wtorek, 11 listopada 2014

Jesień pod Alpami

Zakończył się sezon w Norwegii, a powoli dobiegła końca runda w niższych ligachw Austrii, gdzie wciąż gra kilku byłych wałbrzyskich piłkarzy. Najpopularniejszą ligą wśród nich jest ...ósmy poziom rozgrywkowy zwany 2.klasse. Tak dla przypomnienia:
1.poziom - Bundesliga
2.poziom - Erste Liga
3.poziom - Regionalliga
4.poziom - 1.Landesliga
5.poziom - 2.Landesliga - dwie grupy:wschodnia i zachodnia
6.poziom - Gebietsliga - 4 grupy podzielone geograficznie
7.poziom - 1.klasse - 8 grup
8.poziom - 2.klasse - 18 grup
9.poziom - 3.klasse.
W grupie Alpenvorland w zespole SV Neumarkt występuje Dariusz Filipczak, który jesienią trafił 3 razy do siatki rywali, a kilkakrotnie był wybierany do Jedenastki Kolejki przez ligaportal. W zespole jednak ma sporą konkurencję do roli najlepszego piłkarza, bowiem latem dołączył jego rówieśnik, kolega ze wspólnej gry w Świdnicy Tomasz Romaniuk, który z kolei nominowany został w plebiscycie na najlepszego piłkarza rundy. Ich klub zajmuje 8.miejsce na 12 zespołów. O wiele gorzej sobie radzi przedostatni TSU Hafnerbach, gdzie gra Bartosz Sobota. Dla 35-letniego napastnika to już czwarty klub w Austrii po ASV Kienberg/Gaming, USV Kirnberg i ASKO Lunz/See. Słynący ongiś ze skuteczności Sobota w rundzie trafił ledwie dwukrotnie.
Damian Misan
Z kolei w grupie Ybbstal na trzecim miejscu jesień zakończył zespół ASV Kienberg/Gaming, gdzie 14 bramek w 13 meczach zdobył 20-letni Paweł Matuszak. Warto dodać, że to daje mu dopiero szóste miejsce w tabeli strzelców ze stratą 10 goli do najskuteczniejszego.4 razy z kolei w tym zespole zagrał ... jego ojciec Radosław. Co ciekawe, o ile nazwisko Pawła austriackie media piszą poprawnie, to Radek może liczyć na Matuzaka. W tej samej grupie występuje ASKO Lunz/See - 7.miejsce (na 14 drużyn), gdzie 13 bramek (w 12 meczach) strzelił Damian Misan. Dla niego jest to trzeci klub w Austrii i ze skutecznością było u niego lepiej. Jego kolegą w zespole jest były gracz kamiennogórskiej Olimpii Łukasz Bieńkowski.
W grupie Yspertal gra najbardziej znany i najbardziej doświadczony z graczy z okręgu wałbrzyskiego występujących w Austrii. Mowa o Rafale Tragarzu. 39-letni świdniczanin jeszcze gra w zespole SV Kleinpochlarn (7.miejsce na 13 drużyn). Strzelił 10 bramek (na 24 zespołu) i jest szóstym snajperem ligi. Popularny "Rura" grywał pod Alpami już w latach 90-tych ubiegłego stulecia. Wcześniej grywał w Raxendorf SV, Yspertal SV, SC Gresten-Reinsberg, a w SVK grał w latach 2005-2007 i obecnie od 2011 łączy rolę zawodnika z funkcją trenera. W tej rundzie zaliczył średnią 1 gol/mecz, a najlepszy występ zanotował przeciw doskonale znanemu mu Yspertal SV, gdzie strzelił 3 gole w meczu zremisowanym 3:3. W swoim zespole jednym z podopiecznych jest jego brat Artur. Na 9.miejscu w tabeli uplasował się SC Pogstall, gdzie sporadycznie, bo zaledwie dwa razy wystąpił Tomasz Sobota. Strzelił jednego gola, a miało to miejsce w sierpniu. Później wrócił do kraju, gdzie prowadzi B-klasą Unię Stare Bogaczowice.

niedziela, 9 listopada 2014

Pierwszy gol Biela w 1.lidze

Filigranowy Bartosz Biel w ostatniej kolejce pierwszej ligi zaliczył premierowego gola na zapleczu ekstraklasy. Wychowanek Baszty Wałbrzych po epizodzie w klubie z Ratuszowej wyemigrował do Łodzi, gdzie związał się z UKS SMS Łódź. Była gra w kadrze juniorów, gra w wieku 16 lat w rozgrywkach seniorów. Gra w SMS miała być etapem do podboju piłkarskiej Polski. Najpierw wraz z kolegami miał ratować Tur Turek w drugiej lidze, gdzie dane mu było zagrać przeciwko niedawnym kolegom z Wałbrzycha. Wiosną ubiegłego roku decyzją łódzkich działaczy ze szkoły trafił do Łódzkiego KS, gdzie w 1.lidze zaliczył 3 pełne spotkania, po czym ... wrócił z kolegami z powrotem do wielkopolskiego Turku. Miniony sezon spędził na wypożyczeniu w Puszczy Niepołomice - beniaminku 1.ligi, gdzie ściągnął go Dariusz Wójtowicz. Szkoleniowiec pamiętał Bartka z pracy w SMS. Jako młodzieżowiec zagrał 23 razy, w tym trzynastokrotnie wybiegając w wyjściowej jedenastce. Niestety, nie było mu dane pokonać bramkarza rywali.
W taki sposób Bartosz Biel pokonał Rafała Misztala
Po  degradacji niepołomickiego beniaminka Biel nie chciał grać w drugiej lidze, choć z chęcią w swoich szeregach widzieliby go choćby działacze wałbrzyskiego Górnika. Po testach trafił do kolejnego beniaminka zaplecza ekstraklasy Wigier Suwałki.  Klub z Mazur nieźle sobie radzi w 1.lidze zajmując obecnie najwyższą lokatę spośród beniaminków. Choć sytuacja jest nieco myląca, bowiem tabela jest bardzo spłaszczona - od szóstego Dolkanu do piętnastej Sandecji dzieli raptem 6 punktów! Suwalski zespół nie należy do skutecznych zespołów - jedynie ostatni Widzew strzelił mniej bramek w tej rundzie. Wigry na pożegnanie rundy jesiennej na własnym boisku ograli Chojniczankę 2:1. Wynik otworzył wałbrzyski pomocnik w 9.minucie pokonując w zamieszaniu podbramkowym Rafała Misztala. Chojniczanie wyrównali już po 11 minutach, by w końcówce stracić bramkę oraz wydawałoby się pewny punkt. Katowicki Sport wałbrzyskiemu graczowi przypisał asystę przy bramce Sebastiana Radzio, ocenił jego grę na "7" - najwyżej ze wszystkich uczestników meczy i wybrał Bartosza na Piłkarza meczu!
Biel na 16 spotkań 12 razy pojawił się na boisku - połowę z tych występów rozpoczynał od 1.minuty, ale w sobotę dopiero trzeci raz zagrał pełne 90 minut. I pod koniec meczu zobaczył żółtą kartkę - w drugim z kolei meczu.
Na premierową bramkę Bartek musiał czekać 42 mecze. Miejmy nadzieję, że to dopiero początek i coraz częściej będziemy słyszeć o trafieniach wałbrzyszanina w 1.lidze.

Wreszcie, a prosimy o jeszcze

Gdyby można było przewidzieć wyniki to pewnie większość z kibiców obłowiona byłaby dzięki bukmacherom. Niestety, to jest tylko sport i wszystko jest możliwe. Niewiadoma wyników często towarzyszy innej niewiadomej - jak dana drużyna się zaprezentuje, co pokaże. W przypadku Górnika Wałbrzych tej jesieni często te niewiadome się nie sprawdzały, bo piłkarze z Ratuszowej prezentowali się albo dobrze albo beznadziejnie, a punkty do swego dorobku dopisywali rywale. Pierwsza runda jest na finiszu, pozostała ostatnia kolejka spotkań, w której dzięki dwóm korzystnym dla biało-niebieskich wynikom w Małopolsce może okazać się, że półmetek podopieczni Jerzego Cyraka nie skończą jako czerwona latarnia.
Kontuzja Jaroszewskiego, nadmiar kartek Tyktora i Oświęcimki, odsunięcie od meczowej kadry Szepety - tak kadrowo prezentował się Górnik przed spotkaniem z Legionovią, do której tracił 14 punktów. Wałbrzyszanie nie mogą się oglądać na dyspozycję przeciwnika, czy inne drużyny - muszą liczyć na siebie, wywalczyć wszelkimi sposobami niezbędne punkty i zacząć mozolnie odrabiać dystans do innych drużyn. W spotkaniu z drużyną z podwarszawskiego Legionowa do składu wrócił Dariusz Michalak, po raz pierwszy w tym sezonie od pierwszej minuty zagrał Kamil Śmiałowski. Jak się okazało zimowy nabytek Górnika należał do bohaterów meczu. Pierwsze dwadzieścia minut sobotniego meczu z Legionovią było najlepsze w wykonaniu wałbrzyszan w tym sezonie, a niektórzy mogą się pokusić o stwierdzenie, że w ciągu ostatnich kilku sezonów. Tak efektowny początek miał miejsce 4 lata temu, gdy na Ratuszową zawitała Polonia Nowy Tomyśl i po 9 minutach, dzięki celnym uderzeniom G.Michalaka i samobójczemu trafieniu Tarasa Maksymowa (choć większość mediów przypisuje trafienie Morawskiemu, po którego uderzeniu piłka otarła się o ukraińskiego obrońcę i wpadła do siatki) gospodarze prowadzili 2:0. Trzecią bramkę strzelono w 26 minucie, a do przerwy było 5:1, by po przerwie nie strzelić już żadnego gola.
Z Legionovią Górnik strzelił 3 gole,
czyli 1/3 dorobku z poprzednich 15 meczów.
[foto: R.Bajek - walbrzyszek]
Nie wiem na ile goście z Mazowsza zlekceważyli, ale faktem jest, że Legionovia musiała przez pierwsze 20 minut być w głębokim szoku. Górnik zagrał z rozmachem, pomysłowo i z determinacją. Szybko strzelony gol nie zmienił poczynań, gospodarze dążyli do dalszych bramek. Uparcie szukali kolejnych szans nie dając chwili oddechu defensywie rywali. Sawicki i Orłowski już w tym sezonie trafili, wreszcie strzelił celnie do bramki Śmiałowski, a jeszcze okazję miał Michalak i Filipe, by poprzestać na okazjach z początku meczu. Zero z tyłu dowiezione do przerwy miało niebagatelne znaczenie, bowiem na pewno dodało pewności w poczynaniach po zmianie stron. Bolączką Górnika są jednak długie przestoje, zwłaszcza po przerwie, podczas których inicjatywa oddana jest rywalowi. Być może przy lepiej dysponowanym przeciwniku mogło to mieć katastrofalne skutki. Zresztą wystarczy wyobrazić sobie, że Sawickiemu nie udaje się wybić piłkę z pustej bramki tuż po golu Odunki i z bezpiecznej przewagi robi się stykowe 3:2. Mimo słabszej gry po przerwie Górnik miał swoje szanse i mimo wszystko stworzył groźniejsze od rywala sytuacje. Niestety, ani Dariusz Michalak, ani Kamil Śmiałowski, ani Marcin Orłowski nie potrafili podwyższyć wyniku. Do tego trzeba dorzucić zbytnią uprzejmość Mańkowskiego i Folca - dlatego gospodarze nie kończą z większą ilością zdobytych bramek.
Po tym meczu trener Cyrak będzie miał problem w najbliższym meczu - co zrobić z Kamilem Śmiałowskim, który pokazał się z jak najlepszej strony, a do absencji kartkowej wróci Michał Oświęcimka - notabene były piłkarz najbliższego rywala biało-niebieskich. Warto zwrócić uwagę na coraz lepszą grę Filipe, który nie przypomina bezbarwnego zawodnika z początku sezonu. Brazylijski obrońca jest obecnie jednym z najpewniejszych punktów bloku defensywnego, ale i również często włącza się w akcje ofensywne i próbuje szczęścia strzałami z dystansu.
Oświęcimka - w Brzesku rozegrał 26 ligowych i zdobył 1 gola. 
Humory muszą dopisywać po takim meczu - Górnik wreszcie może pochwalić się w tym sezonie zalążkiem chociaż jednej pozytywnej serii - drugi z rzędu u siebie mecz wygrany. Należy wspomnieć, że dopiero drugi raz w tym sezonie udało się wałbrzyszanom zdobyć więcej niż jedną bramkę w meczu. Na pewno wzrosły morale w zespole, ale to dopiero początek drogi ku utrzymaniu się w lidze. Tym razem nie można mówić o sprzyjającym szczęściu, bo w sobotę gospodarze byli wyraźnie lepsi. Jak widać mazowieckim zespołom ciężko gra się pod Chełmcem - Legionovia poległa, a Znicz szczęśliwie zremisował. Biorąc pod uwagę te geograficzne uwarunkowania to wałbrzyszanie z optymizmem mogą jechać do Brzeska - jedyny wyjazdowy punkt Górnik wywalczył w Limanowej, a premierowy komplet punktów zdobył z Puszczą Niepołomice.
Okocimski to spadkowicz z 1.ligi, który nie należy do faworytów w tym sezonie. Największymi sukcesami w tej rundzie było wyeliminowanie w PP Stomilu Olsztyn, a w lidze niespodziewany triumf w Sosnowcu. Napastnicy popularnych Piwoszy nie grzeszą skutecznością - zespół zdobył, podobnie jak Górnik zaledwie 12 bramek. 5 bramek strzelił Wojcieszyński, 4 Dziadzio. Obecnie podopieczni Dariusza Seklińskiego na zwycięstwo czekają długie 10 meczów, z których połowę z nich zremisował. Od września OKS strzelił 4 bramki i miejmy nadzieję, że te niezbyt chwalebne serie nie zostaną przerwane w pojedynku z wałbrzyszanami.

sobota, 8 listopada 2014

Kolejny kadrowicz rodem z drugiej ligi

Częstochowa nie ma wielkich futbolowych tradycji. Miasto prawie dwukrotnie większe od Wałbrzycha może pochwalić się sukcesami na najwyższym poziomie rozgrywkowym siatkarzy i żużlowców, a piłkarze pozostają pod tym względem w dużym cieniu. Jeden finał Pucharu Polski w latach 60-tych ubiegłego stulecia, kilka sezonów w ekstraklasie, gdzie największym sukcesem było ósme miejsce. Jeszcze 10 lat temu Raków występował w starej 4.lidze, a od 2005 gra na trzecim poziomie rozgrywkowym, czyli trzeciej, a po reformie - drugiej lidze. W tym tygodniu o częstochowskim zespole było głośno w mediach z dwóch powodów, pozornie nie związanych ze sobą. Otóż decyzją sponsora I trenerem przestał być Jerzy Brzęczek, a później wychowanek klubu Maciej Gajos otrzymał powołanie do pierwszej reprezentacji Polski. Brzęczek to postać wręcz kultowa Pod Jasną - z Rakowa dotarł nie tylko do ekstraklasy, ale był etatowym reprezentantem kraju w większości kategorii wiekowych, zdobył srebrny medal IO'92 w Barcelonie i rozegrał blisko pół setki występów w kadrze A, mistrz Polski z Lechem i Austrii z Tirolem. Czynną karierę piłkarza zakończył w 2009, w wieku 38 lat, gdzie w Polonii Bytom był grającym asystentem. Od lutego 2010 odpowiadał samodzielnie za wyniki drugoligowego Rakowa. Częstochowski zespół nie mógł się pochwalić mocną kadrą, głośnymi nazwiskami. Potencjałem była miejscowa młodzież i oczywiście nazwisko trenera. Przez te wszystkie lata drużyna oscylowała w środku tabeli z inklinacjami do przesunięcia się w dół tabeli. Najgorsze chwili w swojej szkoleniowej przygodzie Brzęczek przeżywał w maju tego roku, gdy po porażce w Wałbrzychu z Górnikiem złożył rezygnację. Zarząd jej nie przyjął, drużyna się utrzymała, dzięki braku licencji dla Warty Poznań i Polonii Bytom. Latem dokonano kilku transferów, Raków zaczął dobrze grać, punktować, a w kuluarach mówiono o ambitnych planach. Zespół, który nie tak dawno mógł się pochwalić najniższą średnią wieku zawodników, mając obecnie zaledwie kilku zawodników urodzonych wcześniej niż w latach 90-tych, do połowy września plasował się w ścisłej czołówce. Jak się okazało 37-letni Dariusz Pawlusiński na tym szczeblu rozgrywek jest wciąż pożyteczny, jego atomowe strzały wciąż lądują w siatce. W październiku po zwycięstwie w Brzesku 3:0 nastąpiła czarna seria, w której częstochowianie dwukrotnie zremisowali bezbramkowo i tyleż razy przegrali 1:2. Ostatni mecz, z Rozwojem, stracona bramka w doliczonym czasie spowodowało rozgoryczenie sponsora. Firma X-Kom oficjalnie z zespołem jest od 3 lat, ma wielkie ambicje związane z Rakowem - od nowego stadionu po awans do 1.ligi w najbliższym czasie. Gdy marzenia o promocji lekko przygasły nastąpiła decyzja o pożegnaniu się z Brzęczkiem. Czy słuszna? Czas pokaże - trener znakomicie dawał sobie radę z młodą kadrą w ligowej młócce. Piłkarze ograli się, robili postępy. Jak się okazało ta formuła się wyczerpała - debiutant w roli szkoleniowca nie dawał gwarancji skutecznej walki o awans.
Wśród jego podopiecznych było kilku zawodników trafiło do już do ekstraklasy, a nawet do reprezentacji Polski.
Raków - Górnik w sezonie 2010/11 (0:0)
Na załączonym zdjęciu z wiosny 2011 w białych strojach wałbrzyszanie Dariusz Michalak i Daniel Zinke, a w czerwonych Artur Lenartowski (z nr 3), a z tyłu Maciej Gajos. Jak się potoczyły losy tego kwartetu? Michalak wciąż w Górniku, gdzie nie udało mu się mimo kilku prób załapać się do klubu z wyższych lig, Zinke zakończył karierę, Lenartowski trafił do ekstraklasy do Korony Kielce, a obecnie figuruje w kadrze Podbeskidzia Bielsko-Bielsko. Gajos z kolei, wówczas ledwie 19-latek był jednym ze skuteczniejszych strzelców zespołu z 7 bramkami. W kolejnym trafił 11 razy, po czym wyemigrował do Białegostoku. Dziś ma 23 lata, już ponad 60 meczów w ekstraklasie i powołanie do kadry! Historia Gajosa jest znakomitym przykładem dla młodych adeptów futbolu - od 7 roku życia grał w Rakowie, gdzie został zauważony przez Tomasza Hajto. Który po kilku obserwacjach zdecydował się go ściągnąć do Jagiellonii. Oczywiście, być może Hajty nie byłoby na meczach Rakowa, gdyby nie osoba Brzęczka, ale oficjalnie zaprzeczają temu. Ponoć trener Ojrzyński, który pracował swego czasu w Częstochowie i wyciągnął z niej wspomnianego Lenartowskiego, ale w prowadzonej przez niego Koronie nie było pieniędzy na transfer. Gajos w Jagiellonii najpierw stopniowo wchodził do składu, powoli czynił postępy, aż w końcu Michał Probierz zdecydowanie postawił na niego. Pełnie umiejętności, uniwersalności pokazuje w tej rundzie, paradoksalnie po wyjeździe największej gwiazdy zespołu Daniego Qiuntany.
Oprócz wspomnianych graczy Rakowa widniejących na zdjęciu, warto wspomnieć o Mateuszu Zacharze, który od 2011 jest graczem Górnika Zabrze - klubu, w którym wiele lat spędził Jerzy Brzęczek. Zachara początkowo zawodził, spędził sezon na wypożyczeniu w Katowicach, ale złapał później wiatr w żagle i obecnie jest jedną z największych "gwiazd" Górnika - czyli pierwszym do transferu zagranicznego.  A w styczniu tego roku dwukrotnie zagrał w I reprezentacji Polski na zgrupowaniu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Dlaczego akurat wspominam o Brzęczku, Gajosie, Rakowie? Klub o zbliżonym potencjale, tradycji jak wałbrzyski Górnik. Organizacyjnie, zwłaszcza marketingowo jednak pomiędzy klubami jest jak się okazuje przepaść. Pod Jasną Górą potrafiono wykorzystać potencjał byłych znanych wychowanków - Brzęczek to nazwisko- instytucja, nikt mnie nie przekona, że bez jego koneksji Zachara i Gajos trafiliby tam gdzie są obecnie. Nazwisko byłego kapitana srebrnych olimpijczyków z Barcelony to magnes dla sponsorów, choć on sam swoje prywatne interesy otwierał w Opolu. W zamian dostał szansę pracy z seniorami, gdzie zdobywał doświadczenie, którego nie mógł zdobyć jako asystent, kursant szkoleń związkowych czy ekspert komercyjnych stacji telewizyjnych. Wiadomo, że jest wujkiem Jakuba Błaszczykowskiego, który stał się ambasadorem klubu i z tej funkcji zrezygnował po dymisji Brzęczka.
Pod Chełmcem przypomina się o dawnych gwiazdach jedynie przy okazji rocznic lub jubileuszów. W klubie pracuje Włodzimierz Ciołek, którego podopieczni dostał powołanie do kadry i jest sztandarową postacią w naszym mieście. Zresztą podczas konferencji pomeczowej w Mielcu Jerzy Cyrak otrzymał po swojej wypowiedzi pytanie od miejscowych dziennikarzy dotyczące właśnie Ciołka i jego współpracy z klubem. Świadczy to o braku wiedzy co tak właściwie robi legenda Górnika.  Czemu klub nie ma pomysłu na wykorzystanie potencjału, kontaktów byłych piłkarzy Górnika - Piotra Włodarczyka, Adama Matyska?
Casus Gajosa pokazuje nie tylko, że marzenia mogą się szybko spełnić dzięki ciężkiej, mozolnej i systematycznej pracy. Oczywiście w futbolu potrzebne jest szczęście, układy, ale przede wszystkim trzeba temu pomóc. Gdyby nie bramki, dobra gra w przeciętnej drużynie drugoligowej to nawet najlepsze poręczenie nie pomogło by. Gdy Maciej grał w Rakowie w lidze brylowali inni młodzi zdolni, którym wróżono świetlaną przyszłość. Ale oprócz talentu trzeba mieć charakter.

piątek, 7 listopada 2014

Wałbrzyszanin w nowej kadrze

Zbigniew Boniek ma grono zwolenników jak i stałych oponentów. Jednak rozmach zmian przeprowadzonych w PZPN za jego kadencji musi przekonać każdego. Centralna Liga Juniorów, zwiększenie rangi Pucharu Polski, odciążenie klubów za opłaty sędziowskie, organizacja finału Ligi Europejskiej w Warszawie - to tylko niektóre z przedsięwzięć, które obecny zarząd może przypisać sobie jako sukces. Oczywiście oczkiem w głowie każdego związku jest szkolenie. Już za kilka dni dojdzie do historycznego początku najmłodszych w historii reprezentacji Polski - U-12 i U-13. Nigdy wcześniej nie mieliśmy kadry w tym roczniku !  Za najmłodszych kadrowiczów odpowiada Bartłomiej Zalewski - rocznik 1979, który jako piłkarz wielkiej kariery nie zrobił, ale równolegle skończył AWF, licencję trenerską, a fachu uczył się jako asystent w Cracovii, a potem będąc prawą ręką Michała Probierza w Jagiellonii, ŁKS, Arisie, Wiśle i Bełchatowie. Równolegle pracował jako asystent trenerów kadr PZPN i dzięki temu zaliczył epizod jako II trener kadry A za kadencji Stefana Majewskiego. Samodzielnie pracował z U-15 i U-16.
Robert Wójcik znany jest z pracy z kadrą U-16 i U-17, gdzie powoływał swego czasu wałbrzyszanina Patryka Parola.
Jak można wyłowić futbolowe perełki w tak młodych rocznikach? Tajniki powołań zdradza trener Zalewski: PZPN stworzył Letnią Akademię Młodych Orłów, w ramach której w wakacje najzdolniejsi piłkarze trenowali podczas obozu w Gniewinie. Spośród 160 chłopaków wybraliśmy po 18 do reprezentacji U-12 oraz U-13. Chłopcy, którzy trenowali w wakacje pod naszym okiem, mają teraz możliwość sprawdzenia swoich umiejętności na tle rówieśników ze Słowacji.
R.Cielemęcki drugi z lewej w dolnym rzędzie
Zgrupowania oraz mecze z południowym sąsiadem odbędą się we Wrocławiu. Wśród wybrańców do historycznego debiutu kadry U-12 znalazł się piłkarz Górnika Wałbrzych Radosław CIELEMĘCKI. Podopieczny Włodzimierza Ciołka jest wyróżniającym się zawodnikiem w swojej kategorii wiekowej. W większości turniejów przywoził indywidualne nagrody - jako najlepszy piłkarz, bądź król strzelców. Urodzony 19.02.2003 r. w obecnym sezonie zagrał we wszystkich 9 meczach strzelając 11 bramek (dane PZPN). Radek był zauważony już w ubiegłym roku, gdy był jedynym graczem Górnika powołanym na konsultację szkoleniową rocznika 2003. Cielemęcki pochodzi z Rogoźnicy, która piłkarskich wielkich tradycji nie ma. Początkowo grał w świdnickim Gryfie, Śląsku Wrocław, by przejść później do Wałbrzycha.
Oprócz niego powołani zostali: Krzysztof Bąkowski (Lech Poznań), Oscar Witek (Cracovia), Filip Balcewicz (Pogoń Szczecin), Marcel Wawrzyniuk, Dominik Andres (Ruch Chorzów), Tomasz Wysocki (Legia), Mariusz Duraj (Lechia Gdańsk), Patryk Gogół (MKS Żory), Kacper Skwierczyński (Pogoń Siedlce), Paweł Kruszelnicki (Rodło Opole), Kacper Żmudź (Kotwica Kołobrzeg), Adrian Zagacki (Piast Karnin), Mateusz Wojciechowski (Warta Poznań), Damian Kołtański (UKS Śrem), Jakub Jagiełło (Siarka Tarnobrzeg), Lucjan Frydrych (Karpaty Krosno), Aleksander Buksa (Wisła Kraków).
Natomiast wśród powołanych do U-13 znalazł się Kacper Pochyra z Lechii Dzierżoniów. Może warto już teraz wziąć pod lupę postępy zawodnika zza miedzy?

środa, 5 listopada 2014

Błysk Oleksego

Polskie ligi centralne powolutku szykują się do zimowej przerwy. Jedni czekają na nią z utęsknieniem, drudzy będący w formie chcieliby grać jak najdłużej. A w jakich nastrojach są piłkarze z okręgu wałbrzyskiego?
Najskuteczniejszym strzelcem ekstraklasy jest Mateusz Piątkowski z Jagiellonii Białystok. 11 bramek daje mu póki co fotel lidera. Pochodzący z Piławy niezwykle skromny piłkarz jest prawdziwym wyrzutem sumienia wszelkiej maści skautów i menedżerów. Sam zawodnik dość szybko pożegnał pseudodoradców i mimo późnego debiutu w najwyższej lidze znakomicie sobie radzi. Sam głośno mówi o grze w kadrze i trzeba powiedzieć, że gorsi od niego zaliczyli już za sobą debiut. Gdyby wciąż biało-czerwoni w grudniu sparowaliby w składzie krajowym z którąś z drużyn bałkańskich za pewno Piątkowski dostąpiłby zaszczytu gry w reprezentacji. Zgoła odmienne nastroje targają Arkadiuszem Piechem. Świdniczanin latem spadkowicza zamienił na mistrza kraju, ale recenzje zbiera bardzo mierne. Nie dość, że nie udało mu się wywalczyć pewnego miejsca w meczowej osiemnastce, to klub jeszcze nie zgłosił go do rozgrywek Ligi Europejskiej. W lidze zagrał jedynie 4 mecze bez gola, w przeciwieństwie do rywalizacji w trzeciej lidze w rezerwach Legii - 5 goli w 6 meczach. W minionej kolejce wybiegł przeciwko swemu byłem klubowi Ruchowi Chorzów i ... był jednym z najsłabszych na placu. Zmieniony w przerwie wydaje się, że być może to będzie ostatni
w klubie z Łazienkowskiej, bo już Legia szuka chętnego na wypożyczenie Arka.  Oferowany był m.in. swemu ostatniemu klubowi o czym można było przeczytać na twiterze. Również Cracovia chętnie widziałaby go w swoim składzie, o czym głośno mówi trener Robert Podoliński.
Zimy pewnie niecierpliwie wyczekuje Michał Bartkowiak, który dochodzi do zdrowia po kontuzji odniesionej w meczu rezerw wrocławskiego Śląska. Jego obecny klub należy do ścisłej czołówki ligowej, gra wciąż w Pucharze Polski i być może wiosną swoją cegiełkę do ewentualnego sukcesu klubu dorzuci wałbrzyszanin.
Ostatnia kolejka 1.ligi była udana dla lubińskiego Zagłębia. Spadkowicz z ekstraklasy krytykowany był za grę, choć ciułał punkty pozwalające mu plasować się w strefie awansowej. Po odprawieniu z kwitkiem Arki w stosunku aż 4:0 przyszło łatwe zwycięstwo nad towarzyszem niedawnej niedoli, czyli degradacji, Widzewem. W Łodzi goście z Lubina wygrali pewnie 3:0, a do bohaterów meczu jak i całej kolejki należeli Paweł Oleksy i Krzysztof Piątek.  Dobrą postawę wspomnianego duetu zauważył nie tylko Sport, ale i tygodnik Piłka Nożna, który obu nominował również do Jedenastki Kolejki, a Pawła wybrał Piłkarzem Meczu. Oleksy rok temu uznawany był za jednego z czołowych bocznych defensorów ekstraklasy, ale szybko dostosował się do mizernej formy, jaką prezentowali piłkarze Zagłębia. Po półrocznym wypożyczeniu do Gdyni tej jesieni Pawłowi wciąż trudno wywalczyć pewne miejsce na lewej stronie. Tam niepodzielnie panuje Serb Dorde Cotra. Pod jego nieobecność w meczach z Chojniczanką i Wisłą Płock z powodu kontuzji zagrał Oleksy i mimo zebrania pozytywnych not, szybko wylądował na ławce rezerwowych. W Łodzi zagrał na prawej obronie, bowiem pauzował za czerwoną kartkę Tosik - ściągnięty przez trenera Stokowca. Czy minie kara Paweł straci miejsce w składzie?  Również absencji podstawowego gracza Zagłębia zawdzięcza swoją obecność w podstawowym składzie dzierżoniowianin Krzysztof Piątek. 19-letni napastnik zagrał znakomity mecz strzelając 2 bramki - łącznie ma ich w tej rundzie 3, bowiem to jego gol rozstrzygnął o zwycięstwie w derbowym pojedynku z Chrobrym Głogów. Jego "problemem" jest czeski napastnik Michal Papadopoulos, który na swoim koncie ma dwa razy więcej bramek od Piątka.
Podobnych problemów w Zagłębiu z kolei nie miał 20-letni obrońca Jarosław Jach. Wychowanek Pogoni Pieszyce, który podobnie jak Krzysztof Piątek trafił do Lubina przez Lechię Dzierżoniów do niedawna był podstawowym stoperem. Po porażce w PP w Pruszkowie ze Zniczem (1:2) trener Stokowiec posadził Jarka na ławce rezerwowych desygnując go w ostatnich dwóch ligowych meczach z ławki rezerwowych
Do Jedenastki Kolejki załapał się Mateusz Bartków. 23 letni wychowanek AKS Strzegom od początku tego roku broni barw Sandecji Nowy Sącz - w tej rundzie wystąpił w 11 z 15 spotkań, w których zdobył jedną bramkę - właśnie w ostatniej kolejce przeciwko GKS Katowice co dało bezcenny komplet punktów popularnym Sączersom. Nowosądeccy piłkarze lawirują niebezpiecznie blisko strefy spadkowej i każdy punkt jest wart przysłowiowego złota.
W ostatniej kolejce do protokołu sędziowskiego po raz pierwszy w tym sezonie wpisał się Bartosz Biel. Niestety za sprawą żółtej kartki - Bartek dopiero drugi raz w tym sezonie zaliczył pełne 90 minut (ogółem 11 meczów), a jego Wigry zajmują 12.miejsce z przewagą zaledwie 3 punktów od strefy spadkowej.
Adrian Mrowiec
Sąsiadem w tabeli jest inny beniaminek, tyle, że z grupy zachodniej, Bytovia Bytów. Tam ostatnio pewny plac ma Kamil Juraszek. Syn byłego piłkarza KP, Górnika/Zagłębia Wałbrzych Piotra, nie miał najlepszej prasy podczas pobytu w Śląsku, ale udany sezon w Arce Gdynia spowodował, że inna pomorska drużyna z chęcią sięgnęła po niego i póki co nie żałuje.
Niewiele brakowało by na tym szczeblu rozgrywek występował Adrian Mrowiec, który krótko bawił na treningach łódzkiego Widzewa. Wydaje się, że lepiej się stało, że nie trafił do rozpadającej się legendy. Póki co obowiązuje go jeszcze kontrakt z Ruchem Chorzów i regularnie gra w jego rezerwach ( 7 meczów i jeden gol - w zwycięskim meczu z GKS Jastrzębie). W prowadzonej przez katowicki Sport klasyfikacji Brązowego Buta Mrowiec do tej pory otrzymał jeden głos w wyborze na gracza meczu. Warto dodać, że jego partnerem jest 20-letni Miłosz Trojak, który wystąpił w 13 z 17 dotychczasowych 3-ligowych meczy.

poniedziałek, 3 listopada 2014

zMiele(c)ni

Stal Mielec to w polskich futbolu uznana marka. W historii naszego futbolu zajmuje poczytne miejsce. Dwukrotne mistrzostwo kraju, dobra gra w europejskich pucharach, a przede wszystkim nazwiska Grzegorza Lato, Henryka Kasperczaka, Andrzeja Szarmacha czy Zygmunta Kukli - to wszystko definiuje Stal. W Wałbrzychu mielecki zespół kojarzony jest z racji dwóch nazwisk. Włodzimierz Ciołek w 1978 zmienił biało-niebieskie barwy Górnika Wałbrzych na identyczne Stali Mielec, jego znakomita gra w ekstraklasie zaowocowała tytułem Odkrycia Roku tygodnika Piłka Nożna. Ciołek grał w Mielcu przez 6 lat 1978-83 podczas których zadebiutował w reprezentacji kraju, pojechał na mistrzostwa świata w Hiszpanii. W kraju ze Stalą zdobył jedynie brązowy medal za 3.miejsce w lidze, grał w PUEFA, a po awansie macierzystego klubu powrócił do Wałbrzycha, gdzie sięgnął po tytuł króla strzelców, a do 20 występów reprezentacyjnych jako gracz Stali dorzucił jeszcze 9 występów jako piłkarz Górnika.
Stal Mielec z Henrykiem Janikowskim(stoi pierwszy z lewej) 
i Włodzimierzem Ciołkiem 
(pierwszy z prawej w dolnym rzędzie)
Drugim wałbrzyskim łącznikiem jest Henryk Janikowski - dziś kojarzony bardziej jako ojciec kickera Sebastiana.W 1980 po zdobyciu 14 bramek na zapleczu 1.ligi działacze Stali skutecznie skusili wałbrzyskiego napastnika. Rok później zaliczył 3 występy w reprezentacji Polski, choć przez długie lata rywalizacja Polski w Japonii nie była uznawana jako mecze kadry A. W latach 1980-83 w Stali zagrał 79 razy i strzelił 19 bramek, po czym na sezon 83/84 zakładał pasiastą koszulkę Cracovii. Po dwóch z rzędu degradacjach powrócił do macierzystego Górnika Wałbrzych, gdzie w sezonie 1985/86 był autorem jedynej bramki w meczu Stali z Górnikiem - co dało historyczne, jedyne do tej pory zwycięstwo wałbrzyszan w Mielcu.
Później Stal, podobnie jak Górnik, przeżywała trudne chwile, łącznie z likwidacją drużyny seniorów. Największym skarbem Stali byli juniorzy, którzy w minionej dekadzie sięgali po medale mistrzostw Polski juniorów. W tej kategorii rywalizacji Mielec również w Wałbrzychu jest ciepło kojarzony, bowiem w 1968 pierwszy tytuł MPJ Górnicy z Wałbrzycha wywalczyli właśnie w Mielcu.
Kończąc wątek historyczny Stali Mielec, to przełom nastąpił rok temu, gdy po 14 latach tułaczki na 4 poziomie rozgrywek piłkarze awansowali do drugiej ligi. Jako beniaminek grupy wschodniej miniony sezon mielczanie rozegrali podobnie jak wałbrzyszanie - po rundzie jesiennej drugie miejsce, apetyty na awans, a wiosną zjazd w dół tabeli, zmiana trenera i 7.miejsce na mecie. W tym sezonie również miała miejsce zmiana szkoleniowca - Rafał Wójcik musiał pożegnać się z funkcją I trenera po miesiącu ligowej rywalizacji, gdy Stal w 6 meczach wygrała raz, 2 razy zremisowała, a trzykrotnie przegrała, a dodatkowo została upokorzona w Pucharze Polski z Spartą Jazgarzew (1:4).
Nowym szkoleniowcem został Janusz Białek, były zawodnik mieleckiego klubu, bardziej jednak znany z pracy szkoleniowej. Jako trener osiągał sukcesy jako szkoleniowiec Aluminium Konin (finał PP), Polonii Warszawa, Odry Wodzisław, a ostatnie 4 lata pracował w PZPN. Jego trzecia trenerska przygoda w Stali zaczęła się od bolesnej porażki u siebie z Błękitnymi 0:3, ale później w 8 meczach mielecki zespół nie poniósł porażki tracąc zaledwie dwie bramki! Tę drugą bramkę zdobył wałbrzyszanin Marcin Folc.
Decydujący moment meczu w Mielcu - kiks Folca i za chwilę 2:1
Najskuteczniejszy napastnik ubiegłego sezonu wałbrzyskiej drużyny aż do piątkowego meczu nie mógł się pochwalić ani jednym golem w bieżącej rywalizacji. Napastnikiem nr 1 jest Marcin Orłowski, Folc z kolei wypadł na kilka tygodni z powodu kontuzji. Ostatnie kolejki pokazały, że trener Jerzy Cyrak znalazł miejsce na boisku dla obu Marcinów. Po pokonaniu Puszczy ożyły przy Ratuszowej nadzieje na odbicie się od dna tabeli - w tej sytuacji bezcenny jest każdy punkt. W Mielcu faworytem byli gospodarze, ale musieli się sporo namęczyć, by zgarnąć całą pulę. W I połowie na miano piłkarza meczu solidnie zapracował Patryk Janiczak, który bronił pewnie, czasem szczęśliwie, ale dzięki jego brawurze Górnik zachował czyste konto. Goście z kolei mieli trzy szanse by zdobyć bramkę. Dwie z nich przeprowadzili lewą stroną po akcji Michała Oświęcimki z Mateuszem Sawickim. Za pierwszym razem Marcin Orłowski ostemplował poprzeczkę bramki miejscowych, a za drugim został sfaulowany przez Kamila Kościelnego. Nie wiedzieć czemu większość mediów podaje nazwisko Grzegorza Michalaka jako faulowanego - jest dostępny materiał video z meczu, więc czemu błąd podkarpackich informacji powielają wałbrzyskie portale, z oficjalną stroną klubową na czele?! Orzeł spudłował w Kluczborku z 11 metrów, więc kolej przyszła na Folca, który wywiązał się z roli egzekutora wzorowo! Trzecia szansa wałbrzyszan to rzut wolny Tomasza Wepy, po którym trochę przypadkowo piłka przeszła przez gąszcz nóg zawodników i zaskoczony takim obrotem sytuacji Dominik Bronisławski spartolił szansę. Po przerwie wiadomo było, że Stal ruszy do ataku. Jak się okazało po raz n-ty indywidualne błędy w defensywie zadecydowały o porażce wałbrzyszan. 5 minut gry, wybicie piłki przez Tyktora, nikt nie doskakuje do Żubrowskiego, strzał niecelny, ale niepilnowany Jankowski trafia do bramki i jest remis. Gol na 2:1 to istne kuriozum. Dośrodkowanie, na piątym metrze piłkę odbija Marcin Folc w taki sposób, że praktycznie mielczanie walczyli, by piłka nie wpadła do bramki jako samobój, tylko gol piłkarza Stali! Folc w ubiegłym sezonie był nieoceniony w defensywie, kiedy wspierał partnerów, ale to klasyczny napastnik, a od dawien dawna pokutuje futbolowa maksyma, że napastnik nie powinien za często bywać we własnym polu karnym. Często cofnięty w defensywie napastnik prokurował rzuty karne, teraz kiks pozwolił rywalowi objąć prowadzenie.
Przy stanie 2:1 mieliśmy do czynienia bardziej z piłkarskimi zapasami niż futbolem. Do przerwy ukarani żółtymi kartkami zostali Bartosz Tyktor i Michał Oświęcimka, dla których było to czwarte napomnienie w sezonie, co oznacza, że w najbliższym meczu będą pauzować! Po przerwie ukarany został Filipe - sprowokowany rzucił piłkę w twarz rywalowi, przy bardziej pryncypialnym arbitrze wyleciałby z boiska i nie mógłby mieć najmniejszych pretensji.
Nadzieje na punkt gości rozwiała Stal pod koniec meczu, kiedy najpierw błąd przy wyprowadzaniu piłki popełnił Janiczak, potem Cichocki zostawił za dużo swobody Raduljowi, który mocnym strzałem po raz trzeci skarcił wałbrzyszan. Nie od dziś wiadomo, że jednym z najsłabszych elementów gry Patryka Janiczaka jest jego wprowadzanie piłki do gry - o ile w przeszłości obyło się bez bramkowych konsekwencji, to w Mielcu się nie udało. Ponadto rzucał się w oczy chaos w środku pola, pomocnicy nie wspomagali defensorów, którzy ekspediowali piłkę z pola karnego, a ta niczym bumerang wracała do szesnastki.
Stal wygrała jak najbardziej zasłużenie. Górnik miewał dobre momenty, zaskoczył rywala, znów zebrał pozytywne recenzje, ale punktów nie przywiózł. W najbliższym meczu zabraknie Tyktora i Oświęcimki, bez których ostatni czasy trudno wyobrazić sobie zarówno defensywę jak i drugą linię. Każdy punkt jest obecnie na wagę złota. Mimo problemów sportowych, finansowych drużyna walczy, stara się - i to należy docenić. Oby w najbliższym meczu w Wałbrzychu Górnik ponownie zapunktował.