wtorek, 21 czerwca 2016

Druga liga - klęska Rakowa

Przed rokiem Górnik Wałbrzych żegnał się z drugą ligą. Katastrofalna runda jesienna, a przede wszystkim zero zwycięstw poza własnym obiektem spowodowały, że pod Chełmiec na ligowe mecze nie przyjeżdżali byli mistrzowie Polski (Stal Mielec, Polonia Bytom), dawni pierwszoligowcy (GKS Tychy, ROW, Raków, Radomiak, Siarka czy Stal Stalowa Wola), a - niczego nie ujmując klubom i miastom- zespoły z Karnina, Lubska czy Gaci. Większość drużyn drugoligowych była znanych wałbrzyskim kibicom, a ciekawość wydarzeń mogła wzrosnąć poprzez transfery dwóch piłkarzy z Ratuszowej do częstochowskiego Rakowa.
Awans do I ligi wywalczyła Stal Mielec, która raczej niespodziewanie już w 3.kolejce zameldowała się w strefie awansowej, a fotel lidera opuściła zaledwie 4 razy w całym sezonie. Dla przypomnienia początek sezonu 2014/15 - po miesiącu gry mielczanie po 6 meczach mają tylko jedno zwycięstwo i wstydliwą porażkę w PP z Spartą Jazgarzew 1:4, zespół wówczas objął Janusz Białek, który zespół wyprowadził na solidne 8.miejsce na mecie sezonu, a teraz świętuje zasłużony awans. Solidny bramkarz Tomasz Libera, w obronie wypożyczony z Arki Robert Sulewski, niechciany w Grudziądzu były gracz Floty Świnoujście Sebastian Zalepa, w pomocy wypożyczony z Miedzi kompletujący asysty Bartosz Nowak, Serb Andreja Prokić (wcześniej Bełchatów, a od nowego sezonu GKS Katowice) czy doskonale znany Sebastian Łętocha - tak przedstawiał się z grubsza skład najlepszej ekipy drugiej ligi. 
Drugie miejsce przypadło Zniczowi Pruszków prowadzonemu przez byłego szkoleniowca juniorów Legii Dariusza Banasika. Piłkarze z Mazowsza uchodzili za solidnego ligowca i takim zdawać się byli jesienią, a wiosną nastąpił szturm na górę tabeli. Po przezimowaniu na barażowym czwartym miejscu Znicz w 26.kolejce zameldował się w zielonej awansowej strefie i miejsca nie oddał do końca rozgrywek. W drużynie próżno szukać zdecydowanego lidera, gwiazdy ligi, a ciekawostką jest, że w Pruszkowie Banasik chce odbudować niedawne ekstraklasowe gwiazdki, takie jak Przemysław Kita (Cracovia), czy Aleksander Jagiełło (Legia). Po sezonie doszło do zawieruchy organizacyjnej i latem może być na Mazowszu ciekawie.
Trzecią drużyną, która będzie grać w następnym sezonie w I lidze jest GKS Tychy. Spadek 12 miesięcy wcześniej był ogromnym szokiem -  nowy stadion, tysiące na trybunach, Tomasz Hajto na ławce, transfery nie potrafiły zmobilizować drużyny, by skutecznie walczyła o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy. Misję odbudowy w II lidze powierzono Kamilowi Kieresiowi kojarzonemu głównie z pracy w Bełchatowie. Tyszanie nie imponowali ani stylem, ani wynikami, ale dobrze przepracowana zima przyniosła efekty w kwietniowych meczach. 8 kolejnych meczów bez porażki, w tym rekordowe 8:1 w Częstochowie, wywindowało w końcu GKS na trzecim miejscu w tabeli. Później przyszła zadyszka (3 porażki w 5 meczach), ale ostatecznie udało się obronić trzecią lokatę. W Tychach na pewno na wyróżnienie zasłużył Łukasz Grzeszczyk - najskuteczniejszy snajper ligi.
Największą rewelacją sezonu była jednak Wisła Puławy. Rok temu podopieczni Ukraińca Bohdana Bławackija finiszowali na odległym 12.miejscu, a w bieżącym jedynie przez kilka sierpniowych kolejek byli poza strefą awansową! Zimą do Legii odszedł strzelec 9 bramek Jarosław Niezgoda, któremu nie udało się zadebiutować w ekstraklasie, ale w rezerwach w III lidze potwierdził talent (3 kolejne mecze w maju - 9 goli!). Dzięki nie przyznaniu licencji Zawiszy Bydgoszcz puławianie nie musieli grać barażu z MKS Kluczbork i tym samym zadebiutują na zapleczu ekstraklasy. Wiosną Wisła zacięła się, a tragiczny był kwiecień, gdy zespół nie zdobył ani jednej bramki. W tym roku kalendarzowym rzadziej wygrywały jedynie ekipy Rakowa i Stali Stalowa Wola!
Właśnie Raków... Częstochowianie przed sezonem sięgnęli po Rafała Figla i Dominika Bronisławskiego z wałbrzyskiego Górnika, a ponadto piłkarze spod Jasnej Góry do obu rund przygotowywali się w Aqua Zdroju. Celem popularnych Medalików był awans do I ligi - stąd transfery m.in. Klepczyńskiego i Malinowskiego. Jesienią zespół prowadził Radosław Mroczkowski, którego zmienił ... prezes Krzysztof Kołaczyk. Do niego dołączył Przemysław Cecharz, a Raków w 6 meczach zdobył 19 punktów strzelając przy tym 17 bramek. Po porażce w Brzesku przyszło rozgromienie Nadwiślana 6:0 po 5 trafieniach Warchoła, co było udanym podsumowaniem rundy, którą zakończył Raków na drugim miejscu. Wiosną zespół najpierw przeistoczył się w dr Jekyll & Mr Hyda - u siebie wygrana, na wyjazdach porażka. Gdy udało się wywieźć remis z Zambrowa to przyszła szokują klęska 1:8 u siebie z Tychami. Po porażce w Bytomiu trenerem został Marek Papszun, ale wyników nie poprawił, bowiem to za jego kadencji Raków wyleciał poza czołową czwórkę. Już w maju zaczęto rozliczanie zespołu. Doświadczeni Mielcarz, Pawlusiński i Radler z dnia na dzień przestali być brani pod uwagę przy ustalaniu składu. Po kilku dniach i remisie u siebie z Gryfem Wejherowo trener Papszun publicznie skrytykował kolejnych graczy na pomeczowej konferencji mówiąc, że niektórzy zawodnicy nie zasługują na to, by reprezentować ten klub. Nazwiska nie padły, ale biorąc pod uwagę skład w następnym meczu w Legionowie, można się domyślać, że w gronie tych, którzy stracili zaufanie trenera jest Rafał Figiel. Popularny Figo jesienią zbierał pochlebne recenzje, asystował, strzelał bramki, był wymieniany w gronie wyróżniających się graczy całych rozgrywek. Wiosną zaliczył błyskotliwy występ przeciwko Siarce (3:1 i dwa gole), ale później było coraz gorzej. W okresie kryzysu najwięcej pretensji kierowano do grupy zawodników, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej ciągnęli wózek z napisem Raków do przodu. W tej grupie znalazł się Figiel i bardzo prawdopodobne, że latem będzie musiał pożegnać się z Częstochową. Jego bilans to 28 meczów - 5 goli, 5 żółtych kartek, dwa niewykorzystane rzuty karne.
Dramatyczny koniec sezonu Bronisławskiego w Legionowie
[foto:gazetapowiatowa.pl]
Dwudziestoletni Dominik Bronisławski nie był wyróżniającym się piłkarzem Górnika, więc transfer do Rakowa był dla wielu zaskoczeniem. Wiek młodzieżowca przemawiał na jego korzyść, ale aż połowę ze swoich 14 występów zaliczył pod wodzą Radosława Mroczkowskiego, który aż 5-krotnie dał mu szansę gry przez 90 minut. Później było już gorzej i Dominikowi pozostawała gra w czwartoligowych rezerwach, a w II lidze duet Kołaczyk-Cecherz oprócz jesiennej połówki z ROW-em puszczał go na końcówki. Jedyną szansą od pierwszej minuty był mecz z GKS Tychy - 1:8. Z kolei  trener Papszun dopiero w przedostatniej kolejce dał mu szansę występu, gdy musiał zmienić kontuzjowanego Hofericę. Niestety, występ w Legionowie dla Bronisławskiego skończył się po 13 minutach, gdy kontuzjowany, z usztywnioną nogą został zniesiony na noszach i pechowo zakończył sezon...
Bilans Bronisławskiego w Rakowie to 14 meczów (5 pełnych) i 1 żółta kartka.
Z kwartetu beniaminków się tylko Gryf Wejherowo się nie utrzymał na boisku. Bardzo dobrze zaprezentował się Radomiak, którego objął znany czeski szkoleniowiec Verner Lićka, a czołowym snajperem ligi byl Brazylijczyk Leandro. Wielu prorokowało spadek Olimpii Zambrów, która była zespołem najrzadziej wygrywającym u siebie, a mimo to udało jej się utrzymać. Za Polonią Bytom ciągną się kłopoty finansowe - z tego powodu została ukarana odjęciem jednego punktu, a jeszcze za dawne zaległości dopomina się UEFA. Jesienią w Polonii występował Kamil Mańkowski - 13 meczów, 4 żółte kartki, którego bez żalu zimą pożegnano. Maniek próbował zahaczyć się na tym szczeblu w Stali Stalowa Wola, ale ostatecznie wrócił do rodzinnego Wrocławia, gdzie bronił barwy trzecioligowej Ślęzy.
Tym razem problemy finansowe spowodowały, że wiosną na boiskach zabrakło Okocimskiego Brzesko. Największe kłopoty organizacyjne były bodaj w Nadwiślanie Góra, gdzie aresztowano dyrektora sportowego, będącego zarazem synem wiceministra sportu. Ponadto w maju zarząd Nadwiślana złożył propozycję odsprzedania licencji drugoligowej MRKS Czechowice-Dziedzice, który po zapoznaniu się z całą sytuacją finansową i organizacyjną nie podjął tematu.
W drugiej lidze nie wystąpi również bydgoski Zawisza, który nie otrzymał licencji na grę zarówno w pierwszej lidze, jak i poziom niżej. Obecnie w Bydgoszczy Stowarzyszenie Piłkarskie walczy o miejsce w IV lidze. A warto przypomnieć, że dwa lata temu Zawisza grał w europejskich pucharach...

sobota, 18 czerwca 2016

Górnik nie wraca do II ligi

Po czterech latach kibice Górnika Wałbrzych ponownie mogli zobaczyć mecz drużyny z Ratuszowej w telewizji. W 2012 roku dobre wyniki w Pucharze Polski podopiecznych Roberta Bubnowicza spowodowały, że pojedynek o ćwierćfinał z Olimpią Grudziądz można było oglądnąć dzięki TVN Turbo. Tym raz TVP3 Wrocław i Warszawa zrobiły ukłon w stronę kibiców stołecznej Polonii i Górnika, którzy mogli w środę oglądnąć decydujące 90 minut o awansie do drugiej ligi.
Po pierwszym meczu bliżej celu były Czarne Koszule, którzy spod Chełmca wywieźli bramkowy remis. Górnik pojechał do Warszawy jednak bojowo nastawiony, pełen wiary, piłkarze nawet mieli przygotowane okolicznościowe koszulki na wypadek awansu. Niestety, muszą je póki co głęboko schować na lepsze czasy.
Jak mecz przebiegał to napisano już wiele, zresztą można oglądnąć jeszcze mecz na stronie TVP 3. Za obietnicami walki przyjezdnych, niestety, nie poszły czyny. Mocno przeciętna w wykonaniu pierwsza odsłona zakończona prowadzeniem gospodarzy nie wyzwoliła sportowej agresji w drugiej odsłonie. Owszem, pierwsze 10 minut to naprawdę dobra gra i trzy dobre sytuacje strzeleckie. Marcin Orłowski głową oraz strzałem z kilkunastu metrów nie zdołał pokonać Mateusza Tobjasza, który również miał problemy z obroną strzału z dystansu Grzegorza Michalaka. Gdy Polonia otrząsnęła się z krótkiego okresu naporu gości, przesunęła grę od własnej bramki i mieliśmy kopaninę, która później zamieniła się w festiwal bezradności gości. Efektem było aż siedem w sumie żółtych kartek, przy czym ewenementem był Michał Oświęcimka, który w doliczonym czasie gry po raz drugi zobaczył żółtą kartkę, ale olsztyński sędzia Wojciech Krztoń nie pokazał mu czerwonej kartki. Czy arbiter nie chciał przedłużać oczekiwania Czarnych Koszul na fetę czy zagubił się w liczeniu? Pojawiły się również głosy o odwołaniu decyzji przez Krztonia o ukaraniu Cimka, ale prawdę powiedziawszy przewinienie nie dawało ku temu żadnych podstaw.
Mecz w Warszawie był najprawdopodobniej
ostatnim Marcina Orłowskiego w barwach Górnika
[foto:dumastolicy.pl]
Dwumecz barażowy kończy Górnik z uczuciem niedosytu. Po pierwsze kolejna reforma rozgrywek spowodowała, że o końcowym sukcesie decydowała tak naprawdę dyspozycja w barażach, wysiłek całego sezonu, kilkadziesiąt meczów nie miało w tej chwili większego znaczenia. Wałbrzyszanie dysponując bardzo wąską kadrą o udział w decydujących meczach musieli walczyć najdłużej, podstawowi zawodnicy nie mieli czasu na odpoczynek i to, niestety, w rywalizacji z Polonią było widać.
Zawiódł bodaj najbardziej Mateusz Krawiec, który w większości swoich występów potrafił zrobić momentami różnicę, stworzyć sytuację bramkową czy samemu strzelić. W rywalizacji z Czarnymi Koszulami mógł liczyć jedynie na rzuty wolne, a z nich lepiej prezentował się choćby Grzegorz Michalak. Gorzej, szczególnie w Warszawie, zaprezentował się ten co w Wałbrzychu przedłużył awansowe nadzieje, czyli Dominik Radziemski. Skrzydła przy Konwiktorskiej nie funkcjonowały tak jak należy, brakowało wsparcia od bocznych defensorów, dobre momenty po przerwie miał jedynie Mateusz Sawicki, Teraz można gdybać czy dobrym ustawieniem w rewanżu było wycofanie ze szpicy Marcina Orłowskiego - Damian Migalski nie stwarzał żadnego zagrożenia pod bramką miejscowych przegrywając większość pojedynków.
To już jest jednak historia. Wałbrzyszanie udali się na jak najbardziej zasłużone urlopy, po powrocie z których poznają nowych rywali w III lidze. Brak awansu do II ligi mistrza ligi dolnośląsko-lubuskiej sprawił, że spada również Formacja Port 2000 Mostki i w tej chwili najdalszy wyjazd na północ to będzie Zielona Góra (beniaminek Falubaz). Niebawem poznamy również nowy zarząd klubu, nowe cele, a przede wszystkim decyzje personalne. Na chwilę obecną wszelkie sygnały płynące z klubu nie napawają optymizmem. O najlepszym zawodniku Górnika Marcinie Orłowskim w kontekście ewentualnego transferu piszą już w obozie ostatniego rywala - stołecznej Polonii. Wyrażenie zamierzają powalczyć o Marcina Orłowskiego może sugerować, że kapitan biało-niebieskich w ofertach, zwłaszcza z wyżej grających klubów niż obecny, może przebierać.
Mecz w Warszawie oglądało około 4000 widzów i w telewizyjnej relacji robiło to wrażenie. W barażach ponad dwa razy więcej było w Lublinie, gdzie Motor podejmował Olimpię Elbląg. Ciśnienie w Lublinie na awans było niesamowite, ale dwukrotnie zwycięstwo odnieśli elblążanie, w barwach których pełne 180 minut rozegrał Dawid Kubowicz. Oprócz niego z wałbrzyszan awans świętował Tomasz Wepa. Odra Opole pewnie wygrała uchodzącą za mocną grupę opolsko-śląską, a w barażach przyszło jej się zmierzyć z najbardziej egzotyczną wśród drużyn walczących bezpośrednio o II ligę - Vinetą Wolin. Piłkarze Pawła Ozgi wyprzedzili liderujące GKS Przodkowo dopiero przed ostatnią kolejką. Wyspiarze z Wolina jako jedyni spośród trzecioligowców nie przegrali na wyjeździe i tak też było w barażach, gdy z Opola wywieźli remis 1:1. Nie miał on jednak większego znaczenia, bowiem w pierwszym meczu Bartosz Ława i spółka przegrali z ekipą braci Garncarczyków u siebie 0:2.
W barażach największe emocje towarzyszyły starciu dawnych, historycznych mistrzów Polski - Garbarni i Warty. W Krakowie wygrali Garbarze 3:2, a w Poznaniu gospodarze 1:0, którzy, podobnie jak Odra, wracają do drugiej ligi po dwuletniej absencji. W rewanżu szczególnie emocjonująca była końcówka meczu - gol padł po rzucie karnym w 89 minucie, który został podyktowany na wyraźną sugestię sędziego liniowego. Po skutecznym wykonaniu radującego się strzelca bramki znokautował gracz gości i wyleciał z boiska. Zamieszanie, przedłużenie meczu i w końcówce kolejna jedenastka dla Warty, tym razem obroniona przez Marcina Cabaja.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Baraże o II ligę - Polonia bliżej celu

Rozpoczęła się gorączka związana z piłkarskimi mistrzostwami Europy, a kończy się powoli ligowy sezon. W tym roku dochodzi do paradoksu, że gdy jeszcze niektórzy grają, inni zakończyli już urlopy i zaczynają treningi pod kątem nowego sezonu.
Na Stadionie 1000-lecia w sobotnie popołudnie doszło do pierwszego meczu pomiędzy Górnikiem a stołeczną Polonią. Gospodarze, po raz pierwszy w tym sezonie - nie licząc pucharowych meczów - nie był faworytem rywalizacji. Jako jedyny z grona uczestników baraży miał najmniej czau na regenerację i przygotowanie się do pojedynku. Po środowym meczu w Trzebnicy zaledwie dwa dni dzieliły od spotkania w Wałbrzychu, podczas gdy poloniści spokojnie oczekiwali na rywala.
Mecz pod Chełmcem nie zelektryzował miejscowych sympatyków futbolu w takim zakresie jak niektórzy by się spodziewali. Wciąż trwa konflikt pomiędzy najzagorzalszą częścią fanów a zarządem klubu, co powoduje brak opraw, zorganizowanego dopingu na domowych meczach biało-niebieskich. Krążąca w niektórych mediach liczba tysiąca widzów jest mocno przeszacowana. Wydaje się, że przy większej mobilizacji i współpracy klubu z lokalnymi mediami spokojnie można było osiągnąć czterocyfrową frekwencję. O ile z Trzebnicy wałbrzyski kibic nie otrzymał żadnej relacji, fotogalerii, to już z sobotniego barażu można było oglądnąć łącznie ponad setkę zdjęć oraz relację stream przygotowaną przez portal dziennik.walbrzych.pl.
Wracając do samego meczu - miejscowi zaczęli bez respektu dla utytułowanego rywala. Pierwsza połowa nie stała na rewelacyjnym poziomie, ale gra podopiecznych Roberta Bubnowicza mogła momentami się podobać. Wałbrzyski trener w porównaniu do meczu w Trzebnicy dokonał kolejnych korekt - do defensywy wrócił Dariusz Michalak, a Damian Migalski wystąpił od pierwszego gwizdka sędziego.
Nie jest tajemnicą, że najgroźniejszym żądłem wałbrzyszan jest ich kapitan Marcin Orłowski. Potrafił dojść do sytuacji strzeleckiej, ale w takim meczu mogła decydować nawet jedna szansa, którą musiał bezwzględnie wykorzystać. Bardzo dobrze z opieki nad królem strzelców III ligi dolnośląsko-lubuskiej wywiązał się Piotr Augustyniak. Taktyka gości na te spotkanie była przejrzysta - dać się wyszumieć zmęczonemu rywalowi, by w późniejszym okresie zadać zabójczy cios.
Tak padł gol dla Polonii.
Do przerwy optycznie lepiej wyglądali miejscowi, ale po przerwie role się odwróciły. Na domiar złego po zmianie stron przewaga gości była o wiele bardziej zdecydowana. Bardzo dobre wrażenie po sobie pozostawił Mariusz Marczak. 33-letni pomocnik próbował nękać strzałami z dystansu Kamila Jarosińskiego, a prawdziwe spustoszenie siały jego dośrodkowanie na przedpole wałbrzyskiej bramki. Po godzinie gry ataki podopiecznych Igora  Gołaszewskiego były na tyle groźne, że aż wyczuwało się, że lada moment gol dla Czarnych Koszul padnie. I tak też się stało. Tradycyjnie dośrodkował Marczak, przy wyjściu błąd popełnia Jarosiński, a piłka po uderzeniu  Krystiana Pieczary ląduje w bramce. Niestety, dla wałbrzyskiego bramkarza jest to drugi kolejny mecz z podobnym błędem - niefortunne wyjście do dośrodkowania, brak skutecznej interwencji i strzał rywala do pustej, opuszczonej bramki. Igor Gołaszewski oglądał mecz barażowy z Polkowicami i wyciągnął odpowiednie wnioski. Polonia powinna zdobyć co najmniej jeszcze jedną bramkę, co praktycznie zakończyłoby kwestię awansu. Nie zrobiła tego, a szansę wykorzystali wałbrzyszanie. Wrzut z autu, zgranie Orłowskiego, odważne wejście w pole karne Dominika Radziemskiego, strzał po ziemi, bezradny Mateusz Tobjasz i remis przedłużający nadzieję Górnika. Na odwrócenie losów meczu miejscowym zabrakło zarówno sił jak i argumentów. Krótki rzut oka na ławki rezerwowych - kim biało-niebiescy mogli postraszyć? Oprócz Grzegorza Michalaka, Damiana Jaroszewskiego siedzieli młodzieżowcy, Marcin Morawski był wpisany do protokołu, ale nie był brany pod uwagę by wspomóc kolegów na boisku. Z kolei Polonia mogła wpuścić Bartosza Wiśniewskiego, który może pochwalić się wspólnymi występami z Robertem Lewandowskim z Zniczu Pruszków, a później grą na zapleczu ekstraklasy w Płocku, Nowym Sączu i Ząbkach.
Obiektywnie oceniając wynik remisowy jest małym sukcesem gospodarzy, bowiem to goście stworzyli bardziej klarowne sytuacje do zdobycia bramki i byli bliżsi zwycięstwa. Po pierwszym meczu to również warszawianie są bliżej upragnionego awansu. Górnik musi rewanżowe spotkanie wygrać lub wywalczyć remis zdobywając co najmniej dwie bramki. Wszelkie atuty są po stronie Czarnych Koszul, ale piłka nożna zna nie takie przypadki. Również z udziałem wałbrzyszan.
Ostatni baraż w jakim uczestniczył Górnik to sezon 1987/88 gdy po zajęciu czternastego miejsca musiał stoczyć bój z Zagłębiem Lubin. Dolnośląski rywal zakończył sezon na 11.miejscu i był zdecydowanym faworytem dwumeczu - różnica w potencjale, zarówno organizacyjnym jak i piłkarskim, była większa niż w tegorocznych barażach wałbrzyszan. Na Nowym Mieście Górnik prowadzony przez śp. już Henryka Kempnego wygrał szczęśliwie 2:1 po bramce w ostatniej minucie gry. W Lubinie spodziewano się spacerku i wygranej gospodarzy, a tymczasem plan popsuł perfekcyjnie wykonany rzut wolny przez nieżyjącego już Józefa Trojaka. Remis 2:2 oznaczał pozostanie w I lidze wałbrzyszan, co oznaczało w ich przypadku jedynie przedłużenie płonnych nadziei, bo już wtedy klub chylił się powoli ku upadkowi. Dla Zagłębia z kolei drugoligowa kwarantanna oznaczała odbudowę, szybki powrót na najwyższy szczebel rozgrywek i zdobycie pierwszych w historii medali mistrzostw Polski.
W Warszawie nie tylko poznamy ostatnie rozstrzygnięcia sezonu, ale najprawdopodobniej pożegnamy zespół Górnika w obecnym kształcie personalnym. Ponad 30 bramek jest znakomitą wizytówką dla Marcina Orłowskiego, który wciąż odbiera oferty z możniejszych klubów. Zresztą w wywiadzie w ostatnim numerze Słowa Sportowego jasno daje do zrozumienia, że nie może zadeklarować chęci pozostania w Wałbrzychu. Konieczne będzie odmłodzenie kadry poprzez wprowadzenie byłych już juniorów z drużyny Piotra Przerywacza. Przede wszystkim nie wiadomo co będzie po walnym zebraniu zarządu klubu, gdzie ponoć ma nastąpić zmiana prezesa klubu. Czy nowy prezes będzie gwarantem polepszenia sytuacji finansowej, organizacyjnej klubu? Deklaracje prezydenta miasta, że Wałbrzych potrzebuje ligowego zespołu piłkarskiego przetaczają się od kilkunastu miesięcy, ale równolegle krąży powszechna opinia o kłopotach finansowych klubu. Pamiętamy wciąż wiosenne deklaracje nie tylko trenera Bubnowicza, ale i szkoleniowców trzecioligowych rywali, że Górnika nie interesuje awans. Tymczasem sprawili oni wszystkim niedowiarkom psikusa ogrywając kolejnych przeciwników i wygrywając ligę. Czy sprawią kolejną niespodziankę, tym razem przy Konwiktorskiej w Warszawie? Odpowiedź już w środę, gdy prawdopodobnie mecz będzie można będzie zobaczyć w TVP3 Warszawa.

czwartek, 9 czerwca 2016

Nie dać się Warszawie

Górnik Wałbrzych został najlepszą drużyną III ligi dolnośląsko - lubuskiej. Na podsumowanie całych rozgrywek przyjdzie jeszcze czas. Podopieczni Roberta Bubnowicza byli wymieniani w roli faworytów i nie zawiedli, choć przez długie miesiące musieli odpierać ataki innych pretendentów. Swoje trzy grosze do rywalizacji dorzucić chciały rezerwy Śląska i Miedzi, tradycyjnie kandydatem do awansu była Ślęza, a do samego końca walczył KS Polkowice. Każda z drużyn miała swoje lepsze i gorsze mecze, a emocje sięgnęły zenitu po wygranej Polkowic w jaskini lwa, czyli Wałbrzychu. Czy ktoś wówczas się spodziewał, że wygrana przy Ratuszowej spowoduje najbardziej emocjonującą końcówkę sezonu w historii ligi? O regulaminie chwilowo zapomniano i liczono na fajerwerki strzeleckie, które miały miejsce w spotkaniach Górnika i KS, ale i tak nie miały one znaczenia, bowiem decydować miał dodatkowy mecz. O zwrotach sytuacji decydowały, jak to często mawia w komentarzach telewizyjnych Tomasz Hajto, detale. Nie byłoby barażu przecież, gdyby nie zagrzała się głowa Sawickiemu w spotkaniu z polkowiczanami i Górnik nie przegrałby 1:3, a przykładowo tylko 1:2. Z drugiej strony teraz mogą również rozpamiętywać swoje szanse podopieczni Jarosława Pedryca. Nie chodzi tu mecz przy Ratuszowej, ale przede wszystkim mecz u siebie z Piastem Żmigród zremisowany bezbramkowo, gdzie nie strzelono jedenastki. Po zakończeniu 34 serii spotkań tabelę otwierali polkowiczanie, ale to nie miało znaczenia, bowiem już nieco wcześniej wiadomo było, że decydować będzie baraż. Po wielu perypetiach ze znalezieniem lokalizacji (Świdnica, Legnica, Żmigród, Środa Śląska) wybór padł na Trzebnicę.
Organizator rozgrywek - Dolnośląski ZPN, nie poszedł na rękę najlepszym ligowcom. Oba zespoły musiały grać w niedzielę, choć część spotkań finałowej serii rozegrano dzień wcześniej. Po co jeden dzień więcej na regenerację? Czemu dodatkowego meczu nie rozegrano przykładowo we wtorek? Te pytania pozostają bez odpowiedzi.
W większości przypadków mecz o wszystko byłby wydarzeniem w regionie. Tymczasem na Fair Play Arenie odpowiedniej atmosfery, na trybunach zabrakło fanów z Wałbrzycha, a polkowiczanie od wielu, wielu lat nie mogą liczyć na wsparcie zorganizowanej grupy. O otoczce meczu można przeczytać na blogu od meczu do meczu. Ogólnie mecz rozczarował, głównie za sprawą Polkowic. Po wygranej w Wałbrzychu wydawało się, że Jarosław Pedryc znalazł sposób na zespół Górnika, a tymczasem okazało się, że to biało- niebiescy odrobili lekcje i nie dali pograć rywalom. Pod wieloma względami trzebnicki mecz przypominał potyczkę obu ekip w Wałbrzychu - szybko strzelony gol, potem prowadzenie 2:0, złapanie kontaktu (2:1), ale górą biorą nerwy, czerwona kartka skutecznie wyhamowująca szanse na remis. Tym razem czarnym charakterem został Patryk Bobkiewicz - jesienią wyróżniający się gracz KP Brzeg Dolny, który przymierzany był do Górnika Wałbrzych, a ostatecznie trafił do Polkowic. Młodzieżowiec wiosną nie wywalczył miejsca w składzie KS, głównie grzejąc ławę, a kilkunastominutowy występ w Trzebnicy potwierdził przekonanie, że nie ma co żałować braku jego transferu na Ratuszową.
Górnik znów zagrał, co staje się tradycją, w nieco odmiennym zestawieniu. Co ciekawe zabrakło Dariusza Michalaka w defensywie, ponownie szansę od pierwszego gwizdka sędziego dostał Dominik Woźniak, powraca do gry Damian Migalski. Jednak i tak wciąż najwięcej zależy od tych co zawsze - w obronie rządzi Tyktor, w środku pola Radziemski, a w ataku Orłowski. W bramce w Trzebnicy błąd popełnił Kamil Jarosiński, który z urazem opuścił murawę i nie wiadomo czy wykuruje się na dwumecz z Polonią Warszawa. W drugiej linii coraz lepiej wygląda Michał Oświęcimka.
Za tydzień poznamy komplet nowych drugoligowców. Chodzi głównie o beniaminków, którzy wywalczą awans na boisku, bo potem dojdzie do szybkiej weryfikacji licencyjnych. Górnika czeka bój z najbardziej utytułowanym z tegorocznych mistrzów grup III ligi - Polonią Warszawa. Popularne Czarne Koszule wygrały mocną grupę łódzko-mazowiecką, wyprzedzając m.in. jesiennego mistrza Sokoła Aleksandrów Łódzki, ŁKS, Legię II czy Lechię Tomaszów Mazowiecki, którą mogliśmy oglądać w zimowym sparingu. Wówczas ekipa z Mazowsza łatwo ograła podopiecznych Roberta Bubnowicza dając niezłą lekcję futbolu wałbrzyszanom opromienionym ograniem ekstraklasowej Cracovii. Górnik mniej więcej wie czego się spodziewać. Ponadto mecze Polonii można było oglądać w telewizji lokalnej, więc sztab szkoleniowy wałbrzyszan może mieć zarys jak gra drużyna z Konwiktorskiej.
Polonię trenuje Igor Gołaszewski, uznawany za jedną z ikon klubowych. W ostatnim ligowym meczu, gdy poloniści mieli już zapewnione pierwsze miejsce, dał odpocząć kilku podstawowym zawodnikom. W bramce możemy najprawdopodobniej możemy spodziewać się młodzieżowca Mateusza Tobjasza, w defensywie Piotra Augustyniaka czy Litwina Donatasa Nakrosiusa, natomiast w napadzie straszyć będą Michał Zapaśnik i Krystian Pieczara, którzy już mieli przyjemność grać przeciwko wałbrzyszanom w II lidze. Zapaśnik ze Zniczem Pruszków gościł półtora roku temu w Wałbrzychu, a Pieczara w barwach Chrobrego strzelił bramkę Damianowi Jaroszewskiemu w derbowym meczu w kwietniu 2014.
W ogólnie panujących opiniach, sondach zdecydowanym faworytem dwumeczu jest stołeczna Polonia. Za nią stoi nie tylko bogatsza historia, tradycja, większe pieniądze, zainteresowanie niż w przypadku wałbrzyszan. Wszystko weryfikuje jednak boisko. Górnik był w mijającym sezonie wielokrotnie w dużych opałach, z których wychodził obronną ręką. Miejmy nadzieję, że będzie podobnie i teraz.

poniedziałek, 30 maja 2016

Henryk Kempny nie żyje

29 maja 2016 roku, w wieku 82 lat zmarł Henryk Kempny.
Znakomity napastnik był pierwszym reprezentantem Polski grającym w wałbrzyskim klubie. Był również pierwszym uczestnikiem europejskich pucharów, którzy reprezentowali barwy wałbrzyskiego klubu.
O jego dorobku, zarówno w roli zawodnika, jak i trenera Górnika Wałbrzych, pisałem przy okazji wydania jego biografii.
Jako ciekawostki:
 - Henryk Kempny był pierwszym w Polsce współautorem rzutu karnego wykonywanego na raty.
 -na portalu youtube można znaleźć film z roku 1962 wykonany przez teścia Henryka Kempnego z meczów ligowych oraz pucharowych bytomskiej Polonii.
Cześć Jego Pamięci.

Żmigród zdobyty

Mecz w Żmigrodzie Górnik wygrał zasłużenie. Bój był twardy, wyrównany, ale więcej jakości było po stronie podopiecznych Roberta Bubnowicza. Gospodarze byli wyjątkowo zmobilizowani przed meczem - żegnano czołowego zawodnika Artura Monasterskiego to raz, a dwa - był to ostatni pojedynek w sezonie. Zwycięstwo gwarantowało utrzymanie w reformowanej III lidze.
Marcin Orłowski w Żmigrodzie strzelił dwie bramki.
[foto: Adrianna Pogoda]
Wałbrzyszanie od początku grali tak jak w większości spotkań - szanowali piłkę w środku pola, mając jednak problemy z wypracowaniem sytuacji bramkowych. Szybki gol na początku meczu ustawił przebieg rywalizacji, a gdy kapitan zespołu trafił po raz drugi i Górnik schodził do szatni z dwubramkowym prowadzeniem wydawało się, że jest już po meczu. Dobrze grali Radziemski z Krawcem - główni kreatorzy ofensywnych akcji. Lepiej niż z Ilanką prezentował się Oświęcimka, co nie znaczy, że grał na takim poziomie do jakiego jesienią przyzwyczaił kibiców. Gospodarze w tej odsłonie rozczarowali, więcej po nich można było się spodziewać, zwłaszcza w ofensywie. Niestety, po przerwie jedenastka dla Piasta, bramka i praktycznie drżenie o wynik do ostatniego gwizdka sędziego. Mając w pamięci mecze wiosenne z Wałbrzycha górnicy wiedzieli, że nie mogą dopuścić do sytuacji, w której żmigrodzcy piłkarze będą mieli szansę na zdobycie bramki. Co gorsza goście oddali praktycznie pole do gry rywalom, którzy głównie liczyli na błędy środkowych obrońców. Na szczęście czujni byli Michalak z Tyktorem, których przy dośrodkowaniach po stałych fragmentach gry wspomagał Orłowski, co powodowało jego nieobecność podczas prób kontrataków. Udało się liderowi dowieźć doskonały wynik, a z Karnina nie nadeszły wieści o sensacji. O wszystkim rozstrzygnie (?) ostatnia kolejka.
Na Ratuszową przyjeżdża Zagłębie II Lubin, które po niedzielnych rezultatach nie ma szans na zajęcie bezpiecznego siódmego miejsca.Na chwilę obecną wygląda to tak:
7. Formacja   56 pkt.
8. Piast         54 pkt.
9.Zagłębie II  54 pkt.
W ostatniej kolejce Żmigród, mający lepszy bilans bezpośrednich meczów zarówno z Formacją (2:0, 1:2) jak i z Lubinem (2:1,2:1), dopisze sobie 3 punkty za walkower z Brzegiem Dolnym. Piłkarze z Mostek podejmować będzie Ślęzę Wrocław i nie będzie to spacerek. W przypadku remisu lubuscy piłkarze tracą siódme miejsce. Na co mogą liczyć młodzi gracze Zagłębia II Lubin w przypadku wygranej? Jedynie brak zwycięstwa Formacji prolonguje nadzieje Miedziowych -zarówno remis (powodujący małą tabelkę  pomiędzy 3 drużynami), jak i porażka powoduje zajęcie ósmego miejsca przez Pawła Żyrę i jego lubińskich kolegów. Ta lokata oznacza utrzymanie jednak dopiero w przypadku awansu mistrza ligi do II ligi.
Wiadomo, że Andrzej Turkowski nie przywiezie nikogo z I zespołu, który odpoczywa, bowiem niebawem ruszają przygotowania do nowego sezonu i zbliżających się meczów pucharowych. Ponadto w ostatnich meczach nie grali Sobków czy Żmijewski, gracze, którzy mocno dali się we znaki wałbrzyszanom w jesiennym meczu obu druzyn. Mimo wszystko lidera czeka ciężkie spotkanie, które po prostu musi wygrać.
Dodatkowy ból głowy Robert Bubnowicz ma jednak po żmigrodzkim meczu. Jeśli dobrze liczy portal 90minut.pl to kolejne żółte kartki dla Sebastiana Surmaja, Kamila Jarosińskiego i Dariusza Michalaka oznaczają przymusową pauzę w spotkaniu właśnie z lubinianami. Do tego dochodzą urazy  Orzecha i Migalskiego. Wróci Mateusz Sawicki, który wskoczy do składu zapewne na lewą stronę, w bramce zagra Jaroszewski, który do tej pory bronił jedynie w pucharowych meczach. Na ławce usiądzie Błaszczyk czy tak jak w pucharze Ziobro? Pytanie kto zagra na środku obrony obok Bartosza Tyktora, gdy zabraknie młodszego Michalaka i Orzecha? Kto będzie obok Krzymińskiego drugim młodzieżowcem? Odpowiedzi na te pytania wałbrzyski szkoleniowiec musi znaleźć do najbliższego weekendu.

piątek, 27 maja 2016

W Żmigrodzie o być albo nie być

Trzecia liga dolnośląsko - lubuska stanęła w obliczu końca zarówno sezonu jak i rozgrywek pomiędzy drużynami z dwóch województw. Od sezonu 2016/17 dojdą zespoły z okręgu opolskiego oraz śląskiego. Chętnych do gry w zreformowanej III lidze było sporo, ale im bliżej finiszu tym coraz więcej ekip żegnało się z nadziejami.
Czwartkowa seria spotkań przyniosła kilka ciekawych rozstrzygnięć. W Świdnicy swoją sytuację skomplikowała Formacja Port 2000 Mostki, która uległa gospodarzom aż 1:5. Świdniczanie pod wodzą Piotra Bolkowskiego wiosnę nie zaliczą do udanych, ale z drugiej strony potrafili wygrać m.in. w Wałbrzychu czy pewnie u siebie z Piastem Żmigród, co może mieć w końcowym rozrachunku niebagatelne znaczenie dla przegranych. Wracając do drużyny z Mostek to potknięcia portowców nie wykorzystały dwie inne drużyny - Zagłębie II Lubin już prowadziło 2:0 do przerwy z rezerwami Śląska, by zaledwie zremisować 2:2. Zaplecza ekstraklasowych drużyn nie skorzystały ze wzmocnień z I drużyny, co więcej, zagrały w jeszcze bardziej odmłodzonych składach. Nie doszło do pojedynku Michał Bartkowiak - Paweł Żyra, bowiem ten pierwszy decyzją sztabu szkoleniowego już się urlopuje. Lubinianie mają co żałować, ale jeszcze bardziej rozgoryczeni są w Gorzowie Wlkp., gdzie przyjechała Bystrzyca Kąty Wrocławskie. Spodziewano się łatwego zwycięstwa gospodarzy, a tymczasem najsłabsza, obok beniaminka z Lubska, drużyna z Kątów wywiozła remis, który nic jej nie daje, a pognębia Stilon.  Na potknięciach tych drużyn skorzystał Piast Żmigród, który po wygranej w Rzepinie 3:1 wskoczył na 7.miejsce.
Biorąc pod uwagę, że Piast w ostatniej kolejce dopisze sobie 3 punkty za walkower z KP Brzeg Dolny, można napisać, że przewaga nad Formacją Port (mecze domowe z Lubskiem i Ślęzą) wynosi na dzień dzisiejszy 4 punkty. Zwycięstwo nad Górnikiem Wałbrzych oznaczać będzie dla piłkarzy prowadzonych przez Grzegorza Podstawka utrzymanie w III lidze!
Zagłębie II Lubin, mające przed sobą mecze z Ilanką u siebie oraz wyjazdowy w Wałbrzychu, ma 6 punktów straty do Piasta (licząc wspomniany walkower dla żmigrodzian) i dwa do Formacji. Nawet komplet punktów Miedziowych może nie zmienić ich sytuacji w tabeli.
Stilon Gorzów, podobnie jak Żmigród, dopisze sobie 3 punkty za KP Brzeg Dolny, a w ostatniej kolejce gościć będzie Polonię-Stal Świdnica, która wnioskowała o zmianę gospodarza ze względu na Dni Świdnicy. Na dzień dzisiejszy Stilon nie zdystansuje siódmego Piasta, a aby się utrzymać to oprócz wygranej ze świdniczanami musi liczyć na to, że zwycięzca ligi awansuje po barażach do II ligi oraz Formacja nie zdobędzie więcej niż 2 punkty, a Zagłębie II - 4.
Żmigród  będzie areną najważniejszego w 33.kolejce
meczu III ligi dolnośląsko-lubuskiej
[foto: piast-zmigrod.pl]
W Żmigrodzie zaledwie 4 zespoły wywiozły komplet punktów - jesienią Piast Karnin, Ślęza i KS Polkowice, a wiosną Miedź II.  Piast stoi przed ogromną szansą utrzymania się bez oglądania na wyniki innych meczów. Grzegorz Podstawek, były ekstraklasowy napastnik, zbudował ciekawy zespół. Przeciwko Górnikowi najprawdopodobniej w bramce wystąpi doświadczony Piotr Bilakiewicz, przed którym zapewne zagrają Piotr Niewieściuk, który miał okazję grać przeciwko wałbrzyszanom w II lidze w Chrobrym Głogów, Paweł Kubiak był podporą Śląska Wrocław (Młoda Ekstraklasa), a Patryk Gołębiewski z kolei grał w reprezentacji DZPN w Regions Cup. Nie można zapominać o Arturze Monasterskim, grającym przez wiele lat w innych klubach regionu, a także w Podbeskidziu Bielsko-Biała, z którym 10 lat temu gościł w Wałbrzychu w Pucharze Polski. W drugiej linii występują najskuteczniejsi gracze żmigrodzian, strzelcy kilkunastu bramek: Mateusz Fedyna, który blisko 2 lata temu był testowany przez Andrzeja Polaka pod kątem gry w drugoligowym Górniku, oraz Grzegorz Mazurek - uczestnik Regions Cup, a także testowany przez Śląsk Wrocław i Miedź Legnica. Nie można również zapominać o szybkim Szymonie Sołtyńskim, którego wałbrzyscy obrońcy powinni pamiętać z drugoligowych meczów z KS Polkowice i Ostrovią. 5 bramek na swoim koncie ma zimowy nabytek z Ukrainy - 28-letni Jurij Furta, który mimo niewysokiego (172 cm) wzrostu potrafi napsuć krwi pilnującym go defensorom.
W niedzielę przeciwko Górnikowi wybiegnie drużyna zdeterminowana, ze świadomością, że jest to ostatni mecz Piasta w bieżącym sezonie, nie mający nic do stracenia. Dodatkowo wspierać miejscowych będzie grupa fanów, którzy na co dzień wspomagają również Śląska Wrocław, więc spodziewać się trzeba żywiołowego, ale i nieprzyjaznego dla gości dopingu.
Lider z Wałbrzycha ma wiele do stracenia - nie ma marginesu błędu, bo nie ma co się oszukiwać, że KS Polkowice potkną się z Karninem (3 ostatnie mecze to 0 punktów i bramki 2:15) czy u siebie z Lechią Dzierżoniów. Z drugiej strony dwa tygodnie temu dzięki remisowi polkowiczan z ... Piastem Żmigród Górnik wciąż może cieszyć się takim samym dorobkiem punktowym co najgroźniejszy rywal.
W ostatnim meczu Polkowic (3:0 z Karkonoszami) wynik celnym uderzeniem otworzył Ariel Sworacki, który wyleciał z boiska w meczu w Wałbrzychu wraz z Mateuszem Sawickim. Obrońca z Polkowic pauzował dwa mecze, Sawka z kolei opuścił mecz pucharowy (brak decyzji związku od czasu meczu z Polkowicami do meczu z Miedzią II) oraz dwa ligowe mecze. Wydawać się mogło, że obaj powinni za czerwoną kartkę pauzować tyle samo, ale przewinienia obu piłkarzy zostały opisane zgoła odmiennie przez sędziego Mirosława Mazgaja z Wrocławia.
Nie wszyscy podopieczni Roberta Bubnowicza mogli spokojnie w Wałbrzychu przygotowywać się do meczu niedzielnego w Żmigrodzie. Część piłkarzy podstawowego składu (m.in. Jarosiński, Krawiec, Radziemski) brali udział w akademickich mistrzostwach Polski. Całe szczęście, że żaden z nich nie wrócił z urazem. W przeszłości piłkarze często wspomagali AZS PWSZ w studenckiej rywalizacji, nie zdarzył się żaden przykry wypadek, więc nikt nie zwracał na konflikt interesów. Oby współpraca pomiędzy klubem a uczelnią zaowocowała w końcu sukcesem w  ... lidze seniorów.