piątek, 15 kwietnia 2016

Meczycho

25 maja 2005. IV liga dolnośląska, czwarty poziom rozgrywek odpowiednik dzisiejszej III ligi. Na Ratuszową na mecz z beniaminkiem przyjeżdża Pogoń Oleśnica,która jesień zakończyła na 5.miejscu ze stratą 9 punktów do liderującego Gawina Królewska Wola. Wiosną oleśniczanie na 12 meczów odnoszą 11 zwycięstw i zbliżyli się do lidera dwa punkty. Właśnie 3 dni po ograniu Gawina Pogoń przyjechała pod Chełmiec na mecz z czwartym Górnikiem/Zagłębiem mającym jednak aż 13 oczek straty. Mimo prowadzenia 1:0 goście wyjeżdżają bez punktu, bowiem o zwycięstwie gospodarzy przesądził przepiękny gol Marcina Wojtarowicza. Być może to był jeden z najładniejszych goli wałbrzyszan w tamtym sezonie, ale dla oleśniczan, którzy do końca sezonu wygrali pozostałe mecze najważniejsza porażka wiosny, skutecznie stopująca aspiracje do III ligi. Ten mecz, jakże ważny wówczas niewielu pamięta, a jednym, oprócz oczywiście czasu, z powodów był inny mecz, który w tamtą środę się odbył.
W Stambule FC Liverpool ograł w finale AC Milan po rzutach karnych 3:2, choć w regulaminowym czasie gry przegrywał już 0:3,lecz potem odrobił tę stratę. Jednym z bohaterów tego meczu był broniący bramki The Reds Jerzy Dudek. Polak już w 1.minucie wyjmował piłkę z siatki, a po puszczeniu 3 bramek w ciągu 45 minut trudno było przypuszczać, że o tym spotkaniu będzie mówił latami, ba napisze dwie książki! Wszystko za sprawą doskonałych parad, zwłaszcza w dogrywce oraz słynnego Dudek dance podczas serii rzutów karnych, gdzie wyprowadził z równowagi takich asów jak Andrea Pirlo czy Andrij Szewczenko.
Liverpool od tamtego czasu nie zdołał osiągnąć podobnego sukcesu, choć udało mu się awansować do finału Ligi Mistrzów. Piłkarz Meczu tureckiego finału, klubowa legenda - Steven Gerrard stał się w pewnym okresie pośmiewiskiem, gdy jego poślizgnięcie w meczu z Chelsea spowodowało stratę bramki, przegraną i utratę szans na mistrzowski tytuł. Czas płynął, a w Liverpoolu i nie tylko czekano nie tylko na powtórkę sukcesu ze Stambułu, ale i mecz, o którym będzie się mówiło, pisało w podobnym tonie jak ogranie w 2005 Milanu.
14 kwietnia 2016 rewanżowy mecz ćwierćfinałowy Ligi Europejskiej. Na Anfield Road przyjeżdża Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem w składzie. Smaczkiem rywalizacji jest osoba szkoleniowca The Reds Juergen Klopp, który do angielskiego klubu przybył właśnie z Dortmundu. Po ubiegłotygodniowym remisie 1:1, więcej szans przyznawano gospodarzom rewanżu. Borussia w weekend poprzedzający mecz na Anfield rozgrywali arcyważny derbowy mecz z Schalke, na który trener Thomas Tuchel oszczędzał kluczowych graczy.
Tak mecz na Anfield Road widział Daily Mail
O meczu na pewno zostanie przelanych tysiące znaków i będzie się mówiło bardzo długo. W zgodnej opinii, jak do tej pory, jest to mecz nr 1 w 2016 roku. Sympatia bezstronnych obserwatorów zmagań na Anfield Road zmieniała się wraz z wydarzeniami na boisku. Gdy po 9 minutach dortmundczycy prowadzili 2:0 wydawało się, że pozostałe kilkadziesiąt minut rywalizacji będzie przebiegało pod kontrolą podopiecznych Tuchela. Ba, nawet po przerwie, gdy obraz gry niewiele się zmienił, bo na kontaktową bramkę szybko rywale odpowiedzieli celnym trafieniem. W ciągu ostatnich 30 minut oglądaliśmy piękną walkę,sporo emocji.FC Liverpool odrabia straty doprowadzając, który jednak premiował niemiecką drużynę, aż w końcu w doliczonym czasie gry, a więc okresie gry, gdy najczęściej to nasi zachodni sąsiedzi rozstrzygali rywalizację na swoją korzyść, trafiają na 4:3.
Liverpool to miasto Beatlesów, a jednym z ich hitów był All you need is love. Gdy bohaterem miejscowych po zdobyciu zwycięskiej bramki został Dejan Lovren Daily Mail mógł napisać: "All you need is Lovren". Przebieg meczu, zawrotne tempo, zwroty sytuacji,prawdziwy rollercoaster, którego symbolem zapewne jest postać Mamadou Sakho, z którego można byłoby zrobić kozła ofiarnego w przypadku odpadnięcia Liverpoolu po błędach w ustawieniu przy golach Borussi. Gdy jednak w 77 minucie uciekł Piszczkowi i strzałem głową pokonał Weidenfellera stał się jednym z bohaterów magicznego wieczoru w Liverpoolu.
Edycję 2015/16 europejskich pucharów wielu kibiców do tej pory będzie kojarzyć z rozstrzygnięciami Ligi Mistrzów, ale cudowny comeback Liverpoolu jak do tej pory sprawia, że teoretycznie mniej prestiżowe rozgrywki zaoferowały spektakl, który będzie wspominany latami.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Łukasz Jarosiński debiutuje (w końcu) w Strømsgodset IF

Strømsgodset IF to aktualny wicemistrz Norwegii. W ubiegłym roku wyprzedzony został przez znany w całej Europie zespół Rosenborg Trondheim. Barw czołowego klubu Tippeligaen broni Łukasz Jarosiński, starszy brat Kamila, bez którego obecnie trudno sobie wyobrazić skład Górnika Wałbrzych. Łukasz też swego czasu bronił barw wałbrzyskiego klubu, a od kilku lat przygodę z futbolem kontynuuje w Skandynawii, gdzie swego czasu ściągnął również brata jak i Rafała Wodzyńskiego.
Łukasz Jarosiński w debiucie w Stromsgodset IF 
Po grze w niższych ligach w zespołach Alta IF i Honefoss BK od początku sierpnia gra we wspomnianym już Strømsgodset IF. W minionym roku, a zarazem sezonie,bowiem wciąż rozgrywki futbolowe w Norwegii rozgrywane są systemem wiosna-jesień, nie dane było Jarosińskiemu zadebiutować w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tippeligaen w 2016 zainaugurowała rozgrywki w połowie marca. Strømsgodset IF w 1.kolejce zremisował z Brann Bergen 2:2,choć prowadził już 2:0. Łukasz spędził cały mecz na ławce rezerwowych. Tydzień później doszło do szlagierowego meczu na boisku mistrza w Trondheim, który oglądała rekordowa jak na tamtejsze warunki liczba widzów 16633. Rosenborg wygrał 1:0, drużynie Łukasza na pierwszy komplet punktów trzeba było czekać do trzeciej kolejki (wygrana z ówczesnym liderem tabeli FK Haugesund 2:0). W 4.kolejce wyjazd do Tromsoe i porażka 0:2. Wszystkie te mecze Jarosiński oglądał z perspektywy ławki rezerwowych, bowiem trener Bjoern Peter Ingebretsen stawia na pewniaka, 36-letniego Espena Pettersena.
W środę 13 kwietnia, równo miesiąc po inauguracji ligowych rozgrywek Strømsgodset IF rozegrał pierwszy mecz w krajowym pucharze. Przeciwnikiem był czwartoligowy zespół Kongsberg IF rozgrywający swoje mecze na malowniczo położonym boisku u stóp małych skoczni narciarskich.
Widownia w Kongsberg
Mający do tej pory 11 występów w drugim zespole Strømsgodset IF Jarosiński wreszcie znalazł się w wyjściowym składzie. Trener Ingebretsen dał odpocząć podstawowym zawodnikom stawiając tym razem na rezerwowych. Wicemistrz nie miał problemów z wygraną, bowiem wygrał aż 8:1. Łukasza pokonał niejaki Henrik Schia w 44 minucie przy stanie 0:5.
Po 4 kolejkach z czterema punktami drużyna Jarosińskiego zajmuje dość odległe, bo 11.miejsce w 16 drużynowej ekstraklasie norweskiej. Strata do prowadzącego Rosenborga wynosi już 5 punktów. Łukaszowi pozostaje cierpliwie czekać na szansę ligowego debiutu, a na razie musi się zadowolić występami w krajowym pucharze i ewentualnie w rezerwach Strømsgodset IF.

Znamy finalistów okręgowych PP

W środę 13 kwietnia poznaliśmy pary wszystkich okręgowych finałów w województwie dolnośląskim. Biorąc pod uwagę skład finalistów łatwo dojść do wniosku, że zagrają w nich najsilniejsi z rywalizujących.Wałbrzyski Górnik jako pierwszy wywalczył sobie miejsce w finale. Po 7:0 w Dziećmorowicach, 6:1 w Jedlinie Zdrój, 5:1 w Świebodzicach i 2:0 w Świdnicy z obrońcą trofeum spadkowicz z II ligi pojedzie do Dzierżoniowa,który drugi raz z rzędu będzie areną finałowego meczu. Lechia, w środowe popołudnie ograła w Ząbkowicach Śląskich tamtejszy Orzeł 2:0. We wcześniejszych rundach dzierżoniowianie ograli Zryw Gola Świdnicka 6:0, Victorię Tuszyn 2:0 i Unię Bardo 4:1. Lechia jako zespół rezerw sięgnęła w 2012 po okręgowy puchar ogrywając w finale MKS Szczawno,ale związek ostatecznie zweryfikował ten mecz i w dalszych rozgrywkach zagrała drużyna spod wałbrzyskiego uzdrowiska. Natomiast 9 lat temu również w Dzierżoniowie doszło do finału pomiędzy Lechią a ligowcem z Wałbrzycha.Górnik/Zagłębie uległ gospodarzom 1:3 mimo prowadzenia po celnym strzale Roberta Bubnowicza. Potem Damiana Michno pokonali kolejno grający trener Albert Połubiński oraz dwukrotnie Mateusz Szuszwalak. Tamten mecz, oprócz obecnego szkoleniowca wałbrzyszan,pamięta Grzegorz Michalak,który ze względu na rehabilitację raczej nie wystąpi w finale.
Zwycięzca awansuje do półfinału PP DZPN. We wrocławskim okręgu zagrają dwie drużyny z ... Wrocławia. Rezerwy Śląska zagrają ze Ślęzą,która we wcześniejszych meczach biła rekordy skuteczności. 17:1 w Wiszni Małej z Płomieniem, 5:2 z Piastem Żerniki, 2:0 z Wratislavią Wrocław, 9:0 w Skokowej z Dolpaszem  i 2:0 z Foto-Higieną w Gaci. Rezerwy WKS również nie próżnowali jeśli chodzi o strzelanie bramek - 9:0 z Czarnymi Białków, 4:1 z Błękitnymi Gniechowice, 6:0 z GKS Mirków, 2:1 z Nefrytem Jordanów i teraz 6:0 w Malczycach z Odrą. Finał pierwotnie zaplanowano w Trzebnicy, ale wydaje się, że o wiele rozsądniejszym rozwiązaniem byłby mecz obu wrocławskich drużyn na boisku przy Oporowskiej, gdzie na co dzień podejmują ligowych rywali.
Nieobecność Karkonoszy Jelenia Góra w okręgowym finale byłaby największą sensacją.Najlepszy klub jeleniogórskiego okręgu na początek pucharowej przygody wymęczył 1:0 w Świerzawie,ale potem rozgromił 8:0 Olszę Olszyna Lubańska, a w tym roku ograł 2:0 Piast Dziwiszów i 4:3 Olimpię Jędrzychowice, która stała się czarnym koniem PP, gdy wyeliminowała sensacyjnie po serii karnych Olimpię Kowary. Rywalem KSK będzie Lotnik Jeżów Sudecki - beniaminek IV ligi walczący o utrzymanie, ale nie będący bez szans w derbowej rywalizacji z faworytem.
W legnickim OZPN w finale w Polkowicach zagrają gospodarze z Miedzią II.  Los oszczędził im bezpośredniej rywalizacji na wcześniejszym etapie.Legniczanie w drodze do finału ograli 11:0 Sokół Krzywa, 4:1 Prochowiczankę,4:0 Orlę Wąsosz i 7:1 Kuźnię Jawor, która we wrześniu sensacyjnie wyeliminowała po karnych rezerwy Zagłębia Lubin. Polkowiczanie najpierw wymęczyli awans w Ścinawie (remis 2:2 po golu wyrównującym w 90 min. i karne 4-3), 3:1 z Chrobrym II,  6:1 z Rodło Granowice i 2:0 z Orkanem Szczedrzykowice.
Cztery finały rozegrane zostaną w kwietniu, 11 maja półfinały, a finał tydzień później.
Całkiem inaczej wygląda wyłonienie zdobywcy Pucharu Polski Lubuskiego ZPN. Tam są nie 4, ale dwa okręgi. Zarówno Gorzowski ZPN jak i Zielonogórski ZPN organizują III rundy pucharu i po 8 najlepszych drużyn z obu OZPN rywalizowało w marcu o ćwierćfinał,który z kolei rozegrany został w minioną środę. 11 maja w półfinałach rezerwy Falubazu Zielona Góra podejmą Stilon Gorzów, a Formacja Port 2000 Mostki zagra z ... pierwszym zespołem Falubazu. Finał zaplanowano na 8 czerwca w Świebodzinie i zapewne wielu zastanawia się czy będzie to wewnętrzna sprawa Falubazu.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Wałbrzyska Ekstraklasa po godzinach

Cykliczne podsumowanie kolejki ekstraklasy w NC+/Canal+ następuje w poniedziałkowy wieczór w magazynie "Ekstraklasa po godzinach" prowadzonym przez Krzysztofa Marciniaka. Jego gośćmi są byli ligowcy nawet z reprezentacyjną przeszłością, a wśród nich częstym rozmówcą jest Piotr Włodarczyk. Popularny Włodar to wychowanek wałbrzyskiego Zagłębia, później dzięki dobrej grze w Klubie Piłkarskim Wałbrzych trafił do stołecznej Legii.
Załączone zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Obuchowskiego (pierwszy z prawej) -które umieścił K.Truszczyński na blogpilkarza. blogspot.com - przedstawia juniorów Zagłębia właśnie z popularnym Włodkiem, który stoi cztery z prawej otoczony Marcinem Góreckim z lewej i Sławomirem Radziemskim z prawej. Mimo, że to ekipa KP to czerwone koszulki mają herb ... Górnika.
Włodarczyka szerzej nie trzeba przedstawiać, bowiem przez ponad dekadę w rodzimej ekstraklasie (Legia, Ruch, Śląsk, Widzew, Zagłębie Lubin) zagrał w 284 meczach strzelając 92 bramki, a do tego dorzucił mistrzostwo, puchar i superpuchar krajowy. Po trzech latach w Grecji wrócił do ojczyzny i niespodziewanie przywdział trykot Bałtyku Gdynia, gdzie wystąpił w II lidze przeciwko Górnikowi w Wałbrzychu (wrzesień 2010 1:0 dla gdynian). Później rekreacyjnie grał w oldbojach Legii, a od ubiegłego roku bawi się w prezesurę w KS Ożarowiance.
Wracając do występów telewizyjnych Włodarczyk czuje się przed kamerą jak ryba w wodzie, z właściwym dla siebie humorem potrafi skomentować wydarzenia. Poniedziałkowe wydanie było dla wałbrzyskich abonentów NC+ wyjątkowe, bowiem nie tylko osoba Włodara wiązała się z miastem pod Chełmcem. "Ekstraklasa po godzinach" ma stały układ zawierający Sok - czyli naj, naj z ostatniej kolejki, ankietę czy złowione w sieci. Pomiędzy stałe punkty programu trafiają inne punkty - tak jak w poniedziałek "o krok od pucharu". Była to zapowiedź montowanego filmu nt. ostatniego wielkiego występu polskiej drużyny w europejskich pucharach - półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów Legii w 1991, czyli 25 lat temu. Był już dokument o Górniku Zabrze (1970), Legii Warszawa (1970 i 1995/96), Widzewie Łódź (1982/83).
Jacek Sobczak
Jednym z bohaterów stołecznej drużyny ćwierć wieku temu był Jacek Sobczak, którego właśnie mogliśmy w magazynie "Ekstraklasa po godzinach" i będzie mogli obejrzeć w przygotowywanym dokumencie.
Dla większości fanów to postać prawie anonimowa, dziś wspomina się Szczęsnego, Jóźwiaka, Pisza czy Kowalczyka, a popularnym Soplu pamiętają nieliczni. W krótkim reportażu oprócz wspomnień Jacek mówi o swojej chorobie (cukrzyca), zapomnieniu przez klub w którym się wychował, czyli Górnika Wałbrzych. Obecnie jest pracownikiem ochrony w Starej Kopalni, a marzy o trenowaniu najmłodszych adeptów futbolu.
Sobczak kiedyś był bardzo popularny w Wałbrzychu, po transferze do Legii prawdziwy król życia potrafiący przyjechać np. na mecz koszykarzy Górnika taksówką ze stolicy wraz z Arkadiuszem Gmurem. Później coraz słabsze kluby i zejście z piłkarskiej sceny w wielkie zapomnienie.
Dziś kiedy czytelnicy najchętniej sięgają po biografie piłkarzy z życiowymi zakrętami (Zasypany. Życie na zakręcie - Igor Sypniewski, Kowal. Prawdziwa historia - Wojciech Kowalczyk, Spalony -Andrzej Iwan, Przegrany - Grzegorz Król) wydaje się, że idealnym bohaterem na książkę z Wałbrzycha byłby właśnie Jacek Sobczak. Duży talent, ciężka praca, wielkie mecze, życie poza treningami, folklor mniejszych klubów, życiowe dramaty,  - historia Sopla  ma naprawdę potencjał. O ile na Dolnym Śląsku doczekali się swoich biografii legenda Śląska Wrocław Janusz Sybis, czy Miedzi Legnica Wojciech Górski, to wciąż nie ma piłkarskiej książki choćby o wałbrzyskich legendach (Szeja, Ciołek). Może ktoś by uderzył nie w sentymentalną nutę tylko w trend książek Krzysztofa Stanowskiego o Iwanie  czy Kowalczyku?

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Debiut i co dalej

Idealnym zakończeniem sezonu 2015/16 dla wałbrzyskiego Górnika byłby powrót seniorów do II ligi i awans juniorów do Centralnej Ligi Juniorów. W obu przypadkach droga jest długa i nieco wyboista. Oba zespoły są ściśle ze sobą powiązane przez obowiązek występu co najmniej dwóch młodzieżowców. W trzecioligowym Górniku na tę chwilę pewniakami są Sebastian Surmaj i Damian Migalski, a rola pierwszego wchodzącego przypada Mateusza Krzymińskiego. Jesienią do dyspozycji byli Maksym Tatuśko (dziś Karolina Jaworzyna Śl.) i Kamil Misiak, który zniknął z pola widzenia - 90minut.pl łączy go z Sudetami Dziećmorowice, ale póki co jeszcze nie zadebiutował. Z wiosennego tria Migalski śmiało mógłby wspomagać zespół juniorów. Piotr Przerywacz ze swojej ekipy jesienią wypożyczał  Mateusza Sobiesierskiego, Michała Tytmana, do których wiosną dorzucił Filipa Brzezińskiego, a w kolejce czekają próbowani w sparingach Gracjan Błaszczyk, Piotr Rojek, czy Dominik Woźniak. Wszyscy z rocznika 1997, czyli ostatniego w wieku juniora. Biorąc pod uwagę bardzo niską pozycję w tabeli i kiepskie wyniku juniorów młodszych, aż strach pomyśleć jakie wyniki juniorzy Górnika kolekcjonowali w CLJ.
Filip Brzeziński w Gorzowie
W przypadku zbieżności terminów meczów seniorów i juniorów kibice lidera III ligi będą oglądać sytuację taką jak w Gorzowie Wielkopolskim - na ławce wśród młodzieżowców Krzymiński i któryś z juniorów. Na Stilon trafił akurat Filip Brzeziński, który miał tyle szczęścia, że wynik był na tyle korzystny, że Robert Bubnowicz mógł zaryzykować wpuszczenie na boisko piłkarskiego żółtodzioba. Miejmy nadzieje, że podczas następnych meczów Górnik będzie miał taką przewagę, że kolejne debiuty czy występy graczy z drużyny juniorów staną się coraz bardziej powszechne.
A jak w przeszłości bywało z ligowymi debiutami wychowanków, czy zawodników z drużyny juniorów i co było dalej. Weźmy pod uwagę tylko grę wałbrzyszan na szczeblu makroregionalnym, czyli od awansu Górnika/Zagłębia do IV ligi.
2004/05 - Łukasz Jarosiński (17 lat) - bramkarz starszy brat Kamila, który debiutował, gdy jego imiennik Jaśkiewicz puszczał gol za golem w meczu z Spartą Świdnica. W premierowym sezonie zagrał ledwie kwadrans. Później w wałbrzyskim zespole zagrał łącznie 6 meczów. Ocierał się o kadrę, potem był transfer do Wisły Kraków, wypożyczenia do innych klubów, a od 4 lat gra w Norwegii.
Sławomir Jurkowski (19 lat w chwili debiutu) - wówczas jedno z odkryć sezonu, bo przebojem wdarł się do defensywy wałbrzyszan kierowanej przez Roberta Bubnowicza. Do 2008 rozegrał 92 mecze w IV lidze, potem zaczął studia i związał się z klubami z okolic Wrocławia.
Łukasz Wawrzyniak (19 lat) - debiut to kwadrans meczu z Zagłębiem II Lubin,gdy kartki i kontuzje wykluczyły 5 podstawowych zawodników. Później grał w m.in.  Włókniarzu Głuszyca, Sudetach Dziećmorowicach, Zagłębiu Wałbrzych, Skalniku Czarny Bór, Zjednoczonych Żarów, a ostatnio w Jedlinie Zdrój.
Dawid Milewski (20 lat) - syn byłego ekstraklasowego napastnika Górnika Waldemara. 5 epizodów wiosną 2005 i ...tyle.
2005/06 - Arkadiusz Kacprzak (21 lat) - dwa epizodziki w IV-ligowym Górniku/Zagłębiu. szybko wypożyczony do Kryształu Stronie, potem Gwarek, awans z Jedliną z B klasy do okręgówki, a ostatnio gra w Walimiu
Łukasz Podgórski (19 lat) - w juniorach podstawowy obrońca, w seniorach trener Mordak dał mu szansę debiutu w ostatniej kolejce przeciwko BKS Bolesławiec. Całe dwie minuty. Ostatnio grał w Gorcach.
Paweł Fraś (18 lat) - debiutował jako czołowy i skuteczny gracz juniorów. Jego przygoda z Górnikiem/Zagłębiem to 46 meczów i 8 bramek. W wieku zaledwie 20 lat poszedł na wypożyczenia i już nie wrócił na Ratuszową. AKS Strzegom, Górnik Gorce, Olimpia Kamienna Góra to jego następne kluby.
Wojciech Pyda (20 lat) - minuta z GKS Kobierzyce to cały jego wkład w sezon 05/06. Po 12 miesiącach ligowy dorobek potroił. Później grał w Mieroszowie i Szczawnie Zdrój.
2006/07 - Łukasz Jaworski (20 lat) - Jawor wrócił z wypożyczenia z Orła Sadków i z miejsca stał się podstawowym obrońcą. W premierowym sezonie zagrał 33 razy strzelając 3 gole. W następnym sezonie grał tylko jesienią (11 meczów), by wrócić do Sadkowa, potem grał w Polonii Wrocław, LZS Stary Śleszów, a ostatnio rok temu w Kobierzycach.
Łukasz Jaworski (Górnik/Zagłębie) w walce z ...
Marcinem Orłowskim (Nysa Zgorzelec)
Stanisław Dziekan (19 lat) - powrót z Zagłębia Lubin, jeden z najbardziej utalentowanych pomocników ubiegłych dekady. W każdym bądź razie taka panowała opinia o nim. Reprezentant Polski juniorów. W premierowym sezonie w Wałbrzychu to 24 mecze, rok później 19, a potem to tylko zjazd w dół. MKS Szczawno Zdrój, Biały Orzeł Mieroszów, LZS Grodno Zagórze, Podgórze Wałbrzych...
Piotr Horyk (20 lat) - podobnie jak Dziekan z Wałbrzycha wypatrzony przez Zagłębie Lubin. Po powrocie pod Chełmiec jesienią zagrał 4 epizody po czym produkował się najpierw w rezerwach (AZS PWSZ Wałbrzych), a potem Mieroszów, Szczawno Zdrój, Gorce, Kamienna Góra i od 4 lat Sudety Dziećmorowice. Dobrze się zapowiadał, ale życie zweryfikowało jego umiejętności.
Przemysław Salamonowicz (20 lat) - podobnie jak Jaworski wypożyczony do Sadkowa, ale po powrocie zaliczył jedynie debiut w premierowej kolejce (kwadrans w Bolesławcu) i to cały jego bilans w seniorach w Wałbrzychu. Później grał w Starym Śleszowie, Mieroszowie, a następnie w takich egzotycznych drużynach jak Olimpia Żerniki Wrocławskie,Kometa Kryniczno czy Tur Wrocław.
Wojciech Kumor (20 lat) - prawie pół godziny meczu z AKS Strzegom (2:2) to bilans Kumora, który później krążył pomiędzy Szczawnem Zdrój, Dziećmorowicami i Czarnymi Wałbrzych.
Tomasz Szyszka (18 lat) - trzy mecz, w tym 1 w pełnych wymiarze, ale później gra w rezerwach, a potem w Mieroszowie, Szczawnie Zdroju i Czarnym Borze.
Fabian Jaworski (19 lat) - 2 minuty w Ziębicach to cały dorobek. Potem MKS Szczawno Zdrój, Biały Orzeł Mieroszów, Falko Rzeplin, a ostatnio Herbapol Stanowice.
2007/08 -Rafał Grzelak (19 lat) - 10 meczów jesienią'07, a zimą opuszcza Wałbrzych. Po krótkich pobytach w Szczawnie i Gorcach dłuższe pobyty zaliczył w Mieroszowie i ostatnio w Czarnym Borze.
Dariusz Michalak (17 lat) - w premierowym sezonie zaliczył aż 20 meczów i nieprzerwanie gra do dnia dzisiejszego. Choć liczba klubów z wyższych lig, w których przebywał na testach jest naprawdę imponująca.
Łukasz Rychowiecki (19 lat) - 2 minuty w Legnicy. Wyróżniający się gracz w drużynie juniorów prowadzonych przez Mirosława Otoka. Potem grał w Juventurze Wałbrzych.
Kamil Wawrzycki (18 lat)- podobnie jak Rychowiecki - 2 minuty.
Damian Wilczyński (18 lat) - 6 meczów i gol strzelony rezerwom Śląska (2:3).Potem pokazał się w Mieroszowie.
Tomasz Mrozowski (18 lat) - 26 bramek w drużynie juniorów i korona króla strzelców DLJ miało swoją wymowę. W drużynie Roberta Bubnowicza w IV lidze z kolei zagrał 7 razy bez zdobytej bramki. Potem rundę spędził w Świebodzicach, nieco więcej w Juventurze, a ostatnio w MKS Szczawno Zdrój.
2008/09 - Błażej Gromniak (19 lat) - podpora juniorskiej drużyny Mirosława Otoka. W IV lidze 3 mecze, a w następnym sezonie epizod w III lidze, a potem gra w Juventurze, Świebodzicach i Szczawnie Zdroju.
Sławomir Orzech (16 lat) - jeden z najmłodszych debiutantów. 3 minuty z Kuźnią Jawor. W Górniku gra do dziś z przerwą na wypożyczenie wiosną 2015 do Bielawianki.
Wojciech Ciołek (20 lat) - syn legendy, zarówno w premierowym sezonie w IV lidze, jak i w następnym zaliczył po 3 niepełne mecze. Potem grał w Świdnicy, Oławie, Kobierzycach, Wielkiej Lipie, a ostatnio w Sadowicach.
Tomasz Czechura (17 lat) - jedna z niespełnionych nadziei. W juniorach w 7 meczach strzelił 6 goli i dostał szansę od Roberta Bubnowicza w meczu z Lechią Dzierżoniów (2 minuty). Po sezonie próbował sił SMS Łódź, gdzie trafił na konsultację kadry. Po krótkim epizodzie w Polonii Andrzejów od 5 lat gra w MKS Szczawno Zdrój - obecnie najskuteczniejszy snajper lidera A klasy.
Jan Rytko (17 lat) - wychowanek Baszty, po epizodach w Górniku/Zagłębia i SMS Łódź wrócił do rodzinnego Wałbrzycha, gdzie z różnym powodzeniem gra do dnia dzisiejszego z przerwą na wypożyczenie do Świdnicy wiosną'15. W premierowym sezonie zagrał 18 razy strzelając dwa gole.
Paweł Tobiasz (21 lat) - porwany za młodu do Zagłębia Lubin, wypożyczony do Prochowic, w końcu wrócił do Wałbrzycha. W premierowym sezonie w seniorach 29 meczów i 9 goli, a później jego pozycja w zespole systematycznie słabła, a po awansie do II ligi i słabym sezonie odszedł do Świdnicy, gdzie gra do dzisiaj z przerwą na półtora sezonu w Dzierżoniowie.
Tomasz Wepa (21 lat) - wychowanek Gwarka Wałbrzych, który po grze w Miedzi Legnica i Stali Rzeszów wrócił do rodzinnego miasta. Od początku podstawowy pomocnik drużyny, z którą awansował z IV do II ligi i spadł z niej. 201 meczów i 7 goli. Od tego sezonu w Odrze Opole.
Marcin Zazulak (19 lat) - podpora juniorów, zaliczył 3 epizody - łącznie 40 minut. Potem zaliczył rundę w dalekim od Wałbrzycha Leśniku/Rossa Manowo. Po powrocie zagrał w Zagłębiu Wałbrzych, a ostatnio Sudetach Dziećmorowice.
Dominik Janik (20 lat) - powracający z pobytu z Dyskobolii Grodzisk Wlkp. z miejsca stał się nie tylko podstawowym napastnikiem, ale czołowym strzelcem całej ligi (19 goli w 28 meczach).Później nękały go kontuzje, choć globalny bilans 39 bramek w 84 meczach jest przyzwoity. W tej rundzie figuruje w kadrze Victorii Świebodzice.
2009/10 - Michał Łaski (19 lat) - kolejny powracający z Lubina, wysoki stoper.W premierowym sezonie 15 meczów, nigdy nie wywalczył sobie pewnej pozycji w zespole. Od dwóch lat gra w Bielawiance, gdzie jest kapitanem zespołu.
Jarosław Piątek w meczu z Pogonią Świebodzin
Jarosław Piątek (17 lat) - 4 mecze w III lidze to razem 27 minut, potem 15 minut w 2 meczach drugoligowych. Potem Gwarek Wałbrzych, a ostatnio Jedlina Zdrój.
Michał Starczukowski (19 lat) - w III lidze 6 meczów i gol strzelony Oleśnicy. Ale te 6 meczów to raptem niecałe 20 minut...Później na tym szczeblu grał w Świdnicy, ale i w Leśniku Manowo. Zaliczył epizod w Szczawnie Zdroju, Lewinie Brzeskim, by w tym sezonie grać we wrocławskiej okręgówce (Czarni Kondratowice).
2010/11 - Marcin Antoniak (20 lat) - udział sporej ilości zawodników w rozgrywkach akademickich wymusiło po sięgnięcie po zawodników z rezerw i juniorów. Tym samym anonimowy Antoniak zaliczył całą II połowę meczu z Elaną. Zagrał swego czasu w Szczawnie Zdrój i słuch po nim zaginął.
Damian Chajewski (18 lat) - zadebiutował z tego samego powodu co Antoniak, ale zaliczył jeszcze końcówkę meczu w Turku. Do końca 2013 w Górniku (36 meczów bez gola), a potem Olimpia Kowary, z którą być może w czerwcu awansuje do III ligi.
Dominik Grzesiak (18 lat) - 14 minut z Elaną. Później postawił na naukę w stolicy.
Damian Nawrocki (18 lat) - I połowa z Elaną. Później grał w Sudetach Dziećmorowice.
Łukasz Kalka (19 lat) - wejście w ostatniej minucie sezonu w Turku to cały dorobek wychowanka Włókniarza Głuszyca. 5 lat spędził w Wałbrzychu, a potem wypożyczenia na rundę do Nowej Rudy i Świdnicy. Najlepiej czuje się u siebie w domu w Głuszycy, gdzie w wieku 24 lat pełni rolę grającego trenera.
Dominik Radziemski (19 lat) - wychowanek Baszty był skazany na futbol skoro ojciec i wujek to piłkarze z ligową przeszłością. Radziem zaliczył debiut (wejście w 90 minucie) w jednym z najlepszych wyjazdowych spotkań Górnika w II lidze (3:0 w Chojnicach). W Górniku gra do dzisiaj, z przerwą na wypożyczenie do Jeleniej Góry. Dziś mocny punkt zespołu, przełamał się i udanie powrócił na Ratuszową co nie udało się jego rówieśnikowi Chajewskiemu.
Mateusz Sawicki (19 lat) - wychowanek klubu, który za młodu próbował sił w Wielkopolsce (Opalenica, Pniewy). W premierowym sezonie 8 meczów bez gola, ale później jego rola w zespole była coraz większa. Dziś podstawowy zawodnik, bez którego trudno wyobrazić sobie jedenastkę Górnika.
Kornel Duś (17 lat) - wychowanek Górnika Boguszów-Gorce, potem via Wałbrzych trafił do Lubina i kadry juniorów. W Wałbrzychu miał wejście smoka, ale potem Kornel się zagubił. Półtora sezonu przy Ratuszowej to 40 meczów i 3 gole. Zamiast gry wyżej to produkowanie się w Kamiennej Górze, Czarnym Borze, a ostatnio w rodzinnych Gorcach.
2011/12 - Kamil Jarosiński (19 lat) - czerwona kartka dla Jaroszewskiego oznaczała szansę dla Karasia. 3 mecze, 8 puszczonych bramek, potem wyjazd do Norwegii, by w tym roku triumfalnie powrócić z sukcesami (karne z Okocimskim w PP!) do bramki Górnika.
Paweł Matuszak (17 lat) - utalentowany syn byłego ligowca Radosława.13 występów dawały nadzieję na lepsze jutro, a skończyło się na wyjeździe w wieku zaledwie 18 lat do Austrii do ligi regionalnej.Szkoda.
Przemysław Polak (19 lat) - wejście w ostatniej minucie w Kaliszu to cały dorobek Przemka. W następnym sezonie dorzucił 5 epizodów po czym słuch po nim zaginął.
2012/13 - Michał Bartkowiak (16 lat) - mecz z Chojniczanką, wejście z ławki rezerwowych, asysta i gol, odwrócenie losów meczu z 0:1 na 2:1. Debiut marzenie. Do dziś uznawany za największy talent jaki pojawił się w tym stuleciu w Wałbrzychu. W Górniku w II lidze 32 mecze i 5 goli, od 2014 we wrocławskim Śląsku, gdzie kontuzje nieco wyhamowały jego dobrze zapowiadającą się karierę.
Kamil Misiak (17 lat) - Misiaka wymyślił następca Roberta Bubnowicza Maciej Jaworski.Skończyło się na 2 meczach w 2 lidze. W tym sezonie zagrał jedynie w meczach pucharowych.
Michał Oświęcimka (21 lat) - Cimek uchodził za młodu za wielki talent. Wyemigrował do Opalenicy, skąd wypożyczany był do Ruchu Wysokie Mazowieckie i Okocimskiego Brzesko. W Wałbrzychu nękany przez kontuzje, gdy zdrów imponuje walką. Jednak wciąż pokutuje opinia, że zapowiadał się na lepszego gracza.
Adrian Zieliński (20 lat) - wychowanek Górnika/Zagłębia wrócił na Ratuszową po 4 letnim pobycie w Słubicach. Już wtedy wałbrzyszanie mieli problem z młodzieżowcami i Zieliński ich nie rozwiązał. W Górniku 20 meczów bez gola, potem grał w Kowarach.
2013/14 - Mateusz Krzymiński (18 lat) - Krzymin debiutował za kadencji Macieja Jaworskiego będącym wchodzącym młodzieżowcem. I chyba te początki były najbardziej obiecujące, bo z upływem czasu daje zespołowi coraz mniej. W tym sezonie to jego końcówka w wieku młodzieżowca i trudno oprzeć się wrażeniu, że to również koniec jego przygody z I drużyną Górnika.
Sebastian Surmaj (18 lat) - Maciej Jaworski dal mu szansę debiutu w ważnym meczu w Bytomiu (1:2), w następnym sezonie zagrał 6 razy, a w tym jest podstawowym młodzieżowcem i z tym statusem będzie grał jeszcze w następnym.Pytanie tylko czy w II czy też w III lidze?
Damian Migalski (16 lat) - co ciekawe podstawowa trójka obecnych młodzieżowców debiutowała już 3 lata temu. Migalski w dwóch drugoligowych sezonach skompletował 14 występów, ale dopiero po degradacji przełamał niemoc strzelecką. Wciąż zbiera doświadczenie, ale przed nim jeszcze 2 sezony jako młodzieżowca.
2014/15 - Dominik Bronisławski (18 lat) - odkrycie Jerzego Cyraka, który 18 razy sięgał po niego w II lidze, co nie uchroniło przed spadkiem. Latem przeszedł do Rakowa Częstochowa, gdzie mu się różnie wiedzie.

Spóźniony dyngus

Miniony weekend śmiało można nazwać weekendem pogromów. W drugiej lidze w Częstochowie Raków zajmujący trzecie awansowe miejsce podejmował piąty GKS Tychy. Tyszanie z wcześniejszych 12 wyjazdów przywieźli 3 zwycięstwa strzelając raptem 6 goli - średnio 1 na dwa mecze. To co wydarzyło pod Jasną Górą pewnie wielu kibiców do dziś nie rozumie. Po dwóch kwadransach goście praktycznie mogli rozpocząć świętowanie, bowiem prowadzili już 5:0. Po przerwie trzy trafienia, a w doliczonym czasie gry debiutant Adam Mesjasz zdobył honorową bramkę dla Rakowa. 1:8 w meczu dwóch sąsiadujących ze sobą zespołów. W tym meczu wystąpili dwaj ekswałbrzyszanie. Dominik Bronisławski zagrał 90 minut i był to jego pierwszy występ od września w wyjściowej jedenastce. Z kolei Rafał Figiel został zmieniony po godzinie.
Dominik Bronisławski i Rafał Figiel w meczu
z GKS Tychy
W trzeciej lidze w większości grup toczy się walka o utrzymanie się w lidze, gdzie bezpośrednio zainteresowanych jest kilka zespołów. W grupie łódzko-mazowieckiej, której mistrz będzie rywalizował z najlepszą ekipą z grupy dolnośląsko-lubuskiej, między trzecim Świtem Nowy Dwór, a zajmującym spadkowe 8.miejsce Pelikanem Łowicz jest różnica zaledwie dwóch punktów. Pod kreską bodaj najsłynniejszą ekipą jest Broń Radom (obecnie 11.miejsce), która nie będzie miło wspominać wizyty w Łodzi, gdzie ŁKS pogonił rywala w stosunku 8:0, a internet podbił ostatni gol autorstwa Przemysława Kocota, który zimą przybył z Goerlitz, a wcześniej grając w Karkonoszach. Do 82 min. było "tylko" 4:0...
Rekord zanotowano z kolei w wałbrzyskiej klasie okręgowej. Unia Bardo w tym sezonie skutecznie odpiera ataki rywali z Victorią Świebodzice na czele. W 19.kolejce do Barda przyjechał jedenasty Grom z Witkowa. Unia podtrzymała zwycięską passę i wygrała w tym sezonie dziesiąty domowy mecz (w 10 spotkaniach). Rozmiary zwycięstwa jednak mogą imponować. 18:0 (9:0), a najwięcej goli zdobył Łukasz Idzi - sześć, który jest liderem strzelców okręgówki.
Łukasz Idzi (Unia Bardo)
[foto:nysa.klodzko.pl]
27-letni napastnik Unii ma po 19 meczach 27 trafień. Pewnie gdyby miał sześć, osiem lat mniej pewnie zainteresowałby sobą inne mocniejsze kluby.
Również rekordowe i to wyjazdowe zwycięstwo odnotowano w niedalekim legnickim OZPN. W grupie II o awans do klasy okręgowej walczą Odra Ścinawa ze Spartą Rudna. Oba zespoły idą łeb w łeb i po 18 kolejkach miały po 47 punktów. Sparta dzięki remisowi w Ścinawie 2:2, bez straty punktów u siebie w 10 meczach i mając imponujący bilans bramek (+60) czaiła się w tabeli za ścinawianami mającymi nieco lepszy bilans +68. Niewątpliwie bramki mogą mieć znaczenie. W miniony weekend Sparta Rudna przegrywa na boisku czwartego KS Legnickie Pole 2:3 (gol zwycięski w 94 min.), a nie próżnujący gracze Odry Ścinawa rozgromili Albatrosa w Jaśkowicach aż 11:0! W Odrze broni Damian Wojcik, syn byłego obrońcy Górnika Wałbrzych Andrzeja.
W niższych klasach, szczególnie w B klasie dwucyfrowe wyniki są na porządku dziennym. I takowych na pewno nie zabrakło w ostatniej kolejce.

sobota, 9 kwietnia 2016

Gorzów do kolekcji

Po remisie w domowym spotkaniu z Foto-Higieną Gać 1:1 kapitan Górnika Wałbrzych Marcin Orłowski dla portalu db2010.pl powiedział, że w 4 następnych wyjazdowych spotkaniach: musimy zdobyć 12 punktów, by złapać trochę oddechu. Mając w pamięci dyspozycję w meczu z gacianami trudno wówczas było o optymizm, a tymczasem czteropak meczów wyjazdowych przyniósł komplet punktów podopiecznym Roberta Bubnowicza i zasłużony powrót na fotel lidera.
Stilon to w historii Górnika Wałbrzych dość niewygodny rywal, zwłaszcza na boisku w Gorzowie Wielkopolskim. W chwili obecnej jest to pierwsza futbolowa siła województwa lubuskiego. W Mostkach kolejne porażki potwierdzają się plotki o wycofywaniu się sponsora. Spotkania z wiceliderem z Wałbrzycha nie doczekał szkoleniowiec Dariusz Borowy, który Stilon objął po porażce właśnie z Górnikiem. Wiosenna degrengolada i ześlizgnięcie się do strefy spadkowej spowodowało pożegnanie się z dotychczasowym szkoleniowcem. Można powiedzieć, że przygoda szkoleniowa Borowego w tym sezonie spinał właśnie wałbrzyski Górnik. Przeciwko biało-niebieskim gorzowianie wystąpili pod wodzą nowego szkoleniowca Adama Gołubowskiego - całkowicie anonimowego w piłce seniorskiej, ale cenionego ponoć w środowisku za pracę w Pogoni Szczecin w roli asystenta, opiekuna rezerw, juniorów, czy skauta. W swojej premierowej konferencji zapytany o rywala w swoim debiucie powiedział (od 21 min.), że zna doskonale napastnika Marcina Orłowskiego, a zespół gra bez większej presji o awans. Ponoć Gołubowski miał pomysł na mecz z Górnikiem, ale te wszystkie założenia życie brutalnie zweryfikowało.
Robert Bubnowicz przy ustalaniu składu, w porównaniu z meczem z Bystrzycą Kąty Wrocławskie, mógł skorzystać z Dariusza Michalaka. Wąska kadra spowodowała, że doszło do małego przetasowania: wracający Michalak zajął miejsce w defensywie, ale na prawej stronie,bowiem duet stoperów tworzył Orzech z Tyktorem. Jan Rytko powędrował do środka pola, a Marcin Morawski dyrygował poczynaniami kolegów ze strefy obok ławki rezerwowych. W protokole jako rezerwowi figurowały nazwiska Jaroszewskiego, Morawskiego, Krzymińskiego i Brzezińskiego. Bardziej niż skromnie, co niezbyt dobrze świadczy o klubie mającym rzekomo aspiracje awansowe. Niepełna kadra meczowa, zmobilizowany rywal pod wodzą nowego trenera, a w dodatku przewaga wzrostu - to mogło sugerować, że w Gorzowie można było oczekiwać dobrego, zaciętego meczu, zwłaszcza w wykonaniu gospodarzy.
Tak się nie stało. Do przerwy emocji było tyle ile przysłowiowy kot napłakał. Stilon ustępował wałbrzyszanom, którzy z kolei tradycyjnie nie potrafili sfinalizować przewagi i nie stwarzali sytuacji podbramkowych. W 23 min. dał o sobie znać bramkarz miejscowych, który nie miał w sobotę najlepszego dnia. Niezbyt udana interwencja po dośrodkowaniu i Bartosz Tyktor z ostrego kąta trafia w poprzeczkę, dobitka Orłowskiego zablokowana, a uderzenie Migalskiego leci wysoko nad poprzeczką. Paradoksalnie wejście kibiców Górnika spowodowało, że częściej pod polem karnym rywala zaczął znajdować się Stilon. Nie licząc płaskiego strzału obronionego na raty przez Jarosińskiego emocji nie było.
Po przerwie wałbrzyszanie rozstrzygnęli losy meczu bardzo szybko i pewnie. Początek nie zapowiadał łatwego zwycięstwa. W roli czarnego charakteru mógł wystąpić Jan Rytko, który za faul tuż po przerwie złapał żółtą kartkę, za chwilę gwizdek arbitra, kolejny wolny dla gospodarzy i niepotrzebny komentarz Janka. Sędzia chciał ostatni raz dać reprymendę Rytko, więc wyraźnie dał sygnał do rozpoczęcia gry po gwizdku. Gorzowianom się jednak śpieszyło, zagrali przed gwizdkiem i żółtą kartkę zobaczył Krzysztof Kaczmarczyk, który zimą wrócił do Stilonu z ekstraklasowej Termaliki Nieciecza. Prawdę powiedziawszy, dzięki temu zdarzeniu 36-letni gwiazdor zespołu z Gorzowa dał się zapamiętać z tego meczu.
Z czasem goście zaczęli przeważać. Próby strzałów Sawickiego, Migalskiego nie znalazły drogi do bramki Rosy, aż na lewej stronie został sfaulowany Dominik Radziemski. Dośrodkowanie Mateusza Krawca, nabiegający wałbrzyszanie, bramkarz stoi jak zaczarowany, a piłka w bramce. 0:1. Media przypisały bramkę Marcinowi Orłowskiemu, choć z wysokości trybun wydawało się, że piłka wpadła bezpośrednio po uderzeniu Krawca. Wałbrzyszanie nie odpuścili i po kilkudziesięciu sekundach replay.Tym razem faulowany Damian Migalski i z tego samego miejsca kolejne dośrodkowanie Krawca. Może nie najlepsze, ale obrona i bramkarz gospodarzy nie poradzili sobie z nim, a najwięcej determinacji wykazał Orłowski pakując piłkę do siatki. 0:2 i praktycznie po meczu.
Gospodarzy mógł dobić chwilę potem Damian Migalski. Orłowski kapitalnie powalczył w środku pola,a wałbrzyski młodzieżowiec poszedł na przebój od środka boiska - mocny strzał z 25 metrów odbił się od poprzeczki.
Stilon celny strzał na bramkę Jarosińskiego oddał w 81.minucie. Poczynania na boisku zależne były od wałbrzyszan, którzy już w doliczonym czasie sami sprokurowali smrodliwą sytuację. Daleka piłka w kierunku pola karnego wałbrzyszan, do odbicia piłki szykuje się Jarosiński, a biegnącego w jego kierunku Nowaka powala Tyktor. Sędzia odgwizdał faul obrońcy Górnika i pokazał żółtą kartkę, choć gdyby wyciągnął czerwony kartonik (faul bez piłki, a nie akcja ratunkowa), to również się by obronił. Co ciekawe większość mediów w ogóle nie odnotowała napomnienia Bartka - nawet oficjalna strona gorzowian.
Ostatnie 4 bramki wałbrzyszanie zdobyli po rzutach wolnych. We wszystkich brał udział Mateusz Krawiec, co tylko świadczy o tym jak pożyteczny jest to transfer. W Gorzowie ligowy debiut zaliczył Filip Brzeziński, którego kontakty z piłką zapewne można policzyć na palcach jednej ręki. Szkoda, że nie było w kadrze innych młodzieżowców, bo właśnie w takich sytuacjach, gdy wynik jest w miarę pewny, nie wiele można popsuć, to trzeba dać pograć młodym, niech poczują atmosferę meczu seniorów.
Ciężko kogoś z wałbrzyszan ocenić, że zawiódł, zagrał słabiej. Nawet powrót do środka pola Jana Rytko, gdzie ostatnimi czasy nie błyszczał w tej strefie, nie można nazwać słabszym występem. Swoje zrobił. Pewna obrona, w drugiej linii kreatywny Krawiec, który imponował przerzutami kilkudziesięciometrowymi. Dominik Radziemski przed przerwą stracił kilka razy prosto piłkę, ale w II połowie momentami ośmieszał rywali, którzy nie mogli znaleźć sposobu na zabranie mu piłki. Orłowski oprócz bramek (a może tylko jednej bramki?) sporo popracował w defensywie, Migalski sporo absorbował uwagę rywali, wygrał kilka pojedynków główkowych w roślejszymi obrońcami, ale z drugiej strony za dużo chaosu było w jego grze. Szkoda, że nie udało mu się zdobyć bramki na 3:0. Ze swojego przyzwoitego poziomu nie schodzi Sawicki, który napsuł krwi rywalom na swojej lewej stronie, ale wciąż grzeszy nieskutecznością. Wałbrzyszanie byli szybsi, bardziej pomysłowi, przeważali w większości elementów piłkarskiego rzemiosła. Mecz ogólnie stał na co najwyżej średnim poziomie. Akcji podbramkowych mało, emocji -również. Gospodarzom zabrakło argumentów, by zaskoczyć faworyta. Górnik inkasuje trzy punkty i to najważniejsze.
MECZ NA TRYBUNACH
Spotkanie Stilonu z Górnikiem to również największe wydarzenie na scenie kibicowskiej. Jesienią praktycznie Derby Sudetów pomiędzy wałbrzyszanami a Karkonoszami miały godną oprawę, a spotkanie Górnik-Stilon ze względu na konflikt z zarządem był uboższy o grupę fanów Górnika. Na stadion gorzowskiego OSiR-u przybyło kilkaset osób - Stilon mógł liczyć na spore wsparcie kibiców Chrobrego Głogów, a za Górnikiem przyjechały 3 autokary kibiców z fanami nie tylko z Wałbrzycha, Świdnicy, czy Kamiennej Góry, ale i Jeleniej Góry, Koszalina i Bydgoszczy. Goście weszli na sektor dopiero po 25 minutach gry. Tuż po przerwie zaprezentowali żywą biało-niebieską flagę, flagowisko, potem oprawą rocznicy przyjaźni kibiców Spartakusa Jelenia Góra i Górnika Wałbrzych. Doping fani przyjezdni urozmaicili sobie rzucaniem serpentyn w ochronę. Miejscowi lepiej zaprezentowali się wokalnie, dopingując zespół przez cały mecz, w II połowie pojawiła sektorówka oraz pirotechnika.
Żenujące było z kolei zachowanie stadionowego spikera, który w ogóle nie reagował na nawoływanie kibiców Stilonu by ich piłkarze połamali nogi rywalom.
Mecz był zabezpieczony przez policyjne oddziały prewencji w liczbie tak sporej, że w Wałbrzychu nawet w czasach drugoligowych wizyt kibiców Miedzi czy Chrobrego nie było tylu mundurowych.
A na samym stadionie spokojnie, można było skorzystać z cateringu, który również oferował niskoprocentowe piwo. Czy doczekamy się tego na Stadionie 1000-lecia?
Górnik Wałbrzych wygrał w Gorzowie Wielkopolskim po raz ostatni ... wiosną 1983! Wówczas zwycięstwo 2:0 zapewniły gole Leszka Rycka i na koniec sezonu biało-niebiescy świętowali awans do 1.ligi. Teraz również było 2:0 i po golach jednego zawodnika. Oby również późniejszy awans był kolejnym wspólnym mianownikiem zwycięstwa po 33 latach.