Dokładnie rok trwała kadencja Macieja Jaworskiego w roli szkoleniowca pierwszego zespołu. O nie najlepszym jubileuszu przypomniało Słowo Sportowe, na łamach którego jubilat powiedział: Po tym roku pracy mam mieszane uczucia. W zeszłym sezonie udało się utrzymać Górnika. Potem mieliśmy bardzo dobrą rundę jesienną, a teraz spisujemy się słabo. Powiem szczerze, że ja ciągle się uczę tej drugiej ligi. Mimo, że mamy teraz gorsze chwile, to jestem przekonany, że się utrzymamy. Niestety, życie dopisało czarny scenariusz dla Jaworskiego. W chwili, gdy te słowa czytelnicy czytali w klubie zapadały decyzje co do przyszłości zespołu bez udziału dotychczasowego szkoleniowca. DJ-em listy przebojów na giełdzie trenerskiej był niezawodny redaktor Bogdan Skiba. Prześcigał się w propozycjach: od dokooptowania Roberta Bubnowicza poprzez Wiesława Walczaka, który trenował ostatnio Szczawno Zdrój, Rafała Ulatowskiego, który co prawda trenował ekstraklasowe zespoły, ale trudno przypomnieć sobie wymierny sukces, aż po fantastyczne wręcz kandydatury Piotra Włodarczyka czy Adama Matyska. Obaj najbardziej znani wychowankowie wałbrzyskich klubów ostatnich dekad po pierwsze nie mają uprawnień PZPN, a poza tym Matysek ma o wiele lepiej płatną pracę w Norymbergi, z którą spadł z Bundesligi.
Wybór padł na Andrzeja Polaka, związanego z Opolszczyzną. W sezonie 2010/11 prowadząc Ruch Zdzieszowice dwukrotnie ograł wałbrzyszan w lidze (2:1, 1:0), a w następnym po domowym remisie 1:1 wygrał przy Ratuszowej 2:0. Jedno jest więc pewne - jest trenerem, który wie jak wygrać na murawie Stadionu 1000-lecia. Największym sukcesem Polaka jest wygranie historycznego, pierwszego sezonu drugiej ligi grupy zachodniej 2008/09. Prowadzony przez niego, dobrze od ostatniej soboty zapamiętany w Wałbrzychu, MKS Kluczbork okazał się najlepszy w stawce, gdzie była Pogoń Szczecin, Zawisza Bydgoszcz, GKS Tychy czy Gawin/Ślęza Wrocław.Wśród podopiecznych byli m.in. Waldemar Sobota (dziś reprezentacja Polski, FC Brugge) czy Patryk Tuszyński (Lechia Gdańsk). Na zapleczu ekstraklasy kluczborskich futbolistów poprowadził już Grzegorz Kowalski. Po drugoligowym sezonie Polakowi skończył się kontrakt i nie doszedł do porozumienia z działaczami. W rozmowie z Nową Trybuną Opolską nie kryje żalu do władz MKS, gdzie miał pierwotnie ratować zespół, a wywalczył awans.
Póki co przed nowym trenerem pracowite dni - musi poznać zespół, ustawić ich po swojemu, choć rewolucji póki co nie można się spodziewać. Klub chce się związać z Polakiem na dłużej, wyniki dotychczasowej pracy mogą napawać optymizmem. Nie jest "skażony" dolnośląskim środowiskiem, jest człowiekiem z zewnątrz, a pamiętając grę wałbrzyskiego Górnika pod wodzą trenerów spoza Wałbrzycha (Jabłoński czy wspomniany wcześniej Kowalski) zawsze odbiło się to z korzyścią dla zespołu.
Wracając do Macieja Jaworskiego to należą mu się podziękowania za rok rzetelnej pracy. I to nie kurtuazyjne, grzecznościowe podziękowanie.
Powyższa tabela przedstawia bilans Górnika "ery Jawora". W tych 16 zwycięstwach są aż trzy walkowery (Lech Rypin, MKS Oława, KS Polkowice). Dwa pierwsze pomogły w utrzymaniu zespołu, bowiem wiosną'13 Górnik u siebie przegrał 3 mecze, a na wyjeździe do 2 remisów dorzucił victorię w Głogowie. Czy to dobry bilans? Sprawa dyskusyjna, obecnie w świetle zagrożenia spadkiem, opadnięcia nieuzasadnionych nadziei awansowych wydaje się, że rezultaty są średnie, można było sięgnąć po więcej w kilku przypadkach, ale za to jesienią sprzyjało wałbrzyszanom szczęście. Jego wyraźnie brakuje wiosną tego roku. Maciej Jaworski zastąpił Roberta Bubnowicza i zapewne wielu będzie porównywać dokonania obu byłych defensorów Górnika Wałbrzych. Buba najpierw spadł z IV-poziomu rozgrywek, by potem zaliczyć dwa awanse i dać wiele radości w drugiej lidze oraz w Pucharze Polski. Gdy przytrafił się kryzys 12 miesięcy temu po męsku podał się do dymisji. Maciej Jaworski został wyciągnięty niczym królik z kapelusza. Brak doświadczenia w seniorskiej piłce miał być jego wadą, ale przekuł go na zaletę. Poza tym w przeciwieństwie do Roberta nie miał problemów z trenerskim wykształcenie i może się pochwalić licencją UEFA A - pozwalającą prowadzić mecze drugiej ligi. W przeciwieństwie do poprzednika nie bał się ryzykownych wydawałoby się rozwiązań personalnych. Nie bał się posadzić do tej pory nietykalnych Morawskiego, Zinke, braci Michalaków czy Wojtarowicza. Wprowadzał szerzej od Buby juniorów - Krzymińskiego, Misiaka, Migalskiego, Surmaja. Nie wspominam o Bartkowiaku, bo on już grał u Roberta, tyle, że u Jaworskiego stał się podstawowym graczem. Maciej potrafił umiejętnie poukładać zespół, ale tak krawiec kraje jak mu materii staje. Latem pożegnano symbol ostatnich lat Marcina Morawskiego, w zamian zarząd klubu pozwolił na angaż młodego Wojciecha Szuby, który w przekroju całego sezonu okazał się nieporozumieniem. Atak wzmocnił Marcin Folc. Zimą przyszedł tylko Kamil Śmiałowski, któremu nie udało się przebić do podstawowej jedenastki. W międzyczasie odeszli Sobczyk, Zieliński, Łaski, Chajewski. Z tak skromnym składem Jaworski poradził sobie według mnie bardzo dobrze, bo przed sezonem byłem pełen obaw, a tu jesień przyniosła pozycję wicelidera. Zima to z kolei ponowne "zatrucie Borowikiem", czyli obóz w Jagniątkowie i tradycyjne wiosenne problemy, choć przesadą jest stwierdzenie, że zespół jest źle przygotowany motorycznie. Wiosną kilka razy brakowało szczęścia (Bytów, Głogów, Bytom), w wielu przypadkach (patrz mecze wałbrzyskie) Górnik nie potrafił narzucić swego stylu gry, w ogóle można by się zastanawiać czy zespół ma swój wypracowany styl? Wiadomo, że wiele zależy od trenera, ale czy to jego wina, że poszczególni zawodnicy popełniają błędy takie jak choćby obrońcy w meczu z MKS, czy to Jaworski jest odpowiedzialny za rozregulowany celownik Daniela Zinke, za brak wysokich graczy (za wyjątkiem Wojtarowicza, Orzecha i Folca) przez co brakuje atutów przy stałych fragmentach gry pod obiema bramkami?
Obecnie sytuacja Górnika nie jest jeszcze tragiczna. Wszystko bowiem zależy od nich samych, póki co nie muszą oglądać się na rywali. Nowy trener, nowy impuls, czysta karta u wszystkich zawodników, może nowe ustawienie, nowe jakieś schematy - czy już w najbliższym meczu zobaczymy odmienionego Górnika?
wtorek, 13 maja 2014
niedziela, 11 maja 2014
Kluczborski dzwon
Dramat wałbrzyszan według napisanego przez nich samych czarnego scenariusza trwa. Górnik po raz kolejny przegrał i to z zespołem, który walczy o utrzymanie. MKS Kluczbork walczy o utrzymanie, w tej chwili jest dziewiąty, ale na 5 spotkań przed końcem sezonu ma zaledwie 4 punkty mniej od wałbrzyszan oraz handicap w postaci lepszego bilansu bezpośrednich spotkań. Mając w pamięci historię wałbrzyskich meczy między obiema drużynami, w których komplet zwycięstw odnieśli gospodarze, nadziei na dobry wynik nie mógł zmącić szybki gol MKS. W ubiegłym sezonie Górnik stracił również bramkę na początku meczu, ale za sprawą Daniela Zinke i Marcina Morawskiego odwrócił losy meczu mimo gry w dziesięciu po wykluczeniu Tomasza Wepy. Teraz też Wepa zobaczył kartkę, tyle, że żółtą, Zinke również błysnął - tyle że asystą a nie bramką, ale zabrakło takiego kogoś jak Morawski, który potrafił celnym uderzeniem z dystansu rozstrzygnąć mecz. Górnik w ofensywie zaprezentował się wiosną bodaj najlepiej w tej rundzie. Marcin Folc przełamał się, w końcu był tam gdzie trzeba i na swoim koncie ma osiem bramek. Nikt przed nim tylu goli w drugoligowym sezonie w barwach Górnika nie strzelił. Nadzieją na utrzymanie są dalsze bramki Marcina, który musi podtrzymać skuteczną passę, a najlepiej już w najbliższym meczu z UKP w Zielonej Górze skopiować jesienny wyczyn ze spotkania z tą drużyną. Oprócz goli Folca były w końcu strzały na bramkę, słupki, szanse poszczególnych graczy - ale to wszystko zostało zniwelowane przez katastrofalną grę w defensywie. Goście bezlitośnie wykorzystali indywidualne błędy i wywieźli trzy punkty wraz z pięcioma bramkami po stronie zysków. Ostatni raz MKS Kluczbork zdobył 5 bramek na wyjeździe w premierowym sezonie nowej drugiej ligi (2008/09), kiedy to wygrali rywalizację w grupie zachodniej i awansowali na zaplecze ekstraklasy. Ale wtedy zespół miał w składzie Waldemara Sobotę. Górnik z kolei ostatni raz trzy gole do przerwy w domowym ligowym pojedynku stracił w sezonie 1999/2000 kiedy przy Ratuszowej biało-niebieskich wypunktował w "starej" trzeciej lidze późniejszy mistrz tego szczebla Górnik Polkowice. Jeszcze dalej trzeba sięgnąć w historię Górnika, by znaleźć zespół gości, który strzelił 5 goli w Wałbrzychu - jesień 1992 na Nowym Mieście Szombierki Bytom ograli juniorów Górnika, którzy wystąpili wówczas w drugiej lidze aż 9:1 (5:1).
Takiego wyniku z MKS nikt się nie spodziewał, również w obozie kluczborskim. Jeszcze po przerwie łudzono się na zryw Górnika, taki jaki był choćby udziałem Błękitnych Stargard Szczeciński, który w sobotę do przerwy przegrywał 0:3 z UKP, a wyciągnął na 3:3. Niestety, zamiast strzelania bramek wałbrzyszanie je tracili. Prawdziwym desperackim krokiem było wpuszczenie na końcówkę duetu Radziemski - Szuba, którzy zawiedli w Bytomiu, a mieli teraz skutecznie gonić wynik. Efekt był odwrotny, bowiem Szuba ma na sumieniu ostatni gol dla gości.
Trener Maciej Jaworski nie jest w komfortowej sytuacji. Zimą studził awansowe zapędy co niektórych hurra optymistów, potem tłumaczył się z gry, wyników, a teraz pozostało mu tylko przeprosić za ostatni występ. Zdania o tym, że zespół jest zmobilizowany, wie co ma grać, a na boisku wychodzi co innego wszyscy doskonale pamiętają. Do finiszu sezonu pozostało coraz mniej czasu, presja będzie rosła, margines porażek zmniejszył się praktycznie do minimum. Niepowodzenie w najbliższym spotkaniu w Zielonej Górze może być pierwszym gwoździem do trumny, czyli spadku. UKP w praktyce już spadł, bowiem nawet komplet zwycięstw nie da utrzymania. A że jest to zespół nieobliczalny świadczy nie tylko remis w Głogowie, ale i ostatni mecz w Stargardzie. Wojciech Okińczyc jesienią nie strzelił karnego, ale wciąż jest najlepszym snajperem ligi, skutecznie wykonuje wolne. Czy grający pod presją wałbrzyszanie przełamią się i w końcu zapunktują na wyjeździe? Będzie o tyle trudniej, bowiem czwartą ligową kartkę zobaczył Michał Bartkowiak, więc musi pauzować. A wśród młodzieżowców nie mamy bogatego jakościowo wyboru. Remis, a więc punkcik może nie starczyć, najlepiej by było, gdyby Górnicy sięgnęli po komplet punktów.
![]() |
| Los Górnika zależy jeszcze od nich samych, ale być może będą musieli coraz częściej spoglądać na wyniki rywali. [foto:Dariusz Gdesz] |
Trener Maciej Jaworski nie jest w komfortowej sytuacji. Zimą studził awansowe zapędy co niektórych hurra optymistów, potem tłumaczył się z gry, wyników, a teraz pozostało mu tylko przeprosić za ostatni występ. Zdania o tym, że zespół jest zmobilizowany, wie co ma grać, a na boisku wychodzi co innego wszyscy doskonale pamiętają. Do finiszu sezonu pozostało coraz mniej czasu, presja będzie rosła, margines porażek zmniejszył się praktycznie do minimum. Niepowodzenie w najbliższym spotkaniu w Zielonej Górze może być pierwszym gwoździem do trumny, czyli spadku. UKP w praktyce już spadł, bowiem nawet komplet zwycięstw nie da utrzymania. A że jest to zespół nieobliczalny świadczy nie tylko remis w Głogowie, ale i ostatni mecz w Stargardzie. Wojciech Okińczyc jesienią nie strzelił karnego, ale wciąż jest najlepszym snajperem ligi, skutecznie wykonuje wolne. Czy grający pod presją wałbrzyszanie przełamią się i w końcu zapunktują na wyjeździe? Będzie o tyle trudniej, bowiem czwartą ligową kartkę zobaczył Michał Bartkowiak, więc musi pauzować. A wśród młodzieżowców nie mamy bogatego jakościowo wyboru. Remis, a więc punkcik może nie starczyć, najlepiej by było, gdyby Górnicy sięgnęli po komplet punktów.
Łasicki coraz bliżej gry w Serie A
Igor Łasicki pokazał się udanie w młodzieżowej Lidze Mistrzów - UEFA Youth League, gdzie wpisał się do historii jako pierwszy polski uczestnik tych rozgrywek i pierwszy Polak, który strzelił bramkę. We Włoszech Igor grał w młodzieżowych rozgrywkach Primavera, gdzie w sezonie 2013/14 SSC Napoli w grupie C zajęło dopiero szóste miejsce, daleko, bo aż 28 punktów za Lazio Rzym, 25 za Fiorentiną, 18 za Romą. Czwarte było Palermo, a piąta Catania. Obecnie zakończyła się faza play-off, która jest przepustką do ćwierćfinałów, do których wcześniej weszły po dwa najlepsze zespoły z trzech grup. W fazie play-off rywalizowało 8 zespołów, a tam najlepiej spisały się ekipy z grupy C - Palermo ograło Udine, a Roma Inter. Choć sezon ligowy zakończył się niezbyt dobrze dla Łasickiego, to on sam nie ma powodów do narzekań.Na 26 spotkań opuścił zaledwie dwa, w pozostałych wybiegał w podstawowym składzie. Cały szczegółowy bilans Igora można znaleźć na stronie transfermarkt. Przed ostatnią kolejką spotkań polski "il defensore" został powołany przez hiszpańskiego szkoleniowca Napoli Rafaela Beniteza do kadry przygotowującej się do spotkania w Genui z Sampdorią! Podobny zaszczyt spotkał jeszcze innego gracza z młodzieżowej ekipy SSCN Antonio Romano. Łasicki założył koszulkę z nr 95, a po przeciwnej stronie barykady, również na ławce usiedli rodacy Paweł Wszołek i Bartosz Salamon. Ten pierwszy pojawił się na boisku i zdobył swego premierowego gola w tym sezonie. Bramka ta była ostatnią w meczu, który goście wygrali 5:2. Jednak sygnał od szkoleniowca trzeciej drużyny Serie A jest wyraźny - Polak jest w orbicie zainteresowań, postępy zostały zauważone i być może po letnich przygotowaniach częściej będzie zapraszany do ekipy Hamśika, Callejona, Zapaty, Reiny i spółki.
piątek, 9 maja 2014
Kapitan nie żyje
Legendarny kapitan wałbrzyskiego Thoreza Jan Cieszowic nie żyje. Przez lata w składach Zagłębia, opracowaniach funkcjonował jako Cieszowiec. Ostatnie, niestety, smutne wiadomości mówią o Ciszowcu... Przed przybyciem pod Chełmiec reprezentował barwy m.in. Piasta Gliwice. W zielono-czarnych barwach najpierw w Thorezie, potem w Zagłębiu grał w drugiej i pierwszej lidze. W najwyższej klasie rozgrywkowej zagrał 139 meczów, w których dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Niezbyt wysoki grał na pozycji stopera, ale dzięki znakomitej skoczności, boiskowemu sprytowi, a przede wszystkim wyszkoleniu technicznemu zawdzięczał renomę jednego z najlepszych obrońców. Na pewno w przypadku wyboru najlepszej jedenastki w historii Zagłębia, ba - miasta Wałbrzycha Cieszowi(e)c na pewno miałby pewne w niej miejsce.Oprócz pierwszoligowych spotkań trzeba pamiętać o Jego udanych meczach w Pucharze UEFA, a także dziesiątek innych w Pucharze Polski, niższych ligach. Niezwykle skoczny, dżentelmen na boisku i poza nim. Po prostu LEGENDA...
poniedziałek, 5 maja 2014
Bytomski Olimp nie dla Górnika
Piąty wyjazdowy mecz Górnika Wałbrzych w 2014 roku przyniósł porażkę nr 5. Polonia Bytom, która 3 sezony temu występowała jeszcze w ekstraklasie wiosnę również ma nieciekawą. Zarząd pożegnał trenera Grzegorza Kurdziela, a misję ratowania drugiej ligi powierzył Piotrowi Mrozikowi. Debiutant zmobilizował swoich podopiecznych, którzy sięgnęli po upragniony komplet punktów. Wałbrzyszanie z kolei wracali z Bytomia w niezbyt szczęśliwych nastrojach. Maciej Jaworski próbuje zmieniać ustawienie zespołu, szuka nowych rozwiązań, ale szczęście, niestety, nie uśmiecha się do niego. W Głogowie dobry mecz z liderem i sekundy dzieliły od zasłużonego pierwszego wyjazdowego punktu. Przed meczem z Polonią wiadomo było, że nie zagra wykartkowany Sławomir Orzech. Urazy leczyli Grzegorz Michalak i Daniel Zinke, którzy ostatecznie mecz rozpoczęli na ławce rezerwowych. Zestawienie defensywy musiało zaskoczyć obserwatorów poczynań biało-niebieskich. W środku partnerem Marka Wojtarowicza został Dariusz Michalak, który większych błędów nie popełnił. Na prawej stronie zastąpił go Dominik Radziemski, dla którego był to pierwszy ligowy występ nie tylko w tym kalendarzowym roku, ale od końca października 2013! W środku musieli zagrać młodzieżowcy, więc pojawił się Wojciech Szuba obok Michała Bartkowiaka. W ataku wrócił do podstawowej jedenastki Marcin Folc, który w swoim stylu uprzykrzał życie w pojedynkach powietrznych defensorom przeciwnika.
W pierwszej odsłonie ŻADNA z drużyn nie oddała celnego strzału w światło bramki rywala. Oczywiście nie licząc karnego. Strzał Słowaka Barćika odbił się od ręki Marka Wojtarowicza co dało podstawę do podyktowania jedenastki. W tym roku panuje tendencja gwizdania takich zagrań, choć po prawdzie wałbrzyski obrońca nie miał zamiaru zagrać piłki, nie poszerzył obrysu swego ciała itd. W drugiej odsłonie po strzale Wojciecha Szuby identyczna sytuacja dała karnego gościom i tym samym nie było pomeczowej dyskusji o zasadności dyktowania podobnych jedenastek. Celny strzał Marcina Folca to nie tylko przełamanie się wałbrzyskiego napastnika (pierwszy gol od październikowego meczu w Częstochowie), ale przełamanie passy bez zdobytej bramki, bowiem Górnik czekał na tego gola 454 minuty! Górnik w Bytomiu zagrał dobry mecz, potrafił zdominować przeciwnika, narzucić swój styl gry, ale wciąż bolączką jest stwarzanie bramkowych sytuacji. Najczęstszym rozwiązaniem były akcje Michała Bartkowiaka, który z lewej strony zbiegał z piłką do środka, gdzie prawą nogą próbował zaskoczyć Mateusza Mikę z dystansu. Niedzielne ustawienie zespołu spowodowało, że w ogóle nie funkcjonowała w ofensywie prawa strona Górnika. Po Radziemskim widoczny aż nadto było brak rytmu meczowego. Kamil Białkowski, operujący na lewej stronie Polonii, za często ogrywał Dominika, zresztą z tego sektora nastąpiło podanie, po którym Dawid Cempa strzelił zwycięskiego gola. Inną sprawą jest zaspanie Mateusza Sawickiego, któremu Cempa uciekł i z 4 metrów mógł zapytać Damiana Jaroszewskiego, w który róg mu posłać piłkę.
Wojciech Szuba jak to on, wciąż bezradny w drugiej lidze, choć paradoksalnie w Bytomiu był najbliżej strzelenia swojej premierowej bramki. Niestety, ten szczebel rozgrywek to za wysoki poziom dla niego. Szuba nie wspomagał Radziemskiego na prawej stronie, sam nie jest typowym skrzydłowym i często z przyzwyczajenia schodził do środka pola.
Zmiany poczynione przez Jaworskiego niewiele zmieniły: trudno oczekiwać, żeby debiutant Sebastian Surmaj miał odwrócić losy meczu, z Adriana Moszyka pożytek może być jedynie w przypadku stałych fragmentów gry, a Daniel Zinke miał za mało czasu by coś ugrać. Adek nie jest typem walczaka, tak jak choćby walczący niczym pitbul Michał Oświęcimka, ani zaawansowany technicznie jak Tomasz Wepa, który wślizgiem, sprytem potrafi odebrać piłkę. Irytuje próbami wymuszenia rzutu wolnego co często, również na murawie bytomskiego stadionu, nie odnosi efektu tak jakby przyjął, przytrzymał piłkę i rozegrał z partnerami. Zinke z kolei notuje najgorszy sezon w swojej wałbrzyskiej przygodzie i nie chodzi o liczbę strzelonych bramek. Brakuje dobrych podań do niego wykorzystujących jego największy atut, czyli szybkość i dynamikę. Ani Rytko, ani Szuba tego nie potrafią.
Katowicki Sport wybrał piłkarzem meczu weterana Słowaka Miroslava Barćika - czy słusznie? Szczerze to groźniejszy był wspomniany wyżej Białkowski, największy wiosenny dżoker Cempa, który w czwartym meczu w roli zmiennika trafia do siatki rywala. Katowiccy dziennikarze piszą o zasłużonym zwycięstwie Polonii, a słowa Macieja Jaworskiego o niezasłużonej porażce potraktowali jako nieporozumienie. Wałbrzyski szkoleniowiec na łamach Sportu stwierdził, że do utrzymania potrzeba Górnikowi 7 punktów, co dało by 51 na mecie. Wśród drużyn z dolnej części ligowej tabeli panuje przekonanie, że ligowy byt może dać nawet 48-49 punktów. Do zakończenia sezonu zostało 6 niezwykle ważnych, niezwykle trudnych meczów. Dla wałbrzyszan margines błędu zmniejsza się do minimum. Niby 18 punktów do ugrania, ale w Zielonej Górze, Kaliszu i Jarocinie powoli powinni oswajać się z jesienną grą w trzeciej lidze. Górnik ma 5 punktów nad czerwoną strefą, a wśród najbliższych przeciwników aż czterech jest na pozycji spadkowej, a jeden na jego styku. Oto plan gier Górnika o ligowy byt:
Wałbrzych - MKS Kluczbork - dziś 11.miejsce, ale 2 punkty straty do ósmej lokaty. MKS ma jednak przed sobą spotkania z walczącymi o awans Zagłębiem i Bytovią. Sezon kończy derbowym pojedynkiem z nieobliczalnym Ruchem;
Zielona Góra - UKP - zielonogórzanie wiosnę rozpoczęli tak jak Górnik - od zwycięstwa, a potem nie licząc walkoweru z Polkowicami, zanotowali dwa remisy.Zespół najskuteczniejszego snajpera ligi Wojciecha Okińczyca zapewne będzie godnie chciał się pożegnać z ligą, więc nie ułatwi wałbrzyszanom zadania;
Wałbrzych - Raków - kolejny, po spotkaniu z Kluczborkiem, mecz o 6 punktów. Dziś piłkarze Jerzego Brzęczka są na ostatnim bezpiecznym miejscu ze stratą 5 punktów do Górnika. Częstochowian czekają ciężkie boje z Bytovią, Zagłębuiem, Wartą czy Błękitnymi;
Ostrów Wielkopolski - Ostrovia 1909 - beniaminek z taką samą ilością zwycięstw co Górnik, obecnie na 12.miejscu ze stratą jednak tylko 3 punktów do ósmego Rakowa. U siebie oprócz wałbrzyszan Ostrovia rozgrywać będzie derby z Wartą i Jarotą oraz wyjazdy do Opola, Stargardu i Sosnowca.
Wałbrzych - Odra Opole - bodaj największe rozczarowanie po zimowych wzmocnieniach Oderka miała zapewnić sobie szybko ligowy byt, a tymczasem 13.miejsce i 4 punkty obecnie straty do 8.miejsca. Podopieczni Petra Nemca będą grać z bezpośrednimi rywalami do utrzymania (Gryf, Błękitni, Ostrovia). Mecz będzie pożegnaniem Stadionu 1000-lecia z drugą ligą grupą zachodnią. Miejmy nadzieję, że mecz, na który zapewne przyjedzie spora grupa opolskich kibiców, będzie okazja do świętowania utrzymania.
Poznań - Warta - zespół Rasiaka ma 2 punkty więcej niż Górnik, ale podobnie jak wałbrzyszanie mogą zapomnieć o awansie.Poznaniacy do końca sezonu grać będą z drużynami walczącymi o utrzymanie, więc być może to oni będą tymi co rozdawać będą karty na finiszu tego sezonu.
Porażka w Bytomiu 1:2 przy jesiennym 1:0 przy Ratuszowej oznacza, że Górnik ma lepszy bilans bezpośrednich pojedynków z Polonią co również może mieć znaczenie na mecie sezonu.
| Dominik Radziemski nie radził sobie z Kamilem Białkowskim. |
Wojciech Szuba jak to on, wciąż bezradny w drugiej lidze, choć paradoksalnie w Bytomiu był najbliżej strzelenia swojej premierowej bramki. Niestety, ten szczebel rozgrywek to za wysoki poziom dla niego. Szuba nie wspomagał Radziemskiego na prawej stronie, sam nie jest typowym skrzydłowym i często z przyzwyczajenia schodził do środka pola.
Zmiany poczynione przez Jaworskiego niewiele zmieniły: trudno oczekiwać, żeby debiutant Sebastian Surmaj miał odwrócić losy meczu, z Adriana Moszyka pożytek może być jedynie w przypadku stałych fragmentów gry, a Daniel Zinke miał za mało czasu by coś ugrać. Adek nie jest typem walczaka, tak jak choćby walczący niczym pitbul Michał Oświęcimka, ani zaawansowany technicznie jak Tomasz Wepa, który wślizgiem, sprytem potrafi odebrać piłkę. Irytuje próbami wymuszenia rzutu wolnego co często, również na murawie bytomskiego stadionu, nie odnosi efektu tak jakby przyjął, przytrzymał piłkę i rozegrał z partnerami. Zinke z kolei notuje najgorszy sezon w swojej wałbrzyskiej przygodzie i nie chodzi o liczbę strzelonych bramek. Brakuje dobrych podań do niego wykorzystujących jego największy atut, czyli szybkość i dynamikę. Ani Rytko, ani Szuba tego nie potrafią.
Katowicki Sport wybrał piłkarzem meczu weterana Słowaka Miroslava Barćika - czy słusznie? Szczerze to groźniejszy był wspomniany wyżej Białkowski, największy wiosenny dżoker Cempa, który w czwartym meczu w roli zmiennika trafia do siatki rywala. Katowiccy dziennikarze piszą o zasłużonym zwycięstwie Polonii, a słowa Macieja Jaworskiego o niezasłużonej porażce potraktowali jako nieporozumienie. Wałbrzyski szkoleniowiec na łamach Sportu stwierdził, że do utrzymania potrzeba Górnikowi 7 punktów, co dało by 51 na mecie. Wśród drużyn z dolnej części ligowej tabeli panuje przekonanie, że ligowy byt może dać nawet 48-49 punktów. Do zakończenia sezonu zostało 6 niezwykle ważnych, niezwykle trudnych meczów. Dla wałbrzyszan margines błędu zmniejsza się do minimum. Niby 18 punktów do ugrania, ale w Zielonej Górze, Kaliszu i Jarocinie powoli powinni oswajać się z jesienną grą w trzeciej lidze. Górnik ma 5 punktów nad czerwoną strefą, a wśród najbliższych przeciwników aż czterech jest na pozycji spadkowej, a jeden na jego styku. Oto plan gier Górnika o ligowy byt:
Wałbrzych - MKS Kluczbork - dziś 11.miejsce, ale 2 punkty straty do ósmej lokaty. MKS ma jednak przed sobą spotkania z walczącymi o awans Zagłębiem i Bytovią. Sezon kończy derbowym pojedynkiem z nieobliczalnym Ruchem;
Zielona Góra - UKP - zielonogórzanie wiosnę rozpoczęli tak jak Górnik - od zwycięstwa, a potem nie licząc walkoweru z Polkowicami, zanotowali dwa remisy.Zespół najskuteczniejszego snajpera ligi Wojciecha Okińczyca zapewne będzie godnie chciał się pożegnać z ligą, więc nie ułatwi wałbrzyszanom zadania;
Wałbrzych - Raków - kolejny, po spotkaniu z Kluczborkiem, mecz o 6 punktów. Dziś piłkarze Jerzego Brzęczka są na ostatnim bezpiecznym miejscu ze stratą 5 punktów do Górnika. Częstochowian czekają ciężkie boje z Bytovią, Zagłębuiem, Wartą czy Błękitnymi;
Ostrów Wielkopolski - Ostrovia 1909 - beniaminek z taką samą ilością zwycięstw co Górnik, obecnie na 12.miejscu ze stratą jednak tylko 3 punktów do ósmego Rakowa. U siebie oprócz wałbrzyszan Ostrovia rozgrywać będzie derby z Wartą i Jarotą oraz wyjazdy do Opola, Stargardu i Sosnowca.
Wałbrzych - Odra Opole - bodaj największe rozczarowanie po zimowych wzmocnieniach Oderka miała zapewnić sobie szybko ligowy byt, a tymczasem 13.miejsce i 4 punkty obecnie straty do 8.miejsca. Podopieczni Petra Nemca będą grać z bezpośrednimi rywalami do utrzymania (Gryf, Błękitni, Ostrovia). Mecz będzie pożegnaniem Stadionu 1000-lecia z drugą ligą grupą zachodnią. Miejmy nadzieję, że mecz, na który zapewne przyjedzie spora grupa opolskich kibiców, będzie okazja do świętowania utrzymania.
Poznań - Warta - zespół Rasiaka ma 2 punkty więcej niż Górnik, ale podobnie jak wałbrzyszanie mogą zapomnieć o awansie.Poznaniacy do końca sezonu grać będą z drużynami walczącymi o utrzymanie, więc być może to oni będą tymi co rozdawać będą karty na finiszu tego sezonu.
Porażka w Bytomiu 1:2 przy jesiennym 1:0 przy Ratuszowej oznacza, że Górnik ma lepszy bilans bezpośrednich pojedynków z Polonią co również może mieć znaczenie na mecie sezonu.
niedziela, 4 maja 2014
Kuszczak przed szansą powrotu do Premier League
Druga liga angielska zwana jest jako Football League Championship i często mylona jest, przez swoją oryginalną nazwą, z ekstraklasą (Premiere League). W tej klasie rywalizują aż 24 drużyny, z których bezpośredni awans zdobywają dwie najlepsze drużyny, 4 następne rywalizują w barażach o jedno premiowane miejsce. Spadają trzy ostatnie zespoły. W najwyższej klasie rozgrywkowej polscy piłkarze to bramkarze, ten stan zmieni się po wakacyjnej przerwie, bowiem z Leicester awans zdobył Marcin Wasilewski. Polską kolonię ma szansę poszerzyć Tomasz Kuszczak. Wychowanek wrocławskiego Śląska gra w Wielkiej Brytanii od 2004 roku - po udanym debiucie w West Bromwich trafił do Manchesteru United, gdzie co prawda podreperował konto bankowe, wpisał co CV kilka tytułów ze zwycięstwem Ligi Mistrzów na czele, ale w przeciągu ponad 5 lat skompletował ledwie 26 występów ligowych. Od 2 lat broni barw Brighton&Hove Albion, które w najwyższej klasie rozgrywkowej spędziło 4 sezony na przełomie lat 70 i 80-tych ubiegłego stulecia. Popularne Mewy w tym roku mają szansę powtórzyć sukces sprzed 35 lat i awansować do angielskiej ekstraklasy. W tym sezonie Kuszczak wystąpił w 41 meczach zachowując w 17 czyste konto. W ostatniej kolejce, która zadecydowała o awansie do fazy barażowej Kuszczak miał okazję spotkać się z innym rodakiem Radosławem Majewski z Nottingham Forrest. Gospodarze, wśród których od pierwszego gwizdka wystąpił Majewski objęli prowadzenie 1:0, natomiast Brighton wyrównał dopiero po przerwie. W doliczonym czasie gry Leonardo Ulloa zdobywa zwycięską bramkę wprawiając w ekstazę ekipę gości. W międzyczasie fetę z okazji awansu do baraży szykowano w Reading, które w przypadku braku zwycięstwa Brighton walczyłoby o awans. Gol argentyńskiego napastnika sprawił, że marzenia ekipy z Madejski Stadium o powrocie do Premier League muszą poczekać co najmniej rok.
Tomasz Kuszczak ma na Wyspach uznaną renomę i wielce prawdopodobne, że jesienią znów zagra na boiskach najwyżej klasy rozgrywkowej. Jeśli nie uda mu się awansować z Brighton&Hove Albion FC to na pewno może liczyć na zainteresowanie innych klubów. Czy należy do czołowych zawodników całej ligi? To zależy od źródła opinii. Fourfourtwo, czyli po polsku 4 4 2 - oznaczający jedno z piłkarskich ustawień taktycznych, stało tytułem jednego z najbardziej popularnych magazynów futbolowych na świecie. Od 4 lat tytuł ten trafił do Polski. Tematyka jest dostosowana do warunków krajowych, a oryginalny, brytyjski magazyn tymczasem w numerze majowym sporo miejscu poświęcił piłkarzom zaplecza Premier League. Wśród subiektywnie wybranej 50 najlepszych zawodników Championship próżno szukać nazwisk wspomnianych wcześniej Kuszczaka, Wasilewskiego, Majewskiego czy też innych polskich graczy - Tomasza Cywki (Barnsley), Parzyszka (Charlton Athletic). Najwyżej sklasyfikowanym bramkarzem jest Duńczyk Kaspar Schmeichel (Leicester City), a czołowa piątka ligi wg Fourfourtwo to:
5. Will Hughes (pomocnik, Derby County)
4. Danny Drinkwater (pomocnik, Leicester City)
3. Andy Reid (pomocnik, Nottingham Forrest)
2. Ross McCormack (napastnik, Leeds United)
1. Danny Ings (napastnik, Burnley).
Póki co są to dla "kontynentalnych fanów" anonimowi w większości gracze, ale kto wie czy za kilka miesięcy nie będzie o nich głośno.
Ciekawostką z kolei jest inne zestawienie przygotowane przez brytyjskich dziennikarzy. Wśród wymienionych graczy niższych szczebli rozgrywek znalazło się nazwisko Polaka. Artur Krysiak nie jest szeroko kojarzony w Polsce. Ten 25-letni bramkarz jest wychowankiem UKS SMS Łódź, w 2006 roku jako siedemnastolatek trafił do Birmingham City, gdzie po zaledwie kilkugodzinnych testach zaproponowano mu trzyletnią umowę. Bardzo pozytywną opinię o Krysiaku wystawił odpowiadający za bramkarzy Nigel Spink, który swego czasu z Aston Villa sięgnął po Puchar Mistrzów. Po roku treningów w Birmingham przyszło wypożyczenie do szkockiej Gretny, gdzie w 2008 zalicza 4 mecze dzięki karnej absencji podstawowego bramkarza. Później był wypożyczany do York City (na miesiąc, gdzie po udanym debiucie złamał palec), Swansea City (na 3 miesiące, po debiucie 3-0 z Southampton trafił do Jedenastki Tygodnia zaplecza ekstraklasy), szkockiego Motherwell ( 1 występ w szkockiej ekstraklasie) oraz Burton Albion. Od lata 2010 po wygaśnięciu umowy z Birmingham gra w Exeter City, z którym spadł z League One (trzeci poziom rozgrywek), a obecnie w drugim sezonie gry w czwartej lidze (League Two) na dwie kolejki przed końcem zajmuje 16.miejsce. Ciekawostką, zresztą szeroko przypomnianą również w majowym numerze brytyjskiego Fourfourtwo, jest fakt, że pierwszy międzynarodowy mecz reprezentacja Brazylia rozegrała właśnie z Exeter City (w 1914).
Co sprawiło, że Krysiak został zauważony? Przede wszystkim za brawurowe, skuteczne interwencje ratujące często jego zespół. Poza tym po ubiegłym sezonie zgarnął aż 4 nagrody podczas podsumowującej gali. Ma bardzo dobrą opinie w swoim klubie, mówi się o ofertach z wyższych lig. Czas pokaże czy Krysiak trafi do lepszego klubu czy też wzorem Bartosza Białkowskiego zasiedzi na futbolowej prowincji.
Tomasz Kuszczak ma na Wyspach uznaną renomę i wielce prawdopodobne, że jesienią znów zagra na boiskach najwyżej klasy rozgrywkowej. Jeśli nie uda mu się awansować z Brighton&Hove Albion FC to na pewno może liczyć na zainteresowanie innych klubów. Czy należy do czołowych zawodników całej ligi? To zależy od źródła opinii. Fourfourtwo, czyli po polsku 4 4 2 - oznaczający jedno z piłkarskich ustawień taktycznych, stało tytułem jednego z najbardziej popularnych magazynów futbolowych na świecie. Od 4 lat tytuł ten trafił do Polski. Tematyka jest dostosowana do warunków krajowych, a oryginalny, brytyjski magazyn tymczasem w numerze majowym sporo miejscu poświęcił piłkarzom zaplecza Premier League. Wśród subiektywnie wybranej 50 najlepszych zawodników Championship próżno szukać nazwisk wspomnianych wcześniej Kuszczaka, Wasilewskiego, Majewskiego czy też innych polskich graczy - Tomasza Cywki (Barnsley), Parzyszka (Charlton Athletic). Najwyżej sklasyfikowanym bramkarzem jest Duńczyk Kaspar Schmeichel (Leicester City), a czołowa piątka ligi wg Fourfourtwo to:
5. Will Hughes (pomocnik, Derby County)
4. Danny Drinkwater (pomocnik, Leicester City)
3. Andy Reid (pomocnik, Nottingham Forrest)
2. Ross McCormack (napastnik, Leeds United)
1. Danny Ings (napastnik, Burnley).
Póki co są to dla "kontynentalnych fanów" anonimowi w większości gracze, ale kto wie czy za kilka miesięcy nie będzie o nich głośno.
![]() |
| Artur Krysiak |
Co sprawiło, że Krysiak został zauważony? Przede wszystkim za brawurowe, skuteczne interwencje ratujące często jego zespół. Poza tym po ubiegłym sezonie zgarnął aż 4 nagrody podczas podsumowującej gali. Ma bardzo dobrą opinie w swoim klubie, mówi się o ofertach z wyższych lig. Czas pokaże czy Krysiak trafi do lepszego klubu czy też wzorem Bartosza Białkowskiego zasiedzi na futbolowej prowincji.
sobota, 3 maja 2014
Puchar dla Zawiszy
Pierwsze rozstrzygnięcie sezonu 2013/14 już znamy - zdobywcą Pucharu Polski został bydgoski Zawisza. Mecz finałowy rozegrany został na stołecznym Stadionie Narodowym, co ma się stać coroczną tradycją, tak jak data meczu przypadająca na drugi dzień maja. Papierowym faworytem wydawał się beniaminek z Bydgoszczy, który sezon kończy w górnej połówce tabeli, natomiast drugi finalista, Zagłębie Lubin jest na pozycji spadkowej i jeszcze długo w obozie Miedziowych będą drżeć o utrzymanie miejsca w T-Mobile Ekstraklasie. W obu zespołach zabrakło kilku kluczowych zawodników (kontuzje, kartki), choć lista nieobecnych w Zawiszy zawierała o wiele więcej kluczowych nazwisk. Michał Masłowski, Herold Goulon, Bernard Vasconcelos to podstawowi do niedawna zawodnicy Zetki, ba - strzelili 1/3 dorobku bramkowego -15 z 43 uzyskanych do tej pory bramek. Jeśli wziąć pod uwagę wyniki w lidze (2:0, 1:3) to lepszy bilans mają bydgoszczanie, natomiast w Zagłębiu odnoszono się do historii. Po pierwsze do trzech razy sztuka - piłkarze sponsorowani przez KGHM w przeszłości już dwukrotnie grali w finale PP i tyleż razy przegrali z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski (2005 - 0:2, 1:0) i Wisłą Płock (2006 -2:3, 1:3), gdzie o triumfie decydowały jeszcze dwumecze. Po drugie Warszawa - ostatni wielki sukces Zagłębie odniosło w 2007 roku, czyli mistrzostwo Polski, które przypieczętowane zostało w stolicy przy Łazienkowskiej, gdzie zespół prowadzony przez Czesława Michniewicza pokonał Legię 2:1. Teraz magia miasta nie pomogła lubinianom. Mecz prowadzony był w żywym tempie, choć koneserzy mogli przyczepić się do wielu spraw. Częściej atakował Zawisza, ale to lubinianie za sprawą Davida Abwo powinni rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Niestety, Orestowi Lenczykowi nie dane było schować pod pazuchą swojego gracza w przypływie radości po strzelonym golu. Po bezbramkowej dwugodzinnej grze przyszła pora na rzuty karne, w których najpierw pomylił się Sebastian Dudek dając fory Zagłębiu. Ale jak się okazało była to jedyna pomyłka ze strony Zawiszy. Wojnę nerwów z Wojciechem Kaczmarkiem najpierw przegrał Cotra, a później najmłodszy na boisku Boniecki. Po celnym strzale Igora Lewczuka bydgoszczanie mogli przyjmować zasłużone gratulacje.
Przed samym meczem więcej mówiło się o trybunach niż o tym co będzie się działo na murawie. Wiadomo, że od miesięcy trwa konflikt kibiców Zawiszy z właścicielem klubu Radosławem Osuchem. Do bojkotu przyłączali się w ligowych meczach fani innych zespołów omijając szerokim lukiem stadion im. Krzyszkowiaka. Finałowy pojedynek w ramach kibicowskiej (słowo kibolskiej inaczej rozumiem niż dziennikarze) solidarności zbojkotowali również sympatycy w szalikach Zagłębia Lubin. Frekwencję uratowały działania PZPN, który dzięki dystrybucji biletów wśród dzieci i młodzieży szkolnej zapewnił solidną frekwencję powyżej 37 tysięcy widzów. Atmosferę wielkiego widowiska przed i po meczu zapewniły organizacyjne sprawdzone tricki podpatrzone na wielkich imprezach, ale w trakcie samego meczu atmosfery na trybunach nie było. Sporadyczny doping, zabawy do których nie potrafił wszystkich sektorów zachęcić spiker - tak zapewne nie wyglądałby finał, który zaszczyciliby najzagorzalsi kibice obu zespołów.
Ciekawostką jest fakt, że przegrany finału w całej edycji nie stracił ŻADNEJ bramki! Dwukrotnie musiał rywalizację rozstrzygać w rzutach karnych - o ile na początku pucharowej przygody Zagłębie okazało się lepsze od Piasta Gliwice, to w Warszawie już nie powiodło się. Srebrny medal na szyi mógł zawiesić były piłkarz Górnika Wałbrzych Wiesław Stańko, będący kierownikiem drużyny. Na podobny medal zapracował również Paweł Oleksy. Defensor wystąpił w Jaworznie w jesiennym meczu z GKS Tychy (1:0), a wiosną musiał zmienić Lubin na Arkę Gdynia, gdzie prześladuje go niesamowity pech, bowiem kontuzja najprawdopodobniej wyeliminowała go do końca obecnego sezonu. Co ciekawe ostatni mecz w barwach żółto-niebieskich rozegrał w PP przeciwko ... Zagłębiu (0:3), gdzie zresztą doznał kontuzji.
Od 1992 Dolny Śląsk czeka na triumf w Turnieju Tysiąca Drużyn, jak kiedyś nazywano rozgrywki Pucharu Polski. Wtedy nieoczekiwanie w Warszawie Miedź Legnica ograła po karnych Górnika Zabrze. Wcześniej, w 1987 roku wrocławski Śląsk, również po karnych, okazał się lepszy od GKS Katowice w Opolu. Trzeci finał z udziałem dolnośląskiej drużyny, w którym przyszło strzelać z 11 metrów w decydującej fazie zakończył się porażką. 17 lat temu członkiem zwycięskiej ekipy byli m.in. byli gracze wałbrzyskich zespołów Janusz Góra (Górnik), Kazimierz Mikołajewicz (Zagłębie), ale również Waldemar Tęsiorowski i Ryszard Tarasiewicz, którzy obecnie prowadzą w duecie bydgoskiego Zawiszę.
Bydgoski Zawisza osiągnął swój największy sukces w historii klubu i miasta. 10 lat temu klub był beniaminkiem ... IV ligi, skąd wyrwał się w 2008 (po barażach z LZS Leśnica 2:0, 1:0) awansując do nowej drugiej ligi. Tam spędził 3 sezony, w ostatnim awansowym 2010/11 rywalizując już z Górnikiem Wałbrzych (3:1 w Bydgoszczy, 0:0 w Wałbrzychu - na zdjęciu w walce z Marcinem Morawskim Jakub Wójcicki triumfator PP AD 2014). Potem była dwuletnia gra w 1.lidze, a od lata ubiegłego roku rywalizacja na najwyższym szczeblu rozgrywek. Przed włodarzami Zawiszy teraz czeka ogromne zadanie - wzmocnienie kadry przed zbliżającą się przygodą w europejskich pucharach. Sam trener Tarasiewicz, kuszony przez francuski US Valenciennes, przyznał trzeźwo, że z obecnym składem nie ma co szukać w międzynarodowej rywalizacji. Do tego dochodzą nierozwiązane problemy z kibicami Zawiszy. Na finale kilkanaście tysięcy dopingowało Zetkę, radowało się po końcowym triumfie, ale dla większości z nich był to jeden z nielicznych wypadów na piłkarski mecz i zapewne zabraknie ich już na najbliższym ligowym meczu.
Przed samym meczem więcej mówiło się o trybunach niż o tym co będzie się działo na murawie. Wiadomo, że od miesięcy trwa konflikt kibiców Zawiszy z właścicielem klubu Radosławem Osuchem. Do bojkotu przyłączali się w ligowych meczach fani innych zespołów omijając szerokim lukiem stadion im. Krzyszkowiaka. Finałowy pojedynek w ramach kibicowskiej (słowo kibolskiej inaczej rozumiem niż dziennikarze) solidarności zbojkotowali również sympatycy w szalikach Zagłębia Lubin. Frekwencję uratowały działania PZPN, który dzięki dystrybucji biletów wśród dzieci i młodzieży szkolnej zapewnił solidną frekwencję powyżej 37 tysięcy widzów. Atmosferę wielkiego widowiska przed i po meczu zapewniły organizacyjne sprawdzone tricki podpatrzone na wielkich imprezach, ale w trakcie samego meczu atmosfery na trybunach nie było. Sporadyczny doping, zabawy do których nie potrafił wszystkich sektorów zachęcić spiker - tak zapewne nie wyglądałby finał, który zaszczyciliby najzagorzalsi kibice obu zespołów.
Ciekawostką jest fakt, że przegrany finału w całej edycji nie stracił ŻADNEJ bramki! Dwukrotnie musiał rywalizację rozstrzygać w rzutach karnych - o ile na początku pucharowej przygody Zagłębie okazało się lepsze od Piasta Gliwice, to w Warszawie już nie powiodło się. Srebrny medal na szyi mógł zawiesić były piłkarz Górnika Wałbrzych Wiesław Stańko, będący kierownikiem drużyny. Na podobny medal zapracował również Paweł Oleksy. Defensor wystąpił w Jaworznie w jesiennym meczu z GKS Tychy (1:0), a wiosną musiał zmienić Lubin na Arkę Gdynia, gdzie prześladuje go niesamowity pech, bowiem kontuzja najprawdopodobniej wyeliminowała go do końca obecnego sezonu. Co ciekawe ostatni mecz w barwach żółto-niebieskich rozegrał w PP przeciwko ... Zagłębiu (0:3), gdzie zresztą doznał kontuzji.
Od 1992 Dolny Śląsk czeka na triumf w Turnieju Tysiąca Drużyn, jak kiedyś nazywano rozgrywki Pucharu Polski. Wtedy nieoczekiwanie w Warszawie Miedź Legnica ograła po karnych Górnika Zabrze. Wcześniej, w 1987 roku wrocławski Śląsk, również po karnych, okazał się lepszy od GKS Katowice w Opolu. Trzeci finał z udziałem dolnośląskiej drużyny, w którym przyszło strzelać z 11 metrów w decydującej fazie zakończył się porażką. 17 lat temu członkiem zwycięskiej ekipy byli m.in. byli gracze wałbrzyskich zespołów Janusz Góra (Górnik), Kazimierz Mikołajewicz (Zagłębie), ale również Waldemar Tęsiorowski i Ryszard Tarasiewicz, którzy obecnie prowadzą w duecie bydgoskiego Zawiszę.
Bydgoski Zawisza osiągnął swój największy sukces w historii klubu i miasta. 10 lat temu klub był beniaminkiem ... IV ligi, skąd wyrwał się w 2008 (po barażach z LZS Leśnica 2:0, 1:0) awansując do nowej drugiej ligi. Tam spędził 3 sezony, w ostatnim awansowym 2010/11 rywalizując już z Górnikiem Wałbrzych (3:1 w Bydgoszczy, 0:0 w Wałbrzychu - na zdjęciu w walce z Marcinem Morawskim Jakub Wójcicki triumfator PP AD 2014). Potem była dwuletnia gra w 1.lidze, a od lata ubiegłego roku rywalizacja na najwyższym szczeblu rozgrywek. Przed włodarzami Zawiszy teraz czeka ogromne zadanie - wzmocnienie kadry przed zbliżającą się przygodą w europejskich pucharach. Sam trener Tarasiewicz, kuszony przez francuski US Valenciennes, przyznał trzeźwo, że z obecnym składem nie ma co szukać w międzynarodowej rywalizacji. Do tego dochodzą nierozwiązane problemy z kibicami Zawiszy. Na finale kilkanaście tysięcy dopingowało Zetkę, radowało się po końcowym triumfie, ale dla większości z nich był to jeden z nielicznych wypadów na piłkarski mecz i zapewne zabraknie ich już na najbliższym ligowym meczu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



