sobota, 27 października 2012

Łasicki zagrał w Napoli !

Neapol przez długie lata kojarzył się głównie z Wezuwiuszem, cosa nostrą. Sytuacja zmieniła się w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Genialny Argentyńczyk Diego Armando Maradona za rekordową wówczas sumę 12 milionów dolarów zamienił FC Barcelonę na SSC Napoli.  Popularni Azzurri głównie za jego sprawą wygrali Serie A w 1987 dorzucając do tego Copa Italia. Sukces ten powtórzyli w 1990, a w międzyczasie sięgnęli po Puchar UEFA w 1989. W 1990 w Neapolu gościli również uczestniczyli włoskiego mundialu. Później nadeszły gorsze czasy, z degradacją włącznie. Obecnie Napoli jest na fali wznoszącej, broni Pucharu Włoch, jest w ścisłej czołówce tabeli.
Napoli przed meczem z Catanią. Łasicki u góry drugi z lewej.
Zespół z Neapolu wśród polskich fanów futbolu kojarzony szerzej był już od połowy lat 70-tych. W sezonie 1976/77 wrocławski Śląsk osiągnął największy sukces w europejskich pucharach - dotarł w Pucharze Zdobywców Pucharów do czołowej ósemki tejże rywalizacji i odpadł właśnie z Włochami. 02.03.1977 na wypełnionym przez 40 000 widzów Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu nie padła żadna bramka, by dwa tygodnie później na słynnym Stadio San Paolo gospodarze po golach Massy i Chiarugiego pewnie wygrali 2:0 i awansowali do półfinału. W tym historycznym dla Sląska dwumeczu zagrali również gracze związani z Wałbrzychem - Zygmunt Garłowski, Tadeusz Pawłowski i Józef Kwiatkowski.
Pierwszym Polakiem, który miał założyć błękitną koszulkę Azzurrich był Tomasz Jodłowiec. Obecny defensor Śląska był na celowniku Włochów za czasów gry w stołecznej Polonii. Latem tego roku neapolitański klub sięgnął po młodego gracza Zagłębia Lubin Igora Łasicki. Łasicki urodził się w Wałbrzychu a pierwsze treningi odbywał w Gorcach, a później przeniósł się do wałbrzyskiego Górnika. Zauważony przez skautów Zagłębia przeniósł się do Lubina skąd trafił do kadry. W tym roku, po wielu latach medalowej posuchy kadra U-17 z Igorem w podstawowym składzie odpadła dopiero w półfinale w mistrzostwach kontynentu w Słowenii. Był jednym z niewielu, których komplementowali zagraniczni obserwatorzy. Po mistrzostwach Włosi z Napoli zdecydował się na roczne wypożyczenie Łasickiego z Zagłębia. Szlak z Lubina na Półwysep Apeniński przetarł rok wcześniej Piotr Zieliński, który trafił do Udinese.
Igor trenuje w Neapolu na przemian z pierwszym zespołem i młodzieżową ekipą grającą w odpowiedniku naszej Młodej Ekstraklasy. Włoska Primavera ma uznaną renomę nie tylko w swoim kraju, ale i w Europie. Stamtąd wielu młodych graczy później gra w Serie A. U nas Młoda Ekstraklasa wypromowała zaledwie zawodników, a w większości przypadków piłkarze później ginęli w przeciętności w niższych ligach seniorów. W Italii jest inny system rozgrywek niż w Polsce: rozgrywki są kilkufazowe, najpierw rywalizuje 52 zespoły podzielone na trzy grupy, później jest dwurundowa faza play-off, która wyłania najlepszą ósemkę rywalizującą w systemie pucharowym o ostateczny triumf. Młodzieżowe mistrzostwo Włoch ma bogatą historię, sama rywalizacja zwana Campionato Nazionale Primavera - Trofeo Giacinto Facchetti rozpoczęła się na początku lat 60-tych. Napoli do tej pory triumfowało tylko raz - w 1979 roku. W tym roku Napoli rywalizuje w grupie C, gdzie oprócz słynnych marek z Rzymu (Roma, Lazio) grają anonimowe dla polkiego kibica ekipy Juve Stabia, Lanciano czy Ternana. Następcy Maradony czy Hamsika w tym sezonie
Igor Łasicki po udanym debiucie z Catanią.
 prowadzą w swojej grupie po 7.kolejkach. A fotel lidera dało zwycięstwo odniesione  u siebie z Catanią 2:0. 20.10.2012 Neapol żył przede wszystkim meczem lidera Serie A z wiceliderem - Juventus pokonał pewnie Napoli 3:0 i odskoczył na trzy punkty. Jednak ten dzień na długo w pamięci pozostanie polskiemu obrońcy. Po raz pierwszy wybiegł w składzie młodego Napoli. Zwycięstwo musi cieszyć, zwłaszcza, że blok defensywny, w którym Igor grał nie dopuścił do utraty bramki. Neapolitański serwis iamnaples.it ocenił Łasickiego na 6,5 w skali dziesięciostopniowej. Wyżej oceniono tylko 4 kolegów, w tym strzelca obu goli Roberto Insigne. Uzasadniając ocenę można przeczytać, że Igor wytrzymał ciśnienie związane z debiutem, dobrze grał w powietrzu i pewnie blokował i powstrzymywał napastników Catanii. 27.10. ósma kolejka Primavery, w której Napoli na wyjeździe zagra z dziesiątą Vicenzą, która do tej pory nie potrafiła wygrać na swoim boisku,

środa, 24 października 2012

Maciejak zadebiutował w Niemczech

Roman Maciejak ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Pochodzący spod Jeleniej Góry napastnik zabłysnął skutecznością kilka sezonów w drugoligowej wówczas Nielbie Wągrowiec co stało się przepustką do ekstraklasowego Piasta Gliwice. W debiucie gol strzelony Lechowi Poznań dawał nadzieje na eksplozje nieprzeciętnego wydawałoby się talentu. Tymczasem od tamtej pory talent Romana najbardziej podziwiany jest na filmikach zmontowanych w serwisie youtube. Przygoda z Piastem nie potoczyła się tak jakby sobie Maciejak wymarzył - nie tylko nie wywalczył podstawowego miejsca w składzie, ale z zespołem spadł z ligi, szybko poszedł w odstawkę, a na koniec nie mógł znaleźć sobie nowego klubu. Przyjście do Górnika Wałbrzych miało być trampoliną na zakręcie jego kariery, ale się nią nie stało. W poszczególnych meczach potrafił błysnąć niekonwencjonalną sztuczką techniczną, dobrą grą ciałem, ale oczekiwano od niego nieco więcej - po prostu, żeby strzelał bramki. Pięć goli w ciągu dwóch sezonów to dorobek nie rzucający na kolana. Już po pierwszej rundzie Robert Bubnowicz Maciejakowi podziękował, by ponownie wyciągnąć do niego rękę po kilku meczach, które zakończyły się porażkami Górnika. W czerwcu tego roku wiadomo, że wałbrzyszan nie stać będzie na Maciejaka, a i Roman nie będzie zainteresowany promowaniem się w drugiej lidze. Tyle, że zespoły z wyższych lig po niego się nie zgłaszały. Pojawiła się notka o testach w 2.Bundeslidze, ale bliżej było we wrześniu Romanowi do występów w drugiej lidze gr. zachodniej. Zaczął trenować w Jarocie Jarocin, gdzie w grze wewnętrznej (8:0 I zespołu z juniorami) strzelił gola. W październiku podpisał kontrakt z SV Waldhof Mannheim. Zespół gra w czwartej lidze - Regionalliga SudWest i obecnie jest na trzecim miejscu z 3 punktami straty do drugiego zespołu (rezerwy Hoffenheim) i 6 do prowadzącego SV Elvesberg.
Kilka dni po newsie o podpisaniu kontraktu z klubem Roman z nowym klubem pojechał do jednego z najsłabszych zespołów ligi SG Eintracht II Frankfurt, opartego na młodzieżowców słynnego zespołu z Bundesligi. Na Frankfurter Volksbank-Stadion zasiadło półtora tysiąca widzów, w tym kolorowa grupa fanów z Mannheim. Trener gości Hollich posadził polskiego napastnika na ławce rezerwowych. Do przerwy nowi koledzy Maciejaka prowadzili 2:0, po celnych strzałach graczy drugiej linii (Gallego i Wagner), po kwadransie gry odżyły nadzieje miejscowych po kontaktowym golu Wille, a po 5 minutach humory gospodarzy są zgoła w odmiennym stanie. Najpierw trzeci gol autorstwa Dautaja, a za chwilę za drugą żółtą kartkę z boiska wylatuje Mark Schaeffer.
Roman Maciejak dostał swoją szansę w 86.minucie zmieniając strzelca trzeciej bramki.  Nie zdołał wpisać się do protokołu jako strzelec bramki, ale początek został zrobiony. Wielu niedowiarków przewidywało, że Roman w ogóle nie znajdzie sobie klubu, a jak już podpisał kontrakt z niemieckim klubem to szybko nie wstanie z ławki rezerwowych lub będzie grywał w rezerwach.
Roman Maciejk (Mannheim)
 Teraz Mannheim podejmować będzie rezerwy innego klubu z Frankfurtu - FSV. Czy Maciejak dostanie szansę debiutu na swoim stadionie przekonamy się w sobotnie popołudnie.
Z kolei Adrian Mrowiec, któremu nie wypaliła przygoda z RB Lipsk odnalazł się również blisko granicy polsko-niemieckiej - w Chemnitzer FC. Trzecioligowy klub obecnie zajmuje miejsce w środku stawki - 9.miejsce z 6 punktami straty do trzeciej Arminii Bielfield, która jest na miejscu barażowym. Mrowiec jest jednym z 3 obcokrajowców (obok Ukraińca Makarenko i Chorwata Landeki), gra w podstawowym składzie i jeśli chodzi o noty wystawiane przez dziennikarzy Kickera to tylko 4 kolegów ma lepszą średnią. Do tej pory zagrał 6 pełnych meczy, w których zobaczył dwie żółte kartki.
Na najwyższym szczeblu rozgrywek poza granicami naszego kraju występuje z wałbrzyszan jedynie Tomasz Gruszczyński, który latem zasilił Progres Niedercorn. Strzelający przed laty seryjnie bramki Tomasz dopiero swoje konto bramkowe otworzył w 9.kolejce, w ostatni weekend trzykrotnie trafiając do siatki w meczu z FC Etzella Etterbruck. Być może jeszcze się rozstrzela polski napastnik i jego gole pozwolą wydźwignąć Progres z dalekiej 12.lokaty.
Na zapleczu norweskiej ekstraklasy z Alta IF ku spadku zmierza Łukasz Jarosiński, który od dłuższego czasu nie broni. Na początku sierpnia bronił w dwóch niezbyt udanych dla siebie i zespołu meczach (0:3 z Ullensaker/Kisa i 0:4 z Kongsvinger), w których dodatkowo ukarany był żółtymi kartkami a po tym zniknął ze składu Alta. Najprawdopodobniej po spadku z Adeccoligaen będzie musiał zespół i szukać nowego klubu.
Ciekawe kiedy/czy w ogóle zadebiutują we Włoszech Igor Łasicki (kiedyś juniorzy Górnika teraz SSC Napoli) czy Patryk Parol (wych. UKS Baszta, a dziś Chievo Verona), którzy mają dobrą markę wśród juniorów na Półwyspie Apenińskim.

niedziela, 7 października 2012

Druga liga ligą serii

Zbigniew Smółka jest drugoligowym szkoleniowcem, który w trzech sezonach prowadził trzy różne zespoły w meczach z Górnikiem Wałbrzych. Spotkania wałbrzyszan z Czarnymi Żagań, MKS Kluczbork czy Jarotą Jarocin nie zapadły szczególnie w pamięci obserwatorów, piłkarzy, sam Smółka nie jest zaliczany również do wyróżniających się trenerów na tym szczeblu rozgrywek. Ani pod względem wyników, ani pod względem zachowania w czasie jak i po meczu. Jednak jego jedna z opinii na temat rozgrywek drugoligowych jest bardzo trafna: druga liga jest ligą serii. Pod Chełmcem najpierw liczono wyjazdowe mecze bez punktu, potem mecze bez straty punktu, niewykorzystane rzuty karne, a teraz w kolejnym meczu wałbrzyszanie tracą bramkę w doliczonym czasie gry.
To samo jednak dotyczy innych drużyn - kilka meczów z rzędu pozwalają przesunąć się w górę tabeli lub niebezpiecznie zakotwiczyć w dolnych rejonach tabeli. Nikt nie chce brać powtórzyć serii toruńskiej Elany, która do tej pory nie mogła się cieszyć z kompletu punktów, pierwszą i jak do tej pory jedyną bramkę strzeliła w 10.kolejce. Również podopieczni Roberta Bubnowicza znaleźli się na cenzurowanym na początku września, jeśli chodzi chodzi o skuteczność na wyjazdach. Na szczęście te fatum zostało pokonane w Zdzieszowicach, gdzie miejscowy Ruch w tym sezonie o wiele lepiej radzi sobie poza własnym stadionem. Mimo pięknego gola Grzegorza Michalaka i kilku efektownych akcji wałbrzyszanie sami prokurowali zagrożenia pod własną bramką. Na szczęście popularne "Zdzichy" mieli taki niefart w spotkaniu z Górnikiem, że nawet dwa rzuty karne nie zostały zamienione na bramkę.  W spotkaniu z Turem Turek również nie było spacerku, zwycięstwo zapewnił gol niezwykle skutecznego w pucharowych meczach Dariusza Michalaka, ale rzutu karnego nie strzelił Adrian Moszyk. Adek z 11 metrów trafiał w ubiegłym sezonie w A-klasowych rezerwach, w tym sezonie trafiał w PP - czuł się pewnie by w końcu strzelić w lidze, ale jego uderzenie stało się łupem Michała Kolby, który w lipcu stał się koszmarem egzekutorów karnych MKS Kluczbork. W pucharowym meczu w Turku Kolba najpierw obronił jedenastkę w regulaminowym czasie gry (Deja), a serii karnych nie dał się pokonać Orłowiczowi, Kumcowi i D.Kaczmarkowi !
Trzeci zwycięski mecz Górnika przyniósł kolejne czyste konto Jaroszewskiego. Wspomniana wcześniej Elana przed meczem z wałbrzyszanami pożegnała trenera Grzegorza Wędzyńskiego, którego zastąpił Roberta Kościelak. Wcześniejsze niepowodzenia ekipy z miasta Kopernika tłumaczone były problemami kadrowymi, bowiem po kilku rozegranych kolejkach mogli być zatwierdzeni nowi gracze , w tym byli gracze Olimpii Grudziądz. Jak pokazał mecz z Górnikiem jak i kolejne przegrane mecze problem torunian tkwił gdzie indziej. Mecze w Toruniu dla piłkarzy Bubnowicza zawsze były udane - od dramatycznego 2:2 (a w 89' było jeszcze 0:2), przez wiosenne 2:1 (piękny gol G.Michalaka) po bezdyskusyjne 3:0, gdzie na długo w pamięci zostanie ekwilibrystyczna bramka Dawida Kubowicza strzelona po rzucie rożnym piętą.
Mecz z KS Polkowice zakończony bezbramkowym remisem zakończył serię zwycięstw, a przedłużył passę Damiana Jaroszewskiego bez straconej bramki do 392 minut. Spotkanie na swoją korzyść mógł rozstrzygnąć każdy z zespołów. Spadkowicz z 1.ligi oparty na wychowankach, młodych graczach Zagłębia Lubin należy do najbardziej nieobliczalnych ekip ligi - u siebie głównie przegrywa, a na wyjazdach wypunktował pewnie dwie inne dolnośląskie ekipy Chrobrego (3:1) i MKS Oława (5:2). Już wtedy w Wałbrzychu myśli krążyły wokół "meczu jesieni", czyli pucharowej batalii z Olimpią Grudziądz. O tym meczu powiedziano i napisano już  wszystko. Spotkanie można było oglądnąć w tvnturbo, bramki, niewykorzystane karne są jeszcze do zobaczenia w internecie. Dla dociekliwych lub tych co jeszcze nie mogli zobaczyć meczu - można jeszcze znaleźć cały mecz. Każdy ma swoją subiektywną ocenę wydarzeń, niektórzy szukają przysłowiowych "kwadratowych jaj", szukają winnych poszczególnych epizodów meczów. A to G.Michalak nie powinien podchodzić jako poszkodowany do karnego, a to Zieliński nie starał się widzieć partnerów, a to D.Michalak nie popisał się przy golu Cieślińskiego ... Było minęło, cieszmy się tym co przeżyliśmy w Wałbrzychu, te wspaniałe zwycięstwa z poprzednimi pierwszoligowcami (nie patrzmy na dyspozycję Sandecji, która pożegnała się z trenerem Araszkiewiczem czy ŁKS, który dostaje 7:1 u siebie), zainteresowanie mediami naszym miastem, a na koniec samym meczem z Olimpią, gdzie drugoligowy średniak przez większą część meczu dzielnie stawiał czoła faworytowi, który w poprzednich rundach odprawił z kwitkiem ekstraklasowe zespoły.
Powrót do drugoligowej rzeczywistości dla wałbrzyszan okazał się niezwykle bolesny - historyczna pierwsza porażka w spotkaniach z Jarotą Jarocin. Po Turze i Elanie Jarota trzecim zespołem, gdzie nowy trener rywala próbuje odwrócić złą passę swojego zespołu w spotkaniu z Górnikiem. Dość szybko Damian Jaroszewski zakończył swoją passę bez straconej bramki, potem sam chciał zakończyć fatum rzutów karnych i niestety trafił w słupek. Nie wiem jakie były przedmeczowe ustalenia czy też to była decyzja pod wpływem impulsu, ale mogła skończyć się ona dramatycznie dla wałbrzyszan - gdyby gospodarze przejęli piłkę i po szybkiej kontrze zdobyli bramkę na 2:0 byłoby praktycznie po meczu.
Jaroszewski zawiódł w Jarocinie jako egzekutor karnego
Co ciekawe problem z "jedenastkami" staje się specjalnością wałbrzyszan - w A klasie kapitalną szansę na przełamanie zaprzepaściło w karnych właśnie Zagłębie Wałbrzych. Najpierw w pucharowym boju z faworyzowaną Stalą Świdnica zielono-czarni odpadli dopiero po rzutach karnych, a szansę na premierowe ligowe zwycięstwo w tym sezonie zaprzepaścił Radoń nie strzelając rzutu karnego w doliczonym czasie w gry w meczu z Białym Orłem w Mieroszowie.
Górnicy przegrali w Jarocinie choć wcale nie musieli. Gola stracili w doliczonym czasie gry po rzucie wolnym i niezdecydowaniu defensywy. Inną sprawą jest, że ten ewentualny punkt byłby wywalczony szczęśliwie, bowiem wałbrzyszanie nie oddali ŻADNEGO celnego strzału na bramkę rywala! O wiele lepiej wyglądało to z Sosnowcem, ale znowu deja vu. Co prawda sędzia zlitował się nad piłkarzami z Ratuszowej i nie przyznał im karnego a Adrian Moszyk w końcu w lidze się przełamał i trafił do bramki rywala, ale to akurat nie dziwi bo w ciągu  sezonów oba swoje gole zaliczył na Stadionie 1000-lecia i z tym samym rywalem. Przyszedł jednak doliczony czas gry, rzut wolny dla rywala, strzał, bezradność Jaroszewskiego, rozpacz piłkarzy Górnika i szaleńcza radość przeciwnika.
W najbliższym meczu w Wejherowie zostanie przełamana na pewno pewna passa. Górnik przegrał 2 kolejne mecze 1:2 po golu straconym w doliczonym czasie gry, Gryf przegrał ostatnie 3 spotkania (1:10 bramki!). Pozostaje pytanie która passa zostanie zakończona.

sobota, 1 września 2012

Ostatni dzień sierpnia

Koniec sierpnia to w futbolu w większości krajów (wyjątkiem choćby Turcja) to również koniec letniego okienka transferowego. W tym roku ostatni dzień sierpnia dostarczył kilka piłkarskich wydarzeń.
W Monaco rozegrano tradycyjny mecz o Superpuchar, w którym triumfator Ligi Mistrzów Chelsea Londyn została zmiażdżona przez zwycięzcę Ligi Europejskiej Atletico Madryt. Wynik 4:1 mówi sam za siebie, a bohaterem został Kolumbijczyk Radamel Falcao Garcia Zarate, znany powszechnie jako Falcao. Znakomity snajper jest gwiazdą wielkiego formatu i pewnie lada chwila któryś z szejków wyłoży niebotyczną kasę by go wyciągnąć z Madrytu. Mecz ten był również pożegnaniem z Monaco, które przez kilkanaście lat gościło najlepsze drużyny ubiegłej edycji. Teraz rozgrywka o Superpuchar ma corocznie odbywać się na innych obiektach. Już niebawem blisko nas, bo w Pradze, pewnie za kilka lat zagości na którymś obiekcie po EURO 2012.A swoją drogą ten mecz pokazał, że siła ligi hiszpańskiej to nie tylko gwiazdy Realu i Barcelony, ale również innych zespołów. Zresztą konia z rzędem temu, który kojarzy twarz Javi Martineza, którego przejście z Bilbao do Bayernu Monachium za 40 milionów EURO stanowi rekord Bundesligi? Nam pozostaje podniecanie się plotkami transferowymi ile i kto by dał za Lewandowskiego.
Jeśli chodzi o okienko transferowe to w rodzimej ekstraklasie hitem okazało się zatrudnienie przez poznańskiego Lecha 40-letniego Piotra Reissa. Jaka liga taki hit. Przy Bułgarskiej mówiono o zagranicznym napastniku, najczęściej z ligi szwedzkiej lub holenderskiej, a wybór padł na klubową ikonę pogonioną kilka lat temu po zarzutach korupcyjnych. Wtedy gromy posypały się na działaczy o formę pożegnania, teraz mówi się o spełnieniu marzenia "Reksia", jego grze do zimy, późniejszej pracy w klubie. Na pewno jest to dobry krok marketingowy, ale czy sportowy... Korona króla strzelców dla leciwego Frankowskiego, dobra gra Saganowskiego w Legii podziałała na wyobraźnię w kraju, gdzie o dobrego napastnika naprawdę ciężko. Stąd w tym roku takie ruchy jak zatrudnienie przez Lechię Rasiaka, czy Koronę Żewłakowa. Można się spierać o zasadność tych transferów, bowiem jest wiele przykładów na tak i na nie. Wiedzą coś o tym choćby Maciej Żurawski czy Artur Wichniarek, których ponowna gra w polskiej ekstraklasie była jednym wielkim rozczarowaniem.
Transfery przeprowadzano również w niższych ligach, w drugiej lidze odwieszono zakaz transferowy toruńskiej Elanie, która po wzmocnieniach z Olimpii Grudziądz powinna być o wiele groźniejszym zespole. Najwięcej roszad było u niedawnego pogromcy Górnika Wałbrzych - Chojniczanki, gdzie pożegnano kilku graczy a wzmocniono się skutecznym napastnikiem Retlewskim, który strzelał w minionym sezonie gole dla Bytovii, a po transferze do legnickiej Miedzi w ogóle nie zaistniał. Dzięki portalowi 90minut.pl wiemy, że ostatni dzień mercato wywołał aktywność pod Chełmcem - nie mający większych szans na grę Dawid Rosicki przeszedł do MKS Szczawno Zdrój. W tym sezonie zagrał jedynie w Żórawinie w PP i mimo skromnej liczby młodzieżowców nie miałby okazji na regularne występy co z kolei może stać się w drużynie Wiesława Walczaka. Jeśli chodzi o Górnika to apetyt kibiców wzrósł po angażu Dawida Kubowicza. Zwłaszcza, że z zespołem Roberta Bubnowicza trenuje Adrian Mrowiec. Trudno określić jego przyszłość, ale fakt, że obecnie jest wolnym graczem nie przekreśla jeszcze jego gry przy Ratuszowej. Z transferów okołowałbrzyskich warto zauważyć, że klub znalazł Marcin Smoczyk, który dołączył do Macieja Udoda do Olimpii Kowary i z miejsca stał się gwiazdą defensywy beniaminka IV ligi.
Z końcem sierpnia dobiegł końca kontrakt Franciszka Smudy. Cicho nie było, bowiem media dramatycznie opisywały reakcję eks-selekcjonera po zakończeniu omawiania jego raportu z pracy z kadrą. Nie wiem czy Smuda miał łzy w oczach, ale normalnego raportu z wnioskami i zaleceniami nie spodziewałem się. Trudno było tego oczekiwać, skoro po turnieju Franc sam twierdził, że nic by nie zmienił, że postawa na mistrzostwach to nie porażka. Zresztą sprawa poturniejowych raportów w PZPN to sprawa śliska, bo bodaj tylko Engel złożył merytoryczną ocenę swojej pracy. Nagrodzony przez prezydenta Leo Beenhakker w ogóle nie pofatygował się skreślić paru słów.  Smuda nie powinien się martwić, bo prędzej czy później wróci na trenerską karuzelę. Już wymienia się go w kontekście nowego szkoleniowca Wisły Kraków czy Śląska Wrocław.
Właśnie w dolnośląskiej stolicy ostatni dzień sierpnia był ostatnim dniem pracy Oresta Lenczyka w charakterze trenera mistrza Polski. Jak ostatnio grał Śląsk - każdy widział, a jak nie widział to jest szczęściarzem i powinny mu wystarczyć nawet suche wyniki. Niezaprzeczalnym faktem jest, że Lenczyk przejął Śląsk, kiedy on był w strefie spadkowej, na "dzień dobry" zaliczył kilkanaście meczów bez porażki, doprowadził na finiszu do wicemistrzostwa kraju, by sezon później zdobyć mistrzostwo i superpuchar Polski. Takie są NIEZAPRZECZALNE FAKTY i tylko laicy mogą twierdzić, że to fartowny tytuł, że najsłabszy mistrz itd itp. Inna sprawa, że Oro-profesoro nie panował nad szatnią, porobiły się konflikty, gdzie apogeum był wyciek jego rozmowy w magistracie, gdzie skrytykował imiennie kilku zawodników. Stąd też swoje "pięć minut" mieli "panowie piłkarze" jak Ćwielong czy Dudek nazywając swojego trenera panem od wf-u czy panem, a nie trenerem. Gwoździem do trumny były boje pucharowe, gdzie Śląsk dzięki pracy Lenczyka zaliczył w ciągu dwóch edycji aż 12 meczów, z czego solidarnie wygrał po jednym, zresztą pierwszym w danej edycji. Hannoveru na chwilę obecną nie przeszła by żadna polska ekipa i cudów od wrocławian nikt nie oczekiwał, jednak wiadome było, że gęsta atmosfera w klubie spowoduje po dwumeczu z Niemcami właśnie dymisję trenera. I tak się stało. Ciekawe, że już w dniu dymisji ci co wieszali psy na trenerze jako pierwsi zaczęli pisać o tym, że zwolnić powinno się również inne osoby: od poszczególnych piłkarzy po ludzi z zarządu. Ale to, podobnie jak malejąca liczba widzów,  kulejący marketing już problem wrocławian. Złośliwym przeciwnikom trenera Lenczyka polecić należy zestawienie ligi polskiej od momentu kiedy objął on drużynę Śląska - na dzień dzisiejszy jest ona wciąż na 1.miejscu.
Ostatnim, ale bodaj najbardziej wkurzającym newsem ostatniego dnia sierpnia była wiadomość o możliwości, że meczów naszej reprezentacji możemy nie zobaczyć na ekranach telewizorów. No chyba, że zapłacimy za nią, tak jak w przeszłości bywało w przypadku walk bokserskich, czy płacąc i oglądając, bo tak należy przetłumaczyć system pay-per-view. Przed laty krytykowano sprzedaż praw telewizyjnych przez PZPN firmie SportFive, a tymczasem firma Andrzej Placzyński umie liczyć i chce wytargować jak najwięcej. Niestety, nasze pieniądze z abonamentu nie dadzą możliwości oglądnięcia meczów reprezentacji Polski w publicznej telewizji tak jak zostało ustanowione prawnie (żaden komercyjny kanał sportowy nie może wykupić transmisji z meczów reprezentacji). Szaranowiczowi zwiększyła się częstotliwość mrugania oczami za coraz większymi okularami gdy usłyszał ofertę Placzyńskiego i mecze z Czarnogórą (bardzo prawdopodobne) i Mołdawią (być może ktoś się obudzi po Czarnogórze i do tego nie dopuści) możemy nie zobaczyć. Szykuje się grubsza dyskusja, do której dołączą zapewne politycy oraz kandydaci na nowego prezesa PZPN.
Telewizyjne wymagania mogą wyjść bokiem również w Wałbrzychu. W pierwotnym terminie pucharowy pojedynek z Olimpią Grudziądz miał być rozgrywany o godz. 17.00, a ze względu na transmisję teraz - o 15.00. Wiadomo, że wysokie jest bezrobocie, ale część kibiców najnormalniej w życiu pracuje i w tej sytuacji nawet może nie zdążyć ani na mecz, ani na transmisję w telewizji. Poza tym zamiast wpływów za bilety, reklamy futbolu w tv, możemy my, wałbrzyszanie, najeść się wstydu - wielu wybierze wygodne domowe oglądanie zamiast siedzenie na brudnych siedziskach, więc kłuć w oczy będą pustawe trybuny. Powtórzenie frekwencji z meczu z ŁKS będzie sukcesem. Kłania się infrastruktura stadionowa - gdyby było oświetlenie to i transmisja mogła być o innej "piłkarskiej" porze.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Wyjazdowe zero

W drugiej lidze na wyjazdach nie dane było wystąpić jeszcze toruńskiej Elanie i sosnowieckiemu Zagłębiu, a wałbrzyski Górnik już trzykrotnie grał poza własnym stadionem. Mimo to całe trio pozostaje jedynym, które na wyjeździe nie zapunktowało. Usprawiedliwieniem tak beznadziejnego bilansu ekipy Roberta Bubnowicza może być fakt, że przeciwnicy to przedsezonowi faworycie "na papierze" do awansu. Niestety, przyglądając się wynikom, a przede wszystkim grze Górnika co mecz tym gorzej. W Bytowie przegrana minimalna (1:2) po doskonale wykonywanych rzutach wolnych rywala. Co ciekawe egzekutorem nr 1 w Bytovii jest doświadczony Wojciech Pięta, który w ostatniej kolejce popisał się golem z rzutu rożnego, a Jaroszewskiego pokonali jego koledzy. W Rybniku w pierwszej połowie było bez bramek co oznaczało prawdziwy uśmiech fortuny, bowiem tyle razy gospodarze gościli na polu karnym wałbrzyszan, tyle razy stawali przed szansą zdobycia gola, że zero po stronie zdobyczy bramkowych ROW-u to prawdziwy cud. Paradoksalnie, gdy wałbrzyszanie zaczęli organizować akcje ofensywne w drugiej odsłonie to posypały się gole. Daleki jestem, by zgodzić się doniesieniom wałbrzyskich mediów opisujących okoliczności strat bramki. W eter bowiem poszły dwa nazwiska winowajców: Dariusza Michalaka i Damiana Chajewskiego. Owszem, dwaj defensorzy popełnili błędy, ale dopiero po nich poszły zagrania do kolejnych z rybniczan, którzy dopiero dogrywali do strzelców bramek. Najbardziej chyba oberwało się młodemu Chajewskiemu, ale jego przebił Sławomir Orzech, którego nieporozumienie z Jaroszewskim kosztowało rzut karny. Obrona obroną, ale faktem jest, że w ofensywie na wyjazdach Górnik z meczu na mecz wygląda tragicznie. W Bytowie zachwycano się znakomitą indywidualną akcją Daniela Zinke. W Rybniku do przerwy był praktycznie jeden celny strzał w wykonaniu z rzutu wolnego Adriana Moszyka, a w drugiej szybkie ataki zakończone strzałami z dystansu. Cała liga wie od dawna, że gra ofensywna opiera się na szybkim Czechu, odcięcie jego od podań, uważna gra przy stałych fragmentach gry i po Górniku. Niestety, brutalna prawda. W Chojnicach Robert Bubnowicz zagrał jednym napastnikiem, a w składzie pojawił się debiutant Dawid Kubowicz. Do przerwy gra wałbrzyszan wyglądała dobrze, co prawda mecz ustawiła szybko stracona bramka przy której przysnął, niestety, Kubowicz, który wtedy odpowiadał za krycie Michała Szałka. Ale były ataki, próby strzałów. Ofensywa nie opierała się głównie na stałych fragmentach gry - zresztą górnicy w Chojnicach skompromitowali się przekombinowując przy rzucie rożnym. To co wypaliło w meczu z Sandecją zostało łatwo rozszyfrowane przez chojnickiego obrońcę. Mecze są obserwowane, nagrywane - nic nie da się ukryć, o tym powinni być świadomi Górnicy, bo nie można rozgrywać w ten sam sposób rożnych, wolnych przez lata! Podobała się w tej części reakcja trenera Bubnowicza, który zauważył, że ataki Chojniczanki suną głównie naszą prawą stroną, za którą odpowiadali młodzieżowcy Orzech-Radziemski i skorygował zamieniając pozycjami Orzecha z Dariuszem Michalakiem. Wyglądało to o wiele lepiej, choć do tego momentu mogło kosztować gości utratę kolejnych goli, gdyby lepiej nastawiony celownik miał doskonale znany w Górniku Marcin Orłowski.
W Chojnicach w drugiej połowie, gdy spodziewano się wyrównanej gry, niestety, dobrze zagrali tylko gospodarze. Paradoksalnie to zabrzmi, ale najgroźniejszym piłkarzem Górnika w początkowej fazie II połowy był Mateusz Sawicki, który próbował zaskoczyć Misztala po akcjach lewą stroną, ścięciu po do środka i strzałach z dystansu. Niestety, w 69.minucie zobaczył drugą żółtą kartkę, choć wg mnie mocno kontrowersyjną, bo trudno doszukać się w upadku Mateusza premedytacji w celu wymuszenia "jedenastki". Sędzia ukarał żółtą kartką i niepotrzebne kierownictwo Górnika odstawiło szopkę z szybką zmianą Moszyka za Sawickiego, dla którego było to drugie napomnienie w tym meczu. Można mieć pretensje w tej sytuacji dla sędziego Hasselbuscha, który pogubił się i długo nie wyciągał czerwonej kartki po okazaniu wpierw żółtej. Tuż po wykluczeniu, dośrodkowanie z lewej strony, "wielbłąd" w kryciu Orzecha i Feruga podwyższa na 2:0 i było praktycznie po meczu.
Dawid i G... Garuch. Mecz to nie przypowieść biblijna - Dawid przegrany.
Trudno wyróżnić kogoś po przegranym meczu, ale na pewno Damianowi Jaroszewskiemu wałbrzyszanie zawdzięczają, że nie przegrali wyżej. Wiele przechwytów zaliczył Tomasz Wepa, bodaj najlepszy wśród pomocników. Niestety, zabrakło kreatywności w drugiej linii, aktywności w ataku. Niewidoczny był Zinke, ale nikt nie zasilał go podaniami. Problem w tym sezonie jest z Dominikiem Radziemskim, który nie pierwszy raz po przerwie całkowicie gaśnie. Więcej spodziewano się po Dawidzie Kubowiczu, który zadebiutował w seniorach Górnika. Piłkarz z pierwszoligową przeszłością zagrał na środku obrony, miał być jej suwerenem, a po prostu zawiódł. Przy pierwszej bramce zawalił krycie, w drugiej połowie popełnił szkolny błąd, po którym Rysiewski POWINIEN strzelić gola. Trzeba mieć nadzieje, że po złym początku będzie tylko lepiej.
Skromna kadra nie pomaga trenerowi Bubnowiczowi w ewentualnych korektach w składzie.  Wciąż kibice nie wiedzą na co stać Adriana Zielińskiego, który strzelał w sparingach, dał dobrą zmianę w Pucharze Polski. Może czas na odważną szansę w ataku obok Daniela Zinke? Gra lidera wałbrzyszan Marcina Morawskiego została dawno rozszyfrowana i niestety, osamotniony w prowadzeniu gry niewiele może zdziałać. Formę Grzegorza Michalaka od dawna można nazwać jednym słowem - stagnacja.
Dla pocieszenia początek jesieni ubiegłego sezonu był bardziej tragiczny, a jak się skończyło wszyscy doskonale pamiętamy. W sobotę przyjeżdża Raków Częstochowa, który uchodzi za rewelację tej rundy. Zapowiada się ciekawy mecz, w którym przekonamy się jak zespół Jerzego Brzęczka się zmienił po przyjściu 3 stranierich.

sobota, 25 sierpnia 2012

Kuba grabarzem rezerw?

Nie mają coś szczęścia rezerwy ligowca z Ratuszowej w klasie okręgowej. W ciągu 4 lat zanotowały drugie wycofanie się w trakcie trwania rozgrywek. Żal pozostał nie tylko wśród kibiców tej drużyny, ale i wśród zespołów zainteresowanych grą w okręgówce - Górnik II wycofał się zaledwie po dwóch meczach, teraz w terminarzu jedna drużyna będzie pauzować, a przecież sprawę tę można było rozwiązać kilkanaście dni wcześniej i na pewno znalazł by się chętny na grę w okręgówce - czy to któryś ze spadkowiczów, bądź z czołowych zespołów A klasy.
Miniony tydzień przyniósł jednak dwie istotne wiadomości dla sympatyków Górnika Wałbrzych. Najpierw emocje można było przeżywać w związku z losowaniem par 1/8 Pucharu Polski:
Różne były oczekiwania, a jeśli wierzyć wypowiedziom zamieszczonym na stronie B.Skiby spełniło się życzenie Czesława Zaparta. W teorii wałbrzyszanie są najsłabszym ze stawki i nie ma co się dziwić optymizmowi ekipy z Grudziądza. Jaka by się nie trafiła drużyna - tak samo by zareagowała. Można zaryzykować stwierdzenie, że Olimpia jest zespołem nawet mniej medialnym niż ŁKS Łódź co może spowodować, że na mecz przyjdzie mniej kibiców niż na potyczkę z drużyną Marka Chojnackiego. Inną sprawą jest, że mecz z łodzianami był w sobotę, a z Grudziądzem w środku tygodnia. Niewiadomą jest czy któraś ze stacji telewizyjnych pokusi się o relację telewizyjną co też może spowodować, że część wybierze kibicowanie w kapciach przed telewizorem. Olimpia jest starszym klubem od wałbrzyskich klubów, ale dorobek jest o wiele skromniejszy, bowiem najlepszym futbolowym wynikiem jest 11.miejsce w minionym sezonie i 1/16 finału PP w sezonie 2009/10. Reasumując tegoroczne wyeliminowanie po dogrywkach Pogoni Szczecin i Lecha Poznań jest historycznym sukcesem zespołu trenowanego przez Tomasza Asenskyego. Faworytem są grudziądzanie, ale puchary rządzą się swoimi prawami i może przy Ratuszowej dojdzie do kolejnej niespodzianki?
Kubowicz oblał testy w Sosnowcu
Dzień po losowaniu futbolową Polskę obiegł news, że były gracz Termaliki Nieciecza Dawid Kubowicz został graczem Górnika Wałbrzych. Powiało optymizmem, zwłaszcza, że w klubie nie było pieniędzy na zatrzymanie podstawowych graczy z ubiegłego sezonu, a jedynym nabytkiem był powracający ze Słubic Adrian Zieliński. Czy angaż byłego gracza Wisły Kraków, Tura Turek, Floty Świnoujście oznacza, że ktoś zdecydował się zasponsorować gracza? A może kasa znalazła się po wycofaniu rezerw? Tak zasugerowałem w tytule, ale oczywiście nie może to być prawdą i sam w to nie wierzę. Kubowicz znalazł się w takim miejscu swojej kariery, że nie udało mu się załapać do drużyny pierwszoligowej czy drugoligowej (bardziej zamożniejszej od Górnika). Najgłośniej było o jego testach w Zagłębiu Sosnowiec, gdzie nie przekonał do siebie Jerzego Wyrobka. Po co więc tracić czas na indywidualnych treningach skoro można zachować rytm meczowy w rodzinnym mieście dodatkowo grając w klubie, gdzie się stawiało pierwsze piłkarskie kroki? Owszem znajdą się malkontenci, którzy stwierdzą, że to krok w tył dla Dawida, który grał w słynnej Wiśle Kraków w Pucharze Ekstraklasy, zdobywał mistrzostwo Młodej Ekstraklasy i grał w reprezentacji Polski juniorów. Ale druga liga to wciąż klasa centralna, obserwowana przez wielu trenerów, skautów i wciąż szansa zauważenia przez kogoś z klubów wyższych lig. Na taki krok zdecydował się Kubowicz, a wciąż czeka Adrian Mrowiec, któremu nie wypaliła przygoda w Lipsku. Był na meczach pucharowych, wciąż nie ma klubu i być może również zasili wałbrzyszan, gdzie grał jedynie w juniorach. Póki co do plotek można zaliczyć ponowny mariaż klubu z Damianem Misanem, któremu nie udało się znaleźć klubu i teraz gra w macierzystej Olimpii Kamienna Góra. Przeskok z pierwszej do piątej ligi jest na pewno szokiem dla tego gracza, w trzecioligowym Górniku swego czasu nie powalił na kolana swoją grą, ale kto wie czy nie byłby dobrym konkurentem dla swego krajana z Kamiennej Góry - Moszyka. Póki co przykład z Misana wzięli dwaj gracze, którzy latem trenowali z Górnikiem, ale wybrali niepewną przyszłość z Czarnymi Żagań. Adam Kłak i Patryk Spaczyński grali razem ze sobą w Miedzi Legnica, w Żaganiu szybko dowiedzieli się, że klub nie będzie grał nawet w trzeciej lidze no i wylądowali w legnickiej okręgówce w Mewie Kunice, którą trenuje ich były szkoleniowiec z Legnicy, a w przeszłości gracz Górnika Wałbrzych - Andrzej Kisiel.
Wracając na koniec do rezerw, które przegrały oba spotkania w nowym sezonie. Po odejściu kilku graczy, zazębieniu się terminarza okręgówki z meczami drugoligowymi do gry pozostali juniorzy i kilku graczy z rocznika 1992. Oczywiście argumentem na NIE dla wycofania jest fakt, że młodzi rezerwowi typu Jarosiński, Polak, Piątek nie mają praktycznie gdzie grać, zdobywać meczowego doświadczenia. Z drugiej strony jaki jest sens by juniorzy po ciężkich meczach w DLJ męczyli się w okręgówce, gdzie bardziej kopaliby się po czołach z rywalami a nie podnosili umiejętności. Najlepszym wyjściem z tej aktualnie patowej sytuacji jest po prostu wypożyczenie kilku graczy, by ogrywali się np. w MKS Szczawno Zdrój czy nawet w trzeciej lidze (Dzierżoniów, Świdnica, Bielawa - gdzie już trafił Matysek).
Przed rundą wiosenną 2008 nastąpiło wycofanie rezerw czwartoligowego Górnika/Zagłębia, który właśnie przemianował się na Górnik PWSZ. AZS PWSZ Wałbrzych zakończył jesień 2007 na 5.miejscu, a wśród graczy byli i obiecujący wówczas juniorzy (Jasiński, Szyszka, Pałys, F.Jaworski, Fedycki, W.Ciołek), gracze, którym nie udało się w seniorach przedostać się do I zespołu (Horyk, Piwoński) a także weterani (Bębeniec, J.Borcoń, K.Radziemski, S.Radziemski). Praktycznie jedynym, któremu udało się wywalczyć miejsce w I zespole był Dariusz Michalak, który w tamtym sezonie zaliczał grę w 4.lidze, okręgówce i DLJ. Jego osoba znalazła się również na tapecie w kontekście sensu utrzymywania nieperspektywicznego wg działaczy zespoły rezerw. To oczywiście nie była wina Darka, ale niesmak pozostał i wielu mu to wypominało. A jakie były korzyści dla I zespołu? Górnik wiosną 2008 walczył o awans do nowej 3.ligi, zakończyło się dalekim miejscem co w praktyce oznaczało degradację, bowiem 4.liga stała się de facto piątym szczeblem rozgrywek.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Starsi chłopcy też walczą o puchar

Rozgrywki krajowego pucharu mają różną renomę. W Anglii jako najstarsze rozgrywki są bardzo prestiżowe i dla wielu jest priorytetem udany start w edycji Pucharu Anglii. U nas próbuje się nadać odpowiednią rangę rozgrywkom, ale PZPN idzie to po przysłowiowej grudzie. Dziennikarzom marzy się przykładowo finał na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym, prezydent wręczający trofeum, ale jak się okazuje, miejsce rozgrywania finału wybrane będzie w ostatniej chwili, transmisje z meczów podzielone na kilka stacji telewizyjnych, brak sponsora strategicznego (kilka lat temu sponsorem PP była firma Remes z Opalenicy). Same drużyny deklarują, że puchar do najkrótsza droga do gry w europejskich pucharach, ale zdarza się tak jak choćby w przypadku jednej z eksportowych naszych ekip w ostatnich latach, czyli Lecha Poznań, któremu przed startem ligi pozostała właśnie tylko ligowa przepustka do europejskiej promocji. To są oczywiście problemy "wielkich" w futbolu, inne drużyny grają bez takiego ciśnienia sprawiając niespodzianki, eliminując wyżej notowanych rywali. W tej edycji rola pucharowego kopciuszka przypadła wałbrzyskiemu Górnikowi. Nie jest tajemnicą, że wylosowanie drugoligowca był dla piętnastki niczym los na loterii. No, może ze względu na odległość pod Chełmiec nie chcieli by przyjechać z Białegostoku... W Wałbrzychu liczono na ekstraklasową drużynę, tymczasem piłkarze Roberta Bubnowicza zagrają z Olimpią Grudziądz. Pierwszoligowcy 2 lata temu w drugiej lidze łatwo i to dwukrotnie obili Górnika 3:0, 2:0, a teraz na pucharowym szlaku pokonali ekstraklasową Pogoń Szczecin i Lecha Poznań. Rywal może nie z najwyższej półki, ale na pewno groźny, którego nie wolno lekceważyć i na pewno gospodarzy czeka cięższa przeprawa niż z Sandecją czy ŁKS.
Puchary rządzą się jednak swoimi prawami i wszystko jest możliwe.
Pucharowe rozgrywki to szansa również dla drużyn niezrzeszonych, nie grających w żadnych rozgrywkach. Dlatego też "turniej tysiąca drużyn" jest szansą dla zespołów olbojów. W ostatnich tygodniach głośno o projekcie FC Wembley. Londyński klub kojarzący się z najsłynniejszym brytyjskim stadionem swoją nazwę ma od dzielnicy. Od niedawna sponsorem tego półamatorskiego klubu została firma Budweiser, która na dyrektora technicznego namaściła znanego selekcjonera Terry Venablesa.
Od lewej: Le Saux, Seaman, Venables, Parlour, Caniggia.
 Ten z kolei na tegoroczną edycję pucharu zmontował ekipę weteranów, których nazwiska kojarzą miliony kibiców na całym świecie. Bramkarz David Seaman, obrońca Martin Keown, napastnik Ray Parlour to legendy Arsenalu Londyn, Greame Le Saux podobnie jak Kanonierzy grywał w kadrze Anglii. Znalazło się miejsce również dla znakomitości zza granicy: Argentyńczyka Claudio Caniggi i Amerykanina Briana McBride'a.
Pomysł reaktywacji dawnych gwiazd nie jest nowatorski. W pucharowych rozgrywkach na szczeblu Wielkopolskiego ZPN regularnie startują  oldboje Lecha, gdzie kibice jeszcze raz mogli zobaczyć w akcji Okońskiego, Juskowiaka, Dembińskiego. W tym roku głośno o starcie gwiazd z klubów śląskich, którzy w weekend w I rundzie podokręgu Katowice wygrali z rezerwami Górnika Wesoła 4:1 po golach m.in. Dariusza Gęsiora czy Radosława Gilewicza. W Małopolsce w pucharowej drabince kolejne szczeble chcą pokonywać oldboje Wisły Kraków z Motyką, Węgrzynem, Jałochą, Szymkowiakiem czy Kmiecikiem.
Na Dolnym Śląsku starsi panowie regularnie grają w osobnych rozgrywkach i nie mam tu na myśli halowe kopanie w wałbrzyskim OSiR-ze. Na stronie DZPN jest specjalna zakładka dla ciekawych. Wałbrzyscy oldboje swoją drugą złotą młodość przeżywali ponad dekadę temu. Był sukces podczas mistrzostw oldbojów w Buczynie również w halowych MP, w wałbrzyskiej halówce Włodzimierz Ciołek i spółka również była swego czasu niepokonana. W PP na szczeblu OZPN Wałbrzych w sezonie 1999/2000 doszło do ciekawej rywalizacji pomiędzy trzecioligowym wówczas Górnikiem Wałbrzych a Oldbojami. Wygrali ligowcy, ale skromnie 1:0 po celnie wykonanym przez Pawła Murawskiego rzucie karnym. Dla przypomnienia składy:

GÓRNIK: R.Wodzyński – Jagielski, Solarz, Marcin Wojtarowicz (46 S.Radziemski) – P.Smoczyk (50 Gąsiorowski), Falkenberg (46 Tragarz), Z.Zawadzki, Murawski (60 M.Domagała), Jeziorski – Marek Wojtarowicz, Zawalniak.
Oldboys: Walusiak – Jasek (44 Zięć), Bachusz (80 Zaczkiewicz), Dębski, Resel – Dauksza, Wierzbicki, Hołda (46 Gorczyca), Kuleszo – Sobek, Kuwałek.
Zabrakło co prawda Włodzimierza Ciołka, ale nie zawiedli czynni wówczas piłkarsko Mirosław Gorczyca, Robert Kuwałek (Juventur Wałbrzych), Tomasz Resel, Marek Wierzbicki, Zbigniew Kuleszo. Pewnie i teraz podobny pomysł spotkałby się z zainteresowaniem kibiców futbolu pod Chełmcem.