środa, 3 marca 2010

Czy w czerwcu będzie awans?

Po rozpoczęciu się wiosennej rundy ekstraklasy kibice klubów niższych klas oczekują już z utęsknieniem występów ligowych swych pupili. Kibice Zagłębia póki co nie mają zbytnio powodów do radości, bo lider B klasy w meczach z rywalami z wyższych lig zbiera baty, a sympatycy Górnika cieszą się z dobrych transferów. Czy w czerwcu w Wałbrzychu będziemy świętować 2 awanse (nie wspominam tutaj o ewentualnych promocjach Juventuru do IV ligi czy Gwarka do okręgówki)? Wydaje się, że Górnik PWSZ mimo zajęcia 1.miejsca w 3 lidze w czerwcu może jesienią nie zagrać w drugiej lidze. Czemu? Chodzi o licencje. Wszystko wskazuje na to, że rozgrywki II ligi zmierzać będą w kierunku redukcji liczby drużyn do jednej tylko grupy. Wymogi licencyjne dla większości klubów już za chwilę będą zbyt wysoko zawieszoną poprzeczką. Sygnały alarmowe, że wymogi związane z występami na szczeblu centralnym - a przecież jest nim także II liga - to poprzeczka zbyt wysoko zawieszona dla wielu, mieliśmy już kilka miesięcy temu. Z występów na tym szczeblu w sezonie 2009/10 zrezygnowała na przykład Kotwica Kołobrzeg, gdzie występował wałbrzyszanin Jarosław Teśmian, choć w tabeli poprzednich rozgrywek zajęła wysokie, 6. miejsce w grupie zachodniej. Jeszcze wyżej w grupie wschodniej - na 5. pozycji - uplasował się Górnik Wieliczka, ale też nie ma go wśród obecnych drugoligowców. Z szansy uratowania się i powrotu do II ligi - bo na boisku zostały zdegradowane - nie skorzystały też Victoria Koronowo, Chemik Police i Nida Pińczów. „Rzutem na taśmę” zgłosił się do rozgrywek GKS Jastrzębie, spadkowicz z I ligi. Jak podaje portal sports.pl członkowie komisji licencyjnej PZPN wysłali - „dmuchając na zimne” - zaproszenia na wspomniane spotkanie grudniowe rozesłali do czołowych III-ligowców w każdej z ośmiu grup. W sumie z PZPN-u tych listów wyszło ok. 30. Na spotkanie przyjechały... cztery kluby (m.in. Spartakus Szarowola i BKS Stal Bielsko-Biała a czy Górnik – tego nie wiem) spośród tych, które na półmetku trzecioligowych zmagań mają szansę na awans. - Znacznie częściej dostawaliśmy odpowiedź: „nas to nie interesuje, bo awansować nie chcemy” - zdradza Krzysztof Smulski szefujący temu gremium.
Wymogi licencyjne będą o wiele ostrzejsze: kryta trybuna na przykład – przy Ratuszowej jest daszek pod którym wstyd kogo kol wiek posadzić, nie mówiąc o miejscach dla VIP-ów, dziennikarzy.  Szatnie – wiadomo, że od roku piłkarze i sędziowie przebierają się w kontenerze.  W drugiej lidze goszczący przy Ratuszowej przybędą z naprawdę daleka i trudno wyobrazić sobie sytuację, żeby sędzia mógł się skupić, zrelaksować przed meczem w kontenerze. A wg wymogów i tak szatnie mają być wyższe.Owszem remont obiektu może być wytłumaczeniem, ale to może spowodować jedynie warunkowe przyznanie licencji. Gdy popatrzymy co się dzieje z budową wałbrzyskiej obwodnicy, dwóch galerii, dworcem PKS to o Aqua Zdrój również powinniśmy obawiać się. Jedyną nadzieją mogą być wybory, gdzie przy awansie wielu kandydatów może chcieć ugrać coś dla siebie.
Inną sprawą jest licencja trenerska. Czy Robert Bubnowicz ma odpowiednie kwalifikacje trenerskie? Tego nie wiem i podejrzewam że większość kibiców nie wie. Przed 2 laty Robert Radczak w Słowie Sportowym w rozmowie z „Bubą” wspomniał o jego kwalifikacjach i usłyszał odpowiedź, że szkoleniowiec ówczesnego czwarto ligowca skończył kurs instruktorski. W II lidze wymagana jest licencja i ciekaw jestem czy sam trener/klub zadbał o odpowiednie uprawnienia. Kursy organizował i DZPN i PZPN. Jeśli nie ma, niestety albo klub będzie musiał płacić karę a Bubnowicz zapisać się na kurs, albo trenerem zostanie licencjonowany szkoleniowiec (Mordak?).
Tak więc mimo znakomitej pozycji startowej na wiosnę nie jest tak wiadomo czy Górnik awansuje do 2 ligi lub czy będzie chciał awansować…

niedziela, 28 lutego 2010

Podsumowanie lutego

  - ruszyła wreszcie ekstraklasa. Wałbrzyscy kibice mogą obecnie trzymać kciuki za jedynego reprezentanta naszego miasta w tej klasie rozgrywkowej, a mianowicie Adriana Mrowca (Arka Gdynia). "Mrówa" miał jesienią pewny plac w Gdyni – na inaugurację w sobotę z Ruchem musiał usiąść na ławce rezerwowych przegrywając z Budzińskim. W skarbie kibica Przeglądu Sportowego dziennikarze wycenili Adriana na 500 000 PLN komentując „Debiut w ekstraklasie miał fatalny – samobójczy gol, który przesądził o przegranej z jego byłym klubem Wisłą Kraków. Później już było znacznie lepiej”. Ciekawe, że więcej od wałbrzyskich kibiców powodów do radości mają w Świdnicy – grają Jezierski, Lato (obaj Jagiellonia), Gol (Bełchatów i niedawno debiut w kadrze Smudy), a w sobotę i to bramkowo w Ruchu debiutował Arkadiusz Piech.
- w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy szanse na występy mają dwaj byli gracze Górnika/Zagłębia: bramkarz Wisły Łukasz Jarosiński i obrońca Zagłębia Lubin – Paweł Oleksy.
- wałbrzyscy ligowcy w trakcie przygotowań. W mediach najgłośniej oczywiście i liderze III ligi, którego kibice póki co na inaugurację muszą poczekać jeszcze dodatkowo tydzień, bo już w lutym DZPN postanowił przenieść 16.kolejkę (pierwszą wiosenną) na czerwiec. Górnik PWSZ póki co jest już po zgrupowaniu w Świeradowie, gdzie nie rozegrał żadnego sparingu tylko korzystał bądź z boiska w czeskim Destne lub w Mirsku. Udało się zakontraktować Czecha Daniela Zinke i czołowego napastnika swego czasu Miedzi Damiana Misana.
- sportowym wydarzeniem dla piłkarzy wałbrzyskich był udział w Finale Akademickich MP w Futsalu w Katowicach 25-28.02. PWSZ Wałbrzych, broniący tytułu wicemistrzowskiego sprzed roku, występował w składzie: Kamil Jasiński, Dariusz Michalak, Adrian Moszyk, Tomasz Sokół, Michał Starczukowski, Paweł Tobiasz, Maciej Udod, Tomasz Wepa, Rafał Wodzyński, Marek Wojtarowicz, Dominik Janik, Michał Łaski, Stanisław Dziekan. W grupie eliminacyjnej PWSZ najpierw przegrali z WSG Bydgoszcz 4:5 (2:1) /Wojtarowicz, Tobiasz 2, Moszyk/, potem pokonali Uniwersytet Przyrodniczy z Lublina 8:4 (2:3) /Moszyk, Udod po 3, Wepa, Janik/ i w walce o 2.miejsce pokonali Politechnikę Warszawską 4:1 (3:1) /Moszyk 3, Wojtarowicz/. W drugim etapie, wzorem mistrzostw w piłkę ręczną, zaliczony był wynik z WSG i wałbrzyszanie chcąc liczyć się w mistrzostwach musieli zdobyć jak najwięcej punktów. Tymczasem już w pierwszym meczu grupy F musieli uznać wyższość WSEZ Łódź  1:7 (1:1) /Tobiasz/, zwycięstwo nad UAM Poznań 5:3 (4:2) /Moszyk, Udod, Wepa, Wojtarowicz, Janik/ pozwoliło jedynie zająć 3.miejsce w grupie. W meczu o 5.miejsce w turnieju PWSZ pokonał AKJD Częstochowa 8:5 (2:2) /Udod 4, Janik, Wojtarowicz, Wepa, Tobiasz/. Ciekawe kto w sparingu z Graczami prowadził seniorów Górnika PWSZ skoro trener Bubnowicz bawił w Katowicach?
Na zdjęciu najskuteczniejsi wałbrzyscy akademicy Adrian Moszyk i Maciej Udod. W koszulkach Górnika z nowym, "kibicowsko-poprawnym" logo, dla Udoda chyba jedyna okazja by nosić tę koszulkę, bowiem ostatnio grający w Gorcach pomocnik próbowany był w Polonii/Sparcie Świdnica  

sobota, 27 lutego 2010

Przybysz

Dziś piękne 50.urodziny obchodzi Zenon Przybysz – były ekstraklasowy piłkarz wałbrzyskiego Górnika. Nie był on graczem, którego gra, dokonania pozostały na dłużej w pamięci kibiców, ale był on pierwszym i jedynym nabytkiem lidera jesieni’83. Jak trafił na Nowe Miasto? W latach 80-tych częstym miejscem zgrupowań Górnika był Wągrowiec, a sparingpartnerami zespoły z tamtejszych okolic. Mistrz półmetka 1.ligi w towarzyskim meczu pokonał ówczesnego trzecioligowca Wielim Szczecinek 2:1. Kapitanem Wielimia i jego najlepszym graczem był 23-letni Zenon Przybysz, którego działacze Górnika namówili na przeprowadzkę pod Chełmiec. Jesienią’83 wałbrzyszanie byli rewelacją ogólnopolską, kilku piłkarzy trafiło do różnych reprezentacji, w mieście snuto plany na grę w europejskich pucharach i po wiadomości, że jedynym nabytkiem jest anonimowy gracz z równie anonimowej ekipy wielu miny zrzedły. Zenek zadebiutował w Górniku w pierwszym wiosennym meczu (1:1 w Katowicach z GKS zmieniając w 71’ Stelmasiaka). Trener Horst Panic aż 14 razy wiosną wypuszczał go na boisko (4 razy w pierwszym składzie), ale żadnego nie w wymiarze 90 minut. Ten środkowy pomocnik nie był w stanie wygrać rywalizacji ani z Ciołkiem czy Truszczyńskim, więc albo zastępował w ataku Kosowskiego lub Kowalskiego na prawej pomocy. W następnym sezonie pojawił się symbolicznie (2 razy wiosną jako zmiennik – łącznie ledwie 31 minut). W kolejnych sezonach było lepiej – z czasem odchodzili podstawowi zawodnicy i Zenek stawał się filarem zespołu. W 5 sezonie występów Górnika i Przybysza w ekstraklasie zdobył swoje pierwsze bramki (przeciwko Olimpii w Poznaniu 1:2, w Stalowej Woli -1:1 ze Stalą i na Widzewie 1:3). Łącznie zagrał w 106 meczach w latach 1984-89 w 1.lidze. Po spadku jesienią’89 grywał w drugoligowym Górniku będąc nawet kapitanem zespołu, ale zimą nie podjął w klubie treningów. I tak zakończyła się jego przygoda z Wałbrzychem. W futbolu istnieje obok innych wychowanków Wielimia (m,in. Drapiński, Małachowski), którzy zagrali w ekstraklasie.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Wałbrzyskie braterskie duety

Wojtarowiczowie
Marek (1977) i Marcin (1978) Wojtarowiczowie zadebiutowali w ostatnich tłustych latach wałbrzyskiego futbolu – czyli pobycie w 2.lidze. Starszy brat mający już za sobą wypożyczenie do Czarnych Wałbrzych zadebiutował wiosną’97 za kadencji Bogdana Przybyły (11 meczy), a w następnym sezonie Grzegorz Kowalski dał mu ledwie czterokrotnie szansę wybiegnięcia na murawę podczas gdy młodszy Marcin zaliczył debiut i łącznie 6 epizodów sezonu 97/98. Częściej grali w następnych sezonach w 4 i 3 lidze. W 2000/01 młodszy Wojtar łączył grę w Wałbrzychu z meczami w regionalnej lidze austriackiej. Trzeba dodać, że Marcin był lepiej wyszkolonym technicznie zawodnikiem od Marka, bardziej wszechstronnym i uniwersalnym. Do końca trzecioligowego sezonu 00/01 w wałbrzyskim zespole Marek miał na koncie 15 goli i 2 czerwone kartki a Marcin 7 goli i 4 czerwone. Niewyparzony język, chęć rewanżu na rywalu to główne mankamenty obu braci. Po degradacji Marek wyemigrował wraz z Jeziorskim do dalekiego Stargardu Szczecińskiego, gdzie z Błękitnymi wygrywał rok po roku 4 i 3 ligę. Nie miał jednak co liczyć na miejsce w drugiej lidze więc powrócił na Dolny Śląsk, gdzie po jednorundowych przygodach w Mirsku i Nowej Rudzie od sezonu 2004/05 gra przy Ratuszowej. Stał się jednym z groźniejszych napastników, notując ponad 10 goli w sezonie. W tym samym czasie co Marek wrócił do Wałbrzycha również Marcin. On z kolei zagrał jeszcze niepełną rundę w IV lidze (11 meczy i aż 10 goli!) po czym niespodziewanie przeniósł się do czwarto ligowych Łużyc Lubań (najpierw 14, a sezon później 27 goli!). Skuteczność zaowocowała transferem do beniaminka ekstraklasy Górnika Polkowice, gdzie zapisał się do historii klubu zdobywając premierową bramkę w najwyższej klasie rozgrywkowej (1:0 z Amiką Wronki). W ekstraklasie skompletował ogółem 20 meczy i …jeden gol. Po spadku i powrocie do Górnika/Zagłębia ponownie grywał zarówno  w 4 lidze polskiej jak i w austriackiej lidze regionalnej w SVg Purgstall. W sumie przygoda w Wałbrzychu trwała jeden sezon, a później aż do dnia dzisiejszego grywa w MKS Szczawno Zdrój  gdzie półtora roku temu awansował do IV ligi zdobywając tytuł króla strzelców klasy okręgowej. Wiosną 2007 do Purgstall na rundę dołączył również i Marek ale skutecznością nie grzeszył więc bez żalu wrócił do kraju. W ubiegłym roku trener Bubnowicz widząc jego problemy ze skutecznością oraz po przyjściu ciekawych napastników sukcesywnie zaczął Wojtara seniora wycofywać – to do pomocy aż w końcu do obrony, gdzie 33-letni obecnie Marek gra do dziś. Marcin z kolei z powodu kontuzji coraz rzadziej pojawia się na boisku, ale jak już zagra to w IV lidze stanowi bodaj największe zagrożenie dla rywala.
Smoczykowie
Obaj bracia Piotr (1979) i Marcin (1983) Smoczyk mają na swoim koncie 4.miejsce w MPJ – z tą różnicą że obaj w 1998 (Marcin wówczas nie grał, ale był w szerokiej kadrze zespołu Wiesława Walczaka), a w 2001 tylko młody „Smoku”. Piotr zadebiutował w IV lidze jesienią’98 i gdyby nie kontuzje byłby podstawowym graczem, a tak wiosnę 2000 w trzeciej czy jesień 2001 miał praktycznie z głowy. Piotrek pozostawał wierny Górnikowi/Zagłebiu aż do końca sezonu 2003/04 (jedynie w przerwie po wycofaniu seniorów wiosnę’02 spędził w Mirsku) i po awansie do IV ligi przeniósł na 2 lata do Czarnych Wałbrzych a od 2006 gra w Szczawnie Zdroju. Ponadto w latach 2003-06 grywał w austriackim ASV Kienberg Gaming co również mogło być powodem braku motywacji gry za darmo przy Ratuszowej. Łącznie przez 6 lat w Górniku a potem Górniku/Zagłębiu rozegrał niewiele ponad 100 meczów.  Marcin z kolei pierwszy zespół seniorów opuścił nie opuścił w żadnym sezonie od jesieni 2001. Co prawda wraz z bratem grywał w Kienbergu, ale wówczas częściej pojawiał się w rezerwach ligowca (AZS PWSZ Wałbrzych). Po rewolucji kadrowej półtora roku temu wydawało się, że jego rola zaniknie, tymczasem do dziś daje dobre zmiany, potrafi strzelić bramkę. O ile Piotr koncentrował się głównie na destrukcji (pomoc i  środek obrony) to Marcin grywał od napastnika po lewego pomocnika a ostatnio lewego obrońcę. Mimo, że przed sezonem mógł sobie szukać nowej drużyny pozostał i był wartościowym zmiennikiem podczas nieobecności Majki.
Sobotowie
Tomasz (1977) i Bartosz (1979) zaliczyli w seniorach wałbrzyskiego klubu tylko jeden sezon (2003/04 w klasie okręgowej w barwach Górnika/Zagłębia). Tomek w 1997 zarówno za kadencji Wiesława Pisarskiego (zima) i Grzegorza Kowalskiego (lato) brał udział w obozach drugoligowego wówczas KP Wałbrzych, ale nie załapał się do ligowej kadry. Bartek z kolei zdobył 4.miejsce w MPJ w 1998. Debiut w I zespole mieli niczym marzenie, bowiem obaj wpisali się na listę strzelców (Bartek nawet dwukrotnie) w meczu przeciwko AKS Strzegom (6:0). Sezon zakończyli na 1.miejscu (Tomasz 24 mecze – 1 gol, Bartosz 17 meczy – 10 bramek) i raczej nie byli zainteresowani grą w IV lidze. Brak ambicji? Raczej ekonomiczny rozrachunek. Obaj bowiem z powodzeniem od 2001 do dnia dzisiejszego zarabiają grając w Austrii. Reprezentowali tam barwy Kilb SCUi  ASV Kienberg Gaming. W kraju grali razem w Kuźni Jawor, Stali Świdnica, Górniku/Zagłębiu Wałbrzych, Spójni Sady Górne i Orle Lubawka. Skuteczniejszy Bartek grał jeszcze w Lechii Dzierżoniów, Czarnych Wałbrzych i Victorii Świebodzice.
Michno
Damian (1983) i Rafał (1985) Michno przypominają nieco duet braci Matysków: zdolny bramkarz i przeciętny środkowy obrońca. Damian to bramkarz drużyny juniorów, która przy Ratuszowej zdobyła 4.miejsce w MPJ w 2001. W tymże roku debiutuje w 4.lidze w seniorach Górnika/Zagłębia, a po zimowym wycofaniu się seniorów gra we Włókniarzu Mirsk. Po powrocie do Wałbrzycha zdobywa mistrzostwo A klasy a indywidualnie śrubując rekord z zerowym kontem po stronie strat (14 kolejnych meczy!!). Później bronił rundę w klasie okręgowej i skonfliktowany odszedł z zespołu odnajdując się w 2005 w Łużycach Lubań. W tym czasie młodszy Rafał miał za sobą debiut w „okręgówce”. Wiosną 2005 podczas meczu w Lubaniu (Łużyce-Górnik/Zagłębie 0:1) gdy Rafał w 88min. zmienił Jurkowskiego to przez 2 minuty bracia grali przeciwko sobie. Rafał łącznie w latach 2004-07 zagrał 8 razy w tym raz przez pełne 90 minut i niczym szczególnym się nie wyróżnił. Z kolei Damian po przygodzie w Lubaniu bronił kolejno w Mirsku (awans do IV ligi), powrót do Wałbrzycha na wiosnę 2007 (głównie w AZS PWSZ), Białym Orle Mieroszów, Gryfie Gryfów i od tego sezonu ponownie w IV lidze w MKS Szczawno Zdrój.
Jest jeszcze klan braci Michalaków o którym wspominałem nieco wcześniej. O występach Karola i Michała Kulików czy Bartosza i Wojciecha Walusiaków niewielu pamięta. Z kolei inni wałbrzyscy gracze mieli/mają braci, którzy nie wystąpili co prawda w Wałbrzychu, ale znani są szerszej publice. Kogo brat był piłkarzem? Roman Rudy – Andrzej reprezentant kraju, gracz m.in. FC Koeln i Ajaxu Amsterdam,Leszek Kosowski – starszy brat Wiesław – legenda Sudetów Dziećmorowice, który zdołał Leszka namówić na okazjonalne występy w A klasie w barwach Sudetów na początku XXI wieku
Dariusz Filipczak – Jacek (Polonia Świdnica, Sparta Świdnica, Ślęza Wrocław),Robert Samek – wiele lat wspólnej gry z bratem Mirosławem w Bielawiance (Mirek grał krótko również w Chrobrym Głogów), Jacek Sorbian – Piotr Sorbian (MKS Oława – razem zagrali w oławskim klubie przeciwko Górnikowi/Zagłębiu w IV lidze jesienią 2001),Janusz Jelonkowski – Krzysztof  Iskra Jaszkowa, Radosław Grelewicz – Mariusz – starszy brat, wychowanek Zagłębia, ale skończył tam grać na etapie juniorów, bracia razem grali natomiast w Szczawnie Zdroju,Łukasz Jaśkiewicz – wraz z bratem Sławomirem grali w Podgórzu Wałbrzych.

niedziela, 21 lutego 2010

Szkoleniowcy bramkarzy

Podczas wczorajszego dzierżoniowskiego sparingu Górnika PWSZ Wałbrzych z Ruchem Radzionków mogło dojść do spotkania po latach kolegów z drużyny juniorów wałbrzyskiego Górnika, a obecnie trenerów – Roberta Bubnowicza i Grzegorza Żmii (obaj rocznik 1971). Bramkarz Grzegorz Żmija (na zdjęciu ze strony Ruchu Radzionków) został pod Chełmiec ściągnięty z Nysy Zgorzelec i przez pewien okres terminował na Nowym Mieście, skąd został transferowany zamiennie za Remigiusza Wojtczaka- bramkarza Ostrovii.  Potem grywał w seniorach w Ostrowie, Bytomiu, Kietrzu, Świętochłowicach. W Polonii Żmija był uznany najlepszym bramkarzem zaplecza ekstraklasy i w końcu awansował z bytomskim zespołem do ekstraklasy. Tam łączył już grę z pracą trenerską jako szkoleniowiec bramkarzy. Od 2 lat z powodzeniem pracę kontynuuje w Radzionkowie.  Nie jest on jedynym byłym wałbrzyskim bramkarzem parającym się trenowaniem swoich następców w „klatce”. Co prawda trenerami zespołów a nie bramkarzy byli/są m.in. Marian Szeja, śp. Tadeusz Kobiałko, Jan Matysek, Ryszard Walusiak, Remigiusz Wojtczak, ale prawdziwym prekursorem był Marian Szeja w AJA Auxerre. Po zakończeniu czynnej kariery przez wiele lat szkolił francuskich bramkarzy i to z sukcesami. Bruno Martini trafił do reprezentacji kraju i grał na MŚ i ME, a Lionel Charbonnier był mistrzem Francji, Szkocji również otarł się o kadrę (1 występ). Obecnie za granicą pracują Waldemar Nowicki (B 71 Sandur) oraz Adam Matysek (1FC Nuernberg - jego podopieczni w ubiegłym roku najlepszym bramkarzem 2.Bundesligi). Jeśli chodzi natomiast o byłych bramkarzy Górnika to w Polsce (pierwszoligowa Flota Świnoujście) z sukcesami pracował Zdzisław Piątkowski, były junior wałbrzyszan, którego z gry mogą pamiętać głóownie sympatycy Polonii Świdnica, z którą dwukrotnie otarł się o 2.ligę. Potem bronił m.in. w Brzegu Dolnym czy Ziębicach. W Flocie pracował jeszcze na początku bieżącego sezonu (został zmieniony przez Zdzisława Lewandowskiego). Dzięki jego pracy wypromował się najlepszy piłkarz Floty Sergiusz Prusak, który za spore pieniądze zmienił Pomorze na Lubelszczyznę (Górnik Łęczna). W juniorach Górnika o wiele lepiej od Piątkowskiego spisywał się Zbigniew Starostka, który swego czasu trenował bramkarzy w Czarnych Wałbrzych i Sparcie Świdnica. Z kolei  Jacek Kubasiewicz (wych.Górnika) obecnie rozpoczyna pracę w Akademii Bramkarskiej w dzierżoniowskiej Lechii. Czy przy Ratuszowej obecnie ktoś dba o rozwój Jaroszewskiego, Wodzyńskiego i bramkarzy juniorów? Nie wiem. Może wykorzystywane jest doświadczenie Janusza Wodzyńskiego, który póki co zajmuje się opieką medyczną.

piątek, 19 lutego 2010

Z ekstraklasy do Wałbrzycha. Czy zagra w Górniku Misan?

 Po zniknięciu z ekstraklasowej mapy Wałbrzycha pod Chełmiec z najwyższej klasy rozgrywkowej trafiali albo powracający (Leszek Kosowski z Widzewa Łódź do trzecioligowego (!!!) Górnik, czy Marek Wierzbicki z Olimpii Poznań do KP czy ostatnio 5 lat temu Marcin Wojtarowicz z Polkowic do Górnika/Zagłębia) albo rezerwowi gracze Śląska Wrocław (Mikołajewicz, Gałkowski do Zagłębia, Adamski, Siemiątkowski do KP) czy Zagłębia Lubin (Chwaliszewski do Zagłębia, Banaszyński, Nazarow do Górnika SSA) lub będący wyjątkiem w tej regule Waldemar Tkaczuk (z Widzewa do Zagłębia). W czwartek z blisko dobowym opóźnieniem na wałbrzyskich i regionalnych portalach padła sensacyjna wręcz wiadomość, że w sparingu lidera 3.ligi zagrał i zdobył 2 gole Damian Misan, który ostatnio był opłacany właśnie w najwyższej klasie okręgowej. Ten news zmobilizował śpiących snem zimowym administratorów OFICJALNEJ strony Górnika, którzy zamieścili blisko po miesiącu jakikolwiek news. (ciekawe czy bramkoszczelny wg nich świadczy o skuteczności Misana, czy wręcz odwrotnie?). Kim jest Damian Misan? W regionie nie jest on anonimową postacią. Jego pierwszym trenerem w macierzystej Olimpii Kamienna Góra był ex-thoreziak Jan Grzesiński. W seniorach wypłynął z kolei u ex-piłkarza Górnika Waldemara Milewskiego, który dał mu szansę debiutu w IV lidze w wieku 17 lat (w sezonie 2001/02 strzelił m.in. bramkę Rafałowi Wodzyńskiemu w meczu Olimpia-Górnik/Zagłębie 3:2), potem był czołowym snajperem Olimpii w okręgówce. Stworzył znakomity duet z Zdzisławem Pyrdołem zwłaszcza w sezonie 2004/05 kiedy to Olimpia zdobyła w 30 meczach aż 101 bramek a oni łącznie 68 (Pyrdoł 42, Misan 26). Już wówczas, w listopadzie 2004, dzięki dolnośląskiemu skautowi Korony Kielce Marcinowi Cilińskiemu próbowany był właśnie w Kielcach. Wówczas z dolnośląskiego zaciągu powiodło się jedynie oleśniczaninowi Bergierowi. Po pół roku zmienił jednak Kamienną Górę na Miedź Legnica, choć i wówczas był po testach w Lubinie i  Śląsku. Z Miedzianką Damian zdobył awans do drugiej ligi, po sezonie spadł, ale dzięki skuteczności dał się poznać szerszemu gronu fachowców. Po spadku do trzeciej ligi ponownie był najskuteczniejszym snajperem legniczan. Po nieudanej jesieni 2008 (0 bramek !!! choć w 3 poprzednich sezonach strzelił 31 goli) dość niespodziewanie trafia do ekstraklasowej Cracovii. Było to drugie podejście do tego klubu. A jak wyglądał roczny kontrakt w klubie krakowskim? Artur Płatek został zmuszony przez plagę kontuzji wystawić go w podstawowym składzie już w pierwszym meczu (z Piastem Gliwice 1:0), tydzień później debiutuje w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy i po 11 minutach strzela gola Lechii Gdańsk. Później już była ostra równia pochyła. W seniorach wystąpił raptem 9 minut w meczu przeciwko Ruchowi Chorzów (0:0), gdzie zmarnował 100%sytuację, co kosztowało go odesłanie do ME. Latem zagrał w sparingach drużyny Płatka, ale Młodej Ekstraklasy nie opuścił. Sytuacja nie zmieniła się również po zmianie trenera. W efekcie w połowie grudnia zapadła decyzja o nieprzedłużaniu rocznej umowy. Misan w Cracovii zaliczył 2 niepełne mecze w ekstraklasie i łącznie 14 meczy w ME, w których strzelił ledwie 2 gole. W styczniu nie załapał się do drugoligowej Miedzi a w lutym do Górnika Polkowice, choć ustrzelił 3 gole Ruchowi Zdzieszowice i nieźle zagrał przeciwko Zagłębiu Lubin. Zarówno szkoleniowiec legniczan (Kudyba) jak i polkowiczan (Nowak ) twierdzą, że na pozycję Misana mają wszechstronniejszego napastnika.  Tajemnicą poliszynela jest fakt, że zadecydowały względy pozasportowe. Misan, a raczej jego menager Paweł Wojtala przedstawił wygórowane żądania finansowe. Czy wałbrzyszan stać na Damiana? Wątpliwe. Chyba, że piłkarz i jego menago zejdą chmur i spojrzą na sportowy aspekt. 26-letni Misan jest w najlepszym piłkarsko wieku, póki co jego nazwisko jest nisko na piłkarskiej giełdzie. W Wałbrzychu mógłby się odbudować i ponownie wypromować. Czy zostanie podopiecznym Roberta Bubnowicza okaże się w najbliższych dniach – póki co okienko transferowe u nas trwa do końca lutego…

czwartek, 18 lutego 2010

Wałbrzyskie braterskie duety - lata 90-te

Krzysztof i Sławomir Radziemscy wychowankowie Zagłębia byli niejako symbolem zielonoczarnych w połączonym klubie. Przez prawie dwie dekady grali od drugiej po nawet A klasę w zespole z Ratuszowej, nigdy nie wypierali się thoreziackich korzeni, a i swoją grą udowadniali, że zasługują na miejsce w składzie. Krzysztof (1971) w seniorskiej ekipie Zagłębia pojawił się przed wiosną 1991, kiedy to Horst Panic dokooptował do I składu innych wychowanków jak Paterski, Jacyna czy junior Matuszak. Debiutował po kilku wiosennych meczach i to od razu w podstawowym składzie – w Szczecinie w meczu z Pogonią (0:2). W tamtejszych czasach prasa często błędnie odmładzała Krzyśka o rok. Nie miał pewnego placu w drugiej linii, gdzie był wystawiany zarówno przez Horsta Panica jak i jego następcę Jerzego Jowika. Dopiero po odejściu kilku graczy (Gawrych, Gniewek) częściej wybiegał na boisko. Największy sukces osiąga jesienią’92 na stadionie wałbrzyskiego Górnika Zagłębie w walce o ¼ PP pokonuje wielkiego Górnika Zabrze w rzutach karnych 4-3 (1:1 po dogrywce) – w II kolejce wojnę nerwów z Markiem Bębnem wygrał właśnie Krzysztof, który pojawił się dopiero w dogrywce na boisku! Przed wiosną 1993 doszło do połączenia Zagłębia z Górnikiem, po zwiększeniu się rywalizacji w drugiej linii Krzysiek traci miejsce w podstawowym składzie (ledwie 4 niepełne mecze w rundzie). W następnym, niestety spadkowym sezonie należy do kluczowych graczy KP – wreszcie zdobywa bramkę (przeciwko Lechii Gdańsk 1:2) co było sukcesem, bowiem skutecznośc była jego piętą Achillesową. Wiosną w drugoligowym składzie KP pojawia się jego młodszy brat Sławomir (1974) znany również jako „Kilof”. Wcześniej m.in. z braćmi Gorządami, Falkenbergiem i Matuszakiem dotarł do ¼ MPJ. W przeciwieństwie do Krzyśka grał tylko lewą nogą, stąd pozycja lewego obrońcy. Jako 20-latek w drugiej lidze zaliczył 7 występów w tym 4 w pełnych 90 minutach. Po spadku w 3 lidze obaj są podstawowymi graczami i najpierw utrzymali ligę dla Wałbrzycha, by w następnym wywalczyć promocję do 2 ligi. Krzysztof jako pomocnik w sezonie 94/95 zdobył 8 bramek i obok Spaczyńskiego, Otoka i Michałowskiego stanowił kręgosłup zespołu. Po awansie w 1996 Sławek powoli tracił uznanie w oczach trenerów w 2 lidze- w drugim sezonie Grzegorz Kowalski zaledwie 6 razy wpuszczał go jako rezerwowego i po zimowych nabytkach Kilof nie widząc szansy na grę poszedł na wypożyczenie do Polonii Świdnica. Krzysztof nadal podstawowym graczem z tą różnicą i w drugim sezonie zdobywa 2 gole. 1998 to wysokie 7m. w 2 lidze i wycofanie już pod nazwą Górnik z ligi i rozpoczęcie pod wodzą duetu Wiesław Walczak – Ryszard Mordak gry w 4 lidze. Obaj bracia grają na bokach defensywy: Krzysiek na prawej a Sławek na lewej. Był to bodaj najlepszy sezon w historii gry młodszego Radziemskiego przy Ratuszowej. W sezonie jako obrońca zdobył aż 10 bramek!! Żadnej ze stałego fragmentu gry, do których (z różnym efektem) podchodził najczęściej starszy brat. Po awansie do 3 ligi kapitan Górnika Krzysztof Radziemski usłyszał, że jest … za stary do zespołu. Mając ledwie 28 lat!! Gdyby obecnym Górnikiem rządzili ludzie o podobnych poglądach to Bubnowicz nie miałby kim grać!! Krzysiek z żalem po kilkunastu lata odszedł z Ratuszowej do niemieckiego SSV Pechten. Do niego po jesieni w 3 lidze (8 meczy i 3 gole) dołączył Sławek, ale wiele się nie nagrali, bo wiosną 2000 wrócili do kraju i niespodziewanie zagrali w trzecioligowym Progresie Jelenia Góra (oboje ponad 10 występów i niestety spadek). Latem 2000 okazało się że w Wałbrzychu już nie ma Górnika SSA tylko bankrut KP Górnik/Zagłębie i do takiej drużyny trenowanej przez Wiesława Walczaka trafia Sławek, bowiem Krzysiek skorzystał z oferty walczącej o awans do 2 ligi Miedzi Legnica. Wówczas w sierpniu doszło do braterskiego pojedynku w Legnicy. Prasa głośno rozpisywała się, a wynik 0:0 uznano jako sukces Kilofa. Wiosną zabrakło miejsca w Miedzi dla Krzyśka i wrócił do Wałbrzycha zaliczając etap Górnik/Zagłębie (spadek w 2001). W czwartej lidze już bracia nie chcieli grać. Chociaż było trudne zwłaszcza dla Sławka, który miał mieszkanie w klubowym budynku. Krzysiek na jesień zahaczył się do budującego swoją lokalną potęgę w jeleniogórskiej okręgówce Włókniarzu Mirsk by wiosną 2002 wyjechać z bratem na dalekie Wyspy Owcze (drugie miejsce w 2 lidze z B 71 Sandur). Wiosną roku 2003 bracia spędzili już w kraju – Krzysiek w świdnickiej A klasie w Stali Świdnica, a Sławek pomógł Górnikowi/Zagłębiu wywalczyć mistrzostwo A klasy gr.wałbrzyskiej. W sezonie 2003/04 miało dojść do kolejnego braterskiego pojedynku – Sławek ponownie w Górniku/Zagłębiu a Krzysiek w Akropolu Wałbrzych. W jesiennym meczu zabrakło Sławka a w wiosennym Krzyśka. Po awansie do 4 ligi Sławek dołącza do brata do Czarnych Wałbrzych, gdzie po roku odchodzi klasę niżej (do A klasy) do Białego Orła Mieroszów, z którym wywalcza awans w 2006. Jesienią 2006 następuje z kolei trzeci powrót 35-letniego już Krzyśka na Ratuszową. W 4 lidze trener Mordak daje mu aż 21 szans na grę, choć widać duże braki kondycyjne (wieku nie da się oszukać) to Krzysztof częściej grywa w rezerwach (AZS PWSZ Wałbrzych), które w 2007 przejmuje jako trener. W 2007 wiosną z Mieroszowa wraca również Sławek, który gra głównie w rezerwach, ale raz awaryjnie pomaga w IV lidze. Przed wiosną 2008 rozwiązano rezerwy – Krzysiek został asystentem trenera Bubnowicza a Sławek grywał (z czasem coraz rzadziej w Czarnych Wałbrzych). Na pewno losy obu braci były nieco pokręcone. Krzysiek rozpoczynał na prawej pomocy, potem była prawa obrona, nawet kiedy trzeba to i lewa. Był kapitanem zespołu, w 1999 próbował sił jako radny. Szkoda, że niedoceniono go przy Ratuszowej, w sumie rozegrał blisko 300 spotkań ligowych. Może więcej od niego osiągnie syn Dominik?? Sławek to najskuteczniejszy obrońca w ostatnich dekadach i jeden z najlepiej główkujących w historii!! Nie wierzycie? Poszukajcie w prasie lokalnej, popytajcie tych co widzieli – 13 bramek zdobytych głową (na 20 zdobytych ogółem), swoją grą, postawą dawał radość kibicom, bo na swój sposób był showmanem. Na koniec ciekawostka – obaj bracia swego czasu próbowali sił jako … sędziowie, ale na szczęście dali sobie z tym spokój.
Od lewej Krzysztof i Sławomir Radziemscy

Sebastian i Sławomir Gorządowie
Wałbrzych podobnie jak obecnie Wisła Kraków ma swoich futbolowych bliźniaków. To Gorządowie (rocznik 1974) pochodzący z Pieszyc. Przy Ratuszowej wyróżniali się w zespole juniorów, z którym osiągnęli ćwierćfinał Mistrzostw Polski Juniorów AD1993. Z tej drużyny wywodzą się m.in. Sebastian Matuszak, Jarosław Falkenberg czy Sławomir Radziemski. Naturalną siłą rzeczy był debiut w drugiej lidze. Jerzy Jowik po odejściu doświadczonych Buganiuka, Daukszy i utalentowanego Radaja sięgnął po zdolnych juniorów. W pierwszej kolejce sezonu 92/93 w Tychach (0:3 z GKS) zmieniając w 68min. Waldemara Tkaczuka zadebiutował Sebastian. I koniec..Dopiero jesienią 1994 Sławek zalicza 8(4 pełne) a Sławek 2 (0) w 2 lidze już w barwach nie Zagłębia ale Klubu Piłkarskiego Wałbrzych. Jeszcze przed końcem rundy z powodu kłopotów finansowych bracia, zwani pieszczotliwie przy Ratuszowej „Smerfami” wraz z innymi exzagłębiakami Borconiem, Matuszakiem , Nowomiejskim, Bartkowiakiem przystają na propozycję prezesa Drożdża i emigrują do Kryształu Stronie Śląskie, gdzie udanie grają w trzeciej lidze oraz w Pucharze Polski. Podobnie jak w Wałbrzychu o co najmniej jeden krok do przodu był Sebastian. W Krysztale miał lepsze recenzje wiosną’96 przywdziewał koszulkę KemBudu Jelenia Góra, z którym wywalczył awans do 2 ligi. Z rocznym poślizgiem w Jeleniej Górze w końcu zameldował się i Sławek. Dobra gra Sebastiana nie uchodzi uwadze obserwatorów. Już wtedy pojawiają się propozycje z pierwszoligowych wówczas zespołów Zagłębia Lubin, Górnika Zabrze, Śląska Wrocław czy Pogoni Szczecin. Po degradacji do trzeciej ligi zbyt długo Gorząd nie pograł w mieście pod Snieżką. Po jesieni w 3 lidze przeprowadzka do Polkowic to znakomita gra, wybór najlepszego bocznego pomocnika 3 ligi, awans do drugiej a latem tego roku do ekstraklasy !!! Sławomir tradycyjnie rok później trafia do Górnika w międzyczasie będąc wypożyczanym z Jeleniej Góry do czwarto ligowców (BKS Bolesławiec, Lechia Dzierżoniów). Sebastain głównie szalał po prawym skrzydle, a Sławek dla odmniany po lewym. W Polkowicach częściej oczywiście grywał Sebastian jednak oboje mogą się poszczycić awansem do ekstraklasy w 2003 roku. Po nim Sławomir notuje systematyczny zjazd w dół: 3 liga w Obrze Kościan, 4 – w Orle Ząbkowice aż w końcu w wieku 31 lat powrót do rodzinnych Pieszyc i gra (z przerwami na wyjazdy do Wielkiej Brytanii) do dzisiaj. Sebastian z kolei w ekstraklasie rozegrał 12 meczy (1 gol) i spadł z Polkowicami, potem po rundzie na jej zapleczu przeszedł do gdyńskiej Arki za trenerem Draganem i ponowny awans. Jednak od 2006 zaczęły się dla niego przysłowiowe schody w Gdyni i po rozbracie z futbolem odnalazł się w Pogoni Pieszyce blisko 2 lata temu. Wraz z bratem kierują poczynaniami zespołu, który w czerwcu ubiegłego roku awansował do klasy okręgowej. Wielu spodziewało się aresztowania Sebastiana w związku z aferą korupcyjną, w która były umoczone i Górnik jak i Arka. Póki co nadal jest grającym trenerem w Pieszycach.
Wielu nie potrafiło ich rozpoznać gdy stali obok siebie: od lewej Sławomir po prawej Sebastian Gorządowie