W czasach słusznie minionych nie było spektakularnych corocznych awansów klubów, niespodziewanych sukcesów małych ośrodków. Finansowane przez zakłady patronackie lub odpowiednie resorty kluby miały odpowiednie zaplecze zarówno sportowe jak i infrastrukturalne. Wiele zmieniło się wraz z transformacją ustrojową, co zresztą w Wałbrzychu odbija się do dziś. Wiele klubów przetrwało, niektóre długo nie potrafiło odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A tu i ówdzie nagle pojawiły się nowe futbolowe mocarstwa. To były czasy prezesów w marynarkach z podwiniętymi mankietami, mokasynami, białymi skarpetkami. Czasy, gdzie szybko można było zdobyć kredyt, a jeszcze trudniej go spłacić. Historia rodzimego futbolu zna kluby efemerydy.
Sokół Pniewy zanotował passę kolejnych corocznych awansów od A klasy aż po 1.ligę, czyli dzisiejszą ekstraklasę. Tam pod szyldem sponsora, czyli Tygodnika Miliardera Pniewy zabawił ponad 2 sezony, by w trzecim ratowac się fuzją z GKS Tychy. Do annałów pniewski klub zapisał dzięki koronie króla strzelców Zenona Burzawy. W tym marszu na najwyższy ligowy szczebel rozgrywkowy brali udział również Wałbrzyszanie Dariusz Kurzeja, Piotr Jacyna czy Andrzej Kisiel.
Na drugim poziomie rozgrywkowym więcej było takich krótkich przygód. W podczęstochowskim Myszkowie nie przetrwał Krisbut (potem MŻKS czy KS) oparty na potędze obuwia. Mało kto już pamięta, że o ekstraklasę biły się ekipy z Mławy, Czermna, Opoczna, Nowego Miasta Lubawskiego czy Janikowa. Kibice dawnych, dużych ośrodków piłkarskich z zazdrością spoglądali na drugoligowe tabele zastanawiając się czemu przykładowo w Wałbrzychu mogą oglądać co najwyżej czwartoligową kopaninę.
Na Dolnym Śląsku również mieliśmy kluby, gdzie chwilo zachłyśnięto się sporymi, jak na region pieniędzmi.
W byłym województwie jeleniogórskim szybko palmę pierwszeństwa przejął największy klub regionu z Jeleniej Góry. Karkonosze stały się Kem-Budem, był awans do 2.ligi, były głośne nazwiska, znane w całej piłkarskiej Polsce (Koszarski, Tęsiorowski, Słowakiewicz, Chojnacki, Gałuszka, Grad). Nazwa sponsora znikła szybko, klub po 2 sezonach spadł, w międzyczasie w tabelach był JKP, Progres, by ostatecznie zatrzymać się w 4.lidze.
W niedalekim Mirsku talentem menedżerskim błysnął Michał Leonowicz. Sponsor, a jednocześnie właściciel miejscowego hotelu zbudował w okręgówce zespół, którego wyniki w Wałbrzychu wielu śledziło. Powodem była grupa wałbrzyskich zawodników Krzysztof Radziemski, Rafał Wodzyński, Krzysztof Sałata, Radosław Matuszak, Paweł Kochanowski, Michał Nadzieja, a przede wszystkim Marcin Morawski wypożyczony z łódzkiego Widzewa! Trzecie miejsce w 2003 w 4.lidze pozostaje do dziś największym sukcesem klubu z Mirska. Do awansu zabrakło zaledwie 2 punktów. W następnym sezonie Włókniarz był też trzeci… tyle, że od końca i spadł do klasy okręgowej.
W dawnym województwie wrocławskim były również próby budowania potęgi w cieniu Śląska, Polaru czy nawet Ślęzy. Inkopax doszedł do 3.ligi i połączył z klubem z Kątów Wrocławskich. Motobi znane było jedynie z konfliktowego prezesa i poza trzecią ligę nie podskoczyła. O wiele większe ambicje były w Królewskiej Woli, gdzie Gawin po awansie do 3.ligi zajmował kolejno 4, a potem dwukrotnie 3.miejsce. W sezonie 2008/09 zespól po rundzie jesiennej otwierał tabelę w nowej 2.lidze, ale meblowy magnat Andrzej Gawin postanowił wycofać się i rozwiązał kontrakty ze swoimi zawodnikami. Po namowach, pertraktacjach dochodzi do fuzji z wrocławską Ślęzą. Gawin/Ślęza Wrocław kończy sezon na 3.miejscu, przegrywa baraże o awans. W kolejnym sezonie wrocławski klub już bez Gawina w nazwie spada z hukiem do 3.ligi.
W podokręgu wałbrzyskim nie mieliśmy do czynienia z klasycznym trwającym krótko eldorado. Najbliżej tego miana był Klub Piłkarski Sparta Świdnica. Powstał on w 1995 roku, gdy w Świdnicy całkiem niedawno dobrze radziła sobie miejscowa Polonia. W 1993 awans do drugiej ligi, czyli na zaplecze dzisiejszej ekstraklasy biało-zieloni przegrali z Chrobrym Głogów jedynie gorszym bilansem bramek! Do ekstraklasy trafią Dariusz Filipczak i Remigiusz Jezierski. Ale w Polonii brakuje pieniędzy, a sponsorów na horyzoncie nie było widać. I tutaj pojawia się Romuald Górski. Dziś postać kojarzona z kantorów wymiany walut. Na futbolowej mapie pojawiła świdnicka Sparta, gdzie są płacone pieniądze. Nie duże jak w wyżej wymienionych przypadkach Świerzawy czy Mirska. Ale jakiekolwiek pieniądze są zawsze większe od żadnych pieniędzy. W Świdnicy następują systematyczne grupowe przejścia z Polonii do Sparty. Zasłużona dla polskiego piłkarstwa drużyna w 1998 spada z 3.ligi, a niebawem w ogóle zniknie z ligowych tabel, by w 2003 roku rozpocząć od B klasy. Sparta od 2000 gra w 4.lidze, kadrę tworzą Świdniczanie, wychowankowie Polonii. Kibice oczywiście dopingują Polonię, Sparta może liczyć na jedynie na frekwencję zrobioną przez koneserów futbolu. W lipcu 2005 dochodzi do fuzji czwartoligowca z Polonią, która zakończyła właśnie sezon w A klasie. Sportowo wyszło to na dobre Świdniczanom, bowiem zespół w 2008 w kapitalnym stylu wygrał 4.ligę. Dwa lata z rzędu nie miał szczęścia w barażach o grę w nowej 2.lidze (III poziom rozgrywkowy), ale za to z powodzeniem grał w 3.lidze. Rola Romualda Górskiego już dawno została zminimalizowana i w połowie ubiegłej dekady dochodzi do fuzji ze Stalą (swego czasu występującą pod nazwą ŚFUP). Polonia-Stal egzystowała w takiej formie do grudnia 2025 roku, gdy na 80-lecie świdnickiego klubu postanowiono wrócić do historycznej nazwy Polonia.
Jednak najbardziej klasycznym przykładem niespodziewanej futbolowej przygody małego klubu mieliśmy w przypadku klubu z Woliborza. Wieś pod Nową Rudą co niektórzy kojarzyli bardziej z agroturystyki czy pól lawendowych niż sportowych wyników. Miejscowy klub Słowianin grywał na najniższym poziomie ligowym nie wyróżniając się wynikami, infrastukturą czy pracą z młodzieżą. W XXI wieku nawet zawieszono działalność zespołu seniorów na długie 10 lat. Po reaktywacji w drugim sezonie gry w kłodzkiej B klasie piłkarze z Woliborza awansują z 3.miejsca. Pobyt w A klasie trwał cztery sezony. Stopniowo budowano zespół, a możny sponsor w postaci firmy spedycyjnej Pawbud nie od razu zaangażował się z takim rozmachem. W 2019 w A klasowym klubie pojawili się obcokrajowcy. Gra Brazylijczyka Rayana Benedito Ferreiera Da Silvy była nie lada ciekawostką na tym szczeblu rozgrywek. Główne role w zespole pełnili doświadczeni zawodnicy z przeszłością w sąsiedzkim noworudzkim Piaście czy kłodzkiej Nysie - Radosław Bochen, Krzysztof Czarnowski, Rafał Lis, Sławomir Osicki, czy Radosław Osiecki. Covidowy sezon 2019/20 był popisem Woliborzan w A klasie. W 14 meczach 13 wygranych i 1 remis. Wówczas w ekipie prowadzonej przez Adama Łydkowskiego podstawowym goalkeeperem był Wałbrzyszanin Bartłomiej Ziobro, który w 12 rozegranych meczach aż 7 razy zachował czyste konto. Motorem napędowym był Łukasz Kamiński, wieloletni zawodnik Piasta Nowa Ruda. Różnicę robili niedawni czwartoligowcy z Kłodzka Kacper Fedorec i Mateusz Adamczyk, skutecznością imponował Brazylijczyk Kaue Candido Cardozo, zdobywca 15 goli.
W sezonie 2020/21 w klasie okręgowej Słowianin przegrał 2 spotkania w 27 rozegranych kolejkach, ale awans nie był zagrożony. Seweryn Sarkowicz, były gracz Piasta zostaje królem strzelców. Sukcesu nie byłoby, gdy nie kolejne wzmocnienia. Nowymi graczami byli m.in. Dawid Kęska (Piast), Ukrainiec Oleksii Fatyanov, Grzegorz Dereń (Nysa), a wiosną pojawił się nawet Włoch Evandro Tancini.
W latach 2021-25 Słowianin gra w 4.lidze dolnośląskiej. Był etap najlepszy w historii klubu. Zespół zajmował kolejno miejsca:
2021/22 - drugie
2022/23 - pierwsze i przegrane baraże z Karkonoszami 1:1, 2:2 karne 3-5
2023/24 - drugie
2024/25 - pierwsze + PP Podokręgu Wałbrzych.
Słowianin budował kadrę wręcz wzorcowo. Najbardziej wyróżniający się zawodnicy z regionu wybierali czwartoligowca spod Nowej Rudy. Na początek sensację stanowił transfer Łukasza Szczepaniaka, zawodnika z pierwszoligową przeszłością. Szerokim gestem robiono transfery przychodzące. Kto się wyróżniał w regionie, mógł liczyć na zainteresowanie Słowianina. Nie stanowiła problemu sytuacja, gdy w danym klubie akurat było kilku dobrych zawodników. Z Orła Ząbkowice trafili Wojtal, Buryło, Gembara, z Nysy Kierkiewicz, Brandl, Bońkowski, Barski, Pierzchalski, Jelonkowski. z Bielawianki Malec, Cegiełka, B.Paszkowski, z Lechii Dzierżoniów Majewski, Sadowski, Łazarowicz, Przewoźny, z Polonii-Stali Świdnica Kot, Szuba, Tragarz, Trzepacz, Filipczak. Trafiali do zespołu wychowankowie okolicznych klubów, którzy grali poza regionem. Tak trafili byli Wałbrzyszanie - Krzymiński, Bronisławski, Paraszczak, ale też Świdniczanin Krakowski, wychowanek Bielawianki Niewiadomski czy Gendera. Trenerami byli również topowi w regionie szkoleniowcy - po Adamie Łydkowskim Słowianina prowadzili m.in. Piotr Pietrewicz, Zbigniew Soczewski. Z zazdrością na poczynania kadrowe spoglądano nie tylko w pobliskiej Nowej Rudzie, ale również w Dzierżoniowie, Świdnicy jak i w Wałbrzychu. Lokalną potęgę budowano na bazie zawodników związanych z regionem, już ogranych, zauważonych m.in. przez szkoleniowców związkowych dzięki rywalizacji w Regions Cup. Słowianina stać było zakontraktować zawodnika, a jak nie spełniał on oczekiwań trenera, pożegnać go już po rundzie. Nie było zastępów obcokrajowców, zawodników z innych części kraju związanych ze znajomą agencją. Nie wszyscy piłkarze reprezentujący drużynę z Woliborza byli typowymi futbolowymi najemnikami traktujący klub jako jedynie miejsce zarobku. Część z nich zżyła się ze środowiskiem, tworzyła rodzinną atmosferę.
![]() |
| Wojciech Szuba reprezentował był jednym z głównym architektów awansu Słowianina do 3.ligi. [foto: fanpage Słowianin Wolibórz] |
Awans do 3.ligi nie oznaczał kolejnych mocnych transferów. Po pierwsze w klubach podokręgu wałbrzyskiego nie było praktycznie już kogo zdolnego wyciągnąć. Kadra uzupełniona została przez młodych zawodników spoza regionu, a w trakcie sezonu pożegnano najbardziej wiekowe, długoletnie filary zespołu Szczepaniaka i Szubę. Beniaminek zakończył sezon na 11. bezpiecznym miejscu. Latem zaapelowano o pomoc, pilnie szukano kolejnych sponsorów, bo dotychczasowy dobrodziej nie był w stanie samodzielnie udźwignąć finansowania klubu. Stało się najgorsze - Słowianin nie tylko zrezygnował z gry w trzeciej lidze, ale w ogóle nie zgłosił zespołu seniorów do rozgrywek. Warto dodać, że w blisko tysięcznej wsi sukcesy drużyny wymusiły poprawę infrastruktury. Domowe mecze Woliborzanie rozgrywali na swoim boisku, wyremontowano budynek, postawiono trybunki. Do tego doszło szkolenie młodzieży, bowiem Słowianin to nie tylko seniorzy. W minionym sezonie juniorzy starsi zajęli drugie miejsce w II lidze okręgowej, za Piastem Nowa Ruda, a przed Górnikiem Nowe Miasto Wałbrzych.
Tajemnica poliszynela jest kwestia braku zaangażowania firmy Spedycja Pawbud w Piasta Nowa Ruda czy też brak "oszczędzanie" wspomnianego Piasta w kwestii transferów podczas budowy mocnego Słowianina.
Na pewno ostatnie lata w podokręgu wałbrzyskim należały do klubu z Woliborza. Ale niestety, musimy o tym pisać i mówić już w czasie przeszłym. Latem 2026 roku drużyny seniorów Słowianina próżno szukać w jakichkolwiek rozgrywkach.
Obecnie na Dolnym Śląsku mówi i pisze się o sporych pieniądzach w Raciborowicach. Już nie GKS, a Cement stał się znany najpierw z zakontraktowania ex-kadrowicza Dawida Janczyka. Potem był sparing z Mazurem Radzymin, aż w końcu przyszedł awans do 4.ligi. Prezesowi klubu marzy się powtórka historii Wieczystej Kraków, która z okręgówki w ciągu kilku lat osiągnęła poziom ekstraklasowy. Jednak póki co klub, w przeciwieństwie choćby do Słowianina, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z władzami gminy i domowe mecze rozgrywa w Świętoszowie. Na ile cierpliwości, pieniędzy i zapału starczy włodarzom klubu z Raciborowic? Czas pokaże.
