środa, 31 marca 2021

Zimowe zmiany barw klubowych

 Początek astronomicznej wiosny miał się zbiec z początkiem futbolowej wiosny w niższych ligach na Dolnym Śląsku -  od klasy okręgowej w dół. Niestety, podobnie jak w ubiegłym roku wygrała pandemia i wobec obostrzeń rządowych start rundy rewanżowej trzeba przełożyć na drugi weekend kwietnia. Miejmy nadzieję, że jednak nie będzie powtórki sprzed 12 miesięcy i piłkarze niższych lig jeszcze wybiegną na murawy.
Zimą zespoły przygotowywały się do ligi rozgrywając mecze sparingowe oraz dokonując korekt w klubowych kadrach. Potwierdzenie transferów w niższych ligach następuje najczęściej po starcie rozgrywek, gdzie praktycznie do ostatniego dnia zatwierdzeni zostają w systemach związkowych nowe nazwiska. W wyższych ligach póki co wszystko jasne i wiadomo kto odszedł, kto musi walczyć o swoje w nowym towarzystwie. Zimą doszło do sporej liczby zmian barw klubowych z udziałem zawodników wywodzących się z klubów podokręgu wałbrzyskiego.
W PKO Ekstraklasie wałbrzyska kolonia wygląda skromnie. W podążającej po kolejny tytuł mistrzowski Legii przekonać się do siebie trenera Czesława Michniewicza nie może Radosław Cielemęcki, który ani razu nie trafił nawet do meczowej kadry I zespołu. Jego rówieśnik Szymon Włodarczyk jesienią dwukrotnie był rezerwowym, by wiosną zaliczyć dwa występy, w tym we Wrocławiu w wyjściowym składzie. Nikt nie wierzy, by stołeczny zespół dogoniła Pogoń Szczecin, gdzie dochodzi do siebie po kontuzji Igor Łasicki. Po fatalnym starcie w rozgrywkach systematycznie w górę tabeli pnie się Piast Gliwice, do kadry którego zimą dołączył 21-letni obrońca Maksym Gendera – wychowanek Lechii Dzierżoniów, potem junior Gryfu Świdnica, skąd 7 lat temu przeniósł się na Górny Śląsk. Po dwuletnim terminowaniu w Stadionie Śląskim Chorzów dołączył do Piasta Gliwice, w którym od 4 lat gra w zespole rezerw. Do tej prawy defensor zaliczył ławkę rezerwowych w lutowym meczu przeciwko
Dawid Pakulski.
[foto:motorlublin.eu]
Pogoni Szczecin. W Lubinie Dawid Pakulski nie przebił się do I składu z powodu kontuzji, gdy się wyleczył zaliczył jedynie końcowe minuty przegranego meczu w Szczecinie, a zimą już szukał nowego pracodawcy. Był na testach w pierwszoligowym Widzewie Łódź, przy okazji zgrupowaniu w tureckim Belek oglądany był przez czeski Slovan Liberec, by ostatecznie pójść na półroczne wypożyczenie do drugoligowego Motoru Lublin. Mające ogromne ambicje lublinianie to spore wyzwanie dla wałbrzyszanina, który po 3 meczach w roli zmiennika, w końcu wybiegł w Stargardzie w wyjściowej jedenastce. Na wspomnianym wyżej zgrupowaniu w Zagłębiu próbowany był dotychczasowy bramkarz rezerw 17-letni Szymon Weirauch, który obecnie nie ma szans, by wskoczyć do I zespołu.
Grupę ekstraklasowców związanych z ziemią wałbrzyską jesienią uzupełniał Rafał Figiel (8 meczów w Podbeskidziu Bielsko-Biała), który zimą usłyszał, żeby szukał nowego klubu. Faworytem do pozyskania Figo był GKS Tychy, ale ostatecznie trafił do imiennika z Katowic grającego zaledwie w drugiej lidze! Ponowny debiut w Gieksie okazał się całkowitym fiaskiem, bowiem faworyt z Katowic, lider rozgrywek przegrał na własnym boisku z ostatnim Hutnikiem Kraków 0:2, a gra Rafała była oceniona bardzo surowo. W kolejnych spotkaniach, które GKS wygrał Figiel pojawiał się najczęściej dopiero po przerwie, ale za każdym razem dał bardzo dobrą zmianę, choć już w ostatniej kolejce wrócił do wyjściowej jedenastki.
W Fortuna 1.lidze nie doszło do większych przetasowań pośród zawodników z przeszłością w klubach z podokręgu wałbrzyskiego. Zespół lidera z Niecieczy opuścił młodzieżowiec 20-letni Michał Orzechowski. Wychowanek Gryfa Świdnica jesienią zaliczył zaledwie 5 spotkań, a w nowym klubie Wigry Suwałki w 2.lidze już ten wyczyn skopiował będąc podstawowym wyborem trenera Szulczka. Rewelacja tegorocznej edycji Pucharu Polski, czyli Puszcza Niepołomice swój pucharowy sukces wywalczyła już bez udziału Mateusza Bartkowa, który przeniósł się do walczącego o utrzymanie GKS Bełchatów.
2.liga zyskała sponsora w postaci firmy eWinner. Wspomniany transfer Figla w zgodnej opinii dziennikarzy oraz fachowców okrzyczany został największym transferem zimy. W tej klasie rozgrywkowej będziemy oglądać również wychowanka Victorii Wałbrzych Dominika Więcka (rocznik 2000), występującego do tej pory w rezerwach Zagłębia Lubin, a do końca sezonu wypożyczony został do Sokoła Ostróda. Do rezerw Śląska dołączyli kolejni juniorzy i debiut na trzecim poziomie rozgrywek zaliczył również 18-letni Hubert Konstanty (wychowanek Gryfa Świdnica, potem piłkarz Tęczy Bolesławice i Polonii-Stali Świdnica). Konstanty zaliczył kapitalną jesień w Centralnej Lidze Juniorów, gdzie portal weszlo wybrał go najlepszym juniorem grającym w kraju!
W trzeciej lidze występuje najwyżej sklasyfikowany zespół z podokręgu wałbrzyskiego, czyli Polonia-Stal Świdnica. Niestety, wyniki nie przynoszą powodów do radości. Trener Jarosław Pedryc postanowił nieco przewietrzyć zimą kadrę. Do Foto-Higieny Gać przeszedł Sebastian Jaroszyński, do niższej klasy rozgrywkowej trafili: Jakub Białas dołączył do Orła Ząbkowice Śląskie w 4.lidze, gdzie trenerem jest były szkoleniowiec świdniczan Rafał Markowski. Wypożyczeni zostali również Łukasz Kot i Kamil Szczygieł (Polonia Trzebnica), Jakub Frankiewicz wrócił do Apisu Jędrzychowice. W ich miejsce przybyli: doświadczony 32-letni Damian Szydziak (Ślęza Wrocław, a wcześniej  m.in. Orzeł Ząbkowice Śl., Unia Bardo czy Lechia Dzierżoniów),  bramkarz Kamil Szawaryn, który w debiucie na świdnickim boisku zaliczył bramkę samobójczą, 22-letni obrońca Ślęzy Wrocław Maciej Diduszko mający za sobą grę w pierwszoligowym Chrobrym Głogów, Damian Kasprzak (2001, Zagłębie II Lubin), Paweł Czarny (2002, LKS Bystrzyca Górna) oraz wypożyczono z Górnika Polkowice Kornela Ciupkę (1999, jesienią w Apisie) i Kacpra Osiadłego (2000, jesienią  w Sokole Kleczew). Świdniczanie nie rzucili się w wir zimowych zakupów, ściągania doświadczonych graczy i zapowiedzi walki o utrzymanie. Na 15 spotkań przed finiszem podopieczni Jarosława Pedryca mają kilkanaście punktów straty do bezpiecznego miejsca. Wiosenne mecze nie przyniosły żadnego punktu i trudno oczekiwać nagłego zwrotu i systematycznego punktowania przez Polonistów. Dopiero w ostatniej kolejce Polonia-Stal zapunktowała pokonując Piast Żmigród 1:0. Do Świdnicy z kolei zawita wałbrzyszanin Dominik Bronisławski, który po długiej przerwie spowodowanej kontuzją oraz rehabilitacją związał się ze Stalą Brzeg. Z kolei przestała praktycznie istnieć wałbrzyska kolonia w Foto-Higienie Gać. Damian Jaroszewski, Mateusz Krzymiński i Jakub Piątek przeszli do Orła Lubawka, a Aleksander Rokosz powrócił do Legnicy, by stamtąd trafić na kolejne wypożyczenie do Mewy Kunice. Gacianie już bez wałbrzyszan wiosną póki co grają fatalnie okupując ostatnie miejsce za wyniki osiągnięte w 2021 roku.
W 4.lidze dolnośląskiej rozegrano dwie kolejki, które już przyniosły sensacyjne wyniki. Grupie zachodniej najpierw Karkonosze przegrały w Leśnej z Włókniarzem 1:2, bo tydzień później odzyskać fotel lidera po niespodziewanej wpadce rezerw Chrobrego u siebie ze wspomnianym Włókniarzem (0:0). Głogowianie ustępują KSK jedynie o 2 trafienia mniej i jesienną przegraną 1:2 i wiele może się wyjaśnić w połowie kwietnia, gdy dojdzie do bezpośredniego meczu na boisku Chrobrego.
W grupie wschodniej hit miał miejsce już w pierwszej rewanżowej kolejce, gdzie Lechia Dzierżoniów po serii 17 kolejnych zwycięstw przegrała w derbowym pojedynku z Bielawianką 1:2. Bielawianie pomimo wygrania obu meczów z liderem wciąż posiadają 5-punktową stratę, którą raczej ciężko będzie odrobić. W tej grupie doszło do sporej liczby transferów z udziałem byłych zawodników klubów podokręgu Wałbrzych. Bielawiankę opuścił Adam Bońkowski mistrz Europy Regions Cup, który powrócił do Nysy Kłodzko, ale za to przyszedł Brazylijczyk Italo Rocha, jesienią grający w LKS Bystrzyca Górna. W Strzegomiu po cichu liczą na włączenie się do walki o 1.miejsce, stąd udane namówienie na powrót do AKS braci Adama i Marcina Wasilewskich (KS Legnickie Pole), którzy
Filip Fonfara z A klasy przeniósł się do 4.ligi.
[foto:walbrzyszek.com]
swego czasu imponowali skutecznością. Bramkarz Michał Nowak przeszedł do trzecioligowej Concordii Elbląg, gdzie będzie walczyć o utrzymanie w lidze, a latem niewiadomo, co dalej, bowiem w Elblągu coraz głośniej o fuzji z Olimpią. Daniel Borowiec wrócił do Victorii Świebodzice. Szymon Cukier i Dawid Stanuszek z kolei przenieśli się ze Strzegomia do Orła Lubawka, gdzie trener Jacek Fojna przeprowadził prawdziwą rewolucję. Tercet z Gaci, duet ze Strzegomia oraz utalentowany, młody bramkarz Zagłębia Wałbrzych (Filip Fonfara rocznik 2003) mają zastąpić grupę zawodników, którym podziękowano w Lubawce. Wśród nich znaleźli się bramkarze Gałek (wypożyczony do Zjednoczonych Ścinawka Średnia), Michno, a także bracia Wroczyńscy, Michnicki, Meuszyński czy strzelec 3 bramek Rafał Grzelak. Orzeł wiosnę rozpoczął od 2 porażek, ale czas działa na korzyść piłkarzy Jacka Fojny.
Sprawcą jednej z największych niespodzianek był LKS Bystrzyca Górna, który wygrał w Trzebnicy 1:0 z wyżej notowaną Polonią.  Drużynę Jerzego Żądło nie tylko opuścił Italo Rocha, ale i 19-letni Paweł Czarny, który w Świdnicy zaliczył już 3-ligowy debiut. Nysa Kłodzko marzy o utrzymaniu się w 4.lidze, który nie będzie mógł liczyć na kontuzjowanych Sasinowskiego, Pawła Cebulskiego, Ukraińców Yefymenko i Pokhytailo, Macieja Dymka (Polonia Bystrzyca Kłodzka). Optymizm może wzbudzać przede wszystkim powrót Bońkowskiego, pozyskanie innego Ukraińca Mykhailo Kolesnyka (w Polsce grał Piaście Karnin i Granicy Kętrzyn) oraz powrót 20-letniego Jakuba Grędy z wypożyczenia z Trojana Lądek Zdrój. W Ząbkowicach Śląskich mozolnie trwa odbudowywanie marki Orzeł. Trener Rafał Markowski 12 miesięcy temu świętował w Świdnicy triumf w 4.lidze, o powtórkę nie ma co liczyć, bowiem do 1.miejsca brakuje aż 25 punktów i bliżej strefy spadkowej niż walki o czołowe lokaty. Trenerem bramkarzy jest wałbrzyszanin Wojciech Wierzbicki. Zimą odeszli Robakowie, Czachor, Dyda, Śleziak czy Skowronek, a w ich miejsce grać będą Bartłomiej Higi (2003), Jakub Białas (2000, wypożyczony z Polonii-Stali Świdnica), Andrzej Mail
Przemysław Cichocki (Mechanik Brzezina)
[foto:k.migacz]
(1999, Chemik Kędzierzyn Koźle) oraz Igor Wargin (1996, Sokół Wielka Lipa). Póki co jeden punkt w 2 meczach na pewno rozczarowuje wszystkich w Ząbkowicach Śląskich. W Nowej Rudzie zabraknie Jeziorskiego, Orzechowskiego i Kałwak, który wrócił do Jedliny Zdrój. Trener Przemysław Malczyk będzie mógł z kolei liczyć na powracających po nieobecności 19-letniego Bartosza Górskiego i 26-letniego Mateusza Poświstajło, a także kolejnych Brazylijczyków Cruciego oraz Allana, który dwa lata temu udanie pokazał się w Górniku Wałbrzych. Pogoń Pieszyce wciąż legitymuje się kompromitującym bilansem zaledwie jednego punkciku, ale nikt w klubie nie rozdziera szat, czy planuje zwolnić trenera Sebastiana Gorząda. Utalentowany Higi trafił do Ząbkowic Śląskich, ale za to defensywę wzmocnił doświadczony 35-letni Piotr Tylka z Lechii Dzierżoniów. W kadrze jest również były junior wałbrzyskiego Górnika, pozyskany zimą z Jedliny Zdrój 21-letni Cyprian Poloneski.  W grupie wschodniej Mechanik Brzezina wzmocniło trio z czwartoligowego LZS Starowice, wśród których jest znany w Wałbrzychu Przemysław Cichocki.
W niższych ligach, które prowadzi podokręg wałbrzyski również doszło do zimowych zmian barw klubowych. Jak wspomniano na wstępie ostateczne potwierdzenie nastąpi wraz z powrotem piłkarzy na murawę. Z ciekawszych ruchów, potwierdzonych przez kluby warto zauważyć przejście duetu piłkarzy Czarnych Wałbrzych Kacper Anuszkiewicz - Rafał Maciaszczyk, który ma ratować klasę okręgową dla Jaworzyny Śląskiej. Oprócz Borowca do Świebodzic wraca Marcin Chołuj, jesienią grający w Górniku Wałbrzych. Wałbrzyski lider gr.I A klasy uzupełnił skład Marcinem Betlejem (Czarni Wałbrzych) oraz duetem bramkarzy, którzy swego czasu reprezentowali biało-niebieskich: Radosław Brzeziński (MKS Szczawno Zdrój) i Bartosz Walusiak (Zdrój Jedlina Zdrój). Do Zagłębia Wałbrzych z rezerw Orła Lubawka wrócili Przemysław i Marcel Dobiegowie, a z Czarnych bramkarz Tomasz Kurowski. Włókniarz Głuszyca zgłosił do rozgrywek Dawida Cizio, wychowanka wałbrzyskiego Górnika, później gracza Czarnych, a ostatnio Zdroju Jedlina Zdrój. Unia Bogaczowice będzie mogła korzystać z 38-letniego Daniela Kłosowskiego, wałbrzyszanina mającego dłuższą przerwę w ligowej grze, a wcześniej grającego m.in. w Górniku/Zagłębiu, Podgórzu Wałbrzych czy MKS Szczawno Zdrój.Nowym zawodnikiem żółto-niebieskich został 19-letni Oskar Wiśniewski reprezentujący poprzednio Zdrój Jedlina Zdrój. Do Sudetów Dziećmorowice na rundę wiosenną przeniósł 19-letni Bartłomiej Siwiński z Górnika Wałbrzych, a z Boguszowa-Gorc do Szczawna przeszedł Jarosław Pryk.
Warto zauważyć, że w podokręgu legnickim w podjaworskiej Męcince powstaje mała kolonia byłych graczy Górnika Wałbrzych. W KS Męcinka, przedostatniej drużynie klasy okręgowej, w defensywie wciąż gra Zbigniew Wójcik, który 2 lutego kończył 50 lat!  Popularny Wujo dodatkowo prowadzi grupy młodzieżowe w Bazalcie Piotrowice. W pomocy grywał Daniel Główka, który w Górniku był rezerwowym ... bramkarzem. Do nich dołączył 44-letni Rafał Majka, ostatnio broniący barw Kuźni Jawor.
Czy piłkarze niższych klas rozgrywkowych wrócą na boiska 10 kwietnia przekonamy się za tydzień.

wtorek, 12 stycznia 2021

Nietypowa Jedenastka - aż żal, że grali tak krótko w Wałbrzychu

 Nie jest to zestawienie piłkarzy grających najlepiej w historii wałbrzyskiego futbolu. Nie jest to również zbiór nazwisk, które zapadły głęboko w pamięci pod Chełmcem pod względem bramek, asyst, kar indywidualnych czy wcześniejszych, bądź późniejszych sukcesów w innych klubach. Nietypową Jedenastkę tworzą zawodnicy, którzy przybyli na Ratuszową na krótki okres, co najwyżej sezon, ale swoją grą wstydu nie przynieśli, byli podstawowymi zawodnikami. Dla zdecydowanej większości epizod wałbrzyski był trampoliną, która zaprocentowała w przyszłości grą w wyższych ligach. A dla niektórych pobyt w Wałbrzychu był szczytowym osiągnięciem w przygodzie z piłką.
Przez lata do Zagłębia czy Górnika przychodzili zawodnicy, którzy wiązali się z klubem na dłużej niż sezon. Znakomicie działał system wyszukiwania talentów w regionie, dziś nazywany skautingiem. Z byłych województw obecnego Dolnego Śląska udało wypatrzyć się utalentowanych zawodników, udanie wprowadzać w tajniki futbolu jednocześnie zapewniając miejsce w internacie i  edukację. Oprócz zdolnej młodzieży górnicze kluby kusiły dobrymi zarobkami, ale nie było szaleństwa w postaci głośnych transferów na przykład kadrowiczów. Przypadki Jerzego Odsterczyla, Józefa Ciołka, Jerzego Kowalika czy Tadeusza Dolnego stanowiły wyjątki. W latach 90-tych ubiegłego stulecia, gdy wałbrzyski futbol coraz bardziej upadał, więcej było transferów wychodzących niż przychodzących. Zaczęły się pojawiać wypożyczenia, popularne do dnia dzisiejszego. Były krótkie okresy chwały, związane z pobytem w drugiej lidze, ale głośnych zakupów nie uświadczono pod Chełmcem. Gra w Klubie Piłkarskim, Górniku/Zagłębiu, a potem w Górniku nie była już tak atrakcyjna jak za czasów górniczego mecenatu.
Poniżej jak najbardziej subiektywne zestawienie jedenastu zawodników, którzy grali krótko w Wałbrzychu, ale byli podstawowymi zawodnikami, za którymi po odejściu... tęskniono, przez jakiś czas wspominano, potem ich miejsce zajmowali inni, najczęściej związani z miastem, regionem. 
JACEK BANASZYŃSKI
(ur. 1975, Górnik Wałbrzych 1997/98 - 19 meczów).
Popularny Banan jest wychowankiem Zagłębia Lubin. Swoją historię barwnie opowiedział niedawno Krzysztofowi Kostce. Co ciekawe w ekstraklasie zadebiutował w wieku 18 lat zmieniając ... pomocnika Arkadiusza Żarczyńskiego. W świecie, gdzie nie analizowano każdego meczu video, nie było internetu, w mediach podano inne nazwisko, tym samym oszczędzając wstydu Zagłębiu, które do Tarnobrzega delegowało zaledwie 13 piłkarzy. Po wypożyczeniach do Głogowa i Bydgoszczy w sezonie 97/98 mógł stwierdzić, że poznał wałbrzyszan, bowiem pięciokrotnie wyciągał piłkę z bramki w ligowych meczach z KP.  Po powrocie do Zagłębia Banaszyński co prawda zaliczył dwa występy w 1.lidze, ale nr 1 w Lubinie był Jędrzej Kędziora. Równolegle, w Wałbrzychu, w 2.lidze KP przeżywało ciężkie chwile w lidze, m.in. poprzez problem z obsadą bramki. Marek Siemiątkowski doznał kontuzji i trener Grzegorz Kowalski musiał wybierać pomiędzy Rafałem Wodzyńskim i pozyskanym z Victorii Świebodzice Adamem Broszczakiem, dla których drugi poziom rozgrywek w Polsce stanowił za wysokie progi. Gdy zaczęto powoływać Sportową Spółkę Akcyjną Górnik przy Ratuszowej postanowiono wzmocnić kadrę poprzez wypożyczenie m.in. Banaszyńskiego. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poprawiła się gra defensywna wałbrzyszan. Już debiut w Górniku - 
wałbrzyszanie zajmujący przedostatnią lokatę podejmują siódmą Vartę Namysłów. Wypożyczony z Lubina bramkarz w pierwszym kwadransie wygrywa dwa pojedynki sam na sam z Piotrem Szotą, później przebudzenie kolegów z zespołu i ostatecznie Górnik wygrywa 3:0 opuszczając przy tym strefę spadkową. Jacek umiejętnie dyrygował linią obrony, brawurowymi interwencjami ratował zespół z opresji, a także swoim zachowaniem zaskarbił sympatię najzagorzalszych kibiców. Zimą spekulowano czy o Banana upomni się Zagłębie, ale po zakontraktowaniu doświadczonego Piotra Lecha z Ruchu Chorzów, wiosnę'98 ponownie spędził ją przy Ratuszowej. 19 spotkań w barwach biało-niebieskich, 7 czystych kont i seria 350 minut gry bez straconej bramki. Kibice, dziennikarze często wspominali kapitalne występy Banaszyńskiego przeciwko ówczesnym potentatom 2.ligi, gdzie praktycznie jemu podopieczni Grzegorza Kowalskiego zawdzięczali sukces, Krisbutowi Myszków (1:0), Ruchowi Radzionków (0:0), czy Elanie Toruń (3:2). Sezon 1997/98 stanowił niejako łabędzi śpiew wałbrzyskiej piłki, bowiem nigdy później miasto nie doczekało się tak dobrze grającej drużyny na szczeblu centralnym. Po szokującym wycofaniu zespołu Banaszyński wrócił do Lubina, gdzie dość szybko przeniósł się do Miedzi Legnica. Po 2,5 latach przeszedł do grającego wyżej Górnika Polkowice, z którym wywalczył awans do 1.ligi, czyli ekstraklasy w 2003. Gra na najwyższym szczeblu dało przepustkę do lepszych klubów i po degradacji znalazł zatrudnienie w Polonii Warszawa, GKS Bełchatów i Jagiellonii Białystok. W 2008 wrócił na Dolny Śląsk do Śląska Wrocław, gdzie przygodę zakończyły grzechy z polkowickiej przeszłości związanej z korupcją. Ostatnim klubem był trzecioligowy Tur Bielsk Podlaski, któremu Banaszyński pomagał w wieku 37 lat. 
PRZEMYSŁAW CICHOCKI
(ur. 1994, Górnik Wałbrzych 2014/15 19 meczów)
Blondwłosy obrońca jest wychowankiem Sparty Paczków, ale futbolowo ukształtował go 6-letni pobyt w Gwarku Zabrze. Z jego rocznika największą karierę z Gwarka zrobił Dominik Sadzawicki (Górnik Zabrze, GKS Katowice, dziś Stal Rzeszów), z którym wspólnie występował również w reprezentacji
Śląskiego ZPN. Po wyrośnięciu z wieku juniora grał z Gwarkiem w okręgówce, a po powrocie na Opolszczyznę ówczesny 19-latek spadł z 3.ligi z Czarnymi Otmuchów. Mimo degradacji wpadł wielu ekspertom w oko. Ale mało kto obstawiał, że lada moment będzie grał na szczeblu centralnym. Pierwsze minuty na boisku w koszulce Górnika Wałbrzych Cichocki spędził walcząc z Krzysztofem Piątkiem. Obecny reprezentant kraju z kolegami z Zagłębia Lubin ograł drugoligowych wówczas wałbrzyszan 4:0. Gości prowadził wówczas Andrzej Polak, który latem 2014 budował całkiem nowy zespół rzekomo rozbijając zastane układy, wprowadzając nową krew, a wśród nowych twarzy był właśnie Cichy, który został jednym z duetu podstawowych młodzieżowców. Taki stan rzeczy trwał do czasu zmiany trenera - Górnik przegrywał, osiadł na dnie tabeli, pożegnano trenera Polaka, a nowy szkoleniowiec Jerzy Cyrak postawił na bardziej doświadczonego Orzecha. Pomimo tego Przemek nie poddał się i jeszcze w rundzie jesiennej ponownie wskoczył do podstawowej jedenastki. Zimą Cyrak wzmocnił rywalizację nie tylko w kilku formacjach, ale wśród młodzieżowców, bowiem o miejsce w bramce rywalizowali Seweryn Derbisz z Kamilem Czaplą, w obronie Krystian Stolarczyk, a przecież jeszcze grali wychowankowie Dominik Bronisławski czy Mateusz Krzymiński. Cichocki stracił miejsce w składzie na rzecz Stolarczyka i też w jego miejsce wskoczył po 7 wiosennych meczach do składu opuszczając zaledwie jedno spotkanie. 19 drugoligowych meczów to największe osiągnięcie w dotychczasowej karierze Przemka. Po spadku do 3.ligi wałbrzyszan nie było w klubie chętnych, a dokładniej funduszy, by zatrzymać Cichockiego. On sam wrócił do macierzystego Paczkowa, który grał zaledwie w 4.lidze. Po rundzie jesiennej przeniósł się do Starowic Dolnych, gdzie gra do dnia dzisiejszego. Największym sukcesem był niespodziewany awans do 3.ligi na sezon 2019/20. W zakończonym przedwcześnie przez pandemię sezonie LZS w 18 meczach zdobył zaledwie 4 punkty po 4 remisach. W klubie nie skorzystano z przywileju utrzymania się, zrezygnowano z udziału gry w 3.lidze w bieżącym sezonie, by po jesieni'20 zajmować drugie miejsce pośród 22 opolskich czwartoligowców. Cichocki z kolei wałbrzyskim fanom przypomniał się dokładnie dwa lata temu, gdy w styczniu doszło do sparingu czwartoligowców Górnika Wałbrzych z LZS Starowice (3:2).
IRENEUSZ ADAMSKI
(ur. 1974, KP Wałbrzych 1995/96 17 meczów - 1 gol)
Kibicowskie stosunki pomiędzy Wałbrzychem a Wrocławiem obecnie zapewne zablokowałyby taki transfer. Adamski jest wychowankiem Śląska, za którym fani pod Chełmcem raczej nie przepadają. We wrocławskim klubie po grze w juniorach głównie grywał w rezerwach zaliczając wypożyczenia do Jankowych i Chocianowa. Mimo debiutu Irka w ekstraklasie Śląsk zimą sezonu 1995/96 nie robił problemów z wypożyczeniem do walczącego o awans do 2.ligi Klubu Piłkarskiego Wałbrzych. Szkoleniowiec wałbrzyszan Wiesław Pisarski doskonale sobie zdawał sprawę, że mocny zespół buduje się od defensywy, a ta nie stanowiła mocnego monolitu. Antidotum stanowił duet byłych graczy Śląska - bramkarz Marek Siemiątkowski, który był znany trenerowi ze wspólnej pracy w Dzierżoniowie i właśnie Adamski. Adams miał więcej walorów niż próbowany na tej pomocy na początku sezonu nominalny pomocnik Grzegorz Krawiec, niż Jarosław Solarz. Na trzecioligowych boiskach był, mimo młodego wieku, wyróżniającym się piłkarzem będąc jednym z architektów awansu do 2.ligi. Wałbrzyszanie chętnie przedłużyliby wypożyczenie, ale Śląsk nie był zainteresowany takim rozwiązaniem. Adamski we Wrocławiu po powrocie z Wałbrzycha zaczął regularnie grać w ekstraklasie, z której spadł ze Śląskiem, a po 3 latach powrócił. W 2001 przeniósł się do Polkowic, gdzie spędził 4,5 sezonu (awans i spadek z ekstraklasy), ale podobnie jak w przypadku Jacka Banaszyńskiego pobyt w Górniku rzucił korupcyjny cień na jego przygodę z futbolem. Adamski w 2006 zszedł do trzecioligowego Gawina Królewska Wola na jedną rundę, po której przeszedł do Ruchu Chorzów, z którym wywalczył awans do ekstraklasy w 2007, a dwa lata później zagrał w finale Pucharu Polskim. Osiadł na Górnym Śląsku, gdzie nawet grywał w reprezentacji oldbojów Górnego Śląska, a ostatnie lata to gra w śląskiej okręgówce w ŁKS Łagiewniki, Odra Miasteczko Śląskie, Warta Kamieńskie Młyny i Unia Kalety, w 2 ostatnich pełniąc rolę grającego trenera.
DYMITRIJ NAZAROW
(ur.1975, Górnik Wałbrzych 1997/98 13 meczów)
W Wałbrzychu zapisał się w historii jako pierwszy obcokrajowiec. Białorusin, wychowanek Lehmasz
Orsza, potem gracz Lokomotiwu Witebsk, gdzie w wieku juniora debiutuje w rodzimej ekstraklasie. Do Polski trafia do Zagłębia Lubin zimą sezonu 1996/97, a w maju debiutuje w lidze w spotkaniu Zagłębia z Ruchem Chorzów. Po przepracowanej przerwie letniej w sezonie 97/98 rozgrywa zaledwie dwa mecze: z ŁKS w Łodzi (dwie żółte kartki i w efekcie czerwona kartka) oraz z Wisłą Kraków i ...wylatuje ze składu. Poszukujący defensorów wałbrzyski Górnik z chęcią go przyjmuje do siebie i już we wrześniu Dima debiutuje w nowych barwach. Nie gra efektownie, surowy technicznie, lecz znakomicie rozbija ataki rywali, dobrze gra głową. W spotkaniu ze Śląskiem Wrocław otrzymuje czerwoną kartkę a dwie żółte i wówczas okazało się ile znaczył dla bloku defensywnego Nazarow. Zimą wraca na krótko do Lubina, lecz nowy trener Zagłębia w osobie Andrzeja Szarmacha nie widzi go w pierwszoligowej kadrze. Wiosną'98 w Górniku Wałbrzych przegrywał rywalizację z Zbigniewem Wójcikiem, Hubertem Łukasikiem, Piotrem Borkiem, ale stanowił mocne wsparcie w rywalizacji o miejsce w składzie. Po wycofaniu się wałbrzyszan z drugiej ligi Dima natrafia na kolejne wypożyczenia do Lechii Zielona Góra i Unii Skierniewice. Wiosną 2000 roku z rezerwami Zagłębia Lubin przegrywa baraże o 3.ligę z Lubuszaninem Drezdenko, a później okazjonalnie grywał w Górniku Polkowice w 2001, by dość niespodziewanie zakończyć karierę pomimo młodego, jak na zawodnika, wieku.
ADAM KŁAK
(ur.1986, Górnik Wałbrzych 2010/11 23 mecze - 1 gol)
Wychowanek Piasta Nowa Ruda dość szybko wyemigrował do Miedzi Legnica, gdzie spędził 7 lat. Przeżył awans i spadek z drugiej ligi, obecnej pierwszej ligi, gromadząc 153 ligowe spotkania, w których strzelił 3 gole. Latem 2010 skończyła mu się umowa z klubem, który nie przejawiał ochoty na dalszą współpracę z Adamem. Barw Miedzianki broniłem przez siedem lat, a pożegnano się ze mną w minutę -nie krył rozczarowania 24-letni wówczas pomocnik, który szybko znalazł nowego pracodawcę w postaci wałbrzyskiego Górnika. Wałbrzyszanie właśnie awansowali do drugiej ligi i świadomi słabych ogniw w kadrze szukali wzmocnień również w defensywie. Trener Robert Bubnowicz testował wielu zawodników, również zagranicznych, ale ze względów głównie finansowych zdecydował się na zaledwie czterech z nich, w tym Kłaka, który ponownie mógł grać z byłymi kolegami z czasów gry w Miedzi - Rafałem Majką i Tomaszem Wepą. Adam początkowo występował w drugiej linii, gdzie był
autorem bodaj najładniejszego gola okresu przygotowawczego - po kapitalnym uderzeniu z 30 metrów przeciwko Twardemu Świętoszów. Mimo pochwał pierwsze spotkania ligowe (2:2 w Żaganiu, 1:3 w Bydgoszczy) Adam obserwował z ławki. Wykorzystując przerwę w rozgrywkach Górnik rozgrywa sparing z Polonią/Spartą Świdnica (5:4), w którym Kłak strzela 2 gole i Bubnowicz przeciwko GKS Tychy wystawia go w podstawowej jedenastce. Bezbramkowy remis, pierwsze zero z tyłu w lidze z Kłakiem w defensywie spowodował, że Adam na dobre zagościł w wyjściowej jedenastce Górnika. W Tychach awaryjnie, ale jakże udanie zagrał na prawej obronie, w kolejnym zagrał na lewej, gdzie zakotwiczył na dłużej. Mimo, że popełniał błędy, był niekiedy łatwo ogrywany przez szybkich zwrotnych skrzydłowych, to dawał większą jakość niż przereklamowany inny letni nabytek Michał Protasewicz, były reprezentant Polski juniorów. Kłak łatwo łapał żółte kartki, których skompletował aż 9, z Polonią Słubice za nadmiar napomnień wyleciał z boiska. Trener Bubnowicz mimo tego chwalił Adama, jako uniwersalnego zawodnika, który wg niego udanie prezentował się na pozycjach, na które nie miał pierwotnie grać. Podczas przymusowej pauzy w 2.lidze wspomagał rezerwy grające w B klasie, gdzie za każdym razem wpisywał się na listę strzelców. Pod koniec rundy jesiennej, kiedy nie grał Dariusz Michalak ponownie Adama oglądaliśmy w roli prawego obrońcy, a zimą jako student PWSZ sięgnął z kolegami z Górnika po akademickie halowe mistrzostwo Polski. Wiosną Adam Kłak tworzył z Markiem Wojtarowiczem duet stoperów i trzeba dodać, że ta para w 12 spotkaniach mogła się pochwalić stratą zaledwie 8 bramek! Górnik Wałbrzych sezon 2010/11 zakończył na 10.miejscu, ale za wyniki wiosenne sklasyfikowany został na siódmym z zaledwie 11 straconymi bramkami - żadna z ekip nie straciła tak mało bramek. Co stało więc na przeszkodzie, by utrzymać tak skuteczną defensywę? Jak niewiadomo o co chodzi, to wiadomo, że rozbiło się o pieniądze. Kłak po latach w wywiadzie z cyklu Niski Pressing przyznał, że klub zalegał mu z wypłatami uposażenia, nie wywiązywał się po prostu z kontraktowych ustaleń. Następnym przystankiem byli Czarni Żagań, czyli ligowy rywal Górnika. Po zakończeniu sezonu 2011/12 Kłaka próżno szukać na szczeblu centralnym. Mewa Kunice (klasa okręgowa), Orkan Szczedrzykowice (4.liga), Grom Gromadzń-Wielowieś (klasa okręgowa), Zryw Kłębanowice (klasa okręgowa) to kolejne kluby Adama, który odnalazł się poza boiskiem realizując się w firmie Saller, producenta odzieży sportowej.
EMIL NOWAKOWSKI
(ur. 1974, Górnik Wałbrzych 1997/98 16 meczów - 1 gol)
Szczupły blondynek, podobnie jak Jacek Banaszyński, przekonał się w Lubinie boleśnie, jak trudno wychowankom Zagłębia przebić się do I zespołu. Mając 19 lat miał co prawda 30 ekstraklasowych występów okraszonych dwoma trafieniami, ale bez przyszłości w macierzystym klubie. Po grze w Polkowicach i Głogowie wyjeżdża do USA, gdzie raczej rekreacyjnie grywa w piłkę. Po powrocie do
Europy gra w czwartej lidze włoskiej, gdzie nauczył się profesjonalnego podejścia do treningu, sportowego trybu życia poza meczami itp. Gdy zimą 1998 roku pojawił się w kraju i rozpoczął treningi pod okiem Grzegorza Kowalskiego w wałbrzyskim Górniku był postacią dla kibiców anonimową. Zaczął niezbyt fortunnie, bo w spotkaniu z gdańską Polonią nie wykorzystał rzutu karnego, lecz później szalejąc po lewym skrzydle zjednał sobie sympatię kibiców. W niektórych przypadkach zastępował Jacka Sorbiana w roli rozgrywającego. Typowy harcownik, o żelaznych płucach i nienagannej technice. Zdobył co prawda zaledwie jedną bramkę, ale wypracował kolegom trzy kolejne. Po latach posuchy wałbrzyscy kibice mogli podziwiać w akcji naprawdę znakomitego grajka. Po udanej rundzie oczywiście posypały się oferty, sam Emil był skłonny wyjechać do trzeciej ligi włoskiej, lecz za namową trenera Grzegorza Kowalskiego trafił za nim do wrocławskiego Śląska. Tam nie pograł długo, bowiem trafia do ukochanego Zagłębia grającego w ekstraklasie. Tam furory nie robi i wraca z powrotem do Wrocławia pomagając wydatnie Śląskowi w powrocie do ekstraklasy. Stamtąd trafia do mającego pierwszoligowe ambicje Górnika Polkowice, gdzie po udanym początku gra coraz rzadziej. Gdy wydaje się że trafi albo do Polaru Wrocław (tam jednak nie chcą go działacze) lub do Włókniarza Mirsk (IV liga) po kilku miesiącach przerwy niespodziewanie udanie przechodzi testy w pierwszoligowej Polonii Warszawa i pomaga jej w utrzymaniu się w lidze. Bilans w ekstraklasie to 79 meczów i 3 gole. Po przygodzie z Czarnymi Koszulami kontynuuje grę w kolejnych klubach - greckie Olympiakós ASK Vólou, MAS Pierikós Kateríni i APO Fostíras Távrou, niemieckie FC Oberlausitz Neugersdorf, a w Polsce czwartoligowe Prochowiczanka Prochowice, BKS Bobrzanie Bolesławiec i Konfeks Legnica, by zakończyć granie w A klasowej Victorii Parchów po sezonie 2013/14. Równocześnie edukował się trenersko i od kilku lat odnosi szkoleniowe sukcesy w Akademii Piłkarskiej Zagłębia Lubin.  
RAFAŁ FIGIEL
(ur. 1991, Górnik Wałbrzych 2014/15 14 meczów - 6 goli)
Figiel jest wychowankiem UKP Zielona Góra, który zmieniał wielokrotnie nazwę. W wieku 17 lat miał za sobą debiut w 2.lidze, zdobytą bramkę, a także nieudaną próbę w Cracovii, gdzie pokazał się w meczu Młodej Ekstraklasy. Reprezentant Polski juniorów wydawało się, że uda mu się w Odrze Wodzisław, ale przygoda w 1.lidze dla 19-latka skończyła się na 20-minutowym epizodzie. Po
powrocie do Zielonej Góry spadł do 3.ligi, gdzie grą pokazywał, że to nie jest szczebel dla niego. 18 bramek pomocnika w  trakcie dwóch sezonów dało kolejną szansę w 1.lidze, ale ponownie zawiódł, tym razem w GKS Katowice (21 meczów bez gola) i Chrobrym Głogów (5 meczów). Gdy zimą zaprosił go na treningi drugoligowego Górnika Wałbrzych trener Jerzy Cyrak tak naprawdę niewiadomo było co się spodziewać po Rafale. Czy będzie grał efektywnie jak w Grodzie Bachusa, czy spali się tak jak było poza Lubuskiem? Figo swoją pierwszą bramkę zdobył w przegranym sparingu z Zagłębiem Lubin (1:3). U gospodarzy szalał Krzysztof Piątek, strzelec dwóch bramek, ale najpiękniejszego gola, w stylu stadiony świata zdobył fantastycznym uderzeniem Rafał Figiel. Uderzenia z dystansu stały się niejako wizytówką Rafała - w taki sposób pokonał w sparingu Kobuckiego (Karkonosze), a w lidze przede wszystkim uderzenie, które zmusiło Oskara Pogorzelca (MKS Kluczbork) do wyciągnięcia z siatki zapadło na długo w pamięci fanów.
Wiosną'15 Górnik walczył o utrzymanie. Był to całkowicie przebudowany zimą zespół przez trenera Cyraka, gdzie kluczową rolę pełnił właśnie Figiel odpowiadający za rozegranie. Gdy z Górnika odszedł Marcin Morawski, Tomaszowi Wepie brakowało wsparcia w środku polu, zwłaszcza, że jego obowiązki głównie ukierunkowane były na destrukcję akcji rywala niż kreację sytuacji. Nie sprawdził się na tym poziomie Wojciech Szuba, nie odnalazł się w Wałbrzychu Bartosz Szepeta. Figiel okazał się doskonale skrojony na miarę Górnika, sam zawodnik nie ukrywał, że w przypadku utrzymania, związałby się z klubem na dłużej. Popisowym pojedynkiem był mecz z Siarką Tarnobrzeg (3:2), gdzie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i asystował przy trafieniu Dominika Radziemskiego. Tygodnik Piłka Nożna wybrał go Bohaterem Kolejki, a w trakcie rundy wiosennej wybrany został Piłkarzem Marca w 2.lidze oraz pięciokrotnie nominował go do Jedenastki Kolejki, a po sezonie wybierając do TOP 10 2.ligi. W 14 ligowych spotkaniach zdobył 6 goli, a przy 4 asystował. Z pewnością gdyby biało-niebieską koszulkę Rafał zakładał przez cały sezon, a nie tylko jedną rundę, z pewnością wałbrzyszanie uniknęli by degradacji, po której nie mogą odnaleźć się do dziś... Od czasów Włodzimierza Ciołka nie było pomocnika, który na szczeblu centralnym zaliczył w Górniku tak efektowną rundę.
Przez grę w słabiutkim Górnik wypromował się Figiel i skorzystał z oferty Rakowa Częstochowa (2015-19), z którym awansował do 1.ligi i do ekstraklasy. Klub nie przedłużył wygasającej umowy i kolejnym klubem zostało Podbeskidzie Bielsko-Biała, które Figo w sezonie 2019/20 ponownie do ekstraklasy. Jesień bieżącego sezonu była jednak dla beniaminka rozczarowująca, ostatnie miejsce w tabeli i aż 38 straconych bramek przy zaledwie 13 zdobytych. Figiel należy do największych rozczarowań w zespole (tylko 8 meczów i 1 asysta). Zimą pożegna się z popularnymi Góralami i najprawdopodobniej zostanie piłkarzem GKS Tychy.
DARIUSZ FILIPCZAK
(ur. 1974, Górnik Wałbrzych 10 meczów - 1 gol)
W latach 60-tych czy 70-tych XX wieku, gdy pojawił się talent w klubach województwa wałbrzyskiego to następnym przystankiem musiał być albo Górnik albo Zagłębie Wałbrzych, z którymi liczyli się najlepsi w kraju. W latach 80-tych powoli ten trend zanikał, gdzie koronnym przykładem był Piast Nowa Ruda, który miał swój złoty okres o mały włos ocierając się o ekstraklasę. Mimo, że właśnie tam grał Górnik to nie udało się ściągnąć noworudzkich gwiazd. W latach 90-tych po dekadach posuchy chwile radości zagościły na stadiony w Dzierżoniowie czy Świdnicy. O ile Lechia grała w 2.lidze, to mocnym trzecioligowcem stała się Polonia Świdnica, która w sezonie 1992/93 przegrała walkę o awans z Chrobrym Głogów gorszym bilansem bramkowym. Świdniczanie kadrę opartą mieli na miejscowych graczach, a pierwszym, który trafił do ekstraklasy był Mariusz Kurzeja, wyciągnięty przez Śląsk Wrocław. W Wałbrzychu, mimo posiadania teoretycznie silniejszego zespołu, niezwykle trudno
przychodziło zdobywanie punktów w derbowych pojedynkach z Polonią Świdnica. W awansie KP do drugiej ligi, co prawda pomógł Jarosław Solarz i Piotr Juraszek, ale apetyt wałbrzyskich działaczy byl większy, bowiem za najbardziej utalentowanego uchodził młodszy z braci Filipczaków - Dariusz, były król strzelców 3.ligi, wcześniej kuszony przez Miedź Legnica. W sezonie 1997/98 wałbrzyskiemu udało się w końcu przekonać działaczy Polonii i samego zawodnika, by sfinalizować wypożyczenie.  Ofensywny pomocnik, zdobywca 19 goli w 96/97, zadebiutował w przegranym meczu w Koninie z Aluminium (0:1), ale już w następnym (5:1 w Wałbrzychu z Naprzodem Rydułtowy) był na ustach wszystkich kibiców. W 2 minucie pokonując Krzysztofa Lubiatowskiego otworzył wynik meczu, a katowicki Sport wybrał go do Jedenastki Kolejki. Mimo posiadania w składzie takich specjalistów jak Jacek Sorbian czy Krzysztof Radziemski większość stałych fragmentów gry wykonywał Filipczak. Do końca rundy nie powiększył dorobku bramkowego, a jego dośrodkowanie na bramkę zamienił tylko raz Zbigniew Wójcik. Mimo to zbierał najwyższe noty, zarówno od dziennikarzy, jak i trenera Grzegorza Kowalskiego, którego oceny kibice mogli poznać na łamach Gazety Wyborczej. Tymczasem po efektownej końcówce rundy jesiennej Dariusz Filipczak opuścił Górnika rozpoczynając przygotowania do rewanżów w barwach ligowego rywala Śląska Wrocław. Jak to się stało, że pomimo wypożyczenia do czerwca do Wałbrzycha Filipczak  zdecydował się na przeprowadzkę do Wrocławia? W zamian za wypożyczenie Filipa do Polonii z Górnika miał trafić Robert Gąsiorowski, który najpierw nie porozumiał się z świdnickimi działaczami, a później doznał kontuzji eliminującej go z gry do końca rundy i tym samym nie trafił w ogóle do Świdnicy. Polonia nie podejmowała kroków w celu wyegzekwowania rekompensaty czy też powrotu Filipczaka. Po zakończeniu rundy w Polonii zmienił się zarząd, który wini za zaistniałą sytuację poprzedników, zwłaszcza, że Śląsk zaproponował od razu definitywny transfer Filipczaka. Finałem tego zamieszania było przejście zainteresowanego do Wrocławia i wypożyczenie do Wałbrzycha piłkarza Śląska Rafała Klajnszmita. W Górniku mają za złe również formę pożegnania się z klubem przez Dariusza - pojawił się w klubie tuż przed wyjazdem na zgrupowanie, przedstawił swoje stanowisko działaczom, nie żegnając się z trenerami i zawodnikami. Oczywiście to zostało pod Chełmcem długo zapamiętane, o czym Filipczak przekonał się w maju'98 podczas ligowej wizyty ze Śląskiem. We Wrocławiu osiągnął swój największy sportowy sukces - awans (2000) i gra w ekstraklasie (41 meczów i 3 gole w latach 2000-03). Tuż po awansie Śląska wypożyczony był do 3-ligowych Czarnych Żagań. Po zakończeniu w wieku 29 lat kontraktu z WKS grał w austriackim SV Gottsdorf-Marbach-Persenbeug i drugoligowych ŁKS Łódź i RKS Radomsko. Na sezon 2004/05 ponownie pojawił się przy Oporowskiej pomagając Śląskowi wygrać 3.ligę. Później był Polar Wrocław, Odra Opole (awans do 2.ligi) i wreszcie powrót po dekadzie do Świdnicy, gdzie Polonię/Spartę wprowadził do 3.ligi w 2008 i dwukrotnie przegrywając baraże do 2.ligi. Po grze w Austrii (SV Jauerling, SV Blindenmarkt, SV Neumarkt an der Ybbs), już po 40-tych urodzinach po raz trzeci został graczem Polonii-Stali, a od 2017 gra w Cukrowniku Pszenno, z którym w ubiegłym roku zanotował awans do klasy okręgowej.
KAMIL SADOWSKI
(ur. 1997, Górnik Wałbrzych 2016/17 16 meczów - 4 gole)
Zaledwie 4 sezony temu Wałbrzych miał zespół grający w 3.lidze. Jeśli porównamy z obecnym, wstydliwym stanem posiadania (5 A klasowych drużyn), ten nieudany, zakończony spadkiem sezon wydaje się zamierzchłą przeszłością. Jednym z nielicznych jasnych punktów sezonu 2016/17 była gra
Kamila Sadowskiego. Dla przypomnienia, Górnik Wałbrzych po jesieni zajmował piętnaste, spadkowe miejsce w tabeli, nie przekreślało to szans na utrzymanie. Zimą udało się namówić na przeprowadzkę na Ratuszową 20-letniego utalentowanego pomocnika Victorii Świebodzice Kamila Sadowskiego. Zresztą pierwszy występ w nowej drużynie zanotował w sparingu przeciwko byłym kolegom - łącznie w 10 zimowych sparingach zdobył 6 goli. Jako junior był na testach w Arce Gdynia czy Śląsku, a jesienią w okręgówce zdobył 9 bramek w 13 występach. W lidze zameldował się bez kompleksów, już od pierwszego meczu należąc do wyróżniających się piłkarzy wałbrzyszan. Jego dyspozycja została dostrzeżona i brał udział w konsultacjach kadry DZPN przygotowującej się do rozgrywek Regions Cup. Komplet wiosennych występów i udział przy 6 z 14 zdobytych przez zespół bramek. Niestety, koszmarna dyspozycja na własnym boisku (zaledwie jedno zwycięstwo, jeden remis i JEDNA bramka - nie licząc "wyjazdowego" meczu z Olimpią Kowary rozegranego przy Ratuszowej), spowodowała, że podopieczni Roberta Bubnowicza spadli z hukiem z 3.ligi. Wysoki, 187 cm rudowłosy pomocnik nie tylko szarpał na skrzydle, czy przydatny był w walce o górną piłkę, ale często brał się za wykonywanie rzutów wolnych. Po spadku wałbrzyszan trener Bubnowicz przeniósł się do AKS Strzegom budując nowy zespół w oparciu o byłych podopiecznych z Wałbrzycha, w tej grupie znalazł się również Kamil Sadowski. Po 3 sezonach w ścisłej czołówce grupy zachodniej, gdzie o krok był od awansu do 3.ligi, w bieżącej kampanii rywalizuje w grupie wschodniej, uchodzącej za silniejszą. Ma potencjał na grę w wyższej lidze i wydaje się, że już w Strzegomiu troszkę się zasiedział.
ROBERT SAMEK
(ur. 1972, KP Wałbrzych 1996/97 10 meczów - 2 gole)
Najwięcej zasług w sprowadzeniu Samka do Wałbrzycha miał trener Wiesław Pisarski. Jeden z najlepszych szkoleniowców w historii OZPN Wałbrzych ma za sobą sukcesy nie tylko w Wałbrzychu, ale i Dzierżoniowie, czy Bielawie, co zaowocowało ofertami pracy w Arce Gdynia czy RKS Radomsko. Wałbrzyscy działacze przez lata nie byli w stanie nakłonić do transferu pod Chełmiec
takich znakomitych snajperów jak Andrzej Świerczyński (Piast Nowa Ruda), Józef Kostek (Lechia Dzierżoniów) i wydawało się, że nie uda się w przypadku Roberta Samka. Napastnik Bielawianki od najmłodszych lat wyróżniał się skutecznością i już w wieku 16 lat zadebiutował w drużynie seniorów, która właśnie wywalczyła awans do klasy międzyokręgowej (odpowiednika dzisiejszej 4.ligi), a rok później do 3.ligi. Wyczyny snajperskie Roberta nie pozostawały bez echa, jednak silnie związany z Bielawą, w cywilu inspektor straży miejskiej odrzucał oferty m.in. Pogoni Szczecin czy GKS Katowice. Jesienią 1996 beniaminek 2.ligi KP Wałbrzych był okrzyczany rewelacją rozgrywek. Siłą ofensywną byli 21-letni Sebastian Matuszak i 2 lata młodszy od niego Piotr Włodarczyk. Takiego duetu mogła zazdrościć piłkarska Polska, ale trener Pisarski wiedział, że nic tak nie działa na rozwój, jak rywalizacja i postawił na swoim ściągając doskonale znanego ze wspólnej pracy w latach 1994-95 w Bielawie właśnie Samka. Debiut w nowym otoczeniu nastąpił w 5.kolejce, gdy niespodziewanie KP przegrało swój pierwszy ligowy mecz (0:2 u siebie z Vartą Namysłów) - piszący dla Tempa redaktor Marek Szewczyk nie dość, że błędnie napisał nazwisko debiutanta (Samerek) to ocenił go na 4 w skali 1-10 (gorzej oceniony został jedynie Jacek Sobczak). W następnych 4 meczach już wchodził jako zmiennik, ale za każdym razem dając mocną zmianę, notując przykładowo asystę w meczu z Groclinem. W spotkaniu z Szombierkami Bytom (3:0) wystąpił od 1.minuty i zdobył w końcu pierwszą ligową bramkę pokonując Edwarda Ambrosiewicza. Po 3 dniach w kolejnym pojedynku na Stadionie 1000-lecia gościła inna bytomska drużyna - Polonia i ponownie Robert Samek wpisuje się na listę strzelców. Po rundzie jesiennej KP Wałbrzych zajmował 5.miejsce ze stratą 4 punktów do miejsca gwarantującego awans do ekstraklasy. Trener Pisarski tak oceniał jesienną grę Samka - pojawił się u nas zbyt późno, musiało minąć trochę czasu, zanim przyjął się w drużynie. Dziennikarze pompowali balonik odnośnie walki o awans, a nastroje tonował trzeźwo oceniający sytuację trener. Jak się okazało, najwyżej ocenianego w zespole Włodarczyka kupiła Legia, ale wśród ubytków znalazło się również nazwisko Samka. Sam zawodnik, któremu urodziło się drugie dziecko, zdecydował się być bliżej rodziny. Co prawda, zostawiał sobie furtkę do powrotu do Wałbrzycha, ale w praktyce nikt w to nie wierzył. W Bielawiance bił kolejne rekordy strzeleckie. W sezonie 1998/99 w klasyfikacji snajperów 4.ligi wyprzedził po pasjonującym wyścigu Pawła Murawskiego z Górnika Wałbrzych. Dość niespodziewanie na rundę jesienną 2002/03 trafił do 4-ligowej Pogoni Oleśnica, gdzie strzelił 10 bramek, by zimą wrócić do Bielawy, gdzie grał do końca 2003 roku. Po spędzeniu 2 rund w MKS Oława okraszonych 13 golami, ale bez upragnionego awansu do 3.ligi, wieku 33 lat przeszedł do Nefrytu Jordanów i tam do zakończenia kariery czarował skutecznością na boiskach A klasy.
Epizod w Wałbrzychu był największym sukcesem Roberta Samka, który gdyby poważnie postawił na futbol mógłby zostać zapamiętany nieco inaczej niż lokalna gwiazda Bielawy.
JANUSZ JELONKOWSKI
(ur.1974, Górnik Wałbrzych 1997/98 14 meczów - 7 goli)
Transfer Jelonkowskiego, podobnie jak wspomnianego wyżej Sadowskiego, stanowi model wzorcowy, jak powinien funkcjonować ligowy zespół wprowadzający utalentowanych zawodników z regionu. Janusz Jelonkowski jest wychowankiem Iskry Jaszkowa, a grał co najwyżej w 4.lidze,wówczas
nazywanej klasą międzyokręgową. W sezonie 1996/97 w Nysie Kłodzko strzelił 17 bramek, jesienią'97 - 12. Po transferze do drugoligowego Górnika już w zimowych sparingach pokazał się z dobrej strony zdobywając 6 goli. Debiut w lidze to mecz z Odrą Opole (3:1) okraszony dwoma trafieniami. Z miejsca trafił do Jedenastki Kolejki zarówno w Sporcie, jak i Tempie. Dwa tygodnie później powtórka w spotkaniu z Polonią Gdańsk (4:1). Po 3 meczach 4 gole - tak kapitalnego startu nie miał żaden debiutant w Wałbrzychu. Do końca rundy Janusz dorzucił bramkowy dublet w Toruniu (3:2 z Elaną) i gol z Lechią Zielona Góra (1:2). Nieco skąpe wyszkolenie techniczne nadrabiał dobrą grą lewą nogą, głową, a przede wszystkim walecznością i instynktem strzeleckim. Po udanym sezonie następuje wycofanie Górnika z rozgrywek 2.ligi i sympatyczny Jelonek trafia do drugoligowego JKP (obecnie Karkonosze) Jelenia Góra, gdzie jest najskuteczniejszym strzelcem z 7 golami, które nie uchroniły drużyny przed degradacją. Później na 2 lata związał się z RKS Radomsko, z którym świętował awans do ekstraklasy (6 meczów jesienią 2001/02), ale gra na najwyższym szczeblu to były za wysokie progi. Pozostał w tamtym regionie i w latach 2002-04 reprezentował barwy drugoligowego GKS Bełchatów). W sezonie 2004/05 grał w Arce Gdynia, z którą z jednej strony wywalczył awans do ekstraklasy, a z drugiej w 23 meczach nie zdobył ani jednego gola...W wieku 31 lat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie grał w Chicago w klubach naszpikowanych rodakami.
Oczywiście do powyższego grona można byłoby dorzucić nazwiska obu Brazylijczyków występujących w Górniku (Filipe Andrade Felix i Allan Cristian de Paula), Szymona Tragarza, czy Rafała Klajnszmita. Ciekawie pokazał się Roman Rudy w KP Wałbrzych, brat słynnego kadrowicza Andrzeja, który wiosną 1997 zaliczył 10 meczów w 2.lidze.

środa, 6 stycznia 2021

Wałbrzyska Jedenastka na 75-lecie Piasta Nowa Ruda

W polskiej  tradycji świętuje się nie tylko okrągłe rocznice, a do tych wyjątkowych należą również 25-lecie i 75-lecie. Zdecydowana większość klubów powstałych po zakończeniu II wojny światowej, czyli w 1946 roku, w 2021 świętować będzie 75-te urodziny. Z powodu jubileuszu kluby, stowarzyszenia, sami kibice organizują konkursy, podsumowania, czy planują okolicznościowe imprezy, które z powodu pandemii niewiadomo czy się odbędą. 
W 1946 oprócz kilku wałbrzyskich klubów powstał klub, który w podokręgu może pochwalić się największymi, po Górniku i Zagłębiu, sukcesami. W lipcu swoje 75-lecie będzie obchodził Piast Nowa Ruda, którego historią zajmują się twórcy bloga Historia Piasta panowie Sebastian Piątkowski i Michał Uszpulewicz. Z ich inicjatywy powstała już książka „Piłkarskie wspomnienia Ryszarda Rosiaka”, a w planach wydanie Kroniki traktującej o noworudzkim klubie. Najnowszym pomysłem w czasach pandemii dla sympatyków Piasta jest wybór "Jedenastki 75-lecia", gdzie oprócz najbardziej rozpoznawalnych nazwisk z czasów gry w 2.lidze, znajdziemy powojennych pionierów, a także graczy tworzących współczesną historię zielono-biało-czarnych.
Wśród propozycji nazwisk nie brakuje piłkarzy związanych z piłkarskim Wałbrzychem, jednakże trudno byłoby ułożyć typowo wałbrzyską jedenastkę na 75-lecie. Próbując dołączyć do zabawy oto moja propozycja Wałbrzyskiej Jedenastki na 75-lecie Piasta:
JÓZEF CIOŁEK
JÓZEF BORCOŃ    MAREK GAWRYSZEWSKI    EDMUND KANIEWSKI    RYSZARD MORDAK
ANDRZEJ LUBIENIECKI    ZBIGNIEW KULESZO    MIECZYSŁAW DAUKSZA    TOMASZ WARZOCHA 
ROMAN SIDORSKI    JERZY TUROŃ

Bramkarz - wśród kandydatur zaproponowanych przez autorów konkursu brakuje rozpoznawalnych nazwisk dla wałbrzyskich sympatyków piłki nożnej, choć zacne są nazwiska, znane nie tylko w regionie. W historii Piasta było kilku znakomitych wałbrzyskich bramkarzy. Historię noworudzkiego klubu na zapleczu ekstraklasy w bramce napisał Andrzej Kretek, ale zanim trafił do Piasta to bramkarzem nr 1 był Józef Ciołek. Jedna z legend Wisłoki Dębica trafiła do Zagłębia Wałbrzych latem 1977 roku z miejsca stając się podstawowym bramkarzem, rozgrywając kolejne 56 meczów po debiucie w pełnym wymiarze czasowym, opuszczając bramkę dopiero po kontuzji. W Thorezie wygrywał rywalizację z Januszem Wodzyńskim i Tadeuszem Cabałą, przegrywając później dopiero z Waldemarem Nowickim. W 1985 w wieku 34 lat odszedł do Nowej Rudy, gdzie wywalczył awans do drugiej ligi, gdzie był mocnym punktem naciskającym na Andrzeja Kretka, a w sezonie 1986/87 do dziesiątek drugoligowych spotkań w barwach Wisłoki i Zagłębia dopisał 7 meczów w barwach Piasta. Oprócz wspomnianego Józefa Ciołka warto wspomnieć o grze w Piaście w latach 1955-56 Jana Kosowskiego, a na początku obecnego wieku Rafała Wodzyńskiego czy Damiana Sadysia, których gra raczej nie kwalifikowała do zapamiętania przez kibiców Piasta.
Obrona
Józef Borcoń zadebiutował w Zagłębiu Wałbrzych jeszcze w czasach gry Thoreza w ekstraklasie, w sezonie 1972/73 i przy Ratuszowej grał aż do sezonu 1984/85. W wieku 32 lat trafił do Piasta, z którym wywalczył awans do 2.ligi, gdzie przez 2,5 sezonu był prawdziwą ostoją defensywy noworudzian zaliczając 76 meczów. Autorzy konkursu "Jedenastki 75-lecia" tak opisują późniejszego trenera m.in. Zagłębia, czy Gwarka Wałbrzych: "Ligowiec w barwach wałbrzyskiego Zagłębia, gdzie, jak sam podkreśla, nie dał pograć samemu Robertowi Gadosze. Na „stare lata”, jak mówiono, przyszedł do Piasta. Awans do II ligi oraz uczestnictwo w barażu'88 z Jastrzębiem. Zastępca Rosiaka na stanowisku kapitana zespołu. Spokojny, cichy i serdeczny. Na boisku waleczny, z dobrą techniką. Niesamowicie opanowany."
Marek Gawryszewski - cytat z przedstawienia kandydatury: "W Piaście w latach 1976 – 1979. Trafił do Nowej Rudy będąc młodym chłopakiem, co nie przeszkodziło mu w otrzymaniu szansy gry. Dobrze czuł się wśród starszych kolegów. Spory talent, dostrzeżony później w Wałbrzychu i Lubinie. Ligowiec w barwach Górnika Wałbrzych – podstawowy ich gracz w sezonie 83/84, w którym biało-niebiescy , w roli beniaminka I ligi, wywalczyli tytuł mistrza jesieni." Świdniczanin w swojej karierze grał również w Zagłębiu z Wałbrzycha i Lubina, Górniku Wałbrzych, Metalu Kluczbork, gdzie trafił na wypożyczenie z Jackiem Sobczakiem w ramach rozliczenia za transfer Andrzeja Wojtkowiaka do Górnika. Jego sylwetkę przedstawił w trakcie długiego wywiadu zajmujący się historią Zagłębia Lubin Krzysztof Kostka.
Edmund Kaniewski - "Popularny „Edek” zawitał do Nowej Rudy z Gliwic. Młodzian błyskawicznie pojawił się w pierwszej drużynie, incydentalnie pomagając walczącym w grach półfinałowych o mistrzostwo Polski juniorom. W Piaście do 1973 roku, z przerwą na udaną przygodę w wałbrzyskim Górniku. Mocny punkt tutejszej defensywy przez wiele lat. Solidny, spokojny i myślący na boisku." - taki opisany jest na Historii Piasta. W Górniku Kaniewski grał w drugiej lidze, aczkolwiek nie został zapamiętany tak jak w Nowej Rudzie. Największym sukcesem było wyeliminowanie z 1/16 Pucharu Polski pierwszoligowej Wisły Kraków w edycji 1969/70.
Ryszarda Mordaka brakuje wśród nominowanych obrońców, ale jest bodaj jedynym byłym zawodnikiem z Wałbrzycha, ktory nie tylko grał, ale i prowadził zespół Piasta, a także Górnika. Z Górnikiem Wałbrzych mistrz Polski juniorów, reprezentant kraju w kategorii juniorów, w zespole seniorów od 1973, później m.in. w Krysztale Stronie Śląskie, a na początku lat 80-tych trafił do Piasta, gdzie w sezonie 1984/85 w barwach óczesnego trzecioligowca pokonał w 1/16 PP pierwszoligowy Górnik Wałbrzych 2:1. Po zakończeniu kariery Mordak prowadził wiele klubów, począwszy od pierwszoligowego Górnika w 1989 poprzez m.in. czwartoligowego Piasta Nowa Ruda w 2004 roku, do którego przeszedł z Górnika/Zagłębia Wałbrzych, z którym zaczął pracę w A klasie.
Pomoc
Andrzej Lubieniecki - cytat z przedstawienia kandydatury: "W noworudzkiej drużynie od 1984 do 1991 roku. Wieloletni gracz Piasta. Silny i wytrzymały, niezmordowany na boku pomocy. Zawodnik pierwszego wyboru dla każdego trenera. Pokonał drogę z klubem od IV do II ligi. Uczestnik barażu'88 z Jastrzębiem." W 2.lidze w Piaście zawsze czołowy zawodnik: 86/87-28-1 gol, 87/88-28-6 goli, 88/89-26-1 gol. Przełom lat 80-tych i 90-tych ubiegłego stulecia upadek przemysłu górniczego w regionie zbiegł się z kryzysem klubów sportowych. Górnik Wałbrzych jesienią 1992 roku oddaje mecz walkowerem, a później wycofuje się z rozgrywek drugiej ligi. Co ciekawe wówczas na Nowe Miasto trafił z Nowej Rudy właśnie Lubieniecki. O kilka lat za późno. O ile mógłby być realnym wzmocnieniem 4-5 lat wcześniej to obecnie stanowił uzupełnienie składu rozpadającego się Górnika prowadzonego przez Ryszarda Walusiaka. Jesienią zagrał 7 razy, a najlepiej prezentując się w tym ostatnim 2:0 z Wartą Poznań, po którym prasa pisała, że oba trafienia Musiała były owocem wzorowej współpracy z Lubienieckim. Po wycofaniu się Górnika grał w Dozamecie Nowa Sól, Kuźni Jawor, Orle Ząbkowice Śląskie oraz klubach niższych lig, gdzie jeszcze 3-4 lata temu można było go oglądać na boiskach A i B klasy.
Zbigniew Kuleszo - cytat z przedstawienia kandydatury: "W grodzie nad Włodzicą w latach 1978 – 1982. Dobry piłkarz, bramkostrzelny zawodnik przednich formacji. Trafił na okres usilnych prób powrotu do III ligi. Mocni rywale oraz zawiłości barażowe nie pozwoliły na realizację celu. Dusza towarzystwa. Niezwykle szybko wkomponował się w noworudzki klimat towarzyski." W Wałbrzychu znany wśród kibiców, którzy interesują nie tylko wynikami Górnika czy Zagłębia. W Boguszowie Gorcach był cenionym zawodnikiem czołowego trzecioligowca Victorii Wałbrzych, na tym samym szczeblu grał w Zjednoczonych Żarów, przez lata podpora Czarnych Wałbrzych czy Juventuru Wałbrzych, uczestnik rozgrywek halowych, oldbojów. Organizatorzy wyborów Zbigniewa umieścili wśród napastników, ale jego wyszkolenie techniczne, doświadczenie wykorzystywane było również w tylnych formacjach na boisku. Dla zainteresowanych wywiad ze Zbigniewem Kuleszo ze strony KS Piast Historia.
Mieczysław Dauksza - kolejny zawodnik bez nominacji do konkursu. Boczny pomocnik, który po ograniu się w Stroniu Śląskim trafił do pierwszoligowego Górnika Wałbrzych (7 meczów wiosną'84), a później gra w rezerwach, Victorii Wałbrzych, wreszcie w latach 1987-89 w Piaście Nowa Ruda (87/88 22 meczów-1 gol, 88/89-17-0). Potem była gra m.in. w Zagłębiu i KP Wałbrzych na szczeblu drugiej ligi oraz gra w niższych ligach. Jedyny zawodnik grający najpierw w pierwszoligowym Górniku, a później w drugoligowym Piaście. Nominację z kolei otrzymał Leszek Szulicki, który po grze w Piaście zaliczył kilka spotkań w Zagłębiu Wałbrzych
Tomasz Warzocha - to z kolei jedyny zawodnik, który z drugoligowego Piasta trafił do pierwszoligowego Górnika Wałbrzych. Debiut w noworudzkim zespole w wieku 18 lat, ale jego dorobek drugoligowy nie może powalać - raptem 18 spotkań i 3 trafienia (86/87-14-2, 87/88-3-0, 88/89-1). Gdy wiosną zaliczał skok z drugiej do pierwszej ligi wielu się dziwiło, zarówno w Wałbrzychu, jak i Nowej Rudzie - co widziano w Warzosze. W Górniku niczym specjalnym się nie wyróżnił, ale 7 pierwszoligowych epizodów zaliczył po czym zniknął z poważniejszej piłki. Dlaczego więc trafił do Wałbrzyskiej Jedenastki na 75-lecie Piasta? Z przekory, bowiem w latach świetności Piasta sporo się mówiło o ewentualnych transferach do najlepszej drużyny w regionie. Bogdan Marchewka widziany był jako następca Włodzimierza Ciołka, a Andrzej Świerczyński oczami wyobraźni działaczy miał być idealnym partnerem Leszka Kosowskiego w napadzie biało-niebieskich. W różnych spekulacjach przewijały się również inne nazwiska, ale koniec końców pierwszą ligę miał dla Górnika ratować 21-letni rezerwowy...
Atak
Roman Sidorski - nominowany przez autorów projektu opisywany jako "Do 1970 roku w Nowej Rudzie. Świetny zawodnik. Błyskotliwy skrzydłowy. Mniej centralna pozycja na boisku nie przeszkodziła mu w zdobywaniu bramek. Cieszył grą kibiców Piasta i wałbrzyskiego Górnika, w którym, mamy wrażenie, wspominany jest z większym szacunkiem, niż u nas – niesłusznie." Z Piasta przeszedł do Górnika Wałbrzych, gdzie stopniowo był wycofywany na boisku, by kończyć grę pod Chełmcem jako obrońca. Z Górnikiem dwukrotnie wywalczył awans do 2.ligi (1971 - tworząc skuteczny duet z Adamem Tokarzem oraz 1976) i blisko awansu do ekstraklasy w 1972 i 1978 roku, zakończył grę w 1980 roku, a niestety od 2016 roku nie ma go wśród nas...
Jerzy Turoń - "W Nowej Rudzie ledwie dwa sezony, ale za to jakie! Łącznie 40 goli. Trio z Wandzlem i Świerczyńskim to chyba najlepszy pokaz ofensywnej siły Piasta w całej historii. Dodatkowo historyczna bramka w meczu Pucharu Polski z wałbrzyskim Górnikiem, eliminująca pierwszoligowca z dalszych gier. Piekielnie skuteczny, ale także i koleżeński. Silny i szybki." Pochodzący z Kudowy Zdrój niespodziewanie w piłkarskiej Polsce wypłynął w Radomiaku, z którym w 1977 wywalczył awans do drugiej ligi. W sezonie 1980/81, dopiero po odbyciu karencji, zameldował się w Wałbrzychu debiutując w rundzie jesiennej - 12 meczów i 1 gol w barwach Thoreza. W 1981/82 to już 23 mecze i 6 trafień, sezon później 15 spotkań bez zdobytego gola i latem 1983 z Zagłębia trafia do Nowej Rudy, gdzie był jednym z architektów awansu.
Warto dodać, że wśród nominowanych jest partner Turonia z Zagłębia i krajan z Kudowy - Sylwester Wandzel.

wtorek, 29 grudnia 2020

G.O.A.T.

 Skrót G.O.A.T. zwrócił moją uwagę się przy okazji pojawienia się na rynku wydawniczym książki Jordiego Punty pt. Messi. G.O.A.T. Co to jest ten GOAT? Po angielsku KOZA. Okazuje się, że określenie GOAT funkcjonuje już od wielu lat - Greatest Of All Time, czyli najlepszy w historii. W kończącym się 2020 roku w różnym kontekście mieliśmy do czynienia z kilku dyskusji o futbolowych Najlepszych Piłkarzy Wszechczasów.
MARADONA
Dla dzisiejszego pokolenia dylemat, który piłkarz zasługuje na miano na najlepszego w historii zawęża się do rywalizacji Cristiano Ronaldo vs. Leo Messi. Techniczna maestria, strzeleckie popisy, triumfy w Lidze Mistrzów, sukcesy z reprezentacją, utrzymywanie się na absolutnym topie przez kilkanaście już lat. Ich poprzednicy to głównie owiani już legendami bohaterowie, których nie kojarzy się z oglądanych na żywo meczów, tylko przekazów, migawek z fragmentów spotkań, opowiadań doświadczonych mistrzów sportowego pióra. Do lat 80-tych ubiegłego stulecia wybór był prosty – po prostu Pele. Trzykrotny mistrz świata, z Santosem triumfator w rozgrywkach Copa Libertadores i Pucharze Interkontynentalnym, dla którego zdobył 643 bramki. Rekordowy wyczyn wytrwał do grudnia 2020 roku, gdy pobił go Messi.
Pele w latach 80-tych znalazł godnego rywala do tytułu Piłkarza Wszechczasów w osobie Diego Armando Maradony. Krępy Argentyńczyk mógł powtórzyć wyczyn Brazylijczyka i w wieku 18 lat zostać mistrzem świata, ale nie znalazł się w kadrze na mundial 1978 rozgrywany na ojczystych boiskach. Pierwszy międzynarodowy sukces Maradona osiągnął rok później na boiskach Japonii podczas II Młodzieżowych Mistrzostw Świata. Argentyna zdobywa tytuł mistrzowski, a w grupie rywalizowała z Polską wygrywając w  Ōmiya 4:1. Oba zespoły wyszły z grupy, a Polacy pod wodzą Henryka Apostela później w ćwierćfinale po rzutach karnych wygrali z Hiszpanią 4:3, a w półfinale ulegli 0:1 ZSRR. W meczu o trzecie miejsce przegrali w konkursie jedenastek z Urugwajem ( w meczu było 1:1). Królem strzelców z 8 bramkami został Argentyńczyk Ramón Díaz, Maradona z 6 trafieniami był drugi, a trzeci Andrzej Pałasz (5 bramek). Warto dodać, że w kadrze Polski grał śp. Jan Janiec – wychowanek Unii Złoty Stok, wówczas utalentowany pomocnik Zagłębia Wałbrzych. 
Jak się okazało wałbrzyski wątek często przeplatał się w spotkaniach Maradony z polskim futbolem. Jesienią 1980 w Buenos Aires Argentyna pokonuje Polskę 2:1, a zwycięską bramkę z rzutu wolnego zdobywa boski Diego. Honorową jak się okazało bramkę strzelił dla biało-czerwonych Włodzimierz Ciołek – legenda wałbrzyskiego futbolu, wówczas pomocnik Stali Mielec. 
Osiem lat później w Mediolanie z okazji jubileuszu 90-lecia włoskiego związku piłkarskiego oraz przypadającego na kolejny rok 70-lecia PZPN zorganizowano nietypowy mecz reprezentacji ligi włoskiej z … polskimi ligowcami! Dziś to nie do pomyślenia, ale wtedy z jednej strony zawodnicy Milanu, Interu czy Napoli, tacy jak: Giovanni Galli, Mauro Tassotti, Alberigo Evani, Pietro Paolo Virdis, Lothar Matthaeus, Claudio Caniggia, Careca,no i wielki Diego Armando Maradona. Mecz zakończył się niespodziewanym remisem 2:2, a wynik otworzył były zawodnik Górnika Wałbrzych Robert Warzycha, który powołany został już jako gracz Górnika Zabrze. Ostatnią bramkę meczu zdobył z kolei strzałem zza pola karnego kapitan gospodarzy Diego Maradona. 
Europę Maradona miał podbić już w 1982 roku. Sława go nieco wyprzedzała. Udane mecze w Argentynie miały zostać zweryfikowane na hiszpańskim mundialu. Mistrzostwa Świata są moim pierwszym turniejem, który oglądałem, oczywiście głównie mecze Polski. Mecz otwarcia to wg ówczesnej tradycji mecz obrońcy tytułu. Argentyna niespodziewanie przegrała z Belgią 0:1. Z tego meczu pamiętam, że bodaj pierwszy raz usłyszałem o spalonym, pułapkach ofsajdowych, które w sposób mistrzowski opanowali Belgowie, gdzie grał zawodnik o swojsko brzmiącym nazwisku Alex Czerniatynski. Maradona z kolegami ograł Węgry i Salwador przechodząc do drugiej rundy, gdzie ograny został przez Włochy i Brazylię. Niemiłosiernie poniewierany przez osławionego obrońcę Claudio Gentile w końcu nie wytrzymał w kolejnym meczu po faulu na Batiście zobaczył czerwoną kartkę. Po nieudanym turnieju Diego grał w słynnej Barcelonie, ale kataloński okres głównie kojarzy się z faulem rzeźnika z Bilbao, jak nazywany był reprezentacyjny defensor Hiszpanii Andoni Goikoetxea. Później był transfer do Neapolu i meksykański mundial, w którym futbolowy Olimp zdobył Diego Maradona. Turniej w Meksyku w Polsce oglądany był wieczorami oraz późną nocą z powodu różnic czasowych. Polska pomimo klęski z Anglią 0:3 wyszła z grupy i zdemolowana została przez Brazylię 0:4,choć przez dłuższy czas rozgrywała wyrównany mecz. Jeśli chodzi o inne grupy to głównie niespodziewane wyniki takie jak klęska Węgier z ZSRR 0:6, choć przed mundialem Lajos Detari i spółka ograli Brazylię 3:0, co pokazała bezpośrednio TVP. Rewelacja ostatniego Euro’84 duński dynamit zmiażdżył Urugwaj aż 6:1, ale w kolejnej rundzie przegrał 1:5 z Hiszpanią po 4 bramkach Emilio Butragueno. Wszystkie mecze przyćmił pojedynek ćwierćfinałowy Argentyny z Anglią z podtekstami dotyczącymi konfliktu falklandzkiego. O meczu napisano tysiące artykułów, obie bramki Maradony pokazano miliony razy. Pierwsza to osławiona ręka Boga, czyli największe futbolowe oszustwo w historii, a druga to kapitalny rajd, jak najbardziej zasłużenie nazywany jednym z najpiękniejszych w historii. 
Bramkę zdobytą ręką osobiście zapamiętałem z jednego powodu. Wałbrzych, Al. Wyzwolenia 2, Międzynarodowy Klub Prasy i Książki, zwany popularnie  EMPiK. W latach 80-tych ubiegłego stulecia to dla małolatów takich jak ja miejsce polowań na nowości komiksowe oraz raj do przeglądania kolorowych czasopism, również zagranicznych, niedostępnych w kioskach ruchu. Dla zdjęć, tabel zagranicznych ligi przeglądałem czechosłowacki Stadion, gdzie po raz pierwszy na papierze kredowym zobaczyłem ujęcie oszustwa Maradony, który przechytrzył w wyskoku Petera Shiltona. Zapadła głęboko w pamięć, potwierdzając wątpliwości, które podczas relacji telewizyjnej polskim kibicom przekazał redaktor Zydorowicz. Obecnie tę fotografię zna każdy kibic, wtedy w trakcie mistrzostw była unikalna. 
Mecz półfinałowy Argentyny z Belgią był nawet większym popisem gry Maradony. Finał z RFN już bez gola Diego, ale i tak kapitan Albiceleste został wybrany najlepszym piłkarzem turnieju. Gdyby uznano mu niesłusznie unieważnione trafienie z Urugwajem (1/8 finału) zostałby wespół z katem Polaków Garym Linekerem królem strzelców.
Później Maradona został legendą SSC Napoli, klubu z biednego włoskiego południa, wyszydzanego przez bogatą północ. Doprowadził dwukrotnie do tytułu mistrzowskiego, zdobycia Pucharu UEFA. Reprezentację doprowadził do wicemistrzostwa świata w 1990, głównie dzięki wygranej w karnych z gospodarzami Włochami na neapolitańskim stadionie. Równocześnie Diego walczy bezskutecznie z problemami narkotykowymi. Pojawiają się pozytywne testy nie tylko po ligowych meczach Serie A, ale także podczas mistrzostw świata w USA. Pele nie był święty, ale nie miał takich problemów jak Argentyńczyk. Z czterech mundialów Pele przywiózł 3 złote medale, a Maradona złoty i srebrny. Brazylijski Bóg Futbolu grał w czasach piłkarskich artystów Garrinchy, Didy czy Eusebio, głównie rywalizując z najlepszymi podczas mistrzostw. Diego z najlepszymi swoich czasów grał nie tylko podczas mistrzostw, ale i w lidze włoskiej. Tak naprawdę trudno porównać ich porównać również ze względu na pozycję na boisku. Maradonę, mimo problemów, uwielbiano nie tylko w ojczyźnie, ale przede wszystkim w Neapolu. Jest również autorem autobiografii „El Diego” napisanej we współpracy z Danielem Arcuccim i Ernesto Cherquisem Bialo, ale dla chcących bliżej poznać jako człowieka lepiej przeczytać książkę Jimmego Burnsa „Ręka Boga. Życie Diego Maradony”. Jest to pozycja obiektywnie przedstawiająca Maradonę, pozbawiona lukru. Nakręcono o nim również kilka filmów, z których najsłynniejsze to obraz Emira Kusturicy z 2008 roku oraz ubiegłoroczny film Diego
Czy był lepszy niż Pele lub Messi? Obecna gwiazda Barcelony błyszczy w innych czasach, w przeciwieństwie do Diego, który prowadził go w reprezentacji Argentyny, zawojował ligę hiszpańską i wygrał Ligę Mistrzów. Ale z kadrą nie udało mu się sięgnąć po złoty medal na mundialu. Nie jest również typem lidera, zawodnikiem ciągnącym zespół w trudnych momentach jak robił to Maradona chociażby podczas włoskiego mundialu. Każdy z wymienionych wyżej zawodników ma swoich zwolenników jak i przeciwników i nikt nie jest obiektywnie stwierdzić kto jest Greatest Of All Time piłkarzem.
Diego Armando Maradona odszedł 25 listopada 2020. 
LEWANDOWSKI
Akademicka dyskusja kto jest najlepszym polskim piłkarzem również miała miejsce w Polsce. Przed wojną to czasy Ernesta Wilimowskiego, ligowego bombardiera Ruchu Chorzów, strzelca 4 bramek w meczu z Brazylią. Życiowe losy wojenne rzuciły go do Niemiec i gra dla innych barw spowodowała, że po wojnie stał się dla wielu persona non grata. Z kolei do czasów sukcesów kadry trenera tysiąclecia, czyli Kazimierza Górskiego, nie było lepszego od Gerarda Cieślika. Legenda Ruchu Chorzów na nieśmiertelność wśród kibiców zapracował dzięki bramkom strzelonym słynnemu Lwu Jaszynowi (Polska – ZSRR 2:1, 1957). Lata 70-te ubiegłego wieku to złota dekada polskiego futbolu – od pucharowych sukcesów Górnika Zabrze i Legii Warszawa, poprzez olimpijskie złoto w Monachium’72, trzecie miejsce na MŚ 1974 po srebrny medal igrzysk olimpijskich w Montrealu. Do feralnej kontuzji w meczu eliminacyjnym z Anglią w Chorzowie widywało się, że w osobie Włodzimierza Lubańskiego Polska posiada piłkarza światowej klasy. W wieku 26 lat Czterokrotnie z rzędu był królem strzelców ekstraklasy (1966-1969) oraz dwukrotnie zdobył tytuł „Piłkarza Roku” w plebiscycie katowickiego „Sportu” (1967, 1970), 7 mistrzostw Polski, 6 Pucharów Polski, a w reprezentacji Polski 62 mecze i 44 gole! Jak potoczyłaby się kariera, gdy nie faul Roya McFarlanda lub inny sposób leczenia zerwanych wiązadła krzyżowego, tego się nie dowiemy. Z kolei rówieśnik Lubańskiego, Kazimierz Deyna, grający w pomocy, w 1972 sięga po tytuł króla strzelców. Jako dyrygent reprezentacji Polski doprowadzi ją do 3.miejsca na mistrzostwach świata, a indywidualnie został wybrany trzecim piłkarzem Mistrzostw Świata w RFN obok Beckenbauera i Cruyffa również przez prestiżowe redakcje France Football i Kicker. Kaka nie miał indywidualnych sukcesów klubowych jak Lubański w Zabrzu, ale w złotej erze doceniony zostaje za grę i wyniki kadry. Sport wybiera go Piłkarzem Roku w 1969 oraz 1972-74, tygodnik Piłka Nożna w 1973-74. W 1989 zostaje „Piłkarzem 70-lecia”, a 5 lat później  „Piłkarzem 75-lecia” w plebiscycie PZPN, tygodnika „Piłka Nożna”, „Przeglądu Sportowego”, „Sportu” i Redakcji Sportowej Telewizji Polskiej, przeprowadzonego z okazji 70-lecia PZPN. Te ostatnie wybory to walka ze Zbigniewem Bońkiem, który również pretendował do tytułu najlepszego polskiego futbolisty w historii. W kadrze Deyna zagrał, po weryfikacji 97 razy (41 bramek), a Zibi ma 80 występów i 24 gole. 
Kto był lepszy? Obaj rywalizowali w kadrze podczas mistrzostw świata w Argentynie, po których Deyna zakończył karierę i zapamiętany został głównie z niestrzelonego karnego w meczu z gospodarzami. Boniek z kolei uznany został jako jedno z odkryć turnieju. W Polsce popularny Kaka to jedna z legend stołecznej Legii – dwukrotny mistrz Polski (1969,1970), dwukrotny wicemistrz (1968, 1971) i brązowy medalista MP (1972), Puchar Polski (1973). 304 mecze i 94 gole ligowe. Boniek w rozgrywkach ligowych wygląda nieco lepiej – również dwa tytuły mistrzowskie (1981, 1982), ale już 3 wicemistrzostwa (1977,1979,1980). Bez sukcesów w PP, w Widzewie Łódź rozegrał 172 ligowe mecze, strzelając 50 bramek podczas 7 lat. W kadrze więcej osiągnął Deyna, bowiem Boniek nie ma na swoim koncie 2 medali olimpijskich. 
Bez porównania z kolei lepiej wygląda kariera zagraniczna Zibiego – Puchar Europy, Puchar Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy, a także mistrzostwo i wicemistrzostwo i Puchar Włoch z Juventusem Turyn, a dodatkowo wicemistrzostwo Włoch, Puchar Włoch z AS Roma. Podobnie jak Deyna został wybrany trzecim Piłkarzem Świata po udanym mundialu (1982). Wybierany do FIFA 100, czyli setki najlepszych żyjących zawodników (2004). Deyna w Anglii w latach 1978-80 zaliczył zaledwie 38 meczów (12 bramek). 
Ostatni turniej z udziałem Zbigniewa Bońka, czyli mundial w Meksyku (1986) to niewykorzystane szanse w meczu z Brazylią i słynna klątwa Bońka, który niejako zapowiedział brak udziału biało-czerwonych na wielkich turniejach. Słabe wyniki w pucharach polskich drużyn, a także polskich zawodników w zagranicznych klubach spowodowały, że po złotej erze lat 70-tych i I połowie lat 80-tych brakowało polskich nazwisk w najbardziej prestiżowych wyborach France Football. W 1987 Józef Młynarczyk dzięki sukcesom z FC Porto zajął 21.miejsce. Dopiero w 2001 dzięki wygranym popisie w eliminacjach mistrzostw świata 2002 Emmanuel Olisadebe zajął 18.miejsce. Musiała minąć kolejna dekada, aż przyszedł czas Roberta Lewandowskiego. Niestety, nie wyniki kadry, ale sukcesy zagraniczne w Bayernie Monachium. 
Robert Lewandowski to obecnie futbolowy gigant, marka, o której mógłby w swoich czasach pomarzyć zarówno Lubański, Deyna czy Boniek. Jest najbardziej rozpoznawalnym piłkarzem polskim, nazwiskiem ustawianym obecnie w jednym rzędzie z największymi gwiazdami Ronaldo, Messim, Neymarem, van Dijkiem czy Mbappé. Rocznikowo 32 lata, ale dzięki słynnemu megazdrowemu trybowi życia biologicznie kilka lat młodszy. 
Czy Lewandowski jest Najlepszym Polskim Piłkarzem Wszechczasów? Osiągnięcia tego roku zamknęły usta oponentów. Z Bayernem wywalczył wszystko zarówno w Niemczech jak i Lidze Mistrzów, gdzie skuteczny Lewandowski zdominował wraz z kolegami rozgrywki. Już trafiał w ważnych meczach, ciągnął zespół, był prawdziwą gwiazdą rozgrywek. 
W Polsce zagrał dwa sezony w Lechu Poznań, gdzie zdobył najpierw Puchar Polski, potem Superpuchar, mistrzostwo Polski i tytuł króla strzelców. W Niemczech zdobył już o wiele więcej niż Boniek we Włoszech, ale w europejskich pucharach dopiero dwa trofea (Zibi łącznie trzy), ale przed nim jeszcze Klubowe Mistrzostwa Świata i ewentualne kolejne sukcesy w Lidze Mistrzów. 
W 2020 roku Lewy zdobył wszystko, o czym może marzyć piłkarz w Europie. Również pod względem indywidualnym, bowiem nie ma żadnego plebiscytu, którego by nie wygrał polski napastnik. 
W Polsce Robert ma status legendy. Zresztą już obecnie jest bohaterem kilkunastu książek, niezliczonej rzeczy artykułów dotyczących biografii Lewego.  
Który w Polsce sportowiec jest bohaterem większej ilości wydawnictw?
Skrót RL9 znają praktycznie wszyscy. Roberta znają nie tylko oglądający reklamy, teledyski, ale nawet stal się bohaterem kreskówki pt. Kosmiczny Wykop. Autorytet dla wielu sportowców, wyznaczający trendy, prawdziwa ikona jednak z jedną poważną rysą. I nie chodzi tutaj o pompowany w ostatnich
Robert Lewandowski jeszcze nie grał przeciwko wałbrzyskim
drużynom, ale miał okazję przeciwko byłym graczom np.
Górnika Wałbrzych. Na zdjęciu w pojedynku z Filipe podczas
meczu 2.ligi 2007/08 Odra Opole - Znicz Pruszków
(0:1 po bramce Lewandowskiego).
miesiącach konflikt z byłym menedżerem Cezarym Kucharskim. Wciąż przeciwnicy wyboru Roberta Lewandowskiego jako najlepszego w historii polskiego futbolu mają poważny argument w postaci braku sukcesu z reprezentacją na arenie międzynarodowej. Cóż z tego, że Robert seryjnie strzelał bramki w eliminacjach, pobijał kolejny rekordy, a jego jedyny występ na mundialu zapamiętany został jako obrazek po meczu z Senegalem, gdy pocieszany był przez żonę. 
Paradoksalnie przełożenie tegorocznego Euro pomogło Lewandowskiemu w sięgnięciu po indywidualne nagrody. Jeśli przyjrzymy się liście najlepszych to zauważymy wciąż te same nazwisko Messiego czy Ronaldo, którzy  w pandemicznej edycji Ligi Mistrzów zawiedli. Duży turniej, jakim zapewne byłyby mistrzostwa Europy mogły wykreować nowe gwiazdy lub potwierdzić uznane marki. Wielce prawdopodobne, że kadra Jerzego Brzęczka w rywalizacji z Hiszpanią, Szwecją i Słowacją nie wywalczyłaby medalu, ba, nawet awansu do dalszej fazy turnieju, a RL9 nie osiągnął by takiego statusu gwiazdy rywalizacji jak w monachijskim Bayernie. Na triumf w Euro, a co za tym idzie na indywidualne nagrody podsumowujące 2020 rok, mogliby liczyć np. Kylian Mbappé (Francja), Kevin De Bruyne, Romeu Lukaku (Belgia), Virgil van Dijk (Holandia), Trent Alexander-Arnold, Harry Kane (Anglia), Joshua Kimmich (Niemcy), Cristiano Ronaldo (Portugalia), czy też inni, których talent eksplodowałby w trakcie trwania turnieju.
Robert Lewandowski nie zamierza jeszcze kończyć kariery, więc jego liczby, lista sukcesów będzie wciąż się wzbogacać o kolejne wpisy. Jego wywalczony ciężką pracą międzynarodowy status jest nieporównywalnie większy niż jakiekolwiek polskiego zawodnika w historii, aczkolwiek wciąż oczekiwania pod względem sukcesów na arenie międzynarodowej, szczególnie w reprezentacji, są duże.

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Jesień 2020 wałbrzyszan na szczeblu centralnym

 Tuż przed świętami zakończyło się ligowe granie w Polsce. Tradycyjnie, jak po każdym zakończeniu rundy przyjrzyjmy się jak na szczeblu centralnym radzili sobie piłkarze z podokręgu wałbrzyskiego.
PKO EKSTRAKLASA
Igor Łasicki wrócił do treningów po ciężkiej
kontuzji.
[foto:pogonszczecin.pl]
W porównaniu z ubiegłym sezonem sytuacja jest gorsza, bowiem urazy i transfery spowodowały, że byłe województwo wałbrzyskie reprezntowane jest nadwyraz skromnie.Mistrz Polski, czyli stołeczna Legia rozpoczęła kampanię 2020/21 od falstartu, odpadnięcia z europejskich pucharów, ale po zmianie trenera pod wodzą byłego selekcjonera kadry U-21 Czesława Michniewicza szybko wskoczyła na właściwe tory i do końca roku przegrała jedno, ostatnie ligowe spotkanie (2:3 ze Stalą Mielec). Wiele obiecuje się w Legii po grze Szymona Włodarczyka, który w I zespole trzykrotnie znalazł się w meczowej kadrze: w 1.kolejce w Bełchatowie z Rakowem za kadencji Aleksandara Vukovića, a za Michniewicza w 10. i 11.kolejce (2:1 z Lechem w Poznaniu i 1:0 w Krakowie z Cracovią). O wiele więcej 17-latek grał w trzecioligowych rezerwach, gdzie w 13 meczach zdobył aż 9 bramek, trzykrotnie notując bramkowy dublet. Legia II w gr.I 3.lidze zajmuje 5.miejsce ze stratą 9 punktów do liderującej Pogoni Grodzisk Mazowiecki, a w tabeli najskuteczniejszych Szymon zajmuje 4.miejsce ze stratą 5 trafień do Bartosza Giełażyna (Znicz Biała Piska). Włodarczyk ma lecieć z I zespołem na zgrupowanie do Dubaju, bowiem znalazł się w grupie 7 wybrańców z zespołu juniorów. Niestety, w tej grupie zabrakło Radosława Cielemęckiego - rówieśnika Szymona, który w przeciwieństwie do kolegi nie urodził się w Wałbrzychu, ale tam grał. Razem grali w juniorach Legii, kadrze Polski rocznika 2003, razem debiutowali w ubiegłym sezonie w ekstraklasie, razem również byli zgłoszeni na mecz I rundy eliminacji Ligi Mistrzów z północnoirlandzkim Linfield FC. Radek ani razu nie znalazł się w meczowej kadrze w Ekstraklasie, w Legii II zagrał 14 meczów strzelając 2 gole (w meczu z GKS Wikielec 6:1), a pod koniec listopada pomagał kolegom z Centralnej Ligi Juniorów (4 mecze - 1 gol).
Na medalowym miejscu kalendarzowy rok kończy Pogoń Szczecin, gdzie gra wychowanek Górnika Boguszów-Gorce Igor Łasicki. Medalista ME U-17 z 2012 roku w końcówce maja zerwał więzadło krzyżowe i dopiero w dwóch ostatnich meczach (z Lechem w Poznaniu i Zagłębiem Lubin w Szczecinie) znalazł się w meczowej kadrze).
W meczu ze Stalą Mielec (1:0) Rafał Figiel zaliczył
jedyną swoją asystę w rundzie jesiennej.
[foto: Jakub Ziemianin]
Dopiero w ostatnim meczu w lidze pokazał się Dawid Pakulski. Z powodu urazu dopiero w Mikołajki, w meczu z Piastem Gliwice znalazł się w meczowej kadrze, później była ławka rezerwowych w dolnośląskich derby ze Śląskiem, aż w Szczecinie wszedł w 80 minucie za Dejan Dražića. Z doliczonym czasem podczas 17 minut miał raptem 4 kontakty z piłką. Obecny bilans "Paki" w ekstraklasie to 28 meczów i 2 bramki, a przed nim bardzo trudna wiosna, bowiem wychowanek Górnika Wałbrzych nie jest już młodzieżowcem, coraz więcej grają młodsi, zdolniejsi od niego. Jeśli sytuacja w kadrze trenera Martin Ševeli nie zmieni się to być może dojdzie do rozwiązania obowiązującego do końca czerwca 2022 roku umowy. Za bardziej perspektywicznych uchodzą piłkarze młodsi, poniżej wymaganego wieku młodzieżowca w ekstraklasie. Do tego grona należy były junior Orła Ząbkowice Śląskie Jakub Sypek (rocznik 2001), który w ubiegłym sezonie zadebiutował w ekstraklasie, a w sierpniu zagrał 30 minut w Pucharze Polski w Nowym Dworze Mazowieckim oraz w pierwszych 2 meczach był rezerwowym w spotkaniach Zagłębia z Lechem i Wartą Poznań.
Najgorszą drużyną PKO Ekstraklasy jest beniaminek z Bielska-Białej, przed sezonem oceniany jako najlepszy z trójki nowych ekip. Dzięki promocji, wreszcie, w wieku 29 lat na najwyższym szczeblu rozgrywkowym zadebiutował były pomocnik Górnika Wałbrzych Rafał Figiel. Niestety, o jego grze, podobnie jak i jego kolegów, nie można napisać dobrych słów. 8 meczów, 6 razy w wyjściowej jedenastce, tylko raz pełne 90 minut, zero bramek, jedna asysta, jedna żółta kartka, 4 razy rezerwowy.
Podsumowując - po 14 kolejkach ekstraklasy byli piłkarze klubów podokręgu wałbrzyskiego rozegrali łącznie 554 minuty (454 Figla +10 Pakulskiego).
FORTUNA 1.LIGA
Bruk-Bet Termalica Nieciecza w 17 spotkaniach wypracowała aż 10 punktową przewagę nad trzecią w tabeli drużyną. Aby wylecieć ze strefy barażowej, czyli całkowicie pozbawić się szans walki o powrót po dwóch latach do ekstraklasy niecieczanie musieliby spaść na 7.miejsce, a obecnie przewaga nad siódmym GKS Tychy wynosi 15 punktów. W przeciwieństwie do PKO Ekstraklasy zawodnicy, którzy grali w naszym regionie grali o wiele więcej i mieli większy udział w zdobyczach punktowych, czy bramkowych swoich zespołów.
W zespole lidera z Niecieczy znakomicie odnalazł się wałbrzyszanin Paweł Żyra. 22-latek związał się z BBT trzyletnim kontraktem i jesień może zaliczyć jako najlepszą w swojej krótkiej  karierze. Żyrka w ekstraklasowym Zagłębiu zebrał 15 ligowych epizodów, w trakcie wypożyczenia do Chojnic 10 meczów, a w Niecieczy 17 meczów/0 bramek/1 asysta/2 żółte kartki. Zdobycze są nieco mylne, bowiem Paweł gra w drugiej lini nieco z tyłu, dużo zbiera piłek, rozgrywa do partnerów, którzy odpowiedzialni są kreowanie akcji bramkowych. Z kolei 19-letni świdniczanin Michał Orzechowski zaliczył tylko 5 meczów ligowych (1 asysta + 5 razy rezerwowy) i 2 w PP. Młodzieżowiec ma sporą konkurencję w tej kategorii wiekowej do gry w ekipie lidera, bowiem trener Mariusz Lewandowski postarał się o poszerzenie konkurencji. W chwili obecnej pewniakiem jest Michał grabowski z przeszłością w Wiśle Kraków, sporo szans dostaje duet rosłych napastników Snopczyński - Śpiewak, a są jeszcze Jakub Pek, czy Tomasz Matuszewski. Na początku sezonu w roli rezerwowego (3 mecze na ławce) występował Paweł Oleksy, który we wrześniu związał się z Chrobrym Głogów.
ŁKS Łódź po 11 seriach legitymował się bilansem 10 zwycięstw i 1 remis, by do końca roku wywalczyć ledwo punkt. Udało się utrzymać drugą lokatę dającą spadkowiczowi z ekstraklasy awans. Już po rozpoczęciu sezonu z łodzianami kontraktem do końca czerwca 2023 roku związał się wychowanek Nysy Kłodzko 24-letni Kamil Dankowski, który poprzednie 8 lat spędził w Śląsku Wrocław. Jesienią zagrał dla wicelidera 12 razy zaliczając 1 asystę i oglądając 2 żółte kartki.
Na ostatnim barażowym (6.) miejscu plasuje się Miedź Legnica, która zawodziła w domowych meczach (3 wygrane na 10 spotkań). Pewniakiem był 30-letni Paweł Zieliński - komplet 1530 minut w 17 spotkaniach, 1 bramka i 3 asysty. Trzykrotnie na ławce w ligowym meczu znalazł się 19-letni wychowanek UKS Baszta Wałbrzych Igor Lewandowski. Raz w Pucharze Polski (10 minut w Radomiu - 0:4 z Radomiakiem) pokazał się jego rówieśnik, wysoki (195 cm) napastnik Rafał Adamski, który na początku grudnia przeszedł na zasadzie transferu definitywnego z Miedzi Legnica do trzecioligowych rezerw Zagłębia Lubin.
Siódmy GKS Tychy, podobnie jak ŁKS, ma do rozegrania mecz zaległy, ale apetyty sięgają co najmniej baraży. Pewniakiem był przybyły wraz z trenerem Arturem Derbinem Bartosz Biel, który w 16 meczach zdobył 4 bramki i przy jednej asystował.
W meczu z byłym klubem Arką Gdynia (1:1) obecni 
głogowianie zaliczyli bramkę (Paweł Oleksy) i asystę
(Kamil Juraszek, nr 24).
[foto:chrobry-glogow.pl]
Na solidnym 8.miejscu znalazła się Odra Opole, uznana jako jedna z rewelacji jesienii. Wciąż mocnym punktem byli: 26-letni pomocnik Miłosz Trojak (15 meczów/1 asysta/8 żółtych kartek) i już 35-letni napastnik rodem ze Świdnicy Arkadiusz Piech (12 meczów/3 gole/3żółte kartki). W Puszczy Niepołomice występowali: 20-letni bramkarz Mateusz Górski (wych.Orląt Krosnowice - 5 meczów/12 puszczonych bramek/1 czyste konto), obrońca Mateusz Bartków (wych.AKS Strzegom - 8meczów/3 żółte kartki)
Na 10.miejscu jesień kończy Chrobry Głogów, który podobnie jak rok temu przeplatał serię zwycięstw z niespodziewanymi niepowodzeniami. W zespole Ivan Đurđevića było najwięcej zawodników z podokręgu wałbrzyskiego:
Kamil Juraszek (1991, wychowanek Piławianki) - 12 meczów/1 asysta/1 żółta karta/ 1 gol samobójczy
Paweł Oleksy (1991, wychowanek Skalnika Czarny Bór) - 12 meczów/1 gol/2 asysty/3 żółte kartki
Dominik Piła (2001, wychowanek Gryfa Świdnica) - 6 meczów.
Z 1.ligi spada jeden zespół i na chwilę obecną przysłowiową czerwoną latarnię dzierży Resovia. W zespole beniaminka z Rzeszowa funkcję kapitana pełnił wałbrzyszanin Dawid Kubowicz, który zdobył w meczu z Puszczą Niepołomice (3:0) pierwszą dla Sovii bramkę w tym sezonie. 10 meczów/2 żółte kartki jesienią jest skromny, bowiem 7 listopada z dalszych występów wyeliminowała Kubę kontuzja w trakcie meczu w Bełchatowie. Strata do przedostatniego Zagłębia Sosnowiec wynosi zaledwie 2 oczka, poza tym rzeszowianie aż 13 z 17 wiosennych spotkań rozegrają na własnym boisku.
DRUGA LIGA
W drugiej lidze dość niespodziewanie liderem jest Górnik Polkowice, które latem opuścił najskuteczniejszy strzelec Michał Bednarski, czołowy pomocnik Patryk Mucha, a przede wszystkim trener Enkeleid Dobi. Jak się okazało pod wodzą nowego szkoleniowca Janusza Niedźwiedzia polkowiczanie  przegrali zaledwie 2 spotkania (0:2 u siebie z wiceliderem GKS Katowice i 1:2 w Rzeszowie ze Stalą). Przed sezonem z pierwszoligowego Bruk-Betu Termaliki Nieciecza wypożyczono 19-letniego wychowanka Lechii Dzierżoniów Ernesta Terpiłowskiego, który pojawił się we wszystkich
Wkład Dominika Radziemskiego w liderowanie Górnika
Polkowice to zaledwie 88 minut gry i jeden gol.
[foto:gornik.eu]
16 meczach, ale ani razu nie w wymiarze 90 minut. Podczas ponad 700 minutach gry 4-krotnie wpisał się na listę strzelcówi zobaczył 2 żółte kartki. Z kolei rola Dominika Radziemskiego, wychowanka Baszty Wałbrzych, została praktycznie zmarginalizowana - 10 wejść z ławki, najdłuższy występ to raptem 18 minut w 1.kolejce w Rzeszowie, łącznie 88 minut. W ostatniej kolejce w Bytowie Radziemski wpisał się na listę strzelców i bardzo prawdopodobne, że zimą będzie musiał szukać nowego pracodawcy. 
Drugi przedstawiciel Dolnego Śląska w 2.lidze Śląsk II Wrocław zakończył rundę jesienną na dobrym siódmym miejscu, tuż za strefą barażową.Szymon Krocz, 20-letni wychowanek Orła Ząbkowice Śląskie w Śląsku II Wrocław rozegrał 17 meczów i strzelił 3 gole. 18-letni bramkarz Miłosz Tysiak, wychowanek Zamka Gorzanów, zagrał trzykrotnie i wpuścił 6 goli, a dodatkowo na początku września Śląsk zgłosił go do rozgrywek PKO Ekstraklasy. Reprezentant kraju Igor Maruszak (2003, wychowanek Lechii Dzierżoniów) zaliczył ligowy debiut dopiero w ostatnim meczu z Olimpią Elbląg (3:1), w którym zobaczył żółtą kartkę. Inny 17-latek, wychowanek Gryfa Świdnica, Hubert Konstanty zagrał w rezerwach jedynie w okręgowym PP skupiając się głównie na meczach w CLJ (17 meczów-10 bramek)
W pozostałych klubach drugoligowych próżno szukać nazwisk znanych z regionu,bowiem znajdziemy jedynie Damiana Niedojada. 26-letni napastnik, który zasłynął skutecznością w Lechii Dzierżoniów, jesienią grał w Błękitnych Stargard (14.miejsce na 19 drużyn) - w 8 występach zaledwie raz wpisał się na listę strzelców.