wtorek, 10 kwietnia 2012

Sosnowiec wreszcie zdobyty!

Marcin Morawski spędził w Sosnowcu 2 lata.
Mimo, że od pierwszej rywalizacji pomiędzy Zagłębiem (dawniej Stalą) Sosnowiec a Górnikiem Wałbrzych mija okrągłe 60 lat to dopiero w Wielką Sobotę gospodarze Stadionu Ludowego schodzili do szatni po meczu z zerowym kontem. Tak dziwnie się porobiło w tym sezonie w drugiej lidze, że zasłużone ekipy typu Bałtyk czy wspomniane Zagłębie zamykają ligową tabelę i będą długo drżeć o utrzymanie. W Sosnowcu do tej pory spoglądano raczej na czub tabeli, ale były ku temu powody, bowiem skład personalny pozwalał realnie myśleć o awansie. Przed tym sezonem doszło do rewolucji kadrowej, zmniejszono budżet i mimo braku głośnych jak na tę ligę nazwisk nikt nie przyjmował myśli o Zagłębiu jako outsiderze. Tymczasem przez dłuższy czas zespół nie potrafił przywieźć choćby punktu z wyjazdu - choć np. w Chojnicach prowadził już 3:0 (porażka 3:5). Gdy pokonano wyjazdowe fatum, nowy trener Jerzy Wyrobek tchnął nowego ducha to i tak zespół gra w przysłowiową kratkę. Wystarczy przyjrzeć się wiosennym meczom - niespodziewane wyjazdowe remisy w Głogowie i Jaworznie a u siebie porażki z Rakowem i Górnikiem.
Szczerze mówiąc wałbrzyszanie byli cichym faworytem meczu, ale tylko chyba w opinii obserwatorów spod Chełmca, bo tak naprawdę każdy liczył, że Zagłębie grając z nożem na gardle będzie za wszelką cenę zdobyć jakieś punkty. Tymczasem Górnik PWSZ nie dość, że umiejętnie się bronił to i skutecznie wypunktował rywala zdobywając jak najbardziej zasłużone trzy punkty. Zespół na Stadionie Ludowym zagrał w przemeblowanym składzie. Wiadomo, że nie zagrają Wepa (kartki) i Sawicki (kontuzja). Największy problem wydawałoby się będzie z zastąpieniem "Wepki", ale Robert Bubnowicz wymyślił na jego pozycję Jana Bartośa. Czech grający kapitalnie w tym roku na środku obrony zdał znakomicie egzamin tocząc wiele wygranych pojedynków w środku pola. To, że jest uniwersalnym graczem pokazał już jesienią, gdy w końcówkach niektórych meczów wcielał się w rolę nawet napastnika, gdy wałbrzyszanie rozpaczliwie gonili wynik. Z kolei absencja Sawickiego otworzyła szansę powrotu do podstawowej jedenastki Dariuszowi Michalakowi, który zaliczył nietypową asystę przy drugim golu - wrzut z autu. Obok Jana Rytko drugim młodzieżowcem był zatem Paweł Matuszak, któremu miejsce na lewej pomocy zrobił Daniel Zinke. Czech z kolei zluzował Romana Maciejaka będąc partnerem bohatera sobotniego meczu Marcina Orłowskiego. Piłkarze Roberta Bubnowicza wygrali drugi z rzędu wyjazdowy mecz i nie tracąc przy tym bramki. W sumie to już ósmy mecz bez porażki !! Więcej ma tylko rewelacyjny wiosną Ruch Zdzieszowice  - 10 (komplet zwycięstw w 2012!!). Bramkarz "Zdzichów" Marcin Feć, podobnie jak Jaroszewski, w tym roku w lidze nie wpuścił bramki, ale "Jogi" ma lepszy minutowy bilans - 450 minut - o 80 lepszy niż goalkeeper z Opolszczyzny.
Czas na Nielbę - będzie 1:1?
Po tak znakomitych ligowych wynikach należy się spodziewać nieco lepszej frekwencji na najbliższym meczu przy Ratuszowej. Chyba, że znowu przypomni o sobie ze złej strony aura. Rywalem będzie wągrowiecka Nielba, z którą do tej pory wałbrzyszanie grali trzykrotnie i solidarnie remisowali 1:1. Czy będzie w sobotę ciąg dalszy tego serialu? W sporcie wszystko możliwe. Wielkopolski zespół wiosną gra podobnie jak ... Zagłębie Sosnowiec, z tą różnicą, że na wyjazdach sięga po komplety punktów i w dodatku strzelając gospodarzom po cztery bramki (Calisia, Raków). U siebie Nielba przegrała póki co z walczącymi o awans Chrobrym i GKS Tychy (pierwsze historyczne zwycięstwo tyskich piłkarzy w rywalizacji z Wągrowcem). Piłkarze zanotowali fatalną jesień i zimą doszło do rewolucji kadrowej. Niespodzianką było opuszczenie zespołu przez graczy - symboli, takich jak bramkarz Jacek Wosicki czy pomocnik Krzysztof Gryszczyński. Niespodzianie również odszedł jesienny nabytek, gracz z ekstraklasową przeszłością - Robert Bednarek, którego niedawno można było oglądać przy Ratuszowej w barwach Chojniczanki. W zamian przybyło kilku graczy o ciekawej przeszłości. Bramkarzem nr 1 jest obecnie Jakub Miszczuk, który jesienią trzykrotnie wyciągał na Stadionie 1000-lecia piłkę z siatki w meczu Górnika z Zagłębiem Sosnowiec. Czy również i teraz Marcin Morawski pokona go z rzutu rożnego? Wzmocnieniem okazał się duet młodych graczy z Arki Gdynia: Radosław Strzelecki i Damian Rysiewski, którzy są jeszcze młodzieżowcami. Hitem okazał się jednak powrót na "stare śmieci" Adriana Pietrowskiego i Tomasza Mikołajczaka. Pietrowski nie zdołał zawojować pierwszej ligi z Polonią Bytom, natomiast Mikołajczak to prawdziwa żyjąca legenda Nielby. Z tym zespołem wygrał 3.ligę zdobywając przy tym koronę króla strzelców. Indywidualny triumf powtórzył w drugiej lidze co zaowocowało transferem do Lecha Poznań. Przy Bułgarskiej napastnik zwany "Laczkiem" sięgnął po mistrzostwo kraju, zaliczył epizod w europejskich pucharach. Nie powiodło mu się na wypożyczeniu w bytomskiej Polonii, a ostatni ligowy występ zanotował w Kolejorzu wiosną 2011. Jesienią nigdzie nie grał, odsunięty od kadry Lecha, nie udało mu się załapać do Arki Gdynia. Powrót do Nielby ma być trampoliną do ponownego skoku do wyższej ligi. Póki co po kiepskim początku (w pierwszych 2 meczach - aż 3 żółte i 1 czerwona kartka) w 2 kolejnych Mikołajczak trzykrotnie wpisał się na listę strzelców. Biorąc pod uwagę posuchę wśród czołowych snajperów ligi (zaledwie 14 bramek najskuteczniejszego Rafała Jankowskiego z Sosnowca) to być może podtrzyma wągrowiecką hegemonię królów strzelców w grupie zachodniej.
Maciejak vs Mikołajczak ?
T.Mikołajczak i R.Maciejak - duet napastników Nielby 2008/09.

Sezon 2008/09 był niezwykle udany dla wspomnianego Mikołajczaka, który wystąpił w 30 meczach i strzelając 18 bramek sięgnął po koronę króla strzelców. Nie był to jednak zespół z jednym skutecznym napastnikiem, bowiem obok niego występował obecny napastnik wałbrzyskiego Górnika PWSZ Roman Maciejak, który w 28 meczach 14-krotnie pokonywał bramkarzy rywali. Obaj opuścili po sezonie Nielbę i w ekstraklasie zadebiutowali w tym samym meczu!!! 02.08.2009 Piast Gliwice w 1.kolejce uległ Lechowi Poznań. Roman wszedł na ostatnie półgodziny i w debiucie zdobył jedyną swoją ekstraklasową bramkę, a Mikołajczak zmienił Roberta Lewandowskiego w ostatniej minucie gry. Maciejak zawodzi skutecznością - dlatego też w Sosnowcu mecz zaczął na ławce rezerwowych. Najprawdopodobniej będzie tak i w spotkaniu z Nielbą. Może jednak Robert Bubnowicz da szansę gry Romanowi przeciwko dawnym kolegom? Jesienią powrót jego nastąpił w spotkaniu z Zagłębiem, kiedy to strzelił jedną z dwóch bramek w tym sezonie. Bronił wówczas Jakub Miszczuk, który najprawdopodbniej i teraz wybiegnie w podstawowem składize, tyle, że wągrowieckiej drużyny. Sam Maciejak zapewne tęskni to skuteczności z czasów gry w Wielkopolsce, kiedy to aż trzykrotnie skompletował hat-tricka.
Kto zdejmie klątwę z Ratuszowej.
Tak R.Maciejak (z prawej) trafiał w Nielbie - czas na gola w Górniku!!
Od dawna kibice zasiadający na brudnych, wciąż farbujących trybunach Stadionu  1000-lecia nie oglądali bramki w meczu ligowym. Mecz z Nielbą będzie znakomitą okazją do zdjęcia tego fatum. Nie będzie już żadnego alibi dla wałbrzyszan, że rywal z górnej półki. Wręcz przeciwnie - biało-niebiescy są faworytem tej rywalizacji i dużym rozczarowaniem byłby brak bramek po stronie zysków.
Do zespołu wróci zapewne Tomasz Wepa co spowoduje powrót Jana Bartośa do defensywy. Być może w przypadku korzystnego wyniku więcej minut gry zaliczą wałbrzyscy młodzieżowcy, bo oprócz Sawickiego, Rytko i ostatnio Matuszaka reszta zalicza jedno, dwa kontakty z piłką w trakcie swego kilkudziesięcio sekundowego pobytu na placu gry.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Bezbramkowy licznik

Mijają się z prawdą wałbrzyskie media twierdząc, że Górnik PWSZ zremisował bezbramkowo u siebie drugi raz z rządu. Kibice odwiedzający Stadion 1000-lecia przy Ratuszowej bramki w drugiej lidze nie oglądali od ponad 400 minut !!! Po raz ostatni bramkę w ligowym meczu w Wałbrzychu zdobył Jacek Fojna w listopadowym meczu z Rakowem Częstochowa (patrz zdjęcie), a po tym meczu Górnik PWSZ gościł 4 zespoły już w rundzie rewanżowej. Z tej czwórki aż trzy to główni kandydaci do awansu. Również Czarni Żagań, mimo, że obecnie zespół Roberta Bubnowicza przeskoczył ten zespół w tabeli, uchodził pod koniec ubiegłego roku za trudny do pokonania – w sumie nie każdy potrafi mieć passę 8 meczów bez porażki. Tak więc bezbramkowy serial pod Chełmcem można odbierać dwuznacznie – z jednej strony jak indolencję strzelecką lub sukcesywne odbieranie punktów faworytom. Zimą przyszedł do zespołu Marcin Orłowski, którego forma ze sparingów pozwala wierzyć, że wałbrzyski zespół może być o wiele skuteczniejszy niż w poprzedniej rundzie.  W jego przypadku po 3 meczach można stwierdzić, że póki co przypomina Romana Maciejaka – stara się, walczy, dochodzi do sytuacji strzeleckich, ale brakuje tylko strzelonej bramki. Defensywy Miedzi czy Chojniczanki są personalnie jedne z najmocniejszych w lidze, więc zerowe konto po stronie zysków usprawiedliwia. Zespół z Chojnic praktycznie co rundę dokonuje małej rewolucji kadrowej, a nazwiska, którymi dysponuje Grzegorz Kapica są znane kibicom, którzy interesują się nie tylko drugoligowymi zmaganiami. Przeciwko wałbrzyszanom wybiegli na przykład dwaj srebrni medaliści ME U-16 z 1999 Hajduczek i Sierant (złoty medalista U-18 z 2001), a w ataku wystąpił Karol Gregorek, który grał nie tylko w ekstraklasie ale i w europejskich pucharach w Amice Wronki, Lechu Poznań (Intertoto). Mimo, że Chojniczanka przez wielu trenerów i dziennikarzy jest chwalona za grę, to w dotychczasowych 4 ligowych meczach z teoretycznie słabszym zespołem Górnika PWSZ nie udało jej się wygrać. 
Na łamach Słowa Sportowego Robert Bubnowicz sam się zastanawia czy cieszyć się z urwania punktów faworytom w wałbrzyskich meczach czy martwić się brakiem bramek. Mecz w Jarocinie pokazał, że ze skutecznością niekoniecznie jest problem. Wykrystalizowana podczas przygotowań jedenastka znakomicie funkcjonuje z kolei w defensywie. Damian Jaroszewski i koledzy z obrony do tej pory nie dopuścili jeszcze do utraty gola! Podobnym wyczynem może się pochwalić jedynie legnicki aspirant do awansu. Okazuje się, że nawet jak wypadnie z żelaznej jedenastki jakieś ogniwo to zmiennik nie gra gorzej. Za kartki wyleciał przed meczem w Jarocinie Jan Rytko godnie zastąpił go Paweł Matuszak, z Chojnicami Michał Łaski udanie zagrał w miejsce Marka Wojtarowicza. A przecież w odwodzie są jeszcze bracia Michalakowie, rekonwalescent Jacek Fojna. Robert Bubnowicz przed meczem na Stadionie Ludowym w Sosnowcu będzie musiał poszukać z kolei zmiennika dla wykartkowanego Tomasza Wepy co w teorii może stanowić problem, bowiem niezdolny do gry był wspomniany Fojna. Postawa Zagłębia w tym sezonie jest jedną z największych niespodzianek In minus. Klub o wielkich tradycjach, ambicjach sięgających wyżej niż utrzymanie bytu w drugiej lidze przegrywał jesienią mecz za meczem. Gdy wydawało się, że nowy trener, doskonale znany w Wałbrzychu, Jerzy Wyrobek opanował katastrofę znów przyszły straty punktów i sosnowiecki klub dzierży przysłowiową czerwoną latarnię. Wiosną Zagłębie może liczyć znów na doping rzeszy swoich fanów, którzy jesienią skupili się na kibicowaniu B-klasowemu zespołowi Zagłębie 1906, który miał być historycznym kontynuatorem „jedynego prawdziwego” Zagłębia. Po niespodziewanym remisie u wicelidera z Głogowa na inaugurację, ponad 3 tysiące widzów musiało przełknąć gorzką pigułkę w postaci porażki u siebie z przeciętnym Rakowem. W ostatniej kolejce piłkarze z Sosnowca sprawili nie lada niespodziankę remisując w Jaworznie z liderującym GKS Tychy. Mecz zapowiada się ciekawie, bo choć wałbrzyszanie plasują się wyżej w tabeli wcale nie są faworytami w meczu z zdeterminowanym outsiderem.
Po dwóch kolejkach wałbrzyskiej A klasy kibice Zagłębia Wałbrzych również nie oglądnęli do tej pory bramki w bramce zarówno zielono-czarnych jak i ich rywali. O ile w premierze w Uciechowie mogło to pozostawić pewien niedosyt, to już w spotkaniu z faworytem z Jaworzyny Śląskiej trzeba uznać to za wielki sukces. Karolina jesienią jako jedyna nie przegrała z rezerwami Górnika PWSZ w Wałbrzychu i gdyby podtrzymała by tendencję z pierwszej rundy to sezon zakończyła by w fotelu lidera. W spotkaniu z Zagłębiem nie było widać wielkiej przepaści pomiędzy czołową Karoliną a przeciętnymi gospodarzami, choć stwierdzenie, że wynik odzwierciedla grę byłoby nadużyciem i krzywdzącym stwierdzeniem dla gości. Owszem można się pokusić o odważną opinię, że przy odrobinie szczęścia to Thoreziacy mogli pokusić się o komplet punktów. Byłaby to superniespodzianka, bowiem podopieczni Roberta Tymcika jako jedyni do tej pory nie znaleźli pogromcy. W I połowie Zagłębie nie ugrało przysłowiowego sztycha, ale po przerwie niespodziewanie obudziło się z letargu i śmielej przenosiło grę na połowę rywala. Piękne uderzenie Tomasza Radonia czy próba Artura Smolca nie znalazły jednak drogi do bramki. Mogło, a raczej powinno się to zemścić w końcowej fazie meczu kiedy dobrze dysponowanemu w tym meczu Marcinowi Wojciechowskiemu w sukurs przyszła poprzeczka i słupek Z podziału punktów cieszono się w obozie rezerw Górnika, bowiem pozwoliło beniaminkowi na wskoczenie na pierwsze miejsce. Piotr Borek wciąż korzysta z juniorów z DLJ, rezerwowych z pierwszego składu plus Przerywacz, Bębeniec i od tej rundy Adrian Sobczyk. Końcowy sukces będzie zależeć od kalendarza drugoligowców, bo jeśli terminy się pokryją to wyszczuplona kadra A-klasowego zespołu może już nie powalczyć tak skutecznie.

poniedziałek, 19 marca 2012

Derby w żałobie

NIECH SPOCZYWAJĄ W POKOJU
Stefan Molka i Henryk Kuster odeszli... Dwaj zasłużeni działacze Górnika, członek zarządu i legendarny spiker. O śp. Panu Stefanie można powiedzieć - działacz z krwi i kości, działał w wielosekcyjnym Górniku, był przy nim podczas wspinaczki od najniższych lig po ekstraklasę, zarówno piłkarską jak i koszykarską. Śp. Pana Henryka kojarzy większość bywalców meczów piłkarzy i koszykarzy Górnika w latach 70-90 -tych ubiegłego wieku. Popularny "Rączka" (koniecznie pisany przez duże R a nie "r" jak piszą inne portale!!!) zaczynał w kopalnianym radiowęźle, potem były imprezy kolarskie, lekkoatletyczne, futbol i koszykówka (słynny "dynamit w sitku" co zaprocentowało m.in. prowadzeniem meczu reprezentacji poza Wałbrzychem). Jako spiker okazjonalnie pojawiał się na boiskach przy Wrocławskiej a później na Podgórzu.
CIEKAWIEJ NA TRYBUNACH
Po raz pierwszy w tym sezonie Stadion 1000-lecia mógł oficjalnie gościć fanów gości. Jesienią, dzięki operatywności wałbrzyskich fanów gościli np. fani Rakowa, ale w tej rundzie zorganizowane grupy będą wreszcie oglądać mecz w Wałbrzychu z sektora gości. Derby oczywiście wytworzyły wysoką temperaturę z obu stron, zmobilizowały się służby porządkowe, które jednak nie eskortowały pojazdów gości, gdy wjeżdżały do Wałbrzycha ! Aż strach pomyśleć co by się działo, jakby taki obrót wydarzeń przewidzieli amatorzy mocnych wrażeń. Mimo mniejszej ilości obiektywnie trzeba stwierdzić, że grupa legnicka wspomagana przez zaprzyjaźnionych fanów innych klubów, była głośniejsza, lepiej zorganizowana. Poza tym nagłośnienie na obiekcie jest kiepskiej jakości. Bogdana Skiby wałbrzyscy fani nie byli w stanie dobrze usłyszeć, stąd też nie wszyscy uczcili minutą ciszy pamięć zmarłych. Fani MKS o wiele lepiej zaprezentowali się od swoich pupili co zresztą po godzinie gry dali temu wyraz głośnymi protestami.
DRUGOLIGOWY REAL ROZCZAROWAŁ
Pieniądze jakie krążą w legnickim klubie są trudne do wyobrażenia w innych klubach tej klasy rozgrywkowej. Apanaży graczom Miedzianki spokojnie mogą zazdrościć większość nawet pierwszoligowców. Nawet jeśli część pieniędzy zostanie wypłaconych po uzyskanym awansie to sumy naprawdę działają na wyobraźnię. Nazwiska również. Co prawda gdy się rzuci hasło, że Bledzewski, Mowlik, Nowacki, Madejski to byli reprezentanci Polski kadry A to konia z rzędem temu, który wymieni bez sprawdzenia choćby rok, czy selekcjonera bądź przeciwnika w meczu, w którym założyli koszulkę z Orłem na piersi. Prezes Miedzi musiał głęboko sięgnąć do portfela by przekonać do gry w drugiej lidze graczy z ekstraklasową przeszłością, którzy bez problemu znaleźliby przystań w pierwszej lidze. Jak się okazuje nie zawsze głośne nazwiska są gwarantem sukcesu. Póki co Miedź nie jest samodzielnym liderem, który spokojnie oczekuje ligowego finiszu by świętować promocję do pierwszej ligi. Pomni legnickiej klęski wałbrzyszanie ograniczyli poczynania gwiazdorów Miedzi do minimum. Pierwszy kwadrans gry należał bezsprzecznie do gospodarzy, choć celnych strzałów w trakcie meczu naliczyć można w sumie na palcach jednej ręki. Miedź dopiero po pół godzinie przeprowadziła akcje na połowie wałbrzyszan, jedyny groźny strzał Madejskiego, który odbił się od zewnętrznej części słupka miał miejsce w końcowej fazie meczu. Do tej pory nie było widać różnicy ani w klasie zawodników, ani w budżecie, ani w miejscach w tabeli. Legniczanie swoje doświadczenie boiskowe przekładali głównie na aktorskie popisy, na które dość często nabierał się arbiter. To mogło dramatycznie skończyć się dla sprowokowanego Marka Wojtarowicza, który odepchnął Mariusza Mowlika, który padł niczym rażony ciosem Kliczko. Była gwiazda Groclinu Marcin Nowacki, który w ub.rundzie ośmieszał wałbrzyskich pomocników nie miał w ogóle pomysłu na rozegranie i został zmieniony przez Bogusława Baniaka. Ten co miał niczym taran rozbić wałbrzyskich stoperów, czyli Zbigniew Zakrzewski, odbijał się od Wojtarowicza lub Bartośa, którzy toczyli twarde męskie pojedynki. Popularny Zaki za faul na Morawskim zobaczył żółtą kartkę co spowodowało u niego większą frustrację niż końcowy wynik. Im bliżej końca tym częściej legniczanie po każdym zetknięciu się z rywalem padali, zwłaszcza w polu karnym. Najgoręcej było w 90 minucie, kiedy to dośrodkowanie Hempela przeleciało nad Jaroszewskim, a w polu bramkowym (a nie z linii bramkowej- jak sugerują niektóre media) wybił Dariusz Michalak.
Marcin Orłowski (z prawej) debiut w Górniku PWSZ zaliczył przeciwko niedawnym kolegom z Miedzi. Foto: Słowo Sportowe, które niestety w relacji z derby skupiło się głównie na dopingu - nic dziwnego, skoro dziennikarz jest kibicem ... Śląska Wrocław.   
Obiektywnie rzecz biorąc Miedź zawiodła. Wszystko przemawiało za jej zwycięstwem, a tymczasem Górnikowi udało się zneutralizować najgroźniejsze ogniwa i wywalczył jak najbardziej zasłużony punkt. I to nie była obrona Częstochowy, szczęśliwy remisik dzięki super formie bramkarza czy niebywałe nieskuteczności graczy gości. Po prostu oni nie dochodzili do sytuacji strzeleckiej lub nie potrafili sobie wypracować klarownych sytuacji.
Wałbrzyszanom z kolei zabrakło siły ognia. Debiutujący w Górniku PWSZ ekslegniczanin Orłowski, notabene cieplej przywitany przez fanów Miedzi, dochodził do dobrych podań, ale brakowało mu przysłowiowego "depnięcia", szybkości, Maciejak, który swego czasu również terminował w Miedzi, walczył z obrońcami, ale szybko ostudzony został żółtą kartką. Poza tym irytowały dalekie przerzuty z linii obrony wałbrzyszan, z pominięciem drugiej linii - takie piłki padały łatwym łupem defensywy gości, która tak naprawdę wiele pracy nie miała. Gdy zabrakło kontuzjowanych G.Michalaka i J.Fojny to pole manewru niebezpiecznie się zawężyło Robertowi Bubnowiczowi. Zmiennicy co prawda nie zawiedli, ale jak dojdą kolejne kartki czy kontuzje to może być nieciekawie. W I połowie sporo strat zaliczył Sawicki, Rytko przegrywał pojedynki biegowe, ale za to para stoperów czy Michał Zawadzki zagrali bardzo dobrze.Na sowim dobrym poziomie zagrali Tomasz Wepa (kolejny były gracz Miedzi), Marcin Morawski czy Daniel Zinke - autor najlepszej ofensywnej akcji miejscowych, po której piłka niestety poszybowała obok słupka.
Reasumując  - udana inauguracja piłkarzy Górnika PWSZ, którym nie pozostaje nic innego jak pojechać po punkty do Jarocina, a później urwać przy Ratuszowej punkty kolejnemu faworytowi, tym razem z Chojnic.

czwartek, 15 marca 2012

Rusza druga liga!


Po długiej przerwie wreszcie wybiegną drugoligowcy na murawę. W środę jako pierwsi z tej klasy zagrali piłkarze Ruchu Zdzieszowice, którzy ulegli imiennikowi z Chorzowa w Pucharze Polski. Po 3 kolejkach rundy rewanżowej rozegranej w ubiegłym roku do końca maja czeka zespoły maraton meczy, który rozstrzygnie o awansie do 1.ligi i spadku do 3.ligi. Jednym z ciekawszych pojedynków inaugurującej w 2012r. kolejki jest pojedynek na Stadionie 1000-lecia w Wałbrzychu. Dla Dolnoślązaków są to przede wszystkim derby regionu, a dla pozostałych mecz ten ma dać odpowiedź czy wiosną Miedź Legnica będzie rozjeżdżać niczym walec kolejnych rywali i wypracuje szybko przewagę gwarantującą spokojny awans. Podopieczni Bogusława Baniaka już latem po transferach głośnych nazwisk stali się jednym z głównym kandydatów do awansu. Mecze efektownie (jak choćby z Górnikiem PWSZ – 5:0) przeplatali z nijakimi (porażka w Bytowie),  ale zgodnie z zapowiedziami trenera z końcem września zespół został liderem tabeli.  Później okazało się, że „drugoligowy Real” – jak nazwała szumnie legniczan pewna gazeta – nie jest już takim mocarzem.  Faktem jest, że Miedź zakończyła ubiegły rok poza miejscem dającym awans. Zimą nie rozdzierano szat, nie dokonywano rewolucji kadrowej tylko uzupełniano skład. Wg Bogusława Baniaka najsłabszym ogniwem jesienią byli młodzieżowcy i to im najwięcej poświęcono uwagi podczas test-meczów. Ściągnięto sporo do młodych graczy do sprawdzenia i im poświęcono najwięcej uwagi. Ponadto przewietrzono szatnię z graczy, którzy nie pasowali do koncepcji trenera, grali mniej. Mimo obowiązujących jeszcze kontraktów umowy rozwiązano z … i Marcinem Orłowskim, który najpierw próbował załapać się do bytomskiej Polonii a ostatecznie wylądował w Górniku PWSZ Wałbrzych. Przed wylotem na zgrupowanie tureckie okazało się, że na skrzydle wiele szans nie będzie dostawał Marcin Kajca, który zaliczył sparing w wałbrzyskiej ekipie, ale ostatecznie zagra w Bytovii. Do grona zawodników o głośnych nazwiskach dołączył były gracz wrocławskiego Śląska Tomasz Szewczuk, który przed laty grał w Miedzi, a potem zaliczył kilka ekstraklasowych klubów (Korona, Lech) po czym osiadł we Wrocławiu, gdzie za kadencji R.Tarasiewicza był ważnym ofensywnym ogniwem. Silny napastnik, dobrze grający tyłem do bramki wydaje się być doskonałym dublerem najlepszego strzelca Miedzianki Zbigniewa Zakrzewskiego. Kiedyś taki typ napastnika nazywany był tank-striker – czyli mocny, rozbijający obrońców niczym czołg atakujący, dobrze grający głową, a symbolem w latach 80-tych byli choćby Niemiec Hrubesch czy Duńczyk Elkjaer-Larsen. Czy w sobotę wałbrzyszanie zatrzymają legniczan? Historia pojedynków przemawia póki co za legniczanami. Ubiegłosezonowy horror, który był premierowym drugoligowym meczem w Wałbrzychu zapisał się w pamięci szczególnie za sprawą gola B.Konarskiego w 90 minucie. Wcześniejsze domowe mecze wałbrzyszanie kończyli najczęściej porażką. Teraz również nie przystępują w roli faworyta i remis w przedmeczowych spekulacjach będzie sukcesem zespołu z Ratuszowej. O ile Bogusław Baniak ma spore pole manewru to o jedenastce Roberta Bubnowicza można śmiało powiedzieć, że … od dawna jest znana. Ostatnie sparingi z dolnośląskimi trzecioligowcami pokazały, że trener Górnika PWSZ ma ułożone w głowie najmocniejsze ustawienie i testy służyły by je dobrze zgrać. W bramce Damian Jaroszewski nie ma póki co godnego rywala, w obronie pewniakiem jest kwartet Sawicki – Bartos-Wojtarowicz-Zawadzki, w przypadku  kontuzji, kartek wskoczy Dariusz Michalak na prawą obronę lub na środek Michał Łaski, w pomocy Rytko – Wepa – Morawski – Zinke, a w ataku Orłowski – Maciejak. Wiadomo, że nie zagrają kontuzjowani Fojna i G.Michalak, choć w przypadku Jacka wykluczały go z gry żółte kartki.  W odwodzie pozostają młodzieżowcy Chajewski, Radziemski, Matuszak. Ciekawie wygląda atak, bowiem Górnik PWSZ doczekał się pary dobrych atakujących. Zimowe przygotowania pokazały, że może to być najmocniejsza broń, choć w przeszłości z ofensywą różnie bywało. Tylko, że sparingi a liga to dwie różne sprawy – a o tym najlepiej chyba wie Adrian Moszyk często trafiający w przerwie między rozgrywkami a w lidze od półtora roku trafień – sztuk 1. Odejście Kornela Dusia zminimalizowało alternatywę wśród młodzieżowców – limit będzie wypełniał Mateusz Sawicki z Janem Rytko. W przypadku ich niedyspozycji należy się liczyć z wejściem na boisko Matuszaka, Radziemskiego, Orzecha, a w ostateczności bramkarza Jarosińskiego.  Jesienna klęska 0:5 nie powinna się powtórzyć, wałbrzyszanie są miejmy nadzieję  lepiej przygotowani, a w bramce nie będzie stać prawie debiutant, który – co tu się oszukiwać – miał na sumieniu większość bramek.  Największą uwagę będzie na sobie skupiał Marcin Orłowski, który jesienią przywdziewał koszulkę Miedzi. Na pewno ma coś do udowodnienia trenerowi Baniakowi.  Czy legniczanie zagrają na miarę oczekiwań swoich kibiców, którzy jako pierwsi w tym sezonie będą mogli zasiąść w sektorze fanów przyjezdnych, czy też rozczarują – tak jak w kilku jesiennych meczach czy w lutowym sparingu z Czarnymi  Żagań (0:3)? Na to pytanie odpowiedź poznamy w sobotnie popołudnie.

wtorek, 13 marca 2012

Michał Bartkowiak w Legii

Jednym z piłkarskich newsów lutego było wytransferowanie najlepszego juniora w Wałbrzychu do Akademii Legii. Michał Bartkowiak rocznik 1997 dał się poznać w regionie jako talent czystej wody. Wszelkiego rodzaju turnieje, czy to klubowe, czy reprezentacji okręgu, makrookręgu kończyły się najczęściej indywidualnym triumfem Michała. Pojawiły się co za tym idzie powołania do reprezentacji U-14 i U-15.  Sam zawodnik grywał już w DLJ z kolegami i rywalami o 4 lata starszymi!!! I nawet wtedy wpisywał się na listę strzelców. Tym co marzył się debiut w seniorach wzorem choćby gwiazd przed lat (Lubański) na ochłodę wystarczy przypomnieć przykład z ubiegłego sezonu 3.ligi, kiedy Orzeł Ząbkowice ukarany został walkowerem za mecz z Motobi (0:5, a na boisku 2:5) bo w bramce wystąpił 15-letni Paweł Pukacz! Regulamin bowiem wymusza wpuszczanie na boisko co najmniej 16-latków. Wracając do Bartkowiaka to wybór Legii wydaje się najlepszym z możliwych, ponieważ obecnie stołeczna Akademia jest jedną z najlepszych w kraju. Swego czasu były różne SMS, swoją renomę ma Gwarek Zabrze, popularne były szkółki w Wielkopolsce (Opalenica, Szamotuły, Wronki). Próbę czasu, a przede wszystkim ekonomii wytrzymuje póki co Legia, gdzie mocno postawiono na szkolenie wychowanków, co już przynosi wymierne korzyści dla zespołu seniorów. Wzorem zachodnich klubów -każdy rocznik ma swego sponsora, zespoły jeżdżą nie tylko po Mazowszu, ale po całym kraju i nie tylko. Trenerem Michała będzie były reprezentant kraju, uczestnik LM z Legią Tomasz Sokołowski - co już jest gwarantem odpowiedniego poziomu, bo popularny "Sokół" jest jednym z najbardziej cenionych szkoleniowców młodzieży w warszawskim klubie. Teraz wszystko w praktyce zależeć będzie od Bartkowiaka.
Michał Bartkowiak - trzy lata temu
Ciekawostką jest fakt, że ojcem Michała jest Sylwester Bartkowiak - wychowanek Zagłębia Wałbrzych, który grał w drugiej lidze, awansował z Thorezem do 1/4 Pucharu Polski. Później była krótka gra w KP i bodaj najlepszy okres jego gry przypadający na trzecioligowy Kryształ Stronie Śląskie. Okazuje się, że synowie kolegów Sylwestra z Zagłębia, również kopią w piłkę i to przy Ratuszowej - Dominik Radziemski (syn Krzysztofa) już zadebiutował w seniorach, a czeka na niego Gaspar (syn Mirosława) Otok. Jednak talentem przerasta starszych kolegów Bartkowiak junior.Co wcale nie oznacza, że później może być głośniej od Michała.
W najbardziej rozpoznawalnym klubie Polski nie brakowało w przeszłości wałbrzyszan. Ojciec Leszka Kosowskiego - Jan zaliczył przy Łazienkowskiej ledwie dwa mecze w 1954 roku (2 minuty w lidze w meczu  i jeden mecz w PP). Najbogatszą kartę zapisał do tej pory Tadeusz Nowak zwany przez kolegów Ferrari.  Opuścił on Zagłębie po jesieni 1970 w najlepszym dla zielono-czarnych sezonie w historii. Z Legią związał się na długie 8 lat, zagrał w każdym europejskim pucharze , zadebiutował w kadrze i doceniony znalazł się w Galerii Sław stołecznego klubu. W czasach bardziej współczesnych tuż przed ćwierćfinałowym dwumeczem w Pucharze Zdobywców Pucharów Legia - Sampdoria Genua z drugoligowego Górnika trafia do stolicy 23-letni pomocnik Jacek Sobczak. Mimo udanego początku (awans do 1/2 PZP), zagrał niecałe 50 spotkań z elką na piersi i po przybyciu Janusza Wójcika opuścił Legię by rozpocząć wędrówkę po futbolowym kraju z powrotem do rodzinnego Wałbrzycha włącznie. Historia popularnego Sopla to temat rzeka, ale faktem jest, że nie wykorzystał swoich nieprzeciętnych umiejętności, a przede wszystkim szansy jakiej otrzymał od losu. Przed Bartkowiakiem dylemat, którą droga iść - czy sukcesów i uznania wśród kibiców (Nowak) czy zabawy, minimalizmu, samozadowolenia (Sobczak) - wydaje się nie mieć miejsca. Przede wszystkim Michał mógł liczyć na dobre rady ojca - piłkarza, poza tym w Warszawie zadbają by młodzian z Wałbrzycha myślał jedynie o piłce. Trzeba kibicować Bartkowiakowi, aby wychwalany talent znalazł pokrycie w sukcesach w bliższej i dalszej przyszłości. Nie ma co marudzić, że mógł zostać w Wałbrzychu (jaka przyszłość by go czekała w Górniku?) lub grać bliżej domu (Śląsk, Zagłębie Lubin). Inaczej będzie postrzegany za cztery, pięć lat gdy w europejskich pucharach wybiegnie na murawę przy Łazienkowskiej piłkarz rodem z Wałbrzycha.

poniedziałek, 12 marca 2012

Pękający balonik

Ci co oglądali mecz wrocławskiego Śląska z Koroną Kielce przecierali oczy ze zdumienia. Nie chodzi tutaj o grę gospodarzy, ale o stan murawy. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że leży śnieg, ale po kopnięciu piłki zamiast puchu wznosiło się coś na podobieństwo piachu. Stadion ma więc na chwilę obecną problem z murawą i nie tylko. Ale po kolei. Wybór Wrocławia kosztem Krakowa czy Chorzowa przez wielu był odbierany jako decyzja polityczna - patrzono przez pryzmat głównych postaci frakcji rządzącej. Jednak geografia, bliskość zachodniej i południowej granicy, lotnisko, no autostrada A 4 przemawia na korzyść stolicy Dolnego Śląska. Co prawda lada chwila A-4 będzie najbardziej przeklinaną nicią komunikacyjną w kraju ze względu na wprowadzenie opłat, ale nie ma takich problemów jak z dojazdem do Warszawy. Stadion otwarty z opóźnieniem oparł się aferom jakie towarzyszyły Narodowemu w Warszawie. Póki co ze sportowego punktu widzenia przynosi niepowodzenia: od porażki Adamka z Kliczko po wyniki ligowe Śląska. Już sam rzut na bryłę stadionu w porównaniu z innymi obiektami Euro wychodzi na niekorzyść wrocławskiego. Szary, bez pomysłu, przez złośliwych zwany największym papierem toaletowym na świecie. Najlepiej prezentują się obrazki z zewnątrz - na trybuny. Niedoróbki elewacji, wystające gdzieniegdzie kable są niczym z otaczającym placem budowy wokół stadionu. Miała być galeria handlowa, stacja kolejowa, a jest ... Szkoda słów, bo ci co byli na meczu kadry PZPN z Włochami czy na którymś z meczów Śląska wiedzą co się tam wokół dzieje.
Wrocławski stadion nie jest tak barwny z zewnątrz jak PGE Arena
Po przyznaniu Polsce europejskiego czempionatu nastąpił hurra-optymizm, który trwa w niektórych dziedzinach do dnia dzisiejszego. Wiemy, że nie będzie tylu kilometrów autostrad, dróg szybkiego ruchu, szybkiej kolei, nowych dworców. Cieszymy się, że te budowy rozpoczęte kiedyś się zakończą - kiedy to nie wiadomo, ale przynajmniej potomni będą z nich korzystać. Powstały piękne stadiony, co prawda przepłacone i za kilkanaście miesięcy okaże się, że są nierentowne i państwo, czyli my - musimy dopłacać do nich.  Już kilka lat temu wyliczano ile to stadionów w Portugalii, Austrii nie podołało po mistrzostwach, wyśmiewano Ateny, że w dzień zawodów malowano elewację. U nas miało i ma być inaczej. Czy ktoś w to wierzy to jego sprawa. Pierwszy obiekt był skończony w Poznaniu - dokończona modernizacja stadionu Lecha, który stał się obiektem miejskim. O permanentnych  kłopotach z murawą napisano i powiedziano już wszystko, potem okazało się, że mieszkańcy okolic ul.Bułgarskiej skarżą się na decybele wywodzące się z gardeł kibiców, ale koniec końców oprócz trawy o obiekt nie ma się co martwić. W Gdańsku miał być  BalticArena czy Amber a został PGE. Niestety, gospodarz Lechia okazuje się jedną z najmniej skutecznych zespołów na całym kontynencie, prezydent miasta ma ogromne pretensje do operatora stadionu, który nie przynosi spodziewanej wysokości zysków. Najczarniejszy scenariusz to po mistrzostwach obiekt zapełni się w pełni na ... pierwszoligowych Derby Trójmiasta Lechii z Arką. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę tylko turniej mistrzowski to Gdańsk może pochwalić się pięknym funkcjonalnym obiektem, nie korkującym miasto tak jak w przypadku perły w koronie czyli warszawskiego Narodowego.
We Wrocławiu w niedzielę okazało się, że jest problem z murawą. Na mistrzostwach nie będzie istniał a co na co dzień? Biorąc pod uwagę ligę, to Śląsk wygrał i to bardzo szczęśliwie inaugurację (1:0 z Lechią po golu faulującego w wyskoku Voskampa), potem były 0:1 z Wisłą, 1:1 z Ruchem, 0:4 z Legią i 1:2 z Koroną. Dorabianie teorii o pechowym stadionie, nawoływanie do powrotu na Oporowską są oczywiście bez sensu. Niektórzy przypominają, że w mistrzowskim, jedynym sezonie, w 1977 Śląsk po krótkiej grze na Stadionie Olimpijskim powrócił na macierzysty przy Oporowskiej i sięgnął po największy sukces w historii klubu. Czkawką dla co niektórych wrocławskich hotelarzy może się odbić nadzieja na profity. Miasto stanie się w praktyce bazą piłkarzy i kibiców z Czech. Nie jest to majętny naród w porównaniu z innymi zachodnimi nacjami, poza tym do granicy jest bliziutko i dla większości bardziej opłacalne będzie dojeżdżanie na mecze niż nocleg, zabawa i pobyt przez kilkanaście dni w mieście nad Odrą. Zwłaszcza, że ceny zostaną wywindowane na maksa. Na bazę goszczącą uczestnika EURO 2012 chrapkę miało wiele miast i wszystkie musiały obejść się ze smakiem. Choć w niektórych przypadkach tytaniczna praca w budowie infrastruktury sportowej zaprocentuje w bliższej lub dalszej przyszłości. Warto przyjrzeć choćby takiej Trzebnicy. I pomyśleć, że swego czasu chciał w rolę gospodarza wcielić się Wałbrzych... Gościł pod Chełmcem Adam Olkowicz, trochę w jego blasku wygrzali się rodzimi politycy, ale twardo stąpający po ziemi mogli tylko zapytać: z czym do ludzi? Kurtuazyjna wizyta, a co niektórym zapaliła się lampka marzycieli. Brak bazy hotelowej, jakość nawierzchni dróg woła o pomstę do nieba, no i niby jak szybko mieli przemieścić się piłkarze do Wrocławia? Kompleks Aqua Zdrój miał błyszczeć na początku tej wiosny, a termin otwarcia jest w praktyce nieznany.  Przy założeniu, że wszystko byłoby już gotowe to być może Górnik PWSZ Wałbrzych przeżywałby to co obecnie ma miejsce w Kotwicy Kołobrzeg. W Kołobrzegu zabukowała cały stadion Duńska Federacja Piłkarska. Mimo, że Duńczycy pojawią się w dawnej Stolicy Żołnierskiej Piosenki to na mocy umowy podpisanej z miastem już od stycznia nikt nie może z niego skorzystać!! Oczywiście wina w tym władz miasta, które doprowadziły do takiej sytuacji.
Kiedy Aqua Zdrój będzie tak wyglądać?
Wiele tysięcy Polaków łudziło się, że zdobędzie bilety na Euro. Po kilku losowaniach okazało się, że większość z rodaków ma takie szczęście jak w totolotku. Przy tym kasę zarabia PZPN. Związek wpadł na dochodowy pomysł z Klubem Kibica Reprezentacji Polski. Trzeba się więc zapisać uiszczając przy tym opłatę, by mieć nadzieję, że ochłapy, które pozostały w związku trafią do rąk kibiców. Oczywiście nikły procent szczęśliwców się trafi, ale większość wydając ponad 30 złotych nabiła kasę tylko i wyłącznie PZPN. To jedna z nielicznych instytucji, która na Euro wyjdzie na plus.
Teraz na czerwcowy turniej zapowiadane są jeszcze protesty, strajki niezadowolonych grup zawodowych. Zamiast pięknego święta, na które liczą niepoprawni optymiści możemy być świadkami, bałaganu organizacyjnego, ogólnego narzekania.
Obym się mylił.

sobota, 10 marca 2012

Wreszcie rusza piłkarska wiosna

Polska to dziwny kraj jak mawia klasyk. Przerwa pomiędzy rozgrywkami drugiej ligi trwa ponad trzy miesiące, a gra wiosną będzie trwała do końca maja, czyli prawie dwa i pół miesiąca!!! Powciskano oczywiście kolejki w środy co spowoduje, że nie wszyscy chętni zobaczą swoich pupili w akcji. W niższych klasach organizacyjny bałagan próbowano ratować wydłużając grę jesienią, ale w końcu kluby się zbuntowały, bowiem zabrakło w kilku klubach funduszy. Nic dziwnego, bowiem w budżecie były zarezerwowane środki na 15-17 meczy a nie przykładowo 20. Przyrody się nie oszuka, a pogody nie przewidzi się z miesięcznym wyprzedzeniem. W niektórych rejonach kraju spokojnie można by zacząć już rozgrywki oszczędzając tym samym kibicom, działaczom i piłkarzom środowe mecze. Poza tym 2.liga kończy rozgrywki 26 maja to czemu nie można by było rozegrać meczów tydzień później, a jeszcze przed EURO? Trudno, taka impreza jest raz w życiu więc trzeba się dostosować.
W wałbrzyskim rejonie część klubów czeka na wiosnę ze spokojem, niektórzy z obawą a jeszcze inni z nadziejami. W 2.lidze Górnik PWSZ wydaje się pokonał największy finansowy kryzys. Objawem tego mogą być ostatnie fakty - z zespołu nikt z kluczowych graczy nie odszedł, przyszedł Marcin Orłowski, który pokazuje, że powinien być znaczącym wzmocnieniem, a i na Ratuszową mogą spokojnie przyjeżdżać zorganizowane grupy kibiców gości. W tabeli przewaga nad przedostatnim zespołem to zaledwie 6 punktów, z drugiej strony 8 punktów więcej ma piąta Bytovia. Dla kibiców niezwykle ważne będą wiosenne dolnośląskie derby z Miedzią i z Chrobrym podczas których piłkarze będą starali się zrehabilitować za jesienne porażki.
W ten weekend w kraju rusza kilka niższych lig. W okręgu wałbrzyskim na pierwszy ogień idą zmagania pucharowe. Czy ich zwycięzca odegra jakąś rolę w późniejszych meczach na szczeblu DZPN a później na szczeblu centralnym? Oby. Bowiem obok ligowych starć Górnika PWSZ w naszym byłym wałbrzyskim województwie futbolowa posucha. W 3.lidze dolnośląsko-lubuskiej trudno będzie komukolwiek dogonić MKS Oława, Lechia Dzierżoniów będzie chciała powalczyć o miejsce na pudle. Polonia/Sparta Świdnica mimo osłabień (odeszli doskonale znani w Wałbrzychu Filipczak, Starczukowski, Smoczyk, Chmiel) powinna się liczyć i poprawić szóstą lokatę. Bielawianka z Wojciechem Wierzbickim i Marcinem Smoczykiem w składzie mimo przedostatniej pozycji powinna uratować ligowy byt.
W IV lidze najbliżej Wałbrzycha grają futboliści AKS Strzegom z niedawnym napastnikiem Górnika PWSZ Bartoszem Konarskim. Czeka go walka o utrzymanie. W klasie okręgowej mocno o awans walczyć będą Nysa Kłodzko z Piastem Nowa Ruda, świebodzicka Victoria oparta na wałbrzyszanach (Walusiak, Traczykowski czai sie tuż za nimi. MKS Szczawno ma przed sobą aż 13 domowych meczów, ale czy podopieczni Wiesława Walczaka są w stanie nadrobić 9-punktowy debet do Kłodzka? Biały Orzeł Mieroszów osiadł w dolnej połówce tabeli i to, że nie jest niżej zawdzięcza kilku innym słabszym zespołom do których zaliczyć należy Górnik Gorce. W obu klubach grało swego czasu kilku wałbrzyszan, z tym, że kilku pozostało w Mieroszowie, a Gorce postawiły na juniorów.
W wałbrzyskiej A klasie to przede wszystkim zagadka: czy Karolina Jaworzyna Śląska obroni punkt przewagi nad rezerwami Górnika? Piłkarze z Jaworzyny zremisowali pod Chełmcem i cudem uratowali remis w Głuszycy. Piłkarzom Piotra Borka oprócz remisu z liderem przydarzyła się wpadka w Uciechowie. Na pewno walczyć będą Sudety Dziećmorowice. Za nimi słabsze zespoły będą ogrywać Skalnik Czarny Bór i Włókniarz Głuszyca. W Gwarku Wałbrzych zmieniono prezesa - klub stał się niczym ... AC Milan Berlusconiego - prezesem właściciel telewizji tvtwoja Jacek Grabowski. Póki co oprócz przeciętnie grających seniorów w klubie są piłkarki, które odnoszą sukcesy w 3.lidze. Zagłębie spokojnie ogrywa juniorów w składzie, bez rewolucji kadrowej. Ósme miejsce i wydaje się, że wyżej Thorez niezbyt może podskoczyć -aż 8 punktów do szóstej ekipy z Nowic. O utrzymanie będzie walczyć zespół Czarnych Wałbrzych, którym należy życzyć sukcesów takich jakie były udziałem oldbojów tego klubów w lidze i pucharze organizowanym przez wałbrzyski OSiR.
Wałbrzyska B klasa sztucznie została latem rozszerzona przez dołączenie zespołów z podokręgu świdnickiego. Hegemonem są rezerwy świebodzickiej Victorii z kompletem zwycięstw. Najbardziej na tym cierpi Zdrój Jedlina Zdrój z coraz ładniejszym, funkcjonalnym zapleczem. Póki co podopieczni Roberta Kubowicza plany awansu muszą chyba odłożyć o rok. Co ciekawie w Jedlinie o miejsce w bramce rywalizują dwaj wychowankowie Górnika z rocznika 1991 Patryk Perlak i Łukasz Żendarski. Na więcej niż siódme miejsce liczyło Podgórze Wałbrzych, które wiosną będzie musiało radzić sobie bez Marcina Łysakowskiego, który przeszedł do MKS Szczawno Zdrój. A trzeba przypomnieć, że najlepszy snajperz z Podgórza potrafił pięciokrotnie w jednym meczu trafić do siatki rywala! Tuż za nimi jest lokalny rywal, gospodarz stadionu Nowe Miasto - tamtejszy Górnik. Ale i jemu się nie wiedze, zwłaszcza, że u siebie zespół zdobył zaledwie 4 z 12 zdobytych punktów.
PODSUMOWANIE PRZERWY ZIMOWEJ
W sezonie przerwy zimowej oprócz przygotowań, sparingów czy transferów było ciekawie w futbolowym świecie. A jak to w skrócie wyglądało z wałbrzyskiej perspektywy?
Tuptuś - wyróżnionym Lechitą
W styczniu w Poznaniu miejscowy Lech obchodził swoje 90-te urodziny. Z tej okazji wyróżniono 90 zawodników, którzy tworzyli piękną historię Kolejorza. Wśród nagrodzonych znalazł się były gracz wałbrzyskiego Zagłębia Marek Skurczyński. Mający pseudonim Tuptuś po opuszczeniu klubu z Ratuszowej reprezentował Lecha w latach 1978-82.
Wyroki korupcyjne
Grzechy przeszłości wychodzą na wierzch niekiedy w najbardziej niespodziewanym momencie. Głośne były zeznania Zbigniewa Wójcika (swego czasu Lech Poznań) czy Grzegorza Kowalskiego (kupował  na własną rękę mecze Śląska Wrocław, tylko czy aby ktoś w to jeszcze wierzy, że działał sam?). Obaj panowie pracowali razem przy Ratuszowej w okresie KP/Górnika SSA Wałbrzych. Kary dyskwalifikacji spotkały Marcina Wojtarowicza, Jarosława Solarza czy Jacka Cieśli. Ostatnim z byłych wałbrzyszan, który usłyszał wyrok jest były gracz Zagłębia, a obecnie grający trener Pogoni Pieszyce Sebastian Gorząd, który wiosną nie będzie mógł pomóc zespołowi z rodzinnych Pieszyc ani z trenerskiej ławki ani z perspektywy murawy.
Transfery
Ł.Jarosiński na testach w Alta IF [foto:altaposten.no]
W tygodniu jednym z newsów były testy wychowanka Górnika/Zagłębia Wałbrzych Łukasza Jarosińskiego w dalekiej Norwegii. Jesienią starszy brat obecnego zmiennika Jaroszewskiego - Kamila, zagrał w 2.lidze w MKS Kluczbork jeden mecz, notabene przeciwko Górnikowi PWSZ. Zimą spadkowicz z 1.ligi pożegnał się z nim. Wrócił więc do krakowskiej Wisły, gdzie nie miał co szukać. Drugoligowiec z norweskiego Alta jest więc szansą dla niego. Póki co czeka go jeszcze kilka meczów w hiszpańskiej mieścinie La Manga by ostatecznie przekonać do siebie sztab trenerski.
Również ojczyznę opuścił m.in. Dariusz Filipczak (Polonia/Sparta Świdnica), który stracił w zespole nie tylko etat na boisku, ale poza nim i wybrał modny kierunek austriacki. Michał Protasewicz, który jesienią był kluczowym graczem Pogoni Barlinek po zimowych transferach z wyższych klas rozgrywkowych stracił miejsce w składzie i odnalazł się w niemieckim FC Insel Usedom, gdzie grać będzie z byłymi kolegami z Floty Świnoujście. W kraju załapać się do wyższych lig nie udało się nie tylko Dariuszowi Michalakowi, ale i Dawidowi Kubowiczowi (Termalica Nieciecza), natomiast w niższych ligach 41-letni już Zbigniew Wójcik w legnickiej okręgówce zamienił Kuźnię Jawor (3.miejsce po jesieni) na przedostatnią GKS Męcinka. W MKS Szczawno Zdrój pojawił się po wznowieniu piłkarskiej kariery Rafał Weirauch, który szkolił swego czasu seniorów Victorii Świebodzice. O transferach w klubach okołowałbrzyskich pisałem wyżej. W Kamiennej Górze kolejna rotacja wałbrzyskiej kolonii: odeszli m.in. Piotr Smoczyk, Jacek Gryka i zdyskwalifikowany Marcin Wojtarowicz, a dołączył z 2.ligi Kornel Duś czy były snajper Górnika Gorce a ostatnio Sudetów Dziećmorowice Jarosław Grzesiak.
Z Wałbrzycha na brazylijski mundial?
Andrzej Iwan, w przeszłości znakomity napastnik a potem rozgrywający, były trener a ostatnio wzięty ekspert w orange sport rzucił odważną opinię na temat byłego gracza juniorów Górnika/Zagłębia Wałbrzych, potem Zagłębia Lubin a obecnie Zawiszy Bydgoszcz Pawła Oleksego.  Uważa bowiem, że boczny obrońca, etatowy kadrowicz w młodzieżówce powinien dostać szansę od Franciszka Smudy. Pisał o tym w Przeglądzie Sportowym.  Nikt oczywiście nie liczy, że debiut Oleksego miałby miejsce jeszcze przed Euro, ale później nastąpi zapewne przewietrzenie kadry i kto wie, może Paweł zaliczy jakiś występ w kadrze, a po sukcesach w lidze (awans z Zawiszą do ekstraklasy czy udane mecze po powrocie do Lubina).
Halowe granie
Wałbrzyskie media rozpisują się jak zwykle o lidze Ronala, którą prócz grających niewielu się interesuje. Po prostu pomysł chyba z czasem się wypala. Ligowcy wymieszani w różnych zespołach o wdzięcznych nazwach sponsorów muszą raczej uważać by nie złapać kontuzji. Ciekawostką był występ reprezentanta kraju. Janusz Garncarczyk ma za sobą debiut u Smudy, a teraz to pozostaje mu gra chyba tylko w Młodej Ekstraklasie Zagłębia Lubin. Piłkarze Górnika PWSZ pod egidą AZS nie obronili medalu akademickich mistrzostw Polski. Szkoda. Wielu rozczarowanych priorytetami piłkarzy cieszyło się z tego faktu. Pozostaje mieć nadzieję, że zmagania na zielonej murawie akademików nie będzie kolidować z druga ligą. Na pocieszenie - w Zawierciu rozegrano halowe mistrzostwa Polski oldbojów. Swego czasu z dobrej strony pokazali się wałbrzyszanie w 1999. Teraz mistrzostwo przypadło byłemu graczowi KP Wałbrzych Ireneuszowi Adamskiego i jego kolegom z Mitsubishi Zabrze. Na Górnym Śląsku indywidualne nagrody dla najlepszego bramkarza zgarniał były gracz Górnika - Gerard Marszałek reprezentujący Bielskie Orły.
Off topic - Młynarz lepszy od Oławy!!!
Na koniec refleksja po nagłośnieniu rekordowego dorobku koszykarza Adama Wójcika. Nie jest to temat co prawda futbolowy, ale prawdziwy kibic nie samą piłka nożną przecież żyje. Wójcik potrzebował na to ponad 20 lat gry, grał głównie w topowych klubach od Wrocławia, Pruszków po Sopot. Wałbrzyski gigant Mieczysław Młynarski grał w nieco innej epoce, kiedy nie było rzutów za 3 punkty, inna taktyka, inne czasy. Wystarczy rzut oka na zestawienie najskuteczniejszych w historii polskich koszykarzy - jak ktoś pokusi się na wyciągnięcie średniej meczowej to wynik  Wójcika nie będzie już tak imponujący. Ostatnimi czasy zresztą media przypomniały niecodzienny wyczyn Młynarskiego - 90 oczek w jednym meczu !!!
Ostatnie sygnały z wałbrzyskich koszykarskich parkietów pozwala z optymizmem patrzyć na przyszłość tej dyscypliny pod Chełmcem. Co ciekawe klimat powrócił wraz z przenosinami z OSiR-u na halę przy Teatralnej. A jak będzie na hali przy Ratuszowej po oddaniu do użytkowania Aqua Zdroju?