środa, 14 czerwca 2017

Smutne pożegnanie

Wtorkowy mecz z rezerwami Śląska miał praktycznie znaczenie tylko dla przyjezdnych. W Wałbrzychu była jedynie iluzja, że może zdarzyć się cud. Owszem zwycięstwo nad Olimpią Kowary poprawiło nastroje, ale jak się weźmie pod uwagę skład rywala, gdzie występują piłkarze na zasadzie skompletowania jedenastki za wszelką cenę, by nie oddać meczu walkowerem, to już nie  wygląda to tak różowo. W Żmigrodzie Górnik musiał wygrać, by myśleć o utrzymaniu, a poniósł najwyższą wyjazdową porażkę.
Przeciwko młodzieży z Wrocławia, gdzie w wyjściowej jedenastce ośmiu młodzieżowców, dwóch zawodników z rocznika 1994 i jeden z 1995, gospodarze znów byli bezradni w ofensywie. Cierpliwość wyczerpała się również wałbrzyskim mediom, które powtarzały się w tytule pomeczowej relacji "Bez stylu, bez honoru". Zgoda co do braku stylu, bo jego od dawna w domowych meczach nie ma. Szkoda, że optymistycznie nastawione media dopiero na finiszu zdjęły różowe okulary. Co do honoru... Górnik spada z hukiem, wyprzedzając w tabeli jedynie kowarską Olimpię, w każdym meczu piłkarze próbowali zdobyć punkty, a że brakowało argumentów, to nie można zrzucać na sprawę honoru. Mecz ze Śląskiem II był podobny to wielu rozegranych przy Ratuszowej.
Smutne pożegnanie z 3.ligą w Wałbrzychu oglądała garstka
widzów. [foto: Paweł Gołębiowski]
Szansę na utrzymanie wałbrzyszanie przegrali na własnym boisku i to nie spotkaniem ze Śląskiem II. Na pożegnalny mecz przyszła garstka widzów, co naprawdę tragicznie wygląda, zwłaszcza, że kilka dni wcześniej na tym obiekcie znakomicie bawiło się na meczu futbolu amerykańskiego kilka tysięcy ludzi. Ciekawe na ile oszacowałby publikę meczu Miners Bogdan Skiba, który tradycyjnie zawyżał frekwencję na Stadionie 1000-lecia.
Gorycz degradacji piłkarzy Górnika dotyka nie po raz pierwszy, a czy w takich beznadziejnych okolicznościach przebiegały wcześniejsze pożegnania z klasami rozgrywkowymi?
Najwyższy szczebel rozgrywkowy Górnik żegnał w Wałbrzychu meczem z Pogonią Szczecin, który oglądało 1552 widzów. Na stadionie na Nowym Mieście wyglądała ona niczym garstka wiernych fanów. Wałbrzyszanie w ostatnim meczu w 1.lidze zremisowali 1:1 (0:1), a wyrównującą bramkę strzelił śp. Zbigniew Ośko. W ostatniej kolejce biało-niebiescy nie przeszkodzili w mistrzowskim marszu Ruchu Chorzów przegrywając na Górnym Śląsku 1:4.
Z drugiej ligi Górnik się wycofał, ale po połączeniu z Zagłębiem ponownie, jako Klub Piłkarski, grał na zapleczu ekstraklasy. Wiosną 1994 KP nie udało się utrzymać, a ostatni mecz pod Chełmcem rozegrał przeciwko walczącej o utrzymanie Arce Gdynia. Goście z Trójmiasta musieli wygrać, by się utrzymać i rzeczywiście tak się stało (1:0). Mecz był toczony w przyjaznej atmosferze, przypominał nieco ostatni mecz gdynian w Lubinie.
3.ligę wałbrzyszanie, grający jako Górnik/Zagłębie żegnali w sezonie 2000/01 grając przeciwko czołowej drużynie ligi BBTS Marbet Ceramed Bielsko-Biała, dziś funkcjonujące jako Podbeskidzie. Bielszczanie nie mieli problemu ze zwycięstwem 2:0 (1:0). Wałbrzyszanie po spadku grali jesienią głównie juniorami, by zimą wycofać się z rozgrywek.
Sezon 2007/08 to sezon reformy, po której 1.liga stała się ekstraklasą, druga liga pierwszą, trzecia drugą, a czwarta trzecią. Wałbrzyszanie grając w 4.lidze zajęli odległe 11.miejsce co oznaczało pozostanie w niej, ale de facto była to degradacja z czwartego na piąty szczebel rozgrywek. Ale o tym historycy wałbrzyskiego futbolu wstydliwie milczą. PWSZ Górnik Wałbrzych w ostatnim domowym meczu tego feralnego sezonu grał derby Sudetów z Karkonoszami - bez udziału publiczności. Jeleniogórzanie po golach Łukasza Kowalskiego wygrali 2:1 (gol dla podopiecznych Roberta Bubnowicza strzelił Marka Wojtarowicza). Wałbrzyszanie w ostatnim meczu na wyjeździe ulegli Prochowiczance 1:4, gdzie dwukrotnie skarcił Paweł Tobiasz.
Wreszcie sezon 2014/15, czyli spadek z drugiej ligi, trzeciego szczebla rozgrywek. Ostatnia kolejka i mecz z Okocimskim Brzesko. Niewiele ponad dwustu widzów i remis 2:2. Już w 3.minucie gol Marcina Orłowskiego, po przerwie Piwosze strzelają dwa gole, by w doliczonym czasie remis uratował Mateusz Sawicki. Honorowy remis.
Przed Górnikiem wyjazd do Zdzieszowic, gdzie miejscowy Ruch ma realne szanse na awans, więc trudno spodziewać się mega sensacji, za którą uchodziłaby jakakolwiek strata punktów przez Zdzichów. Robert Bubnowicz nie ma możliwości wystawienia innego zestawu nazwisk do składu niż ten, którym operuje od miesięcy. Mecz dla wałbrzyszan to tylko zebranie doświadczeń przez młodych zawodników, tylko pytanie, czy spożytkują je po letniej przerwie w czwartoligowym Górniku czy też w innym klubie.

sobota, 10 czerwca 2017

Niedosyt w Legnicy

W mediach społecznościowych jednym z najpopularniejszych futbolowych hasztagów jest #1ligastylżycia. Wydarzenia na zapleczu ekstraklasy często zaskakiwały, takich zwrotów sytuacji, emocji do ostatniego gwizdka arbitra nie było w blisko 70-letniej historii rozgrywek.
Faworytów do awansu upatrywano przede wszystkim w spadkowiczach Podbeskidziu Bielsko-Biała, Górniku Zabrze, a także w czołowych zespołach poprzedniej kampanii - Zagłębiu Sosnowiec, GKS Katowice, a także legnickiej Miedzi. Początek sezonu należał do Podbeskidzia, ale seria porażek oznaczał nie tylko zjazd w dół tabeli, ale i pożegnanie z trenerem Dźwigałą. Palmę pierwszeństwa przejęło Zagłębie Sosnowiec, które pod wodzą Jacka Magiery w 9 pierwszych meczach nie przegrało, a mecze z Górnikiem Zabrze (2:1) czy w Bielsku-Białej (5:4) śmiało można byłoby oglądnąć klasę wyżej. O Magierę upomniała się Legia i już pierwszy mecz pod wodzą zmiennika (Jarosława Araszkiewicza) okazał się, że nie będzie sosnowiczan łatwo - 3:5 u siebie z Olimpią Grudziądz. W Sosnowcu po odejściu Magiery próbował na właściwe tory nakierować doświadczony trener Piotr Mandrysz, ale po konflikcie ze starszyzną drużyny, którą reprezentował kapitan Sebastian Dudek odszedł z klubu. Co ciekawe, w tym konflikcie, który mocno nagłośniły media, klub wziął stronę zawodników. Wiosną szansę dostał Dariusz Banasik chwalony za pracę z juniorami Legii. Nie było jednak marszu do ekstraklasy, bowiem Zagłębie potrafiło przegrać w Nowym Sączu 0:5, u siebie ze słabym Zniczem 0:3. Wywalenie boiskowych wyjadaczy z Dudkiem na czele poprawiło na chwilę sytuację, bowiem na finiszu znów zawiedli - 1:1 ze Stalą Mielec, a przede wszystkim porażka w Głogowie, po której prezes Zagłębia mocno skrytykował zawodników mówiąc wprost, że kilku z nich nie zależało.
Rewelacją rozgrywek była niewątpliwie Chojniczanka, która systematycznie ciułając punkty ponosząc jesienią jedynie porażkę w Legnicy. Pracę trenera Bartoszka doceniono w Kielcach wykupując jego z Chojnic. Awaryjnie do zimy prowadził zespół jego asystent - Brazylijczyk Hermes, a wiosną utrzymanie awansowego miejsca miał za zadanie Piotr Gruszka, wcześniej nie pracujący na tak wysokim szczeblu. Chojniczanka nie zaczęła przegrywać, ale na remisach ciężko utrzymać fotel lidera. Gdy zastąpił go Artur Derbin to "na dzień dobry"uległ w Zabrzu aż 1:6!
Przez 20 z 34 kolejek w pierwszej trojce plasował się GKS Katowice prowadzony przez Jerzego Brzęczka. Solidne podstawy w osobach Abramowicza w bramce, kuszonego przez kluby ekstraklasy Czerwińskiego w obronie, Foszmańczyka, Prokića w pomocy i duet Lebedyński-Goncerz w ataku dawały nadzieję, że kibice w końcu doczekają się powrotu Gieksy do ekstraklasy. Zimą dodatkowo obronę wzmocnił były wicemistrz Europy juniorów Tomasz Wisio, z Lecha wypożyczono Kamila Jóźwiaka. Katowiczanie długo liczyli się w bezpośredniej walce o awans, ale w końcówce sezonu przegrali kluczowe spotkania z Sandecją i Górnikiem, a czarę goryczy przelała porażka u siebie ze zdegradowanym MKS Kluczbork (2:3), gdzie zwycięskiego gola Swędrowski zdobył strzałem z własnej połowy.
Do 26.kolejki Sandecja tylko raz była na 2.miejscu, a tak oscylowała wokół 5-6 lokaty. Po zwycięstwie nad Stalą Mielec zespół prowadzony przez Radosława Mroczkowskiego nie oddał fotelu lidera do końca rozgrywek. Bramkarz Radliński, obrońcy zza południowej granicy (Piter-Bućko, Kubań), Szufryn, w pomocy Małkowski, Trochim, Dudzic, a w ataku Piszczek (Filip) wspomagany przez Korzyma, to bodaj główni bohaterowie historycznego awansu do ekstraklasy. Jak będzie przebudowana drużyna - zobaczymy.
Po roku banicji wraca do ekstraklasy Górnik Zabrze, który po 8 pierwszych meczach zajmował 15.miejsce. Zarząd klubu wytrzymał ciśnienie, Marcin Brosz mógł kontynuować swoją misję. Wiosną odważnie odsunął od drużyny doświadczonych Dancha, Plizgę, Kosznika, a odkryciem zostali młode wilki w osobach Wolsztyńskiego, Wolniewicza. Kapitalną wiosnę miał Rafał Kurzawa, goleadorem z prawdziwego zdarzenia został Igor Angulo - król strzelców rozgrywek. Co ciekawe, jeszcze na 4 kolejki przed końcem Górnik był dopiero na 9.miejscu.
Swoje 5 minut w rozgrywkach miało więcej drużyn - Wigry Suwałki zdobyły sympatię po kapitalnym rewanżu PP w Gdyni, ale również w 1.lidze na dobrą markę zapracowali sobie Damian Kądzior, Kamil Zapolnik czy Kamil Adamek. W Grudziądzu Jacek Paszulewicz systematycznie stawiał na młodzież, która odwdzięczyła się dobrą i grą - tuż przed finiszem Olimpia zajmowała 3.miejsce! Doskonale znany na Dolnym Śląsku trener Zbigniew Smółka wywalczył 10.miejsce ze Stalą Mielec, która była chwalona z styl i skuteczność. Smółka znalazł się wśród kandydatów na następcę Michała Probierza w Jagiellonii.
W legnickiej Miedzi od dawna marzą o ekstraklasie. Nie udało się to trenerom Baniakowi, Stawowemu, a teraz Tarasiewiczowi. Remont stadionu spowodował, że zespół jesienią głownie występował w delegacjach, a wiosną własny obiekt miał być dodatkowym handicapem. Tak się nie stało, bowiem Stadion im. Orła Białego nie stał się twierdzą - 3 punkty wywiózł w kwietniu Chrobry, remisy ze Stomilem, Wisłą Puławy, wreszcie majowa porażka ze Stalą Mielec to spowodowało, że ostatecznie zabrakło punktu do drugiego Górnika Zabrze, który dwukrotnie został ograny przez Miedź.
Kadra legniczan to mieszanka doświadczonych graczy (Kapsa, Bartczak, Stasiak, Midzierski, Łobodziński, Garguła) i obcokrajowców (de Amo, Gorskie, Trifonow, Forsell, Marquitos, Pennanen, Vojtuś). W trakcie całego sezonu Tarasiewicz skorzystał aż z 12 stranierich! Największy pożytek był z Petteri Forsella, który strzelił 13 bramek (większość z karnych), ale po rewelacyjnej jesieni wiosną mocno spuścił z tonu, tak, że wylądował ostatecznie na ławce rezerwowych. Po sezonie trafił jednak do ekstraklasowej Cracovii. W Legnicy żałują również, że za późno do dyspozycji trenera był słowacki napastnik Jakub Vojtuś, który w zaledwie 12 występach strzelił aż 7 razy. Numerem jeden wśród młodzieżowców był kadrowicz Damian Rasak (30 meczów-4 gole), ale obok niego często występował również wałbrzyszanin Michał Bartkowiak.
Niechciany w Śląsku Wrocław zagrał w 23 meczach Nice 1.ligi. za swoje występy był z reguły chwalony. Gdyby nie urazy tych występów byłoby o wiele więcej. Przez kontuzję uciekło mu marcowe zgrupowanie kadry U-21. Raz został zesłany do trzecioligowych rezerw, akurat na mecz ze swoim byłym klubem w Wałbrzychu.
Po sezonie Miedź opuścił już Ryszard Tarasiewicz, a jego następcą został Dominik Nowak, ostatnio szkoleniowiec Wigier Suwałki. Głównym powodem odejścia Tarasia był brak awansu, zwłaszcza, że w minionym sezonie seniorzy mieli najwyższy w historii klubu budżet płac. Prezes Andrzej Dadełło mówi wprost o zmianie formuły budowy zespołu - pożegnanie z obcokrajowcami, częścią starszych zawodników, więcej młodych zawodników w I zespole. Powołuje się na udaną rundę wiosenną rezerw grających w 3.lidze. Kadra ma być oparta na młodszych gracza, wśród których prezes na pierwszym miejscu wymienia właśnie Bartkowiaka.

piątek, 9 czerwca 2017

Oleksy z Trojakiem pożegnali ekstraklasę

Po raz ostatni ekstraklasa dzieliła po 30 kolejkach dorobek punktowy. Faworytem była stołeczna Legia, najbogatsza, z największym potencjałem, najbardziej medialna. Nie zawiodła, ale obrona nie przyszła jej tak łatwo jak można było się spodziewać. Fatalny początek rozgrywek, odpadnięcie z Pucharu Polski z grającym klasę niżej Górnikiem Zabrze Legia zrekompensowała sobie z nawiązką w europejskich pucharach, gdzie przy Łazienkowskiej zgubił punkt późniejszy triumfator Ligi Mistrzów Real Madryt, a pokonanie Sportingu Lizbona dało awans do fazy pucharowej Ligi Europy. Gdy los przydzielił warszawianom Ajax Amsterdam przeważały głosy, że polski zespół prowadzony przez Jacka Magierę skutecznie zrewanżuje się za odpadnięcie z LE dwa lata wcześniej, kiedy katem okazał się Arkadiusz Milik. Co innego pokazało boisko, gdzie Holendrzy choć skromnie wygrali z Legią, ale za to doszli aż do finału.
W ekstraklasie Legia w fotelu lidera zasiadła dopiero po 34.kolejce. Początek sezonu należał do Zagłębia Lubin, które grało efektownie osiągając jednocześnie sukces w europejskich pucharach.  dzielnie kroku dotrzymywała Jagiellonia Białystok, która od 7.kolejki aż do mety nie zajmowała niższego niż drugie miejsce. Również w czołówce zadomowiła się Lechia Gdańsk, która wg fachowców uważana była za faworyta do detronizacji Legii. Etatowy faworyt Lech Poznań początek miał fatalny, po zmianie trenera zaczął mozolny marsz ku górze tabeli.
Po 30 kolejkach sensacją była nieobecność w górnej połówce Zagłębia Lubin, w jego miejsce sensacyjnie wskoczyła Korona Kielce przed sezonem typowana na spadkowicza. W rundzie finałowej na czoło stawki wyskoczyła Legia i prowadzenia nie oddała już do mety. W ostatniej kolejce szansę na mistrza miały 4 zespoły, które dodatkowo mierzyły się między sobą. Legia po bezbarwnym meczu zremisowała z Lechią 0:0, która kończyła w osłabieniu po głupim faulu Sławomira Peszko. W Białymstoku Jaga przegrywała z Lechem 0:2, ale dzięki determinacji wyrównała na 2:2 i miała szansę na zwycięską bramkę, która dawałaby tytuł mistrzowski. Tak się nie stało, ale i tak wicemistrzostwo to największy sukces drużyny z Podlasia.
W grupie spadkowej degradację spotkała Ruch Chorzów i Górnika Łęczna, który prowadzony przez Franciszka Smudę. Grający w Lublinie łęcznianie początkowo wysoko przegrywali, ale później zespół potrafił zbliżyć się do rywali i dać nadzieję na utrzymanie. Na pewno ogromnym niesmakiem było uznanie bramki strzelonej ręką przez Siemaszko z Arki Gdynia, która spowodowała, że mecz ostatniej kolejki gdynian w Lubinie był łatwy do przewidzenia i wygrana żółto-niebieskich prolongowała ich do gry na najwyższym poziomie rozgrywkowym na następny rok.
W zakończonym sezonie bardzo skromny dorobek wypracowali byli wałbrzyszanie. Jeden raz w meczowej kadrze w eliminacjach Ligi Europy (domowy mecz ze Slavią Sofia), a w lidze jeden występ jedenastominutowy oraz dwa razy na ławce (jesienią przeciwko Górnikowi Łęczna i w ostatnim meczu sezonu z Arką Gdynia). Tak wygląda bilans w I zespole Zagłębia Lubin 19-letniego Pawła Żyry. Wałbrzyszanin zaliczył kilka występów w Centralnej Lidze Juniorów, gdzie na początku wiosny niespodziewanie lubinianie mieli problemy. Głównie natomiast występował w czwartoligowych rezerwach, które w swojej grupie 4.ligi nie miały równorzędnego rywala. Dodatkowo Zagłębie II po rzutach karnych sięgnęło po Puchar Polski ogrywając Foto-Higienę Gać, z którą również stoczy barażowy bój o awans do 3.ligi. Paweł regularnie grywał w rezerwach, z których regularnie sięgał do I zespołu Piotr Stokowiec. W ekstraklasie szanse swoje dostali m.in. Jończy, Mucha czy Artur Siemaszko. Żyra regularnie uczestniczy w przygotowaniach I drużyny i być może w nadchodzącym sezonie częściej otrzyma szanse gry w ekstraklasie.
O kłopotach organizacyjno-finansowych chorzowskiego Ruchu można napisać opasłe tomy. Jeszcze w połowie rundy jesiennej zespół oscylował w okolicach środka tabeli, ale później przyszło mu przyzwyczaić się do niższej lokaty. Co ciekawe Niebiescy potrafili ograć przy Łazienkowskiej Legię, w Lubinie Zagłębie, czy u siebie Lechię, by w decydującym momencie sezonu ulec we Wrocławiu 0:6 czy u siebie Piastowi Gliwice 0:3. Przez dłuższy czas wydawało się, że po raz kolejny, mimo długów, kar regulaminowych, Waldemarowi Fornalikowi udało się utrzymać chorzowian. W końcu i byłemu selekcjonerowi skończyła się cierpliwość i złożył rezygnację. Odejście Ćwielonga, Mazka, Lipskiego kibice odczytali za ucieczkę z tonącego okrętu, ale było to jedynie znakiem, że tak źle w Chorzowie jeszcze nie było. Owszem, pozytywne opinie zbierali Konczkowski, Niezgoda, Urbańczyk czy Moneta, ale na dłuższą metę zabrakło równej formy, która przypominała kondycję finansową klubu. W outsiderze ekstraklasy, który dodatkowo nie otrzymał póki co licencji na grę w ekstraklasie, występowało aż dwóch byłych graczy z Wałbrzycha. Paweł Oleksy jest już rozpoznawalną postacią w bloku defensywnym. Mimo tego nie zaliczy sezonu 2016/17 do udanych. Co prawda dwukrotnie trafił do bramki rywala - w zwycięskich meczach jesiennych z Wisłą w Krakowie (2:1) i Koroną w Chorzowie (4:0), ale przegrywał rywalizację na boku obrony z Marcinem Kowalczykiem lub też pauzował z powodu urazów. Wiosną tego roku, był zaledwie zmiennikiem, trzykrotnie wybiegł w wyjściowej jedenastce, ale wówczas Ruch przegrywał i to do zera. Koszmarem dla Olego był mecz z Piastem - żółta kartka, gol samobójczy i porażka 0:3. I pomyśleć, że zimą niektórzy niektórzy dziennikarze próbowali go umieścić w Lechu Poznań.
Z kolei 3 lata młodszy od Oleksego Miłosz Trojak w zakończonym sezonie zaliczył w końcu ligowy debiut. Bilans nie rzuca na kolana, ale pod koniec sezonu trener Krzysztof Warzycha dwukrotnie odważył dać mu szansę od pierwszego gwizdka sędziego. Po degradacji na pewno będzie przewietrzenie chorzowskiej szatni i być może Trojak dostanie szansę regularnej gry na niższym szczeblu.
Po sezonie odbyła się okolicznościowa gala, gdzie wręczono nagrody. Laureaci, a nawet nominowani wzbudzili w kilku kategoriach spore zaskoczenie. Kapitułą byli dziennikarze sportowi, a zwycięzcę wybierali już sami piłkarze.
Piłkarzem sezonu został Vadis Odjidja-Ofoe (Legia), który obiektywnie jest gwiazdą rozgrywek. Trenerem sezonu został niespodziewanie Maciej Bartoszek (Korona Kielce). Jesienią osiągał znakomite wyniki w 1.lidze w Chojniczance, a wiosną wprowadził kielczan do czołowej ósemki,choć wiele zawdzięcza bramce Kante (Wisła Płock) w Gdyni. Bartoszek nie doprowadził Scyzoryków ani do pucharów, ani do spektakularnych wyników. Owszem utrzymał drużynę typowaną do spadku, ale jak to się ma do oceny pracy jego kontrkandydatów w osobach Michała Probierza (historyczny wynik Jagiellonii) czy debiutującego w ekstraklasie mistrzostwem Polski Jacka Magiery?
Obrońcą sezonu został Maciej Dąbrowski, który sezon zaczął z Zagłębiem Lubin, a potem dołączył do Legii z którą zagrał w Lidze Mistrzów. Przemęczony, bez formy był mocno krytykowany, ale wiosną wskoczył na odpowiednie obroty pokazując mistrzowską formę zwłaszcza w dodatkowych seriach spotkań. Wśród rywali do nagrody był boczny obrońca Jagiellonii Piotr Tomasik i stoper Lecha Poznań oraz kadry młodzieżowej Jan Bednarek.
Odkryciem sezonu został okrzyczany Jarosław Niezgoda (Ruch Chorzów). Kolejny kontrowersyjny wybór. Owszem, czasem przebojowy, strzelec 10 ligowych goli, ale i zaliczający bezbarwne mecze. Nie pomógł zespołowi w utrzymaniu się. Wśród rywali do nagrody - Jan Bednarek z Lecha, którego wg dziennikarzy angielskie kluby są chętne wyłożyć nawet 5 milion euro, a także Rafał Siemaszko z Arki Gdynia, który po meczu z Ruchem Chorzów nie miał najmniejszych szans na triumf.
Bramkarzem sezonu został Słowak Matus Putnocky (Lech), który aż w 18 spotkaniach zachował czyste konto. Wyprzedził on Dusana Kuciaka z Lechii Gdańsk, który pojawił się dopiero wiosną, ale wielokrotnie pokazał najwyższą klasę. Na nagrodę nie załapał się Arkadiusz Malarz, który był bodaj najrówniej broniącym bramkarzem sezonu, wielokrotnie ratował Legię, nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Ciekawe, że w sondzie wśród ligowców uznany został za ... przereklamowanego.
Pomocnikiem sezonu został VOO, czyli piłkarz sezonu rodem z Belgii, który lepszy okazał się od duetu z Białegostoku Konstantyn Wasiljew - Jacek Góralski. Popularnego Kostię nękały kontuzje,mimo to okazał się drugim strzelcem ligi (13 bramek) i najlepszym asystentem (14). 27 punktów w punktacji kanadyjskiej, z kolei Vadis może się pochwalić 16 pkt (4 gole+12 asyst). Gdyby tytuł mistrzowski przypadł ekipie Probierza wybór mógłby być odwrotny.
Wśród napastników wybór padł na Marcina Robaka (Lech), który wyprzedził Marco Paixao (Lechią), z którym z kolei podzielił koronę króla strzelców, oraz Fiodora Czernycha (Jagiellonia).
Już niebawem kluby rozpoczną przygotowania do nowego sezonu, który wystartuje 15 lipca.

czwartek, 8 czerwca 2017

Zjazd juniorów

Tak słabych wyników w Dolnośląskiej Lidze Juniorów Górnik Wałbrzych nie miał jeszcze nigdy. Nie tak dawno prowadzeni przez Piotra Przerywacza biało-niebiescy byli dwukrotnie blisko awansu do Centralnej Ligi Juniorów. CLJ niebawem zostanie zreformowana i będzie jedna mocna grupa, której zwycięzca zostanie mistrzem Polski.
O sukcesie drużyny juniorów powodują różne czynniki - od pracy szkoleniowej po utalentowany rocznik. O ile Przerywacz nie może się pochwalić sukcesami w pracy z seniorami, to w sprawie trenowania juniorów bronią go wyniki. Jesienią 2015 musiał liczyć na nową grupę podopiecznych, którzy sezon wcześniej delikatnie mówiąc nie zachwycili w Dolnośląskiej Lidze Juniorów Młodszych.  Mimo tego jesienią wyniki były w miarę solidne - owszem zdarzyły się blamaże z drugimi zespołami Zagłębia Lubin (1:10) czy Śląska Wrocław (1:5, choć do przerwy było bez bramek...). Tylko w jednym spotkaniu młodzi Górnicy nie strzelili gola - w kończącym jesienne granie meczu z Karkonoszami w Jeleniej Górze (0:3).
Do rundy wiosennej juniorów przygotowywał już Marcin Domagała. Jako piłkarz popularny swego czasu Cinek swego dorobku nie ma co porównywać z Przerywaczem, bo zaistniał jedynie na poziomie czwartej i trzeciej ligi. Zresztą mniej życzliwi dopatrywali się w jego przypadku nepotyzmu ze strony trenera Wiesława Walczaka. Jako trener Domagała z sukcesami pracował z juniorami w Starych Bogaczowicach, a pierwszą rundę przepracowaną przy Ratuszowej, niestety, nie zaliczy do udanych.
14 meczów (+ walkower po wycofaniu się Victorii Świebodzice) i zaledwie dwie wygrane z najsłabszymi w rozgrywkach Olimpią Kamienna Góra (3:2 po golu w doliczonym czasie gry) i 7:1 z Orłem Ząbkowice. Z kolei po stronie porażek rzuca się boleśnie w oczy bilans uzyskany zaledwie w ciągu niecałych dwóch tygodni maja: 0:13 w Lubinie, 0:3 ze Śląskiem, 0:4 w Legnicy i 0:9 w Polkowicach! Co gorsza Piotr Krawczyk i spółka wiosną trafiali do bramek rywala zaledwie w 6 meczach! Akurat wspomniany Krawczyk był najlepszym zawodnikiem - strzelił 18 bramek, ale i tak bardzo skromnie wygląda przy osiągnięciach Szymona Gila (Chrobry Głogów, ponad 50 goli) i Jakuba Kobylińskiego (Polkowice), który zanotował ponad 40 trafień.
Czy te wyniki to kwestia umiejętności szkoleniowej Domagały? Na ocenę jego pracy jest zdecydowanie za wcześnie, zwłaszcza, że korzystał z z zawodników nie tylko z najstarszego (1998) rocznika, ale również z 2000 roku. Ilu z jego podopiecznych trafi do drużyny seniorów i będzie tam regularnie grała - wtedy można racjonalnie ocenić pracę szkoleniową.
Z tej drużyny jesienią nie zobaczymy w kategorii juniorów zawodników z rocznika 1998. Damian Bogacz, Denis Dec mają za sobą debiut i zdobycie gola w zespole seniorów w lidze, jesienią zadebiutował Cyprian Szymala, w PP pokazał się Oliwer Długokęcki, a o tym zapewne marzą Wojciech Wojciechowski czy Piotr Święch.
Przeskok z poziomu rywalizacji juniorów do seniorów bywa bolesny. Widać to szczególnie w tym sezonie, gdzie z jednej strony jest duma, że w meczowej kadrze trzecioligowego Górnika figuruje tyle nazwisk młodzieżowców, a z drugiej, że ich wpływ na grę i wyniki zespołu są znikome. Brak młodzieżowców wśród bramkarzy i obrońców, Surmaj dopiero po 2 latach zaczyna grać na miarę oczekiwań, więcej spodziewano się po nękanym kontuzjami Migalskim, a najjaśniejsza postać wśród młodzieżowców, czyli Dominik Bronisławski piłkarsko okrzepł w trakcie pobytu w Częstochowie. Biorąc pod uwagę, że w nowym sezonie zapewne w większym stopniu kadra będzie oparta na wychowankach, to powodów do optymizmu trudno się doszukać. Jednak historia zna wiele przypadków, że późniejsze gwiazdy nie błyszczały w wieku juniora. Szkoda, że ligowiec z Ratuszowej nie ma zespołu rezerw, gdzie mogliby systematycznie wprowadzać do rywalizacji z seniorami kolejnych juniorów.

niedziela, 4 czerwca 2017

Panie przechodzą do historii

Jedynym medalem mistrzostw Polski w kategorii seniorów jest brąz piłkarzy Zagłębia Wałbrzych w 1971, po 46 latach sukces ten powtórzyły futbolistki AZS PWSZ Wałbrzych.
W ubiegłym roku Akademiczki w roli beniaminka ekstraligi finiszowały na piątym miejscu. Wiadomo, że duet Medyk Konin - Górnik Łęczna był i jest poza zasięgiem reszty stawki. W 2016 roku trzecie miejsce przypadło Mitechowi Żywiec, a przed wałbrzyską drużyną uplasowały się koleżanki z AZS Wrocław.
Latem dochodzi do małej rewolucji - nowym szkoleniowcem został Kamil Jasiński, z zespołu odchodzą podstawowe zawodniczki, m.in.: Edyta Botor z Agatą Sobkowicz zasila ROW Rybnik, a w ich miejsce przychodzą m.in. najskuteczniejsza strzelczyni AZS Wrocław Oliwia Maciukiewicz wraz z Karoliną Gradecką i Dominiką Dereń, z Lubina - Emilia Bezdziecka, Sabina Ratajczak. Zimą z kolei pod Chełmiec przyjeżdżają zagraniczne piłkarki - znana z występów w Zagłębiu Lubin Chorwatka Ana Jelenić (z litewskiego Gintra Universitetas Siaulai) i Ukrainka Olena Klepacka.
Rozgrywki dziewczyny od zwycięstwa w Łodzi z SMS 3:2 i zapewne nie spodziewały, że kolejna wizyta na tym obiekcie przyniesie im medale mistrzostw Polski. W sezonie regularnym Kamil Jasiński nie znalazł recepty na piłkarki z Konina i Łęcznej. Dotkliwe porażki z Medykiem (1:5,1:3) i Górnikiem (0:4, 1:2) były jak najbardziej zrozumiałe, ale z kolei przegrane przy Ratuszowej z najsłabszymi w lidze Sztormem Gdańsk i AZS Biała Podlaska już wzbudzały zaniepokojenie. Ostatecznie po 22 kolejkach AZS PWSZ finiszował na 4.miejscu - punkt za UKS SMS Łódź. Do play off wałbrzyszanki mogły wystartować już z miejsca medalowego, gdyby nie straciły w Sosnowcu bramki w 87 min., która dała Czarnym remis.
W rundzie dodatkowej rozegranej w maju wałbrzyszankom ostatecznie udało się prześcignąć w tabeli beniaminka z Łodzi. Już w pierwszej kolejce AZS PWSZ zaledwie remisuje z Czarnymi 1:1, ale łodzianki przegrywają w Łęcznej 0:4. Gdy następnie piłkarki Jasińskiego planowo przegrywają w Koninie 0:5, to UKS przegrywa na własnym boisku z Czarnymi 0:1. W kolejnej serii, beniaminek prowadzony przez legendę ŁKS Łódź Marka Chojnackiego remisuje u siebie z AZS Wrocław, a wałbrzyszanki sensacyjnie wywożą punkt z Łęcznej (1:1) tracąc bramkę w 87 minucie.
Gdy w przedostatniej kolejce AZS PWSZ w derby Dolnego Śląska ogrywa AZS Wrocław 3:0, wobec porażki SMS w Koninie stało się jasne, że jedyną realną przeszkodą do medalu będą Czarne Sosnowiec. Najbardziej utytułowana drużyna w historii polskiego futbolu (12 tytułów mistrza Polski) w play off nie doznaje porażki! U siebie remisuje z Medykiem 1:1, a w Łęcznej 0:0. Tym samym przed ostatnią serią spotkań 3 punktowa zaliczka AZS PWSZ w perspektywie wyjazdu do Łodzi była niewystarczająca.
W ostatniej serii wałbrzyszanki musiałyby przegrać, by stracić medalowe miejsce. Czarni Sosnowiec swoje zadanie wykonały pokonując u siebie AZS Wrocław, natomiast piłkarki Kamila Jasińskiego po złotym trafieniu Klaudii Miłek ogrywają łodzianki 1:0 i mogły świętować zasłużone 3.miejsce!
AZS PWSZ Wałbrzych trzecią drużyną w kraju!
[foto: walbrzych24.com]
Jest to historyczny sukces wałbrzyskich piłkarek. Do tej w historii kobiecego futbolu z okręgu wałbrzyskiego srebrne i brązowe medale wywalczyły w latach 70-tych ubiegłego stulecia zawodniczki Karoliny Jaworzyna Śląska. Po 5 medalach koszykarzy Górnika i wspomnianym na wstępie sukcesie Zagłębia jest to dopiero siódmy medal wałbrzyskiego klubu w grach zespołowych.
One wywalczyły medale:
bramkarki - Daria Antończyk (25 meczów), Patrycja Urbańska (4),
gracze z pola - Małgorzata Mesjasz (27 meczów/16 bramek), Oliwia Maciukiewicz (27/9), Karolina Gradecka (26/5), Sabina Ratajczak (26), Dominika Dereń (25/1), Weronika Aszkiełowicz (25), Emilia Bezdziecka (24/4), Aleksandra Bosacka (24/1), Julia Kowalczyk (23/1), Jessica Pluta (23), Klaudia Miłek (20/4), Anna Rędzia (18/2), Aleksandra Jaworek (13/3), Karolina Jędras (12/1), Ana Jelenić (12), Olena Klepacka (12), Angelika Smagur (12), Katarzyna Iwańczuk (10), Sofia Gonzales (8/1), Patrycja Salwa (3), Julia Furmankiewicz (1).
Kamilowi Jasińskiemju pomagali - Ewa Zeligowska i Damian Jaroszewski, który zluzował w roli szkoleniowca bramkarek Damiana Michno.
Dodatkowo w tym roku AZS PWSZ zdobył złoty medal Akademickich MP. Wzmocnione Agatą Sobkowicz w turnieju finałowym okazały się lepsze w lutym w Katowicach lepsze od studentek uczelni z Opola, Gdańska i Szczecina, w półfinale ograły AZS AWF Warszawa 6:1, a w finale Uniwersytet Jagielloński 4:3 po dogrywce.

Wałbrzyskie ostatki w 3.lidze.

Dwie najlepsze drużyny okręgu wałbrzyskiego walczące o utrzymanie w 3.lidze. Derby. Spotkanie ostatniej szansy dla gospodarzy, czyli piłkarzy Górnika Wałbrzych, którzy jeszcze ani razu w ligowym pojedynku nie przegrali z Lechią Dzierżoniów. Mobilizacja zawodników, kolejna nadzieja na przełamanie niemocy na boisku przy ul. Ratuszowej. Wydawać się mogło, że obserwatorów meczu biało-niebieskich z Lechią czeka niezły mecz pełen emocji. Tak jednak nie było.
Zarówno Robert Bubnowicz jak i Zbigniew Soczewski praktycznie mogli liczyć na wszystkich swoich podopiecznych, z jednym wyjątkiem - w dzierżoniowskim zespole nadal za czerwoną kartkę pauzować musi bramkarz Łukasz Malec. W jego miejsce do bramki wskoczył Dominik Spaleniak, 19-latek, który co prawda wpuścił po dwa gole w swoich pierwszych 2 meczach w tym sezonie, ale zaprezentował się co najmniej solidnie. Natomiast w Wałbrzychu egzamin w meczu być albo nie być zdał wręcz celująco.
W tym sezonie Górnik w Wałbrzychu strzela bramkę
średnio 1 bramkę na 3 mecze...
Trener Soczewski w tej rundzie skorzystał z usług z 20 zawodników, natomiast Bubnowicz z 18, a więc potencjał kadr jest porównywalny. Różnica jest taka, że dzierżoniowianie przed sobotnim meczem wywalczyli 17 punktów przy 9 wałbrzyszan. W Górniku zaskoczeniem mogła być nieobecność Bartosza Tyktora w linii defensywy, ale ostatnie przegrane mecze mogły nadwyrężyć zaufanie do wysokiego stopera, który ponadto z powodów zdrowotnych dwukrotnie nie dotrwał do końcowego gwizdka.
Kibice, którzy sobotnie popołudnie postanowili spędzić na trybunach Stadionu 1000-lecia rozczarowali się. Nie było widać, że jet to praktycznie najważniejszy mecz sezonu. Stawka była ogromna, szczególnie dla wałbrzyszan, dla których był to siódmy domowy mecz w tej rundzie, a zdobyli do tej pory wstydliwą jedną bramkę! Lechia wydawała się zespołem jak najbardziej w zasięgu miejscowych, ale po raz kolejny wałbrzyscy kibice przeżyli ogromne rozczarowanie. Nie było widać w poczynaniach piłkarzy Górnika determinacji, zdobycia bramki za wszelką cenę. Cóż z tego, że częściej byli przy piłce, ale od tygodni nie widać pomysłu na rozegranie akcji, stworzenie strzeleckiej sytuacji. Goście w tej kwestii byli konkretniejsi, ale bramkę zdobyli po stałym fragmencie gry. Zdrzemnęli się wałbrzyscy obrońcy, którzy pozostawili bez opieki Słoneckiego, który zgrał na piąty metr do Filipa Barskiego, który nie mógł nie trafić z tej odległości. A że i jego pozostawili defensorzy bez opieki to już inna sprawa,być może gdyby był Tyktor na środku obrony nie doszłoby do tego?
Po stracie bramki nie było szaleńczego rzucenia się na przeciwnika, lecz monotonne granie, próby dośrodkowań i bezsilność w walce z czujnie grającymi obrońcami Lechii, do których uśmiechnęło się również szczęście, gdy wybili piłkę z linii bramkowej.
Po przerwie gra wałbrzyszan nieco się poprawiła. Ale tylko nieco, a to za mało, czego można było oczekiwać po 45 minutach nadziei na odwrócenie losów nie tylko meczu, ale i całego sezonu. Na boisku było coraz bardziej nerwowo, stąd pokaźna liczba żółtych kartek, ale nawet wykluczenie Niedojada zbytnio nie zmieniła obrazu gry. Lechia nastawiona na grę z kontry pozbawiona została najskuteczniejszego snajpera, ale głównie skupiła się na rozbijaniu ataków gospodarzy, którzy sytuacji bramkowych mieli bardzo mało. A jak już doszło do nich, to przytomnie bronił Dominik Spaleniak, albo nie popisywali się Górnicy. Ale na co miałby liczyć wałbrzyski kibic, skoro zespół trafia najrzadziej w lidze mając tragiczną średnią 0,6 gola/1 mecz! Najskuteczniejszym zawodnikiem jest najstarszy gracz, grający asystent trenera Marcin Morawski z 4 bramkami. Łączny dorobek nominalnych napastników (Migalski, Dec, ewentualnie jeszcze Sobiesierski) - 3, słownie trzy. Tak źle nie było nigdy w historii Górnika Wałbrzych.
Trener Soczewski jest najdłużej pracującym nieprzerwanie szkoleniowcem na 4 najwyższych poziomach rozgrywkowych od ekstraklasy po trzecią ligę. A ewentualne utrzymanie zespołu w tym sezonie będzie bodaj największym sukcesem. Kadra bez głośnych nazwisk, systematyczne wprowadzanie juniorów,  łatanie dziur w składzie po kartkach i kontuzjach, mimo niezbyt efektownej grze dzierżoniowianie systematycznie zbierają punkty i coraz bliżej są osiągnięcia sukcesu, czyli utrzymania. Chciałoby się powiedzieć, że Lechia w sobotę przetrzymała napór rywala, ale od obrony Częstochowy było bardzo daleko. Goście bronili się rozsądnie, ale to, że nie było emocji zadbali również piłkarze miejscowych.
Czemu w Dzierżoniowie udało się to, czego nie potrafiono zrobić przy Ratuszowej? Zimą praktycznie pożegnano tylko cudzoziemców, a w ich miejsce sprowadzono dwóch doświadczonych ligowych wyjadaczy. Grzegorza Borowego, były kapitan Polonii-Stali Świdnica, wzmocnił linię ofensywną, podobnie jak Damian Szydziak, który przyszedł z Unii Bardo. Obaj są groźni przy stałych fragmentach gry. Szydziak ma za sobą debiut w ekstraklasowym Śląsku Wrocław, doświadczenie było widać w poprzednich meczach, w Wałbrzychu musiał jednak podporządkować się dobru zespołu i po wykluczeniu Niedojada szybko został zmieniony, bowiem Soczewski chciał zabezpieczyć tyły. Duet zimowych nabytków to 3 gole i kilka asyst, czyli podobny bilans co wałbrzyskich transferów. Tyle, że gdyby wyciągnąć Bronisławskiego (2 gole) to dorobek Sadowskiego i Popowicza wygląda bardzo mizernie. Poza tym w komplecie pod Chełmiec trafili młodzieżowcy, którzy z miejsca mieli ciągnąć wózek w kierunku utrzymania w lidze. W takiej sytuacji znaleźli się po raz pierwszy w swojej niezbyt długiej przygodzie z piłką. Czemu nie sięgnięto po choćby jednego doświadczonego zawodnika w ofensywie? Może w Wałbrzychu powinni bardziej przyglądać się zawodnikom z okręgu, nawet z niższych lig?
Drugoligowe wyniki rozstrzygnęły o utrzymaniu się Rozwoju Katowice, co powoduje na dzień dzisiejszy, że lokata nr 14 najprawdopodobniej da utrzymanie. Obecnie zajmuje je Lechia Dzierżoniów z przewagą 2 punktów nad Unią Turza Śl. i 3 nad Śląskiem II, a z oba zespołami ma lepszy bilans dwumeczów. Owszem może sytuacja się zmienić po ostatecznych decyzjach Komisji Licencyjnej w sprawie Ruchu Chorzów.
Górnik Wałbrzych na chwilę obecną ma zaległy mecz z Olimpią Kowary i być może nie dojdzie do tego spotkania. Do Zielonej Góry kowarzanie pojechali bez bramkarza, w jedenastu, natomiast do Bielska-Białej na pojedynek z Rekordem już nie zebrano chętnych do gry. Czy w ciągu kilkudziesięciu najbliższych godzin wyzdrowieją kolejni piłkarze Olimpii? Dla kibiców wałbrzyskich mogła to być niepowtarzalna szansa zobaczenia być może ostatniej trzecioligowej bramki uzyskanej przez Górnika w Wałbrzychu, bo choć jeszcze na Stadion 1000-lecia przyjadą rezerwy Śląska to trudno spodziewać się zdobytej bramki.
Matematycznie podopieczni Bubnowicza mają szanse - gdyby po zaległościach z Kowarami dopisali sobie 3 punkty to strata do Lechii wynosiłaby 5 punktów. Trudno jednak spodziewać się, że wałbrzyszanie nagle zaczną strzelać bramki przy jednoczesnych porażkach rywali, którzy dodatkowo mogą liczyć na atut własnego boiska. A w ostatnich 3 meczach rozkład jazdy drużyn walczących o utrzymanie jest następujący:
32.kolejka - Lechia- Rekord, Unia - Pniówek, Śląsk II - Falubaz, Piast - Górnik,
33. kolejka - Skra - Lechia, Górnik II Zabrze - Unia, Górnik - Śląsk II
34. kolejka - Lechia - Pniówek, Unia - Stal Brzeg, Śląsk II - Rekord, Ruch - Górnik.

czwartek, 1 czerwca 2017

Ściana

Wiosna 2015 - chciałoby się napisać heroiczna walka wałbrzyskiego Górnika o utrzymanie w drugiej lidze, ale tej waleczności w pewnym momencie zabrakło. Owszem, były porywające mecze, jak 3:2 z Siarką, 2:1 z MKS Kluczbork czy 2:2 w Sosnowcu. Niestety, bezradność na boiskach rywala niweczyła całosezonowy dorobek. A jeszcze w maju zabłysła iskierka nadziei..
Gdy w połowie maja pierwszoligowa Flota Świnoujście wycofała się z rozgrywek 1.ligi wiadomym stało się, że liczba spadkowiczów również z drugiej ligi się zmniejszy. Wałbrzyszanie prowadzeni przez Jerzego Cyraka byli wówczas na przedostatnim miejscu tracąc 3 punkty do Kotwicy Kołobrzeg, Puszczy Niepołomice oraz 6 do Okocimskiego. Po wycofaniu się Floty bezpiecznym miejscem stało się piętnaste, więc na 5 kolejek przed końcem wymarzone miejsce dla Górnika było w zasięgu ręki - dzieliło raptem 3 oczka. Gdy kilka dni później przy Ratuszowej przegrywa Kotwica 1:2, a Puszcza remisuje - do 15.miejsca biało-niebieskich dzielił jeden punkt. Wówczas terminarz sprawił, że Górnik wyjechał do Niepołomic. Mecz, który mógł odmienić losy walki o utrzymanie w 2.lidze zakończył się pogromem wałbrzyszan 0:5 i deficyt do bezpiecznego miejsca wynosił już 4 punkty (a w zasadzie 5 przy niekorzystnym bilansie dwumeczu z Puszczą).  Gdy na 3 mecze przed finiszem mało kto wierzył w utrzymanie - wycofaniem z rozgrywek zagrożony został ... łódzki Widzew. Mimo tej nadziei Górnik u siebie przegrywa ze Stalą Mielec 0:1. Ostatecznie łodzianie opuścili szeregi pierwszoligowców i nie zatrzymali się w swoim spadku w drugiej lidze. Wałbrzyszanie mogli zachować byt pod warunkiem nadrobienia debetu 4 punktów do Kotwicy w ostatnich meczach.  1:1 w Legionowie i 2:2 z Okocimskim nie zmienił pozycji w tabeli, a piłkarze z Kołobrzegu ostatecznie zachowali ligowy byt dzięki nieszczęściu Widzewa.
Mijają dwa lata i Górnik Wałbrzych jest w podobnej sytuacji. Przeciętna jesień, zimowe transfery, które miały poprawić grę, a przede wszystkim wyniki. Kilka zrywów (3:0 w Pawłowicach Śląskich, remisy w Brzegu i Jastrzębiu) i szybki powrót do marazmu. O ile w drugiej lidze przekleństwem były wyjazdy, to w obecnym dramatem dla wałbrzyszan są mecze pod Chełmcem. Mimo przeciętnej gry znowu rozstrzygnięcia w wyższych ligach idą w sukurs Górnikowi przedłużając nadzieje na utrzymanie.
4 kolejki do końca - po 28 punktów ma trio Lechia, Śląsk II, Unia, 5 punktów mniej, ale i mecz więcej do rozegrania ma Górnik. Na chwilę obecną nie wiadomo jest, która lokata da utrzymanie. Wśród drugoligowców spadek dotknął ostatnia w tabeli Polonię Bytom szarganą kłopotami finansowymi, przez co PZPN ukarał wcześniej klub ujemnymi punktami. Jak wieść z Górnego Śląska niesie istnieje prawdopodobieństwo, że Polonia Bytom. Taką wiadomość umieścił na twitterze prezes Ruchu Radzionków Marcin Wąsiak, który twierdzi, że informacja pochodzi od ... samych zainteresowanych. Gdyby faktycznie miało to potwierdzenie w rzeczywistości, to w 3 grupie 3.ligi bezpiecznym miejscem byłoby 15 - przy założeniu braku spadku Rozwoju Katowice. Katowiczan czeka ostatni mecz w Wejherowie i mają jeden punkt przewagi nad zdeterminowaną Polonią Warszawa, która podejmuje liderującego, świeżo upieczonego pierwszoligowca z Częstochowy. W Rozwoju tymczasem przed najważniejszym meczem sezonu pożegnano trenera Tadeusza Krawca, który podniósł zespół z dna tabeli i dał nadzieję na utrzymanie.
Gdyby Rozwój się utrzymał, Polonia nie zgłosiła się do rozgrywek 3.ligi... Brzmi to wręcz nieprawdopodobnie. Z drugiej strony degradacja katowiczan, start Polonii zamyka wszelką dyskusję o utrzymanie, bowiem wspomniana grupa zespołów obecnie traci aż 9 punktów do rezerw zabrskiego Górnika. A trzeba pamiętać, że nie jest rozstrzygnięta sprawa chorzowskiego Ruchu - gdyby nie otrzymał licencji na grę w 1 czy 2 lidze to istnieje możliwość, że wystartuje od trzeciej i okaże się, że liczba spadkowiczów może znów się zmienić.
Przed wałbrzyskim Górnikiem otwiera się szansa - tak jak dwa lata temu. Podobnie jak wtedy przed nim mecze z bezpośrednimi rywalami i oby nie zakończyły się jak wówczas lub jak pojedynek z Unią Turza Śląska (0:4). Przy Ratuszowej jest nerwowo. Brak odpowiedniej oprawy medialnej klubu powoduje, że praktycznie do kibiców nie docierają żadne informacje prócz meczów. Ale...
Po porażce we Wrocławiu w ostrych słowach poczynania partnerów, a zarazem podopiecznych podsumował Marcin Morawski. Dla strony klubowej Ślęzy powiedział: Wiedzieliśmy, że jest to dla nas mecz ostatniej szansy. Chcieliśmy go wygrać, ale w pierwszej połowie nie było tego widać, że mamy „nóż na gardle”. Nie może być tak, że kilku chłopakom zależy na tym, aby Górnik grał w 3 lidze, a reszta ma to gdzieś. Trzeba się obudzić, bo wizyta na Oporowskiej to dla niektórych ostatnia wizyta na takim stadionie. Bo jak nie potrafiliśmy się wziąć za siebie w dzisiejszym meczu to niebawem będziemy rywalizować na trochę innych boiskach. Gdy do tego dodamy komentarz Bogdana Skiby, który stwierdza, że młodzież nie jest zdeterminowana jak ci starsi, nie chce umierać za Górnika, dziś gra tutaj, jutro może gdzie indziej. Nawet w niższych ligach niż trzecia. Za te same, a może i większe pieniądze, bo Górnik mocno oszczędza. Jak słychać z klubu, to przepołowienie widać nie tylko podczas meczów, ale także na co dzień, podczas treningów. Nie ma porozumienia, nie ma wspólnoty celu (...).
Nie brzmi to optymistycznie przed najważniejszymi meczami Górnika. Ponoć przed meczem z Lechią będzie nawet krótkie zgrupowanie. Ale który to już raz ma być to przełamanie? Środowa kolejka ułożyła się szczęśliwie dla Górnika - Lechia przegrała, Unia i Śląsk II zremisowały.  Ale wciąż jest 5 punktów debetu i niekorzystny bilans dwumeczu z Unią. Górnik nie ma już marginesu błędu, nie może sobie pozwolić nawet na remis. Po meczu z Lechią czeka go pojedynek na swoim boisku z Olimpią Kowary - pojedynek dwóch najgorszych drużyn, nie tylko wiosny, ale i sezonu. Kowarzanie ostatnio do Zielonej Góry pojechali w jedenastu bez bramkarza, bronił nominalny obrońca Mateusz Kraiński. Ewentualne 6 punktów może dać doskoczenie do reszty stawki. Ale na czym budować w Wałbrzychu optymizm? U siebie zespół wiosną zdobył jedną bramkę! Ponadto czy panujące podziały sprzyjają mobilizacji na końcówkę sezonu? Zespół doszedł do ściany, nie ma odwrotu. Albo zespół się w końcu zbierze w sobie i zacznie punktować, albo przyjdzie się przyzwyczaić do wizji derbowych pojedynków, wyjazdów do Jaworzyny, Wołowa, Świdnicy..