niedziela, 4 czerwca 2017

Panie przechodzą do historii

Jedynym medalem mistrzostw Polski w kategorii seniorów jest brąz piłkarzy Zagłębia Wałbrzych w 1971, po 46 latach sukces ten powtórzyły futbolistki AZS PWSZ Wałbrzych.
W ubiegłym roku Akademiczki w roli beniaminka ekstraligi finiszowały na piątym miejscu. Wiadomo, że duet Medyk Konin - Górnik Łęczna był i jest poza zasięgiem reszty stawki. W 2016 roku trzecie miejsce przypadło Mitechowi Żywiec, a przed wałbrzyską drużyną uplasowały się koleżanki z AZS Wrocław.
Latem dochodzi do małej rewolucji - nowym szkoleniowcem został Kamil Jasiński, z zespołu odchodzą podstawowe zawodniczki, m.in.: Edyta Botor z Agatą Sobkowicz zasila ROW Rybnik, a w ich miejsce przychodzą m.in. najskuteczniejsza strzelczyni AZS Wrocław Oliwia Maciukiewicz wraz z Karoliną Gradecką i Dominiką Dereń, z Lubina - Emilia Bezdziecka, Sabina Ratajczak. Zimą z kolei pod Chełmiec przyjeżdżają zagraniczne piłkarki - znana z występów w Zagłębiu Lubin Chorwatka Ana Jelenić (z litewskiego Gintra Universitetas Siaulai) i Ukrainka Olena Klepacka.
Rozgrywki dziewczyny od zwycięstwa w Łodzi z SMS 3:2 i zapewne nie spodziewały, że kolejna wizyta na tym obiekcie przyniesie im medale mistrzostw Polski. W sezonie regularnym Kamil Jasiński nie znalazł recepty na piłkarki z Konina i Łęcznej. Dotkliwe porażki z Medykiem (1:5,1:3) i Górnikiem (0:4, 1:2) były jak najbardziej zrozumiałe, ale z kolei przegrane przy Ratuszowej z najsłabszymi w lidze Sztormem Gdańsk i AZS Biała Podlaska już wzbudzały zaniepokojenie. Ostatecznie po 22 kolejkach AZS PWSZ finiszował na 4.miejscu - punkt za UKS SMS Łódź. Do play off wałbrzyszanki mogły wystartować już z miejsca medalowego, gdyby nie straciły w Sosnowcu bramki w 87 min., która dała Czarnym remis.
W rundzie dodatkowej rozegranej w maju wałbrzyszankom ostatecznie udało się prześcignąć w tabeli beniaminka z Łodzi. Już w pierwszej kolejce AZS PWSZ zaledwie remisuje z Czarnymi 1:1, ale łodzianki przegrywają w Łęcznej 0:4. Gdy następnie piłkarki Jasińskiego planowo przegrywają w Koninie 0:5, to UKS przegrywa na własnym boisku z Czarnymi 0:1. W kolejnej serii, beniaminek prowadzony przez legendę ŁKS Łódź Marka Chojnackiego remisuje u siebie z AZS Wrocław, a wałbrzyszanki sensacyjnie wywożą punkt z Łęcznej (1:1) tracąc bramkę w 87 minucie.
Gdy w przedostatniej kolejce AZS PWSZ w derby Dolnego Śląska ogrywa AZS Wrocław 3:0, wobec porażki SMS w Koninie stało się jasne, że jedyną realną przeszkodą do medalu będą Czarne Sosnowiec. Najbardziej utytułowana drużyna w historii polskiego futbolu (12 tytułów mistrza Polski) w play off nie doznaje porażki! U siebie remisuje z Medykiem 1:1, a w Łęcznej 0:0. Tym samym przed ostatnią serią spotkań 3 punktowa zaliczka AZS PWSZ w perspektywie wyjazdu do Łodzi była niewystarczająca.
W ostatniej serii wałbrzyszanki musiałyby przegrać, by stracić medalowe miejsce. Czarni Sosnowiec swoje zadanie wykonały pokonując u siebie AZS Wrocław, natomiast piłkarki Kamila Jasińskiego po złotym trafieniu Klaudii Miłek ogrywają łodzianki 1:0 i mogły świętować zasłużone 3.miejsce!
AZS PWSZ Wałbrzych trzecią drużyną w kraju!
[foto: walbrzych24.com]
Jest to historyczny sukces wałbrzyskich piłkarek. Do tej w historii kobiecego futbolu z okręgu wałbrzyskiego srebrne i brązowe medale wywalczyły w latach 70-tych ubiegłego stulecia zawodniczki Karoliny Jaworzyna Śląska. Po 5 medalach koszykarzy Górnika i wspomnianym na wstępie sukcesie Zagłębia jest to dopiero siódmy medal wałbrzyskiego klubu w grach zespołowych.
One wywalczyły medale:
bramkarki - Daria Antończyk (25 meczów), Patrycja Urbańska (4),
gracze z pola - Małgorzata Mesjasz (27 meczów/16 bramek), Oliwia Maciukiewicz (27/9), Karolina Gradecka (26/5), Sabina Ratajczak (26), Dominika Dereń (25/1), Weronika Aszkiełowicz (25), Emilia Bezdziecka (24/4), Aleksandra Bosacka (24/1), Julia Kowalczyk (23/1), Jessica Pluta (23), Klaudia Miłek (20/4), Anna Rędzia (18/2), Aleksandra Jaworek (13/3), Karolina Jędras (12/1), Ana Jelenić (12), Olena Klepacka (12), Angelika Smagur (12), Katarzyna Iwańczuk (10), Sofia Gonzales (8/1), Patrycja Salwa (3), Julia Furmankiewicz (1).
Kamilowi Jasińskiemju pomagali - Ewa Zeligowska i Damian Jaroszewski, który zluzował w roli szkoleniowca bramkarek Damiana Michno.
Dodatkowo w tym roku AZS PWSZ zdobył złoty medal Akademickich MP. Wzmocnione Agatą Sobkowicz w turnieju finałowym okazały się lepsze w lutym w Katowicach lepsze od studentek uczelni z Opola, Gdańska i Szczecina, w półfinale ograły AZS AWF Warszawa 6:1, a w finale Uniwersytet Jagielloński 4:3 po dogrywce.

Wałbrzyskie ostatki w 3.lidze.

Dwie najlepsze drużyny okręgu wałbrzyskiego walczące o utrzymanie w 3.lidze. Derby. Spotkanie ostatniej szansy dla gospodarzy, czyli piłkarzy Górnika Wałbrzych, którzy jeszcze ani razu w ligowym pojedynku nie przegrali z Lechią Dzierżoniów. Mobilizacja zawodników, kolejna nadzieja na przełamanie niemocy na boisku przy ul. Ratuszowej. Wydawać się mogło, że obserwatorów meczu biało-niebieskich z Lechią czeka niezły mecz pełen emocji. Tak jednak nie było.
Zarówno Robert Bubnowicz jak i Zbigniew Soczewski praktycznie mogli liczyć na wszystkich swoich podopiecznych, z jednym wyjątkiem - w dzierżoniowskim zespole nadal za czerwoną kartkę pauzować musi bramkarz Łukasz Malec. W jego miejsce do bramki wskoczył Dominik Spaleniak, 19-latek, który co prawda wpuścił po dwa gole w swoich pierwszych 2 meczach w tym sezonie, ale zaprezentował się co najmniej solidnie. Natomiast w Wałbrzychu egzamin w meczu być albo nie być zdał wręcz celująco.
W tym sezonie Górnik w Wałbrzychu strzela bramkę
średnio 1 bramkę na 3 mecze...
Trener Soczewski w tej rundzie skorzystał z usług z 20 zawodników, natomiast Bubnowicz z 18, a więc potencjał kadr jest porównywalny. Różnica jest taka, że dzierżoniowianie przed sobotnim meczem wywalczyli 17 punktów przy 9 wałbrzyszan. W Górniku zaskoczeniem mogła być nieobecność Bartosza Tyktora w linii defensywy, ale ostatnie przegrane mecze mogły nadwyrężyć zaufanie do wysokiego stopera, który ponadto z powodów zdrowotnych dwukrotnie nie dotrwał do końcowego gwizdka.
Kibice, którzy sobotnie popołudnie postanowili spędzić na trybunach Stadionu 1000-lecia rozczarowali się. Nie było widać, że jet to praktycznie najważniejszy mecz sezonu. Stawka była ogromna, szczególnie dla wałbrzyszan, dla których był to siódmy domowy mecz w tej rundzie, a zdobyli do tej pory wstydliwą jedną bramkę! Lechia wydawała się zespołem jak najbardziej w zasięgu miejscowych, ale po raz kolejny wałbrzyscy kibice przeżyli ogromne rozczarowanie. Nie było widać w poczynaniach piłkarzy Górnika determinacji, zdobycia bramki za wszelką cenę. Cóż z tego, że częściej byli przy piłce, ale od tygodni nie widać pomysłu na rozegranie akcji, stworzenie strzeleckiej sytuacji. Goście w tej kwestii byli konkretniejsi, ale bramkę zdobyli po stałym fragmencie gry. Zdrzemnęli się wałbrzyscy obrońcy, którzy pozostawili bez opieki Słoneckiego, który zgrał na piąty metr do Filipa Barskiego, który nie mógł nie trafić z tej odległości. A że i jego pozostawili defensorzy bez opieki to już inna sprawa,być może gdyby był Tyktor na środku obrony nie doszłoby do tego?
Po stracie bramki nie było szaleńczego rzucenia się na przeciwnika, lecz monotonne granie, próby dośrodkowań i bezsilność w walce z czujnie grającymi obrońcami Lechii, do których uśmiechnęło się również szczęście, gdy wybili piłkę z linii bramkowej.
Po przerwie gra wałbrzyszan nieco się poprawiła. Ale tylko nieco, a to za mało, czego można było oczekiwać po 45 minutach nadziei na odwrócenie losów nie tylko meczu, ale i całego sezonu. Na boisku było coraz bardziej nerwowo, stąd pokaźna liczba żółtych kartek, ale nawet wykluczenie Niedojada zbytnio nie zmieniła obrazu gry. Lechia nastawiona na grę z kontry pozbawiona została najskuteczniejszego snajpera, ale głównie skupiła się na rozbijaniu ataków gospodarzy, którzy sytuacji bramkowych mieli bardzo mało. A jak już doszło do nich, to przytomnie bronił Dominik Spaleniak, albo nie popisywali się Górnicy. Ale na co miałby liczyć wałbrzyski kibic, skoro zespół trafia najrzadziej w lidze mając tragiczną średnią 0,6 gola/1 mecz! Najskuteczniejszym zawodnikiem jest najstarszy gracz, grający asystent trenera Marcin Morawski z 4 bramkami. Łączny dorobek nominalnych napastników (Migalski, Dec, ewentualnie jeszcze Sobiesierski) - 3, słownie trzy. Tak źle nie było nigdy w historii Górnika Wałbrzych.
Trener Soczewski jest najdłużej pracującym nieprzerwanie szkoleniowcem na 4 najwyższych poziomach rozgrywkowych od ekstraklasy po trzecią ligę. A ewentualne utrzymanie zespołu w tym sezonie będzie bodaj największym sukcesem. Kadra bez głośnych nazwisk, systematyczne wprowadzanie juniorów,  łatanie dziur w składzie po kartkach i kontuzjach, mimo niezbyt efektownej grze dzierżoniowianie systematycznie zbierają punkty i coraz bliżej są osiągnięcia sukcesu, czyli utrzymania. Chciałoby się powiedzieć, że Lechia w sobotę przetrzymała napór rywala, ale od obrony Częstochowy było bardzo daleko. Goście bronili się rozsądnie, ale to, że nie było emocji zadbali również piłkarze miejscowych.
Czemu w Dzierżoniowie udało się to, czego nie potrafiono zrobić przy Ratuszowej? Zimą praktycznie pożegnano tylko cudzoziemców, a w ich miejsce sprowadzono dwóch doświadczonych ligowych wyjadaczy. Grzegorza Borowego, były kapitan Polonii-Stali Świdnica, wzmocnił linię ofensywną, podobnie jak Damian Szydziak, który przyszedł z Unii Bardo. Obaj są groźni przy stałych fragmentach gry. Szydziak ma za sobą debiut w ekstraklasowym Śląsku Wrocław, doświadczenie było widać w poprzednich meczach, w Wałbrzychu musiał jednak podporządkować się dobru zespołu i po wykluczeniu Niedojada szybko został zmieniony, bowiem Soczewski chciał zabezpieczyć tyły. Duet zimowych nabytków to 3 gole i kilka asyst, czyli podobny bilans co wałbrzyskich transferów. Tyle, że gdyby wyciągnąć Bronisławskiego (2 gole) to dorobek Sadowskiego i Popowicza wygląda bardzo mizernie. Poza tym w komplecie pod Chełmiec trafili młodzieżowcy, którzy z miejsca mieli ciągnąć wózek w kierunku utrzymania w lidze. W takiej sytuacji znaleźli się po raz pierwszy w swojej niezbyt długiej przygodzie z piłką. Czemu nie sięgnięto po choćby jednego doświadczonego zawodnika w ofensywie? Może w Wałbrzychu powinni bardziej przyglądać się zawodnikom z okręgu, nawet z niższych lig?
Drugoligowe wyniki rozstrzygnęły o utrzymaniu się Rozwoju Katowice, co powoduje na dzień dzisiejszy, że lokata nr 14 najprawdopodobniej da utrzymanie. Obecnie zajmuje je Lechia Dzierżoniów z przewagą 2 punktów nad Unią Turza Śl. i 3 nad Śląskiem II, a z oba zespołami ma lepszy bilans dwumeczów. Owszem może sytuacja się zmienić po ostatecznych decyzjach Komisji Licencyjnej w sprawie Ruchu Chorzów.
Górnik Wałbrzych na chwilę obecną ma zaległy mecz z Olimpią Kowary i być może nie dojdzie do tego spotkania. Do Zielonej Góry kowarzanie pojechali bez bramkarza, w jedenastu, natomiast do Bielska-Białej na pojedynek z Rekordem już nie zebrano chętnych do gry. Czy w ciągu kilkudziesięciu najbliższych godzin wyzdrowieją kolejni piłkarze Olimpii? Dla kibiców wałbrzyskich mogła to być niepowtarzalna szansa zobaczenia być może ostatniej trzecioligowej bramki uzyskanej przez Górnika w Wałbrzychu, bo choć jeszcze na Stadion 1000-lecia przyjadą rezerwy Śląska to trudno spodziewać się zdobytej bramki.
Matematycznie podopieczni Bubnowicza mają szanse - gdyby po zaległościach z Kowarami dopisali sobie 3 punkty to strata do Lechii wynosiłaby 5 punktów. Trudno jednak spodziewać się, że wałbrzyszanie nagle zaczną strzelać bramki przy jednoczesnych porażkach rywali, którzy dodatkowo mogą liczyć na atut własnego boiska. A w ostatnich 3 meczach rozkład jazdy drużyn walczących o utrzymanie jest następujący:
32.kolejka - Lechia- Rekord, Unia - Pniówek, Śląsk II - Falubaz, Piast - Górnik,
33. kolejka - Skra - Lechia, Górnik II Zabrze - Unia, Górnik - Śląsk II
34. kolejka - Lechia - Pniówek, Unia - Stal Brzeg, Śląsk II - Rekord, Ruch - Górnik.

czwartek, 1 czerwca 2017

Ściana

Wiosna 2015 - chciałoby się napisać heroiczna walka wałbrzyskiego Górnika o utrzymanie w drugiej lidze, ale tej waleczności w pewnym momencie zabrakło. Owszem, były porywające mecze, jak 3:2 z Siarką, 2:1 z MKS Kluczbork czy 2:2 w Sosnowcu. Niestety, bezradność na boiskach rywala niweczyła całosezonowy dorobek. A jeszcze w maju zabłysła iskierka nadziei..
Gdy w połowie maja pierwszoligowa Flota Świnoujście wycofała się z rozgrywek 1.ligi wiadomym stało się, że liczba spadkowiczów również z drugiej ligi się zmniejszy. Wałbrzyszanie prowadzeni przez Jerzego Cyraka byli wówczas na przedostatnim miejscu tracąc 3 punkty do Kotwicy Kołobrzeg, Puszczy Niepołomice oraz 6 do Okocimskiego. Po wycofaniu się Floty bezpiecznym miejscem stało się piętnaste, więc na 5 kolejek przed końcem wymarzone miejsce dla Górnika było w zasięgu ręki - dzieliło raptem 3 oczka. Gdy kilka dni później przy Ratuszowej przegrywa Kotwica 1:2, a Puszcza remisuje - do 15.miejsca biało-niebieskich dzielił jeden punkt. Wówczas terminarz sprawił, że Górnik wyjechał do Niepołomic. Mecz, który mógł odmienić losy walki o utrzymanie w 2.lidze zakończył się pogromem wałbrzyszan 0:5 i deficyt do bezpiecznego miejsca wynosił już 4 punkty (a w zasadzie 5 przy niekorzystnym bilansie dwumeczu z Puszczą).  Gdy na 3 mecze przed finiszem mało kto wierzył w utrzymanie - wycofaniem z rozgrywek zagrożony został ... łódzki Widzew. Mimo tej nadziei Górnik u siebie przegrywa ze Stalą Mielec 0:1. Ostatecznie łodzianie opuścili szeregi pierwszoligowców i nie zatrzymali się w swoim spadku w drugiej lidze. Wałbrzyszanie mogli zachować byt pod warunkiem nadrobienia debetu 4 punktów do Kotwicy w ostatnich meczach.  1:1 w Legionowie i 2:2 z Okocimskim nie zmienił pozycji w tabeli, a piłkarze z Kołobrzegu ostatecznie zachowali ligowy byt dzięki nieszczęściu Widzewa.
Mijają dwa lata i Górnik Wałbrzych jest w podobnej sytuacji. Przeciętna jesień, zimowe transfery, które miały poprawić grę, a przede wszystkim wyniki. Kilka zrywów (3:0 w Pawłowicach Śląskich, remisy w Brzegu i Jastrzębiu) i szybki powrót do marazmu. O ile w drugiej lidze przekleństwem były wyjazdy, to w obecnym dramatem dla wałbrzyszan są mecze pod Chełmcem. Mimo przeciętnej gry znowu rozstrzygnięcia w wyższych ligach idą w sukurs Górnikowi przedłużając nadzieje na utrzymanie.
4 kolejki do końca - po 28 punktów ma trio Lechia, Śląsk II, Unia, 5 punktów mniej, ale i mecz więcej do rozegrania ma Górnik. Na chwilę obecną nie wiadomo jest, która lokata da utrzymanie. Wśród drugoligowców spadek dotknął ostatnia w tabeli Polonię Bytom szarganą kłopotami finansowymi, przez co PZPN ukarał wcześniej klub ujemnymi punktami. Jak wieść z Górnego Śląska niesie istnieje prawdopodobieństwo, że Polonia Bytom. Taką wiadomość umieścił na twitterze prezes Ruchu Radzionków Marcin Wąsiak, który twierdzi, że informacja pochodzi od ... samych zainteresowanych. Gdyby faktycznie miało to potwierdzenie w rzeczywistości, to w 3 grupie 3.ligi bezpiecznym miejscem byłoby 15 - przy założeniu braku spadku Rozwoju Katowice. Katowiczan czeka ostatni mecz w Wejherowie i mają jeden punkt przewagi nad zdeterminowaną Polonią Warszawa, która podejmuje liderującego, świeżo upieczonego pierwszoligowca z Częstochowy. W Rozwoju tymczasem przed najważniejszym meczem sezonu pożegnano trenera Tadeusza Krawca, który podniósł zespół z dna tabeli i dał nadzieję na utrzymanie.
Gdyby Rozwój się utrzymał, Polonia nie zgłosiła się do rozgrywek 3.ligi... Brzmi to wręcz nieprawdopodobnie. Z drugiej strony degradacja katowiczan, start Polonii zamyka wszelką dyskusję o utrzymanie, bowiem wspomniana grupa zespołów obecnie traci aż 9 punktów do rezerw zabrskiego Górnika. A trzeba pamiętać, że nie jest rozstrzygnięta sprawa chorzowskiego Ruchu - gdyby nie otrzymał licencji na grę w 1 czy 2 lidze to istnieje możliwość, że wystartuje od trzeciej i okaże się, że liczba spadkowiczów może znów się zmienić.
Przed wałbrzyskim Górnikiem otwiera się szansa - tak jak dwa lata temu. Podobnie jak wtedy przed nim mecze z bezpośrednimi rywalami i oby nie zakończyły się jak wówczas lub jak pojedynek z Unią Turza Śląska (0:4). Przy Ratuszowej jest nerwowo. Brak odpowiedniej oprawy medialnej klubu powoduje, że praktycznie do kibiców nie docierają żadne informacje prócz meczów. Ale...
Po porażce we Wrocławiu w ostrych słowach poczynania partnerów, a zarazem podopiecznych podsumował Marcin Morawski. Dla strony klubowej Ślęzy powiedział: Wiedzieliśmy, że jest to dla nas mecz ostatniej szansy. Chcieliśmy go wygrać, ale w pierwszej połowie nie było tego widać, że mamy „nóż na gardle”. Nie może być tak, że kilku chłopakom zależy na tym, aby Górnik grał w 3 lidze, a reszta ma to gdzieś. Trzeba się obudzić, bo wizyta na Oporowskiej to dla niektórych ostatnia wizyta na takim stadionie. Bo jak nie potrafiliśmy się wziąć za siebie w dzisiejszym meczu to niebawem będziemy rywalizować na trochę innych boiskach. Gdy do tego dodamy komentarz Bogdana Skiby, który stwierdza, że młodzież nie jest zdeterminowana jak ci starsi, nie chce umierać za Górnika, dziś gra tutaj, jutro może gdzie indziej. Nawet w niższych ligach niż trzecia. Za te same, a może i większe pieniądze, bo Górnik mocno oszczędza. Jak słychać z klubu, to przepołowienie widać nie tylko podczas meczów, ale także na co dzień, podczas treningów. Nie ma porozumienia, nie ma wspólnoty celu (...).
Nie brzmi to optymistycznie przed najważniejszymi meczami Górnika. Ponoć przed meczem z Lechią będzie nawet krótkie zgrupowanie. Ale który to już raz ma być to przełamanie? Środowa kolejka ułożyła się szczęśliwie dla Górnika - Lechia przegrała, Unia i Śląsk II zremisowały.  Ale wciąż jest 5 punktów debetu i niekorzystny bilans dwumeczu z Unią. Górnik nie ma już marginesu błędu, nie może sobie pozwolić nawet na remis. Po meczu z Lechią czeka go pojedynek na swoim boisku z Olimpią Kowary - pojedynek dwóch najgorszych drużyn, nie tylko wiosny, ale i sezonu. Kowarzanie ostatnio do Zielonej Góry pojechali w jedenastu bez bramkarza, bronił nominalny obrońca Mateusz Kraiński. Ewentualne 6 punktów może dać doskoczenie do reszty stawki. Ale na czym budować w Wałbrzychu optymizm? U siebie zespół wiosną zdobył jedną bramkę! Ponadto czy panujące podziały sprzyjają mobilizacji na końcówkę sezonu? Zespół doszedł do ściany, nie ma odwrotu. Albo zespół się w końcu zbierze w sobie i zacznie punktować, albo przyjdzie się przyzwyczaić do wizji derbowych pojedynków, wyjazdów do Jaworzyny, Wołowa, Świdnicy..

niedziela, 28 maja 2017

Pstryczek Siemaszki

Takie historie uwielbiają dziennikarze i kibice. Nieszablonowa kariera, nie poparta regularnymi treningami w wielkich klubach, wzorcową ścieżką z juniorów po sukcesy w pierwszej drużynie. Godzenie futbolowej pasji z pracą zawodową, dalekimi dojazdami, dziesiątkami wyrzeczeń. Był już casus piłkarskiego kopciuszka w osobie Grzegorza Piechny, który nie tylko sięgnął po koronę króla strzelców ekstraklasy, ale nawet zadebiutował i strzelił bramkę w reprezentacji A! Na początku maja każdy szanujący się dziennikarz obierał azymut na Trójmiasto, by zdobyć ciekawe informacje na temat najgorętszego nazwiska ostatnich dni, czyli Rafała Siemaszko.
Rafał Siemaszko w barwach Gryfa
przeciwko Górnikowi Wałbrzych
Wychowanek Orkanu Rumia w sezonie 2010/11 zadebiutował w ekstraklasowej Arce, ale głównie były to typowe ogony i po powrocie do Rumii w 2012 pokazał się na drugoligowych boiskach w barwach Gryfa Wejherowo. W ciągu dwóch lat zagrał 67 razy strzelając 24 bramki. Wówczas rywalizował z wałbrzyskim Górnikiem - w 3 meczach strzelił 1 bramkę, przy jednej asystował i zobaczył 1 żółtą kartkę.
Potem był pobyt w Chojniczance Chojnice na zapleczu ekstraklasy (6 goli), by od lata 2015 ponownie założyć żółto-niebieski trykot Arki. Po wywalczeniu awansu do ekstraklasy jesienią niczym specjalnym się nie wyróżniał. Owszem, zdobył 4 gole, ale głównie to były bramki w roli zmiennika. Wiosną początkowo nawet nie łapał się do meczowej kadry, ale później było coraz lepiej. Dorzucił 6 trafień, ale sympatię zdobył przede wszystkim dzięki występom w Pucharze Polski. W półfinale trafił w Suwałkach, gdzie wszedł dopiero w ostatnim kwadransie gry, wreszcie w finale na Stadionie Narodowym, również w roli zmiennika, w dogrywce pokonał Jasmina Burića. Wygrana nad faworyzowanym Lechem Poznań stała się dla Arkowców punktem zwrotnym. A że łatwiej wskazać jednego bohatera, to naturalnym wyborem stał się właśnie Siemaszko. Niewysoki, ale niezwykle ambitny 31-letni napastnik nie mógł się w maju opędzić od dziennikarzy. Od reportażu Canal Plus po serie wywiadów (m.in. dla Piłki Nożnej) i historii jak to obecny postrach ligowych bramkarzy pracował w stoczni. Apogeum majowej popularności wydawać się nie mijało, bowiem kilka dni temu grupa dziennikarzy nominowała Rafała Siemaszko w kategorii Odkrycie Roku. Kontrkandydatury to obrońca Lecha Poznań Jan Bednarek i również znany wałbrzyszanom z drugoligowych meczów - Jarosław Niezgoda,dawniej Wisła Puławy, dziś Ruch Chorzów. Już sama nominacja za ... no właśnie, czy zawodnik, na którego trener zaledwie w 1/3 meczów wystawia w wyjściowej jedenastce, bramki strzela głównie zespołom walczącym o utrzymanie, bo z 10 trafień tylko 3 zanotował przeciwko zespołom z górnej połówki tabeli.
Gdyby jednak nominacje były rozdawane dopiero teraz nikt o Siemaszce jako jednym z bohaterów sezonu. Chyba, że negatywnym.
Mimo pucharowego triumfu Arka wciąż nie może się doczekać się przełamania w lidze - oprócz wygranej z Łęczną 3 porażki i widmo spadku. W przedostatniej serii spotkań do przedostatnich Arkowców przyjeżdża ostatni Ruch Chorzów, który po błędzie defensywy gospodarzy obejmuje prowadzenie po strzale Monety. W 23 minucie dośrodkowanie z prawej strony w pole karne gości, Formella zgrywa głową do Siemaszki, który ręką (patrz zdjęcie) wpycha piłkę do bramki.Oczywiście protesty gości, prowadzący zawody trener Musiał daje sobie czas na podjęcie ostatecznej decyzji konsultując ze swoim asystentem. Po krótkiej rozmowie wskazuje na środek boiska, a telewidzowie już wiedzą, że był to błąd. W przerwie Siemaszko jest przepytywany przez dziennikarza Canal Plus. Najpierw chciał się wytłumaczyć, że to pozostanie jego słodką tajemnicą czy strzelił ręką czy nie. Ale gdy rozmówca nie odpuszczał, mówiąc, że wszyscy widzieli zaczęło się mętne usprawiedliwianie się porównując się z Thierry Henry'm, a potem "wstyd mi, że w taki sposób".
Oba wydarzenia nie przysporzyły kolejnych sympatyków gdyńskiemu napastnikowi. Swoją wypracowaną sympatię stracił w ciągu niespełna dwóch kwadransów. Piłkarskich oszustw podczas meczów jest mnóstwo - od prób wymuszenia faula, poprzez faulowanie rywala kiedy sędzia nie widzi, po próby strzelenia bramek niezgodnie z przepisami. Sztampą jest hasło wpisane jest to w mecz. Siemaszko popełnił boiskowe oszustwo - idealnym rozwiązaniem byłoby przyznanie się do tego tuż po zdarzeniu, jeszcze przed wznowieniem gry od środka. Jeśliby nie zostałby Odkryciem Roku, to na pewno przyznana zostałaby mu nagroda Fair Play. Mętne tłumaczenie tylko pogorszyło jego wizerunkową sytuację.
Bramka dała remis, który w ostatecznym rozrachunku przedłużyła szanse Arki w walce o utrzymanie, a nie dała takich szans Ruchowi, który żegna się z ekstraklasą.
Ciekawostką jest to, że trener Siemaszki Leszek Ojrzyński, bodaj najbardziej religijny ze szkoleniowców ekstraklasy zapytany o bramkę strzeloną ręką odpowiedział, że nie jest mu wstyd,bo zawodnicy walczyli i mieli swoje sytuacje. Wstyd to jest kraść.Takie sytuacje wpisane są w piłkę nożną. Czy to nie była kradzież i swego rodzaju hipokryzja?
Rafał Siemaszko przeszedł długą drogę od zera do bohatera i ekspresową w drugą stronę. Po tej kolejce będzie się o nim pisać, mówić jedynie w kontekście tej bramki zdobytej ręką. Ci z dziennikarzy, którzy chcieli pisać o romantycznej historii niedoszłego montera okrętowego, który wprowadza do piłkarskiej Europy Arkę Gdynia, właśnie otrzymują pstryczka w nos. Na chwilę obecną w Chorzowie wściekłość, rozpatrywanie wniosku o powtórkę meczu, ogólne potępienie gdynianina, gdzie podsumowaniem może być komentarz w Przeglądzie Sportowym porównującego Siemaszkę do cwaniaków w przeszłości kupczącymi meczami.

Awans grubego

Drugoligowy sezon 2016/17 zakończy się za tydzień i obecnie jedyną niewiadomą jest skład spadkowiczów na czwarty poziom rozgrywkowy. Jeśli elbląska Olimpia utrzyma piątą lokatę to wśród kwintetu najlepszych ekip 2.ligi aż w 4 zespołach kluczowe role odgrywali byli gracze wałbrzyskiego Górnika!
Raków Częstochowa z kapitanem Figlem i rezerwowym Czaplą, Odra Opole z kapitanem Wepą już wcześniej zapewnili sobie awans do 1.ligi, natomiast w sobotę awans świętowała niepołomicka Puszcza z Marcinem Orłowskim i Dominikiem Radziemskim.
Orłowski z szampanem
świętuje awans do 1.ligi
[foto:puszcza-niepolomice.pl]
Duet wałbrzyskich zawodników jeszcze do niedawna niezbyt miło wspominali Niepołomice - jedyna wizyta Górnika w małopolskim miasteczku skończyła się pogromem 0:5, który praktycznie zamykał szansę biało-niebieskich na utrzymanie się w 2.lidze w sezonie 2014/15. Na dodatek Orłowski zaliczył trafienie ... samobójcze. Wałbrzyszanie spadli do trzeciej ligi, nie udało się wrócić po roku, gdy w barażach lepsza okazała się stołeczna Polonia i latem ubiegłego roku wśród masowego exodusu Radziemski z Orłowskim podpisali umowy z klubem z Niepołomic. O Puszczy głośno było dzięki sukcesom w Pucharze Polski, gdzie drugoligowiec dotarł aż do ćwierćfinału. W ligowych rozgrywkach zespół prowadzony przez Tomasza Tułacza oscylował w okolicach czwartego miejsca - gwarantującego baraż o awans do 1.ligi. Wiosenne kłopoty Radomiaka, który wyrósł obok duetu częstochowsko-opolskiego na faworyta do promocji, spowodowały, że Puszcza na początku kwietnia wskoczyła na trzecie miejsce i nie oddała go już do końca rozgrywek.
Dominik Radziemski nie może powiedzieć o sobie, że jest jednym z architektów sukcesu, bowiem zagrał w 2.lidze zaledwie 9 razy, w tym tylko dwukrotnie wiosną. Zaledwie raz wybiegł w podstawowej jedenastce, strzelił jedną bramkę, na 33 mecze 14 razy jego nazwisko znalazło się w meczowym protokole. Oczywiście w wywalczeniu sobie miejsca przeszkadzały urazy, ale gdy one zostały wyleczone Dominik nie potrafił przekonać do siebie trenera Tułacza.
Zgoła odmienna rola w zespole była Marcina Orłowskiego. Były kapitan Górnika, król strzelców 3.ligi przychodził do Niepołomic, aby rozwiązać problemy ze skutecznością. Tymczasem dorobek 7 bramek nie rzuca na kolana. Inną sprawą jest fakt, że Orzeł ma inne zadania niż w Wałbrzychu, po prostu ma więcej zadań w defensywie, zgrywa piłki kolegom, nie jest typowym egzekutorem jak w trzecioligowym Górniku.
O Orłowskim głośno zrobiło się po meczu Puszcza - Polonia Warszawa (3:2) na początku maja. Goście walczący o utrzymanie ulegli po niezwykle dramatycznym meczu mocno komplikując sobie sytuację w tabeli. Sędzia podyktował aż trzy rzuty karne, w tym decydujący o zwycięstwie niepołomiczan w ... 94 minucie gry, wyrzucając przy tym gracza Czarnych Koszul. Na pomeczowej konferencji trener Polonii nie szczędził gorzkich słów pod adresem arbitrów, a przy tym wmieszając nazwisko Orłowskiego. Wojciech Szymanek powiedział: My analizujemy przeciwnika, staramy się być profesjonalni, tak i sędziowie chyba też analizują zawodników. Ja zawodnika, napastnika Puszczy Orłowskiego znam, bo kiedy był jeszcze w Górniku Wałbrzych grał przeciwko nam w barażu o awans do II ligi. To jest człowiek, który waży blisko sto kilo, takiego człowieka nie przewróci nawet huragan. A tutaj? Nie wiem, czy miał powiedziane, żeby się przewracał? I to robił. Sędzia skrzętnie notował, wykorzystał rzut karny.
Całą konferencję, wraz z ripostą trenera Tułacza warto zobaczyć. Do przytyku odnośnie swojej wagi Orłowski odniósł się w rozmowie z Dziennikiem Polskim, gdzie żartobliwie porównał się z Argentyńczykiem Higuainem. Prawdę powiedziawszy przy swoich 187 cm waga około 100 kg nie pozwalałaby na grę na tym poziomie, ale wypowiedź trenera Szymanka poszła w świat, cytowana była nawet przez tygodnik Piłka Nożna, który odniósł się do rzekomego spisku przeciwko Polonii Warszawa.
Przed rundą wiosenną faworytem do trzeciego miejsca, ostatniego premiowanego bezpośrednim awansem, był Radomiak zarządzany przez popularnego eksperta sędziowskiego Sławomira Stempniewskiego i z Robertem Podolińskim w roli trenera. Po niespodziewanej porażce Puszczy u siebie z Wartą Poznań różnica wynosiła zaledwie 3 punkty, ale radomianie nie skorzystali z okazji. Tydzień temu niepołomiczanie zremisowali w Bełchatowie 0:0, a Radomiak prowadząc 3:1 w Wejherowie jeszcze w 81 minucie, zaledwie zremisował. Natomiast w sobotę w Radomiu gospodarze zawiedli przegrywając z Legionovią 0:1. Puszcza w tym czasie męczyła się w walczącym o utrzymanie Gryfem. Na samym początku meczu Marcin Orłowski nie wykorzystał rzutu karnego. Remis 0:0 uratował wejherowian przed spadkiem, a jednocześnie dał awans Puszczy.
Po zakończeniu sezonu na pewno beniaminek zaplecza ekstraklasy odświeży swoją kadrę. O ile można się spodziewać gry w 1.lidze Marcina Orłowskiego, to z kolei Dominik Radziemski latem zapewne będzie musiał się zacząć rozglądać za nowym pracodawcą

sobota, 27 maja 2017

Stracona szansa

Gdy na początku maja Górnik Wałbrzych wywiózł bezbramkowy remis z boiska lidera GKS 1962 Jastrzębie, wydawało się, że w końcu jest to punkt zwrotny w rundzie wiosennej. Niestety, trzy tygodnie nie dały ani jednego punktu, a zabrały wielu nadzieje na utrzymanie biało-niebieskich w 3.lidze.
Pod Chełmiec przyjechały rezerwy Miedzi i wywiozły 3 punkty, następnie beniaminek z Turzy Śląskiej, który jest bezpośrednim sąsiadem w tabeli i do wizyty przy Ratuszowej zaledwie raz wygrał w delegacji. Z kim jak nie z towarzyszem ligowej niedoli Górnik ma w końcu wygrać u siebie? Zamiast determinacji, walki ze strony gospodarzy - bezlitosny nokaut i wymowne 4:0 dla Unii! Dla tych co nie byli naocznymi świadkami wstydliwej klęski wymowny jest pewnie komentarz Radosława Radczaka o wydarzeniach drugiej połowy meczu - atmosfera na meczu jest piknikowa, momentami nie da się patrzeć na tę rywalizację. To dramatycznej postawy w ofensywie Górnicy zdążyli już wszystkich przyzwyczaić, ale co do postawy w defensywie do tej pory nie było większych zastrzeżeń. Tymczasem indywidualne błędy przy próbie złapania rywala na spalonym, przegrywanie indywidualnych pojedynków, słaba postawa bocznych defensorów, a do tego gorsza dyspozycja Jaroszewskiego spowodowały, że zespół Dariusza Pawlusińskiego zdobył bodaj najłatwiejsze trzy punkty w krótkiej trzecioligowej przygodzie.
Bracia Michalakowie na trybunach polkowickiego
stadionu. [foto:kspolkowice.pl]
Dwa kolejne wyjazdowe mecze podopiecznych Roberta Bubnowicza to spotkania derbowe, które dla gospodarzy meczów miały wyjątkową otoczkę. W Polkowicach świętowano 70-lecie tradycji piłkarskich, ligowe spotkanie poprzedziło imprezy towarzyszące, a z kolei wałbrzyszanie mogli liczyć na doping grupy swoich kibiców. Niestety szybkie dwa gole uzyskane przez Michała Bednarskiego w praktyce zamknęły ten mecz. Nie licząc ubiegłorocznej wizyty, na polkowickim stadionie wałbrzyszanom zawsze źle się grało. KS trenowany przez Albańczyka Enkeleida Dobiego jest najlepiej punktujący wiosną tego roku. Strzałem w przysłowiową dziesiątkę było wypożyczenie z Chrobrego Głogów 21-letniego wspomnianego Bednarskiego, który w tej rundzie strzelił 10 bramek, czyli dokładnie tyle, co WSZYSCY piłkarze Górnika w tym samym czasie.  Może to jest znak dla oglądających mecz z wysokości trybun braci Michalaków oraz innych członków zarządu piłkarskiego Górnika - skoro nie da się nic ugrać wychowankami to może zacząć posiłkować się wypożyczonymi z mocniejszych klubów z regionu?
W Polkowicach Górnik przegrał 1:2 po rzucie karnym Jana Rytko. Kapitan obecnego zespołu przejął po poprzedniku nie tylko opaskę kapitańską, ale i sposób egzekwowania tego stałego fragmentu gry.  Podobnie jak w przypadku Marcina Orłowskiego, Janek z 11 metrów posyła piłkę mocno w środek bramki. Tych prób jest jednak na tyle mało, że ligowi bramkarze jeszcze (?) go nie rozszyfrowali. Szkoda, że Rytko jednak nie daje zespołowi tyle co jego poprzednik. Po meczu w wałbrzyskim obozie panowała opinia, że zespół zaprezentował się dobrze, tylko zabrakło punktów. Szkoda tylko, że zapomniano o drobnym detalu - w piłce chodzi właśnie o punkty, bramki, a nie wrażenie.
Zaległy mecz Ślęzy z Górnikiem z 25.kolejki to z kolei wyjątkowa, bo ... pierwsza gra wrocławskiego klubu w roli gospodarza we Wrocławiu! Niestety, I KS musi w bieżącym sezonie korzystać z gościnności Oławy, bowiem nie udało się dojść do porozumienia na rozgrywanie meczu na stadionie przy ul. Oporowskiej, tak jak w poprzednim sezonie. Dopiero w połowie maja, praktycznie na finiszu rozgrywek wrocławski klub mógł zagrać w swoim mieście. Nie tylko ten fakt, dodatkowo umotywowani zawodnicy obecnością większej ilości kibiców niż w poprzednich meczach, spowodował, że zagrali o wiele lepiej od rywala. Do przekonywującej wygranej 3:1 przyczynili się również swoją dyspozycją przyjezdni.
Przed meczem dla strony klubowej Ślęzy w udzielonym wywiadzie Jan Rytko podsumował to co większość już dawno zauważyła: Górnik jest w stanie powalczyć z każdym rywalem, ale nie potrafi przełożyć dobrej gry na spotkania z bezpośrednimi rywalami o utrzymanie. Swoją drogą szkoda, że w ponad stutysięcznym mieście jakim jest Wałbrzych nie znalazł się chętny, by porozmawiać z zawodnikami, trenerami. Może wówczas łatwiej byłoby zrozumieć co się dzieje w piłkarskim Górniku? Mecz ze Ślęzą Górnik przegrał i pozbawił się niepowtarzalnej szansy na odbicie się od dna. Biorąc pod uwagę sytuację w drugiej lidze, gdzie spada Polonia Bytom, a blisko utrzymania jest śląski duet ROW - Rozwój to złotym miejscem dającym utrzymanie jest nr 14.
Na dzień dzisiejszy (przed sobotnimi meczami 29.kolejki) Górnik ma 5 puntów straty i 5 meczów do rozegrania. Tak wygląda obecna sytuacja na finiszu rozgrywek
14. Lechia  28 28 pkt (w Ruch, d Falubaz, w Górnik, d Rekord, w Skra, d Pniówek)
15. Unia     29 27 pkt (d Rekord, w Skra, d Pniówek, w Górnik II, d Stal)
16. Śląsk II 28 24 pkt (d Piast, w BKS Stal, w Ruch, d Falubaz, w Górnik, d Rekord)
17. Górnik  29 23 pkt (d Lechia, d Olimpia, w Piast, d Śląsk II, w Ruch).
Matematyczne szanse Górnik jeszcze zachował, dodatkowo u siebie będzie gościł Lechię, Śląsk i najsłabszy zespół ligi Olimpię. Jak się okazało Kowary nie są w stanie zabezpieczyć ligowego spotkania, które zostanie rozegrane w Wałbrzychu - tylko biorąc pod uwagę dyspozycję biało-niebieskich przy Ratuszowej czy będzie to handicap?
Sytuację wymienionych wyżej zespołów mogła skomplikować sytuacja Ruchu Chorzów, który najpierw otrzymał licencję na grę w ekstraklasie, następnie mu cofnięto, by nie wydać ostatecznej decyzji. Najczarniejszy scenariusz dla chorzowian przewiduje bankructwo i grę niżej niż szczebel centralny, gdzie wymagania licencyjne są podobne. Mogło by dojść nawet do sytuacji, że Ruch, który najprawdopodobniej na boisku nie utrzyma ekstraklasowego statusu, że przystępuje do rozgrywek 3.ligi, wtedy to nawet 14 lokata nie dawałaby utrzymania. Poza tym trzeba pamiętać, że w przypadku degradacji ROW Rybnik lub Rozwoju Katowice wszelkie kombinacje również wezmą w łeb i oba zespoły z okręgu wałbrzyskiego, bez względu na końcowe rozstrzygnięcia opuszczą ligę.

niedziela, 14 maja 2017

Coraz bliżej dna

Nie był to najszczęśliwszy tydzień dla wałbrzyskiego Górnika. O ile remis na boisku lidera dał potężny zastrzyk nadziei kibicom oraz samym piłkarzom, to dwa mecze rozegrane w ciągu 4 dni całkowicie odmieniły nastroje pod Chełmcem.
Środowy finał okręgowego Pucharu Polski miał być rozegrany na kameralnym, wyremontowanym stadionie w Lubawce, gdzie od bieżącego sezonu tamtejszy Orzeł funkcjonuje w wałbrzyskim OZPN. Niestety, policja nie wydała zgody na organizację imprezy i po kolejnych nieudanych poszukiwaniach nowej lokalizacji ostatecznie finał rozegrano w Wałbrzychu. Boczna płyta z nawierzchnią naturalną może nie stanowiła problemu dla piłkarzy obu drużyn, ale już dla kibiców nie było komfortowych warunków do oglądania finału. Rywalem trzecioligowego Górnika była Victoria Tuszyn grająca w klasie okręgowej, a trenowana przez ostatniego uczestnika mistrzostw świata pochodzącego z wałbrzyskiego okręgu, czyli Pawła Sibika. Faworytem byli gospodarze, którzy jednak nie mogli znaleźć recepty na pokonanie Michała Kowalskiego. Robert Bubnowicz chciał dać odpocząć Jaroszewskiemu, Tyktorowi, Morawskiemu i Bronisławskiemu - niestety, boleśnie się zawiódł. Pierwszej dwójki wyraźnie brakowało w obronie, z kolei grający asystent trenera i Dominik pojawili się po przerwie. Rezultatem tego były w końcu sensowne akcje pod bramką tuszynian. Niestety, brakowało precyzji i goście utrzymywali czyste konto z tyłu. Z kolei pod drugą bramką zabrakło doświadczenia Jogiego i Tykiego, co wykorzystał najpierw Brazylijczyk Aldeir, a kilka minut później Karol Bohajczuk. Ligowcy oczywiście podkręcili tempo, ale jedynym efektem był rzut karny dopiero w doliczonym czasie gry. Jan Rytko na raty pokonał Kowalskiego, a na wyrównanie zabrakło czasu i sensacja stała się faktem. Górnik wystąpił w optymalnym składzie, który powinien zagwarantować wygraną nad zespołem grającym dwie klasy niżej. Niestety, jeszcze raz się okazało, że młodzi zawodnicy jeszcze nie dorośli do wiodących ról, że potrzebują boiskowych autorytetów. Gorzej, że jak ci się pojawili na boisku to wynik się nie zmienił...
Przegrany finał PP to przede wszystkim porażka wizerunkowa. Aspekt sportowy schodzi na drugi plan, bowiem w tak gorącym okresie, walce o utrzymanie dodatkowe boje w dolnośląskich półfinałach mogłyby przynieść tragiczny dla biało-niebieskich skutek.
Po meczu tylko Michał Bartkowiak miał powody do
radości [foto:walbrzych.dlawas.info]
Tymczasem w sobotę na Ratuszową przyjechały rezerwy Miedzi, które przez wałbrzyskie media były ... lekceważone. Tymczasem zespół Piotra Jacka to obok KS Polkowice najlepiej punktujący zespół w 2017 roku! Pozwoliło to wywindować już na 4.miejsce. Legnicka młodzież dyrygowana z tylu przez doświadczonego Adriana Woźniczkę, ma również oparcie w bramkarzu Piotrze Smołuchu, który stał się postrachem egzekutorów rzutów karnych. W sobotę zespół wzmocnili Adrian Łuszkiewicz i Michał Bartkowiak, dla którego był to pierwszy występ w tym sezonie w rezerwach, a zarazem pierwszy występ przeciwko macierzystemu klubowi.
Pierwsze minuty meczu to dominacja gości,którzy szybko operowali piłką, wychodzili na pozycje, a wałbrzyscy obrońcy mieli naprawdę dużo roboty. Gospodarze starali się odgryzać indywidualnymi akcjami. Tylko, że Dominik Bronisławski nie ma umiejętności, by przedryblować 5-6 rywali i jeszcze skutecznie strzelić. To samo dotyczy ambitnego Kamila Sadowskiego, który był najbliżej szczęścia, gdy po jego uderzeniu "szczupakiem" piłka minęła bramkę. Strzały z dystansu nie stanowiły problemu dla Smołucha. Większe zagrożenie było pod bramką Jaroszewskiego, który nie tylko pewnie bronił, ale i rywalom brakowało często precyzji, gdy po ich uderzeniach piłka szybowała nad bramką lub jak w przypadku Woźniczki Damianowi przyszedł w sukurs słupek.
Czy było w tej sytuacji zagranie ręką obrońcy Miedzi?
[foto:walbrzych24.com]
Najwięcej emocji wzbudziła na trybunach sytuacja z 27 minuty, gdy pogubił się pod legnicką bramką Denis Dec, który próbując opanować futbolówkę ostatecznie nie wcisnął jej do bramki, a u wybijającego mu piłkę Łukaszowi Chodydze zauważyli wałbrzyszanie zagranie ręką. Czy faktycznie miało to miejsce?
W pierwszym kwadransie drugiej połowy oglądaliśmy bodaj najlepszy okres gry miejscowych. Legniczanie nieco pogubili się taktycznie, ale z dziury w środku pola nie potrafił Górnik skorzystać. Na samotnie szarżujących Bronisławskiego czy Sadowskiego nie czekało żadne wsparcie. Zmęczeni biegiem nie byli w stanie oddać skutecznego strzału. Boleśnie wałbrzyscy kibice przekonali się o jakości, a raczej jej braku w ofensywie gospodarzy. Im bliżej końca tym było gorzej - zmiennicy częściej gubili piłkę niż sensownie rozgrywali. Aż w samej końcówce skuteczny strzał z dystansu Ireneusza Brożyny wylądował w bramce miejscowych. Rozpaczliwe przesunięcie Tyktora do ataku na nic się nie zdało, bo to goście byli nawet bliżsi podwyższenia wyniku niż straty bramki.
Parę słów o relacjach wałbrzyskich mediów z sobotniego meczu. Po pierwsze frekwencja - za skibasport portal 90minut.pl podaje liczbę 800! Rzeczywista cyferka wiernych kibiców oscyluje wokół połowy tej hurraoptymistcznej liczby. Ponadto naoczni świadkowie boiskowych wydarzeń nie zgodzą się z Bogdanem Skibą, że triumf gości był przypadkowy i niesprawiedliwy. Górnik nie posiadał ani przewagi, ani nie stwarzał realnego zagrożenia pod bramką, a gdyby Zatwarnicki, Chodyga czy Bartkowiak w I połowie, a Kamil Zieliński z Brożyną w II mieli lepiej nastawione celowniki to wygrana gości byłaby efektowniejsza.
Niewiadomo o co chodziło autorowi relacji na portalu dziennik.walbrzych, który doliczył się tysiąca kibiców, a przede wszystkim zauważył, że "nieobecność klubu kibica pozwoliła obejrzeć spotkanie w miłej i spokojnej atmosferze" . Również w tekstowej relacji na lajfach autorstwa Radosława Radczaka roi się od błędów  - Popowicz nie wykonywał wolnych, a tuż przed przerwą z Brożyną tuż przed bramką zderzył się Bronisławski a nie Sadowski.
Górnik zawiódł - nie jest zrozumiałe jak można liczyć na zdobywanie punktów grając bez napastnika. Bronisławski jest obecnie bezsprzecznie najlepszym piłkarzem Górnika, drybluje z łatwością, ale brak mu wsparcia ze strony partnerów. Sadowski imponuje walecznością, wiosną krok do przodu zrobił Surmaj, który coraz częściej próbuje uderzać z dystansu. Ale to wciąż za mało by myśleć o zdobywaniu bramek. Wystarczą liczby z domowych meczów wałbrzyszan:
14 meczów - 2 zwycięstwa - 3 remisy - 9 porażek bramki 5:19, a wiosną 2017 1 zwycięstwo -1 remis - 3 porażki bramki 1:5 (tylko Lechia zdobyła 1 bramkę, a Olimpia nie zdobyła u siebie punktu). Od bramki Morawskiego z premierowego meczu tej rundy z Falubazu wałbrzyszanie nie cieszyli się ze zdobytej bramki przy Ratuszowej! 443 minuty.
Obecnie Górnik Wałbrzych wyprzedza tylko Olimpię Kowary, ale jeśli wygra w środę z Unią Turza Sląska to wskoczy na bezpieczne 14.miejsce! Wszystko jeszcze możliwe, tylko czy w końcu podopieczni Bubnowicza odczarują własne boisko?