niedziela, 14 kwietnia 2013

Czy to już wiosenny kryzys?

Te kilka doliczonych minut w meczu Górnika Wałbrzych z Chojniczanką Chojnice, w których gospodarze będący w beznadziejnej wydawałoby się sytuacji, odwrócili losy meczu zamazały obraz drużyny. Podopieczni Roberta Bubnowicza w mijającym tygodniu rozegrali dwa mecze przy Ratuszowej zdobywając zaledwie jeden punkt, choć apetyty, nie tylko kibiców, były większe. Wizyta wicelidera z Bytowa dość brutalnie zweryfikowały hurraoptymistyczne nadzieje co niektórych, którzy oczami wyobraźni widzieli biało-niebieskich walczących o najwyższe cele w drugiej lidze. Bytovia przyjechała pod Chełmiec z moralnym kacem, jakim niewątpliwie był przegrany mecz w Toruniu, kiedy to outsider Elana wypunktowała faworyta 2:1. W środę Bytovia wypunktowała natomiast Górnika, potwierdzając awansowe aspiracje. Wałbrzyszanie prowadzili wyrównaną grę, ale niestety, zespołowi brakuje argumentów w ofensywie. Im bliżej pola karnego rywala tym gorzej. Siła ognia oparta głównie jest na Danielu Zinke - gdy Czecha odetnie się od podań on sam meczu nie wygra. Zwłaszcza przy swoich warunkach fizycznych skazany jest na porażkę w pojedynkach główkowych. Dla mnie niezrozumiała jest krytyka Daniela przez trenera Bubnowicza po ostatnim meczu z Ruchem. Na bezradność z przodu trzeba spojrzeć globalnie a nie indywidualnie. O ile można przełknąć nieporozumienie z Bytovią to już powinna się zaświecić alarmowa lampka po meczu z Ruchem Zdzieszowice.
Gdzie ta skuteczność ze sparingów? Zastanawia się A.Moszyk.
Goście co prawda wyprzedzają w tabeli jedynie Elanę i wycofanego Lecha Rypin, ale po sobotniej grze można śmiało twierdzić, że jeszcze kilku zespołom krwi napsują. Wielu w Wałbrzychu już przed meczem dopisało Górnikowi komplet punktów, tymczasem jedynym plusem po tym spotkaniu jest pierwsze wiosenne "zero z tyłu". Pierwsza akcja zmarnowana przez Oświęcimkę nie zapowiadała późniejszego dramatu. Wspomnianemu ofensywnemu graczowi miejscowych odnowiła się kontuzja barku i upłynie trochę czasu aż będzie on do dyspozycji trenera Bubnowicza. Potem były szanse wypracowane przez Zinke i Sawickiego po mocnych dośrodkowaniach z prawej strony, których partnerzy nie potrafili wykorzystać a wystarczyło tylko (a może aż) dostawić nogę. Również próby z dystansu nie sięgały celu. Po przerwie to z kolei goście zdominowali wałbrzyszan i dzięki Damianowi Jaroszewskiego zawdzięczamy, że nie padła bramka po strzałach Lachowskiego z wolnego (jesienią gdy grał w barwach Zagłębia Sosnowiec trafił w ostatniej minucie) czy Sobika. No i jeszcze ofiarny wślizg G.Michalaka, po którym wszyscy z obozu Ruchu łapali się za głowę żałując, że zamiast bramki był tylko korner. Końcowy zryw Górnika tym razem nie przyniósł powodzenia, ale po prawdzie podział punktów jest jak najbardziej sprawiedliwy. Pozostaje postawić pytanie - czy po tych meczach można już podejrzewać, że chłopców Bubnowicza naszedł kryzys czy po prostu na więcej ich nie stać? Jeśli chodzi o defensywę to trudno znaleźć słabe punkty. Cieszy dobrze rozwijający się młodzieżowiec Sławomir Orzech, który z meczu na mecz gra coraz pewniej. Martwi z kolei stagnacja formy braci Michalaków, po których należy wymagać więcej. Jesienią grali o wiele ofensywniej, nie popełniali prostych błędów. Na dzień dzisiejszy obaj grają po prostu przeciętnie. W pomocy najpewniej gra Tomasz Wepa, choć i jemu zdarzają się proste straty. Tyle, że jest to graczy ukierunkowany głównie defensywnie, na odbiór piłki a nie kreację akcji ofensywnych. Blado w ostatnich meczach wypadł kapitan zespołu Marcin Morawski. Jego grę porównywano z odpowiednikami - z Bytovią z Wojciechem Piętą (strzelcem bramki), a z Ruchem - Marcinem Lachowskim (byłym kolegą z czasów gry w Sosnowcu) i w obu przypadkach więcej swojemu zespołowi dali właśnie 37-letni Pięta i "Lacha". Pozostaje cierpliwie czekać na powrót formy "Morasia". Brakowało jego prostopadłych podań, celownik strzałów z dystansu/wolnych jest bardzo rozregulowany. Chimerycznie na lewej stronie grają młodzieżowcy - Radziemski wygrał zimą rywalizację, ale liga go brutalnie zweryfikowała. Chajewski z Ruchem błyszczał sztuczkami technicznymi, puszczaniem piłki między nogami rywala, ale fizycznie jeszcze wyraźnie odstaje - każde wejście przeciwnika i Damian odbija się tracąc piłkę, a poza tym gasł z minuty na minutę. Adrian Zieliński dał ze "Zdzichami" dobrą zmianę, poszarpał, strzelił celnie z dystansu, szukał dryblingu, tylko podobnie jak Chajewski dawał stłamsić się fizycznie rywalom. I wciąż gra zbyt indywidualnie. Wreszcie atak, który zimą o wiele słabszym rywalom aplikował gole jak na zawołanie. O Zinke już pisałem. Bohatera z Chojnicami, Michała Bartkowiaka wezwała ojczyzna, czyli kadra. Oświęcimka mógł się podobać z Bytovią, z Ruchem spartolił akcję meczową (bo nie można inaczej nazwać posłanie piłki wprost w bramkarza w sytuacji z 2.minuty) a teraz pozostaje mu rekonwalescencja. Wreszcie Adrian Moszyk. Jesienią wydawało się, że pozbył się kompleksu braku goli w drugiej lidze. Zimą był najskuteczniejszym strzelcem, ale rywale pokroju Kowar czy Świdnicy to niestety, o wiele niższa półka niż druga liga. Adek nie potrafi wypracować sobie sytuacji strzeleckiej, tak jak choćby Zinke, który potrafi się urwać rywalowi. Gdy już dojdzie to ... No właśnie. Z Ruchem Moszyk miał dwie sytuacje - w I połowie z ostrego kąta nie trafił w światło bramki, a pod koniec meczu głową raczej podał niż strzelał do broniącego Kasprzika. Wiem, że to przesada, ale Moszyk przypominał Roberta Lewandowskiego z najgorszych meczów kadry - zamiast krążyć w okolicach "szesnastki" szukał gry w okolicach koła środkowego, odgrywał klepkę do partnera by nie zdążyć pod bramkę przeciwnika. Więcej szumu pod zdzieszowicką bramką robił zmiennik Sobczyk, ale jemu brakowało szybkości. Choć ciekawie wyglądałaby próba, gdyby Sopel zagrałby więcej w ofensywie niż kwadrans. I tak blado wygląda ofensywa Górnika. Czy lekiem okaże się powrót Bartkowiaka? Czy zbliżające się wyjazdowe mecze pozwolą wałbrzyszanom na powiększenie punktowego dorobku dzięki grze z kontry?

wtorek, 2 kwietnia 2013

Cud wielkanocny

Są spotkania, które się wspomina latami. Do tego zestawu od Wielkiej Soboty AD 2013 należeć będzie mecz Górnika Wałbrzych z Chojniczanką. Nie chodzi o wynik, o grę, czy styl, bo emocji za wiele nie było, ale o dramatyczną końcówkę, której nie powstydziłyby się wyższe ligi. W skrócie można opisać tak - ligowa kopanina, walka w środku pola, po dwóch żółtych kartkach opuszczają przedwcześnie plac gry Dominik Radziemski i Grzegorz Michalak. Górnik ostatnie minuty musi grać z debetem dwóch zawodników. Co ciekawe aż 3 z 4 wykluczeń w tym sezonie podopieczni Roberta Bubnowicza zobaczyli w konfrontacjach z Chojniczanką. Goście walczący o awans ruszają do zdecydowanych ataków, ale efekt osiągają dopiero w 90.minucie, kiedy to rzut karny na bramkę zamienia Daniel Feruga. Czy ktoś myślał w tej chwili, że gościom może zdarzyć się coś złego? Ba, były osoby, które nawet przed rzutem karnym opuściły trybuny Stadionu 1000-lecia by uniknąć tłoku w drodze powrotnej w autobusach. Sprawy w swoje ręce, a raczej nogi, wzięli rezerwowi, po których raczej nie spodziewano się poprawy beznadziejnej zdawałoby się sytuacji. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry wyrównał Adrian Sobczyk, który należy do jednych z najstarszych stażem przy Ratuszowej. Swego czasu okrzyczany dużym talentem nie potrafił przebić się w seniorach, choć zadebiutował wieki temu, gdy Górnik/Zagłębie grał w klasie okręgowej. Od tego sezonu terminuje w drugoligowym zespole, ale jesienią dał się jedynie zapamiętać z innego "dziwnego" meczu wałbrzyszan - z Kalisza. Górnik z Calisią prowadził 1:0, grał, podobnie jak w sobotę Chojniczanka, z przewagą dwóch zawodników, a Sopel nie wykorzystał znakomitej sytuacji do podwyższenia wyniku. Skończyło się na golu dla miejscowych w doliczonym czasie gry, euforii kaliszan i wściekłości wałbrzyszan. Teraz Adrian trafił na 1:1 i nastroje były identyczne jak w Kaliszu, gdzie gospodarze nie posiadali się z radości. Współautorem bramki był jeden z dwóch debiutantów w wałbrzyskim zespole Michał Bartkowiak. O ile 28-letni Sobczyk zawyżał średnią wiekową wałbrzyskiej ławki rezerwowych to 16-latek (rocznik 1997) wyraźnie ją zaniżał. Golem w 94 minucie wpisał się do historii. Jest obecnie najmłodszym snajperem wśród ligowców - dotychczasowy rekordzista Damian Drężewski trafił po skończeniu 18 lat. Tak znakomity debiut, okraszony asystą i bramką, przed Michałem zaliczył swego czasu Kornel Duś, który w 1.kolejce 2.ligi sezonu 2010/11 w Żaganiu (Czarni-Górnik 2:2). Kornel miał wówczas skończone 17 lat. Jak się potoczyły losy uzdolnionego napastnika - nie trzeba przypominać, oby Bartkowiak junior nie poszedł w jego ślady.
Michał Bartkowiak
 Michał Bartkowiak II (inny junior wałbrzyskiego o takim samym imieniu w czasach wspólnej gry w juniorach był nazywany jako I - wiosną będzie grał w MKS Szczawno Zdrój) regularnie powoływany jest do kadry juniorów, ma za sobą również staż w Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa, gdzie trenowany był przez byłego reprezentanta kraju Tomasza Sokołowskiego (notabene również funkcjonował z liczbą rzymską, bowiem jego imiennik grał m.in. w Amice). Po powrocie do Wałbrzycha grał w juniorach, a zimą został dokooptowany do kadry I zespołu. Nie był często wystawiany podczas sparingów, choć potrafił pokonać bramkarza Polonii Świdnica. Teraz należy trzymać kciuki za harmonijny rozwój talentu i jak najwięcej udanych występów takich jak doliczony czas w meczu z Chojnicami.
Gole rozstrzygające losy rywalizacji zdobywane w doliczonym czasie gry to nie jest rzadkość. Również zdarzają się dwa zdobyte gole po regulaminowych 90 minutach, ale odwrócenie losów meczu to już nie lada wyczyn. W drugiej lidze zachodniej ostatni taki przypadek, gdy drużyna dwoma golami po 90 minucie gry przechyliła szalę na swoją korzyść był autorstwa również Górnika Wałbrzych. W premierowym sezonie drugoligowym 2010/11 w Toruniu gole Marcina Morawskiego i Grzegorza Michalaka dały remis 2:2, choć po I połowie Elana prowadziła 2:0.

sobota, 30 marca 2013

Kubowicz zagrał w Arce

W Wałbrzychu w ostatnich latach nazwisko Kubowicz stało się po Michalakach najbardziej piłkarskim nazwiskiem. Robert z powodzeniem jest grającym trenerem w Jedlinie Zdrój, teraz wiosną w A-klasowym zespole z uzdrowiska będzie występował Mateusz, który jesienią został zgłoszony do rozgrywek drugoligowych przez Górnika. Najbardziej znanym "Kubą" jest jednak Dawid, mający za sobą grę w kadrze juniorów. Jesienią odbudował się przy Ratuszowej, a zimą szukał klubu grającego w wyższej klasie rozgrywkowej. Nie bez problemów zdobył angaż w gdyńskiej Arce. Podczas przygotowań do wiosennej rundy Dawid ostatecznie przegrał rywalizację o miejsce w podstawowym składzie z Damianem Krajanowskim - notabene byłym kolegą z Floty Świnoujście, gdzie obaj mogli już współpracować z obecnym szkoleniowcem gdynian Pawłem Sikorą. W pierwszych 3 wiosennych meczach żółto-niebieskich na boku defensywy występował Krajanowski i  wciąż cieszył się zaufaniem trenera. Nie inaczej było przed czwartkowym meczem Arki z Kolejarzem Stróże. Do przerwy Krajanowski był jednak najbardziej krytykowanym graczem gospodarzy, którzy prowadzili 1:0 po celnym strzale Piotra Kuklisa.
Obrońca głównie zapamiętany został z klopsa, którego popełnił pod koniec I połowy - mimo wyraźnego krzyku bramkarza o zagrożeniu czyhającym za obrońcą, ten próbował piersią odegrać ją do goalkeepera.Zrobił to jednak tak niefortunnie, że przy piłce pierwszy znalazł się Kamil Nitkiewicz i bez problemu doprowadził do wyrównania. Po 55 minutach trener zmienił Krajanowskiego, który nabawił się kontuzji stawu skokowego, dając tym samym szansę ligowego debiutu w barwach Arki Dawidowi Kubowiczowi. "Kuba" nie zagrał wielkiego meczu, popełnił "wielbłąd" w podobnym stylu co jego poprzednik, na szczęście Tomasz Jarzębowski wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Nitkiewicza, tórego wałbrzyscy kibice pamiętają z gry w MKS Kluczbork. Pod koniec meczu szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy, którzy dwukrotnie zdołali pokonać po strzałach Marcusa i ponownie Kuklisa.
Pod Chełmcem debiut Kubowicza jako pierwszy obwieścił Bogdan Skiba, który bardzo optymistycznie ogłosił udany występ Dawida. Rzeczywistość była trochę odmienna, mniej różowa. Katowicki Sport oraz Przegląd Sportowy ocenił grę wałbrzyskiego defensora na marną czwórkę w skali 1-10. Równie krytyczny był portal kibiców gdynian arkowcy.pl - nota 4 i uzasadnienie: " Rozpoczął od prostego błędu technicznego oraz kilku nieporozumień. Później jednak nieco uspokoił swoją grę. Pod znakiem zapytania stoi gra Krajanowskiego w Bydgoszczy, więc niewykluczone, że niedługo przejdzie poważniejszy test". Z kolei portal trojmiasto.sport.pl "Kubę" ocenił na dwóję w skali szkolnej - "dał fatalną zmianę za Krajanowskiego. Często ogrywany na prawej stronie. W ataku niewidoczny." Z kolei w wypowiedziach pomeczowych trener Arki Paweł Sikora tak odniósł się do występu wałbrzyszanina: "Kubowicz wszedł w trudnym momencie. Uważam, że stać go na lepszą grę."
Wszystko wskazuje, że w zbliżającym się meczu przyjaźni Zawisza - Arka Kubowicz mimo nie najlepszego występu ponownie zagra i to od pierwszego gwizdka , bowiem Krajanowskiego czeka najpierw szczegółowe badania, a potem albo zabieg albo rekonwalescencja.

środa, 27 marca 2013

Jerzy Wyrobek nie żyje


Niestety odszedł od nas kolejny bohater pierwszoligowego Zagłębia Wałbrzych. Nie tak dawno pożegnaliśmy Joachima Stachułę, a wczoraj smutna wiadomość dotarła z Górnego Śląska. Po ciężkiej chorobie zmarł Jerzy Wyrobek. Popularny Pingol kojarzony głównie z chorzowskim Ruchem, z którym w 1974,75 i 79 jako piłkarz wywalczył mistrzostwo Polski. W ciągu 13 lat gry przy Cichej rozegrał 264 mecze
i strzelił 5 bramek. W latach 1970-1977 był powoływany do reprezentacji Polski. Rozegrał piętnaście meczów, w których zdobył jednego gola. Na najwyższym szczeblu rozgrywek debiutował w wałbrzyskim Zagłębiu. To właśnie z Thorezem, do którego trafił ze słynącego z pracy z młodzieżą Stadionu Śląskiego Chorzów, awansował do I ligi, gdzie rozegrał 25 meczów dla zielono-czarnych.
Pracę szkoleniową rozpoczął z Ruchem, z którym powrócił do ekstraklasy i w pierwszym sezonie gry na tym szczeblu zdobył tytuł mistrza Polski. Trenował również m.in. GKS Bełchatów (awans do ekstraklasy), Odrę Wodzisław, Pogoń Szczecin, Zagłębie Lubin, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Wraz z Ruchem gościł przy Ratuszowej w meczu z Zagłębiem Wałbrzych, a w ostatnich latach przeciwko Górnikowi prowadził drugoligowy Tur Turek i Zagłębie Sosnowiec. Jesienią ubiegłego roku z powodów zdrowotnych zakończył pracę szkoleniową w Sosnowcu, w lutym trafił do szpitala, gdzie przeszedł operację i przebywał w śpiączce.
W Chorzowie pamiętali o chorującym Wyrobku.

















Ostatnia wizyta Jerzego Wyrobka w Wałbrzychu - jesień 2012..

niedziela, 24 marca 2013

A Górnik wciąż tylko sparuje...

Zimowa przerwa wałbrzyskiego drugoligowca była pod kilkoma względami wyjątkowa. Po pierwsze klub organizacyjnie staje na przysłowiowe nogi - od niepamiętnych czasów mieliśmy uroczyste podsumowanie roku, przedstawienie sponsorów, nowych koszulek. O popularności futbolu w mieście świadczy zakończony plebiscyt wałbrzyskich gazet, który zdominowany został przez ludzi związanych właśnie z piłkarskim Górnikiem. Jeśli chodzi o przygotowania do drugoligowej wiosny to też były one wyjątkowe. Podopieczni Roberta Bubnowicza rozegrali sporą ilość spotkań, ale żadnego na naturalnej nawierzchni! Pierwsze trzy ligowe spotkania ze względów na panującą aurę i stan boisk zostały przełożone. Z jednej strony powinno to cieszyć - do zdrowia dojść powinni rekonwalescenci Bartoś, Rytko, a już zaczynają grać dochodzy do zdrowia po urazach Zieliński i Oświęcimka, z drugiej - zaległości będą rozgrywane w środku tygodnia, a biorąc pod uwagę napięty kalendarz  istnieje obawa o wytrzymanie trudów cyklu sobota-środa. A jak górnicy prezentowali się w sparingach? Ilość nie przeszła w jakość. Po zakończeniu jesiennej rundy już pod koniec listopada pierwszym sparingpartnerem byli poszukujący angażu Białorusini, grający pod nazwą Fakiel Mińsk (3:0 - D.Kubowicz, Sobczyk, Zinke). Po 2 miesięcznej przerwie rozegrano kolejny z Nielbą Wągrowiec, która spadła z drugiej do trzeciej ligi, gdzie nie gra na miarę oczekiwań. Wałbrzyszanie, nie bez problemów wygrali 5:3 (G.Michalak 3, Moszyk, Zieliński). Później było zwycięstwo nad czwartoligową Olimpią Kowary 5:1 (G.Michalak 2, Moszyk, Wepa, Morawski). Pierwszym sparingiem poza Wałbrzychem był czeski test z Karkonoszami Jelenia Góra (10:0 - G.Michalak 2, Sobczyk 2, Moszyk, Wepa, D.Michalak, Sawicki, Oświęcimka, Radziemski). W Głogowie wałbrzyszanie natknęli się na jedynego pogromcę - KS Polkowice 0:3. Nie doszedł do skutku arcyciekawie zapowiadający się mecz w Legnicy z Miedzią i do obecnego weekendu piłkarze Roberta Bubnowicza grali w Wałbrzychu z: GKS Kobierzyce (4:0 - Moszyk 2, Zinke, Sobczyk), Śląskiem Wrocław - Młoda Ekstraklasa (3:0 - Zinke 2, Moszyk), Lechią Dzierżoniów (6:1 - Moszyk 4, Zinke, Morawski), Polonią/Spartą Świdnica (2:1 - Bartkowiak, Sobczyk), Olimpią Kowary (5:2- Zinke 2, Radziemski, Sobczyk, Morawski), Orłem Ząbkowice (5:0 - Moszyk 3, Radziemski, Sobczyk) i ponownie ze świdniczanami (3:0 - Moszyk, Zinke, D.Michalak). Ostatnie trzy mecze by w zastępstwie ligowych bojów, co prawda pierwotnie działacze próbowali zakontraktować innych (czytaj mocniejszych) rywali  - Ślęzę Wrocław, Zagłębie ME Lubin i Chrobry Głogów. Bilans jest na papierze dość okazały - 12 meczów w tym 11 zwycięstw i jedna porażka, bramki 51:10! Średnio 4 zdobyte bramki na mecz. Wśród strzelców bramek najlepszymi byli Moszyk 14, Zinke 8, G.Michalak 7, Sobczyk 7 - co w ich przypadku należy wierzyć, że podtrzymają to podczas rundy wiosennej. Z szerokiej jesiennej kadry ubyli: Dawid Kubowicz (Arka Gdynia), Mateusz Kubowicz (Zdrój Jedlina Zdrój), Dawid Rosicki,  Artur Baczyński (obaj Victoria Świebodzice), Paweł Matuszak (do drużyny juniorów). Testowani zimą gracze znaleźli zatrudnienie w podwałbrzyskich klubach - Damian Olejnik (wychowanek klubu, ostatnio Unia Janikowo) w świebodzickiej Victorii, a Mateusz Jaros w świdnickim trzecioligowcu.
Mateusz Jaros ostatecznie zagra w Świdnicy.
W przypadku tego ostatniego natychmiast powstało kilka pytań - skoro zyskał uznanie w oczach trenera Bubnowicza to czemu działacze nie zdecydowali się na angaż byłego gracza Gwarka Zabrze? Prezes Gawlik tłumaczył polityką zatrudniania graczy z okolic Wałbrzycha, skoro tak, to czemu jednego z trzecioligowych maruderów stać na jego zatrudnienie, a Górnika - nie? Być może w Świdnicy rzadziej niż przy Ratuszowej będą trenować i Jaros będzie dojeżdżał dwa, trzy razy w tygodniu - co było wykluczone w wałbrzyskim drugoligowcu.
Istotnym czynnikiem jest (będzie?) brak występów na naturalnej nawierzchni. Imponujący bilans sparingów jest wielce mylący, bowiem wałbrzyszanie zaledwie raz grali z rywalem z tej samej klasy rozgrywkowej i z kretesem przegrali z KS Polkowice. W ogóle nie grali z wyżej notowanymi rywalami. Głównie za przeciwników były drużyny, które miały niedaleko do Wałbrzycha, ale gorzej z klasą sportową. Z trzeciej ligi zarówno ekipy z Dzierżoniowa, Ząbkowic czy Świdnicy nie należą do potentatów ligowych, a dwie ostatnie będą wiosną mocno walczyły o ligowy byt. Zresztą odniosło się wrażenie, że tegoroczne sparingi były okazją do przypomnienia się byłych graczy Górnika: w Kowarach M.Udoda i M.Smoczyka, w Kobierzycach W.Ciołka, w Świdnicy J.Fojny czy W.Wierzbickiego.
Wśród innych byłych graczy wałbrzyskich klubów również nastąpiły zmiany barw klubowych. Najgłośniejsza to przejście Michała Protasewicza z Floty Świnoujście do bułgarskiego Etyru. Bartosz Biel zamienił Tur Turek na ŁKS Łódź. Legnicką okręgówkę
Adam Kłak
opuścił po półrocznej grze Adam Kłak. Grał tam z Patrykiem Spaczyńskim, a wiosnę spędzi z byłym kolegą z Miedzi oraz Górnika - Rafałem Majką w czwartoligowym Orkanie Szczedrzykowice. W tej lidze w barwach Piasta Nowa Ruda występuje były gracz Górnika, wychowanek Włókniarza Głuszyca Łukasz Kalka, którego po jesiennym wypożyczeniu Piast wykupił definitywnie z Włókniarza, a znajdował się w kręgu zainteresowań Polonii Świdnica.
W Kamiennej Górze doszło do zmian w zarządzie klubu i po raz kolejny wśród "grupy trzymającej władzę" znalazł się były piłkarz m.in. Zagłębia Wałbrzych - Jan Grzesiński. W Olimpii od lat nie brakuje graczy z Wałbrzycha, raz kolonia liczy ledwie kilku, raz więcej graczy. W zimowych sparingach brał udział Wojciech Błażyński, który jesienią grał w Białym Orle Mieroszów, ale niewiadomo czy zostanie w Olimpii, bowiem podobnie jak w innych okręgach również OZPN Jelenia Góra odwołał pierwszą kolejkę. Ciekawostką jest, że w pucharowym meczu Olimpii z Orłem Wojcieszów zagrał Damian Misan, który jesienią strzelał gole w austriackiej lidze regionalnej.
Damian Misan
Czy był to jeden, "gościnny" występ w przerwie zimowej czy też powrót Damiana do ojczyzny? Z podalpejskiego grania zrezygnował m.in. Mateusz Kopernicki, który wrócił do Świdnicy. W Austrii bramki strzelał seryjnie będąc czołowym snajperem nie tylko swojego klubu, ale i całej ligi. Ciekawe więc czy Misan zrezygnuje z dobrze płatnego strzelania za euro kosztem grania w jeleniogórskiej okręgówce? Jeśli wciąż będzie grał w Austrii to jak zinterpretuje ten pojedynczy występ w PP jeleniogórski OZPN - czy aby Orłowi Wojcieszów nie należałby się walkower?
Wiosna to również trenerski debiut Marcina Wojtarowicza w B-klasowym Jokerze Jaczków. Obecnie czwarty zespół ma tylko 4 punkty do lidera, więc całkiem realny jest atak na A klasę. Pomóc zespołowi ma nie tylko nowy szkoleniowiec, ale kolejne transfery, które powodują, że Joker niejako staje się kontynuatorem Juventuru, bowiem w jego kadrze sporo jest byłych graczy zespołu z Podzamcza, który nie doczekał się niestety reaktywacji.

poniedziałek, 18 marca 2013

Wstyd...

W ubiegłym tygodniu pożegnaliśmy jedną z legend wałbrzyskiego futbolu, znakomitego ofensywnego gracza Thoreza, później Zagłębia Wałbrzych Joachima Stachułę. 9 marca po długiej chorobie w wieku 73 lat odszedł niezapomniany przez kibiców, działaczy i dziennikarzy. W mediach głównie mogliśmy przeczytać o Nim jako strzelcu historycznej pierwszej bramki zdobytej przez wrocławski Śląsk w ekstraklasie.
Szkoda tylko, że nie popisali się działacze (?) klubu z Wrocławia. Przed ostatnim meczem aktualnego mistrza z Podbeskidziem upamiętniono śp. Stachułę minutą ciszy, a na okazałym telebimie przedstawiono zdjęcie ...Pawła Śpiewoka, który ma się dobrze, ba ogląda z wysokości trybun mecze Śląska! Śpiewok, prywatnie przyjaciel Stachuły, jeszcze z czasów wspólnie spędzonych w Katowicach, z dystansem podszedł do fatalnej pomyłki komentując: Ja się nie mogę wypowiadać, bo przecież nie żyję.
Słowo Sportowe w krótkiej notce biograficznej śp. Joachima umiejscowiło w Kolejarzu ... Stróże, a nie tym z Katowic! Dla przypomnienia - epizod wrocławski w karierze Stachuły to przymusowy patriotyczny obowiązek służby wojskowej, gdzie trafił z Wałbrzycha. Po grze w Śląsku ponownie wrócił pod Chełmiec by grać w zielono-czarnych barwach Thoreza. Dobra gra zaowocowała debiutem w I reprezentacji kraju. Był współautorem największego sukcesu w historii klubu i miasta, czyli trzeciego miejsca i grze w Pucharze UEFA. Po zakończeniu kariery trenował wałbrzyskie oraz okoliczne kluby.

niedziela, 3 marca 2013

Łasicki na Viareggio Cup

Na przełomie stycznia i lutego we Włoszech rozegrany został Viareggio Cup. W tym rozegrana została już
65.edycja, a futbolowym świecie ma ten młodzieżowy turniej dużą renomę. Torneo di Viareggio jest uznawany za klubowe młodzieżowe mistrzostwa świata. Od 1949 triumfowały ekipy głównie z Włoch, a trio Milan, Juventus, Fiorentina mają po najwięcej (8) triumfów, ale też sześciokrotnie triumfowała praska Dukla, a wśród zwycięzców są  jeszcze m.in. Partizan Belgrad czy urugwajski Juventud. W tegorocznej edycji mieliśmy wałbrzyski epizod - Igor Łasicki z SSC Napoli. W rozgrywkach ligowych U-20 (Primavera) neapolitańczycy po 20 kolejkach są na czwartym miejscu, ale do drugiego Lazio tracą zaledwie punkt a po prowadzącej Catanii trzy. Zresztą w sobotę oba zespoły spotkały się ze sobą i aktualny lider wygrał u siebie 3:1. Ponadto w marcu czeka ich finał pucharu U-20 (Copa Primavera) z Juventusem. Polak ostatnio pauzował z powodu czerwonej kartki, ale na turniej Viareggio Cup nie mogło go zabraknąć. Napoli było jedną z 48 drużyn marzących o końcowym triumfie. Oprócz włoskich drużyn klubowych, regionalnych do Italii przyjechały i przyleciały ekipy m.in. z dalekiej Australii, Argentyny, Paragwaj, Chile, Stanów Zjednoczonych, Ekwadoru, Meksyku, Egiptu, Kongo (reprezentacja U-17). Stary Kontynent reprezentowały klubowe ekipy z Belgii, Danii, Macedonii, Norwegii, Węgier, Słowenii, Anglii, Hiszpanii, Rosji i Serbii. Zespoły zostały podzielone na dwie grupy z 6 podgrupami czterozespołowymi każda. W gr. A swoje podgrupy wygrali Juventus, Inter, Torino, Genoa, argentyński All Boys, beligijski Anderlecht, a w gr.B - Siena, Fiorentina, Milan, Napoli, Spezia i Lazio. Igor Łasicki wraz z kolegami pokonali Honved Budapeszt 2:0, Lecce 4:0 oraz LIAC Nowy York 2:0.
Igor Łasicki.
W walce o ćwierćfinał stawkę uzupełniły zespoły z drugich miejsc z najlepszym bilansem punktowym. Piłkarze z Neapolu zmierzyli się o najlepszą ósemkę z Genoą. Po remisie 1:1 doszło do rzutów karnych. Igor podszedł do jedenastki i pewnie ją wykonał. Po dramatycznej rozgrywce piłkarze z Genui wygrali ostatecznie 9-8 i to oni wywalczyli awans. W ćwierćfinale musieli jednak uznać wyższość Sieny (1:3), a warto dodać, że na tym etapie rywalizacji było 7 ekip włoskich i rodzynek z Belgii - Anderlecht. Fiołki z Brukseli w karnych poradzili sobie z Torino, w półfinale ograli Sienę 1:0 a w finale nie dali najmniejszych szans Milanowi 3:0.
Napoli w przeszłości raz wygrało Viareggio Cup w 1975, czterokrotnie było w finale rozgrywek. Być może za rok będzie lepiej i będziemy mieli Polaka w finale tych prestiżowych w tej kategorii wiekowej rywalizacji? Piłkarzem turnieju wybrano pomocnika AC Milan Bryan Cristante, który otrzymał nagrodę Golden Boy. Ta nagroda wręczana jest dopiero od 2009. Póki co ich triumfatorzy są do tej pory anonimowi. Kto wie, może za rok Igor dołączy do panteonu gwiazd, jak np.Gaetano Scirea, który w 1969 poprowadził Atalantę Bergamo do triumfu nad Napoli.