czwartek, 7 maja 2015

Mrowiec świętuje awans.Leo ulubieniec mediów?

W miniony weekend na Dolnym Śląsku poznaliśmy mistrza IV ligi dolnośląskiej. Na SIEDEM meczów przed końcem rozgrywek rezerwy legnickiej Miedzi zapewniły sobie pierwsze miejsce po zwycięstwie nad BKS Bolesławiec. Chciałoby się rzec efektownym zwycięstwie 4:0 nad trzecim zespołem, ale w trakcie trwania sezonu legniczanie potrafili wygrać 9:0 z Granicą Bogatynia i Nysą w Zgorzelcu czy 7:0 z Chojnowianką czy Włókniarzem w Mirsku. W 23 meczach zaledwie trzykrotnie podopieczni Piotra Jacka nie sięgnęli po komplet punktów, a piłkarze ponad sto razy wpisywali się na listę strzelców. Najskuteczniejszym strzelcem zespołu jest popularny "Wasia", czyli Adam Wasilewski, który ma na swoim koncie 30 bramek. 23-letni wychowanek GOKiS Legnickie Pole w I zespole Miedzianki zadebiutował ...5 lat temu w Pucharze Polski, ale dopiero zimą tego roku został dokooptowany do pierwszoligowego zespołu. W sparingu z Górnikiem Wałbrzych (4:0) wpisał się m.in. na listę strzelców a w ostatnich dwóch kolejkach wreszcie pokazał się na ligowych boiskach zaliczając łącznie 20 minut.
Adrian Mrowiec w barwach rezerw
Miedzi.
W ogóle dla Miedzi II na liście strzelców znajdziemy nazwiska aż 22 zawodników. Meczem decydującym o awansie był mecz z BKS Bolesławiec, gdzie od początku rundy pewniakiem w bramce jest Patryk Janiczak broniący jesienią jeszcze w drugoligowcu z Wałbrzycha. Smaczku temu meczowi dodawał fakt, że główny architekt dobrej postawy BKS jest trener Andrzej Kisiel, wieloletni gracz, a także trener w legnickim klubie. Nie chciał ułatwiać faworytowi zadania, ale już po 7 minutach było 2:0, a skończyło się na 4:0. W zwycięskim zespole oprócz utalentowanej młodzieży pojawiło się kilku rekonwalescentów z kadry I zespołu. Wśród nich wałbrzyszanin Adrian Mrowiec. Pozyskany zimą z Ruchu Chorzów nie wywalczył sobie po sparingach pewnego miejsca w wyjściowym składzie Miedzi, ale przez kontuzje oraz absencje kartkowe kolegów wskoczył do zespołu na mecz z GKS Tychy (22.kolejka) i rozegrał 5 meczów, w których legniczanie dwa wygrali,dwa zremisowali i przegrali w Niecieczy, gdzie Adrian zresztą z powodu urazu opuścił boisko w 29 minucie gry. Po kilkudniowej absencji na treningach, rehabilitacji wrócił do reżimu treningowego i dostał szansę zagrania o ligowe punkty, tyle że 3 klasy niżej. Oczywiście wiele pracy w meczu nie miał, ale najważniejsza była okazja pokazania się m.in.Januszowi Kudybie,który wraz z prezesem klubu byli świadkami historycznego awansu rezerw. Wśród obserwatorów meczu był, podobnie jak wspomniany wcześniej Kisiel, były obrońca wałbrzyskiego Górnika Andrzej Wójcik.
Andrzej  Wójcik
Obecnie pełni on rolę asystenta trenera Kudyby.
Celem Miedzi II jest dokończenie sezonu z zerowym kontem po stronie porażek. Swoją drogą szkoda, że zimą nikt z wałbrzyskiego Górnika nie sięgnął w stronę Legnicy po kogoś z rezerw celem wzmocnienia rywalizacji w zespole.
Wałbrzyszanie mają swoje problemy, a przecież swego czasu nie mieszczący się w składach drużyn spod Chełmca wzmacniali Miedziankę. Z czasem kluby z obu miast zamieniły się miejscami. To na Ratuszową zaczęli trafiać byli legniczanie (Przerywacz, Majka, Kłak, Główka, Orłowski, Wepa i inni), a wałbrzyszanie musieli mobilizować się na mecze z rezerwami. Po awansie do 2.ligi były krótkotrwałe boje z pierwszym zespołem Miedzi, gdzie po zaangażowaniu się Andrzeja Dadełło legniczanie odjechali nie tylko sportowo, a przede wszystkim organizacyjnie. Pozostaje żałować, że w Wałbrzychu nie ma takiego mecenasa sportu, kapitału by zainwestować poważnie w piłkę nożną.
Wielu wałbrzyskich kibiców obawia się o los klubu po ewentualnej degradacji. Wiadomo, że motorem napędowym mogą być występy na szczeblu centralnym, jakim jest druga liga. Trzecia, czyli czwarty poziom rozgrywek będzie zapewne oznaczał pożegnanie się z kilkoma co najmniej zawodnikami. Wątpliwe by chciał grać w 3.lidze Rafał Figiel, który wiosną jest jednym z najlepszych graczy całej ligi na swojej pozycji.
Jedenastka 28.kolejki wg Piłki Nożnej
Tygodnik Piłka Nożna po raz drugi w tym roku wybrała go na Piłkarza Meczu a po raz trzeci nominowała do Jedenastki Kolejki. Co ciekawe do tego "ekskluzywnego" towarzystwa po meczu Górnika z MKS Kluczbork został wybrany również Leonid Musin co wśród wałbrzyskich kibiców na pewno wywołuje uśmiech i zdziwienie. Wybór Musina PN uzasadniła: golkiper z Wałbrzycha zaliczył kolejny dobry występ;tym razem Ukrainiec skutecznie powstrzymał MKS Kluczbork. Cóż, trudno oczekiwać, że red. Kamil Sulej piszący o drugiej lidze oglądał mecz na Stadionie 1000-lecia.  Wałbrzyski Leo to nie jest póki co pewniak w defensywie. Co prawda w pomeczowych sprawozdaniach czytamy, że uratował zespół przed stratą bramki po akcji Piotra Giela, a tak naprawdę całą robotę wykonał Bartosz Tyktor - co widać na poniższym zdjęciu:
O ile do przerwy w meczu z Kluczborkiem Musin nie miał elektrycznych interwencji to po przerwie zagrał kilka razy tak, że wielu kibiców soczyście zaklęło. Niech nikogo nie zmylą oklaski po wyłapaniu przez ukraińskiego bramkarza piłki po dośrodkowaniu - to nie było docenienie kunsztu tylko swego rodzaju szydera. Naprawdę trudno dociec dobrą prasę Leonida w Piłce Nożnej, ale trzeba mieć nadzieję, że być może te prasowe wyróżnienia zmobilizują go do pewniejszej i skuteczniejszej gry, bo na to liczą wszyscy w klubie jak i również kibice.

poniedziałek, 4 maja 2015

Puchar dla Legii

Jednym z celów PZPN jest odbudowa prestiżu rozgrywek Pucharu Polski. W historii różnie to bywało z rozgrywkami - zespoły traktowały mecze niejako po macoszemu skupiając się na lidze. Finały rozgrywane były w różnych miejscowościach,niekiedy w miejscach, które nie przystawało randze takiej imprezy (Piotrków Trybunalski, Bełchatów, Kalisz), czy organizowano dwumecze (lata 2000-2006). Były w historii mecze pod każdym względem godne zapamiętania tak jak owiane sławą 5:2 Górnika Zabrze z Legią w 1972, 5:2 Legii z Jagiellonią w Olsztynie.Były szokujące wręcz niespodzianki - 2:1 Arki z Wisłą w 1979 czy 4:1 GKS Katowice z Górnikiem Zabrze w 1986. Były kontrowersje dotyczące sędziowania (Amica - Aluminium Konin 5:3 w 1998), były spotkania naznaczone awanturami kibiców (Legia - Lech w 1980 i 2011).  Jednym słowem było prawie wszystko a od soboty możemy śmiało oznajmić,że ostatnim finałem możemy śmiało konkurować z innymi krajami.Chodzi oczywiście o otoczkę, a nie wydarzenia boiskowe. Stała data 2 maja, stałe miejsce - Stadion Narodowy. Do tego potrzebna była atmosfera na trybunach, ale na szczęście  okazało się, że w finałowej rozgrywce zmierzą się nie tylko czołowe ekipy piłkarskie, ale również kibicowskie.
Na temat samego finału napisano i pokazano chyba wszystko. W tym turnieju Tysiąca Drużyn brała udział drużyna wałbrzyskiego Górnika, która szybko pożegnała się z pucharową przygodą.
W r.przedwstępnej Górnik wygrał dopiero po serii karnych
W rundzie przedwstępnej podopiecznym Andrzeja Polaka przyszło mierzyć się w dalekiej Białej Podlaskiej z miejscowym Podlasiem, które przy zielonym stoliku utrzymało się w 3.lidze. Był to pierwszy oficjalny mecz w barwach biało-niebieskich dla Bartosza Szepety, Przemysława Cichockiego,Brazylijczyka Filipe, Kamila Mańkowskiego. Szybko Jaroszewskiego pokonał Adam Wiraszka, wyrównał przed przerwą Marcin Orłowski, ale ostateczne rozstrzygnięcie zapadło dopiero w rzutach karnych, gdzie gospodarze nie strzelili aż dwóch jedenastek!
W tej rundzie do niespodzianek należało odpadnięcie Stali Mielec (z Spartą Jazgarzew),MKS Kluczbork (z Unią Solec Kujawski) czy Zagłębia Sosnowiec (z Sokołem Kleczew).
W rundzie wstępnej wałbrzyszanie pojechali do Ostrowa Wlkp. na mecz ze spadkowiczem Ostrovią i przegrali 1:3 po golu z karnego Grzegorza Michalaka. Ten nieszczęsny mecz ze złej strony na pewno zapamiętali Dariusz Michalak (sprokurował karnego i strzelił samobójczą bramkę), Damian Jaroszewski (doznał kontuzji) i Michał Łaski (wyleciał z boiska za faul). Dla tego ostatniego był to ostatni do tej pory mecz w barwach Górnika.
Na tym etapie największą niespodziankę, zresztą nie po raz ostatni w tej edycji, sprawili piłkarze Błękitnych Stargard Szczeciński eliminując beniaminka 1.ligi Pogoń Siedlce 3:1.
W połowie sierpnia do gry weszli ubiegłoroczni pierwszoligowcy. Pogromca wałbrzyszan po dogrywce uporał się z Puszczą Niepołomice (2:1) mimo, że podobnie  jak w spotkaniu z Górnikiem Ostrovia nie wykorzystała karnego. Inny spadkowicz - Gryf Wejherowo pokonał u siebie Arkę Gdynia 1:0, o skuteczności Łukasza Sekulskiego przekonała się w Stalowej Woli Olimpia Grudziądz (0:2), Błękitni odprawiają z kolei Chojniczankę 1:0 mimo nie wykorzystania rzutu karnego. Ale największą sensacją była porażka beniaminka ekstraklasy Górnika Łęczna w Rzeszowie ze Stalą 1:2. Inny beniaminek, GKS Bełchatów ograł w Nowym Sączu Sandecję 1:0.
We wrześniu w II rundzie włączyły się ekipy z ekstraklasy. Legia gościła w Legnicy, gdzie przeciwko Miedzi Henning Berg rzucił to co najlepsze (4:0), a najwięcej widzów (10695) oglądało pojedynek Lecha z Wisłą Kraków (2:0) po którym do dnia dzisiejszego obserwatorzy mają za złe trenerowi Smudzie za wystawienie rezerwowego składu. Sprawcą największej niespodzianki była Ostrovia, która u siebie pokonała Ruch Chorzów 2:1(0:1). Z dolnośląskich drużyn odpadł Chrobry (1:3 z Jagiellonią),a Śląsk ograł w Łodzi Widzew (2:1), a Zagłębie Lubin w Rybniku miejscowy ROW aż 4:0.
Pod koniec października o ćwierćfinał Ostrovia dopiero w dogrywce uznać musiała wyższość Cracovii, z kolei do najlepszej ósemki trafili dwaj ligowi rywale Górnika: Błękitni ogrywają GKS Tychy 3:2 mimo dwukrotnego prowadzenia tyszan i Znicz Pruszków po ograniu Zagłębia Lubin (2:1). Przyjazd Pogoni Szczecin przyciągnął na Łazienkowską 15 412 widzów, a Legia dopiero po dogrywce pokonuje Portowców 3:1.Również 120 minut potrzebuje Kolejorz, który ogrywa u siebie Jagę 4:2.
Decydujące fazy rozegrano w tym roku.Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się Błękitni Stargard Szczeciński,którzy najpierw ogrywają w dwumeczu Cracovię, a potem dopiero po dogrywce uznają wyższość Lecha. Śląsk Wrocław dzielnie walczył z Legią, ale ostatecznie uległ w konkursie jedenastek, gdzie wręcz skompromitowali się bliźniacy Paixao.
Przełomowy moment finału - interwencja Gostomskiego
a Jodłowiec wyrównuje ... podbrzuszem.
Historia stargardzian,niczym kopciuszka elektryzowała nawet sympatyków futbolu, którzy od święta spoglądają na wyniki meczów. Doskonała otoczka medialna przysporzyła sporo sympatyków trenerowi Kapuścińskiemu i jego piłkarzom, a postawa drużyny była kapitalną reklamą rozgrywek.
W finale Stadion Narodowy wypełniły rzesze fanów Lecha i Legii co zapewniło odpowiednią oprawę. Wbrew oczekującym niepotrzebnych sensacji nic złego nie działo się na trybunach i na mieście - tak jak rzewniej bywało. To wszystko było znakomitą reklamą rozgrywek.
Gorzej było na murawie,bowiem jej stan mógł zaniepokoić zwłaszcza w kontekście zbliżającego się finału Ligi Europejskiej. Prezes Boniek zapowiedział nawet wycofanie się ze współpracy ze spółką Stadion Narodowy w przypadku powtórki we wspomnianym finale.
W Wałbrzychu już dawno zapomniano o meczach pucharowych,choć zapewne wspomina się rajdy Daniela Zinke, strzały Marcina Morawskiego,waleczność Grzegorza Michalaka w edycji 2012/13, gdy Górnik walczył o ćwierćfinał pod okiem telewizyjnych kamer. W zakończonej edycji pozostało jedynie gdybanie - gdyby wałbrzyszanie ograli Ostrovię to Puszcza była całkiem w zasięgu Górnika. Potem na Ratuszową mógł przyjechać Ruch Chorzów,wówczas mocno dołujący, a w razie sukcesu Cracovia. Miejmy nadzieję, że zbliżająca się edycja dla wałbrzyszan nie będzie trwała tak krótko jak ostatnie dwie edycje.

niedziela, 3 maja 2015

Cyrak jak Berg, czyli Górnik jeszcze w grze.

Wydarzeniem futbolowym w Polsce podczas tradycyjnej majówki był finał Pucharu Polski, w którym Legia pokonała w stolicy Lecha 2:1. Faworyzowani legioniści przegrywali 0:1, by odwrócić losy meczu i ostatecznie wygrać 2:1. W pomeczowych komentarzach doceniano przede wszystkim trenerski kunszt szkoleniowca triumfatorów Norwega Berga, który odważył się "rzucić wędkę" brazylijskiemu pomocnikowi Guilherme. Rzuceniem wędki nazywa się ściągnięcie zawodnika jeszcze przed przerwą ze względu na grę, a nie kontuzję, roszadę spowodowaną wykluczeniem np. bramkarza czy ryzyko otrzymania kolejnej kartki. Podobny przebieg - od 0:1 po 2:1, wędka dla pomocnika - miało spotkanie Górnika Wałbrzych z MKS Kluczbork.  W swojej dotychczasowej pracy z Górnikiem Jerzy Cyrak nigdy nie odważył się jeszcze przed przerwą ściągnąć któregoś ze swoich podopiecznych ze względu na grę. Tym razem taka przykrość spotkała młodzieżowca Damiana Migalskiego. 18-latek w sumie solidnie na to zapracował,bowiem najpierw ostro walczył by zapisać się w notesie arbitra ze względu na popełniane faule, potem głupio tracił piłki. Wałbrzyską publikę zdenerwował rozegraniem szybkiej akcji, w której miejscowi mieli przewagę trzech na dwóch i Damian nawet nie myślał by spojrzeć w lewą stronę, gdzie biegł Bronisławski tylko szukał podania do Orłowskiego co skończyło się stratą piłki. Nie pomógł Migalskiemu celny strzał - pierwszy celny w tym spotkaniu, po podpowiedzi Piotra Przerywacza Cyrak zmienił do na innego Damiana - Lenkiewicza. Czy była to przełomowa zmiana? Z całą pewnością nie, choć popularny Leny mógł zostać bohaterem meczu w drugiej połowie. To on oddał groźny strzał obroniony w trudem przez Oskara Pogorzelca i gdyby po faulu na Orłowskim jego uderzenie nie odbiło się od słupa, a wpadło do bramki byłoby 2:1 i brakowało emocji związanych z rzutem karnym.
Mecz wałbrzyszan z MKS miał niebagatelne znaczenie dla gospodarzy. Tylko zwycięstwo przedłużało szanse na utrzymanie w lidze. Remis niewiele dawał. Spotkanie rozgrywane było w niedzielę, gdzie oba zespoły znały wszystkie pozostałe wyniki spotkań rywali. Na dole tabeli pogubili punkty bezpośredni rywale i na chwilę obecną wiadomo, że walka o utrzymanie rozegra się pomiędzy czterema zespołami o lokatę 14 w tabeli. Okocimski Brzesko, Puszcza Niepołomice, Kotwica Kołobrzeg - pomiędzy tym triem różnica 3 oczek,by dołączyć do nich Górnik MUSIAŁ wygrać. Limanovia na 6 meczów ma 12 punktów straty do bezpiecznej lokaty i chyba nawet w Limanowej nie wierzą w matematyczny cud i utrzymanie w lidze. MKS Kluczbork, który wiosną należy do jednych ze słabszych zespołów przed niedzielnym spotkaniem wyleciał z premiowanej trójki aż na piąte miejsce. Remis dawał spadek na czwarte barażowe miejsce.
Historia spotkań wałbrzyszan z MKS przy Ratuszowej ma ciekawą historię.
2011/12 - 2:0 po samobóju Dymkowskiego i celnym strzale Orłowskiego, ale w końcówce wyleciał Maciejak co spowodowało wiele nerwów w końcówce.
2012/13 - 2:1- goście prowadzą po karnym Ganowicza w 3 min., potem wyrównuje Zinke. Po godzinie za dwie żółte kartki wylatuje Wepa, a w doliczonym czasie gry z wolnego Morawski daje komplet punktów gospodarzom.
2013/14 - 2:5 - faworyzowani gospodarze tracą bramkę już w 2 min. (Giel), na wyrównanie Folca odpowiadają goście celnymi strzałami Orłowicza i dwoma Wolkiewicza. Folc co prawda skorygował wynik, gdy goście grali w 10 po wykluczeniu Swędrowskiego, ale Niziołek w końcówce dobił wałbrzyszan.
W tę dramaturgię idealnie wpisało się niedzielne spotkanie. Trzeba obiektywnie stwierdzić, że było to najsłabsze spotkanie w wykonaniu Górnika wiosną na murawie Stadionu 1000-lecia. Początek niemrawy,pierwsza groźniejsza akcja gości, na lewej stronie pogubili się Sawicki z Cichockim,którzy nie potrafili zatrzymać Hobra,płaskie dośrodkowanie, Wolkiewicz ogrywa Oświęcimkę niczym trampkarza i bez problemów ogrywa Musina - 0:1. W ogóle w pierwszym kwadransie Cimek grał tragicznie i to on był pierwszy do zmiany. Czas pokazał,że później wałbrzyszanin się nieźle rozkręcił, a po przerwie wręcz seryjnie ośmieszał na swoim skrzydle nie tylko wspomnianego Krzysztofa Wolkiewicza, ale i pozostałych kluczborczan. Szkoda,że zabrakło mu precyzji i niekiedy odwagi na oddanie strzału. W I odsłonie przez dłuższy czas gra wałbrzyszan się nie kleiła. Jerzy Cyrak zdzierał gardło krzycząc "szybciej,szybciej". Niewidoczny był Rafał Figiel, chaotyczny Marcin Orłowski. Próbowali szarpać młodzieżowcy, którzy byli architektami pierwszego celnego uderzenia (Migalski), które mogło przynieść bramkę (dobitka Bronisławskiego - obok). W środku pola respekt budził przede wszystkim Piotr Kasperkiewicz mierzący aż 194 cm wzrostu! Fizycznie zdominował on drugą linię, ale w końcu Górnicy zaczęli grać szybciej i dokładniej. Wreszcie przebudził się Figiel,który najpierw strzelił niecelnie, a to co zrobił w 37 minucie... Po prostu czapki z głów. Wałbrzyski pomocnik przejął piłkę, a potem kropnął z ponad 20 metrów w same okienko! Stadiony świata! Już do przerwy nie udało się żadnej z drużyn stworzyć groźnej sytuacji.
Po przerwie z kolei znów kibice długo musieli czekać na emocje w wykonaniu wałbrzyszan. Trzeba oddać gościom,że to oni byli bliżsi zdobycia gola. Znów niepewnie interweniował Musin,choć obyło się bez poważniejszych konsekwencji. W tercecie obrońców najsolidniej prezentował się Darek Michalak, pewnie interweniował Tyktor, który z czasem całkowicie zakasował Piotra Giela. Nieco słabiej prezentował się Cichocki, któremu brakowało pewności i pamiętając wcześniejsze występy Stolarczyka - to gracz z Bełchatowa stanowi pewniejsze ogniwo. Obrońcy radzili sobie średnio, bo w 54 minucie Kasperkiewicz po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z 5 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką. Potem w groźnych sytuacjach strzelał Hober, po którego uderzeniach piłka raz minęła prawy słupek, a raz wylądowała na bocznej siatce, gdy uprzedził Musina.
W ofensywie po przerwie Górnik głównie atakował prawą stroną, gdzie brylował Michał Oświęcimka.Ale brakowało przede wszystkim wykończenia. Jerzy Cyrak z kolei wykrzykiwał jasny komunikat "20 metrów od bramki to ma być strzał". Co z tego, że koronkowe akcje Lenkiewicza, Bronisławskiego czy Cimka, skoro na strzał z dystansu decydował się jedynie Orłowski. Irytował kółeczkami Wepa, Sawickiego w końcu zmienił Radziemski. W grze Górnika brakowało przez dłuższy czas determinacji, którą powinna cechować się drużyna walcząca jeszcze o utrzymanie. Dopiero w 79 min. mieliśmy pierwszy poważniejszy strzał obroniony przez Pogorzelca (Lenkiewicz).
W 87 min. bramkarz gości popełnił błąd przy dośrodkowaniu, który mógł wykorzystać Bartosz Tyktor,bowiem odbita od niego futbolówka zmierzała lobem do bramki i z linii bramkowej wybili ją obrońcy gości. Nieprawdą jest, że piłka przekroczyła linię bramkową pełnym obwodem - co lansują wałbrzyskie media. Akurat należałem do grupy obserwatorów (wśród których nie zabrakło obiektywnych w osądach m.in.R.Bubnowicza, M.Wojtarowicza czy W.Ciołka) znajdujących się na wysokości linii bramkowej i z całą pewnością kluczborski stoper wyekspediował piłkę z linii o ile nawet tuż sprzed niej.
Emocje sięgnęły zenitu kilkadziesiąt sekund później,gdy w sytuacji sam na sam Pogorzelec fauluje Orłowskiego,gwizdek sędziego Aluszyka milczał, bowiem do piłki dobiegł Lenkiewicz, ale jego uderzenie odbija się od słupka! Jęk zawodu szybko przerodził się na trybunach w krzyk radości,bowiem sędzia jak najbardziej prawidłowo cofnął przyznany przywilej korzyści dyktując rzut karny.W dodatku czerwoną kartkę obejrzał bramkarz gości, co spowodowało niemałe zamieszanie w ich szeregach,bowiem gotowość do obrony zgłosił Kasperkiewicz. Doszło oczywiście do zmiany, w bramce pojawił się Grzegorz Wnuk, a obserwując oczekującego przy wapnie Figla nie jeden z wałbrzyskich fanów zapewne wrócił pamięcią do jesiennego pojedynku, kiedy przy stanie 0:0 strzał z 11 metrów Orłowskiego obronił Rudnicki. Na szczęście strzał Figla był celny.
Doliczony czas to zryw gości i szanse miejscowych, którzy przez nonszalanckie rozgrywanie piłki przez Lenkiewicza nie stworzyli sobie już bramkowej sytuacji.
Wynik oczywiście cieszy gospodarzy. Goście ze spuszczonymi głowami wracali do szatni wściekli,bowiem na pewno nie byli gorszym zespołem, ba nawet momentami bliższymi zdobycia zwycięskiej bramki.
Media bohaterem okrzyczały Rafała Figla. Piękny gol, zwycięska bramka w niezwyklej trudnej sytuacji - bez Rafała Górnik tego meczu by nie wygrał. W obronie mógł się podobać obok Michalaka Tyktor, którego obecność jest nieoceniona w walce z dryblasami pokroju Giela czy Kasperkiewicza. W drugiej linii coraz lepiej poczyna sobie Dominik Bronisławski, po którym wyraźnie widać, że ogrywanie w lidze, mimo czasem słabszej dyspozycji, nie idzie w las.
6 MECZÓW DO KOŃCA - 4 PUNKTY STRATY
Te trzy punkty mają niebagatelne znaczenie dla Górnika,bowiem wciąż pozostają w grze o utrzymanie. O ile ostatni wyjazd do Puław nazywany był arcytrudnym to jak nazwać najbliższą wizytę na Stadionie Ludowym w Sosnowcu? Wicelider jest w niezwykle skutecznym transie - po zmianie trenera w 8 meczach zanotował 6 zwycięstw i tylko 2 remisy. Dwukrotnie odrabiał dwubramkową stratę, aż 6 goli zdobył w ostatnich 6 minutach. Wałbrzyszanie z niedzielną dyspozycją raczej nie mają szans by poszukać punktów z Zagłębiem. Ale czy tak nie było również przed meczem w Rybniku czy Puławach? W obecnej sytuacji nawet remis będzie bezcenny dla podopiecznych Jerzego Cyraka.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Puławy - zachowany status quo, czyli bliżej spadku

Wisła Puławy w meczach ligowych rozegranych w 2015 przegrała tylko raz - u siebie z Rakowem. Więcej punktów od puławian w tym roku zdobyło tylko sosnowieckie Zagłębie. W środę Duma Powiśla, jak nazywają swój zespół kibice Wisły, rozgromiła najpopularniejszego drugoligowca po pucharowej przygodzie, czyli Błękitnych aż 5:1. Duet snajperów Niezgoda - Nowak zdobył 19 bramek, czyli o jedną mniej niż cały zespół Górnika Wałbrzych przed sobotnim meczem. Goście z kolei na wyjazdach wywalczyli raptem 4 remisy, a przeciwko Wiśle nie mogli zagrać wykartkowani Figiel i Oświęcimka (o czym żaden wałbrzyski portal ani się nie zająknął na ten temat), kontuzjowani G.Michalak i Folc. Jerzy Cyrak na ławce rezerwowych miał zaledwie 5 zawodników, w tym 4 młodzieżowców. W porównaniu z ostatnim spotkaniem w Pruszkowie w wyjściowym składzie Górnika nastąpiły aż 5 korekt - oprócz absencji kartkowych, z jedenastki wylecieli Krzymiński, Śmiałowski i dość niespodziewanie Stolarczyk. Nowymi - starymi twarzami byli Radziemski, Lenkiewicz, Sawicki, a już niespodziewanie pojawili się Migalski i Cichocki, który wiosną był do tej pory permanentnie pomijany przez trenera. Czy przy takim obrazie sytuacji można było liczyć na sukces wałbrzyszan w Puławach?
Na zdrowy rozum - odpowiedź brzmi NIE. Ale druga liga pokazała, że jest nieobliczalna. Górnik objął prowadzenie po przechwycie Orłowskiego, rajdzie i zablokowanym strzale Migalskiego, po którym najprzytomniej zachował się Orzeł pokonując Leszczyńskiego. Potem gospodarze bili głową w mur. Wałbrzyszanie tylko raz dali się zaskoczyć, ale skupieni głównie na obronie mogą w tym elemencie zapisać sobie plus. Co do ofensywy to należy spuścić zasłonę milczenia, bowiem prócz kilku indywidualnych prób, strzałów z dystansu gościom zabrakło argumentów - czytaj Rafała Figla.
Puławska międzynarodówka (aż 6 stranierich w kadrze na mecz z Górnikiem) nie dała rady pokonać Leonida Musina, który tym razem nie dał powodów do krytyki. Ba, tygodnik Piłka Nożna wybrał go bramkarzem kolejki.
Niektórzy mogą szukać taniego usprawiedliwienia, że za Wisłą ciężki mecz z Błękitnymi. Dla nich celem przypomnienia: jesienią Puławy przyjechały na Ratuszową po o wiele cięższym pojedynku pucharowym z Piastem Gliwice, który zakończył się dopiero serią rzutów karnych. Do tego kilkuset kilometrowa podróż do Wałbrzycha i ... zwycięstwo 3:1. Teraz przeciwko półfinaliście PP już po godzinie na boisku było wszystko jasne i wszelkie relacje z meczu akcentowały oszczędzanie sił po 60 minucie na mecz sobotni z Górnikiem.
"Arcytrudny mecz Górnika", "Remis który nic nie daje" - tak przed i po meczu pisał wałbrzyszek, który idealnie tytułami trafił w punkt. Punkt, w którym znajduje się obecnie wałbrzyski drugoligowiec.
7 MECZÓW DO KOŃCA - 7 PUNKTÓW STRATY.
Nie ma co spoglądać w terminarz, na rywala.Chcąc zachować status drugoligowca Górnik musi wygrywać i nie oglądać się za siebie. Do tej pory wyniki rywali układały się dla wałbrzyszan, bo przy normalnej dyspozycji wielu drużyn już w tej chwili byłoby pozamiatane.  Wiosenne odpalenie Wisły pozwoliło jej spokojnie myśleć o walce o środek tabeli, dopiero drugiej w tym roku porażki doznała Legionovia i to po golu w ... 95 minucie! Limanovia już wita się z 3.ligą, beznadziejnie gra Kotwica, która wiosną na wyjeździe gra gorzej nawet od Górnika. Puszcza,Okocimski i może Nadwiślan dopełnia sekstet zagrożonych w tej chwili degradacją.
Aż szkoda, że wałbrzyszanie nie są w górnej części tabeli. Po zimowej przerwie wydawało się, że karty zostały już rozdane, a tymczasem liderem jest Zagłębie - po jesieni drużyna środka, która wiosną jest autorem najefektowniejszych powrotów  - trenerski duet i ich podopieczni są chyba wielkimi fanami książki "Do przerwy 0:1". Szósty Raków ma zaledwie 2 punkty straty do wicelidera, a dziewiąta Stal Mielec ma 3 punkty straty do miejsca barażowego. Szkoda, że takich różnic punktowych nie ma na dole tabeli.
Dla piłkarzy Górnika Wałbrzych przestrogą powinni być koszykarze, którzy po cichu liczyli zapewne na miejsce barażowe. Niestety, swoją postawą nie dali sobie szans na baraże,które stały by się faktem w przypadku zwycięstwa w ostatniej kolejce i porażce Kłodzka z Katowicami. Trzeba najpierw wygrywać swoje mecze, by potem nerwowo oczekiwać na korzystne dla siebie wyniki rywali.
Podczas najbliższej kolejki przy Ratuszowej będzie gościć MKS Kluczbork, który w sobotę po raz pierwszy wiosną wygrał u siebie. Mimo to wciąż zajmuje awansowe (trzecie) miejsce i mocno liczy się w walce o promocję. Szkoleniowiec gości Andrzej Konwiński zapewne będzie miał problem z rozpracowaniem wałbrzyszan,bo na dobrą sprawę chyba tylko sztab szkoleniowy wie na kogo postawi. Będą do dyspozycji Rafał Figiel i Michał Oświęcimka, na pewno w defensywie Górnik zagra trójką obrońców, tylko czy zagra Cichocki czy też Stolarczyk? Pewniakiem jest Orłowski, kapitan Wepa, pewnie Bronisławski jako drugi młodzieżowiec. A reszta?
3 maja tuż przed godziną 19 zakończy się mecz z Kluczborkiem, wówczas wałbrzyscy piłkarze po końcowym gwizdku albo będą się radować i motywować przed następnymi spotkaniami lub też ze spuszczonymi głowami będą schodzić do szatni. Brak kompletu punktów w najbliższej kolejce to niestety raczej pewna degradacja do trzeciej ligi.

50 lat Marka Wierzbickiego

26 kwietnia 50 lat kończy Marek Wierzbicki. Tego pomocnika kojarzą zapewne fani Zagłębia Wałbrzych oraz uważni obserwatorzy piłkarskich zmagań na Wyspach Owczych.
Marek jest wychowankiem GHKS Bolesława Bukowno, a dobra gra nie pozostała bez echa i przed rundą wiosenną sezonu 1984/85 trafił do pierwszoligowego Zagłębia Sosnowiec. Trenerem sosnowiczan był wówczas Horst Panic, a dwudziestolatek wśród konkurentów do gry w ataku miał byłych wałbrzyszan - Leszka Rycka, Gerarda Śpiewaka czy Grzegorza Krawca. Choć po prawdzie konkurencja była o wiele większa, a największą gwiazdą zespołu był Jan Urban.
Długo Wierzbicki musiał czekać na ligowy debiut, ale jak już Horst Panic dał mu szansę to w pełni ja wykorzystał! W spotkaniu z Bałtykiem Gdynia po godzinie gry zastąpił Dariusza Klamrę, a po 8 minutach pokonał śp.Andrzeja Czyżniewskiego. W następnej kolejce Marek wybiegł już w wyjściowej jedenastce, ale podobnie jak cały zespół zawiódł w spotkaniu z ŁKS w Łodzi (0:3) będąc zresztą zmieniony przez Wiesława Liszkę. Jesienią następnego sezonu (85/86) w Zagłębiu nie było Urbana, a drużyna ze Stadionu Ludowego przegrywała mecz za meczem. Wierzbicki pierwszy pełny mecz w ekstraklasie zalicza w Poznaniu (0:1 z Lechem) na nietypowej pozycji bocznego obrońcy! Swoją niezbyt bogatą przygodę w ekstraklasie kontynuował już w drugiej linii:
2.kol. Lechia Gdańsk (3:1 d) - 61 min.
4.kol. Motor Lublin (3:0 w) - 63 min. - asysta przy golu Tochela
5.kol Górnik Wałbrzych (1:1 d) - wszedł w 85 min.
8.kol. GKS Katowice (0:1 w) - 90 min.
10.kol. Stal Mielec (0:1 w) - wszedł w 65 min.
15.kol. Widzew Łódź (1:2 d) - zszedł z kontuzją w 34 min.
17.kol. Lechia Gdańsk (0:0 w) - wszedł w 80 min.
18.kol. Lech Poznań (0:3 d) - wszedł w 83 min.
Zimą Panica zmienił Jerzy Kopa, a Wierzbicki poszedł w odstawkę. Przygodę z najwyższą klasą rozgrywkową w Polsce w barwach Zagłębia zakończył z 11 występami i 2 bramkami. Wiosna w wykonaniu sosnowiczan była tragiczna i zespół spadł do drugiej ligi. W skarbach kibica przed sezonem 86/87 w rubryce odeszli  przy nazwisku Wierzbicki widniała nazwa AKS Niwka - satelickiego klubu Zagłębia. Marek faktycznie zaczął grywać w trzeciej lidze, tyle że w Wałbrzychu. Spadkowicza z 2.ligi Zagłębie prowadził Horst Panic,który namówił do gry w zespole byłych podopiecznych z Sosnowca - Gerarda Śpiewaka i Wierzbickiego. Zdeterminowana drużyna Thoreza bez problemów wywalczyła ligową promocję kończąc sezon z 10 punktową przewagą nad Miedzią Legnica. Przy Ratuszowej Marek stał się typowym rozgrywającym w tradycyjnym stylu- charakterystyczna lekko pochylona sylwetka, prostopadłe podania, dośrodkowania z rzutów wolnych. Jego bilans na drugoligowych boiskach w zielono-czarnych barwach wygląda następująco:
1987/88 - 27 meczów - 2 gole
1988/89 - 29 meczów - 4 gole
1989/90 - 36 meczów - 1 gol
1990/91 - 30 meczów - 4 gole
1991/92 - 30 meczów - 2 gole
1992/93 - runda jesienna 10 meczów - 3 gole.
Jesień'92 to trudny okres dla wałbrzyskiej piłki - Górnik plącze się w 3.lidze, Zagłębie przeciętniakiem ligę wyżej. W zespole Thoreza najlepsze recenzje zbierają Nowicki i Wierzbicki i nic dziwnego, że po 27-letniego wówczas pomocnika sięga poznańska Olimpia. Zespół z Golęcina targany jest organizacyjnymi problemami, a ekstraklasowy byt mają zapewnić nieco przyblakłe gwiazdy w osobach m.in.Mirosława Okońskiego czy Michała Gębury. Wierzbicki w Olimpii zagrał siedmiokrotnie i trudno nazwać go można było podstawowym graczem, a w piłkarskim CV mógł dopisać jedynie kolejną degradację z 1.ligi.
Sezon 1993/94 spędził już w Wałbrzychu, gdzie osiadł z rodziną na stałe. 33 mecze i 2 gole nie pozwoliły KP Wałbrzych w utrzymaniu się w 2.lidze. Po degradacji ma oferty z dolnośląskich klubów, a jego wybór pada dość niespodziewanie na Kryształ Stronie Śląskie, gdzie po rozegraniu zaledwie kilku spotkań ponownie wraca na Ratuszową i rundę jesienną dogrywa w barwach Klubu Piłkarskiego (8 meczów). Zimą opuszcza nie tylko Wałbrzych, ale i Polskę rozpoczynając farerski etap przygody z piłką. Bilans gry na Wyspach Owczych (za 90minut.pl):
1995 B-71 Sandoy 1.liga 4.m. 18 meczów (4 gole)
1996 B-71 Sandoy 1.liga 8.m. 18 (1 gol)
1997 FS Vagar 1.liga 9.m. (degradacja) 18 (6 goli)
1998 KI Klaksvik 1.liga 2.m. (+finał krajowego pucharu) 18 (2 gole)
1999 KI Klaksvik 1.liga 1.m. mistrzostwo (+krajowy puchar) 18 (1 gol)
2000 KI Klaksvik 1.liga 5.m. 15 (5 goli)
2001 VB Vagur 1.liga 4.m. 18 (7 goli)
2002 VB Vagur 1.liga 7.m. 14 (3 gole)
2003 EB/Steymur 1.liga 6.m.18 (2 gole)
2004 KI Klaksvik 1.liga 4.m. 10
2005 KI Klaksvik 1.liga 7.m. 9 (2 gole)
2006 KI Klaksvik 1.liga 4.m. 26
2007 wiosna KI Klaksvik 1.liga 7.m. 1
2007 KI Klaksvik (rezerwy) 7 (1 gol)
2008 MB Miðvágur 2.liga 12 (1 gol).
Marek Wierzbicki w barwach 
KI Klaksvik [źródło: havnar.blogspot]
Obecnie sporo się pisze o Cieślewiczu - polskim snajperze na Wyspach Owczych, ale nie można zapominać, że wśród polskich pionierów był właśnie Marek Wierzbicki i jego koledzy z Zagłębia Wałbrzych (Nowicki,Pacek) czy Olimpii Poznań (Zakrzewski, Krakowski).
Do wielu znakomitych występów ligowych Marek dorzuca mecze w europejskich pucharach. W sezonie 1999/00 dwukrotnie rywalizuje w Pucharze UEFA z austriackim GAK Graz (0:5, 0:4), a w następnych sezonach gra w eliminacjach Ligi Mistrzów:
2000/01 z Crveną Zvezdą Belgrad (0:3, 0:2)
2001/02 z FC Slavia Mozyr (0:0, 0:5 w białoruskim Mozyrze, gdzie zalicza samobójczą bramkę).
Wiadomo, że na Wyspach Owczych gra się o wiele mniej miesięcy niż na kontynencie.Marek Wierzbicki również korzystał z tej kalendarzowej furtki i pod koniec rundy jesiennej pojawiał się na polskich boiskach. Jesienią sezonu 1996/97 rozegrał kilka spotkań w Polonii Świdnica, 2000/01 to dwa występy w trzecioligowych Górniku/Zagłębiu Wałbrzych, a rok później pojawił się w jeleniogórskiej okręgówce w Gryfie Gryfów Śląski.
Oficjalnie karierę piłkarską zakończył w 2008 roku.

sobota, 25 kwietnia 2015

Bartkowiak wrócił do kadry

Michał Bartkowiak do tej pory nie miał szczęścia do występów w reprezentacji. Co prawda w 2013 sięgnął wraz z kolegami po Puchar Syrenki to od tamtej pory selekcjonerzy kadry U-17 czy U-18 nie wysyłali powołań do Wałbrzycha bądź Wrocławia.
Oczywiście głównym powodem była jesienna kontuzja Michała, która zahamowała jego wejście do pierwszej drużyny Śląska. Po długotrwałej rehabilitacji wiosną Bartkowiak trenuje z pełnym obciążeniem, ale póki co Tadeusz Pawłowski nie zabiera go na mecze ekstraklasy. Michał zanotował udane po dwa mecze w trzecioligowych rezerwach oraz Centralnej Lidze Juniorów, gdzie wpisał się na listę strzelców. Trener kadry U-18 postanowił dać mu szansę w zakończonym w piątek turnieju osiemnastolatków Slovakia Cup.
Rafał Janas, mimo, że Bartkowiaka powołał dopiero w ostatniej chwili, postawił na niego już w pierwszym meczu w Myjavie przeciwko Chinom (1:1). W trwającym 80 minut meczu wałbrzyszanin zszedł w 76' zmieniony przez Arkadiusza Gajewskiego z bydgoskiego Zawiszy. Później Janas jr stosował rotację w ustawieniu personalnym- przeciwko gospodarzom Michał dopiero po przerwie zmienił Kamila Szubertowskiego z Lecha,by w rywalizacji z Kanadą wybiec w wyjściowej jedenastce. W tym spotkaniu w 72' zmienił go Szymon Jarosz z Podbeskidzia Bielsko-Biała. W trzech spotkaniach Polska osiągnęła trzy remisy po 1:1, co dało jej dopiero trzecie miejsce w grupie B,bowiem zarówno Słowacja jak i Kanada potrafiła ograć Chiny.
W piątek 24.04. rozegrano końcowe spotkania turnieju - o 7.miejsce  ZEA w karnych pokonały Chiny,podobnie jak o 3.miejsce Norwegia Kanadę. W Senec Polska wreszcie wygrała - z Rosją 1:0 po celnym strzale Arkadiusza Gajewskiego, który wcześniej wpisał się na listę strzelców w meczu ze Słowacją. W tym meczu Michał Bartkowiak, zgodnie z prowadzoną przez Janasa rotacją, spotkanie rozpoczął na ławce rezerwowych.
W finale Słowacja pokonała Czechy 2:1.Wśród nagród indywidualnych jedna trafiła do rąk Mateusza Lisa - gracz Lecha Poznań został wybrany najlepszym bramkarzem turnieju.

środa, 22 kwietnia 2015

W Norwegii w końcu ruszyli

Skandynawia ze względów klimatycznych nie może sobie pozwolić na tak szybki start rozgrywek futbolowych tak jak ligi na kontynencie. W miniony weekend ligowe granie Michał Zawadzki, który gra w trzecioligowym Fram Larvik. Na inaugurację na swoim boisku Fram przegrał z Moss 0:1 - Michał zobaczył żółtą kartkę podczas 90 minut gry. Cały mecz rozegrał jego krajan z Zielonej Góry Marcin Pietroń, a ciekawostką jest fakt, że w drużynie przeciwnej zadebiutował Łukasz Małkowski, którego jesienią ub. roku mogliśmy oglądać przy Ratuszowej w barwach Nadwiślana Góra, a wcześniej w GKS Tychy. Po 1.kolejce Fram zajmuje ostatnie bezpieczne 11.miejsce w stawce 14 ekip Oddsen-Ligaen gr.2.
Szczebel wyżej,czyli na drugim poziomie rozgrywkowym gra Łukasz Jarosiński. OBOS-Ligaen, bo tak się nazywa liga, rozpoczęła wiosenne granie już na początku kwietnia i do tej pory rozegrała 3 serie spotkań.
Łukasz Jarosiński nie ma póki co powodów do radości
w tym sezonie.
Niestety, klub Polaka rozpoczął tegoroczną kampanię od porażki 0:4 na boisku Follo, a następnie uległ u siebie Bryne 1:2, a w weekend musiał uznać wyższość Sogndal na jego boisku (1:2). Po trzech kolejkach Honefoss zamyka ligową stawkę, podobnie jak piętnasty Nest-Sotra, z zerowym kontem po stronie punktowych zysków.
Miniony weekend był z kolei udany dla byłego gracza wałbrzyskiego Górnika Adriana Moszyka, który gra w austriackim Lunz/See - ósmy poziom rozgrywkowy, czyli nie przymierzając odpowiednik naszej B klasy.W 17.kolejce gospodarze w obecności ...60 widzów pokonali Allhartsberg 3:0, a strzelanie rozpoczął w 3 min. i zakończył w 93 min. właśnie Adek.Były to jego pierwsze gole uzyskane 2.Klasse Ybbstal w dotychczasowych 3 występach. Jego zespół, w którym występuje wraz z kolegami z Kamiennej Góry Damianem Misanem i Łukaszem Bieńkowskim, zajmuje obecnie ósme miejsce (na 14 drużyn). Trudno liczyć, by w tej grupie któryś z polskich zawodników liczył się w rywalizacji o koronę króla strzelców,bowiem najskuteczniejszy Imre Biro trafił już 29 razy, a wśród naszych rodaków najwięcej trafień ma Paweł Matuszak (14 dla Kienberg/Gaming), Misan (13), Bieńkowski (1). W grupie Alpenvorland 3 gole wiosną strzelił Bartosz Sobota, który przeszedł z USV Kirnberg do SV Erlauf, gdzie oczywiście występuje ze swoim starszym bratem Tomaszem. W tej grupie grają m.in.Dariusz Filipczak w Neumarkt (wraz z byłym graczem Bielawianki Bartłomiejem Świątkiem) oraz trio z Geresdorf Konrad Hajdamowicz, Przemysław Stasiak i Roman Pawłowski. Najwięcej do tej pory bramek strzelił Rafał Tragarz - grający trener Kleinpochlarn (15 w grupie Yspertal). Poziom wyżej w 1.klasse w grupie Waldviertel w klubie Weitra gra były skrzydłowy wałbrzyszan Daniel Zinke, który w 18 meczach 13 razy trafił do siatki rywala.