niedziela, 6 września 2015

Po Frankfurcie

Mecz z Niemcami miał być "nowym Wembley", czyli meczem kadry Nawałki, takim jakim był remis dla drużyny Kazimierza Górskiego z Anglią w 1973 roku.  Balonik był sukcesywnie pompowany jak to bywa przy każdym meczu biało-czerwonych. Wynik 3:1 przypomina z kolei inne Wembley, te za kadencji Janusza Wójcika. Polacy również mieli co najmniej powtórzyć wyczyn "złotej jedenastki", a skończyło się na rozczarowaniu po 3 golach Paula Scholesa. O ile wtedy Polska nie miała wielu argumentów "na tak" na murawie londyńskiego stadionu, to w piątkowy wieczór oglądaliśmy spotkanie, po którym my Polacy, byliśmy - mimo przegranej - dumni z gry biało-czerwonych.
Jedni z najlepszych wśród naszych kadrowiczów
Grosicki i Rybus w walce z Canem.
Mecz zaczął się od odważnej gry Polaków, ale z mijającym czasem coraz więcej mogliśmy mieć obaw o końcowy wynik. Nie mający większego doświadczenia w grze na lewej obronie Maciej Rybus już w 8.minucie ogląda żółtą kartkę. Iluż to kibiców obstawiało wówczas, że były legionista nie dotrwa do końca meczu? Po 11 kolejnych minutach na tablicy wyników na frankfurckiej Comerzbank Arenie brzmiał 2:0 dla Niemiec ... Mimo tak niefortunnego początku Polska pokazała prawdziwy charakter. Klasą dla siebie był szarpiący na lewej stronie Kamil Grosicki, w środku pola swoją renomę potwierdził Krychowiak. W końcu przyszła jedna z najpiękniejszych akcji w ostatnich latach w wykonaniu polskich piłkarzy - Milik na lewo do Grosickiego, dośrodkowanie w pole karne,odważne wejście w pole karne Lewandowskiego, strzał głową i 2:1 ! Potem był kapitalna obrona Neuera uderzenia Lewego, wybicie przez Goetze z linii bramkowej główki Lewandowskiego...Ostatnie kilkanaście minut I połowy, w której zdominowaliśmy mistrzów świata na ich boisku z pewnością musiały podobać się każdemu z kibiców.
W drugiej połowie nie mieliśmy już takich fajerwerków. Dryblingi rezerwowego Gundogana siały popłoch wśród naszych. Nieco więcej z kolei spodziewaliśmy się w Polsce po wejściu Błaszczykowskiego, który nie był takim skrzydłowym, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Wreszcie 83 minuta, w której pozbawiono nas nadziei na punkt - strzał i po rykoszecie Fabiański odbija nogami piłkę przed siebie, gdzie Goetze ustala wynik na 3:1.
Oceni Bilda za piątkowy mecz.Im mniejsza cyfra tym lepsza gra.
W zgodnej opinii na największy plus w naszej kadrze za swoją postawę zasłużył Kamil Grosicki. Choć maniacy cyferek zauważą, że co drugie atakujące podanie powodowało stratę piłki i wygrał 29% dryblingów. Skrzydłowy z francuskiego Rennes brylował na lewej stronie, która o wiele lepiej prezentowała się niż przeciwległe skrzydło. Przez lata,m.in. dzięki formie Piszczaka i Błaszczykowskiego, prawa strona była niejako naszą wizytówką. Tymczasem we Frankfurcie Piszczek zaliczył bodaj najgorszy występ w kadrze, nie lepiej zagrał jego zmiennik Olkowski. Niewidoczny był Milik (za wyjątkiem bramkowej akcji), podobnie jak ulubieniec selekcjonera Mączyński czy Jodłowiec. Aż strach pomyśleć, co by było,gdyby wspomniani zawodnicy trafili z formą?
Mecz z Niemcami odbywał się po zakończeniu sensacyjnie wygranego przez gospodarzy meczu Gruzji ze Szkocją. Spowodowało to taką sytuację w grupie D, że chyba tylko kataklizm pozbędzie Polskę awansu. Do finiszu pozostały 3 mecze - już w poniedziałek zapewne dopiszemy 3 za mecz z Gibraltarem. A jak wygląda sytuacja innych drużyn?
1. Niemcy 16 punktów - mecze ze Szkocją (wyjazd), Irlandią (wyjazd) i Gruzją (dom)
2. Polska 14 punktów - Gibraltar (dom), Szkocja(wyjazd), Irlandia (dom)
3. Irlandia 12 punktów - Gruzja (dom), Niemcy (dom), Polska (wyjazd)
4. Szkocja 11 punktów - Niemcy(dom), Polska (dom), Gibraltar (wyjazd).
Po poniedziałkowych meczach nic nie będzie rozstrzygnięte jeśli chodzi na Polskę. Bo nawet w przypadku najbliższych porażek drużyn z Wysp to może teoretycznie zdarzyć się, że przegramy dwa ostatnie spotkania i wylatujemy z czołowej dwójki.
Gdyby Szkotom udało by się wywieźć 3 punkty z Gruzji w miniony piątek, sytuacja byłaby o wiele bardziej skomplikowana dla biało-czerwonych. A tak problem mają Wyspiarze.
Ostateczne rozstrzygnięcia w grupie D nastąpią 11 października.

czwartek, 3 września 2015

FORMACJA sPORToliła (2-0)00

Zaledwie stu kilkudziesięciu kibiców w środowe popołudnie oglądało mecz 3.ligi aspirujący do hitu kolejki.  Gospodarzami był spadkowicz, jeden z głównych faworytów do awansu, a goście to najlepsza drużyna ubiegłego sezonu- również wymieniani jako pretendent do triumfu na finiszu rozgrywek. Formacja Port 2000 Mostki w tabeli nie ma zbyt imponującego dorobku - 3 porażki w czterech meczach, podczas gdy w ubiegłym sezonie zaledwie dwukrotnie schodzili pokonani (bez porażki na wyjeździe!). Dotychczasowymi rywalami były rezerwy Miedzi i Śląska oraz KS Polkowice, ekipy, które wynikami udowadniają, że będą się liczyć w walce o prymat w grupie dolnośląsko - lubuskiej.
Dlaczego tak niska frekwencja na hitowym wydawałoby się meczu? Zespół z Mostek nie cieszy się taką marką ze względu na tradycje czy kibiców. W świadomości większości kibiców bliżej półki z Karninem czy Gacią niż Karkonoszy, Dzierżoniowa, Stilonu. Poza tym wałbrzyski Górnik nie rozpieszcza wynikami swoich sympatyków. O ile triumfy przy Ratuszowej mogą rozczarowywać jedynie pod kątem nikłej zdobyczy bramkowej to wyjazdowe zero już irytuje. Do tego dochodzą  nazwy pogromców biało-niebieskich. Nic nie ujmując drużynom z Karnina i Gaci, to wałbrzyski kibic przyzwyczajony jest do drużyn bardziej znanych, medialnych. Formacja Port 2000 może jest lekceważona, ale jak wyniki, a przede wszystkim gra pokazują, że jest to solidna trzecioligowa ekipa. Siedzibę klubu, czyli Mostki większość nawet nie potrafi geograficznie umiejscowić. Sportowo kojarzy się obecnie jedynie z przybyłym latem Marcinem Kikutem, który ma za sobą debiut w reprezentacji Polski, grał z powodzeniem w Amice Wronki czy Lechu Poznań. A wystarczy spojrzeć na imponujący, jak na trzecią ligę, własny klubowy autokar.
Marcin Kikut wyleciał z boiska,
a Damian Migalski strzelił gola [foto:walbrzysek.com] 
Środowy mecz potwierdził, że drużyna prowadzona przez Rafała Wojewódkę to czołówka ligi i miejsce obecnie zajmowane nie odzwierciedla rzeczywistego potencjału ekipy. Pierwsza połowa meczu przy Ratuszowej to dominacja gości. Obiektywnie trzeba stwierdzić, że rywale z województwa lubuskiego, byli drużyną lepszą. Górnik częściej musiał się bronić, o ile Kamil Jarosiński bronił w tej części pewnie,to dopisało mu szczęście, gdy główka Mikołaja Juchacza minimalnie minęła słupek bramki. Jeszcze większy uśmiech fortuny spotkał miejscowych, gdy Krzysztofa Piosika wyskakującego do piłki Dariusz Michalak ewidentnie przytrzymywał za koszulkę uniemożliwiając oddanie efektownego strzału szczupakiem. Gwizdek arbitra milczał, choć gościom należał się rzut karny, a Michalakowi czerwona kartka.
Młodszy z braci Michalaków był jedną z ofiar małej rewolucji w defensywie Górnika. O ile do gry w ofensywie wałbrzyszan na wyjazdach jest coraz mniej pretensji, to gra w obronie wciąż pozostawia wiele do życzenia. Trener Robert Bubnowicz wymyślił nowe boki bloku defensywnego - na prawej Jan Rytko, którego występy wcześniejsze w środku pola mocno rozczarowywały, a dla uniwersalnego Michalaka przewidziana została lewa strona. W porównaniu z brzeskim meczem z Foto-Higieną to na ławce wylądował Sebastian Surmaj, a z meczowej kadry ubył Damian Uszczyk. Do wyjściowej jedenastki wrócił z kolei Mateusz Krzymiński.
Krzymiński...
Wałbrzyski młodzieżowiec przeżywa trudny okres. Nie daje drużynie wiele, a jego gra, szczególnie w Wałbrzychu jest dramatyczna. Mecze pucharowe pokazały, że nie nadaje się na grę w boku obrony. Również gra w drugiej linii nie wygląda lepiej.Gdyby postawa piłkarzy była oceniana, to niestety Krzymi uzyskałby najniższą ze wszystkich graczy. Ani podania, ani odbioru, czy asekuracji. Kilka razy jego zagrania były przyczynkiem do kontr gości, to przez jego stratę faulem taktycznym na żółtą kartkę zapracował Marcin Morawski, który później powinien arbitrowi postawić duże piwo, że za faul nie pokazał drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki. Nawet znakomite podanie nad obrońcami Formacji Oświęcimki Krzymiński nie potrafił spożytkować, a miał przed sobą jedynie bramkarza Roberta Kutę...
W przerwie Mateusza zmienił Sebastian Surmaj, który najpierw doświadczył rozerwania koszulki (założył ostatecznie trykot Adriana Mrowca), a w końcówce wywalczył rzut karny.
Drugą połowę w Wałbrzychu mogą śmiało ocenić w jeden sposób: wygrana w stylu, w jakim Górnik do tej pory przegrywał w Karninie czy Brzegu. Po zmianie stron nie było wielkiego zrywu gospodarzy, czy też nagłej obniżki dyspozycji rywali. Portowcy wciąż byli groźni, imponowali ustawieniem oraz agresywnym, wysokim kryciem. Przy silnych fizycznie rywalach wałbrzyszanie czasem wyglądali niczym juniorzy. Ale warto było zobaczyć, jak niewysoki Marcin Morawski wygrywa pojedynek główkowy z wyższym o głowę rywalem. Pewnie bronił Kamil Jarosiński, choć raz zadrżały serca kibiców, gdy zabawił się w Neuera próbując dryblować z Krzysztofem Piosikiem. Najskuteczniejszy snajper Formacji w niektórych fragmentach mógł służyć za wzór choćby dla Marcina Orłowskiego. Piosik w ub.sezonie w 30 meczach trafił 29 razy, w tym sezonie ma już trafienia, wysoki (185 cm) gra w podobny sposób do Orła, dobrze tyłem do bramki, ciężko go przepchnąć, wspomaga obronę przy kornerach. Ale w przeciwieństwie do kapitana Górnika nie bawi się w powroty do drugiej linii, by rozegrać piłkę, tylko cierpliwie czeka na podanie, nękając obronę rywala. Orłowski z kolei zmęczy się w walce na 40-50 metrze od bramki, by potem być albo nieobecny, albo zmęczony w pobliży szesnastki. Wielokrotnie doświadczenie i boiskowe cwaniactwo gości brało górę w pojedynkach z gospodarzami. Kluczowym fragmentem było kilkanaście minut dobrej gry Górnika w drugim kwadransie gry po przerwie - wreszcie celny strzał Oświęcimki po ziemi, szansa Migalskiego, strzał z ostrego kąta Orłowskiego i w końcu główka Migalskiego.
Piętą achillesową Górnika są młodzieżowcy. Klub, który ma aspiracje wprowadzić drużynę juniorów do Centralnej Ligi Juniorów, nie ma w chwili obecnej wartościowych młodzieżowców. Niech nikogo nie zmyli gol Damiana Migalskiego. Chwała mu za to trafienie, choć kilka minut wcześniej miał lepszą "patelnię", którą niemiłosiernie spartolił, bo kiksie Orłowskiego. Damian boleśnie doświadcza różnicy pomiędzy graniem przeciwko rówieśnikom, a twardym, cwaniakom, którzy ustawieniem, doświadczeniem niekiedy nawet ośmieszają go. Nad Krzymińskim nie ma co się znęcać - najlepiej niech trenerzy dadzą mu odpocząć. Sebastianowi Surmajowi brakuje doświadczenia w kilku sytuacjach, ale nie popełnia takich błędów co Krzymi. Mateusz Sobiesierski grywa mało,ale na podmęczonego rywala, podobnie jak w spotkaniu z Karkonoszami, wypadł obiecująco. A kto poza nimi? Kamil Misiak zaliczył epizod w pucharze, ale może warto dać mu szansę wzorem Sopla,by ogrywał się w seniorskim towarzystwie?
W meczu z Mostkami nawet na ławce zabrakło Damiana Uszczyka, którego występy również wyglądały obiecująco, jeśli porówna się z występami np. Janka Rytko. Teraz jego miejsce zajął Maksym(ilian) Tatuśko,ktory ostatnio terminował w GKS Katowice. W doliczonym czasie był nawet przygotowany do zmiany, ale podyktowany rzut karny uniemożliwił premierowy występ.
Wciąż o sile Górnika stanowi "stara gwardia". Defensywą dobrze kierował Bartosz Tyktor, w pomocy nieoceniona postawa duetu Morawski - Oświęcimka, który najczęściej zatrudniał bramkarza Formacji. Już dawno nie oglądano mocnych,a przede wszystkim celnych strzałów z rzutów wolnych. Gorzej prezentował się Mateusz Sawicki, który jednak w tygodniu chorował, zmienił go Dominik Radziemski, który zanotował asystę przy golu Migalskiego i kilka razy dobrze szarpnął po prawym skrzydle.
Martwi oczywiście frekwencja, ale jak przyjdą wyniki to pewnie kibice wrócą na trybuny Stadionu 1000-lecia. Analizując liczbę widzów na trzecioligowych stadionach to jest ona bardzo niska. Poziom kilkuset widzów to marzenie każdego klubu, beniaminek Budowlani Lubsko cieszyć się może najliczniejszą publiką, jednak po środowej klęsce z rezerwami Miedzi 0:10, może się ona gwałtownie obniżyć.

wtorek, 1 września 2015

Po letnich transferach

Przełom sierpnia i września to deadline jeśli chodzi o okienko transferowe w lecie. Na Wyspach przyjęło się, że nawet kilka minut przed północą potwierdza się największe transfery. W Polsce jest mniejszy szum, z powodów ekonomicznych na gotówkowe transfery stać tylko nielicznych i w dodatku uzależnione jest sprzedażą któregoś z zawodników. Czasem okres letni przynosi dość niespodziewane zwroty sytuacji. Przykładem jest casus Michała Ilkowa-Gołąba - 30-letni obrońca zbierał w ub.sezonie znakomite recenzje za grę w Chrobrym Głogów, w połowie czerwca nie przedłużył wygasającej z końcem miesiąca umowy i związał się z legnicką Miedzią. Dwumiesięczny pobyt nie był udany pod względem sportowym, bo przegrał ostatecznie rywalizację z Bartczakiem i z końcem sierpnia Miedź rozwiązała umowę z niedawnym nabytkiem.
Jeśli chodzi o rynek wałbrzyski wiadomo było, że po degradacji nastąpi głównie ruch "z klubu" niż wzmocniona zostanie kadra spadkowicza z drugiej ligi. Na chwilę obecną,po miesiącu ligowego grania, najlepszą pozycję w nowych klubach ma duet Rafał Figiel - Dominik Bronisławski, którzy są podstawowymi zawodnikami drugoligowego Rakowa Częstochowa. Niespodzianką jest dla wielu jest zwłaszcza wybór tego drugiego, wychowanka wałbrzyskiego klubu. Dominik, pseudonim Deco, w oczach trenera Radosława Mroczkowskiego, prezentuje się lepiej niż Kendzia (talent ze Żmigrodu, kadrowicz U-18 i U-19), Łazaj (były kadrowicz, ma na koncie bramkę w ekstraklasie w Lechii Gdańsk), Warchoł (ograny w pierwszoligowym wówczas Widzewie), czy Piątka (kadrowicza U-16). Do tej pory zaczynał każdy ligowy mecz Medalików od pierwszego gwizdka arbitra, ale ostatnio zszedł z powodu kontuzji i nie wiadomo na ile groźny jest ten uraz.
Do pierwszej ligi, w teorii, trafili Krystian Stolarczyk i Damian Lenkiewicz. W obu przypadkach skończyło się wypożyczenie do wałbrzyskiego klubu. Stolar podpisał nową umowę, kilka razy usiadł na ławce, ale nie wybiegł na ligową murawę ani razu. Na kilka ostatnich meczów nie załapał się do meczowej kadry. Leny z kolei zaskoczył wyjazdem do czołowej maltańskiej drużyny FC Birkirkara, ale szybko wrócił do Legnicy, gdzie obowiązuje go jeszcze umowa. Do tej pory ani razu nie był w meczowej kadrze, ani za kadencji Kuźmy, ani Tarasiewicza. Grywa regularnie w rezerwach Miedzi, ale tylko raz udało mu się zaliczyć pełne 90 minut gry.
Zagadką są losy niedawnych goalkeeperów Górnika - Seweryn Derbisz podpisał umowę z Lechią Dzierżoniów, zagrał w sparingu, ale później próżno go szukać w składzie czy na ławce w ligowym meczu. Podobnie Kamil Czapla, który najprawdopodobniej jest na etapie szukania nowego pracodawcy. W sierpniu na podobny krok, czyli powrót do Dzierżoniowa zdecydował się Kamil Śmiałowski.
Kamil Popowicz
Kto wie czy największym wyrzutem sumienia wałbrzyskich działaczy nie zostanie Kamil Popowicz. Piłkarz z rocznika 1996 trafił do Wałbrzycha z Podbeskidzia Bielsko-Biała, a latem znalazł się w grupie testowanych przez Olimpię Grudziądz. Znalazł uznanie w oczach tamtejszych szkoleniowców, którzy podpisali z nim umowę i równocześnie wypożyczając go do trzecioligowego Startu Warlubie grającego w grupie kujawsko - pomorsko - wielkopolskiej. Tam póki co regularnie wchodzi po przerwie zaliczając 20-30-minutowe epizody. Czy nie mógł na tej zasadzie grać w Wałbrzychu, gdzie sytuacja z młodzieżowcami jest raczej niezbyt ciekawa?
Ciekawe w kontekście ewentualnego przegapienia juniorów z okręgu wałbrzyskiego (vide Krzysztof Piątek z Lechii Dzierżoniów!) mogą być losy dwójki z Bielawianki, którzy byli testowani przez Raków Częstochowa. Obrońca Łukasz Łużny (1995) póki co wrócił do macierzystego Orła Ząbkowice, a Adrian Niewiadomski (1996) nadal gra w bielawskim klubie.
Za granicą, a dokładnie we Włoszech dwóch wałbrzyszan zmieniło kluby. 20-letni Igor Łasicki, jedna z największych polskich nadziei na środku obrony, jest wciąż piłkarzem słynnego Napoli, ale póki co jest wypożyczany do trzecioligowych zespołów. Latem AS Gubio Calcio zamienił na beniaminka SS Maceratese. Rok młodszy Patryk Parol ubiegły sezon zaliczył w młodzieżowej drużynie Novary Calcio występującej na co dzień w Serie B, a na najbliższy sezon wypożyczyła Polaka Vigora Lamezia. Przed startem sezonu miała grać z ujemnymi punktami w trzeciej lidze, ale w związku z aferą korupcyjną Trybunał Apelacyjny przy włoskiej federacji zdegradował o klasę niżej...
Wracając na krajowe podwórko to na trzecioligowe boiska trafili Tomasz Wepa (Odra Opole) i Patryk Janiczak (KP Brzeg Dolny).Były bramkarz Górnika wiosnę spędził w 4-ligowym BKS Bolesławiec, gdzie zbierał z reguły pochlebne recenzje. Latem nastąpiła jednak rozbiórka zespołu prowadzonego przez byłego obrońcę Górnika Wałbrzych Andrzeja Kisiela i Patryk śladem kilku byłych kolegów z juniorów Zagłębia Lubin przeprowadził się do Brzegu Dolnego.
Z drugiej do czwartej ligi trafił Przemysław Cichocki zasilając Spartę Paczków. Jego macierzysty klub w opolskiej 4.lidze póki co dołuje - w 5 meczach cztery razy przegrał.
Inni wałbrzyscy zawodnicy raczej zamieniali 4.ligę na kluby z niższych jeszcze klas: Traczykowski (AKS Strzegom - Victoria Świebodzice), Ciołek (Sokół Wielka Lipa - Orzeł Sadowice), Starczukowski, Kicyła (Olimpia Lewin Brzeski - Czarni Kondratowice).
W niższych klasach prowincjonalny dream team wydawałoby się powstał by w Świebodzicach. Maciej Jaworski, który wraz z dotychczasowym trenerem bramkarzy Górnika Wojciechem Wierzbickiem trafił do Victorii, miał w planach m.in. angaż Marcina Folca, Adriana Sobczyka, ale transfery wychowanków Górnika - Traczykowskiego, Błażyńskiego wypożyczenia z Ratuszowej juniorów Borka, Gawlika mogą robić wrażenie w tej klasie rozgrywkowej.
Drugą największą wałbrzyską kolonią jest KS Zdrój z Jedliny Zdrój. Trenerem bramkarzy został nieco zapomniany w Wałbrzychu Ryszard Walusiak, legendarny bramkarz Górnika, który swego czasu z powodzeniem prowadził seniorów klubu z Nowego Miasta czy też Lechii Dzierżoniów. wśród podopiecznych będzie miał syna Bartosza. Do kadry Zdroju przyszedł ze Zjednoczonych Żarów Łukasz Wawrzyniak - jeden z nielicznych zawodników, który grał w Górniku/Zagłębiu Wałbrzych, a potem w ... Zagłębiu Wałbrzych. Michał Bartkowiak próbował bezskutecznie swych sił w Lechii Dzierżoniów.
Ciekawe nazwiska latem pojawiły się w obu drużynach MKS Szczawno Zdrój. W rezerwach pokazali się w B klasie niedawne asy Jokera Jaczków (Bródka, Kulik, Pilarczyk, Sikorski), a także nieco zapomniani wychowankowie dawnego Górnika Wałbrzych - tego funkcjonującego jeszcze na Nowym Mieście. Piotr Leśniowski (rocznik 1973) za kadencji Ryszarda Walusiaka ocierał się o grę w drugoligowym zespole seniorów. znane wśród dawnych kibiców biało-niebieskich nazwisko Biarda reprezentuje obecnie Zbigniew (rocznik 1977).
Do Mieroszowa trafiła grupa byłych graczy Gwarka Wałbrzych z Marcinem "Kazikiem" Miecznikowskim na czele, z kolei z Białego Orła do Czarnych Wałbrzych przeszedł Adam Mucha, który w 2001 sięgnął z juniorami Górnika po 4.miejsce w MPJ. Artur Baczyński, inny wychowanek Górnika, zamienił Victorię Świebodzice na Włókniarz Głuszyca. W KS Walim odnalazł inny b.junior z Ratuszowej Dawid Cizio (grał m.in. jeszcze w Czarnych i Jedlinie Zdrój).
Wiadomo, że w niższych klasach rzadko dochodzi do transferów gotówkowych. Zawodnicy z kartą zawodniczą na ręku,czyli w praktyce bez klubu, mogą zmieniać barwy klubowe podczas trwania sezonu.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

O prawidłowej perspektywie

Na Dolnym Śląsku kibice piłkarscy drużyn szczebla centralnego mogą mieć mieszane uczucia. We Wrocławiu piłkarze grają w kratkę, klub organizacyjnie w kwestiach marketingowych jest jednym z najgorszych w lidze (brak sponsora koszulkowego, na bandach stadionowych, malejąca frekwencja), w Lubinie beniaminek ma solidne wyniki, ale wciąż nie jest wyjaśniona ewentualna kwestia przekazania klubu z KGHM na garnuszek miejski. W 1.lidze rewelacyjnie poczyna sobie Chrobry, ale w Głogowie nikt nie odważy się powiedzieć o realnej walce o awans. A w Legnicy... Cóż Miedź po raz kolejny zaliczyła falstart. Lista transferów jak na tę klasę imponująca - Stasiak, Garguła to mistrzowie Polski oraz kadrowicze, Ślusarski to kilkadziesiąt bramek w ekstraklasie oraz uznani pierwszoligowcy w osobach Ilkowa-Gołąba, Garncarczyka czy Łuszkiewicza.Do tego były bułgarski kadrowicz Trifonow. Tę ekipę miał poprowadzić trener Ryszard Kuźma, którego największym sukcesem jest asystentura w Lechu Poznań. Wiosną pracował jeszcze w drugoligowej Siarce Tarnobrzeg, która zamiast bić się o awans szybko odpadła z grupy walczącej o prymat. W zgodnej opinii legniczanie powinni okupować miejsca w czołowej trójce, czwórce, a tymczasem po 4 meczach, w tym 3 domowych zespół zdobył dwa oczka i pożegnano się z Kuźmą. Misję ratowania Miedzi powierzono Ryszardowi Tarasiewiczowi, który przez właściciela klubu był wielokrotnie namawiany w przeszłości. Bilans Tarasia to dwa mecze, dwa zwycięstwa odniesione po bramkach w końcówce meczu. Oba pojedynki można było oglądnąć w telewizji Polsat Sport.
Pierwszy mecz z płocką Wisłą zakończył się wygraną Miedzi 1:0, choć po prawdzie wynik powinien być odwrotny. Poznański arbiter Piotr Idzik wraz z kolegami wypaczył bowiem wynik meczu. Trudno przypuszczać by wielkopolscy rozjemcy pomylili się specjalnie. Oglądając jednak przebieg meczu warto pochylić się nad zmorą większości piłkarzy oraz kibiców - czyli spalonym. Z interpretacją przepisów w kwestii ofsajdu większość nie ma problemów, ale najważniejszym elementem jest prawidłowe ustawienie się arbitra i odczytanie linii spalonego.
W 53 minucie meczu Miedź - Wisła goście wykonywali rzut rożny po którym Lebedyński głową uderza w kierunku legnickiej bramki (zdjęcie nr 1):
W chwili uderzenia piłki przez napastnika z Płocka żaden z jego partnerów nie znajdował się na spalonym. Linię spalonego wykreśla położenie przedostatniego zawodnika drużyny przeciwnej. Jakub Bąk - bo on znajduje się w polu bramkowym nie jest na spalonym, arbiter z kolei nie stoi równo na wysokości przedostatniego zawodnika Miedzi i tym samym nie jest w stanie ocenić prawidłowo sytuacji.
Co było potem? Uderzona piłka przez Lebedyńskiego z kilkunastu metrów odbiła się od słupka a stojący najbliżej Bąk wpakował piłkę do siatki.Asystent arbitra ruszył w kierunku środka boiska co jednoznacznie oznaczało zdobycie prawidłowo bramki:
Potem festiwal zdarzeń nie całkiem zrozumiałych nie tylko dla płocczan, ale i dla bezstronnych obserwatorów. Arbiter główny odgwizduje bramkę, protesty legniczan, podbiegnięcie do bocznej linii celem konsultacji z sędzią liniowym i ... odgwizdanie ofsajdu!
Sędzia liniowy popełnił elementarne błędy w sztuce sędziowania, które przerodziły się w wielbłądy wypaczające przebieg meczu. O ile złe ustawienie przy strzale Lebedyńskiego mogło się upiec w perspektywie prawidłowej decyzji o uznaniu bramki, to czemu nagle zmienił swoją decyzję???
Wisła przegrała mecz po kontrowersyjnej bramce w ostatniej minucie, gdy sędzia główny oraz kolejny asystent zignorowali zagranie ręką Michała Stasiaka. Wówczas goście stanęli oczekując gwizdka, a Bartczak strzelił złotą bramką.
Z wydawało się nic nie znaczącego meczu ligowego, jednego z wielu można wyciągnąć proste wnioski. Jedna czy dwie sytuacje ocenione nieprawidłowo mogą zdecydować o losach meczu, zniwelować wysiłek całej drużyny.
Piłkarska prawda głosi, że gra się do gwizdka sędziego - nieważne czy arbiter się pomylił czy nie, trzeba doskoczyć do rywala, zablokować strzał. Inną sprawą, nie mniej ważną - jest to co udokumentowane zostało zdjęciami - przy ocenie spalonego jest prawidłowe ustawienie.
Ile razy z perspektywy trybun czy też ławki rezerwowych liniowi słyszą często niecenzuralne uwagi pod swoim adresem, że podnieśli lub nie chorągiewkę do góry. Owszem, zdarzy się, że obserwatorzy są akurat w jednej linii, ale to bardzo rzadko ma miejsce taka sytuacja. Ale krytykując trzeba wziąć pod uwagę kto oceniał w prawidłowej perspektywie.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Smutny jubileusz Marcina Morawskiego

W dobrze zorganizowanym klubie piłkarz rozgrywający dwusetny mecz otrzymałby pamiątkową koszulkę z nr 200, oprawione zdjęcie lub też inną pamiątkę uświetniający jubileuszowy występ. Niestety, obecnie w wałbrzyskim Górniku - flagowym klubie ponad stutysięcznego miasta próżno wypatrywać takich akcji...
W sobotnim meczu w Brzegu o mistrzostwo 3.ligi Marcin Morawski, jeden z najstarszych piłkarzy całej ligi obchodził mały jubileusz dwusetnego ligowego meczu w barwach wałbrzyskiej drużyny. Nie jest to postać w wałbrzyskim futbolu anonimowa, wręcz przeciwnie. Dziś może postać nie doceniana, ale patrząc przez pryzmat tego co popularny Maran, Mały, Mara, Maradona osiągnął, co prezentował na boisku należy mu się duży szacunek.
Marcin to obok Adriana Rzepeckiego, Piotra Włodarczyka i Sebastiana Matuszaka największy piłkarski talent ostatniej dekady XX wieku. Zaczynał u Zbigniewa Góreckiego w Zagłębiu Wałbrzych, w trampkarzach grając ze starszymi, nawet o kilka lat kolegami. Talent dostrzeżony został szybko i Edward Klejndinst w latach 1995-96 powoływał go na mecze kadr U-16 i U-17, gdzie Morawski skompletował 8 meczów. Ciągnęła się za nim już od najmłodszych lat opinia krnąbrnego, egoistycznego gwiazdorka, ale i wielce utalentowanego. W 1998 wraz ze starszymi od siebie kolegami pod wodzą Wiesława Walczaka wywalczył 4.miejsce w mistrzostwach Polski juniorów.  Od jesieni'98 rozpoczyna się jego przygoda z seniorami. Górnik SSA Wałbrzych wycofany latem z rozgrywek drugiej ligi rozpoczyna odbudowę dwie klasy niżej. Duet trenerski Walczak - Mordak kadrę oparł na tych ligowcach co zdecydowali się zostać w Górniku uzupełniając ich juniorami. Marcin z różnych powodów, nie związanych z formą sportową, dopiero we wrześniowym spotkaniu w Świdnicy (3:0 z Polonią) zmieniając w 80 minucie Jarosława Falkenberga zalicza debiut w I zespole Górnika. W zwycięskim wówczas sezonie Morawski zagrał 28 razy i strzelił 11 goli.
Oto pełny bilans ligowych spotkań Marcina w I zespole wałbrzyskiego ligowca:
1998/99 - 4.liga (4.poziom rozgrywkowy) - 28 meczów/11 goli
1999/00 - 3.liga (3) - 29/11 goli
2008/09 - 4.liga (5) - 24/7 goli
2009/10 - 3.liga (4) - 25/5 goli
2010/11 - 2.liga (3) - 29/6 goli
2011/12 - 2.liga (3) - 30/7 goli
2012/13 - 2.liga (3) - 31/3 gole
2015/16 - 3.liga (4) - 4/0 goli
Jak łatwo wyliczyć, w 200 meczach Maran strzelił równe pół setki goli. Bodaj najpiękniejsze uderzenie można zobaczyć jeszcze na serwisie youtube:
Jesienią 2010 w taki sposób pokonał bramkarza Jaroty Jarocin. Oczywiście strzał z dystansu,z rzutu wolnego i rzutu rożnego to markowe uderzenia Marcina, po których padały bramki.
Marcin mógł i powinien więcej osiągnąć. Obserwowany był już podczas gry w juniorach, a ofertach z klubów ekstraklasy czy drugiej ligi mógłby napisać książkę. Wybór Morawskiego padł na łódzki Widzew, którego sława powoli mijała. Czas pokazał, że nie był to dobry wybór. Może trzeba było przenieść się do Płocka bądź Grodziska Wlkp?
W latach 2000-03 zaliczył 28 ekstraklasowych występów, a w międzyczasie podbił serca kibiców Włókniarza Mirsk (kto zrozumie wybór jeleniogórskiej okręgówki po grze w ekstraklasie??), Ceramiki Opoczno i niemieckiego Havelse. Od 2004 zaliczył prawdziwą wędrówkę po klubach niższych lig. O ile w trzecioligowych Żarach zbierał pochlebne recenzje to przeskok do Sosnowca (druga liga - zaplecze ekstraklasy) a potem Polkowic to już krytyka za nierówną formę. Po epizodzie w Gorzowie Wielkopolskim Marcin od 2008 był jednym z głównych architektów projektu nowego Górnika, który z piątego szczebla rozgrywkowego przebił się na szczebel centralny jakim jest druga liga. Lider środka, z czasem kapitan zespołu stał się symbolem drużyny, najbardziej rozpoznawalną postacią. Wiosną 2013, gdy ekipa Roberta Bubnowicza zaczęła dołować jednym z głównych winowajców ogłoszony został właśnie Morawski, który latem pożegnał klub z Ratuszowej przechodząc do pobliskiej Świdnicy, gdzie przez dwa sezony był jedną z czołowych postaci najpierw Polonii/Sparty, a potem Polonii-Stali (60 meczów i 18 goli), dwukrotnie zdobywając Puchar Polski na szczeblu OZPN Wałbrzych. Wiosną tego roku łączył grę z funkcją I trenera zespołu.
Latem,po spadku Górnika do 3.ligi wrócił do Wałbrzycha jako asystent trenera Bubnowicza, ale życie pokazało, że Marcin nadal jest potrzebny drużynie.
Jubileuszowy występ nr 200 okrasił Morawski żółtą kartką, a i taką kartkę powinna zobaczyć cała wałbrzyska drużyna. Foto-Higiena Gać dołączyła do Gawina Królewska Wola, Puszczy Niepołomice czy Piasta Karnin, czyli do galerii klubów, z którymi drużynie formatu Górnika nie przystoi przegrywać.
Wielu kibiców na dobrą sprawę nie potrafi wskazać geograficznie skąd pochodzi ostatni rywal Górnika, a o mały włos drużyna z Gaci nie zmiażdżyłaby (!!!) niedawnego drugoligowca. Gdyby nie dwie jedenastki doszło by do prawdziwego pogromu, bowiem Foto-Higiena prowadziła 3:0. Licznik wałbrzyszan bez zwycięstwa wyjazdowego wciąż bije.
Przed sezonem, gdy zaprezentowany został terminarz rozgrywek, w zgodnej opinii początek sezonu miał być spacerkiem dla Górnika. Tymczasem jesienią 2015 wałbrzyszanie prezentują formę Dr Jekyll (mecze w Wałbrzychu) i Mr Hyde (wyjazdy). Naprawdę ciężko racjonalnie wytłumaczyć indolencję wyjazdową. Przed drużynami wiele spotkań, nie ma co skreślać jakiejkolwiek z drużyn. Przykładem ekipa z Kątów Wrocławskich, która po 3 meczach miała zero punktów, bramki 0-13, a wywozi z Oporowskiej remis z rezerwami Śląska 1:1! Co prawda przewaga gospodarzy była momentami miażdżąca, ale i goście mogli pokusić się o zwycięską bramkę. Co ciekawe najbliższy wyjazd Górnik ma właśnie do Bystrzycy...

wtorek, 25 sierpnia 2015

Ponowny falstart Thoreza

Seniorzy Zagłębia Wałbrzych rozpoczęli ósmy sezon po ... hibernacji. Dla przypomnienia: w lutym 1993 zielono-czarni grający w 2.lidze łączą się z Górnikiem Wałbrzych (wówczas środek 3.ligowej tabeli) i powstaje Klub Piłkarski Wałbrzych,który przejmuje miejsce Zagłębia. Po KP był okres Sportowej Spółki Akcyjnej Górnik (1997-2000), ale ostatecznie klub wraca do neutralnej nazwy Górnik/Zagłębie. Kibice Zagłębie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce wskrzeszając drużynę seniorów w 2008 roku. Wtedy przy Ratuszowej czwartoligowiec idąc ku oczekiwaniom większości kibiców grał jako Górnik PWSZ.
W niedzielę popularny Thorez zaliczył najgorszą premierę. Wcześniej było bowiem różnie, ale nie najgorzej:
2008/09 - B klasa - Grodno Zagórze Śląskie (w) 1:1
2009/10 - B klasa - Husaria Grzędy (d) 3:0
2010/11 - A klasa - Unia Jaroszów (d) 2:1
2011/12 - A klasa - Czarni Wałbrzych (w) 3:2
2012/13 - A klasa - Gwarek Wałbrzych (w) 0:4
2013/14 - B klasa - Victoria II Świebodzice (d) 2:0
2014/15 - B klasa - Grodno Zagórze Sląskie (d) 4:1.
Tym razem w wałbrzyskiej "bundeslidze" rywalizować będzie zaledwie 6 zespołów. Siódmy - Kalenica Jugów skorzystała na wycofaniu się jednej z drużyn i grać będzie w wałbrzyskiej A klasie. Jest o tyle ciekawe, że wcześniej grali w kłodzkiej B klasie, ale z różnych względów woleli w Jugowie przenieść się pod jurysdykcję wałbrzyską.
W okrojonym składzie Zagłębie o awans ma walczyć z rezerwami Victorii Świebodzic, MKS Szczawno Zdrój oraz z Grodnem, Unią Bogaczowice i Podgórzem. Po tym jak do A klasy awansował Górnik Gorce i Iskra Witków, naturalnym faworytem stał się trzeci zespół ubiegłego sezonu,czyli Zagłębie. Piłkarze prowadzeni przez Józefa Borconia pożegnali co prawda Bartłomieja Kochanowskiego, ale za to wzmocnił defensywę Marcin Matysek. Wychowanek Górnika Wałbrzych grał w juniorach Stadionu Śląskiego Chorzów,po powrocie do Wałbrzycha zaliczył epizod w PP ze Starym Śleszowem, by na półtora roku wzmocnić trzecioligową Bielawiankę. Ostatni sezon spędził w Walimiu oraz Szczawnie Zdrój. Kibice spodziewali się, że w duecie z Jarosławem Borconiem będzie stanowił zaporę nie do przejścia, a tymczasem w premierze przyszedł zimny prysznic.
Przy Dąbrowskiego gościło Podgórze Wałbrzych, które wypunktowało Thorez aż 5:0 ! Jak na ironię jedną z bramek zdobył były thoreziak - Kochanowski. Premierową bramkę B-klasowego sezonu strzelił Łukasz Jaśkiewicz - nieco zapomniany zawodnik, którego kibice powinni kojarzyć z gry w bramce Górnika/Zagłębia Wałbrzych, z którym przeszedł szlak z A klasy do 4.ligi.
42-letni Jarosław Borcoń jest jednym z ostatnich mohikaninów dawnego Zagłębia, które rywalizowało na zapleczu ekstraklasy. Oprócz niego z powodzeniem w Pieszycach grają popularne "Smerfy", czy bracia bliźniacy Sławomir i Sebastian Gorządowie, którzy pamiętają grę przy Ratuszowej na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia. Z kolei w półfinale pucharu na szczeblu podokręgu Zagłębie zmierzy się z Białym Orłem Mieroszów, gdzie broni wciąż o rok starszy od Borconia Grzegorz Gruszka - broniący w przeszłości w Victorii, Górniku, Zagłębiu czy KP Wałbrzych.
Daniel Główka
Znając życie oraz to, że wciąż nie wiadomo jakie losy będą seniorów Gwarka Wałbrzych (czy reaktywują się czy nie- część zawodników przeszła do Mieroszowa) to kształt B klasy może nabrać całkiem innego wymiaru. Niewiadomą będzie postawa rezerw "ligowców" ze Świebodzic i Szczawna, bowiem wynik zależeć będzie od liczby graczy z bezpośredniego zaplecza I zespołów.
Wracając do kwestii grającego ex-bramkarza to najskuteczniejszym jest Daniel Główka - rocznik 1990. 5 lat temu po awansie do drugiej ligi Górnik sprowadził wychowanka Kuźni Jawor jako młodzieżowca, zmiennika Jaroszewskiego. Skończyło się jedynie na siedzeniu na ławie oraz grze w B-klasowych rezerwach Górnika. Potem grał w Jeleniej Górze, Strzegomiu i Jaworze, a obecnie rozpoczął trzeci sezon w barwach A klasowego Bazaltu Piotrowice (A klasa legnicka), gdzie nie tylko jest jednym z czołowych strzelców zespołu, ale i kapitanem zespołu.

Cimek strzelił gola

Spotkanie Górnika Wałbrzych z Lechią Dzierżoniów zapowiadało się ciekawie i śmiało kandydowało do miana hitu trzeciej kolejki 3.ligi. Za gośćmi przemawiało ... trzecioligowe doświadczenie, które jak ważne jest, to wałbrzyszanie przekonali się w Gorzowie w poprzednim meczu. Dzierżoniowianie w ubiegłym roku zanotowali niespotykaną passę, gdy jesienią skompletowali komplet wyjazdowych zwycięstw. Dolnośląska kadra walcząca bez powodzenia w finale kontynentalnym oraz z powodzeniem w krajowym Regions Cup,oparta była przede wszystkim na graczach Lechii. Tych sukcesów nie byłoby bez znakomitej pracy z młodzieżą, która często jest sprawdzana przez ekstraklasowe kluby. Juniorzy Lechii w tygodniu poprzedzającym derbowy bój dwukrotnie ograli rówieśników z Wałbrzycha i to pod Chełmcem.
Niestety,ci co chcieli zobaczyć derby byłego województwa wałbrzyskiego musieli obejść się ze smakiem. DZPN nad wyraz surowo potraktował incydenty z meczu z Karkonoszami, a w Wałbrzychu dopiero w piątek ruszyło informowanie kibiców. Z pewnością nie padł by tegoroczny rekord frekwencji (inna marka kibicowska w porównaniu z Karkonoszami, półmaraton), ale zapewne kilkuset fanów zasiadło by na trybunach Stadionu 1000-lecia. Szkoda.
Zbigniew Soczewski nie mógł skorzystać z usług Adriana Leśniarka - kapitana kadry DZPN, skuteczny Damian Niedojad usiadł na ławce rezerwowych,podobnie jak nieobecny we wcześniejszych meczach obrońca Filip Barski (przed rokiem testowany przez wałbrzyszan za kadencji Andrzeja Polaka), czy utalentowany 17-letni Jakub Bolisęga,który już był na testach w Śląsku czy Legii. W podstawowym składzie wybiegł powracający po pierwszoligowym graniu w Arce Gdynia i Bytovii Kamil Juraszek oraz jego imiennik- Śmiałowski, który ten sezon rozpoczął jeszcze w koszulce Górnika grając w Pucharze Polski. Otoczka jego przejścia zarówno z Dzierżoniowa do Wałbrzycha, jak i w odwrotną stronę raczej poróżniły działaczy obu klubów niż służyło współpracy klubów z jednego okręgu...
Na podstawie relacji internetowych można wnioskować jedno - goście zbytnio przestraszyli się faworyzowanych gospodarzy, którzy dopiero w drugiej odsłonie zdominowali przeciwnika. Ponownie piłkarze Roberta Bubnowicza mają problem ze stworzeniem sytuacji podbramkowej, a przede wszystkim ze skutecznością. Największe zagrożenie to rzuty wolne dyktowane wręcz hurtowo. Lechia, o czym pisze ich strona, ma spore pretensje do wrocławskiego arbitra Mirosława Mazgaja. Zaledwie 26-letni rozjemca już trzeci sezon gwiżdże na tym szczeblu, ale jeśli trafił mu się taki "wielbłąd", że pokazał żółtą kartkę innemu zawodnikowi niż winowajcy, to powinien odpocząć od sędziowania. Znając obiektywizm p.Łukasza Bieniasa pełniącego funkcję prezesa klubu jak i ...administratora strony internetowej, śmiało można założyć, że taka pomyłka miała rzeczywiście miejsce. Jaki będzie finał to przekonamy się za kilka dni, gdy związkowa witryna pokaże jaką notę otrzymał sędzia Mazgaj.
Bubnowicz nieco przemodelował skład Górnika - w końcu usiadł na ławkę Mateusz Krzymiński, którego na lewej stronie zastąpił Sebastian Surmaj, Dariusz Michalak powędrował na prawą stronę defensywy, a na środku zagrał Sławomir Orzech. W ofensywnych formacjach bez zmian i prawdę powiedziawszy z obecną kadrą raczej rewolucji nie ma co się spodziewać. Trzeba mieć nadzieję, że schematy wypracowywane na treningach wreszcie zaczną się sprawdzać, wreszcie będzie piłka dogrywana dokładnie do strzelca a piłkarze wykorzystają swoje drugoligowe doświadczenie,
Michał Oświęcimka strzela zwycięskiego gola.
[foto: dami.walbrzych.pl]
Czytając relację na lajfy.com można było odnieść wrażenie, że bramka Łukasza Malca była non-stop bombardowana. Te wrażenie tonują relacje z innych stron. Wizytówką wałbrzyszan staje się zdobywanie bramek w końcówkach meczu,bowiem bramka dająca komplet punktów padła w 85 minucie gry. Dość sensacyjnie brzmi, że strzelcem został Michał Oświęcimka. Popularny Cimek cieszy się zasłużoną estymą ze względu na serce do gry, niesamowitą walkę o każdą piłkę. O ile w wieku juniora zdobywał seryjnie korony króla strzelców w różnego rodzaju turniejach, to w seniorach Górnika do niedzieli strzelił raptem ... jednego gola! Pół setki drugoligowych zmagań od wiosny 2013 i tylko w pamiętnym meczu w Głogowie (2:0 czerwiec'13) zdołał pokonać bramkarza rywali. Miejmy nadzieję, że będzie to w przypadku Michała przełamanie i zacznie seryjnie strzelać bramki. Na taki przełom czeka kapitan Górnika Marcin Orłowski, który ponownie złapał żółtą kartkę - ciekawe kto wówczas zastąpi na szpicy popularnego Orła?
Paweł Żyra (Zagłębie II Lubin)
3.kolejka 3.ligi dolnośląsko-lubuskiej była ciekawa i kolorowa. Kto by się spodziewał, że ubiegłosezonowy mistrz ligi do tej pory nie ugra nawet punktu? W 4 meczach strzelano bramki w doliczonym czasie gry. Sędziowie pokazali aż 8 czerwonych kartek, z czego połowę w Żmigrodzie w pojedynku dwóch Piastów. Niespodziewanie górą byli niedawni pogromcy wałbrzyszan z gorzowskiego Karnina. Co ciekawe kat Górnika Oskar Raćko pojawił się na murawie dopiero w 70 minucie i po kilkudziesięciu sekundach puścił wiązankę wałbrzyskiego arbitrowi kosztującą go czerwoną kartkę. Do tej pory już tylko 4 drużyny nie doznały porażki. Beniaminek z Polkowic otwiera tabelę z kompletem zwycięstw. Ślęza i Polonia-Stal spotkały się ze sobą we Wrocławiu i podzieliły się punktami, choć wręcz miażdżącą momentami przewagę mieli gospodarze, którzy musieli sobie radzić bez supersnajpera Grzegorza Rajtera. Wreszcie rezerwy Miedzi, którzy posiłkowali się grupą pierwszoligowych graczy z eksreprezentantem Michałem Stasiakiem na czele.Mimo tego aż dwukrotnie nie potrafili z rzutu karnego pokonać bramkarza Stilonu Gorzów i goście wywieźli cenny punkt. W składzie rezerw Miedzi wystąpił niedawny gracz Górnika Wałbrzych Damian Lenkiewicz, który powrócił z testów z Malty. W ogóle w tej kolejce powiększyło się grono ekswałbrzyszan na trzecioligowych boiskach. W rezerwach Zagłębia zagrał Paweł Żyra, który ma za sobą debiut w kadrze U-18, która bawiła na początku miesiąca na turnieju w Japonii. W Śląsku II pojawił się Michał Bartkowiak - w sobotę zaliczył końcówkę meczu w ekstraklasie z Podbeskidziem Bielsko-Biała, a w sobotę najpierw wypracował bramkę na 1:0, a później sam strzelił gola na 2:0 w spotkaniu z Formacją Port 2000 Mostki.
W następnej kolejce Górnik gościć będzie na boisku Foto-Higieny Gać, która do tej pory grała jedynie na boiskach rywala. Faworytem, podobnie jak w spotkaniu z Karninem, będą wałbrzyszanie, ale wyjazdowa indolencja biało-niebieskich nakazuje ostrożność w typowaniu wyniku.