poniedziałek, 30 listopada 2015

Zimowanie na tronie

Mecz z Piastem Karnin miał być dla Górnika spacerkiem. Miał być to srogi rewanż za sierpniową sensacyjną porażkę na podgorzowskim boisku. Przeniesione ubiegłotygodniowe jeleniogórskie Derby Sudetów na początek marca następnego roku, to był również czas na wykurowanie się kontuzjowanych w Lubinie Grzegorza Michalaka i Michała Oświęcimki. Początek spotkania wyglądał tak jak garstka, choć przeszacowanych przez media, wiernych kibiców sobie by życzyła. Szybki gol oraz kolejne szanse, po których piłka minimalnie mijała bramkę. Potem oglądaliśmy znany scenariusz z jesiennych meczów przy Ratuszowej. Piłka w większości czasu w posiadaniu gospodarzy, ale nie mają oni ani klarownych szans na zdobycie bramki, ani nie próbują zaskoczyć strzałami z dystansu. Po przerwie sytuacja się zmienia,  akcje nabierają przysłowiowych rumieńców i w końcu padają bramki dla wałbrzyszan. Tak było w zdecydowanej większości spotkań, choć przebieg spotkania z Karninem nieco się różnił.
Generalnie tuż po przerwie mecz powinien być rozstrzygnięty po kolejnym celnym uderzeniu Marcina Orłowskiego. Czemu arbiter Paweł Łapkowski nie uznał tej bramki? Trudno dopatrzyć się było faulu, ofsajdu na pewno nie było. Jak MOGŁA to być kluczowa dla losów meczu, a może i w przyszłości awansu decyzja przekonano się 10 minut potem, gdy po dalekim podaniu grającego trenera Mateusza Konefała Kamil Jarosiński nie zrozumiał się z Dariuszem Michalakiem, w efekcie czego wypuścił piłkę z rąk i Michał Pakuła nie miał problemów z umieszczeniem piłki w pustej bramce. Zimną krew zachował Robert Bubnowicz, który uspokajał swoich podopiecznych, powtarzając by grali cierpliwie i jest sporo czasu. Młodszy z braci Michalaków niejako zrehabilitował się bardzo szybko, bo nie dość, że po jego agresywnym presingu Górnik przejął piłkę, a potem po kombinacyjnej akcji, niczym rutynowany napastnik pokonał Arkadiusza Fabiańskiego. Brat Łukasza był najlepszym graczem gości, wśród których ciekawość budziła również osoba Oskara Raćko - strzelca obu bramek w sierpniowym spotkaniu obu drużyn, króla strzelców 4.ligi lubuskiej, który tej jesieni ma 11 trafień na koncie. Kozakiem okazał się jedynie z wyglądu.
Osobny akapit należy się arbitrowi z Lubuskiego ZPN. Paweł Łapkowski na szczeblu trzeciej ligi gwiżdże już szósty sezon, ale spotkanie Górnika z Piastem nie należał do jego udanych. Na szczęście dla niego, żadne spotkanie ostatniej serii spotkań nie było oceniane przez obserwatorów. W ogóle temat ocen arbitrów, które są jawne i do przeczytania na związkowej stronie, jest drażliwym dla samych sędziów. Prawdziwą burzę w środowisku rozpętał szef legnickich sędziów Bogdan Terefelko, ongiś trzecioligowy bramkarz m.in. Bielawianki. Zarzucił on swoim kolegom z okręgu, że wystawiają za wysokie oceny arbitrom, przez co pokrzywdzeni są ... legniccy arbitrzy, którzy jego zdaniem są surowiej oceniani przez obserwatorów z innych okręgów. Najprawdopodobniej Terefelko pożegna się z piastowaną obecnie funkcją.
Wracając do pracy lubuskiej trójki sędziowskiej. Ich postawa pokazała, że w spokojnym meczu, w którym nie było ani złośliwości, ani kontrowersyjnych sytuacji czy brutalnych fauli może zrobić się przez kilka decyzji atmosfera daleka od normalnej.  O ile w I połowie nie było spornych sytuacji to po przerwie praca sędziów wysunęła się na pierwszy plan. Zaczęło się od nieuznanej bramki Orłowskiego,potem był mocno dyskusyjny faul Oświęcimki.
Faulował czy był faulowany?
Zdjęcie ze strony walbrzych24.com nie rozstrzyga spornej sytuacji czy Cimek był faulowany czy to on faulował, ale z wysokości trybun trudno dostrzec było przewinienie wałbrzyskiego pomocnika, który poturbowany przewrócił się przed polem karnym. Za dyskusję zobaczył żółtą kartkę, co później miało konsekwencje, gdy jak najbardziej słusznie ukarany został za faul. Również jubilat Marcin Morawski zobaczył napomnienie za krytykowanie decyzji, tym razem sędziego asystenta.
Kilka decyzji Łapkowskiego i jego liniowych mogły wyprowadzić z równowagi najspokojniejszych obserwatorów spotkania. Całe szczęście dla wałbrzyszan, że nie zobaczyli oni więcej kartek, nie skończyło się kontuzją, a przede wszystkim stratą punktów. W nerwowej atmosferze nie trudno o błąd, który może mieć niebagatelne konsekwencje.
Trener Robert Bubnowicz dokonał w spotkaniu jednej zmiany,zapewne planowej, by dać okazję do pokazania się innemu jubilatowi Grzegorzowi Michalakowi. Czemu tylko jednej? Z jednej strony w meczu z Piastem trudno wymienić nazwisko zawodnika, który się wyróżnił czy też zawiódł. Z drugiej strony świadczy też o ubogiej ławce rezerwowych. Oprócz wspomnianego Michalaka w ofensywnych zawodników siedział tylko Mateusz Sobiesierski, który oszczędzany był na mecze w Dolnośląskiej Lidze Juniorów. Zimą celem lidera będzie nie tylko zbudowanie formy na wiosnę, ale i uzupełnienie kadry o młodych ofensywnych zawodników.

Moja mała cegiełka

Nie ukrywam, że miałem niewielką satysfakcję oglądając w sobotnie popołudnie małą uroczystość na murawie Stadionu 1000-lecia. Prezydent Wałbrzycha, kanclerz największej w mieście uczelni, prezes klubu oraz sponsorzy uhonorowali Grzegorza Michalaka i Marcina Morawskiego za rozegranie okrągłej liczby meczów w tej rundzie. Wyglądało to naprawdę godnie. Brawo!
[foto: walbrzych24.com]
Byłem pierwszym, który poinformował o jubileuszu Marcina, a ostatnio Grzegorza i nie dam się przekonać, że klub wiedział o okrągłych liczbach i był przygotowany na świętowanie w tej rundzie.
Ta sama ekipa rządzi co w ubiegłym sezonie, a nie zostały wówczas zauważone jubileusze Adriana Moszyka, Dariusza Michalaka czy Tomasza Wepy, którzy zaliczyli 200.ligowy występ w barwach Górnika.
Nie wnikam, co mógł pomyśleć w sobotę Marek Wojtarowicz, regularnie goszczący na meczach kolegów nie tylko w Wałbrzychu, ale i na wyjazdach, który pożegnał klub przed rokiem, a mimo to mając o wiele więcej spotkań od Michalaka, również sukcesy w rozgrywkach akademickich, czy grę na zapleczu ekstraklasy w wałbrzyskim klubie - nie doczekał się takiego pożegnania i takich prezentów.
Słyszałem złośliwe głosy, że gdyby nie chodziło o Grzegorza, to by nie było zarówno takich vip-ów gratulujących, jak i prezentu dla Marcina. Ile w tym prawdy? Nie wiem i również w to nie wnikam.
Jestem niepoprawnym optymistą i wierzę, że ta uroczystość jest zalążkiem poprawy polityki informacyjnej klubu, bo obecnie momentami mamy do czynienia z ... dezinformacją. Mam tu na myśli działalność konferansjera, a dokładniej meczowego spikera p.Bogdana Skibę. Abstrahując od niektórych rewelacji na jego stronie, możemy posłuchać na meczach fakty mijające się z prawdą. W sobotę widząc gratulujących młodszemu bratu Krzysztofa i Piotra Michalaków powiedział, że rodzinne trio występowało razem, ba, nawet z Marcinem Morawskim. Owszem,mógł się zdarzyć jakieś treningowe kopanie w udziałem całego kwartetu, ale w ligowym meczu nigdy się tak nie zdarzyło.
Mamy XXI wiek, a wciąż klub nie ma ogarniętych mediów internetowych (strona, media społecznościowe, youtube itp.), nie mówiąc o lokalnych telewizjach. W regionie dla wielu kibiców oprócz sieci źródłem informacji jest Słowo Sportowe, a w nim o spotkaniach lidera 3.ligi możemy przeczytać jedynie wynik i strzelców bramek. Bez składów. Może to drobiazg, ale inne kluby potrafią zadbać o taki szczegół jak współpraca z innymi niż lokalne media. Na 17 rozegranych meczów, w Słowie Sportowym skład wałbrzyszan mogliśmy przeczytać zaledwie 4 razy (w tym raz z domowego spotkania- z Piastem Żmigród)!
Swego czasu, kilka lat temu, proponowałem  administratorom oficjalnej strony piłkarskiego Górnika współpracę w obszarze historii, statystyk, relacji z wyjazdowych meczów czy też pytań do trenerów, piłkarzy. Nigdy do niej nie doszło i raczej nie dojdzie.
Mam nadzieję, że obecni działacze, wzorem sobotniego święta, będą pamiętać o nadchodzących jubileuszach, a wiedza o ilości spotkań nie będzie brana jedynie z portalu 90minut.pl

czwartek, 26 listopada 2015

B klasa przed falą walkowerów?

Pokłosiem panującego kryzysu futbolowego pod Chełmcem jest obecny kształt najniższej klasy rozgrywkowej. B klasa sezonu 2015/16 nie dość, że składa się z sześciu zespołów, to rozgrywki jesienne były rozgrywane systemem ... No właśnie, trudno określić jakim. Mimo zapowiedzi nie wystartowali seniorzy Gwarka Wałbrzych, a Płomyk Borówno przeniósł się do innego podokręgu. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że z wałbrzyskiej grupy awans wywalczyły aż dwa zespoły, to nie może dziwić fakt, że istniało ryzyko zawieszenia rozgrywek wałbrzyskiej B klasy. Na szczęście do piątki zespołów dołączyły rezerwy odradzającego się MKS Szczawno Zdrój i można było zacząć kadłubowe granie. W terminarzu skleconym na szybko dwa zespoły pauzują, po miesiącu doszły problemy w wałbrzyskim Zagłębiu, które o mały włos zakończyło by granie na poziomie seniorów. Koniec końców Thorez pokonał impas, zaległe mecze rozgrywał w trakcie pauz i na przerwę zimową bundesliga udała się z zaledwie jednym nierozegranym meczem.
W rundzie każda z drużyn rozegrała dwumecz z każdym rywalem - wyjątkiem była rywalizacja Zagłębia z rezerwami Victorii, bowiem listopadowy pojedynek przeniesiono na wiosnę przyszłego roku. Przed sezonem,niejako tradycyjnie rolę faworyta przypisano Zagłębiu. Zielono-czarni, co niestety, stało się niechlubną tradycją, zawiedli. Pomijając outsidera z Zagórza piłkarze z ul.Dąbrowskiego mają najgorszy bilans! Wygrali zaledwie jedno spotkanie i uzyskali jeden remis - oczywiście z piłkarzami z Zagórza. Bilans 0:11 w dwumeczu z Podgórzem czy 0:9 u siebie z Unią to rezultaty, które jak najszybciej chciano by wymazać z pamięci. Atmosfera w drużynie daleka była od ... normalnej, więc nie dziwiło, że prezes złożył rezygnację, pojawiła się groźba wycofania drużyny seniorów. Koniec końców znaleziono kompromis, pożegnano się z trenerem Józefem Borconiem, również jego syn Jarosław przestał pojawiać się w koszulce Zagłębia. Nowym szkoleniowcem został Marek Carewicz, były zawodnik m.in. Zagłębia, Szczawna Zdrój czy Zjednoczonych Bolków. Co prawda punktów od tego nie przybyło, ale widoczna jest poprawa w grze i lepsza jest atmosfera w zespole.
Nowe rozdanie w Szczawnie Zdroju polega przede wszystkim, że za grającym prezesem Pawłem Pilarczykiem z Jaczkowa przyszło większość zawodników, zresztą dojeżdżających z Wałbrzycha. Do tego do grania regularnego w piłkę wrócili prawdziwi nestorzy (Szatkowski, Jankowski, Biarda, Leśniowski), którzy uczyli się gry w czasach, gdy seniorzy Górnika i Zagłębia grali na szczeblu centralnym. Do tego dochodzą młodzi piłkarze nie mieszczący się w I drużynie z uzdrowiska - tak właśnie mniej więcej wygląda drużyna lidera B klasy. MKS II, podobnie jak Podgórze, zanotowali średnią ponad 5 bramek/mecz! Klasą dla siebie był duet Robert Koźlak (12 goli) - Bartłomiej Kulik (14 goli), który przewodzi stawce najskuteczniejszych snajperów ligi. Obaj grali wcześniej w Jokerze Jaczków.
Jesienny bilans B.Soboty w austriackiej 2.klasse
Piłkarze ze Szczawna ligowe granie zakończyli w 13.kolejce meczem z najgroźniejszym rywalem Unią Stare Bogaczowice wyraźnie przegrywając 1:4. Pogromcami lidera był braterski duet Sobotów. Niewykluczone jednak, że występ Bartosza Soboty nie będzie miał swojego epilogu na wokandzie Podokręgu PN Wałbrzych. W czym rzecz? Otóż chodzi o znany proceder grania w dwóch klubach jednocześnie. Nie od dziś wiadomo, że większe pieniądze można zarobić na graniu w niższych klasach czy to niemieckich czy austriackich. Swego czasu w 2006 nagłośniono takie dubletowe granie piłkarzy znanych z gry w zagłębiu miedziowym (Cackowski, Helwig, Kułyk). Słowo sportowe wspomniało również o piłkarzach z okręgu wałbrzyskiego, których nie brakuje w niższych klasach austriackich. Pojawiły się rozwiązanie kontraktów w Chrobrym Głogów, większość piłkarzy znikła z polskich boisk, a tymczasem jesienią 2015 Bartosz Sobota postanowił pomóc znajomym ze Starych Bogaczowic w walce o awans.
Jesień 2015- radość B.Soboty z bramki 
strzelonej w barwach SV Erlauf
Unia nie miała udanego ubiegłego sezonu, jednak w tym gra solidnie, samej drużynie z Zagórza potrafiła zaaplikować aż 19 goli w dwumeczu. W bramce spokój zapewnia doświadczony Krynicki, w polu również górą bierze doświadczenie Rajcy, Lecha, Wyszyńskiego, Kępińskiego czy Kawińskiego. Na słabiutkie ekipy z Wałbrzycha czy Zagórza starczy.Już w ubiegłym roku, w kilku spotkaniach występował Tomasz Sobota,którego jednoczesne występy w Austrii odbiły się bez echa. W tym sezonie meczów z udziałem starszego z braci Sobotów próżno szukać w bazie meczów lig regionalnych. Natomiast Bartosz z powodzeniem gra w SV Erlauf,które w swojej lidze zajmuje przedostatnie miejsce, a polski napastnik jest najskuteczniejszym strzelcem zespołu - 7 na 16 całego zespołu. 36-letni Sobota jest na tyle rozpoznawalnym zawodnikiem, zwłaszcza, że w klubach grają dawni koledzy z rozgrywek juniorów czy seniorów i nie sposób ukryć jego grę. Działacze ze Szczawna zapowiadali złożenie oficjalnego protestu do prowadzącego rozgrywki Podokręgu Piłki Nożnej Wałbrzych. Jeśli uda się wywalczyć walkower, to podobny los może spotkać pozostałych rywali Unii. Bartosz pojawił się w składzie od października i w ostatnich 5 spotkaniach tyleż razy wpisał się na listę strzelców, jego zespół 4 z nich wygrał, a weryfikacja ich na walkowery przeciwko Unii spowoduje nie tylko spadek z drugiego na czwarte miejsce, ale praktycznie koniec marzeń o skutecznej walce o 1.miejsce.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Udana jesień Kubowicza w Elblągu

Ostatnim akordem ligowego grania w 3.lidze podlasko-warmińsko-mazurskiej były derby Elbląga. W sierpniu na Stadionie Miejskim Concordia w roli gospodarza zremisowała bezbramkowo z faworyzowaną Olimpią, dla której był to pierwszy i jak czas pokazał przedostatni wyjazdowy mecz, w którym stracili punkty! Olimpijczycy dopiero w Święto Niepodległości znaleźli pogromcę po 7 kolejnych spotkaniach przy bilansie bramkowym 40:1 !  Pogromcą okazał się MKS Ełk, który powstał w tym roku w wyniku połączenia Mazura z Płomieniem Ełk. Elblążanie zimę spędzą z przewagą czterech punktów mając imponujący bilans bramkowy 65-6 po 19 spotkaniach. Tę wysoką skuteczność potwierdzili w rewanżowym derbowym pojedynku ogrywając Concordię 5:0. Mecz z lokalnym rywalem toczony pod dyktando gospodarzy rozstrzygnął się w 12 minut - oprócz pięciu bramek Concordia straciła wykluczonego zawodnika. Jednym z bohaterów tego pojedynku był Dawid Kubowicz, który kapitalnie zachował się po rzutach rożnych i w ciągu kilkudziesięciu sekund (!!!) dwukrotnie pokonał Rafała Sominkę strzelając gole na 2:0 i 3:0.
Dawid Kubowicz
Wałbrzyszanin pojawił się w Olimpii wiosną tego roku i ma,niestety, przegraną walkę o mistrzostwo ligi z Olimpią Zambrów. W tym sezonie wydaje się, że elblążanie wreszcie dopną swego i wygrają ligę. W tej lidze są drużyny wyraźnie odstające od stawki, typowi dostarczyciele punktów i bramek. Dawid swoją postawą zyskał zaufanie kolegów oraz sztabu szkoleniowego z trenerem Adamem Borosem na czele. Pełni funkcję kapitana, w rundzie jesiennej opuścił tylko jedno spotkanie, a w pozostałych 18 czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców i 3 razy zobaczył żółtą kartkę. Derbowe gole były pierwszymi uzyskanymi w Elblągu, bowiem wcześniej trafiał na wyjazdach: w Łomży i wspomnianym meczu na szczycie w Ełku. Skutecznością błysnął dopiero w ciągu ostatnich 3 tygodni.
W przypadku wygrania ligi Kubowicz wraz z kolegami stanie do baraży, gdzie czekać będzie mistrz grupy lubelsko-podkarpackiej. Obecnie liderem jest Motor Lublin punkt przed Stalą Rzeszów.
Z kolei na trzecim miejscu, za Olimpią i MKS Ełkiem zajmuje zespół o jednej z najdłuższych nazw w trzeciej lidze - Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie. W tym zespole pod koniec okienka transferowego znalazł się niedawny bramkarz Górnika Wałbrzych Kamil Czapla.
Urodzony w 1996, mimo, że wciąż jest młodzieżowcem dość długo nie mógł znaleźć sobie nowego klubu. Praktycznie rzutem na taśmę z nowym klubem podpisał umowę wraz z Sebastianem Czapą, który w czerwcu grał przeciwko niemu w barwach Legionovii. Co ciekawe niektóre media pomyliły ich ze sobą  - w rozegranym w połowie listopada meczu Drwęcy z Granicą Kętrzyn, wygranym przez gospodarzy aż 8:0 siódmego gola zdobył Czapa, a związkowa witryna przypisała bramkę Kamilowi, którego w ogóle zabrakło w meczowej kadrze!
Wg PZPN Czapla nawet strzelił bramkę!
Kamil Czapla
Kamila w tej rundzie prowadziło 3 szkoleniowców - byłego Lechitę Damiana Łukasika zastąpił na jeden mecz Artur Marcfeld, a od końcówki września zespół prowadzi Marek Witkowski. Wszyscy mieli komfort w wyborze bramkarza, bowiem każdy z trójki broniącej jest w wieku młodzieżowca. Krystian Paprocki terminował w GKS Bełchatów, a rówieśnika Czapli Bartłomieja Folca kibice mogą kojarzyć z wiosennych występów w Kotwicy Kołobrzeg. W rundzie jesiennej na 19 spotkań, w większości, bo aż 14 nr jeden w bramce był jednak Kamil Czapla (Paprocki -4, Folc -1). Piłkarze z Nowego Miasta Lubawskiego przegrali zaledwie 2 spotkania (po 1:3 z MKS Ełk u siebie i Wissą Szczucin na wyjeździe) tracąc 17 bramek (13 Czapla, 3 Paprocki, 1 Folc).
Pozycja Kamila jednak jest mocna i jeśli nic nie wydarzy się w kwestii przynależności klubowej - czytaj propozycja z wyższej ligi, to wiosną wciąż będzie grał w podstawowym składzie czołowej drużyny trzeciej ligi.

piątek, 20 listopada 2015

Żyra debiutuje w I zespole Zagłębia

Nie tak dawno mogliśmy oglądać Pawła Żyrę w trzecioligowym meczu Zagłębia II Lubin z Górnikiem Wałbrzych, a po kilku dniach przyszło mu zadebiutować w pierwszym zespole lubinian!
Los skojarzył w ćwierćfinale Pucharu Polski Zagłębie z obecnym mistrzem Polski Lechem Poznań. Kolejorz przez większą część rundy jesiennej grał w lidze wręcz tragicznie, co zakończyło się zmianą trenera, a głównym celem zespołu ma być zdobycie właśnie Pucharu Polski, co równoznaczne będzie z awansem do europejskich pucharów. Poprawę w grze i wynikach poznanian mogli zobaczyć naocznie lubińscy kibice,gdy w sierpniu zespół sponsorowany przez KGHM ograł w lidze gości 2:1, by w pucharowym meczu ulec 0:1.
Rewanż w stolicy Wielkopolski był najnudniejszym "widowiskiem" spośród trzech rewanżowych spotkań. Mecz rozstrzygnął w doliczonym czasie Szymon Pawłowski, który zameldował się na murawie kilkadziesiąt sekund wcześniej.
W lidze Zagłębie nie potrafi wygrać od dwóch miesięcy - w 6 spotkaniach co prawda zanotowało 3 remisy, ale zdobyło zaledwie trzy gole. Trener Piotr Stokowiec, mimo, że zespół wylądował na 12.miejscu cieszy się sporym zaufaniem włodarzy klubu. W rewanżowym spotkaniu z Lechem postawił na młodzież, która generalnie nie zawiodła. Najmłodszym na boisku był wałbrzyszanin Paweł Żyra. 17-latek biegał w środku pola z doświadczonym Łukaszem Piątkiem i wielokrotnie z powodzeniem walczył z Łukaszem Trałką, Maciejem Gajosem czy Dariuszem Dudką.
Grę Pawła oceniono pozytywnie. Portal weszlo.com napisał: podobał nam się młodziutki Paweł Żyra, siedemnastolatek, który zaangażowaniem mógłby obdzielić wielu starszych kolegów, ale który pokazał też kilka przebłysków nieprzeciętnych umiejętności. epoznan.pl zauważył,że Żyra starał się wziąć na swoje barki ciężar rozgrywania piłki.
Po meczu chwalił pomocnika również trener Stokowiec mówiąc, że ma satysfakcję z gry takich zawodników jak Żyra czy Jagiełło.
Wiadomo, że w meczach pucharowym często szkoleniowcy eksperymentują ze składem.Należy mieć nadzieję,że Paweł na dłużej trafi do kadry I zespołu Zagłębia.
Ciekawostką jest również fakt, że oglądający sobotnie spotkanie lubinian z Górnikiem Wałbrzych mogli w czwartkowy wieczór zobaczyć ponownie kilku zawodników. Oprócz Żyry cały mecz zaliczyli Damian Zbozień i Arkadiusz Woźniak, Adrian Błąd zmieniony został po godzinie gry, Filip Jagiełło w przerwie zmienił Jakuba Tosika, a Konrad Forenc, Karol Żmijewski oraz Eryk Sobków przesiedzieli całe spotkanie na ławce rezerwowych. To w sumie ośmiu zawodników.
Reportaż z rewanżowego spotkania Zagłębia w Poznaniu wraz z wypowiedziami zawodników, w tym debiutanta Pawła Żyry można zobaczyć na oficjalnym kanale Zagłębia na youtube.

środa, 18 listopada 2015

Awans Bartkowiaka

Piłkarska jesień dla reprezentacji grającej pod szyldem PZPN jest bardzo udany. Najważniejsza kadra, zwana kiedyś kadrą A,  nie tylko awansowała do mistrzostw Europy, ale i dwa mecze towarzyskie pewnie rozstrzygnęła na swoją korzyść. W kadrze młodzieżowej kibiców w Wałbrzychu i okolicach zapewne wielu miał by Igor Łasicki, obecnie defensor we włoskim Materese, ale z powodu urazu nie mógł wziąć brać udziału ani w zgrupowaniu, choć pierwotnie był powołany na nie, ani w spotkaniach z Norwegią (1:0) w Gdyni i z Ukrainą (0:1) w Krakowie. W tym dwumeczu brał z kolei udział duet z Zagłębia Lubin Jarosław Jach - Krzysztof Piątek pochodzący odpowiednio z Pieszyc i Dzierżoniowa.
Kadra U-19 z kolei rozpoczęła batalię u udział w mistrzostwach Europy. Aby wystąpić w turnieju finałowym trzeba przebić się przed dwuetapowe eliminacje. Pierwszy składa się z turniejów kwalifikacyjnych - 13 grup po 4 zespoły, z których awansują po dwie najlepsze oraz jedna z trzeciego miejsca mająca najlepszy bilans przeciwko dwóm najlepszym zespołom w swojej grupie. Reprezentacji trenowanej przez Rafała Janasa przyszło zmierzyć się na Cyprze mając za rywali oprócz gospodarzy Bułgarię i Luksemburg.
Wydawać się mogło, że łatwiejszego zestawu przeciwników nie można było sobie wyobrazić. Wśród wybrańców na turniej znalazło się miejsce dla MICHAŁA BARTKOWIAKA, który ostatnio zbierał pochlebne recenzje za ligowe epizody w Śląsku Wrocław. Oprócz niego powołania dostali Jakub Kuzdra, Patryk Dziczek  i Piotr Kwaśniewski  (wszyscy Piast Gliwice), Bartłomiej Drągowski  i Karol Świderski (obaj Jagiellonia Białystok),  Robert Gumny i Kamil Jóźwiak (obaj Lech Poznań), Sebastian Chruściel (APS Atrómitos Athinón, Grecja), Hubert Adamczyk (Chelsea FC, Anglia), Mateusz Wieteska (Dolcan Ząbki), Robert Janicki (TSG 1899 Hoffenheim, Niemcy),  Michał Borecki (SS Lazio, Włochy),  Adam Ryczkowski (Legia Warszawa), Mateusz Lis (Miedź Legnica),  Marcin Listkowski (Pogoń Szczecin), Michael Olczyk (FC Schalke 04, Niemcy),  Adrian Purzycki (Wigan Athletic FC, Anglia).
Polacy rozpoczęli turniej od teoretycznie najsilniejszego rywala Bułgarii wygrywając 1:0 po bramce Karola Świderskiego w doliczonym czasie gry. Z kolei Cypr mimo szybko objętego prowadzenia przegrali dość niespodziewanie z Luksemburgiem 1:2!
Dwa dni później,w piątek 13 listopada, praktycznie wszystko się rozstrzygnęło. Bułgaria wygrywa z Luksemburgiem 2:1, a Polacy wygrywają pewnie z Cyprem 3:0 po dwóch celnych strzałach Adama Ryczkowskiego i jednym Świderskiego. Michałowi Bartkowiakowi na cypryjski turniej przypadka koszulka z wielce zobowiązującym numerem 10. W pierwszym spotkaniu siedział na ławce rezerwowych, ale w drugim naprzeciw gospodarzom wybiegł w podstawowym składzie. Niestety,tuż przed przerwą,przy stanie 2:0 i obronionym przez Drągowskiego karnym, Michał zgłosił ból w kolanie i sztab szkoleniowy zdecydował się na zmianę jeszcze przed zejściem do szatni - w 42 minucie zastąpił go Kamil Jóźwiak.
W ostatniej kolejce w meczu z Luksemburgiem nie zaszkodziłaby biało-czerwonym nawet wysoka porażka. W takich komfortowych nastrojach Polacy zremisowali 2:2,dwukrotnie goniąc wynik. Dla Polski trafiali Karol Świderski i Rafał Janicki, oba trafienia dla rywali były autorstwa Edvina Muratovića, który podobnie jak Świderski trafiał w każdym z trzech meczów. Spotkanie z Luksemburgiem Bartkowiak oglądał z ławki rezerwowych. Co ciekawe wyjazd na kadrę skrytykował klubowy opiekun Michała Tadeusz Pawłowski, który w wywiadzie dla portalu fanslask.pl powiedział: zobaczmy co się dzieje z Bartkowiakiem. Po grze w Krakowie pojechał na kadrę,czemu byłem przeciwny,nie grał w pierwszym meczu,w drugim wszedł w pierwszym składzie i zszedł po 42 minutach, gdyż kolano go boli jeszcze po meczu z Cracovią i nie nadążał za grą. To jest chłopak, który musi być umiejętnie wprowadzany.Ale na dziś nie pociągnie gry Śląska.
Wiosną przyszłego będzie rozgrywany drugi etap eliminacji rozgrywany w siedmiu grupach. Zwycięzcy tych grup wraz z gospodarzem turnieju finałowego Niemcami rozstrzygną między sobą walkę o tytuł mistrza Europy U-19. Losowanie odbędzie się w szwajcarskim Nyonie,

niedziela, 15 listopada 2015

Nadzieja Lubina rodem z Wałbrzycha - Paweł Żyra

Dla młodszych kibiców może wydawać się niepojętne, ale 30 lat temu Górnik Wałbrzych oddawał nie mieszczących się w kadrze zawodników do Zagłębia Lubin, gdzie przyjmowano ich z pocałowaniem ręki i byli wiodącymi postaciami. Wystarczy wspomnieć choćby duet obrońców Benedykt Bylicki - Jerzy Sysiak, którzy byli współautorami pierwszego awansu Miedziowych do pierwszej ligi (zwanej dziś ekstraklasą) w 1985. Za chwilę ligę ratowali Marian Kowalski ze Zbigniewem Stelmasiakiem, a nazwisk piłkarzy, którzy przebyli drogę z Wałbrzycha do Lubina nie sposób wszystkie wymienić. Z czasem trend nieco się zmienił: Zagłębie znakomitymi warunkami, lepszymi perspektywami kusiło najzdolniejszych juniorów. Na przestrzeni wielu lat z grupy kilkunastu zawodników, którzy w wieku juniora trafili spod Chełmca do Zagłębia praktycznie tylko Pawłowi Oleksemu udało się przebić do ekstraklasy. Pozostali,mimo, że grali w reprezentacjach Polski różnych roczników, gdzieś po drodze się zagubili, a co niektórzy nawet już nie grają w piłkę.
Spotkania drużyn juniorów, a także seniorów są znakomita okazją spotkania się z byłymi kolegami z Wałbrzycha. W dorosłej rywalizacji najczęściej są to mecze rezerw Zagłębia, które rywalizowały na czwartym poziomie rozgrywkowym z Górnikiem/Zagłębiem, a obecnie z Górnikiem Wałbrzych. W tych spotkaniach w barwach miedziowego klubu grali i uznane nazwiska - ligowe (Manuszewski, Salamoński, Żytko czy były gracz rezerw Bayernu Monachium Banaczek), dzisiaj zbierające znakomite recenzje (bramkarz Piasta Szmatuła, pomocnik Cracovii Dąbrowski czy lubinianin Rakowski), zagraniczne (Oprśal, Perović, Kristić, Ćap, Gilcimar, Alunderis). Oczywiście nie brakowało byłych wałbrzyszan, którzy z czasem wrócili na Ratuszową: Teśmian, Rola, W.Walusiak, Kaszuba, Dziekan, Tobiasz czy Łaski. Nie dane było w seniorach wystąpić przeciwko Górnikowi takim zawodnikom jak Horyk, Duś czy Krawiec, którzy ocierali się o kadrę, a obecnie grają na piątym, a nawet siódmym poziomie rozgrywek...
Paweł Żyra w 2010 r.
Praktycznie nie było meczu Zagłębia II z wałbrzyską drużyną, gdzie wśród lubinian nie byłoby piłkarza grającego wcześniej pod Chełmcem. W sezonie 2015/16 tradycje podtrzymała osoba Pawła Żyry. Drugi z byłych graczy Górnika Wałbrzych, 18-letni bramkarz, wychowanek Olimpii Kamienna Góra Michał Nowak przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych.
Żyra, blondyn operujący w drugiej linii w kwietniu następnego roku skończy dopiero 18 lat. W Wałbrzychu trenował pod okiem m.in. Juliusza Drohomireckiego, w turniejach nastolatków był wyróżniającym się graczem i w wieku zaledwie 13 lat trafił do Akademii Piłkarskiej Zagłębia Lubin. Półtora roku w Lubinie wystarczyło,że został zauważony przez trenerów związkowych i praktycznie od początku 2013 roku do klubu przychodzą powołania na konsultacje czy też mecze z nazwiskiem Żyrki,  Bartłomiej Zalewski (U-15), Robert Wójcik (U-16 i U-17) wreszcie Rafał Janas (U-18) widzieli i widzą w nim reprezentacyjny potencjał.
Obecny rok jest przełomowym w karierze Pawła, bowiem dopiero w 2015 rozpoczął na dobre rozdział pt. Seniorzy. Najpierw trener I zespołu Zagłębia Piotr Stokowiec zaprosił Żyrę wraz z innymi kolegami z drużyny juniorów oraz rezerw na zajęcia pierwszoligowców. Po treningach oraz obozie w Uniejowie wraz z Erykiem Sobkowem został zgłoszony do kadry I zespołu, ale wiosną nie dane mu było ani razu zagościć nawet na ławce rezerwowych Zagłębia. Pojawił się natomiast w drugim zespole,który udanie prezentował się w trzeciej lidze. Pojawił się 14-krotnie na boisku strzelając dwa gole, w tym raz w debiucie pokonał bramkarza Dębu Przybyszów.
Michał Oświęcimka, Paweł Żyra i Jan Rytko
Latem tego roku Żyra ponownie zaliczył obóz z pierwszym zespołem oraz zgrupowanie kadry U-18, z którą później wyjechał do dalekiej Japonii. Klub widząc również w nim potencjał przedłużył umowę i obecnie Pawła wiąże kontrakt do końca czerwca 2018 roku.
O ile wciąż kadra meczowa w ekstraklasie to za wysokie progi dla wałbrzyszanina to miejsce w drugiej drużynie ma pewne. W trzeciej lidze gra regularnie i tylko raz zaczął mecz na ławce rezerwowych.Pierwsze kolejki opuścił ze względu na mecze w kadrze w Japonii, a potem w 15 meczach 5 razy wpisał się na listę strzelców, a wystarczyło mu zaledwie dwa spotkania - 3 gole strzelił Kątom Wrocławskim (11:0) i 2 w Rzepinie (3:1).
Z racji wieku trudno podejrzewać, by w sobotnim meczu Zagłębia II z Górnikiem Wałbrzych na murawie spotkał kogoś znajomego ze wspólnych zajęć. Grę Żyrki oglądało się z przyjemnością - dobry przegląd pola,nienaganna technika, sylwetka umięśniona - trudno zabrać mu było piłkę. Naprawdę trudno było domyślić się, że to dopiero siedemnastolatek! Miał swój współudział przy drugim golu gospodarzy, ale duże umiejętności znamionowało jednak zagranie kilkanaście minut później, gdzie wałbrzyską defensywę wyprowadził w pole kapitalnym prostopadłym podaniem do Sobkowa, który na szczęście dla gości spartolił idealną sytuację. Taki piłkarz na chwilę obecną bardzo Górnikowi by się przydał - nie chodzi tu o wcale jakość wśród młodzieżowców, ale umiejętności gracza drugiej linii.
Wiadomo, że piłkarzom miejscowym czy też wychowankom bardzo trudno przebić się do I składu. Tak jest nie tylko w Lubinie, ale i w zdecydowanej większości polskich klubów. Warto przyglądać się postępom Pawła i trzymać kciuki, by przygoda z kadrą trwała aż do I drużyny i przebił się z czasem do ekstraklasy.