszym zmiennikiem któregoś z wymienionych środkowych obrońców.
Po mundialu Tadeusz zagrał w dwóch pierwszych spotkaniach - niezwykle efektownej victorii w Paryżu nad Francją 4:0 i wymęczonym w Kuopio z Finami 3:2, w ramach eliminacji do francuskiego EURO'84. Nikt się nie spodziewał, że ten ostatni mecz będący jednocześnie pierwszym w nowych eliminacjach będzie jedynym wygranym w tamtej edycji. Dolny co prawda znajdował się w meczowych kadrach, ale swój występ nr 7 zaliczy dopiero w 1985 roku i to już jako zawodnik Górnika Wałbrzych. Brno, porażka z Czechosłowacją 1:3 - był ostatnim w koszulce z orłem na piersi zarówno dla Dolnego, jak i wcześniej wspomnianego Ciołka.
Co ciekaw Tadeusz Dolny, jako jedyny piłkarz wałbrzyskiego Górnika, świętował awans do mistrzostw świata, bowiem w decydującym o awansie meczu z Belgią w Chorzowie (1985 - 0:0) był rezerwowym.
Niestety, w przeciwieństwie do Ciołka, Tadeusz Dolny znalazł się w skromnym gronie nieobecnych na 35.rocznicy zdobycia medalu w Hiszpanii.
Ciekawostką jest, że o mały włos na hiszpańskich mistrzostwach nie byłoby trzech zawodników związanych z Wałbrzychem. Na ostatnim zgrupowaniu przed mundialem do RFN uciekł bramkarz wrocławskiego Śląska, do którego trafił z Górnika Jacek Jarecki. Wychowanek Bielawianki trafił do Górnika, gdzie rywalizował z Ryszardem Walusiakiem. Między bramkarzami był swego czasu konflikt, który opisywali dziennikarze. Gdy trafił do Śląska musiał rywalizować z bardziej renomowanymi bramkarzami, którzy zasmakowali gry w reprezentacji - Zygmuntem Kalinowskim, a potem Zdzisławem Kostrzewą. Z czasem Jarecki został numerem 1 i nikogo nie zdziwiło, że znalazł się w kręgu zainteresowań selekcjonera Piechniczka. Na zgrupowaniu w niemieckim Murrhardt, ponoć za ukochaną kobietą ulotnił się z hotelu tym samym przekreślając swoją szansę na debiut w kadrze. Antoni Piechniczek nie ukrywał, że w nim widział następcę Józefa Młynarczyka. Jarecki w Niemczech grał w rezerwach Fortuny Duesseldorf, a później Fortunie Koeln, w międzyczasie zaliczył grę w austriackim Wiener SC. W 2002 roku z powodu nowotworu popularny Jaszi zmarł w wieku 44 lat.
![]() |
| Antoni Piechniczek, a poniżej Włodzimierz Ciołek |
Włodzimierz Ciołek grywał jeszcze dwa lata w kadrze Piechniczka kompletując ogólnie 29 występów i strzelając 4 gole. 9 meczów i 2 gole to bilans jako piłkarza Górnika Wałbrzych, do którego powrócił latem 1983 roku po spadku Stali Mielec i równoczesnym awansie do 1.ligi macierzystego klubu. 4 września w Brnie przeciwko Czechosłowacji wyprowadził biało-czerwonych z opaską kapitana, a paradoksalnie był to jego ostatni mecz w kadrze.
![]() |
| Dodaj napis |
| Tadeusz Dolny (w środku, obok Majewski i Okoński) |
Po mundialu Tadeusz zagrał w dwóch pierwszych spotkaniach - niezwykle efektownej victorii w Paryżu nad Francją 4:0 i wymęczonym w Kuopio z Finami 3:2, w ramach eliminacji do francuskiego EURO'84. Nikt się nie spodziewał, że ten ostatni mecz będący jednocześnie pierwszym w nowych eliminacjach będzie jedynym wygranym w tamtej edycji. Dolny co prawda znajdował się w meczowych kadrach, ale swój występ nr 7 zaliczy dopiero w 1985 roku i to już jako zawodnik Górnika Wałbrzych. Brno, porażka z Czechosłowacją 1:3 - był ostatnim w koszulce z orłem na piersi zarówno dla Dolnego, jak i wcześniej wspomnianego Ciołka.
Co ciekaw Tadeusz Dolny, jako jedyny piłkarz wałbrzyskiego Górnika, świętował awans do mistrzostw świata, bowiem w decydującym o awansie meczu z Belgią w Chorzowie (1985 - 0:0) był rezerwowym.
Niestety, w przeciwieństwie do Ciołka, Tadeusz Dolny znalazł się w skromnym gronie nieobecnych na 35.rocznicy zdobycia medalu w Hiszpanii.
![]() |
| Jacek Jarecki |
piątek, 10 listopada 2017
Misan zmierza po koronę króla strzelców
Olimpia Kamienna Góra to obecnie najsłabszy zespół Sport Track 4.ligi. Beniaminek nie dość, że na własnym boisku zdobył ledwie punkt, to ma najgorszą defensywę ze średnią 4 goli straconych na mecz. Również ofensywa jest jedną z najgorszych w lidze, mniej bramek strzelili Górnicy z Boguszowa i Karolina Jaworzyna Śląska. Zapewne inaczej by wyglądała sytuacja, gdyby Olimpia dysponowała choćby skuteczniejszymi napastnikami. W nie tak odległej przeszłości kamiennogórscy kibice mogli oklaskiwać niesamowicie skuteczny duet, który w ciągu jednego sezonu potrafił strzelić 68 bramek! Mowa o Zdzisławie Pyrdole (42 bramki) i Damianie Misanie (26 trafień), którzy byli postrachem jeleniogórskiej okręgówki w sezonie 2004/05. Pyrdoł, już po 40-stce, do dziś gra w Skalniku Czarny Bór, który obecnie występuje w B klasie. Misan z kolei zauważony został przez legnicką Miedź, zadebiutował w ekstraklasie w Cracovii, zaliczył awans do drugiej ligi z Górnikiem Wałbrzych, po czym zdecydował się na rekreacyjne kopanie piłki w Austrii. 33-letni dziś napastnik ma znakomitą średnią pod Alpami - do tej pory wystąpił 120 razy, a na listę strzelców wpisał się aż 152 razy!
Już piąty sezon Damian reprezentuje zespół ASKÖ Lunz am See, który występuje w 2.klasse Ybbstal. Jesień bieżącego roku ASKÖ zakończyło na wysokim drugim miejscu z 5 punktami straty do Hausmening. Duża w tym zasługa Polaków występujących w tym zespole - Misan z 19 bramkami w 11 ligowych meczach został najskuteczniejszym strzelcem całej ligi, dzielnie sekundował mu doskonale znany w Wałbrzychu Adrian Moszyk. Popularny Adek strzelił 11 bramek i jest na trzecim miejscu wśród strzelców. Trzeci z kamiennogórskich muszkieterów - Łukasz Bieńkowski strzelił dwie bramki, ale był w kwartecie piłkarzy, którzy wystąpili we wszystkich 11 meczach.
Najdłużej w Austrii (od 1996) występuje Rafał Tragarz, który jednak nie występuje już w I zespole Kleinpöchlarn SV, którego bywał również grającym szkoleniowcem, pomagając w lidze rezerw.
W grupie Alpenvorland 2.klasse wciąż występuje największa liczba piłkarzy pochodzących z okręgu wałbrzyskiego. Ósmy w tabeli jest zespół ASV Kienberg/Gaming, gdzie najlepszym zawodnikiem jest pochodzący z Głuszycy Łukasz Kalka (komplet 11 występów/4 gole). Dziewiąty finiszował zespół SV Erlauf, gdzie wciąż gra świdniczanin Roman Pawłowski (7 meczów), a na przedostatnim miejscu jesień kończy USV Kirnberg z Bartoszem Sobotą (9/1 gol) i znanym z gry m.in. w Polonii/Sparcie Świdnica Mateuszem Szczurem (11/1 gol).
Dwie klasy wyżej występuje z kolei Paweł Matuszak reprezentujący obecnie barwy SV Oberndorf (Gebietsliga, grupa zachodnia). Jego klub zajmuje obecnie drugie miejsce z 3 punktami straty do lidera z Rabenstein, ale do rozegrania ma zaległy mecz u siebie ze słabiutkim Wilhelmsburgiem. Paweł w dotychczasowych 12 meczach tyleż razy wpisywał się na listę strzelców, co na chwilę obecną daje mu trzecią lokatę - 2 trafienia za prowadzącym duetem.
| Adrian Moszyk i Damian Misan |
Najdłużej w Austrii (od 1996) występuje Rafał Tragarz, który jednak nie występuje już w I zespole Kleinpöchlarn SV, którego bywał również grającym szkoleniowcem, pomagając w lidze rezerw.
W grupie Alpenvorland 2.klasse wciąż występuje największa liczba piłkarzy pochodzących z okręgu wałbrzyskiego. Ósmy w tabeli jest zespół ASV Kienberg/Gaming, gdzie najlepszym zawodnikiem jest pochodzący z Głuszycy Łukasz Kalka (komplet 11 występów/4 gole). Dziewiąty finiszował zespół SV Erlauf, gdzie wciąż gra świdniczanin Roman Pawłowski (7 meczów), a na przedostatnim miejscu jesień kończy USV Kirnberg z Bartoszem Sobotą (9/1 gol) i znanym z gry m.in. w Polonii/Sparcie Świdnica Mateuszem Szczurem (11/1 gol).
Dwie klasy wyżej występuje z kolei Paweł Matuszak reprezentujący obecnie barwy SV Oberndorf (Gebietsliga, grupa zachodnia). Jego klub zajmuje obecnie drugie miejsce z 3 punktami straty do lidera z Rabenstein, ale do rozegrania ma zaległy mecz u siebie ze słabiutkim Wilhelmsburgiem. Paweł w dotychczasowych 12 meczach tyleż razy wpisywał się na listę strzelców, co na chwilę obecną daje mu trzecią lokatę - 2 trafienia za prowadzącym duetem.
środa, 8 listopada 2017
Dobra passa Trojaka w Ruchu
23-letni Miłosz Trojak w chorzowskim Ruchu przebywa ósmy rok, ale dopiero w bieżącym sezonie odgrywa kluczową rolę. W barwach Niebieskich najpierw błysnął w mistrzostwach Polski juniorów, a później balansował między zespołem rezerw, a graniem w sparingach I zespołu rozgrywanych pomiędzy rundami. Ogólnie znane kłopoty finansowo-organizacyjne spowodowały, że kadra Ruchu w ubiegłym sezonie przechodziła ogromne perturbacje, odszedł trener Fornalik, a także kilku kluczowych zawodników, co dało szanse kilku zawodnikom z zaplecza. Na tym skorzystał Trojak, który tym samym wiosną zaliczył 12 występów w ekstraklasie.
Po spadku Ruch pierwszoligową kampanię nie dość, że zaczął z karą 5 ujemnych punktów, to pierwsze 3 mecze przegrał. Nad klubem ciążył zakaz transferowy, więc kadrę tworzyli ci co zostali po spadku i nie udało się załapać do lepiej zorganizowanych (czytaj wypłacalnych klubów), a także zdolna śląska młodzież. W tej układance trenera Krzysztofa Warzychy Trojak był podporą linii obrony, gdzie występował na jej środku. We wrześniu szkoleniowcem został Juan Ramon Rocha, który mógł skorzystać ze sporej grupy zagranicznych zawodników (Bankow, Marković, Villafane, Mello, Posinković), a także ponownie wracających do Ruchu byłego kadrowicza Marcina Kowalczyka. Na nowo zbudowany Ruch z czasem zaczął punktować, a w październiku wygrał 3 z 4 spotkań. Miłosz Trojak został przesunięty na pozycję defensywnego pomocnika, czyli swoją macierzystą. O ile grając jako stoper nie błyszczał na murawie, to po przesunięciu do przodu stał się jedną z centralnych postaci zespołu. W dwóch październikowych, niezwykle ważnych i prestiżowych spotkaniach, notabene wygranych z GKS w Katowicach (2:1) i z Odrą Opole (3:1), Trojak został wybrany Piłkarzem Meczu przez katowicki Sport. Podobnie wybrali kibice Ruchu, którzy wcześniej nie szczędzili mu niewybrednych uwag.
Miłosz w obecnym sezonie zagrał 14 razy na 16 możliwych. Zobaczył już 8 żółtych kartek, co spowodowało, że raz pauzował (drugi mecz opuścił z powodu urazu) i w najbliższym spotkaniu czeka go również kartkowa absencja. Dobrą postawę potężnego, bo mierzącego 191 cm zawodnika docenił tygodnik Piłka Nożna wybierając go do Jedenastki Miesiąca (patrz zdjęcie).
Partnerem Trojak w zestawieniu Piłki Nożnej jest kapitan Rakowa Częstochowa Rafał Figiel, który w październiku miał współudział w większości bramek zdobytych przez zespół. Jego dośrodkowania ze stałych fragmentów gry stały się groźną bronią - niby wszyscy w lidze o tym wiedzą, ale wciąż nie zawsze mogą sobie poradzić. Na chwilę obecną popularny Figo z 8 asystami przewodzi w klasyfikacji asyst zaplecza ekstraklasy.
Ciekawostką jest fakt, że najlepsze drużyny października - Puszcza Niepołomice i Miedź Legnica w najbliższy weekend zmierzą się ze sobą. Niestety, nie dojdzie do spotkania byłych graczy wałbrzyskiego Górnika, bowiem Michał Bartkowiak przechodzi rehabilitację. Z kolei dla Marcina Orłowskiego będzie to okazja gry przeciwko byłemu klubowi. Popularny Orzeł w latach 2007-11 zagrał 90 razy strzelając 15 goli.
Dobra passa Rakowa spowodowała, że beniaminek zbliżył się do prowadzącego duetu Miedź-Chojniczanka. Depcze im po piętach również Odra Opole, gdzie, niestety z powodu kontuzji, pauzuje Tomasz Wepa. Również gorszy okres przeżywa z Bytovią Bartosz Biel, który stracił miejsce w wyjściowej jedenastce i ostatnio częściej występuje w roli zmiennika.
Po spadku Ruch pierwszoligową kampanię nie dość, że zaczął z karą 5 ujemnych punktów, to pierwsze 3 mecze przegrał. Nad klubem ciążył zakaz transferowy, więc kadrę tworzyli ci co zostali po spadku i nie udało się załapać do lepiej zorganizowanych (czytaj wypłacalnych klubów), a także zdolna śląska młodzież. W tej układance trenera Krzysztofa Warzychy Trojak był podporą linii obrony, gdzie występował na jej środku. We wrześniu szkoleniowcem został Juan Ramon Rocha, który mógł skorzystać ze sporej grupy zagranicznych zawodników (Bankow, Marković, Villafane, Mello, Posinković), a także ponownie wracających do Ruchu byłego kadrowicza Marcina Kowalczyka. Na nowo zbudowany Ruch z czasem zaczął punktować, a w październiku wygrał 3 z 4 spotkań. Miłosz Trojak został przesunięty na pozycję defensywnego pomocnika, czyli swoją macierzystą. O ile grając jako stoper nie błyszczał na murawie, to po przesunięciu do przodu stał się jedną z centralnych postaci zespołu. W dwóch październikowych, niezwykle ważnych i prestiżowych spotkaniach, notabene wygranych z GKS w Katowicach (2:1) i z Odrą Opole (3:1), Trojak został wybrany Piłkarzem Meczu przez katowicki Sport. Podobnie wybrali kibice Ruchu, którzy wcześniej nie szczędzili mu niewybrednych uwag.
Miłosz w obecnym sezonie zagrał 14 razy na 16 możliwych. Zobaczył już 8 żółtych kartek, co spowodowało, że raz pauzował (drugi mecz opuścił z powodu urazu) i w najbliższym spotkaniu czeka go również kartkowa absencja. Dobrą postawę potężnego, bo mierzącego 191 cm zawodnika docenił tygodnik Piłka Nożna wybierając go do Jedenastki Miesiąca (patrz zdjęcie).
Partnerem Trojak w zestawieniu Piłki Nożnej jest kapitan Rakowa Częstochowa Rafał Figiel, który w październiku miał współudział w większości bramek zdobytych przez zespół. Jego dośrodkowania ze stałych fragmentów gry stały się groźną bronią - niby wszyscy w lidze o tym wiedzą, ale wciąż nie zawsze mogą sobie poradzić. Na chwilę obecną popularny Figo z 8 asystami przewodzi w klasyfikacji asyst zaplecza ekstraklasy.
Ciekawostką jest fakt, że najlepsze drużyny października - Puszcza Niepołomice i Miedź Legnica w najbliższy weekend zmierzą się ze sobą. Niestety, nie dojdzie do spotkania byłych graczy wałbrzyskiego Górnika, bowiem Michał Bartkowiak przechodzi rehabilitację. Z kolei dla Marcina Orłowskiego będzie to okazja gry przeciwko byłemu klubowi. Popularny Orzeł w latach 2007-11 zagrał 90 razy strzelając 15 goli.
Dobra passa Rakowa spowodowała, że beniaminek zbliżył się do prowadzącego duetu Miedź-Chojniczanka. Depcze im po piętach również Odra Opole, gdzie, niestety z powodu kontuzji, pauzuje Tomasz Wepa. Również gorszy okres przeżywa z Bytovią Bartosz Biel, który stracił miejsce w wyjściowej jedenastce i ostatnio częściej występuje w roli zmiennika.
poniedziałek, 6 listopada 2017
Pierwszy gol Igora Łasickiego
Próżno szukać wałbrzyszan w składach drużyn ekstraklasy. Jedynakiem pozostaje Igor Łasicki, bo póki co Paweł Żyra gra w trzecioligowych rezerwach Zagłębia Lubin i nie zanosi się, by szybko dostał szansę od trenera Piotra Stokowca. Łasicki, który podobnie jak Żyra, z Wałbrzycha trafił do Lubina, po pięcioletnim okresie gry we Włoszech od lipca bieżącego roku na zasadzie wypożyczenia reprezentuje barwy Wisły Płock. Urodzony w Wałbrzychu defensor nie miał jeszcze okazji zadebiutować w rodzimej lidze. W czerwcu znajdował się w kadrze na ME U-21, ale nie wystąpił tam ani jednej minuty.W Płocku początkowo przegrywał rywalizację z kolegą z kadry Marcina Dorny Przemysławem Szymińskim, lecz po jego sierpniowym transferze do włoskiego US Palermo trener płocczan postawił na Łasickiego, który z meczu na mecz zaczął prezentować się coraz lepiej.Co prawda początek nie wyglądał najlepiej - wykluczenie w pucharowym meczu w Krakowie z Wisłą (1:2), ale praktycznie od 5.kolejki gra wszystkie mecze od pierwszej do ostatniej minuty. W meczu 13.kolejki był bliski uzyskania premierowego gola w polskiej lidze, ale na przeszkodzie stanął znakomicie usposobiony tego dnia bramkarz Korony Kielce Maciej Gostomski. Paradoksalnie właśnie przegrany mecz w Kielcach (0:2) trener Brzęczek uważa za najlepszy w wykonaniu piłkarzy Wisły.
Igor po zobaczeniu 4 żółtych kartek pauzował w meczu w Gliwicach (1:2) tydzień temu, a w ostatniej kolejce piękną główką otworzył wynik meczu z Jagiellonią Białystok. Ostatecznie goście wygrali 2:1, ale Łasicki zaliczył swoje premierowe trafienia w ojczystej ekstraklasie.
| Igor Łasicki (w wyskoku z prawej) |
Na półmetku etapu zasadniczego sezonu 2017/18 Wisła Płock zajmuje ósme miejsce, czyli ostatnie gwarantujące walkę o mistrzostwo i grę w europejskich pucharach w dodatkowej serii 7 spotkań.
Po 15 seriach sensacyjnym liderem jest beniaminek z Zabrza. Górnik jest najskuteczniejszą drużyną, zarówno na własnym boisku, gdzie mecze najczęściej ogląda komplet widzów, a także na meczach wyjazdowych. Zarówno o trenerze Marcinie Broszu jak i jego podopiecznych pisze się w superlatywach. Już do Zabrza powołania na najbliższe mecze wysłał selekcjoner Adam Nawałka.
| Szymon Żurkowski z nr 25 [foto:walbrzych24.com] |
Wśród najbardziej chwalonych jest Szymon Żurkowski, który podobnie jak Igor Łasicki w 15.kolejce po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców w historii swoich ekstraklasowych występów.
20-letni pomocnik w ubiegłym sezonie głównie występował w trzecioligowych rezerwach zabrskiego klubu, dzięki czemu mogliśmy oglądać go również w Wałbrzychu. Do kwietniowego meczu na Stadionie 1000-lecia Żurkowski miał zaledwie 3 epizody w I zespole, a dwa tygodnie po wygranej pod Chełmcem wybiegł w podstawowym składzie przeciwko Chojniczance Chojnice w 1.lidze, w meczu wygranym przez zabrzan 6:1, który stał się przełomowym w nowoczesnej historii Górnika Zabrze. Podopieczni Marcina Brosza po tej wygranej wygrali ostatnie 5 spotkań (Żukrowski zagrał we wszystkich strzelając jedną bramkę) awansując do ekstraklasy. W bieżącym sezonie pomocnik Górnika tylko w przedostatnim meczu w Niecieczy, przeciwko Sandecji Nowy Sącz, nie wybiegł w podstawowym składzie. Przeciwko popularnym Sączersom wszedł po przerwie, gdy Górnik przegrywał 0:1 i dzięki jego grze goście odmienili stan meczu na 2:1.
Jego gra nie pozostała bez echa, aktualny selekcjoner kadry U-21 walczącej w eliminacjach MME Czesław Michniewicz mocno na niego i Szymon zagrał w dotychczasowych 3 meczach i najprawdopodobniej zagra w listopadowych meczach z Wyspami Owczymi i Duńczykami. Wielu ekspertów uważa, że gdyby nie powołania do młodzieżówki to po niego sięgnąłby Adam Nawałka. Ostatnio pisze się o zainteresowaniu Żurkowskim przez stołeczną Legię.
I pomyśleć, że pół roku temu na murawie Stadionu 1000-lecia mogliśmy oglądać jedno z największych odkryć rundy jesiennej Lotto Ekstraklasy...
piątek, 3 listopada 2017
Medialna izolacja
Dolnośląski Związek Piłki Nożnej należy do najprężniej działających w kraju. Dzięki staraniom zarządu wiele klas rozgrywkowych zyskało tytularnego sponsora. Czwarta liga już drugi rok z rzędu ma swojego dobrodzieja - w bieżącym jest to firma Sport Track. Dodatkowo od dwóch miesięcy rozgrywki czwartoligowe można oglądać w całym kraju! Dzięki współpracy z TVRegionalna.pl skróty ze spotkań ligowych mogą zobaczyć nie tylko w internecie, ale również w telewizjach kablowych Netii, Avios oraz w telewizji naziemnej.
Systematycznie w środę ma swoją premierę magazyn o rozgrywkach czwartej ligi. Z dotychczasowych 7 przygotowanych materiałów zaledwie jeden zawierał skrót z meczu Górnika Wałbrzych rozegranego na Stadionie 1000-lecia. Podziękowania za materiał z meczu biało-niebieskich z rezerwami Śląska należą się dla kierownictwa wrocławskiego klubu, który przesłał materiał.
Kluby 4.ligi od pewnego czasu mają obowiązek rejestrowania meczu na video. Nie stanowi więc technicznego problemu dla wałbrzyskiego klub. Wystarczy jedynie wrzucić odpowiedni plik na serwer TVRegionalna, gdzie fachowcy zmontują krótki skrót. Jednak okazuje się, że w Górniku nie ma woli, by nie tylko współpracować ze sponsorem medialnym, ale i wyjść z zaścianka do szerszego grona kibiców.
Sponsor rozgrywek, firma Sport Track, na mocy umowy z DZPN, ma wziąć na swoje barki opłaty sędziowskie w ostatnich 5 kolejkach. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że w przypadku wałbrzyszan, którzy nie chcą współpracować ze sponsorem, bonus może ich ominąć. Zdecydowana większość firm, która bawi się w sponsorowanie sportu próbuje się w ten sposób zareklamować, również jest to w przypadku dobrodzieja czwartoligowych rozgrywek. Nazwa pojawiająca się przy okazji wyników ligowych w internecie jest zauważalna dla zainteresowanych samymi rozgrywkami. Grono kibiców zapewne poszerza medium jakim jest telewizja czy platforma youtube, gdzie można magazyn o rozgrywkach Sport-Track 4.ligi zobaczyć.
Również świadomość potęgi mediów rośnie wśród klubów. Przykładowo Bielawianka Bielawa zachęca potencjalnych sponsorów właśnie szerokim zakresem rynku odbiorców dzięki wspomnianemu magazynowi.
Dlaczego więc Górnik Wałbrzych ignoruje tę możliwość?
Klub z ulicy Ratuszowej sportowo jak i organizacyjnie nie jest tym klubem, co był choćby dwa, trzy lata temu, gdy grał na szczeblu centralnym. 16 miesięcy temu w TVP3 piłkarzy Górnika mogliśmy oglądać w meczu barażowym o drugą ligę w Warszawie z Polonią. Dziś nikt z działaczy klubu nie zabiega, by piłkarzy oglądać w kablówce czy internecie.
O potencjale marketingowym mediów nie trzeba nikogo przekonywać. Klub, który walczy z długami, szukający sponsorów wydaje się nie być jednak tego świadomy. Bardzo wymowna jest zakładka partnerów klubów na oficjalnej witrynie:
Strona internetowa powinna być wizytówką klubu, ale o Górniku tego nie można powiedzieć. Kibic zaglądający na stronę piłkarskiego Górnika nie dowie się:
- składów, relacji z meczów seniorów
- wyników ze wszystkich spotkań juniorów,
- składów z meczów rezerw,
- biografii obecnych piłkarzy,
- statystyk żadnej z drużyn.
Nie ma żadnych materiałów video, usystematyzowanych galerii meczowych. Podsumowaniem niech będzie relacja meczowa z ostatniego meczu z Unią Bardo, która zamknęła się w lapidarnym opisie: Właśnie na stadionie przy ulicy Ratuszowej zakończyło się spotkanie drużyn Górnik Wałbrzych a Unia Bardo w ramach Mistrzostw IV Ligii Dolnośląska (gr. wschód). Biało-Niebieska drużyna zwyciężyła rezultatem bramek 2:1. Bramki dla Nas zdobyli: Mateusz Sobiesierski i Kamil Młodziński.
W klubie od dawna nie ma pomysłu na prowadzenie oficjalnej witryny, bowiem zarówno layout jak i administrator często się zmieniali. Nie wykorzystano swojego czasu mecenatu PWSZ, gdzie można było skorzystać z potencjału studentów. Próbowano współpracy z lokalnymi dziennikarzami, dublowano materiały z miejscowymi serwisami, a obecnie nawet tego nie ma. Plusem jest oczywiście współpraca z fotografem Anetą Serafin, ale to za mało. Nie tak dawno współpracował z klubem Jakub Zima (Sportowy Wałbrzych - swsportinfo.pl/doba.pl), dzięki któremu pojawiały się materiały video w postaci skrótów meczowych, wywiadów czy galerii z meczów nawet sparingowych. Teraz jego autorstwa głównie pojawiają się materiały z Sport-Track 4.ligi z pobliskiego Boguszowa Gorce.
Jeśli chodzi o meczowe relacje ze spotkań podopiecznych Macieja Jaworskiego należy ubolewać, że nie ma współpracy klubu z redaktorem Bartłomiejem Nowakiem (walbrzych24.com), który w swoich relacjach podaje prawdziwe składy z przeprowadzonymi zmianami oraz przedstawia rzeczywisty przebieg wydarzeń meczowych. O tym nie ma co marzyć na walbrzyszek.com, doba.pl, skibasport.pl, walbrzych.dlawas.info.
Swego czasu za czwartoligowym Górnikiem PWSZ jeździło kilku dziennikarzy, a lokalne serwisy mogły się chwalić fotogaleriami nawet z meczów wyjazdowych. Wielu wałbrzyszan po meczach szukało się na zdjęciach. Sukcesem był mariaż z producentem piwa Wojak i zbiórka kapsli. Potencjał marketingowy klubu przez lata został zaprzepaszczony i dziś nic nie zmienia się.
W klubie obecnie najwięcej zależy od panów Grzesiaka i braci Michalaków. Nie są to nowicjusze, ale warto by sobie przypomnieli czy uświadomili, że do kibiców, potencjalnych sponsorów trzeba wyjść na przeciw. Obecnie mogą się pochwalić inicjatywą Klubu 100, która odpowiednio rozpropagowana mogła przynieść więcej wymiernych korzyści. Czemu w innych miastach, gdzie przy klubach działają podobne inicjatywy, pojawiają się sponsorzy, zawiązuje się klub biznesu? Czemu w Legnicy czy Głogowie mają w tej materii sukcesy, a u nas nie? Programy lojalnościowe, szeroko pojęty marketing brzmią o wiele lepiej niż zachęta do wspólnego kopania futbolówki w swoim gronie jak zachęca obecnie zarząd klubu.
Kibic wałbrzyskiego Górnika nie ma co liczyć na jakiekolwiek pamiątki, które mógłby kupić czy to przy okazji meczu, w siedzibie klubu, nie mówiąc o stronie klubowej. Klubowe gadżety można było swego czasu nabyć jedynie przy okazji rozwinięcia punktu przez ... samych kibiców! Jeśli oni potrafią robić to lepiej niż sam klub, czemu nie nawiązać współpracy, na której zyskają obie strony. W chwili obecnej fani płacą 10 złotych za bilet, tyle ile trzeba było zapłacić za mecze w drugiej lidze. Czy naprawdę warto windować cenę biletów kosztem pustek na trybunach Stadionu 1000-lecia? Co Górnik zrobił, by zachęcić do powrotu na trybuny kibiców, gdy wyniki piłkarzy nie zachęcają? Zamknięcie sektora C nie rozwiązało sprawy.
Piłkarze klubu dzięki kibicom angażują się w różne charytatywne akcje, typu Biało Niebieski Mikołaj - gdyby w mediach nagłośniono inicjatywy, to ze skutkiem nie tylko dla zainteresowanych dzieciaków, samotnych matek, potrzebujących, ale i samego klubu. Historię i wizerunek budują nie tylko wyniki sportowe.
W chwili obecnej Górnik Wałbrzych jest dolnośląskim czwartoligowcem o najbogatszej historii. Ale nie można ciągle nią żyć, o niej tylko mówić. Warto wziąć przykład, nawet z tych klubów, które mają swoją ledwie kilkunastoletnią historię. Czerpać przykład od mniejszych, ale efektywniej działających w marketingu, współpracy z kibicami. Przede wszystkim Górnik musi korzystać z okazji, taka jak opisana na wstępie, dzięki współpracy DZPN a TVRegionalna. Tysiące nowych kibiców, do których mogliby trafić potencjalni sponsorzy Górnika zostali podani dosłownie na tacy. A przy Ratuszowej nikt z takiego prezentu nie raczy skorzystać...
Systematycznie w środę ma swoją premierę magazyn o rozgrywkach czwartej ligi. Z dotychczasowych 7 przygotowanych materiałów zaledwie jeden zawierał skrót z meczu Górnika Wałbrzych rozegranego na Stadionie 1000-lecia. Podziękowania za materiał z meczu biało-niebieskich z rezerwami Śląska należą się dla kierownictwa wrocławskiego klubu, który przesłał materiał.
Kluby 4.ligi od pewnego czasu mają obowiązek rejestrowania meczu na video. Nie stanowi więc technicznego problemu dla wałbrzyskiego klub. Wystarczy jedynie wrzucić odpowiedni plik na serwer TVRegionalna, gdzie fachowcy zmontują krótki skrót. Jednak okazuje się, że w Górniku nie ma woli, by nie tylko współpracować ze sponsorem medialnym, ale i wyjść z zaścianka do szerszego grona kibiców.
Sponsor rozgrywek, firma Sport Track, na mocy umowy z DZPN, ma wziąć na swoje barki opłaty sędziowskie w ostatnich 5 kolejkach. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że w przypadku wałbrzyszan, którzy nie chcą współpracować ze sponsorem, bonus może ich ominąć. Zdecydowana większość firm, która bawi się w sponsorowanie sportu próbuje się w ten sposób zareklamować, również jest to w przypadku dobrodzieja czwartoligowych rozgrywek. Nazwa pojawiająca się przy okazji wyników ligowych w internecie jest zauważalna dla zainteresowanych samymi rozgrywkami. Grono kibiców zapewne poszerza medium jakim jest telewizja czy platforma youtube, gdzie można magazyn o rozgrywkach Sport-Track 4.ligi zobaczyć.
Również świadomość potęgi mediów rośnie wśród klubów. Przykładowo Bielawianka Bielawa zachęca potencjalnych sponsorów właśnie szerokim zakresem rynku odbiorców dzięki wspomnianemu magazynowi.
Dlaczego więc Górnik Wałbrzych ignoruje tę możliwość?
Klub z ulicy Ratuszowej sportowo jak i organizacyjnie nie jest tym klubem, co był choćby dwa, trzy lata temu, gdy grał na szczeblu centralnym. 16 miesięcy temu w TVP3 piłkarzy Górnika mogliśmy oglądać w meczu barażowym o drugą ligę w Warszawie z Polonią. Dziś nikt z działaczy klubu nie zabiega, by piłkarzy oglądać w kablówce czy internecie.
O potencjale marketingowym mediów nie trzeba nikogo przekonywać. Klub, który walczy z długami, szukający sponsorów wydaje się nie być jednak tego świadomy. Bardzo wymowna jest zakładka partnerów klubów na oficjalnej witrynie:
Strona internetowa powinna być wizytówką klubu, ale o Górniku tego nie można powiedzieć. Kibic zaglądający na stronę piłkarskiego Górnika nie dowie się:
- składów, relacji z meczów seniorów
- wyników ze wszystkich spotkań juniorów,
- składów z meczów rezerw,
- biografii obecnych piłkarzy,
- statystyk żadnej z drużyn.
Nie ma żadnych materiałów video, usystematyzowanych galerii meczowych. Podsumowaniem niech będzie relacja meczowa z ostatniego meczu z Unią Bardo, która zamknęła się w lapidarnym opisie: Właśnie na stadionie przy ulicy Ratuszowej zakończyło się spotkanie drużyn Górnik Wałbrzych a Unia Bardo w ramach Mistrzostw IV Ligii Dolnośląska (gr. wschód). Biało-Niebieska drużyna zwyciężyła rezultatem bramek 2:1. Bramki dla Nas zdobyli: Mateusz Sobiesierski i Kamil Młodziński.
W klubie od dawna nie ma pomysłu na prowadzenie oficjalnej witryny, bowiem zarówno layout jak i administrator często się zmieniali. Nie wykorzystano swojego czasu mecenatu PWSZ, gdzie można było skorzystać z potencjału studentów. Próbowano współpracy z lokalnymi dziennikarzami, dublowano materiały z miejscowymi serwisami, a obecnie nawet tego nie ma. Plusem jest oczywiście współpraca z fotografem Anetą Serafin, ale to za mało. Nie tak dawno współpracował z klubem Jakub Zima (Sportowy Wałbrzych - swsportinfo.pl/doba.pl), dzięki któremu pojawiały się materiały video w postaci skrótów meczowych, wywiadów czy galerii z meczów nawet sparingowych. Teraz jego autorstwa głównie pojawiają się materiały z Sport-Track 4.ligi z pobliskiego Boguszowa Gorce.
Jeśli chodzi o meczowe relacje ze spotkań podopiecznych Macieja Jaworskiego należy ubolewać, że nie ma współpracy klubu z redaktorem Bartłomiejem Nowakiem (walbrzych24.com), który w swoich relacjach podaje prawdziwe składy z przeprowadzonymi zmianami oraz przedstawia rzeczywisty przebieg wydarzeń meczowych. O tym nie ma co marzyć na walbrzyszek.com, doba.pl, skibasport.pl, walbrzych.dlawas.info.
Swego czasu za czwartoligowym Górnikiem PWSZ jeździło kilku dziennikarzy, a lokalne serwisy mogły się chwalić fotogaleriami nawet z meczów wyjazdowych. Wielu wałbrzyszan po meczach szukało się na zdjęciach. Sukcesem był mariaż z producentem piwa Wojak i zbiórka kapsli. Potencjał marketingowy klubu przez lata został zaprzepaszczony i dziś nic nie zmienia się.
W klubie obecnie najwięcej zależy od panów Grzesiaka i braci Michalaków. Nie są to nowicjusze, ale warto by sobie przypomnieli czy uświadomili, że do kibiców, potencjalnych sponsorów trzeba wyjść na przeciw. Obecnie mogą się pochwalić inicjatywą Klubu 100, która odpowiednio rozpropagowana mogła przynieść więcej wymiernych korzyści. Czemu w innych miastach, gdzie przy klubach działają podobne inicjatywy, pojawiają się sponsorzy, zawiązuje się klub biznesu? Czemu w Legnicy czy Głogowie mają w tej materii sukcesy, a u nas nie? Programy lojalnościowe, szeroko pojęty marketing brzmią o wiele lepiej niż zachęta do wspólnego kopania futbolówki w swoim gronie jak zachęca obecnie zarząd klubu.
Kibic wałbrzyskiego Górnika nie ma co liczyć na jakiekolwiek pamiątki, które mógłby kupić czy to przy okazji meczu, w siedzibie klubu, nie mówiąc o stronie klubowej. Klubowe gadżety można było swego czasu nabyć jedynie przy okazji rozwinięcia punktu przez ... samych kibiców! Jeśli oni potrafią robić to lepiej niż sam klub, czemu nie nawiązać współpracy, na której zyskają obie strony. W chwili obecnej fani płacą 10 złotych za bilet, tyle ile trzeba było zapłacić za mecze w drugiej lidze. Czy naprawdę warto windować cenę biletów kosztem pustek na trybunach Stadionu 1000-lecia? Co Górnik zrobił, by zachęcić do powrotu na trybuny kibiców, gdy wyniki piłkarzy nie zachęcają? Zamknięcie sektora C nie rozwiązało sprawy.
Piłkarze klubu dzięki kibicom angażują się w różne charytatywne akcje, typu Biało Niebieski Mikołaj - gdyby w mediach nagłośniono inicjatywy, to ze skutkiem nie tylko dla zainteresowanych dzieciaków, samotnych matek, potrzebujących, ale i samego klubu. Historię i wizerunek budują nie tylko wyniki sportowe.
W chwili obecnej Górnik Wałbrzych jest dolnośląskim czwartoligowcem o najbogatszej historii. Ale nie można ciągle nią żyć, o niej tylko mówić. Warto wziąć przykład, nawet z tych klubów, które mają swoją ledwie kilkunastoletnią historię. Czerpać przykład od mniejszych, ale efektywniej działających w marketingu, współpracy z kibicami. Przede wszystkim Górnik musi korzystać z okazji, taka jak opisana na wstępie, dzięki współpracy DZPN a TVRegionalna. Tysiące nowych kibiców, do których mogliby trafić potencjalni sponsorzy Górnika zostali podani dosłownie na tacy. A przy Ratuszowej nikt z takiego prezentu nie raczy skorzystać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




