niedziela, 15 listopada 2015

Nadzieja Lubina rodem z Wałbrzycha - Paweł Żyra

Dla młodszych kibiców może wydawać się niepojętne, ale 30 lat temu Górnik Wałbrzych oddawał nie mieszczących się w kadrze zawodników do Zagłębia Lubin, gdzie przyjmowano ich z pocałowaniem ręki i byli wiodącymi postaciami. Wystarczy wspomnieć choćby duet obrońców Benedykt Bylicki - Jerzy Sysiak, którzy byli współautorami pierwszego awansu Miedziowych do pierwszej ligi (zwanej dziś ekstraklasą) w 1985. Za chwilę ligę ratowali Marian Kowalski ze Zbigniewem Stelmasiakiem, a nazwisk piłkarzy, którzy przebyli drogę z Wałbrzycha do Lubina nie sposób wszystkie wymienić. Z czasem trend nieco się zmienił: Zagłębie znakomitymi warunkami, lepszymi perspektywami kusiło najzdolniejszych juniorów. Na przestrzeni wielu lat z grupy kilkunastu zawodników, którzy w wieku juniora trafili spod Chełmca do Zagłębia praktycznie tylko Pawłowi Oleksemu udało się przebić do ekstraklasy. Pozostali,mimo, że grali w reprezentacjach Polski różnych roczników, gdzieś po drodze się zagubili, a co niektórzy nawet już nie grają w piłkę.
Spotkania drużyn juniorów, a także seniorów są znakomita okazją spotkania się z byłymi kolegami z Wałbrzycha. W dorosłej rywalizacji najczęściej są to mecze rezerw Zagłębia, które rywalizowały na czwartym poziomie rozgrywkowym z Górnikiem/Zagłębiem, a obecnie z Górnikiem Wałbrzych. W tych spotkaniach w barwach miedziowego klubu grali i uznane nazwiska - ligowe (Manuszewski, Salamoński, Żytko czy były gracz rezerw Bayernu Monachium Banaczek), dzisiaj zbierające znakomite recenzje (bramkarz Piasta Szmatuła, pomocnik Cracovii Dąbrowski czy lubinianin Rakowski), zagraniczne (Oprśal, Perović, Kristić, Ćap, Gilcimar, Alunderis). Oczywiście nie brakowało byłych wałbrzyszan, którzy z czasem wrócili na Ratuszową: Teśmian, Rola, W.Walusiak, Kaszuba, Dziekan, Tobiasz czy Łaski. Nie dane było w seniorach wystąpić przeciwko Górnikowi takim zawodnikom jak Horyk, Duś czy Krawiec, którzy ocierali się o kadrę, a obecnie grają na piątym, a nawet siódmym poziomie rozgrywek...
Paweł Żyra w 2010 r.
Praktycznie nie było meczu Zagłębia II z wałbrzyską drużyną, gdzie wśród lubinian nie byłoby piłkarza grającego wcześniej pod Chełmcem. W sezonie 2015/16 tradycje podtrzymała osoba Pawła Żyry. Drugi z byłych graczy Górnika Wałbrzych, 18-letni bramkarz, wychowanek Olimpii Kamienna Góra Michał Nowak przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych.
Żyra, blondyn operujący w drugiej linii w kwietniu następnego roku skończy dopiero 18 lat. W Wałbrzychu trenował pod okiem m.in. Juliusza Drohomireckiego, w turniejach nastolatków był wyróżniającym się graczem i w wieku zaledwie 13 lat trafił do Akademii Piłkarskiej Zagłębia Lubin. Półtora roku w Lubinie wystarczyło,że został zauważony przez trenerów związkowych i praktycznie od początku 2013 roku do klubu przychodzą powołania na konsultacje czy też mecze z nazwiskiem Żyrki,  Bartłomiej Zalewski (U-15), Robert Wójcik (U-16 i U-17) wreszcie Rafał Janas (U-18) widzieli i widzą w nim reprezentacyjny potencjał.
Obecny rok jest przełomowym w karierze Pawła, bowiem dopiero w 2015 rozpoczął na dobre rozdział pt. Seniorzy. Najpierw trener I zespołu Zagłębia Piotr Stokowiec zaprosił Żyrę wraz z innymi kolegami z drużyny juniorów oraz rezerw na zajęcia pierwszoligowców. Po treningach oraz obozie w Uniejowie wraz z Erykiem Sobkowem został zgłoszony do kadry I zespołu, ale wiosną nie dane mu było ani razu zagościć nawet na ławce rezerwowych Zagłębia. Pojawił się natomiast w drugim zespole,który udanie prezentował się w trzeciej lidze. Pojawił się 14-krotnie na boisku strzelając dwa gole, w tym raz w debiucie pokonał bramkarza Dębu Przybyszów.
Michał Oświęcimka, Paweł Żyra i Jan Rytko
Latem tego roku Żyra ponownie zaliczył obóz z pierwszym zespołem oraz zgrupowanie kadry U-18, z którą później wyjechał do dalekiej Japonii. Klub widząc również w nim potencjał przedłużył umowę i obecnie Pawła wiąże kontrakt do końca czerwca 2018 roku.
O ile wciąż kadra meczowa w ekstraklasie to za wysokie progi dla wałbrzyszanina to miejsce w drugiej drużynie ma pewne. W trzeciej lidze gra regularnie i tylko raz zaczął mecz na ławce rezerwowych.Pierwsze kolejki opuścił ze względu na mecze w kadrze w Japonii, a potem w 15 meczach 5 razy wpisał się na listę strzelców, a wystarczyło mu zaledwie dwa spotkania - 3 gole strzelił Kątom Wrocławskim (11:0) i 2 w Rzepinie (3:1).
Z racji wieku trudno podejrzewać, by w sobotnim meczu Zagłębia II z Górnikiem Wałbrzych na murawie spotkał kogoś znajomego ze wspólnych zajęć. Grę Żyrki oglądało się z przyjemnością - dobry przegląd pola,nienaganna technika, sylwetka umięśniona - trudno zabrać mu było piłkę. Naprawdę trudno było domyślić się, że to dopiero siedemnastolatek! Miał swój współudział przy drugim golu gospodarzy, ale duże umiejętności znamionowało jednak zagranie kilkanaście minut później, gdzie wałbrzyską defensywę wyprowadził w pole kapitalnym prostopadłym podaniem do Sobkowa, który na szczęście dla gości spartolił idealną sytuację. Taki piłkarz na chwilę obecną bardzo Górnikowi by się przydał - nie chodzi tu o wcale jakość wśród młodzieżowców, ale umiejętności gracza drugiej linii.
Wiadomo, że piłkarzom miejscowym czy też wychowankom bardzo trudno przebić się do I składu. Tak jest nie tylko w Lubinie, ale i w zdecydowanej większości polskich klubów. Warto przyglądać się postępom Pawła i trzymać kciuki, by przygoda z kadrą trwała aż do I drużyny i przebił się z czasem do ekstraklasy.

sobota, 14 listopada 2015

W Lubinie porażka wkalkulowana

Drużyny rezerwowe są traktowane w dwojaki sposób: albo ogrywani są zdolni juniorzy pod kątem późniejszej przydatności w I zespole lub grają w nich zawodnicy I zespołu,którzy z różnych przyczyn nie mogą liczyć na występy w pełnym wymiarze czasowym. Zagłębie Lubin to nasz regionalny gigant - bogaty sponsor, zaplecze, którego zazdroszczą praktycznie wszyscy w kraju i znakomita praca z młodzieżą. Medale mistrzostw Polski juniorów, triumfy w Młodej Ekstraklasie i regularne dostarczanie kadrowiczów do kolejnych roczników reprezentacji mają swoją wymowę. W tym sezonie I zespół powrócił po rocznej banicji do ekstraklasy i po udanym początku piłkarze prowadzeni przez Piotra Stokowca wpadli w dołek. Natomiast rezerwy,które miniony sezon zakończyli na drugim miejscu obecnie są na spadkowym miejscu - 7 porażek tej jesieni, to tyle co w całym ubiegłym sezonie. Na niekorzyść Górnika Wałbrzych przemawiał fakt, że ze względu na przerwę w rozgrywkach ligowych trener Paweł Karmelita mógł sięgnąć po piłkarzy z bezpośredniego zaplecza ekstraklasy.
Areną boju lubinian z liderem był stary stadionik przy ul.Kopalnianej.Ten sam 33 lata temu był wypełniony po same brzegi, gdy po strzale Leszka Kosowskiego Górnik wygrał z Zagłębiem zbliżając się do historycznego awansu do ekstraklasy. Teraz obiekt wygląda ... gorzej. Kilka rzędów fotelików, a tak chylące się ku ruinie trybunki, które zazdrośnie spoglądają nie tylko w stronę sąsiedniego reprezentacyjnego obiektu Lubina, ale choćby na boczne boiska z oświetleniem i krzesełkami. W sobotnie popołudnie, kiedy wzmógł się wiatr, oglądanie meczu w Lubinie należało do rozrywek ekstremalnych. Wśród widzów nie zabrakło kibiców Górnika, którzy w klatce stanowili grubo ponad połowę frekwencji.
Robert Bubnowicz ustawił bojowo swój zespół nie oglądając się na zestawienie rywala. W Zagłębiu II w bramce wystąpił Konrad Forenc - najbardziej napiętnowany piłkarz ubiegłego tygodnia: za faul w meczu z Wisłą nie tylko wyleciał z boiska, ale został zawieszony na 3 ligowe mecze. Na prawej obronie wystąpił Damian Zbozień były gracz Legii, Piasta, Bełchatowa oraz rosyjskiego Amkaru Perm, gdzie występując u boku Janusza Gola wielkiej kariery nie zrobił. W pomocy na środku grał wałbrzyszanin Paweł Żyra, który miał za zadanie m.in. uruchamiać skrzydłowych Adriana Błąda i Arkadiusza Woźniaka, którzy z powodzeniem grali nie tylko w I zespole, ale i w innych klubach. Na szpicy zagrał Eryk Sobków - rocznik 1997,kadrowicz U-19, w tym sezonie 6 epizodów w ekstraklasie, a w 3.lidze 5 goli w 7 występach. Rosły (187 cm) napastnik był najgroźniejszym zawodnikiem gospodarzy i nie na darmo trener Piotr Stokowiec w ankiecie na Canal + Sport wróży mu największą karierę.
Spotkanie rozgrywane przy porywistym wietrze zaczęło się od agresywnej gry wałbrzyszan, ale z czasem częściej piłka gościła na połowie gości. Pierwszy celny strzał oddał Sebastian Bonecki, ale na posterunku był Kamil Jarosiński. W 21 pada bramka dla lubinian, zza pola karnego próbuje efektownym wolejem uderzyć Filip Jagiełło, ale skiksował tak niefortunnie dla wałbrzyszan, że piłka wylądowała pod nogami Sobkowa.Snajper Zagłębia nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Jarosińskiego. Wałbrzyski bramkarz kilka minut później wybronił w sytuacji sam na sam mocne uderzenie Arkadiusza Woźniaka. W I połowie Górnik nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Forenca. Owszem była kapitalna główka Orłowskiego po dośrodkowaniu Radziemskiego, która minimalnie minęła bramkę, a także bardzo niecelne próby strzałów Migalskiego. Piłkarze lidera w ostatnim kwadransie wyraźnie się ożywili, byli stroną przeważającą i nie wybiło ich z rytmu zejście z powodu urazu Grzegorza Michalaka. W jego miejsce wszedł Sebastian Surmaj, który powędrował na lewą pomoc, a do środka pola przeszedł Mateusz Krzymiński.
W drugiej połowie gospodarze w ciągu kilku minut powinni rozstrzygnąć mecz. Już w 47 min. akcja prawnym skrzydłem w wykonaniu Sobkowa, zagranie do środka, tam Tyktor, próbujący w ekwilibrystyczny sposób przeciąć lot piłki, nie zatrzymuje jej i koniec końców po zagraniu Żyry ląduje pod nogami Adriana Błąda. Skrzydłowy lubinian mocnym strzałem pod poprzeczkę podwyższył wynik. W ciągu następnych minut miejscowi mają kolejne szanse, ale znakomicie w bramce spisuje się Jarosiński, który m.in. broni strzały Woźniaka, Sobkowa czy Żmijewskiego.
55 minuta - wtedy lider 3.ligi oddal pierwszy celny strzał! Marcin Orłowski harujący na całym boisku wywalczył piłkę 30 metrów przed bramką Jarosińskiego zagrał do Sawickiego, który wykonał kapitalny przerzut na drugą stronę do Radziemskiego. Dominik dynamicznie zszedł do środka z prawej strony i lewą nogą przycelował w samo okienko, ale Konrad Forenc popisał się kapitalną robinsonadą. Chwilę potem kolejny dramat, bo z boiska kulejąc schodzi Oświęcimka, a za niego wchodzi Adrian Mrowiec. Biorąc pod uwagę obecną dyspozycję Adriana i fakt, że w środku jego partnerem jest Krzymiński można było sobie obiecać szczęśliwe zakończenie dla gości? Paradoksalnie Górnik im bliżej końca tym był coraz groźniejszy. Po rzucie rożnym Radziemskiego minimalnie nad bramką główkował Dariusz Michalak - najpewniejszy punkt wśród obrońców. Na kwadrans przed końcem kapitalną akcję spartolił Marcin Orłowski - w polu karnym miał przed soba tylko Forenca, ale tak się ustawił, że wiadomym było, że będzie szukał w lewy róg bramkarza. I tak też się stało, tyle że Forenc złapał ten strzał. Wałbrzyscy piłkarze i ławka rezerwowych mocno protestowała kilka minut później, gdy szarżujący Orzeł padł w polu karnym. Nie dość, że gwizdek arbitra milczał, to po protestach w stronę asystenta, który blisko był akcji, ten niespodziewanie dla wszystkich wskazał na rzut od bramki! W międzyczasie wręcz bajkową asystę mógł zaliczyć Paweł Żyra, który wypuścił Eryka Sobkowa na 1 x 1 z Jarosińskim. Lubinianin trochę zlekceważył tę sytuację i piłka padła łupem wałbrzyskiego bramkarza. Wreszcie po zagraniu Radziemskiego Orłowski w końcu strzelił po ziemi w długi róg i Górnik złapał kontakt. Im bliżej końca meczu tym większymi siłami goście atakowali bramkę rywala, Tyktor wręcz nie cofał się do defensywy, miejscowi spowalniali akcje, dwukrotnie zostali ukarani kartkami za niesportowe zachowanie. Koniec końców Zagłębie pokonało lidera 2:1, ale wobec raczej sensacyjnych porażek Miedzi II w Gaci oraz Polkowic w Dzierżoniowie Górnik zachował 4-punktową przewagę nad rywalami.
Jarosiński - D.Michalak - Orłowski te trio można śmiało nazwać kręgosłupem Górnika. Dobre momenty miał Radziemski, bardzo aktywny w ofensywie, ale już gorzej w defensywie. Coraz lepiej rozumie się na prawej stronie z Rytko co może dobrze rokować na przyszłość. Całkowicie odmienną ocenę należy wystawić lewej stronie wałbrzyszan, gdzie gospodarze mieli największe ... pole do popisu. Naprawdę żal było patrzeć na niekiedy podwórkowe błędy Sawickiego. Do Krzymińskiego czy Surmaja można się przyzwyczaić, ale Sawka znany był z lepszej dyspozycji.

piątek, 13 listopada 2015

Łukasz Jarosiński wicemistrzem Norwegii

Lipiec bieżącego roku na długo zapadł w pamięci braci Jarosińskich. Młodszy, mniej ograny Kamil, niejako w zastępstwie kontuzjowanego Damiana Jaroszewskiego wybiega w podstawowym składzie Górnika Wałbrzych w pucharowym meczu z Okocimskim Brzesko - broni dobrze, a samego siebie przechodzi w konkursie rzutów karnych broniąc trzy kolejne jedenastki! Ten mecz przekonał ostatecznie, że warto na niego postawić i do dnia dzisiejszego popularny Karaś stanowi pewny punkt lidera trzeciej ligi. Jego starszy brat Łukasz swego czasu ocierał się o reprezentację Polski juniorów. Z Wałbrzycha trafił do Krakowa, gdzie zaliczył co prawda debiut w ekstraklasie, ale o nim zapewne chciałby jak najszybciej zapomnieć (0:4 u siebie z Dyskobolią). Zamiast najwyższego szczebla przyszło mu grać w trzeciej lidze, gdzie w Kluczborku zagrał m.in. przeciwko kolegom z Wałbrzycha. Od wiosny 2012 gra z mniejszym lub większym powodzeniem w Norwegii. Najpierw była drugoligowa Alta IF, z którą najpierw spadł z drugiej ligi, by po roku wywalczyć awans. Ostatnie pół roku spędził w Honefoss BK, który akurat spadł z norweskiej ekstraklasy. Pierwszy sezon zakończył na 11.miejscu, a w połowie obecnego pożegnał się z klubem po rozegraniu 15 meczów. Przeniósł się do Stromsgodset IF, który zajmował 5.miejsce w norweskiej ekstraklasie Tippeligaen. 
Stromsgodset Idrettsforening to krajowy mistrz z 2013 roku, a obecnie kojarzony jest z nastoletnią gwiazdą Martinem Odegaardem (rocznik 1998), który w styczniu przeszedł do Realu Madryt. Rozgrywki w krajach skandynawskich trwają od kwietnia do początku listopada. Przełomowym momentem dla nowego klubu Łukasza był sierpień, kiedy to nowym szkoleniowcem został Bjoern Petter Ingebretsen. Dodatkowym sukcesem dyrektora sportowego,znanego internacjonała Josteina Flo było zakontraktowanie napastnika, kadrowicza Marcusa Pedersena, który do końca rozgrywek w 10 meczach 11 razy wpisywał się na listę strzelców. Od czasu tych zmian zespół nie przegrał meczu notując 8 zwycięstw i 3 remisy. Wywindowało to zespół na drugie miejsce tuż za mistrzem z Rosenborga, który finiszował z 12-punktową przewagą nad Stromsgodset. Trzeci Stabaek miał oczko mniej, czwarty Odd - dwa.
Niestety, Łukasz Jarosiński nie może pochwalić się wielkim wkładem w ten sukces. Bilans występów w 1.drużynie to ... ZERO występów. Pozycja 35-letniego Espena Bugge Pettersena była niepodważalna. 14-krotnie Polak pełnił rolę zmiennika, nie pojawiając się nawet na minutę na boiskach Tippeligaen.
Z kolei były już klub Jarosińskiego - Honefoss BK zajął ostatnie miejsce w drugiej lidze i ją opuścił.
Nie był to jednak zmarnowany czas, bowiem Jarosiński występował w drugiej połowie roku w rezerwach Stromsgodset IF występujących w trzeciej lidze,m.in. z byłym klubem Łukasza - Alta IF czy ekipą Michała Zawadzkiego Fram Larvik. Jarosiński od sierpnia do końca października 11 razy pojawił się na boisku, ale tylko dwukrotnie udało mu się zachować czyste konto. Najgorzej wspomina wizytę późniejszego mistrza ligi z Raufoss, kiedy to 6-krotnie wyjmował piłkę z siatki. W sierpniowy poniedziałek, w swoim drugim występie w rezerwach z kolegami z Stromsgodset pojechał do Larvik, gdzie przegrał z Framem 1:3. Ciekawostką jest, że wszystkie trzy bramki były autorstwa Polaków ! Dwukrotnie jego pokonał Marcin Pietroń, a wynik ustalił Michał Zawadzki. 
Na koniec sezonu Fram zajął czwarte miejsce, a rezerwy Stromsgodset dziesiąte. 
Michał Zawadzki, 28-letni obrońca, który w Górniku Wałbrzych występował przez niewiele ponad sezon (23 mecze ligowe i 2 pucharowe w latach 2011-12). Trzeci sezon reprezentuje Fram Larvik. W 2015 roku pojawił się 25 razy (23 liga +2 puchar), strzelając 3 gole. Wraz ze swoim kolegą z czasów wspólnej gry w Zielonej Górze Pietroniem (4 gole w 2015) stanowią mocne punkty Framu. Oprócz nich w 2.Divisjon gra m.in. Łukasz Małkowski,którego kibice wałbrzyskiego Górnika mogą kojarzyć w drugoligowych meczów z GKS Tychy czy Nadwiślanem Góra. Obecnie gra w Moss FK, ale nie dane mu było jeszcze strzelić bramki w I zespole.
Z Polaków największe powody do radości ma zapewne bramkarz Piotr Leciejewski, który z Brann awansował do ekstraklasy - zagrał jedynie w 14 z 30 meczów. 
Oczywiście grupa polonusów-futbolistów jest o wiele większa. Z drugiej ligi z Baerum SK spadł bramkarz Grzegorz Flasza, w trzeciej lidze, w innych grupach grają m.in. Krystian Feciuch i Konrad Zandrowicz w Odda FK, Mateusz Kowalski w FK Orn-Horten, Łukasz Nadolski (ostatnio Siarka) i Robert Winogrodzki w Floro SK, Kamil Ryłka w Askim FK, Marcel Warzynkiewicz w Egersunds FK,  Konrad Kapusta (Mjoelner),a w czwartej lidze gra Błażej Jankowski (grał przeciwko Górnikowi w barwach Zawiszy i Chojniczanki) - Hallingdal FK

niedziela, 8 listopada 2015

Gol Bartkowiaka

Pierwszy piątek listopada nie był szczęśliwy dla dolnośląskich drużyn w ekstraklasie. Nasz regionalny duet mierzył się z drużynami krakowskimi. Zagłębie Lubin bezapelacyjnie przegrało z Wisłą 1:3, a jeszcze gorzej skończyła się wyprawa Śląska do Cracovii. Wrocławianie jechali do Grodu Kraka po 6 ligowych spotkaniach bez zwycięstwa. Trener Tadeusz Pawłowski po raz setny prowadził WKS w roli trenera i liczył na przełamanie złej passy. Niestety, już do przerwy wynik spotkania był praktycznie przesądzony, bo popularne Pasy prowadziły 4:0!
W przerwie Pawłowski dokonał dwóch zmian wprowadzając dwóch ofensywnych zawodników. Jednym z nich był wałbrzyszanin Michał Bartkowiak. Na stadionie przy ul. Kałuży zabrakło kibiców z Wrocławia i zapewne większość widzów przed telewizorem w ogóle nie kojarzyło 18-latka z numerem 25 na plecach. Występem przeciwko Cracovii Michał się im przedstawił. W drugiej odsłonie Śląsk zagrał o niebo lepiej niż przed przerwą. W siódmej minucie po przerwie po zagraniu Flavio Paixao Bartkowiak w swoim stylu ruszył dynamicznie na bramkę gospodarzy. Zakręcił doświadczonym stoperem Pasów Polczakiem i strzałem z kilkunastu metrów pokonał Sandomierskiego.
Tym strzałem Bartkowiak strzelił swego
pierwszego gola w ekstraklasie (foto:K.Pączkowska)
Ten gol był jednocześnie nr 300 uzyskanym w tegorocznych rozgrywkach ekstraklasy.
Kilka minut później mogło być jeszcze lepiej, kiedy strzał głową Michała minimalnie minął słupek bramki Carcovii.
Od pewnego czasu wałbrzyszanin gra coraz więcej w Śląsku i za swoją postawę zbiera pochlebne recenzje, ba dziennikarze wyżej jedynie cenią Mariusza Pawełka, który chroni zespół od wyższych porażek. Udany występ, co prawda jedynie indywidualny, bo o wyniku zapewne będzie chciał Michał zapomnieć, nie przeszedł niezauważony. Komentator Canal+ Grzegorz Mielcarski głośno postawił pytanie: co Bartkowiak robił w I połowie na ławce rezerwowych?
Wałbrzyszanin, najmłodszy wśród graczy Śląska, rozruszał grę kolegów, zaliczył kilka udanych dryblingów, powalczył w środku pola. Przegląd Sportowy wystawił mu najwyższą (obok Pawełka) notę wśród graczy Śląska, portal 2x45.info już  najwyższą oceniając wprost "młody Bartkowiak promykiem nadziei gości". Gazeta Wrocławska relację z Krakowa zatytułowała: "Gra szła o honor! Uratował go Bartkowiak". Strona internetowa polsatsport.pl zauważyła, że "po przerwie sygnał do walki dał zaledwie 18-letni Michał Bartkowiak. Wychowanek Górnika Wałbrzych ładnie strzelił sprzed pola karnego i zdobył pierwszą dla Śląska bramkę". Nazwisko pomocnika przewijało się w każdej relacji, nawet w ... Radiu Maryja, które w relacji stwierdziło, że Bartkowiak próbował poderwać Śląsk do walki.
Jest pewna prawidłowość w karierze Bartkowiaka: trener, który dał mu szansę debiutu w seniorach za chwilę ma problemy z utrzymaniem posady. Tak było z Bubnowiczem w Wałbrzychu, tak jest z Pawłowskim we Wrocławiu. Śląsk dołuje, brak wyników, beznadziejna gra i lada chwila były napastnik m.in. wałbrzyskiego Zagłębia może pożegnać się z funkcją trenera. Tadeusz Pawłowski zapytany po meczu z Cracovią o grę Michała odpowiedział: Cały czas się rozwija i dziś pokazał, że w przyszłości może być wielkim piłkarzem. Przypominam, że ma dopiero 18 lat i nie jest jeszcze w każdym meczu przez 90 minut brać ciężaru gry na siebie. Musimy młodych zawodników wprowadzać stopniowo. Ciekawe, że Bartkowiak w tej rundzie 19 razy pojawił się w seniorach, w różnych rozgrywkach i zaledwie dwa razy przez 90 minut. Dla porównania, jego rówieśnik Dawid Kownacki z Lecha Poznań, już w ubiegłym sezonie grywał regularnie i zaliczył aż 7 pełnowymiarowych czasowo spotkań.
Na koniec opinia redaktora strony kibiców wrocławskiego klubu fanslask po meczu w Krakowie: występ Bartkowiaka powinien zamknąć gęby tym wszystkim, którzy naśmiewają się z młodych. Bartkowiak zrobił rzecz niewykonalną. Na kilkanaście minut tchnął w ten upadły moralnie zespół ducha.(..)Mówimy o zawodniku, który ledwie raz wyszedł w podstawowym składzie i dokonał tego, czego nie potrafili zrobić znacznie starsi i znacznie bardziej doświadczeni grajkowie. Bartkowiak, Dankowski to przyszłość tego klubu, a nie Dudusie, Flavia, Gecovy, którym dosłownie wszystko zwisa (...).
Przegrany dla klubu mecz może okazać się krokiem milowym dla Michała. Jego występ został zauważony. Gdyby był graczem bardziej medialnego w ogólnopolskich mediach klubu już zostałby okrzyczany odkryciem i nie mógłby opędzić się od proszących o wywiad. W Śląsku jest póki co prowadzony metodycznie, wprowadzany stopniowo, choć postawą na boisku głośno daje sygnał, że należy mu się więcej gry w ekstraklasie.

Grzegorz Michalak - 300 meczów w Górniku!

Prawie dokładnie 15 lat, pod koniec listopada 2000 roku ostatnim akordem jesiennego grania dla trzecioligowego Górnika/Zagłębia był pucharowy mecz na szczeblu okręgu. Los okazał się łaskawy dla ligowca, który mimo organizacyjnych i finansowych trudności rundę jesienną zakończył na solidnym 8.miejscu (na 20 drużyn), przydzielając w 1/16 zespół ... rezerw. Druga drużyna, wówczas rywalizująca w A klasie grała pod szyldem AZS PWSZ przegrała z I zespołem 2:5. Było to ostatnie oficjalne spotkanie w barwach wałbrzyskiego klubu Marka Wierzbickiego, a ciekawostką jest, że wśród pokonanych wystąpiło trio braci Michalaków. Najmłodszy z nich, 17-letni Grzegorz,wszedł po przerwie i na minutę przed końcowym gwizdkiem pokonał Damiana Jaroszewskiego ustalając wynik meczu. Tak wyglądała dla garstki kibiców, w tym niżej podpisanego, pierwszy kontakt Grzegorza Michalaka z seniorami wałbrzyskiego klubu. W sobotę zaliczył on oficjalny ligowy występ nr 300 w barwach wałbrzyskiego klubu. Ważne jest określenie oficjalny,bowiem trzy setki występów przekroczył już wcześniej.
Grzegorz Michalak był członkiem drużyny trenowanej przez Bogdana Przybyły, która w czerwcu 2001 na wałbrzyskim Stadionie 1000-lecia uplasowała się na na 4.miejscu w turnieju finałowym Mistrzostw Polski Juniorów. Oczekiwania wobec drużyny gospodarzy były duże, zwłaszcza po udanej fazie pucharowej, ale w ostatecznej rozgrywce przyszły aż 3 porażki z późniejszym mistrzem LSPM Zielona Góra, Polonią Warszawa i Górnikiem Zabrze. Mimo to po spadku seniorów z trzeciej ligi i exodusie większości seniorów czwartoligowiec z Ratuszowej oparł swoją kadrę na juniorach. O ile trzy lata wcześniej odnowa przyniosła awans, to teraz Bogdan Przybyła miał sporo problemów zarówno ze skleceniem wartościowej jedenastki i wynikami.  Po 5 kolejkach Górnik/Zagłębie jako jedyny zespół nie zdobył ani punktu, ale za to w 6.kolejce rozjechał lidera Iskrę Kochlice aż 7:0! Wśród 19 jesiennych występów wałbrzyszanie 8 rozegrali na obcych boiskach, z których wywieźli mało chwalebny bilans ... zero punktów.
W 11 serii spotkań spadkowicz pojechał do Kłodzka na mecz z tamtejszą Nysą i mimo szybkiego objęcia prowadzenia 1:0 przegrał aż 1:3. W 70 minucie za Marcina Smoczyka po raz pierwszy w seniorach wystąpił 18-letni Grzegorz Michalak, ale nie potrafił odwrócić losy meczu. Tydzień później zalicza pierwszy występ przed wałbrzyską publicznością - kwadrans w meczu ze Spartą Ziębice. Wśród 24 zawodników, którzy zagrali w rundzie jesiennej w Górniku/Zagłębiu bilans Grześka to 5 występów - a dokładniej 88 minut gry. Dla porównania jego starszy brat, grający w defensywie, Piotr zagrał 11 razy. Niestety, z powodu wycofania zespołu,rezultaty zostały anulowane i tym samym bracia Michalakowie na oficjalny debiut w I zespole seniorów musieli poczekać.
W lutym 2002 zapadła w klubie przy Ratuszowej decyzja o wycofaniu drużyny seniorów z rozgrywek czwartej ligi. Bracia Piotr i Grzegorz Michalakowie przechodzą do Lechii Dzierżoniów. Trener Leszek Dulat miał w kim wybierać,bo z perspektywy czasu był to solidny skład z Zabijakinem w bramce, doświadczonym Arkadiuszem Paszkowskim w obronie, a także kolonią wałbrzyszan z Nowomiejskim, Cyrtą, B.Sobotą. Znany w Lechii jako "Michał", Grzegorz zagrał wiosną 15 razy. Zaliczył również premierowe wykluczenie, których nie będzie mu brakować w przyszłych występach. W rundzie jesiennej 2002/03 Michalak wreszcie trafia do siatki - łącznie dwa razy w 15 występach, a zimą odchodzi do Włókniarza Mirsk również grającego w 4.lidze. Oparta na wałbrzyszanach drużyna finiszuje dość niespodziewanie na podium rozgrywek tuż za Chrobrym Głogów (2 punkty) i Gawinem Królewska Wola (punkt). Do tego wręcz historycznego Grzegorz przyczynił się zdobywając bramkę. Latem 2003 trzeci przystanek po Wałbrzychu to Piast Nowa Ruda, z którym w 4.lidze strzela 3 gole i kończy na 12.miejscu. Podobnie jak w Dzierżoniowie i Mirsku również w Nowej Rudzie gra z kolegami z rodzinnego miasta (Rafał Wodzyński, Piotr Borek, Marek Wojtarowicz). Cały ten kwartet wraca latem 2004 na Ratuszową do Górnika/Zagłębia, który w międzyczasie z A klasy w dwa lata zameldował się do IV ligi. Od tamtej pory nieprzerwanie Grzesiek gra do dnia dzisiejszego w wałbrzyskim klubie kompletując 300 występów:
2004/05 - 22/0 goli
2005/06 - 29/5 goli
2006/07 - 32/9 goli
2007/08 - 31/5 goli
2008/09 - 24/5 goli
2009/10 - 28/3 gole
2010/11 - 28/6 goli
2011/12 - 22/4 gole
2012/13 - 28/3 gole
2013/14 - 25/8 goli
2014/15 - 20/0 goli
2015/16 - 11/1 gol
Grzegorz Michalak w swoich trzystu spotkaniach strzelił łącznie 49 bramek. W swoim najlepszym, pod względem skuteczności, sezonie 2006/07 strzelił 9 goli, ustępując w klubie jedynie Broszkowskiemu (10 goli).
Jednak znakiem firmowym "Dzikiego" stały się żółte kartki, które kolekcjonował. Rekordowym pod tym względem był sezon 2012/13 - do 11 żółtych doszły 2 czerwone.Zaledwie 4 sezony z 11 zakończył bez wykluczenia. Łącznie w karierze w barwach wałbrzyskiego klubu oglądał  7  czerwonych kartoników, co jest rekordowym wyczynem w historii klubu. Głównie opuszczał przedwcześnie boisko za nadmiar żółtych kartek, a dwukrotnie od razu oglądał czerwo - w premierowym sezonie wyleciał za bezsensowny faul w Zgorzelcu, a w 2013 w Turku faul uniemożliwiający zdobycie bramki przez piłkarza Tura kosztowała nie tylko rzut karny, ale i wykluczenie Grześka.
W trakcie gry w zespole z Ratuszowej miał propozycje z innych klubów, ale z różnych powodów, nie zawsze sportowych, wybierał kontynuowanie gry w Górniku. Jego uniwersalność spowodowała,że zaliczył praktycznie każdą pozycję w drugiej linii, również boki defensywy poznał Grzegorz za kadencji Roberta Bubnowicza. Tegoroczne mecze pucharowe okraszone czerwonymi kartkami dla wałbrzyszan pokazały,że "Dziki" również może grać na środku boiska.
300 występów to piękny wynik, ale w przypadku Michalaka byłby obecnie bardziej okazały.Na przeszkodzie stawały kontuzje. Zdarzało się, że pan Włodzimierz - ojciec klanu Michalaków- niestety musiał oglądać jak karetka wywozi syna ze Stadionu 1000-lecia. Przez kontuzję praktycznie miniony sezon musiał uznać za stracony, ale i w obecnym nie obyło się bez urazu.
Wiadomo, że w dawniejszych czasach odbywało się mniej spotkań, trudniej było o rozegranie takiej ilości ligowych spotkań.Obecnie należy się szacunek nie tylko za liczbę, ale za wierność barwom klubom. Również słowa uznania Grzegorzowi należą się za postawę na boisku. Może nie ma w jego grze finezji, technicznych fajerwerków, ale waleczności, nieustępliwości i ambicji nie sposób mu odmówić. Myślisz Michalak i widzisz walczącego zawodnika z 18 na plecach. Taki styl jest niezmienny od lat i oby był pod tym względem wzorem dla młodszych kolegów.
Grzegorzowi Michalakowi z okazji trzystu ligowych spotkań w wałbrzyskiej drużynie życzyć należy przede wszystkim zdrowia, a także kolejnych udanych spotkań okraszonych bramkami oraz jak najmniej napomnień i wykluczeń.

Twierdza obroniona

Według terminarza mecz z Piastem Żmigród był dla Górnika Wałbrzych ostatnim w I rundzie rozgrywek rozgrywanym na Stadionie 1000-lecia. Do sobotniego pojedynku lider jedynie w pojedynku z rezerwami Miedzi nie sięgnął po komplet punktów i stracił zaledwie bramki.  Stali bywalcy obiektu przy Ratuszowej doskonale zdają sobie sprawę, że ten bilans nie przyszedł łatwo biało-niebieskim. Wałbrzyszanie byli jedynymi, którzy nie przegrali u siebie. Najdłużej  passę bez domowej porażki dość niespodziewanie zachowywali piłkarze Karkonoszy Jelenia Góra, którzy dopiero w ubiegłym tygodniu ulegli KS Polkowice 0:2. Polkowiczanie jako jedyni wygrali również w Mostkach, a jedną porażkę domową mają na koncie także Ślęza (0:4 z Górnikiem), Stilon (1:3 ze Ślęzą),Foto-Higiena (1:3 z Formacją), Miedź II (1:3 z Ilanką), Bystrzyca (0:5 z Miedzią II) i Lechia (1:2 z Piastem Żmigród). Właśnie pogromca dzierżoniowian gościł, zresztą pierwszy raz w historii w Wałbrzychu. Zespół trenowany przez Grzegorza Podstawka, który swego czasu występował nawet w ekstraklasie zajmuje miejsce w połowie stawki. Trzecioligowa tabela podzieliła się dokładnie na pół i równie emocjonująco co o pierwszą lokatę zapowiada się walka o utrzymanie. Biorąc pod uwagę ostatnią dyspozycję żmigrodzian nie dziwił fakt, że do przerwy przy Ratuszowej był bezbramkowy remis. Górnik w domowych meczach rozkręca się z reguły dość wolno, tak było choćby w ostatnim spotkaniu ze słabiutkim KP Brzeg Dolny, gdzie dopiero wstrząs w szatni w przerwie meczu spowodował, że lider nie skompromitował się na boisku. Teraz Robert Bubnowicz postawił na sprawdzony zestaw personalny z drugiej odsłony ostatniego meczu, m.in. sadzając na ławie Adriana Mrowca. Po absencji kartkowej wrócił do składu Michał Oświęcimka, a rola zmiennika została dla Marcina Morawskiego. Lider grał nieco lepiej niż z KP, ale wciąż szwankowała skuteczność. Gdy po przerwie po festiwalu strat, miejscowi praktycznie sami prosili się o stratę bramki piłkarze Piasta skrzętnie z tego skorzystali. Wtedy wydawało się, że jedynym wyjściem z tej sytuacji będzie wprowadzenie na boisko Morawskiego. Górnik w tym sezonie po raz pierwszy przegrywał u siebie i publiczność zapewne ciekawa była czy zespół poradzi sobie w tej sytuacji. Jak się okazało lider ten test zdał na szóstkę! Dosłownie, bowiem w ciągu sześciu minut nie tylko odwrócił losy meczu, ale odebrał nadzieje rywalowi na wywiezienie jakiejkolwiek zdobyczy punktowej z Ratuszowej. W dodatku Marcin Morawski nie musiał wchodzić na boisko, choć nie do przecenienia były jego uwagi zza boiska, podtrzymywanie na duchu, mobilizowanie młodszych kolegów.
Bohaterem meczu został Dominik Radziemski, którego dwa trafienia odwróciły losy meczu. Dominik 12 miesięcy temu nie mieścił się w kadrze drugoligowego wówczas Górnika i grał na wypożyczeniu w Karkonoszach, gdzie zbierał pochlebne recenzje i nawet dziś co niektórzy żałują w Jeleniej Górze, że już tam nie gra. Od zimy znów gra w wałbrzyskim klubie, gdzie wyraźnie widać, że dojrzał, nabrał doświadczenia. O ile wiosną w drugiej lidze udało mu się wpisać na listę strzelców to w bieżącym sezonie nie było mu to dane. Na przełamanie wybrał najlepszy moment: trudny mecz z zespołem skupionym na uważnej defensywie, który objął prowadzenie, a do zakończenia meczu było coraz bliżej. Po wyrównującej bramce Bartosza Tyktora nastąpiły kapitalne minuty dla Radziemskiego jr. Jego dwa gole całkowicie wybiły z głowy żmigrodzianom myśli o sprawieniu niespodzianki pod Chełmcem.
Pojedynek z Piastem nie był ostatnim tej jesieni, bowiem po wyjeździe do Lubina czekają dwie serie spotkań meczów już z rundy rewanżowej. Oczywiście warunkiem są warunki pogodowe.
Wydarzeniem przedostatniej, 16.kolejki spotkań było premierowe zwycięstwo w tym sezonie KP Brzeg Dolny ze Stilonem Gorzów. Po serii 7 kolejnych porażkach, w tym 6 ostatnich bez zdobytej bramki, przełamał się beniaminek z Lubska, który zremisował u siebie z Formacją Port 2000 Mostki 2000. 4 gole w jednym spotkaniu uzyskał najskuteczniejszy młodzieżowiec ligi Krzysztof Drzazga z Polkowic, który tym samym prześcignął w klasyfikacji snajperów kapitana wałbrzyszan Marcina Orłowskiego.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Triumf do zapomnienia

Sobotnie popołudnie, słoneczne piłkarska pogoda, na boisko lidera przyjeżdża ostatnia drużyna tabeli, której nie udało się jeszcze wygrać w tym sezonie ani razu, a na 4 dotychczasowe punkty poza domem zdobyła ledwie oczko... W takich okolicznościach przyrody Górnik gościł KP Brzeg Dolny, który w dodatku nie miał wielu czasu na przygotowania przedmeczowe na murawie Stadionu 1000-lecia,bo wydłużyła się podróż przez wszechobecne korki.
KP Brzeg Dolny w swoim drugim sezonie po powrocie do trzeciej ligi gra bardzo odmłodzonym składem. Odeszło kilku doświadczonych zawodników, a w ich miejsce przyszli młodzi gracze z juniorów Zagłębia Lubin i Śląska Wrocław, ale nie ma co się oszukiwać - nie był to pierwszy czy nawet drugi garnitur. Jak niedoświadczona jedenastka wybiegła w sobotę może potwierdzić fakt, że najstarszymi zawodnikami dolnobrzeżan był duet Patryków urodzonych w 1993: Lofek i Janiczak, pamiętany jeszcze w Wałbrzychu bramkarz.
Górnik był murowanym faworytem spotkania, trener Robert Bubnowicz nie mógł tym razem skorzystać z wykartkowanego Michała Oświęcimki, ale za to powrócił do składu Mateusz Sawicki. Asystent Buby, Marcin Morawski pierwszą połowę oglądał z ławki rezerwowych i prawdę powiedziawszy jego brak na murawie był najbardziej odczuwalny. W pierwszej odsłonie wałbrzyszanie biegali,przeważali w środku pola,ale nic konkretnego z tego nie wynikało. Garstka wiernych kibiców na trybunach nie ukrywała irytacji i nie ma co się im dziwić. Klarownych sytuacji ze strony miejscowych nie odnotowano, z kolei pod bramką Kamila Jarosińskiego również nie było akcji, choć w 12 minucie żarski arbiter mógł (powinien?) odgwizdać jedenastkę za rękę Tyktora. Z drugiej strony boiska padł Sawicki, ale interwencja defensora przyjezdnych była czysta.
Po przerwie mecz się ożywił za sprawą wałbrzyszan. Lider wyszedł na drugą połowę odmieniony nie tylko mentalnie, ale i personalnie. Przemeblowana została co ciekawe głównie linia obrony. Z kwartetu D.Michalak - B.Tyktor - A.Mrowiec - S.Surmaj dwóch ostatnich zostało w szatni, młodszy z braci Michalaków przeszedł do środka, a na prawą stronę wycofany został Jan Rytko, a za Kakę zagrał Mateusz Krzymiński. O ile słabsza dyspozycja Surmaja jest wytłumaczalna, to martwić może gra Mrowca. Doświadczony defensor zagrał słabo, brak komunikacji z partnerami, wyraźny brak szybkości i dobrze, że nie grał naprzeciw jednym z najsłabszych napastników, bowiem przy mocniejszym rywalu mogłoby to się źle skończyć.
Po przerwie pierwszą groźną sytuację liderowi stworzył Mateusz Krzymiński. Notorycznie krytykowany za swoją postawę lewy obrońca odważnie zaatakował swoją stroną, doszedł do podania i mocne uderzenie odbił Patryk Janiczak. Chwilę potem kolejny młodzieżowiec, Damian Migalski był bliski zdobycia gola, ale jego zdobył nieoceniony Marcin Orłowski. Kapitan gospodarzy był bezczelnie przytrzymywany przez obrońcę gości Mateusza Wojtyło, który liczył, że arbiter nie zauważy jego przewinienia. Wykorzystana jedenastka uspokoiła poczynania wałbrzyszan, bowiem za komentowanie decyzji arbitra niepotrzebnie wziął się Kamil Jarosiński. Przy bardziej pryncypialnym rozjemcy bramkarz mógłby za swoje słowa nawet zobaczyć czerwoną kartkę.
Druga bramka, również z 11 metrów i autorstwa Orła, to głównie zasługa Jana Rytko. Janek w I połowie błąkał się w swoim stylu w środku pola,a po przerwie zagrał na prawej obronie tak jak sobie życzy nie tylko trener Bubnowicz, ale i wałbrzyscy kibice. I dobry odbiór, szybkie rozegranie, rajdy prawą stroną, celne dośrodkowanie - za tą połowę Rytce należą się brawa. Wiadomo, że przy tak słabym rywalu nie jest trudno się wyróżnić, ale trzeba mieć nadzieję, że Janek przełamie się i już z Piastem Żmigród powtórzy tą dyspozycję.
Osobne słowa pochwały należą się mimo wszystko Marcinowi Morawskiemu, który uporządkował po przerwie grę w środku pola.Nie tylko kombinacyjna gra, ale i podpowiedzi grającego asystenta spowodowały, że te akcje ofensywne Górnika zaczęły się zazębiać, nabierały tempa. Jednym słowem wreszcie na boisku zaczęło się coś dziać.
Mecz z outsiderem nie był ciekawym wydarzeniem. Lider przekonał się, że na stojąco nie wygra się, trzeba swoje wybiegać, powalczyć,a rywal, nawet jeśli nie ma większych szans, sam meczu nie odda.